Podróż
Miejsce kaźni
Zaczęliście się wycofywać. Pavel zdążył wepchnąć jednego z wychodzących orków na powrót do portalu, dało się słyszeć głuche uderzenie i odgłosy innych orków. Chyba sporo przeklinali.
Tymczasem z lasu wyszedł Travis, który swoim zaklęciem zneutralizował jeszcze dwa gobliny, jednak pozostałe przesuwały się w jego stronę, zmuszając zaklinacza do przesuwania się w stronę wsi po tym jak wrócił on na drogę.
Ogień uwolniony przez Sofię nie zrobił na nikim wielkiego wrażenia. Wszystkie orki i gobliny uśmiechały się paskudnie. Nic sobie nie robiąc ze sporych zapewne umiejętności grupy w zadawaniu cierpienia, jak i ich mocy.
Pojawił się też nowy gracz, który wspomógł drużynę - krasnolud, który wyszedł z krzaków. Wycofywał się na równi z pozostałymi, choć dołączył do Pavla w tylnej straży, obserwując zielonoskórych i skrzydlatego elfa. Za plecami krasnoluda i Pavla znajdował się Faktum i osłaniana przez niego Marta, Travis i Sophia. po chwili do krasnoluda dołączył Buła, który warczał ukazując zęby. Cały czas szczekał i kręcił się przy nodze Corga.
Tymczasem z portalu do którego Pavel wepchnął orka, znów zaczęły wychodzić orki. Sąsiadujący portal zamknął się, a na drodze stało około dziesięciu, może dwunastu wojowników. Z lasu wychynęło około dwudziestu goblinów na wilkach. Cofająca się grupa, zauważyła, że z tylnego portalu wyszedł minotaur, a drugi chyba przechodził przez portal....
W końcu dotarli do koni. Skrzydlaty elf spoglądał na to z lekkim znudzeniem, po czym machnął ręką.
- No już - znikajcie! - po tych słowach odleciał w kierunku przeciwnym do wsi.
Drużyna wdrapała się na swoje wierzchowce (Pavel przygarnął Corga, a Buła biegł obok) i to wydawało się znakiem dla orków. Wilki zaczęły wyć, a znajdujące się na drodze potwory puściły się biegiem w stronę członków drużyny. Gobliny śmiały się jak opętane.
Wszyscy spięli konie i ruszyli w stronę Maerstar - nie było na co czekać. Zielona zgraja ścigała ich, więc - pomimo, że nie było to chyba już możliwe - przyśpieszyli jeszcze bardziej.
W końcu wszyscy wypadli na ostatnią prostą, widząc przed sobą upragnioną wioskę.
Przez jej środek biegnie droga, która rozszerza się w pewnym miejscu tworząc niewielki ryneczek ze strudnią pośrodku. Domu przy drodze stoją w równym rzędzie, jednak im dalej od traktu, tym bardziej zabudowa staje się nieregularna.
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, żę pomimo iż z daleka wydawała się zamieszkana, wioska wygląda na zupełnie opustoszałą. Na ulicach stojąwozy załadowane towarem, z kominów unosi się dym. Nigdzie, ale to nigdzie nie widać ludzi. Czyżby wszyscy zostali wymordowani? - taka myśl przebiega przez waszą głowę.
Dziwne wrażenie potęguje niemalże grobowa cisza panująca dookoła - jesli nie liczyć wrzasku goblinów Was ścigających. Nie macie jednak czasu zastanawiać się nad tym. Koncentrujecie się na jeździe, na myśli o tym, aby jak najszybciej dotrzeć do wioski. Kiedy z krzykiem na ustach wpadacie w obręb wioski, czyjecie niesamowicie silne pchnięcie jakiejś niewidzialnej siły, która zrzuca Was z koni na ziemię, padacie na ziemię, zamieniając się w wielokolorową plątaninę ludzi i zwierząt. Wzbijacie dookoła tumany kurzu.