Moderator: Moderacja

Rukasu, już myślałem, że zapomniałeś o Polterze, bo dawno Cię nie było.


Jeśli idzie o kolejne rzeczy, których nie lubię, to wyposażanie przeciętnych bohaterów w cechy niemal supermenów. Andrzej Pilipiuk ma taką tendencję (...)


Ale np. zastanawiam się nad ponownym przeczytaniem cyklu G.R.R. Martina przed sięgnięciem po Taniec ze smokami.


Rukasu napisał(a):Nie wyobrażam sobie nawet innego rozwiązania - to jedna z tych serii, w której pogubić można się podczas czytania, co dopiero przy "doczytywaniu" nowych tomów.
...inna sprawa, że zastanawiam się wciąż, czy starczy mi cierpliwości, żeby czytać to wszystko od nowa. Fakt, że niezła proza, ale mimo wszystko...

Jeśli chodzi natomiast o wzmiankowanych przez Ciebie zawodowych żołnierzy - czy też najemników - to weź pod uwagę, że tworzyli oni bardzo "homogeniczne" grupy. Byli to zwykle ludzie o nadprodukcji testosteronu, o samobójczych lub morderczych skłonnościach, tworzących *niemalże* wyznaniowe bractwa. Bardzo pilnie strzegli swoich przywilejów, nierzadko przyjmowali także w swoje szeregi wszelakich wyrzutków, przestępców i osobników niezdolnych do normalnego funkcjonowania w społeczeństwie. Tacy "macho" mieli bardzo konkretną wizję tego, do czego "przydatne" mogą być kobiety, i w wielu wypadkach mogliby nie wykazać odpowiedniego zaufania do niewieścich umiejętności. Oczywiście w niektórych oddziałach *pojawiały się* pojedyńcze kobiety-najemnicy, niemniej skala zjawiska nie była zbyt duża, zaś kobiety takie nie były zwykle uznawane za "kobiety", tylko za wspominaną "trzecią płeć". I nie oszukujmy się - w przypadku służby wojskowej w niskotechnologicznej armii, ewolucja opowiedziała się zdecydowanie po stronie mężczyzn. Tym bardziej, że wczesne standardy były dla wszystkich takie same (no, powiedzmy że istniały oddzielne standardy dla bogatych i dla biednych), nie zaś tak jak w dzisiejszych czasach - kiedy np. testy kwalifikacyjne dla policjantek są inne niż dla policjantów.
Zwyczajowo za czynnik taki uznaje się magię, jednak czyni się to nadzwyczaj wybiórczo - pozostawiając rzeczy, które przy wysokim poziomie "magiczności" nie miały prawa się uchować; zmieniając natomiast rzeczy, na które magia niekoniecznie musiała szybko zadziałać.



Po prostu nie lubisz serii.
Problem ten był jedną z dwóch przyczyn dla których przestałem czytywać serię o Honor Harrington Webera. Sposób w jaki autor traktował główną bohaterkę stał się w pewnym momencie nie do zniesienia - jeszcze tylko brakowało, żeby razem z książkami sprzedawać zaczęli przenośne ołtarzyki. Zaś słynny pojedynek na miecze z jednej z części serii po dziś dzień uznaję za ścisłą czołówkę najbardziej przegiętych historii opisanych w literaturze.

Z Rukasu nie ma po co dyskutować o tej postaci, nazbyt dobitnie wyłożył swoje poglądy. Najprawdopodobniej ich nie zmieni.



(...) mi wcale nie chodziło o to, że zawodowa armia bardziej sprzyja żeńskim żołnierzom. Chodziło mi o to (...) że umożliwia z zerwaniem z myśleniem w stylu ,,obywatel=żołnierz" (jak w starożytności), czy ,,arystokrata=wojownik" (jak w średniowieczu").
Nie wiem, czy mnie dobrze zrozumiałeś. Nie mam nic przeciwko supermenom i niezniszczalnym bohaterom, czego przykładem jest to, że lubię opowieści o Conanie.
Z tą różnicą, że superman musi mieć racjonalne wyjaśnienie swoich nadprzeciętnych zdolności lub też od samego początku być herosem. [...] Jeśli Honor Harrington była prezentowana od samego początku jako ktoś ponadprzeciętny, to bym to zaakceptował.

Eric Flint dobrze podsumował sytuację zderzenia wiedzy przeciętnego licealisty kontra dawny uczony. Ciągłe uczenie się, nawet nieświadome, powoduje u piętnastolatka posiadanie wiedzy która pozwoliłaby dyskutować z Harveyem, czy Galileuszem i wygrać tę dyskusję.
Z Rukasu nie ma po co dyskutować o tej postaci, nazbyt dobitnie wyłożył swoje poglądy. Najprawdopodobniej ich nie zmieni.




Wydaje mi się że coraz liczniejsze występowanie w społeczeństwie mężczyzn-nie-wojowników samo w sobie nie wystarczy. Jest to oczywiście BARDZO duży krok w stronę emancypacji, bowiem stosunkowo łatwo doprowadzić może do sytuacji: 1/4 mężczyzn to żołnierze + 3/4 mężczyzn w innych zawodach -> wielka wojna -> 1/4 mężczyzn to żołnierze + 1/4 mężczyzn w innych zawodach + 1/2 mężczyzn martwych -> kobiety "wypełniają" lukę.
Jeśli chodzi o wpływy cywilizacyjne, to bardzo trudno ocenić mi jak ścisła jest korelacja "cywilizowania" się społeczeństwa z odejściem od poboru w stronę armii zaciężnej. Podejrzewam, że związek być musi, i to bynajmniej nie mały, niemniej IMHO - sam w sobie jeszcze nie wystarczający.
W każdym razie obstawiam że Newton wygrałby na fizykę i matematykę z 99,9% polskiej młodzieży licealnej, a zapewne i z wieloma studentami nauk ścisłych. O młodzieży amerykańskiej nie ma nawet co mówić.
Niemniej jednak Conan jako superman jest dobrze skonstruowaną postacią i miło się o nim czyta.

Wystarczyłoby, żeby licealista poruszył jakąś kwestię, o której ma szczątkową wiedzę, ale Newton nie ma żadnej, bo w jego czasach jeszcze tego nie odkryto.


Przyznasz jednak, że lubienie bądź nielubienie bohatera zależy od tego, jak został on wykreowany. Przecież Conanowi też wszystko się udaje (...)
Szczerze mówiąc przypuszczam, że gdyby nie upadek Rzymu i związana z tym zapaść gospodarcza i uformowanie się feudalizmu, to już wieki temu doszłoby do emancypacji kobiet. To był naturalny proces, który został zahamowany w skutek pewnych konkretnych wydarzeń i procesów, które zaistniały w naszym swiecie, nie należy zakładać, że takie same anomalie muszą wystąpić w innych.
Zależy o czym by rozmawiali. Wystarczyłoby, żeby licealista poruszył jakąś kwestię, o której ma szczątkową wiedzę, ale Newton nie ma żadnej, bo w jego czasach jeszcze tego nie odkryto.
Rukasu HH nie jest ideałem. Wielokrotnie ranna, popełnia błędy, przegrywa bitwę, trafia do niewoli, ma parę razy załamanie nerwowe, ma również romans z żonatym facetem... Już bardziej idealny jest Hamish Alexander. Wygrywa wszystkie bitwy, sprawdza się w polityce, tłumaczy książki z niemieckiego...

Poza tym są książki o pobocznych wątkach.
Newton może czegoś się domyślać, ale licealista tego będzie pewny.


Było takie porównanie o dzisiejszych czasach; Karły na ramionach olbrzymów. Taki karzeł zawsze będzie wyższy.

Zwróć jednak uwagę na naturalne niezbezpieczeństwa związane z tym procesem - Rzym cywilizując się, stawał się równocześnie coraz *mniej* sprawny militarnie. Żołnierzy sprowadzał z dalekich, dzikich, i znacznie mniej ucywilizowanych prowincji. A z czasem nawet ci "prowincjonalni" żołnierze przestali sobie dawać radę z otaczającymi Cesarstwo ościennymi watażkami, którzy prezentowali "barbarzyńskie" podejście do wojny. Podobnych przykładów było więcej - chociażby Egipt, Grecja, Chiny, a także wiele późniejszych, średniowiecznych państw.

Równie dobrze bardziej zdyscyplinowani, lepiej wyposażeni ,,cywilizowani" żołnierze mogą sobie radzić lepiej niż ,,barbarzyńcy".
Zauważ, że z drugiej strony państwo, gdzie obywatel/arystokrata nie musi być wojownikiem, może górować nad innymi pod względem gospodarczym czy organizacyjnym
Z zasady ,,mieszczańska" zawodowa administracja była wydajniejsza niż ,,rycerska".
Poza tym, nie rozmawialiśmy tutaj o konsekwencjach emancypacji, tylko o tym, czy jest możliwa.


Od samego początku ukazywany jest jako ktoś aspołeczny (~wyznający zupełnie inne wartości niż reszta społeczeństwa),
humorzasty, uparty - ale i sprytny, ciekawy świata oraz niezmiernie sprawny fizycznie.
jako dowódca często ponosi sromotne klęski.
nawet w fizycznej walce Conanowi zdarza się napotkać równorzędnych przeciwników - z którymi wygrywa raczej za sprawą szczęścia niż *samych* umiejętności.
Tutaj mamy z kolei np. casus Bizancjum, casus Hanzy, casus Wenecji, casus Portugalii...Zauważ, że z drugiej strony państwo, gdzie obywatel/arystokrata nie musi być wojownikiem, może górować nad innymi pod względem gospodarczym czy organizacyjnym

Mimo wszystko jednak potrafi się często zaadaptować do panujących zasad w danym środowisku, zwłaszcza w późniejszych latach życia.
I inteligentny, nie zapominaj.
W zasadzie ponosi klęski wtedy kiedy po stronie wroga jest miażdżąca przewaga (...)
Z Conanem jest podobnie. Prosta budowa walki, bez żadnych majstersztyków, zwodów, ciosów i uników.
Z Portugalią to bym jednak się nie zgodził. Dość szybko bowiem została ona podbita przez Hiszpanię (1580) a jej bogactwo przeszło pod władanie Habsburgów.


Sam udział w bitwie, w której spodziewać należy się sromotnej porażki, jest poważnym strategicznym błędem
z pewnością otacza go wielu generałów i dowódców znacznie zdolniejszych od niego.
Uważam, że Howard (będąc zresztą "zawodowym" bokserem) całkiem nieźle konstruował opisy walki, w których często pojawiają się zwody i podstępy.



W tym akurat wypadku Conan nie miał wyjścia. Opowiadanie "Szkarłatna Cytadela" pokazuje (...)
W tych 3 wielkich bitwach, opisanych przez Howarda, za każdym razem to Conan jest tym, kto wydaje rozkazy, generałowie są jedynie ich wykonawcami.
Nie pomyślałem o walkach z potworami, miałem na myśli ludzi. A na podparcie moich słów cytaty: (...)



Gods of the North / The Frost Giant's Daughter" (jako jedyny ocalał z bitwy z Vanaheimczykami)
"Shadows in the Moonlight / Iron Shadows in the Moon" (jako jeden z nielicznych kozaków ocalał z pogromu)
"Queen of the Black Coast" (piraci dowodzeni przez Belit pokonują załogę Argusa)
"The Hand of Nergal" (jako jedyny przeżywa bitwę Turan z armią rebeliantów Khana).
A Witch Shall Be Born" (traci cały oddział w wyniku "zdrady" Salome)


Gods of the North / The Frost Giant's Daughter" (jako jedyny ocalał z bitwy z Vanaheimczykami)
Rozmawiamy o Conanie-dowódcy. A w tej bitwie nie jest powiedziane, że Conan dowodził. W takim wypadku nie ponosi on winy za klęskę.
"Shadows in the Moonlight / Iron Shadows in the Moon" (jako jeden z nielicznych kozaków ocalał z pogromu)
Jak wyżej.
"Queen of the Black Coast" (piraci dowodzeni przez Belit pokonują załogę Argusa)
Trudno to nazwać bitwą. Jeden Conan i kilku zastrachanych marynarzy przeciwko setce piratów. Tego nawet nie można nazwać potyczką.

"The Hand of Nergal" (jako jedyny przeżywa bitwę Turan z armią rebeliantów Khana).
Conan tutaj nie dowodził, tylko generał Bakr Akifa.
Sam więc widzisz, że trudno o te porażki obwiniać Conana, bo nie był wymieniony jako dowódca lub nie był dowódcą pokonanej armii.
A Witch Shall Be Born" (traci cały oddział w wyniku "zdrady" Salome)
Owszem, 500 ludzi przeciwko 10 000, i w dodatku wziętych z zaskoczenia. Niemniej jednak jego gwardziści zadali wrogom ogromne straty. Trudno więc mówić tutaj o nieprzygotowaniu Conana jako dowódcy.

Nie pamiętam wszystkich opowiadań o Conanie, więc opieram się na tych, które znam lub które mam pod ręką.




Gdyby Conan był dowódcą, nie omieszkałby się tym pochwalić. A tak wynika z tego, iż był jednym z wielu, może dowódcą jakiegoś mniejszego oddziału, ale na pewno nie dowodził całością.
Jeśli idzie o "Królową" - żaden dowódca nie poradziłby sobie dowodząc ludźmi nieobeznanymi w rzemiośle wojennym a takimi byli marynarze.


Zresztą odniósłby sukces, gdyby nie maga Munthassem Khana, która sparaliżowała jego ciało.
Co do zdrady Salome. Liczba 10 000 jest podana w relacji Valeriusa:



Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość