[D&D FR 3.5ed] Opętany - Ścieżka Człowieka

Sesje skończone, zamknięte lub zmarłe śmiercią naturalną.

Moderatorzy: Administracja forum, Mistrzowie Gry

[D&D FR 3.5ed] Opętany - Ścieżka Człowieka

Postprzez dreamwalker » Cz wrz 04, 2008 9:49 pm

  1. Mistrz Gry: dreamwalker
  2. Gracze: Asurmar, Fonox, L, MaWro, Laveris de Navarro, MunchKing, Varmus (Dokładny przydział graczy do cech przedstawiony jest w komentarzach)
  3. Konwencja: heroic
  4. System: Dungeons&Dragons 3.5
  5. Świat: Zapomniane Krainy
  6. Mechanika: używamy internetowej kostnicy
  7. Kontrola MG nad poczynaniami postaci: postać może robić cokolwiek, MG opisuje reakcje otoczenia.
  8. Częstość postowania: patrz komentarze
  9. Długość postów: Dobra forma i treść, w przypadku dialogu z NPC, proszę przeprowadzić go gdzieś indziej (GG/PM) i wkleić cały dialog.
  10. Poprawność i schludność postów: bez emotikon, BBCode używamy tylko do podkreślenia bardzo ważnych rzeczy, dialogów i myśli itp.
  11. Zapis dialogów: dialogi piszemy kursywą, wypowiedź zaczynamy i kończymy myślnikiem.
  12. Zapis myśli: myśli postaci piszemy kursywą, wypowiedź zaczynamy i kończymy tyldą.
  13. Sygnatury: wyłączamy sygnatury w notkach sesyjnych

[c]Przed napisaniem postu proszę o zapoznanie się z regułami zawartymi w komentarzach.[/c]

Noc powoli zapadała nad dachami Alaghon - stolicy Turmishu, gdy pewien chłopiec śpiący pod przykryciem ciężkiej puchowej kołdry, obudził się nagle z krzykiem.

***

Trupy, niekończące się pola trupów, tak jakby na bitwie tu stoczonej brała udział każda istota żyjąca gdzieś we wszechświecie. Zwłoki ludzi, elfów, niziołków i gnomów. Wymieszane z błotem piękne twarze planokrwistych i sterczące gdzieniegdzie olbrzymie truchła smoków. I on jeden. Szedł przez pobojowisko, ale czy na pewno? Jego stopy nie dotykały brudnych zwłok zaściełających ziemię. Jego oczy cały czas patrzyły w dal, ślizgając się między kilkoma widocznymi z daleka obiektami. Kayel jednak nie wiedział czym one są. Patrzył jak urzeczony na zbliżające się wielkie kłęby dymu. I czuł zimno. Tak jakby każdy z tych trupów nie tylko był chłodny ale i emanował śmiertelnym trupim chłodem chcąc zmrozić i zatrzymać tu każdego.
Jednak Kayel szedł dalej.
Był już blisko. Widział już pierwsze kontury zbliżającyc się obiektów wyłaniające się z obłoku pyłu. Nagle - Kayel zobaczył jak jedne ze zwłok ożywają. Zimna ręka trupa kieruje się prosto w stronę chłopca i łapie go za nogę. Kayel poczuł silne pociągnięcie w dół.
I obudził się.

[c]***[/c]

Zaalarmowana krzykiem dziecka, dobra matka wbiegła do jego pokoju, rozrzucając po drodze na boki zabawki, którymi zasłany był cały pokój. - Już spokojnie syneczku. Nic Ci nie będzie - mówiła cichym, uspokajającym tonem, tuląc synka w ramionach.
- Zamknij mordę, dziwko. I wypierdalaj. Chcę zostać sam!
Kayel do prawdy nie wiedział, jakim cudem te słowa wyszły z jego ust. Może i nie lubił się przytulać, ale żeby zaraz ... Łzy napłynęły mu do oczu, zaczął przepraszać, ale coś ciągle mu nie pozwalało. Coś ciągle budziło w jego duszy gniew - ~taak, ukarz ją za to, że śmie Ci przeszkadzać. Zabij. Zabij, Zabij!~
Głos w głowie nie dawała spokoju. Był natarczywy, nie znoszący sprzeciwu. Już wkrótce chłopiec biegał po całym pokoju, nie zważając na porozkładane zabawki. Tłukł głową w ściany i wrzeszczał, Matka płakała. W końcu jednak zebrała się w sobie i zabrała chłopaka do świątyni Lathandera.

- Opęŧanie - powiedział kapłan. Był wysokim człowiekiem, sprawiającym wrażenie inteligentnego i przyjaznego. Spojrzał spod swoich krzaczastych brwi na Kayela szalejącego po jego komnacie - Niestety, moja magia nic nie wskórała. Użyłem najsilniejszego czaru, jakiego mogłem. I nic. Wygląda na to, że istota, która go opętała nie jest duchem. Jest czymś dużo potężniejszym. Może nawet bogiem?
- Więc co ojciec proponuje? - spytała matka roniąc łzy na koronkową chusteczkę i patrząc na wybryki swojego synalka.
- Nie jesteśmy w stanie mu pomóc. W tej sytuacji wygląda na to, że trzeba go będzie zabić. Zanim nie będzie za późno. - kapłan wypowiedział te ostatnie słowa prawie szeptem. Bardzo powoli i bojaźliwie. Nagle zapadła cisza. Ze zdumieniem kapłan stwierdził, że Kayel nie rozrabia. Chłopak stał tyłem do kapłana i ciężko dyszał jak bo sporym wysiłku.

- Zabić? Zabić? Nikt mnie nie zabije! Nie macie prawa! - nawet nie zauważyli, że Kayel miał przy sobie mały nożyk. Chłopak rzucił się na wielebnego i wbił mu nóż w oko.
- Masz kurwa, psi synu! Nie będziesz zabijać niewinnych ludzi!

[c]***[/c]

Kayel obudził się wcześnie. Jak zwykle, drzwi do celi były już otwarte. Znów przyśniła mu się przeszłość. Dwa tygodnie. A trwały tyle co wieki. Kayel z satysfakcją zauważył, że tajemnicza siła, która go opętała osłabła. Czasem miewał bóle głowy, czasem wpadał w nerwy, ale poza tym wszystko było w porządku.

Nie wiedział, że esencja po sprawdzeniu możliwości chłopca, zagnieździła się nak głęboko, że nikt już jej tam nie znajdzie. Zlała się w jedno z jego jaźnią, zamazując niektóre wspomnienia i podpinając nowe. Nie miał prawa wiedzieć, że to co uznaje za swoje naturalne zachowanie jest tak na prawdę zachowaniem wymuszonym. Że stał się marionetką, a mistrz pociągający za sznurki schował się w jego własnym umyśle.

Kayel spakował do plecaka kilka przedmiotów, które posiadał. Należał kiedyś do obgatej rodziny. Teraz był żebrakiem. Przyjął to wszystko dziwnie dobrze ze stoickim spokojem. Tak, jakby stale ktoś szeptał mu na ucho: nie martw się, będzie dobrze. Chłopak jeszcze raz sprawdził zapięcie plecaka i udał się w stronę portu eskortowany przez strażnika.

[c]***[/c]

- MItsel Ahavi - przedstawił się kapitan statku "Morski kot", którym Kayel miał przepłynąć Morze Spadając Gwiazd i dotrzeć do Procampur w Vast - a więc to ty jesteś tym *specjalnym* ładunkiem? Hm? Mam już wyznaczonego dla Ciebie opiekuna. Z resztą - dodał nachylając się do ucha chłopaka - Przysłanego przez Twoich przyjaciół z lądu.
- To nie są moi przyjaciele. Oni...

[c]***[/c]

Pierwszy oddech, drugi trzeci. Bijące jak oszalałe serce Kayela powoli zwalniało do normalnej prędkości. Chłopak wychylił się zza winkla, aby upewnić się tylko, że goniący go słudzy kościoła Lathandera dalej są na jego tropie. I właśnie zobaczyli jak wychyla się by na nich spojrzeć. ~Szlag~
Kayel szybko wstał i pognał w długą krętymi uliczkami Alaghon. Szukał dobrego miejsca żeby się schować, ale chram Lathandera stał w nowszej części miasta. Wszystko ładnie powykańczane, żadnych dziur.
Kayel biegł oglądając się za siebie. Nawet nie zauważył, że znalazł się w ślepym zaułku. - To koniec - pomyślał, gdy nagle otworzyły się na ulicę jedne z drzwi. Kayel szarpał wcześniej za wszystkie klamki,a el były zamknięte.
- Masz kłopoty, mały? Pomóc Ci? - zapytał starszy człowiek z lampą oliwną w ręce. Kayel zdziwił się , bo był dzień. No chyba, że pomieszczenie, z którego wyszedł było jakąś piwnicą albo spiżarnią.
- Tak, Panie. Pomóżcie.
Drzwi zatrzasnęły się za Kayelem, zanim jeszcze ścigający go ludzie dotarli do zaułka.
- Wiedz, że uratowało CIę Bractwo Zimnych Sztyletów. Twoje życie należy teraz do nas. Czy zrobisz to, co ci rozkażemy?
- Tak, Panie
- Nasz człowiek w koszarach zapewni Ci schronienie. Za dwa tydonie wyruszasz do Vast. Tam czeka Cię nauka i zadanie. Jeśli się z niego wywiążesz, Twoje życie znół będzie należało do Ciebie
- Ale ja nie ...
- Nic nie szkodzi, Potrzebujemy dokładnie kogoś takiego jak ty.

[c]***[/c]

Kayel wszedł do swojej kajuty na statku. Oprócz szafy na ubrania i wszelkiego rodzaju inny sprzęt, był tam stół, dwa krzesłą i dwa łóżka. Na łóżku po prawej stronie siedział po turecku mężczyzna ubrany w płaszcz z kapturem. Jego głowa była opuszczona nisko i chłopak nie widział jego twarzy. Mężczyzna w końcu otrząsnął się z transu popatrzył na Kayela. Mimo, że podniósł głowę, chłopak dalej nie widział jego oczu. Tylko usta przecięte paskudną blizną.

- Nazywam się Garhelm. Będziemy podróżować razem.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Mistrz Gry || Grzebacz
Mistrz Gry || Grzebacz
 
Posty: 1017
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska


Postprzez MunchKing » Cz wrz 04, 2008 10:08 pm

Żądza

- To…to ty jesteś tym przydzielonym mi „opiekunem”? Znaczy się, wiesz, że mam do wykonania zadanie i takie, tam?
Chłopak przyjrzał się uważnie swojemu rozmówcy. Lustrował go wzrokiem, który był zdecydowanie bardziej dorosły niżeli być powinien. Choć dialog bynajmniej nie świadczył o inteligencji a o swojego rodzaju niezaspokojonej ciekawości.
- Tak, jestem - mężczyzna westchnął głęboko, jakby wcale nie miał ochoty na rozmowę z chłopcem. Mężczyzna odczekał chwilę. Kayel myślał, że już nie odpowie, ale on jednak ciągnął rozmowę dalej.
- Twoja misja zaczyna się w Vast. Do tego czasu ... będziemy płynąć tym statkiem. Mogę cię czegoś poduczyć, bo z tego co słyszałem, to jeszcze cienki Bolek jesteś?
- Tak, byłbym ci wdzięczny. Próbowałem powiedzieć tym co mnie tu wysłali, że…że nie jestem w pełni gotowy. Ale kto by mnie słuchał…
Młodzik westchnął i przewrócił oczami. Stary maleńki.
- Może…mógłbyś pokazać mi…jak walczyć. Jak się bronić…nie wiem…hmmm…
- Istotnie. Mógłbym. Po to mnie z resztą z Tobą wysłali. Jaką bronią chciałbyś się nauczyć władać?
- Długim mieczem. Kiedy byłem mały, widziałem wielkiego wojownika, który przybył do naszej miejscowości aby pokonać potwory żyjące nieopodal w jaskini…pamiętam, że miał właśnie taki miecz. To dopiero byłoby coś…

Chłopak westchnął ponownie, jednak tym razem wyraźnie rozmarzony. Śniący na jawie o niebieskich migdałach. Mógłby zacząć kształtować swój los, za pomocą ostrza, tak jak tamten wojownik. Walczyć o skarby i bogactwa. Przestać być niepewnym, małym knyftlem. W końcu…
- Długi miecz? Myślę jednak, że na razie jest dla Ciebie za ciężki. Zaczniemy od czegoś lżejszego, albo od ćwiczeń siłowych, bo z tego co widzę, to chuchro z Ciebie. Chcesz zacząć już dzisiaj, czy na razie poobserwujesz mewy i będziesz pluć do wody?
- Pluć…do…wody?

Dzieciak jakby smakował te słowa. Nie podobał mu się ich smak. Zdecydowanie.
- Nie! Chcę się wziąć do roboty! Chcę coś ze sobą zrobić! Nauczyć się czegoś nowego! Czegoś…po…przydatnego.
Gestykulował, jakby miał iluzoryczny miecz w dłoni i rozcinał nim nieistniejących wrogów. Zapewne chciał powiedzieć inne słowo, jednak w porę się opamiętał, nie chcąc wyjść na głupca. Na ten moment ział od niego chwilowy, losowy fanatyzm. Momentalny słomiany zapał? A może coś…zupełnie innego?
Człowiek uśmiechnął się, a chłopak zdał sobie sprawę, że to pierwszy raz. Uświadomił sobie również, dlaczego Garhelm uśmiecha się tak rzadko. Paskudna blizna przecinająca jego usta nadawała mu szczególnie złowieszczego wygląda akurat gdy się uśmiechał. Ironia losu.
- Widzę, żeś pełen zapału. Przygotuj się więc. Wyjdziemy na pokład. Tam jest zimno i wieje, ale pamiętaj prawdziwy wojownik za nic ma złą pogodę. Gdybym ja wracał się do domu za każdym razem gdy jest zimno albo pada, to nie zarobiłbym ani grosza. Ubierz się i wychodzimy.
- Tak jest panie! Już się robi!

Odpowiedział wciąż przepełniony młodzieńczym zapałem, po czym złapał swoje nakrycie i pośpiesznie je na siebie zarzucił. Opatulił się dokładnie, bo zapał, ambicja i marzenia były jednym, ale totalny idiotyzm drugim aspektem medalu odwagi. Postąpił żwawo za swoim nauczycielem gotów do dalszych poleceń.
Garhelm wypuścił chłopaka na korytarz i sam wyszedł zamykając za sobą drzwi. Szli wąskim korytarzem by dojść do drabiny na pokład. Kayel zaczął włazić na drabinę, ale przez kołysanie sie okrętu i niezbyt udaną konstrukcję, szybko spadł tłukąc sobie boleśnie tyłek.
- No, co jest? Może Cię podsadzić do wyjścia?
Reakcja była dwojaka. Chłopak poczuł jak łzy napływają mu do oczu, ale przygryzł wargę i zgrzytnął zębami, rozmasowując pośpiesznie obolałe miejsce. Ujął pewniej szczeble drabiny. Jeśli da ciała tutaj, jaki jest sens próbować czegokolwiek innego.
- P…poradzę sobie panie Garhelm. Sam. Sam sobie poradzę!
Powiedział z chwilowo tylko przyćmioną pasją. Nie. Och, nie. Nie tutaj. Zaczął ponownie się wspinać. Kierowała nim duma? Idiotyzm? A może płytkie, choć ogniste wewnętrzne pragnienie samodzielnego poradzenia sobie z problemem? Jakaś bliżej nieokreślona, absurdalna do granic możliwości żądza. Kto wie…
Chłopak próbował kilka razy, potem jeszcze kilka. Opuszki palców starły się od szorstkiego drewna, dodatkowo zaczął go boleć brzuch i gdy wreszcie wylazł na pokład - cały brudny i poobijany, przechylił się przez barierkę i oddał morzu swoje śniadanie.
Garhelm poklepał Kayela po ramieniu
- Spokojnie, synku, to się zdarza. Normalna choroba morska. Może chcesz wrócić na dół i się położyć?
Kayel był dziwnym młodzikiem, to pewne, ale to co się stało, nie mogło nie choć odrobinę zaszokować jego nowego opiekuna. Młodzik pomasował rozbolały brzuch, jednak pokręcił głową z uśmiechem, który pasowałby do pobitego kundla.
- Jakbym poddał się teraz…to jaki byłby sens tych siniaków które właśnie powołałem? One są…trochę symbolem. Oznaczają chęć…zapał…bo ja wiem…pragnienie. Nie ma mowy! Dalej. Ćwiczymy panie Garhelm!
Skrzywił się z bólu, ale zapał bynajmniej nie opadł ani odrobinę. Jeszcze zyskał...
Avatar użytkownika
MunchKing
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1241
Dołączył(a): Cz sty 27, 2005 9:12 pm
Lokalizacja: Częstochowa
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez dreamwalker » Pt wrz 05, 2008 5:56 pm

Kayel stanął mocno na kołyszącym się pokładzie jachtu. Garhelm zaprowadził chłopca na dziób, gdzie w tej chwili nie kręcił się nikt inny. Mężczyzna rozejrzał się wkoło za jakimś cięższym przedmiotem i zauważył szalupy ratunkowe, które miały małe pięciokilowe kotwice. Wręczył jedną z nich Kayelowi.

Chłopak chwcyił kotiwcę obiema rękami, a ta i tak zaraz upadła na pokład, lekko amortyzowana tylko przez starania Kayela.

- No no, uważaj, bo kapitan zrobi nam coś złego jak mu porysujemy jacht.

Kayel spróbował teraz podnieść kotwicę z ziemi. Garhelm przypatrywał się jego staraniom. Chłopak silił się i pocił, ale jak tylko podniósł kotwcię na milimetr od pokładu, ręce odmawiały mu posłuszeństwa.

Gdy skończyli ćwiczenia było już po południu. Wiał ciepły wiatr z zachodu, sprzyjający podróży na zachód. statek już się tak nie kołysał i płynął pełnym wiatrem obierając kurs na Spandeliyon. Na horyzoncie nie było już widać lądu.

Kayel otarł pot z czoła. Udało mu się utrzymać kotwicę w powietrzu przez chwilke, ale ręce i kręgosłup strasznie go bolały. Chciał ćwiczyć dalej, ale Garhelm powstrzymał go, teraz miał już ku temu racjonalny powód.
- Idziemy to mesy na obiad, Kayelu. Potem zadecydujesz co zamierzasz dalej robić.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Mistrz Gry || Grzebacz
Mistrz Gry || Grzebacz
 
Posty: 1017
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez T^L » Pt wrz 05, 2008 6:06 pm

Gniew

Kayel spojrzał na kotwicę raz jeszcze. Chciał podciągnąć raz jeszcze kotwicę, opór nie pozwalał mu przestać ćwiczyć. Pomimo wyczerpania które zaczęło wyraźnie dawać się młodzieńcowi we znaki chciał dalej ćwiczyć. Napędzała go myśl o jego matce która chciała go oddać na stracenie, jak sądził Kayel tym głupim kapłanom Lathandera. A ci głupi klerycy chcieli go ot tak po prostu zabić, za jego niewinność. Wprawdzie kary za wyzwanie swej matki istniały, jednak nie kary śmierci. Kayel napędzany gniewem wyładował ją w pożyteczny dla niego sposób podciągając kotwice raz jeszcze. Garhelm podniósł brew.
- No chodź, zostaw ją już. Przecież widzę, że jesteś zmęczony.
Kayel nie dawał za wygraną. Podniósł jeszcze raz kotwicę, upuścił i sam opadł koło niej trzęsąc się z przemęczenia mięśni. Wstał resztkami sił i spojrzał na Garhelma. Jednak miał rację, przydałby się dzieciakowi odpoczynek. Dał się zaprowadzić do mesy na posiłek.

Obaj zeszli po drabince wiodącej pod pokład gdzieś w drugiej części statku. Weszli do mesy, a tam czekał ich zgiełk rozmów żeglarzy najróżniejszych ras. Byli tu ludzie, elfy, genasi, bystre oko obserwatora wypatrzyłoby też kilku niziołków i gnomów, ale Garhlem i Kayel usiedli przy najbliższym wolnym miejscu i zaczęli pałaszować wodnistą zupę.
Gdy skończyli, dostali jeszcze drugie danie w postaci kawałka suszonego mięsa i chleba.
- Do wieczora zostało kilka godzin - zagadnął Garhelm - Chyba już sobie damy spokój z ćwiczeniami, co nie?
Kayel wciąż się trząsł ze zmęczenia, łyżka z zupą mu drżała i ciężko mu się jadło. Z czasem jednak Jego ciało się zregenerowało i po kilkunastu minutach znów wyglądał w miarę normalnie. W głębi duszy jednak wciąż myślał o matce która pozwoliła kapłanom Lathandera go zabić. Zabić go za nic! Gniew wzbierał w Kayelu na samą myśl o tym, a teraz jego myśli nie wędrowały nigdzie indziej. Gdy Garhelm zaproponował, aby dzieciak skończył na dzisiaj z ćwiczeniami, czternastolatek odrzucił taką opcję.
-Nie panie, nie chcę przestać. Chcę ćwiczyć. Dużo czasu jeszcze do wieczora i chcę chociaż część tego czasu przećwiczyć- odpowiedział Kayel zaciskając dłonie a na jego twarzy widniał niepohamowany upór.
Garhelm przyjrzał się Kayelowi. W tym chłopaku coś było. Coś, co nie pozwalało mu stać w miejscu i Garhelm bardzo chciał jakoś ujarzmić ten charakter.
- Wykluczone. Zdrowe ćwiczenia to jedno, ale przeciążanie się ponad miarę nie jest dobre. Można od tego zachorować, a tego nie chcemy. Polecam Ci raczej udać do kapitana. Chciał z Tobą porozmawiać i być może pożyczyłby Ci którąś ze swoich książek. Co Ty na to?
Kayel rozluźnił nieco swoje dłonie. Czuł że ten człowiek ma rację że powinien mu zaufać w tej kwestii. Spojrzał mu w oczy.
-Tak panie, dobrze. Gdzie mogę spotkać kapitana? spytał Kayel rozluźniając już zacisk dłoni całkowicie.
-Za godzinę będzie odpoczywał w swojej kajucie. Wtedy możesz do niego podejść. Póki co, wracamy do naszej kajuty, chyba że chcesz postać trochę na pokładzie i popatrzeć na chmury, co?
-Nie panie, nie chcę bezcelowo gapić się w gwiazdy. Chcę ćwiczyć jednak jeśli pan woli abym nie ćwiczył to tego nie zrobię
Garhelm skinął głową i poszli razem z chłopakiem do swojej kajuty. Kayel chciał coś robić jednak zgodnie z poleceniem swego opiekuna dawał swemu ciału regenerować się. Położył się na swoim łóżku i wpatrywał się w sufit ciągle myśląc o swej matce i kapłanach Lathandera.
Avatar użytkownika
T^L
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
 
Posty: 63
Dołączył(a): Śr maja 07, 2008 2:48 pm
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » Pn wrz 08, 2008 3:36 pm

Godzina mijała bardzo powoli, Garhelmowi jednak nie wydawało się to przeszkadzać. Człowiek usiadł na swoim łóżku tak, jak zastał go chłopak wchodząc don kajuty, zamknął oczy i siedział tak przez całą godzinę.

Kayel w końcu z nudów wstał z łóżka i pokręcił się po pokoju. Miał teraz wreszcie czas, żeby złożyć w szafce przy łóżku rzeczy, które zabrał ze sobą - kilka ubrań, mały nóż, hubka i krzesiwo. Było tego bardzo niewiele i chłopak cały czas zastanawiał się, co będzie jego zadaniem gdy dopłyną już do Vast.

Rozmyślania przerwał mu budzący się Garhelm - no, czas ruszać. Kajuta kapitana jest w w tej samej części co mesa, tylko trochę dalej. Na drzwiach jest przybita tabliczka. Wychodzisz stąd, idziesz drabiną w górę, przechodził na tył statku, tam wchodzisz przez luk w dół i idziesz do kajuty. Dasz sobie radę?
Avatar użytkownika
dreamwalker
Mistrz Gry || Grzebacz
Mistrz Gry || Grzebacz
 
Posty: 1017
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez MunchKing » Pn wrz 08, 2008 3:54 pm

Żądza

Młodzik szedł powoli, starając się jednocześnie zapamiętać instrukcje jakie zostały mu przekazane przez jego nowego „przełożonego”. Przypomniał sobie jak jeszcze chwilę temu denerwował się na wspomnienie o swojej wyrodnej matce. Jednak na tą chwilę obchodziła go ona tyle, co zeszłoroczny śnieg. Niech sczeźnie. Nie. Lepiej nie. Lepiej niech poczeka na niego. On kiedyś wróci…i wynagrodzi jej za te wszystkie męki, którym go poddała. Małe piąstki zacisnęły się i nieznacznie pobielały, ukazując gniew ustępujący miejsca sadystycznym fantazjom, tak przecież typowym dla niejednego, młodego człowieka.
Kajuta kapitana była dość mała. Właściwie niewiele większa od tej przydzielonej Kayelowi i jego towarzyszowi. Zajmowało ją jednak dużo więcej mebli i rozmaitych urządzeń pozabezpieczanych tak, aby nie spadły w czasie gdy statkiem bardziej kołysze. Na półce po prawej piętrzyły się książki. Od raportów o pogodzie po mapy i różne zwoje niewiadomego pochodzenia i przeznaczenia. Po lewej było łóżko, obok którego na drugim końcu pokoju stało biurko, na którym było tylko tyle miejsca by zmieścić kawałek zwoju, na którym kapitan pracowicie coś wypisywał zanim tylko chłopak wszedł do jego pokoju. - Usiądź - kapitan wskazał łóżko - Wybacz, ale nie mam innych miejsc do siedzenia, jak z resztą sam widzisz. - kapitan westchnął i zwinął zwój, wkładając go następnie w stertę innych, piętrzących się po lewej stronie biurka. Odłożył przyrządy do pisania do szuflady i obrócił krzesło w stronę swojego gościa.
- Bractwo Zimnych Sztyletów chyba nieźle się o Ciebie martwi. Dali mi nawet mały dodatek do pensji żebym potraktował Cię ulgowo w razie czego. Tak jakby wiedzieli, że możesz coś zmalować. Co o tym sądzisz? Dlaczego tak im na Tobie zależy?
Młodzik wzruszył tylko apatycznie swoimi ramionami, zupełnie nieprzyjęty tym całym spektaklem, który mimo wszystko dotyczył przecież jego dalszej egzystencji. Uśmiechnął się w sposób, który sugerował, że wie więcej niż zaraz wyśpiewa.
– Nie mam pojęcia panie kapitanie. Pewnie mają w związku ze mną jakieś mroczne plany, bo osobiście to raczej nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mojego pokroju mógł być wartościowy, czy przydatny w inny sposób…
Odpowiedział mu jego niewielki rozmówca, w sposób, który raczej nieco nie pasował do jego właściwego wieku, choć może były to jedynie złudzenia kapitana. Kto wie.
- Ha! Mroczne plany? Bajek się chyba nasłuchałeś. No chyba że… - kapitan zawiesił głos - …na prawdę masz coś na sumieniu. Co?
- Gdzie tam. Panie kapitanie, ja? Kto jak kto, ale ja? A właśnie…może mógłby mi pan pożyczyć jakąś ze swoich książek? Nie było by to zbyt dużym problemem?

Uśmiechnął się niewinnie, zmieniając temat. Para niewielkich patrzałek świdrowała kapitana niemal na wylot, chcąc wydrzeć od niego kilka zwitków papieru i tym samym zniwelować swoje, wewnętrzne znudzenie. Zrobić coś ze sobą, tak właśnie.
- No dobrze. Tylko pamiętaj. Płyniemy przez pełne morze i wieziemy towary i ludzi. Jeśli "problemy" jakie masz sprawić mają być na prawdę groźne dla ich bezpieczeństwa, to lepiej uważaj z nimi. I nie myśl, że plotę rzeczy bez sensu. Mieliśmy tu kiedyś chłopaka z talentem magicznym, który płynął do Thay i mimo, że pilnowało go czterech czerwonych, chłopak prawie wywołał pożar całego okrętu. Teraz więc jestem ostrożny, gdy ludzie mówią o problemach przymykając przy tym jedno oko. Obyś mi takowych nie sprawił. A co do książek - jak widzisz trochę ich jest. Mam trochę naukowych - o stworzeniach, które czają się w głębinach mórz, kilka historycznych o znanych bitwach morskich a i przypałętała się też księga o morskich elfach i ich specyficznej podwodnej magii. Którą wybierasz?
Kayel przytakiwał potulnie głową, wyglądając jak malutki aniołek…z diabłem ukrytym tuż pod cienką warstwą skóry. Jednak kiedy kapitan wspomniał o książkach z własnej woli, wtedy dopiero zaświeciły mu się ślepia. Zaczął uważnie przyglądać się okładkom wskazanym przez właściciela okrętu. Tyle wyborów, czuł się jak w sklepie ze słodyczami. Podziwiał oprawy, jakby samo to miało mu zdradzić zawartość. Był z pewnością podekscytowany i pełen niewysłowionej chęci. W końcu wskazał książkę o elfach. Od dawien dawna fascynowały go te istoty. Wiecznie piękne, młode, inteligentne. Niemal idealne. Plus nigdy nie widział morskich na oczy i po kryjomu liczył na jakieś ciekawe ilustracje.
- Bardzo chciałbym zobaczyć tą o elfach. Jeśli można, panie kapitanie?
- Tak oczywiście. Ale uważaj, jest bardzo stara. Handlarz, który mi ją sprzedawał mówił, że jest magiczna i można ją czytać pod wodą. Jednak nie sprawdzałem. Zbyt cenny to nabytek. - Kapitan wręczył chłopakowi oprawione w skórę tomiszcze o tytule Wodne elfy i ich magyia - mam nadzieję, że Ci się spodoba. A teraz idź. Mam jeszcze trochę rzeczy do zrobienia, a potem, wypada moja wachta.
Chłopak ukłonił się i podziękował. Na dobrą sprawę już miał wyjść z kajuty, ale obrócił się na pięcie i dopowiedział pośpiesznie:
- Hmmm…ale jak tą przeczytam, to mam nadzieje, że pożyczy mi pan następną prawda kapitanie?…Heheh.
W sumie nie czekając na odpowiedź, ulotnił się z tomiszczem pod pachą. Miał jeszcze swój własny, mroczny plan, który chciał wcielić w życie. No bo kto widział, czytanie na głodniaka, co? Ruszył w stronę spiżarki.
Kayel wyszedł na korytarz i rozejrzał się. Logika podpowiadała, że mesa powinna być umieszczona jakoś blisko kuchni, być może po drugiej stronie korytarza albo między mesą a kajutą kapitana znajduje się kuchnia. Zdecydował się więc na sprawdzenie tej pierwszej opcji. Kayel ostrożnie pchnął drzwi, upewniając się tylko, że są zamknięte. Gdy przyłożył do nich ucho usłyszał rozmowy. Zdawało mu się, że osoby za drzwiami wymawiały jego imię. Jedna z osób była wyraźnie wściekła, druga starała się ją uspokoić. Na drzwiach nie było żadnych oznaczeń ani tabliczek. Bynajmniej nie stojąc dalej w przejściu a kierując się logiką i jakimś bliżej nieokreślonym strachem, opierając się delikatnie o ścianę i chcąc zmniejszyć swoje szanse zauważenia, młodzik starał się wyłapać zdania z tej konwersacji. Chciał wiedzieć więcej. Jednak nie był w stanie usłyszeć żądnych konkretów. Szum wody efektywnie zagłuszał większość wypowiadanych słów, a te głośniejsze - tak jak wcześniej jego imię, nie układały się w żadną sensowną wypowiedź. Mając wyraźne przeświadczenie (powodowane instynktem samozachowawczym), że to nie było raczej pomieszczenie którego szukał, zdecydował się na sprawdzenie drugiej z opcji. Chłopiec stanął przed drzwiami między tymi do mesy i do kajuty kapitana, pchnął je lekko i w jego nozdrza uderzył silny zapach jedzenia. Usłyszał jak ktoś pogwizduje wysoką melodię i co jakiś czas brzdęka garnkami mieszając coś lub zdejmując pokrywki. Niepewnie przysłuchiwał się gwizdaniu, aż w końcu zdecydował się zajrzeć w szparę w drzwiach i nieco zaryzykować. Wyczekiwał na odpowiednią sytuację, aby uprowadzić jakieś żarcie. Wciąż był głodny…cholera nie najadł się. Kayel wyjrzał i odetchnął cicho z ulgą. Kucharz był obrócony do niego tyłem. Korzystając z okazji chwycił co był pod ręką - pół bochenka chleba leżące samotnie na blacie. Ostrożnie zamknął drzwi nie powodując nawet najmniejszego skrzypnięcia. Udało się. Zajadał się podwędzonym posiłkiem, zadowolony zarówno z siebie jak i ze swojego szczęścia, skierował się z powrotem do pokoju.
Avatar użytkownika
MunchKing
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1241
Dołączył(a): Cz sty 27, 2005 9:12 pm
Lokalizacja: Częstochowa
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez dreamwalker » Wt wrz 09, 2008 9:00 am

Kayel wrócił do kajuty i zaczął czytać książkę, jednak wkrótce wczesne wstawanie i zmęczenie ćwiczeniami dały o sobie znać i chłopiec odłożył tom i rozłożył się na koi i zasnął przykryty ciepłym kocem.

Garhelma wtedy nie było, ale Kayel nie zwrócił na to uwagi. Ileż można w końcu medytować? Pewnie nawet ten człowiek musiał znaleźć sobie inne zajęcie. A może poszedł napić się z marynarzami? Kto wie?

Ze snu wyrwał go hałas panujący na korytarzu. Garhelma nie było nadal, a klucz którym Kayel zamknął drzwi wypadł na podłogę z zamka. Ktoś się dobijał do drzwi. Po chwili chrzęst zamka oznajmił, że udało się usunąć ostatnią przeszkodę na drodze intruzów. Dwóch krasnoludów wparowało do kajuty Kayela. Zanim chłopak zdążył zrobić cokolwiek, dostał po głowie pałką. Gwiazdy zatańczyły mu przed oczami i padł bezwładnie na podłogę.

Obudził się siedząc dobrze związanym na krześle w ciemnym pomieszczeniu, którego mrok rozświetlała tylko mała lampka oliwna zawieszona pod sufitem. Spróbował się ruszyć, ale nie mógł, więc zaczął powoli sprawdzać, czy gdzieś może węzły były luźniejsze, jednak to spowodowało tylko ból wywołany wbijanymi w skórę sznurami.
Po pół godziny mocowania się z liną i krzesłem, chłopak dopiął swego - znalazł spojenie w krześle, które było luźne i naparł na nie z całą siłą. Upadł na podłogę boleśnie uderzając się w głowę. Krzesło było marnej roboty i upadek rozwalił je na tyle, że Kayel mógł się wyplątać z części sznurów. Mając wolne ręce zaczął pracować nad odplątaniem nóg.

Gdy już wstał na nogi rozejrzał się. Wyglądało na to, że jest to pomieszczenie gdzieś w ładowni - wszędzie leżały różne skrzynie pozabijane gwoździami. W powietrzu unosił sie mocny zapach przypraw. Kayel zobaczył też kilka beczek, w których przy każdym większym przechyle coś zaczynało chlupotać.

Sprawdził pro forma drzwi, ale oczywiście były zamknięte na zamek. Usiadł na podłodze i zastanowił się, co należy zrobić teraz.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Mistrz Gry || Grzebacz
Mistrz Gry || Grzebacz
 
Posty: 1017
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez Asurmar » Wt wrz 09, 2008 1:52 pm

Wytrwałość

Kayel siedział na nierównych deskach ładowni wsłuchany w szum morza. Może była to kwestia jego braku obycia, ale wydawało mu się, że żywioł otaczający okręt ze wszystkich stron raczej drży niż faluje. Zupełnie jak mięśnie śpiącego, acz nadal czujnego drapieżnika. Te wyobrażenia były dość zajmujące, z pewnego powodu...
Przez pewien czas chłopak masował zdrętwiałe od długiego siedzenia w nieruchomej pozycji mięśnie oraz nabiegłe krwią pręgi od szorstkiego sznura. I fantazjował, że dobrze byłoby gdyby ten pierwotny stwór powstał, potrząsnął swą pienistą grzywą i z rykiem rzucił się na ten przeklęty okręt i jeszcze gorszych ludzi. Przez chwilę widział małe figurki znikające w wodnej kipieli walącej się na statek niczym lawina. Jednak gdy przypomniał sobie, że on również zdany jest na łaskę żywiołu przestała mu się podobać ta zabawa.
Jeszcze mniej zaś podobała mu się myśl, że jest zdany na łaskę swych pogromców. Wspomniał łatwość z jaką dwóch napastników pojmało go w jego własnej kajucie i aż skręcił się ze wstydu. A on nawet nie wiedział przez kogo, za co i po co.
Właśnie to wspomnienie kazało mu w końcu porzucić dziecinne fantazje oraz bierne oczekiwanie i myśleć nad szansą ratunku. I to na własną rękę, bo na Garnhelma, co stwierdził z zimnym gniewem, chyba nie miał co liczyć. Jego „nauczyciel” opuścił go w potrzebie. Zostawił w sytuacji gdy zagrożone było jego życie.
Zmotywowany tym spostrzeżeniem wstał z podłogi zaciskając pięści. Czuł straszliwą determinację. Gdzieś tu, w tym pomieszczeniu, oświetlanym tylko niepewnym blaskiem lampki, był ratunek. Kayel wiedział, że go znajdzie jeśli użyje głowy. Głowy, nie serca. W tej chwili wybitnie mu się nie podobało, że tak często ostatnio daje się ponosić tym dziwacznym nastrojom. Rozejrzał się więc.
Teraz, gdy opadły już emocje, widział wyraźniej swe otoczenie. Beczki i skrzynie, resztki krzesła, sznur, którym go związano, leżący na podłodze. I niewiele więcej. Pozornie nic co mogłoby mu pomóc. Żadnej broni, żadnego narzędzia, niczego.
Przełknął ślinę. A przecież w szkole uczono go, że każdy problem, zbyt skomplikowany by go rozwiązać, składa się z kilku mniejszych! A z takimi można już sobie poradzić. Czego więc potrzebował?
Proste. Potrzebował narzędzi, którymi otworzy drzwi, a także broni, gdyby stał za nimi strażnik. A właśnie! Nawet nie wiedział czy za drzwiami stoi jakiś cerber. Cicho i ostrożnie zbliżył się więc do wrót piekielnych i przyłożył do nich ucho.
Żadnego głosu, nawet jednego oddechu. Nikogo.
Podbudowany tym Kayel rozejrzał się ponownie w niepewnym świetle lampki. Coś przeoczył, tylko co...? No tak! Lampka! Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w jego głowie pojawiły się słowa kapitana okrętu ostrzegającego przed pożarem. Pożar...W jednej chwili wargi chłopaka wykrzywił bardzo zły uśmiech. Już wiedział co należy zrobić.
Tak więc najpierw lampka, lecz ta wisiała za wysoko by ją zdjąć. Ale w pomieszczeniu gdzie jest tyle beczek i skrzyń to nie problem. Wybrawszy jedną z mniejszych skrzynek Kayel wytężył swoje słabe mięśnie i powolutku, starając się robić jak najmniej hałasu dopchał ją w końcu pod swój cel. Wciąż łapczywie chwytając oddech chłopiec wspiął się na skrzynkę i już po chwili stał na podłodze ze swą zdobyczą w rękach.
Teraz drzwi. Odstawiając chwilowo lampkę na podłogę Kayel podszedł do skrzynki, która tak dobrze mu posłużyła i zdecydowanym ruchem chwycił za wystający łepek gwoździa. Powtarzając sobie w myślach jak modlitwę, że musi zdążyć nim lampka zgaśnie z braku oleju Kayel przystąpił do mozolnego dzieła. Ciągnął i szarpał na zmianę starając się obluzować gwóźdź ani myśląc się poddać, mimo że starł sobie palec aż do krwi. I w końcu jego upór został nagrodzony.
Co prędzej dopadł do drzwi i wsadził gwóźdź w dziurkę od klucza. Zaczął dziko manipulować swym narzędziem. Gdy w końcu jego uszu dobiegł cichy trzask zapadek zamka uśmiechnął się radośnie. Teraz nikt szybko tych drzwi nie otworzy, nawet kluczem. A to da mu czas na przeprowadzenie planu do końca.
Oderwawszy się od swego zajęcia zerknął na lampkę i z niepokojem stwierdził, że jej płomień jest już słaby. Co prędzej chwycił więc kawał sznura leżący na podłodze i wepchnął go do kieszeni spodni. Po czym ustawił źródło ognia w pobliżu i zaczął dziko łomotać w drzwi.
- Pali się! W ładowni się pali!! Szybko, przynieście wody!!! -
Wrzeszczał, aż do zachrypnięcia łomocząc ile sił w rękach, ale nawet próby rzucania się na drzwi całym ciałem nie przyniosły skutku w postaci zainteresowania kogokolwiek. Bezużyteczna lampka stała zapomniana na podłodze.
Wreszcie dał spokój. Wyczerpany, poobijany, drżący, zarówno ze zmęczenia jak i zawodu Kayel mógł tylko kręcić głową w niedowierzaniu. ~Co z tymi ludźmi? Nic ich nie obchodzi pożar na statku?!~
Lampka powoli dogasała. W jej blednącym z każdą chwilą świetle zdesperowany chłopiec ruszył na wędrówkę po ładowni, bardziej z chęci zrobienia czegokolwiek niż nadziei na ratunek. Właśnie sprawdzał wytrzymałość podłogi gdy światło zgasło.
Tłumiąc drżenie i oblizując nerwowo wargi Kayel usiadł tam gdzie stał starając się uspokoić galopujące serce. Z otchłani jego wyobraźni wypełzły najgorsze koszmary i każdy, najcichszy nawet skrzyp podłogi spowodowany drżeniem morza wydawał mu się stąpaniem demona zmierzającego po jego duszę.
W tym stanie niemal przegapił dźwięk od jakiegoś czasu narastający za ścianą, dźwięk, który okazał się być niczym innym jak szumem wody rozcinanej przez dziób okrętu. Zadowolony, że może oderwać się od przesiąkniętej egzotycznymi zapachami ciemności Kayel sięgnął po swój skąpy zestaw wiedzy o morzu. Skojarzył, że to statek wykonuje zwrot, ale nie mógł ustalić w jakim kierunku.
Zresztą, czy to ważne? Ważne było tylko to, że zebrał wszystkie siły i nie udało mu się nic osiągnąć, zmarnował tylko czas. Powoli zapadając w objęcia apatii Kayel położył się na podłodze zamykając oczy. Starał się zasnąć w dusznej ciemności by doczekać o zdrowych zmysłach zainteresowania ze strony członków załogi...
Asurmar
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 441
Dołączył(a): Pt sie 03, 2007 11:47 am
Lokalizacja: Bydgoszcz
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez dreamwalker » Pt wrz 12, 2008 9:54 am

Kayel stał i czekał, rozmyślając przy tym jak może się wydostać z miejsca, z którego pozornie ucieczki nie było. Nagle - jego uszu dobiegł hałas za drzwiami. Chrzęst zamka. Przekleństwa. Coś ciężkiego uderzyło w drzwi od drugiej strony i Kayel ledwo uchylił się przed wypadającymi z framugi drzwiami, na których do pomieszczenia wpadł krasnolud.

Za nim wszedł drugi, a Kayel kątem oka zauważył jak w sąsiednim pomieszczeniu siedzi związany Garhelm. Dużo lepiej związany niż chłopiec. Teraz Kayel zrozumiał, dlaczego mężczyzna nie pospieszył mu z pomocą.

Pierwszy krasnolud wstał i otrzepując się rozejrzał się po pomieszczeniu - ty , mały - przecedził przez zęby widząc roztrzaskane krzesło i zaczął rozglądać się za Kayelem. Chłopak jednak już skrył się między pakunkami.

Krasnoludy chodziły po niedużym pomieszczeniu szukając Kayela i wreszcie jeden z nich go znalazł - chłopak szarpał się i próbował zranić zardzewiałym gwoździem swojego porywacza, ale krasnolud nic sobie z tego nie robił, odczepił od pasa gruby sznur i z pomocą drugiego związał Kayela.

- Kapitan chce Ciebie widzieć - wycharczał jeden z krasnali - Pójdziesz z nami. A raczej - śmiech - my Cię zaniesiemy.

Kayel został wyniesiony z pomieszczenia, w pokoju obok była dziura w suficie. No tak. Był w spiżarni pod kuchnią.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Mistrz Gry || Grzebacz
Mistrz Gry || Grzebacz
 
Posty: 1017
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez Laveris de Navarro » N wrz 14, 2008 8:44 pm

Zazdrość

Krasnoludy zatargały Kayela do kajuty kapitańskiej. Niewiele się tu zmieniło. Kilka rzeczy zostało przewróconych, książki leżały w nieładzie - krótko mówiąc widać było ślady walki. I nic dziwnego, skoro na fotelu kapitańskim siedział starszy ogniowy genasi z przepaską na lewym oku, który teraz obrócił się i wpatrywał w chłopaka. Po chwili poszperał w papierach na biurku i wyjął list po czym rzucił go Kayelowi do przeczytania.
Zaopiekuj się Kayelem. Jego nadzwyczajne talenty mogą nam się przydać i nie byłoby dobrze, gdyby coś mu się stało. Przymykaj tez oczy na jego wybryki. Załączona sakiewka powinna Ci w tym pomóc.
Bez podpisu ani pieczęci. Słowa skrojone ładnym pochyłym pismem, czerwonym atramentem.
- O co chodzi? - genasi wpatrywał się w chłopca - może ty mi to wyjaśnisz?
Spojrzał na świstek papieru, który został mu rzucony przez planokrwistego.
- Cóż... zapewne "ktoś' sądzi, że w czymś jestem potrzebny... - odpowiedział enigmatycznie.
Akurat zdziwiło go, ze bez pieczęci - wszak pewnie to pismo nie od tych obłąkańców od Lathandera.
- I na pewno NIC o tym nie wiesz? - nowy kapitan przyjrzał się uważnie chłopakowi - No nic - westchnął - musisz jednak wiedzieć, że my - Smoczy Piraci nie tolerujemy niezwykłych chłopców i ich wybryków. Zostaniesz zamknięty z resztą pasażerów. I tak jak oni, módl się do swojego Lathandusia żeby władze Turmishu zdecydowały się Was wykupić.
Kayel widział jak kapitan odwraca się od niego tyłem, ale na chwilę jeszcze się wstrzymał i spojrzał w twarz chłopaka - no chyba, że ... chcesz zostać jednym z nas?
- Zostać jednym z Was? - zamyślił się. Z jednej strony rzeczywiście zazdrościł sytuacji kapitana - on musiał w jakimś ciemnym pomieszczeniu gnić, a on mógł świeże powietrze wąchać. Z drugiej strony - takowej nie było. Po chwili namysłu odpowiedział:
- Skoro deklarujesz taką propozycje, to głupstwem byłoby ją odrzucić bez zastanowienia... Zresztą, chyba nie mam innego, lepszego wyboru....
- Powiedzmy, że się zgadzam. Ale na jakich zasadach, jeśli takowe panują tu w ogóle? - wprost rzekł do genasiego.
Świetnie. Chłopcy - rzucił do krasnoludów - zabierzcie go do mesy, dajcie ubranie, broń - zamyślił się - i wytłumaczcie zasady

Krasnoludy zaniosły Kayela do mesy, która teraz wyglądała inaczej niż w czasie posiłku. Siedziało tu z tuzin ludzi i przedstawicieli innych ras. Piraci grali w karty, bili się na pięści i opowiadali historie.
- Hej, banda - poprzedzony gwizdem okrzyk jednego z krasnoludów przywołał natychmiast piratów do porządku - oto nasz nowy kamrat. Dbajcie o niego jak o brata, za pomoc dziękujcie rumem, za zdradę karzcie śmiercią.
- To są właśnie zasady mały - powiedział drugi krasnolud na ucho Kayelowi
Pierwszy obserwował pomieszczenie i gdy wybrał upatrzony cel krzyknął do rosłego półorka - Hather, weźmiesz go do terminu ... Chyba, że. - krasnolud spojrzał na chłopca - mały, w czym chcesz się najbardziej szkolić?
Widząc, że Kayel milczy dodał przeczesując palcami brodę i patrząc w sufit, podczas gdy drugi krasnolud rozwiązywał więzy - No masz do wyboru: wojaczkę, magię, spryt, żeglarstwo, nawigacja. O w cholerę wyborów.
W mesie było o wiele lepiej niż w podpokładowych "lochach". Przynajmniej miejsce, gdzie są jakieś pozory przyzwoitości...
Zapamiętał owe "zasady". Na pytanie krasnoluda o "szkolenie", odpowiedział:
- Cóż... zasadniczo wojaczkę i spryt, jak to określiłeś... Z zeglarstwa jeno to, co potrzebne w sztormowych sytuacjach - używanie lin, i tym podobne.
Akurat to pierwsze przyszło mu do głowy, choć lepiej by to określił, mając więcej do namysłu...
- I wojaczkę i spryt, powiadasz? No dobrze chyba mamy tu takiego. Niech pomyślę hmmm ... Heiran! - przed krasnoludem wyprostował się człowiek dość średniej budowy ciała, jego twarz była poznaczona wieloma bliznami i mimo, że był młody wyglądał niezbyt dobrze - nauczysz młodego tych swoich, noo wiesz o co mi chodzi. A podstawy żeglarstwa każdy pirat musi znać. Prawda kamraci? Prawda - odkrzyknęli wszyscy chórem aż Kayelowi zahuczało w głowie. Dostał kubek z jakims płynem i polecenie wypicia go. Chłopak wypił i padł na ziemię nieprzytomny.
- Ech ten grog, zawsze za pierwszym razem nie smakuje - skomentował jeden z krasnoludów, położył Kayela na ławie i przykrył derką. Potem oba krasnoludy wyszły.
Avatar użytkownika
Laveris de Navarro
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 401
Dołączył(a): Wt lip 29, 2008 7:31 am
Lokalizacja: Józefosław k/Piaseczna
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez dreamwalker » Wt paź 07, 2008 6:14 pm

Kayel obudził się następnego dnia rano i pierwszą rzeczą jaką poczuł, był chłodny wiatr wiejący od południa. Powoli przecierając oczy wstawał i rozglądał się po miejscu, w którym leżał. Pokład statku. A konkretnie rufa. Statek płynął prosto na północ korzystając ze sprzyjającej pogody. Co czeka tam chłopca i załogę statku? Kayel nie wiedział. Słyszał tylko historie o pirackich wyspach, które są właśnie gdzieś w tamtej części Morza Spadających Gwiazd.

Próbował wpatrzyć się w horyzont, ale wzrok zasłaniała mu gęsta mgła. Wstał więc i rozejrzał się po pokładzie statku. Piratom wyraźnie się nudziło. Ostrożna żegluga wśród mgły - choć była wyzwaniem i znakomitym testem dla kapitana - morskim wyjadaczom była nie w smak. Płynący z wiatrem okręt mógł w coś uderzyć. Wiatr teoretycznie rozwiewał mgły, ale widocznie ta była rozpostarta na zbyt wielkim kawałku morza albo (co też możliwe) poruszała się razem ze statkiem.

Chłopak zobaczył idącego w jego stronę Heirana i pospiesznie pozbierał się z pokładu.

- Choć, mały. Czas na trochę zabawy
Kayelowi zdecydowanie nie podobał się uśmiech mężczyzny. Ale cóż było robić?
Avatar użytkownika
dreamwalker
Mistrz Gry || Grzebacz
Mistrz Gry || Grzebacz
 
Posty: 1017
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Postprzez Helldog » N maja 31, 2009 6:59 pm

Nadzieja

Kayel podążył za Heiranem, niepewny tego co go czeka. Mógł się jedynie domyślać, iż będzie to mieć związek z jego szkoleniem, wkońcu Herian miał nauczyć go pirackiego fachu. Zaniepokojony dziwnym uśmiechem mężczyzny zapytał dla pewności:
- Czy zaczynamy już moje szkolenie?
- Hehe. Widzę żeś skory do pracy. I to mi się podoba. Problem w tym, maluchu, że jeśli chcesz się odemnie uczyć, nie wystarczą dobre chęci. Musisz się wykazać potencjałem. - odrzekł Heiran nawet się nie zatrzymując.
Chłopak niebardzo rozumiał co pirat miał na myśli. Szedł za nim bardzo zamyślony, zastanawiając się nad znaczeniem słowa potencjał. Ta czynność tak go pochłonęła, że nawet nie zauważył iż Heiran się zatrzymał. Otrząsnął się z zamyślenia dopiero gdy zderzył się z plecami przyszłego nauczyciela. Ten obrócił się nagle i złapał młodzieńca za ramiona. Schyliwszy się do Kayela szepnął mu na ucho:
- Musisz być prawdziwym mężczyzną, jeśli chcesz zostać piratem.
~Prawdziwym mężczyzną? Co to znów ma znaczyć.~ Z minuty na minutę Kayelowi coraz bardziej przestawało się to wszystko podobać. Czemu, o czemu wybrał akurat taką profesję i dostał tego "mistrza"?
Heiran wraz z podopiecznym zatrzymali się przed drzwiami, które prowadziły zapewne do jakiejś kajuty. Same drzwi wygladały jak każde inne, jednak w przeciwieństwie do reszty, na tych wisiała deska z napisem "NIEUPOWAŻNIONYM WSTĘP WZBRONIONY (dotyczy wszystkich prócz właścicielki kajuty)". Kayel wpatrywał się w tabliczkę ze niemałym zdziwieniem na twarzy. ~Kto mieszka w tym pokoju?~ pomyślał chłopak, a Heiran, jakby czytając jego myśli, odpowiedział:
- W tej kajucie rezyduje nasz gość. Pani ta była pasażerem tego samego statku, którym ty płynąłeś. Jego załoga już dawno jest pokarmem dla rekinów, a pasażerowie siedzą w celach. Ona natomiast miała na tyle oleju w głowie by oddać swe usługi naszemu kapitanowi. Niewiedzieć czemu, kapitan zabronił nam ją ruszać. Wszyscy jesteśmy z tego faktu niezadowoleni. Ale mniejsza z tym. Moim zamiarem jest sprawdzić na co cię stać zanim zaczniemy jakikolwiek trening, dlatego też musisz wykonać zadanie, które teraz ci dam. Masz tam wejść i zdobyć pukiel włosów kobiety tam mieszkającej. Zrozumiałeś?
Kayel nie zrozumiał czemu miało to wszystko służyć, jednak nie chciał na samym początku swej "przygody" wyjść na głupka. Kiwnął potwierdzająco głową na znak, że rozumie. Heiran uśmiechnął się szeroko i przyjażnie by dodać młodemu otuchy. Wręczając mu nożyk, oraz klucz do drzwi rzucił jeszcze:
- Ona teraz śpi, więc powinno ci się udać, byle byś był jaknajciszej. I jeszcze jedno. Nie podziwiaj widoków zbyt długo, bo zostaniesz przyłapany.
młodzieniec wkroczył niepewnie do kajuty, wyposażony jedynie w mały sztylecik, którym to miał dokonać swego dzieła. Po cichu zbliżył się do parawanu rozdzielającego kajutę na dwie części. Ta w której się znajdował zapewne spełniała funkcję "pokoju mieszkalnego", więc za "ścianą" musiała być... sypialnia. Z coraz mocniej bijącym sercem odsunął parawan na bok. Jego oczom ukazał się wspaniały widok - piękna, blondwłosa elfka spiąca na łożu z różowym prześcieradłem, wtulona w masę różowych poduszek. Kayel z trudem przełknął ślinę.
Avatar użytkownika
Helldog
Częsty bywalec
Częsty bywalec
 
Posty: 215
Dołączył(a): So sie 18, 2007 4:33 pm
Płeć: Płeć nieokreślone

Postprzez dreamwalker » N maja 31, 2009 11:44 pm

Odkąd Kayel postawił pierwsze kroki w pokoju, wiedział że nalezy on do kobiety. Nawet gdyby Heiran o tym nie wspomniał, to co zobaczył i poczuł jednoznacznie identyfikowało osobę zamieszkującą kajutę.

Oszałamiający zapach perfum, od których chłopcu kręciło się w głowie, porozrzucane gdzieniegdzie różne części damskiej garderoby. I do tego półnaga elfka śpiąca w łóżku za parawanem. To było trochę zbyt wiele, nawet jak na niego. Starając się robić jak najmniej hałasu, podszedł do łóżka i modląc się o to, aby nic się złęgo nie stało, delikatnie przyłożył nóż do włosów elfki.

Nagle, poczuł jak śpiąca się rusza, szepcząc coś przez sen w niezrozumiałym języku. Schował się pod łóżko i uciął szybko pukiel jej włosów. Nie był jednak zbyt delikatny. A może za bardzo się zapatrzył na lokatorkę pokoju? Fakt, że wylądował pod łóżkiem, drżąc ze strachu. Elfka natomiast wstała, obudzona już zupełnie. Kayel poczuł metaliczny smak w ustach i dopiero teraz zorientował się, że krew mu leci z nosa. Szybko zatkał krwotok i schował się dalej w cieniu. Wyjść i grzecznie przeprosić? Siedzieć i jakoś przeczekać? Podglądać? Od samego myślenia o tym ostatnim krew znów zaczęła płynąć Kayelowi z nosa. Nie. Na razie odpocznie. Oby go tylko tu nie znalazła.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Mistrz Gry || Grzebacz
Mistrz Gry || Grzebacz
 
Posty: 1017
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska

Re: [DnD 3.5 FR] Opętany - Ścieżka Człowieka

Postprzez Helldog » N lip 26, 2009 5:40 pm

Rządza

Młodzian chyba jeszcze nigdy w swoim dość krótkim jak narazie życiu nie był tak przerażony, a zarazem pod-ekscytowany, jak w tej krótkiej chwili. Prawdę mówiąc sam nie wiedział czego tak się przestraszył. Przecież ta elfka raczej go nie zabije za "wtargnięcie" do jej pokoju. Co najwyżej na niego nakrzyczy, jednak go to nie ruszy. Jest wkońcu mężczyzną. Młodym, ale zawsze mężczyzną. I do tego piratem... wkrótce, o ile wykona powierzone mu zadanie. Przypomniawszy sobie o swoim celu, poczuł w lewej dłoni coś więcej niż tylko nożyk. Włosy.
Chcąc przekonać się na własne oczy, że ma to po co tu przyszedł, wyciągnął dłoń przed twarz i przyjrzał się jej zawartości. Tak, był tam, stosunkowo gęsty pukiel srebrnych, kobiecych włosów. ~ Srebrne? Czy ona czasami nie była blondynką? ~ pomyślał chłopiec, jednak szybko zbył te dywagacje, uznając iż pod wpływem wpadających przez okno promieni słonecznych oczy spłatały mu figla co do koloru włosów kobiety.
Kiedy Kayel trapił się nad zagadką srebrnego pukla, elfka wstała z łóżka. Przeciągnęła się leniwie, po czym podreptała ku stolikowi na którym stało lustro, miska z wodą i jakieś damskie duperelki.
Kayel spoglądał z buzującą w żyłach krwią na smukłe nogi kobiety. Zaczynając od kostek, chłopak przesuwał wzrok wyżej. Po łydkach i zgrabnych udach dotarł do miejsca gdzie widok zasłonięty był przez krótką, ale jednocześnie stanowczo za długą sukienkę. Z powodu swojej pozycji młodzieniec nie widział nic powyżej talii kobiety. Domyślał się jednak co ona może robić. ~ Na pewno wykonuje poranną toaletę. Z tego co słyszałem o dziewczynach, potrzebują sporo czasu by doprowadzić się do stanu jaki widuje się za dnia. ~
Myśli Kayela przerwał nagle odgłos czegoś upadającego na podłogę. Przestraszony niespodziewanym dźwiękiem, podskoczył w górę, po to tylko by boleśnie przypomnieć sobie o fakcie iż leży pod mocno przytwierdzonym do podłoża łóżkiem. Hałas, jaki zrobiła jego czaszka udeżająca o twarde drewno, nie pozostał niezauważony. Elfka schyliwszy się po upuszczony kilka sekund wcześniej grzebień, przy okazji spojrzała pod łóżko.
- Oh? A cóż to? - rzekła zdziwiona kobieta ujrzawszy nieproszonego gościa. Kayel nie miał już innego wyboru. Wyczołgał się ze swej kryjówki i szybko wstał na równe nogi. Blondwłosa usadowiła się wygodniej na krześle i zmierzyła Kayela wzrokiem. Po krótkiej chwili podniosła się, wzięła ze stolika chusteczkę i podeszła do zdezorientowanego chłopca. - Nie wiem kim jesteś i co tu robisz, ale nie powinieneś wchodzić do czyjegoś pokoju i kryć się po kontach. - powiedziała do niego wycierając krew która wcześniej pociekła mu z nosa.
Jeśli chcesz odbyć sesję i nie obawiać się o łamanie zasad czy regulaminów, zapraszam na moje forum sesyjne - HelldogZ RPG Center - gdzie można prowadzić m.in. hardcorowe sesje erotyczne, horrory, dark, itp..
W sesji można śmiało pisać cokolwiek, oraz umieszczać obrazki. Zainteresowanych szczegółami zachęcam do odezwania się na moje GG: 3998147.
Avatar użytkownika
Helldog
Częsty bywalec
Częsty bywalec
 
Posty: 215
Dołączył(a): So sie 18, 2007 4:33 pm
Płeć: Płeć nieokreślone

[DnD 3.5 FR] Opętany - Ścieżka Człowieka

Postprzez dreamwalker » Pn sie 10, 2009 8:00 pm

Kobieta skończyła wycierać krew i dała Kayelowi chusteczkę aby sam zajął się dalej krwawiącym nosem.

- Może mi wyjaśnisz, co tu robisz, mały podglądaczu, co? - zapytała miłym, ale stanowczym tonem. Zaraz jednak rozległo się pukanie i do pokoju wszedł Heiran. Popatrzył na scenę, przeprosił elfkę tak pięknie jak umiał, na co ona zareagowała gwałtownym rumieńcem i wyszedł ciągnąc Kayela za kołnierz.

- Nie udało Ci się - stwierdził prosto opierając się o ścianę korytarza
- Ale...
- Żadnych ale. Gdyby to była pani kapitan drugiego statku, już by Cię rozszarpywały rekiny, rozumiesz? Nie wiem czy nadajesz się do tego fachu - powiedział i popatrzył na Kayela, któremu do oczu zaczęły napływać łzy - ej mały, nie martw się, jesteś tylko dzieckiem. Jeszcze sporo nauki przed Tobą.

Następnym co zrobili było wyjście znów na świeże powietrze - na pokład statku. Załoga niespokojnie krążyła coś przygotowując i Kayel zobaczył, że w oddali majaczy jakaś wyspa - zapewne cel podróży statku. Spojrzał pytająco na Heirana, a ten wzruszył ramionami - musimy zarekrutować więcej załogi. Witaj na Wyspie Krwawej Maski.
Avatar użytkownika
dreamwalker
Mistrz Gry || Grzebacz
Mistrz Gry || Grzebacz
 
Posty: 1017
Dołączył(a): Pn gru 19, 2005 10:39 pm
Lokalizacja: J-L k/Wrocławia
Płeć: Płeć określona - męska


Powrót do D&D - archiwum

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Yahoo [Bot] i 0 gości