przez dreamwalker » Cz lut 26, 2009 11:05 am
Ch'nnex i Zima siedzieli przy barzr w karczmie "Złoty Smok", delektując się wybornym smakiem tutejszego miodu. To prawda, Silverymoon było ostatnim przyczółkiem północnego gorzelnictwa (między innymi). Nie licząc Mithrilowej Hali, gdzie wyrabiano gorzałkę znaną na świat cały zwaną zwykle (całkiem odkrywczo) "krasnoludzką gorzałą".
Zimie kołatały jeszcze jeszcze w głowie słowa Jarla. Gigant kiedyś je popamięta. Odszczeka wszystko błagając Zime o życie i młode diablę było tego pewne bardziej niż czegokolwiek innego. Na razie jednak, jedyne co mógł zrobić to obmyślać plany, których wykonanie było daleko poza jego zasięgiem. Spojrzał na gościa, który siedział obok niego.
Był to kobold. Zimna nie mógł wymyśleć istoty, która by bardziej niepasowała do tej ekskluzywnej karczmy, na którą stać było nielicznych. Do tego po koboldzie widać było, że był z południa. Może ta trochę ciemniejsza niż zwykle skóra? A może to fakt, że w ogrzewanej karczmie kobold potrzebował i tak jeszcze grubego płaszcza, jakby dalej było mu zimno. Mały daleki kuzyn smoków rozglądał się po karczmie z ciekawością, co chwilę popijając wieksze łyki grzanego miodu. Nie wyglądał na zmieszanego towarzystwem bogato odzianych mieszczan, bogatych poszukiwaczy przygód i jego samego - ucieleśnienia zimy. Kobold siedział wyprostowany, spoglądając jakby dumnie na każdego, kto skrzyżował z nim wzrok. A że płacił hojne napiwki, to karczmarze nie mieli pretekstu aby go wyrzucić.
Ch'nnex przypatrzył się swojemu kompanowi. Na sam widok jego ubranej na biało i jakby dodatkowo białowłosej postaci przyprawiał kobolda o lekkie dreszcze. Wygladało na to, że samej zimie jest za zimno i postanowiła wpaść do karczmy na jednego głębszego. Zima bardzo zaciekawił Ch'nneksa. Był on odstępstwem od wszelkich tutejszych norm. Nie sprawiał wrażenia obładowanego magicznymi przedmiotami głupka, który przeczesuje jaskinie. Kobol pomyslał, że taka postać ich nie potrzebuje. Sam jej wygląd budzi szacunek, a jeśli nieznajomy jest magiem, na pewno potrafi pokazać jak zimno potrafi być w zimie nawet w czasie najgorętszych upałów.
Rozmyślania obu przerwał głos starca, który właśnie wstał, zachęcany gorąco przez towarzystwo.
- A więc mam opowiedzieć historię, co? To jaką chcecie? Bo mam dla Was absolutną nowość - legendę o Księgach Żywiołów, którą opowiedział mi niedawno drow Zzentai. Tak, tak - najprawdziwszy drow z Podmroku. Sam się zdziwiłem, że zna takie opowieści, ale po tym jak powiedział tą legendę już w to nie wątpiłem.
Towarzystwo nie oponowało. Gdzieniegdzie twarze zaczerwienione alkoholem zaczerwieniły się jeszcze bardziej, tym razem jednak z rządzy. Różne rzeczy mówiono o legendach, ale Ci którzy żyli aby samymi stać się legendami, mówili że w każdej z nich jest ziarno prawdy. Starzec pociągnął długi łyk z gąsiora, stanął na specjalnym podwyższeniu, na którym jeszcze przed chwilą dawali z siebie wszystko elfi muzykanci i zaczął swą opowieść.
- Dawno dawno temu żyło sobie czterech przyjaciół. Zwali się oni Ziemia, Powietrze, Woda i Ogień. Istnieli na długo zanim świat uformował się do dzisiejszych rozmiarów. Byli poszukiwaczami przygód - tak jak wy. A każdy z nich zgłębiał tajemnice jednego z żywiołów - według ich imienia. Ta czwórka dokonała rzeczy, o których nie słyszano nigdy wcześniej ani później. Wszyscy byli potężnymi magami, a zaklęcia z których korzystali dawały im moc zdolną obalić każde państwo. Oto jedna z ich przygód - ostatnia ze wszystkich, a zarazem ze wszystkich najciekawsza.
Rozległy się gromkie brawa, mające zachęcić starca do dalszego snucia swojej opowieści, ktoś podał gąsiorek z gorzałką a starzec znów napił się, a gdy otarł usta zaczął właściwą część opowieści.
Ziemia, Powietrze, Woda i Ogień. Czterej wielcy przyjaciele, czterej poszukiwacze przygód, czterej najwięksi magowie jakich znał świat, postanowili sięgnąć po największy skarb zwany Koroną Żywiołów. Artefakt ten, stworzony przez pradawnych bogów miał być najważniejszym trofeum i jednocześnie ukoronowaniem ich trwających przez lata przygód. Wybuchły jednak między nimi kłótnie, ponieważ korona jest jedna, a kandydatów do jej noszenia - czterech. Tak więc, podczas zbierania informacji o położeniu artefaktu doszło do konfliktów między wcześniej nierozłącznymi przyjaciółmi. W ich efekcie każdy poszedł w swoją stronę.
Ziemia szukał korony tam, gdzie najwięcej skał. Wybrał się więc w Wielkie Góry, które dzisiaj są mniejsze i noszą nazwę Gór Orsraun. Szukał tam szczęścia, ale znalazł śmierć. Pojmany we śnie przez minotaurów został uwięziony. Będąc w klatce spisał całą swoją wiedzę w Księdze Ziemi, która zaginęła potem wraz z nim.
Powietrze swoje poszukiwania prowadziło na Szczycie Świata, tam jednak bez wsparcia czarów ochrony przed zimnem rzucanych przez Wodę, zginął gdy próbując znaleźć schronienie przed zimnem, trafił na siedzibę starożytnego białego smoka. Jego widze i wspomnienia, zapisane w Księdze Powietrza, do dziś leżą w skarbcu smoka, który jak głosi legenda, zginął w trakcie pojedynku z Powietrzem. Tak własnie - w swej tytanicznej walce zabili się nawzajem.
Ogień - on odwiedził ziemie dzisiaj zwane Calimshanem długo błąkał się na pusty, aż znalazł wejście do katakumb licza, który znany był ze swej wiedzy o dawnych dziejach. Ów licz jednak sprytnie wykorzystał Ogień i przemienił go w nieumarłego. Tak - Ogień jako jedyny może istnieć do dzisiaj. Jego wiedza, spisane w Księdze Ognia są do dzisiaj własnością licza.
I ostatni - Woda. On odwiedzał podwodne krainy. Wypytywał o Koronę sahuaginów i morskie elfy, ale nie znalazł nawet śladu. Księga Wody, którą zostawił w jednej z osad Sahuaginów zawiera całą jego wiedzę. Sam zaś Woda zaginął potem bez śladu. Legendy morskich ludów mówią o nim w wielu miejscach jako o Bogu Wody. Walczył z żywiołakami i smokożółwiami, wywoływał sztormy i burze, zamrażał całe morza - wszystko wedle swego kaprysu. Jednak od bardzo dawna nie ma już o nim słychu, więc podejrzewa się że nie żyje.
Burza oklasków nagrodziła opowieść a w Zimie i Ch'nneksie obudziło się małe pragnienie. Nawet jeśli nie da się zdobyć Korony, której przecież odnaleźć nie mogli nawet legendarni bohaterowie, to zdobycie Ksiąg nie wydaje się być wyzwaniem ponad ich siły. No może troszkę. A jeśli wierzyć, że w legendach jest ziarno prawdy, to każda z tych ksiąg jest bezcennym artefaktem, który może każdemu przynieść potęgę.