przez Pipboy79 » Cz lut 23, 2012 1:56 am
Solo
Całe planowanie akcji zdecydowanie rozbudziło eks agenta. Mógł wreszcie dać upust swojemu nadmiarowi energii i to w dość pozytywnym i pożytecznym sensie. Gdy tylko Stark zapowiedział użyczenie sprzętu na akcję prawie dosłownie oczka mu się zaświeciły. Na wypadek gdyby wedle jakiś dziwnych postanowień Iron Man zmienił zdanie natychmiast udał się po odbiór sprzętu. Pobrał co uznał za stosowne a wiedział, że się przyda lub może się przyda. Starał się też znaleźć "coś odpowiedniego" dla każdego z członków grupy szturmowej zgodnie z osobistymi preferencjami każdego i możliwościami magazynów. Tak własnie starał się doposażyć ich w broń, amunicję, granaty, pancerze, środki łączności, opatrunkowe czy inną optoelektronikę. Znał się na tym więc właściwie wiedział co trzeba zabrać. Jednak ponieważ na pewno nie byli standardowym oddziałem nie "wpychał" nikomu niczego na siłę, prócz łączności które uznał, że po prostu muszą mieć i był pod tym wzgledem nieustepliwy.
Sam pobrał dla siebie karabinek szturmowy i broń krótką z odpowiednim zapasem amunicji. Mimo swojej wrodzonej odporności nie pogardził też pancerzem. Z sentymentu raczej niż potrzeby zabrał też bagnet. W porównaniu do ostrości jego szponów był tępy szpadeli tyle. Ale Solo po prostu lubił noże i tyle. Ponadto "w razie czego" nóż mógł komus pożyczyć a szponów nie. Może i był praktycznie odporny na większość standardowych postrzałów co absolutnie nie zmieniało faktu, że każdy go bolał i tyle. Zwłaszcza na początku walki gdy jego organizm nie zaplikował mu jeszcze painkillerów pełną mocą. Dobrał do tego po kilka granatów. W większości gazówek i flashbangów. Wciąż miał w pamięci walkę z tamtymi komandosami szturmującymi dom Dr. Strange'a i pamiętał jak mu brakowało podobnego sprzętu. Sprawdził jeszce czy każdemu razem działa komunikator i czy nie ma problemów z łącznością. Na koniec rozdał każdemu przynajmniej po dwa ładunki jakie mieli podłożyć. Co prawda wedle planu mieli to zrobić on i John no ale różnie mogło być. Ponadto jak im to wyjasnił mógł się trafić jakiś cel pomocniczy. Żeby wszystko było jasne zademonstrował im jak się podkłada i rozkłada owe ładunki. Tłumaczył dotąd aż nawet był pewien, że nawet Gniew skuma, po której stronie mającego kilka tysięcy stopni i kilka - kilkanascie metrów długości, słupa rozgrzanej plazmy, topiącego wszystko na swej drodze powinni się znaleźć. Niespecjalnie by sie martwił jakby tamten pomylił i coś se zrobił. Jednak jako szkoleniowiec czuł się odpowiedzialny za jakość szkolenia. No i co by nie patrzyć byli w tym samym oddziale. Co do ładunków jedynie sobie i Johnowi jako głównych wykonawców wyroku na maszynach powierzył większą ilość. Popatrzył teżpytająco na Marcusa. Pamiętał, jak tamten rzucił Strykerem i bez widocznego wysiłku. Najwyraźniej też cherlakiem nie był. Mógł wziąć chyba więcej niż "standardowe dwa" ale nie był pewien czy tamten się zgodzi z tą niemą sugestią.
- Oooo - mruknął ewidentnie zachwycony gdy Calwin, praktycznie od ręki sprokurował makietę w 3D. Znów się aktywnie się udzielał w trakcie planowania podejścia, ataku i odwrotu. Zaczął od ustalenia miejsca położenia poszukiwanych maszyn. To było najważniejsze, musieli przecież wiedzieć gdzie uderzyć. Następnie dzięki przejżystości zabawki Calwina mógł zaproponować, poprowadzić i sprawdzić trasy podejścia i odwrotu. Zaczął od miejsca lądowania które wydało mu się najbezpieczniejsze. Tam zaplanował podział grupy. On i John mieli się udać bezposrednio ku celowi, unikać wykrycia i walki aż do momentu podłożenia i zdetonowania ładunków. Nastepnie mieli wrócić. Czy wrócą sami czy np. Marcus ich wyciągnie zależało od sytuacji na miejscu. Jak im wyjasnił on z Johnem, mieli podobną ilość ładunków jak reszta grupy. Dzięki czemu "w razie czego" obie grupy mogły atakować niezależnie od siebie. W końcu cos mogło pójść nie tak i role mogły się odwrócić i np grupa zwioadowcza mogła się okazać pozorantami i wówczas same podkładanie ładunków musiałaby wykonać grupa szturmowa prawda? Różnie mogło być. Póki się jednak dało Solo planował wejść tak głęboko i tak cicho w obóz wroga jak tylko sie da.
Skończyli trening. Solo był z niego bardzo zadowolony. Pierwszy raz odkąd przybył wreszcie trenowali razem jako oddział a nie każdy sobie. Mogli poznać nawzajem swoje możliwości. Solo był jednak też i niezadowolony. Jego prywatną opinią ćwiczyli bowiem za krótko. Wciąż bez wiekszych problemów znajdował luki tak w ich ataku jak i obronie. Wcąż miał w głowie tony informacji o broni, taktyce, zagrożeniach, wrogach jakich nie zdążył im przekazać. Rozumiał jednak, że na więcej nie mają czasu. Czas było ruszać do boju. Gdy ponownie spotkali się ze sztabowcami i ich lider spytał się o gotowość zagłuszył wszystkie swoje wątpliwości jednym krótkim raportem ubiegając Marcusa - Ta je szefie! Zwarci i gotowi! Damy radę! Rozwalimy co trzeba i wrócimy! - Wyszczekał powyższe w krótkich, błyskawicznych zdaniach na koniec wyszczerzając się w bezczelnym uśmiechu. Nie wiedział co ich czeka tam na dole. Wiedział jednak, że zrobi co tylko się da by wykonać zadanie.
Ostatnio edytowano So lut 25, 2012 4:39 am przez
Pipboy79, łącznie edytowano 1 raz