repek - Szept 2:1To było... mocne.
Najpierw Szept mnie zniszczył. Postaram się o tym zapomnieć.

Klasyczne karty, rozniósł mnie.
Druga partia śmieszna, bo przesadziłem z chapelowaniem i zostałem z 2 kasy w decku. Rzutem na taśmę... zremisowałem. 24:24. Całe szczęście, że Szept też chapelem zniszczył sobie wszystkie Estate'y.
Powtórka. Tym razem to mi lepiej idą kartony i wygrywam w miarę pewnie, choć gra jest - o ile pamiętam - dość długa. Lecą klątwy, jest sporo zamieszania.
Ostatnia partia to horror. Na pewno mamy po równo Prowincji, Szept czesze Wyspy, ja Duchy. Dochodzi do sytuacji, że decki mamy zapchane [i jeszcze walimy się Ghost shipami], 2 stosy już skończone. Zostały 2 wyspy i 1 estate. Ryzykuję ten estate i wygrywam. Gdybym wziął wyspę, a Szept miał szczęście do Prowinicji, mielibyśmy... remis.

Pozdrówka, dzięki za emocjonujący wieczór