Zrodzony z fantastyki

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 7
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

śr lis 28, 2012 4:24 pm



Piekielny czart przechadzał się drepcąc w kółko po pomieszczeniu. Podmuchy ognia smagały od niego to na lewo, to na prawo, gdy wydawał z siebie pomruki niezadowolenia.

- Wiecie, że przez was będę musiał świecić oczami przed Panem?!

Widząc, że Kythorr i Kythaiia próbowali zabrać głos, dodał zaraz.

- To było pytanie retoryczne, głupie gnidy!

Skulili się pod ognistym wyziewem, który ich dosięgnął wraz z jego podniesionym głosem. Po czym czart kontynuował głośno swój wywód myślowy.

- Namierzenie ich nie będzie problemem, tak długo jak długo jest z nimi nasza kochana duszyczka.. nasz mały szpieg. Ale za wszelką cenę musimy uniemożliwić im dostanie się na wyższe albo wyciągnąć z nich wszystkie niezbędne informacje zanim to zrobią.

Nie przestając chodzić w kółko, założył ręce na plecach tuż poniżej potężnych błoniastych skrzydeł i kontynuował nie spoglądając nawet na swych podwładnych.

- Wiemy, że w tej chwili są w katatonii astralnej zanim nie dotrą do swej nowej destynacji. To znaczy, że będą podatni. Macie wolną rękę i ostatnią szansę na naprawienie tego burdelu. Jeśli zawiedziecie, sprawa zostanie przekazana do wydziału trzydziestego trzeciego, a wy zostaniecie zdegradowani ze skutkiem natychmiastowym. Następnie wyciągnę i zjem wasze serca. I zdegraduję was ponownie pośmiertnie. A jak już będziecie lemurami, zrobię z was kompot! Odmaszerować!

Kytony bez słowa opuściły komnatę. Przeszywający odgłos dźwięczących na podłodze łańcuchów zwieszonych ze strachu i poczucia gorzkiej klęski był jedyną odpowiedzią na tyradę wyższego diabła.

Gdy wyszli z komnat, a dźwięki łańcuchów ucichły w oddali, diabeł zwalił swoje potężne cielsko na kamienne siedzisko i bębniąc palcami po granitowym pulpicie zawalonym papierzyskami, mapami i raportami wojskowymi, powiedział do siebie masując drugą dłonią swoją skroń.

- A więc Dispater miał rację. To nie był przypadek...

***











 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

śr lis 28, 2012 5:11 pm

Mercutio

 
Awatar użytkownika
Sanawabicz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 698
Rejestracja: wt paź 14, 2008 10:23 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

śr lis 28, 2012 5:35 pm

Obrazek
Diogenes


Ostatnie przeżycia ostro szarpnęły psychiką mężczyzny. Problem nie w samym piekle, arenie, śmierci i bólu. Problem stanowiła pamięć, a w zasadzie jej brak. Przez całe życie walczył by nie zapomnieć ich twarzy, uśmiechu, domu. Walczył o to by oddać cześć ich imieniu, by pomścić to co mu odebrano. Teraz odebrano mu to dwa razy, pierwszy raz gdy po prostu brutalnie je zamordowano… drugi natomiast gdzie odebrano mu pamięć.
Jedynie imiona, wciąż panoszące się po głowie i wołające o pomstę. Tylko to mu zostało, tylko po to i dla tego miał i chciał walczyć. Nie widział nawet kogo szukał, nie pamiętał gdzie go znaleźć… ale w tej sytuacji piekło zdawało się najlepszym miejscem.

Arena to ostatnie miejsce jakie wciąż szumi w jego głowie. Ranna kobieta, walka z dowódcami oddziału i kwiat. Kwiat, który być może zupełnie odmienił losy walki, który być może uratował im życie. Być może, bo równie dobrze mógł podarować im przyjemną śmierć. Teraz nic nie było jasne, przynajmniej do momentu gdy wciąż z zamkniętymi oczyma usłyszał głos mężczyzny. Głos wydawał się dziwnie znajomy.

Oczy otworzyły się powoli, serce zabiło trochę szybciej a na twarzy mężczyzny pojawił się niecodzienny widok. Przeciwnik, który jeszcze chwilę temu smagał go łańcuchem właśnie zajmował się jego najwyraźniej schorowanym ciałem. Wszystko wydawało się tak bardzo nieprawdopodobne, że aż zupełnie niemożliwe. Wciąż dziwnie kręciło mu się w głowie, jednak po chwili wszystko się zatrzymało. Świadomość wracała do niego z każdą chwilą, mężczyzna przetarł oczy i wstał. Wciąż słuchając czarta, wciąż rozglądając się po mieszczeniu. Znał je doskonale, wiedział co może znaleźć w półce naprzeciwko, wiedział o ukrytym schowku. Czuł, że bywał tu wiele razy, czuł że to miejsce jest jego.

Znów dziwne uczucie, dziwna ciemność przed oczyma, migrenowy ból głowy wywołujące skrzywienie na twarzy. Po chwili wszystko wróciło do normy, oczy nieco się rozjaśniły a na ustach pojawił się uśmiech. Rapiery nie zdawały się już być potrzebne, a łowca zdawał sobie sprawę, że mimo wszystko ma nieco czasu.


- Dlaczego mi pomagasz? Dlaczego jesteś tu ze mną? Kim do cholery jest Therias? I nie… nie myśl, że pytam grzecznie. Daję Ci wybór… odpowiedź lub śmierć. I dobrze wiemy, że moja córka nie żyje. Życie nauczyło mnie jednego, nigdy wam nie ufać. Może nie wyglądasz tak jak tam na dole… ale doskonale zdaję sobie sprawę jaki jesteś w środku. A teraz… - Tu przerwał na chwilę i spojrzał na czarta - Siad! I odpowiadaj – gdy tylko łowca pstryknął palcami, czart usiadł na ziemi. Dio czekał na odpowiedzi.
Ostatnio zmieniony czw lis 29, 2012 5:05 am przez Sanawabicz, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw lis 29, 2012 12:24 am





Uścisnął dłoń dziada
- Imoe! - zakrzyknął przypominając sobie jego imię i potrząsnął wyciągniętą ręką - Kopę lat!
Człowiek którego pamiętał ze znacznie dawniejszych lat chciał poznać historie które Tharos poznał na własnej skórze, ale szybko pohamował ciekawość rozumiejąc, że Taermackowi co innego teraz chodzi po głowie, a i opowieści nie poskąpi gdy tylko znajdzie się chwila czasu. Skierowali się już do wioski, gdy Thatos zamarł.
- Stało się coś? - zapytał Imoe
- Tak wiele czasu... - stęknął z nutką wzruszenia w głosie, obejmując spojrzeniem Lubbock, swój dom. - Jak by cała wieczność...
- Tak... chodź. KTOŚ na ciebie czeka. Przed oczami stanęła mu twarz. Kasztanowłosa ludzka kobieta, z delikatnym akcentem elfiej urody, nie na tyle wyraźnym by musiała mieć w sobie krew długowiecznych, na tyle widocznym by się zastanawiać. I blizna biegnąca po skroni, przez prawy policzek aż do żuchwy. Tak szpecąca, a mimo to nie przeszkadzająca uznawać jej za najpiękniejszą...

Imoe poprowadził go polem żyta, bo tak było najszybciej, gdy Tharos wypytywał go o przyjaciół z dalekiej przeszłości

- Nie spodziewałem się jeszcze cię zobaczyć. - burkną Imoe
- Mówiłem, że kiedyś wrócę.
- Wszyscy tak mówią, a trzy czwarte nie dożywa tego.
- Mówisz o kimś konkretnym?
Zagryzł wargę.
- No... wyduś to z siebie.
- Mam ci wymienić całą listę?
- Nie, tylko tych których znałem bliżej.
- Z tych to chyba “tylko” Ellyn. Pół roku temu przywieźli jej ciało. Poległa broniąc wioski Trzy Lwy przed orkami. Miejscowi okrzyknęli ją bohaterką i zebrali pieniądze na adepta i przewóz aby została pochowana u siebie, znaczy u nas.
- Biedna Ellyn... - burknął przybity Tharos - Ale chyba osiągnęła co chciała... przynajmniej jeśli chodzi o mieszkańców Trzech Lwów.
- Tak. Zdecydowanie. Gdybyś widział orszak jaki przybył razem z nią. Nic wystawnego. W końcu to wieśniacy, ale widać było, że kochali ją jak swoją, a gdy słuchałem opowieści... - zamilkli na chwilę
- Gdzie ją pochowaliście?

Nadłożyli drogi. Nie dużo. Może milę. Teraz obaj stali nad ziemną mogiłą, którą powoli pochłaniała trawa i roślinność, zostawiając wolnym jedynie kamienny nagrobek głoszący "Ellyn Rendeck", w drugim wersie "Bohaterka", a w trzecim "Lwica"
- Tak zwykli się określać mieszkańcy Trzech Lwów
- Domyśliłem się - burknął Tharos
Milczeli stojąc nie mogąc znaleźć słów. Z resztą milczenie odpowiadało Tharosowi.

- Evelynn!!! - ryknął stając pod JEJ domem. Zaraz pojawiła się w oknie.
- Tharo!? - zapytała niedowierzając i zaraz zniknęła, a Tharos wbiegł w otwarte drzwi jej domu.
Kilka sekund potem wpadli sobie w ramiona. Tharosowi głos się łamał gdy opowiadał zwroty w stylu "nigdy nie było innej, nigdy nie przestałem tęsknić i marzyć o tej chwili". Powoli osunęli się na kolana nie wychodząc z uścisku. Nie potrafiła zmusić swojego gardła by wydało z siebie coś innego niż szloch, więc jedynie ściskała go jak by się bała, że zaraz ktoś jej go wyrwie i moczyła mu koszulę łzami, wylewając z siebie te wszystkie wieczności rozłąki. Tharos wciąż mówił, samemu nawet nie do końca wiedząc co dokładnie, bo nie miały one już znaczenia. Ważne było to, że wreszcie MÓGŁ do niej mówić.
Imoe podszedł do progu i zamknął drzwi, zostawiając ich samych.
Na ustach Kythorra wyrósł wyjątkowo paskudny uśmiech.
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw lis 29, 2012 11:12 am









 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw lis 29, 2012 11:39 am

Satrius przyjrzał się diablicy. Wyglądała ponętnie i była cennym nabytkiem.
- Tak moja miła... Wszyscy będą mi zazdrościć takiej zdobyczy... Urodzisz mi wiele dzieci... Silnych wojowników i wojowniczek - Nie dodał, że kiedyś zostanie pewnie przekuta na broń. Nie musiała przecież o tym wiedzieć, prawda? Objął ją i pocałował, a następnie zaprowadzi do łoża

Gdy skończył, ubrał się i wstał. Przyglądał się swym zdobyczom . Nie wszystkie były łupami wojennym. Dotknął pięknej kryształowej róży, którą podarowała mu Księżna Lamaris.... Pokochała go i była najpewniej zdziwiona gdy wbił ostrze swego miecza w plecy jej brata, strażnika złotej bramy. Ciekawe, co się z nią stało. Zapewne nic dobrego. Nie była silna ani bystra, a dobre urodzenie nikogo we flocie nie obchodziło.

Wyszedł na pokład.
Zewsząd otaczały go okręty... setki i tysiące. Transportowce, miasta i farmy... oraz okręty wojenne. Na sterburcie widać było Dreadnoughta "Lavries" którego wybudowano dzięki duszy tej bogini wichru. Wyobrażał ją galion, krzyczącą w wiecznej udręce. Na kamiennym pokładzie długim na dwieście metrów widać było liczne piorunomioty... nagle wydało mu się, że coś jest nie tak.... Czy okręt mie powinien być bardziej zniszczony? Kat osobiście go zaatakował.
 
Awatar użytkownika
Sanawabicz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 698
Rejestracja: wt paź 14, 2008 10:23 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw lis 29, 2012 2:47 pm

Obrazek
Diogenes


Mężczyzna uśmiechnął się słysząc słowa czarta. Przez chwilę wydawał się być nawet rozbawiony, a miejscami przez śmiech przebijały się szczodre uśmiechy. Diogenes pokręcił głową i powoli zaczął maszerować po pokoju, doskonale wiedział w jakiej sytuacji się znajduję, i zdawał sobie sprawę z tego, że nie może pozwolić sobie na zbyt długie zwlekanie. Problem w tym, że w całej swojej wiedzy nie widział w jaki sposób wydostać się na zewnątrz.

Ostatecznie położył dłoń na wiernym rapierze, powoli wyciągając go z pochwy. Spojrzał na czarta z uśmiechem i pokręcił lekko głową.
- Ocalić? – wybuchł śmiechem przez chwilę nie kontrolując drgania ramion - Ich nie da się już ocalić. A ja zdałem sobie sprawę z tego już bardzo dawno temu. Cała ta katorga, wszystko co zrobiłem… nigdy nie robiłem tego by je ocalić. Robiłem to by je pomścić, by sprawić by żaden inny ojciec, żadna matka nie musiała przejść tego piekła co ja. Myślisz, że tam na dole… myślisz że to było piekło? Piekłem była droga, którą przebyłem by tam się dostać. Piekło… nie jest tak złe jak droga do niego mój przyjacielu.

Po tych słowach, Diogenes machnął w powietrzu rapierem starając się oszacować jego wyważenie, wagę lub po prostu rozgrzać rękę. Miał pewną teorię, ale nie był pewien czy będzie ona na tyle skuteczna by wyrwać go z tej dziwnej katatonii.
- Wszak… gdybym chciał je ocalić czy nie chciał bym pojawić się w domu, w którym wszystko mi odebrano? Wtedy gdy mi to odbierano? Dlaczego tutaj? Dlaczego teraz. Przykro mi, jesteś kolejnym nielogicznie myślącym psem, na posługi swojego Pana, który nie potrafił dobrze Cię wytresować. I to jest powód, dla którego nigdy nie uda Ci się lepszym ode mnie.

Po tych słowach rapier zakręcił się w dłoni mężczyzny, a uśmiech przez chwilę pojawił się na jego ustach. Mężczyzna ustawił się w pozycji, która mogła zwiastować walkę. Spojrzał na czarta i skinął głową - Tutaj, wszystko dopiero się zaczyna
~Musisz umrzeć, by narodzić się na nowo. Ty już umarłeś, pozwól teraz żebym pokazał Ci czym jest życie pełne krwi, strachu, ognia… i zemsty tak mocnej, że drży całe piekło~
Słowa Bena krążyły w jego głowie. Nie był pewien, czy zadziała… ale zdaje się ze teraz nie miał już nic do stracenia. Czyste pchnięcie rapierem, wprost w serce. Rapier bez problemu przebił się przez lekki pancerz, tkanki, mostek godząc w krytyczny punkt. Krew pojawiła się równie szybko jak ból, który zapewne musiał być okropny. Resztą sił, łowca przekręcił rapier i wyrwał go z serca przeciwnika. Serce przestało bić, a Diogenes osunął się na ziemię. Wszak przeciwnikiem w tej potyczce, był jego umysł.
Ostatnio zmieniony czw lis 29, 2012 3:59 pm przez Sanawabicz, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw lis 29, 2012 3:28 pm





- Jaaa.... - zawahał się. Już kiedyś chciała od niego takiej przysięgi i jak jak to się skończyło? Ta, romantyczne bzdury. Oczywiście, że chciał by przysiąc! Na bogów! Niczego nie pragnął tak jak tego by zostać. By już nigdy nie ruszyć tyłka z tego domu. Ale nie mógł obiecać. Ostatnim razem wcale nie mniej chciał tu zostać, a jednak musiał opuścić Lubbock... po prostu musiał (pytanie CZEMU musiał zostało ominięte przez tok myśli Tharosa). A jeśli obieca i znów będzie musiał opuścić jej objęcia? Jak wtedy spojrzy sobie w twarz wiedząc, że złamał przyrzeczenie?
- Nie mogę... m-mówiłem Ci już poprzednio... nnie mogę tego obiecać. - Ucałował ją i wstał, ją też podnosząc i znów przytulił. Po czym skierował kroki do zegara. Jakoś tak bodło go, że nie działa. Tak nielogicznie kłuło to w serce. Po prostu zapomniała... to tylko durny symbol... kto wie, życie lubi płatać mało prawdopodobne figle, może przestał chodzić pięć minut temu i nawet nie miała okazji go nakręcić? Nie, godzinę wskazywał trzecią, a słońce późne przedpołudnie. Od dłuższego czasu nie działał. Bez słowa zdjął go, czując na sobie jej spojrzenie i nastawił wskazówki na jedenastą czterdzieści pięć. Nie był pewny, ale nie był w stanie podać dokładniejszej godziny. Potem nakręcił go. Klucz wirował i wirował w jego palcach nadając mechanizmowi energię by wprowadził wskazówki w ruch, ale te nie drgnęły.
-Długo nie działa? - zapytał nie odwracając się
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw lis 29, 2012 3:47 pm



Ostatnio zmieniony czw lis 29, 2012 3:50 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 3 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw lis 29, 2012 4:10 pm





Czar chwili prysł.
- NIC NIE JEST WAŻNIEJSZE OD CIEBIE! - chciał ryknąć wściekle, przerywając jej to pieprzenie, ale głos uwiązł mu w gardle. Skoro nie jest to czemu odchodził? Inaczej... nie można tego tak ujmować. Nie może zostawiać niedomówień. Choćby przed samym sobą. Kocha ją jak nikogo. Gdyby chodziło tylko o niego to nigdy już by nie ruszył się na krok od niej... ale chodziło o coś ważniejszego niż jego osobiste szczęście... a nawet niż jej szczęście. Dla tego odszedł. Tylko co to było... Czemu nie pamięta!?
- ...był tu, gdy przenieśliśmy się do tego domu...
- Nieee... - pokręcił głową Tharos z niedowierzaniem - JA Ci go dałem. - wskazał kciukiem swoją pierś, a potem palcem wskazującym jej - Na TWOJE szesnaste urodziny. Przez rok pracowałem u Billa - wioskowego kowala - by na niego oszczędzić. Jak możesz tego nie pamiętać? - zapytał i nawet on usłyszał w swoim tonie, że to go zraniło.
Odprowadził spojrzeniem łzę spływającą po jej gładkim prawym policzku.
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw lis 29, 2012 6:10 pm

Mercutio

 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw lis 29, 2012 10:21 pm








Rozdział Drugi - gdzieś na nieznanym planie


Diogenes ocknął się. Zaczął się dławić, ale po chwili odkaszlał z gardła wszelkie zalegające w nim drobiny piasku. Czuł się, jakby wartki strumień porwał go wbrew woli i poobijawszy o twarde dno wyrzucił na nieznanym brzegu. Był poobijany i na skraju wyczerpania, ale niewątpliwie żywy. Nawet cały podróżny ekwipunek przeżył tę podróż razem z nim. Podniósłszy głowę znad kamienistego podłoża ujrzał, że jest na pustkowiu. Kamienista pustynia rozciągała się jak okiem sięgnąć. Jedynie dwa elementy krajobrazu zdecydowanie się wyróżniały.

Pierwszym było rosłe, pokryte kwieciem drzewo.

Obrazek


To samo drzewo, które było przyczyną nieoczekiwanego zwrotu akcji pośrodku piekielnej areny. Teraz jednak było spokojne. Nie rosło. Przynajmniej nie z szybkością, która byłaby widoczna dla ludzkiego oka. Ot, zwykły, choć nadal niezwykle piękny krzew pośrodku pustyni.

A dalej tuż obok na ziemi leżała dziewczyna. To była Zelda, a przynajmniej ktoś do niej łudząco podobny, bo jak Diogenes po chwili zauważył, jej noga wyglądała na w pełni zdrową.

Obrazek


Diogenes nie wiedział gdzie są jego towarzysze. Może wylądowali całe mile stąd... a może po prostu nie przeżyli. Ale wtedy mężczyzna przypomniał sobie dziwnie realny koszmar, który go nękał zanim tu przybył...

W tym momencie Zelda również obudziła się, kaszląc. Jakby ciebie nie dostrzegając, podeszła prosto do drzewa i z zamkniętymi oczami dotknęła jego kory. Drapiąc się po włosach, zastanawiałeś się, czy wszystko w porządku z jej głową, ale wtedy jakby czytając twoje myśli odwróciła się do ciebie i powiedziała.

- Jeszcze żyją, nie dopadli ich! Szybko, jeśli zależy ci na uratowaniu życia swoich nowych znajomych, to proszę podejdź do drzewa i dotknij mojej dłoni! Obudziłeś się, a więc będziesz wiedział, co robić.
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw lis 29, 2012 11:23 pm





- Nie... - szepną tylko z przerażeniem i niedowierzaniem. To JEST prawda! Musi być! Musi... ostatnia myśl nie miała już takiej mocy jak pierwsze. Musi? Nogi nagle zechciały się pod nim ugiąć, ale siłą woli zmusił je do utrzymania, nagle tak ciężkiego, ciała. Ukrył twarz w dłoniach zaciskając palce na skórze. Łza ściekła mu po policzku. Spomiędzy palców zerknął na Evelynn zbliżającą się do niego. Jej twarz miała coraz mniej własnych cech. Przypomniał sobie też, że przed chwilą, gdy odprowadzał spojrzeniem jej łzę, jej policzek był gładki. Nie było na nim blizny. Przypomniał sobie piekło. Przypomniał sobie psiarnie i walkę. Przypomniał sobie drzewo i musiał zrozumieć. Tak bardzo nie chciał. Tak strasznie chciał wierzyć, że jest już w domu.
- Idiotko... - szepnął - prawie ci uwierzyłem - w głosie brzmiał wyraźny zarzut, miał jej za złe, że się jej nie udało. Ale tylko przez chwilę. Gdy dotarło do niego, że nawet gdyby wierzył, że siedzi u boku swojej Evelynn to prawdziwa, gdzieś tam w sferach, wciąż na niego czeka. Nie potrafił znieść myśli, że mógłby ją tak zdradzić. A ta parszywa kopia była już na wyciągnięcie ręki. Tharos otarł łzę obnażając zęby we wściekłości.
Chwyt, szarpnięcie, dźwignia. Fałszywa Evelynn, padła na kolana gdy stawy w jej ręce naprężyły się do granic możliwości.
- ThaUCH! - krzyknęła błagalnie, ale Taermack pchnął rzucając nią o podłogę. Rzeczywistość zadrżała wokół niego jak powietrze nad ogniskiem. Machnął ręką zmuszając cząsteczki powietrza do nabrania niewyobrażalnej siły drgań. Potężna ultradźwiękowa fala dosłownie obdarła mięso z kości zmieniając je w płynną papkę, która rozlała się po podłodze zostawiając sam wyciągnięty szkielet. Wrzało w nim. Nie ważne, że nie jest prawdziwa. Właśnie został doprowadzony do takiej furii, że zabił kogoś kto miał twarz Evelynn.

- Kytharr! - ryknął Tharos. Drzwi nie stanowiły przeszkody. Ultradźwięki rozbiły je w drobny pył w całkowitej ciszy.
- Tharos! - zakrzyknął diabeł o twarzy Imoego - Co się dzie... - nie zdążył dokończyć gdy Taermack wskazał go palcem a błękitnobiały promień trafił w bark. Nie prosto w tors, bo próbował uniknąć ataku. Bark błyskawicznie zamarzł na kość, aż do szpiku, a szron na skórze sięgnął po czubki palców. Ofiara lodowego promienia ryknęła w bólu i padła na ziemię. Na barku pojawiło się pęknięcie. - Jeszcze dychasz!? - ryknął, takie trafienie powinno zabić na miejscu. - I tak cię dostaniemy! - warknął, a psionik podszedł do niego. Złapał za nadgarstek i szarpnął odłamując rękę. Diabeł znów ryknął z bólu, ale szybko ucichł, gdy Tharos wywinął młynka odłamanym ramieniem i z mocą uderzył barkiem, miażdżąc czaszkę oszusta.
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt lis 30, 2012 10:59 am

Rozdział Drugi - gdzieś na nieznanym planie


Diogenes nie zdążył odpowiedzieć przemienionej Zeldzie, gdy gałęzie drzewa zaszeleściły lekko i pośród nich zmaterializował się oszołomiony Tharos. Zsunął się bezwładnie po pniu drzewa i z głuchym dźwiękiem upadł na twardą, wysuszoną ziemię u stóp Diogenesa.

Zelda spojrzała na niego i uśmiechnęła się blado. Był w opłakanym stanie, najwyraźniej zniósł podróż gorzej niż Dio, ale najważniejsze, że dotarł do celu.

- Dobrze, możesz pomóc mu dojść do siebie albo pomóc mi wyciągnąć resztę. Jak wolisz.

Zelda wpatrywała się w Diogenesa pytająco, jednocześnie przynaglając go swoim spojrzeniem.
 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt lis 30, 2012 2:33 pm

Załoganci pstrzyli wyczekująco na niego, jakby wiedzieli o czym rozmawia z diablicą. Zastanowił się przez chwilę i powiedział
- Nie zmienię kursu. Flota jest wszystkim. Jesteśmy niczym Barakudy. Nie kuś mnie! - ryknął rozwścieczony.
 
Awatar użytkownika
Sanawabicz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 698
Rejestracja: wt paź 14, 2008 10:23 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt lis 30, 2012 4:48 pm

Obrazek
Diogenes


Ból towarzyszył mu jeszcze przez chwilę. Wszystko zmieniło się, gdy otworzył oczy i poczuł, że jego usta, przełyk i zasadniczo cała jama ustna pełna jest piasku. Piasku, który za pewne wypełniał arene w Dis, piachu przesiąkniętego krwią i potem. Sama świadomość tego wywołała u niego odruch wymiotny. Początkowo nie zwracając uwagi na dziewczynę odsznurował rzemień zamykający plecak i wygrzebał z niego bukłak. Wypukał usta, nie żałując sobie wody, część z niej po prostu przełknął zwracając całość chwilę później.

Dopiero po chwili, gdy oddech się ustabilizował a oczy zdające się być zamknięte przez dłuższą chwilę wstał powoli na nogi, spoglądając na kobietę. Czuł się trochę tak jak tam w klatce, zupełnie wycieńczony, obolały, dziwnie zmęczony niczym. Zwrócił się w kierunku kobiety, po chwili zdał sobie sprawę że wygląda nieco inaczej niż tam, na arenie. Jej noga, kość wcześniej przebijająca się przez skórę wyglądała w porządku. Nie było blizn, a Dio z doświadczenia wiedział, że kości nie nastawiają się same. Łowca milczał, przyglądając się kobiecie która aktualnie zatrzymała się przy pniu drzewa.

Gdy kobieta odwróciła się w jego kierunku, mężczyzna nie krył zaskoczenia, że bez problemu odczytała jego zamiary. Widział, że nie jest sam, widział, że nie był sam w Dis, a w dodatku zdawał sobie sprawę, że reszta prawdopodobnie wciąż uwięziona jest w klatkach własnych umysłów. Kobieta mimo wszystko wydawała mu się podejrzana, i mimo że ruszył w jej kierunku to zachował pewien stopień bezpieczeństwa.
- Tak, obudziłem się. Ale nie wiem jak mógł bym Ci pomóc… sama przebudziłaś się chwilę temu, więc za pewne wiesz jak wydostać się tutaj… gdziekolwiek jest to „tutaj”. – Dio skinął głową i zatrzymał się kilka kroków za dziewczynom. Co jeśli jest to tylko kolejny etap jego snu, kolejna wariacja jego umysłu?
- Skoro tu jesteś, to znaczy, że zdołałeś roztrzaskać swój sen. To wystarczy, aby wiedzieć, w jaki sposób pomóc pozostałym. A ponieważ znają ciebie, być może łatwiej wzbudzisz ich zaufanie. – Kobieta mówiła pospiesznie, widać było, że zależy jej, aby jak najszybciej zakończyć tę rozmowę.
- Dotknij moich dłoni i zamknij oczy, a będziesz w stanie dołączyć do ich snów. Ale uważaj, to oni mają pełną władzę nad tym, co się w nich dzieje, nie my. Muszą tylko dowiedzieć się, co powinni zrobić i zaufać nam.
Powiedziawszy to, kobieta oparła się o pień drzewa obiema rękoma. Drzewo zdawało się poruszać, kora pulsowała delikatnie wprawiając mężczyznę w dziwny rytm.

Diogenes skinął głową, i gdy zbliżał się do kobiety drzewo wypluło kolejne ciało. To był Tharos, wyglądał dość kiepsko. Miał nadzieję na to, że reszta którą znał w zasadzie niewiele ponad godzinę wciąż żyje. Jeśli nadal są w piekle, to lepiej mieć tu przyjaciół niż wrogów. Diogenes szybko sprawdził stan zdrowia mężczyzny… jego puls totalnie zanikł, ciało zdawało się być martwe. Nim jednak łowca podniósł się znad ciała mężczyzny, ten zerwał się i usiadł łapiąc drugi, pierwszy oddech. Jego stan był stabilny, Dio podszedł zatem do kobiety i spojrzał na nią. Ostatecznie położył dłonie na jej rękach.

Dłonie kobiety zdawały się ponadnaturalnie gorące, jednak łowca nie był od końca przekonany… czy ciepło rąk nie pochodzi wprost z pnia drzewa. Mężczyzna był wyraźnie zaskoczony, że zupełnie nic się nie stało. Początkowo liczył na to, że trzeba wypowiedzieć jakieś zaklęcie, hasło… cokolwiek. Jak się szybko okazało, wystarczyło jedynie zamknąć oczy. Dziwne uczucie, jak gdyby jego umysł, dusza… jak gdyby wszystko było wyrywane z jego ciało. Pierwszym, zupełnie naturalnym odruchem była próba otworzenia oczu, wydawało się jednak, że jest na to już za późno. Ciało zupełnie przestało reagować na wszelakie bodźce, a ciemność ogarnęła go całkowicie.

 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt lis 30, 2012 5:50 pm

Mercutio

 
Awatar użytkownika
Sanawabicz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 698
Rejestracja: wt paź 14, 2008 10:23 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt lis 30, 2012 7:46 pm

Obrazek
Diogenes


 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob gru 01, 2012 12:51 am





Rozdział Drugi - gdzieś na nieznanym planie


Tharos podnosząc się z ziemi i dochodząc do siebie ujrzał tylko kątem oka Diogenesa i tę dziewczynę, Zeldę, jak stają przy pniu drzewa. Chwilę potem bez jakichkolwiek oznak niczego nadzwyczajnego oboje osunęli się na ziemię.

Nie wiedziałeś gdzie jesteś, co to za miejsce. Wiedziałeś tylko, że jest dużo bardziej realne niż twoja rodzinna wioska, w której byłeś, lub zdawało ci się, dopiero co przed chwilą. Czułeś ból w mięśniach przy każdym najmniejszym poruszeniu. Twoje ciało zdawało się być ciężkie i nieporadne, co musiało być efektem szoku w wyniku nagłej zmiany miejsca lub czasu twojego pobytu o całe eony.

Najgorsze było jednak spustoszenie psychiczne, którego doznałeś w wyniku tej okrutnej wizji. Ona... ona była tak realna. Tak niewiele brakowało, a mógłbyś z nią zostać... rzeczywiście na zawsze. Ogarniał się strach i uczucie odrazy na myśl, że twój pragmatyczny, racjonalny umysł z ochotą uległby każdej iluzji, która by przedstawiała JĄ dostatecznie dobrze.
Ostatnio zmieniony sob gru 01, 2012 12:52 am przez Agnostos, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob gru 01, 2012 8:02 am

Satrius zastanowił się. To co mówiła miało sens, ale musiał się upewnić.
Podszedł do niej i błyskawicznym ruchem przyłożył miecz do jej gardła
- Jeśli mówisz prawdę, to nic się nie stanie, jeśli cię tutaj zabije?
-
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob gru 01, 2012 12:39 pm

Mercutio

 
Awatar użytkownika
Sanawabicz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 698
Rejestracja: wt paź 14, 2008 10:23 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob gru 01, 2012 2:36 pm

Obrazek
Diogenes


 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob gru 01, 2012 3:35 pm

Mercutio

 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob gru 01, 2012 8:07 pm





Tharos uderzył pięścią w ziemię i wstał, nie bez trudu, na równe nogi, jednak złość już z niego wyparowała i nie chciała wrócić, zostawiając za sobą ziejącą pustkę, dotąd przykrytą niepamięcią.
Wtedy się osunęli. Błyskawicznie doskoczył do nich, pochwycił za szaty na plecach i szarpnął w górę załagadzając upadek. Znacznie mniej skutecznie niż by chciał, bo ciało jeszcze nie chciało być w pełni posłuszne. Ale może Dio nie nabił sobie guza o ten korzeń, co uderzył w niego głową.
Ułożył oboje na plecach i sprawdził pulsy, żyli więc sam oparł się ręką na drzewie, z zamiarem poczekania aż się obudzą.
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pn gru 03, 2012 10:47 am





Rozdział Drugi - gdzieś na nieznanym planie


Tharos w ostatniej chwili uchylił się przed Mercutiem, który odbijając się od pnia spadł w tym miejscu na ziemię. Mężczyzna najwyraźniej dochodził do siebie, choć jego wzrok był dość mętny i tępy, jakby przypił zdecydowanie więcej niż powinien. Diogenes w tym samym momencie zaczerpnął łapczywie powietrza i również powrócił do swoich zmysłów.

Byliście już w tym nowym, nieznanym wam miejscu wszyscy oprócz Satriusa. Dziewczyna wciąż leżała bez czucia, ale żywa.

Ostatnio zmieniony pn gru 03, 2012 10:48 am przez Agnostos, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pn gru 03, 2012 1:15 pm

Satrius spojrzał córce barbarzyńcy prosto w oczy
- Jak sobie życzysz - i przebił ją mieczem. Nie oglądał jak wycieka z niej życie, tylko wyszarpnął z niej ostrze i skierował do diablicy
- Miałem lepsze od ciebie. - powiedział i wbił miecz w oko aż do mózgu.
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pn gru 03, 2012 1:32 pm

Rozdział Drugi - gdzieś na nieznanym planie


Nie zdążyliście się nawet przywitać ani podzielić spostrzeżeniami z niewątpliwie ciekawej podróży, gdy kobieta wydała krzyk chwytając się rękoma za brzuch. Oddychała ciężko, jednak powoli zaczęła się uspokajać, gdy spostrzegła, że jest znów na pustkowiu, a miecz przebił jej podbrzusze tylko we śnie. Nie jej śnie, ale w dalszym ciągu tylko śnie.

Satrius po chwili dołączył do was w mniej więcej tą samą drogą, co wszyscy pozostali. Los chciał, że znów byliście w komplecie. Pora, aby rozejrzeć się w nowej sytuacji. Zakładając, że tym razem dzieje się to już naprawdę...

Ostatnio zmieniony pn gru 03, 2012 1:35 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Sanawabicz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 698
Rejestracja: wt paź 14, 2008 10:23 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pn gru 03, 2012 1:43 pm

Obrazek
Diogenes


Drugi raz ogarnęło go nieprzyjemne uczucie. Już drugi raz budząc się zdał sobie sprawę, że te sny zdawały się lepszą alternatywą niż ogarniające ich piekło, czy któryś z innych planów. Łowca usiadł, i schował głowę miedzy kolana starając się uspokoić zarówno oddech, bicie serca jak i nieco rozciągnięty umysł.

Po chwili podniósł się na nogi i spojrzał na pozostałych. Każdy z nich, za wyjątkiem dziewczyny wciąż nosił rany zdobyte na arenie. Najgroźniej wyglądały rany paladyna. Łowca nie spodziewał się, że jego stan jest tak kiepski. Szybko przejrzał plecak, po chwili grzebania w nim wyciągnął zestaw przypominający przenośni szpital polowy. Nie było w nim nic niezwykłego, jednak mógł uratować życie.

- Mercutio, wyglądasz na najbardziej rannego dlatego tobą zajmę się na początku. Musimy powoli ściągnąć twoją zbroje, i co gorsza wydaje mi się że nie uda Ci się założyć jej zbyt szybko. Chyba, że ktoś z was posługuję się magią i potrafi go wyleczyć? - w tym momencie Dio spojrzał w zasadzie na kobietę, której noga nie zdradzała żadnych śladów złamania. Miał nadzieję, że umiała zająć się tego typu rzezami, bo jeśli nie ona... to kto zagoił jej rany?
- A wy? jak się trzymacie? - rana na ramieniu łowcy nie wyglądała ciekawie. Kawałki ciała wręcz wyszarpane z ramienia, rana wyglądała na zabrudzoną i tego najbardziej obawiał się łowca. Zajmie się tym zaraz po paladynie.
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pn gru 03, 2012 2:07 pm

Rozdział Drugi - Półplan Wygnania


Kobieta powstała, choć przyszło jej to z trudem. Najwyraźniej potrzeba było chwili na przyzwyczajenie się, że ciało podlega zasadom fizycznego świata, w którym się znajduje. Zataczając się, podparła się o pień róży pustyni i lustrując was wzrokiem, uśmiechnęła się, gdy ujrzała zaangażowanie i troskę, a jaką Dio zajmował się dopiero co poznanymi kompanami. Po chwili namysłu zabrała głos.

- Posłuchajcie mnie uważnie, Wędrowcy. To zajmie tylko krótką chwilę. Wiele przeszliście, ale jeszcze więcej przed wami. Należą wam się słowa wyjaśnienia... zanim będę musiała odejść.

Kobieta mówiła tym samym głosem, co Zelda, ale coś w jej aparycji mówiło wam, że jest kimś innym. Na potwierdzenie swoich słów, odpowiedziała wam.

- Nie jestem Zeldą. Przyjęłam tylko jej wygląd, gdyż był tym, czego mogliście się najbardziej spodziewać. Zelda nie przeżyła podróży, ale dzięki wam jej dusza jest wolna i trafi tam, gdzie powinna. Kto wie, może jeszcze będzie miała okazję pomóc swojemu ojcu... ale to już inna historia.

Uśmiechnęła się do was ciepło i kontynuowała.

- Jesteście na Półplanie Wygnania. Miejsce to zostało stworzone eony temu przez potężnego maga, aby więzić dusze tych, którzy sami pragną tkwić w swoim uwięzieniu. Straszliwe, że istot tych jest tak wiele, że trzeba było stworzyć dla nich osobny plan egzystencji...

Wyraźnie się wzdrygnęła, a przez jej twarz przebiegł ledwo widoczny grymas bólu.

- Ale wy nie musicie się obawiać. Tak długo, jak długo będziecie mieli wolę kontynuowania waszej wędrówki, będziecie w stanie znaleźć wyjście. Kierujcie się do Ostatniego Odpocznienia - to jedyne miasto na tym zapomnianym przez bogów planie.

Kobieta zaczęła opatulać się swoją szatą, jakby przygotowując się na nadejście burzy piaskowej.

Obrazek


- Ja byłam tylko Posłańcem... przyzwyczajajcie się do tego, że siły większe od was będą interweniować i ingerować w wasze losy. Ja już wykonałam moje zadanie... i tak powiedziałam wam więcej niż powinnam...

Puściła do was oko. Po czym delikatnie i bezdźwięcznie uniosła się ponad powierzchnię ziemi. Sunąc nad waszymi głowami dodała jeszcze tylko.

- Widzicie tego człowieka, tam w oddali? Skierujcie się do niego, jak najszybciej! Tylko on może wam teraz uratować życie! Nie traćcie czasu na odpoczynek, póki nie znajdziecie się w mieście... powodzenia, Wędrowcy!

Rzeczywiście, w trudnej do ocenienia odległości, jakichś pewnie kilku kilometrów, zauważyliście mały czarny punkcik pośród skał, który mógł być tym, o czym powiedziała wam tajemnicza kobieta.

Gdy odwróciliście wzrok ku kobiecie, tajemniczemu posłańcowi, jak się nazwała, akurat lewitowała na wysokości słońca. Zasłoniliście oczy przed oślepiającym blaskiem, a gdy spojrzeliście ponownie, już jej nigdzie nie było.
Ostatnio zmieniony wt gru 04, 2012 10:20 am przez Agnostos, łącznie zmieniany 3 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pn gru 03, 2012 3:36 pm





- Nooo... dobra... Ktoś poza mną ma wrażenie, że jesteśmy w niezłym gównie?
Nie czekając na odpowiedź zadał kolejne pytanie.
- Diogenes. Użyczysz jakiegoś alkoholu do dezinfekcji? Ten łańcuch nieźle poszarpał mi plecy. Wolał bym aby nie wdarło się żadne zakażenie. - mówiąc to odwrócił się plecami do reszty by zaprezentować ranę, wskazaną dwoma kciukami... swoją drogą było znać gest wyrafinowanego bawidamka, bo prezentowałby on umięśnienie gdyby tylko nie miał na sobie tej podartej szmaty i wielkiej, głębokiej szramy na plecach, która nawet krwawić nie chciała - Potem bym się przetruchtał do tego kolesia i wyjaśnił sytuację, gdy wy byście maszerowali z Mercutiem.
Ostatnio zmieniony pn gru 03, 2012 3:53 pm przez Arvelus, łącznie zmieniany 3 razy.
Powód:
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 7

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość