Historia:
Ciężko wytłumaczyć pewne zdarzenia. Jeszcze ciężej opisać pewne istoty. Są historie, których nie opowiada się łatwo, u których ciężko znaleźć początek.
Do takich historii z pewnością należy smutna historia Svena Vratha. Bytu, który stał się domem dla zagubionych dusz i szepczących głosów.
Ci, którzy go widzieli, tracą wiarę w bogów. Porównać go da się może tylko ze slaadami, choć i te cechuje pewna logika rozumowania, której u Vratha brak.
Ale jak zacząć tą opowieść? Najlogiczniej będzie rozpocząć od jej najwcześniejszych wydarzeń…
Była pochmurna, deszczowa noc w środku małego miasteczka. Wszyscy pozamykali się jak mogli – było zimno, szkoda każdej odrobiny ciepła, ulatującej przez niedomknięte okno. Jedynie w starej, zapomnianej bibliotece zobaczyć można było ćmiące się światło. Słaby, można powiedzieć nabożny blask jedynej, cienkiej świecy.
Przy tym blasku czarownik krwi, Durtza, rozpoczął tę smutną opowieść.
Ślęczał nad książką w ładnej oprawie, z wysuszonymi stronicami. Na tej, którą oglądał, widniał jego własny herb rodowy. Obok niego połączone liniami nazwiska – to drzewo genealogiczne. Doprawdy, drzewo w rzeczywistości było alogiczne. Co też mogło jego, w prostej linii drowa, łączyć z rodziną nędznych ludzi? Ten sam herb? To samo imię, dopisane u boku, nie przez autora, a przez jakąś bezimienną duszę, która jakimś cudem odkryła jego związek z człowiekiem?
Może to była ona. Sarah Stricken… Może to ona dopisała go do tej linii? Może dlatego, że wciąż go kochała? Może sądziła, że do niej wróci, gdy dowie się, że ma…
Że ma syna.
Matteous Stricken, odnoga linii łączącej Durtzę z tą nędzną kobietą. Musiał go znaleźć. Nie wiedział jeszcze, po co. Nie wiedział, czy chce go zabić, czy przygarnąć jako syna. Nie wiedział, czy chciał to zrobić z wrodzonego okrucieństwa, czy z nienawiści do tej kobiety. Ale zaczął szukać. Zaczął szukać swojego syna.
Sarah Stricken nie byłą czarodziejką. Była natomiast zaklinaczką, choć nie zdawała sobie z tego sprawy. Dar objawił się, ale ona uparcie go nie zauważała. Dziwnym trafem nigdy niczego nie upuszczała, a na testach jej wyniki zawsze były takie same, co najlepszego słuchacza, mimo że siedziała na drugim końcu sali. Rodzice uważali, że mają złote dziecko. Po części mieli rację.
Pewnego razu zniknęła na tydzień. Gdy wróciła, była w, niezauważalnej jeszcze, ciąży. Kłamała, że dała się porwać jakiemuś księciu z bajki, że spędziła z nim cudowny tydzień nad morzem. Prawda byłą inna. Nawet ona sama do końca jej nie zna. Wiadomo tyle, że została zgwałcona. Przez drowa.
Dzięki wrodzonym zdolnościom, do których odwołała się w rozpaczy, dziecko, które się narodziło, było człowiekiem. Wciąż jednak było dosyć dziwne. Nie lubiło światła, ubierało się na czarno, a w wieku 10 lat już zaczęło siwieć. Ludzie, jak to ludzie, zaczęli gadać o szanowanej rodzinie Strickenów, że ich córka ma dziecko – biesa. Jednak życzliwy kapłan Oulidamarry, który widział, że mimo tych wad dziecko to twardy, mądry i dobry chłopak, puścił inną plotkę – że Sarah Stricken związała się z niebianinem (był to okres, kiedy kapłan ów udawał kapłana Pelora, nikt więc nie zwątpił w prawdziwość tych słów). I tak Matteous Stricken stał się uwielbianym. Pokazywano go sobie na ulicy, mówiono o nim głośno. I zdawało się, że za każdym razem, gdy ktoś go wskazał, za każdym wymówieniem jego imienia, on bardziej zamykał się w sobie…
W rzeczywistości Matteous, już w bardzo młodym wieku, zrozumiał, że nie jest taki jak inni. Nie wierzył w bajkę, że miałby być synem niebianina. To, co się w nim działo, nie było piękne czy jasne. Wręcz przeciwnie. Istota, poddana działaniu magii jeszcze w łonie matki, ma bardzo nikła szansę na pozostanie normalnym. Stricken był jednym z tych, którzy nie mieli szczęścia. Był z natury dobry – głównie dzięki wychowaniu przez wspaniałą matkę – ale wiele rzeczy nie podobało mu się. Choćby zainteresowanie jego osobą, tak niezasłużone. Przez to właśnie zainteresowanie Stricken uznał, że świat czegoś od niego oczekuje. I postanowił spełnić te oczekiwania.
Z przyszywanym ojcem kochali się trudną, acz wzjaemną miłością. Na swoje 16 urodziny ojczym podarował Mettousowi kuszę. Od razu zauważono, że ma zadatki na kusznika. Trafiał celnie i z dużej odległości. Zdecydował się wykorzystać ów dar, zakładając małą organizację o nazwie Furia Ulicy. Grupa ta składała się z 10 osób, które co tydzień, w nocy, czyściły ulicę z wszelkiego rodzaju szumowin. Grupa, choć brutalna i niebezpieczna, działała w słusznej sprawie, i przez większość ludności miasta postrzegana była jako drużyna prawdziwych bohaterów. Przewodnictwo Strickena nad tą grupą było ścisłą tajemnicą. Wiedział o tym tylko jego ojczym, który dochowywał sekretu, ale wciąż bardzo martwił się o wychowanka. Większość członków grupy zostało potem słynnymi poszukiwaczami przygód, 1 osoba zginęła, gdy w najpaskudniejszej dzielnicy miasta miała nieszczęście napotkać mrocznowłoka. Ta sama grupa nadała Matteousowi przydomek – Sven, jak bohater jego ulubionej książki o krasnoludach.
Styczność z marginesem społecznym rozciąga ów margines. Mira De Silva, członkini Furii Ulicy, uzdolniona wojowniczka, napisała w swoim pamiętniku:
Sven strasznie się stoczył, odkąd go poznałam. Prawie się już do mnie nie uśmiecha, jak kiedyś. Jest taki dobry, a otacza się tym wszystkim, co złe… Widziałam go, jak brał narkotyki. Nie ukrywał tego, brał przy nas. Powiedział, że musi poznać wroga. Myślę, że on nie robi tego dla siebie. Te paskudztwa w jakiś sposób go wzmacniają, lepiej walczy ze śmieciem tego miasta. To poświęcenie… Całkiem już osiwiał, nie wiem, czy ze stresu, czy od narkotyków, czy przez pochodzenie od niebianina. Ma tyle lat co ja, 17, a wygląda na dużo starszego.
…zaczyna mówić dziwne rzeczy. Sam do siebie, czasem szeptem, a czasami głośno. Trochę się go zaczynamy bać. Mówi, że to wszystko o jego pochodzeniu to brednie. Że spłodziło go coś złego. Ale to nieprawda. Muszę zabrać mu te narkotyki, bo bredzi. I mam gdzieś jego poświęcenie.
Cokolwiek planowała, nie udało jej się tego dokonać. Stricken dalej pogrążał się w narkotykach, i co gorsza zaczął mówić przez sen. Krzyczał, wył, syczał w języku drowów. Zrozpaczeni rodzice wezwali znajomego kapłana Oulidamarry, tego samego, który rozpuścił plotki o pochodzeniu dziecka. Mimo użycia dość potężnej magii, umysłu chłopaka nie udało się oczyścić. Kapłan stwierdził wówczas, że Matteous może być, jak to określił, „skazany na szaleństwo”. „Vrath” – słowo to powtarzali często spieczonymi wargami rodzice chłopca, a znaczy ono tyle, co „Skazany”. On sam obrał sobie słowo to jako przydomek. Sven Vrath.
W stanie niespokojnej równowagi między intensywną modlitwą do Pelora za dnia i dziełem zniszczenia nocą, Sven dożył 25 roku swego życia. Ojciec Matteousa zrozumiał wreszcie, że nie ma w swym przyszywanym synie spadkobiercy. Choć kochał go nad życie, zdawał sobie sprawę, że jest on zbyt nieprzewidywalny, aby powierzyć mu tak dużą schedę, jak dom Stricken. Sam Matteous zrozumiał to już wcześniej i nie był tym zaskoczony. Nie pragnął zresztą potęgi finansowej, a osobistej.
Ją też osiągał, krok po kroku. Jego nauczyciel kusznictwa, Theor, zaobserwował kilka dziwnych zdarzeń.
Panicz Stricken strzelał do beli słomy, którą zasłoniłem stalową tarczą, moją własną, jako dodatkowe utrudnienie. Panicz oddał strzał, jak sądziłem, zły. Bełt ani nie uderzył w środek tarczy, by ją przebić, ani obok niej, w część celu poza tarczą.
Wielkie było moje zdziwienie, gdy odkryłem, że bełt przebił cel na wylot, przelatując przez sam środek, ani trochę nie uszkadzając tarczy! Nie było nawet rysy, jakby w ogóle jej tam nie było. A była przecież, twarda, krasnoludzka stal. Doprawdy nie wiem, w jaki sposób to się stało. A wiadomo, że jeśli coś jest niewytłumaczalne, wytłumaczeniem jest magia.
Podsumowując, Szanowny Panie Stricken, rezygnuję z funkcji dalszego kształcenia Pańskiego syna z zakresu posługiwania się kuszą. Syn powinien być kształcony w kierunku mistycznych aspektów wykorzystania tejże broni, których ja nie mam szczęścia znać.
Stricken postąpił za radą starego człowieka i wynajął najlepszych Mistycznych Sztukmistrzów, Magów Miecza i Pieśniarzy Klingi, by pomogli Matteousowi okiełznać jego talenty. Żaden z nich nie odniósł najmniejszego sukcesu, z wyjątkiem jednego. Duchowy obrońca rodu, kapłan Oulidamarry, rozpoznał u młodego człowieka dar psionizmu, mocy walki przy użyciu własnych myśli. Nie mógł uczyć go psioniki, gdyż sam niewiele o niej wiedział. Począł natomiast przyuczać go sztuki samodoskonalenia, wynajmując mu doskonałego nauczyciela, starego mnicha, Idącego Ku Światłości. Mnich nauczył Strickena uwolnić to, co ma w sobie, swoją wewnętrzną moc.
U większości ludzi skutkuje to objawieniem się mocy ki.
U Matteousa Strickena zaowocowało czymś przerażającym.
Owszem, młody człowiek, zachęcony radami starego mnicha, otworzył swe wnętrze. Jednak miast znaleźć tam spokój i jedność, odnalazł szaleństwo i zmutowane magią drowie instynkty.
Od tamtej chwili zaczęło być coraz gorzej. Mnich zauważył przemianę i zrezygnował z nauki chłopaka. Spytany o powód, odpowiedział:
„Zobowiązałem się nauczać Matteousa Strickena, nie Svena Vratha”.
Gdy Sarah Stricken poznała prawdę o przywódcy krwawego gangu, zachorowała ciężko i po dwóch dniach zmarła. Jej mąż był zrozpaczony, podobnie jak syn. Wspólnie pogrążyli się w żałobie, a Sven znów uciekł w narkotyki. Ale tym razem nie było to już poświęcenie własnego zdrowia dla sprawy. Tym razem była to ucieczka w szaleństwo.
Ale najgorsze nie dokonało się jeszcze. Oto, w dniu 29 urodzin Matteousa, gdy, jak co roku, ojciec i przyszywany syn łączyli się we wzajemnej miłości i wzajemnej tęsknocie za matką, gdy zrozpaczony mężczyzna jak co roku patrzył na szaleństwo syna, chłopak miał po raz pierwszy w życiu ujrzeć swego prawdziwego rodziciela. Durtza go odnalazł.
Nie był szczególnie wściekły, ba – nie był nawet szczególnie okrutny. Historia nie zapisała okoliczności śmierci ojca Matteousa. Wiadomo jedynie, że dom rodu został zadziwiająco cicho obrócony w zgliszcza, a syn starł się ze swym ojcem.
Z jakiegoś powodu Durtza, zamiast zabijać swego potomka, postanowił przypieczętować ciążące na nim szaleństwo, używając swej magii.
Matteous stracił niemal całą pamięć, jego lekkie awersje zmieniły się w fobie, brak sympatii w nienawiść, zagubienie w szaleństwo, uzależnienia pogłębiły się, a przywiązania zniknęły.
Matteous Stricken raz i na zawsze przemienił się w Svena Vratha. Plan Durtzy powiódł się. Oto jest jakiś pożytek z jego związku z tą kobietą. Oto stworzył byt, który zasieje strach w sercach ludzi, który pokaże im, że ich nadzieja i wiara nie mają prawa istnienia przy jego magii.
Nie przewidział on jednak, tworząc tę groteskową, wyolbrzymioną karykaturę szaleńca, że będzie tak potężna… i że obróci się przeciwko niemu. Wystarczył jeden strzał, jeden celny strzał, by niezwyciężony drow opadł na ziemię martwy. Jego dusza uleciała w krzyku rozpaczy, niespodziewanie zauważając coś, o co może się zaczepić, by utrzymać się w stanie niby-życia. I tak, odłamek duszy Durtzy chciwie wpił się w umęczone jestestwo Svena Vratha, na zawsze pozostając jego częścią.
Po tych wydarzeniach Vrath uciekł z rodzinnego miasta. Widuje się go czasami w różnych zakątkach świata, wiąże z makabrycznymi zbrodniami i straszliwymi rytuałami. Jego działania nie prowadzą jednak w jednoznacznym kierunku.
Osobowość:
U Svena Vratha nie ma właściwie mowy o czymś, co można by określić spójną osobowością. Na całość jego egzystencji składa się Matteous Stricken, zdesperowany by powrócić do normalności, Durtza, który usiłuje doprowadzić do wskrzeszenia swego właściwego ciała, i setki quasi-osobowości, „Głosów”, będących w rzeczywistości rozbitym umysłem Matteousa.
Jednak wszystkie te elementy składają się w jedną, myślącą istotę. Ma ona swoje dążenia – chce odnaleźć Mirę de Silva, którą z jakiegoś powodu nierozłącznie wiąże ze swym ocaleniem i uzdrowieniem. Nienawidzi kościoła Oulidamarry i zakonów mnichów – te stara się atakować i sabotować, z zaskakująco znacznymi sukcesami. Zależnie od tego, która część jego osobowości bierze górę, może próbować w pewnym stopniu naprawiać krzywdy wyrządzone innym (ale nie mnichom czy kapłanom Oulidamarry), lub być szczególnie agresywnym i atakować bez najmniejszego powodu.
Relacje:
W przypadku Vratha do relacji międzyludzkich właściwie nie dochodzi. Ci, którzy o nim słyszeli, zwykle uciekają, gdy go spotkają. Ci, którzy nie słyszeli, czują zrozumiałą odrazę lub współczucie dla jego nieszczęsnego widoku. Zależnie od dominującej osobowści i stanu, w jakim się znajduje, jego zachowanie może być różne. Potrafi być spokojnym i opanowanym, zwłaszcza, gdy ma ku temu szczególny powód. Z racji swego opłakanego wyglądu i dość nieprzewidywalnego zachowania boryka się z kilkoma problemi, ciężko jest mu bowiem zakupić bełty czy żywność. Dlatego zarówno Durtza, jak i Stricken korzystają z każdej chwili wewnętrznego spokoju, by spróbować znaleźć amunicję, żywność i narkotyki. Nocuje w rozmaitych melinach i opuszczonych domach, a czasami w świątyniach, które zechcą go przygarnąć. Wydaje się wciąż mieć pewien sentyment do religii Pelora.
Jego zachowanie wobec Miry De Silva jest dosyć szczególne. U niej, jeśli osobowość Strickena będzie przeważała, będzie się starał szukać pomocy. Czy jest prawdą, że umie ona mu ona pomóc – nie wiadomo. Nikt nie posiada też żadnej informacji, gdzie ową kobietę można znaleźć. Warto jednak pamiętać, że i ona może podjąć poszukiwania Vratha.
Matteous otrzymał znaczną edukację, m.in. znał 5 języków, ale teraz rzadko się odzywa. Mówi najczęściej, gdy przeważa Matteous Stricken. Nie zdarzyło się jeszcze, by zaatakował szlachciankę lub szlachcica. Być może to przypadek, a być może wspomnienia z jego dawnego życia nie pozwalają mu zaatakować kogoś, kto przypomina mu rodziców.
Jest bardzo wrażliwy na zwracanie na niego uwagi. W sytuacji, gdy jest wytykany palcami lub wyszydzany, należy zastosować zasady dotyczące Głosów (patrz niżej).
Charakter:
W sytuacji normalnej: CN. W sytuacji, gdy przeważa Matteous Stricken, CN lub CD. W sytuacji, gdy przeważa Durtza, CN lub CZ. Pamiętaj, że z racji na swoje głębokie szaleństwo nawet czyny Chaotycznego Dobrego Strickena albo Chaotycznego Złego Durtzy będą bardziej chaotyczne, niż złe czy dobre.
Wygląd fizyczny:
Ubiór Vratha ogranicza się do zużytych, ale wciąż wytrzymałych spodni od zbroi skórzanej (traktuj jak przeszywanicę) i twardych, podróżnych butów. Koszulę najwidoczniej stracił, i ani myślał zdobyć nowe przyodzianie. Na plecach nosi swą kuszę, zwaną przez siebie samego Dewastatorem. Oręż ten został umagiczniony stopniowo, ładowany szaleństwem Vratha. Przy pasku spodni nosi (bez pochwy) swój miecz, Ostrze Furii, który niegdyś był Wielkim mieczem, ale został złamany do długości miecza długiego, oraz nóż, wykonany z tej właśnie odłamanej części i kawałka drewna służącego za rękojeść. Należał on do jego ojca, wydobył go ze zgliszcz swego domu.
Umięśnione, blade ciało Vratha pokryte jest licznymi bliznami. Część została otrzymana w czasie walki, część jest wynikiem samookaleczeń. Pod karkiem, wzdłuż kręgosłupa, widnieje wyryte niewielkimi literami słowo „Vrath”. Nie wiadomo, w jaki sposób nabyte, ale jest ono zbyt dopracowane i wyraźne, by być efektem samookaleczenia. Jego włosy, sięgające ramion, są zupełnie siwe, a na twarzy brak zarostu.
Sven Vrath
Tropiciel 2/Wojownik 4/Psion (Egoista) 4/Slayer 3/barbarzyńca 1
KW: 5k8+10, 2k10+4, 4k4+8, 1k12+2 (79 PW, 107 w szale)
Inic: +8
KP: 19 (+1 przeszywanica, +8 Zr)
Prędkość: 15 m
Atrybuty: S 16, ZR 21 (27), BD 14, INT 12, RZT 6, CHA 6
BPA: +12/+7/+2
Ataki: Devastator (Wielka kusza +1 rozszczepienia (splitting) i umiejętności (aptitude)) +24/+19/+14 (+22/+22/+17/+12 z Szybkim strzałem), Ostrze furii długi miecz z Deep Crystal +2 +19/+14/+9, sztylet z Deep Crystal +2 +19/+14/+9
Obrażenia: Devastator 2k12+11+2k6 (średnio 31), Ostrze furii 1k8+5 (+2k6 z Deep Crystal kosztem 2 pp/użycie), sztylet 1k4+5 (+2k6 z Deep Crystal kosztem 2 pp)
Atuty: Bezpośredni strzał, Specjalizacja w Broni (kusza ręczna), Crossbow Sniper**, Greater Crossbow Sniper, Penetrating Shot**, Precyzyjny strzał, Skupienie na Broni (kusza ręczna), Szybkie naciąganie kuszy, Szybki strzał, Tropienie, Poprawione trafienie krytyczne (ręczna kusza)
MRO: Wytr: +12, Ref: +13, Wola: +10
SC: Psi-kryształ, Głosy, Szaleństwo
Charakter: Patrz opis.
PP: 39
Znane moce:
1 poziom: Bolt, Catfall, Inertial Armor, Mind Thrust, Psionic Endure Elements***, Vigor
2 poziom: Animal Affinity, Call Beast of the Id****, Chameleon, Control Sound, Damp Power***, Mental Disruption, Psychoportive Shelter***
SW: 15 (8 wojownik, 4 psychowojownik, 2 barbarzyńca, 1 specjalne).
*Complete Mage
**Player Handbook II
***Complete Psionic
****Hyperconsious
Głosy:
Sven Vrath słyszy głosy, towarzyszące mu przez całe życie. Ogromne ilości narkotyków, straszliwe przejścia, umysł rozdarty psioniką, rzucony na niego w wieku lat 30 czar Obłęd, (który jednak nigdy nie zadziałał zupełnie) okaleczyły jego duszę, umysł i ciało, rozdzielając je na wiele części. Można to określić posiadaniem wielu psi-kryształów, z których każdy podszeptuje co innego. Za każdym razem, gdy znajduje się w stresowej sytuacji, należy wykonać rzut k20 i skonsultować wynik z poniższą tabelą. Tabela mówi, którego głosu słucha w danej sytuacji Vrath. Część efektów może być też spowodowana konfliktem wielu głosów. Za stresową sytuację uznaje się: Nagłe przebudzenie ze snu, wytykanie go palcami/mówienie o nim w trzeciej osobie (jest niezwykle czuły na punkcie zwracania na niego uwagi), zabicie przez niego kogoś, kogo chciał tylko powalić, itp. itd. (MP może zamienić kilka na inne, pasujące do jego kampanii).
[table=Głosy]
[th]Rzut k20[/th] [th]Efekt[/th]
[tr][td]1.[/td] [td]Wpadnięcie w szał, analogiczny do szału barbarzyńcy, jednak trwający niepowstrzymanie przez minutę i nienaliczający się do dziennego limitu. W trakcie szału Vrath zaatakuje wszystko, co uzna za wroga.[/td][/tr]
[tr][td]2.[/td] [td]Przez następne 3 rundy w walce Vrath będzie używał tylko i wyłącznie psioniki. Nie będzie używał nawet psioniki atakującej pośrednio (np. nie użyje wilczego ugryzienia). W każdej rundzie będzie też odnawiał 6 punktów mocy. Zwróć uwagę, że przy jego podanej w statystykach liście mocy będzie używał tylko stylów ataku psionicznego, tj. Bicz ego i Pchnięcie myślą, nawet przeciwko niepsionicznym.[/td][/tr]
[tr][td]3.[/td] [td]Przez następne 3 rundy Vrath będzie używał w walce tylko broni naturalnej. Nie pozbędzie się broni, jedynie schowa ją do pochwy. Psioniki będzie używał tylko, aby zwiększyć swoje możliwości w walce wręcz. Tak więc użyje np. wilczego ugryzienia.[/td][/tr]
[tr][td]4.[/td] [td]Głosy towarzyszą Vrathowi cały czas, ale czasami narastają do niesamowitej psychicznej siły. Powalają go one na kolana, przy czym uznaje się go za skulonego i ogłuszonego. Trwa to 2 rundy, podczas których nie jest w stanie nic zrobić.[/td][/tr]
[tr][td]5.[/td] [td]Charakter zmieniony na CD na 3 rundy. Efekt niemal pełnej kontroli Matteousa Strickena.[/td][/tr]
[tr][td]6.[/td] [td]Charakter zmieniony na CZ na 3 rundy. Efekt niemal pełnej kontroli Durtzy.[/td][/tr]
[tr][td]7.[/td] [td]Na 3 rundy Vrath postrzega świat tylko w dwóch barwach: odcieniach szarości (ciała martwe i rośliny) i jaskrawoczerwonym (ludzie i zwierzęta). Otrzymuje on widzenie w ciemnościach (36 metrów), +2 do testów ataku bronią dystansową i +20 do zauważania. Ignoruje też wszelkie premie z ukrycia, jakie może posiadać przeciwnik. Premie dotyczą tylko zwierząt i istot żywych.[/td][/tr]
[tr][td]8.[/td] [td]Wszystkie atrybuty zwiększone o 2 i dodatkowo efekt 5 lub 6 (równe szanse na oba) na 5 rund. Jest też szansa (jaka, określa MP, być może to pewne) że efekt ten wystąpi po rzuceniu na Vratha Ochrony przed Chaosem lub czaru o podobnym efekcie, który uspokoi jego umysł.[/td][/tr]
[tr][td]9.[/td] [td]Vrath zaprzestaje wszelkiej walki i jakichkolwiek czynności innych niż wrzask straszliwego bólu. Trwa 2 rundy.[/td][/tr]
[tr][td]10.[/td] [td]Rzuć dwa razy, ignorując wykluczające się lub powtarzające efekty, oraz efekty, które już są połączone.[/td][/tr]
[tr][td]11-20.[/td] [td]Bez efektu, Vrath dalej zachowuje się tak, jak przedtem. Reakcja neutralna.[/td][/tr]
[/table]
Psi-kryształ: Vrath posiada Psi-kryształ, w przeciwieństwie do większości psychowojowników. Są nim głosy w jego głowie. Każdy z nich po części jest nim. Nie ma przeciwskazań, aby ten sam psi-kryształ posiadali inni psionicy. Jest to specjalny typ kryształu:
[table=Psi kryształ: Głosy]
[th]Głosy[/th] [td]Psionik przechowuje tę alternatywę Psi-kryształu we własnej głowie. Rujnują one osobowość, dając karę -2 do testów Koncentracji, Nasłuchiwania, Wyczucia Pobudek i rzutów obronnych na Wolę, ale zapewniający premię +2 do testów Zauważania, Upadania, rzutów obronnych na Wytrwałość i Refleks.[/td]
[/table]
Szaleństwo:
Sven Vrath, z racji chaosu panującego w jego jaźni, jest odporny na wszystkie efekty zaklinania, dominacji i zauroczenia, a próby wpłynięcia na jego nastawienie testami charyzmy automatycznie zawodzą (odpowiednik rezultatu 1). Być może sposobem na jako – taki wpływ na niego jest ukazanie mu iluzji/portretu któregoś z jego rodziców lub Miry Da Silva. Jednak i te elementy nie muszą zadziałać, gdy zwiększoną kontrolę ma Durtza.
Walka i taktyka:
Mimo swego szaleństwa, w czasie walki Vrath podejmuje dosyć rozsądne decyzje, a jego umiejętności kuszniczych nikt nie śmie podważać. Gdy już zdecyduje się z jakiegoś (czasami bardzo błahego) powodu zabić jakąś istotę, czai się na nią, najlepiej w jakimś opuszczonym strychu czy innej, dobrej kryjówce, i stamtąd ostrzeliwuje. Gdy nie ma okazji do zasadzki, trzyma przeciwników na dystans tak długo, jak to możliwe, aż wreszcie wyciąga ostrze furii, używa mocy psionicznych wilcze ugryzienie, pazury i wigor, następnie wpada w szał barbarzyńcy i tak wzmocniony rusza do walki wręcz, w której to również jest niebezpieczny. Czasem z niewiadomych powodów koncentruje się tylko na jednym, wybranym wrogu, a gdy już go zabije, ucieka. Jest gotów nawet mocno zaryzykować, byle zabić takiego przeciwnika. Kiedy indziej, po zabiciu ostatniego wroga, używa mocy psionicznej wilcze ugryzienie i pożera kawałki ciał zabitych przeciwników. Mędrcy, badający istotę szaleństwa, uznają to za kolejny element jego obłąkania, choć są i tacy, którzy obarczają winą zwyczajny głód i brak jakichkolwiek zahamowań.
Pomysły na przygody:
Bohaterowie Graczy są znani w okolicy z rozwiązywania rozmaitych ludzkich problemów, od pobliskiej jaskini troglodytów aż po przywołanego przypadkiem żywiołaka. Pewnego dnia zauważają na ulicy tajemniczą postać, która przygląda się im przez chwilę, po czym ucieka. Próbują podążyć jej tropem, jednak bez rezultatu. Następnego dnia do graczy przychodzi ze sprawą zrozpaczona kobieta. Przedstawia się jako Mira Da Silva.
Pewien stary kapłan Oulidamarry przybywa do świątyni Pelora, prosząc o pomoc. Potrzebuje znaleźć pewien prastary środek, mogący uleczyć terroryzującego miasto szaleńca... Jednocześnie BG otrzymują od konstabla propozycję - 30 000 sztuk złota za głowę Svena Vratha i całą chwałę z zabicia go. W jakim kierunku podążą BG? Czy ulitują się nad znękaną duszą, czy też przeważy chciwość? A może, w umiłowaniu sławy, zdecydują się zapolować na Vratha na własną rękę?
Podczas "rutynowej" eksploracji lochu BG natknęli się na nietypowy sarkofag, zabezpieczony w ten sposób, by żadna magia nie mogła go wykryć. W środku spoczywa szkielet należący niegdyś do drowa. Wraz z otwarciem wieka osłony zostały złamane - to tylko kwestia tygodni, zanim dp swego ciała powróci najstraszniejszy z czarowników krwi, Durtza...
Złowroga Akadamia prowadzi badania nad istotą szaleństwa, pragnąc stworzyć nowego, potężnego nieumarłego. Nie posiadają jednak odpowiednich "materiałów doświadczalnych". Rada już wybrała - chce Svena Vratha. Żywego...
No, więc to jest wersja robocza mojego pierwszego BN’a, z rozszerzoną wersją historii postaci. W sumie 7 stron w Wordzie
. Celowo nie podawałem żadnych miejsc i dat, aby można go było dopasować wszędzie, do każdej kampanii i settingu. Proszę o szczerą i konstruktywną krytykę, oraz o sprawdzenie listy umiejętności, gdyż często popełniam w tym miejscu błąd.


.
a tak na serio, czekam niecierpliwie na poprawioną wersję statystyk. Kryształowa broń jest sama w sobie bardzo interesująca, ale będę musiał pokombinować, skąd Stricken miałby ją wytrzasnąć...



