[Conan d20) Chłodne powitanie.

Aktywne sesje w D&D.

Moderatorzy: Moderacja, Mistrzowie Gry

[Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Ehran » N lut 12, 2012 5:22 pm

Misza

Misza powstrzymała chichot. Argument z Totilą wydawał się mocno chybiony.
Lecz druga część wypowiedzi królowej wprawiła wiedźmę w niemałą konsternację. Wcale się nie zdziwiła, gdy Cymeryjczyk szepnął jej swoje oburzenie, no może jednak się nieco zdziwiła. Spodziewała się raczej, że wypowie swą konsternację na głos i wygarnie królowej. Jednak dobrze, że tego nie uczynił, nieokrzesane słowa wojownika mogły, by wprowadzić ich w sytuację, z której było, by ciężko wyjść. Choć z pewnością byłoby ciekawo.
- Moja pani, Totila jest waszym wrogiem, groźnym i przebiegłym. Jednak nie pracował dla was, a dla Odoaka, i z tego co mi wiadomo nie obrócił się przeciw swemu chlebodawcy puki wiązał go kontrakt.
Możecie nienawidzić Totili, musicie jednak przyznać, że nawet on był wierny starożytnym prawom najemników.
.Gdy ogłosił się królem, pracował na własną rękę, nie wiązał go, z tego co wiem, kontrakt najemnika. A czy można po człowieku będącym synem księcia Amen- Sototha, oczekiwać mniej, niż to że wykroi sobie własne królestwo?
Nie wińmy wilka za to, że rwie owce, bo taka jest jego natura. Miast tego, należy go ubić lub przepędzić z swej zagrody. Gdy wilk wie, że pasterz jest silny i czujny, nie podejdzie do stada.


Misza odgarnęła kosmyk włosów z twarzy.
- Zdaje się również, że wasza wysokość omylnie wzięła nas za zwykłych mieczników czy pikinierów, którzy służą swemu panu za głodowy żołd walcząc w stłoczonej ciżbie. I winni wkupywać się w łaski swego pana Darkami.
Pozwólcie więc, o pani moja, bym wyjaśniła to nieporozumienie.
Ten oto mąż to jest Generał Publius Ahenobarbus, weteran tysiąca bitew, wyborowy łucznik i taktyk.
A ten krzepki młodzieniec to Finn Myrddin Prawdziwy syn Cymerji. Nie poznałam jeszcze potężniejszego wojownika.
Mnie zaś zwą Miszą, Jestem zamoriańską wiedźmą, której zdolności przewyższa jedynie jej skromność.
Z naszą pomocą będziesz, o pani moja, w stanie pobić wilki które krążą dookoła twych granic i szarpią twe owce.
Avatar użytkownika
Ehran
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 338
Dołączył(a): Pt paź 17, 2008 9:33 pm
Lokalizacja: Bydgoszcz

[Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez PPPP » N lut 12, 2012 11:05 pm

Publius Ahenobarbus

Weteran mało nie parsknął śmiechem słysząc przemowę Miszy. Dziewczyna zdecydowanie umiała posługiwać się swoim językiem. Jednakże tutaj mogło to być mało.
- Pani - odezwał się do królowej z należnym szacunkiem - Walczyłem kiedyś ramię w ramię z Ormem Hardradą, Vanirem, który dowodzi Gwardią Pałacową króla Tarascusa. Od niego dostałem ten topór - Publius sięgnął do pasa i spod grubego futra wyciągnął pięknie zdobiony toporek do rzucania. Jego stylisko było wykonane z ciemnego, niespotykanego na północy drewna. Ostrze wykuto z jasnobrązowego metalu i ozdobiono vanirskimi runami - Ten topór podobno wykonano z metalu, który spadł z nieba. Przyjmij ten dar w dowód naszego zaufanie. Dostałem go jak wojownik od wojownika i darowuję Tobie jako żołnierz swojemu przywódcy.

Publius skłonił się raz jeszcze i złożył dar u stóp Celindy.
PPPP
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 3066
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 9:17 pm

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Azgoth » Pn lut 13, 2012 9:18 pm

Finn

- ...A ten krzepki młodzieniec to Finn Myrddin Prawdziwy syn Cymerii. Nie poznałam jeszcze potężniejszego wojownika...- skrzywił się lekko słysząc nazwisko którego od lat nie używał. Znali je tylko kompani z drużyny, bo w codziennym życiu używał jedynie imienia. Idąc w ślady Publiusa, dobył miecza z pochwy na plecach. Ostrze przesunęło się po twardej skórze z charakterystycznym dźwiękiem wywołując u strażników królowej odruchowy ruch ręki w kierunku broni. - Pozwolisz pani że nie oddam ci swojego miecza, bo to jedyny jaki posiadam, ale odtąd jest on na każde twe skinienie. - przemówił prosto ale, swoim zdaniem, dość uroczyście.
Avatar użytkownika
Azgoth
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 595
Dołączył(a): So sie 02, 2008 6:47 pm
Lokalizacja: Wrocław

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez slann » Wt lut 14, 2012 3:02 pm

Królowa słuchała przysiąg w milczeniu, brew jej drgnęła tylko gdy wymieniono nazwisko Fina. Potem wstała i rzekła
- Złożyliście przysięgi, a ojciec Ymir i wszyscy bogowie byli świadkami. Jeśli więc zdradzicie...
Teraz mówić zaczęła kobieta z blizną.
- Zostaniecie przeklęci. Wasze dzieci rozszarpią dzikie bestie. Wasze kobiety trafią w niewole. Męskość wam uschnie, a a kości spróchnieją. A gdy umrzecie, wasze dusze po wieczność będą się błąkać po bezkresnych pustkowiach dalekiej północy wyrecyt8wała zwyczajową formułkę. Odniosłaby ona lepszy skutek, gdyby, nie obecność Miszy. Potem królowa wstała i rzekła
- Tak więc związaliście swój los z moim. Jeśli będziecie mi służyć wiernie, nie ominął was zaszczyty. Sigurd zaprowadzi was do kwater wojowników, nie licząc Miszy. Niech kobieta przebywa z innymi córami wojny.
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 3437
Dołączył(a): Pt paź 14, 2005 11:35 am
Lokalizacja: Kowary

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez slann » Pt lut 17, 2012 6:05 pm

Pierwszy dzień służby u królowej Celindy minął szybko, bowiem gdy rozpoczęło się spotkanie u władczyni, było już popołudnie. Po przyjęciu przysięgi, towarzysze zostali rozdzieleni. Finn i Publiusz trafili do koszar. Wojownicy bylinieufni, i sami nie garneli się do rozmowy. Lecz, jeśli przywitanie mężczyzn było chłodne, to w przypadku kobiet można mówić o lodowato zimnym. Ponuro przyglądały się Miszy, rozmawiając szeptem za jem plecami i podśmiewując się z cicha.

Nastał wieczór. Było zimno przeraźliwie zimno. Patrolujący palisadę Finn nigdy nie zaznał takiego. mrozu. Zobaczył na murze innego wojownika. Gdy podszedł doń, myśląc że śpi, dotknął go i wtedy okazało się, że ma przed sobą zamarznięte truchło.
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 3437
Dołączył(a): Pt paź 14, 2005 11:35 am
Lokalizacja: Kowary

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Azgoth » So lut 18, 2012 12:25 pm

Finn

Owinięty szczelnie płaszczem starał się nie dotykać żadnych metalowych części stroju. Klamra od pasa przymarznięta do dłoni to ostatnie czego potrzebował w obecnej sytuacji. Prawdę mówiąc stokroć bardziej wolałby kufel czegoś ciepłego do picia. Gdy znalazł zimnego, i to dosłownie, trupa upewnił się, że nie ma sensu udzielać mu jakiejkolwiek pomocy. Przesiedzi sobie do rana i ktoś go stąd ściągnie. W dalszej części patrolu zaszedł do twierdzy powiadomić kogoś o zamarzniętym strażniku. Z radością powitał też ciepło kominka, które napełniło sztywne, zmarznięte kończyny przyjemnym mrowieniem.

Avatar użytkownika
Azgoth
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 595
Dołączył(a): So sie 02, 2008 6:47 pm
Lokalizacja: Wrocław

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez slann » Pn lut 20, 2012 10:36 pm

Fin poszedł w kierunku wrót, gdzie pewnie przebywał jeden z zastępców Sigurda. Idąc początkowo niespiesznie, szybko dostrzegł, że płomienie wszystkich pochodni przygasły dziwnie. Gdy podszedł do stróżówki, zobaczył jak Helwret, jeden z największych wojowników Celindy, próbuje beskutecznie rozpalić ognisko. Nagle Cymerianin spostrzegł, że coś ciężkiego upadło mu pod nogi. Gdy sięgnął aby sprawdzić co to jest, zobaczył, że była to wrona...
Zamarznięta...
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 3437
Dołączył(a): Pt paź 14, 2005 11:35 am
Lokalizacja: Kowary

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Azgoth » Wt lut 21, 2012 7:04 pm

Finn

Zamarznięta wrona? To było bardzo dziwne. Ptaki nie przecież nie powinny zamarzać podczas lotu. Widywał już takie przypadki, ale były to zwierzęta chore lub zagłodzone. Zbyt bardzo zaczynało mu to śmierdzieć Kopnął truchło z drogi i ruszył szybszym krokiem w stronę Helwreta.
- Wszystko w porządku? - zagadnął wojownika uwalniając przy tym z ust gigantyczny kłąb pary - Strasznie zimno, znalazłem na palisadzie jakiegoś zamarzniętego na kość biedaka...
Avatar użytkownika
Azgoth
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 595
Dołączył(a): So sie 02, 2008 6:47 pm
Lokalizacja: Wrocław

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez slann » Śr lut 22, 2012 8:10 pm

Finn.
Wojownik popatrzył na Cymerianina z powątpiewaniem, gdy jednak zobaczył zamarzniętą wronę wrzasnął
- Czemu kurwa nie zgłaszasz alarmu.? Biegiem do królowej
Fin dostrzegł, że płomienie przygasają

Misza
Zamoranka zirytowała się szeptami, więc kazała bezcielesnym istotom je podsłuchiwać. Cóż, były to tylko żarty na temat słabych kobiet z południa.
Minęło kilka godzin, aż zapadł zmierzch. Wtedy do Miszy podszedł jakiś chłopiec i powiedział, że Mistrz Thao Cheng chce się widzieć z panną miszą.
Misza poszła za chłopcem, myśląc o Kithajczyku. Słyszała o tym człowieku. Był mistkiem i nadwornym lekarzem cesarza Kithaju. Odbierał poród żony cesarza i aby uratować dziecko zrobił cięcie królów.
Władca wschodniej potęgi kazał zabić jego żonę i wygnał go na najdalszy kraniec świata
- Witam - Khitajczyk przywitał uprzejmie Zamorankę w swoim niewielkim poju.
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 3437
Dołączył(a): Pt paź 14, 2005 11:35 am
Lokalizacja: Kowary

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Azgoth » Cz lut 23, 2012 6:19 pm

Finn

Odskoczył robiąc miejsce przestraszonemu wojownikowi. Dopiero teraz zaczął kojarzyć, że to wszystko może być sprawka jakiegoś czarownika. Nie miał pojęcia po co komuś spadające zamarznięte wrony. Chyba że kogoś trafi taka w głowę. Mimo powagi sytuacji uśmiechnął się. Spojrzał na niebo czy aby nie leci ich więcej, po czym puścił się biegiem za Helwretem.
Avatar użytkownika
Azgoth
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 595
Dołączył(a): So sie 02, 2008 6:47 pm
Lokalizacja: Wrocław

[Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Ehran » Pt lut 24, 2012 10:13 am

Misza

Zanim Misza została przydzielona do kwater poprosiła Sigurda o udostępnienie jej jakiejś małej chałupki gdzieś na uboczu, by mogła tam niekłopotana praktykować swą magię i obcować z duchami.
Pierwotnie planowała się wyślizgiwać z obozu i poszukać jakiegoś miejsca w dziczy, jednak kujący mróz skutecznie wybił jej ten pomysł z jej ślicznejgłówki.

Córy wojny przyjęły ją dość chłodno. Szepty i śmiech prześladowały ją i rozbrzmiewały za jej plecami.
No cóż, nie oczekiwała uczty na jej cześć, jednak nigdy nie lubiła jak się z niej śmiano.
Gdy była jeszcze młoda, niewinna i naiwna, była niewolnicą w zamorji. Jednym z jej pierwszych panów był kapłan Iz gul. Uwielbiał on używać Miszę by wzbudzać zazdrość i złość swej głównej żony. A ta odpłacała się Miszy upokarzając ją w każdy możliwy do wyobrażenia sposób, od taka gierka między zdegenerowanymi małżonkami. Mimo iż od tamtych zdarzeń minęły wieki, Misze nadal prześladował pogardliwy śmiech tamtej żałosnej kobiety.
Przez krótką chwilę Misza miała ochotę spuścić ze smyczy zastępy piekieł by te rozerwały te dziwki na strzępy. Jednak złość odpłynęła szybciej niż nadeszła pozostawiając miejsce jedynie smutkowi i uczuciowej pustce, której Misza nie była w stanie wypełnić. Zamknęła się w swym małym pokoiku, usiadła na sienniku i podkuliła nogi obejmując je ramionami. Pojedyncza łza spłynęła po jej policzku. Zachowanie dziewcząt bardziej ją ukuło niż była, by gotowa przyznać sama przed sobą.
W głębi duszy mała Misza pragnęła tylko akceptacji i by ją ktoś pokochał... banalna prawda dosięgająca nawet najczarniejsze charaktery. Jednak, jak większość osób podobnie potraktowanych przez los, Misza nie potrafiła tego dostrzec, a ponadto nie ufała nikomu, kto takowe uczucia mógłby jej okazać. W jej małym świecie nie mieściło się tak proste pojęcie jak szczere uczucie. Zawsze doszukiwała się drugiego dna, zawsze była pewna zdrady.
Przez moment trwała tak w smętnym nastroju, zastanawiając się nad swym życiem. Gdyby doprowadziła tę introspekcję do końca, może doszła by do sedna wszystkich swych problemów. Jednak, nie była w stanie spojrzeć głębiej bądź dłużej w swą własną duszę. Miała uczucie, że zieje tam czarna dziura, która stara się ją wciągnąć i pochłonąć. Nawet ją przerażało to co tam widziała....
Nagłym ruchem poderwała się z siennika i stanęła na środku izdebki. Wyciągnęła ręce na bok, odchyliła głowę do tyłu i warknęła coś w niezrozumiałym prastarym języku. Natychmiast ze ścian i podłogi wypłynęły bezszelestnie straszliwie okaleczone i zdeformowane ludzkie postacie, by służyć swej pani.
Misza zatrzymała tylko jednego przy sobie, jako swą ochronę. Bez niej czuła się nazbyt odkryta. resztę wysłała na przeszpiegi.
Nie minęło dużo czasu, gdy duchy powróciły i zdały raport. Misza nieomal zaśmiała się w głos. Więc tylko tyle, całe jej nerwy i niepewność jedynie z powodu tego, że jest fizycznie drobniejsza i zapewne słabsza.
Misza ułożyła mały plan i od razu przystąpiła do jego wykonania. Pragnęła pozyskać tyle przyjaciółek ile się da. Córy wojny były prostolinijne i mało skomplikowane. Zakładała więc, że łatwo podbije ich serca. Wyszła więc ze swego pokoju i dołączyła się do kobiet wplątując je w rozmowę. Gdy raz już nastawiła się na tok myślenia wojowniczek, i wzięła pod uwagę ich system wartości, łatwo je omotała. Jej słowa działały niczym zaklęcia, choć do tych ostatnich nie musiała się uciekać.
Pod wieczór piła już z nimi tutejsze piwo, zaskakując je swym nie umiarem w jedzeniu i piciu. Najbardziej tęgie z nich nie były w stanie dorównać jej w zawodach opróżniania kufli. No, do czasu w każdym razie. Misza nie chciała b dziewczyny domyśliły się, ze jest odporna na alkohol, więc udawała pijaną, a pod sam koniec umyślnie przegrała. Nie chciała ich pod żadnym pozorem upokorzyć, a jedynie pozyskać odrobinę szacunku w ich oczach, by wzmocnić swą pozycję.

Młody chłopak zastał Miszę przyjemnie zamroczoną, śpiewającą wraz z innymi wojowniczkami.
Nieco niezręczna sytuacja. Misza nie mogła przestać od razu udawać. Ale też nie mogła się pokazać u maga pijana. Postanowiła więc, że uda, że trzeźwieje po drodze. Dała się więc prowadzić młodzikowi podpierając się na nim.
Gdy wyszli na zewnątrz, w Miszę uderzył potworny mróz. Nie musiała wcale udawać, takie powietrze otrzeźwiłoby każdego.
Wraz z kąsającym mrozem przyszła świadomość, że coś tu jest nie tak. Misza wyczuwała magię, i to nie byle jaką. Odrazy odepchnęła chłopca na bok i rozejrzała się dookoła. Niebacząca na niego, wyszeptała rozkaz, w nieznanym chłopakowi języku. Potem kazała mu czekać i jej nie przeszkadzać, a przede wszystkim nie wystraszyć się, obojętnie co by się nie stało. Powiedziała to tak prowokująco, że chłopak zapewne nie zląkł by się nawet całego legionu z otchłani, tylko po to by jej udowodnić, że faktycznie jest takim odważnym mężem.
Nie minęło długo, jej bezcielesne sługi obiegły najbliższą okolice szukając znaków zagrożenia. Gdy przybyli powrotem, chłopak stał się mimowolnym świadkiem przerażającego zajścia. Spod ziemi u stóp Miszy dobiegł szept To jej sługi składały raport w starożytnym języku. Misza jedynie pokiwała głową. Stwory doniosły jej o licznych zamarzniętych zwierzętach, jak i co najmniej o jednym zamarzniętym wojowniku na warcie.
Potem ruszyła dalej. Zapewne dała akurat pożywkę plotką, jednak w tych warunkach o to nie dbała.
Gdy doszli do maga, Misza wyciągnęła małą karteczkę i szybko nakreśliła wiadomość dla swych towarzyszy, w której to ostrzegła ich przed tym mrozem, którego źródło z całą pewnością nie jest naturalne. Potem wręczyła list chłopakowi, ufając w to, że nie umie on czytać, bo jakoś nie dowierzała, by mimo zakazu nie uległ pokusie i nie rozwiną karteczki by rzucić choćby okiem., Kazała odnaleźć jej towarzyszów i przekazać im list wraz z prośbą o jak najszybsze spotkanie.
Potem weszła do środka. Mistrz Hao Cheng już na nią czekał.
Misza szybko skojarzyła mężczyznę. Opowiedział jej o nim kiedyś pewien wojownik, którego uwiodła by dostać się do pewnego maga renegata, który ukrywał się na dworze właśnie tego wschodniego władcy. Z jego opowieści wynikało, że Mistrz Hao Cheng ratując dziecko władcy skazał na śmierć własną żonę. A przecież z pewnością świetnie orientował się w tym co mu grozi. Dziwny człowiek. Ciekawe czy śmierć żony i wygnanie go czegoś nauczyły.
- Witaj Mistrzu. - przywitała się Misza, kłaniając się z szacunkiem.
- Zdaje się, że mamy problem z pogodą.... - rzekła zerkając w stronę drzwi.
- Czy to może być sprawka Strogo? Na pewno nie raz skrzyżowałeś z nim oręż i możesz mi wiele o nim opowiedzieć? - zapytała się, zachęcając maga by wyjawił jej coś o ich przeciwniku.
Avatar użytkownika
Ehran
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 338
Dołączył(a): Pt paź 17, 2008 9:33 pm
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez slann » N lut 26, 2012 5:38 pm

F8nn natychmiast pobiegł do dworu. Nikt go nie zatrzymywał go podczas biegu i szybko stanął przed drzwiami do komnaty władczyni
Został tam zatrzymany przez starego siwego wojownika. Gdy powiedział mu, że coś złego dzieje się na zewnątrz, Vanir znikł za drzwiami i po chwili pojawił się ze swą panią. Królowa ubrana w grube futro zapytała cymerianina.
- O co chodzi?
W tym czasie Misza rozmawiała Kithajczykiem
- [i] To Strogo, masz rację. Mróz i śmierć są mocami, którymi najlepiej władają Hyperboreyjczycy, zwłaszcza ci oddani Louchu, której niegdyś służył. Ale ten czar jest zbyt potężny. Czujesz to? -
Rzeczywiście Misza poczuła dziwny nacisk na czole, jak niektórzy ludzie przed burzą.
- To dopiero początek... - Rzekł, Misza zobaczyła wbiegającego do środka Fina.

Tymczasem Publiusza obudziło dziwne zimno.
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 3437
Dołączył(a): Pt paź 14, 2005 11:35 am
Lokalizacja: Kowary

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Azgoth » N lut 26, 2012 6:14 pm

Finn

- Pani, wybacz porę, ale dzieje się coś złego. - wyrzucił z siebie na jednym, przyspieszonym przez bieg, oddechu - Wartownicy i wszystko co żyje zamarza na zewnątrz. Nie sposób rozpalić większego ognia. W tym momencie jesteśmy wystawieni na atak. W tej śnieżycy wroga dostrzeżemy dopiero gdy zapuka do drzwi pałacu.
Avatar użytkownika
Azgoth
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 595
Dołączył(a): So sie 02, 2008 6:47 pm
Lokalizacja: Wrocław

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez slann » Cz mar 01, 2012 12:02 pm

Królowa zachowała zimną krew i rozkazała
- Obudzić wszystkich wojowników, sprawdzić zwierzęta j przyprowadzić tu sługi i thrali. O znajdźcie oblubienicę. A ty Cymerianinie idziesz ze mną -rzekła i poszła do mniejszego pomieszczenia, w którym omawiano sprawy wagi królestwa bez ciekawskich oczu. Za królową przybyło dwóch wojowników. Zasiadła przy stole i rzekła.
- Czy znacie Krymnacha Aet, Krninga?
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 3437
Dołączył(a): Pt paź 14, 2005 11:35 am
Lokalizacja: Kowary

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Azgoth » Cz mar 01, 2012 4:29 pm

Finn

Wszedł do sali ale trzymał się lekko z boku. Dopiero gdy królowa i dwaj wojownicy usiedli oparł się na pięściach o gruby drewniany blat.
- Pierwsze słyszę. - opowiedział na rzucone przez władczynię pytanie zastanawiając się jak ona była w stanie wymówić miano tego człowieka. Lata praktyki. Gdy on próbował przeliterować to w myślach kończył zazwyczaj na Kramnach... Też dobrze. Nie interesowało go dziwne imię lecz co miał wspólnego z tymi czarami. - Kim on jest? - odważył się zapytać jako pierwszy.
Avatar użytkownika
Azgoth
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 595
Dołączył(a): So sie 02, 2008 6:47 pm
Lokalizacja: Wrocław

[Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Ehran » Pt mar 02, 2012 1:55 pm

Misza


- Tak czuję. Czar jest niezwykle potężny.
Słyszałam, że Strogo zdradził Louchu, i służy teraz jednemu z władców mrocznej pustki. Zakładam więc, że dostał od swego pana pewne wsparcie. A może ma innych sprzymierzeńców?
Mimo to nie sądzę, by mróz było jedynym, czym zamierza w nas cisnąć. Ale wy znacie go lepiej. Co może być następnym krokiem? Demony? Nieumarli? A może zwykli wojownicy? choć tym ostatnim ten mróz tak samo będzie dokuczał jak nam, albo i mocniej, bo my mamy co najmniej mury które dają nieco osłony przed kąsającym mrozem.
Mistrzu, czy potrafisz rozproszyć jego czar?
- zapytała ostrożnie.
Avatar użytkownika
Ehran
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 338
Dołączył(a): Pt paź 17, 2008 9:33 pm
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez slann » So mar 03, 2012 7:41 pm

Finn
- Może naprawdę nic nie wiesz. - rzekła w zamyśleniu [/i] - Przyprowadzić Oblubienicę [/i] - Jeden z wojowników wyszedł, a ,rólowa rzekła.
- Krymnach jest tak jak ty Cymerianinem i prawą ręką Totili. To straszny o okrutny człowiek, ale też wielki wojownik. Niewielu może się mu przeciwstawić. - w tej chwili przyszła siostra królowej.
- Mósisz wiedzieć, że niedawno toczyła się tu straszna wojna, między Odoakiem i jego bratankami, w co został wplątany mój dziadek, a także dawny władca Tormani... choćbyło to zupełnie inne królestwo, niż te, którym włada totilla, bowiem większość jego terytoriów jest teraz częścią Cambres... Władca Tormani i pomógł koronować się jednemu z bratanków Odoaka... Ale wtedy mój ojciec zaatakował ich, wspomagając drugiego bratanka. Mój dziadek nic o tym nie wiedział, i nigdy nie poparłby takiej zdrady... Ojciec zwyciężył, tylko po to, aby zginąć z ręki sojusznika. Ja byłam z dziadkiem, ale moja matka i siostry zostały uwięzione. Tylko Tysiana przeżyła. Uwolnił ją dopiero Tottilla. Odesłał ją mojemu dziadkowi, ale przez krótki czas przebywała na jego dworze. Wtedy usłyszała twoje miano. Opowiedz mu
- Nie uważam... - rzekła wojowniczka
- Mów.
- Totilla kazał mnie pilnować najlepszemu ze swych najemników - rzekła bezbarwnym głosem - Nudziło mu się, więc opowiedział mi historię swoich trofeów, czaszek w drewnianych pudełkach. Mówi, że najdumniejszy jest z pierwszych trzech... które zdobył niszcząc osadę Myrddinów...


Misza
- Nie podołam tej potędze... Wątpię, czy Strogo ją kontroluje... Ziemie Totilli ucierpiały tak samo. On jednak się przygotował Martwię się czym innym. Choć to dziwne, to te czary przypominają moc Louchi... A ona jest boginią mrozu i śmierci.
Ostatnio edytowano So mar 03, 2012 7:42 pm przez slann, łącznie edytowano 2 razy
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 3437
Dołączył(a): Pt paź 14, 2005 11:35 am
Lokalizacja: Kowary

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Azgoth » So mar 03, 2012 11:18 pm

Finn

Na te słowa Cymerianin cicho sapnął i zacisnął dłonie w pięści tak mocno, że aż zbielały mu kłykcie. Nie spodziewał się takich wieści po tylu latach i to w takim miejscu. Daleko na północy. Los się znów do niego uśmiechnął. W końcu był to całkowity przypadek. Do końca życia mógł nie zawędrować to tego dziwnego dworu, a nawet wtedy sam nie wyjawiłby swojego nazwiska. ~Ach ta Misza i jej długi jęzor! ~pomyślał obiecując sobie uduszenie jej pewnego dnia. Usiadł ciężko na pobliskim krześle. Gdy trochę ochłonął odezwał się przytłumionym głosem - Czy to ten Krymnach sprowadził to zimno? - jeśli była to prawda to musiał być faktycznie niezwykłym wojownikiem. Większość ludzi z Cymmerii przekładała szybkość, siłę i stal nad magiczne sztuczki, ale ten kto opanował obie te dziedziny musiał mieć dziesiątki lat doświadczenia za sobą...
Avatar użytkownika
Azgoth
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 595
Dołączył(a): So sie 02, 2008 6:47 pm
Lokalizacja: Wrocław

[Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Ehran » N mar 04, 2012 2:10 pm

Misza

Misza zamyśliła się na chwilę. Strogo musiał być naprawdę zdesperowany. Taka zima, jeśli nie kontrolowana, może spustoszyć całą krainę. Ludzie w zamkach przetrwają, ale co z chłopami i ich bydłem? Zakładała, że większość z nich zamarznie,, a to przecież podstawa tutejszej społeczności... Podzieliła się swymi obawami z khitajskim mistrzem.

Misza opowiedziała khitajczykowi o ptakach Strogo oraz o tym, co jej towarzysze dowiedzieli się w świecie duchów.
Zacytowała też słowa hyrkańczyka:
„Przeklęty Strogo! Jego czary... Nie ma nad nimi władzy... Powinniśmy zabić Tamto i wyrzucić kości do morza.... Dwa dni... Potem nadejdzie Śmierć! Rozumiecie! "

Miała nadzieje, że lepiej obeznanemu w tutejszej sytuacji magowi uda się powiązać niektóre z nici. Dotąd khitajczyk zdradził jej niewiele przydatnych informacji. Ale Misza miała jeszcze nadzieję, że razem dojdą do jakiś ciekawych wniosków.

Misza postanowiła wysondować mistrza, jak ma się jego stosunek do demonów. I delikatnie zasugerowała, że przeciw takim potęgą, oni również desperacko potrzebują sprzymierzeńców. Zarzuciła haczyk, wspominając potęgi z mrocznej pustki. I bacznie obserwowała jego reakcję, gotowa ugiąć się niczym wierzba, i obrać odpowiedni kierunek rozmowy w zależności od jego reakcji.
Niezależnie od tego jak Khitajczyk zareaguje, zamierzała zaczerpnąć rady z zaświatów. A może i poprosić o wsparcie. Chciała jednak wiedzieć, jak bardzo ostrożna musi być, czy musi się w tej kwestii obawiać maga, czy może liczyć na jego wsparcie. Czarodzieje zazwyczaj byli otwarci na wszystko co niosła ze sobą moc, i nie podlegali tak ograniczającym obawą, jakim podlegali zwykli śmiertelnicy. Mimo to i wśród obdarzonych mocą zdarzali się głupcy , którzy bali się sięgnąć po potęgę, jaką oferowały demony.

Po rozmowie z magiem, zasugerowała, by przedstawili swoje odkrycia i wnioski królowej. Samemu zamierzała też porozmawiać z swoimi towarzyszami.
Avatar użytkownika
Ehran
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 338
Dołączył(a): Pt paź 17, 2008 9:33 pm
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez PPPP » N mar 04, 2012 5:11 pm

Publius Ahenobarbus



Kiedy Finn wbiegł do sali tronowej, Publius siedział w kącie sali i zdawał się być całkowicie pochłonięty struganiem kolejnych strzał. Nie zareagował na słowa o magicznym zimnie, ale pozwolił rozmowie toczyć się swoim tempem. Dopiero na koniec wtrącił się z drobną uwagą:
- Wrogowie myślą, że zima uwięzi nas w naszych domostwach - powiedział stanowczo - Słyszałem kiedyś sagę o wojownikach, którzy wybrali się do Louchi, aby odebrać jej swojego towarzysza. Natknęli się na takie zimno, ale byli w stanie je wytrzymać dzięki namaszczeniu ciał tranem. W każdej legendzie jest ziarno prawdy... - Publius odłożył gotową strzałę - Gdyby maść z tranu rzeczywiście pomagała, to kilku najlepszych wojowników powinno zaraz wyruszyć, dopóki wrogowie myślą, że jesteśmy unieruchomieni. Mamy szansę ich bardzo zaskoczyć.
PPPP
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 3066
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 9:17 pm

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez slann » Pn mar 05, 2012 8:19 pm

Królowa chciała odpowiedzieć Finowi, ale pierw zobaczyła Publiusza.
- Być może... ale sami też mogą pozamarzać.... - potem zwróciła się do Fina
- Nie jest na pewno magiem. To wódz Cymeriańskich bandytów , którzy są strażą przyboczną Totilli. Zły i okrutny człowiek... Czy Krymnach mówił prawdę, czy jesteś z Myddinów?

Misza
- Demony... To straszne istoty... W moim kraju mamy wielu magów. Niektórzy to skromni mędrcy mieszkający samotnie w górach, inni to bezwzględni manipulatorzy grającymi ludźmi niczym lalkami. Nigdy jednak nie paktujemy z tymi siłami. Demony zawsze uczynią ludzi niewolnikami. Kithai jest stary... tak jak Stygia. My jednak jesteśmy światłem mądrości w świecie barbarzyńców. Oni tylko skarlałymi wężami pełzającymi pośród piasków. Służba dla demonów, jest jak picie wina prz3z dziecko. Inaczej nieco ma się sprawa z Louch. To pradawna istota, którą przed wiekami zgładzono, lecz nie zabito... Jest częścią tego świata. Nienawidzi monstrów z mrocznej pustki bardziej niż życia... A te ponoć chciała unicestwić.
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 3437
Dołączył(a): Pt paź 14, 2005 11:35 am
Lokalizacja: Kowary

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Azgoth » Pn mar 05, 2012 10:38 pm

Finn

- Jedno i drugie, Pani. Finn Myrddin, czasem Wilkiem zwany, syn Eraka Gasnącego Słońca, syna Baleora Myrddina, Pogromcy Jaszczura... - wyrzucił z niejakim trudem swoje prawdziwe imię - Ostatni z Myrddinów, choć od dawna nie używa tego nazwiska, wciąż żyje. Proszę jednak abyś zachowała tą informację dla siebie... Zajmijmy się może jednak problemem potencjalnego ataku - starał się zboczyć na bezpieczniejszy temat. Nie chciał zdradzać już nic więcej niż to co powiedział, a i tak Celinda była pierwszą osobą od przeszło 5 lat która wiedziała o nim tak dużo. W jakiś pokrętny sposób jednocześnie chciał się dowiedzieć jak najwięcej, wreszcie się odkryć jak i przeszkadzało mu takie ujawnianie tajemnic. Ponad ćwierć swojego życia przeżył w ten sposób i tak lepiej żeby pozostało.
Avatar użytkownika
Azgoth
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 595
Dołączył(a): So sie 02, 2008 6:47 pm
Lokalizacja: Wrocław

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez slann » Wt mar 06, 2012 7:13 pm

- Pierwej musimy przenieść zwierzęta i służących... będzie śmierdziało... ale macie racje, wy dwaj będziecie patrolować palisadę.... - rzekła a w tej chwili do środka weszła Misza i Kihitajczyk.

Misza
- Choć, musimy o wszystkim opowiedzieć królowej - rzekł starzec.
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 3437
Dołączył(a): Pt paź 14, 2005 11:35 am
Lokalizacja: Kowary

[Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Ehran » Wt mar 06, 2012 9:44 pm

Misza

Jeszcze w komnacie maga...

Dziewczyna zrobiła obrażoną minę.
- Mistrzu, nie jestem naiwną akolitką. Nie musicie mi wciskać bajek. Byłam w khitaiu nie raz, i znam wasze wierzenia i historię. - Misza ostentacyjnie pogładziła po swoich włosach odgarniając czarny kosmyk za ucho.
- Owszem jesteście światłem mądrości. Jednak, pakty z demonami, czy kuei jak wy je nazywacie jest raczej na porządku dziennym w waszym kraju. I ciągnie się to już od zamierzchłych czasów.
- Bez wsparcia demonicznych władców wasza cywilizacja zapewne zostałaby już dawno temu rozszarpana przez waszych niewolników, których, nawiasem mówiąc, traktowaliście nawet gorzej niż stygijczycy traktują swoich. A może zapomnieliście już rebelię Lemurian. Byliście już pokonani, jedynie demony odwróciły bieg wydarzeń.
- kontynuowała spokojnym niemalże monotonnym głosem, jakby odprawiała lekcje historii. Podeszła do stolika i nalała sobie nieco wina, które podgrzała za pomocą magi. Nad kubkiem uniosła się leniwie smuga pary, znakomicie widoczna w panującym chłodzie.

- A jak było z dynastią Yu-Yhai. - zapytała podnosząc lewą brew w zadumie.
- Czy to nie oni przywołali boga demona o imieniu Oorlong by zetrzeć ówcześnie panującą rodzinę Khu z powierzchni ziemi. I zrobili to nad wyraz krwawo i skutecznie, jeśli dobrze pamiętam.

- Mam starą przyjaciółkę, władczynię dystryktu Ai w prowincji Paikang, Sxi Ai, Och, pamiętam jak była jeszcze małą dziewczynką, kochane dziecko z niej było. Bardzo lubiła swoją ciocie Miszę. I nadal wiąże nas szczególna nić.
- Oczy Miszy zasnuła mgiełka wspomnień dawnych lat.
Uśmiechnęła się do khitaiczyka , ukazując perliste ząbki. Zastanawiała się, czy wie, że jej przyjaciółka liczy sobie już 200 lat. Jeśli tak, to dobrze, da mu to do myślenia.
- Nie jest żadną tajemnicą, że ma przymierze z kuei o imieniu Asenabos, I Jak na razie jej ta przyjaźń nie wyszła na złe. Ponadto, moja przyjaciółka pod tym względem nie stanowi wyjątku - Misza uniosła kubek z gorącym winem, jej rubinowe wargi delikatnie musnęły krawędź naczynia. Uniosła kubek wyżej i napiła się odrobiny grzejącego płynu. Od razu odczuła jak przyjemnie mrowiące ciepło rozchodzi się po jej ciele. Na koniec oblizała wargi i odstawiła kubek na bok.

- I proszę mistrzu, czy możesz mi przypomnieć, ile demonów zasiada w waszym panteonie? Muszę przyznać, że nigdy nie potrafiłam ich porachować.
Przecież czcicie mroczne kreatury z odchłani jako bogów. Ponadto, wedle waszej wiary, po śmierci dusza rozdziela się na dwie części, jedna idzie do nieba druga do odchłani, z kąd można ją na nowo przywołać jako demona.
W khitaiu dośc otwarcie czci się przodków, bogów nieba i odchłani jak i demony. Na dodatek krwawe ofiary nie są rzadkością. Khitajczycy wierzą, że każda poważniejsza prośba skierowana do bogów, dóchów czy demonów musi być złorzona za pośrednictwem krwi. I to ludzkiej krwi. Zarówno duchy przodków jak i demony odżywiają sie ludzkimi ofiarami a tych mają w khitaiu pod dostatkiem, nawet najmniejszy demon nie cierpi głodem. Jeśli się tak zastanowić, to nie potrafiła, bym ocenić, kto więcej ludzi składa w ofierze, wy czy stygijczycy.
Dobrze wiem o tym wszystkim, mistrzu. Więc proszę nie obrażajcie mnie opowiadając mi bajeczki dla grzecznych dziewczynek.
Jesteśmy tu sami mistrzu, nikt z twoich tutejszych przyjaciół nas nie usłyszy, a ja im nie powiem. Nie ma powodu, by się wypierać.
- powiedziała Misza stłumionym głosem. Oparła się o blat stołu i przyglądała się khitaiczykowi bawiąc się okalającą jej smukłą szyję obrożą. A w jej oczach tlił się nieposkromiony żar.



W komnacie tronowej, u królowej

- Tak mistrzu. - odparła pokornie i z szacunkiem i stanęła u boku starca. Ukłoniła sie przed królową wedle zwyczaju. Jednak zachowała milczenie. Zamierzała w tej kwestji pozostawić mówienie khitaiczykowi.
Avatar użytkownika
Ehran
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 338
Dołączył(a): Pt paź 17, 2008 9:33 pm
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: [Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez slann » Pt mar 09, 2012 8:56 pm

Khitajczyk tymczasem opowiedział o wszystkim. Królowa skinęła tylko głową i rozkazała przynieść tran. Sporządzono z niego maść, która choć była skuteczna, to sprawiła, że wszyscy śmierdzieli jak kutry rybackie.

Służba na palisadzie była ciężka. Fin był bardziej odporny i młodszy, a na dodatek po godzinie wrócił do dworu, na następną zostawiając Nemedyjczyka samego
Rano nadal było pieruńsko zimno, choć odrobnę cieplej niż w nocy. Królowa wezwała wszystkich przed swoje oblicze Rozkazała każdemu z wojowników jechać do jednego z pobliskich dzierżawców i poddanych, aby kazali im z dobytkiem przybyć na dwór. Finn z Publiuszem i Miszą mięli udać się do Jarla Edinga


Misza w nocy znowu miała sen. Wędrowała po lodowym pustkowiu. Trwało to całymi latami, aż straciła poczucie istnienia swego ciała. W końcu znowu zobaczyła na horyzoncie postać, która rzucała cień Giganta. Gdy się zbliżyła zobaczyła, że jest to kobieta ubrana w grube futra, która stała nad kamienną studnią. Misza widziała tylko połowę oblicza kobiety, która była wysoką blondynką o niebieskich oczach
- [i] Witaj po dwa kroć plugawa. [/ii]
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 3437
Dołączył(a): Pt paź 14, 2005 11:35 am
Lokalizacja: Kowary

[Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez PPPP » Wt mar 13, 2012 10:36 pm

Publius Ahenobarbus

Po ciężkiej warcie Publius przespał pół dnia. Stary weteran z trudem zniósł morderczą mieszankę mroźnego klimatu i wrogich zaklęć. Obłożony opatrunkami i kompresami sporządzonymi według starych, sprawdzonych receptur Nemedyjczyk spał jak zabity.

Popołudniu, kiedy Publius mniej więcej doszedł do siebie, z trudem wyszedł z łóżka i ruszył na poszukiwania Finna i Miszy. Gdy znalazł kompanów w małej, bocznej salce, gdzie mogli rozmawiać we własnym gronie spytał w swoim ojczystym języku:
- Jak wam się tu wiedzie?
PPPP
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 3066
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 9:17 pm

[Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Ehran » Cz mar 15, 2012 4:10 pm

Misza

Jeszcze poprzedniego dnia po zmierzchu...

Misza długo nie mogła zasnąć, toteż przez jakiś czas błądziła po warowni. W zamyśleniu mało zważając na kąsający jej odkryte ciało przenikliwy chłód.
Gdy już zamierzała powrócić do swych komnat natknęła się przypadkiem na Publiusa. Mimochodem spostrzegła jego odmrożenia, i już nie dała się odpędzić. Uparła się, że pomoże weteranowi opatrzyć te odmrożenia, zanim przeistoczą się w sączące się rany.
Dotarłszy do izby Publiusa, pomogła mu oczyścić rany i nałożyć jego maści. Przy czynności tej nie omieszkała kręcić nosem nad ich zapachem.
Wstała od jego siennika i kręcąc zalotnie biodrami zniknęła na parę chwil z jego izby. Gdy wróciła, niosła przed sobą tacę, na której to stał gliniany dzban pełen pitnego miodu oraz duży mosiężny kubek. Dziewczyna przyklęknęła przy sienniku mężczyzny, odstawiła tacę i uniosła dzban.
Zapach miodu rozszedł się po izbie, gdy przechyliła dzban i gęsty strumień miodu przelał się do kubka. Smukłe palce Miszy zagłębiły się za jej srebrnym pasem i wyciągnęły sakiewkę z ziołami. Zgniatane, przez sprawne palce czarownicy rośliny, uwolniły cierpki zapach. Misza wsypała dwie szczypty ziół do miodu.
Potem dobyła swój sztylet., wysunęła smukły nadgarstek nad mosiężnym kubkiem. Zakrzywione w dół, niczym dziób drapieżnego ptaka ostrze, zagłębiło się w jej ciele. Z jej ust wydobyło się tylko ciche westchnienie. Ostrze sunęło po skusze niczym pieszczący pocałunek kochanka.
Świadomość klęczącej dziewczyny skupiła się na ostrzu rozcinającym ciało z dręczącą powolnością. Czuła strumyk krwi sączący się z rany i spływający sennie do mosiężnego naczynia. Złocisty miód począł barwić się na szkarłatno.
- Ból odkupuje wszystkie winy. Ból jest świadomością życia, jest przypomnieniem śmierci. - wyszeptała z zatrważającym nabożeństwem swoim melodyjnym, aksamitnym głosem, wprawiającym w drżenie nawet najmniejszą cząstkę każdej żywej, czującej istoty.
Ostrze oderwało się od skóry i powędrowało do rubinowych, nieco rozchylonych ust dziewczyny. Jej język nieśmiało prześlizgnął się wzdłuż ostrza zbierając ostatnie krople szkarłatnej cieczy. Sztylet zabłysnął ostatni raz i zniknął w pochwie wiszącej przy biodrze. Wolna teraz prawa dłoń zacisnęła się na ranie wyciskając ostatnie krople życiodajnego płynu do naczynia.
Smukłe dłonie pochwyciły kubek i uniosły do ust wojownika. Ewentualne protesty, o ile się pojawiły, Misza zdusiła w zarodku twierdząc stanowczo, że nikt nie ma prawa odrzucać daru krwi czarownicy. A w jej głosie pobrzmiewała nutka, która dawała nieśmiało do zrozumienia, że nie był by to mądry czyn.
Słodki gorący płyn wlał się w ciało weterana, rozgrzewając jego kończyny przyjemnym żarem. Krew zaszumiała mu w skroniach, serce przyśpieszyło a jego wzrok na jedną chwilę zasnuła szkarłatnoczerwona mgiełka.
Misza uśmiechnęła się anielsko do Publiusa. - A teraz się nieco prześpij, sen to najlepsze lekarstwo..
Dziewczyna czuwała jeszcze nieco przy łożu wojownika, dopiero gdy przekonała się, że śpi głęboko wycofała się bezszelestnie i wróciła do siebie.





We śnie...

Samotna postać Z wolna szła między śnieżnymi zaspami - jak duch na spotkanie umówione wśród pobojowiska martwego świata. Niczym czarna plamka w bieli śnieżnego puchu, przedzierała się przez nierzeczywisty, wrogi krajobraz.
Tylko ona poruszała się wśród wszechogarniającej białej martwoty. Mroźne niebo wisiało nad jej głową. wokół rozsnuwała się bezgraniczna lodowa równina.
Śnieg ścięty siarczystym mrozem, skrzypiał pod jej butami, gdy, z nieludzkim uporem parła wciąż na przód. Krok za krokiem wciąż na przód, bez końca i bez wypoczynku. Bez wytchnienia i bez namysłu. Naprzód wciąż tylko na przód.
Blask słońca na śniegu ranił oczy jak nóż. Szron na jej ubraniu iskrzył się w słońcu. Wiatr wył przenikliwie nad wiecznymi śniegami targając jej ciało ognistym lodem. A ona parła na przód, wciąż na przód.

Misza zamrugała, lód na jej długich jedwabistych rzęsach roziskrzył się niczym diamenty w blasku słońca. Z lekkim niedowierzaniem zbliżyła się do postaci przy zamarzniętej studni.
Jej kruczoczarne włosy bieliły się teraz przyprószone śniegiem. Dziewczyna przechyliła zalotnie głowę w bok. ponownie mrugając, jak by pragnęła pozbyć się omamów. Upewniając się, czy postać jest rzeczywista.

Dziewczyna roześmiała się śmiechem słodszym niż szmer srebrzystych fontann, zatrutym wszelako goryczą, jak się zdawało, odwiecznej tułaczki poprzez lodową otchłań.
Jej zawsze gorąca krew zaszumiała w żyłach, serce zabiło szybciej.
Mróz był tak wielki, że widziała swój własny oddech. gdy przemówiła.

- Z twoich ust o pani to doprawdy komplement. - odparła słodkim niczym srebrne dzwonki głosem, i dygnęła z wdziękiem.
- Powiedz mi o pani, czego pragniesz od mej skromnej osoby? - zapytała się już bez śladu uśmiechu, jednakże nadal słodkim przyjacielskim głosem.
- Twój lodowaty pocałunek ciężko ciąży na tej skutej lodem ziemi. Czy zrobiliśmy coś, by ściągnąć na siebie twój gniew? A może przybywasz by się upomnieć o swoją własność, o zdradzieckiego Strogo?



Porankiem

Misza obdarzyła wchodzącego Publiusa promienistym uśmiechem. Była rada, że jest znów na nogach.
- Nie mogę narzekać. Warunki co prawda są kiepskie, ale czego można się spodziewać po barbarzyńcach z północy. - Misza zachichotała wesoło.
- Ale co najmniej coś się dzieje. - dodała już poważniej, odgarniając swoje jedwabiste włosy z twarzy. Podczas tego ruchu Publius miał okazje przyjrzeć się dokładniej jej lewemu nadgarstkowi. Na którym to brakowało jakiego kol wiek śladu wczorajszego nacięcia. Oliwkowa skóra, nie była nawet draśnięta.

Potem gdy już się wszyscy wygodnie rozsiedli, Misza opowiedziała do czego doszła razem z khitaiskim magiem, pomijając oczywiście kwestie przymierzy z demonami.
Avatar użytkownika
Ehran
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 338
Dołączył(a): Pt paź 17, 2008 9:33 pm
Lokalizacja: Bydgoszcz

[Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Azgoth » Pt mar 16, 2012 10:00 pm

Finn

W nocy praktycznie nie spał. Usnął dopiero nad ranem, otulony w futra i kurczowo ściskając miecz. Rozmyślał oczywiście o przeszłości i zaskakujących wieściach jakie usłyszał od Królowej.

Do małej salki wszedł ostatni, zostawiając przy drzwiach stos śniegu strząśniętego z futrzanego kołnierza. Biały puch błyskawicznie zamienił się w kałużę i stóp wojownika który leniwym krokiem podszedł i rozsiadł się na ławie. - Okropne zimy mają na tej północy. - rzucił trochę na przywitanie, trochę żeby od czegoś zacząć rozmowę. Potarł energicznie dłonie o siebie. - Kiedy zamierzamy wyruszyć do tego całego Jarla? Mam nadzieję że przywita nas gorącą strawą, bo w taką pogodę można zamarznąć w kilka minut. Jak ta wrona... - przypomniał sobie o dziwnym ptaku. Opowiedział o tym Miszy - To możliwe żeby tak spadały? - spytał na zakończenie.
Avatar użytkownika
Azgoth
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 595
Dołączył(a): So sie 02, 2008 6:47 pm
Lokalizacja: Wrocław

[Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez PPPP » Pt mar 16, 2012 10:05 pm

Publius Ahenobarbus

- Dziwna wrona, Finn... Niemal tak dziwna jak te ptaki, które napotkaliśmy przy faktorii - Publius wyciągnął skądś kości do gry i nerwowo podrzucał je w dłoni - Dokładnie jak one. Za dużo tu magii. Musimy uderzyć pierwsi jeśli nie chcemy zginąć. Miszo, ufasz mu? - weteran zapytał mając na myśli kitajskiego maga.
PPPP
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 3066
Dołączył(a): Śr gru 01, 2004 9:17 pm

[Conan d20) Chłodne powitanie.

Postprzez Ehran » Pt mar 16, 2012 11:53 pm

Misza

Misza uśmiechnęła się pogodnie do Fina. - Tak możliwe. Przez tę magię temperatura opadła dużo szybciej i dużo niżej niż ma to miejsce w naturze. Ptaki nie zdążyły się dostosować... - Misza spochmurniała nieco.
- I zapewne nie tylko one... Tę krainę czekają ciężkie czasy... W tą zimę zamarznie wiele bydła, ludzi i zwierzyny. - Misza wzruszyła ramionami.
- Ale to nie nasze zmartwienie, A królowa sobie na pewno jakoś poradzi.

- Nie ufam nikomu. - odparła bez namysłu na pytanie Publiusa.
- Ale wydaje się, że jest uczciwy i honorowy. Niegdyś Był mistykiem i nadwornym lekarzem cesarza khitaiu.
Odbierał poród żony cesarza i aby uratować dziecko zrobił cięcie królów.
W nagrodę, Cesarz kazał zabić jego żonę, a jego samego wygnał na najdalszy kraniec świata Czyli tutaj.
Musiał zdawać sobie sprawę co czyni i świadomie wybrał swój los, zaryzykował swą pozycje i życie, byle tylko uratować dziecko.
Z tego wynika, że nie potrafi stać i patrzeć jak ktoś cierpi czy umiera. Musi działać, musi próbować pomóc, choćby miało to ściągnąć zagładę na niego samego.
Od tamtych czasów mógł się zmienić, mógł zmądrzeć. Jednak wątpię by był w stanie umyślnie kogoś skrzywdzić.
- odparła, powstrzymując się od zgryźliwszych komentarzy pod adresem głupoty takiego zachowania.
Dla niej takie zachowanie było nie do pomyślenia i głębszy sens takiej postawy wymykał się jej zrozumieniu. Oczywiście znała takich ludzi i w pewnym sensie dobrze ich rozumiała, jednakże rozumiała ich jak lekarz rozumie zachowania umysłowo chorych, a nie jak człowiek rozumie poczynania innego człowieka.
Avatar użytkownika
Ehran
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 338
Dołączył(a): Pt paź 17, 2008 9:33 pm
Lokalizacja: Bydgoszcz

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do D&D - aktywne sesje

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości