Zrodzony z fantastyki

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 7
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

śr lis 21, 2012 10:50 am



Mercutio nie był w stanie dosłyszeć wiele więcej niż jeden dość głośny męski głos i drugi bliżej nieokreślony, który był zbyt cichy, aby przebić się przez gęste opary.

Nie minęło jednak dziesięć sekund, gdy z czerwonej mgły ktoś się wynurzył. Kolosalny mężczyzna, o wzroście niemal trzech metrów, dzierżący potężną dwuręczną maczugę - broń niespotykana w waszych rodzinnych stronach. Szybko dostrzegliście, że mężczyzna musi być człowiekiem, a nadnaturalny rozmiar zawdzięcza magii lub innej mocy. Tuż za nim, słaniając się na nogach i trzymając się kurczowo poły noszonego przez niego poszarpanego futra, jakby próbowała go przed czymś powstrzymać, pojawiła się młoda kobieta.

- Nie, proszę ojcze, nie musimy...

Usłyszeliście, jak mówi przez łzy do olbrzyma, po czym potknęła się i padła na ziemię, kuląc się z bólu. Teraz dopiero zauważyliście, że jej noga była nienaturalnie wykrzywiona. Kość piszczelowa była wyraźnie widoczna na wierzchu, przebijając skórę powyżej kolana.

- Cicho, tu są DEMONY! - Mężczyzna wykrzyknął lustrując was na wpół przytomnym spojrzeniem. Jego oczy były przekrwione, nieobecne, oczy człowieka pogrążonego w obłędzie. Co nietrudno było zweryfikować po jego zachowaniu.

- NIE POZWOLĘ WAM WIĘCEJ SKRZYWDZIĆ MOJEJ CÓRKI!
Każde słowo olbrzyma odbiło się kilkukrotnym echem od niewidocznych we mgle ścian areny.

Po czym ruszył do ataku z taką szybkością, że zdołaliście jedynie dobyć broni...

Obrazek


A ranna kobieta wciąż leżała na ziemi kilka metrów za wojownikiem, kuląc się ze strachu i pochlipując...

Ostatnio zmieniony śr lis 21, 2012 11:13 am przez Agnostos, łącznie zmieniany 5 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw lis 22, 2012 7:06 am

Mercutio

Mercutio zagryzł wargi. Ta kobieta potrzebowała natychmiastowej pomocy. Z drugiej strony. Jej ojciec właśnie szarżował na grupę Merkutia uważając ich za demony...

- Nie jesteśmy demonami! Opanuj się, jesteśmy więźniami tak jak i ty! - wrzasnął Mercutio. A potem krzyknął do towarzyszy - Ruszajmy do ataku! Postarajcie się jednak zostawić go przy życiu, może się uspokoi i jakoś się dogadamy!

Mercutio ruszył do ataku. Pędząc naprzeciwko wojownika miał tylko nadzieję, że trzymetrowy "ojciec" nie przebiegnie po prostu po nim. ~Smoczy Duchu, daj mi siłę~

Spotkanie barbarzyńcy z Mercutiem nie poszło jednak tak źle, nie trzeba było też jakoś specjalnie celować. Mercutio wymierzył cios aby nie trafić w zbyt istotne części ciała, ale barbarzyńca i tak zszedł trochę z kursu i miecz uderzył go w bok, gdzie zbroja była trochę słabsza.

Ostatnio zmieniony czw lis 22, 2012 7:07 am przez dreamwalker, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw lis 22, 2012 12:16 pm



- Nie, nie dam się zwieść!

Mężczyzna zakrzyknął aż doleciały was kawałki jego śliny.

- Kolejne demony... miód na ustach a krew na dłoniach i zło w sercu... kolejne demony!

Choć mężczyzna był w takim stanie umysłu, że pewnie i stado archonów nie wyprowadziłoby go z jego błędnego przekonania, to cięcie miecza Mercutio tylko utwierdziło go w jego furii. W momencie gdy wojownik odsłonił się uderzając swym mieczem, z siłą gromu spadła na niego maczuga wielkoluda. Potężne uderzenie w bok niechybnie roztrzaskałoby żebra Mercutia a prawdopodobnie i posłałoby go wprost do grobu, gdyby nie ochrona jego ciężkiego pancerza.

Obłąkany wojownik oblizał wysuszone oparami wargi z zadowoleniem i rzekł.

- Odpuśćcie swoje sztuczki, swoje iluzje. Widzę dobrze, że ten tu nie zdołał jeszcze się oblec w żywe ciało, którym by zwodził niewinne dusze...

To mówiąc wpatrywał się w Tharosa, a chwilę potem, po kilku potężnych susach już znajdował się przy nim.

Maczuga wzniosła tuman kurzu, gdy z hukiem trzasnęła w ziemię. Tharos zdołał w ostatniej chwili uniknąć ciosu, tak że potężna laga ledwo go musnęła. Gdyby go trafiła, pewnie nie byłoby co zbierać...

Ostatnio zmieniony czw lis 22, 2012 5:32 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 4 razy.
Powód:
 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw lis 22, 2012 12:40 pm

Satrius patrzył jak imp odlatuje poczuł się zirytowany. Nie lubił przegrywać, zwłaszcza w głupi sposób. Jego towarzysze też mu nie pomogli... trudno. Być może następnym razem się uda.

Z niechęcią i lekkim obrzydzeniem zjadł poczęstun0k. Prawdę mówiąc, bywało gorzej, a alkohol. był bez porównania lepszy niż zajzajer jaki ribiono na dolnych pokładach.

Potem klatka opadła na dno chwycił miecz. Nie zwracał uwagi na kobietę. Skoncentrował się i stał jednością ze swą bronią. Potem ryknął i uderzył na barbarzyńcę siekąc z półobrotu.

[/hide]
Ostatnio zmieniony czw lis 22, 2012 1:09 pm przez slann, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw lis 22, 2012 5:21 pm





Tak, jasne... obrażajcie biednego Tharosa, jak by nie miał dość zmartwień, zaśmiał się pod nosem, ukrywając pod humorem fakt, że zaczynał kojarzyć, a sen który miał tuż przed obudzeniem się w klatce powoli nabierał cech każących sądzić, że był on czymś więcej. Na szczęście nie było czasu na drążenie tematu. Człowiek zdzielił Mercutio aż się Tharos skrzywił i teraz pędził on na Taermacka. Cóż... taki żywot mięsa arenowego.
Stanął szeroko na nogach wyczekując ataku i uskoczył w bok. Już skoczył wprzód i dopadł do niego, jednak nie uderzył, a zanurkował pod lewym ramieniem zdzielając go łokciem pod bok. Nie było w tym nic groźnego, tym bardziej, że miał kolczugę, ale zabolało... a ćwierć sekundy zwiotczenia Tharosowi powinno wystarczyć. Nie tym razem.

Ostatnio zmieniony czw lis 22, 2012 5:35 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Sanawabicz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 698
Rejestracja: wt paź 14, 2008 10:23 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt lis 23, 2012 4:14 pm

Obrazek
Diogenes


Gdy klatka ostatecznie opuściła się na czerwony piasek wypełniający arenę, mężczyźnie wcale nie było do śmiechu. Widział jednak, że jeżeli jest to coś co zagrozi mu dokończyć swoje sprawy lub co gorsza zagrozi jego życiu... skończy szybciej niż mogło by się to zdawać. Łowca przykucnął na chwilę zanurzając dłoń w piasku, i prostując się chwilę później. Przesypał piach z ręki do ręki, i powąchał go. Nie spodziewał się niczego innego, dziwny metaliczny zapcha wypełnił jego nozdrza i napełnił jego oczy dziwną rządzą.

Chwilę potem, jak gdyby znikąd pojawiła się dwójka... co z pozoru nie przewidywało zbyt wyrównanej walki. Dio sądził tak do czas gdy odwrócił się, a jego oczom ukazał się szarżujący gigant zdający się zmiażdżyć wszystko na swojej drodze. Musiał być tu już jakiś czas, a to na pewno nie była jego pierwsza walka.

Jego córka wyglądała na osłabioną, kość wystająca spod przeciętej skóry nie wyglądała zbyt dobrze. W obecnych warunkach gojenie się takich ran musiało być znacznie utrudnione, a ból musiał przeradzać się w istną katorgę. Z tego co przeczytał w dzienniku, kiedyś i z jego nogą nie było najlepiej... miał jedynie nadzieję, że teraz nie będzie mu to przeszkadzać.

~Co on kombinuje? dlaczego stara się rozmawiać z szarżującym bykiem!?~
Ta myśl przez moment przeleciała przez jego głowę, okazało się że było a późno. Maczuga uderzyła z ogromną siłą, i właśnie wtedy Diogenes zdał sobie sprawę, że nie chce skończyć podobnie. Dwójka pozostałych towarzyszy nie próżnowała... więc i on miał zamiar pokazać co potrafi. W jego dłoni spoczywały już dwa rapiery, które połyskując nieco w resztkach światła, aż prosiły się o krew.

Pewnym krokiem ruszył przed siebie, starając się wykorzystać rozkojarzenie i szal olbrzyma. Wiedział dokładnie, gdzie atakować tak by zabolało. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego jakie szody mógł wyrządzić i wcale nie czuł się z tym źle. Wykorzystał nadarzającą się okazje, prześlizgując się obok walczących towarzyszy i znajdując się praktycznie za plecami przeciwnika. Atak był szybki, i precyzyjny, a przynajmniej tak zdawało się łowcy. Dwa cięcia, praktycznie idealne trafienia w miejsce gdzie rapier bez problemu przebił się przez pancerz pozostawiając dwie głębokie rany. Krew pojawiła się prawie natychmiast, a łowca uśmiechnął się szeroko.

 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt lis 23, 2012 7:03 pm

Mercutio

Mercutio długo zbierał się po ciosie olbrzyma, poszukał wzrokiem jego córki, aby sprawdzić czy jeszcze żyje. Już na początku tego starcia wyglądała kiepsko...
- Atakujcie! Pójdę za Wami!

Ostatnio zmieniony pt lis 23, 2012 7:08 pm przez dreamwalker, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt lis 23, 2012 11:07 pm



Potężny wojownik zachwiał się od bólu wywołanego serią ciosów, a zwłaszcza zdradzieckimi pchnięciami rapierów w plecy.

Odwrócił się, żeby wygarnąć z maczugi najdotkliwiej atakującemu przeciwnikowi, ale szok wywołany otrzymanymi ciosami i upływ krwi już dawały o sobie znać. Diogenes poczuł tylko powiew powietrza od wielgachnej maczugi.

Jednocześnie przeciwnik uskoczył półtora metra i wycharczał z wściekłością.

- Chodźcie podstępne demony, nie weźmiecie mnie żywcem!

Dziewczyna kilkanaście metrów dalej podparła się tylko jedną ręką na piasku próbując wstać, ale zaraz upadła. Jej twarz była mokra od łez i brudna od rdzawego piasku, którą ją oblepił.

Ostatnio zmieniony pt lis 23, 2012 11:10 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob lis 24, 2012 12:45 am





- Kończymy waść... - stwierdził Tharos stając bokiem do człowieka i celując w niego palcami - Na prawdę mi przykro, że nie może się to skończyć inaczej... - a jego twarz na prawdę wyrażała smutek. W jego oczach pojawiły się iskry, dłoń rozjarzyła się wewnętrznym światłem tak intensywnym, że można było dojrzeć wszystkie jego kości. Palce zapłonęły. Na ćwierć sekundy pojawił się intensywny ognisty promień łączący palce Tharosa z piersią człowieka, przepalając się przez pancerz i mostek, zostawiając zwęgloną dziurę w piersi, sięgającą niemal kręgosłupa. Przez chwilę twarz ofiary wyrażała niewyobrażalny ból, ale nie minęła sekunda gdy ten ból pozbawił człowieka przytomności.
- Na prawdę mi przykro, że musiałeś umrzeć tak daleko od domu... - powiedział bardziej do siebie po czym jego twarz jeszcze bardziej posmutniała gdy obracał się w stronę dziewczyny

 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob lis 24, 2012 1:54 am

Barbarzyńca wymachiwał swoją maczugą ponad głową oczekując podejścia przeciwników. Ognisty promień, który wystrzelił z rąk Tharosa nie był tym czego się spodziewał. Zdołał jednak dosięgnąć swym ostatnim zamachem maczugi manifestującego moc przeciwnika. Cios niemal zwalił z nóg Tharosa, jednak już i tak było za późno.

Mężczyzna w futrach upadł ciężko na kolana. Przerażonym spojrzeniem spojrzał w ostatniej chwili na swe wypalone trzewia i ostatkiem sił wyszeptał.
- Chronosie... czemuś mnie opuścił...
Po czym upadł twarzą do piasku. Magia wysączyła się z niego, aż jego ciało skurczyło się do normalnych rozmiarów.

- Nieeeee, nie może być...!
Krzyk kobiety przypomniał wam, że jeszcze ona pozostała przy życiu. Obserwowała was bacznie z niemym wyrazem przerażenia na twarzy. W końcu przemówiła drżącym głosem, wciąż nie mogąc podnieść się o własnych siłach.
- Proszę, nie róbcie mi nic złego, nie róbcie mi tego, co inni...

Zanosiła się przerywanym szlochem, kuląc się ze strachu.

Powietrze wokół zdawało się jeszcze bardziej zgęstnieć.

Ostatnio zmieniony sob lis 24, 2012 1:56 am przez Agnostos, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob lis 24, 2012 7:33 am

Mercutio

- Starczy tego rozlewu krwi, dziewczynę zostawcie

Mercutio popatrzył na skurczone zwłoki barbarzyńcy. Dla wojaka nie było już ratunku. Opuścił ten świat. Mercutio ruszył w stronę kobiety, w geście dobrej woli chowając miecz.

- Nie liczę na Twoje wybaczenie, pani. Zechciej jednak zrozumieć, że gdy ktoś szarżuje na mnie z maczugą, to ciężko się zastanawiać nad jego motywami.

W tym momencie, Meructio poczuł, jak jego rana zaczyna boleć jeszcze bardziej. Starając się utrzymać fason wyszeptał modlitwę do Smoczego Ducha i zagryzł zęby, próbując nie patrzeć jak spomiędzy płyt zbroi wypływała jego własna krew.

 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob lis 24, 2012 8:14 am



Kobieta, czy może jeszcze dziewczyna, spojrzała niepewnie, wyraźnie zaskoczona gestem nieznajomego, który dopiero co omal nie został zabity przez jej własnego ojca. Spoglądała to na łagodną twarz Mercutia, to na pozostałych towarzyszy, stojących dalej, nie wiedząc, czego oczekiwać. Po czym utkwiła wzrok w zmasakrowanych zwłokach jej ojca...

Ostrożnym, ale wyraźnym głosem zaczęła mówić, nie odrywając wzroku. Akcentując ponuro każde zdanie.

- To miejsce... ono zmienia ludzi...
sprawia, że pogrążasz się w rozpaczy bez dna... aż odbierzesz sobie życie...
albo postradasz zmysły, zamykasz się w świecie swoich wizji...
albo ulegasz morderczemu szałowi... gotów zmasakrować własnego brata...


Po czym wyszeptała, znów nawiązując kontakt wzrokowy z wami, z lekką nutą nadziei w głosie.
- Ale was to jeszcze nie dotknęło... widzę to po waszych oczach... jesteście nowi, prawda?

Nie czekając na waszą odpowiedź, dodała, strach znów goszczący na jej twarzy i w sercu, odczołgując się mimo woli kawałek od was, jak działające instynktownie, wystraszone zwierzę.
- Co zamierzacie ze mną zrobić...?
 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob lis 24, 2012 8:31 am

Satrius Darele

Satrius był pod wrażeniem . Nie spodziewał się, że tak szybko sobie poradzą z tym barbarzyńcą... może skaptuje ich do floty?
- Niestety Mercutio, ale słowa demonów były jasne, nikt nie może przeżyć, albo wszyscy zginiemy. - rzekł nie chowając miecza -Chyba, że... - mrugnął porozumiewawczo do towarzyszy mając nadzieję, że nie sknocą niczego i pozwolą mu zachować życie dziewczyny.
- Czy możemy ją wziąć w ramach nagrody? - zwrócił się do nadzorców.

 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob lis 24, 2012 1:26 pm





Taermack wycelował i strzelił, ale nagle do niego dotarło, że ta maczuga jest dłuższa niż mu się wydawało. Samą siłą bezwładności (i tego, że człowiek wciąż nie chciał jej puścić) szybowała właśnie w niego, a on nie był w pozycji do uników. Głupota. Straszna głupota. Ledwie zdążył się poruszyć, ale dzięki temu nie otrzymał uderzenia na pierś, a na lewy bark. Dwa kroki "przekroczył" na skraju przewrócenia i dopiero odzyskał równowagę. Wyraźnie czuł adrenalinę krążącą w żyłach, gdyby nie to to rozwalony bark musiał by boleć niesamowicie, a teraz ledwie czuł, że coś jest nie tak. Podszedł do najbliższego z towarzyszy
- Hej! Potrzebuję pomocy w nastawieniu barku. - rzucił nieprzyjemnie i wykrzywił twarz w grymasie bólu gdy prawą ręką podawał mu lewą. Uznał, że nie musi tłumaczyć im jak to robić.

- To nasza pierwsza walka - zwrócił się do dziewczyny. - Opowiedz nam o tym miejscu - poprosił



Ostatnio zmieniony sob lis 24, 2012 2:37 pm przez Arvelus, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob lis 24, 2012 3:00 pm



Tharos zadał swoje pytanie. Dziewczyna z pewnym ociąganiem, ale jednak zaczęła mówić, być może zachęcona tym, że na przekór wszystkiemu co spotykała na arenie, wy nie byliście skłonni ją ubić. Przynajmniej nie od razu.

- To miejsce nie jest ważne... jest tylko jednym z wielu, w mieście, Dis jak je zwą, które zdaje się nie mieć końca ani początku. Gdy prowadzono nas po pojmaniu, marsz zdawał się trwać całymi dniami. Ogrom tej machiny zła jest niewyobrażalny... diabły są wszędzie, w tysiącach różnych rodzajów i form. Nawet jeśli zdołacie jakimś cudem ujść żywo z Psiarni, nie będziecie mieli gdzie się udać... o ile nie potraficie pokonać niezliczonych demonów, czarciego zastępu za zastępem... albo pozostać w perfekcyjnym ukryciu przed każdą magią.

Mówiła pospiesznie, ale jakby zastanawiała się nad czymś, czy może się z wami podzielić czymś jeszcze, czymś ważniejszym.

- Ale jest coś jeszcze. Coś, co trzymało mnie przy życiu przez cały ten czas wypełniony śmiercią i poniżeniem... coś, co dawało nadzieję... Jest droga ucieczki! Droga do miejsca poza czasem i przestrzenią... klucz... mój bóg mi powiedział we śnie.

To powiedziawszy wyciągnęła z lekkim drżeniem małe zawiniątko, torebeczkę mieszczącą się w jej dłoni. Nie było widać, co jest w środku.
Nie zdążyła jednak dokończyć, bowiem tuż za jej plecami rozległ się donośny dźwięk.

'Klap, klap, klap!'

Odgłos braw bitych przez kogoś za zasłoną czerwonej mgły, w akompaniamencie delikatnego brzęczenia metalu.
I wtedy z oparów wyłonił się zarys sylwetki, a następnie cała postać.

Obrazek


Potężnie zbudowany mężczyzna, owinięty kilkunastoma łańcuchami. Albo nie tyle łańcuchami, co prawdziwymi arcydziełami rzemieślniczymi. Każdy z nich mógłby opowiedzieć inną historię, wykonany był z innego stopu, miał inne zakończenia, haki, ostrza, chwytaki, zaczepy... we wprawnych rękach, doskonałe narzędzie do zadawania niewyobrażalnego bólu. A także skuteczna broń, pozwalająca trzymać wroga na dystans. Ich ostrza przy każdym ruchu dźwięczały złowróżbnie, a także raniły skórę kytona, mimo jej grubości. Wypływająca krew zdawała się jednak momentalnie wyparowywać, a rany same się zasklepiały.

'Klap, klap, klap!'

- Brawo, brawo! Jestem Kythorr, mieliście okazję mnie usłyszeć, a teraz mamy przyjemność poznać się twarzą w twarz.

Twarz diabła skryta była pod łańcuchami, jedyne, co było widać, to szczerzące się w uśmiechu, ostre jak szpilki dziesiątki zębów oraz płonące, jarzące się niepokojącą pustką oczy.

- Dobra robota panowie! Założyłem się o dwie prawe dusze, że nasz ulubieniec, Vodiac… - to powiedziawszy skinął na trupa u waszych stóp – nie ubije ani jednego z was. I dlatego przychodzę wam osobiście pogratulować.

Jeszcze bardziej wyszczerzył się w swoim uśmiechu.

- Ale jest coś jeszcze, jak wiecie. Ktoś nas zawezwał...

To powiedziawszy skinął na Satriusa.

- I co do tej sprawy, odpowiedź jest jasna. Walka kończy się w momencie, gdy z co najmniej jednej drużyny walczących nie ma nikogo żywego na piaskach areny. Vodiaca już z nami nie ma, jego dusza czuję to dobrze, już trafiła do przedsionka i za chwilę zabiorą się za nią ekstraktorzy. Zrobią dobry użytek z jego obłędu i pasji do zabijania... Ale niestety ta tutaj, Zelda, jeszcze ma się dobrze. No, może niezupełnie dobrze, ale niestety wciąż dycha.

Cmoknął głośno z zastanowieniem i pokręcił głową, wpatrując się w bladą ze strachu jak papier dziewczynę, jakby przykro mu było, że jeszcze nie zechciała umrzeć.

-Niestety, branie jeńców jest wbrew Regulaminowi. Paragraf trzeci, punkt pierwszy Regulaminu jasno stwierdza okoliczności umożliwiające zakończenie walki. Obawiam się, że jeśli jej nie zabijecie, nie tylko nie będziemy wam mogli przyznać pełnych trzech punktów za zwycięstwo, ale także nie będziemy mogli was wypuścić z areny żywymi...

Po krótkiej, acz ciążącej wam chwili milczenia, zakończył dobitnie.

- Zabijecie ją, i to tak, aby cierpiała! A jeśli odmówicie, to nie dość, że sami postradacie życie, ja osobiście dopilnuję, aby nasza panienka cierpiała wielokrotnie bardziej.

To powiedziawszy rozprostował ręce z głośnym trzaskiem w stawach łokciowych, w każdej dłoni trzymając po kilka łańcuchów, których ostrza aż rdzawe były od krwi swoich ofiar. Zelda zaczęła chlipać targana konwulsyjnym strachem.

- Oszczędź sobie ten ton służbisty, Kythorr!

Zza pleców diabła wyłoniła się kolejna sylwetka. I kolejny znajomy głos. To musiała być Kythaiia.

Obrazek


Podeszła do Kythorra, stając obok niego i zakładając ręce na piersiach. Mimo nie mniejszej ilości łańcuchów na sobie, które były jej jedynym odzieniem i musiały ważyć krocie, poruszała się z niebywałą gracją i wdziękiem. Można by nawet uznać, że była na swój sposób atrakcyjna i elegancka, zakładając, że łańcuchy są w modzie w tym sezonie. Albo może raczej kiedyś taka była. Jakieś tysiąclecia temu, zanim jeszcze zaczęła wspinać się z mozołem po hierarchicznej ścieżce awansów okrutnego społeczeństwa diabłów Baator.

- Nasze nowe nabytki najwyraźniej wykazują się kreatywnością i umiejętnością myślenia. Żołnierz, który potrafi zabić wroga jest cenny. Żołnierz, który potrafi zabić wroga, zadając mu ból, który ten zapamięta nawet po śmierci, jest jeszcze cenniejszy. Ale generałami zostają tylko ci, którzy potrafią wykorzystać siłę i słabość wroga do własnych celów.

Mówiła rzeczowo. Jej chrapliwy, dość niski jak na kobietę głos, był nawet miły dla ucha.

- Nie zasłaniajmy się Regulaminem. Jeśli będzie trzeba, zmienimy go. Ale do tego nasi nowi przyjaciele muszą dać nam dobry powód.

Kythorr o dziwo nie odpowiedział ani słowem. Zamiast się obruszyć na krytykę ze strony współpracowniczki, tylko się oblizał z zadowoleniem. Długi jęzor mlaskał niesmacznie pomiędzy drobnymi, spiczastymi zębami. Jakby rozumiał się z diablicą bez słów i z miłą ochotą przeczuwał, co teraz powie. Kythaiia kontynuowała, lustrując was uważnie.

- Zrobimy dla was wyjątek i będziecie mogli zabrać ją jako waszego jeńca, niewolnicę. Ale musicie zrobić to na zasadach, które panują w Metropolii Dis. Jeśli byście darowali jej życie w tej chwili, Zelda nie czułaby do was należytego respektu. A ponieważ zabiliście jej ojca, w najmniej przewidywalnym momencie odwróciłaby się od was, wbijając wam nóż w plecy. Byłoby to chwalebne z jej strony. Ale dobrzy generałowie, jakimi z pewnością chcecie się stać, nie dopuszczają takich możliwości, duszą je w zarodku. Podwładny musi czuć strach! Musi wzbraniać się przed zadaniem bólu swojemu przełożonemu wiedząc, że jako nieuniknioną karę spotka go ból wielokrotnie większy!

Zrobiła krótką pauzę wiodąc po was spojrzeniem, jakby sprawdzając, czy słuchacie dość uważnie.

- Będziecie mogli ją wziąć jako nagrodę tylko jeśli będzie odczuwać przed wami absolutny strach. Okaleczcie ją... sponiewierajcie... zgwałćcie... popiszcie się swoją kreatywnością w służbie Baator!

Złowróżbna cisza opadła na arenę. Nawet chlipanie Zeldy ustało kompletnie. Ultimatum diabła zostało rzucone.
Ostatnio zmieniony sob lis 24, 2012 3:18 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob lis 24, 2012 9:07 pm

Mercutio

- Tak się składa - powiedział Mercutio, przerywając wręcz brzęczącą w uszach ciszę - że wiem, co znaczy być generałem. I bynajmniej, nie wiąże się to z bezcelowym okaleczniem niewinnych. - Mercutio powiedział to spokojnie, ale stanowczo, potem kontynuował rozwijając myśl - niech dziewczyna przysięgnie nam wierność. To mi wystarczy, Wam też powinno. W końcu sami stwierdziliście, że nie macie nic przeciwko, abyśmy się w tej klatce pozabijali? Proszę Was zatem, nie uczcie nas naszego własnego fachu, dzięki któremu nie zginęliśmy dotąd.

Ostatnio zmieniony sob lis 24, 2012 9:07 pm przez dreamwalker, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob lis 24, 2012 9:22 pm

- Ha, patrzcie go! Ktoś się już poczuł samozwańczym generałem! Być może rzeczywiście coś pamiętasz... ale i tak jest to zdecydowanie mniej niż byś chciał.

Okrutny błysk pojawił się w oku Kythaii'i. W słowo wszedł jej Kythorr, dodając z szerokim uśmiechem.

- Fakt jest taki, że jesteś teraz na naszej ziemi. Dziewczyna może wam przysiąc wierność, ale żeby nam się to spodobało, będzie to przysięga wykrzyczana przez krew i łzy. Zrozumiane?!

A Kythaiia zakończyła z wyraźną ironią w głosie.

- Jeśli jeszcze nie zauważyliście, jesteście w Piekle, tutaj nie ma niewinnych... mimo że wszyscy mówią, że trafiają tu właśnie z tego powodu.

To powiedziawszy oba demony przestały nawet patrzeć na Mercutia, jakby go celowo ignorowały. Prawy wojownik począł wyrzucać sobie, że być może zmarnował jedyną szansę na ocalenie dziewczyny... a tym bardziej własnego człowieczeństwa.
Ostatnio zmieniony sob lis 24, 2012 9:29 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 3 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob lis 24, 2012 9:56 pm





- Mercutio... To są diabły. Oni nie znają pojęcia litości. - podszedł do kobiety i zdecydowanie zbyt agresywnym ruchem wyrwał jej z dłoni zawiniątko które chciała im dać nim przyszli gospodarze.
- Dawaj to!
Był pomiędzy diabłami a dziewczyną, więc przybysze nie widzieli jego twarzy, ani nie mogli dostrzec ruchu ust "PRZEPRASZAM", czy smutku w oczach Tharosa. Z dwukrokowego rozpędu kopnął ją w brzuch, nie wbił jej stopy we wnętrzności. Odgiął w tył tak, że kopnięcie było wykonane wierzchem stopy. Miał nadzieję, że ją zamroczy choćby na chwilę. Pół sekundy później leżała, a stopa Taermacka pomiędzy jej piersiami przyciskała ją do ziemi wyciskając niemal całe powietrze z płuc. "WYBACZ" jeszcze raz wyszeptał tak, że nikt nie mógł go słyszeć, a jedynie ona wyczytać z ruchu ust. Oczy rozświetliły się pękiem iskier, kobieta otworzyła szerzej oczy kojarząc jak przed chwilą zginął jej ojciec.

Nie stało się jednak nic więcej. Mercutio już stał przy Tharosie, trzymając go mocno za ramię. Jego spojrzenie mówiło bardziej dobitnie niż słowa. Tharos opanował się, tym bardziej, że Diogenes z sobie znanych tylko powodów stanął z obnażonymi rapierami również tuż obok niego.

Tharos zastanawiał się, co w takim razie planują dalej i wtedy Mercutio przyszedł mu z pomocą uciekając się do ostatecznego rozwiązania. Od nich tylko zależało, po której stronie się teraz opowiedzą.
Ostatnio zmieniony wt lis 27, 2012 9:30 am przez Agnostos, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

ndz lis 25, 2012 9:21 am

Satrius schował miecz i przyglądał się wszystkim wydarzeniom z m8nimalnym zainteresowaniem. Gdy nekryta skończył, rzekł w zamyśleniu.
- To wszystko było bez znaczenia. Mogłoby się równie dobrze nie wydarzyć.... Pamiętam, że ktoś miówił, że dobre jest tylko to co dobre dla floty, a złe to co złe dla floty... reszta jest bez znaczenia... Najrozsądniej byłoby ją zabić... - Popatrzył na diabły - Widziałem stworzenia takie jak wy... ale coś było z nimi nie tak... Pamiętam, obrazy.... Co teraz
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

ndz lis 25, 2012 6:56 pm

Mercutio

muzyka

- To, że są to diabły, nie znaczy, że mamy mamy również stać się diabłami.

Szedł powoli, ztaczając krąg i obserwując całą scenę. Miny diabłów, postępek Tharosa, komentarze. Tiki nerwowe na twarzy wojownika wyraźnie wskazywały na to, że tylko niewielka kropla potrzebna jest do przelania czary. A może owa kropla już popłynęła i Mercutio opóźnia tylko wybuch? Nagle, w oczach Mercutio zapłonął niemal dostrzegalny blask, wojownik skierował swój wzrok na Kythorra. Reszta potoczyła się błyskawicznie. Mercutio ruszył z rozbiegu na diabła, wyciągając przy okazji miecz i skierował ostrze prosto w znienawidzonego ciemiężyciela. Ostrze zatoczyło łuk w powietrzu. Wszyscy na chwilę wstrzymali oddech, na ułamek sekundy na arenie zapanowała kompletna cisza, nawet wszechobecny pył zdawał się spadać w trochę wolniejszym tempie. Zabić źródło zła. Wszystko albo nic. Dziwnie znajome uczucie gdy diabeł i wojownik skrzyżowali swoje spojrzenia...

 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pn lis 26, 2012 8:15 am

Strius popatrzył na to, co robi krzyżowiec
- Właśnie zabiłeś nas wszystkich - powiedział dobywając miecza zaatakował tego samego diabła co Mercutio. Skupił się na swym wnętrzu i zaatakował

 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

wt lis 27, 2012 9:45 am

Inne możliwości zostały wyczerpane. Mercutio i Satrius już upuścili krwi Kythorrowi.

W tym samym momencie, nie wiedzieliście czy akurat minęło całych pięć minut walki czy to krew diabła skapująca na piasek areny miała taki efekt, z mgły zaczęły wybiegać posiłki.

Cały oddział czerwonoskórych diabłów z nieznanymi wam broniami drzewcowymi z połyskującymi obsydianowymi ostrzami bez słowa ustawił się w kordonie wokół was i nadzorców.

Obrazek


Kythorr splunął krwią i podniósł rękę, jakby powstrzymując ich.

- Barbazu - zostać w gotowości! Zostawcie nam zabawę z naszymi milusińskimi...

Ostatnio zmieniony wt lis 27, 2012 10:39 am przez Agnostos, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

wt lis 27, 2012 10:14 am

- Panie generale, pokaż mi jak się walczy!

Rzucił jadowicie Kythorr do Mercutia odsuwając od niego dwa kroki i tnąc w niego dwoma łańcuchami. Zapewne gdyby nie odsłonięcie się wojownika podczas szarży, obydwa osunęłyby się bezboleśnie po zbroi, jednak w tym momencie Kythorr mógł ciąć i trafiać bezlitośnie. Wcześniej także przy próbie podejścia Mercutia w zasięg ciosu mieczem zdołał go lekko drasnąć.

Kythaiia z gracją obchodziła dwójkę wojowników walczących z Kythorrem. Podniosła ręce ku górze i łańcuchy na jej ciele poczęły wić się jak węże. Jeden po drugim spełzały z jej ciała aż cztery z nich, jakby żyjące własnym życiem, poczęły sunąć w powietrzu wprost ku najbliższym przeciwnikom.

Kythaiia wciąż miała na sobie dość żelastwa aby się bronić. Jednak łańcuchy kontrolowane jej siłą woli w powietrzu smagały z niemniejszą siłą, jak za moment przekonali się Satrius z Diogenesem.

Ostatnio zmieniony wt lis 27, 2012 10:41 am przez Agnostos, łącznie zmieniany 3 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

wt lis 27, 2012 11:09 am

Mercutio

Mercutio splunął krwią. Zbroja wojownika była wygnieciona jak kartka papieru, którą ktoś ścisnął w pięści, oczy nabiegły krwią. Mercutio jeszcze raz spojrzał na Kythorra, ruszył do ataku, ale jego miecz minął się dość znacząco z głową diabła. W tym momencie wojownik poczuł, że jednak otrzymał o jedną ranę za dużo. Mercutio osunął się na ziemie u stóp przeciwnika.

Ostatnio zmieniony wt lis 27, 2012 11:14 am przez dreamwalker, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

wt lis 27, 2012 1:33 pm

Satriuss czuł, że krwawi, ale nie zaprzestał walki. Siekł wroga przez głowę.


 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

wt lis 27, 2012 2:00 pm





Durnie... sapnął niezrozumiale Taermack gdy go powstrzymano przed jedynym rozwiązaniem pozwalającym by wszyscy przeżyli. Chwilę potem był świadkiem szarży na diabły. Jasna cholera! Pieprzeni samobójcy! A tak deklarowali chęć życia, nawet gdyby miało to oznaczać zabijanie!
A teraz tak zlekka odrzucają to życie. O! Już przychodzi straż! Doskonale! Na dziewięć piekieł Baatoru! Hah... nagle to przekleństwo traci swoją abstrakcyjność... Wzniósł otwarte dłonie na wysokość twarzy widząc wyraźnie, że są bez najmniejszych szans.
Kythorr splunął krwią i podniósł rękę, jakby powstrzymując ich.

- Barbazu - zostać w gotowości! Zostawcie nam zabawę z naszymi milusińskimi...

Ha... zaczyna być ciekawie. Ale to nie zmienia wiele. Walka nie ma sensu. Albo dadzą się pokonać, albo zostaną powstrzymani na chwilę przed zabiciem kytonów, albo zostaną rozszarpani na chwilą po zabiciu kytonów. Walka zupełnie nie ma sensu, jakże naiwna jest ona. Pokręcił głową i zaplótł ręce na piersi przyglądając się walce z dezaprobatą, karcącym wzrokiem jak ojciec który uznał, że dziecko jest zbyt głupie by uwierzyło, że nie warto wsadzać ręki do ognia i teraz wyczekuje momentu aż się ono sparzy.
 
Awatar użytkownika
Sanawabicz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 698
Rejestracja: wt paź 14, 2008 10:23 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

wt lis 27, 2012 2:38 pm

Obrazek
Diogenes


Nim łowca na dobre się zorientował, rozpoczęła się następna walka. Wszystko zdawało się iść zupełnie w innym kierunku, ale jeśli to właśnie tutaj miała skończyć się jego droga, to był na to gotów. Zawsze wiedział, że zginie z rąk jednego z nich miał jednak nadzieję, że wcześniej uda mi się pomścić wszystko co było dla niego najważniejsze.

Ból. Nie spodziewał się go tak szybko, sądził że będzie miał okazje chociaż wymienić cos. Rana nie zdawała się na tyle głęboko by powstrzymała go od podjęcia walki. Dio zawsze dostrzegł okazji, tym razem nie mogło być inaczej. Samiec odsłonił się, zajmując się walką z pozostałymi członkami drużyny. Właśnie na taką okazje czekał Łowca.

Łowca szybko przyjął dogodną do ataku pozycje, lekko się pochylił dokładnie wymierzając cios. Wszystko zdawało się tak łatwe, że na ustach łowcy pojawił się lekki uśmiech. Uśmiech, który chwilę temu zupełnie zniknął z jego twarzy. Łańcuchy, którymi opleciony był czart przyjęły na siebie całą siłę, całą precyzje, cały ból. Rapiery po prostu ześlizgnęły się po nich, pozostawiając na twarzy Diogenesa okropną wizję przyszłości.

 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

wt lis 27, 2012 3:19 pm



Wszystko wskazywało na to, że walka zakończy się równie nagle i szybko, jak się rozpoczęła. Mercutio padł na ziemię bez czucia, nie miał nawet czasu wypowiedzieć ostatniej modlitwy. Jedyne nad czym się zastanawiał w rozbieganych ostatnich myślach, to czy umierając w tym plugawym miejscu diabły pozyskają jego duszę, mimo heroicznej próby walki z przytłaczającym ich złem.

I wtedy, gdy tak leżał nieprzytomnie, jego krew powoli wsiąkająca w piaski areny, coś się zaczęło dziać.

Nozdrzy Tharosa dobiegł swąd palonej odzieży. W jednej chwili kieszeń, w której schował wydarty dziewczynie pakunek, została przepalona. Tharos próbował go chwycić, ale musiał wypuścić z ręki, aby uniknąć spalenia swoich palców. Torebeczka upadła na ziemię i wysypały się z niej… płatki kwiatów. W kontakcie z krwisto-czerwonym piaskiem natychmiast się rozpuściły, a z tego samego miejsca zaczęło coś wyrastać. Nie minęło kilka sekund, a był to piękny krzew rozkwitający dziesiątkami kwiatów.

Obrazek


Biało-różowe kielichy były uosobieniem delikatności i piękna, krople rosy pokrywały płatki i liście rośliny, która zdawała się nie przestawać rozwijać i rosnąć.

- Róża pustyni...! Ależ jest piękna...

Wyszeptała cicho Zelda obserwując półleżąc całe to magiczne zjawisko. Uśmiech zagościł na jej twarzy po raz pierwszy, od kiedy znajdowała się w Baator. Podczołgała się trochę bliżej do tego cudu natury i wyciągnęła dłoń, która natychmiast została skropiona ożywczą, przyjemnie chłodną rosą.

Walczący zdawali się być zbyt pochłonięci pojedynkiem na śmierć i życie, aby zaprzątnąć sobie głowę pierwszym lepszym zielskiem. Ale krzew, jakby na przekór ich obojętności, rósł dalej. Aż w końcu stał się małym drzewkiem.

Nawet Kythorr, mimo że był otoczony przez przeciwników nie mógł wtedy nie dostrzec, że dzieje się coś dziwnego.
Tym bardziej, że drzewo zdawało się wchłaniać spowijające arenę opary. Roztaczało także coraz większy blask, który był jakże różny od trupio-bladego światła rozświetlającego Dis.

Oddział brodatych diabłów wymieniał się krótkimi, gardłowymi okrzykami w piekielnym, pokazując sobie nawzajem drzewo, ale najwyraźniej także nie wiedzieli, co z tym fantem począć.

Kythorr i Kythaiia kontynuowali ataki. Diabeł ciął w Diogenesa, który wyrósł mu za plecami. Łotrzyk został trafiony tylko raz, ale dostatecznie dotkliwie, aby kolejny cios mógł mu śmiertelnie zagrozić. Z kolei diablica wciąż manewrowała łańcuchami. To cud, że Satrius zdołał się jeszcze utrzymać na nogach cięty ze wszystkich stron trzema tańczącymi wokół niego piekielnymi broniami. Tharosowi także się oberwało. Kythaiia zwróciła się w jego stronę.

- Zasady walki wciąż obowiązują, tchórzu! My nie zamierzamy ustąpić, dopóki pozostajecie żywi!

Ale w tym samym momencie przeniosła wzrok z Tharosa na drzewo za jego plecami, które właśnie w tej chwili go przerosło.

- Co u licha?!
Rzuciła wściekle, kierując pytające spojrzenie na Kythorra. Nie znalazła jednak odpowiedzi.

Drzewo urastało do monstrualnych rozmiarów. Tharos został zmuszony odskoczyć przed powiększającym się pniem, który w przeciwnym razie przewróciłby go na ziemię. Zelda natomiast została przykryta pęczniejącym ponad nią korzeniem podporowym, który jakby świadomie próbował chronić ją przed zawieruchą walki. Korzenie drzewa zdawały się wnikać w głąb i rozsadzać arenę, aż cały ten teren począł trząść się w posadach niczym podczas trzęsienia ziemi albo zbliżającej się eksplozji. Jednocześnie gałęzie uformowały coś na kształt łuku. Rozbłyskiwał on coraz potężniejszym światłem. Powierzchnia pomiędzy konarami zaczęła migotać i falować niczym powierzchnia delikatnie falującego jeziora, a pośród tychże fal zdawał się formować jakiś odległy, jałowy krajobraz.

Po raz pierwszy mieliście okazję zobaczyć, że wyszczerzony uśmiech zszedł z twarzy Kythorra. Jego oczy rozszerzyły się w przerażeniu.

- ŚCIĄĆ TO DRZEWO!!!

Zakrzyknął do otaczających go diabłów. Jednak mogło być już zbyt późno. Potężny pień był już tak szeroki, że jeden barbazu nie byłby go w stanie objąć, a co dopiero przerżnąć wpół.

Czterej najbliżsi wojownicy piekieł zbliżyli się do rośliny szykując bronie do rozłupania kory… jednak nie zdołali się nawet zbliżyć. Ledwo poczynili pierwsze dwa kroki z wrogim zamiarem, a młode pędy oraz grube konary dosłownie wystrzeliły w ich kierunku. Diabły były tak zaskoczone, że dały się pochwycić bez jakiejkolwiek szamotaniny. Gałęzie zaciskały się wokół ich szyi i kończyn, z łatwością unosiły ponad ziemię i powoli wyduszały wszelkie życie. Czarne halabardy upadły z brzękiem na ziemię.

Mimo, że widziały, co się dzieje, reszta barbazu posłusznie rzuciła się do walki. Jednak wiedząc czego się spodziewać, byli przynajmniej przygotowani na odpieranie ataków kłączy i gałęzi. Ostrza ich broni ścinały je jedne za drugimi, liście i drewno gęsto ścieliły podłoże areny u stóp drzewa. Jednak na miejscu każdego odciętego pędu po krótkiej chwili wyrastało kilka kolejnych.

Walka była beznadziejna, żołnierze padali jeden po drugim, kolejno pochwytywani i obezwładniani przez drzewo.

Kythorr i Kythaiia odsunęli się kilka kroków. Najwyraźniej przestał ich obchodzić los kilku żałosnych więźniów, którzy ledwo co byli ich w stanie zranić. Teraz mieli na głowie zmartwienie znacznie większej wagi.

Życie bohaterów zostało przedłużone o przynajmniej tych kilka cennych sekund. Pytanie brzmiało tylko - co dalej?

Ostatnio zmieniony wt lis 27, 2012 3:23 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 3 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

wt lis 27, 2012 6:26 pm





Tharos odskoczył i spojrzał na drzewo. Łoho... zasady chyba właśnie zostały zmienione.
Nie miał pojęcia co się dzieje, ale na pewno coś potężnego, czego diabły nie przewidziały, a z tego co mówiła dziewczyna wychodził wniosek, że to jakiegoś rodzaju droga ucieczki. Nagle walka nabrała sensu.
Wtedy łańcuch zdzielił go w plecy, rzezając głębokie szramy hakami.
- Zasady walki wciąż obowiązują, tchórzu! My nie zamierzamy ustąpić, dopóki pozostajecie żywi!

- Powiedziało ścierwo potrzebujące obstawy tuzina czartów by czuć się pewnie - warknął do diablicy
Odskoczył w bok, by znaleźć się poza zasięgiem łańcuchów kytonów, gdy tylko miał sekundę spokoju jego twarz stężała i przez ramiona przeskoczyła fala ciepła uwolniona z nałożonych na siebie dłoni, w postaci ognistego promienia, ale chybił haniebnie.

 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

śr lis 28, 2012 4:03 pm



Nagły przypływ odwagi Tharosa nie zrobił większego wrażenia na diabłach. Wciąż obaj nadzorcy cofali się niepewnie wymieniając nerwowo urywane zdania w piekielnym.

- To ustrojstwo wygląda jakby miało zaraz eksplodować! Potrzebujemy zawezwać czarta... lub cały oddział miotający!


Kythorr wyraźnie tracił coraz bardziej rezon. Kythaiia próbowała robić dobra minę do złej gry, ale również przygotowywała się do odwrotu kierując swoje tańczące łańcuchy z powrotem na swoje ręce.

- Ale co z nimi?! Dostaliśmy wyraźny rozkaz, aby zesłani NIE ZGINĘLI!

- Jebać rozkazy, co nam po rozkazach jeśli to piździejstwo rozsadzi arenę albo przeniesie nas do kurwa ich mać wyższych albo chuj wie gdzie?!

Diogenes uważnie słuchał tej wymiany zdań z szeroko otwartymi oczyma. Tharos i Satrius słyszeli tylko gardłowy bełkot, choć domyślili się, że Kythorr miotał obelgami jak pierwszorzędny baatoriański szewc tracąc resztki panowania nad sobą. Mercutio wciąż wykrwawiał się w samotności.

Kythorr a za nim Kythaiia rzucili się biegiem w kierunku jednego z końców areny i po paru sekundach już zniknęli wam z oczu w resztkach czerwonej mgły.

Oddział barbazu dogorywał przegrywając walkę z tajemniczą ni to różą pustyni ni to portalem na wszystkich frontach. Ostatni z nich wydał niski syk dokonując żywota w morderczym uścisku i zapanowała cisza jak makiem zasiał. Spojrzeliście po sobie, nie wiedząc za bardzo, co dalej czynić.

I wtedy, jakby odpowiedź na wasze pytanie z falującej przestrzeni pomiędzy gałęziami kolosalnego drzewa wysypała się fala piasku grzebiąc was w ciągu kilku sekund. Odruchowo zasłoniliście tylko oczy, ale nawet to nie uchroniło was przed oślepiającym błyskiem, który na ułamek sekundy rozświetlił całą arenę.

***


Nad kraterem w miejscu, gdzie znajdowały się niegdyś czerwone piaski areny dwieście czterdziestej dziewiątej Psiarni Dis, gdzieś w górze pozostała tylko pusta klatka, kołysząca się w rytm lekkiego powiewu wiatru. Jedyne, co pozostało po czterech tajemniczych gościach w Dis.

Obrazek


Graczy proszę o niepostowanie aż do kolejnego mojego posta.
Ostatnio zmieniony śr lis 28, 2012 4:32 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 7

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość