Zrodzony z fantastyki

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pn gru 03, 2012 7:46 pm

Mercutio

- Spokojnie ... przyjacielu - Mercutio odpowiedział Diogenesowi. Właściwie, czemu nie nazwać go przyjacielem? Miał rację co do tego koszmarnego snu. Mercutio uśmiechnął się, co średnio mu wychodziło, zważywszy na rany jakie odniósł i spróbował wstać - poradzę sobie. Smoczy Duch mnie strzeże.

Mercutio bardzo powoli wstawał podtrzymując się na wbitym w ziemię mieczu. Długa chwila minęła zanim wyprostował się, kiedy jednak to zrobił, jego rany były dużo mniejsze. Wojownik chwilę podreptał w miejscu w zbroi, aby sprawdzić czy wszystko dalej ze sobą współpracuje mimo sponiewierania przez kytony, ale wyglądało na to, że zbroja jeszcze troche posłuży paladynowi. Pod koniec tej rozgrzewki Mercutio był zupełnie zdrów. Wyglądał, jak ktoś, kto tylko przywdział lekko sponiewieraną zbroję i dla niepoznaki oblał się wiadrem krwi.

- Nie wiem jak ty, Dio. Ale ja czuję się świetnie. Gdzie jesteśmy?

 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

wt gru 04, 2012 12:35 pm

Satrius ściskał bolącą głowę. Dawno nie miał ta,iej migreny. Słuchał kobiety, i nie krył zadowolenia z ich sytuacji. W końcu zawsze musiał wykonywać podobne zadania.

Po tym jak "Kapłan" przestał się modlić, użył pasa i rzekł.
- Tharosie, nie musisz przed nami udawać, wiemy, że jesteś nieumarłym, sle chyba nikomu to nie przeszkadza, prawda - popatrzył na towarzyszy znacząco - Co do ciebie Mercutio, rozumiem, że twój ostatni wybryk, był spowodowany nietypową sytuacją... Tak więc idźmy za tym mężczyzną... To ciekawa przygoda

 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

wt gru 04, 2012 1:32 pm





Taermack błyskawicznie zrobił się poważny.
- Co? - wydukał Tharos, patrząc lekko spod byka, ze wzniesioną brwią, jak ktoś oczekujący dalszych wyjaśnień czegoś co zabrzmiało zbyt surrealistycznie by brać to na poważnie.
Wziął głęboki oddech, bo nagle nabrał wrażenia, że rzeczywiście nie oddychał przez dłuższy czas.
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

wt gru 04, 2012 2:42 pm

Cisza przed burzą

Jakby na potwierdzenie dramatyzmu chwili, zaczął wiać chłodny wiatr. Było to co prawda miłą odmianą w tym gorącym klimacie, który już po kilku pierwszych minutach zaczął wam doskwierać, jednak w tym wietrze było coś nienaturalnego.

Wtedy Mercutio i Satrius, którzy stali twarzą w kierunku wschodu, dostrzegli dziwną poświatę na niebie. Jasne światło, które niemalże przyćmiewało samo słońce. Ale było w tym świetle coś dziwnego. Ono zdawało się wysysać światło ze wszystkiego innego. Rzeczywiście, niemal w oczach dostrzegliście, że połacie otaczającej was pustyni ciemnieją z każdą chwilą. Niebo na przeciwległym, zachodnim jego krańcu pociemniało już do tego stopnia, że dostrzegliście drobne plamki gwiazd, jakby światło słoneczne już zostało stamtąd w całości wyssane.

I wtedy przypomnieliście sobie, że tajemnicza kobieta wspomniała wam coś o ratowaniu własnego życia...
Ostatnio zmieniony wt gru 04, 2012 2:45 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Sanawabicz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 698
Rejestracja: wt paź 14, 2008 10:23 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

wt gru 04, 2012 3:11 pm

Obrazek
Diogenes


Łowca rozejrzał się po okolicy. Po magicznych sztuczkach, których chwilę temu użył paladyn jego stan znacznie się poprawił. Co lepsze, i rana na ramieniu łowcy zagoiła się prawie całkowicie. Na jego ciele pozostały jeszcze drobne otarcia, które były raczej kłopotliwe niżeli niebezpieczne. Nie potrzeba było zbyt wiele czasu, by wszyscy powoli doszli do siebie. Na twarzy łowcy pojawił się niewielki uśmiech, który znikł wraz z kobietą, która udzieliła im ostatnich wskazówek.

Diogenes od początku wiedział, że z Tharosem coś jest nie tak. Faktycznie, jego blada cera i chłód ciała był nienaturalny… jednak łowca nie spodziewał się, że jego towarzysz jest chodzącym trupem. Mężczyzna spojrzał na niego i utkwił w tym spojrzenie na dłuższą chwilę. Po chwili zdał sobie sprawę, że nie jest w sennie i nawet nie chce pomagać mu z ranami, które zdobył lub zdobędzie.
- Co jest martwe, powinno zostać martwe – przytaknął jednie głową i odwrócił spojrzenie.

Łowca szybko zebrał zestaw medyka i schował do go plecaka, mocno zawiązując rzemień. Wstał po chwili i zarzucił na siebie plecak, wyrażając w ten sposób chęć do dalszej drogi. Upewnił się jeszcze, że wszystko jest na swoim miejscu, przeciągnął się delikatnie i wziął głęboko wdech. Bez słowa ruszył w kierunku mężczyzny widzianego w oddali.
- Jeszcze przyjdzie czas na rozmowy – widział, otoczenie wyraźnie się zmienia. To nigdy nie świadczyło niczego dobrego, a polegając na słowach kobiety… to był ten moment w którym należało by ratować swoje życie.

Idąc łowca trzymał w ręku dziennik, który zdawało się czytał. Co jakiś czas, spoglądał na horyzont upewniając się, że zmierza w dobrym kierunku. Chwilę potem wyciągnął pióro, i powoli zapisywał w nim nową notatkę.
Ostatnio zmieniony wt gru 04, 2012 3:31 pm przez Sanawabicz, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

śr gru 05, 2012 12:08 pm





Zignorował słowa Diogenesa o martwości, ale jego odejście uznał za pretekst by przerwać dyskusję. Ruszył za nim.

Podczas drogi się nie odzywał. Może poza rozmową z samym sobą, nie wychodzącej jednak ponad delikatne szepty. Był zły. Jakiś wewnętrzny głos, brzmiący PRAWIE jak by były to jego własne myśli, podjudzał w nim gniew i nie pozwalał mu odejść.
Chciałeś wygrać swoje życie, zachować je, tak? A więc stracisz je! Będziesz żył jak zwierzę! Jak żywy trup. Martwa dusza. W martwym ciele.

To był sen... tylko sen. Nic więcej. Tak jak dzieci śniące o potworach pod posłaniem, wciągających je do Podmroku. Nic więcej niż wizja zesłana przez diabły... Nic ponadto!
Zaciskał pięści w bezsilnym gniewie. Gdy wreszcie wymyślił jak to sprawdzić. To było tak absurdalnie proste... nie zatrzymując się wzniósł pięść w górę i patrzył na nią, bojąc się jej otworzyć. Wiele kroków minęło nim w końcu się zmusił. Spojrzał na paznokcie. Były blade... krew nie wypełniała na nowo miejsca które ścisnął.
- Nieee... - szepnął do siebie i chwycił się za szyję szukając tętna. Też nie znalazł. Przejechał językiem po zębach i dopiero zauważył, że zdecydowanie nie są ludzkie. Przysunął wierzch dłoni do ust... i szybkich ruchem odgryzł z cal kwadratowy skóry. Ból klasyfikował się na żałośnie niskim poziomie, a rana nie chciała krwawić.
Nagle zachciało mu się płakać, ale nawet łez już nie miał. Więc szedł, nie mając czasu i możliwości by opłakać swoją własną śmierć.
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

śr gru 05, 2012 5:22 pm

Rozdział Drugi - Półplan Wygnania


Gdy wędrowaliście w kierunku samotnego wędrowca niebo ciemniało coraz bardziej. W końcu jak na dłoni widać było już upstrzone gwiazdami po horyzont nocne niebo. Wędrowaliście w półmroku, a fala nienaturalnego światła, niczym jakaś burza piaskowa deptała wam wręcz po piętach.

Zbliżywszy się do mężczyzny na odległość pozwalającą rozpoznać kontury postaci waszym oczom ukazała się kolejna osobliwość. Wędrowiec ten dosiadał olbrzymiego żółwia jako swojego wierzchowca. Wcześniej żółw ten był praktycznie niewidoczny, gdyż będąc w kolorze pustynnych skał doskonale wtapiał się w otoczenie.

Obrazek


Chyba was dostrzegł, bo przestał się poruszać. A może po prostu cały czas poruszał się tak wolno, że było to ledwo widoczne dla oka.

Gdy podeszliście na odległość rzutu kamieniem, zsunął się zgrabnie z potężnej skorupy i czekał na was przy wielkiej jak pień drzewa nodze gada. Mężczyzna był odziany w granatową luźną szatę, chroniącą zarówno przed upałem i parzącym słońcem, dotkliwym chłodem, jak i wszędobylskimi ziarnami piasku. Jego oczy były wręcz hipnotyzujące.

Obrazek


Skłonił się głęboko na wasze nadejście. Mówił z nieznanym wam akcentem i dziwnym, kojącym zaśpiewem.

- Sahibowie witajcie! Gdy róża pustyni kwitnie podróżować jest niebezpiecznie. Al-Khaliffa, by pożreć demony, nadchodzi. Chodźcie się schronić, czasu już mało.

To powiedziawszy klepnął trzy razy żółwia w tylną nogę, a ten natychmiast powstał. Z wyprostowanymi nogami miał jakieś sześć, może siedem metrów do szczytu skorupy. Mężczyzna zdjął z żółwia siodło oraz kilka juków i rzucił je na ziemię. Z jednego z juków wyciągnął gruby koc, który po rozłożeniu idealnie pasował wymiarami do przestrzeni pod monstrualnym gadem, miał nawet wycięcia w miejscach, gdzie znajdowały się jego masywne nogi. Rozsiadł się wygodnie w kącie tak powstałego schronienia, zdjął nakrycie głowy i zaprosił was gestem, abyście również się przyłączyli. Jakby na zachętę sięgnął do jednej ze swych rozlicznych toreb i wyciągnął z niej garść wysuszonych, podłużnych, pomarszczonych owoców. Poczęstował was, a sam zaczął mówić monotonnym głosem.

- Al-Khaliffa trwać do rana będzie. Możecie tu zostać aż się nie zmęczy i nie odejdzie. Lud Zaratana, prawem pustyni przedwiecznym, za tę pomoc zapłaty wymagać od was będzie. – spojrzał każdemu z was w oczy, jakby upewniał się, że słuchacie - Możecie zapłatę na przyszłość odłożyć. Wówczas, gdy ponownie się spotkamy, do wyświadczenia dla Zaratan ludu jednej przysługi od z was każdego zobowiązani będziecie. Takiej o jaką poprosimy i jaką za stosowną uznamy. Albo możecie teraz zapłatę uiścić. –uśmiechnął się, jakby wskazując, że ta opcja jest korzystniejsza, choć trudno było ocenić czy korzystniejsza dla niego, czy dla was - Zapłatą tą będzie z waszych stron legenda ciekawa, przyniesiona przez was historia, zapadająca w serce, i z morałem. Długa ona być nie musi, ale treściwa. Aby lud pustyni mógł zapisać ją, aby wiecznie pobrzmiewała w szumie piasku na wietrze.

Zamilkł i patrzył po was uważnie, wrzuciwszy sobie do ust jeden z owoców i żując go niespiesznie.
Ostatnio zmieniony śr gru 05, 2012 5:23 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 3 razy.
Powód:
 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw gru 06, 2012 2:47 pm

Słysząc słowa Diogenesa skrzywił się z niesmakiem.
- Bigoteria... Jak ktoś może dobrze służyć we flocie nie ma znaczenia czy jest umarlakiem - powiedział głośno, aby wszyscy słyszeli. Potem pobiegł. Nie podobała mu się, ta dziwna ciemność, a był z natury ostrożny.

Gdy dobiegli do tubylca na żółwiu zaklął, nie wiedział bowiem, jak ten ktoś zamierza skorzystać z tego zwierzaka podczas ucieczki. Gdy zwierze jednak wstało, nie do końca rozumiejąc co się stało i czekał na opowieści towarzyszy
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw gru 06, 2012 5:49 pm





Usiadł w rogu aby móc oprzeć się o żółwią nogę, położył plecak na skrzyżowanych nogach i wyciągnął z niego bukłak, z którego upił łyk. Było to odruchowe i gdy przypomniał sobie, że wcale nie potrzebuje pić wody tylko spuścił głowę i rzucił go na środek.
- Częstujcie się... - burknął przybity.
Nagle przyszła myśl. Co ja, w ogóle, mam w tym plecaku? Od niechcenia przejrzał zawartość. Ogólnie klasyczny plecak poszukiwacza przygód. Zaciekawiły go tylko racje. Dokładnie to surowy kozi udziec, tylko pachniał jakoś inaczej. Wyciągnął go, położył na plecaku (znów leżącym na kolanach) i odwinął z płótna nasączonego solanką. Jak się można domyśleć mięso też była zasolone, aż dziwiło go, że czuje cokolwiek poza tą solą. Był ciekaw co to za przyprawa, pochylił się niżej by powąchać i odgryzł spory kawał mięsiwa. Nawet nie myślał o tym, to stało się naturalnie, jak wyciągnięcie rąk gdy się pada. Jeden "ruch żujący", drugi i trzeci i połknął. Po szyi przeszła niesamowicie wielka gula wypchana "kęsem" zbyt dużym by dał radę go połknąć człowiek nie dławiąc się przy tym. Tharos rozejrzał się po pozostałych i oparł twarz na dłoni...
- Kurwa... panowie, powiedzcie mi, że nie jestem ghulem...
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw gru 06, 2012 11:02 pm

Mercutio

Tharos jest nieumarłym. Co to wogóle znaczyło? Jeśli nie umarł to znaczy, że żyje. Jeśli zaś jest martwy, co było po nim trochę widać, to dlaczego rusza się i rozmawia jak inni? Mercutio głęboko zastanowił się nad tym swoistym dziwem natury. Nie przypominał sobie, by słyszał cokolwiek o tego typu stworzeniach. Porsty lud zawsze wierzył w ghule i strzygi, ale przecież to zawsze były bajki ... chociaż, czemu nie? Przecież spotykał też inne istoty, które choć też wyglądały nierealnie, to były bardziej prawdziwe, niż Mercutio by sobie tego życzył...

Z zamyślenia wyrwał się dopiero po dłużej chwili, gdy zorientował się, że przeszedł kawałek razem z innymi i zatrzymali się przed jakims mężczyzną, który dojeżdżał ... żółwia, co było tylko kolejnym potwierdzeniem tezy, że świat mieści w sobie jeszcze wiele dziwact i absurdu, o których Mercutio nie słyszał. Właściwie, to z obecnymi strzępami pamięci, jest to większość rzeczy. Paladyn postanowił, że spróbuje przywyknąć do poznawania nowych rzeczy. Ale jak przywyknąć do nieprzewidywalnego?

Mężczyzna wspominał o Al-Khaliffa. Najpierw zdawało się, że chodzi o bestię. Mercutio zmierzył wzrokiem horyzont, rozmyślając nad tym jaki potwór mógł wywołać takie zjawiska. Dopiero po chwili okazało się, że paladyn był zbyt pochopny w ocenie i chodzi po prostu o jakieś zjawisko pogodowe, jeśli można było w ten sposób nazwać "coś", co zjada demony...

Nieznajomy zaproponował posiłek i schronienie. W tych niegościnnych okolicach to uśmiech losu. Jednak jak wyjaśniło się później, oczekiwana była zapłata. Niewiadomego charakteru przysługa lub opowieść. Dla Mercutia oczywistym wyborem było to drugie. Z zasady dotrzymywał umów, ale wolał nie obiecywać w ciemno, nie wiedząc czy nie przyjdzie mu w imię tej jednej przysługi złamać innych zasad. Opowiedzenie historii nie powinno być wyzwaniem. Oczywiście dla kogoś, kto nie ma poszatkowanej pamięci.

Na opowieści trzeba będzie jednak jeszcze poczekać. W panującą ciszę wpadło pytanie Tharosa.

- NIe wiem, Tharosie - odpowiedział Mercutio - nie potrafię powiedzieć kim są nieumarli, o których mówicie, jednak faktem jest, że nie wyglądasz zbyt zdrowo.

Paladyn rozsiadł się na tyle wygodnie, na ile pozwalała mu zbroja i poczęstował się przedziwnym owocem. Po cichu liczył na to, że przypomni sobie historię godną opowiedzenia w tak zacnym towarzystwie.
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw gru 06, 2012 11:59 pm





Spojrzenie Tharosa wynużyło się zza dłoni i spoczęło na Mercutio.
- Nie wiem skąd się urwałeś, ale nieumarlli to, w uproszczeniu, dusze zamknięte w martwym ciele, bądź po prostu bezmyślne martwe ciała ożywione magią nekromancji. Jak widać na moim przykładzie nie zawsze wie się, że zostało się... nieu... nie... nieu... - w tym kontekście słowo nie chciało przejść mu przez gardło - no przemieniony kurwa... A ghule to rodzaj truposzy którzy zjadają żywych. - po czym zwrócił się do gospodarza - Jakiej opowieści oczekujecie? Każda ciekawa będzie dobra, czy chodzi o konkretnie naszą historię?
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt gru 07, 2012 9:47 am

Rozdział Drugi - Półplan Wygnania


- Chodźcie, chodźcie! - Pustynny wędrowiec przynaglał was, żebyście wszyscy usiedli pod gigantycznym żółwiem, jakby poza nim miało się robić coraz niebezpieczniej.

Jedyne, co póki co odczuwaliście, to że powietrze zrobiło się jeszcze chłodniejsze i unosił się w nim dziwny, choć przyjemny zapach, przypominający woń ozonu po burzy. Wiatr ustał zupełnie, ani jedno ziarnko piasku nie tańczyło już w powietrzu wokół was.

- A opowieść, aby dobrą była, z serca prosto płynąć musi. Tylko tyle i aż tyle. Pustynia zbyt sucha jest, żeby przyjąć opowieść, która pusta jest i oschła - opowieść bez serca.

Patrzył po was badawczo. Korzystając zapewne ze zmiany pogody, odrzucił zbędne warstwy materiału zakrywającego jego usta i nos. Mogliście dojrzeć, że choć oczy mężczyzny były żywe i jarzyły się blaskiem charakterystycznym dla młodości, to sam musiał już być bardzo stary. Jego skóra była wysuszona na wiór i poorana dziesiątkami zmarszczek i bruzd. Zupełnie jak skalista pustynia, która was otaczała.
Ostatnio zmieniony pt gru 07, 2012 9:48 am przez Agnostos, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Sanawabicz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 698
Rejestracja: wt paź 14, 2008 10:23 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt gru 07, 2012 2:16 pm

Obrazek
Diogenes


Mężczyzna maszerował dość żwawym krokiem patrząc jedynie wprost przed siebie. Co jakiś czas spoglądał przez ramię na pozostałych towarzyszy, swoją uwagę skupiając głównie na paladynie. Ten jeszcze chwilę temu wyglądał na bliskiego śmierci, a łowca wolał mieć pewność, że nie padł gdzieś w czasie marszu. Temperatura i otoczenie zmieniało się z każą chwilą, przyjemny chłód wywołał na ustach Diogenesa dziwny, satysfakcjonujący uśmiech. W jego głowie wciąż krążyły myśli, co konkretnie miała na myśli kobieta, która jasno dała im do zrozumienia, że ich losy wykraczają daleko poza zwykły przypadek czy przeznaczenie.

Zbliżając do celu ich podróży, na twarzy łowcy malowało się zdziwienie. Na początku sądził, że to co widzi jest jedynie dziwnym żartem jaki wywierał na nim zmęczony, i wciąż niedostoswany umysł. Im jednak bliżej, tym widok stawał się coraz bardziej realny. Mężczyzna, odziany w szaty koloru granatu dosiadał gigantycznego żółwia. Widząc to łowca przystanął na chwilę, i przyglądał mu się z dużym zaciekawieniem. Nie ukrywał, że pierwszy raz w życiu widział tak wielką kreaturę, a już tym bardziej że ktokolwiek go dosiadał.

Łowca wysłuchał słów mężczyzny, delikatnie skinął głową przyglądając się mu z uwagą. W tej chwili, znacznie bardziej fascynował go żółw, który jak posłuszny wierzchowiec wykonywał wszystkie polecania swoje właściciela. Mężczyzna mówił o jakimś „Al-Khaliffa’rże” i początkowo, łowca sądził że mowa o gigantycznym żółwiu. Jedna z każdą chwilą myśl ta rozpływała się pozostawiając wielką pustkę. Mężczyzna wyglądał jak gdyby spędził tu całe życie, co zdawało się być dość dziwne. Przecież to miejsce, jest swego rodzaju więzieniem. Łowca postanowił zachować wyjątkową ostrożność, i robił to w taki sposób by nie obrazić tym samym mężczyzny, który dopiero co zaproponował im schroenienie.

Dopiero teraz, łowca spojrzał na Satrius’a i uśmiechnął się lekko. Nie był to przyjacielski uśmiech, a raczej uśmiech który z pogardą miał skomentować słowa żeglarza.
- Dlatego wszystkie floty świata składając się w głównej mierze z wyrzutków? – W tym momencie spojrzał na umarlaka. I dopiero po pewnej chwili zdał sobie sprawę… że on tak naprawdę dopiero poznaje swoje nowe ciało. Dopiero teraz, Diogenes zdał sobie sprawę, że to nie do końca tak jak sądził na początku.

Diogenes zwrócił się ku ich gospodarzowi, ściągnął plecak który odstawił na ziemie i usiadł wygodnie częstując się owocami. Nie wiedział, czego może się spodziewać wiem nim zjadł owoc przyjrzał mu się dokładnie. Wolał mieć pewność, że po ucieczce z piekła nie zginie zjadając zatrutą jagodę.
- Jestem Diogenes. Jak brzmi twoje imię przyjacielu? – mówiąc to spojrzał w oczy mężczyzny. Te pełne były życia i energii, którą Diogenes stracił już bardzo dawno temu. Teraz jego oczy były wypalone i jałowe. Widział już zbyt wiele, by zapomnieć.
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt gru 07, 2012 2:59 pm

Owoc spróbowany przez Diogenesa był słodki w smaku i zdawał się momentalnie dodawać energii i sił w tym jałowym krajobrazie. W środku znajdowała się podłużna twarda pestka, która najwyraźniej był niejadalna.

Wędrowiec wpatrywał się chwilę w Diogenesa głębokim wzrokiem, po czym odpowiedział z tym samym gęstym akcentem co wcześniej, wypluwając swoją pestkę przez ramię.

- Siwaat Sadda'fy Alshra' jestem, co w języku waszym tyle mieni, co Głos na Pustyni Echem Rozbrzmiewający. A co twoje imię znaczy?
Ostatnio zmieniony pt gru 07, 2012 3:01 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt gru 07, 2012 3:57 pm

- Jesteś ghoulem, ale nie ma się czego wstydzi. Wiele Ghouli to wartościowi załoganci - Przemilczał, że ich głównym zadaniem jest konsumowanie martwych i umierających niewolników.

- Opowiem o cesarzu Amar - Nathemie. Ten oto wielki władca podbił cały Agathar, starożytny kraj znajdujący się na sztucznym świecie, a potem pokonał królów kapłanów Sarateku. Był władcą wielkim i sprawiedliwym, czczonym niczym bóg, ale nawet on musiał ulec potędze czasu.. Nie lękał się o siebie tylko o swój lód, dlatego też rozkazał rzucić wielki czar. On i jego dziesięć tysięcy najlepszych wojowników oddało swe życia i zastało pochowanych, aby w razie wielkiej potrzeby zostać przebudzonym. Jednakże, gdy rzeczywiście go wezwano, stało to się za sprawą czarownika, który w swej głupocie wierzył, że zapanuje nad nieumarłym. Zginął ale cesarz dowiedział się, że jego kraj upadł z powodu jednego ze swych potomków, który wezwał abominacje czym ściągnął na siebie gniew bogów. Morał jest taki, że nic nie jest wieczne a bogowie nie działają wybiórczo.
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt gru 07, 2012 9:34 pm






- Znam tę opowieść, prawdopodobnie, z dzieciństwa. Dawno temu, na dalekim wschodzie żyli dwaj bracia. Starszy i młodszy. Pierworodny miał objąć władzę w cesarstwie, a młodszy miał mu pomagać, jednak się zbuntował. Naciskał na ojca aż ten zdecydował się podzielić królestwo na dwa mniejsze. Starszy brat był dobrym władcą, ale młodszy sprowadził głód na swój lud. Nie mogąc wyżywić swoich ludzi podjął się desperackich kroków i poprowadził armię przeciw bratu. Jednak pierworodny, zwany Cesarzem - Smokiem, nie zamierzał oddać swoich ludzi pod rządy tyrana, jednak miał zbyt małą armię by go powstrzymać, więc sięgnął do sztuki w której był mistrzem. Do magii nekromancji. Ożywił legion Siewców Zarazy.

A każdy z nich miał siłę czempiona i wytrwałość samej śmierci, a ich dotyk niósł zarazę. Przedarli się przez armię i doszli pod sam pałac młodszego z braci. Nie mając wyboru oddał się w niewolę Cesarza - Smoka i oddał mu królestwo ku uciesze obu ludów, które tak na prawdę, nigdy nie przestały być jednym. Pierworodny mógł maszerować dalej, upojony potęgą i łatwością z jaką pokonał wielką armię. Zapewne zdobył by kontrolę nad połową kontynentu, prawdopodobnie nad całym, a możliwe, że nad światem, ale nie miał takich zapędów. Odesłał armię tam gdzie jej miejsce i rozpoczął walkę o całkowite zrównanie, nie tylko duchowe, ale i materialne, obu ludów i zdusił zarazę nim zdążyła się rozprzestrzenić. Nikt, ani wcześniej ani później, nie dokonał czegoś tak wielkiego i nawet bogowie spoglądali na niego zazdrośnie. Tak to młodszy brat został zapomniany w mroku historii którą sam wywołał, a starszy został zapamiętany jako Cesarz - Smok, a, podobno, wiara ludzi wyniosła go, po śmierci, do boskości. Jeśli miał bym wprost mówić o morale to brzmiał by on: W jedności siła, w egoizmie cierpienie zarówno wszystkich wokół jak i samego egoisty.
Ostatnio zmieniony pt gru 07, 2012 9:34 pm przez Arvelus, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob gru 08, 2012 8:51 am

- To żołnierska historia dobra. Jako miecz jest, prosta, zimna i pytań nie pozostawiająca. - odpowiedział Siwaat Satriusowi - Do moich zbiorów ją dodam. Ale prawdziwy jej sens gdzie indziej leży. W pytaniu, co cesarzem Amar - Nathemem kierowało, że do takiego poświęcenia się skłonił?

Pozwolił Satriusowi zastanowić się chwilę nad odpowiedzią, a w tym czasie odpowiedział Tharosowi.

- Tak, to historia jest bardzo piękna i przyjmuję ją ja. Ale już kiedyś opowiedziana została mi ona... -staruszek przerwał, jakby wyraźnie budując napięcie - przez samego Cesarza Smoka, który po pustyniach Sahir-al-Hammum się tułał. I znam ja jej dalszy ciąg, choć zakończenia nie znam. Ale podzielę się z wami, słuchajcie...

- Cesarz Smok nie tylko strażnikiem nekromancji, ale też człowiekiem wiary wielkiej i niezachwianej był. To w niej siłę i mądrość swą miał. Ale w jednej jedynej sprawie nakazy swojego boga porzucił. Gdy właśnie o obronę królestwa i jego ludu chodziło, wbrew swej wiary zasadom nieumarłe bestie na świat przyzwał zamiast innych przed nimi chronić. Zarazy siewcy to zaiste byli, lecz byli jeno potężniejszego legionu częścią. I w swej przebiegłości demoniczny legion ten, gdy Cesarz paktować z nim począł, ukrył korzyść dla siebie. I niechybnie po nią przybył...

Wędrowiec przerwał, aby sięgnąć po bukłak, gdyż zaschło mu już nieco w gardle.

- Oj przybył on, przybył... a w dniu koronacji na władcę połączonych krajów Cesarza się to zdarzyło. I w swojej przebiegłości jako zapłatę wziął on dusze wszystkich ludzi Cesarzowi podległych... całe miasta w jednej chwili w czeluści piekieł się osunęły... a Cesarz Smok, choć bogiem pośród prawych pisane mu było... został z ziemią pustą i bez ludu swego. Morał z tego taki, że w jedności siła, ale jedność płynąć musi z serca - jedności wewnątrz człowieka. Dwom panom służyć nie można, bo jednym zawsze wzgardzić będzie trzeba...

Mężczyzna zamilkł i zamknął oczy, jakby w głębokiej zadumie. Jakby przypomniał sobie spotkanie z samym Cesarzem przed wielu wielu laty, wędrującym samotnie i poszukującym odkupienia dla siebie... i swojego ludu.

Jakby w odpowiedzi pogoda wokół momentalnie się załamała. Wielki żółw schował głowę do skorupy. Powietrze zaczęło aż trzaskać od wyładowań elektrycznych, świetliste krople spadały na ziemię, jednak nie był one deszczem. W kontakcie z ziemią wyparowywały w jednej chwili, rozkruszając słabsze skały w drobny mak. Pestka owocu, trafiona kilkoma kroplami rozpadła się w kilka chwila na milion ziaren piasku. Jedynie pod żółwiem zdawało się być bezpiecznie, jakby pod jego skorupą magiczna burza nie miała do niczego dostępu.
Ostatnio zmieniony sob gru 08, 2012 8:54 am przez Agnostos, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

ndz gru 09, 2012 12:18 pm





Tharos wysłuchał wersji ich gospodarza.
- Wolałem moją wersję... - uśmiechnął się smutno - Najwyraźniej przez lata ta historia została wypaczona aby nadawać się bardziej dla uszu dzieci. Kim ty, w ogóle, jesteś wędrowcze, że spotykałeś się z postaciami, które dla nas są jeno legendami?
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

ndz gru 09, 2012 2:22 pm

Siwaat Sadda'fy Alshra' zaprzeczył gorączkowo.

- Nie, nie! Wypaczone nic nie zostało! Historie obydwie prawdziwe są. I obydwie niezakończone...

Przerwał na moment jakby zastanawiając się, jak odpowiedzieć na pytanie Tharosa. Najwyraźniej nikt od dawna nie zadał mu tak prostego pytania.

- Głosem na Pustyni Echem Rozbrzmiewającym jestem. Jestem przywódcą Zaratana ludu. Ludu, który był tu przy zakładaniu tego świata. I który oczekuje na powtórne przyjście jego, aby nasze legendy i naszą mądrość mu powierzyć.

Zaczął rysować coś na piasku, kontynuując.

- Do tego świata przychodzi wielu, ale odchodzi z niego niewielu. Ci, którzy nadzieję mają, aby się wydostać z niego, ale brakuje im woli, w Mieście Ostatniego Odpoczenienia zamieszkują. A ci, którzy już nadzieję nawet postradali, zostają tu na zawsze. - to powiedziawszy chwycił garść piasku i z czułością przesypał go przez swoje palce - Ich dusze ziarnkami piasku się stają i w nich uwięzione trwają.

- A legendy... czymże legendy są jeśli nie pamięcią jednych o wspomnieniach innych? Wy też możecie być legendą czyjąś... nawet o tym nie wiedząc.
Ostatnio zmieniony ndz gru 09, 2012 2:23 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Sanawabicz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 698
Rejestracja: wt paź 14, 2008 10:23 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

ndz gru 09, 2012 4:21 pm

Obrazek
Diogenes


Łowca usiadł wygodnie przyglądając się dziwnym opadom. Milczał słuchając historii zarówno towarzyszy jak i samego mieszkańca pustkowi. Zastanawiał się ile prawdy kryję się w słowach dotyczących ziaren piasku wypełniających tą pustynie. Sam sięgnął po garść piasku i przesypywał ją z dłoni w dłoń przyglądając się każdemu z nich z dziwnym sentymentem w oczach.

Chwilkę później nie chcąc przeszkadzać i przerywać opowieści postanowił odpowiedzieć na pytanie zadane przez gospodarza. Był gotów odpowiedzieć, gdy zdał sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nie wie co znaczy jego imię. Nie wiem czy na pewno coś znaczy, bo dlaczego i miało by znaczyć? Imię nadano mu zaraz po urodzeniu… gdy nie reprezentował sobą żadnych wartości, więc i imię zapewne było tak pusta jak głowa niemowlęcia. Po chwili odezwał się jednak, spoglądając w młode oczy mężczyzny.
- Tam skąd pochodzę, imiona nie mają już znaczeń. Nie wiem czy kiedykolwiek je miały, a jednocześnie zdaje mi się, że to człowiek sam powinien nadać znaczenia swemu imieniu. Poprzez czyny, których dokonuje, poprzez nabyte doświadczenia i mądrości. Człowiek sam kieruje własnym losem… przynajmniej tak mi się zdaję. – przytaknął głową sięgając do plecaka i wyciągając z niego bukłak. Był jeszcze w połowie pełny, co dawało mu jakieś pół litra wody. Powoli pozbył się korka, upił niewielki łyk i wysunął go przed siebie, częstując pozostałych.

Zastanawiał się nad znaczeniem historii, które zostały tutaj opowiedziane. Historii z dawnych czasów opowiadające o dawnych bohaterach, ich heroicznych czynach, życiu i śmierci. Jakie miało to znaczenie? To co już się stało? Czego ma nauczyć nas historia, skoro człowiek i tak najlepiej uczy się na własnych błędach. Dla łowcy, największym błędem było to, że nie nauczył się by chronić swoich bliskich. Tylko i wyłącznie dzięki temu, że na dobre ich stracił nabył wiedzę, umiejętności które już nigdy więcej nie postawią go w takiej sytuacji.
- Historia którą opowiem – tu przerwał na chwilę upewniając się, że nie wszedł nikomu w słowo - Będzie wyjątkowo krótka. Nie opowiada o dawnych bohaterach, podbijających świat, ratujących narody… Historia ta opowie o bohaterze którego przyszło nam spotkać. Bohaterze, które poznał każdy z nas, chodź tak naprawdę żaden z nas go nie znał. Nie znamy jego imienia, ale na zawsze znalazł sobie miejsce w gronie bohaterów. Wszystko zaczęło się, gdy arena w Dis ugościła nas swym przekrwionym piaskiem, czerwonym niczym rdza. Bezimiennym bohaterem, był mężczyzna który oddał własne życie w obronie życia swojej córki. Ruszył na nas, niczym wściekły muł broniący swojego cielaka. Nie liczyło się dla niego nic, nie liczyła się śmierć. Liczyło się tylko to, by jego córce nigdy więcej nie stała się żadna krzywda. Ojciec bohater, którym nigdy nie miałem okazji zostać. Nie wystarczająco siły, by powstrzymać to co zabrało mi moją córkę. Nie miałem siły by walczyć… Dlatego ten, bezimienny człowiek na zawsze pozostanie dla mnie większym bohaterem niż cesarze i królowie wszystkich krain.

Tu łowca zakończył. Westchnął głęboko i sięgnął po dziennik który trzymał w plecaku. Otworzył go na pierwszej stronie, i zaczął czytać.
 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

ndz gru 09, 2012 6:22 pm

- Cesarz Amar-Nathem chciał chronić swój lud, wiedział bowiem, że prosperita w końcu się skończy. Jego potomek zdradził i sprowadził abominacje. Nikt jednak nie chciał wezwać cesarza, wiedząc, że ukarałby tych, którzy wspierali rozkład jego kraju. W końcu było za późno kapłani Sarateku sprowadzili zagładę na Agathar ciesząc się z jego upadku. Teraz jednak cesarz odbudował swą potęgę, i współpracuje z pewnymi przebrzydłymi jaszczurkami... nie ufajcie mu.

Potem wysłuchał opowieści Diogenesa, uśmiechnął się i rzekł.
- Imiona, prawdziwe imiona są niczym łańcuchu, więżące nasze dusze, nie wiesz o tym. A co do barbarzyńcy, to zginął na próżno, bo niewiele brakowało, a jego córka stałaby się zabawką demonów, tak jak on. Ciekawe, czy zabijemy go drugi raz. Byłoby zabawnie. Każde zwycięstwo przynosi chwałę i każda przegrana jest godna pogardy
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

wt gru 11, 2012 11:24 am

Siwaat słuchał Diogenesa i jego opowieści, a błysk w jego oku zdawał się powiększać z każdą chwilą. W końcu odpowiedział mu cicho.

- Tak, rozumiem ja ciebie i twoją stratę. Ja też córkę mam, Jewhereh Alshra' Al-sat'e jej imię, co po waszemu Jaśniejący Klejnot Pustyni znaczy. I gotów bym również życie oddać za nią. Może spotkamy się jeszcze w okolicznościach innych i poznacie ją, jej piękno ujrzycie.

Poczęstował się wodą od Diogenesa i upiwszy symboliczny tylko łyk, oddając mu go rzekł.

- Ale nie zamartwiaj się ty. Odnaleźć swoje prawdziwe imię możesz. Wtedy prawdę o sobie poznasz. Bo - i w tym momencie przeniósł wzrok na Satriusa - prawdziwe imiona łańcuchem są tylko, gdy tego sami chcemy. A jeśli serce otwarte mamy, to prawdę w nich jeno widzimy. Prawdę, która z łańcuchów wyzwala. Ale późno już się robi, odpocząć przed drogą trzeba.

To powiedziawszy utkwił świdrujące spojrzenie w Mercutiu, jakby oczekując, czy wyrwie się ze swojego milczenia i opowie historię, czy też zdecyduje się na drugą opcję.
Ostatnio zmieniony wt gru 11, 2012 11:27 am przez Agnostos, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

śr gru 12, 2012 11:48 pm

Mercutio

Mercutio otrząsnął się widząc, że przez dłuższą chwilę nieznajomy patrzy na niego. Po wysłuchaniu historii jego dwóch kompanów przyszła pora na jego opowieść, ale czy jakąś pamięta? Zaczął powoli składać do kupy, to co wiedział, to czego doświadczył i czego się bał. Historia, nawet łatana z nielicznych prawd wieloma zmyślonymi dopowiedzeniami, pochodziła przecież z serca. Wyrażała nadzieje i lęki. Paladyn zacisnął oczy i przypomniał sobie na ułamek chwili zamek, który diablica pokazywała mu we śnie. To powinno wystarczyć, musi...

- Ja również znam historię o smoku - powiedział Mercutio gdy wreszcie zabrał głos - jestem wyznawcą Smoczego Ducha, smoka który po swojej śmierci dołączył do grona bogów.

Początki historii mego ludu umykają w tej chwili mej pamięci. Powód owej niepamięci jest również powodem mojej obecności tutaj. Powinienem teraz walczyć u boku swoich. Trwa wojna.

Mercutio przełknął ślinę. Opowiadanie bez pamięci i przygotowania nie było takie proste, jak przypuszczał. Postanowił zacząć, tak jak zawsze zaczyna się legendy.

Dawno dawno temu, u podnóża wielkich gór była mała wioska. W owej mieścinie żyli sobie ludzie, których nie szczególnie interesowało dobro, zło ani świat. Byli skupieni na sobie, żyli z dnia na dzień albo całe życie snuli plany, które miały przynieść pożytek wyłącznie jednostkom. W tej smutnej podzielonej społeczności nastąpił jednak pewien przełom... - Mercutio przerwał na chwilę by zastanowić się nad imieniem pasującym do legendarnej postaci - wodzem wioski był Mężny Orazio, który lata swojej młodości spędził na wielu wojnach w dalekich krajach. Pewnego dnia Orazio doznał objawienia. Ukazał się mu sam Smoczy Duch i przedstawił zasady, którymi ludzie z wioski powinni się kierować, aby zostać po śmierci jego sługami i żyć wiecznie. Orazio usłyszał słowa o długiej drodze, wyższych celach i obronie przed złem, zarządził więc aby ludzie z wioski przenieśli się w góry i zbudowali twierdzę, która przyniesie im upragniony dobrobyt, szczęście i spokój.

Długa droga została nagrodzona. Gdy dotarli do szczytu gór znaleźli górę, na której zboczu rozpoczęła się budowa twierdzy. Miejsce to otaczały zielone łąki, po których często hulał wiatr. Lata później twierdza rosła. Najpierw drewniana, potem kamienna. Zbrojne drużyny oczyszczały szlaki z dzikich zwierząt i przełęcz, nad którą wznosiła się twierdza zyskała znaczenie na szlakach handlowych. Długa praca mieszkańców małej wioski w dolinach została nagrodzona. Wszystko, co przepowiedział Smoczy Duch stało się faktem. Długa droga ku wyższym celom w górach i obrona przed złem w postaci solidnych kamiennych murów.

Wtedy jednak okazało się, że nakazy Smoczego Ducha źle odczytane zostały. Arcykapłan doznał wizji, w której jego bóg w niewybrednych słowach skarcił lud za to, że wciąż folguje swoim złym pasjom, że są nadal wciąż skupieni na sobie, tak jakby pierwotnie wydane nakazy nic dla nich nie znaczyły. Smoczy Duch ostrzegł arcykapłana, że mimo powierzchownego sukcesu, lud jest na skraju zagłady. Nakazy Smoczego Ducha zostały podyktowane jeszcze raz i tym razem spisane.

Ludzie jednak nie chcieli się do nich stosować. Lata dobrobytu wypaczyły ich. Nie przeczuwali nadciągającej zagłady. I wtedy stało się to, czego obawiał się Smoczy Duch i czego od pewnego czasu obawiali się również kapłani, zło zaatakowało. Przybrało materialną formę diabłów, demonów, czy jakkolwiek inaczej to nazwać. Istoty rozmaitego kształtu atakowały ludzi na ulicach, ohydne wynaturzenia zdawały się wychodzić ze ścian, spod ziemi. To właśnie wtedy powstała moja dynastia. Każdy z nas jest obdarowany przez Smoczego Ducha wieloma darami a jego moc wspomaga również jego podwładnych i przyjaciół. Nie wiem, którym królem jestem z kolei, ale to trwa już bardzo długo. Zło nie atakuje cały czas. Szczególnie uaktywnia się jesienią. Chociaż cały rok ludzie żyją w spokoju, to jednak pokorniej wiedząc, że za ich złe uczynki płacą co roku śmierciami ich bliskich i przyjaciół, których nie zdąży ocalić gwardia. Wszystko zaś przed zbyt dosłownie odczytane nakazy i zatwardziałość serc. Pamiętajcie, abyście nie popełnili tego samego błędu...
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw gru 13, 2012 10:14 am

Siwaat zamyślił się i kiwał głową dłuższą chwilę. W końcu wyrwał się z odrętwienia i odparł półprzytomnie.

- Tak... tak, podobną historię kiedyś słyszeć musiałem. Ale przypomnieć sobie teraz od kogo i kiedy, nie mogę...

Zapadła cisza, a po chwili słyszeliście już tylko ciche chrapanie. Zapadła ciemność tak gęsta, że nie widzieliście nawet koniuszka własnego nosa. Magiczna zawierucha szalała wokół was przybierając tylko jeszcze bardziej na sile. W końcu zmorzyło was zmęczenie niewiarygodnymi przeżyciami ostatnich godzin. Zapadliście w głęboki kamienny sen bez snów.

***


Gdy obudziliście się od pierwszych promyków olbrzymiego słońca Siwaat już był na nogach. Przytraczał specjalne uprzęże do juków oraz siodła na swoim towarzyszu. Żółw zdawał się nie zwracać na to większej uwagi, niespiesznie sięgając swoim pyskiem po porcje piasku i skał i przeżuwając je tak wolno, jak to tylko było możliwe.

Było chłodno, wręcz zimno, ale temperatura zdawała się podnosić. Poranne słońce ogrzewało bardzo przyjemnie, ale można się było obawiać, co będzie, gdy znajdzie się w zenicie.

Wasz przewodnik zmarszczył całą twarz uśmiechając się do was i przywitał was tymi słowami.

- Za wasze opowieści ja wam dziękuję. Lud Zaratana ich powiernikiem będzie, a jeśli kiedyś do nas zajdziecie, widziani mile będziecie. Ja teraz do Shiwhara Oazy zmierzam, opowieści od współbraci naszych zebrać. Jeśli chcecie bardzo, wam przeszkód czynić nie będę w towarzyszeniu mi w tej podróży. Uprzedzam jeno, że poza opowieściami samymi, wartościowego tam nic nie znajdziecie.

Popatrzył po was uważnie, po czym dodał.

- Dokąd zmierzacie, wędrowcy?

Jego pytanie rozbrzmiało donośnie, samotny głos na pustyni. Pytanie proste jak z bicza trzasnął, a jednocześnie mające dla was jakąś niezrozumiałą powagę.

Ostatnio zmieniony czw gru 13, 2012 10:21 am przez Agnostos, łącznie zmieniany 4 razy.
Powód:
 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw gru 13, 2012 1:01 pm

Atrius spojrzał na Mercutia i rzekł cicho
- Nie ufajcie słowom smoka, bowiem tylko kłamstwa i fałsz w nich żyje - nie ufał Paladynowi i księciu i już wiedział dlaczego. Gdy pozna lokalizacje jego kraju....

Rankiem głowa go nieco mniej bolała
- Do ostatniego spoczynku czy jakoś tak
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

czw gru 13, 2012 4:44 pm

Pustelnik ożywił się wyraźnie na wzmiankę Satriusa.

- Ach no tak, Ostatnie Odpoczenienie. Słusznie, tam bowiem podobnych do was znajdziecie.

Zamyślił się chwilę, po czym uzupełnił swoją wypowiedź.

- Jeśli porady wam ja udzielić mogę, to dwie drogi stąd do Odpocznienia macie. Jedna kanionem Ad-Dahan się wije i podróż nią stąd ku miastu najmniej trzy dni wam jak nic zajmie. Zważajcie jednak, bo skorpiony i inne robactwo pustyni swe leża nieopodal mają. Na wędrowców nieostrożnych czyhają, gdy padlina, którą wiatr do kanionu zwiewa im wystarczać przestaje.

Zawahał się chwilę, jakby rozważając, czy powinien wam powiedzieć, ale w końcu dodał.

- A jeśli wam na czasie zależy, to iść na przełaj przez piaski możecie, koło oazy Naher'thuth. Już pojutrze do Miasta wówczas dotrzecie. Ale ostrzec was muszę! Ta oaza jest złą magią owładnięta. Zaratan lud się w jej pobliże nie zapuszcza.

Zaakcentował ostatnie zdanie i pogroził palcem jakby ku przestrodze. I na koniec, niby do siebie samego, wyszeptał jeszcze. - Bo jak stare Zaratan przysłowie powiada - lepszy skorpion w garści niż magia złowieszcza w oazie.
Ostatnio zmieniony czw gru 13, 2012 4:47 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 4 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt gru 14, 2012 11:41 am





- Powiedziano nam, że mamy się spieszyć, ale też nie widzi mi się przechodzenie przez jakieś mroczne magiczne anomalie... Wiesz, wędrowcze, czego moglibyśmy się tam spodziewać? Jakiej kategorii niebezpieczeństwo tam spotkamy?
 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

pt gru 14, 2012 5:37 pm

- Rzeczywiście - odparł Satrius - Choć mi się także spieszy, to jako martwotrupy nigdzie nie dotrzemy nigdzie... chyba, że w oazie są skarby.
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob gru 15, 2012 11:20 am

Siwaat spojrzał tylko na was z przerażeniem w oczach.

- Ci, którzy tam się zapuszczają, już nie wracają... a skarbem jedynym oazy, o którym wiadomo, woda jest. Dla Zaratana ludu zaś tylko opowieści liczą się.
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

Re: [DnD 3.5 gestalt Planescape] Quid Est Veritas

sob gru 15, 2012 11:41 am

Mercutio

Mercutio już miał coś odpowiedzieć Satriusowi, ale musiał się ugryźć w język. Czas było ruszać a nieznajomy był na tyle miły, ze podzielił się kilkoma radami na temat drogi do najbliższego miasta. Swoją drogą, skoro nieznajomy słyszał podobną historię do tej wymyślonej przez Mercutia, to może zna kompletniejszą wersję? Nie, to nie jest istotne. I raczej nie pomoże Mercutiowi odnaleźć drogę do domu, co najwyżej zaspokoi ciekawość. Miasto było relną szansą, na odnalezienie się w tym świecie.

- Zgadzam się z towarzyszami. I mnie się spieszy. Najwyżej będziemy oszczędzać wodę i ominiemy oazę.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości