Mhm, ja uważam, że pomimo nieco wkurzającego głównego bohatera "Zbrodni i kary" (ciągle mdlał i inne schizy miał) Dostojewski jest bardziej wciągający od Tołstoja. W "Annie Kareninie" brakowało mi ikry, napięcia. Akcja była zbyt przewidywalna (wiem, wiem, tak jak w "Granicy" nie chodzi o zwroty fabularne

) a i bohaterowie jacyś pozbawieni wolnej woli. Plus trochę dłużyzn (te wszystkie sianokosy, polowania, aua

). Tymczasem Dostojewskiego połknęłam w kilka dni. Najlepszym ruskim pisarzem był jednak Bułhakow, ten od "Mistrza i Małgorzaty" - akcja dzieje się już w komunistycznym Związku Radzieckim, gdzie przyjeżdża diabeł Woland ze swym przyjacielem Behemotem (najbardziej szatański kot literatury), więc powinno się spodobać nawet niechętnym carskim klimatom.