[D&D FR 3.5ed] Księgi Żywiołów

Sesje skończone, zamknięte lub zmarłe śmiercią naturalną.

Moderatorzy: Moderacja, Mistrzowie Gry

[D&D FR 3.5ed] Księgi Żywiołów

Postprzez dreamwalker » Cz lut 26, 2009 11:05 am

Ch'nnex i Zima siedzieli przy barzr w karczmie "Złoty Smok", delektując się wybornym smakiem tutejszego miodu. To prawda, Silverymoon było ostatnim przyczółkiem północnego gorzelnictwa (między innymi). Nie licząc Mithrilowej Hali, gdzie wyrabiano gorzałkę znaną na świat cały zwaną zwykle (całkiem odkrywczo) "krasnoludzką gorzałą".

Zimie kołatały jeszcze jeszcze w głowie słowa Jarla. Gigant kiedyś je popamięta. Odszczeka wszystko błagając Zime o życie i młode diablę było tego pewne bardziej niż czegokolwiek innego. Na razie jednak, jedyne co mógł zrobić to obmyślać plany, których wykonanie było daleko poza jego zasięgiem. Spojrzał na gościa, który siedział obok niego.

Był to kobold. Zimna nie mógł wymyśleć istoty, która by bardziej niepasowała do tej ekskluzywnej karczmy, na którą stać było nielicznych. Do tego po koboldzie widać było, że był z południa. Może ta trochę ciemniejsza niż zwykle skóra? A może to fakt, że w ogrzewanej karczmie kobold potrzebował i tak jeszcze grubego płaszcza, jakby dalej było mu zimno. Mały daleki kuzyn smoków rozglądał się po karczmie z ciekawością, co chwilę popijając wieksze łyki grzanego miodu. Nie wyglądał na zmieszanego towarzystwem bogato odzianych mieszczan, bogatych poszukiwaczy przygód i jego samego - ucieleśnienia zimy. Kobold siedział wyprostowany, spoglądając jakby dumnie na każdego, kto skrzyżował z nim wzrok. A że płacił hojne napiwki, to karczmarze nie mieli pretekstu aby go wyrzucić.

Ch'nnex przypatrzył się swojemu kompanowi. Na sam widok jego ubranej na biało i jakby dodatkowo białowłosej postaci przyprawiał kobolda o lekkie dreszcze. Wygladało na to, że samej zimie jest za zimno i postanowiła wpaść do karczmy na jednego głębszego. Zima bardzo zaciekawił Ch'nneksa. Był on odstępstwem od wszelkich tutejszych norm. Nie sprawiał wrażenia obładowanego magicznymi przedmiotami głupka, który przeczesuje jaskinie. Kobol pomyslał, że taka postać ich nie potrzebuje. Sam jej wygląd budzi szacunek, a jeśli nieznajomy jest magiem, na pewno potrafi pokazać jak zimno potrafi być w zimie nawet w czasie najgorętszych upałów.

Rozmyślania obu przerwał głos starca, który właśnie wstał, zachęcany gorąco przez towarzystwo.
- A więc mam opowiedzieć historię, co? To jaką chcecie? Bo mam dla Was absolutną nowość - legendę o Księgach Żywiołów, którą opowiedział mi niedawno drow Zzentai. Tak, tak - najprawdziwszy drow z Podmroku. Sam się zdziwiłem, że zna takie opowieści, ale po tym jak powiedział tą legendę już w to nie wątpiłem.
Towarzystwo nie oponowało. Gdzieniegdzie twarze zaczerwienione alkoholem zaczerwieniły się jeszcze bardziej, tym razem jednak z rządzy. Różne rzeczy mówiono o legendach, ale Ci którzy żyli aby samymi stać się legendami, mówili że w każdej z nich jest ziarno prawdy. Starzec pociągnął długi łyk z gąsiora, stanął na specjalnym podwyższeniu, na którym jeszcze przed chwilą dawali z siebie wszystko elfi muzykanci i zaczął swą opowieść.

- Dawno dawno temu żyło sobie czterech przyjaciół. Zwali się oni Ziemia, Powietrze, Woda i Ogień. Istnieli na długo zanim świat uformował się do dzisiejszych rozmiarów. Byli poszukiwaczami przygód - tak jak wy. A każdy z nich zgłębiał tajemnice jednego z żywiołów - według ich imienia. Ta czwórka dokonała rzeczy, o których nie słyszano nigdy wcześniej ani później. Wszyscy byli potężnymi magami, a zaklęcia z których korzystali dawały im moc zdolną obalić każde państwo. Oto jedna z ich przygód - ostatnia ze wszystkich, a zarazem ze wszystkich najciekawsza.
Rozległy się gromkie brawa, mające zachęcić starca do dalszego snucia swojej opowieści, ktoś podał gąsiorek z gorzałką a starzec znów napił się, a gdy otarł usta zaczął właściwą część opowieści.
Ziemia, Powietrze, Woda i Ogień. Czterej wielcy przyjaciele, czterej poszukiwacze przygód, czterej najwięksi magowie jakich znał świat, postanowili sięgnąć po największy skarb zwany Koroną Żywiołów. Artefakt ten, stworzony przez pradawnych bogów miał być najważniejszym trofeum i jednocześnie ukoronowaniem ich trwających przez lata przygód. Wybuchły jednak między nimi kłótnie, ponieważ korona jest jedna, a kandydatów do jej noszenia - czterech. Tak więc, podczas zbierania informacji o położeniu artefaktu doszło do konfliktów między wcześniej nierozłącznymi przyjaciółmi. W ich efekcie każdy poszedł w swoją stronę.

Ziemia szukał korony tam, gdzie najwięcej skał. Wybrał się więc w Wielkie Góry, które dzisiaj są mniejsze i noszą nazwę Gór Orsraun. Szukał tam szczęścia, ale znalazł śmierć. Pojmany we śnie przez minotaurów został uwięziony. Będąc w klatce spisał całą swoją wiedzę w Księdze Ziemi, która zaginęła potem wraz z nim.

Powietrze swoje poszukiwania prowadziło na Szczycie Świata, tam jednak bez wsparcia czarów ochrony przed zimnem rzucanych przez Wodę, zginął gdy próbując znaleźć schronienie przed zimnem, trafił na siedzibę starożytnego białego smoka. Jego widze i wspomnienia, zapisane w Księdze Powietrza, do dziś leżą w skarbcu smoka, który jak głosi legenda, zginął w trakcie pojedynku z Powietrzem. Tak własnie - w swej tytanicznej walce zabili się nawzajem.

Ogień - on odwiedził ziemie dzisiaj zwane Calimshanem długo błąkał się na pusty, aż znalazł wejście do katakumb licza, który znany był ze swej wiedzy o dawnych dziejach. Ów licz jednak sprytnie wykorzystał Ogień i przemienił go w nieumarłego. Tak - Ogień jako jedyny może istnieć do dzisiaj. Jego wiedza, spisane w Księdze Ognia są do dzisiaj własnością licza.

I ostatni - Woda. On odwiedzał podwodne krainy. Wypytywał o Koronę sahuaginów i morskie elfy, ale nie znalazł nawet śladu. Księga Wody, którą zostawił w jednej z osad Sahuaginów zawiera całą jego wiedzę. Sam zaś Woda zaginął potem bez śladu. Legendy morskich ludów mówią o nim w wielu miejscach jako o Bogu Wody. Walczył z żywiołakami i smokożółwiami, wywoływał sztormy i burze, zamrażał całe morza - wszystko wedle swego kaprysu. Jednak od bardzo dawna nie ma już o nim słychu, więc podejrzewa się że nie żyje.


Burza oklasków nagrodziła opowieść a w Zimie i Ch'nneksie obudziło się małe pragnienie. Nawet jeśli nie da się zdobyć Korony, której przecież odnaleźć nie mogli nawet legendarni bohaterowie, to zdobycie Ksiąg nie wydaje się być wyzwaniem ponad ich siły. No może troszkę. A jeśli wierzyć, że w legendach jest ziarno prawdy, to każda z tych ksiąg jest bezcennym artefaktem, który może każdemu przynieść potęgę.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 1509
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska


Postprzez SKRP » Cz mar 05, 2009 11:15 pm

Ch'nnex

Pyszczek Ch'nnexa już się otwierał, by zapytać się swojego niezwykłego towarzysza, co sądzi o opowieści starca, ale, być może obawiając się chłodnego przyjęcia tak błahego tematu konwersacyjnego, zdecydował się zamilknąć.

Okutany ciepłym płaszczem kobold oparł się o bar. Po chwili namysłu wyjął z jednej z kieszeni płaszcza garść piasku, którą w największym skupieniu rozsypał na ladzie. Po chwili mały stworek zamarł, w skupieniu kontemplując przedziwne, pozornie przypadkowe wzory utworzone przez piasek. Oczekiwał na znak.

Ziarna pradawnego, pamiętającego jeszcze początki świata piasku jak zwykle milczały. Ch'nnex starannie je zebrał i schował w jednej z przepastnych kieszeni swojego płaszcza. Dzień, w którym osiągnie pełne oświecenie i zjednoczenie z najpotężniejszą siłą natury jeszcze nie nadszedł. Podniesiony na duchu optymistyczną myślą, że ów dzień być może nadejdzie już jutro, kobold spojrzał na swojego kompana i zapytał:
- Kiedy wyruszamy?
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez K.D. Of Mithost » Śr mar 11, 2009 7:08 pm

Zima

O stół diablęcia i jego towarzysza zachrzęściły malutkie kawałeczki lodu, oderwane od białej czupryny czarodzieja, gdy ten drgnął gwałtownie i podrapał się w czoło. Księgi Żywiołów... Księgi Żywiołów! Cóż to za piękna bajka...
Czarodziej już chciał prychnąć, co uchodziło u niego za wybuch śmiechu, gdy uderzył go ukryty sens opowieści starca. On i jego kompan, dwóch potężnych awatarów dwóch prastarych sił natury, ziemi i wody, zupełnie przypadkiem wpadają na kogoś znającego baśń o quasi-legendarnych Księgach Żywiołów... To brzmiało za bardzo jakby maczał w tym palce Los. A jeśli tak w istocie było, to choćby diablę wyszło w tym momencie z karczmy, bogowie tak poskręcaliby jego nić przeznaczenia, aż zasnąłby w końcu w beczce solonych śledzi, która jakimś cudem znajdzie się później na statku płynącym na poszukiwanie Ksiąg...
Z Losem nie ma żartów. Zresztą...
Czarodziejowi przyszły na myśl miesiące zmarnowane na eksperymentach w twierdzy lodowych olbrzymów.
Zresztą i tak nie ma nic lepszego do roboty. Co jak co, ale taka podróż niemal na pewno zaprowadzi go i jego kompana do miejsc, w których można zdobyć moc, pieniądze, kontakty, choćby sama Korona, a nawet Księgi okazały się zwykłymi opowiastkami. A on musiał zebrał moc, pieniądze i kontakty, jeśli miał mieć nadzieję na kontynuowanie swoich eksperymentów i studiów, o zemście na gigantach nie wspominając.

-Teraz- Powiedział cicho Zima, wypuszczając z ust gęsty kłębek pary, odpowiadając na pytanie zadane mu przez jego łuskowatego towarzysza, i wstał powoli. W jego oczach lśnił niezwykłe jak na tego osobnika błyski podniecenia, choć głos miał spokojny. Miał nadzieję, że jego drugi łuskowaty kompan, ten większy, nie zapodział się nigdzie - jego zdolności lokomocyjne mogą być bardziej niż przydatne w pogoni za Księgami.
Ostatnio edytowano N mar 15, 2009 6:38 pm przez K.D. Of Mithost, łącznie edytowano 1 raz
K.D. Of Mithost
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1022
Dołączył(a): Śr paź 19, 2005 8:13 pm
Lokalizacja: Kilcoole
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez SKRP » N mar 15, 2009 6:16 pm

Zima i Ch'nexx

Podczas gdy drobinki lodu powoli topniały na stole, Zima z zainteresowaniem obserwował kobolda. Ch'nnex zamarł, a z jego płaszcza powoli zaczęły sypać się ziarenka drobnego piasku. Mały potomek smoków nagle skrzyżował przed sobą łapki, tak jakby starał się przed czymś zasłonić. Na jego twarzy pojawił się wyraz absolutnego przerażenia. Zima, wyraźnie rozbawiony sytuacją, jednym gwałtownym ruchem wylał cały kufel swojego miodu na głowę Ch'nnexa. Wyrwany z transu kobold wydał piskliwy okrzyk, po czym oddychając głęboko oparł się o stół.
Ziemia przemówiła… – wykrztusił karzełek ocierając pyszczek z lodowatego miodu – Ziemia przemówiła… "Dostępu do księgi broni syn ciemności".
Czarodziej przechylił głową z niedowierzaniem, a z jego bujnej czupryny spadły kolejny płatki śniegu. Syn ciemności… Przecież Zima wie o ciemności niemal wszystko.
Wstawaj – powiedział chłodno Zima do oszołomionego kobolda. – Czas nam ruszać.
Ch'nnex z trudem podniósł się z ławy. Wysoki czarodziej zdawał się być zdecydowany podjąć wyzwanie. Zbyt prędki, ocenił go w myślach kobold. Ale potężny, więc warto pochylić się ze zrozumieniem nad jego popędliwością. Kobold poprawił swój płaszcz. Gdy karzełek wstał, drobne ziarenka piasku z podłogi, jakby pchane niewidzialną siłą, momentalnie wtopiły się w jego strój. Ch'nnex rzucił na bar parę drobnych monet i szybko ruszył za Zimą. Dwaj dziwni goście opuścili karczmę pod "Złotym Smokiem" bez słowa, a razem z nimi zniknął również panoszący się pod sufitem, przejmująco zimny wiatr.
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » N mar 15, 2009 6:37 pm

[c]Księga Ziemi[/c]

Ogromny orzeł lecący nad Górami Orsraun robił ogromne kółka obniżając lot bardziej i bardziej w stronę gniazda trzymając w dziobie zwierzaka, którego udało mu się upolować, gdy zleciał w niższe partie gór. Nagle ostry dziób chwycił go uniósł dalej, tak że wypuścił z dzioba własną zdobycz.

- Nie wariuj, potem będzie jedzenie - orzeł usłyszał czyjś głos dochodzący go gdzieś od prawej strony i zaraz potem poczuł, że spada. Pogruchotane kości nie były już w stanie poruszać skrzydłami i wielki ptak wylądował w leśnym poszyciu po przeleceniu przez kilka warstw gałęzi.
~Cholerne smoki~

***

Zima i Chn'nexx zsiedli z podniebnego wierzchowca i rozejrzeli się. Dokoła nic tylko ciemne bory, przecinane gdzieniegdzie wystającymi skałami. Droga prowadziła prosto w górę i to dość ostro, jednak zdecydowali się wylądować i podejść kawałek na piechotę ze względu na to, że wejście było ukryte w lesie.

Ogromna skała, dobrze widoczna wśród otaczającego ją zewsząd lasu była dobrze widoczna z lotu smoka, a to właśnie w niej mieściło się wejście do siedziby krasnoludzkiego klanu. Chn'nexx ścisnął mocniej w ręce otrzymane gdzieś tam na dole poręczenie i zastukał ogromną kołatką w przemyślnie ukryte w skale drzwi. Informacje o tym jak znaleźć drzwi, również otrzymał od informatora.

- Lepiej żeby ten krasnolud się nie mylił. Bo wiesz mógł powiedzieć, że wie o Księdze po to aby nas zaciekawić albo zmylić.
- Nie bój się, Zima. Lepiej dogadaj się ze swoim smokiem, żeby Ci nie zwiał. mamy poręczenie, więc udzielą nam pomocy.

***

- Szukacie Ksiąg Żywiołów? A konkretnie Księgi Ziemi? Ciekawe ciekawe - powiedział dopijając napar stary kapłan Dumathoina opiekujący się lokalną biblioteką.
- Zbiory ksiąg w Pared Nedt są oczywiście bogate. Ale nie mamy tu wszystkiego. Oczywiście mamy pewną wskazówkę. Ale samo poręczenie nie wystarczy aby ją uzyskać. Co powiecie na wyświadczenie nam pewnej przysługi?
Avatar użytkownika
dreamwalker
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 1509
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez SKRP » Cz mar 19, 2009 10:54 pm

Kobold zamilknął. Po chwili westchnął głęboko i rzekł:
- Czcigodny kapłanie. Doceniam potęgę wiedzy, której jesteś strażnikiem. Od zawsze patrzyłem z przyjaźnią na krasnoludy, które zdają się dostrzegać moc drzemiącą w głębi ziemi. Zawsze znajdę siły, aby wspomóc tych, którzy umieją zawierzyć skałom. Mój towarzysz i ja wyświadczymy Wam przysługę, jeśli nie przekroczy ona naszych możliwości. Jednakże, mam do was prośbę, ponieważ wiem, że jesteście prawdziwymi synami tej cudownej krainy. Gdy wykonam wasze zadanie, opowiedzcie mi o wszystkich jej sekretach, przekażcie mi historie powtarzane przez najstarsze kamienie. Pragnę zrozumieć język, którym przemawia do nas ziemia. Jako dziecko tych skał, czcigodny kapłanie, z pewnością rozumiesz moją prośbę. Zawrzyjmy przymierze.
Po wygłoszeniu tej długiej przemowy Chn'nexx instynktownie się zgarbił i w milczeniu oczekiwał na odpowiedź kapłana.
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » Wt mar 24, 2009 10:16 pm

- Ach tak - powiedział kapłan, nabijając w zamyśleniu wielką fajkę tytoniem tak aromatycznym, że podrażnił zmysły powonienia Ziemi mimo, że krasnolud siedział po drugiej stronie stołu.

Kobold rozejrzał się i zauważył, że Zima już zajął się sobą i zagłębił nos w jakiejś wielkiej księdze. Chyba pierwszej lepszej jaką znalazł na tej półce. Czytał pospiesznie, jakby liczył na to, że kapłan nie widzi.

- Prawdziwej wiedzy nie znajdziecie w księgach - powiedział tajemniczo krasnolud, tym samym gasząc zapędy diablęcia. - mogę przystać na twoje warunki, panie? - kapłan zwrócił się w stronę kobolda.
Kobold po dłuższej chwili namysłu odpowiedział: -Nazywam się Ch'nnex, syn pustyni. A jak mam się zwracać do ciebie, czcigodny kapłanie?
- Ach, istotnie - zapomniałem się przedstawić - powiedział z roztargnieniem - imię moje Der-vear
Kobold spojrzał swojemu rozmówcy w oczy - Czcigodny Der-vearze, zatem w jaki sposób mogę pomóc Twojemu ludowi? Słucham Cię uważnie.
- Ho, ho - huknął krasnolud posyłając pod sufit kółka z fajki. Zaciągnął się jeszcze raz, popatrzył na kobolda i zaczął mówić - Nasz lud żyje sobie tutaj w pokoju. Z nikim nie toczymy wojen, trudnimy sie jedynie zbieraniem wiedzy i sprzedawaniem jej tym, którzy przychodzą w jej poszukiwaniu. Zwykle poprosiłbym więc o uiszczenie małej opłaty mającej wspomóc naszą osadę, teraz jednak sytuacja jest wyjątkowa i jak nigdy poszukujemy dzielnych poszukiwaczy przygód. - kolejny przestój na pociągnięcie fajki i chwila zamyślenia. Der-vear zszedł z kszesła i podszedł do Ziemi - chyba najlepiej będzie jeśli zobaczysz to sam. W jednym z naszych korytarzy dokulismy się do jaskini pewnego smoka. I wiesz - powiedział rzucając na chwilę spojrzenie na Zimę, wciąż pochłoniętego lekturą - smok czerwony jak oczy teściowej, więc pewnie zły jak diabli. Co powiesz, gdybyśmy obdarzyli Cię wieczystym dostępem do naszych zbiorów w zamian za małą przysługę związaną z ową kreaturą?
Urodzajne królestwo ziemi jest domem dla wielu stworzeń - odparł cicho Ch'nnex, - Czy ten smok uczynił wam coś złego, czcigodny kapłanie?
- Niby nie - powiedział Der-vaer, rozłożywszy ręce i wzruszywszy ramionami - ale kto wie co takiemu chodzi po głowie? Z resztą - jeśli zawrzesz z nim przymierze, a nie zabijesz też będziemy radzi. I może rzeczywiście masz jakieś szanse, skoro smoki to odległa rodzina Twojej rasy? Postąpisz jak chcesz. My chcemy mieć zapewnienie, że smok nie będzie chciał naszej zguby.
-Czcigodny Der-vearze - mały kobold wyprostował się i powiedział stanowczo - zaprowadź mnie do tego smoka. Jestem gotów przyjąć Twoje zadanie. - Ch'nnex zanurzył rekę w przepastnej kieszeni płaszcza, by dotknąć Piasku. Czerwony smok... Dawno nie spotkał czerwonego smoka.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 1509
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez SKRP » Śr mar 25, 2009 10:22 pm

***
Der-vaer zatrzymał się w niskim korytarzyku. Ustnikiem fajki wskazał dalszą drogę.
- Tam, za wyrobiskiem - powiedział krasnolud, po czym zaciągnął się i wypuścił małe kółeczko dymu - Chłopcy szli za obiecującą żyłą amanitu, a tutaj smok. Coraz więcej tych kreatur ostatnimi czasy...
- Możesz wracać do osady, czcigodny kapłanie - wyszeptał Ch'nnex - Teraz już poradzę sobie sam.
- Niech Dumathoin ma cię w opiece, panie - odrzekł starzec, po czym wypuścił ze swojej ogromnej fajki ostatnie kółeczko i spokojnie ruszył w kierunku osady.

Ch'nnex w milczeniu czekał aż starzec zniknie za załomem korytarza. Gdy nawet intensywny zapach aromatycznego tytoniu używanego przez kapłana został zastąpiony przez zatęchłe podziemne powietrze, kobold klęknął na skalnej podłodze. Drobnymi łapkami wodził po kamieniach starając się zapamiętać dokładnie ich kształt i fakturę. Przez chwilę trwał skupiony w tej pozycji, po czym zaczerpnął powietrza i nagle Ch'nnex zanurkował w twardą skałę, tak jakby kamienie nie stanowiły dla niego żadnej przeszkody.

Z gracją i szybkością zjawy kobold przemierzał najniższe partie Gór Orsraun. Z zaciekawieniem obserwował mijane skały, część witał z uśmiechem niczym dawno nie widzianych znajomych. Uszczęśliwiony Ch'nnex zapomniałby o prośbie Der-vaera, gdyby nie ciepło które poczuł w kieszeniach płaszcza. Magiczny piasek z pustyni najwyraźniej chciał mu coś przekazać. Kobold obiecał sobie, ze kiedy tylko upora się ze smoczym problemem, natychmiast zajmie się tym niezwykłym fenomenem. Ch'nnex, cały czas stanowiąc jedność ze skałami, ruszył w górę. Już po chwili znalazł się pod grotą smoka. Swoimi wyostrzonymi zmysłami wyczuwał chciwy i agresywny umysł czerwonego jaszczura. Bezpiecznie ukryty w czułym objęciu głazów kobold zamyślił się. Czerwony smok... Smok tej barwy kiedyś nawiedził jego rodzinne góry Dustwall, pozostawiając za sobą tylko śmierć i zniszczenie. Ten tutaj wydawał się być taki sam - sprytna bestia marnująca swój cały intelekt na gromadzeniu bezwartościowych świecidełek. Ch'nnex podjął decyzję. Skupiony rozpoczął inkantację. Uczucie towarzyszące przemianie było zadziwiająco przyjemne. Ta postać była mu bliska niczym jego własne ciało. Po chwili kobold przeistoczył się w niezbyt dużego, ale masywnego jaszczura, pokrytego zewsząd dość ostrymi kolcami. Ch'nnex poruszył skórzastymi skrzydłami, po czym powoli wynurzył się ze skał, tuż przy wejściu do jaskini czerwonego smoka.
- Bądź pozdrowiony, Czerwony Zdobywco - kobold wysyczał tradycyjne pozdrowienie i zamarł w bezruchu oczekując na odpowiedź mieszkańca groty.
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » Pn mar 30, 2009 7:31 pm

Gdy Chn'nex wyłonił się z litej skały ujrzał w pełni świetność smoczego siedliska. Od razu widać było, że to nie smok jest tutaj gościem, ale krasnoludy, który dokopały się do jego podziemnych komnat wydrążonych w skalach zapewne szmat czasu temu przez podziemne rzeki lub lawę - Chn'nex nie był tego pewien po pobieżnym ogarnięciu wzrokiem tego, co było dla wzroku widoczne. A było tego sporo.

Ogromne stosy złotych monet i drogich kamieni, przedmioty najróżniejszego przeznaczenia wykonane z czystego złota lub platyny. Były tam całe zbroje, broń i królewskie insygnia. Wszystko to, a nawet i jeszcze więcej, leżało w nieładzie pod pękatym brzuchem smoka, który niczym w bajkach dla dzieci, właśnie ucinał sobie drzemkę na czubku tej góry wspaniałości i skarbów.

Wkoło smoka i jego skarbu pełno było skarbów naturalnych, do których wzrok kobolda przylepiał się bardziej niż do smoczych świecidełek - Ogromne stalagmity i stalaktyty rozmieszczone wokół sprawiały wrażenie, jakby smok i jego skarb znajdował się w wielkiej paszczy skalnego stwora, którego głowa była tak wielka jak cała ta góra. Kobold uważnie przypatrywał się warstwom skał widocznym na ścianach, obserwował srebrne nitki surowców mineralnych, które bladymi iskierkami odbijało światło pochodzące z kryształów umieszczonych gdzieniegdzie w ścianach jaskini.

Chn'nex z zachwytem podziwiał widoki, podczas gdy obudzony jego głosem smok, wstał z góry skarbów i obrócił się w jego stronę.

- Kim jesteś, Mahezuen? - zapytał przekrzywiając głowę i strząsając ostatnie monety, które utknęły pod jego łuskami podczas drzemki. - I dlaczego zwiesz mnie Zdobywcą? - w głosie smoka słychać było wielkie zdumienie.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 1509
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez SKRP » So kwi 04, 2009 5:03 pm

Zaskoczony nadzwyczaj uprzejmym jak na czerwonego smoka przyjęciem, Chn'nex bez strachu odrzekł:
Jestem pewien, że posiadacz tak wspaniałych trofeów musi być zdobywcą – głos przemienionego kobolda odbił się echem od ścian olbrzymiej jaskini – Pochodzę z pustyni Raurin, w której ciepłych piaskach wykluł się również sam Axlitis, a teraz podróżuję po świecie poszukując własnego legowisko. Nazywam się Chn'nex.
Słabe imię – czerwony smok zmrużył swoje wielkie, gorejące ślepia – imię dla malutkiej jaszczurki. Jestem Cravnos, władca Gór Orsraun. Nie zezwoliłem ci na podróżowanie po mojej dziedzinie, mała jaszczurko!
Czerwony jaszczur gniewnie machnął ogonem i wyprostował się. Gwałtownemu ruchowi towarzyszył brzęk monet spadających ze stosu kosztowności na którym uprzednio wylegiwała się bestia. Chn'nex przeczuwał, że lada moment będzie mu dane doświadczyć furii czerwonego smoka.
Cravnosie, przyszedłem zaproponować ci korzystną wymianę, a nie walkę – kobold trzymał nerwy na wodzy. Wiedział, że jeśli tylko pozwoli sobie na okazanie strachu, bestia na pewno się na niego rzuci – Znam podobną jaskinię, mieści się tylko nieco… Dalej.
Wzburzony bezczelnością przybysza, czerwony smok zawarczał, a z jego pyska wyleciał snop iskier. Niezrażony kobold kontynuował:
Daleko stąd, pod Górami Grzebietów Świata znajduje się zasypana jaskinia jednego ze złotych smoków. Jego potomkowie nie są świadomi jakie dziedzictwo pozostawił po sobie ich przodek. Mogę udzielić ci informacji, Cravinosie, cennej wskazówki która pozwoliłaby ci zdobyć skarby smoków o złotych łuskach.
Żałosne – syknęła czerwona bestia a drobny płomień omiótł skały nieopodal Chn'nexa – uważasz, że dam się nabrać na te niemądre historyjki?
Przemieniony kobold cofnął się do tyłu i stanął na tylnych łapach. Czuł ciepło, wiedział, że Piasek jest zniecierpliwiony przeciągającymi się negocjacjami.
Daję ci szansę, Cravinosie. Spójrz w głąb swojego serca i zastanów się, czy moja oferta nie jest dostatecznie hojna – Chn'nex z niezwykłą zwinnością zanurkował w kamienną podłogę na której stał przed chwilą. Kobold skupił się na umyśle czerwonego smoka i przesłał do niego swoje myśli – Znam wszystkie sekrety ziemi. Zaufaj mojemu słowu.
Swobodnie płynąc przez skały znajdujące się pod czerwonym smokiem, Chn'nex wyczekiwał na odpowiedź bestii.
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » N kwi 05, 2009 11:42 am

Smok, teraz już zupełnie rozbudzony i postawiony na nogi przez dziwacznego intruza, rozejrzał się po jaskini. Potem uniósł swoje cielsko jeszcze raz i wyszedł spomiędzy kłów stalagmitów, jednak w miejscu, gdzie przed chwila stał przemieniony Chn'nex nie było juz nikogo.

- I gdzie się chowasz, psie? Boisz się? Hahahaha! Niech no ja Cię jeszcze zobaczę, to sprawię, że nie dożyjesz jutra - smok śmiał się i drwił z kobolda, a przy tym mocno tupał w ziemię, chcąc wywabić Chn'neksa z jego skalnej kryjówki. Śmiał się. Rechotał na całego. Walnął jednym ładunkiem smoczego ognia w miejsce, gdzie kobold zniknął mu z oczu, ale nic się nie działo. - Władca Ziemi, co? A jak niby mam wierzyć Twojemu słowu? Góry Krańca Świata to szmat drogi stąd. Nawet jak dla smoka i dobrze o tym wiesz. Nawet gdybym miał możliwość teleportacji, to jaką mam pewność, że nie zwiniesz się z moim skarbem podczas mojej nieobecności? No! gadaj psie! Nie kryj się po norach jak tchórzliwa mysz, bo gdy wyjdziesz, zostaniesz jak tchórzliwa mysz potraktowany!
Avatar użytkownika
dreamwalker
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 1509
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez SKRP » N kwi 05, 2009 1:28 pm

- Nie masz możliwości teleportacji? - Chn'nex pozwolił sobie na wysłanie do czerwonego smoka myśli z odrobinką delikatnej kpiny. - Nie kryję się po norach, Cravnosie, po prostu w tej chwili nie interesuje mnie walka z Tobą. Proponuję Ci najzwyklejszą w świecie umowę.
Przemieniony kobold poczuł jak kamienie rozgrzewają się wskutek działania oddechu wściekłego Cravnosa.
- Czerwony Zdobywco, naprawdę nie chciałbyś, aby skarby złotołuskich stały się Twoją własnością? Wyobraź sobie! Złote smoki wreszcie upokorzone - Chn'nex powoli przenikał przez kolejne warstwy skał i kontemplował wyjątkowo intrygujące złoża pirytu. Dał Cravnosowi chwilę aby się wyzłościł, po czym spokojnie wysłał do niego pytającą myśl:
- Może mieszkają tutaj jakieś istoty, które mogłyby popilnować Twojego skarbu? Są przecież różne przekąski, które kierują się najdziwaczniejszymi zasadami.
Już spokojniejszy Cravnos usiadł wygodnie i rozparł się na jednym ze stosów złota.
- Może i znam takie istoty - powiedział czerwony smok - ale nie będę zawierać żadnych porozumień z kimś kogo nie widzę.
Chn'nex wyśliznął się z jednego z większych stalaktytów i łagodnie sfrunął na podłogę, zachowując pełen szacunku dystans od Cranvosa.
- Kogo proponujesz? - mruknął przemieniony kobold rozprostowując błoniaste skrzydła.
- Mieszkają tutaj wyjątkowo grubokościste, ale nawet zorganizowane przekąski - syknął Cravnos powoli się przeciągając - Z pewnością będą się bać mojego gniewu na tyle, że nie ważą się uszczknąć nawet najmniejszej cząstki mojego skarbu, a jednocześnie będą się starały go bronić.. Na tyle na ile potrafią.
- Mówisz o tych tundarach, które pałętają się tu i ówdzie? - Chn'nex udał zdumienie - No, jeśli uważasz, że możesz im zaufać to w takim razie nie widzę przeszkód, uczyńmy ich świadkami naszego paktu.
- Nie tak szybko! - łeb Cravnosa nagle się podniósł, tak aż jeden z złotych pucharów zsunął się i poleciał tuż pod łapy przemienionego kobolda. Czerwony smok zwinnie zerwał się ze swojego legowisko i momentalnie nakrył drogocenny drobiazg szponem - Musisz też przyrzec, że nigdy ich nie napadniesz i nie odbierzesz im moich skarbów.
Chn'nex uśmiechnął się w duchu.
- Dobrze, Czerwony Zdobywco. Obaj zagwarantujmy tutejszym tundarom wiekuistą nietykalność jeśli będę strzec twojego skarbu, tak aby wykluczyć jakiekolwiek oszustwa. - zadowolony z siebie kobold już układach w myślach magiczną wiadomość, którą zamierzał wysłać do Der-vaera "Czekaj w korytarzu prowadzącym do jaskini czerwonego smoka, niczego się nie obawiaj" - Odnajdźmy teraz tylko jedną z tych przekąsek i możemy zawrzeć porozumienie.

***

Człapiąc tuż obok czerwonego jaszczura, Chn'nex przeniknął wzrokiem piękne ściany kamiennego korytarza, z taką łatwością jakby składały się nie z bazaltu, ale z najcieńszego szkła. Tylko dzięki tej magicznej sztuczce, przemieniony kobold zdołał dojrzeć Der-vaera, który, spoczywając na kamieniu w bocznej odnodze korytarza, spokojnie popalał swoją olbrzymią fajkę. Chn'nex wysłał do niego uspokajającą myśl "Niebawem spotkasz dwa smoki. Nie obawiaj się, jesteś bezpieczny, jednym z nich jestem ja. Wysłuchaj co czerwony ma ci powiedzenia i zgódź się na jego propozycję". Czarodziej zauważył z jakim przestrachem zerwał się krasnolud i wysłał do niego jeszcze jedną myśl tchnącą opanowaniem najstarszych skał "Nie lękaj się. Bądź spokojny, nic ci nie grozi. Oczekuj na nas".

Po chwili Cravnos zaczął węszyć.
- Chyba mamy szczęście - mruknął - czuję że pałęta się tutaj jakiś tundar. O, tutaj jest. Odważny maluch - syknął z lekceważeniem, po czym przemówił w krasnoludzkim, z idealnym akcentem. - Pokurczu, wyłaź. Albo spalę Cię zaraz.
Chn'nex przysiadł na tylnych łapach i obserwował jak przestraszony Der-vaer powoli wysuwa się z wnęki w której się ukrywał. Stary kapłan starał się wyprostować, ale widać było, że w obecności dwóch groźnych bestii przychodzi mu to z trudem. "Brak mu spokoju skał, choć wydaje mu się, że tyle o nich wie" skonstatował kobold.
- Czym... mogę służyć? - zapytał, idealnie maskując lekkie drżenie głosu.
- Posłuchaj, pokurczu - Cravnosa już zirytowała rozmowa ze starym krasnoludem - Ty i twoja żałosna rodzinka będziecie pilnować aby nikt nie wszedł do mojej jaskini. Zwłaszcza ten kolczasty smok obok mnie. Jak się wywiążecie z tego zadania to was nie zjem. Ani jednego. Nigdy. A jak zobaczę, że nawet najmniejsza grudka złota zniknęła, to sam wiesz co wam zrobię, pokraki. Wytępię was, plugastwo. A teraz won!
Drobny płomień, którym Cravnos chciał postraszyć krasnoluda nie został już zauważony przez uciekającego kapłana. Chn'nex zdołał tylko przesłać Der-vaerowi krótką myśl: "Oto oferta paktu. Przemyślcie ją".
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » Pn kwi 27, 2009 6:04 pm

Oferta paktu. Dobre sobie. Der-vaar wiał, aż się za nim kurzyło. Gdy dotarł do krasnoludzkiej twierdzy z głuchym uderzeniem oparł się o ścianę i zaczął pospiesznie przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu hubki i krzesiwa. Zaraz zaraz. Co ten kobold sobie myśli? Układać się z czerwonym smokiem? I to na takich bandyckich warunkach? Krasnolud jeszcze trzęsącymi się dłońmi odpalił fajkę i pociągnął z niej sporo. Następnie odetchnął i szpetnie zaklął. Oczywiście, była to propozycja nie do odrzucenia.

---

Wielka sala widywała już wiele zgromadzeń przywódców klanu. Za każdym razem gdy działo się coś złego, tutaj właśnie zbierała się starszyzna i przedstawiciele sąsiednich twierdz. Nie inaczej było i teraz, więcej nawet - teraz sala wypełniona była po brzegi. Jak nigdy dotąd. Krasnoludy wrzeszczały i przekrzykiwały się - Nie dla smoków! Precz ze zbójeckimi paktami! Zabić gada! Wstrętne koboldy!
Wszyscy żywo dyskutowali nad tym co uczynić. Zebrani w niecałą godzinę i odciągnięci od swoich zajęć byli wkurzeni bardziej niż zwykle. W końcu zapadła cisza. Najstarszy krasnolud uniósł prawicę, w której trzymał wielką pieczęć z symbolem Moradina. Na ten gest odpowiadali starsi innych klanów - podnosząc inne pieczęcie. Rada się zaczęła. Der-Vaar dobrze nabił fajkę i jeszcze raz sprawdził ostrość pióra. Jako sekretarz musiał uważać na wszystko co się mówi.

- Co radzicie, bracia? - zadał sakramentalne pytanie najstarszy i zwrócił się w stronę głów klanów.

- Klan z Przełęczy Mesketh wystawi dwudziestu wojowników i dwóch kapłanów
- Klan z Wielkiej Góry - przekrzyczał go siedzący obok rudy krasnolud - dziesięciu najemników, jeden mag. Inni też włączali się w deklaracje, które nagle zostały przerwane przez starszego.
- Bracia? O czym Wy?
- Za-bić smoka! Za-bić smoka! Za-bić smoka! - krzyk dochodzący z całej sali, zagłuszył jego słowa. Precedens. Zwykle przeszkadzających starszym wieszało się za jaja.
- Zajebać smoka i zabrać jego skarby! - krzyknął rudy i popił spory łyk z kufla piwa, zawtórowało mu kilku innych rudych siedzących za nim. Potem zawtórowała cała sala. Starszy się poddał. Musiał.

- To jak, Der-Vaar? Ilu mamy? - zapytał retorycznie starszy. Wszystko, łącznie z podziałem skarbu było wyliczone co do sztuki złota. Wiedzący dobrze się znali na swoim fachu.
- Stu wojowników, dwudziestu magów, trzydziestu kapłanów, oddział gnomich zwiadowców, którzy mają rozproszyć uwagę smoka.
- Dobrze. Idź teraz do tego kobolda. Powiedz mu, że jutro oficjalnie przypieczętujemy sojusz - odbędzie się uroczystość i ja osobiście zawrę pakt ze smokiem. Tylko na bogów, zastosuj jakąś magię ochronną by nie wykryli, że kłamiesz. Nie chcemy powtórzenia sytuacji jak z tymi łupieżcami umysłu z Podmroku.
- Tak, panie! - Der-Vaar się skłonił i wyszedł.

---

Krasnolud pojawił się. Wyszedł z jaskini i drżącym głosem powiedział: Zgadzamy się na Twoje warunki, ale nasz honor wymaga by pakt był zawarty uroczyście z najstarszym klanu! Jutro przybędziemy aby zawrzeć pakt razem z przywódcą klanu. Czekaj w pieczarze smoku! - ostatnie słowa dochodziły już z tunelu, do którego krasnolud szybko się schował.

Gdy odszedł, Cravnosowi powiedział z ukontentowaniem: - Widzisz - są słabi. To mędrki i gryzipiórki. Poprzyglądałem się im trochę to wiem. Dobrze, żę jutro przyprowadzą Starszego. Ubije się go, to większy posłuch będzie w narodzie. Chyba możesz poczekać do jutra, co? Skarby złotych chyba do tego czasu nie wyparują?

Złowieszczy śmiech rozległ się w jaskini. Smok ułożył się znów na górze monet. - To do jutra. Chyba, że chcesz mi powiedzieć coś jeszcze?
"Whenever you find that you are on the side of the majority, it is time to pause and reflect." - Mark Twain
Avatar użytkownika
dreamwalker
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 1509
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez SKRP » Wt kwi 28, 2009 9:44 pm

- Nie, Cravnosie - Chn'nex rozprostował skrzydła pokryte drobnymi kolcami - spotkamy się jutro i zawrzemy pakt w obecności tundarów. Nie będę dłużej nadużywać twojej gościnności.
Czerwony smok, zajęty przeliczaniem swoich skarbów, nie odpowiedział, zresztą przemieniony kobold nawet tego nie oczekiwał. Chn'nex spokojnym krokiem opuścił jaskinię wielkiego jaszczura, po czym znów zanurkował w bezmiar Gór Orsraun. Podczas gdy przenikał przez skały, jego ciało stopniowo wracało do naturalnego kształtu kobolda. Zadowolony z siebie czarodziej zmierzał w kierunku krasnoludzkiej wioski.
- Pakt ze smokiem niemal zawarty... Teraz krasnoludy z pewnością ofiarują mi wiedzę o którą je prosiłem... Ziemio, wszystko toczy się po mojej myśli - Chn'nex już wyobrażał sobie ile fantastycznych sekretów przyjdzie mu niebawem poznać - Tak. Te góry przynoszą mi szczęście.

***

Zamyślony kobold wynurzył się ze skalnej podłogi w krasnoludzkiej bibliotece, w gabinecie należącym do Der-Vaara. Krasnolud zdawał się drzemać za stołem zasypanym najróżniejszymi papierzyskami i woluminami.
- Czcigodny kapłanie? - Chn'nex odchrząknął - Nie przeszkadzam?
Stary krasnolud gwałtownie się ocknął. Widok kobolda wywarł na nim niezwykłe wrażenie - Der-Vaar niemal spadł ze swojego bogato zdobionego krzesła.
- T-to t-ty? - wyjąkał - To ty?
- Wybacz to najście, czcigodny Der-Vaarze - Chn'nex skłonił się pokornie.
Stary kapłan momentalnie się opanował.
- Co cię tu sprowadza? - krasnolud zapytał niemal obojętnym tonem i zajął się nabijaniem swojej olbrzymiej fajki - Czy mogę w czymś pomóc?
Z odpowiedzią kobold zaczekał, aż Der-Vaar wypuści pierwsze kółeczko z dymu. W milczeniu obserwował powolne ruchy kapłana Dumathoina, a zwłaszcza jego spracowane, pokryte zmarszczkami, lekko drżące dłonie.
- Czerwony smok zawrze z wami pakt i zagwarantuje wam nietykalność. Chciałbym teraz. Otrzymać wiedzę, którą. Mi. Obiecałeś. - Ziemia mówił niezwykle powoli. Zdawać się mogło, że pomiędzy jednym a drugim słowem, kobold zapada w jakiś dziwny letarg. Chn'nex z trudem kontrolował swoje ciało. Czuł, że magiczny piasek czegoś się natarczywie domaga - Księga. Ziemi. Gdzie. Jest.
Der-Vaar skurczył się w sobie. Jego przybysz zdawał się już go nie zauważać. Zafascynowany kapłan obserwował jak z kieszeni płaszcza kobolda powoli wysypuje się piasek, który zaczyna formować się na kamiennej podłodze w jakieś dziwne kształty. Po chwili drobny żwir przybrał postać grubej księgi. Kobold przyklęknął i dotknął łapką dziwnego tworu, po czym zwrócił swój pyszczek w kierunku krasnoluda.
- To znak - wyszeptał Chn'nex - dwa wieki czekałem na znak. Czcigodny kapłanie, nadszedł czas. Powiedz mi, gdzie znajdę księgę ziemi. Powiedz mi to teraz.
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » Śr kwi 29, 2009 8:21 am

Daer-Varr patrzył z przerażeniem na to, co się dzieje. To tylko zwykły piasek, to tylko zwykły piasek. O ile wcześniej Chn'nex mógł dostrzec drżenie rąk kapłana po krótkiej obserwacji, teraz byle rzut okiem pozwolił dostrzec, że krasnolud cały się trzęsie. Pociągnął zdrowo z fajki i wyglądało na to, jakby się trochę uspokoił. Drżenie ustało.

- Wiesz, panie. To nie przesądzone. A jak damy Ci nasze sekrety a smok jutro zje przywódcę klanu aby nbas osłabić i rozbić? Oczekiwaliśmy od Ciebie czegoś więcej. Ten pakt, który dla nas załatwiłeś robi z nas niewolników smoka i jest i jest ... - Daer-Vaar przerwał widząc, że kobold od dłuższego czasu przygląda się mu uważnie z poważnym wyrazem pyszczka - No, jaki jest? - zapytał Chn'nex a krasnolud przełknął ślinę. Fajka tym razem nie pomogła - jest zbójecki i niesprawiedliwy! A teraz wynoś się stąd. Wystarczająco mnie zdenerwowałeś jak na dzisiaj. Mało nie wyciągnąłem kopyt jak zobaczyłem tą maszkarę. Idź sobie, idź. Widzimy się jutro. - Daer Vaar zadzwonił stojącym na jego biurku dzwonkiem i Chn'nex spiął się do obrony, ale to przyszedł (najwidoczniej) pomocnik bibliotekarza.

- Ofnyr - powiedział sługa Dumathoina wskazując na młodego - zaprowadzi Cię do przygotowanego dla Ciebie pokoju. Możesz oddać się medytacjom i przygotować się na poznanie prawdy. Już jutro. Zapewniam Cię, że znamy ten sekret i jst on pilnie strzeżony.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 1509
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez SKRP » Cz kwi 30, 2009 9:56 pm

Chn'nex spojrzał po raz ostatni na starego kapłana.
- Pakt to pakt. Chcieliście nietykalności - zagwarantowałem ją wam.
Sługa Dumathoina nie skomentował słów kobolda. Popalając wonny tytoń starał się ostentacyjnie ignorować niechcianego gościa. Mały krewniak smoków podniósł z podłogi księgę uformowaną przez magiczny piasek i ruszył za zaspanym pomocnikiem bibliotekarza.
Zatopiony w myślach Chn'nex przemierzał korytarze niczym lunatyk. Z tego dziwnego stanu wyrwał go dopiero nieprzyjazny głos czarnobrodego Ofnyra:
- To tutaj. Dobrej nocy - z trudem skrywaną niechęcią krasnolud otworzył drzwi przed koboldem.
- Dziękuję, mieszkańcu gór - odpowiedział Chn'nex - Tobie również dobrej nocy.

Pokoik był małym, urządzonym po spartańsku pomieszczeniem wykutym w ciemnym bazalcie. Jedynym "meblem", który się tutaj znajdował była wielka kamienna płyta, zapewne pełniąca rolę niskiego stołu. Chn'nex rozłożył na niej swój płaszcz, a potem, z niemalże matczyną troskliwością, ułożył na nim księgę uformowaną przez magiczny piasek. Następnie kobold usiadł na kamiennej podłodze i położył dłonie na twardej skale. Powoli się uspokajał. Znak był widoczny, a jego interpretacja jasna. Ziemia, pradawna Ziemia, najpotężniejsza siła świata, przemówiła do niego. Teraz Chn'nex był pewien, że obrał właściwą drogę. W końcu powoli zaczął się zbliżać do poznania największych sekretów wszechświata.

Zimny dotyk bazaltu stał się przeszywający, Chn'nex czuł, że zapada się w skałę. Nie była to jednak zwykła magiczna sztuczka, jak proste przenikanie ziemi, które udało mu się opanować tak dawno. To było prawdziwe zjednoczenie się z żywiołem, osiągnięcie absolutnej jedności. Kobold zgadywał, że przestaje być żywa istotą. Z każdą chwilą uczucie odrealnienia narastała, nagle Chn'nex zdał sobie sprawę, że nie ma rąk, nóg, że teraz nie ma nawet oczu, aby przyjrzeć się swojemu ciału. Był wszystkim, najdrobniejszym ziarenkiem piasku, największą górą, pyłem unoszącym się w powietrzu, ostrzem miecza. Czuł jak jego jaźń powoli rozpada się, zatapia, znika, czuł, że nie ma już Chn'nexa, jest tylko pradawna Ziemia, która pamięta początek świata i która będzie obserwować jego koniec.

Kobold obudził się nagle, wytrącony ze snu jakimś hałasem. Krasnoludy... Pomyślał i ułożył się na podłodze. Krasnoludy, mieszkańcy gór, którzy nie są w stanie pokochać ziemi, mimo że wszystko jej zawdzięczają. Chn'nex przypominał sobie Daer-Varra, jego oburzenie z jakim mówił, że pakt czyni jego klan niewolnikami. Szaleniec, szaleniec. Jak on, zamknięty w swojej cielesnej powłoce, może mówić o wolności? Sługa czasu, żałośnie bijący pokłony przemijaniu pragnie wolności... Jakże on jest głupi i zamknięty w sobie. On nie wie co to niewola, on nie przesiedział czterech lat w ciasnej klatce. Może wtedy nauczyłby się czegoś o prawdziwej wolności. Szkoda, że tak istotna wiedza ma tak nierozgarniętych strażników jak krasnoludy, jednak ziemia jest cierpliwa. Chn'nex też jest cierpliwy. Zaczeka, a gdy pozna już sekrety Gór Osraun sprawi, by stały się one dostępne dla każdej istoty, która umie pokochać Ziemie i pragnie ją poznać. Świat będzie lepszym miejscem...

***

- Durny zwierzaku, jak możesz siedzieć cały czas w tej kuwecie - Erwin ze złością pociągnął różdżką po prętach klatki, magiczne iskry na chwilę rozświetliły całą stajnię - Wy, koboldy, jesteście żałosne. Krewni smoków, też mi coś. Nie wiem jak tak piękne i dumne istoty mogą być spokrewnione z takimi pokrakami.
Chn'nex rzucił magowi wściekłe spojrzenie, ale nie odpowiedział. Podczas długiej, upokarzającej niewoli nauczył się, że łowcy smoków lepiej nie pyskować, ponieważ lada pretekst wystarczy, aby wyzwolić jego wściekłość. Erwin raczej nie był okrutnikiem, ale w złości potrafił się dopuścić strasznych rzeczy. Trudno było zapomnieć, że dosłownie upiekł kapłana Kurtulmaka o zbyt niewyparzonym języku.
- Skoro już siedzisz w tej kuwecie to pokaż swoją sztuczkę. Pokaż! - mag zirytowany krzyknął na kobolda - Daj mi powód, abym przedłużył twoją marną egzystencję o jeszcze jeden dzień.
Chn'nex przymknął oczy i skoncentrował się na piasku. Z nadludzką koncentracją wyobraził sobie pojedyncze ziarenko, drugie, trzecie, w końcu wszystkie drobiny znajdujące się w kuwecie. Powoli zaczęły się układać w wymarzony kształt. Usłyszał jeszcze rechot Erwina.
- Takim mieczykiem nic mi nie zrobisz...

***

Zlany potem Chn'nex otworzył oczy. Z przerażeniem skonstatował, że znajduje się w klatce. Dopiero po chwili zorientował się, że to piach z jego płaszcza. We śnie musiał go ułożyć w ten złowieszczy, przywołujący najgorsze wspomnienia kształt. Kobold odetchnął spokojnie i z pewnością doświadczonego rzemieślnika narzucił piaskowi swoją wolę. Po chwili koncentracji uformował go w płaszcz, którym się natychmiast otulił. Magiczny piach z pustyni Raurin dalej utrzymywał przyjętą postać opasłego tomiszcza. Chn'nex wyczuł zbliżający się do jego pokoju umysł. Zapewne już nadszedł koniec odpoczynku przed dniem, w którym kobold pozna sekretne położenie księgi żywiołów. Kiedy drzwi do jego pokoiku się otwierały, mały krewniak smoków już trzymał w ręku wolumin uformowany przez zaczarowany piasek. Był gotowy.
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » Cz kwi 30, 2009 10:43 pm

Chn'nex obudził się zlany potem, ale to co go czekało sprawiło, że zimny pot oblał go po raz drugi. Przeszukiwał swój umysł w poszukiwaniu czegoś. TO coś było dla niego naturalnie jak oddychanie, jak ziemia, jak oddech pełną piersią na szczycie góry. I to coś w tej chwili utracił. Popatrzył na piasek, który teraz rozsypał się w bezładzie. Nie było księgi ani płaszcza. Kobold wstał czując narastający ból głowy. Magia! Krasnoludy musiały uzyć jakiejś formy zanegowania jej w tym pomieszczeniu.

Szybciej niż myśl, podbiegł do drzwi i szarpnął za klamkę. Zamknięte. Walił małymi piąstkami w lekko ociosane belki, próbował podskoczyć wyzej aby dojrzeć przez małą kratkę co się dzieje tam - na zewnątrz. Był w więzieniu. Dał się złapać i teraz był najzwyklejszym w świecie koboldem. Pewnie nigdy się sobie do tego nie przyznawał, ale bez magii był nikim. Teraz mógł sobie, co najwyżej, poukładać palcami piasek na stole. I tyle.

Pięści zacisnęły się jeszcze razi kobold uderzył po raz ostatni w drzwi. To nie ma sensu. Zaciśnięte w złości piąstki i drżenie rąk oznaczało, że kobold wściekł się nie na żarty. Przecież to dzisiaj mieli nawiązywać przymierze ze smokiem i on miał być ...
Cholera.

Kobold nie wiedział na kogo liczyć w tej bitwie. Nie znał siły krasnoludów. Nie znał siły smoka. Jeśli zorganizowali się wystarczająco dobrze, to są w stanie go pokonać, nawet bez dużych strat. Gorzej jeśli zginą. I zginie ten, który trzyma w swej głowie sekret Księgi Ziemi. Kobol jeszcze raz zacisnął pięści ze złości, a potem opadł na ziemię. Trzeba się uspokoić i coś wymyśleć. Tylko co, gdy umysłu nie wypełnia radosny głos magii, do którego kobold tak się przyzwyczaił. Tak, czary ułatwiały wiele spraw. Teraz trzeba będzie sobie poradzić bez nich.

***

- Ty tam, smoku chędorzony! - krzyknął odważniejszy z krasnoludów w stronę czerwonego smoka, który o tej porze jeszcze smacznie spał. Obudził się. I dotarło do niego, co też się stało w czasie gdy spał. Cholerny Chn'nex. Trzeba będzie sobie poradzić samemu...

Kontrolnie zionął ogniem w zbliżającą się watahę krasnoludów, ale tylko niektórzy padli. Idący wśród nich kapłani natychmiast leczyli rannych. Magowie stojący daleko na skałach wrzeszczeli inkantacje i po chwili smok poczuł, że słabnie. Cholerne krasnale. Może i są słabe, ale świetnie zorganizowane. Cravnos uznał, że najlepszą taktyką będzie posianie chaosu w szeregach wroga, więc przeleciał bardzo nisko nad wojskiem, sprawiając, że wytworzona siła ciągu podciągała w górę broń, a czasem i samych wojowników, którzy spadając spowrotem szerzyli spustoszenie we własnych szeregach. Popatrzył z ukontentowaniem na dzieło zniszczenia i ruszył w stronę magów.

Jedno co wiedział o tych krasnoludach, to że zajmowały się w jakimś tam sensie wiedzą. Przypomniał sobie o tym teraz, bo zainteresowanie księgami ma blisko do magii i o ile w krasnoludzkich osadach mag jest rzadkością, to tu zebrało się dwa tuziny. Fakt, że większość to pewnie leszcze od kul ognia, ale nie należało ich lekceważyć. Zwłaszcza, gdy pierwsza kula ognia rozbiła się o pierś smoka, czyniąc ogromne szkody w jego łusce. Cravnos zaryczał. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, przecież ogień nigdy nie robił mu krzywdy! I wtedy go wypatrzył. Jeden z magów wyglądał na szczególnie potężnego. Ignorując rzucane w niego z dołu włócznie i bełty z kusz, Cravnos poleciał w stronę czarodziejów. Oby Ci nie byli chronieni przed ogniem. Istotnie, kilka ciał zsunęło się w dół. Pozostali szybko uzupełnili pakiet czarów ochronnych dodatkowymi czarami przeciwogniowymi. Smok zatoczył koło i natarł chwytając najpotężniejszego maga w szpony.

Po chwili zorientował się, że nie był to dobry pomysł. Niedługo zdał sobie sprawę, że magowie na skałach to miraże, przynajmniej ci silniejsi magowie. Mirażem również był ten porwany. Cravnos na chwilę odleciał, a magowie tylko skorzystali z sytuacji. Kolejne ogniste kule poleciały na smoka. Na dole sytuacja też się klarowała, trzeba było coś wymyśleć. Smok przelatując nad krasnoludami zrobił coś, czego się nie spodziewały - wykorzystał własne czary i ostrzelał ich stożkami zimna, które zdziesiątkowały ich szeregi. Kapłani uwijali się jak w ukropie, magowie przygotowywali kolejne czary, ale nie wyglądało na to, by bitwa miała się szybko zakończyć. Smok przeleciał znów nad krasnoludami i kawałek dalej nad magami. Nagle, coś go uderzyło w locie, potem znów coś. To niewidzialni magowie próbowali przed nim umknąć. Cravnos użył czaru widzenia i zobaczył sylwetki magów lecące prosto do wjeścia do tuneli klanu. Uzył jeszcze rozproszenia czarów i pozbawienie magicznej podpory, czarodzieje zaczęli spadać.

Dalej jednak czekała smoka niespodzianka. Magowie, owszem, spadli na ziemię, ale za skalnym załomem stało kilka balist, które na rozkaz wyplyły z siebie wielkie strzały z adamantytowymi grotami, które powbijały się w łuskę, a czasami i pod nią. Krasnoludy szarpnęły za liny przymocowane do strzał. Szarpał się smok, ale wiedział, że to już kres. Oddziały lądowe podpiegły do niego, otrzymał wiele ran, które razem wzięte wyczerpały go tak, że wkrótce padł skonany na ziemię. Pod kopułą jaskini podniósł się okrzyk zwycięstwa, który tutaj nie gościł zapewne od wieków. Cravnos nie żył.

***

Rozmyslania kobolda przerwał chrzęst zamka. Daer-Vaar zjawił się w jego celi we własnej osobie. Jednym gestem anulował strefę antymagii i pdoszedł do kobolda. Chn'nex z trudem go poznał - kapłan był w nadpalonej i powyginanej zbroji, połowa jego brody była spalona, na głowie było wiele sińców i pewnie nie tylko tam. Sług Dumathoina był w strasznym stanie. Ale żył. I to w tej chwili dla Ziemi się liczyło.
- Pokonaliśmy smoka. Nie wiem, czy na to zasługujesz, ale powiem Ci co chcesz wiedzieć. A potem się wynoś. -kapłan odetchnął i odkaszlnął krwią z wybitego zęba po czym powiedział to, na co Chn'nex czekał - siedziba minotaurów, którzy porwali mitycznego Ziemię zowie się Mały Labirynt. Jest położona u samego podnóża gór. Ziemia potrafił przenikać przez skały i dotarł tam w ten sposób. Normalne wejście jest dobrze ukryte i znajduje się w Podmroku. Nic więcej nie wiem.

Kapłan szybko powiedział co wiedział i odszedł bez pożegnania. Dopiero teraz Chn'nex zauważył, że Daer-Vaar kuleje. I że znów czuje w umyśle miłe łaskotanie magicznej energii. Czas ruszać - pomyślał.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 1509
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez SKRP » Pn maja 04, 2009 10:17 pm

Kobold oparł swoje drobne łapki o zimną ścianę i zamarł w bezruchu. Po chwili, gdy dostroił rytm swojego ciała do spokojnego rytmu milczącego masywu gór Orsraun, zanurkował w bezmiar skalnego morza.
- Byłem slaby - myślał Chn'nex, ni to do siebie, ni to do magicznego piasku - byłem słaby, gdy straciłem moją moc. A jednak cierpliwość skał pomogła mi pokonać wszelkie przeciwności losu.
Mały, rozbawiony żywiołak ziemi przemknął tuż obok kobolda, który z podziwem obserwował pełnego gracji elementala. Ucieleśnienie skał przez chwilę odwzajemniło zaciekawione spojrzenie kobolda...

***

- Pamiętaj, głazy myślą. Mają dusze. Nie możesz postrzegać ich jako bezrozumnych "rzeczy". Każdy przedmiot ma coś w rodzaju duszy - Agaron machnął lekceważąco swoim masywnym ramieniem, kiedy Chn'nex usiłować mu wytłumaczyć, że już o tym rozmawiali - Wiem, że już ci o tym mówiłem. Ale ty nie możesz tego tylko wiedzieć. Musisz to poczuć.
- Ja wiem. Mam moc! Czuję! - młody kobold wydał z siebie pełen animuszu pisk.
- Zdecydowanie czujesz, skoro usłyszałeś zew pustyni, ale taki mały pisklak powinien najpierw dorosnąć zanim zechce poznać sekrety ziemi.- głos Agarona był niemal ogłuszający dla małego kobolda.
- Ja jestem już duży! - mruknął obrażony Chn'nex.
Śmiech żywiołaka brzmiał jak lawina spadająca w wysokich górach.
- W takim razie może duży kobold posłucha w spokoju starego Agarona, jak to robią wszystkie duże koboldy. Musisz poczuć...

***

Poczciwy żywiołak, uratował mu życie, kiedy jako mały dzieciak zapędził się w głąb pustyni. Chn'nex zacisnął piąstki - Kiedy tylko odnajdę księgi, odszukam Agarona i pokażę jak jak daleko zaszedł jego uczeń - powiedział z uśmiechem, znów, ni to do siebie, ni do magicznego piasku.

Nagle kobold wyczuł coś. Dzikie, chciwe, przepełnione wściekłością po niedawnej walce umysły trzech.... tundarów. Chn'nex przyspieszył. Krasnoludy tutaj? Niemożliwe. Jednak po chwili mógł z całą pewnością stwierdzić, że się nie pomylił. Trzech uzbrojonych po zęby duergarów stało nad jeszcze ciepłymi zwłokami minotaura. Kobold, nie opuszczając bezpiecznej skalnej kryjówki, przyglądał się im z ciekawością.

Najniższy z duergarów, odziany w kosmate futro jakiegoś dziwnego, podziemnego zwierza, był zajęty przeszukiwaniem truchła minotaura. Poganiał go drugi, znacznie masywniejszy krasnolud z olbrzymim bojowym młotem w ręku. Trzeci z duergarów stał w pewnym oddaleniu od swoich współbraci. Chn'nex z zaskoczeniem zauważył długie, zwierzęce pazury na dłoniach mieszkańca Podmroku. Czuć było od niego jakąś tajemniczą moc.
Ostatnio edytowano So maja 09, 2009 12:56 pm przez SKRP, łącznie edytowano 1 raz
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » Pt maja 08, 2009 10:15 pm

Sytuacja się nie rozwijała - toczyła się dalej własnymi torami. Jak to zwykle bywa. Śmierć, rabunek zwłok, zsunięcie masywnych zwłok zabitego na brzeg drogi i dalej w podróż. Do duergarów szczęście się uśmiechało. Szczególnie do nich.

- Popatrz no tylko, Owell - powiedział ktoś, kogo Chn'nex uznał za ich szefa, prezentując pazury zdjęte minotaurowi - taki Ci był sprytny, że pazury przyczepiane miał. Magiczne pewno cholerstwo. - duergar spłunął na stapiające się powoli z mrokiem ciało bestii i włożył pazury na własne palce, aby sprawdzić czy pasują. Pasowały.

Gdy tylko je włożył rzucił cały dobytek. A potem zaatakował. Rozlew krwi bratniej, rzeź i śmierć. Duergar po chwili stał nad zwłokami towarzyszy a z pazurów kapała ich krew. Chn'nex zauważył tylko, że spadająca na ziemię krew uformowała się sama w księgę, która zaraz potem wsiąkła w ziemię. Potem duergar przewrócił kopniakiem stojącą obok lampę, która zaraz zgasła i odbiegł w nieznające promyków słońca czeluście Podmroku.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 1509
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez SKRP » So maja 09, 2009 12:36 pm

Biegnąc przez wąski, ale wysoki korytarz, krasnolud nagle zahamował, a mimo to wpadł ze sporym impetem na potężną ścianę z głazów, która pojawiła się na jego drodze. Za jego plecami wyrósł inny kamienny mur tworząc w ten sposób małe więzienie, z którego deuergar mógłby się wydostać jedynie wspinając po idealnie gładkiej i trzykrotnie wyższej niż on ścianie. Chn'nex, pozostając we wnętrzu skał dokończył magiczną inkantację, dzięki której uformował tę sprytną pułapkę. Mały kobold spokojnie wysłał do duergara cichą myśl: "Zatrzymaj się, chcę z Tobą porozmawiać". To dobry dzień dla Chn'nex, schwytany krasnolud to z pewnością bardzo cenne źródło informacji. Korzystając z jego wiedzy kobold zaoszczędzi sporo czasu. Mały czarodziej wysłał do swojego więźnia kolejną myśl: "Nie chcę cię skrzywdzić. Jestem sprzymierzeńcem. Czy wiesz skąd przyszedł ten minotaur i czego tu szukał?". Umysł duergara emanował niepokojem i pragnieniem ucieczki, ale nagle przekaz się kompletnie urwał. Chn'nex ze zdumieniem stwierdził, że jego więzień dosłownie zamknął się przed nim, tak że kobold był teraz w stanie tylko stwierdzić obecność jakiejś inteligentnej istoty w pobliżu, ale nie był w stanie odebrać jej emocji.

***

- Nie, nie dam rady uciec, to musi być jeden z tych drowów, nie udało się ich zgubić...
- Zabijemy.
- To telepata, przejrzał mnie... Magik, jest potężny...
- Zabijemy. Uchronię cię przed jego sztuczkami. Zabijemy.
- Musiałbym umieć latać, żeby stąd uciec...
- Leć. Potem zabijemy.


***

Chn'nex natychmiast rzucił się za uciekinierem przeklinając swoje gapiostwo, ale duergar naprawdę go zaskoczył. Mieszkaniec Podmroku musiał mieć dostęp do jakiejś tajemnej mocy, inaczej nie byłby w stanie lewitować posługując się zaledwie swoją siłą woli. W chwili obecnej Chn'nex starał się jak najszybciej przenikać Góry Osraun, ścigając uciekającego krasnoluda. Musiał przyznać, że duergar był godnym przeciwnikiem. Przemieszczał się szybko, zawsze wybierając najlepszą możliwą drogę niczym najlepsi elfi biegacze. Jego srebrzysty napierśnik zdawał się być lekki jak piórko i w żadnym stopniu nie spowalniać ruchów mieszkańca Podmroku. Chn'nex, nie przerywając pościgu, odwołał się do swojego magicznego arsenału. Po chwili poczuł jak jego ciało się kurczy, a drobna łuska pokrywająca jego ciało przyjmuje zielony kolor. Już jako mały smoczek, Chn'nex wyskoczył ze skał i rozłożył skórzaste skrzydełka. W pierwszej chwili trudno było mu utrzymać się w powietrzu, ale już po chwili z olbrzymią prędkością i gracją myszołowa, leciał za swoją ofiarą.

Duergar nadal nie emitował żadnych emocji. Chn'nex nie pamiętał już, kiedy ostatnio spotkał istotę o równie zdyscyplinowanym umyśle. Przedziwne.

***

-Nie mam sił...
- Biegnij. Musisz go zgubić. Potem zabijemy.
- Nie zdążę... Jest zbyt szybki.
- Biegnij. Skręć tutaj. Mały korytarz. Biegnij. Potem zabijemy.
- Nie mogę. Ja już nie mogę.
- Ślizg. Potem zabijemy.


***

Krasnolud zmienił taktykę. Dzięki swojej tajemniczej mocy mocy był w stanie teraz... Hm. Chn'nex nie potrafił za bardzo określić taktyki swojego przeciwnika. Zdawał się on po prostu ślizgać po kamieniach. Ponieważ jego droga ucieczki prowadziła przez ostro schodzący w dól, wąski korytarz wykuty w twardym, czarnym bazalcie przez jakiegoś niezłomnego górnika, duergar osiągnął sporą przewagę nad koboldem, który teraz musiał z wielką ostrożnością planować każdy ruch, tak aby nie zawadzić skrzydełkiem o żadną ze ścian korytarzyka. Nagle kobold spostrzegł, że krasnolud, już ostatkiem sił, przyspieszył i dosłownie wystrzelił przez mały otwór, którym kończył się przedziwny korytarz. Kobold zmusił się do większego wysiłku, a jego skrzydła zatrzepotały gwałtownie. Krasnolud już jest zmęczony, nie da rady stanowić dłuższego oporu.

***

- Nie mogę oddychać...
- Nie myśl. Szybciej. Potem zabijemy.
- Nie mogę już... Nie mogę oddychać...
- Skacz. Potem zabijemy.
- Nie! To pajęczyna. Wpadnę w nią.
- Prześliźnij się przez osnowę rzeczywistości. Potemzabijemy.


***

Kobold wyleciał z wąskiej jaskini z prędkością pikującego orła. Dopiero wtedy zauważył jak olbrzymia jest pieczara do której wleciał, jak gęsto porośnięta potężnymi grzybami i jak wielka pajęczyna znajduje się na jego drodze. Przemieniony Chn'nex, niczym olbrzymia zielona mucha, z całym swoim impetem wpadł w gęstą sieć. Przeklęty krasnolud jakimś cudem zdołał ominąć tę lepką pułapkę. Poirytowany kobold, usiłując się wyplątać z grubej pajęczyny, wyczuł nagle setki malutkich umysłów zmierzających w jego stronę. Duergar z pewnością jest już daleko, na domiar złego nadciągały pająki zainteresowane nową zdobyczą. Gniew Chn'nexa przypomniał mu wiecznie poirytowanego Cravnosa. Czerwony smok... Zdecydowanie dobry pomysł.

Jakiś czas potem, przemieniony kobold niezbyt zręcznie sfrunął na skalną podłogę, na której dopalały się resztki pajęczyny i jej tkaczy. Odwołał zbędną już postać czerwonego smoka i powoli się przeciągnął. Teraz miał czas by przypatrzyć się jaskini. Porastające ją wielkie grzyby były wysokie niczym domy, a ich barwne kapelusze emitowały delikatną zieloną poświatę. "Pięknie tutaj" westchnął Chn'nex. Jego ofiara mu umknęła, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Już wpadając w pajęczynę kobold zauważył, że grzyby rosną w zadziwiająco regularnych odstępach, tak jakby ktoś je posadził tutaj umyślnie. Być może mieszkające tu inteligentne istoty udzielą mu jakiś informacji. Chn'nex spokojnym krokiem ruszył w głąb olbrzymiej jaskini, wdychając aromatyczny, korzenny zapach rozsiewany przez grzyby.

***

- Daj mi odpocząć... Nie chce zabijać. Daj mi uciec.
- Leż. Nabierz sił. Potem go zabijemy.
- Nie chcę go zabijać.
- Chcesz żebyśmy go zabili. Chcesz go zabić. Zabijemy.
- Nie chcę...
- Chcesz. Zabijemy.
- Nie chcę.


***

- Zabijemy.
- Zabijemy.
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » Śr maja 13, 2009 9:21 pm

Grzyby rosły wszędzie. Chn'nex tylko obracał wzrok na wszystkie strony i oglądał. Nawet sufit był zasłany przez mały grzybki, co mógł zobaczyć dzięki temu, że część z nich była lekko fosforyzująca. Wogoóle, komnata była spowita w tajemniczym zielonkawym świetle emitowanym przez świecące lekkim światłem grzyby. Kobold wszedł dalej.

Ale gdzie mógł odejść ten krasnolud? Chn'nex uważnie się rozglądał za śladami po duergarze, ale nie wyglądało na to, by cokolwiek mógł znaleźć. W końcu, doszedł do pewnego miejsca, w którym grzyby tworzyły coś w rodzaju korytarza a unoszące się w powietrzu kolorowe świecące zarodniki nadawały tylko temu miejscu i tej konkretnej sytuacji jeszcze więcej tajemniczości. Kobold rozejrzał się wkoło i wkroczył w korytarz.

Szedł tak przez jakiś czas, aż zgasły światła i zniknęły ostatnie świecące w powietrzu zarodniki. I wtedy zobaczył, że ktoś zbliża się z naprzeciwka. Szedł powoli, tak jak kobold i był mniej więcej jego wzrostu. Jakież było zdziwienie Chn'neksa, gdy okazało się, że to on sam!

Ziemia próbował przejść, ale jego sobowtór wciąż zagradzał mu drogę. W końcu, po kilku nieudanych próbach, sobowtór wyjaśnił swoje istnienie za pomocą zagadki. Dobra odpowiedź - jak zgadywał Chn'nex - oznaczać będzie możliwość przejścia dalej.

- Powiedz czy jesteś a przejdziesz - powiedział Chn'nex 2 i zamilkł. Pytanie kołatało się w głowie kobolda przez jakiś czas. Jakaż może być odpowiedź?
Avatar użytkownika
dreamwalker
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 1509
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez SKRP » Wt maja 19, 2009 7:42 pm

Skały zadrżały. Stojący nieopodal gestykulującego Ch'nnexa stalagmit wygiął się. Drobne kamyczki odpadały formując powoli rzeźbę kobolda. Mały czarodziej wykonał kolejny, gwałtowny gest dłonią i wyszeptał słowo rozkazu. Jego płaszcz rozsypał się na tysiąc drobinek piasku, a potem utworzył kolejną podobiznę Chn'nexa.
- Czy to starczy ci za odpowiedź? - zapytał się kobold spokojnym głosem swojego lustrzanego odbicia - Czy głos ziemi jest dla ciebie na tyle niewyraźny, że muszę jeszcze użyć słów?

Jednak sobowtór nie chciał zniknąć. Kobold wyczuł, że działa tutaj tutaj jakaś potężna siła, której nie sposób ominąć. Zagadka przypominała te, w których lubował Erwin Sumrav. Dopiero teraz Ch'nnex zdał sobie sprawę, że już kiedyś ją słyszał, właśnie z ust zarozumiałego maga.
- Nie ma mnie. - szepnął kobold, zarówno do magicznego sobowtóra jak i do swoich wspomnień.
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » Pt maja 29, 2009 9:48 pm

Chn'nex szedł dalej korytarzem, nieco uważniej rozglądając się wkoło. Kto wie, czy czasem jeszcze kilka takich zagadek albo, co gorsza, pułapek, kryje się w korytarzyku zasnutym mrokiem tak ciemnym, że nawet przenikliwe oczy kobolda nie dawały sobie rady i pozwalały mu widzieć tylko na kilka metrów.

Korytarz sięgnął się i ciągnął, kobold szedł długo i nagle usłyszał coś. Melodię. Delikatne dźwięki, jakby harfy, targały zmysłem słuchu kobolda, przyzwyczajonego już przez dłuższą chwilę do absolutnej ciszy ciemnego podziemnego korytarza. Chn'nex nie umiał skojarzyć tej melodii z niczym, co znał. A znał właściwie niewiele. W ziemi trudno rozchodzi się dźwięk. Właściwie to się nie rozchodzi.

Melodia stawała się coraz bardziej wyraźna i coraz głośniejsza. Chn'nex dostrzegł w końcu, że długi korytarz zmierza ku jakimś drzwiom. A były to drzwi bardzo dziwne.

Wykonane jak dla istoty dwukrotnie przekraczającej wzrostem człowieka, jakby pokryte dodatkowo czymś, co mogło być śluzem czy czyms innym o podobnej konsystencji. Uginały się pod dotykiem, a na rękach kobolda zostawała biała piana, która po kilku strzepnięciach znikała bez śladu. Chn'nex znalazł klamkę, która ugięła się pod jego ręką. Uchylił drzwi i zaraz zamknął. Stworzenie, które zobaczył było (dzięki bogom) odwrócone do niego tyłem i właśnie wychodziło z komnaty, do której prowadziły tajemnicze drzwi. Chn'nex jednak rozpoznał je bez wątpliwości.

Był to łupieżca umysłów.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 1509
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez SKRP » N maja 31, 2009 1:41 pm

Dopiero teraz kobold zdał sobie sprawę w jak bardzo niebezpieczne rejony się zapędził. Odruchowo cofnął się i przywarł do zimnej ściany kamiennego korytarza. Czarodziej skoncentrował się i po chwili jego ciało stało się jednością z twardą skałą. Dopiero teraz Chn'nex pozwolił sobie na chwilę odpoczynku. Powoli zaczął przeszukiwać telepatycznie najbliższe otoczenie. Zebrane informacje nie napawały go entuzjazmem. Z pewnością w tej okolicy przebywało dużo sporo łupieżców umysłów.

Mimo kojącego uścisku skał, Chn'nex poczuł przez krótką chwilkę strach. Przerażające głębinowe istoty żerujące na słabszych istotach... Łupieżcy zanadto kojarzyli mu się z Erwinem Sumravem, czarownikiem, które przez długie cztery lata znęcał się nad koboldem. Przez wzgląd na upodobania... i moce. Kobold dokładnie sprawdził mentalną barierę, jaką utworzył wokół swojego umysłu. Była niczym Smocze Gniazdo, najwyższy szczyt gór Dustwall - niezdobyta, niezniszczalna, zdolna oprzeć się najgorszej nawałnicy. Oby, kobold zacisnął piąstki i zanurkował, płynnie przemierzając bezmiar kamiennych głębin.

Mały czarodziej z podziwem obserwował potężny podziemny kompleks hal i korytarzy zajmowany przez Łupieżców Umysłów. Same tunele zdradzały, że budowniczowie tego miejsca musieli posiadać niezwykłe umiejętności. Idealnie okrągłe korytarze musiały być stworzone z pomocą magii. Ich dolną część wypełniała dziwna, bezwonna ciecz o konsystencji oleju. Chn'nex przez chwilę rozważał zasadność dokładnego zanalizowania niezwykłej substancję, ale jego uwagę niebawem odwróciły potężne sale znajdujące się na skrzyżowaniach tuneli.

Hale wydawały się bliźniaczo podobne do siebie. Niezwykle wysokie, kopulaste komnaty o okrągłych ścianach zdawały się być zbyt doskonałe, aby istnieć w rzeczywistości. Ich ściany były pokryte cienką warstwą ciemnych skał, na których jakiś szalony artysta wyrył z nieludzką precyzją linie. Kobold przez chwilę zastanawiał się, czy nie ma do czynienia z mapą podziemnego kompleksu, lecz po chwili odrzucił ten pomysł. Wzory utworzone przez pozornie przypadkowe linie były zbyt absurdalne, przeczące zdrowemu rozsądkowi, aby można by je było uznać za coś więcej niż tylko wytwór wyobraźni szaleńca.

Chn'nex zauważył szybko, że część kompleksu jest dla niego niedostępna. Wykonane z tego samego ciemnego kamienia co dekoracja na ścianach w okrągłych halach, cienkie ścianki stanowiły nieprzekraczalną barierę dla kobolda. Dodatkowo, nawet w stanie największej koncentracji, kobold nie był w stanie sprawdzić siłą swojego umysłu co się za nimi znajduje. Co dziwne, łupieżcy, którzy powoli przemierzali podziemny kompleks, zdawali być się zupełnie nie ograniczeni niewidzialną barierą roztaczaną przez czarne skały. Spokojnie wkraczali do komnat, do których kobold nie był w stanie się zbliżyć, ani cieleśnie, ani używając swoich zdolności telepatycznych.

Czyżby nowy rodzaj skał zdolnych do hamowania pewnych rodzajów magii? Zafascynowany Chn'nex delikatnie badał swoimi drobnymi łapkami ciemne płyty. Niesamowite... Kobold przez chwilę medytował przy tajemniczych skałach szukając w myślach miejsca, z którego mogłyby pochodzić.
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » N maja 31, 2009 5:20 pm

Nagle Chn'nex wyczuł ruch w jednym z korytarzy. Dwójka illithidów szła szybkim krokiem, aż oleista ciecz w przejściach burzyła się od ich kroków (o dziwo, po wyjściu do sali ich stopy były znów suche). Wyraźnie się sprzeczali na jakiś temat. Ich macki to falowały spokojnie, to trząsły się nerwowo. Przystanęli na chwilę niedaleko miejsca, w ktorym w ścianie tkwił Chn'nex. Nie słyszał o czym dokładnie rozmawiali, nie musiał jednak. Po chwili zobaczył, jak z jednego z korytarzy wybiega szalony duergar i rzuca się na dwójkę łupieżców umysłu.

Udało im się go sparaliżować, ale nie zrobili uzytku z jego mózgu, swoim zwyczajem. Magią podnieśli jego ciało i wrócili skąd przyszli, ciągnąc za sobą wiszącego w powietrzu oszołomionego krasnoluda. Tak się spieszyli, że nie zauważyli pazurów, które spadły z rąk krasnoluda i wylądowały bez żadnego odgłosu na podłodze. Teraz leżały na środku komnaty. Poza nimi i Chn'neksem, nikogo tu nie było.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 1509
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez SKRP » Śr cze 03, 2009 7:55 pm

Chn'nex przez chwilę się wahał, po czym, nie wynurzając się z przyjaznych objęć skał, ruszył w kierunku leżących na kamiennym podłożu pazurów. Wyczuwał wyraźnie zaklętą w nich moc. Nagle poczuł, że Piasek stał się bardzo gorący, tak jakby starał się go ostrzec przed grożącym niebezpieczeństwem. Miał rację - po chwili przez błoniaste drwi wkroczył Łupieżca Umysłów. Kobold nie był w stanie go wyczuć - dopiero teraz, analizując magiczną aurę otaczającą przybysza, odgadł, że potwór z Podmroku zabezpieczył swój umysł jakimś sprytnym zaklęciem.

Skryty pod podłogą Chn'nex nie obserwował Łupieżcy, który zatrzymał się na środku sali i z uwagą spoglądał na pozostawione pazury. Kobold był zajęty czymś innym - swoimi myślami nakazał Piaskowi przyjąć postać grubych rękawic. Gdy Łupieżca, po chwili kontemplacji magicznego przedmiotu, spokojnym krokiem opuścił salę, Chn'nex wysunął łapkę zabezpieczoną piaskową rękawicą i chwycił za pazury.
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » So cze 06, 2009 10:56 pm

Pazury były gorące w dotyku. Kobold czuł to nawet przez piasek. Ciepła krew, która powinna je zdobić jakby zniknęła. Połyskiwały jakimś wewnętrznym złotym blaskiem i ciepłem, jakby zachęcając tylko do włożenia ich i wypróbowania.

Po chwili łupieżca umysłu wrócił, jego umysł znów był broniony przed koboldem jakiegos typu barierą, dodatkowo illithid zaczął inkantację czaru a z jego oczu wystrzeliły dwa snopy niebieskawego światła. Wykrycie magii. Chn'nex już wiedział co się święci, illithidzi wykryli intruza. Łupieżca umysłu stał w tym samym miejscu, inkatnując kolejny czar. Chwilę wcześniej gwizdnął w jakiś przyrząd, który zaraz schował w poły płaszcza. Kobold blyskawicznie wykrył czar rzucany przez illithida. Było to rozproszenie magii.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 1509
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez SKRP » Cz cze 11, 2009 1:04 pm

Łupieżca umysłów, z niezwykłą wprawą, splatał kolejne części potężnego zaklęcia. Kobold skoncentrował cały swój potencjał magiczny i uderzył w ilithlida, wiedział, że jego jedyną szansą jest przełamanie czaru przeciwnika. Chn'nex doskonale opanował tę sztukę, a dodatkowo posiadał cenny artefakt, pierścień, należący kiedyś do jednego z bardziej potężnych magów z Thay. Magiczna błyskotka ułatwiała skupianie mocy i niszczenie zaklęć innych czarowników. Mały kobold był spokojny, wiedział, że i tym razem moc jego czarów i ziemi pozwolą mu wyjść z opresji bez szwanku.

Nagle kobold poczuł jak cała magia wokół niego zaczyna powoli zanikać. ~Niemożliwe... Jest zbyt szybki...~ Potomek smoków rzucił się gwałtownie w kierunku powierzchni, ale ruch w skałach stawał się coraz trudniejszy. Kamienie stanowiły coraz większy opór dla zdesperowanego Chn'nexa, który rozpaczliwie starał się wydostać na powierzchnię. Przerażony stworek zdał sobie sprawę, że jego ukochane skały zaczynają się wokół niego zaciskać. Kobold chciał krzyknąć, ale nie był już w stanie zaczerpnąć powietrza. ~Błagam! Błagam, wypuśćcie mnie!~. Bezlitosne skały powoli miażdżyły ciało czarodzieja.

***

Łupieżca umysłów stał bez ruchu. Przez dłuższą chwilę jego macki falowały zdradzając irytację potwora. Zwłoki pokonanego intruza i fascynujący magiczny przedmiot pozostały głęboko pod powierzchnią ziemi, niedostępne dla nikogo. Łupieżca jeszcze przez moment się nad czymś zastanawiał, po czym opuścił komnatę.

***

Skały doszczętnie zmiażdżyły ciało kobolda, włącznie z magicznym piaskiem ukształtowanym w rękawicę. Drobiny żwiru z pustyni Rarurin powoli zaczęły się poruszać i zbijać ze sobą. Po jakimś czasie utworzyły ameboidalny kształt, wypełniający dokładnie najdrobniejsze szczeliny między skałami. Dziwne piaskowe stworzenie zaczęło się powoli przesuwać. Jego najmniejszy ruch zdawał się trwać wiecznie. Drobne macki wsuwały się do oddalonych szczelin, poszukując przejścia dalej. Czasami Piasek zdawał się tracić koncentrację, wtedy poszczególne ziarna odrywały się od reszty i dopiero po paru dniach przybierały znów postać ameby. Żwir z pustyni Raurin wędrował w tylko sobie znanym kierunku...

***

Chn'nex ocknął się w jakiejś zatęchłej jaskini, gdzie powietrze zdawało się stać w miejscu. Pierwszy haust powietrza niemal go znowu pozbawił przytomności. Kobold podniósł głowę i zorientował się, że leży nagi w jakiejś niskiej jaskini. Jego ciała było niemal w całości zasypane piaskiem.
- Ja żyję... - do potomka smoków nagle wróciły wszystkie wspomnienia. ~Łupieżca zadrwił z żywiołu ziemi. Sprawił, że skały przestały widzieć we mnie wybrańca... ~ Piasek zawirował wokół Chn'nexa i owinął się wokół jego ciała przyjmując postać płaszcza. Kobold zanurkował w bezmiar kamiennego oceanu. ~Musze odnaleźć księgę, zbyt wiele już czasu straciłem. A potem... Odnajdę cię, łupieżco.~
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » So cze 13, 2009 11:33 pm

Jak miło było znów zanurzyć się w skały i móc podziwiać ich siłę zamiast testowac jej na sobie! Chn'nex wciąż łapał się na tym, że zatrzymuje się aby pooglądać co ciekawsze okazy. Ile czasu mogła trwać wędrówka piasku? Miesiąc? Rok? Dziesięć lat? Więcej? Dla samego kobolda sposób w jaki Piasek wydostał się na powierzchnię był niepojęty. Musiało to wymagać niemal nadPiaskowego wysiłku i determinacji. Jego kompan wciąż go zadziwiał.


Gdy dotarł do kryjówki illithidów, illithidów już tam nie było. Zastal puste sale, krew, gdzieniegdzie zmasakrowane ciała łupieżców umysłu. Totalnie ogołocone skrytki ze skarbami, ciała pozbawione ozdób i co lepszych ubrań. Chn'nex poznał, że nagi illithid wcale lepiej od ubranego nie wygląda i żałował, że ciekawość ppoprowadziła go do sprawdzenia tego. W końcu dotarł do siedziby Wielkiego Mózgu. Tam jednak zastał tylko jedną wielką śmeirdzącą galaretę, pociętą lub zmiażdżoną w niektórych miejscach, niemal bez zycia. Niemal? Tak na prawdę, Chn'nex po prostu nie mógł być tego pewien. Jedna rzecz go zaniepokoiła. Choć może była to mała nutka nadziei w tym smutnym dla łupieżców dramacie? Część mózgu była pracyzyjnie wycięta. Usunięta w sposób dokłady i dość powolny, o czym świadczyły częste nacięcia. Wyglądało też na to, jakby ktoś wiedział co robi i zabrał jakąś autonomiczną część mózgu. Wokół wycięcia byly regularne ścianki a nie przekrój sąsiednich zwojów. Po co komu wycięty kawałek mózgu? Jedno jest pewne - na pewno nie do dobrych celów.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 1509
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Re: [DnD 3.5 FR] Księgi Żywiołów

Postprzez SKRP » So sie 08, 2009 7:10 pm

Martwą ciszę jaka panowała jaskiniach przerwały odgłosy cichych kroków. Koboldzi czarownik skupił się i zastygł w bezruchu. Jego nadludzkie zmysły przeczesywały okolicę w poszukiwaniu intruza. Po chwili wyczuł czyjąś obecność. Chn'nex chyłkiem wniknął w twarde skały, pomny tego co go kiedyś potkało w tym miejscu.

Nieznajomy był wysokim, muskularnym elfem, przyodzianym w dziwny szary płaszcz, czyniący go niemal niewidzialnym w ciemnym. Powoli przemykał wąskimi korytarzami, co chwila przystając i badając jakieś ślady.Przyczajony w ścianie czarodziej uważnie obserwował przybysza. Elf robił wrażenie niezwykle czujnego. Co chwila obracał się, jakby szóstym zmysłem wyczuwając, że ktoś go tropi.

Zwykła, żywa istota z powierzchni w tych zapomnianych przez bogów podziemiach. Kobold nie mógł się nadziwić temu spotkaniu. Z jednej strony wiedział, że musi dokończyć swoje zadanie, a z drugiej zdawał sobie sprawę, że zmęczony ostatnimi wydarzenia, z przyjemnością poświęciłby chwilę na rozmowę z kimś innym niż Piasek.

Chn'nex był zdezorientowany. Z jednej strony w każdej chwili mógł przemówić do obcego używając swoich zdolności telepatycznych, z drugiej - bał się, aby ten nie wziął go za kolejnego łupieżcę umysłów. W końcu kobold postanowił zaryzykować. Wyszeptał parę defensywnych inkantacji i za najbliższym zakrętem wynurzył się ze skały. Po czym zapiszczał cichutko:

- Jest tu kto?

Był pewien, że nadludzko czujny elf usłyszy nawet ten szept.

Po chwili kobold wyczuł, że ktoś się do niego podkrada. Wyraźnie czuł umysł elfa, ale nie umiał dokładnie określić pozycji humanoida - tak zręcznie skradał się przez korytarze stworzone przez Łupieżców. Kobold podniół do góry łapki w dobrze znanym geście poddania:

- Nie zrób mi krzywdy... Nie jestem wrogiem - zapiszczał cichutko.

W końcu elf wyłonił się z ciemności. W rękach trzymał dwa zakrzywione sztylety. Jego szczupła twarz zdradzała wielkie emocje jakie targały dziwnym podróżnikiem.

- Czy to jakieś sztuczki łupieżców? Kim jesteś, jaszczurko?

- Jestem Chn'nex - pisnął cichutko kobold - Nie jestem łupieżcą. Jestem koboldem.

- To brzmi całkiem prawdopodobnie - wycedził przez zęby elf i nieznacznie się zbliżył do małego czarodzieja - ale możesz być też sługą łupieżców.

- Nie jestem sługą łupieżców - zaprzeczył zmęczony potomek smoków - Jestem Chn'nex. Kobold. Jestem bardzo głodny.

Przez chwilę elf groźnie mierzył wzrokiem zabiedzonego kobolda.

- Dziwna historia. Koboldy nie wędrują same po podziemiach... - podziemny łowca wydawał się być nieufnie nastawiony do Chn'nexa - Hm. Czy może ty jesteś tym Chn'neksem, koboldzim czarodziejem, który poszukuje jakiejś magicznej księgi w tej dziurze? Wędruję z potężnym magiem, inkarnacją zimy. Opowiadał mi o tobie.

- Zima? - kobold poczuł się raźniej na duszy. Więc jednak krasnoludy nie dopadły jego towarzysza. - Proszę cię, elfie. Zaprowadź mnie do niego.

- Więc dobrze. Ruszaj za mną, jaszczurko. Ponieważ nie jesteś sługą łupieżców poznaj moje imię- zwą mnie Erlender. Ruszajmy.

Dwóch wędrowców ruszyło przez puste korytarze kompleksu łupieżców.
SKRP
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1078
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 8:17 pm
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Płeć nieokreślone


Powrót do D&D - archiwum

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości