[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Play by Forum w co tylko zechcecie zagrać.

Moderatorzy: Moderacja, Mistrzowie Gry

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez gacoperz » Wt sty 17, 2012 4:58 pm

Niestety, pomimo starań elfki Ulrich pozostał martwy...
gacoperz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 950
Dołączył(a): So paź 01, 2011 9:44 am

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez Azgoth » Śr sty 18, 2012 1:45 am

Magnus

Półleżał spokojnie na trawie gdy jego bratem wstrząsnęły drgawki. Natychmiast się poderwał i rzucił w jego kierunku ale Viriell była szybsza. Urlich nie oddychał. - Nie! - krzyknął. Już raz przeżył stratę brata. Niedawno go odzyskał i nie mógł stracić go ponownie. Patrzył bezradnie na wysiłki elfki. Wiedział, że nic nie da się zrobić gdy ta na chwilę uniosła z rezygnacją wzrok. Odwrócił się i w bezsilnej złości kopnął duży kamień mało nie łamiąc sobie palców u stóp. Opadł na kolana z oczami pełnymi łez, pociągając nosem i bełkocząc bez ładu i składu - na przemian modlitwy i imię brata...
Avatar użytkownika
Azgoth
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 595
Dołączył(a): So sie 02, 2008 6:47 pm
Lokalizacja: Wrocław

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez Pipboy79 » Śr sty 18, 2012 9:22 pm

Dietrich Gruft - brazowowlosy podroznik z bandana i kolczykiem


-Urlich no co ty? Daj spokój stary wstawaj... na wpół wyszeptał na wpół wybełkotał zaskoczony całą sytuacją Dietrich. Po oczach elfki widział, że nie ma szans na ratunek. - Coś mu musiało tam w środku pyknąć podczas tego upadku... - przyszło mu mimowolnie na myśl gdyż miał nadzieję, że z kamrat choć w niewesołym stanie ale jednak stabilnym dotrwa jakoś do nadejścia fachowej pomocy. Okazało się, że bogowie mieli inne plany dla niego. A, że dla Urlicha nie było ratunku widział od razu. Nie żył i tyle. A Dietrich w swojej karierze rabował już trupy w każdym stadium śmierci więc wiedział swoje.

Czuł,ból, stratę i samotność. Ze wszystkich pozostałych tylko ze Urlichem łączyła go silna więź. Brat jego, miał względy no bo właśnie brat. Konrad był przydatny.Elfkę znał może od godziny. A z Urlichem przebujali się razem ładne parę lat. Zaczął klepać półgłosem powszechną w Imperium modlitwę za zmarłych. W trakcie mówienia ton mu się podnosił i stawał się wyraźniejszy. Gdy skończył uznał, że rytuały pogrzebowe dobiegły końca. Trzeba było coś zrobić z ciałem.

Poczekał aż Magnus jakoś dojdzie do siebie. Odszedła trochę na bok by dać mu chwilę. Gdy się uspokoił wrócił do niego. - Weźmy go i zaniesmy do wioski. Muszą mieć jakiś miejscowy cmentarz w pobliżu.Trzeba go pochować. Nic więcej dla nego nie możemy zrobić. - Pocieszająco poklepał go po ramieniu. Nie bardzo wiedział jak mógłby mu pomóc czy powiedzieć coś jeszcze.
Pipboy79
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 975
Dołączył(a): Śr sty 26, 2011 12:15 pm
Lokalizacja: Ostroda - Oxford

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez von Mansfeld » Cz sty 19, 2012 4:46 pm


Padł trup. A raczej - padnięty stał się trupem. Nie znał dobrze Ulricha, dopadł go jednak smutny nastrój. Nie lubi oglądać śmierci jakiegokolwiek człowieka, który był mu choćby odrobinę niedaleki. Szlak jednak nie oszczędza leniwych i nieostrożnych. Drużynowy mag popadł w lament, a Dietrich pomodlił się i rzucił pomysł. Drużyna wymagała jednak poderwania się.
- Zanieśmy do wioski. Dietrichu, masz łopate, w razie czego sami go pochowamy. Nie ma co tracić czasu. - rzekł do Dietricha, ale jakby kierując słowa do wszystkich. - Pomogę go nieść.
Jeśli nic innego drużyna nie podjeła, Konrad ujął ostrożnie ciało po Ulrichu na swoje plecy.
- Niech ktoś niesie go ze mną. - po tym stwierdzeniu przestawił wzrok na elfkę. - Myslę, że bezpieczniej będzie iść razem. Pochowamy biedaka, a później ruszymy do Nacthhafen.

Ostatnio edytowano Cz sty 19, 2012 6:09 pm przez von Mansfeld, łącznie edytowano 3 razy
Avatar użytkownika
von Mansfeld
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 1692
Dołączył(a): Wt lip 29, 2008 8:31 am

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez Azgoth » Pt sty 20, 2012 2:07 pm

Magnus

Doprowadzenie się do stanu używalności zajęło mu kilka minut. Brakowało już łez i do zrozpaczonego umysłu zaczęło docierać, że nie są w stanie już pomóc Urlichowi. Wstał, pociągając nosem zebrał rzeczy swoje i zmarłego. Powolnym krokiem ruszył za Konradem pomagając mu nieść ciało brata...
Avatar użytkownika
Azgoth
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 595
Dołączył(a): So sie 02, 2008 6:47 pm
Lokalizacja: Wrocław

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez Pipboy79 » Pt sty 20, 2012 6:42 pm

Dietrich Gruft - brazowowlosy podroznik z bandana i kolczykiem


-Poczekajcie, inaczej go weźmiemy... - powiedział przyciszonym głosem gdy zobaczył jak Konrad z Magnusem przymierzają sie nieść ciało Urlicha. Rozwinął jedną ze swoich derek i poprosił by mu pomogli położyc na nie ciało. Gdy tak zrobili poszukał jakiś solidnych kijów, i uprzednio zrobiwszy dziury nożem w odpowiednim miejscu przeciągnął je po obu stronach pleda. Dzięki ej operacji powstały prymitywne nosze. Zawsze było tak łatwiej i wygodniej nieść niż na własnych barkach zwłaszcza, że teraz mogli nieść go we czwórkę. Pozwolił by Konrad z Magnusem złapali za jeden koniec noszy. Popatrzył pytająco i niepewnie na elfkę. Nie wiedział czy się podłączy. W razie czego był gotów nieść drugi koniec sam.

Doszli tym mini konduktem żałobnym do pobliskiej wioski. Dietrich tam na chwilę zostawił swoich towarzyszy i udał się na rozpytywanie po domach. Liczył, że jak sytuacja już się trochę unormowała miejscowi będą bardziej skorzy do rozmów. Zwłaszcza z kimś prawie zza miedzy. Rozpytywał się o możliwość pogrzebu. Uważał, że znał się z Urlichem na tyle długo by mu zapewnić tak dobry pochówek jak się da w takiej sytuacji. Przy okazji wypytał się o obie bandy czy długo tu przebywali, czy miejscowi ich znają i generalnie co się dzieje w okolicy.
Pipboy79
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 975
Dołączył(a): Śr sty 26, 2011 12:15 pm
Lokalizacja: Ostroda - Oxford

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez gacoperz » Pt sty 20, 2012 6:57 pm

Tak oto zanieśli Ulricha do wioski. Dietrich od domu do domu chodził, lecz nie przyjęto go chlebem i solą. Pierwszy gospodarz udawał, że go nie ma. Kolejny odmawiał otwarcia drzwi, prosząc by wzięli co chcą i sobie poszli już precz. Jeszcze inny takimi klątwami ich obłożył, że aż dziwili się, skąd u tak prostego człowieka tak różnorodny zasób wiedzy na temat wstydliwych chorób, uszkodzeń ciała oraz informacje o prowadzeniu się ich najbliższej rodziny.

Gdy już zrezygnowany poddać się miał, zauważył, że jakiś dziadek z chaty wyszedł, przed chałupą na stołku usiadł i począł kozikiem klocek drewniany strugać. Gdy doń podszedł, drzwi do chałupy, z których dobywały się głośne szepty w stronę staruszka, zapewne do powrotu do środka go nakłonić mające, zatrzasnęły się pośpiesznie. Zauważyli też, że koło staruszka na niewielkiej ławie mnóstwo drobnych drewnianych figurek się znajduje. Niektóre z nich były pomalowane, a przedstawiały ludzi i zwierzęta, choć nieco koślawo i karykaturalnie, to jednak miały swój unikalny styl wykonania.
gacoperz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 950
Dołączył(a): So paź 01, 2011 9:44 am

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez von Mansfeld » Pn sty 23, 2012 10:14 am


W wiosce najwyraźniej nikt nie chciał pomóc towarzyszom niosącym trupa. Młodzieniec równie dobrze mógłby już pochować Ulricha gdzieś na polu. I chyba prędzej czy później drużyna musiałaby to zrobić.
- Znajdźmy kawałek wolnej ziemi i pochowajmy Ulricha. Tutaj pomocy nie znajdziemy. - rzekł do towarzyszy. - Ten starzec raczej niewiele nam pomoże...
Avatar użytkownika
von Mansfeld
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 1692
Dołączył(a): Wt lip 29, 2008 8:31 am

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez Pipboy79 » Wt sty 24, 2012 2:24 am

Dietrich Gruft - brązowowłosy podroznik z bandana i kolczykiem


Dietrich aż się żachnął słysząc niestosowną uwagę Konrada. Nie chciało mu się młodzikowi tłumaczyć jak długo się z Urlichem znali i że jest mu winny coś więcej niż dziura w "kawałku wolnego ziemi". - Dobrze Konradzie, będziemy wiedzieć jaki obrządek pogrzebowy preferujesz gdy to na ciebie przyjdzie kolej. - odrzekł mu spokojnie ale chłodno kamrat poległego Urlicha. Nie zamierzał ani się z nim kłócić ani tracić więcej czasu. Był jednak realistą. Wiedział, że całkiem możliwe, że tak właśnie będą musieli postąpić w zaistniałych okolicznościach. Póki jednak była jeszcze nadzieja...

Popatrzył chwilę na starikowe ucieleśnienie tej nadziei skrobiące coś w drewnie. Obserwował chwilę w milczeniu próbując zgadnąć co to ma tym razem być. W końcu zaczął rozmowę. - Dzień dobry gospodarzu. - Zaczął jak mógł radośnie i przyjaźnie chociaż z powodu ostatnich wydarzeń nie był pewny jak mu wyszło. - Mogę spytać co to będzie? - Wskazał brodą na kawałek obrabianego przez dziadka drewna. Poczekał na odpowiedź bo dała znać jego wrodzona ciekawość i był autentycznie ciekaw odpowiedzi.

-Ja jestem Dietrich Gruft. Ten młodzienec za mną to Konrad. Mamy takiż kłopot bowiem naszemu towarzyszowi zemrzało się niestety i chcielibyśmy mu uczciwy pochówek na uświęconej ziemi sprawić. Niegodzi się przecie kamrata tak po prostu w polu zakopać prawda? Więc jakbyście byli tak dobrzy gospodarzu i pomogli nam w tej materii byśmy byli bardzo zobowiązani. - Wyłuszczył w końcu swój problem Dietrich gdy uznał, że dziadek nie zamierza dać dyla po wstepnych uprzejmościach.
Ostatnio edytowano Wt sty 24, 2012 2:27 am przez Pipboy79, łącznie edytowano 1 raz
Pipboy79
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 975
Dołączył(a): Śr sty 26, 2011 12:15 pm
Lokalizacja: Ostroda - Oxford

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez gacoperz » Śr sty 25, 2012 5:25 pm

Dziadek westchnął I dalej sobie dłubał, nic sobie z "grzecznościowych uwag" nie robiąc. Dopiero o pochówku usłyszawszy wzrok znad roboty podniósł. Zmierzył Dietricha, zwłoki Ulricha i resztę bandy długim wnikliwym spojrzeniem. Ponownie westchnął i do roboty powrócił.

Już miał Dietrich zrezygnowany odejść, gdy usłyszał jak starzec mówi:

- W wiosce się ludzie nie grzebie. To ino pecha sprowadza i złe w pobliże wioski wabi. My do miasta po sługi Morra posyłamy, gdy ktoś z nas zemrze. Oni się całym obrządkiem zajmują i ciało na cmentarz pod miastem zawożą. Weźta lepiej swoje zwłoki i broń i problemy i idźta stąd, bo ino ludziska straszycie i się po chatach chowią.
gacoperz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 950
Dołączył(a): So paź 01, 2011 9:44 am

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez Pipboy79 » Pn sty 30, 2012 8:28 pm

Dietrich Gruft - brązowowłosy podroznik z bandana i kolczykiem



-Dziękuję ci dobry człowieku. - uśmiechnął się całkiem szczerze i sympatycznie do staruszka. W końcu dzięki niemu choć trochę zdołali rozjaśnić sytuację. Sytuacja jednak mimo, że jaśniejsza bynajmniej nie stała się lżejsza. A właściwie stała się cięższa i to dosłownie bo ciało towarzysza trzeba było jeszcze trochę ponieść. Przynajmniej wiedzieli, że w wiosce nie było już chyba czego szukać.

Wrócił więc do towarzyszy. - Dobra, nic tu po nas, nie mają cmentarza ani kapłana. Zabierajmy się do Nachthafen. - odrzekł . Odsapnął jeszcze chwilę po czym wziąl się za dźiwganie martwego towarzysza.
Pipboy79
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 975
Dołączył(a): Śr sty 26, 2011 12:15 pm
Lokalizacja: Ostroda - Oxford

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez gacoperz » Wt lut 07, 2012 9:06 pm

Do Nachthafen dotarli przed zmrokiem tego samego dnia. Niestety spowolnił ich towarzysz, którego musieli nieść. Bramy jednak były jeszcze otwarte. Strażnicy, widząc, że przybysze niosą zmarłego, rutynowo wypytali tychże o okoliczności zgonu, wielkiej wagi jednak do słów ich nie przywiązując. Gdy dowódca bramy spisał meldunek, poinformował jeszcze jak trafić do domu Morra.
Kapłani natychmiast ciałem się zajęli i jeszcze przed nocą pogrzebali zmarłego na podmiejskim cmentarzu.
Ulice były już ciche, jak to wieczorem. Kupcy pozamykali już w większości swe kramy. Gdzieniegdzie można było napotkać ledwie pojedynczych przechodniów zmierzających do zamtuzów i karczm.
gacoperz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 950
Dołączył(a): So paź 01, 2011 9:44 am

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez von Mansfeld » Wt lut 07, 2012 9:12 pm


Wreszcie ulga. Wreszcie dotarł do miasta, wreszcie Ulrich mógł odpocząć na wieki... Kojarzył że istnieje miasto Nacthhafen, lecz praktycznie nie znał tego miejsca. Co zrobić i gdzie udać się? Podobno doroślejsi ludzie idą do tawern oraz bardziej tajemniczych miejsc.
- Dietrichu, może wiesz, gdzie warto udać się na spoczynek? Jestem ciekaw tego miasta. - w swych myślach poklepał go po ramieniu.
W rzeczywistości, trochę obawiał się zmroku w Nacthhafen. W dziczy są Zieloni i zwierzyna. W miastach? Kto wie.
Avatar użytkownika
von Mansfeld
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 1692
Dołączył(a): Wt lip 29, 2008 8:31 am

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez Pipboy79 » Wt lut 07, 2012 10:06 pm

Dietrich Gruft - brązowowłosy podroznik z bandana i kolczykiem


Dietrich był wykończony. Jakby nie patrzył był na nogach prawie 24 h. Najpierw marsz do krypty, potem sforsowanie wejścia i pokonanie jej zabepieczeń na koniec niewola i ucieczka. No i prawie pół dnia targał nieprzytomnego a potem martwego Urlicha. To też mu sił nie przydało.

Dietrich był też przygnębiony, wręcz rozbity. Śmierć starego drucha bardzo go zabolała. Ostatnie lata spędzili pracując w duecie. Byli razem podczas "akcji" ja to je nazywali, podczas ich planowania, upłyniania łupów i ich przepijania. ~ Gdyby Uli żył to pewnie tera kłócilibyśmy się gdzie i kiedy i co komu opchnąć... ~ pomyślał smętnie łupieżca. ~ Chociaż nie. Teraz pewnie Uli by się zarzekał jak się odpłaci tej bandzie od elfa. Zawsze był w gorącej wodzie kąpany. ~ uśmiechnął się dumając nad wspomnieniami o starym druchu. Tym bardziej odczuł stratę towarzysza - Niech szlag trafi tego cholerne dziury! - kopnął wściekle leżący na bruku kamień który poszybował ładnym łukiem o włos mijając przemykającego w półmroku szczura. Miał na mysli zarówno ową matnię w jaką złapał się Urlich jak i kryptę całościowo. Zresztą, tak slangowo z Ulim nazywali swe miejsca pracy. Dopiero po chwili dotarło do niego, że od nagłego napływu złości wysyczał sciekle to zdanie na głos.

Zatrzymał się. Dotąd po pogrzebie Urlicha po prostu szedł bez planu na wpółświadomy otoczenia przed siebie. Reszta najwyraźniej po prostu ruszyła za nim. Ten moment wykorzystał Konrad by go spytać o plan. ~ Całkiem sensowne pytanie zresztą. ~ stwierdził w duchu szabrownik. Złość i świadomość realnego świata otrzeźwiła go. Popatrzył na swoich towarzyszy. Milczał chwilę usiłując przypomnieć sobie kiedy był tu ostatnio i jak mu się tu sprawy układały. Rozwiązał swoją bandanę i ich oczom ukazały się ciemne w zapadającym zmroku i długawe włosy. Dietrich na szybkiego "uczesał" je palcami po czym z powrotem zawiązał chustę na miejsce. Gdy skończył miał już coś na kształt planu.

-Jesteśmy w mieście. To co możemy zależy od tego ile mamy karlików. Ile mamy? Mnie skroili do zera. - Mówiąc to patrzył głownie na Konrada bo tylko on uniknął niewoli więc powinien mieć ich całe zasoby. - Ale myślę, że na pokój i kolację w "Trzech pękniętych kuflach" powinno nam starczyć. Luksusów tam nie ma ale można się spokojnie zjeść, pogadać i kimnąć. Ponadto to dość neutralne i nijakie miejsce więc dla nas odpowiednie. Na jakieś inne przygody dziś nie mam dziś już ochoty ale jak chcecie daćkomuś po gębie lub sami oberwać możecie iść do "Zagubionego żeglarza" ale to idźcie sami bo mi się nie chce. A swoja drogą spokojnie mógłby się nazywać "Zarzyganym żeglarzem" i byłoby bardziej trafne. Za darmola możemy się oczywiście przekimać w przytułku no ale tam już pewnie po kolacji więc mi się nie uśmiecha. Więc jak nikt nic nie ma przeciw to chodźmy do "Kielichów". - Właściwie nie dał im wyboru tylko skierował się w sobie znanym kierunku klucząc pomiędzy kwartałami budynków. W końcu byli na miejscu czyli przed "klasycznie wyglądającą" kanjpą z powieszonymi za nóżki trzema metalowymi kielichami zamiast szyldu. Szabrownik popatrzył na chwilę czy nikt się nie zgubił po czym nie stwierdzając braków bez wahania wszedł do znajomej knajpy. Był zbyt zmęczony by bawić się w jakieś dziwne subtelności.
Pipboy79
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 975
Dołączył(a): Śr sty 26, 2011 12:15 pm
Lokalizacja: Ostroda - Oxford

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez Azgoth » Wt lut 07, 2012 11:18 pm

Magnus

Przez całą drogę do Nacthhafen milczał. Po szybkim pogrzebie stał nad grobem brata trochę dłużej, próbując się jakoś pożegnać. Przez chwilę wydawało mu się nawet, że widział ducha Urlicha unoszącego się ku niebu, ale zrzucił to na karb zmęczenia. Przetarł wilgotne od łez oczy i ruszył truchtem za szybko oddalającymi się towarzyszami.
- Nie mam ani pensa, ale Urlich coś dla nas zostawił - odpowiedział ponurym głosem. Szybko przeliczył zawartość sakiewki brata, która pozostała po złożeniu datków na świątynię i odjęciu tradycyjnych 2 koron do trumny. Wszedł za resztą do karczmy. Marzył tylko o wygodnym łóżku, jednak korciło go żeby przed zaśnięciem zacząć studiować "Niezwyciężonego". Księga mogła zawierać przydatne informacje, a na pewno była skarbnicą wiedzy magicznej, której od dłuższego czasu poświęcał swoje życie. Był jednak rozsądny na tyle żeby pamiętać nie wyciągać księgi dopóki nie znajdą się sami.
Ostatnio edytowano Wt lut 07, 2012 11:33 pm przez Azgoth, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Azgoth
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 595
Dołączył(a): So sie 02, 2008 6:47 pm
Lokalizacja: Wrocław

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez Pipboy79 » Śr lut 08, 2012 2:33 am

Dietrich Gruft - brązowowłosy podroznik z bandana i kolczykiem


Dietrich przystanął i wziął urlichową sakiewkę z rąk jego brata, wysypał na dłoń i mniej więcej przeliczył. - Nie jest, źle panowie, na dzisiaj starczy. - powiedział ciut weselszym tonem. - A jutro kompletnie mnie nie obchodzi. - pomyślał zmęczony rabuś. Najchętniej podszedłby do baru zamówił pokój i poszedła spać. Na to jednak był zbyt głodny.

Dlatego gdy weszli do karczmy śmiało podszedł do lady i poczekał aż podejdzie karczmarz. Nerwowo bębnij palcami po drewnianym blacie i lekko tupał butem po wysypanej trocinami podłodze. Czekając na barmana przypomniał sobie mimowolnie, że w "Żeglarzu" zawsze były świerze trociny o silnym zapachu świeżo ściętego drewna no ale tam po prostu nie miały szans dłużej się utrzymać.

Gdy barman w końcu do niego podszedł Dietrch szybko dogadał się, że najszybciej dostaną kaszę, z serem, skwarkami i rybą bo na resztę trzeba było czekać. Nie wahał się ani chwili i zamówił dla wszystkich podwójną porcję. Czekając na kolecję rozmowa się nie kleiła bo każdy myślał o jedzeniu które lada chwila miało pojawić sie na stole. A gdy się zjawiło każdy zajął się własną michą. Dopiero gdy się najędli i popijali posiłek tanim, miejscowym winiaczem mieli chwilę i ochote by coś pogadać.

Dietrich czuł się obecnie bardzo syty, rozleniwiony czyli szczęśliwy. Wzniósł więc toast - Za Urlicha! - Zasępił się chwilę pogrążony na wpółsennie nad własnymi wspomnieniami, planami i ostatnimi wydarzeniami. W końcu westchnął - Eh.. panowie... Mieliśmy z Urlichem takie plany... On tak się cieszył, że do nas dołączysz - tu machną kielichem w stronę Magnusa - Ty też... - Dodał kierując tym razem machnięcie w stronę Konrada. - Razem we czwórkę mieliśmy niesamowite możliwości. Lepsze niż inne grupy. My z Ulim już zaczynalismy se wyrabiać markę w okolicy. Z wami byłoby jeszcze łatwiej. A teraz... Ehhh... - kamrat poległego smetnie spuścił głowę ukazując im czub wypłowiałej bandany na swojej głowie i pogrążył się w zadumie patrząc tępo w niepełny puchar.

-I coś wam powiem młodzieży. Byliście dzisiaj na pierwszej akcji. Widzieliście jak się skończyło. Wiedzieliście co się stało z Urlichem. To standard w tej robocie tak częsty, że w sumie można go uznać za normę. Połowa z nas ginie na akcji a połowa przed lub po na stryczku jak da się złapać. Ja pewnie też tak skończę. I wy jak się chcecie w to bawić zapewne też. Zastanówcie się więc czy na pewno chcecie. - popatrzył na nich uważnie szukając śladów wątpliwości, strachu czy niedowierzania. Tak naprawdę to go właśnie bolało i tego się obawiał. Gdyby Urlich go nie wyprzedził to mogli teraz być na odwrotnych miejscach. Uświadomił sobie, że zapewne młodym kolegom po fachu zapewne nie przypadło do gustu to co własnie powiedział. Prawdopodobnie kto miał odejść to własnie dziś lub rano odejdzie. Jeśliby jednak ktoś został chciał by był świadomy ryzyka. Ponadto miał po prostu jak rzadko kiedy grobowy nastrój i nie chciało mu się go ukrywać.

-Dobra. Ja idę spać do pokoju. Róbcie co chcecie. Pogadamy rano jak się wyśpimy. - popatrzył ostatni raz na nich wszystkich po czym zaczął się zbierać do odejścia. Miał zarys planu na jutro ale jakby musiał wiedzieć na kim może polegać. Może wszyscy zdecydują się odejść to nie będzie sobie na darmo języka strzępił.
Pipboy79
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 975
Dołączył(a): Śr sty 26, 2011 12:15 pm
Lokalizacja: Ostroda - Oxford

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez gacoperz » Śr lut 08, 2012 9:30 pm

Karczmarz obsłużył gości bez zbędnej zwłoki. Za osobny pokój dla nich żądając dziesięciu szylingów i jednego szylinga za dużą miskę strawy i trzy kufle zimnego miejscowego piwa. Wszelkie sugestie co do wina określał jako "fanaberie". Strawa smakowała znośnie, choć dało się wyczuć, że kucharz najlepszego dnia dziś nie miał. Piwo też nie było najwyższych lotów, aczkolwiek nie odstręczało. Ot karczma tania, acz na tyle porzadna by nie bać się złapania tu jakiegoś choróbska.

Atmosfera na sali była dość pogodna. Najwyraźniej miejscowi nie mieli powodów do świętowania, ale i troski ich wielkie nie trapiły. Piwo się lało, rozmowy rozbrzmiewały w całym lokalu. W rogu sali wędrowny minstrel przygrywał ukradkiem, czasami do stolików podchodząc, licząc na dowód uznania dla swego niezbyt oszałamiającego talentu. Gdzie indziej jakiś wojak, niziołek i krasnolud grali w kości. Tak, dziś wieczór da się odpocząć.

Dietrich udał się do pokoju wskazanego mu przez ich gospodarza. Dwa piętrowe łóżka po bokach i niewielka szafka pod oknem naprzeciwko drzwi. Ot standard w takich przybytkach. Nim jednak zdołał buty zdjąć głośne pukanie do drzwi się rozległo. Ledwo skobel podniósł, by zobaczyć, kogo niesie drzwi pchnięte od zewnątrz rozwarły się całe i ujrzał nasz kryptołaz znanego mu kapitana najemników w towarzystwie dwóch jego ludzi.
- Musimy pogadać - rzekł nonszalancko kapitan uśmiechając się pod wąsem.
gacoperz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 950
Dołączył(a): So paź 01, 2011 9:44 am

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez Pipboy79 » Śr lut 08, 2012 10:03 pm

Dietrich Gruft - brązowowłosy podroznik z bandana i kolczykiem


Widząc, że towarzysze za specjalnie rozmoni nie są Dietrich pożegnał się i poczłapał ciężkim krokiem do pokoju. Ogarnął go jednym zmęczonym spojrzeniem bez specjalnego zaintereswania. Faktycznie wystrój od ostatniej wizyty właściwie się nie zmienił. Co do wyboru łóżka nie miał problemów. Mimo, że przyjęło się w standardzie, że "na górze jest lepiej" kompletnie nie chciało mu się wdrapywać na taką niebotyczną wysokość. Miał ochotę walnąć się na wyro tak jak stał. Przemógł się jednak i zzuł buty bezceremonialnie posyłając je kopniakiem pod łóżko. Trochę czasu zajęło zdjęcie przeszywalnicy której używał jako pancerza. Gdy ją zdjął poczuł się dużo lżejszy coprzyniosło mu ulgę. Rzucił ją bezceremonialnie na podłogę. Właśnie zdążył pozbyć się koszuli w charakterystyczną czerwono - niebieską kratę i rzucić ją na róg łóżka. W zamierzeniu miała w miarę zgrabnie zawisnąć na rogu łóżka i poczekać do rana. Jednak mimo, że jakby chwilę wahała się czy tak znieruchomieć ostatecznie beszelestnie zsunęła się aż do nogi łóżka przypominając obecnie zmiętoloną szmatę. Dietrich półprzytomnie zastanawiał się czy ją poprawić ale stwierdził, że mu się nie chce. Właśnie wahał się czy zabrać się za ściaganie koszuli czy spodni gdy usłyszał pokanie do drzwi.

-No kurwa czego? Nie mogliście iść od razu razem ze mną? - wyburczał gdrliwie z irytacją spodziewając się Konrada lub Magnusa. Wkurzał się, że nie mogli się od razu zdecydować. Postanowił, że teraz jeszcze im otworzy ale następnym razem niech se radzą sami. Jednak takich gości kompletnie się nie spodziewał. Bynajmniej nie był to żaden z jego druhów ani nawet służka, dziwka, wędrowny sługa boży czy nawet straż miejska co wszystko po trochu byłoby zrozumiałe. Ale tego szefa od najemników poległego elfa kompletnie się nie spodziewał. I dał temu wyraz zapominając nawet o zmęczeniu i przez chwilę po prostu gapiąc się na tamtego.

Zastanawiał się co zrobić. Właściwie mógł albo próbować szybko zaryglować drzwi z powrotem albo drzeć się o pomoc albo wpuścić tamtych i pogadać. Walka odpadała bo tamci byli zawodowcami, mieli broń i było ich trzech. I za pewne nie byli wykończeni tak jak on. Z powodu tego zmęczenia wątpił by akcja z drzwiami się powiodła. Drzeć na razienie było się po co. Obrobić już go nie mogli. W sumie mógł pogadać. Właściwie na tym własnie jego plan polegał z tym, że miał to być plan na jutro. Ostatecznie więc wzruszył jedynie ramionami i gestem zaprosił ich do środka. Poczekał aż wejdą po czym spytał. - No a o czym panowie chcieliby sobie pogawędzić?
Pipboy79
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 975
Dołączył(a): Śr sty 26, 2011 12:15 pm
Lokalizacja: Ostroda - Oxford

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez gacoperz » Cz lut 09, 2012 9:06 pm

W pewnym momencie stało się to, czego się obawiali. Minstrel podszedł i do ich stołu i począł rzewnie przygrywać. Dość głośno by wszelką konwersację zakłócić. Niechybny znak, że na dowód uznania dla swego wątpliwego talentu liczył.

Tymczasem w rogu sali krasnolud właśnie począł bić się na pieści z wojakiem, ku uciesze miejscowej gawiedzi, oszustwa jakoweś mu w grze zarzucając.
gacoperz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 950
Dołączył(a): So paź 01, 2011 9:44 am

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez von Mansfeld » Pt lut 10, 2012 9:06 pm


Póki co, tylko on miał dostatecznie dużo kiesy, by utrzymać swoich druhów na wieczór i noc w karczmie. Wybór Dietricha był niezgorszy. Wielu ciekawych ludzi, a bez nadmiernego harmidru. Jednak głośno. Dużo bardziej niż w lesie.

Jakiś minstrel zaczął przygrywać obok ich stołu. Konrad przypomniał sobie, że podobni ludzie w karczmach mogą wiedzieć dużo o miastowym świecie i tutejszej okolicy. Tak przynajmniej jego wuj mawiał... Po pierwszych "pieśniach" wagabundy podziękował mu pięcioma szylingami za grę i zapytał się o to, czym ostatnio żyje Nacthhafen lub okolica. Artysta wylewnie deklamował, że przybyły łowca czarownic pochwycił jakiegoś najmitę z magicznym mieczem, a jedynie tutejsza hrabina powstrzymała przed skrzywdzeniem pochwyconego bez procesu. Ponieważ jednak miejscowy sędzia był zapalonym sigmarytą, ludzie schodzili się do miasta by pojutrze obejrzeć egzekucję.

Minstrel nie opieszał się z tym, by wyciągnąć monety od innych stołów. To dało trochę chwili dla półszeptanych paru slów od trapera do Magnusa:
- To chyba najemnik z tych, którzy napadli na obóz zbrojnych z Diolaharem. Moźe wygadać o nas.
Ostatnio edytowano N lut 12, 2012 8:50 pm przez von Mansfeld, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
von Mansfeld
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 1692
Dołączył(a): Wt lip 29, 2008 8:31 am

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez gacoperz » So lut 11, 2012 12:39 am

Dietrich

Kapitan wszedł do pokoju a jego ludzie zamknęli drzwi. Najwyraźniej zamierzali ich pilnować od zewnątrz.
- Nie jestem dobrym mówcą więc powiem to najprościej jak to możliwe. Jeden z moich ludzi zabrał temu cholernemu elfowi ten jego miecz. No i jak doszliśmy do miasta próbował go upłynnić. Traf chciał, że zobaczył go jakiś łowca czarownic i chce go o magię sądzić. Przyznaję, że chłopak był głupi, ale niczemu on po prawdzie nie winien, a go jak zbrodniarza potraktują. Poza tym nie mam w zwyczaju porzucać podległych mi ludzi. Dlatego pojawienie się waszej bandy oprychów jest mi na rękę. Wydobędziecie młodego z kaźni i zabierzecie z miasteczka. Ten cały von Klose nie cieszy się względami hrabiny więc macie czas zanim zbierze pościg.
Kapitan rzucił na stolik niewielki mieszek.
- 10 koron za wasz kłopot. I nie próbujcie się migać. Za morderstwo i rabowanie grobowców tutaj każe się stryczkiem. A jeśli mój chłopak zginie wy możecie wkrótce do niego dołączyć. Z radością opowiem komu trzeba o waszych zbrodniach. A jeśli wyznaczą za was nagrodę, cóż, zawsze to nowe zlecenie, nie? Oczywiście, jeśli wam się uda to zapomnimy, żeśmy się w ogóle kiedyś spotkali.
Skończywszy mówić odwrócił się, żeby wyjść z pokoju.
gacoperz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 950
Dołączył(a): So paź 01, 2011 9:44 am

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez Pipboy79 » N lut 12, 2012 3:25 am

Dietrich Gruft - brązowowłosy podroznik z bandana i kolczykiem


Rabuś był zmęczony i zrezygnowany. Miał wszystkiego dość. Docierało jednak do niego, że najmici raczej nie przyszli lać go po mordzie bo by zaczęli od progu. No i raczej nie wiedzieli, że jest sam w pokoju więc przez przypadek wyszło stosunek sił w ewentualnym starciu 1:3.

Początkowo słuchał szefa najemników ze znużeniem i od niechcenia. Wręcz nieuważnie. Gdy tamtem mówił o złapanym żołnierzu Dietrich przybrał pozę i minę pt. "to przykre ale co mnie to obchodzi?". No bo w sumie co. Raczej nie miał z tą banda przyjemnych doświadczeń. Nie byli najgorsi ani za specjalnie brutalni czy okrutni no ale sympatycznie też z nimi nie było.

Zaczął przejawiać więcej "żwawości" dopiero gdy tamten zaczął gadać, że ma dla nich robotę. Dietrich może nie był śp. Urlichem ale co chciał też powiedzieć umiał. Pozwolił tamtemu skończyć i rozważył jego ofertę. Zastanawiał się tylko czy tamten ma ich w garści czy tylko im się wydajez, że tak jest. Cokolwiek by się nie działo musiał wiedzieć więcej no i ugrać jak najwięcej.

-Chwileczkę, nie tak prędko panowie ja was jeszcze nie wyganiam. - zwrócił się ze swoim szelmowskim usmiechem i "serdecznie" rozłożył ramiona widząc, że tamci zbierają się do wyjścia. - Po pierwsze z obcymi nie robimy interesów. Anonimowość nie sprzyja zaufaniu a czym bylibyśmy w naszej branży bez wzajemnego zaufania i szacunku? - spytał retorycznie Dietrich. Podszedł do szefa i wyciągnął prawicę. -Ja jestem Dietrch Gruft. A waszmościowie? - poczekał aż się jakoś określą.

-Po drugie do jakiejkolwiek akcji przydałby nam się nas sprzęt. A nawet głupie noże nam pozabieraliście nie wspominając o takiej oczywistości jak ichnie kraty i mój łomik i prawie po cichu przeboleję utratę naszych sakiewek. - powiedział to z trudem ukrywając złosliwość i niechęć. Ponadto chyba tamci zdawali sobie sprawę co im w ekwipunku przybyło po spotkaniu z nimi. Z pieniędzmi pewnie będą musieli się pożegnac mimo, że on sam miał ich wiecej niż przybysz mu teraz rzucił. Jednak sprzęt był niezbędny. Chyba nie sądzili, że da się kogoś odbić z gołymi rękami.

-Po trzecie to zapewne waszmosciowie mają rację co losu naszej skromnej grupki w razie wydania się sprawy pewnej wizyty nieopodal pobliskiej wioski. Jakby nas złapali. A ponadto tak po prawdzie jak już by jednak mieli wieszać nie wiadomo kto jeszcze by miał nam towarzyszyć prawda? - zamilkł na chwilę chcąc uświadomić tamtemu, że nie ta jego przyszłość wcale nie jest taka różowa. Taką gadką mógł straszyć młodzików branży jak Konrad czy Magnus ale nie jego, starego szachraja od lat balansującego na pograniczu prawa i bezprawia. Bo cokolwiek by się nie działo w rabowanym grobowcu były obie grupy a na sali sądowej różnie bywało. Czasem trafiał się sędzia który lubił wieszać więcej niż mniej i niekoniecznie chciało mu się wnikać w detale. W koncu efektywniejszy jest sędzia który powiesi kilkunastu bandziorów niż kilku w danym miesiącu prawda? I lud ma wiecej rozrywki.

-A po czwarte to jak mamy się zająć tą sprawą to musimy wiedzieć więcej. - Teraz mówił już przyjemniej. Skupił się na konkretach. Musiał wiedzieć więcej jakkolwiek sprawy by się nie potoczyły. Uznał, że w tej sytuacji lepiej podjąć się zadania. A przynajmniej sprawiać takie wrażenie. - No jak ten wasz pechowiec się zowie? Jak wygląda? Bo pewnie w ciupie tłoku nie ma i może nawet tylko on tam siedzi ale pewnie byście się kłócili jakbyśmy wyciagneli nie tego co trzeba co? I gdzie go mamy wam dostarczyć? I rozumiem, że trzymają go w tutejszej wieży a nie jakimś bardziej nietypowym miejscu?
Pipboy79
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 975
Dołączył(a): Śr sty 26, 2011 12:15 pm
Lokalizacja: Ostroda - Oxford

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez gacoperz » N lut 12, 2012 8:35 pm

Kapitan zatrzymał się i odwrócił. Słowa Dietricha wydawały się nie docierać do jego rozmówcy, a w każdym razie, jego twarz tego nie zdradzała. Pytanie o godność najemników nie spotkało się z odpowiedzią, jakiej oczekiwał kryptołaz, gdyż oficer stwierdził jedynie, że zleca to zadanie oprychom, by on i jego ludzie nie brudzili sobie rąk. Tym bardziej nie zamierza dokonywać prezentacji ani zawierać znajomości.
Potem rzucił jeszcze, że w miasteczku nie ma wieży, co najwyżej areszt, ale jego człowieka tam nie ma, gdyż został zakuty w dyby na głównym placu. Po czym bezceremonialnie wyszedł i zatrzasnął za sobą drzwi.
gacoperz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 950
Dołączył(a): So paź 01, 2011 9:44 am

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez gacoperz » Wt lut 14, 2012 12:12 am

Tymczasem na parterze walka między krasnalem i wojakiem przyciągnęła uwagę większości zgromadzonej klienteli. Dawało się słyszeć okrzyki zagrzewające do boju jednego lub drugiego, jak również zawierano zakłady o wynik walki. Nawet minstrel zagrał coś odpowiedniego do widowiska.

W końcu twarda skóra, gruba czaszka i twarde jak kamienie pięści krasnoluda przeważyły szalę i posłały wojaka w stronę schodów na piętro. Wzniesiono okrzyk radości (lub zawodu, zależnie jak kto obstawił) i zdawało się, że wszystko wróci do normy gdy...
- Gunther!?
Konrada i Magnusa zelektryzował głos, który usłyszeli. Znali go. To dowódca najemników!
Schodził powoli ze schodów w obstawie dwóch swoich ludzi. Po chwili okazało się, że i rzeczony Gunther jest jednym z nich. Krasnolud nie omieszkał puścić kilku wyzwisk pod adresem najemników. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Z ław podniosło się jeszcze kilku najemników. Tymczasem koło krasnoluda zebrali się jego pobratymcy.

...a minstrel właśnie udawał się śpiesznym krokiem w stronę wyjścia...

Ostatnio edytowano Wt lut 14, 2012 12:12 am przez gacoperz, łącznie edytowano 1 raz
gacoperz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 950
Dołączył(a): So paź 01, 2011 9:44 am

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez Azgoth » Wt lut 14, 2012 2:50 pm

Magnus

Nie oglądał walki, został na miejscu i odpoczywał przy piwie. Dopiero wytrącony z zamyślenia zerwał się z miejsca szukając wzrokiem Konrada. Zamierzał udać się po cichu na piętro, do pokoju, nim na dobre rozpęta się bijatyka. Drobnemu czarodziejowi nie było w smak stawać między bandą krzepkich krasnoludów i, najpewniej pijanymi, najemnikami. Obecność ich kapitana w tym miejscu nie mogła być przypadkowa i to Magnusa niepokoiło.
Avatar użytkownika
Azgoth
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 595
Dołączył(a): So sie 02, 2008 6:47 pm
Lokalizacja: Wrocław

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez von Mansfeld » Wt lut 14, 2012 7:41 pm


Jakby echa plądru tamtej krypty nie ucichły. Okazało się, że w karczmie przebywał dowódca tych najemników, który najechał na obóz z elfem posiadającym magiczny miecz. Rychło doszło do bijatyki, a dróg ucieczki niewiele. Magnus chciał uciec na piętro, Konrad uznał, że powinien podtrzymać to, iż najemnicy nie wiedzą o nim.

~ Kontuar - nie. Przejdę się za pannami karczmiennymi do piwnicy. ~ - Personel uciekał do piwnicy, w tumulcie byłoby najrozsądniejsze nie wybijać się. Młodzieniec nie zastanawiał się szczególnie długo i z pewnym nonszalanckim wyrachowaniem przeszedł się do pomieszczeń pod schodami. Nic mu w tym nie przeszkodziło. A w środku okazało się, że w piwnicy skrywał się karczmarz, trzy dziewki i dwóch przypadkowych gości.
- Często macie bijatyki w karczmie? - traper luźno zapytał się współukrywających się, chcąc odegnać zamieszanie.
Avatar użytkownika
von Mansfeld
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 1692
Dołączył(a): Wt lip 29, 2008 8:31 am

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez gacoperz » Wt lut 14, 2012 10:46 pm

Magnus

- Kapitanie, czy to nie...?
- Puść go!
Młody adept sztuki tajemnej nie miał szans przemknąć niepostrzeżenie między najemnikami, stojącymi między nim a schodami. Ci jednak, pomimo że go zauważyli i najwyraźniej rozpoznali, przepuścili go na górę.

Konrad

Czmychnął w stroną drzwiczek do piwnicy, tam gdzie udał się karczmarz razem z dziewkami służebnymi. Drzwi łacno zostały za nim na skobel zamknięte. Urok osobisty nie był głównym atutem łowczego, i dowcip go w tym aspekcie zawiódł ponownie, jako że nikt skłonny do konwersacji nie był. Jeno karczmarz z siebie wydusił.
- Wpierw krasnoludzkie pomioty, co to niby rzemieślnicy. Potem ci cholerni najemnicy, co łazili i ludzi zaczepiali, jakby kogo szukali. Czasami żałuję, że mam pokoje na piętrze. Mniej bym może zarabiał, ale przyjezdne łotry by się tak licznie nie zbierały.
Po czym odszpuntował antałek piwa i nalał każdemu, coby "o suchym pysku tak tu nie siedzieć, bo to może trochę im zająć."
gacoperz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 950
Dołączył(a): So paź 01, 2011 9:44 am

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez Pipboy79 » Śr lut 15, 2012 12:35 am

Dietrich Gruft - brązowowłosy podroznik z bandana i kolczykiem


-Nie, o też was było miło pozać panowie. - rzucił w stronę zamkniętych już drzwi. Czuł się zdziebko urażoy zachowaniem i słowami kapitana. Nie, żeby pierwszy raz ktoś traktował go jak najemnego zbira czy byle rzezimieszka. I nie wątpił by było to po raz ostatni. Niemniej jednak uważał się za speca w swoim fachu. Nawet momentami za artystę. W końcu czy byle rabuś poradziłby sobie z taką tepeszową gościną? Nawet ten mocny w gębie kapitan czy ten poległy elfi czarownik nie mieli jaj się by się z tym zmierzyć.

Popatrzył chwilę na zamknięte drzwi zastanawiajć się co dalej robić. Doszedł do wniosku, że lepiej namyslać się w spokoju niż znów z kimś na karku więc podszedł do drzwi i je ponownie zaryglował. Albo mu się zdawało albo na dole zaczęła się "rozrywka". Nie chciał dłużej tracić czasu.

Podążył za rozrzuconymi swoimi ubraniami i zaczął się pospiesznie ubierać. Planował kolejne działania. Wiedział, gdzie są owe dyby. Miejscowi i tak mówili na całość wieża i tak, kapitan najwyraźniej miejscowy nie był. To, że tamten dureń siedział w dybach bardzo ułatwiało im robotę.W końcu już był na zewnątrz, zapewne pilnowany, no ale zawsze łatiej niż kombinować odzyskanie kogoś z ciupy. Co jednak samo w sobie nie oznaczało, że zadanie będzie proste. By planować więcej musiał wiedzieć więcej czyli obadać na własne oczy okolicę.

Musiał też zgarnąć młdych z dołu. Miał nadzieję, że nie zdążyli za bardzo się dochmielić. Nie powinni bo odkąd ich opuścił wcale tak dużo czasu nie minęło. Przypomniał sobie o złocie. Na spokojnie wysypał monety z woreczka i przeliczył. Jego chciwa część natury podpowiadała mu, by nie przyznać się młdym do posiadanej gotówki. Szansa, że by się o niej dowiedzieli była znikoma. Musieliby spotkać kogoś z tej trójki i to w gadatliwym momencie. Jednak dalej zamierzał zgarnąć większą część zapłaty dla siebie. Obecnie rozważał jedynie czy zrobić to przy nich czy teraz. Ostatecznie w końcu uznał, że cokolwiek by się nie działo na zewnątrz grupy wewnątrz musi być zaufanie. Tak było gdy pracowali razem z Urlichem.

Gdy w końcu się ubrał rozejrzał się po pokoju czy czegoś nie zostawił. No wyglądało, że nie. W końcu miał tylko swoje ubranie a młodzi jeszcze się nie przywlekli. Wyszedł więc na zewnątrz. Tam spotkał dreptającego ku niemu Magnusa. - A gdzie Konrad? Jesteście mi potrzebni. Robota jest. - W odpowiedzi usłyszał o szykującej się bójce na dole. Wówczas przysedł mu do głowy szalony pomysł. Właściwie to nie miał żadnego interesu ani pożytku ze zdrowych, całych czy żywych najemników. Póki tacy byli w najlepszym razie byli neutralni albo szli w swoją stronę. Jednak udział w bójce był ryzykowny. Któryś z nich mógł oberwać na tyle by go mogło na dłużej. Ponadto, brodacze mogli nie być skorzy do rozróżniania "dobrych" dużych od "złych" dużych. A gdyby wygrali najmici kapitan mógłby zdziebko miec im za złe probe zrewidowania ich zlecenia.
Ostatnio edytowano Śr lut 15, 2012 12:37 am przez Pipboy79, łącznie edytowano 1 raz
Pipboy79
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 975
Dołączył(a): Śr sty 26, 2011 12:15 pm
Lokalizacja: Ostroda - Oxford

Re: [WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez Azgoth » Śr lut 15, 2012 5:44 pm

Magnus

Syknął gdy usłyszał że został rozpoznany. Przypuszczalnie czekała go rozmowa, gdy tylko bijatyka się skończy. Wszedł po schodach i już miał otworzyć drzwi od pokoju gdy wyszedł z nich Dietrich. - Na dole krasnoludy piorą się ze znajomymi najemnikami - stwierdził ponuro - Konrad siedzi zaryglowany pod schodami razem z właścicielem. Całkiem przezornie, bo najwyraźniej co najmniej połowa najemników nas zna...
Avatar użytkownika
Azgoth
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 595
Dołączył(a): So sie 02, 2008 6:47 pm
Lokalizacja: Wrocław

[WFRP 2ed] Sława i Chwała - Akt 1.

Postprzez von Mansfeld » Cz lut 16, 2012 7:32 pm


Ciemno wszędzie. Głucho wszędzie. Poza tymi świecami i lampami w piwnicy, rozjaśniającymi mroki niepewności nad burzą pięści i krzeseł roztaczającej się nad ich głowami. Nad głową Konrada. Drzwi głuche. Nikt się nie dobijał do środka. Wreszcie. Wreszcie spokój. Młodzieniec rzadko kiedy przebywał w miastach - tylko po raz drugi w Nacthhafen. Szum drzew, świergot ptaków i dudnienie dzięciołów to harmonia sfer niebieskich w porównaniu do tumultu, pijackich krzyków, dźwięku wybijanych zębów.

Konrad czuł się niepewnie w towarzystwie karczmarza, jego służek i dwóch nieznajomych. Ciasno, ciemno, pełno antałków piwa. Nagle spostrzegł, że but mu się rozwiązał. ~ Cholera, aż siedem razy będę musiał przeciągać cholewy! ~ . Traper zastygł w nieistniejącej w jego głowie mentalnej histerii. Języka w gębie jakby brak. Co powiedzieć? Cicho wszędzie. Niepewno wszędzie. Zgiąć się ciężko nie ma jak, miejsca brak. Wypinać bladych niewinnych bioder przy pannach nie wypada. Zimny pot oblał skromne czoło łucznika.

A jednak! W czasie, gdy karczmarz lał piwo do kufli, Konrad wykorzystał okazję i kucnął z niezwykłą gracją. Przyjrzał się swemu butowi jak myśliwy na swą zwierzynę. Dorodną, jak przycelowana strzałem z łuku. Siedem par dziur do przetknięcia sznurówką. Siedem. Tyle ile sfer niebieskich. Tyle ile grzechów głównych. Cóż za symbolika! Cóż za dekadencja pisarska! To nie przypadek, to Dar Sigmara! Jeno Młotodzierżca mógł obdarzyć młodzieńca darem obowiązku przetknięcia siedem par dziur sznurówką.

Konrad przypomniał sobie raz jeszcze dzieje, od Krypty aż do wejścia do karczmy. Zagrożenie. Eksploracja. Ucieczka. Pogoń. Noc. Elfka. Walka w obozie. Ucieczka. Kolejne obrazy śmigały mu przed oczyma wyobraźni niczym eony dla przedwiecznych. Młody podróżnik w przeciągu tych wielu godzin przeżył w życiu więcej, niż kiedy bronił swego domostwa przed złowieszczym niedźwiedziem. Ten zabił mu wuja. Ale został przeszyty. Dał drogę na Szlak. Szlak odnalazł Konrada.

Traper wziął sznurówkę. Długą niczym krótkie jego dzieje podróznicze. Własnoręcznie robione. I zatyka pierwszą dziurkę. Jedna z panien z trudem przełknęła łyk piwa w harmidrze krzeseł, pięści i zębów za drzwiami. I zatyka drugą dziurkę. Druga z panien dopiero teraz zauważyła fioletowe ślepia Konrada. I zatyka trzecią. Czwartą. Każdy post PBF musi mieć przynajmniej dwie strony A4, retrospekcję i kwintesencję sztuki jaką jest RPG. I piątą. I szóstą. To aż trzy pary zatknięte! Wciąż mało! Co za dynamika akcji! Co za gwałtowność! Cztery pary - osiem dziurek - zostało do zatknięcia. A jeszcze potem zawiązać sznurówkę! Ach, traumy nad traumami.

Przyszedł czas, by Konrad zażył chmielnego napoju. Nie zdążył zawiązać buta. Przerwał swą życiową katorżniczą sprawę i sięgnął po kielicha. Łyknął. Nie lubił tego wywaru (chrzczony bardziej niż święcona woda w świątyniach), ale jego nikła wiedza o zwyczajach miejskich nakazała mu wypić.

I raz kolejny wiązanie sznurowadeł. Dziewiąta dziurka. Trzecia panna poczuła się cieplej po piwie. Dziesiąta dziurka. Jedenasta dziurka. Zapiała kurka ogoniasta za drzwi - chyba jakiś najemnik dorwał się do składu i rzucił nią w ścianę. Dwunasta... Nie! Sznurówka została przerwana! Zdrada! Konrad w imieniu wszystkich konradów wiążących buty w piwnicy pod schodami pewnej karczmy stanął przed dramatem. ~ Zaszyć sznurówkę czy wyciągnąć nową - o to jest pytanie! ~. Sześciu nieznajomych sączyło piwo z kufli. Jedna wyciągnął nową. Zapomniał, gdzie w plecaku ma nici, a miejsca brak na wyciągnięcie tobołka niemiłosiernie ściskanego przez plecy Konrada. Zimny pot oblał jego czoło. I kolejne wiązanie. Pierwsza dziurka, druga dziurka, trzecia... trzynasta, czternasta! Przewlekanie zakończone! Imperium uratowane! Konrad z dumą bohatera Imperium zawiązał but tak mocno, jak nikt nigdy dotąd.

***

Ale co dalej? Konrad podrapał się po swej jasnobrązowej czuprynie. Fioletowe oczy śledziły poczynania karczmarza, trzech dziewek i dwóch nieznajomych w ciasnej komórce piwnicznej. Upewnił się, czy drugi but aby na pewno zawiązany. Tak. Tzeentch nie splatał tym razem mu figla. Tumult pięści, kufli, rozlanego piwa, zębów i tarmoszonych kransoludzkich bród wystarczył.

Przydało się odezwać raz jeszcze. Karczmarz nie szczędził swych nielicznych słów na zapytanie Konrada. Karczmarz - święty mąż w karczmie. Jak zły, doda coś niecnego do piwa czy jedzenia, albo wykopie do rynsztoka. Wypada coś powiedzieć.

Konrad chciał odczekać całą tą zawieruchę za drzwiami. Nie wiedział co z Dietrichem i Magnusem się dzieje. ~ Może walczą? Może uciekli? Może siedzą w swym pokoju? ~ Zimny pot oblał jego czoło. Znów zostawił swych kompanów, tak jak podczas północnej pory w Krypcie. Dzięki temu nikt o nim nie wie. Przynajmniej Konrad tak uważa. Jakby znów umknął największym nieprzyjemnością (ale przecież wiązanie sznurowadeł to e p i c k i p r o b l e m n i e b i o s!). Sprawdził, czy wciąż ma na sobie tobołek. Ma. Czy ma łuk i kołczan ze strzałami. Tak, dziewiętnaście strzał. Czy ma swój jednosieczny miecz? Dziewiczy, zbrodni nie popełnion. Nikt mu bukłaku ani liny nie podebrał. Aż dziw, że to wszystko ze sobą niesie! To zwyczaj wśród poszukiwaczy przygód - zawsze nieść wszystko ze sobą. Młodzieniec nie przekracza normy - nie niesie ze sobą halabard w kieszeniach, drabin oblężniczych w tobołku czy siedmiu kusz zawieszonych na plecach. Znajomy znajomych jego nielicznych znajomych znajomego znał takowych odważnych.

Znów Konrad jest sam. Bez znanej twarzy. Zimny pot oblał jego czoło na myśl o pannach karczemnych. ~ Nie, nie zagadam do nich. Nie wiem jak. Nie przy tylu ludziach, nie przy karczmarzu. O czym zresztą mógłbym rozmawiać? Lasu nie znają. ~ . Ważki problem znów stanął na głowie trapera. Powiedzieć coś czy nie powiedzieć? Tak czy owak, przeczeka aż do zawieruchy.
- Kogo ostatnio mogliby szukać ci najemnicy? Coś zdarzyło się ostatnio w mieście? - bezpiecznie zagadał jakby do karczmarza, ale do wszystkich. To najbezpieczniejsze. Nawet jeśli odpowie mu podobnie jak minstrel - zło nie zostanie popełnione. Zerkał co jakiś czas na dziewki, by ocenić, czy warte jego wzroku. Młodzieniec nieśmiałym jest. Kolczyk w jego uchu (za młodu zatknął go sobie dla zabawy - potem nie dał rady wyciągnąć) mienił się od nielicznego światła w komórce piwnicznej.

Sprawdził, czy but znów mu się rozwiązał. Jednak nie. Los jest łaskawy. A tumult pięści, kufli, rozlanego piwa, zębów i tarmoszonych kransoludzkich bród wciąż grał dysonans na harmidrze, harmider na dysonansie, kakofonię. Kto wie, może talerze poszły w ruch? Całe stoły? Trza zaczekać aż ucichnie. Hmmmm...
Avatar użytkownika
von Mansfeld
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
 
Posty: 1692
Dołączył(a): Wt lip 29, 2008 8:31 am

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Pozostałe gry RPG - aktywne sesje

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości