Zrodzony z fantastyki

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 9
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

śr maja 22, 2013 1:10 am

Walther von Falkenhorst - krótkoostrzyżony averlandzki kawalerzysta




W rozmowie z Tashą przy wieczornym ognisku Averlandczyk przyznał, że szlachcic musi dokonać wielkich i wspaniałych wyczynów oraz nie skalać się żadną hańbą by uzyskać rycerskie ostrogi. Udział w wojnie, zwłaszcza zwycięskiej i w obronie ojczyzny był jak najbardziej mile widziany. Niestety najwyraźniej z każdym mijającym tygodniem szanse na ten zaszczyt malały. Jednak ich obecny pracodawca to nie byle kto i wiele może więc kto wie... Dość wyraźnie dało się zauważyć, że Kawalerzysta nie miałby nic przeciwko pasowaniu przez Ostlandzkiego możnowładzcę.


Gdy sytuacja z czworoneogiem elfki się unormowała odetchnął z ulgą. Znaleźli sie w komplecie po właściwej stronie rzeki która wedle mapy była ich najpoważniejszą naturalną przeszkodą. Widząc obie kobiety w negliżu musiał przyznać, że chęć na jakieś przyjaźniejsze kontakty z nimi znacznie mu wzrosła. Jednak wiedział, że szlachetnemu mężowi nie przystoi tak niecnie wykorzystywać sytuację jak jakiemus prostakowi. - Panie i panowie wybaczą, rozjerzę się po okolicy. - rzekł i zaczął objeżdżać okolicę. Własnie wtedy znalazł jakieś obozowisko. Wrócił by dać znać reszcie. Okazało się, że oni tymczasem znaleźli topielca.


Wiedząc, że podczas oględzin obozu nie będzie zbyt pomocny dał sobie z nim spokój. Na nieboszczyka rzucił jednak uważniejszym okiem. Sprawdził czy nie został obrabowany. Był ciekaw też pochodzenia i przeznaczenia strzał czy tomyśliwskie, wojskowe czy jeszcze jakieś inne. Tu jednak liczył na to, że któryś z towarzyszy barziej się od niego wyznaje. Następnie zabrał się za pomoc w pochowaniu nieboszczyka. Nim to zrobili szukał na ciele zabitego jakiegoś charakterystycznego detalu który można by wziąć jako dowód i pokazać w Dassel. Może ktoś rozpozna kto to był. Oni wówczas mogliby powiedzieć, gdzie leży pochowany. Nie usmiechało mu się zabieranie ciała bo już zgadywał, że pewnie jemu i Karemu przypadła by ta fucha a żadnemu z nich się to nie usmiechało.


Zauważył, że Kaladrea chowa dłonie a swoje rekawiczki ma chyba mokre. Uznał więc, że jej zimno w dłonie więc podjechał do niej, sciagnął swoje skórzane podróżne rekawice i zaoferwoał pomoc w tej materii. Jazda w taka pogode bez rękawic na dłuższą metę była dość nieprzyjemna ale nadal znośna a zgodnie z etosem jaki wyznawał czuł się zobowiązany pomóc niewieście skoro mógł.


Podobnie jak Karl optował za dalszą drogą. Prawdopodobnie przed Dassel będą musieli jeszcze raz zanocować pod chmurką. A potem powinno już być blisko. Co do roli obozowiczów jego zdaniem za mało wiedzieli by się nimi obecnie przejmować. Mieli jednak niezłe morale i przeszkolenie i zapewne oni zabili tego topielca albo może on bł jednym z nich nim go postanowiono wydalić z grupy. Albo, że ewentualnie był to nocny wizytator którego Karl prawie namierzył.


Rozrażniła go dopiero wypowiedź aldorfskiego młodzieńca. - Panie Kasimir... - zaczął tonem który wyraźnie sugerował, że nie pochwala jego wypowiedzi - Chyba pan się co nieco zapomina. Może przemysli pan jeszcze raz swoją wypowiedź? Przypominam panu, że mamy dotrzeć do Dassel, sprawdzić co sie stało i wrócić z odpowiedzią. To co się zdarzy po drodze to przeszkody które należy pokonać. I zrobimy to panie Kasimir, tak samo jak własnie pokonaliśmy tę rzekę i to w niezbyt sprzyjających okolicznościach. - przerwał na chwilę sprawdzając czy do młodziana dotarło co do niego mówi.


Dalej kontynuował już spokojniej. Czuł się w końcu mniej pewnie w rozmowie z uczonym. - A w dodatku panie Kasimir nie rozumiem pana motywów. To nie jest jakaś książka. Nie wiem czemu insynuuje pan, że mieszkańcy którzy oparli się wojnie i wszystkiemu co niesie i to lepiej niż cała okolica mieliby nagle się burzyć przeciw władzy. To jest po prostu nieodrzeczne! A co do tego dlaczego nas nieatakowano do tej pory to dlatego, że albo nasi przeciwnicy nie czują wystarczjącej przewagi i obawiają się strat albo szykują się dopiero do tego. Ewentualnie żaden z nas nie ma oficjalnych barw hrabiego Ostlandu jak poprzedni posłańcy. No i nie jesteśmy pojedynczo. - ogólnie nie podobał mu się ton wypowiedzi młodziana i dał o tym znać. Obecnie dążył do jak najszybszego pochowania zabitego łucznika i ruszenia w dalszą drogę.
 
Awatar użytkownika
K.D.
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1103
Rejestracja: śr paź 19, 2005 8:13 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

śr maja 22, 2013 2:17 am

Kasimir


Młodzieniec spojrzał na rycerza i zamrugał kilkakrotnie.

-O czym pan do mnie rozmawiasz?- Chłopak powiódł wzrokiem po reszcie i znowu wbił wzrok w rycerza, zdradzając tylko szczere zbicie z pantałyku. -Ja coś mówię o porzuceniu misji? Najpierw gadasz pan od rzeczy, a potem powtarzasz pan moje własne słowa!- Bełkot o zadaniach, motywach i książkach połączony z całkowitym brakiem dystansu do retorycznego sarkazmu przebił się przez jego skupiony umysł jak zardzewiały gwóźdź, dzielnie opierając się jakimkolwiek próbom rozszyfrowania. Brak zrozumienia pomiędzy tymi dwoma osobnika musiał wydawać się postronnym komiczny, ale sam Kasimir niemal się zagotował. Zdziwienie czarodzieja przemieniło się w irytację podczas tyrady szlachcica, ale nagle w oku chłopaka błysnęła iskierka zrozumienia i zrobił ostrożny krok w tył. Najwyraźniej miał do czynienia z człowiekiem, jak to się mówi, ociężałym. Odchrząknął i podniósł dłonie w pojednawczym geście, chcąc uniknąć zdzielenia przez łeb mieczem. -Proszę o wybaczenie- Dygnął lekko, niezbyt pewien jak ma się zachować. Jakież to procesy myślowe zachodzą pod tym nagrzanym stalowym garncem?
Ostatnio zmieniony śr maja 22, 2013 2:21 am przez K.D., łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Feniks
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5008
Rejestracja: ndz lis 07, 2004 10:34 am

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

śr maja 22, 2013 11:56 pm

Wszyscy


Przeszukanie ciała wskazało, na to że mężczyzna został zabity i porzucony, zapewne jego oprawcy nie spodziewali się, że ciało wypłynie tak blisko brodu. Z drugiej strony biorąc pod uwagę stan rzeki ciało mogło przypłynąć gdzieś z góry rzeki dobrych kilka kilometrów zanim tutaj osiadło. Tak czy inaczej nikt nie ograbił ciała, znaleźliście przy nim mieszek a w nim 25 pensów, niewiele ponad pół tygodniówki dla zwykłego chłopa. Strzały jakie go trafiły miały szpiczaste wąskie groty przystosowane do przebijania się przez skórzane i kolczaste zbroje raczej niż polowania na zwierza.
Poza zwykłym ubraniem mężczyzna nie miał na sobie żadnego pancerza. Na jego szyi znaleźliście niewielki wisiorek w kształcie komety o dwóch ogonach, wykonany z prawdopodobnie żelaza Wisiorki takie miały. jak zapewniali sprzedawcy w całym imperium, przynosić szczęście i dobrobyt, z uwagi na stan jego poprzedniego właściciela mieliście pewne podejrzenia, że ten był fałszywy. Na palcu lewej ręki mężczyzna miał prostą metalową obrączkę, znak że gdzieś tam czeka na niego wdowa.

Po pochowaniu mężczyzny pod kilkoma kamieniami ruszyliście w dalszą drogę. Podróż nie była w najlepszych nastrojach ale aż do wieczora nic więcej się nie wydarzyło. Pod wieczór na jakąś godzinę przez zmrokiem znaleźliście się na niewielkim wzniesieniu, z jednej z widocznych dolin dostrzegliście kilka smug dymu. Wskazujących, że ktoś tam zapewne mieszka, na pierzy rzut oka było przed wami jeszcze jakieś 3-4 godzin drogi zanim dotrzecie do wioski mogliście udać się na spoczynek lub próbować dotrzeć tam po ciemku, choć nie mieliście pewności, że nie zbłądzicie w ciemnościach w nieznanym wam lesie.

 
Awatar użytkownika
Olhado
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 72
Rejestracja: pn kwie 29, 2013 2:30 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pt maja 24, 2013 12:24 pm

Obrazek
Kaladrea “Kala” Lartore

Gdy Walther zaproponował jej własne rękawice na chwilę ją zatkało. "Tak byłoby wygodniej... Ale nie mogę ich przy nim ubrać..." Jej myśli przez chwilę krążyły wokół tego tematu, po czym starając się ukryć zakłopotanie za uśmiechem odpowiedziała kawalerzyście.
-To naprawdę uprzejme Waltherze, ale nie ma potrzeby żebyś się dla mnie poświęcał - nie będąc pewna czy przekona go w ten sposób, postarała się też dodać jakiś praktyczny argument. - Po za tym twoje rękawice będą na mnie sporo za duże, a w tej niebezpiecznej okolicy lepiej mieć ręce w pełni gotowe do złapania za broń. Więc dziękuję za propozycję, ale myślę, że tobie się bardziej przydadzą - obdarzyła go najcieplejszym uśmiechem na jaki ją było stać mając nadzieję, że nie będzie się upierał.

Gdy na dobre zajęli się odnalezionym trupem, Kaladrea nerwowo zerkała na mieszek i inne przedmioty, które przy nim znaleziono. Nie tknęła ich jednak, wręcz przeciwnie umyślnie oddaliła się by przynieść trochę kamieni.

Całe dyskusje o przeciwnikach i różnych możliwościach podsumowała w następujący sposób:
-Na razie możemy tylko snuć przypuszczenia i póki nie dotrzemy do Dassel to pewnie nic się nie wyjaśni. Równie dobrze mogą tu być dwie wrogie grupy, z których jedna liczy, że przydamy się do pozbycia drugiej i dlatego pozwala nam przejść. Właściwie to możemy tak wymyślać opcje w nieskończoność i i tak do niczego prócz zmartwień nas to nie doprowadzi, więc lepiej już ruszajmy by rozwiać nasze wątpliwości.

Podczas drogi starała się bardzo uważnie obserwować otoczenie. Głupio by było teraz, gdy byli tak blisko wpaść w jakąś pułapkę.
Kiedy dotarli na wzniesienie, widok dymu ją ucieszył.
-No wreszcie! - po ocenieniu odległości jej entuzjazm jednak lekko opadł. - Rozumiem, że zatrzymamy się tutaj i ruszymy rano, by na cokolwiek nas tam czeka być przygotowanym i w pełni sił? - Spojrzała na resztę osób. - Zresztą po co ja pytam... To jedyne rozsądne rozwiązanie, bo wędrowanie po ciemku na pewno takie nie jest.
Jeśli nikt nie miał jakiś innych szalonych planów, to zaczęła szukać sobie dobrego miejsca na wypoczynek.
-Będziemy rozpalać ognisko? Chyba ukrywanie się nie ma sensu skoro i tak ktoś prawdopodobnie nas obserwuje? Zresztą jak się pochorujemy to też kiepski będzie z nas pożytek...- wizja chłodnej nocy i braku możliwości dosuszenia rzeczy ją nieco przerażała, ale jeśli większość zdecyduję, że dym może ich zbytnio zdradzać to nie będzie się upierała.
 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

sob maja 25, 2013 7:26 pm

Tasha Dunkelwolke alias Tasha Dunkelzahn alias Lorandara

Elfka zaproponowała, by kawalerzysta przechował znalezione pieniądze. Niby to nie dużo, ale może starczy na jakąś ciepłą strawę w gospodzie.
Wisiorka ani obrączki nie brała. Rozejrzała się tylko po towarzyszach, zerkając kto z nich używa łuku. Kilka dobrych dodatkowych strzał mogło się przydać. Ale samemu nie zabrała się za wyrywanie drzewców, z pleców nieszczęśnika. Była również przeciwna zabierania zwłok ze sobą, czemu dała jednak jedynie wyraz poprzez nieśmiałe poruszenie głową.

Tasha nie omieszkała rzucić kilka ukradkowych spojrzeń na koleżankę. Elfka zastanawiała się, co Kala ukrywa pod tymi rękawiczkami. Fakt, iż nie zdjęła ich podczas przeprawy, a gdy zmokły chowała dłonie starannie w obszernych rękawach swego płaszcza wydawał się bynajmniej dziwny.
Ostrożnie Tasha starała się również wyłapać, czy ktoś z pozostałych interesuje się zagadnieniem. Nie było wiele powodów dla których ktoś by tak skwapliwie chował części swego ciała. Prędzej czy później, któryś z bardziej podejrzliwych im towarzyszących mężczyzn wpadnie na pomysł, iż Kala ukrywa jakąś mutacje i zerwie te rękawiczki siłą. Mimo iż dziewczyny jeszcze się nie zaprzyjaźniły zbytnio, to Tasha nie życzyła kol erzace takiego losu.

Gdy Walther zaproponował swoje rękawiczki, Tasha westchnęła w duchu ~ już się zaczyna..

Gdy Walter naskoczył na Kazimir 'a, dziewczyna weszła pomiędzy kłócących się mężczyzn. - Hej chłopcy. Dajcie już spokój. - elfka obdarzyła obojga rozbrajającym uśmiechem. - Proszę. - dodała cicho, nieco bojaźliwie. - Będziemy potrzebować was obydwu nim wrócimy do domu. A jeśli chcecie się na kimś wyżyć, jestem pewna, że w okolicy znajdzie się kilkoro poczwar i nawet jeden dość sławny Minotaur, na których można by się wyładować. - dodała kokieteryjnie, obracając swe słowa nieco w żart.
- Kala ma rację. Dywagowanie nad tym, kto co i dlaczego nie ma sensu. Ale nie znaczy to, że mamy robić to co od nas oczekują. - Elfka uśmiechnęła się łobuzersko, ale nie kontynuowała swojej wypowiedzi w tej chwili.

Dopiero podczas drogi, udając zmęczenie i w ten sposób przemieszczając się z przodu kolumny aż na jej koniec, elfka zaproponowała, rozmawiając po cichu z każdym z osobna, że jeśli już są śledzeni i ten ktoś nie ma problemów ich znaleźć, to może lepiej się nie kryć i sprowokować pozornie beztroskim zachowaniem tego kogoś do czegoś głupiego? Jeśli się odpowiedni przygotują, mogą zrobić małą niespodziankę. A jeśli nikt nie przyjdzie, no cóż, co najmniej spędzą miło wieczór.

Pod wieczór elfka stała na wzniesieniu wpatrując się z nieukrywanym żalem w odległy smugi dymu. Tak bardzo chciała spędzić dzisiejszą noc pod dachem, ogrzać się przy kominku, może wziąć jakąś kąpiel i wyspać w suchym łóżku pod puchową pierzyną... a tu... wyglądało na to, iż spędzi kolejną noc wystawiona na deszcz i ziąb. Już na samą myśl dostała dreszczy.
- Mogła, bym was poprowadzić przez mrok... - zaproponowała nieśmiało. Światło gwiazd starczało jej, by poruszać się nocą prawie jak w dzień. Ale natychmiast zdała sobie sprawę, że prowadzenie drużyny przez ciemności, to zupełnie coś innego, niż poruszanie się samotnie.
- Cóż, to rozpalmy ognisko. Zajmiecie się tym chłopaki? A ja przygotuje nam coś ciepłego na kolację.
Tasha rozejrzała się wokół, uważnie taksując otaczające ich drzewa. - niech to będzie duże ognisko. Byśmy mogły się ogrzać, dobra? - dodała mrugając znacząco okiem.

wraz ze swym psem oddalili się nieco. Elfka wróciła się kawałek, do wcześniej mijanego małego stawu. Jej wzrok przebił się przez nasilający się mrok. Gdy ujrzała swe ofiary, gwizdnęła, by spłoszyć zwierzynę. rozchlapując na boki wodę, z silnymi uderzeniami skrzydeł kaczki wzbiły się w powietrze. Tasha wypowiedziała zaklęcie, dwie kaczki zastygły w bez ruchu i runęły w dół uderzając twardo o glebę. W mgnieniu oka Teufel był przy nich by swymi szczękami dokończyć ich żywota.
Elfka wróciła do obozu z dwoma ptakami. Przechodząc obok koleżanki, zapytała ją cicho, by inni nie słyszeli, dając jej tym samym możliwość na odmowę, bez narażania się na ocenę ze strony pozostałych - Kala, może pomożesz mi je obrać z piór? - zachęciła dziewczynę, w nadziei, że chwilkę sobie pogadają na poboczu same.

Już niebawem w powietrzu unosił się słodki zapach pieczonej na wolnym ogniu kaczki.
 
Awatar użytkownika
Olhado
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 72
Rejestracja: pn kwie 29, 2013 2:30 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pn maja 27, 2013 11:17 pm

Obrazek
Kaladrea “Kala” Lartore

- Oczywiście - odparła odruchowo na pytanie elfki o pomoc przy kaczkach i już zaczęła wyciągać rękę po jednego z ptaków, kiedy zrozumiała swój błąd. Jej dłoń jeszcze nie zdążyła wysunąć się z rękawa, cofnęła rekę i po wzięciu głębszego oddechu rzuciła:
- Tylko coś wezmę - jej głos był na pozór beztroski, ale przez chwilę jej twarz była wykrzywiona w grymasie całkowitego zmieszania.
Szybko obróciła się tyłem do Tashy, przyklękając przy plecaku. Odczepiła od niego wciąż wilgotne rękawiczki i zaczęła je pospiesznie ubierać starając się jak najbardziej zasłonić widok własnymi plecami. Niestety rękawiczki były na tyle długie, że nie dało się ich szybko ubrać nie wysuwając rąk z rękawów, a drobna postura Kaladrei nie była doskonałą zasłoną przed ciekawskim wzrokiem, więc każdy kto akurat przyglądał się co robi dziewczyna z daleka mógł dostrzec, że jej ręcę są podejrzenie ciemne. Stojąca najbliżej Tasha mogła jednak zauważyć, że skóra Kali ma normalny kolor, a jedynie pokryta jest dość gęstymi czarnymi wzorami ciągnącymi od dłoni wzdłuż przedramion. Ubieranie długich za łokcie rękawiczek poszło mimo wszystko na tyle zręcznie, że nikt nie zdążył się bardziej napatrzeć.
Gdy dziewczyna odwróciła się spowrotem, jej twarz nabrała nieco bardziej różowego koloru, jakby było jej wstyd. Starała się mimo to zachować normalny wyraz twarzy. Wzięła od Tashy jedną kaczkę i zabrała się za skubanie w miejscu, które wskazała elfka.
 
Awatar użytkownika
K.D.
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1103
Rejestracja: śr paź 19, 2005 8:13 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

wt maja 28, 2013 1:24 am

Kasimir


Młodzieniec siedział przy ognisku i dłubał bezmyślnie w ogniu kawałkiem gałęzi. Wpatrywał się przy tym w trzaskające płomienie ze skupieniem które dowodziło że zapomniał zupełnie o groźbie zzsikania się w portki podczas snu. Mimo swojej mizerności niewielkie palenisko przyciągała jego wzrok jak zagubioną nocną ćmę. Od niedawna, od czasu tamtego pamiętnego popołudnia gdy stawili czoła rzecznemu monstrum, nie mógł pozbyć się z głowy wizerunku trawionej przez płomienie sylwetki, zapachu usmażonego mięsa, spopielonych włosów... niemal czuł na języku ich smak. Czarodziej dziwił się sam sobie - wbrew wszelkiej logice te nawiedzającego jego myśli dzienne mary nie napawały go odrazą ani obrzydzeniem. Co to, to nie. Od dawna tak dobrze nie sypiał, był w lepszym humorze niż kiedykolwiek i miał wrażenie że te wyimaginowane ognie rozgrzewały go od środka podczas tej paskudnej ostlandzkiej jesieni...

Słowem, nigdy nie czuł się lepiej niż po podpaleniu rozumnej istoty i patrzeniu na jej agoniczną mękę.

Wzdrygnął się na tą nagłą refleksję, stracając swoim patykiem płonące polano z ostrożnie skonstruowanej kupki. Tornado białego pyłu i iskier wzbiło się w powietrze jak nagle powołany do życia wrzący stwór. Faust syknął i zerwał się na równe nogi, prędko ściągając piekące się kaczki z linii którą podróżowała chmurka, pozwalając jej odpłynąć między drzewa.

-Aj waj- Jęknął chłopak odkładając obiad na miejsce i odrzucając swój kijaszek w krzaki, odchodząc spacerowym krokiem na obrzeża obozowiska. Mimo dziwnego spokoju ducha który ogarniał go gdy znajdował się w pobliżu żywego ognia, obecna sytuacja nie pozwalała o sobie zapomnieć. Oto siedzieli sobie przy ognisku, dwa kroki od celu podróży, robili obiad i przekomarzali się, jak to tymczasowi towarzysze. Co nie zmieniało faktu że ktoś obserwował ich w nocy, a tego samego dnia znaleźli trupa człowieka który w śmierci miał więcej wspólnego z jeżami. Kasimir bezwiednie wymacał pod koszulą wisiorek z kometą który ciążył mu na szyi. Zdjął go trupowi zupełnie bezmyślnie chcąc go obejrzeć, i bezwiednie wsunął go do torby. Ale czy na pewno bezwiednie? W głębi duszy był chyba zawiedziony tym jaki los spotkał jego właściciela. Sigmar chroni, prawda? Ale tamtego biednego leśnego dziada, głupiego sukinsyna, nie obronił. Gdzieś tam Kasimirowi pod czaszką kołotała się myśl, że nie może pozwolić na takie durne herezje przedmiotom nieożywionym. Wisiorek miał chronić, i będzie chronić.

-Daję ci jeszcze jedną szansę, skurwysynu- Szepnął Kasimir, zaciskając pięść na medaliku aż zbielały mu kłykcie. -Nie zmarnuj jej- Ostrzegł i podniósł głowę, wracając do reszty. -Skrzydełko czy nóżka?- Spytał, szturchając w ramię Udo. -Sam mam ochotę na pierś, ale chyba ich za mało żeby było równo dla każdego- Mrugnął do Karla, po czym otworzył torbę i zaczął w niej zawzięcie grzebać. -Przysiągłbym że miałem tu jakąś gorzałkę. Nic to, może i lepiej, na rano będziemy odpowiednio trzeźwi i smutni do złożenia wizyty wioskanom.
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

wt maja 28, 2013 3:14 pm

Walther von Falkenhorst - krótkoostrzyżony averlandzki kawalerzysta



Poniewaz altdorfski mlodzian najwyrazniej sie opamietal i nie szukal zaczepki Averlandczyk tylko skwitowal jego slowa uprzejmym skinieniem glowy na znak, ze przyjal jego slowa z aprobata. Jak sie zastanowil nad tym dluzej uznak, ze moze tamten mial chwile slabosci co kazdemu moglo sie zdarzyc. Zwlaszcza w taka "urocza" pogode i takimi przygodami jak mieli ostatnio.


Jednak bardziej zaskoczyla go reakcja Dlugouchej. Zachowywala sie jakby zamierzal lada moment dobyc miecza i zarabac mlodziana. Takie zachowanie byloby niegodne szlachcia i rycerza i podejrzenie, ze moglby sie powazyc na cos takiego uwlaczalo jego godnosci i dumie. Najwyrazniej elfka brala go za jegiegos porywczego, chama z gminu. Rzekl wiec do niej spokojnie choc niezbyt przyjemnym tonem - Panienka to chyba bierze mnie za kogos innego lub ma o mnie naprawde mylne mniemanie. Osmielilbym sie powiedziec, ze nawet o nas obydwu. - jakos nie mial pojecia dlaczego uznala ze w walce z minotaurem czy inna poczwara, on, doswiadczony wojownik i weteran mialby miec taka sama wartosc jak jakis mlodzik co wygladal na takiego co nigdy miecza w reku nie trzymal. Z trollem poradzil sobie calkiem niezle niemniej jakos Waltherowi ciezko bylo uznac, ze miedzy nimi byl znak rownosci w tej materii. No i te plonace lampy mu sie kiedys skoncza i nie zawsze bedzie mogl ich uzyc.


Kaladera zaskoczyla go odmawiajac przyjecia jego rekawic. Wlasciwie nie mogl zrozumiec jej powodow. W koncu skoro jej je oferowal to wiedzial co robi i znaczy to, ze moze sie bez nich obejsc. W koncu nie ofiarowywal jej miecza, lancy czy Karego. ~ Moze sa niemodne albo co...? ~ naprawde nie wiedzial co o tym myslec. Widzac jednak jej przyjemny usmiech nie nalegal. Usmiechnal sie lekko, zasalutowal i rzekl jak mogl wesolo - Oczywiscie, jak sobie panienka zyczy. - po czym oddalil sie wracajac do patrolowania okolicy.


Przystal jednak na propozycje Tashy i zgodzil sie zabrac skromny dobytek zmarlego. Zabral jego sakiewke wrzucajac do niej takze obraczke zmarlego. Po chwili namyslu odcial nozem kawalek materialu z jego ubrania i wsadzil tez do srodka. Mial nadzieje ze pomoze w identyfikacji zabitego mysliwego. Chcial tak postapic rowniez z talizmanem ale ubiegl go Kasimir wiec dal sobie z tym spokoj.


Wieczorem gdy rozbijali sie na nocny oboz Tasha zaskoczyla go po raz kolejny. Tym razem jednak w duzo bardziej przyjemny sposob gdy wrocila z dwoma kaczkami. - Widze, ze panienka ma wiele talentow. - rzekl wskazujac z uznaniem na jej zdobycz. Na mysliwego raczej nie wygladala ale nie zamierzal roztrzasac jak zdobyla te ptaki. No i w koncu byla elfka, zapewne powiedzenie "Czuc sie jak elf w lesie" znikad sie nie wzielo. Wkrotce gdy byly one przygotowywane a na koncu gotowe szlachcic stal sie jak na swoje mozliwosci naprawde uprzejmy a wrecz jowialny. Widac bylo, ze ceni sobie dobra kuchnie.


Sam zajal sie czyszczeniem i oporzadzaniem Karego a nastepnie broni i kolczugi. W obecnych warunkach bylo to nielatwe zadanie i duzo bardziej czasochlonne niz w normalnych warunkach. Rozgrzal sie od ogniska i swojej pracy. Siedzial tylko w koszuli i spodniach. Widac bylo, ze jakos specjalnie postura nie imponuje, na pewno nie byl tak postawny jak dwaj krasnoludzcy wojownicy. Niemniej nie mozna go bylo uznac za cherlaka czy slabeusza. - Komus cos wyczyscic? - spytal i rozejrzal sie po twarzach obozowiczow wskazujac na otwarty pojemnik z oliwa do czyszczenia broni i pancerzy. Uznal, ze skoro i tak juz sie w tym ubabral to moze komus oszczedzic podobnego losu.


Podczas czyszczenia sprzetu i potem kolacji myslal nad ich sytuacja oraz tym co przyniesie jutro. Zastanawial sie czy w nocy beda mieli jakies przygody. Polglosem zaproponowal by na jakis nocnych dowcipnisiow rozstawic line pomiedzy drzewami mniej wiecej dookola obozu, tyle ile starczy. W nocy bedzie ciezka do zauwazenia zwlaszcza jak sie ja np. liscmi przysypie a jak ktos bedzie sie glupio szwendal to ma spore szanse wyrznac sie na pysk. Co do jutrzejszego dnia to wspomnial ze moze pojechac przodem i sprobowac wjechac do wioski. "W razie czego" wierzyl, ze dzieki Karemu da rade wywinac sie z opresji. A przynajmniej mial wieksza szanse niz pieszy. Jednak osobiscie nie wierzyl by bylo to potrzebne. Zagrozenia upatrywal raczej w lesie i drodze do wioski. Na razie jednak zamierzal sie po prostu dobrze wyspac. Po tak swietniej kolacji ktorej wprost nie mogl sie nachwalic, zwlaszcza obu pannom, uznal, ze to najlepszy pomysl.
 
Awatar użytkownika
Qrchac
Szef działu
Szef działu
Posty: 766
Rejestracja: wt gru 25, 2007 2:00 pm

wt maja 28, 2013 9:48 pm

Obrazek
Karl Reisch

Dym wskazujące, że w wiosce nadal ktoś mieszka lekko go uspokoiły. Choć pytanie następne brzmiało: kto? Choć śpieszyło mu się poznać odpowiedź na to pytanie wolał nie sprawdzać tego w nocy. Pomógł zrobić rozbić obóz i rozpalić ognisko i póki co nie rozglądał się zbytnio po okolicy. Jeśli ktokolwiek ich obserwował i tak teraz pewnie się nie zbliży. Podziękował Tashy za upolowane kaczki i pomógł w ich oporządzaniu. Na dowcip uczonego odpowiedział uśmiechem choć nie było to najbardziej radosny jaki Karl posiadał w swoim repertuarze.

Na pomysł von Falkenhorsta pokręcił lekko głową.
- Chyba nie mamy tyle liny, żeby móc to zrobić. Swoją drogą mogę Cię na chwilę prosić? Chciałbym z Tobą chwilę porozmawiać.
Wskazał ręką na skraj obozu. Wstał i ruszył w tym kierunku oddalając się tak, żeby ich rozmowy nie słyszeli pozostali. Gdy dołączył do niego kawalerzysta uśmiechnął się do niego lekko.
- Chciałem porozmawiać z Tobą na osobności, bo chciałbym uniknąć takich sytuacji jak wczorajsza. Ale najpierw zacznijmy od czegoś innego. Jeśli to możliwe to dobrze, żebyśmy wszyscy mówili sobie po imieniu. Wydaje mi się, przyjdzie nam jeszcze nie raz nadstawiać za siebie karku a lepiej robić to za kogoś do kogo ma się mniejszy dystans. Nikt nie jest tutaj wyżej od innych, tak więc nie ma żadnych formalnych przeciwwskazań. Tak więc mów mi Karl.
Uśmiechnął się szerzej i widać było, że szczerze. Czeka na reakcję mężczyzny mając nadzieję, że ten przystanie na taki układ. Później kontynuuje

- Co do wczoraj to trochę to wszystko wyszło za ostro. Widzę, że też masz twardy charakter i potrafisz wpływać na ludzi. Jeśli obydwoje zaczniemy ciągnąć w różne strony nasza kompania dość szybko się rozpadnie. Sam nie mam zamiaru być tutaj dowódcą, nigdy tego nie lubiłem i nie mam zamiaru, za to często byłem negocjatorem i głosem rozsądku. Wczoraj się wydarłem, bo już nie raz widziałem jak w obozach wojskowi przedstawiali uchodźcom najgorszy możliwy scenariusz, żeby ich na to przygotować ale skutek był odwrotny do zamierzonego. Cywile nie zawsze dobrze przyjmują takie rzeczy, a kiedy wczoraj zacząłeś prawić, że już możemy być w pułapce od razu z tym to skojarzyłem. Czasami lepiej nie mówić takich rzeczy, szczególnie jeśli nie wiemy z kim mamy do czynienia. A my tak właściwie się nie znamy. Sam nigdy nie byłem wojskowym ale w trakcie wojny pomagałem oddziałom zwiadowczym i żołnierzom przydzielonym do obozów uchodźców, stąd wiem jak to działa. - zrobił chwilę pauzy - Najzabawniejsze w tym jest to, że wczoraj zgadzaliśmy się ze sobą co mamy zrobić, a mimo to doszło do starcia prawda?
 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

śr maja 29, 2013 2:51 pm




Od przeprawy, Spalony snuł się z drużyną bez słowa, jakby był nieobecny. Zastanawiał się gdzie czmychnął Szarek i czy jeszcze wróci? Wieczór minął w równie cichej atmosferze. Krasnolud pomógł rozpalić ogień, przygotować miejsca do spania i jeśli komuś nie wystarczyły upolowane kaczki, mógł poczęstować się solonym mięsem jakie mężczyzna wziął ze sobą.

Krasnolud siedział chyba dość długo przy ognisku, patrząc na hipnotyzujące płomienie, tańczące iskry i pomarańczowo-złotawe języki otaczające coraz to nowsze gałęzie. Chyba spędził w tej pozycji trochę zbyt dużo czasu, bowiem zrobiło się zimno i go zaczynało podwiewać od tyłu. Spalony spróbował wstać, ale dopiero teraz zauważył szarego kota na swoich kolanach, który mrucząc obdarzył krasnoluda spojrzeniem szmaragdowych oczu, jakby chciał powiedzieć "jeszcze ze mną nie skończyłeś". Spalony został na miejscu.
 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

czw maja 30, 2013 11:48 pm

Tasha Dunkelwolke alias Tasha Dunkelzahn alias Lorandara

- Oj, rozluźnij się nieco Walther. - odparła dziewczyna na słowa Waltera. - Nie miałam niczego złego na myśli. - Tasha przekręciła oczami. - I uśmiechaj się czasem, to chyba wolno rycerzom? - droczyła się uśmiechając się niewinnie.


Elfka skinęła głową i poczekała aż Kala założy rękawiczki. Mimo ciekawskiej natury i żywej chęci pochylenia się nad koleżanką by lepiej przyjrzeć się jej dłonią, Tasha powstrzymała się, i udawała, że nie jest zupełnie i w ogóle zainteresowana.
Gdy usiadły, elfka wyciągnęła małą buteleczkę migdałowego likieru. - Napijesz się? - zaproponowała. - Na rozgrzanie, no i smakuje naprawdę dobrze. To mój ulubione.
Napój miał piękny bursztynowy kolor i nieco gęstą konsystencję. I smakował rzeczywiście znakomicie. Posiadał aromat palonych migdałów, zaraz za nim pojawiała się słodycz marcepanu, a następnie lekki posmak owoców, z których przebijała się nutka ziół i przypraw. A do tego miał prawie tyle alkoholu co dobra wódka.
Tasha wciągnęła Kala 'ę w zwyczajową rozmowę. Tak by przebić nieco lody. Gdy już Kala niemalże zapomniała o zajściu z rękawiczkami, elfka powiedziała. - oj dobrze, już dłużej nie wytrzymam. Nie gniewaj się proszę... ale muszę zapytać o twoje dłonie. Co ci się stało? Przepraszam... ale proszę, proszę opowiedz. Nikomu nie zdradzę, obiecuję. W zamian zdradzę ci jeden z swoich sekrecików.


Tasha cieszyła się, że kaczki wszystkim smakują. ślicznie też podziękowała za komplementy Waltera, rada, iż ich mała sprzeczka z wcześniej popadła już w zapomnienie.
 
Awatar użytkownika
uday
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 59
Rejestracja: pn wrz 05, 2005 8:30 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pt maja 31, 2013 1:01 pm



Dziarsko maszerując ścieżynką Udo rozmyślał nad ich sytuacją.
~ Jakiś wielki minotaur podporządkował sobie hordy zwierzoludzi z Lasu Cieni. Zaatakował nas troll. A wszyscy zwiadowcy zostali ewidentnie zabici przez jakichś rabusiów. W dodatku ktoś ciągle nas obserwuje. Ba, nawet nie stara się ukryć swojej obecności. Żebym tylko dorwał tego łapserdaka w swoje ręce, już ja bym mu się poprzyglądał. Nic tu nie trzyma się kupy. Ale niech mnie ziemia pochłonie, jeśli nie będzie ciekawie! Dassel, przybywamy!

Dotarłszy na wzgórze Udo był zawiedziony postawą reszty grupy. Chciał jak najszybciej dotrzeć do Dassel i dowiedzieć się co tam się dzieje. Kompletnie zapomniał, że przecież ponad połowa z nich jest w nocy ślepa jak kury, a część z nich najwyraźniej była na tyle zmęczona, że i tak nie nadawaliby się do nocnej walki... Poza tym, dymy z kominów nie wskazywały na to, żeby działo się coś złego. Niechętnie przystał więc na ten postój.

Dopiero cudowne zapachy dochodzące jego nozdrzy poprawiły mu nieco humor. Już miał się zabierać za wykrojenie sobie kawałka kaczki, gdy zaczepił go ten altdorfczyk. Strasznie go irytował. Dotychczas spotykał głównie chłopów, rybaków, czy leśników. Nawet kiedy zaciągnął się by walczyć przeciw Chaosowi nie spotkał takich fircyków. Chociaż, trzeba mu to przyznać, dzielnie stawał przeciwko trollowi. I pomysł miał dobry. Postanowił więc nie połamać mu palców za to oczywiste naruszenie nietykalności. Odkroił sobie całe udo z ptaka i odrzekł tylko:
- Siądźże spokojnie i nie obijaj się o ludzi.

Mięso jednak smakowało wspaniale. Może i matula lepiej przygotowywała drób, jednak trzeba było przyznać, że w takich polowych warunkach dziewczyny sprawiły się doskonale. Zagryzając sucharami i popijając wodą przysłuchiwał się rozmowom przy ognisku i przyglądał się wszystkim po kolei. Ostatecznie postanowił jednak dać wyraz zadowolenia z posiłku. Bez słowa wstał, podszedł do dziewczyn stając pomiędzy nimi a ogniskiem i... zawachał się. Przez sekundę, lub dwie patrzył na ujmującą twarz elfki rumieniąc się, a jego cień w całości obejmował drobne ciało dziewczyny.
- Dobre mięso.
Nie czekając na odpowiedź odwrócił się i poszedł do swojego posłania.
 
Awatar użytkownika
Olhado
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 72
Rejestracja: pn kwie 29, 2013 2:30 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

ndz cze 02, 2013 11:41 pm

Obrazek
Kaladrea “Kala” Lartore

Z chęcią spróbowała likieru, ale mimo że pochwaliła jego smak to podziękowała za kolejne łyki. Widać nie przywykła do picia mocnego alkoholu lub wolała nie ryzykować, że uderzy jej do głowy. W rozmowę dała się wciągnąć i rzeczywiście wydawało się, że wreszcie się rozluźniła. Jednak wtedy Tasha poruszyła temat, który sprawił, że zesztywniała. Wbiła wzrok w ziemię i milczała. A gdy elfka już myślała, że niczego się nie dowie, Kaladrea bardzo cicho odpowiedziała na jej pytanie. Mówiąc nie patrzyła na swą rozmówczynię, a raczej gdzieś na czubki własnych butów. Po kilku zdaniach wyjaśnień pogrążyła się na chwilę we wspomnieniach. Potem jednak potrząsnęła głową jakby próbując odpędzić je od siebie i wróciła do dalszego zajmowania się kaczką.

Przy wspólnym wieczornym ognisku zachowywała się już całkiem normalnie, wesoło rozmawiając z resztą towarzystwa. Komplementy odnośnie jedzenia kwitowała głównie czymś w stylu:
-To wszystko zasługa Tashy, ja tylko lekko pomogłam, więc to jej się ta cała wdzięczność należy.

Udo ją zaskoczył i całe szczęście, że tak szybko odszedł, bo z trudem powstrzymała się od głośnego roześmiania.
- Oho, ktoś tu chyba cię polubił - szepnęła do Tashy, wciąż wyraźnie rozbawiona.
 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

wt cze 04, 2013 5:07 pm



Spalony siedział przy ognisku obserwując towarzyszy. Nie podobała mu się ta zbieranina. Nie wiedział czemu, ale chyba miał złe doświadczenia z podróżowaniem z grupą całkowicie przypadkowych istot. Elfki tym razem trzymały się razem, ludzie razem, a on? Spojrzał na scenę, w której Udo podchodzi do dziewczyn, coś mamrocze i odprowadzają go pełne rozbawienia oczy dziewczyn.

Krasnolud podrapał się po bliźnie i brodzie i przeniósł wzrok na ogień. Ciało przez chwilę ogarniało drobne swędzenie, jakby na przypomnienie ran jakie odniósł, ale Spalony lubił to uczucie. Wiedział, że za chwilę przejdzie, a po ciele rozleje się ciepło i kojący spokój.
W zasadzie mało interesowało go to co się działo przy ognisku, jednak zauważył rozprężenie w drużynie.
- Jeśli nie macie nic przeciwko, to obejmę psią wartę - powiedział do towarzyszy. Chyba nikt nie miał nic przeciwko. To najgorsza warta, bo w samym środku nocy, ale Spalony ją lubił. Wygaszał wtedy ognisko i siedząc blisko przy żarze nasłuchiwał odgłosów nocy. Lubił ten stan. Nie potrzebował ognia jako źródła światła, widział doskonale bez tego, a najczarniejsza noc, właśnie po północy, nie rzucała tyle światła, by większość istot mogła sobie poradzić. Nawet elfy musiały mieć minimum światła. A to dawało krasnoludowi zdecydowaną przewagę.

Mężczyzna wstał od ogniska i szybko zapadł w sen w swoim śpiworze. Po parunastu minutach dołączył do niego Szarek, który ułożył się obok ogrzewając łysą glacę.
Ostatnio zmieniony wt cze 04, 2013 8:20 pm przez Suldarr'essalar, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

wt cze 04, 2013 11:16 pm

Walther von Falkenhorst - krótkoostrzyżony averlandzki kawalerzysta



Averlandczyk poszedl z Karlem na strone i wysluchal co tamten ma do powiedzenia. Mial mieszane uczucia co do jego wypowiedzi i zastrzerzen. Pomysl, ze mieliby sie nazywac po imieniu niczym starzy druhowie ignorujac wszelkie zwyczaje etykiety i dobrego wychowania wydal mu sie po prostu zabawny, niepowazny i niedorzeczny. Albo to ze niby byli sobie rowni. No jakim cudem averlandzki szlachcic mialby byc tyle samo wart co dajmy na to jakis kupiec? Szlachetna sztuka zawodowego uprawiania wojny i obrony Ojczyzny i wlasnych wlosci mialaby byc tyle samo warta co jakies podejrzany obrot pieniedzmi w miejskim kantorze? I moze jeszcze walka w konnej szarzy atakujac otwarcie przeciwnika miala by byc tak samo warta jak kjakies tchorzliwe strzelanie z luku z tylnych szeregow? A moze starozytna blekitna krew miala by byc tyle samo warta co kogos co moze udowodnic swoje pochodzenie moze do swoich dziadkow? Nie no ten caly Karl Reichs chyba musial jakos dziwnie zartowac i pewnie mial dziwne poczucie humoru...

- Panie Reichs... - zaczal po chwili zastanowienia nad doborem slow. - Przykro mi ale obawiam sie, ze nie moge spelnic panskiej prosby odnosnie zwracania sie do siebie po imieniu. Mysle ze moi rodzice i guwernanci by sie spalili ze wsydu wiedzac jak niewdziecznym uczniem sie okazalem. - usmiechnal sie delikatnie probujac choc troche zlagodzic swoja odmowe. Zaraz jednak dodal juz powazniej. - Niech pan sie jednak nie obawia co do nadstawiania karku. Mam zamiar spelnic swoj obowiazek i wierze ze inni postapia ponownie. Forma zwracania sie do siebie moim zdaniem nie ma tu nic do rzeczy. - dodal spokojnie. Nawet nie probowal myslec, ze tamten insynuuje ze averlandzki szlachcic probowalby sie jakos po kanciarsku wykpic od sprawy albo zostawic towarzyszy w potrzebie.


Druga czesc wypowiedzi przyjal mniej spokojnie i Karl od poczatku mogl zauwazyc ze szlachcic sie z nim nie zgadza. Dal mu jednak skonczyc swoja wypowiedz po czym od razu przeszedl do rzeczy. - Niestety panie Reichs ale ponownie nie moge sie z panem zgodzic. Co do mojej wczorajszej wypowiedzi to moze nie byla najoptymistyczniejsza ale takie wlasnie mialem zdanie na ten temat wowczas i nie zamierzalem go ukrywac. Wczoraj kazdy z nas mial szanse wycofac sie jesli chcial. Przykro mi ale uwazam, ze kazdy kto wystrzaszylby sie tego o czym mowilem wczoraj po prostu nie nadaje sie do tej wyprawy. Jak pan jednak wie, nikt nie stchorzyl i jest to dla mnie bardzo pocieszajace, ze wiedzac o potencjalnym niebezpieczenstwie nikt sie nie wycofal. Nie wiem co nas czeka panie Reichs ale wole miec przy boku kogos na kim mozna polegac i kto nie wycofa sie pod byle pretekstem zostawiajac reszte. Po wczorajszych przygodach zywie nadzieje, ze nikt taki nie podruzuje z nami. - popatrzyl uwaznie na swojego rozmowce. Nie byl pewny celow tamtego. Chcial go sprawdzic czy faktycznie mieli calkiem odmienne zdanie na ten temat.


Zeby podkreslic swoj punkt widzenia wskazal glowa na pozostalych przy ognisku towarzyszy. - I mowi pan, zebym nie przemawial do nich jak do cywili tak? Prosze na nich spojrzec. Widzi pan tam jakiegos cywila? Elficka czarodziejka, dwoch krasnoludzkich wojownikow, obrotna dziewczyna, wyksztalcony Alfdorczyk pan i ja. Kazdy z nas ma bron, umie sie nia poslugiwac i pomysl jak jesj uzyc. Nikt z nas nie jest jakims tylko piekarzem, chlopem czy szewcem co to umie walczyc ino ze swoimi szwagrami po paru glebszych. Mam nadzieje ze rowniez pan to widzi bo jesli nie to chyba niedocenia pan naszej wartosci. Mysle ze byle co nas nie przestraszy i wspolnymi silami damy rade wykonac nasze zadanie. - skonczyl i zrobil chwile pauzy.


- Doceniam panskie zaangazowanie i troske o morale grupy i widze, ze jej los nie jest panu obojetny. Ciesze sie ze zechcial pan podzielic sie ze mna swoimi watpliwosciami. Mysle ze jesli przytrafiloby nam sie wiecej podobnych sytuacji mozemy o tym podyskutowac. Na razie jednak mysle ze idzie nam calkiem przyzwoicie i nie ma powodow do obaw. Czy chce pan ze mna omowic jeszcze jakies sprawy? - spytal na koniec. Nie chcial sie klocic z tym wprawny negocjatorem no ale po prostu nie zgadzal sie z jego punktem widzenia i nie zamierzal tego ukrywac. Nie chcial rowniez podoporzadkowac sie cudzemu widzimisie.
 
Awatar użytkownika
Qrchac
Szef działu
Szef działu
Posty: 766
Rejestracja: wt gru 25, 2007 2:00 pm

śr cze 05, 2013 2:16 pm

Obrazek
Karl Reisch

Stał spokojnie tak jak wcześniej, choć to co właśnie usłyszał potwierdziło jego najgorsza obawy. Miał do czynienia z klasycznym szlacheckim dupkiem połączonym z wojskowym trepem, który wszystko wie lepiej a zapasową lancę trzymał w dupie dla lepszego usztywnienia. Mimo to kiwną z raz, czy dwa głową i uśmiechnął się delikatnie, żeby nie dać tego po sobie poznać. Wdawanie się w nim w dyskusję nie miało najmniejszego sensu, przynajmniej póki parokrotnie nie udowodni mu, że nie ma rację w pewnych kwestiach. Tacy jak on dopiero wtedy zaczynali doceniać rady innych, jeśli mieli trochę oleju w głowie. Choć nadal miał nadzieję, że jego ocena jest błędna.

- Jak sobie pan życzy von Falkenhorst. Niech zostanie tak jak jest. Widzę, że na chwilę obecną żaden z nas nie przekona drugiego do swoich racji. Podejrzewam, że to kwestia odmiennych doświadczeń. - uśmiechnął się szerzej - Niemniej rzeczywiście idzie nam całkiem nieźle jak na przypadkową grupę obcych. Ale czy nie jest tak na początku z większością oddziałów? Wracajmy zatem do pozostałych, czas najwyższy porządnie odpocząć przed jutrzejszym dniem.

Ruszył do ogniska i tam włączył się szybko w rozmowy o wszystkim i o niczym, rzucił z jedną lub dwie anegdotki z dawnych czasów, po czym położył się spać. Było mu zupełnie obojętne, którą wartę obejmie, był już przyzwyczajony do tego, że śpi o różnych porach i z różną częstotliwością. Wiedział też, że tak czy siak nie będzie mógł zasnąć i zapewne czeka go nocna przechadzka.
 
Awatar użytkownika
Feniks
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5008
Rejestracja: ndz lis 07, 2004 10:34 am

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

czw cze 06, 2013 6:37 pm

Kaladrea “Kala” Lartore, Tasha Dunkelwolke


Po prawdziwej uczcie, jaką można nazwać pieczone kaczki na ogniu w środku lasu, rozmowy powoli ucichły i wszyscy zebrali się do odpoczynku. Pierwszą wartę pełnił Karl i Walter i zgodnie z tym, co wam przekazali nie wydarzyło się dosłownie nic. Teren do dokoła was nie był najgorszy poszycie leśne i krzaki były dość rzadkie więc mieliście szansę dostrzec potencjalnych atakujący.
Las był spokojny, nie tętnił życiem jak zdarzało się to w dzikich okolicach, zwierzoludzie, wojna i myśliwi skutecznie wytępili większość zwierzyny łowieckiej. Nie był jednak martwy, co jakiś czas dało się usłyszeć pohukiwanie sowy, czy pisk nietoperza, czasem wycie wilka. Ale wszystko w oddali nic nie zdawało się zagrażać waszemu obozowisku. Poza tym nie ukrywaliście się ze swoją obecnością więc nic dziwnego, że przepłoszyliście większość zwierząt.
Widoczne przez korony drzew nieco wskazywało na to, że pogoda się przejaśnia i między chmurami dało się dostrzec kilka gwiazd i nawet kawałek jednego z księżyców. Chyba jedynie to światło księżyca sprawiło, że w ostatniej chwili Kala dostrzegła niebezpieczeństwo, szybkim ruchem ręki położyła elfkę na ziemi, strzała przeleciała dokładnie tam, gdzie jeszcze kilka sekund temu znajdowała się głowa Tashy.
Nie było jednak potrzeby wzywać na alarm. Dźwięk rogu łowieckiego postawił na nogi wszystko w promieniu kilkuset metrów od obozowiska. Teraz kiedy Tasha wiedziała w jakim kierunku patrzyć zobaczyła, że strzelec który niemal nie pozbawił jej życia był dziwnym stworzeniem o ciele człowieka i głowie osła. Jego cała sylwetka była niezwykle nie naturalna wręcz przeczyła swoim wyglądem jakiejkolwiek anatomii. Z innego kierunku wyłoniło się jeszcze dwoje strzelców ich. Obaj mężczyźni jeżeli tak można ich nazwać naciągali na cięciwy podpalone strzały.

Wszyscy


Dźwięk rogu łowieckiego zerwał was na równe nogi, pospiesznie dobyliście broni, jednak nie yło czasu na zakładanie pancerzy. Szybko lekko zdezorientowani dostrzegliście dwoje strzelców kilkanaście metrów od was, oraz jeszcze jednego w innym kierunku. W lesie dało się słyszeć nieartykułowane okrzyki oraz tętęt końskich kopyt. Choć równie dobrze mogły to być nogi zwierzoludzi. Dalej w las zobaczyliście kilka pochodni kolejne pojawiały się ze kolejnych stron. Na pierwszy rzut oka byliście otoczeni i przeciwnik zdawał się mieć przewagę.

Nagle pośród okrzyków wzbił się mrożący w żyłach dźwięk, jeżeli ktoś słyszał rozwścieczonego do granic furii byka, to właśnie taki odgłos zdawał się dochodzić gdzieś z głębi lasu.

W okolicy waszego obozowiska mieliście kilka drzew i krzaków, za którymi mogliście próbować się schronić przed ostrzałem choć nie dawały pełnej ochrony.

 
Awatar użytkownika
uday
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 59
Rejestracja: pn wrz 05, 2005 8:30 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pt cze 07, 2013 2:05 am



Po wieczornym wyznaniu Udo speszył się nieco. Nie wiedział co dodało mu takiego animuszu, żeby do obcej baby się tak odzywać. Cholera, może rzuciła na niego jakiś urok, w końcu to wiedźma. Targany tymi przemyśleniami przez jakiś czas nie mógł usnąć. W końcu jednak, przyjemne ciepło ognia i pełen brzuch ukoiły jego myśli i zapadł w głęboki sen.

Otworzył oczy już na pierwszą nutę wojennego rogu. Zanim dźwięk zdążył przebrzemieć już stał, trzymając w rękach swój miecz i puklerz. Dojrzawszy sylwetkę najbliższego sobie przeciwnika zaczął biec w jego kierunku. Rozejrzał się szybko po obozie, aby zorientować się gdzie znajdują się członkowie drużyny i wrogowie. Wtedy dopiero spostrzegł koślawe i nienaturalne ciała hybryd.

Pamiętał kiedy ostatni raz widział zwierzoludzi. Jego hufiec starł się z kilkoma ich gromadami pod Sokh. Tamtym bestiom zawsze przewodził jakiś wyjątkowo duży i paskudny rogacz. W dodatku, nawet mimo odrąbania głowy “dowódcy”, pozostali walczyl do ostatniego tchu.

Dobiegłszy do potwora Udo przeszły ciarki ekscytacji. Wreszcie będzie mógł pokazać reszcie na co go stać. I niech spróbują tylko popatrzeć znów na niego jak na piąte koło u wozu. O nie, tym razem zamierzał pociągnąć ten wóz ku zwycięstwie! Przyjął postawę, której nauczył go ojciec i wypatrywał ataku wroga, jak i sposobności do kontrataku.

 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pt cze 07, 2013 7:32 am

Walther von Falkenhorst - krótkoostrzyżony averlandzki kawalerzysta



Walther wrocil do ogniska i reszty towarzyszy wciaz troche zaskoczony przebiegiem rozmowy z kupcem. Niemniej cieszyl sie ze nie doszlo miedzy nimi do zadnej scysji tak jak stalo sie to wczoraj. Gdy wszyscy stopniowo odchodzili od ogniska i szli kolejno spac okazalo sie ze warta przypadla mu wlasnie z Karlem. Ucieszylo go to bo o ile sie zdarzyl zorientowac byl on chyba jednym z lepszych zwiadowcow w ich malej grupce wiec po cichu liczyl bardziej na jego umiejetnosci niz swoje. No i jeszcze na Karego i te wielgachne psisko elfki. Zanim na serio wszyscy sie rozeszli Averlandczyk wyrazil zainteresowanie gdzie wlasciwie sluzyl Karl i jak udalo mu sie przetrwac wojenna zawieruche. Wszystko co zwiazane z wojna, walka, taktyka czy uzbrojeniem w naturalny sposob ciekawilo i przykuwalo uwage kawalerzysty.


Gdy obaj uznali, ze juz czas skonczyc swoja warte szlachcic udal sie w stone namiotu ladniejszej czesci druzyny. Niejako z musu natknal sie na psiego stroza elfki. Usmiechnal sie do niego i wyciagajac reke by czworonog mogl sie upewnic co do jego tozsamosci szepnal uspakajajaco - Spokoj Teufel. To ja. - gdy zobaczyl ze zwierze go rozpoznalo poglaskal je po lebetynie. Chwile go tak czochral zastanawiajac sie jaki przedstawia soba potencjal. Wygladal na silne i zdrowe zwierze. Co pokazala walka z trollem byl tez waleczny. Kolejna rozrywka szlachcica byla bowiem tresura zwierzat. Co prawda specjalizowal sie raczej w koniach ale i nad psami zdarzalo mu sie pracowac. Wlasciwie do tej pory nie bardzo mial okazje ale chyba moglby popracowac nad zwiekszeniem potencjalu owego czworonoga. - Porozmawiam o tym z twoja pania. A teraz obudz ja. - wskazal gestem na spiaca czarodziejke. W koncu szkolenie mogl zaczac od teraz. Jeszcze raz powtorzyl gest i polecenie. Widzial ze zwierze zrozumialo ze cos od niego chce ale najwyrazniej nie bylo pewne co. Zdaniem kawalerzysty wygladalo to zachecajaco.


Przeniosl wzrok w glab namiotu na spiaca niewiaste. Wlasciwie to po ciemku w ciemnym namiocie w srodku lasu to nic nie widzial. Bardziej domyslal sie ze tam jest niz cos wiedzial. - Pora wstawac panienko - rzekl do niej troche glosniej niz wczesniej do jej czworonoga. Gdy upewnil sie ze nie spi poprosil ja by obudzila Kaladere. Nastepnie obaj z Karlem skrocili pannom co sie dzialo na ich warcie czyli nic co by zajelo wiecej niz jedno zdanie. Nie pozostawalo mu juz nic innego jak wrocic do swojego namiotu i liczyc ze przespi spokojnie do rana.


Gdy uslyszal rog i wrzaski bestii od razu wiedzial ze jego zyczenie sie nie spelnilo. Poczul uklucie niepokoju sciskajace w zoladek. Rozpoznawal po wrzaskach i wyciu ze nie sa atakowani przez ludzi. Od razu pomyslal o tych plotkach o stadach bestioludow. ~ No i wykrakalem. Weszlismy w ich pulapke. ~ byl juz jednak na zewnatrz wlekac swoj ekwipunek. Gwaltownie rozgladal sie usilujac sie zorientowac w rozmiarze i sile ataku. Widzial jak dziewczyny leza na ziemii najwyrazniej chowajac sie przed ostrzlalem. Z namiotu juz wypad Udo i najwyrazniej zoczywszy przeciwnika ruszyl w jego strone. Walter przeklinal w myslach przeciwnika ktory atakowal w tak nikczemny sposob ~ Dlaczego do cholery nie moga stac w polu i szarzowac jaak na uczciwych wojownikow przystalo?! No i w dzien oczywiscie... ~ mimo ze wiedzial ze rycerskie reguly wojny nie sa zbyt popularne poza tym dosc waskim bractwem to nadal zawsze go to irytowalo.


Nie bylo jendak czasu do stracenia. Dopadl do Karego i jednym nie tracac czasu na gmeranie w wezlach przecial wiazania i razno dosiadl wierzchowca. W siodle od razu poczul sie pewniej. Teraz tez mial przewage wysokosci i zdecydowanie lepszy widok. Szukal wzrokiem swojego celu. Powinien byc duzy, ogromny wlasciwie. Powinien byc latwiejszy do trafienia niz jego rogaci sojusznicy. - Trzymac sie razem! Nie dajcie sie rozdzielic! Sprobujcie ich odstraszyc ogniem to po czesci zwierzeta! - krzyknal do stajacych do walki towarzyszy. Mial nadzieje ze improwizowany plan zadziala w koncu nie specjalizowal sie w walce z takim wrogiem. Liczyl ze wodz zwierzoludzi wkrotce sie pokaze i bedzie mozna na niego zaszarzowac. Przbijanie sie po ciemku wydawalo mu sie bez wiekszego sensu zwlaszcza, ze przeciwnik byl szybszy, ciemnosc mu nie przeszkadzala i lepiej znal okolice. Liczyl ze dadza rade odeprzec pierwsza fale ataku. Smierc wodza powinna zas zniechecic ich do dalszej walki.
Ostatnio zmieniony pt cze 07, 2013 7:33 am przez Pipboy79, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
K.D.
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1103
Rejestracja: śr paź 19, 2005 8:13 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pn cze 10, 2013 1:27 am

Kasimir Faust


W momencie przebudzenia Kasimir zupełnie zapomniał co mu się śniło, był jednak przekonany że było to coś miłego i był gotowy porządnie zjebać żartownisia który narobił tyle hałasu w środku nocy. Wygramolił się z siennika z groźną miną i przekeństwem na ustach, komicznie napuszony irytacją. Lniana koszula wisiała na jego szczupłym ciele jak na strachu na wróble, czarne nogawice były zrolowane do łydek odsłaniając zmięte gacie i blade kolana, zgnieciony podłożoną pod głowę torbą wąs przykleił mu się do policzka z jednej strony i odstawał na dwa cale z drugiej, sztywny i ostry jak wykałaczka. Wszystko to wraz ze zmierzwioną fryzurą dopełniało obrazu nędzy i rozpaczy jaki prezentował sobą niewyspany młodzieniec.

Gdy minął pierwszy moment zamroczonego zdziwienia, czarodziej zidentyfikował sytuację w mgnieniu oka. Jego mózg działał szybciej niż oczy i ręce - wysyłał kolejne komunikaty do zdrętwiałych kończyń - nerwy pękały w szwach, napuchnięte od przeciskających się przezeń informacji wchodzących i wychodzących. Chłopak zrobił duży krok w tył, przewracając opartą o pień drzewa kuszę, i wzniósł ręce w geście który pewnie można było zidentyfikować jako obronny, gdyby nie to co zdarzyło się sekundę potem.

Myślał szybciej niż był w stanie kontrolować działania. Wkuta w pamięć formuła stanęła mu przed oczami w tłustych, płonących zimnym ogniem literach, dłonie same złożyły się w tajemne znaki. Wyszarpnięta zza rzemyka obwiązującego mu nadgarstek drewniana strzałka zatańczyła mu między palcami, ogniskując przepływającą przez młodzieńca moc w śmiercionośny ładunek. Usta wyszeptały starożytną inkantację, dopełniając prymitywnego rytuału którego każdy początkujący mag uczy się zwieńczając okres nowicjatu. Mimo to, koncentracja młodzieńca nie była idealna - ciemność, gwałtowność ataku i zmęczenie odcisnęły na nim swoje piętno. Zebrał moc potrzebną do rzucenia czaru chwilę później niż powienien, ale nia miał teraz czasu roztrząsanie tego faktu. Nigdy wcześniej nie rzucał żadnego zaklęcia w warunkach bojowych.

Srebrny pocisk, blady niczym ucięty promień skostniałego światła i szybki jak bełt z kuszy, przeleciał między gotujących się do walki towarzyszami Kasimira godząc w jednego ze zwierzoludzi szykujących się do zasypania drużyny gradem płonących strzał. Błyszcząca energia wbiła się wściekle w pierś stwora, rozrywając jego łachmany i wyrzucając w powietrze kawałki futra i mięsa. Zanim jednak jego zaklęcie dotarło do celu, Kasimir rzucił się w bok, znajdując schronienie przed strzałami napastników za pniem młodego kasztanowca. Nie była to ochrona idealna, ale musiała mu na ten moment wystarczyć. Uwaga rycerza odnośnie trzymania się razem wydała mu się dość durna - bez zbroi i tarczy, w świetle ogniska, zbita grupa stanowiła smakowity cel dla wrogich strzelców.

-Jasna gwint! Co teraz?!- Krzyknął, wystawiając dziób zza prowizoryczną osłonę by sprawdzić jak radzą sobie jego towarzysze. Udo już leciał w stronę przeciwników, wymachując dzairsko bronią, a rycerz dreptał w miejscu na swoim koniu wypatrując dalszych zagrożeń. Kątek oka Kasimir zauważył swój wysłużony, myśliwski samostrzał, zalegający w trawie poza zasięgiem jego ramion. Mężczyzna zaklął na czym świat stoi i rzucił okiem na wewnętrzną stronę nadgarstka. Miał przy sobie już tylko dwie strzałki - gdy wypsztyka się z ostatniej, rzucanie tego w miarę skomplikowanego jak na możliwości zielonego maga czaru stanie się jeszcze trudniejsze. W środku zasadzki nie przyszła mu nawet do głowy reakcja jego współtowarzyszy na ten pokaz magicznej sztuki - miał tylko nadzieję że jeśli wyjdą z tego żywcem to nie skończy spalony na stosie, albo wbity na pal. Plotkarscy nowicjusze z Kolegiów pękali w szwach od opowieści o okrucieństwie i ciemnocie ludu który żył poza murami magicznych akademii. Najwyraźniej niedługo sprawdzi ich prawdziwość na własnej skórze.

 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pn cze 10, 2013 10:40 am




Spalony miał lekki sen. Gdzieś na pograniczu świadomości słyszał spokojne oddechy, a nawet pochrapywania towarzyszy przerywane stłumionym głosem kobiet. Oczywiście nie rozróżniał słów, a nawet gdyby, to po przebudzeniu i tak by ich nie usłyszał, ale stały dźwięk działał o tyle kojąco, ze pozwalał zmarnowanemu ciału na odpoczynek. Pierwsze co poczuł, to nagłe zerwanie się Szarka, dokładnie w chwili, gdy do uszu dobiegł dźwięk rogów. Krasnolud momentalnie uniósł głowę rozglądając się po okolicy. Lewą ręką wymacał swój młot, prawą rozpinał śpiwór. Wzrok zdążył zaadaptować się do panującego półmroku i mężczyzna szybko wsunął buty na nogi. Pancerz miał całą noc na sobie, jak zwykle. W przeciwieństwie do innych, nie był księżniczką na ziarnku grochu i nie wstawał nad ranem połamany.
W mig ocenił sytuację, ale zanim włożył buty na nogi, zauważył, że reszta również zaczęła działać, zerwał się więc biegiem przeskakując między konarami.
- Nie daj się zabić i zdejmij strzelców! - zawołał wybiegając poza obręb ogniska.

Spalony liczył strzały świszczące w obozie i na tej podstawie biegł przed siebie. Musiał dobiec do dwójki łuczników, zanim nałożą kolejne strzały. W zasięgu broni, nie będą mogli strzelać i krasnolud liczył, że uda się ich ubić w miarę szybko. Gdy tylko zostawił żar i blask ogniska, od razu dostrzegł swoich przeciwników. Uśmiechnął się mimowolnie i zręcznie przeskakując między konarami skoczył do przodu. Zaszeleścił w powietrzu młot, który rozcinając powietrze poleciał z impetem w dół, wzbijając w górę piach, mech i resztki ściółki leśnej. Spalony nie zdecydował się którego przeciwnika powinien zaatakować i w efekcie nie trafił żadnego. Mutanci jednym ruchem zrobili krok w bok odsuwając się z linii uderzenia. Spalony zaklął pod nosem starając się przyjąć pozycję defensywną. Zdawał sobie sprawę, że za bardzo się wychylił i nie ma jak skutecznie się bronić, ale przeciwnicy mieli tylko łuki.


Ostatnio zmieniony pn cze 10, 2013 11:13 am przez Suldarr'essalar, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Olhado
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 72
Rejestracja: pn kwie 29, 2013 2:30 pm

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pn cze 10, 2013 8:09 pm

Obrazek
Kaladrea “Kala” Lartore

Rozejrzała się szybko starając trzymać nisko by nie oberwać jakąś kolejną strzałą. Gdy tylko zorientowała się w sytuacji chwyciła miecz i rzuciła się w stronę dwóch zwierzoludzi napinających łuki z płonącymi strzałami. Słowa kawalerzysty, które dotarły do niej w czasie biegu lekko ją rozbawiły. To nie była jakaś regularna bitwa na otwartym polu by trzymać zwarte szyki, a i odstraszenie ogniem napastników, którzy bez problemu zbliżyli się do ich ogniska wydawało się zupełnie nietrafionym pomysłem. Tym sposobem grymas niezadowolenia z nadchodzącej walki zmienił się w lekki uśmiech i z taką właśnie miną dotarła do górujących nad nią przeciwników. Wydawało się, że nie starczy jej impetu na wyprowadzenie ciosu, ale jednak jej miecz wystrzelił w stronę jednego z wrogów nim ten zdążył zareagować.

 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

czw cze 13, 2013 1:29 pm

Tasha Dunkelwolke alias Tasha Dunkelzahn alias Lorandara

Podziękowania i pochwały Tasha odbierała z pokorą, ale i słodkim uśmiechem. Nigdy nie uważała się za jakąś znakomitą kucharkę, mimo to bardzo miło jej było. Udo ją zaskoczył. Odpowiedziała na jego słowa cichym - dziękuje. - oraz ciepłym uśmiechem.
- Oho, ktoś tu chyba cię polubił - szepnęła Kala do Tashy, wciąż wyraźnie rozbawiona. Za co dostała kuksańca w bok, od równie rozbawionej elfki. - No wiesz! Choć... - Tasha się nieco zarumieniła. - Nigdy nie byłam jeszcze z krasnoludem, a ty? - dodała szeptem by inni jej nie słyszeli. W szczególności, oczywiście krasnoludy.

***

Na słowa szlachcica elfka wysunęła się zaspana z namiotu. Włosy w nieładzie, koszula rozpięta aż do pępka. Dopiero po chwili zorientowała się w stanie swego ubioru i zaciągnęła koc aż po szyję. - Już, zaraz będę gotowa. - odparła śpiewnym głosem i zniknęła na powrót w namiocie, by skompletować swój obiór. Dopiero wtedy wyszła, nieco przytomniejsza tym razem.
Tasha udała się do namiotu Kala 'i obudziła koleżankę szturchając ją delikatnie w ramię. - Pobudka słoneczko, czeka nas ekscytujące zadanie czuwać nad pozostałymi, tak by tym razem inni się wyspali. - dowcipkowała dziewczyna. Pies wesoło zamerdał ogonem widząc jak Kaladrea wstaje z posłania. Teufel najwyraźniej chciał się przywitać, ale jak na grzecznego psa przystało, czekał spokojnie.

Na warcie czas mijał powoli. Ale mimo to, nie było nudno. ściszonym głosem dziewczyny czasem nieco plotkowały o tym czy owym.

Tasha rozejrzała się dookoła, starając się policzyć pochodnie, by lepiej zorientować się w liczebności przeciwnika. Koziorożce wyglądały groteskowo, a przez to tym bardziej groźnie.

Dostrzegła krasnoludów i Waltera atakujących wroga.
Jednak jej uwagę przyciągnął magiczny błysk. Tasha zawirowała na pięcie obracając się w stronę, z której został wystrzelony srebrzysty pocisk. Jej włosy zafalowały i zawirowały podczas szybkiego obrotu. owijając się następnie wokół jej twarzy, gdy dziewczyna zatrzymała się gwałtownie, wpatrując się w Kasimir 'a. Młodzieniec był pełen niespodzianek. Tasha uśmiechnęła się do niego zawadiacko i puściła oczko. Choć, wątpliwe było, by to dostrzegł.
Sama też nie miała wiele czasu, schowała się za krzak, by mieć choćby jakąś osłonę przed strzałami. - Teufel, bierz. - zawołała na swego psa, który popędził za Kaladreą w stronę przeciwników.
Elfka skupiła wzrok na samotnym łuczniku, którego atakował Udo. Jej smukłe palce sięgnęły do pasa wyciągając kawałek materiału i zaciskając się na nim, a z ust popłynęły słowa mocy.
 
Awatar użytkownika
Qrchac
Szef działu
Szef działu
Posty: 766
Rejestracja: wt gru 25, 2007 2:00 pm

Re:

wt cze 18, 2013 3:52 pm

Obrazek
Karl Reisch

Na pytania von Falkenhorsta przy ognisku odpowiedział dość lakonicznie i ogólnikowo. Formalnie nigdy nie był w wojsku, jednak kiedy rozpętało się cało to piekło a w Wolfenburgu i zaczęły się pierwsze niepokoje wraz z kilkoma przyjaciółmi skrzyknęli się i na własną rękę szukali w mieście kultystyów i tym podobnych indywiduów. Z pewnymi sukcesami dodajmy, kiedy byli wstanie załatwiali sprawy sami, kiedy nie dawali cynk straży. Gdy rozpoczęła się masowa ucieczka z miasta Karl wyruszył razem z jedną z większych grup i w obozie uchodźców starał się robić to samo co w mieście. Zostało to zauważone i od tego czasu robił to oficjalnie, pomagając też żołnierzom pilnującym w okolicy porządku. Nigdy nie był dobry w samej wojaczce więc nikt nie ciągał go na front, gdzie pewnie by zginął. Kupiec dokładnie znał swoje słabe strony.


Gdy w nocy rozpoczął się atak Karl nie potrzebował wiele czasu, żeby się zorientować w sytuacji. Od zawsze miał lekki i czujny sen więc dźwięk rogu momentalnie był w pełnej gotowości. Prawie natychmiast poderwał się na nogi chwytając łuk. Zlustrował okolice i kiedy zobaczył strzelców poświęcił im większą część uwagi. Dostrzegł też co robili pozostali i z wielką ulga przyjął fakt, że mają wśród nich kolejnego maga - to dość mocno poprawiało ich zdolność przeżycia. Chwycił łuk oraz kołczan ze strzałami, które leżały przy nim i rzucił się biegiem w kierunku dających mu częściową osłonę krzaków.
 
Awatar użytkownika
Feniks
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5008
Rejestracja: ndz lis 07, 2004 10:34 am

Re: [WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

śr cze 19, 2013 4:51 am

Wszyscy


Czar Kasamira uderzył potężnie w w przeciwnika. Stworzenie wydało z sie krzyk bólu, o dziwo brzmiał bardzo ludzko. Niemal równocześnie z uderzeniem pocisku do przeciwnika dopadła Kaladrea, jednak, przelatujący tuż nad jej ramieniem magiczny pocisk, zaskoczył kobietę i jej atak stracił na impecie, przez co jedynie ześlizgnął się rozcinając łachmany jakie miał na sobie przeciwnik. Szczęścia nie miał i Tufel, Kaladrea niefortunnie weszła w drogę czworonogowi i ten ledwo wyhamował nie powalając jej na ziemię. Do drugiego z przeciwników zaraz koło walczącej kobiety dopadł potężny krasnolud Spalony, zaatakował przeciwnika, jednak również i on nie miał szczęścia. Przeciwnik uchylił się. Sukces był jedynie taki, że splątali przeciwnika walką.

Do ostatniego ze strzelców dopadł Udo, w rozpędzie nie miał jeszcze czasu zaatakować, jednak łucznik już nie był w stanie strzelać do pozostałych. Po tym wszystkim do walki włączyła się elfka, ponownie popisała się zaklęciem, które użyła podczas walki z trolem, przeciwnik, który walczył ze Spalonym, w panice zaczął wymachiwać rękoma i zasłaniać się przed niewidzialnym zagrożeniem.

- Nie, ty nie żyjesz. AAAAA! - wrzeszczał przerażony o dziwo w płynnym Staroświatowym.

Widząc, że walka przybrała nie taki obrót sprawy jaki potwory sobie zaplanowały, dwaj pozostali łucznicy rzucili się do ucieczki. Przeciwnik walczący z Udo skoczył natychmiast w las, Udo zamachnął się jego miecz przeorał uciekającego przez plecy ale ten nawet nie zwolnił, krasnolud na swoich krótkich nóżkach nie miał szans go dogonić.

Przeciwnik związany walką z psem i Kaladrea miał o wiele mniej szczęścia. W swojej uciecze potknął się i upadł twarzą w liście, ta okazja wystarczyła Tofelowi, żeby wbić w jego kark swoje potężne zęby, Kaladrea usłyszała trzask pękających kości po tym ciało zadrgało jeszcze kilka razy i opadło na ziemię bezwładnie. Tofel obrócił się w stronę kolejnego przeciwnika, z jego pyska, kapała oficie krew, a w oczach zwierzęcia wydać było chęć kolejnego mordu.
 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

śr cze 19, 2013 9:47 am




Dafuq! - mruknął po krasnoludzku zdziwiony Spalony, gdyż dobrze widział jak pysk zwierzoludzia pozostał niewzruszenie martwy, mimo wydobywających się dźwięków. Krasnolud wykorzystał chwilę nieuwagi przeciwnika, by chwycić go ręką za wszarz pod brodą i pociągnął mocno w dół.
 
Awatar użytkownika
uday
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 59
Rejestracja: pn wrz 05, 2005 8:30 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

śr cze 19, 2013 10:56 am


Wiedząc, że nie ma szans w dogonieniu tchórzliwego półosła Udo przystanął i rozejrzał się po obozowisku. Wypatrywał nowych przeciwników i cofał się w kierunku ogniska. Gdy usłyszał nieznany głos, ze zdziwieniem odwrócił się akurat w momencie, gdy Spalony ściągał zwierzoludzia do poziomu gruntu. ~ Co to za magia?! ~ pomyślał i ruszył w ich kierunku.
- Bądźcie gotowi do drogi. Szybko! - Rzucił jeszcze tylko do reszty towarzyszy.
Ostatnio zmieniony śr cze 19, 2013 10:58 am przez uday, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Qrchac
Szef działu
Szef działu
Posty: 766
Rejestracja: wt gru 25, 2007 2:00 pm

śr cze 19, 2013 2:23 pm

Obrazek
Karl Reisch

Przebieg walki okazał się dość niespodziewany i intrygujący. Jak na jego nos za łatwo im poszło, z drugiej strony nie byli raczej typową grupką podróżnych, której mogli spodziewać się zwierzoludzie. Przez moment nie odzywał się ignorując to co powiedzieli pozostali, nasłuchując okolicy i szukając dalszego kontaktu z przeciwnikiem, jednak nie mógł się na tym zbyt dobrze skupić, widać, że nie zdążył się jeszcze do końca obudzić.
- Chyba byliśmy dla nich za duzi do przełknięcia. Ale to raczej nie koniec.
W końcu ruszył do posłania, żeby założyć skórzany kaftan.
- Nie wiem czy lepiej nie będzie jednak zostać tutaj do rana. Jeśli tak wygląda okolica to nie założę jak wygląda to we wiosce.

 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[WFRP 2ed] Zwyczajni Niezwyczajni (sesja)

pt cze 21, 2013 10:14 am

Tasha Dunkelwolke alias Tasha Dunkelzahn alias Lorandara

Uprzedniego dnia przy ognisku...
Tasha przysłuchiwała się uważnie słowom Karla, gdy ten przy ognisku opowiadał swoją historię. Zastanawiała się, ilu niewinnych Karl przy okazji spalił? Uwielbiała amatorskich łowców czarownic. Podniosła więc kaczą pałkę, a na jej dłoni pojawił się płomień. Nie duży, ale mimo to tłuszcz zaczął skwierczeć gdy dziewczyna przesunęła mięso na płomyk. - Lubię chrupką skórkę. - wyjaśniła, po czym skierowała się do Karl 'a. - Tak z ciekawości. Jak rozpoznaje się kultystę? - zapytała wręcz przesłodzonym i niewinnym głosem, Mrużąc nieco oczy i jakby zaczepnie przypiekając mięso na magicznym ogniu. - I czy zdarzało ci się pomylić? - dodała spokojnie jakby pytała o pogodę.

Teraz...
- Żywcem go! Weźcie go żywcem! - zawołała Tasha. Bardzo zdziwiło ją zachowanie zwierzoluda. No... nie była ekspertem. Ale z tego co wiedziała, ci zachowywali się zazwyczaj jednak nieco inaczej.
natychmiast skoncentrowała się na szamoczącej się ze spalonym postaci, by ponownie ją unieruchomić. Niestety, tym razem nie mogła pochwycić magicznego wiatru. Za każdym razem, gdy sięgała po strumień, ten wymykał się jej, wyślizgując z jej mentalnego uścisku. Jedynym efektem jaki udało się elfiej wiedźmie osiągnąć było kilka ślicznych, aczkolwiek bezużytecznych, zawirowań w wiatrach magi. - Niech to licho! Wymknął mi się! - ostrzegła pozostałych, by nie liczyli na efekt jej magi i czasem nie popełnili fatalnego w skutkach błędu nie docenienia przeciwnika.

Tasha przywołała psa do siebie, by nie atakował pochwyconego stwora.
Sama rozejrzała się wokół, szukając następnych przeciwników.
 
Awatar użytkownika
Qrchac
Szef działu
Szef działu
Posty: 766
Rejestracja: wt gru 25, 2007 2:00 pm

pt cze 21, 2013 11:08 am

Obrazek
Karl Reisch

Wcześniej:
Spojrzał ja na Tashę i uśmiechnął się lekko, choć nie było w tym nawet ksztyny wesołości. Znał ten ton, słyszał go już kilkukrotnie. Dlatego tak rzadko podnosił ten temat.
- Jeśli nie zauważy się u niego, niej mutacji to w identyczny sposób jak każdego innego szpiega, czy konspiratora. Obserwujesz, dyskretnie rozpytujesz i nie działasz puki nie masz absolutnej pewności. A nawet jeśli już wiesz na pewno nie robisz nic, tylko czekasz, żeby doprowadził Cię do innych sobie podobnych. I oczywiście nie jest to możliwe bez odpowiednich środków, znajomości terenu i otoczenia. - westchnął lekko - Ale bogowie mi świadkiem, że częściej trafialiśmy po prostu na pospolitych oprychów i morderców.
Coś niebezpiecznie błysnęło w oczach gdy o tym wspomniał i przez moment wpatrywał się w ognisko.
- Ci skurwiele byli często gorsi niż... - odchrząknął i ponownie spojrzał na elfkę - Tak, raz. Daliśmy się wyprowadzić w pole. Ale nie chcę o tym mówić. To nie czas i miejsce ku temu.
I tak powiedział już pewnie za dużo. No nic.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 9

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość