Zrodzony z fantastyki

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 9
 
Awatar użytkownika
Olhado
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 72
Rejestracja: pn kwie 29, 2013 2:30 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pn maja 13, 2013 7:30 pm

Obrazek
Kaladrea “Kala” Lartore

Koniec końców była jedyną osobą, która nie rzuciła się na trolla, bo nawet początkowo skołowany Udo w ostatniej chwili próbował włączyć się do walki. Poczucie wstydu wymalowało wielkie czerwone rumieńce na jej twarzy, więc podchodząc do reszty towarzystwa naciągnęła kaptur jeszcze głębiej niż zwykle. Opuściła szal, którym wcześniej osłoniła twarz, by mogli ją dobrze słyszeć i krzywiąc się niesamowicie od smrodu zaczęła odpowiadać na pytanie Kasimira.
-Krwawy Róg, a dokładniej Ragush Krwawy Róg to minotaur. Powiadali, że był przywódcą jednej z największych band zwierzoludzi w Ostlandzie, ale po wojnie słuch o nim i jego bandzie zaginął. Jedni gadali, że dołączył do Archona, a drudzy że przeciwnie - zginął walcząc za "swój" las. Sądząc jednak po niedawno odczytanych przez Spalonego relacjach, druga wersja nie może być prawdziwa... Więcej niestety o nim nie słyszałam - miała cichą nadzieję, że może chociaż te informacje jakoś się przydadzą.

Widząc jak rycerz wziął się za odrąbywanie głowy trolla, odsunęła się nieco i starała temu nie przyglądać. Nie wtrąciła się również w zażartą dyskusję o tym czy powinien zatrzymać śmierdzący łeb czy nie, chociaż miała nadzieję, że argumenty o smrodzie przekonają go by tego nie robił.

Wpatrując się w podniesiony stan wody w rzece i słysząc ciągle powtarzające się pomysły o przejściu brodem, postanowiła jednak się odezwać.
-Mam tylko nadzieję, że po tych deszczach ten bród nadal jest brodem... Bo jeśli poziom rzeki podniósł się na tyle, że i tam nie przejdziemy to stracimy sporo czasu na powrót do węższego miejsca.

Zgadzała się ze wszystkimi, że wisielców nie można zostawić w takim stanie, więc wyciągnęła linę z kotwiczką i zaproponowała pomoc w ich ściąganiu Waltherowi, który pierwszy się za to zabrał.
 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pn maja 13, 2013 8:08 pm

Tasha Dunkelwolke alias Tasha Dunkelzahn alias Lorandara

- No jak wam się moje nazwy nie podobają... - dziewczyna zrobiła smutną minę. - to nie będę nalegała. Był tylko taki sobie pomysł. nieważne... - widać było, że dziewczynie nieco smutno, że nikomu nie spodobał się rzucony przez nią pomysł. Pies szturchnął ją nosem i polizał po dłoni, na co elfka roześmiała się cichutko, ukucnęła i pogłaskała kundla po grzbiecie. - dobry piesek.

Elfka pisnęła i uskoczyła w bok, gdy Walther rzucił w nią pazurami. Potem przekręciła oczyma. - Zrelaksuj się Walther. Nikt nie zabrania ci zachować tego... paskudztwa. Po prostu boimy się smrodku. Jeśli znasz jakąś magiczną sztuczkę, by wybawić nas od tej woni, to proszę bardzo. łeb będzie się świetnie robił na twoim kiju... czy tam dzidzie.. - elfka wskazała na rycerską lancę.
- Ja bym go tam wygotowała, czysta czaszka pewno zrobi podobne wrażenie, albo nawet ładniejsze. - zasugerowała ponownie, tym razem milej uśmiechając się nieśmiało.

Potem przy kucnęła i zabrała się za wycinanie pazurów z podrzuconych palców. Krzywiąc się przy tej czynności niemiłosiernie. Jednak mimo minek, dość sprawnie operowała sztyletem i już po kilku chwilach miała same szpony. Które następnie zniknęły w skórzanej sakiewce.
Tasha rozejrzała się dookoła. Szukając jakiegoś źródła czystej wody... pragnęła się przemyć po tej pracy. Ale... jedyna naprawdę czysta woda znajdowała się w rzece, do której ni jak nie mogła się dostać. Zadowoliła się zatem powstałą na skutek deszczu większą sadzawką. woda może nie była taka czysta, ale starczyła by przemyć dłonie.

Elfka podeszła na powrót do krawędzi urwiska i spojrzała na rwący nurt rzeki. - Kaladrea może mieć rację. - przyznała. - Ale ja się tam nie bardzo znam na rzekach... - przyznała niechętnie. - Ktoś z was wie jak to z nimi jest? - Tasha próbowała jakoś po otoczeniu rozpoznać, czy poziom w rzece się podniósł. Ale na próżno. Gdyby poziom opadł, pewno była, by w stanie to rozpoznać, po odkrytych przez wodę kamieniach i wodorostach, ale tak? Jeśli woda się podniosła, to czegoś brakowało teraz, to znaczył było pod wodą... ale jak miała, by się o tym przekonać?
- Na rzece to się może nie znam, ale na złych typach już całkiem dobrze. Jeśli ten krwawy róg, to jakiś znaczący się herszt, jak mówi Kaladrea, na pewno nie jest sam. No i powiedzmy sobie szczerze, ten troll na pewno nic nie dopisał na tym drzewku... Liczmy się zatem, że takich śmierdzieli jak ten tu, będzie w okolicy więcej. I poszłabym o zakład, że coś podobnie paskudnego czyha przy obu pozostałych przejściach. A to pewno i tak tylko coś na rodzaj straży przedniej, źle to wróży wiosce... Jeśli bym miała zgadywać, to powiedziała bym, że właśnie tam zasiedlił się ten krwawy róg... Musimy wiedzieć więcej czy możemy już wracać - zapytała niewinnie.
 
Awatar użytkownika
K.D.
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1103
Rejestracja: śr paź 19, 2005 8:13 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pn maja 13, 2013 9:19 pm

Kasimir


Młodzieniec pokiwał z uznaniem głową w stronę Kaladrei. Drobinka nie przydała się zbytnio podczas walki, ale czego się tu spodziewać po dziewoji. Natomiast informacje które posiadała na temat minotaura mogły się okazać niezwykle przydatne.

-Dzięki. To rzuca nieco światła na sytuację...- Kasimir podrapał się w skroń i wbił skupiony wzrok w drzewa po przeciwnej stronie rzeki. -Wygląda na to że ten cały 'Krwawy Róg' to rzeczywiście źródło naszych problemów. Panie krasnoludzie- Zwrócił się do Spalonego. -Byłby pan w stanie dopisać na tym drzewie informacje o napotkanym przez nas trollu i to co wiemy o Krwawym Rogu od panny Lartore? Tak na wszelki wypadek, gdyby zdecydowali się posłać kogoś za nami- Altdorfczyk wzruszył ramionami. Nie chciał szerzyć pesymizmu, ale strzeżonego Sigmar strzeże. -Celna uwaga o brodzie, może on być w obecnej sytuacji nie do pokonania. Z drugiej strony, zwężenie jest aż dwa dni drogi z stąd, a czas może być czymś czego mieszkańcy Dassel nie posiadają- Faust przeklinał w duchu całą menażerię z którą podróżowali, zwłaszcza konia, który nie dawał im najmniejszych szans na przejście na drugą stronę w miejscu starego mostu. Wiedział że prośba o zostawienie zwierzęcia za sobą albo wysłanie rycerza okrężną drogą była nie do zaakceptowania, pogodził się więc w duchu z dalszą morderczą wędrówką.

Wtem odezwała się elfka. Kasimir skrzyżował ramiona na piersi i posłał jej piorunujące spojrzenie.

-Chyba nie widzi się pani zawracać? Teraz, gdy wiemy że Dassel jest w niebezpieczeństwie? Ci ludzie mogą nas potrzebować, jeśli zostali odcięci przez zwierzoludzi od pomocy z zewnątrz, albo wzięci przez nich w niewolę. Jeśli zaś zostali wyrżnięci do nogi, to najmniejsza przysługa jaką możemy im oddać jest powrócenie do Bruno Hauptileitera z głową tego kto jest za to odpowiedzialny na włóczni. Rozumiem, że nie jesteśmy twoim rodzajem i może się tobie nie widzieć nadstawianie karku za grupę wieśniaków i parę korców zboża, ale ja jestem obywatelem Imperium i nie wrócę do Wolfenburga jeśli nie zrobię wszystkiego co w mojej mocy żeby dotrzeć do Dassel i móc spojrzeć człowiekowi który nas wynajął prosto w twarz.- Uniósł się, ale od razu tego pożałował i przetarł dłonią poczerwieniałą twarz. Elfka zapewne spytała o to mimochodem - wszyscy byli zmęczeni i nieco wytrąceni z równowagi walką z takim monstrum jakim był troll. Kasimir wymruczał coś przepraszająco i zaczął wiercić w błocie czubkiem buta. -Słuchajcie, ta wieś może być jedyną szansą by Wolfenburg przetrwał zimę. Nie możemy tak po prostu zostawić stolicy i jednej z niewielu ocalałych wsi na pastwę losu.
 
Awatar użytkownika
Qrchac
Szef działu
Szef działu
Posty: 766
Rejestracja: wt gru 25, 2007 2:00 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pn maja 13, 2013 10:36 pm

Obrazek
Karl Reisch

Podrapał się po brodzie słysząc rewelacje Kali. To delikatnie zmieniało postać rzeczy, ale nie sam cel. Kiwnął jej głową i posłał jeden ze swoich cieplejszych uśmiechów.
- Bród jest najszybszą trasą i powinniśmy spróbować przedostać się właśnie tamtędy. Ale mając podejrzenia do tego z kim możemy mieć do czynienia tym bardziej musimy zachować większą ostrożność. Nie możemy się jednak wycofać widząc tylko tą niesprawdzoną wiadomość. Oczywiście nikt nie zapłacił nam, żebyśmy poszli na pewną śmierć, ale musimy sprawdzić co się tam dzieje. Pomijam, że znam - specjalnie nie użył czasu przeszłego - część mieszkańców Dassel chciałbym dowiedzieć się co u nich. Jeśli rzeczywiście natkniemy się na dużą grupę zwierzoludzi zapewne się wycofamy i powiadomimy Hauptileitera co znaleźliśmy. Ale jeśli to nic tak groźnego nie możemy pozwolić sobie na powrót.
Odchrząknął i ponownie spojrzał na drugi brzeg
- Tym bardziej też nie możemy sobie pozwolić na wyruszenie bez sprawdzenia co jest po drugiej stronie. Idę na zwiad. Ktoś chce iść ze mną?
Jeśli niema chętnych idzie sam.
 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pn maja 13, 2013 11:14 pm

Tasha Dunkelwolke alias Tasha Dunkelzahn alias Lorandara

- Przepraszam cię Kasimir. - głos dziewczyny lekko drżał. - ja nie. ja nie chciałam... - Tasha wzięła głęboki oddech. - Wybacz mi. Jest mi po prostu zimno, jestem zmęczona i tak, jestem przerażona. To. - dziewczyna wskazała na wielkie truchło trolla - na to się nie pisałam. mieliśmy tylko sprawdzić co się stało, nie było mowy o walce z trollami i Minotaur... - Tasha westchnęła, a potem się uśmiechnęła ciepło. - Ale masz zupełnie rację. Nie możemy tych ludzi zostawić samych sobie. Jeśli jeszcze żyją, pomożemy im. Możesz na mnie liczyć. Pomogę ile będę mogła. w porządku? - zapytała niepewnym głosem.

- ja pójdę z tobą. - oznajmiła odważnie na pytanie Karla. - może przydać ci się elfie oko. - elfka znów podrapała za uchem swego czworonożnego towarzysza, żałując, iż nie umie on chodzić po linie.
Potem rzuciła okiem na drugą stronę i zadrżała. uświadomiła sobie że dobrowolnie się zgłosiła na zwiad na wrogim terenie. Głupia ja...
 
Awatar użytkownika
uday
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 59
Rejestracja: pn wrz 05, 2005 8:30 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pn maja 13, 2013 11:51 pm

Obrazek



Udo instynktownie odwrócił głowę i zobaczył jak strzała świsnęła obok niego. Gdy spojrzał z powrotem na trolla ten leżał już na ziemi w konwulsjach. Schował miecz i zmełł w ustach przekleństwo, zawiedziony, że walka skończyła się zanim zdążył się do niej włączyć. Czuł wręcz na sobie palący wzrok potępienia posyłany mu przez innych. Najgorsza była jednak pełna wzgardy obojętność Spalonego. Obiecał sobie, że następnym razem pokaże na co go stać.


Musiał jednak przyznać, że jego towarzysze poradzili sobie doskonale. Szczególnie ognisty pocisk okazał się wyjątkowo celnym pomysłem. Zanotował w pamięci, że ogień dobrze działa na trolle. Skwierczące ciało potwora kończyło się już palić, gdy konny zaczął odrąbywać mu głowę. Nie zamierzał przebywać w okolicy smrodu tak obrzydliwego, że aż paraliżującego, więc na pytanie o zatrzymanie trofeum, Udo rzucił tylko groźne spojrzenie i odpowiedział nie znoszącym tonem sprzeciwu:
- Tak. Śmierdzi. Wyrzuć to. Tak samo ciało.
Mówiąc to zaczął ciągnąć truchło w stronę koryta rzeki.

W trakcie pracy zaczął rozmyślać nad możliwościami przedostania się na drugą stronę. Krasnoludowi nie podobała się wizja przedostania się na drugi brzeg za pomocą liny. Znacznie chętniej widziałby się na, choćby prowizorycznym, promie w dole rzeki. Oznaczało to jednak dodatkowy dzień marszu, a kapitan czekał przecież na raport. Przygotowanie tratwy też zajmie trochę czasu, a oni nie mogą sobie pozwolić na niepotrzebne opóźnienia. Z drugiej strony koń, kot i pies nie przeprawią się przecież po linie. Może by tak jednak zrobić kładkę z kilku związanych pniaków? Trzy powinny wystarczyć, a materiału mamy tu pod dostatkiem. Trzeba by tylko kogoś krzepkiego po tamtej stronie. Wątpił, by Spalony garnął się do przeprawy po linie, a ludzie nie wyglądali na osobników wystarczająco silnych. Postanowił zgłosić się na ochotnika, gdyby ktoś taki był potrzebny po tamtej stronie. W ten sposób mógłby chociaż trochę okazać swoje męstwo.


Po wrzuceniu cielska trolla do rzeki rzucił jeszcze tylko:
- Ciała lepiej spalić.
Niezbyt przydał się podczas walki, więc pomyślał, że wspomoże drużynę choć dobrą radą. Prędzej, czy później i tak pewnie zjawią się tu jacyś padlinożercy, lub inne kreatury chętne pożywić się ciałami ostlandzkich żołnierzy. Nie świadczyłoby to dobrze o ich grupie, gdyby swoją bezmyślnością pozwolili na taką profanację. Godność każdego z tych ludzi musi zostać uhonorowana.


- Idę po chrust.
I ruszył w kierunku gęstwiny, by nazbierać gałęzi na rozpałkę. Słysząc co Karl mówił o obecności obcych w lesie i mając na uwadze ostatnią walkę Udo postanowił mieć oczy dookoła głowy i zrobić przy okazji mały rekonesans po tej części rzeki. Uznał, że gdy usłyszy powracających Karla i Tashę, też wróci do obozu.

Kierując się w stronę lasu przypomniał sobie jeszcze propozycje nazwania kompanii na cześć pokonanego trolla. Ech te niedorzeczne pomysły kobiet... Chwała nie jest czymś co należy rozgłaszać na lewo i prawo. Należy nosić ją w sercu, z dumą, ale i pokorą. “Tylko Twoje czyny stanowią o tym kim jesteś, nie słowa, ani tytuły.” Przypominając sobie jedną z mądrości Thorala, Udo uspokoił się i nabrał pewności siebie. Krwawy Róg był gwarancją tego, że jeszcze nie raz będzie mu dane wykazać się odwagą i umiejętnościami.
 
Awatar użytkownika
K.D.
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1103
Rejestracja: śr paź 19, 2005 8:13 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

wt maja 14, 2013 12:39 am

Kasimir


Młodzian wzruszył ramionami, zmieszany nieco odpowiedzią elfki. Szybko zwrócił uwagę na Karla by zakończyć niezręczną wymianę zdań.

-Uważajcie tam i miejcie oko na siebie nawzajem. Wiecie co robić jak napotkacie jakieś kłopoty... wrzeszczcie i uciekajcie- Uścisnął przedramię Karla i poklepał elfkę po ramieniu. -Zostanę tutaj i zobaczymy, co uda nam się zrobić z tymi biedakami- Wskazał brodą martwych żołnierzy. Jego wzrok nagle stwardniał. -Ile czasu sobie dajecie? I co chcecie żebyśmy zrobili, jeśli nie wrócicie?
 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

wt maja 14, 2013 9:40 am



Cóż, przynajmniej drużyna była jednomyślna (wyłączając błędnego rycerza) w kwestii trofeum i (wyłaczając elfkę) w kwestii nazewnictwa. Krasnolud przyglądał się drugiemu brzegowi w milczeniu.
- Z tym zwiadem poczekajcie - odezwał się w końcu widząc dwoje chętnych do odstrzału.
- Nie przeprawimy się tędy, bo mamy ze sobą szkapę i kundla - wskazał na zwierzęta - Musimy się przeprawić na drugi brzeg w miejscu gdzie przejdą zwierzęta, nawet jeśli będziemy musieli stoczyć tam walkę z kolejnym trollem.
Krasnolud odwrócił się od rzeki i podszedł do reszty
- Jeśli się uda, to spalmy ciała i zasypmy kamieniami, potem ruszymy w kierunku brodu. Może nie uda się przejść pieszo, ale pan von Falkenhorst, a w zasadzie jego wierzchowiec, mam nadzieję, wspomoże nas przy tej przeprawie.

Krasnoludowi nie uśmiechało się nadkładanie drogi, ale jeszcze bardziej nie uśmiechało mu się rozdzielanie grupy.
- Do lasu też lepiej iść we dwóch - rzucił do "drużyny" widząc jak każdy stara się coś zrobić nie patrząc na innych.
Smarknął na polanę przytykając palce do nosa i wziął się za dopisywanie znaków do pnia drzewa. To był dobry pomysł i świadczył, że ktoś jeszcze zachował nie tylko zimną krew ale i otwarty umysł.


Po chwili napis głosił:
- Most zerwany ruszam, w dół rzeki, dzień z drogi stąd jest bród, spróbuję przejść.
- Most zerwany, znalazłem ciało Hansa powieszone na linie, nie mam możliwości go ściągnąć, bez zwracania na siebie uwagi. Ruszam w górę rzeki, dwa dni drogi stąd przepaść zwęża się na tyle, że być może uda mi się przeskoczyć na drugi brzeg.
- Hans i Stefan nie żyją, spróbuję zawrócić i powiadomić kapitana.

- Znaleźli mnie,Krwawy Róg... -
JEŻELI TO CZYTASZ, JESTEŚ NASTĘPNY!
-Już nie! Usiekliśmy trolla, idziemy do brodu!


- No, gotowe- mruknął.
Po chwili dodał datę wpisu.

Na komentarze rycerza po prostu wzruszył ramionami. Usiadł przy drzewie i głaskając kota czekał na rozwój sytuacji. Nie było sensu strzępić języka na rozmowę z człowiekiem, którego dystans do siebie był wielkości jego kuśki, czyli niewielki.
Ostatnio zmieniony wt maja 14, 2013 5:10 pm przez Suldarr'essalar, łącznie zmieniany 3 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

wt maja 14, 2013 4:16 pm

Walther von Falkenhorst - krótkoostrzyżony averlandzki kawalerzysta



Widząc rozwój sytuacji przerwał ściąganie zwłok na ich stronę i zwrócił się po kolei do poszczególnych towarzyszy. -To nie jest dzida panienko tylko lanca. Rycerska lanca. Dzidę ta może mieć jakiś śmierzący gobas albo inny obwieś. - zwrócił oschle uwagę elfce. No możenie było wymogu znajomości rycerskiego ekwipunku ale tak darować zniewagi nie zamierzał. - A dla twojej informacji Spalony to nie jest szkapa tylko koń. Szkapy to chłopi mają. - dodał równie chłodno do krasnoluda. - I nie będzie żadnego topienia ani palenia zwłok. Obłożymy ich kamieniami i przysypiemu czym się da czyli postaramy się zrobić tak normalny pochówek jak się da w takich okolicznościach. - zwrócił się na koniec do ogółu. Irytowało go zwłaszcza,że jak na razie w sprawie pochówku ludzi wypowiadali się nieludzie, w sprawie koni piechurzy a w sprawie rycerskiego oporządzenia i ekwipunku żaden rycerz.


Podczas rozmowy pomiędzy Kasimirem a Tashą poparł uczonego. Nie miał zamiaru wracać i uważał, że zadanie nie zostało jeszcze spełnione. Zamilkł jednak gdy Kaladrea sypnęła tymi rewelacjami o Krwawym Rogu. Zgadzał się, że taki ktoś nie pętałby się w pojedynkę. A pochodzenie herszta wskazywało niejako, że jego poplecznicy to pewnie głównie zwierzoludzie. Biorąc pod uwagę okolicę w jakiej byli czyli ten cholerny, wszechobecny las mieli tu idealne warunki do bytowania i swojej krwawej działalności. Rozmyślał dłuższą chwilę o tym jak o przeciwniku w szykującej się kampanii wojennej.


-Jeśli tak jak mówi Kaladrea ten cały Krwawy Róg to minotaur i to nie byle jaki no to faktycznie nie będzie łatwo jeśli to on okaże się głównym przeciwnikiem. Zapewne towarzyszą mu zwierzoludzie a może i inne minotaury. Co więcej przynajmniej ten ostatni zwiadowca musiał ich widzieć albo coś co jednoznacznie na niego wskazywało skoro tak napisał. Są więc całkiem blisko. Są szybsi od ludzi ale wolniejsi od jeźdźca. - te ostatnie dodał głównie z myślą o ewentualnych zwiadowcach którzy własnie chcieli iść na patrol.


-Jednakże ten dopisek na drzewie... Jak dla mnie to raczej robota ludzi. Nie sądze by tamte dwunożne bestie znały pismo i to jeszcze ludzkie a nie jakieś swoje bazgroły. Więc mielibyśmy doczynienia z ludźmi. Myślę też że samych zwiadowców też dorwali i wykończyli ludzie. No a przynajmniej nie zwierzoludzie. Ci raczej zeżarliby ciała i na postrach zostawili same głowy. A ciała są wciąż w swoich ubraniach i nie mają tych plugawych rytów jakie stosują najeźdźcy i ich polecznicy. Ten troll to też myślę, że jakiś miejscowy a w każdym razie nie ma związku ze zwierzoludźmi albo tymi którzy dorwali posłańców. - podał kolejny etap swojego rozumowania.


-A co do naszej obecnej sytuacji i planów... Myślę, żeto miejsce jest otoczone a przynajmniej jest pod obserwacją. Jesteśmy obecnie w pułapce. Obecnie pewnie bylismy, jesteśmy albo będziemy pod obserwacją. Dlatego atak jeszcze nie nastąpił bo obserwatorów obecnie jest na atak za mało. Mają powiadomić główny trzon bandy i zaatakować w dogodnym miejscu i momencie. Cały teren wzdłuż rzeki od jednej przeprawy po drugą jest ich i czują sie tu swobodnie. Do tej pory jednak walczyli z pojedynczymi ludźmi których mogli zaatakować znienacka, do takiego ataku wystarczy 2-3 ukrytych strzelców. Obecnie jest nas więcej i pokonaliśmy trolla. Nie wiem kim są nasi przeciwnicy. Stawiam na jakiś banitów, mruderów, dezerterów, uciekinierów i tego typu podobną grupe. Nie wiem jednak czy obecnie współpracują z tym minotaurem czy nie. Nadal jednak uważam,że powinnismy kontynuować misję, przeprawić się brodem i dotrzeć do wioski. - kończąc swoją wypowiedź wzruszył ramionami. Taki tok rozumowania podpowiadało mu jego wojenne doświadczenie jednak w sporej mierze tylko zgadywał i się domyślał. Faktów jednak było niewiele a sytuacja niejasna. Jeśli mu się udało ściągnąć wisielców przyjżał im się szukając jak ich śmierć sięgła i od czego zginęli.
 
Awatar użytkownika
Qrchac
Szef działu
Szef działu
Posty: 766
Rejestracja: wt gru 25, 2007 2:00 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

wt maja 14, 2013 6:54 pm

Obrazek
Karl Reisch

To, że akurat elfka zgłosiła się na ochotnika budziło w nim mieszane uczucia, gdyż nie podejrzewał magini o zbyt wielkie umiejętności zwiadowcze. Z drugiej strony to elfka, a ta rasa zawsze nieźle radziła sobie w lesie - to na pewno lepsze niż skradający się krasnolud. Natomiast kolejne przydługie wywody wysysały z niego chęć jakiegokolwiek działania, szczególnie defetyzm kawalerzysty. Nie miał zamiaru się wtrącać, ale widział w jakim kierunku to idzie więc postanowił zaingerować, jak wiele razy wcześniej. Westchnął i prawie niezauważalnie się wyprostował, przetarł dłonią twarz i lekko odchrząknął. Zrobił to cicho ale w taki sposób, że przyciągało to uwagę. Kiedy ponownie się odezwał jego głos był delikatnie niższy i twardszy niż przed chwilą, a jeśli ktoś pełnił służbę w wojsku lub innej podobnej organizacji miał wrażenie, że słyszy sierżanta z dłuższym stażem.
- Nie będę się upierać przy zwiadzie, ale dobrze byłoby sprawdzić, co tam jest. Choć jak chcecie to zostanę. Poza tym palenie zwłok nie ma sensu. Przy tej pogodzie nie uda nam się ich dobrze upiec, - zrobił lekką pauzę, żeby ta obrzydliwa myśl zagnieździła się w ich głowach - a o spopieleniu już całkiem nie ma co marzyć. Pomijam, że ludzie preferują groby i kurhany niż palenie. Usypanie takich będzie też zapewne dużo szybsze niż próba znalezienia w deszczu suchych drew i rozpalenie odpowiednio wielkiego stosu.

Zrobił dwa krótkie i sprężyste kroki w kierunku von Falkenhorstowa, następnie spojrzał mu w oczy. Było to twardy, prawie wyzywający wzrok osoby nawykłej do takich starć.
- Nie spodziewałem się czegoś takiego po kawalerzyście. Wróżenie z flaków i straszenie tymi przepowiedniami innych zostawiłbym cyrkowym szarlatanom oraz wioskowym babom. Nam nie wypada. Póki co nie wiemy nic, albo prawie nic o tym co się tutaj dzieje. Jedyne co nam pozostaje to iść dalej, tylko że dużo ostrożniej. Takie czarnowidztwo nikomu nie służy. Prawda?

Odczekał ułamek sekundy na reakcję mężczyzny, następnie spojrzał na pozostałych i delikatnie się uśmiechnął
- Ale skoro jesteśmy zgodni, że zwiadowcom należy się pochówek i dalej mamy ruszać do brodu to tego się trzymajmy. Uwińmy się szybko i ruszamy dalej. Chyba nie chcemy spędzać tutaj nocy?
Odwrócił się na ruszył do szukać odpowiednich kamieni. W końcu trzeba dać odpowiedni przykład.
Ostatnio zmieniony wt maja 14, 2013 6:57 pm przez Qrchac, łącznie zmieniany 3 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Feniks
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5008
Rejestracja: ndz lis 07, 2004 10:34 am

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

śr maja 15, 2013 1:11 am

Wszyscy


Po początkowej sprzeczce wszyscy byli zgodni co do jednego, zabitych zwiadowców należało pochować. Po ściągnięciu ciał ciężko było dokładnie stwierdzić co się im przytrafiło, okoliczne ptactwo skutecznie oskubało je z mięsa. przy odsłoniętych częściach ciała, a i próbowało się przegryźć przez tunikę. Jednak jako takie oględziny dawały szanse przypuszczać, że dwoje mężczyzn zginęło od strzał, w plecy, najwyraźniej musieli wpaść w jakąś zasadzkę. Strzały może i nie były najczęstszą bronią zwierzoludzi, bo bestie zazwyczaj walczyły wręcz ciesząc się z rzezi, ale z drugiej strony, potrafiły użyć łuku jeżeli zaszła taka potrzeba. Ostatni z mężczyzn zdecydowanie zginął od ran zadanych czymś ciężkim, jego klatka piersiowa była zdruzgotana i niemal wszystkie żebra połamana. Sprawdziliście też zawartość ich ubrań i tu poczyniliście ważne odkrycie, wyglądało na to, że ktoś rozebrał i obszabrował mężczyzn, a potem ubrał ich ponownie w tuniki i powiesił, mężczyzną brakowało bielizny, koszul, jedyne w co byli ubrani to spodnie i tunika.

Po usypaniu kurhanów ruszyliście w dalszą drogę, do przejścia zgodnie z zapiskami na drzewie, był cały dzień drogi, więc musieliście w połowie zatrzymać się na nocleg, pomimo obaw przed atakiem i wystawieniem podwójnej straży nic się nie stało. Choć nie spaliście najlepiej mieliście wrażenie, że ktoś się kręci w okolicy, koń Walter von Falkenhorst zarżał kilka razy w nocy, co wskazywało na to, że i on spokojny nie był. Choć ciężko zdecydować czy to wasz niepokój się mu udzielił czy prawdziwe zagrożenie. Nad rankiem ruszyliście w dalszą drogę, pogoda poprawiła się nieco i choć wciąż było pochmurnie, to wreszcie po raz pierwszy przestało padać, nie umknęło waszej uwadze nowe trofeum przy siodle Waltera, pozbawiona najmniejszego kawałka skóry czaszka trolla była wielkości czterokrotnie większej od ludzkiej i wyglądała naprawdę imponująco. Mogliście teraz dostrzec wyraźnie dostrzec kły długości waszych palców.

Przed południem dotarliście do miejsca, o którym musiał pisać zmarły zwiadowca. Niestety zgodnie z waszymi podejrzeniami, poziom wody podrósł się na tyle, że przeprawa nie będzie należała do najłatwiejszych.Rzeka w najgłębszym miejscu sięgała dorosłemu mężczyźnie do klatki piersiowej, zaś krasnoludów wręcz zakrywała całkiem. Koń też miałby problemy z utrzymaniem się na nogach w nurcie rzeki. Sama przeprawa była szeroka na jakieś 10 metrów w tym miejscu. Za to gęsto rosnące drzewa w okolicy przeprawy, nadawały się idealnie na przywiązanie liny lub zbudowanie tratwy, gdyście zdecydowali się na taką formę przeprawy. Nadawały się jednak też dobrze na rozlokowanie kilku łuczników, i ciężko było wam przewidzieć co spotka was po drugiej stronie. Na na razie jednak nic wam nie zagrażało, nie było też znaku żadnych innych trolli. Przeszukaliście też okolicę, nie było tam widać, żadnych śladów znaków zwiadowców na drzewach. Musieliście zadecydować teraz jaki jest plan działania.

 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

śr maja 15, 2013 6:36 pm

Walther von Falkenhorst - krótkoostrzyżony averlandzki kawalerzysta



Wczoraj


Gdy Karl z początkowo niezrozumiałych dla Walthera powodów ruszył na niego z imptem szlachcic odruchowo przygotował się do starcia. Jeszcze tylko nie wiedział czy tylko słownego. Gdy więc tamten był już o krok czy dwa od niego Kawalerzysta równie nagle dał kroka w jego stronę. W efekcie tego dla obserwatorów w pierwszej chwili mogło sie wydawać, że obaj zderzą się ze sobą. Prawie jednak jak na niewidzialny znak obaj zatrzymali się jednak w tej samej chwili. Zapewne dlatego, że żaden z nich już nie miał miejsca na następny krok. I nim tamten się odezwał przemówił pierwszy - Tak, słucham pana, panie Reichs, z czym pan przychodzi do mnie? - wysłuchał słów młodziana w zdumieniu. W oóle nie wiedział jakim cudem wysnuł on swoje domysły. - Wróżenie z flaków? Straszenie wróżbami? Czarnowidztwo? Obawiam się panie Reichs, że niewiele pan zrozumiał z moich słów. Ale przepraszam pana, nastepnym razem postaram się tłumaczyć prościej. - rzekł po części wciąż zaskoczony słowami ich wiadowcy.



Wieczór i podróż


Następne wydarzenia przyniosły nieco spokoju. Mieli czas zająć się sobą i spróbować się poznać może ciut z lepszej strony. Próbował więc podpytać Kasimira jakie szkoły pokończył w stolicy i czy z niej samej pochodzi. Z Tashą kontynuował zagadnienie jej pochodzenia bo wydawało mu się ono dość zawiłe. Od Kaldrei by ciekaw czy jest jakaś tutejsza i czy była tu w czasie wojny skoro tak dobrze kojarzy miejscowe fakty. I był ciekaw czy dwaj krasnoludzi się znały wcześniej i czy pochodzą z jednej z tych sławnych górskich twierdz. Humor mu się poprawił zdecydowanie nad ranem kiedy czaszka trolla była już czyściutka, gotowa i pięknie lśniła swoją świeżą bielą. To było piekne trofeum. Teraz nikt nie mógł mieć wątpliwości, że spotkali i ubili poczwarę.



Bród


Humor mu zdecydowanie zmetniał gdy ujrzał "bród". Poczekał aż zwiadowcy przetrzepią okolicę i dadzą znak, że jest w porządku. Zbliżył się do brodu i znów popatrzył i sposepniał jeszcze bardziej. Nie było jednak na co czekać. Dość sprawnie pobrał od towarzyszy liny i jedną przywiązał siebie a drugą Karego. Plan miał dość prosty. Zamierzał razem z koniem wejść tak daleko jak sie da. Następnie uczepiony wierzchowca niczym żywego pływaka zamierzał dać mu się przeciagnąć przez najgłebsze miejsce i znów ustać na własnych nogach gdy tylko to możliwe. Jesli udałoby mu się dostać na drugi brzeg zamierzał przywiązać swoją linę i puscić Karego z powrotem po następne osoby.
 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

czw maja 16, 2013 12:14 am

Tasha Dunkelwolke alias Tasha Dunkelzahn alias Lorandara

wczoraj
Tasha bardzo się zdziwiła na wiadomość, że ktoś okradł biedaków z ich bielizny. Sama trzymała się na dystans, więc nic z tego nie widziała. Ale nie potrafiła tego zrozumieć. - Kto nieboszczykom kradnie ich gacie? i po co?

Obozowisko
Tasha pomogła przyrządzić kolację. Nie była może wykwintnym kucharzem, ale jej boczek z pajdą chleba smakował nie najgorzej, szczególnie po ciężkim dniu.
Po kolacji długo siedziała z resztą przy ognisku, chętnie oddając się rozmowom. Na pytania Walther 'a odpowiadała nieco wymigując. Zdradziła jednak, że spędziła ostatnie dwadzieścia kilka lat w imperium, z dala od swego ludu. Nie zdradziła jednak dlaczego, wykręcając się jakąś historyjką o tajnej misji. W zamian wypytała rycerza o jego historię, ciekawa wszystkiego co był gotów o sobie zdradzić. Nie zapomniała też o reszcie grupy. Dziewczyna starała się z każdym nawiązać jakiś kontakt, i zaprzyjaźnić się z tymi, którzy jej na to pozwolą.
Dopiero późną porą wczołgała się do swojego ciasnego namiotu i usnęła. Teufel rozłożył się przy wejściu by pilnować swą panią. Nie ma to jak czujny pies by chronić obóz.
Rano Tasha wstała jeszcze przed świtem, szybko spakowała swój dobytek i naparzyła herbaty dla wstających.
Gdy ujrzała oczyszczoną czaszkę trolla, nie kryła swego zachwytu. Zaproponowała nawet, by zrobili z tego jakiś sztandar, który mogli, by nieść na tyczce przed sobą... jej naiwne pomysły bez wątpienia wywoływały uśmiechy pozostałych, ale trudno było się na nią złościć.

Dzisiaj
Tasha przycupnęła za powykręcanym pniem jakiegoś stojącego na brzegu drzewa i obserwowała przeciwną stronę rzeki. Jedynie od czasu do czasu zerkała na przeprawiającego się przez rwącą wodę Walther 'a. Elfka miała złe przeczucia, coś na nich czyhało, i mimo iż się jeszcze nie ujawniło, była pewna, że gdzieś jest. W napięciu dziewczyna czekała aż rycerz wyląduje na drugiej stronie.
 
Awatar użytkownika
K.D.
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1103
Rejestracja: śr paź 19, 2005 8:13 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

czw maja 16, 2013 12:54 am

Kasimir Faust


Czarodziej zmarszczył nos i zdjął z ramienia kuszę. Nie podobał mu się to miejsce - byli tutaj jak na dłoni i w każdej chwili mogli ich obskoczyć jacyś smutni panowie z ostrymi jak diabli pretensjami. Młodzieniec załadował śmiercionośne narzędzie i oparł kolbę o ramię jednocześnie lustrując dokładnie otoczenie, gotów zrujnować dzień pierwszemu cwaniakowi który błyśnie stalą w chaszczach po którejkolwiek ze stron rwącego potoku.
Ostatnio zmieniony czw maja 16, 2013 12:54 am przez K.D., łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Olhado
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 72
Rejestracja: pn kwie 29, 2013 2:30 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

czw maja 16, 2013 1:21 am

Obrazek
Kaladrea “Kala” Lartore

Podczas przeszukiwania wisielców trzymała się raczej na uboczu zbierając kamienie by było czym ich przysypać. Rewelacje o kradzieży ubrań nie zrobiły na niej takiego wrażenia jak na elfce. Wymamrotała coś o tym, że nie każdy ma się w co ubrać.
Gdy ruszyli w dalszą drogę uważnie obserwowała otoczenie. Spotkanie trolla uświadomiło ją, że beztroską część drogi mają już za sobą i pora na wzmożoną czujność.
Podczas obozowania Walther zdołał wyciągnąć od niej, że pochodzi z zupełnie innej części Imperium i że w czasie wojny też była raczej gdzieś indziej. Znajomość miejscowych faktów usprawiedliwiła wysłuchiwaniem plotek na traktach i w gospodach.
-Ludzie zawsze opowiadają mnóstwo tych wszystkich historii. Czasem co nieco uda się zapamiętać. A jeszcze rzadziej coś okaże się przydatną wiedzą. Ot miałam tym razem szczęście, że o Krwawym Rogu trochę się nasłuchałam.

Gdy dotarli do brodu na usta cisnęło jej się tylko jedno:
-No to wykrakałam...
Chętnie pomogła przeczesać okolice w poszukiwaniu jakiś śladów, znaków czy wrogów, a gdy nic nie znaleźli wraz z innymi zaczęła planować przeprawę.
Lekki niepokój odmalował się na jej twarzy, gdy Walther wraz z swym koniem ruszyli do walki z żywiołem. W myślach życząc mu powodzenia, z niecierpliwością czekała aż dotrze do drugiego brzegu.
 
Awatar użytkownika
uday
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 59
Rejestracja: pn wrz 05, 2005 8:30 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

czw maja 16, 2013 2:36 am



Wczoraj

Przeczesując chaszcze w poszukiwaniu w miarę suchego drewna Udo słyszał całą kłótnię i decyzję o pochowaniu wisielców, zamiast ich spalenia. Właściwie przyjął tę informację z ulgą, ponieważ nie mógł znaleźć ani jednej suchej gałązki. Aż dziw, że do tej pory jakoś udawało im się rozpalać ogniska! Zbieranie kamieni poszło lepiej. Oczywiście starał się odszukać jak najbardziej masywne głazy, aby padlinożercom nie udało się już dobrać do ciał. Poczuł satysfakcję i dumę zauważając, że kamulce, które znosi są największe. Gdy skończyli układać mogiłę pomyślał jeszcze tylko:
~ Niech ziemia was przyjmie.

Wieczorem jak zwykle usiadł przy ognisku i zaczął swój codzienny rytuał czyszczenia ekwipunku, ostrzenia broni i golenia. Wypytywany przez Walthera odpowiadał zwięźle i na temat, właściwie nie podając żadnych nowych informacji w stosunku do tego co ujawnił jeszcze w Wolfenburgu, przesiadując w karczmie:
- Urodziłem się w Wolfenburgu.
- Wędrowałem wzdłuż wybrzeża.
- Nie.
- Tak.
- Do Erengradu.
- Tak.
- Pracowałem jako kowal.
- Nie spotkałem Spalonego wcześniej.
- Trza było słuchać jak za pierwszym razem mówiłem.


Za to ze szczególną uwagą przysłuchiwał się co do powiedzenia miała elfka. Do tej pory spotkał się z tą rasą zaledwie dwa razy. W dodatku ich zachowanie nie do końca pokrywało się z wersją, jaką przedstawiali ojciec, czy Thoral. Ciekaw był czego się spodziewać po tej rezolutnej dziewczynie. Wydawała się sympatyczna i pomocna, ale to wciąż baba...
~ Cóż, w końcu o wszystkim decydują nasze czyny. Czas pokaże, czy warto Ci zaufać Tasho Dunkelzahn.


Bród

Widząc, że Walther zamierza przekroczyć bród razem z koniem, Udo podał mu linę i przywiązał drugi jej koniec do najbliższego solidnie wyglądającego drzewa.
- Ja następny.
Jeśli po drugiej stronie czaiła się na nich jakaś zasadzka to człowiekowi na pewno przyda się pomoc. Poza tym po tej stronie rzeki nie było z Niego żadnego pożytku - nie był strzelcem, a przecież nożem nie dorzuci celnie do krzaków po drugiej stronie. Tam mógł pomóc wciągać resztę ekipy. Po cichutku liczył też na to, że czają się tam jakieś bandziory, których będzie mógł poczęstować swoją stalą. Jego duma wciąż cierpiała po tym jak ostatnio się “wykazał”. Tymczasem trzymał linę i asekurował przeprawę konnego.


Ostatnio zmieniony czw maja 16, 2013 3:14 am przez uday, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Feniks
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5008
Rejestracja: ndz lis 07, 2004 10:34 am

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

czw maja 16, 2013 10:09 am

Wszyscy


Spodziewaliście się ataku związku z czym cała drużyna rozstawiła się do przy przeprawie gotowa ruszyć rycerzowi z pomocą. Nic jednak nie nastąpiło, z drzew nie posypały się las, nikt nie czekał na przeciwnej stronie rzeki by wypruć flaki rycerzowi. Jedynie zagrożenie jakie usłyszeliście to wycie wilka gdzieś niedaleko, które zresztą też po chwili ustało.

Walter wykazał się prawdziwym kunsztem, poprowadził swojego wierzchowca z gracją doświadczonego jeźdźca. Koń szedł po dnie rzeki równo i szybko, przez chwile zdawać y się mogło, że mężczyzna prowadzi go nie przez głęboką rzekę ale po imperialnym trakcie. Co jednak ważniejsze koń zyskał tyle pewności, że jego powrót i zabranie bagażu nie było najmniejszym problemem.

Reszta z was ruszyła po trzymanej przez Waltera linie. Na samym końcu ruszyła elfka i jej bojowy pies. O ile dziewczyna trzymała się liny i nie miała żadnych problemów z przejściem tak w pasa nagle uderzył przepływający przez rzekę kawałek drzewa, zwierzę na chwile poszło pod wodę by po chwili wynurzyć się kilkanaście metrów, skołowany pies kręcił się w kółko walcząc o utrzymanie na powierzchni podczas gdy rwacy nurt rzeki ściągał go coraz bardziej oddalając od waszej grupy, ciężko było powiedzieć na którym brzegu skończy pies i czy w ogóle do brzegu dotrze.

 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

czw maja 16, 2013 11:31 am



Wczoraj


Spalony odczekał aż reszta ustali "właściwy" sposób pochówku i ruszył po kamienie. Zgarnął przy okazji linę na której wisiały trupy. Była długa i mogła się przydać.
Wieczorem krasnolud rozbił swój namiot i poszedł do lasu w poszukiwaniu chrustu. Na szczęście przestało padać, więc była szansa, że uda im się rozpalić coś konkretnego. Zebrał mnóstwo małych patyczków, a także drobnych ścinków brzozy i kory drzewnej. Ułożył z nich pokaźny stosik, kładąc nad nimi większe i nadal mokre patyki. Rozpalenie brzozowych ścinków było w miarę łatwe patrząc na te warunki na drobne patyczki zapalały się i paliły bardzo szybko. Nie dawały dużo ciepła, więc przez pierwsze dwadzieścia minut krasnolud uwijał się dokładając patyczki. Gdy wszyscy myśleli, że już nic z ogniska nie będzie, zaskrzeczały pierwsze większe gałęzie, które zdążyły wyschnąć zaczęły się palić. Dalej poszło już łatwo.

Spalony otrzepał się i bezceremonialnie zrzucił pancerz na drewniane rusztowanie jakie ustawił przy ogniu. Pozostając w samych gaciach, krasnolud (eksponując szeroką i umięśnioną klatę, oraz liczne blizny, w tym imponującą przechodzącą przez cały tors) poszedł do rzeki się wykąpać. Gdy wrócił wziął się za czyszczenie wysychającej szybko zbroi. Był jak zwykle małomówny. Na pytania rycerza odpowiadał szczerze, choć zdawkowo. Nie kojarzy czy zna Udo, bo stracił pamięć. Podobno brał udział w wojnie przeciwko Archontowi.


Bród


Krasnolud jak zwykle obserwował zmagania z dystansu. Bardziej zajmowały go ewentualne ślady poprzedników niż sama przeprawa. Szukał znaków na drzewach i kamieniach, a także innej oznaki obecności osób trzecich.
Gdy przyszła jego kolej, przytroczył do wierzchowca swój plecak (wraz z kotem będącym w środku), oraz ubranie, po czym wszedł do wody trzymając się liny próbował przejść/przepłynąć na drugi brzeg.
 
Awatar użytkownika
Qrchac
Szef działu
Szef działu
Posty: 766
Rejestracja: wt gru 25, 2007 2:00 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

czw maja 16, 2013 3:05 pm

Obrazek
Karl Reisch

Słów kawalerzysty nie skomentował, choć miał na to ochotę. Nie było jednak sensu bardziej zaogniać sytuacji niż było to konieczne. Gdy będzie chwila spokoju będzie jednak musiał odciągnąć go na bok i chwile z nim porozmawiać, żeby wszystko wyjaśnić. Kawalerzysta zdawał się mieć twardy charakter i jeśli obydwoje zaczną ciągnąć w różnych kierunkach może zrobić się naprawdę paskudnie.

Gdy dotarli do brodu ściągnął z pleców łuk i podobnie jak Kasimir lustrował drugi brzeg gotowy strzelać do ewentualnego zagrożenia jakie się tam pojawiło. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca i z lekką ulgą zaczął przygotowywać się do przeprawy. Był już praktycznie na brzegu, kiedy biedny pies oberwał i nurt zaczął go znosić. Karl rzucił pod nosem co brzmiało jak przekleństwo i rzucił się biegiem wzdłuż brzegu.
- Za mną!
Krzyknął już w biegu rozglądając się w poszukiwaniu odpowiedniej gałęzi, żeby wyciągnąć nieszczęsne zwierze. Wyprzedził Teufela zręcznie przeskakując i omijając przeszkody jakie wyrastały przed nim podczas biegu. Po chwili udało mu się dostrzec drzewce odpowiedniej długości. W biegu przeskoczył przez nie chwytając za grubszy koniec i wykorzystując fakt, że był rozpędzony pociągnął za sobą. Stęknął przy tym dość mocno i cały czas trzymając z całych sił konar wrzucił go przed psa. Miał tylko nadzieje, że nie pobiegł sam i za chwilę ktoś mu pomoże wciągnąć zwierzaka na brzeg. Liczył też w duchu, że spanikowany czworonóg nie zaatakuje przy okazji.

 
Awatar użytkownika
Olhado
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 72
Rejestracja: pn kwie 29, 2013 2:30 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

czw maja 16, 2013 6:46 pm

Obrazek
Kaladrea “Kala” Lartore

Uśmiechnęła się szeroko, widząc jak Walther doskonale poradził sobie z pokonaniem rzeki. Nie wierzyła zbytnio w swoje pływackie umiejętności, więc lina miała być prawdziwym zbawieniem. Transportujący ekwipunek koń zapewniał dodatkowe ocalenie przed zamoczeniem wszystkich rzeczy co tym bardziej poprawiło jej humor. Przez chwilę nawet miała ochotę wziąć przykład z krasnoludów, ale ostatecznie została w spodniach i koszuli, czując że w tym towarzystwie świecenie damską bielizną mogło by być nie na miejscu. Plecak, broń, kurtę, zbędne ciuchy i buty powierzyła grzbietowi Karego i jak zwykle nie ściągając rękawiczek, przeciągnęła się na drugi brzeg.
Obserwując jak reszta się przeprawia, zdążyła ubrać buty i właśnie miała przymocować sobie miecz, gdy Teufel wpadł w tarapaty. Ponieważ większość osób już się przeprawiła to na szczęście pod jej nogami leżała wolna jedna lina. Złapała za nią, upuszczając miecz w błoto i rzuciła się biegiem za Karlem. Po drodze obwiązała się w pasie jednym końcem liny, ale mimo wszystko dość zręcznie omijała przeszkody pod nogami i została tylko trochę w tyle. Gdy Karl złowił psa na konar, pomogła mu go przyciągnąć nieco bliżej po czym położyła obok niego wolny koniec liny, bo bała się, że pies może nie utrzymać się zbyt długo.
-Jak już będę trzymać psiaka to łap za linę, a gałąź możesz puścić - rzuciła i weszła do wody by wyciągnąć zwierzaka, który powinien być już dość blisko brzegu by nie musiała specjalnie płynąć, a tylko dojść do odpowiedniego miejsca.
-No chodź Teufel - wyciągnęła ręce w jego kierunku. - Dobry piesek, nie bój się, zaraz cię wyciągniemy.
 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pt maja 17, 2013 11:39 am

Tasha Dunkelwolke alias Tasha Dunkelzahn alias Lorandara

[b] Przed przeprawą[/i]
Gdy Walther dotarł na drugą stronę i nie nastąpił żaden atak, towarzysze nieco odetchnęli, jednak nikt nie rozluźnił się. Gdy następna osoba zaczęła przygotowywać się do przeprawy, Tasha wyznała, - Ja... nie bardzo umiem pływać... czy, czy mogła, bym któregoś z was prosić o pomoc?.
Jeden po drugim, towarzysze przechodzili przez rzekę. Napięcie narastało, wszyscy wydawali się pewni, iż dojdzie do ataku. Widać to było po zaciśniętych żuchwach, zbielałych kostkach mocno ściskających oręż, po czujnych spojrzeniach, badających otoczenie.
Krytycznym momentem była chwila, gdy prawie połowa drużyny znajdowała się na drugiej stronie. To wydawało się najdogodniejszym momentem, by uderzyć na rozproszoną grupę po obu stronach brzegu... jednak nic się nie zdarzyło.

Tasha przyglądała się Kala 'i, ciekawa, czy ta zdejmie tym razem rękawiczki. Elfka była do tej pory dyskretna i nie wypytywała dziewczyny o nie, nie chcąc czasem poruszyć drażliwego tematu.

Przez moment zastanawiała się również nad podążeniem za przykładem koleżanki, by przeprawić się przez rzekę w ubraniu. Bała się jednak bardzo, że ciężkie ubranie, przesiąknięte wodą, ściągnie ją w dół. Biedna dziewczyna i tak kiepsko pływała, a mokre, klejące się do ciała i krępujące ruchy ubranie, mogło oznaczać różnicę między zachłyśnięciem się a utonięciem. Do tego, dalsza podróż w mokrym ubraniu? Przy tej pogodzie mogą minąć dni, zanim jej ubranie na tyle całkiem wyschnie. No dobrze, miała jeszcze coś na zmianę. Ale i tak postanowiła zmoczyć jak najmniej ciuchów.
Tasha ściągnęła z ramion ciężki podróżny płaszcz. Zwinęła go i przytłoczyła do plecaka.
Jej smukłe dłonie sięgnęły do rzemyków, rozsupłując opinający jej pierś gorset. Biust dziewczyny zakołysał się rozkosznie, nadal skrywany przez materiał koszuli, uwolniony teraz od wspierającej go twardej skóry gorsetu.
Potem przyszła pora na spódnicę. Tasha nosiła na sobie wygodną, aczkolwiek szykowną spódnicę, ściętą pod skosem, także materiał sięgał za kolano prawej nogi, jednak odkrywał część lewego uda. Dzięki temu ubranie nie krępowało za bardzo ruchów i pozwalało nawet na bieganie. Względnie, w każdym bądź razie.
Na nogach miała czarne buty zasznurowane wysoko na łydkach, sięgające niemalże kolan, i ciasno obejmujące jej zgrabne nóżki. Rozwiązywanie ich zajęło dziewczynie nieco czasu, potem one też wylądowały w plecaku.
Została jedynie w majtkach i koszuli. Nieśmiało sięgnęła dłońmi ku krawędzi koszuli i uniosła ją w górę, odsłaniając swój płaski, z delikatnie zarysowanymi mięśniami brzuszek. Mały złoty kolczyk błysnął w pępku. Tasha przeciągnęła koszulę przez głowę. Zadrżała z zimna, gdy chłodne powietrze musnęło jej nagą skórę.
Potrząsnęła głową, a gęste czarne włosy rozsypały się na jej bladych ramionach. Patrząc spod opadających na twarz włosów uśmiechnęła się ponownie, błyskając białymi ząbkami. Może to dobrze, że przechodziła jako ostatnia. Z drugiego brzegu koledzy raczej nie dużo widzieli.
Szybko schowała ubranie do plecaka, który wylądował bezpiecznie na grzbiecie czekającego konia. Tasha przywołała psa do swego boku. Przykucnęła obok zwierzęcia, tłumacząc mu, że muszą przeprawić się na drugi Brzeg.
Tasha wstała i ruszyła w stronę rzeki. Zanurzyła kostki i sięgnęła dłońmi w dół, opryskując lekko brzuch i uda. Potem zrobiła kolejne dwa kroki, woda sięgała jej do kolan. Dziewczyna czuła jak między palcami od stóp przeciska się błoto, lekko ją łaskocząc. Jak jej nagie stopy zagłębiają się w mulistym dnie. Było to przyjemne.
Dziewczyna, koń i pies, ruszyli przeprawiając się powoli przez to, co niegdyś uchodziło za bród.
Tasha pisnęła rozpaczliwie, gdy pies został trafiony jakąś zagubioną kłodą, próbowała go pochwycić, jakoś dotrzeć do niego, ale uderzała jedynie bez silnie ramionami, wzbijając wodę. Poślizgnęła się i na chwilę zniknęła pod wodą. Woda zamknęła się nad nią. Spanikowana wyskoczyła w górę, plując i kaszląc. Teufel był już za daleko. - Teufel! Pomocy! - zawołała z paniką w głosie. Z rozpaczliwą, wręcz desperacką determinacją, ruszyła ile sił w łydkach do przodu, ciągnąc się wzdłuż liny. Chciała jak najszybciej znaleźć się na brzegu. Może uda się jej dogonić jej psa... Trzymając się tej myśli parła naprzód.
Gdy w końcu wyszła z wody, pobiegła w dół rzeki. Już z daleka widziała Karla i Kala 'ę. I.. tak, był z nimi Teufel. Uradowana elfka doskoczyła do swego pieska, przytulając zwierze. - O, dziękuję wam bardzo. Mogła bym was wycałować! - zwróciła się do swych zbawców. Zapłakana, przemoczona, ociekająca wodą, jedynie w staniku i majtkach, robiła nieco żałosne wrażenie. Mimo to uśmiechała się uroczo z pod klejących się do jej twarzy czarnych kosmyków.

Po incydencie, Tasha zniknęła na chwil kilka w krzakach, by założyć suchą bieliznę i się na powrót ubrać w swoje podróżne ubranie. Pochyliła się też w bok i starannie wy drzemała swoje bujne włosy. Jednak na niewiele to się zdało, włosy może już nie ociekały wodą, ale suchymi nie można było ich nazwać. - masz ci los. Deszcz nie dał rady, to natura musiała rzekę postawić na mej drodze... - narzekała cicho dziewczyna.
Tasha cichutko zgrzytając z zimna ząbkami, tęskniła już teraz za bijącym gorącem ogniskiem. i za jakąś ciepłą zupą. Tak, postanowiła, że zrobi zupę. - Jeśli ktoś z was był by tak kochany i ustrzelił nam jakąś kaczkę albo gęś, to zrobiła bym nam rosół na rozgrzanie. Zupy wychodzą mi nawet całkiem dobre, i gwarantowanie gorące.
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pt maja 17, 2013 1:42 pm

Walther von Falkenhorst - krótkoostrzyżony averlandzki kawalerzysta


Fakt, że ktoś zadał sobie tyle trudu z rozbieraniem i ubieraniem wisielców trochę go dziwił. Jak już ktoś postanowił zabrać spodnie ubranie nie bardzo widziaał sens czemu miałby tracić czas na ponownie odziewnie ciał. Co wcale łatwe nie było. Sama kradzież ubrania nie dziwiła go. Po plebsie, zwłaszcza w bandyckiej bandzie można się było tego spodziewać, zwłaszcza w takich czasach i miejscu. Uniformy mogły być zbyt charakterystyczne by w nich chodzić nadal jednak nie wiedział czemu po prostu ich nie porzucono. - Te łotry musiały mieć dużo czasu i strasznie im zależało by powiesić kogoś w ostlandzkim uniformie - podzielił się swoimi przemyśleniami z towarzyszami.


Podczas wieczornego posiedzenia atmosfera się rozluźniła więc i Kawalerzysta stał się bardziej przyjacielski. Z trudem powciągnął ciekawość by spytać elfkę o jej wiek. Wyglądała na młodą dziewczynę a "zaledwie" 20 lat była poza domem. Wiedział, że Starorasowcy są bardziej długowieczni no ale nie wiedział właściwie jak bardzo. Wypytywanie jednak o wiek, zwłaszcza damy uznał jednak za niestosowne i nie drążył tematu.


Opowieść rycerza o sobie była krótka. Mimo, że schlebiało mu, że mają go za rycerza to jednak honor nie pozwalał mu podawać się za niego. Więc zwalczył pokusę i spokojnie spostował Tashę, że owszem jest ze szlachetnego stanu, ze starego averlandzkiego rodu jednak on sam własnych ostróg jeszcze nie zdołał zdobyć. Dość łatwo dało sięzauważyć, że był to powód jego stałej frustracji bo nawet wedle jego własnych słów, najlepszy moment na zdobycie ich - wojna, i to wielka, jakanie trafiła się od pokoleń, - minęła a on mimo aktywnego udziału nie załapał się na ten zaszczyt. Co więcej odkąd utracił kontakt z pocztem własnego wasala kóry wedle tradycji mógł go pasować, zwłaszcza po zakończeniu konfliktu, raczej nic nie wskazywało na szybką poprawę sytuacji. W chwili gdy skończył tę niezzbyt wesołą dla siebie opowieść, sposępniał i zamilkł na dłużej pogrążony w niezbyt wesołych rozważaniach. Dało się w świetle ogniska zauważyć wojownika który wie, że niedługo najlepsze lata będzie miał za sobą a który wciąż czeka i szuka okazji do zdobycia upragnionego tytułu.


Przeprawa okazała się pełna nerwów ale jakoś udała się bez większych problemów. Kawalerzysta ruszył w kipiel pierwszy wierząc bardziej w swoje umiejętności jeździeckie i talenty Karego niż na samodzielne przepłynięcie. Zdołał się zorientować, że chyba nikt nie czuł się zbyt pewnie szykując się do pokonania tego brodu. Raźno więc by dodać innym otuchy - No dawaj Kary! Jakby sam Imperator patrzył! - rzucił polecenie i dał w bok wierzchowcowi. Ten na ten sygnał bez obaw ruszył w wodę zupełnie jakby i jeździec i koń ruszali do kolejnej szarży. Woda rozbryzgiwała się na boki pod kopytami Karego. W końcu osiągnęła taki poziom, że skutecznie spowolniła ich obu. Jednak ani głebokość ani silny nurt nie zdołały zawrócić, znieść lub zatrzymać Walthera i Karego. Gdy Kary zaczął się wynurzać jednocześnie przyśpieszając Averlandczyk wiedział, że się udało. - Ha! Averland górą! - rzucił wesoło i triumfalnie już z drugiego brzegu do swoich kompanów.


Następnie pomógł na ile mógł przeprawiać się. Gdy pierwsza osoba przeprawiła się zostawił jej asekurację pozostałych a sam dosiadł Karego i ruszył na nim przetrząsać okoliczne krzaki i haszcze. Jesli ktoś się tam krył miał niewielkie szanse by jeździec go niezauważył. Kawalerzysta zaś liczył, że w razie starcia on, który był gotów do walki skupi na sobie wroga i albo go dciągnie od reszty albo da im czas na uzbrojenie się i włączenie się do walki. Gdy wyszła sprawa z zagubionym psem sprawdzał akurat krzaki w górę rzeki więc gdy przybył szczęśliwie już pies był wyratowany.


- Panie Reichs, panienko Kaladero, gratuluję refleksu i chłodego umysłu. - pogratulował sukcesu wygadanemu kupcowi i bystrouchej dziewczynie w kapturze. Wkońcu jak ktos mógł wyratować psa to i raczej dałby radę podobnie postapić gdyby chodziło o kogoś z nich. Dał znać jednak, że jego zdaniem nie bardzo jest sens zwlekać z ruszeniem w dalszą drogę. Bród jak widać łatwy do pokonania nie był a w razie ataku wciąż mogli być przyszpileni do rzeki. Ponadto jego zdaniem nie było tu już nic do roboty.
Ostatnio zmieniony pt maja 17, 2013 1:48 pm przez Pipboy79, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Feniks
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5008
Rejestracja: ndz lis 07, 2004 10:34 am

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pt maja 17, 2013 2:50 pm

Kaladrea “Kala” Lartore, Karl Reisch i Tasha Dunkelwolke


Kiedy wyłowiliście Teufel'a i pierwsze emocje opadły, zdaliście sobie sprawę, że w rzece jest coś jeszcze. przy brzegu, zaplątane w rzeczną roślinność dryfowało ciało. Wyciągnięcie go na brzeg nie było problemem, już po chwili zauważyliście, że ten młody mężczyzna miał w plecach trzy złamane strzały. Na pierwszy rzut oko mężczyzna nie był starszy niż 25 lat i wyglądało na to, że zginął nie dalej niż wczoraj wieczorem, ptactwo i rzeczne gruby jeszcze nie zdążyły się do niego dobrze dobrać, a zimna pogoda spowolniła naturalny proces gnicia w rzece. Mężczyzna był ubrany w normalne dla okolicznej ludności ubranie, skórzane buty i płaszcz i połamany łuk którego cięciwa i kawałki drewna wciąż były zaplątane przez jego ramię sugerowały, że był jakimś myśliwym. Do Dassel było nie dalej niż półtora dnia drogi stąd więc szansa była, że pochodził właśnie stamtąd. Kolejna ofiara zabita w zasadzce, wy też byliście dość łatwym celem podczas przeprawy, a jednak nikt was nie atakował. Powoli zaczynaliście mieć wrażenie, że to nie przypadek, tylko że ktoś lub coś chce pozwolić wam wejść do wioski, podejrzewaliście, że z opuszczeniem jej może nie być tak różowo.
*-
Walther von Falkenhorst


Kiedy kawalerzysta ruszył na przeglądanie okolicznych krzaków i kawałka lasu, nie minęło długo, gdy natrafił na ślady po obozowisku, kiedy schylił się by dotknąć miejsca po palenisku, zasypany ziemią żar był jeszcze ciepły. Ktoś stacjonował tutaj zeszłej nocy, całkiem możliwe, że jeszcze nie tak dawno ugotował śniadanie na tym właśnie ogniu. Dalsze oględziny jednak nic nie wskazały, ktokolwiek tutaj był, był już daleko stąd.

Reszta


Staliście w napięciu gotowi, do walki do której nie nadeszło. Po kilkunastu minutach wszyscy wasi towarzysze zebrali się na jednym miejscu. Okolica wyglądała na zabezpieczoną, ponieważ lina była przywiązana do jednego z drzew po drugiej stronie nie mogliście jej zabrać ze sobą, jedyne co wam pozostało to przywiązać ten koniec do drzewa tutaj na wypadek jakbyście chcieli wrócić przez bród. Należało, zdecydować co poczynicie z tym, co udało wam się odnaleźć po tej stronie rzeki.
 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

sob maja 18, 2013 8:28 pm

Tasha Dunkelwolke alias Tasha Dunkelzahn alias Lorandara

Tasha, najpierw się wysuszywszy i ubrawszy, obejrzała sobie dokładniej odnalezionego w wodzie trupa. Nie liczyła na zbyt dużo, ale że ten nie robił tak odrażającego wrażenia, jak ci poprzedni, to zdobyła się na przeszukanie go.

Elfia dziewczyna wraz ze swoim psem rozejrzała się również dokładniej w obozie odnalezionym przez Walther 'a. To miejsce było dość niepokojące. Oznaczało bowiem, że nie byli tu sami. Dotąd mieli jedynie takie poczucie, i kilka przesłanek, ale teraz mieli pewność.
Niestety, pies nie podjął tropu. Był psem bojowym, nie psem myśliwskim. Ale Tasha nie rezygnowała, rozejrzała się dokładnie dookoła, mając nadzieje, że może jej elfie oko uchwyci coś co innym mogło umknąć. Niestety, niczego ciekawego nie mogła odszyfrować.
- Czy ktoś może oszacować ilu ich było? A może kim byli? Ludzie, nie ludzie? - zapytała towarzyszy, w nadziei że komuś pójdzie lepiej niż jej.

Nawiązując do wczorajszej rozmowy przy ognisku, Tasha zapytała Walther 'a, co właściwie trzeba zrobić, by zostać pasowanym? Czy, na przykład, starczało pokonać, kogoś takiego jak ten krwawy róg? Dziewczyna zadała pytanie niewinnym, ale pełnym nadziei głosem, widać było że jej zależy, by pomoc Walter 'owi, lub choćby podnieść go nieco na duchu. Bardzo uważała, by zadać pytanie tak, by go nie upokorzyć czy pogrążyć w pełnych goryczy rozmyśleniach.

- Nie uśmiecha mi się, że ktoś tu w tych lasach może na nas czyhać. Może zanim udamy się do wioski, najpierw odnajdziemy i unieszkodliwimy tych tu? - zaproponowała. - O ile mają złe zamiary wobec nas oczywiście. - dodała po chwili, w obawie, że wyszła na rządną krwi zabójczynię.



 
Awatar użytkownika
Qrchac
Szef działu
Szef działu
Posty: 766
Rejestracja: wt gru 25, 2007 2:00 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pn maja 20, 2013 3:10 pm

Obrazek
Karl Reisch

Znaleziska nie napawały go wielkim optymizmem, podobnie jak jego własne odkrycia. Starał się obejrzeć dokładnie ciało jednak bez najmniejszego skutku - nie mógł się na nim skupić za bardzo wpatrując w strzały wystające mu z pleców. Później ruszył do znalezionego przez kawalerzystę obozu i zaczął dokładniej przyglądać się jego pozostałościom, szukając jakichś śladów wskazujących na to z kim mają do czynienia i w jakim kierunku ruszyli*. Po oględzinach podrapał się lekko po brodzie i przesuwając wzrokiem po towarzyszach. Dłużej zatrzymał wzrok na krasnoludach.
- Ostatniej nocy miałem wrażenie, że ktoś nas obserwował. Podczas warty Udo i Spalonego nie mogłem zasnąć i wymknąłem się na mały patrol. Przez około półgodziny bawiłem się z tym kimś lub czymś w kotka i myszkę ,i chyba w końcu go spłoszyłem. Przynajmniej przez kolejna godzinę, kiedy krążyłem dookoła obozu, nikt nie zbliżył się ponownie.

Spojrzał ponownie na krasnoludy i lekko przepraszającą miną, odchrząknął i zaczął powiedział
- Przepraszam, że poszedłem tak bez słowa, ale wolałem nie mówić o swoich zamiarach, tak było bezpieczniej, przynajmniej dla mnie, jeśli nikt nie zwracał na mnie uwagi. Nie powiedziałem o tym wcześniej, bo nie mam pewności co dokładnie - zawiesił na moment głos zastawiając się nad doborem słów - wyczułem w nocy, równie dobrze mógł to być wytwór mojej wyobraźni. Jednak w tych okolicznościach bardziej prawdopodobne jest, że ktoś nas obserwował. Tak więc ktoś nie ma problemu, żeby wpuścić nas do miasteczka, ale chyba nie będzie chciał nas stąd wypuścić.

Mruknął coś jeszcze pod nosem, jednak bardziej do siebie niż do kompanów i jeśli nikt nie ma miał mu za złe nocnego myszkowania po okolicy ruszył ponownie do swoich bagaży.

- Chyba nie ma sensu tkwić tutaj dłużej. Czas ruszać w dalej w drogę.


* oczywiście nie ma to miejsca, jeśli von Falkenhorst nie podzieli się informacją
Ostatnio zmieniony wt maja 21, 2013 12:24 am przez Qrchac, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Feniks
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5008
Rejestracja: ndz lis 07, 2004 10:34 am

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pn maja 20, 2013 9:53 pm

Karl Reisch


Karl nie był może i dokładnie zwiadowcą ale miał wprawne oko i potrafił znaleźć kilka istotnych szczegółów. W okolicy obozowiska znalazł na ziemi ślady oliwy, takiej jakiej używa się do konserwacji broni podczas deszczowych dni. Wskazywało na, to że ktokolwiek tutaj się zatrzymał był na tyle rozgarnięty, by zadbać o swój ekwipunek. Dalsze poszukiwania pozwoliły odnaleźć trzy wykopane w ziemi latryny, teraz zasypane rozmokłą ziemią. Za przeglądanie zawartości latryn się nie brał ale sam fakt, że komuś się chciało tym zając sugerował, że byli tutaj dłużej niż jeden dzień.
 
Awatar użytkownika
Olhado
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 72
Rejestracja: pn kwie 29, 2013 2:30 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

wt maja 21, 2013 12:27 am

Obrazek
Kaladrea “Kala” Lartore

Odruchowo zaczęła przeszukiwać wyciągniętego z rzeki trupa, lecz w pewnym momencie zastygła bez ruchu z ręką w jego kieszeni. "Co ja najlepszego robię!" pomyślała i nieco zbyt gwałtownie odsunęła się od ciała.
-To ja pójdę się ubrać. Robi mi się trochę zimno - powiedziała do osób, które również oglądały zwłoki.
Faktycznie jej usta robiły się już sine, więc mogło to być normalne zachowanie, ale wciąż była jakby lekko zmieszana. Zebrała swoje rzeczy i szybko oddaliła się w jakieś ustronne miejsce. Tam ściągnęła mokre ciuchy, włącznie z rękawiczkami. Przez chwilę wpatrywała się w swoje ręce, po czym pokręciła z rezygnacją głową i wzięła się za wykręcanie przemoczonych ubrań najmocniej jak się dało. O ile mokrej koszuli mogła na razie nie ubierać, zakładając po prostu kurtę, o tyle mokre spodnie i buty musiały póki co schnąć na niej. Z westchnieniem przyczepiła rękawiczki na wierzch plecaka by schły, zapięła płaszcz, ręce schowała głęboko w rękawy i wróciła do reszty towarzystwa.
Przejrzała razem z nimi znaleziony przez Walthera obóz, ciągle dbając o to by nawet najmniejszy kawałek jej dłoni nie wysunął się z rękawa.
-Ciekawe co też ten "obserwator" od nas chce. Cała ta sprawa robi się bardzo dziwna - skrzywiła się lekko. - Na pewno nie ma co tutaj zostawać. Zastanawiam się tylko czy nie powinniśmy go - wskazała głową na trupa - zabrać ze sobą. Jeśli był z Dassel lub okolicy to pewnie go ktoś tam rozpozna no i może miał tam rodzinę czy coś... Z drugiej strony ciągnięcie ze sobą zwłok... Już sama nie wiem...

 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

wt maja 21, 2013 9:57 am


Przeprawiwszy się przez rzekę, krasnolud zdołał zgarnąć swoje manatki, zanim wszyscy się rozpierzchli. Część pobiegła ratować psinę, która najwidoczniej nie miała zbyt dużo siły, lub szczęścia, a rycerz udał się na zwiad. Spalony podziwiał przez chwilę roznegliżowaną elfkę, po czym ściągnął gacie i je porządnie wyżymał. Szybko ubrał się, co by nie zginąć od strzały w gołej dupie. Jeśli ktoś (w ten, czy inny sposób) "obserwował" krasnoluda mógł dostrzec, że Spalony ma silnie umięśnione nogi, chyba nawet bardziej niż rozbudowana niczym u kulturysty klatka. Kuśka, jak kuśka. Jeśli kogoś interesowało, to woda była lodowata i nawet wdzięki elfki tego nie zmieniły.

Tymczasem, kot niepostrzeżenie opuścił swoje ciepłe legowisko w plecaku krasnoluda. Robił tak często, więc mężczyzna nie przejął się tym, tylko ruszył w ślad za rycerzem. Pies był już odratowany, a ciało wyłowione z brzegu przepatrywane. Nie było sensu robić sztucznego tłoku.


Spalony nie mógł odmówić spostrzegawczości Karla, tym bardziej, że on prędzej by te ślady zadeptał niż zauważył. Mruknął coś niezrozumiale rozglądając się po okolicy.




 
Awatar użytkownika
K.D.
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1103
Rejestracja: śr paź 19, 2005 8:13 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

wt maja 21, 2013 5:06 pm

Kasimir Faust


Młodzieniec zmierzył Karla wzrokiem i zaczął nieobecnie skubać długą łodyżkę jakiejś rzecznej rośliny. Jego umysł bezskutecznie pracował jak szalony starając się zebrać podane mu informacje do kupy i sformułować plan działania który zapewni mi maksymalne szasne wykonania zadania i jak najwyższą przeżywalność. Ich dotychczasowe znaleziska wydawały się kpić z takich wymagań.

-To wszystko nie ma sensu. Ktoś ma oko na bród, ale zwija się moment przed tym jak do niego docieramy. Jesteśmy obserwowani nocą, ale nie próbowano nam jeszcze poderżnąć gardeł- Kasimir uderzył pięścią w otwartą dłoń i zaklął cicho. -Wygląda na to że jest tak jak mówisz, Karl. Ktoś pozwala nam przejść, jednocześnie nas obserwując. Tylko czemu nas traktują w ten sposób, a poprzednich zwiadowców zarżnęli jak prosięta? Może jest nas po prostu za dużo żeby ryzykować teraz, i czekają aż sami wejdziemy prosto w przygotowane dla nas główne siły? Chcą mieć pewność że nie uda nam się uciec by ostrzec Wolfenburg? Może to sami wieśniacy zdecydowali się odwrócić od Imperium i w Dassel powitają nas maruderzy w komitywie z widłami i nożami mieszkańców?- Czarodziej wzruszył ramionami ze zrezygnowaniem. -Jak by na to nie patrzeć, musimy być ostrożniejsi nich dotychczas. Kimkolwiek jest ten nocny Marek, pożałuje że pozwolił nam dojść tak daleko.
 
Awatar użytkownika
uday
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 59
Rejestracja: pn wrz 05, 2005 8:30 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

wt maja 21, 2013 9:38 pm



Gdy Udo przeprawił się na drugą stronę, przejął od Walthera linę i pomógł wciągać resztę kompanii. Gdy zobaczył, że nurt rzeki porwał psa bardzo się zmartwił. Tym bardziej, że gdyby pobiegł go ratować, resztę towarzyszy mógł spotkać równie pieski los. Na szczęście grupie ratunkowej K&K udało się uratować zwierzę.

Gdy wszyscy przedostali się przez rzekę Udo przewiązał linę do drzewa tak nisko jak się dało. Następnie zagrzebał ją w błocie i postarał się przykryć kamieniami tak, aby nie była widoczna na pierwszy rzut oka. Jeśli po tej stronie znajdował się ktoś wrogo do nich nastawiony i chce ich tu zamknąć w pułapce, to niech się choć trochę natrudzi!

Po wysuszeniu i odzianiu krasnolud pobieżnie przyjrzał się zwłokom kolejnego zwiadowcy. Kolejne ciało do pochowania wymaga kolejnych kamieni. Zabrał się więc za ich zbieranie.

Przez cały czas ukradkowo spoglądał na elfkę i musiał przyznać, że była warta każdego spojrzenia. Ściskając swojego psa jakoś dziwnie wyginała się, naturalnie podkreślając swoje wdzięki. Reakcja młodego krasnoluda była błyskawiczna. Gdy tylko zorientował się, że gacie zamieniły się w namiot, zaczerwienił się i skulił pod pretekstem wygrzebania z błota jakiegoś wyjątkowo interesującego kamulca.

Gdy usłyszał o obozowisku, udał się wraz z resztą na miejsce i przejrzał teren. Nic dziwnego, że to Karl znalazł te latryny, Krasnolud nie miał bladego pojęcia czego wypatrywać. Ciekawe czy inni mieli więcej szczęścia i natrafili na coś ciekawego. Przydałby się jakiś trop. Wtedy ze zwierzyny mogliby stać się łowcami.
- Czy ktoś dałby radę ich wytropić?

Mimo naturalnego animuszu i młodzieńczej głupoty Udo stał się teraz bardziej ostrożny. Zaczął znacznie częściej rozglądać się wokół siebie. Wypatrywał jakichkolwiek śladów wroga.

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 9

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości