New Weird - nurt czy fantastyka pozanurtowa?

Wszelkie uwagi odnośnie wydawnictw książkowych na naszym rynku. Co warto przeczytać, a co będzie tylko stratą czasu i pieniędzy.

Moderator: Moderacja

New Weird - nurt czy fantastyka pozanurtowa?

Postprzez SkeezaPhrenyak » Pt kwi 11, 2008 6:04 pm

Pozwoliłem sobie, nawiązując do kiełkującej dyskusji w wątku o kwietniowym czytaniu, rozwinąć nieco problem istnienia bądź nieistnienia, oraz znaczenia stosunkowo młodego i jeszcze dość słabo znanego w Polsce sub-gatunku.
No właśnie, czy gatunek New Weird jest nowym nurtem fantastyki, czy po prostu obszernym workiem, do którego wrzucane są wszelkie nowe trendy fantastyki, które nie pasują do uporządkowanych szufladek? Symptomatycznym wydaje się to, że autorzy uznawani częstokroć za twórców New Weird, sami wcale nie starali się pisać książek (bo jest to raczej powieściowy nurt) w takim czy innym podgatunku. Sami raczej nie przyznaliby się do tworzenia w ramach New Weird, bo i sam "nurt" charakteryzuje się raczej brakiem owych ram. Określenie wymyślone przez Chinę Miéville'a na potrzeby własnego cyklu crobuzońskiego utrwaliło się już w świadomości czytelników na zachodzie, lecz sami autorzy wydają się nie zdawać sobie nawet sprawy z tego, że takim mianem określa się ich twórczość. Jest jednak charakterystyczne, że w swoich inspiracjach, poza fantastyką, sięgają również po klasykę literatury pięknej. China Miéville inspirował się Kafką i Shulzem, Ian R. MacLeod twórczością Dickensa, a Hal Duncan pisarstwem Joyce'a.
Co więc wyróżnia ten nowy nurt i czy aby na pewno jest to jakiś podgatunek, czy może rodzaj jakiejś nowej, nieokreślonej fali we współczesnej fantastyce?
Oto jaką definicję znalazłem na sieci:

Za MAGiem:
New Weird, to nowy gatunek literacki przeżywający obecnie gwałtowny rozwój. U jego podstaw leży idea, która nakazuje by literatura wykraczała poza schematy gatunku, w którym jest pisana. Autorzy przełamują bariery odgraniczających poszczególne gatunki literackie, mieszają konwencje, metody i narzędzia literackie. Korzenie "New Weird" wywodzą się od legendarnej ikony horroru Howarda Phillipa Lovecrafte’a, którego twórczość wywarła wpływ m.in. na takich twórców jak bracia Wachowscy, Dan Akroyd, Clive Barker, Stephen King, Ann Rice i innych.


oraz:
Książki WP napisał(a):Nowe Udziwnienie, czyli bunt wnuków Tolkiena

W powszechnej opinii fantastyka dzieli się na trzy główne nurty. Pierwszy, według samych twórców najważniejszy i najszlachetniejszy, to science fiction, czyli tam gdzie jest kosmos, roboty, wymyśle technologie i zgadywanie, co się stanie w przyszłości. Druga to fantasy, rzekomo poznać ją można po udających średniowiecze krainach, magii, smokach, elfach i księżniczkach oraz problemach epicko-egzystencjalnych. Trzeci, najbardziej pogardzany, to horror, czyli ten od złych demonów, pożeraczy ciał, duchów, domów straszących mieszkańców i ogólnego generowania gęsiej skórki u odbiorcy. Wszystkie je łączy wspólna cecha, że nie mówią o „tu i teraz”, ale o „gdzieś tam i nie wiadomo kiedy”.

I trwało to latami, każdy dostawał to, co chciał – od Asimova i Lema roboty i kosmos, od Tolkiena, Andre Norton i Roberta Jordana las, elfy i magię, a od Mastertona krew i złe duchy. I dobrze przecież było, dopóki na scenie nie pojawiło się paru młodych, głodnych i złych pisarzy, którzy powiedzieli „basta!”. Tak pojawiło się coś, co od kilku lat zaczyna się określać mianem nurtem „New Weird”

KSIĄŻKOWY ŚWIAT NEW WEIRD

Z samą nazwą jest jak z jajkiem i kurą, nie do końca wiadomo, co było pierwsze. Wydaje się jednak, że najpierw zaczęły się pojawiać powieści, wykazujące pewną wspólną cechę, potem nadano temu porządkujące sytuację miano, a teraz pisarze zasiadają do swoich biurek i mruczą pod nosem: „dobra, dziś zabiorę się jakąś powieść New Weird”. Sytuację utrudnia fakt, że nikt nigdy nie ogłosił jakiegoś specjalnego manifestu, nie zarzucał analizami gatunku pism krytycznych i nie tworzył frontu walki pisarskiej o czystość NW. Bodaj po raz pierwszy określenia „New Weird” użył młody brytyjski twórca China Mieville, i to raczej myśląc o swojej twórczości (całkiem słusznie, bo świat jego powieści Bas-Lag jest zdrowo odjechany), niźli kolegów i koleżanek po piórze.

NAJSŁYNNIEJSI TWÓRCY NEW WEIRD

Co to w ogóle jest to „New Weird”? Ano wygląda na to, że kolejny postmodernistyczny mieszaniec pukający do bram fantastyki. Jeżeli mamy do czynienia w jednej książce z elementami horroru, fantasy oraz SF, możemy być pewni, że jest to właśnie „New Weird”. Bohaterami są zwykle doskonale przystosowani przeciętniacy, których dziejące się wydarzenia wybijają z codziennej rutyny i zmuszają do zgłębienia się w otaczający i dziwny świat, a w tych ambitniejszych powieściach, w siebie. Jako ojca-założyciela gatunku wskazuje się na amerykańskiego abnegata Howarda Phillpsa Lovecrafta, uważanego przede wszystkim za mistrza grozy, jednak jego manipulacje fabularną rzeczywistością staną się bardzo inspirujące dla kolejnego pokolenia twórców, takich jak Clive Barker czy Anna Rice. Ten pierwszy zresztą, zaczynając jako twórca krwawych horrorów, przemieszcza się pisarsko w kierunku pisarstwa udziwnień, wystarczy choćby wziąć do ręki Imajikę lub Kobierzec. Twórcy nie obruszają się również, gdy o początkach New Weird mówi się w kontekście takich nazwisk jak Italo Calvino, Mervyn Peake, Jorge Luis Borges czy Andre Breton i surrealizm w ogóle. A gdy sięgnąć po bardzo starą klasykę, pojawiają się takie nazwiska jak Jonathan Swift i Francois Rabelais.

Jednak główne uderzenie New Weird nastąpiło na przełomie tysiącleci, i to, co ciekawe, niezależnie w kilku krajach. Awangardę stanowili trzydziesto-, czterdziestoletni Brytyjczycy: wspomniany już China Mieville, znany u nas z dwóch powieści Dworzec Perdido i Blizna, Steph Swainston i jej debiutancki Rok naszej wojny, IanMacLeod i Wieki światła czy nietłumaczeni jeszcze na polski M. John Harrison i Steve Cockayne. W USA nieznany w Polsce Jeffrey VanderMeer, a także stary wyjadacz literatury z dreszczykiem Stephen King, którego cykl Mroczna wieża krytycy spokojnie włączają do kanonu NW. Włosi mają swojego Valerio Evangelisti, Niemcy Wolfganga Hohlbeina, Rosjanie Siergieja Łukjanienkę, Kanadyjczycy Seana Stewarta, my zaś śmiało możemy wrzucić do tego worka duet Jacek Dukaj i Marek Huberath, niezależnie od tego, jak bardzo im się to nie spodoba.

New Weird przenika także na ekran. Tutaj prekursorem gatunku wydaje się być David Lynch. W dość powszechnej opinii kultowy serial „Z Archiwum X” stanowi esencję mieszania konwencji fantastycznych dla NW charakterystyczną, z dużą dozą hiperrealizmu i wizji graniczących (przynajmniej) z narkotycznymi. Jego ogromny sukces spowodował oczywiście inwazję podobnych, lub utrzymujących konwencję dzieł, z których przygniatającej większości nie zobaczymy na ekranach naszej tanieczgwiazdami telewizji: „Farscape”, „Carnivale”, „Invasion” czy westernowy „Firefly”.

Krytycy i wszyscy niechętni New Weird zarzucają nurtowi nadmierne efekciarstwo, mające na celu ukrycie miałkość treści, swoistą ucieczkę do przodu przed fabułą. Wskazuje się też, że tego typu pisarstwo jest bez przyszłości – rozwój sztuki wizualnej i grafiki komputerowej skutecznie zabije odwoływanie się do surrealnego rodzaju wyobraźni. Faktem jest, że New Weird nie doczekało się swojego opus magnum – czy tak się stanie, kto wie, wszak subgatunek dopiero raczkuje.


Jak więc widać nie istnieje jakiś szczególny wyznacznik gatunkowy New Weird, czy istnieje więc sens w ogóle stosować takie określenie? Czy nie jest tak, że to sztuczny nurt, a przeróżni autorzy wrzucani są doń jak leci, jeśli tylko ich twórczości nie da się jasno zaszufladkować w ramach klasycznych podziałów fantastyki?
Z drugiej strony, może ten (nie)nurt ma szansę poważnie rozruszać nieco kostniejącą fantastykę, choćby poprzez sięganie do tradycji głównego nurtu, powieści psychologicznej, narzędzi nadrealizmu etc. Przyznać należy, że jest to nieco inny sposób poruszania się pograniczem fantastyki.

Wbrew temu, co napisano w artykule na WP, był pewien manifest, a napisał go China Miéville. Słyszałem jednak, że nie tyle krystalizował on założenia New Weird (jak autor określał po prostu własne fantasy), ile starał się zmienić fantasy, wprowadzić je na nową ścieżkę.
Udało mi się znaleźć fragmencik tego manifestu na Stronicach Dukaja, w recenzji "Dworca...":

China Miéville napisał(a):"Skoro cała frajda polega na braku ograniczeń wyobraźni w fantasy, czemu nie wprowadzić zupełnie innych tematów? Czemu nie użyć fantasy do obnażenia społecznego i estetycznego zakłamania?” „Problem z tradycyjną fantasy polega na tym, iż rozpieszcza ona czytelników przez trzymanie się pewnych schematów. Tolkien mówił wręcz o „literaturze pocieszenia”, czego już naprawdę nienawidzę. Używać fantasy do pocieszania znaczy zdradzać ją; tego rodzaju fantasy nie jest po prostu dosyć fantastyczna”. „Wchodzimy teraz w nowy okres, renesans radykalizmu twórczego w fantasy, rzecz nie widziana od czasu Nowej Fali z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, stąd można ją ochrzcić Następną Falą. To jest literatura bezkompromisowa. Na taką literaturę zasługujemy".


Jacek Dukaj zacytował tam również postać z kart "Dworca..." sugerując, że autor wygłosił w ten sposób swoje literackie credo:
„Oto, na czym opiera się świat, panno Lin, co go napędza: zespolenie tego, co obce. Punkt, gdzie jedna rzecz staje się drugą. Dzięki temu ty, miasto, świat są, czym są. Oto, co mnie interesuje: obszar, gdzie przeciwieństwa stają się jednością. Miejsce hybrydyzacji”.


W innym artykule, "Zatrzymać Tolkiena, poruszyć fantasy", w którym Jacek Dukaj recenzuje „Rok naszej wojny” Steph Swainston i „Wody głębokie jak niebo” Anny Brzezińskiej, pisze przy okazji o New Weird w ten sposób:

Jacek Dukaj napisał(a):Są obecnie w fantasy trzy główne nurty. Konserwatywny, który niezagrożenie dominuje; on dostarcza czytelnikom kopie dobrze znanych światów i fabuł, głównie wariantów Tolkienowego średniowiecza i questów przeciwko uosobionemu Złu. Nurt historyczny, wyłoniony w ciągu ostatnich kilkunastu lat, w którym stawia się na realizm w kreacji świata i psychologię postaci, minimalizuje magię i łamie fabularne schematy. Oraz New Weird, prąd najświeższy i najbardziej oryginalny, gdzie autorzy budują światy oparte o dowolne założenia, nie związane ani tradycją gatunku, ani realizmem, i/lub pozwalają na postęp w tych światach, pozwalają ich mieszkańcom dociekać natury rzeczywistości i wykorzystywać ją; podczas gdy dotychczas światy fantasy pozostawały statyczne. Sztandarowe nazwiska New Weird to China Mieville (autor jego antytolkienowego manifestu), Jeff VanderMeer, Ian R. MacLeod, Jeffrey Ford, K. J. Bishop, Charles Stross, Steph Swainston, także Walter Jon Williams ze swoim „Metropolitą”; a wśród pionierów wymienia się Rogera Zelazny'ego, M. Johna Harrisona, Mervyna Peake'a i Stefana Grabińskiego. Jak młody jest to nurt, najlepiej pokazuje, że Swainston zajęła w nim poczesne miejsce już po swym debiutanckim „Roku naszej wojny”.

New Weird osiąga oryginalność albo przez egzotyczne złożenie elementów z wielu różnych konwencji, albo przez samodzielną konstrukcję od podstaw.(...)


Zdarza się, że czytelnicy zarzucają wydawcom mnożenie bytów nad potrzeby, że nowy nurt tylko zaśmieca już i tak poplątaną pajęczynę gatunków i podgatunków fantastyki.
Oto, jak związany z wydawnictwem MAG Andrzej Miszkurka argumentuje (z punktu widzenia zarówno wydawcy, jak i czytelnika) potrzebę istnienia nurtu określanego jako New Weird:

AM napisał(a):Szufladki ułatwiają czytelnikom, sprzedawcom, wydawcom i krytykom porozumiewanie się. Wystarczy napisać na książce "powieść fantasy" i wszyscy wiedzą o co chodzi. Miłośnik tej literatury dostaje sygnał, że warto się daną pozycją zainteresować, sprzedawca wie gdzie ją wyłożyć... itd.

W przypadku New Weird, która jest tak naprawdę bardziej literacką i wyrafinowaną fantasy, ale ciągle fantasy, nowa nalepka jest potrzebna, aby wysłać sygnał do nowego typu odbiorców.

Problem polega na tym, że bez nalepki New Weird, te książki trafiłyby gdzieś między Piersa Anthony'ego, Dawida Eddingsa czy J.R.R. Tolkiena, czyli tam gdzie zwykle buszują czytelnicy, którzy szukają zupełnie innej literatury. Dzięki zmianie „opakowania” książki trafiają w inne miejsce i jest super.

Dzięki nalepce New Weird wydawcy docierają do krytyków i czytelników, którzy zwykle dostają spazmów, słysząc słowo fantasy itd. Niestety, fantasy kojarzy się dzisiaj wyłącznie z prozą w stylu Eddingsa, Brooksa, Feista, Martina czy Eriksona. A winę za to ponosi Tolkien, a właściwie ogromny sukces komercyjny Władcy Pierścieni, który ukształtował w świadomości czytelników, taki a nie inny wizerunek tego gatunku. Bo mało kto już dziś pamięta, jak wyglądała fantasy przed Tolkienem… Podobnie stało się z cyberpunkiem. Neuromancer Gibsona, który odniósł ogromny sukces komercyjny i stał się dziełem sztandarowym "cybera", narzucił nam wszystkim wizerunek tej odmiany fantastyki. A przecież na początku to nie obecność wirtualnej rzeczywistości, wszczepów itp. definiowała cyberpunk.

Tak więc w skrócie nalepka New Weird pozwala zakamuflować powieść fantasy i dotrzeć z nią na zupełnie nowe terytoria.


W ramach dyskusji pozwolę sobie jeszcze zacytować słowa samego Chiny Miéville'a, uznawanego za ojca New Weird w takim stopniu, w jakim za ojca Cyberpunku uważa się Williama Gibsona.
Jest to fragment wywiadu opublikowanego w Nowej Fantastyce 1/2008, przeprowadzonego przez Konrada Walewskiego:

Konrad Walewski: Pisarze zwykle unikają etykietek, ale twoje pisarstwo często jest określane jako New Weird. Czy w jakimś stopniu czujesz się odpowiedzialny za sam termin i cały ruch, do którego włączanych jest coraz więcej pisarzy?

China Miéville: Nie czuję się odpowiedzialny za termin, ponieważ, wbrew powszechnemu przekonaniu, nie ja go ukułem. Zaproponował go M. John Harrison. Moim zdaniem to znakomite określenie - ogromnie je lubię. W pewnym momencie zrobił się wokół niego ogromny szum, toteż napisałem kilka artykułów, w których go wykorzystałem, ponieważ wydał mi się użyteczny. Według określenia kilkakrotnie użytego przez Johna Clute'a, było to coś heurystycznego, ale, rzecz jasna, była w tym i polemika, i prowokacja, i gra, i puszczanie oka, i wiele innych rzeczy, ponieważ tym właśnie są ruchy literackie. Zmartwiła mnie chłodna reakcja wielu osób, które uznały to za próbę kategoryzowania według linii podziału geograficznego - jakby ktoś był geologiem, wskazywał różne typy skał i mówił: To jest taka skała magmowa, a to jest osadowa. Tego typu aktywna interwencja literacka nie jest rodzajem taksonomii, stanowi coś zupełnie innego, dlatego też mówienie: Tak nie można, bo to czy tamto, jest bezsensowne. Można wysunąć pod adresem New Weird zarzut, że to bezużyteczna fikcja heurystyczna, która wcale nie przyczynia się do naszego myślenia o otaczającym świecie. Znalazło się sporo osób bardzo krytycznie nastawionych do tego terminu, ale ja chętnie podejmę z nimi dyskusję. Wiele osób twierdzi, że szufladkowanie pisarzy jest czymś zbędnym. Bzdura. Non stop szufladkujemy wszystko dookoła, ponieważ tak funkcjonuje ludzki umysł. Nie mam cierpliwości do podobnie absurdalnego czepiania się, natomiast jeśli chce podjąć poważną debatę, mówiąc, że idea New Weird jest bezużyteczna i więcej mąci, niż wyjaśnia, to świetnie - na tym polega debata. Napisałem kilka artykułów, ponieważ uznałem, że to wspaniałe określenie, ciekawa prowokacja dająca podłoże do dyskusji, co było jednym z jej podstawowych założeń. Dla mnie osobiście była to też niezwykle użyteczna heureza, wskazująca na to, że coś rzeczywistego dzieje się w rzeczywistym świecie, z rzeczywistych powodów, które dla mnie były po części powodami politycznymi.
Wydarzyły się jednak dwie rzeczy. Po pierwsze, zmieniła się sytuacja polityczna, a w konsekwencji także sytuacja literacka. Jeśli zatem uznamy, że istniał jakiś moment dla New Weird, to w moim odczuciu już go nie ma. Po drugie, New Weird stał się manieryzmem; to co zaczęło się jako prowokacja oraz interwencja, zamieniło się w coś w rodzaju nieświeżej, przestarzałej kategorii, przestało być heurystyczne. W ostatnim eseju na ten temat napisałem, że nie mam zamiaru dłużej dyskutować o New Weird. Nie zdystansowałem się od niego, ponieważ nie zamierzam wycofywać się z niczego, co na ten temat powiedziałem. Jeśli inni chcą używać tego terminu, mają prawo, ale dla mnie przestał on być użyteczny. Nie wycofując się i nie podważając niczego, co wcześniej powiedziałem, stwierdzam: nie będę o tym więcej rozmawiał. (...) Jeśli inni uważają, że New Weird wciąż trwa, nie zamierzam z tym polemizować, ale też nie zamierzam się z tym zgadzać.

KW: Dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy, jakie osiągnęliście w New Weird, było definitywne odrzucenie wyczerpanej tolkienowskiej formuły fantasy. New Weird było oryginalne, ponieważ mieliście odwagę łączyć ze sobą rozmaite elementy, których nikt wcześniej nie łączył.

ChM: To wszystko działo się już od pewnego czasu. Problem polegał na tym, co podnosiło wielu przeciwników tego terminu: czy warto mówić o tym zjawisku jako o New Weird. Moje podejście było czysto pragmatyczne: uznałem, że warto. Można to nazywać, jak się komu podoba. Nie obchodzi mnie to. Uznałem, że dzieje się coś ważnego; postępuje synkretyzm gatunków, a przy tym gwałtowna eksplozja ich potencjałów, więc myślę, że jeśli mamy temu zjawisku nadać jakąś nazwę, New Weird jest znakomita. Chodziło o skalę zjawiska. Wydaje mi się, że wiele z tych rzeczy odbywa się nadal, ale w innej formie; sytuacja, którą odzwierciedlały, posunęła się do przodu. Nie jest ani gorsza, ani lepsza, po prostu inna. Niech oceniają to inni. Wydaje mi się, że istnieje wielkie niebezpieczeństwo autoparodii. Między innymi z tego powodu nie biorę już udziału w panelach o Tolkienie, ponieważ przez trzy czy cztery lata dyskredytowałem go. W pewnym momencie dochodzisz do wniosku, że stałeś się kimś w rodzaju nadwornego błazna - na konwentach ludzie mówią ci: China, zrób numer z Tolkienem. Z szacunku do samego siebie i do Tolkiena zrezygnowałem z dyskusji na ten temat. Nie chciałem stać się cyrkową małpą, toteż obecnie jeśli występuję w panelach o nim, rozmawiał wyłącznie o tym, co mi się u niego podoba.


Jeśli chodzi o dostępne w kraju polskie wydania książek zaliczanych do New Weird, to poza wspomnianym "Dworcem Perdido" i "Blizną" Chiny Miéville'a (wyd. Zysk), "Rokiem naszej wojny", "Gdzie czas to pieniądz" i zapowiadanym "Nowoczesnym światem" Steph Swainston (wyd. Solaris), oraz kilkoma powieściami Clive'a Barkera i "Mroczną wieżą" Stevena Kinga, wydawcy zdają się powoli zauważać świeżość tej nowej fali.
I tak oto wydawnictwo MAG uruchomiło serię Wrota Wyobraźni, w ramach której sporą przestrzeń zajmuje i ma zajmować New Weird. Oto pozycje, które jak na razie wydano:
"Wieki światła" - Ian R. MacLeod
"Dom burz" - Ian R. MacLeod
"Welin" - Hal Duncan
"Atrament" - Hal Duncan
w przygotowaniu:
"Akwaforta" - K.J. Bishop
"Viriconium" - M. John Harrison
Z kolei wydawnictwo Solaris rozpoczęło nową serię Rubieże (również z istotnym udziałem New Weird), w ramach której ukazała się już pierwsza powieść:
"Fizjonomika" - Jeffrey Ford
w przygotowaniu:
"Memorandum" - Jeffrey Ford
"Po drugiej stronie" - Jeffrey Ford
"Miasto świętych i szaleńców" - Jeff VanderMeer

I na koniec - co o tym myślicie? New Weird jest nurtem czy raczej zaprzeczeniem nurtu? Ma jakieś cechy sobie właściwe, czy to wszystko pic na wodę? Jeśli to moda, to czy przeminie z wiatrem, czy może utrwali się w fantastyce, zmieniając nieco jej oblicze? Czy "Inne pieśni" to New Weird? A może New Weird w ogóle nie istnieje?

Zapraszam do dyskusji :)
Sex, Swords & Rock'n'Roll!
Avatar użytkownika
SkeezaPhrenyak
Częsty bywalec
Częsty bywalec
 
Posty: 122
Dołączył(a): Cz wrz 29, 2005 9:46 am
Lokalizacja: Wrocław

Postprzez azef » So kwi 12, 2008 4:02 pm

Postmodernizm do kwadratu. Jeżeli tylko będą istnieć czytelnicy New Weird będzie się rozwijał. Tak się jednak zastanawiam czy te mieszanie gatunków nie ma na celu po prostu zamaskowanie braku oryginalnej i przemyślanej koncepcji. Trudno mi na to odpowiedzieć.
Sądze jednak, że New Weird stanie się w końcu obowiązującym nurtem fantastyki.
"listen i'm just a guy who picked up the phone."
Avatar użytkownika
azef
Częsty bywalec
Częsty bywalec
 
Posty: 203
Dołączył(a): Pt kwi 04, 2008 6:17 pm
Lokalizacja: Ostrów Mazowiecka

Postprzez Streider » So kwi 12, 2008 4:49 pm

Czy "Inne pieśni to New Weird? Podejrzewam, że tak. Natomiast "Lód" na pewno do tego nurtu nie-nurtu należy - jest w sumie bardzo podobny do "Wieków światła" MacLeoda, jedynej książki z tych wypisanych powyżej, jaką miałem przyjemność przeczytać.

Pytanie na boku: co sądzicie o "Domie burz", kontynuacji "Wieków światła"? Ostatnimi czasy wziałem się znów za pierwszą w Polsce powieść MacLeoda, ale tym razem nie zniosłem ciężkiej atmosfery i przerwałem lekturę po kilkudziesięciu stronach. Pewnie nie mam więc czego szukać w "Domu burz" ;]
"I am a normal person, and I like to walk around barefoot." - Shakira
Avatar użytkownika
Streider
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 343
Dołączył(a): Pn maja 05, 2003 10:41 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Einherjer » Pn kwi 14, 2008 11:29 pm

Właśnie przed chwilą oderwałem się od czytania "Domu burz". Atmosfera nie wydaje mi się jakoś szczególnie ciężka (nie czytałem "Wieków światła"), choć sposób narracji jest specyficzny. Nie bardzo wiem jak to bliżej określić, ale jest jakby odrobinę staroświecki. Po przeczytaniu 2/3 powieści odczuwam dość spory poziom zadowolenia z lektury, zobaczymy jak będzie, gdy dojdę do końca.
"In my veins the wildest river and every growing tree" Vintersorg rlz
Avatar użytkownika
Einherjer
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
 
Posty: 97
Dołączył(a): Pt lut 10, 2006 6:22 pm
Lokalizacja: Nysa

Postprzez Garnek » Pn kwi 14, 2008 11:41 pm

A ja tam nie wiem, czy można to wyodrębnić jako oddzielny nurt. Książki Mieville'a uwielbiam, "Wieki Światła" również doskonałe, Dukaj to klasa sama w sobie - ale czy można znaleźć element wspólny?

Na pewno książki te łączy ich oryginalność i nietolkienowskie do fantastyki. Nie wydaje mi się jednak, żeby wystarczało to do wydzielenia z nich nowego nurtu. Takie "Wieki światła" kojarzyły mi się bardziej z np. "Córką żelaznego smoka" niż "Dworcem Perdido".

A "Fizjonomiki" w ogóle tu nie uwzględniam, bo po przeczytaniu odłożyłem ją z poczuciem totalnie zmarnowanego czasu. Zmanierowana, bełkotliwa i bardzo, bardzo na siłę. Nijak się nie ma do pozostałych wymienionych tu tytułów.

Podsumowując - moim zdaniem rzeczywiście sypnęło ostatnio niebanalnym fantasy, ale ostrożny byłbym z etykietkowaniem.
wolsung.pl Magia Wieku Pary
Wolsung Steam Pulp Fantasy
Wiedźmin gra komputerowa
Quentin konkurs na scenariusz do gry fabularnej
Avatar użytkownika
Garnek
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1468
Dołączył(a): Wt maja 13, 2003 4:32 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez SkeezaPhrenyak » Wt kwi 15, 2008 2:06 pm

Może to "nurt" w sensie pewnego fermentu, spontanicznego "ruchu" autorów nieświadomie wprowadzających współczesną fantastykę w nowe rejony...?

BTW mnie się tam Fizjonomika podobała. Za co? A za to głównie. Ale rzecz jest specyficzna; nie każdemu się spodoba.
Sex, Swords & Rock'n'Roll!
Avatar użytkownika
SkeezaPhrenyak
Częsty bywalec
Częsty bywalec
 
Posty: 122
Dołączył(a): Cz wrz 29, 2005 9:46 am
Lokalizacja: Wrocław

Postprzez Caitleen » Cz kwi 17, 2008 1:47 am

Nie lubię zbytecznego rozdrabniania definicyjnego fantastyki, mnożenia etykietek, ale akurat 'new weird' może faktycznie pomóc w zwróceniu uwagi czytelników uprzedzonych do fantastyki jako takiej na nowe ciekawe powieści fantastyczne. No bo Mieville, Barker, Dukaj to nie powieści z pogranicza, tylko czysta fantastyka, oryginalność, styl, rozbuchana wyobraźnia w najlepszym wydaniu. Gdyby postawić te powieści na jednej półce z czytadłami o paskudnych okładkach wielu potencjalnych czytelników zwyczajnie by je przegapiło. Czy jest to nurt...? Dyskusyjne, obawiam się, że 'new weird' moze zostać etykietką typu 'worek do którego wrzucamy wszystko co jest zbyt weird dla tradycyjnych kategorii'. A osobiście chętnie widziałabym go jako kategorię - wyróżnienie zasługujących na uwagę, oryginalnych powieści.
Avatar użytkownika
Caitleen
Częsty bywalec
Częsty bywalec
 
Posty: 193
Dołączył(a): Pn lut 28, 2005 10:16 pm
Lokalizacja: Las Ryhope

Postprzez Streider » Cz kwi 17, 2008 7:13 pm

W takim razie, zgodnie również z powyższym punktem widzenia przedstawiciela wydawnictwa Mag, New Weird jest kategorią jedynie komercyjną, coś jak dawne "Andrzej Sapkowski poleca".Te książki może nie są szczególnie do siebie podobne, ale są nowatorskie, ambitne i dobrze napisane, więc oddzielmy je od całej reszty fantastycznego chłamu, żeby przypadkiem potencjalnego czytelnika nie zniechęcić.

Nie czytałem za wiele z tych książek, więc nawet gdyby to był nurt, cieżko by mi było wyliczyć jego cechy szczególne. Z opinii powyżej wynika jednak, że te pozycje łączy niewiele więcej niż aspirowanie do bycia czymś więcej niż płaskim fantasy. A na takie powieści dotychczasowych kategorii chyba nam starczy ;]
"I am a normal person, and I like to walk around barefoot." - Shakira
Avatar użytkownika
Streider
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 343
Dołączył(a): Pn maja 05, 2003 10:41 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Zicocu » Cz kwi 17, 2008 9:28 pm

Zakładając, że McLeod (choć "Domu burz" jeszcze nie przeczytałem), Duncan i Dukaj to new weird, to mógłbym chyba nazwać go ulubionym nie-nurtem :) Zresztą moje zainteresowanie zapowiedziami MAG i Solarisu (post SkeezaPhrenyaka) chyba to potwierdza. Mniejsza z tym czy jest to nurt, czy nie, chciałbym oddzielenia tych książek od tradycyjnej fantastyki. A jak sprawa ma się, według was, z ostatnio pojawiającymi się powieściami fantastyki "osiedlowej"? Przyznam, iż moje doświadczenie nie jest zbyt bogate (mam na myśli głównie "Prawy, lewy, złamany...", teraz czekam na "Lost angels" i "Błędy"), ale Kain czy Orbitowski rzeczywiście dysponują bogatą wyobraźnią, która stwarza klimat "new weird horror" (definiując new weird jako gatunek polegający na niezwykłych pomysłach dotyczących fabuły czy uniwersum). Czekam na więcej utworów posługujących się makabreską jako narzędziem znaczącym więcej, niż zastąpienie pomysłu.
szedł baali drogą - by zicocu
baali dementuje jakoby szedł drogą - by baali
nazywam się hervegrel
Avatar użytkownika
Zicocu
Redaktor
Redaktor
 
Posty: 788
Dołączył(a): Pn lip 09, 2007 7:36 pm

Postprzez Streider » So kwi 19, 2008 12:08 am

Żebyśmy tylko nie doczekali się nie-nurtów New Weird Heroic Fantasy, New Weird Space Opera, New Weird Steampunk, czy wreszcie, za kilka lat, kiedy pojawi się nowa, świeża fala innowacyjnych pisarzy, Weird New Weird ;]

Zicocu napisał(a):definiując new weird jako gatunek polegający na niezwykłych pomysłach dotyczących fabuły czy uniwersum


Ktoś mógłby pomyśleć, że tak zdefiniować można by całą literaturę fantastyczną ;]
"I am a normal person, and I like to walk around barefoot." - Shakira
Avatar użytkownika
Streider
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 343
Dołączył(a): Pn maja 05, 2003 10:41 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez SkeezaPhrenyak » So kwi 19, 2008 1:39 am

Streider napisał(a):
Zicocu napisał(a):definiując new weird jako gatunek polegający na niezwykłych pomysłach dotyczących fabuły czy uniwersum


Ktoś mógłby pomyśleć, że tak zdefiniować można by całą literaturę fantastyczną ;]


No chyba nie bardzo; fantastyka w znacznej mierze na epigonach stoi.
Sex, Swords & Rock'n'Roll!
Avatar użytkownika
SkeezaPhrenyak
Częsty bywalec
Częsty bywalec
 
Posty: 122
Dołączył(a): Cz wrz 29, 2005 9:46 am
Lokalizacja: Wrocław

Postprzez senmara » N kwi 20, 2008 8:21 pm

Cieszę się, ze Mag i Solaris postawili na wydawanie nowości z NW, jak i to, że autorzy decydują się na mieszanie gatunków fantastycznych. Mogliby jeszcze wydać po polsku antologię "New Weird"


Jeśli ktoś nie widział - totalny steampunk.
Ostatnio edytowano Cz maja 22, 2008 5:33 pm przez senmara, łącznie edytowano 1 raz
www.klanarchia.pl dołącz do splugawionych...
Avatar użytkownika
senmara
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1377
Dołączył(a): N kwi 06, 2003 3:42 pm
Lokalizacja: Poznań

Postprzez Streider » N kwi 20, 2008 10:18 pm

SkeezaPhrenyak napisał(a):No chyba nie bardzo; fantastyka w znacznej mierze na epigonach stoi.


Niezwykły nie znaczy nowatorski. Ale raczej niż szukać nowej definicji literatury fantastycznej, chciałem pokazać, że takie definiowenie New Weird się nie sprawdza.
"I am a normal person, and I like to walk around barefoot." - Shakira
Avatar użytkownika
Streider
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 343
Dołączył(a): Pn maja 05, 2003 10:41 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez teaver » Cz maja 22, 2008 3:12 pm

Szczerze mówiąc mój pierwszy kontakt z New Weird to był właśnie Mieville, gdzieś na początku 2006 roku i nie ukrywam, ze byłam szczerze zachwycona. Teraz czytam ostatnie strony antologii New Weird, którą udostępniła mi senmara i będę pisać jej recenzję na Poltera.

I patrząc z perspektywy tego, co przez te dwa lata przeczytałam z New Weird plus wszystko przed tym, wydaje mi się, że w całej tej dyskusji zapomina się o jednej ważnej rzeczy - o rozwoju. Większość autorów oburza sie na szufladkowanie, ale zapomina, że to jest robione na potrzeby przemysłu wydawniczego. A tymczasem moje pierwsze skojarzenie podczas czytania Dworca Perdido to Franz Kafka, czyli absolutny klasyk. Do tego przy czytaniu tej książki aż się czuło powiew świeżości! Jakby ktoś otworzył okno i wywietrzył brzydkie zapachy, jakimi do tej pory przesiąkło s-f i fanstasy. W antologii New Weird wielu krytyków i autorów zauważa, że gatunek ten zachęca do sięgnięcia po inne gatunki fantastyczne ludzi czytających do tej pory tylko literaturę tzw. głównonurtową. Wniosek z tego, że będize coraz więcej autorów przyznających się do New Weird.

Wydaje mi się, że porównywanie New Weird do wielkiego worka, do którego wrzuca się absolutnie wszystko, jest moco chybione, szczególnie jeżeli chodzi o Mieville'a. New Weird charakteryzuje się tym, że pisarz sam wybiera sobie elementy, z których chce korzystać. Argument, że to korzystanie ze wszystkiego jak popadnie, to tak jakbyście byli stolarzami i wybierali czym chcecie ciosać drewno - najpierw bierzecie siekierę, potem kolejno różne dłuta - i zostali skrzyczeni, że nie chcecie tego robić tasakiem do mięsa, jak cała reszta. Jedni robią to mniej umiejętnie, inni bardizej, ale z założenia podstawowymi składnikami są:
- środowisko miejskie
- część postaci to hybrydy biologiczno-technologiczne (np. człowiek-koparka)
- dbałość o opis szczegółów anatomicznych lub procesów biologicznych (tutaj mocna inspiracja horrorem)
- magia w opisywanych śwatach często jest zaliczana do nauk ścisłych
- precyzja i elegancja językowa charkterystyczna dla literatury XVIII-XIX w. (Mieville podaje jako źródła inpiracji między innymi Kafkę, Schulza, Bułhakowa, Grabińskiego)

W uproszczeniu - jeżeli chcecie się przekonać, czy będzie wam to pasować, to sięgnijcie najpierw po Metamorfozę Kafki. Rozumiem, że nie dla każdego czytelnika taka mieszanka będzie strawna, ale dla mnie - starego wyjadacza - to było jak objawienie! :D Mam nadzieję, że znajdą się autorzy, którzy pociągną ten gatunek dalej, w rejony, o których nikomu sie nawet nie śniło. ;) A dobre zadatki, oprócz Dukaja i Hubratha (którego Miasta pod skałą nie strawiłam :P), ma jeszcze Orbitowski. W swoim opowiadaniu Cichy dom (antologia A.D. XIII tom 2), jest dość blisko, szczególnie jeżeli chodzio opisy anatomiczne i intrygujące zakończenie. Pożyjemy, zobaczymy. :)
Craven napisał(a):W przeciwieństwie do zemsty, recenzje najlepiej smakują na gorąco.

People think that I must be a very strange person. This is not correct. I have the heart of a small boy. It is in a glass jar on my desk.
Stephen King
Avatar użytkownika
teaver
Współpracownik
Współpracownik
 
Posty: 1910
Dołączył(a): Cz mar 17, 2005 3:07 pm
Lokalizacja: Lezajsk/ Wa-wa

Postprzez SkeezaPhrenyak » Cz maja 22, 2008 3:46 pm

Ja chciałbym jeno dodać, że niedawno ukazało się Miasto szaleńców i świętych Jeffa VanderMeera, a już niedługo, 30 maja, w serii Uczta wyobraźni ukaże się Akwaforta K.J. Bishop.
Sex, Swords & Rock'n'Roll!
Avatar użytkownika
SkeezaPhrenyak
Częsty bywalec
Częsty bywalec
 
Posty: 122
Dołączył(a): Cz wrz 29, 2005 9:46 am
Lokalizacja: Wrocław

Postprzez senmara » Pt maja 23, 2008 2:19 pm

.. a zapowiadany jest także Un lun dun Mieville. W zbiorze, o którym pisze teaver jest także Leena Krohn, jej niesamowity Tainaron został wydany przez Świat Książki (jeśli to także jest NW, to także sporo wnosi do definicji).

Cała seria Maga: Uczta Wyobraźni jest bardzo fajna i mam nadzieję, ze książki wydawane za granicą ukażą się także i u nas. Prędzej niż po kilku latach :)
www.klanarchia.pl dołącz do splugawionych...
Avatar użytkownika
senmara
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1377
Dołączył(a): N kwi 06, 2003 3:42 pm
Lokalizacja: Poznań

Postprzez MadMill » Pt maja 23, 2008 3:57 pm

Streider napisał(a):Pytanie na boku: co sądzicie o "Domie burz", kontynuacji "Wieków światła"?

Piękna, cudowna, magiczna. Autor o fenomenalnej wyobraźni i umiejętności przelewania tego co m w głowie na papier. ;) Oby dwie powieści oceniam bardzo wysoko i nawet nie mam zamiaru oceniać które lepsza, bo oby dwie były równie świetne. ;)
senmara napisał(a):.. a zapowiadany jest także Un lun dun Mieville.

Po wakacjach... ale to powieść dla młodzieży jest... tak ją klasyfikują w nagrodach na zachodzie. ;)
SkeezaPhrenyak napisał(a):w serii Uczta wyobraźni ukaże się Akwaforta K.J. Bishop.

A to utrzymane w konwencji soczystego dark fantasy, po przeczytanym fragmencie zapowiada się bardzo ciekawie.

SkeezaPhrenyak napisał(a):że niedawno ukazało się Miasto szaleńców i świętych Jeffa VanderMeera

Wojtek Sedeńko z Solarisu w audycji Tam i z powrotem w Radiu Kraków rozpływał się nad ta książką strasznie. Nie jest nowa, a podobno w oryginale w Empiku sprzedawała się u nas bardzo dobrze. Wielkim fanem tego świata jest China Miéville.

Miéville - z tego co wiem ma być wznawiany i wydawany dalej przez Maga, AM pisał, że będzie to jeden z autorów z którymi wiążą duże nadzieje, lub że ma być ich sztandarowym autorem - dokładnie już nie pamiętam, ale zapowiada się, że będzie gościł na półkach księgarń w całym kraju. ;)


senmara napisał(a):Cała seria Maga: Uczta Wyobraźni jest bardzo fajna i mam nadzieję, ze książki wydawane za granicą ukażą się także i u nas. Prędzej niż po kilku latach

Ale w UW nie będzie tylko samego NW. Po wakacjach wydane zostanie "Ślepowidzenie" Petera Wattsa, podobno jedna z najlepszych książek s-f ostatnich lat. W dalekich planach także "Anathem" Stephensona. :D
Avatar użytkownika
MadMill
Częsty bywalec
Częsty bywalec
 
Posty: 243
Dołączył(a): Śr mar 03, 2004 8:25 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez Streider » N maja 25, 2008 2:02 pm

MadMill napisał(a):W dalekich planach także "Anathem" Stephensona.


Faktycznie dalekosiężne plany, skoro książka jeszcze na zachodzie się nie ukazała. Niemniej, serce się raduje na takie wieści ;]

Choć nie jest to temat na tę dyskusję;]
"I am a normal person, and I like to walk around barefoot." - Shakira
Avatar użytkownika
Streider
Stały bywalec
Stały bywalec
 
Posty: 343
Dołączył(a): Pn maja 05, 2003 10:41 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez senmara » So maja 31, 2008 3:24 pm

Teaver zrecenzowała antologię The New Weird - recenzje mozna przeczytać tutaj.
Pozostaje tylko czekać, aż jakieś wydawnictwo sie zlituje i wyda to cudo u nas :)
www.klanarchia.pl dołącz do splugawionych...
Avatar użytkownika
senmara
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1377
Dołączył(a): N kwi 06, 2003 3:42 pm
Lokalizacja: Poznań

Postprzez MadMill » Wt cze 03, 2008 8:58 am

senmara napisał(a):Pozostaje tylko czekać, aż jakieś wydawnictwo sie zlituje i wyda to cudo u nas Smile

Trzeba znaleźć jelenia jakiegoś. ;P

Z tego co wydawca MAG napisał to z Uczty tylko nie dopłacali do "Wieków Światła", reszta czyli Duncan("Welin" i "Atrament") jak i "Dom Burz" Macleoda słabo się sprzedaje. Wydawca jednak się upadł i będzie wydawał i chwała mu za to. ;) Przewidywali, że to będą wtopy, ale w tym roku wychodzi 3 tom Paoliniego to sobie odbija. ;)
Avatar użytkownika
MadMill
Częsty bywalec
Częsty bywalec
 
Posty: 243
Dołączył(a): Śr mar 03, 2004 8:25 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez senmara » Wt cze 03, 2008 9:20 am

Może problemem jest to, ze nie za bardzo wiadomo, czym jest ten new weird. Za granicą trwają dyskusje, u nas rzuca się tylko kilka nazwisk. Dlatego też, gdy dostaliśmy do recenzji antologię, celowo poprosiłam teaver o szczegółową recenzję, zeby przybliżyć czytelnikom temat: o czym są te opowiadania, jakie dyskusje były, dlaczego to wygląda tak a nie inaczej. Nie wszyscy operują biegle językiem angielskim i nie każdy słyszał o tej antologii - a to jest rzecz nowa i cytowana za granicą.

Poza tym może dyskusja popchnie wydawcę do działania :P
www.klanarchia.pl dołącz do splugawionych...
Avatar użytkownika
senmara
Zespolony z forum
Zespolony z forum
 
Posty: 1377
Dołączył(a): N kwi 06, 2003 3:42 pm
Lokalizacja: Poznań

Postprzez MadMill » Wt cze 03, 2008 10:58 am

Powieści spod szyldu new weird nie są wydawane w Polsce od dzisiaj. Przecież China w Zysku wyszedł dość dawno temu, tylko może to sprawa tego, ze to wydawnictwo jakiś wielkich reklam nie robi i temu tak wyszło. MAG wydał na razie 4 książki, Solaris zaczyna także dość prężnie się za to brać Ford czy VanderMeer, w planach też sporo więc może coś z tego wyjdzie. Może wydanie właśnie VanderMeera pociągnie za sobą cały ten "podgatunek", bo on się w Polsce nawet w oryginale nieźle sprzedawał.

Co do języka to dochodzą często problemy polegające na słowotwórstwie, wiele nowych, innowacyjnych pomysłów, nowe nazewnictwo itd.
Avatar użytkownika
MadMill
Częsty bywalec
Częsty bywalec
 
Posty: 243
Dołączył(a): Śr mar 03, 2004 8:25 pm
Lokalizacja: Warszawa

Postprzez SkeezaPhrenyak » Cz lip 03, 2008 11:48 pm

Jakby ktoś był zainteresowany, to dzisiejsza audycja "Tam i z powrotem" w Radiu Kraków będzie o Chinie Mieville'u. Początek o 22.40.
Sex, Swords & Rock'n'Roll!
Avatar użytkownika
SkeezaPhrenyak
Częsty bywalec
Częsty bywalec
 
Posty: 122
Dołączył(a): Cz wrz 29, 2005 9:46 am
Lokalizacja: Wrocław

Postprzez SkeezaPhrenyak » Wt lip 08, 2008 1:01 pm

SkeezaPhrenyak napisał(a):Jakby ktoś był zainteresowany, to dzisiejsza audycja "Tam i z powrotem" w Radiu Kraków będzie o Chinie Mieville'u. Początek o 22.40.


Jeśli ktoś nie słyszał, a chciałby, to audycja o Chinie Miéville'u jest już dostępna.
Sex, Swords & Rock'n'Roll!
Avatar użytkownika
SkeezaPhrenyak
Częsty bywalec
Częsty bywalec
 
Posty: 122
Dołączył(a): Cz wrz 29, 2005 9:46 am
Lokalizacja: Wrocław

Postprzez SkeezaPhrenyak » Wt gru 09, 2008 5:15 pm

Kilka nowych cytatów i przemyśleń, przeniesionych z innego forum, gdzie odpowiadałem na pewne posty:

Skupiacie się na konwencji, czy nawet scenografii, a przecież to coś więcej. Chodzi też o szukanie nowych form, stylów, o inspirację dziełami pozafantastycznymi. Dlatego nie wystarczy po prostu pomieszać Fantasy i SF, bo wyjdzie nam prawdopodobnie science fantasy (taki gatunek przecież istnieje od dawna), czy inny cross-over. Niech za przykład posłuży PLO Grzędy - pomieszane konwencje, ale nikt raczej nie powie, że to NW (sam przydzielłbym, jeśli już, właśnie do science fantasy). To się jakoś tak czuje.

Podrzucę kilka zdań wyciętych z dyskusji DOS:
W. Szostak napisał(a):Wiadomo o New Weird niewiele, wspomnianych autorów różni bardzo wiele. Można powiedzieć chyba jedno: porzuca tradycję tolkienowską, bierze z nią rozbrat na dobre i na złe. Szczególnie widać to w warstwie scenograficznej - porzucenie krasnoludzkich kopalń i prastarych puszcz pełnych elfów na rzecz innych źródeł inspiracji. Do tego dochodzą rozmaite flirty z tradycją science.

Nowa formuła uwalnia wyobraźnię, prowokuje do przekraczania barier. Czy chodzi tylko o poszukiwanie nowych złóż, alternatywnych źródeł energii, czy też porzucenie starych konwencji otwiera nowe perspektywy mówienia o świecie, człowieku itd.? Co można powiedzieć więcej/prawdziwiej/lepiej dzięki tej formule?


Ł. Orbitowski napisał(a):ORBITOWSKI: Nie rozumiem, więc się wyzłośliwię – czy chodzi po prostu o to, że ktoś nagle, po iluś tam dziesięcioleciach chciał być wreszcie oryginalny? No nie, bo nieustannie, co parę lat wypływali artyści wybijający się skalą wyobraźni. Kłopot w zderzeniu czasowym, po prostu mamy kilku naraz i włącza się właściwa ludziom konieczność spędzania pisarzy w stada i wypalania znaków, do jakiej stajni przynależą. New Weird funkcjonuje chyba jako termin pomocniczy: a teraz, kochani, dostaniecie coś innego niż zwykle. I tyle.


J. Dukaj napisał(a):DUKAJ: Moje rozumienie New Weird zmieniało się wraz z kolejnymi lekturami. Zacząłem od Mieville’a, i to wtedy, gdy poza nim jeszcze niewiele New Weird napisano, więc błędnie wziąłem cechy przygodne prozy Mieville’a za właściwości gatunku - postrzegałem go jako konwencję hybrydyzującą fantasy z science fiction, kolejny literacki crossover, misz-masz multigatunkowy.

Dzisiaj już widzę, że New Weird to czysta fantasy - tylko że wyrosła z infantylizmów i ograniczeń narzuconych przez dotychczas powielane schematy, głównie tolkienowski. Spośród tysięcy możliwych wariantów prozy nierealistycznej i opartej na kreacjach nieracjonalnych realizowano dotąd tylko kilka, sprzężonych akurat ze średniowieczem i określonymi zestawami mitów - i wszyscy myśleli, że na tym właśnie polega fantasy. Kiedy z kolei przyszedł Mieville i zrealizował zupełnie inny wariant, zaczęliśmy absolutyzować tę „mieville’owatość”. Ale pojawią się kolejni, jak MacLeod czy Duncan - w końcu ta przestrzeń „fantasy potencjalnej” wypełni się na tyle, że zobaczymy kształt pełny.

W tym sensie jest to więc najnormalniejszy w świecie proces dorastania konwencji literackiej: autorzy nie kopiują już pierwowzorów (dzieł fundacyjnych), ale eksplorują nowootwarte kierunki powodowani własnymi zainteresowaniami i fascynacjami. Mieville - takimi; MacLeod - takimi; inni - jeszcze innymi. I to jest zdrowe, to jest normalne.

Pisanie wciąż Tolkienem bądź naokoło Tolkiena (czy w Polsce - Sapkowskiego) nie jest jakimś grzechem specyficznym dla fantasy: w innych konwencjach tak samo powiela się wzorce z dzieł najsilniej odciśniętych w masowej wyobraźni (iluż jest np. naśladowców Chandlera!). Fatalne było natomiast OGRANICZENIE do tego powielactwa. New Weird to przełamał. I dzięki temu zapisze się w historii literatury.


(...)

Ł. Orbitowski napisał(a):Więc tak – odejście od fabularnego schematu. Odejście od „średniowiecznego” fantasy, odejście od czarno-białego podziału na dobrych oraz złych. Oraz czerpanie z pozafantastycznej tradycji literackiej (Dickens, Joyce), szukanie inspiracji w niezagospodarowanych mitologiach. Dodałbym jeszcze „przymus oryginalności”, parcie na niepowtarzalność, z wyłączeniem na zgodę odnoście powtarzania samego siebie.


J. Dukaj napisał(a):Dla mnie ważniejsze są różnice między tymi autorami, i to nie tylko w konstrukcji świata, ale przede wszystkim w formułach literackich. New Weird oznacza bowiem zarówno zerwanie z kanonami światotwórstwa fantasy, ale - co może ważniejsze - także otworzenie konwencji na mnóstwo nowych formuł i stylów literackich. Analogiczny przełom w SF nastąpił za sprawą Nowej Fali w latach 60-70-tych (i wtedy również główną rolę odegrali pisarze brytyjscy).

Ten aspekt się zazwyczaj pomija przy omawianiu New Weird, skupiając się na zmianach w scenografii. A ciekawsze byłyby pytania właśnie o umożliwioną w ten sposób w fantasy ewolucję konwencji fabularnych i samych metod narracji (bo może i odejścia od fabuły). W Polsce autorzy z upodobaniem miksują scenografie fantastycznych światów, nie wykraczając przy tym jednak poza klasyczne fabuły przygodowe - jak MacLeod właśnie sięgnął do tego Dickensa i wzorców późniejszych. (...)


Całość tutaj.

Sięgnijmy jeszcze na chwilę do angielskiej Wikipedii:
Wiki napisał(a):The New Weird is an avant-garde literary movement or literary genre that began, nascent and unnamed, in the 1990s and culminated in a series of novels and stories published from 2001 to 2005. The writers involved are mostly novelists who are considered to be parts of the horror and/or speculative fiction genres. The author all critics agree on as a "New Weird" writer is China Miéville, who self-describes as such. Other writers who have been variously described as "New Weird" include M. John Harrison, Steph Swainston, and Jeff VanderMeer — although some of these writers are more properly precursors to New Weird.


Wygląda więc na to, że rozdział New Weird jest już zamknięty...?

I jeszcze:
Wiki napisał(a):There is considerable debate about whether or not New Weird is a movement amongst like-minded authors, or merely a label that has been applied to them after the fact to describe perceived similarities between their works. Many of the authors who are associated with the movement either disavow belonging to it, or simply don't care what categorical labels their readers craft to name their work.

However, despite this confusion, the introduction to the New Weird anthology edited by Jeff VanderMeer and Ann VanderMeer, published by Tachyon Publications in February 2008, claims a specific definition for New Weird that clarifies the issue considerably:

New Weird is a type of urban, secondary-world fiction that subverts the romanticized ideas about place found in traditional fantasy, largely by choosing realistic, complex real-world models as the jumping off point for creation of settings that may combine elements of both science fiction and fantasy. New Weird has a visceral, in-the-moment quality that often uses elements of surreal or transgressive horror for its tone, style, and effects — in combination with the stimulus of influence from New Wave writers or their proxies (including also such forebears as Mervyn Peake and the French/English Decadents). New Weird fictions are acutely aware of the modern world, even if in disguise, but not always overtly political. As part of this awareness of the modern world, New Weird relies for its visionary power on a "surrender to the weird" that isn't, for example, hermetically sealed in a haunted house on the moors or in a cave in Antarctica. The "surrender" (or "belief") of the writer can take many forms, some of them even involving the use of postmodern techniques that do not undermine the surface reality of the text.

Part of this genre's roots derive from pulp horror authors, whose stories were sometimes described as "weird fiction". The "weird tale" label also evolved from the magazine Weird Tales; the stories therein stories often combined fantasy elements, existential and physical terror, and science fiction devices.


Dla mnie New Weird jest (był?) bardziej ruchem/nurtem w fantastyce, niż jej podgatunkiem. Trochę jak Nowa Fala w SF, New Weird wydaje mi się Nową Falą w fantasy. Istnieją oczywiście pewne cechy charakterystyczne, np. szczególne podejście do światotwórstwa, czerpanie z różnych tradycji literackich, przeplatanie wyszukanego, literackiego stylu z elementami rodem z klasycznej pulpy, anatomiczne podejście do przemocy, zabawy z formą/fabułą, przewartościowanie lub odejście od schematu "questu" w fantasy, poruszanie zagadnień społecznych, czy zastępowanie elementu baśniowego elementem surrealistycznym. Nie są to jednak IMHO elementy konstytuujące NW, jak to było w przypadku cech charakterystycznych dla cyberpunka (będącego przecież nie tylko gatunkiem fantastyki, ale i po trosze takim właśnie "ruchem" w SF). Raczej jakiś znak czasów w podejściu do nowego fantasy, albo coś w tym guście...

Aha, no i nie należy zapominać o wpływie pradziadka New Weird - H.P. Lovecrafta (jeśli dziadkami mieliby być m.in. Mervyn Peake, Michael Moorcock i M. John Harrison, a tatusiami China Mieville i Jeff VanderMeer). Wszak u Lovecrafta elementy SF, fantasy i horroru nie mieszały się ze sobą na zasadzie cross-overu; one tam współistniały, wynikały (lecz nie wydzielały się) z całości, zamiast tę całość stwarzać po połączeniu. Tak myślę.
Sex, Swords & Rock'n'Roll!
Avatar użytkownika
SkeezaPhrenyak
Częsty bywalec
Częsty bywalec
 
Posty: 122
Dołączył(a): Cz wrz 29, 2005 9:46 am
Lokalizacja: Wrocław


Powrót do Książki

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości