Zrodzony z fantastyki

 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

sob maja 27, 2006 2:06 pm

Xeloss pisze:
Czemu swoją drogą Jedi zostawili nam Kel'Dora? Nie wiedzieli o nim?

To scena z poprzedniej sesji.
Xeloss pisze:
Ja wiem, że mieliśmy czekać na mistrza Sylvna z jego informacjami, ale mogli nas chociaż o pomoc przy patrolowaniu perymetru kolonii poprosić. Gdyby nie akcja z frachtowcem Kotha i Zanrana, równie dobrze moglibyśmy leżeć plackiem na płycie lądowiska do przylotu Jedi.

Wynikało to z niechęci członków milicji do Was, jako związanych z młodym Jedi, a dodatkowo "wybranych" na misję, która o mało nie skończyła się śmiercią ich towarzyszy (to, że sami byli ogromnym niebezpieczeństwem wykracza już poza ich tok rozumowania).
Xeloss pisze:
niezbyt pasowała mi formuła, jaką był związany z drużyną. No bo czym on niby był?

Przewodnikiem, poczatkowo jako jedynym znającym realia dziczy i obcych miejsc. Później doszedł wątek ze statkiem.

Macie zedytowany mój post-reply powyżej - sugeruję zwrócić uwagę zwłaszcza na wytłuszczenia. I ostatnią prośbę.
 
Awatar użytkownika
Pudłacz
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 41
Rejestracja: pn mar 20, 2006 11:19 pm

ndz maja 28, 2006 12:59 am

duce pisze:
"Mowi Koth Kas'cra, nowy kapitan: Wszyscy wypier*lać!"
Lol. Nie wiedziałem że to było aż tak śmieszne :-)

Deckard pisze:
Czytając pierwsze zdania postów Pudłacza i Duce`a zaczynam dostrzegać spory rozdźwięk między ich stylami gry

Jak na mój gust to style gry mój i kaduceusza są bardzo podobne. Różnica ocen najbardziej wynika z różnych położeń naszych postaci.
Jak dla mnie ta sesja była kontynuacją świetnej serii przygód, z czego w każdej działo się coś dobrego. Najlepsze sesje to były:
- Pobyt na Mantikorze. Przejście przez szereg pomieszczeń, z czego każde to dobry random encounter i jest dużo emocji. Następnie pierwszy wybór między ciemną a jasną stroną mocy. Sesja znakomita [6/7]
- Sesja na stacji orbitalnej. Również dużo przeszkód, mamy jasną motywację (znalezienie keldorańczyka), wiele się dzieje, są nawet droidy z federacji. Do tego całkowite zaskoczenie na koniec kiedy okazuje się że wylądowaliśmy na innej planecie niż przypuszczaliśmy. Bardzo dobra sesja [5.5/7]
- Następne dwie sesje są gorsze od wymienionych gdyż moja postać nie miała za bardzo co robić, nie było wątków pod moją postać
- Następnie mamy pełną akcji sesję na gazowym gigancie, która zaczyna się trzęsieniem ziemi, a póżniej jest tylko lepiej. Najbardziej podobały mi się sceny z Healerem, były to znakomicie ułożone wybory. Kolejna świetna sesja [6/7]
- Następnie, już na Antrzentiser, mam dla swojej postaci bardzo dobrą rozmowę z Master Yui - najfajniejsze były momenty z ukrywaniem części przeżyć dla siebie - to była bardzo dobrze zrobiona przeszkoda, gdzie decydowała właściwie mechanika - co znakomicie wpływało na poziom emocji. Ta część sesji była znakomita [6/7]
- Na ostatniej mamy właściwie epilog tej części kampanii. Dość zgrabne zakończenie, Klassht mało co nie został wyrzucony z zakonu ;-) W sumie wychodzi nieźle, a skoro pytasz:
Deckard pisze:
Co by było, gdybym nie wprowadził Sylvna? Jakie noty byście dali?
Odpowiadam że jeśli mam oceniać tylko drugie pół sesji to będzie co najmniej 4/7. Wprowadzenie lub nie sceny z Sylvnem nie miało dla mnie jakiegoś kluczowego znaczenia, gdyż w sumie to informacje dla pozostałych graczy nie były jakieś bardzo szokujące (lub tego nie zauważyłem, gdyż nie znam szczegółów ich historii).

Wracając do stylów gry muszę stwierdzić to co uznawałem za esencję grania w erpegi kiedy jeszcze GNS pozostawał mi nieznany: na każdej sesji każdy gracz musi się jakoś swoją postacią zrealizować. Dlatego najlepiej pod tym względem wypadała sesja na gazowym gigancie: ja miałem znakomite wybory związane z Healerem, Encu szalał droidem, reszta strzelała się statkami (chyba tylko Duce nie wykazał się na tej sesji gdyż jego postać złamała rękę).
Od dobrych kilku sesji (czyli chodzi o te wymienione powyżej) ja bawiłem się wyśmienicie, co też wynikało też w dużej części z tego, że moja postać była najmocniej związana z głównym wątkiem wydarzeń, przez co miała najsilniejszą motywację - Klassht jest Jedi, więc jemu nabardziej zależy na uratowaniu republikańskiej kolonii.
Jeśli chodzi o moje oczekiwania względem sesji, nie wymagam największej ilości czasu antenowego dla siebie (enough is enough - wystarczy że bedę miał go trochę), jednak abym się dobrze bawił bardzo przydatne są takie perełki jak scena na naszym statku w hangarze Mantikory, wszystkie sceny z Healerem, lub rozmowa z Master Yui (w wystarczającej ilosci - sądzę że będziesz potrafił to wyczuć). Przyznam że w pewnym stopniu rozumiem Duce'go - kiedy graliśmy na Kothlis wtedy mnie męczyło granie swoją postacią. Nie wiadziałem dla siebie żadnej motywacji poza tym że mistrz Sylvn powiedział mi że mam pomagać Kothowi - mając tak ograniczony punkt zaczepienia trudno wczuć się w postać.



Deckard pisze:
Finał jak najbardziej pasował do tła, jakie wprowadzi za parę lat storylinia E II - wymykające się spod kontroli Jedi konflikty, rozdźwięk między światami zewnętrznymi a Coruscant, dodając jeszcze fakt, iż zasadniczo kontakt obcych kultur kończy się analogicznie jak w przygodzie.

Nie zwróciłem na to uwagi, ale przyznam że słuszna uwaga :) Zwłaszcza w kontekscie mojej rozmowy o tubylcach z Xelossem - imperium zrobi tu drugi Wietnam wysyłając szturmowców. I powraca myślenie o SW w kontekście politycznym: kwestia większej skuteczności systemu autorytarnego w porównaniu z błogą demokracją cieszącą się władzą Senatu i opieką Zakonu Jedi (w tym momencie przypominają mi się faszystowskie zapędy Anakina z II E).

Xeloss pisze:
Koloniści(jeńcy) byli zdecydowanie zbyt hardzi. Jakby mnie ktoś trzymał w takich warunkach przez kilkanaście dni, to byłym zainteresowany tylko wejściem na ten statek, a nie faktem, że w zamian za mnie kogoś oddają. Nawet gdyby był to facet, który załatwił mi mieszkanie/kartki na mięso.
Hehe. Może i tak ale scena kiedy decydujemy się oddać Keldorańczyka a okazuje się że jeńcy bardziej ufają jemu niż nam była niezła.
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

ndz maja 28, 2006 11:21 pm

Seji pisze:
Szczerze mowiac, nic takiego nie mialem na mysli, ani nie uskutecnzialem.


Acha, spox, nieporozumienie wyjaśnione.

Deckard pisze:
Czytając pierwsze zdania postów Pudłacza i Duce`a zaczynam dostrzegać spory rozdźwięk między ich stylami gry


Mylisz się. Nasze style gry niemalże pokrywają się.

Jeden pisze o rozlazłym początku, drugi o sprawności - jest się na czym oprzeć. :/


Raz: to co napisał Pudłacz.
Dwa: spójrz jeszcze raz na to co ja napisałem. Warsztatowo było ok. To chwalę. Treściowo IMHO nie było sycąco - to ganię. Pudłacz odnosił się tylko do drugiej kwestii. Seji pisze potem o złym podziale czasu - nie odnosi się jednak do tego fragmentu sesji.

Ciekawe - bo żywo pamiętam scenę na poprzedniej sesji (sala z Jedi), w której to rozgorzała dyskusja na 3 głosy o tym, co powinno się z nim zrobić i perspektywa wydania go w ręce była aż/dopiero drugą.


No to szkoda tylko, że gracze tego nie pamiętali :-P

Nie zaszkodziłoby lepiej podkreślić tego w tamtym AP. Albo i nawet przed sesją przypomnieć sugestywniej.

Jeżeli dobrze z Pudałczem ustaliliśmy mówisz tu o propozycji oddania kel dora Inda Radzie Jedi. To się nijak ma do tego o czym ja pisałem. Tak jak powyżej zaznaczył Xelos - nasze postacie mają nie do końca jasne cele działania. Tak było też z autochtonami z dżungli. Przylecieliśmy do nich, żeby uniknąć rozpętania konfrontacji dzicy - koloniści, ale co u diabła mogliśmy im powiedzieć? Że bylismy w obcym układzie i że to składowanie odpadów więcej się nie powtórzy? Mało przekonujące :->

Wygląda na to, ze mogliśmy oddać kel dora w jakis osobliwy sposób przekonując miejscowych albo go zachować - i przegrać. Jeżeli tak to było w istocie, to ciesze się, że przegraliśmy - bo zachowanie życia kel dora było moi priorytetem na tej sesji. Szkoda tylko, ze i tak uciekł :-P

Odnoszę wrażenie, iż tamtej sesji lepiej, jakby wcale nie było, skoro nic a nic gracze nie pamiętają z dyskusji, jaką stoczyły ich postaci :/


Pomysł z oddaniem Rady Jedi pamiętam. Ale to nie jest pomysł na rozmowę z autochtonami.

Wpierw wypomina mi się iluzjonizm, a teraz, gdy o mało nie zmarł Wam na rękach nagle zaczyna Was irytować niebezpieczeństwo? Zachowanie kel dora było jak najbardziej ok - przecież to Wy nakręcaliscie wydarzenia. :/


Ja miałem inną wizję kel dora, ale ok.

Iluzjonizm - Deckard naucz się wreszcie pisać konkretnie, bo nie bardzo wiem o które zarzucanie iluzjonizmu Ci chodzi. Zresztą to tu nie ma nic do rzeczy. Postanolwiliśmy troche przyskrzynić skubańca i mielismy pełną kontrolę. W tej scenie czułem się jak w WFRP - tak jakby po kolei nie wychodziły nam wszystkie testy, bo cechy mamy na 30%. Wyglądało to tak że gdybyśmy mocniej nacisnęli palcem kel dora facet by ekslodował. Nie przypominam sobie deklaracji, która mogłaby skutkować zabiciem tego łajdaka - a przecież scena zmieniła sie w pół sekundy w reanimację umierającego. Myślę, że nie doceniasz wytrzymałości keldorskiego ciała :-P

Aż tak nie nakręcaliśmy wydarzeń, mon.

Nie zależy mi za bardzo na forsowaniu mojego zdania w tej kwestii, więc poprzestanę na jego wyrażeniu. Obiektywnie scena była ciekawa, wnosiła akcję do fabuy, Koth mogł popanikować itepe. Z mojej strony EoT.

kadu pisze:
nasze wysiłki są skazane na niepowodzenie
Tia - ale z narzędziami na kadłub w nocy po ataku już się nie chciało wyjść. Z pilotażem na +10 i technikiem przy boku :/


O podobnej kwestii rozmawialiśmy dziś z Fenranem i myślę, ze jest to znak odmiennych stylów gry. Moja postać zdawała sobie sprawę z tego, ze łączność szlag trafił z powodu anteny na wahadłowcu, right? Koth wiedziałby, że da się to stamtąd naprawić, tak? No widzisz, a ja jakoś uznałem, ze łączność jest zepsuta na amen. Kto jest w stanie naprawić urwaną antenę satelitarną? [czy co to tam było] To znaczy że co, że jestem złym graczem bo się nie domyślilem?

Poza tym nie wiem o czym piszesz - jak wyjść na kadłub w nocy po ataku - przecież włąśnie wylazłem na kadłub i tam po poł sekundy zaatakowały mnie 3 autochtońskie bestie od czego zemdlałem.

Z mojego punktu widzenia jako gracza [:-P] sytuacja powinna raczej wyglądać tak: MG oznajma mi, ze wiem że mogę naprawić nadajnik jeżeli tylko wyjdę na zewnątrz do dżungli i stawia pytanie - czy zaryzykuję życie wiedząc, że na zewnątrz czychać mogą niebezpieczne bestie lub autochtni, na myśl o których robi mi się słabo czy siedzę w bezpiecznym statku i czekam na powrót towarzyszy nie podejmując działań. Każąc mi się domyśleć decydujesz za mnie i ja mogę tę decyzję zmienić jedynie przejmując kontrolę. Mój własny wybór i jego konsekwencje - o to mi chodzi w takich sytuacjach.

Od razu piszę, że jeżeli odpowiesz: "Koth moglby się nie domyślić" to mnie osłabisz. Zanran na pewno by się domyślił :-P

kaduceusz pisze:
Jedyne co mi pozostało to śledzić bitwę na dole i podlecieć po naszych kiedy już będzie ona dobiegać do finalu.

Ciekawe - a kto czekał kwadrans, aby wystartować? Bo koledzy z drużyny wołali: „jeszcze ja, jeszcze on”.


W moim rozumieniu niepisanej umowy między graczami stoi - kto opuści drużynę i ucieknie ten jest głupi kutas. Kropka.

To mi daje małe pole do manewru ;-)

Inicjatywa? Pytałem, tylko akurat tych, którzy toczyli walkę w polu, nie za sterami.


Z mojego punktu widzenia wygladało to tak, że inicjatywę mieli Ci, którzy akurat najgłośniej krzyczeli. Ale to tylko obserwacja z boku.

Czy muszę dzwonić dzwoneczkiem, abyście wiedzieli, że mechanika jest w akcji?


Nie o to mi chodzi. Mechanika jest w moim odczuciu narzedziem dla graczy. Dzięki niej mogą próbować realizować zamierzenia swojej postaci. Prześlizgując się nad nią lub interpretując na swoją modłę wyniki rzutów odbierasz graczom tę małą ilość kontroli nad fabuą jaka im pozostaje.

To jest moje ortodoksyjne podejście, z którym nie musisz się zgadzać. Z tego co widzę masz je w głębokim poważaniu, bo z mechanikę ostro dryfujesz zgodnie z potrzebami. :-)

Wiesz co Ci powiem? Zdarzylo mi się na ostatniej sesji raz czy dwa orzukiwać na kościach. Bo wnerwia mnie, ze testy jakie wykonuję nie mają znaczenia, bo i tak podlegają Twojej interpretacji. A tak przynajmniej są udane ;->

He he he, grunt to bunt :-P

Ja bym tego nie bral zbyt do siebie Deckard. Ty jesteś niezłym MG, a ja jestem czepliwy, pamiętaj ;-) Nie musisz też ulegać ich opiniom - to Ty prowadzisz, nie oni. Ale AP jest po to, zebym wyrażał swoją opinię.

A najlepsze w tym wszystkim jest to, iż ponieśliscie porażkę. I tyle.


Widzisz. Dotykasz tu sedna sprawy. Wcale nie czuję jakbyśmy odnieśli porażkę. Mieliśmy jakieś mgliste cele przed sobą i historia jakoś się potoczyła. I tyle.

Ta kwestia nurtowała mnie też na moich sesjach. Zdarzyło się, że gracze nie rozpalili ognia w obozowisku, więc nie doszło do wcześniejszego spotkania z Płaczką. To nie był świadomy wybór - rezygnacja ze spotkania, ale przecież brak spotkania _był_ konsekwencją wyboru graczy. Teraz było podobnie.

Niektórzy gracze fajnie się bawią po prostu. Innym potrzeba widziec jakie potencjalne wyniki wiążą się z ich wyborami. Ja należę do tych drugich. Jeżeli gracz nie widzi potencjalnych efektow jakiegoś swojego wyboru to efekt jest taki, że może śmiało twierdzić, że cała władza nad fabuą jest w rękach MG i zarzucać mu sterowanie fabuą - patrz mój poprzedni post :-P Gdy zaś swiadom jest konsekwencji - patrz przykłąd z niebezpiecznym wychodzeniem na kadłkub by naprawić antenę wcześniej w tej notce - to potem moze winić tylko siebie.

Przygoda zakładała co innego - jednak wybór:
1.nie zabrania ze sobą kel dora,
2.powrotu na statek po niego,
3.nie naprawienia nadajnika,
4.Encowy mousedroid z detonatorem (to był pierwszy atak podczas spotkania) przesądził o takim splocie sytuacji.


OK, rozumiem jak to działa bo widziałem to od drugiej strony. Czuj się częściwo rozgrzeszony :oP

Ale znowuż:
a] 1, 2 i 3 podpadają pod nieświadomy wybór, taki jak wyżej
[swoja droga fajny termin do mojego pryweatnego słowniczka: Nieświadomy Wybór :-]
b] 4 miało miejsce już po tym jak wszystko szlag trafił i było Encową reakcją na rozwój wydarzeń zmierzających ku smutnemu końcowi w wyniku naszych Nieświadomych Wyborów.

I konsekwencjach. Gorycz? A czy każda akcja musi kończyć się sukcesem?


Własnie o to chodzi, ze ja nie uważałem tego za jakąś wielką porażkę, bo nie byłem związany emocjonalnie z celem naszej wyprawy. Jak zwrócielm uwagę nawet nie wiedziałem do końca co to za cel. Coś z godzeniem autochtonów z kolonistami, ale jak i dlaczego my - kij wie.

Powiedzmy, ze nagle zajmę sie poszukiwaniem faceta, przez którego poszukuje mnie Federacja Handlowa i w wyniku swojej decyzji dam mu uciec. To byłoby super - nastrój przytłączającej dżumy jaką sam wywołalem - już, juz coś mialem, ale mi uciekło w wyniku mojego posunięcia. Patrz mój gracz Przemek i porażka w konflikcie na osi lina-pancerzShahala-Płaczka.

Tu jednak biegamy jak barany za motywacjami z którymi się nie identyfikujemy. Stąd tylko irytacja i znudzenie.

Zeby nie było - byłbym fanem scen z zerwaną komunikacj ą i naszych biorących nas za wrogów - gdyby to wynbikało z mojego wyboru. Świadomego.

Finał jak najbardziej pasował do tła, jakie wprowadzi za parę lat storylinia E II


Prawda. Dobre. Mogłeś to na sesji powiedzieć jako niezobowiązujący komentarz - podniosłoby to moja ocenę o jeden ;o]

Generalnie ten argument w/w przez Ciebie jest jak dla mnie conajmniej dziwny.


No to Ci wyjaśnilem ;-)

[nie bardzo czaję o co Ci chodzi :-P] MG Traci wątki, które gracze sami sobie opracowali, bo każde inne sa już be? A czy nie za dużo już macie tych innych wątków - własnych?


Genralnie stoję na pozycji, ze wątek, ktory gracz sam sprowokował/obmyślił jest lepszy niż taki, ktory do fabuy wtłoczył MG, jeżeli to to Ci chodzi.

Odnośnie "przegrywania" wątków zdanie wyraziłem wyżej.

Antarzentiss`eer miał być tylko zaczątkiem/prologiem do E II i niepokoi w Galaktyce. Został przyjęty jako krach całej kampanii. :(


Nie dramatyzuj. Powiedziałem tylko, ze w moi odczuciu pchnałeś fabuę dalej a my znowu nie wiemy po co i dlaczego tam jesteśmy.

Gracze nie lubia być u nikogo na posyłki. Chcą grać własną grę. Gdy przybywa mostrz Sylvn i mowi - waszą kolejną misją będzie to i to, to moga to chwycić, ale daleko na takiej przynęcie nie pociągniesz, Mistrzu Gry.

Np. moja postać chciała zakończyć wreszcie wątek AZ by udać się na poszukiwania Fortuny. I tak nie wiedziałem co na AZ robię - motywację - spłacanie długu Sylvnowi domyśliłem sobie sam. Dzięki dobremu flołowi Mocy włąśnie zdobylismy statek i teraz prozbijamy się po galaktyce w swoich celach.

Taaak, chyba sie przekonam do tego grania imrowizowanego na które tak narzekalem w poprzednim poście. Xelos, Enc, proszę mnie, i Deckarda, żeby niue był zaskoczony, wprowadzić w szczegóły planu na najbliższy czas :-]

WTH? Uwagi o Savripach były skierowane do Xelossa i Sejiego, [...] Niewielu powierza ochronę Savripom – to chciałem podkreślić.


Drugie zdanie powinno było paść na sesji zamiast zdania: "Tak, oni już wiedzą co oznacza spotkanie z savripem, bo gdy wtedy sklepał ich na Kothlis...." "Niewielu powierza ochronę savripom" ma moc tworzenia klimatu, to drugie zaś nie. ;o]

Czy ja zapomniałem powiedzieć o mentorze Zanrana? Twoim wątku z Rashk Tri`darem? Mapie z zaznaczonym miejscem kontaktu z „Fortuną”? Czy zapomniałem wskazać, iż ciągła improwizacja to przeszłość? Czy coś tu nie jest jasne?


Słuchaj, następnym razem zapytaj nas co chcemy robić na następnej sesji. Ja Ci np. powiem, że chcę odnaleźć Fortunę.

Wątek, który obmyślił gracz jest lepszy niż taki, który do gry wprowadza MG, right? Gracze mają w nosie to czego chcą od nich jacyś tam BeeNi. chyba, ze to gracze zaznaczyli wcześniej, ze ci BNi ich obchodzą.

Nie wystarczy, że wątek dotyczy postaci. Postać musi być weń aktywnie zaangażowana.

Jestem przekonany, ze odczucia Zanrana względem jego mistrza są rownie ciepłe jak odczucia mojego łajadaka odnośnie mojej rodziny i Raszktridara. A w związku ze zbliżającą się porą roku są one prawie letnie. :-P

W ramach faktu, ze ostatnio stworzyąl się sytaucja, w której my, jako gracze, mamy pole do działania, postuluje raz jeszcxze by wszyscy wypisali jakie są ich zgrubne plany odnośnie działania na najbliższej sesji.

Wiesz, ile dostałeś za scenę z transportowcem? 250 PD. Wiesz, za co? Za negocjacje z handlarzem i odwagę przy Gammoreanach. Myślisz, ze po GRAMY! przyznaję PDki za hasła?


Fajnie. Na przyszłość pisz to a AP. AP jest po to by gracze, tak samo jak MG mogli zobaczyć co wg kogo było na sesjach fajne a co nie. Łatwiej się gra postacią, gdy wie się co się podobalo MG a co nie.

A hasła? Korona by Ci z głowy nie spadła, gdybyś przyznawał pedeki za hasła. W końcu to z hasłami jest związana kupa frajdy na sesji.

To właśnie dlatego zapytałem pół-serio Was o taką opcję.


Myślę, że ta pula powinna zostać jako stały element :oP

Koth nabrał nagle 10 lat, marskości wątroby i szram na twarzy.


To porażka na AZ tak go postarzyla :oP


[o Dedckarda opisywaniu odczuć bothanina] Nie raczyłeś zauważyć, iż całe to zdanie jest pisane z przymrużeniem oka?


Nie raczyłem. Może ktoś jeszcze nie raczył? Widzę las rąk? :->

Seji pisze:
Deckard wciaz ma problemy z kontrolowaniem graczy i podzialem czasu.

kaduceusz pisze:
Podczas gdy ja kombinuje jak tu rozszezyć możliwość wpływania graczy na fabuę Deckard skłania się ku większej kontroli MG
I znowu... Co mam na to odpowiedzieć? Że obaj macie rację? Czy że każdy myli się w pewnej mierze? :/


a] Seji nie był na fragmencie sesji o którym piszę w cytowanym zdaniu
b] Seji utyskuje IMHO na to, ze jego postać nie miała żadnej sceny w trakcie przygody, prócz tej, którą wywalczył sobie u Kotha podczas rozmowy z przewodnikami.
c] Deckard dobrze dzielił czas między graczy, tyle tylko, ze nie każdy miał coś do roboty - następnym razem bądż precyzyjny, seji :-P

Teraz rzecz o ELEMENCIE: W toku dzisiejszej sesji ważyły się losy postaci Enca.


Nie wiedziałem o tym i sądze, ze to w duzej mierze przyczyniło się do mojej negatywnej oceny sesji - to dlatego miałem wrażenie, ze droid Enca jest potraktowany bardzo po macoszemu. Ha! :-P

Z każdą kolejną jednak WASZĄ decyzją utwierdzałem się w przekonaniu, iż koloniści przybędą. Nie naprawiliście radia, nie polecieliście do bazy, nic. I jeszcze ta jatka…


Wracać do bazy? Oszalałeś? :-)

A jatka była spoko, procz Dramy i chaosu z inicjatywą :-P

Duża prośba do osób biorących w sesji: (dziś Duce) - przestańcie K...WA przychodzic na sesję niewyspani.


Myslisz, ze to takie proste :oP

I wiem, że radocha z gorszych sesji u osób wyspanych jest większa.


Prawda. |To też się skąlda na moją ocenę sesji. Zawsze jestem po kawie rozdrażniony :-P


1. System subiektywnych OCEN jest do dupy. Każdy z dotychczas się wypowiadających ma INNE priorytety – i po dzisiejszych postach widać to nawet u Pudłacza i Kaduceusza.


Bzdura. [zieeew]

A] Jasne motywacje [co mozna osiągnąć przez b]
B] Wybór wątkow rozwijanych w nastepnej sesji pozostawić graczom
C] nie dramatyzować ;-)

Chciałbym wiedzieć, CO i JAK Was bawiło, abym miał punkt odniesienia przy projektowaniu wątków


Kel dor Ind był słodziutki. Mógłby się na nas teraz mścić, nie? ;-)

Jak dotąd widzę tyle, że niektórzy chcieliby wszystko dla siebie – do piekła z taką grą!


D] Dla każdego jakiś fragment sesji, choćby malutki, jedna scenka.
...
E] Punkty FATE'a! :oP
F] Koth ma niełamliwe ręce :oP

2. Sugerowałbym zostawiać swoje MGwe doświadczenia za drzwiami.


Tak? To ja Ci pięknym za nadobne. Sugerowałbym więcej grać, żeby nie tracić z oczu perspektywy gracza, który nie rzuca się na każdą podsuwaną mu przez MG fabuę jak na świeże poranne bułeczki tylko patrzy sceptycznym okiem.

Ale jak zaczyna się każdy etap oceniać z pw prowadzącego, to najlepiej w ogóle MG usunąć, albo grać u siebie.


Przecież gram u siebie :oP

G] Punkty FATE'a! :oP Więcej kontroli w ręce graczy! :oPPP

3. Uważać na własne deklaracje poprzednich sesjach. [planowanie sesji i 180 stopni]


Masz jeszcze coś na myśli prócz tego ostatniego z kel dorem? Przecież sam drugi raz rozegrałeś scenę decyzji a mogłeś nas ustawić tak jak pod koniec ostatniej sesji ;-)

Co by było, gdybym nie wprowadził Sylvna? Jakie noty byście dali?


Bez Sylvna ja i Zanran bylibyśmy juz daleko od reszty drużyny. Tylko jego osoba sprawiłą,z ę znów jesteśmy razem - choć nadal nie jest to zbyt zgrany team. Noty bym, nie zmienił, choć sesja by stracila.

5. Zapomniałem dodać – wątek z frachtowcem jest zgodny z twoja postacią – masz atut? Masz. Pilotaż? Masz. Kradłeś statki? Potrzebowaliście środka transportu? Co więc jest w tym złego? Nie wiem. :/


No, skoro nic złego to nic złego :-] Ale z mojej perspektywy jako gracz to było agresywne przejęcie kontroli - mogłeś mieć inne plany odnośnie anszych postaci - a tu my się zbieramy i siup! już nas na AZ nie ma.

Dobra, tyle :oP

EDIT:
Pudłacz pisze:
Hehe. Może i tak ale scena kiedy decydujemy się oddać Keldorańczyka a okazuje się że jeńcy bardziej ufają jemu niż nam była niezła.


Kurde, racja :-D
 
Awatar użytkownika
Seji
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 7523
Rejestracja: czw mar 20, 2003 1:43 am

ndz maja 28, 2006 11:45 pm

kaduceusz pisze:
b] Seji utyskuje IMHO na to, ze jego postać nie miała żadnej sceny w trakcie przygody, prócz tej, którą wywalczył sobie u Kotha podczas rozmowy z przewodnikami.

Nie. Sejiemu chodzi o to, ze w momencie, jak zacyznamy gadac wszyscy na raz, to Deckard, zamiast nas uciszyc, gubi sie. I robi sie balagan.
 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

pn maja 29, 2006 2:32 am

kaduceusz pisze:
No to szkoda tylko, że gracze tego nie pamiętali :-P
Nie zaszkodziłoby lepiej podkreślić tego w tamtym AP. Albo i nawet przed sesją przypomnieć sugestywniej

A nie dałoby Rady zrobić to samemu?
kaduceusz pisze:
Pomysł z oddaniem Rady Jedi pamiętam. Ale to nie jest pomysł na rozmowę z autochtonami

Jest - wpływa na sytuację in/out.
kaduceusz pisze:
Nie przypominam sobie deklaracji, która mogłaby skutkować zabiciem tego łajdaka - a przecież scena zmieniła sie w pół sekundy w reanimację umierającego. Myślę, że nie doceniasz wytrzymałości keldorskiego ciała

Iluzjonizm - utrzymywanie na siłę żywego drania. Filtr oddechowy, mój drogi. Plus te cholerne pety Zanrana.
kaduceusz pisze:
przecież włąśnie wylazłem na kadłub i tam po poł sekundy zaatakowały mnie 3 autochtońskie bestie od czego zemdlałem.

Walkower - oddaję mecz. :( Pomiędzy była jeszcze scena marszu wyprawy na nowe lądowisko, gdzie zastali Cię siedzącego na kadlubie z fajką w dłoni. Generalnie dwója za brak współpracy z Zanranem(Encem). Ot i konsekwencje.
kaduceusz pisze:
Własnie o to chodzi, ze ja nie uważałem tego za jakąś wielką porażkę, bo nie byłem związany emocjonalnie z celem naszej wyprawy. Jak zwrócielm uwagę nawet nie wiedziałem do końca co to za cel. Coś z godzeniem autochtonów z kolonistami, ale jak i dlaczego my - kij wie

To już było omawiane - Ty, bo znaleś Ultimatum, Klassht i spółka - Twoi towarzysze, Hatar - dawy zakladnik i "expert" od uprowadzeń wgłąb puszczy - poza tym znał kolonistów.
kaduceusz pisze:
Chcą grać własną grę. Gdy przybywa mostrz Sylvn i mowi - waszą kolejną misją będzie to i to, to moga to chwycić, ale daleko na takiej przynęcie nie pociągniesz, Mistrzu Gry

To on Wam jakąś misję powierzył? Dostaliscie trochę informacji i tyle. Abyście mieli grunt pod nogami.
kaduceusz pisze:
Słuchaj, następnym razem zapytaj nas co chcemy robić na następnej sesji

Czytaj posty :) Zapytałem w ostatnim/przedostatnim.
kaduceusz pisze:
Masz jeszcze coś na myśli prócz tego ostatniego z kel dorem? Przecież sam drugi raz rozegrałeś scenę decyzji a mogłeś nas ustawić tak jak pod koniec ostatniej sesji

Tia - ale powtórzyłem scenę, aby WSZYSCY gracze mieli wpływ na rozwój wydarzeń.
Seji pisze:
Sejiemu chodzi o to, ze w momencie, jak zacyznamy gadac wszyscy na raz, to Deckard, zamiast nas uciszyc, gubi sie. I robi sie balagan

Nauczyć się nie gadać naraz. :)

Kilka uwag na odchodnym:

Do listy skarg i zażaleń trafiają:
- światotworzenie przez graczy,
- wątki graczy,
- wybory graczy,
- mechanika,
- nie tracenie tempa,
- zero PG,
- kontrola.


A tak mimochodem - wygląda mi na to, że czas wprowadzić w działanie BW/BE.

Więcej współpracy w drużynie - nawet kosztem metagamingu i innych. Zamiast czekać na okruszki ode mnie ("bo tamtych <pozostałe postaci> szlag trafił i nie wiecie co robią"), współtwórzcie to między sobą i wspólnie. :)

Encu - uzupelniaj.

Wszyscy - oczekiwania, plany i rzeczy, ktore chcecie zobaczyć w grze. Przed piątkiem.
 
Awatar użytkownika
Xeloss
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 279
Rejestracja: czw kwie 29, 2004 3:34 pm

pn maja 29, 2006 10:42 am

Deckard pisze:
Więcej współpracy w drużynie - nawet kosztem metagamingu i innych. (...) współtwórzcie to między sobą i wspólnie.

Encu - uzupelniaj.



To niech Encu przy okazji opowie, o czym w autobusie spiskowaliśmy.
 
Anonim_1

pn maja 29, 2006 11:29 am

No to uzupełniam :)

Do samego scenariusza odwołam się króciutko (nieco więcej zapisałem w komentarzach poniżej) - jak zwykle, działo się dużo, choć mój (i ekipy) wpływ na sesję był mizerny.

kaduceusz pisze:
Wydarzenia:
1. Decyzje przed opuszczniem stojącego w dżungli statku
2a. Wyprawa do autochtonów
2b. Przesłuchania kel dora i walka z macko-bestią
3. Dramatyczny finał rokowań.
4. Ucieczka do kolonii i spotkanie z Faime i rozczarowanymi kolonistami.
5. Koth i Zanran przejmują transportowiec.
6. Gorzkie spotkanie z mistrzem Sylvnem.
7. Rokowania z przemytnikami przed odlotem z Antar-zentiser.

Ad 1. - dla Zanrana pewne było, że trzeba oddać kel dor'a tubylcom a potem zwiewać. Koth przekonał mnie co do tego, że lepiej go zachować i obronić, ostatecznie przyjąłem, że najlepiej pozostawić decyzję w rękach postaci, które miały bezpośrednio z nim do czynienia.

Ad 2b. - bestia niepotrzebna a jeśli już, to nie w formie wielgachnej istoty niszczącej pół statku. Dużo fajniej wyglądałby zniszczony nadajnik, wymagający wyjścia na zewnątrz i napotkania trzech niewielkich, drapieżnych istot głodnych krwi technika i/lub łajdaka.

Ad 3. - finał rokowań był w moim odczuciu railroad'em. Mimo to znakomicie bawiłem się w sieci, próbując najpierw pomóc droidowi, potem jakoś się wydostać samemu i stąd plus dla Ciebie, Deckard. Ostatecznie, gdyby potyczka wynikła z naszych wyborów a nie wyboru MG byłoby super. :)

Ad 5. - Najfajniejsza część sesji w moim odczuciu. Po pierwsze, zyskałem motywację do dalszej współpracy z ekipą (w końcu zgarnęliśmy statek razem z Koth'em). Po drugie, uśmiałem się do łez z genialnych tekstów duce'a (szkoda, że wynikających ze znudzenia sesją). Po trzecie, daje to olbrzymi potencjał fabularny na przyszłość - wroga w postaci okradzionego Rodiańczyka (pracującego dla hutt'ów? ;)).

Ad 6. - Pustawa scena jak dla mnie. Nie znałem Sylvna, nie wiedziałem o czym mówi, niewiele mnie interesowało co ma do powiedzenia. Ogólnie, jako ratunek przed podziałem ekipy była dobrym posunięciem. Mimo to zawiodłem się na informacjach, które Sylvn miał do przekazania.

Ad 7. - Dość miła scena na koniec. Dwa wielkie potwory, skrzynka z niewiadomym ładunkiem i przemytnik z poharataną twarzą dają niezły potencjał fabularny na przyszłość. Może uda się nam dowiedzieć co wiezie i zacząć robić jakieś interesy?

Ogólnie sesję podsumowuję na 4,5/7. Byłoby 4, gdybym się dobrze na niej nie bawił (towarzysko było świetnie).

Deckard pisze:
Czy muszę dzwonić dzwoneczkiem, abyście wiedzieli, że mechanika jest w akcji?

Deckard - prawda jest taka, że nie korzystasz z mechaniki - Twoje d20 prawie w niczym nie różnią się od Fuzion'a (rzut kością + wartość vs ST to chyba wszystko, co stosujemy na sesji). Nie mam do tego żalu, bo względem d20 w Star Wars nie żywię chyba żadnych ciepłych uczuć, jednak twierdzenie, że mechanika jest w akcji jest trochu pustawe. :razz:

Deckard pisze:
Encowy mousedroid z detonatorem (to był pierwszy atak podczas spotkania) przesądził o takim splocie sytuacji.

Nieprawda. Po zaognieniu sytuacji, masie tubylców gotowych do ataku i pojawieniu się dzielnych kolonistów próbujących nas ratować jasne się dla mnie stało, że MG podjął decyzję i teraz trzeba odegrać swoją rolę - tchórzliwy technik zdetonował największe zagrożenie i chciał uciec. Na moje oko żadnego wyboru w tej scenie nie było.

Deckard pisze:
Czy ja zapomniałem powiedzieć o mentorze Zanrana?

kaduceusz pisze:
estem przekonany, ze odczucia Zanrana względem jego mistrza są rownie ciepłe jak odczucia mojego łajadaka odnośnie mojej rodziny i Raszktridara.

Dokładnie. Zanran jakoś nie żywi specjalnie ciepłych uczuć względem swojego mentora, zresztą nie interesują go poszukiwania zaginionych naukowców - chce raczej zdobyć fundusze na własne badania i zrobić kilka innych rzeczy.

Deckard pisze:
Podobnie potyczka na polanie – abstrahując od splotu wydarzeń również i tam losy Zanrana były w naszych rękach, gdyż to właśnie razem z kolonistami miał przybyć jego następca.

Trochu niezręcznie to wyszło, bo gdybym był żołnierzem mającym wspomóc drużynę, ruszyłbym mordować tubylców a nie pomóc bohaterom. I znów miałbym postać bez zahaczki fabularnej. :razz:
Swoją drogą wyszło tu wyraźnie, jak niewiele mieliśmy do powiedzenia w finałowej scenie - "starajcie się, starajcie, ale i tak przybędą koloniści z nową postacią Enc'a na czele".

Xeloss pisze:
Wkurza mnie brak jasno określonych mission objectives w naszych sesjach.

Xeloss +1.

Deckard pisze:
Plus te cholerne pety Zanrana.

Deckard pisze:
a teraz, gdy o mało nie zmarł Wam na rękach

Tą scenę uważam za najgorszą podczas całej sesji. Dym papierosowy niszczący filtr? Na moje oko (oko zarówno gracza, jak i postaci) była to kolejna sztuczka kel dor'a - okazało się, niestety, że nie i musiałem kombinować, jak ratować duszącego się GMC'a.

Xeloss pisze:
To niech Encu przy okazji opowie, o czym w autobusie spiskowaliśmy.

Spiskowaliśmy na temat wzięcia władzy we własne ręce - zorganizowaniu sobie porządnego statku, bandy niszczycielskich droidów i poeksplorowaniu nieco settingu. Po co nam taki spiskowy plan? Oczywiście, by przejąć nieco władzy w swoje ręce, by dać bohaterom motywację do dalszego działania. Mimo, iż po części zgadzam się ze zdaniem duce, że eksploracja świata i improwizowane wątki ssą, wolę chyba je, niż przemyślany railroad.

Podsumowując - czego mi brakuje na sesji:
- Wpływu na fabułę sesji
- Motywacji dla postaci (ale takiej wymagającej wyborów)
 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

pn maja 29, 2006 12:19 pm

ShadEnc pisze:
Deckard - prawda jest taka, że nie korzystasz z mechaniki - Twoje d20 prawie w niczym nie różnią się od Fuzion'a (rzut kością + wartość vs ST to chyba wszystko, co stosujemy na sesji).

Plus jeszcze force-skille, oraz dopałki z atutów i działań. Natomiast po Krakonie`06 i kilku próbach tutaj jasno się przekonałem do porzucenia szczegółowych zasad walki. Rozwalają klimat, są przydługie, doprowadzają do równie duzej liczby incydentów na lini Gracze-MG. Nie dają więcej +, za to niosą masę -.
ShadEnc pisze:
Na moje oko żadnego wyboru w tej scenie nie było

W tej konkretnej pozostawała jeszcze kwestia stosunku tubylców do Was. Gdybyś nie zdetonował bomby przy przywódcy... Najpewniej stanęlibyście przed Wyborem, po czyjej stronie stanąć w walce - żądnych krwi milicjantów z Michi... kolonii, albo chcących paktować tubylców. Dobra scena dla Klasshta i Hatara. Z drugiej strony wyobraziwszy sobie sytuację, gdy drużyna/część drużyny powraca w rozpaczliwej pogoni do kolonii doszedłem do wniosku, iż dostałbym burę za railroad (pamiętacie komunikaty z kolonii)?
ShadEnc pisze:
Dokładnie. Zanran jakoś nie żywi specjalnie ciepłych uczuć względem swojego mentora, zresztą nie interesują go poszukiwania zaginionych naukowców - chce raczej zdobyć fundusze na własne badania i zrobić kilka innych rzeczy(...) [i dalej] (...)Pustawa scena jak dla mnie. Nie znałem Sylvna, nie wiedziałem o czym mówi, niewiele mnie interesowało co ma do powiedzenia. Ogólnie, jako ratunek przed podziałem ekipy była dobrym posunięciem. Mimo to zawiodłem się na informacjach, które Sylvn miał do przekazania.

I tu jest pies pogrzebany - nie znam Twoich priorytetów, nie wiem, co chciałbyś robić. Napisz nieco więcej - choć idea zarobków na badania jest ok. (A na usprawiedliwienie dodam, iż miałem coś dostać od Ciebie o Zanranie - liczyłem, że tam znajdę nowe wątki, a tu buuuu :razz: ).
ShadEnc pisze:
Tą scenę uważam za najgorszą podczas całej sesji. Dym papierosowy niszczący filtr? Na moje oko (oko zarówno gracza, jak i postaci) była to kolejna sztuczka kel dor'a - okazało się, niestety, że nie i musiałem kombinować, jak ratować duszącego się GMC'a.

Wróć - Padł filtr, a potem zaczął przepuszczać powietrze i dym - równie zabójcze dla kel dora.
ShadEnc pisze:
Mimo, iż po części zgadzam się ze zdaniem duce, że eksploracja świata i improwizowane wątki ssą, wolę chyba je, niż przemyślany railroad

Zaraz, zaraz - to w końcu stawiasz na wątki/plany własnej produkcji a dotyczace postaci (które będę mógł wprowadzić do gry), czy na wolną rękę? Wg mnie opcja pierwsza jest o niebo lepsza, niż druga.

Scena w puszczy - spryciarzu. Na pewno wyszedłbyś bez droida, a aby sprostać mu wg zasad, musiałbym postawić 3 bestie któregoś-tam poziomu, co znowu byłoby odebrane jako niepotrzebny assasinate Twojej postaci. Którą, podkreślam, zacząłeś się dobrze bawić i jej zatłuczenie tuż potem wydawałoby się uzasadnione realiami, ale nie samą grą (pewnie nawet padłby taki komentarz). :razz:
 
Anonim_1

pn maja 29, 2006 1:07 pm

Deckard pisze:
Nie dają więcej +, za to niosą masę -.

Zgadzam się w dużej mierze.

Deckard pisze:
Najpewniej stanęlibyście przed Wyborem, po czyjej stronie stanąć w walce - żądnych krwi milicjantów z Michi...

A nie było tak, że tubylcy już się zbierali, żeby nas lać? Przynajmniej takie odniosłem wrażenie podczas sesji i dlatego zdetonowałem mausa.

Deckard pisze:
I tu jest pies pogrzebany - nie znam Twoich priorytetów, nie wiem, co chciałbyś robić.

Hmmm... przyjąłem za domyślne, że moje priorytety na tą chwilę muszą ustąpić integracji z drużyną - dlatego ponad wszystko prosiłbym o wbicie mnie w ekipę (marzenia Zanrana postaram się w najbliższym czasie rozpisać). Zaznaczam, że na pewno nie będę chciał ratować wysokolevelowego nauczyciela, który powinien sam sobie lepiej radzić ;)

Deckard pisze:
Wróć - Padł filtr,

No właśnie - padł z niewiadomego powodu.

Deckard pisze:
Zaraz, zaraz - to w końcu stawiasz na wątki/plany własnej produkcji a dotyczace postaci (które będę mógł wprowadzić do gry), czy na wolną rękę?

Stawiam na scenariusze, w których postać będzie mogła robić coś z nią związanego, ale przede wszystkim skonstruowane przez Ciebie, zawierające jakieś fajne punkty zwrotne, czyli Wybory.

Deckard pisze:
Na pewno wyszedłbyś bez droida

Przecież nie pozwoliłbyś droidowi takiej konstrukcji wejść na kadłub takiego statku, jakim lecieliśmy. Innymi słowy - tak, wyszedłbym bez droida.
A na widok krwiożerczych bestii sp... uciekałbym do środka :P
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

pn maja 29, 2006 1:41 pm

ShadEnc pisze:
Deckard pisze:
Nie dają więcej +, za to niosą masę -.
Zgadzam się w dużej mierze.
Encu pisze:
twierdzenie, że mechanika jest w akcji jest trochu pustawe.


Encu +1.
Gdybyśmy wszyscy dobrze znali mechnikę to pewnie zastosowanie jej podczas sesji w pełnym wymiarze nie nastręczałoby takich problemów. Nie ma nic bardziej rozwalającego nastrój niż szukanie szczegółowych zasad w podręczniku w połowie gestu Jedi ["to nie są droidy, których..." czekaj, na której to stronie było?! "...szukacie" :-P]. Generalnie ja bym tę kwestię przeniósł na graczy - to oni chcą korzystać z mechaniki i to oni powinni się na niej znać, żeby w odpowiednim momencie mogli powiedzieć MG jak działa bantha rush itp ;-)

Encu pisze:
A nie było tak, że tubylcy już się zbierali, żeby nas lać? Przynajmniej takie odniosłem wrażenie podczas sesji i dlatego zdetonowałem mausa.


Też miałem takie wrażenie.

Deckard pisze:
I tu jest pies pogrzebany - nie znam Twoich priorytetów, nie wiem, co chciałbyś robić.


To niby do Enca, ale ja się tu wypowiem odnośnie Kotha:
Koth chce zachować statek, który przejęliśmy. Do tego potrzebuje skombinować odpowiednie dokumenty i pozbyć się trefnego ładunku. Ładunku w przestrzeni Huttów - tak jak sugerował Hatar - niech im będzie to Nar Shadda. Dokumenty zaś zdobyć na Kothlis - tam mam najlepsze znajomości, a poza tym to nieopodal Przestrzeli Huttów - nie będzie takiego niebezpieczeństwa skoków [przypominam graczom, którzy tego nie pamiętają/nie wiedzą o tym, ze ten statek nie ma działających osłon :-P]. Przy okazji zaś zobaczę co się stało temu Raszktridarowi. A rodziny będę unikał - mściwy nie jestem, ale gdyby kazali mi oddawać jakieś kredyty za landspeedera, to bym się rozeźlił :o]

W skrocie:
1] Nar Shadda
2] Kothlis
3] Poszukiwania Fortuny - statku człowieka, który wystawił mnie Federacji Handlowej

Przy trzecim musze jeszcze wymyślić jakąs motywację dla reszty druzyny - zeby chciała lecieć ze mną ;-] Może np. obiecam Craigowi współwłasność statku :o]

EDIT:
Gdzieś po drodze mozemy być zmuszeni odwiedzić mistrza Zanrana - on moze być odpowiednią osobą do naprawienia/sprawienia naszemu statkowi osłon.

A kasę na te osłony zdobędzie Hatar na Kothlis :oD

Inni gracze - sugestie?

Deckard pisze:
Wróć - Padł filtr,
No właśnie - padł z niewiadomego powodu.


Encu +1.

Deckard pisze:
kaduceusz pisze:
No to szkoda tylko, że gracze tego nie pamiętali :-P Nie zaszkodziłoby lepiej podkreślić tego w tamtym AP. Albo i nawet przed sesją przypomnieć sugestywniej
A nie dałoby Rady zrobić to samemu?


Przecież to Tobie zależało na takim a nie innym obrocie wydarzeń, nie? Mnie zależało na tym, by kel dor został, więc po co miałem przypominać? :-P

Deckard pisze:
kaduceusz pisze:
Pomysł z oddaniem Rady Jedi pamiętam. Ale to nie jest pomysł na rozmowę z autochtonami

Jest - wpływa na sytuację in/out.


Jakie znaczenie dla tybulców miało to co zrobimy z kel dorem po tym jak juz go zatrzymaliśmy? Żadne. Mieliśmy im powiedzieć, ze oddamy go pod sąd jakiejś Rady Jedi o której nawet nigdy nie słyszeli? IMHO to by niczego nie zmieniło w rokowaniach i nie dawało Klashtowi/Craigowi żadnego punktu zaczepienia.

Deckard pisze:
Pomiędzy była jeszcze scena marszu wyprawy na nowe lądowisko, gdzie zastali Cię siedzącego na kadlubie z fajką w dłoni.


Aaa, racja. Aż dziwne, ze nie zauważyłem, ze antena jest rozwalona od zewnątrz :-P

Deckard pisze:
kaduceusz pisze:
Chcą grać własną grę. Gdy przybywa mistrz Sylvn i mowi - waszą kolejną misją będzie to i to, to moga to chwycić, ale daleko na takiej przynęcie nie pociągniesz, Mistrzu Gry
To on Wam jakąś misję powierzył? Dostaliscie trochę informacji i tyle. Abyście mieli grunt pod nogami.


Nie do tego piję. Tym razem było prawie okej. Poprzednim razem było bez sensu - zjawił się Sylvn i kazal nam lecieć na AZ - ale zupełnie nie wiedziełem dlaczego :-)

Deckard pisze:
kaduceusz pisze:
Słuchaj, następnym razem zapytaj nas co chcemy robić na następnej sesji
Czytaj posty :) Zapytałem w ostatnim/przedostatnim.


Zacytuj [grin]
 
Anonim_1

pn maja 29, 2006 1:54 pm

kaduceusz pisze:
Gdzieś po drodze mozemy być zmuszeni odwiedzić mistrza Zanrana - on moze być odpowiednią osobą do naprawienia/sprawienia naszemu statkowi osłon.

Zanran jest przekonany, że ze swoim Repair +15 poradzi sobie lepiej ;)
 
Awatar użytkownika
Pudłacz
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 41
Rejestracja: pn mar 20, 2006 11:19 pm

pn maja 29, 2006 4:38 pm

Duce pisze:
Wiesz co Ci powiem? Zdarzylo mi się na ostatniej sesji raz czy dwa orzukiwać na kościach.
Łajdak! Łamie umowę społeczną! :P

Deckard pisze:
[zasady] doprowadzają do równie duzej liczby incydentów na lini Gracze-MG
Ty to chyba z luckiem grałeś ;-)

Gdybyś nie zdetonował bomby przy przywódcy... Najpewniej stanęlibyście przed Wyborem, po czyjej stronie stanąć w walce - żądnych krwi milicjantów z Michi... kolonii, albo chcących paktować tubylców

Ja bym powiedział, że jak Encu detonował bombę to już sytuacja była rozwiązana - porażka rokowań i konflikt z autochtonami.
A prędzej niż za zwalczanie policjantów, zabrałbym się za robienie sieczki z tubylców ("A victory you call it? The clon wars began has" :P)

Duce pisze:
[ilość zasad na sesjach] Generalnie ja bym tę kwestię przeniósł na graczy - to oni chcą korzystać z mechaniki i to oni powinni się na niej znać
Ja jestem za.

Deckard pisze:
Wszyscy - oczekiwania, plany i rzeczy, ktore chcecie zobaczyć w grze. Przed piątkiem.

Moja postać jako że została zwolniona z bezpośrednich obowiązków wobec Zakonu trochę straciła dotychczasową motywację.
Jednak na pewno Klassht będzie chciał pomóc Kothowi. Do tego może być jakiś wątek związany z ładunkiem który przewozimy - czy Klassht pozwoli jakimś podejrzanym przemytnikom na przewożenie nie_wiadomo_czego naszym statkiem? (dopiero niedawno takich zwalczał ;) ).
No i z chęcią dowiedziałbym się o co chodziło z tym złym sith lordem sprzed kilku sesji. Jedyne co o nim wiemy jak narazie to chyba jakaś rozmowa z naimoidianinem (pamiętam z niej tylko jakieś zdanie o "spłacaniu długów"). Liczyłem że dowiem się czegoś od Inda, ale on nic nie wiedział na ten temat. W dodatku mistrzowie jedi ograniczyli się jedynie do zjebania mnie za korzystanie z ciemnej strony mocy, ani słowa nie powiedzieli co to był za zły sith lord. Jeśli mi nie powiedzieli, to zapewne mieli jakiś powód, z chęcią bym się dowiedział jaki. Mógłby Healer zostać takim niebieskim duszkiem jak Obi Wan ;o). Albo mógłbym się czegoś o nim dowiedzieć - może to były członek Zakonu Jedi, hę?
Wątki tych dwóch postaci (Uzdrowiciela i Mrocznego Lorda) jak narazie najbardziej mnie pociągają.
 
Awatar użytkownika
Xeloss
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 279
Rejestracja: czw kwie 29, 2004 3:34 pm

pn maja 29, 2006 6:23 pm

kaduceusz pisze:
W skrocie:
1] Nar Shadda
2] Kothlis
3] Poszukiwania Fortuny - statku człowieka, który wystawił mnie Federacji Handlowej

Przy trzecim musze jeszcze wymyślić jakąs motywację dla reszty druzyny - zeby chciała lecieć ze mną ;-] Może np. obiecam Craigowi współwłasność statku :o]

EDIT:
Gdzieś po drodze mozemy być zmuszeni odwiedzić mistrza Zanrana - on moze być odpowiednią osobą do naprawienia/sprawienia naszemu statkowi osłon.

A kasę na te osłony zdobędzie Hatar na Kothlis :oD

Inni gracze - sugestie?


To ja się wtrącę. Zostańmy najemnikami, wspierającymi(za ciężką kasę of course) Republikę. Coraz więcej niepokojów, lokalnych konfliktów w galaktyce, będzie robota, nie?
Moje argumenty za:

- Mamy spory statek, tj. zarówno bazę wypadową, składowisko szmelcu który zdobędziemy po drodze, jak i po ulepszeniu niezłe wsparcie ogniowe.
- Mamy zarówno kasę teraz, jak i perspektywę jeszcze większej kasy w najbliższej przyszłości(te 20% ładunku), będą więc pieniądze na rozkręcenie przedsięwzięcia.
- Nasze postacie nie muszą się już bać zejścia po pojedynczym strzale, czy też porażki przy prostych testach.
- Mamy całe spektrum specjalistów. Co prawda ani jednego wojaka, ale...
- Wpadliśmy z Encem na pomysł, żeby orżnąć Federację Handlową na jedną "ciuchcię" pełną battledroidów i parę innych rzeczy. I tak już nas nienawidzą i ścigają.
- Na początku możemy zacząć od wynajmowania się do pomocy przy lokalnych konfilktach daleko od centrum galaktyki(Antarzentiss'er choćby), żeby potem zatrudniać się u jakichś senatorów z Coruscant. Wiadomo, że oni coś tam zawsze na boku kręcą i "firepower" by im się od czasu do czasu przydał.

A Klassht może uzasadnić swoją obecność w oddziale pilnowaniem naszego kręgosłupa moralnego...
 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

pn cze 05, 2006 4:36 pm

4.06.2006:

W rolach głównych Kaduceusz (Koth), Pudłacz (Klassht), Seji (Hatar), Xeloss (Craig).

Przebieg wydarzeń można zamknąć w kilku punktach. Oto one:

1. Przybycie na Nar Shadaa i przygody w przestrzeni,
2. Negocjacje z gangiem portowym,
3. Pogoń Klasshta i spotkanie z Jedi o imieniu Diman,
4. Interesy, czyli wizyta u hutta,
5. Przerwana transakcja Lance`a, czyli incydent z holokronem,
6. Klassht i Diman opuszczają towarzyszy, walka w magazynie,
7. Bleee (zaraz się przekonacie dlaczego).

1. Uprowadzony z Antarzentiss`eer frachtowiec dowiózł jakoś drużynę i ładunek w całości na Nar Shadaa. Pozwoliłem tutaj graczom nadrobić kilka dni lotu i poprosiłem o deklaracje tego, co ich postaci mogły dokonać. Tuż po pojawieniu się w przestrzeni okołoplanetarnej pojawiły się pierwsze problemy - w okolicy grasowała banda piratów, wyszukująca słabe i bezbronne jednostki. Jednocześnie niedaleko unosił się inny frachtowiec - jak się okazało skutecznie chroniony przez huttyjskie "układy handlowe". Drużyna stanęła przed wyborem - probować szczęścia w dolocie na księżyc, bądź przykleić się do większego kolegi i odwiedzić uboższą stację kosmiczną. Wybrali pierwszy wariant (czym mnie zaskoczyli!). Ważną sceną dla Klasshta stał się kontakt z innym użytkownikiem Mocy, który wpierw badał statki wokół stacji, później zaś z kimś prowadził rozmowę. Klassht niestety został zauważony, i to niemal dosłownie. Konsekwencje tego z pewnoscią się pojawią.

2. Przybycie do portu rozpoczęło się od poznania paskudnego stanu technicznego stacji, oraz rozłąki z Zanranem i jego droidem (co miało być oznaką zniechęcenia cereańczyka do pomysłu przybycia na stację). Jakby tego było mało - na drodze drużyny stanęła lokalna banda - bójka z Talzami mogła być nienajmilszą częścią programu. Tutaj wykazał się Seji - Hatar ze swoją wiedzą wyniesioną z portów opanował sytuację, choć reszta drużyny balansowała na cienkiej linii między neutralnoscią a prowokacją. Jeszcze chwilka i zapewne gracze stanęliby przed wyborem "tłuc, czy nie tłuc?" - na przyszły raz widzę trzeba agresywnie.

3. Tuż po rozmowie, gdy Lance udał się zdeponować ładunek, Klassht i Hatar wyczuli zagadkowe drzenie Mocy, lecz tylko Trandoshianin dostrzegł źródło zamętu. Widzac cień na tarasie powyżej ruszył za nim w pogoń - zakończoną próbą umiejętności w technicznej części stacji. Tutaj małe zaskoczenie - niemal całe wydarzenie okazało się iluzją, sprawnie wywołaną przez Bimmiankę o imieniu Diman. Klassht oblał test z siły woli i opanowania - na szczęście konsekwencją była tylko nagana. Diman wyjaśniła, iż została powiadomiona przez Mistrza Sylvna o potrzebie uzupełnienia szkolenia padawana - jak widać mistrz dobrze zna swojego ucznia.
Generalnie rozmowa niezbyt mi się udała i uważam ją za najsłabszy element sceny. Przez moment objawił się także inny, bardziej wyrachowany "Jedi" - z wymiany zdań wynikało, iż znają się z Diman dość dobrze, oraz iż Klassht nadal ma przed sobą długą drogę, skoro trafił do Bimmianki.

4. Pozostali bohaterowie tymczasem nie spuszczali Lance`a z oczu. Ten najwyraźniej miał już pojęcie o życiu na tej stacji, gdyż niemal natychmiast zażądał widzenia z lokalnym watażką - huttem Tarran`em. Doszło do rozłąki - Craig i Hatar postanowili udać się z przemytnikiem na audiencję, Koth zaś wraz z savripami pozostał przy jednym z kontenerów (drugi pozostawiono na pokładzie świeżo ochrzczonej "Zmory").
Teraz mała uwaga - WTF z zagraniem Kaduceusza? Sądziłem, iż pójdzie cała trójka, tymczasem w ten oto sposób zarżnął sobie świetny wątek fabularny. Z drugiej strony duże BE dla Xelossa i Sejiego - znów powtórzyła się sytuacja z lądowiska na Antarzentiss`eer, gdzie sesja zeszła niemal na pogranicze hardkoru <GNS: gracz vs gracz>. Pomimo uwag odniosłem wrażenie, iż Duce został wypchnięty z grupy - kryminalizuję takie zachowania od następnej sesji. Będziecie testować skille i WillSave, zamiast wzajemnie się wypychać na bandę.

Spotkanie u hutta było niemal w pełni zaimprowizowane - posłuszny, lecz niezbyt roztropny sługa wprowadził Lance`a i Bohaterów do sali, gdzie trwała zabawa wydana na cześć okropnie bogatej i dekadenckiej szlachty. Przybysze nie wywarli dobrego wrażenia, mimo to rozmowa się rozpoczęła. Lance zaprosił hutta na spotkanie, zaś Craig i Hatar przekonywali do swoich talentów przemytniczych. Tarran okazał się niebezpiecznym kontrahentem, co szybko stało się jasne po jego rozmowie z nadwornym skrybą. Do uszu bohaterów dobiegła więc informacja o kłopotach z pewnym kapitanem, który nie zdołał dowieźć ładunku (w jego miejsce starał się wcisnąć Lance), wieść o zagubieniu się jednego z frachtowców przewożacych chemikalia z/na Antarzentiss`eer (dobry wątek do pociągnięcia!), oraz ukaraniu człowieka hutta na tej planecie po tej porażce (wraz z demonstracją zbiornika bacty z ofiarą gniewu Tarrana).
Z żoładkami przy gardle bohaterowie, oraz nieco pewniejszy Lance udali się do magazynu, aby dokonać pokazu.

5. Tu zaczynają się schody, których początek znajduje się w punkcie 4 - pozostawiony samemu sobie Koth (znowu! :/), oraz próba wciagniecia na pokład drużyny. Scena została niemal w pełni zaimprowizowana - update`y niemal co kilka chwil, niestety w kilku miejscach zawaliłem.
Wpierw w magazynie pojawia się Oficer Republiki z nakazem odzyskania ładunku, ponoć podstępnie wykradzionego na innym świecie. Koth stawia mu czoło, (błąd #1: mogłem wydłużyć tą scenę i nadać znaczenia czynom Bothańczyka), lecz oto wkraczają pozostali: hutt i jego sługusi (w tym żołnierze), Lance, oraz reszta bohaterów (wciąż nie ma Zanrana). Oficer bez wahania kieruje swe żadania do Lancea i drużyny, następnie do hutta. Dyskusja nie przeszkadza w okazaniu przez przemytnika wnętrza pierwszego konteneru - prototypu nowego droida Federacji. Wkrótce potem przybywa kolejny kontener, niosący większą niespodziankę (błąd #2: update zbyt długi) - porwanych tubylców z Antarzentiss`eer i tajemnicze przedmioty znalezione wśród nich (wykorzystałem pomysł z poprzedniej sesji - tymi przedmiotami okazały się być antyczne elementy wyposażenia Jedi, w tym holokron i resztki miecza). Oczywiście holokron zwrócił uwagę wszystkich, widząc zaś to Klassht i Diman postanowili chronić Wiedzę Jedi przed zbeszczeszczeniem. Klassht przyciągnął go do siebie i wówczas martwy i bezużyteczny artefakt uaktywnił się w pełnej mocy. Fala energii przetoczyła się przez stację, wszyscy (niemalże) odczuli jej potęgę, ale i Ciemna Strona pojawiła się w sercach niektórych - hutt natychmiast zapragnął przedmiotu, również Lance nakazał savripom odzyskać go. Lufy karabinów i dwie bestie skierowały się ku Jedi.

6. Nagle uaktywnił się droid, unieruchomił Lance`a, po czym rzucił się na savripy. Koth przejął stery transportera i ruszył wpierw na jedną z tych istot, po czym skierował się na żołnierzy hutta. Jedi umknęli po krótkiej obecności, Craig i Hatar zaś próbowali odzyskać kontrolę - czyli unieszkodliwić droida, Oficera i w końcu żołnierzy. Koth wyprowadził pojazd z niewolnikami oraz pozostałościami wyposażenia i pomknął ku hangarowi "Zmory". Droid został wspólnymi siłami zniszczony, i w tym momencie karta odwróciła się od pozostałych na placu boju Craiga i Hatara. Nieudane próby ogłuszenia Oficera, atak na żołnierzy - do pełni porażki brakowało już tylko starcia z savripami (które okazaly swoją siłę w walce z żołnierzami). Pozostałych dwóch sługusów hutta szybko rozprawiło się z bohaterami, na plac boju wkroczył zaś droid bojowy Zanrana. Gdzieś w kącie savripy pomagają wyswobodzić się Lance`owi. Tyle widziały postaci Sejiego i Xelossa przed utratą przytomności.

W innym miejscu - na pokładzie statku Jedi Diman nagle ujawniła swoje odczucia Mocy - jeżeli Klassht nie zawróci, drużynie zagrozi niebezpieczeństwo. Jeżeli jednak to uczyni - losy holokronu będą niepewne. Młody padawan podjął decyzję - statek skoczył w nadprzestrzeń ku Kothlis.

7. Ta scena idzie do kosza - powód mam bardzo uzasadniony: Enc ma coś do rozegrania swoją postacią, zaś wykonanie w moim przypadku było fatalne. Nigdy, nigdy nie będę ciągnął cliff hangera (tak się to pisze?) - niech się gracze dąsają, ale ta scena to przykład, iż lepiej przerwać krok przed drzwiami, niż tuż za nimi.
Koth powraca na statek (błąd #3: zapomniałęm o wieści od Klasshta o spotkaniu na Kothlis w lokalu gorszej w części miasta), po czym staje oko w oko z dziwną istotą, która każe mu wybierać: podróż z nią na Kothlis i ocalenie jednego z członków drużyny, czy też skazanie go na śmierć. W scenie brał jeszcze udział Zanran i droid ciągnący jedno ciało do statku (Błąd #4: manewr z jednym ciałem to idiotyzm, brak grawitacji w śluzie nagle się konwalidował<uzdrowił>, zBNowanie Zanrana beznadziejne, intencje wątłe).

I tak się to skończyło...

Drobna uwaga: Przestaje mi się podobać nabijanie z innych graczy - hardkor jak się patrzy. Dwukrotnie mialo to miejsce w scenach z Pudłaczem (3 i koniec 6, gdy Klassht odlatywał), oraz dodać należy jeszcze wspomniany już incydent z Kaduceuszem (właściwie dwa incydenty - scena 2 z gangiem i scena 4 przed udaniem się do hutta). Jest to bezsensowne, wybija innych graczy z klimatu (mnie przy okazji także) i w niczym nie służy grze (za to znakomicie zaniża radochę wynoszoną z sesji). Parokrotnie dawałem znać, abyście sie uspokoili - aby po kilku chwilach powtarzać upomnienia. :) Na dziś PDki poleciały za taką zagrywkę, od przyszłego razu oprócz nich dodam coś od siebie.

PD: wpiszę niebawem.

Encu: zapoznaj się z raportem - na następnej sesji masz dwie rzeczy do dogrania.

Prolog/Epilog (zależnie jak interpretować) też dodam na dniach.
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

pn cze 05, 2006 7:48 pm

Deckard pisze:
1. Przybycie na Nar Shadaa i przygody w przestrzeni
1. Uprowadzony z Antarzentiss`eer frachtowiec dowiózł jakoś drużynę i ładunek w całości na Nar Shadaa. Pozwoliłem tutaj graczom nadrobić kilka dni lotu i poprosiłem o deklaracje tego, co ich postaci mogły dokonać.


To było zaskakujące. Szczerze powiedziawszy spodziewałem się, ze akcja rozpocznie się na Antar Zentiser i będą kłopoty raz z odlotem, dwa z brakiem osłon naszego statku transportowego. A tu od razu skok do dalszej cześci fabuy - mimo mojego początklowego zaskoczenia z nutką rozczarowania [już się chyba przyzywycziłem, ze co byśmy nie robili to coś sie pod drodze pieprzy :-] oceniam to in plus.

Opisy planet i ich okolic to moja ulubiona część grania w Star Warsy. Jak szedł ten tekst o oku patrzącym z oceanu zgnilizny? :-D

Fajna tez scena z atakiem kilku myśliwców - piratow. Tu chyba głownie dlatego, że któryś z graczy [bodaj Xelos] zasugerował, ze ten drugi statek kooperuje z piratami i chce nas wciągnąć w pułapkę - więc trzeba było wybrać czy ryzykujemy dołączenie się do niego czy nie. Fajne.

Drużyna stanęła przed wyborem - probować szczęścia w dolocie na księżyc, bądź przykleić się do większego kolegi i odwiedzić uboższą stację kosmiczną.


Hmmm, to że stacja kosmiczna jest uboższa nie było chyba do końca jasno powiedziane, ja w kazdym razie tego nie uchwyciłem. Zdziwiło mnie nieco, że Carig i Hatar [postacie Xelosa i Seji'ego] nie chcą lecieć na planetę, tka jak sugerował Zanran, ale że na stacji był jakiś watek dla Klashta [Pudłacz] a mnie było to obojętnie - to nie byłem przeciwny lotowi na stację.

Z całego punktu pierwszego najbardziej podobała mi się moja scena, w której Koth robi sobie jaja z przemytniksz, szefa savripow i próbuje wyciągnąć od niego informacje o przewożonym ładunku. Co prawda Seji i Xelos mnie wyśmiali, ale moim zdaniem to było arcyKothowe i pasujące jak ulał do przewrotnego łajdaka :-] To była moja ulubiona scena z całej sesji :-]

Zirytował mnie nieco Dozorca, ale poram okazało się, ze był agentem - takze ładnie się to komponuje. [He he he, przykład sceny, która z początku wydaje się graczom bez sesnu a potem okazuje się że była cool :o]

Deckard pisze:
2. Negocjacje z gangiem portowym,
2. Przybycie do portu rozpoczęło się od poznania paskudnego stanu technicznego stacji, oraz rozłąki z Zanranem i jego droidem (co miało być oznaką zniechęcenia cereańczyka do pomysłu przybycia na stację).


Szczerze mówiąc myślałem, ze to był słuszny manewr zamiecienia go pod dywan - ostatecznie sam to robię z powodzeniem na swoich sesjach ;o]

lokalna banda [...] Hatar ze swoją wiedzą wyniesioną z portów opanował sytuację, choć reszta drużyny balansowała na cienkiej linii między neutralnoscią a prowokacją.


He he he, teraz tak będę odgrywał Kotha - zawsze walnę zły tekst w nieodpowiednim momencie :oP

Seji ładnie to rozegrał, tak nota bene.

Deckard pisze:
3. Pogoń Klasshta i spotkanie z Jedi o imieniu Diman


Odniosłem wrażenie, ze nie było na tej sesji za dużych przestojów i czas był dobrze dzielony między graczy - to tak a propos tej sceny. Gdybym to ja grał Klashtem to bym się zirytopwał tymi pouczającymi mnie BNami, ale z tego co Pudłacz mowił to było OK. No to jak OK to OK :-)

4. Interesy, czyli wizyta u hutta,
4. Pozostali bohaterowie tymczasem nie spuszczali Lance`a z oczu. Ten najwyraźniej miał już pojęcie o życiu na tej stacji, gdyż niemal natychmiast zażądał widzenia z lokalnym watażką - huttem Tarran`em.


Wizyta u Hutta była wspaniała :-D Ja bym go tylko jeszcze troszkę podkręcił na dziwaka miłującego piękną przyrodę - ten motyw z iluzorycznym ogrodem w środku zardzewiałej stacji orbitalnej był cool!

Świetne było też splątanie Hutta z mrocznymi interesami w sektorze Barantis [faktycznie, pamiętam z opisu Barantis, ze wspominałeś coś o mrocznych sprawkach grubych oślizgłych szefów półświatka :-] i Antar-Zentiser. Bardzo mi się tez podobało, ze gdy wypłyneła kwestia Rodiańczyka, ktory oszukał Hutta zapytałęś czy chcemy być w to wplątani [Xelos i Seji dokonali nudnego acz bezpiecznego wyboru :-P].

Seji'emu i Pudłaczowi też należą się brawa za budowanie klimatu. Seji udawał Hutta, a Pudłacz odegrał cios łapą w jego doradcę :-D

Doszło do rozłąki [...] Teraz mała uwaga - WTF z zagraniem Kaduceusza? Sądziłem, iż pójdzie cała trójka


Jako że akurat wzięła mnie ochota na odgrywanie Kotha jako buńczucznego zabijaki, który zawsze coś palnie, co nie podobało się Seji'emu i Xelosowi i co dali mi odczuć :-P, postanowiłęm dać im grać scene z Huttem i samemu nie prowokować naszego wyrzucenia w przestrzeń przez złego szefa :-]

W zamian dostałem scenę z kolesiem z Republiki, która też była fajna. Plus dla Ciebie, Deckard.

Deckard pisze:
5. Przerwana transakcja Lance`a, czyli incydent z holokronem
5. [i]Tu zaczynają się schody, których początek znajduje się w punkcie 4 - pozostawiony samemu sobie Koth (znowu! :/)


Hey, jestem złym łajdakiem, przyzwyczajonym do tego, że zawet moja własna rodzina mnie zdradza ;-)

Nie licząc tego, ze można ładniej wyrazić swój sprzeciow co do mojej wizji bohatera :-P, to spychanie mojej postaci na dalszy plan aż tak bardzo mi nie przeszkadza - dopóki mam na sesji ze dwie, trzy sceny w których mogę się jakoś wykazać. [czym wpisuję się w teorię układania scenariuszy repko-madejo-majkoszów ;-] Tym razem prawie nabrałem przemytnika, pomachałem blasterem na lądowisku i rozwaliłem pojazdem szarżującego droida zmieniając losy bitwy [mo i miałem jeszcze włąsną scenę wyboru na końcu,a le o tym potem] - całkiem nieźle, powiedziałbym :-)

Oficer Republiki ([i]błąd #1: mogłem wydłużyć tą scenę i nadać znaczenia czynom Bothańczyka)


Hum, właściwie to czekałem aż ten oficer przeforsuje swoją opcję i pozwoli mi zobaczyć co takiego przewoził nasz tajemniczy przemytnik - jako bothanin lubię być o wszystkim poinformowany ;o]

Jak dla mnie ta scena była spoko.

wnętrza pierwszego konteneru - prototypu nowego droida Federacji.


Przypomina mi się błysk w oczach graczy, gdy usłyszeli słowa droid federacji :-] i to mi przywodzi inną rzecz na myśl:

Na początku, w punkcie 1, Deckard zaproponowałe by postać Zanrana zajęła się mózgiem droida bojowego [tego z pamiętnej wspaniałej sesji w sektorze Barantis*]. Zupełnie nie wiem dlaczego Xelos i Seji oponowali - co za bezsensowny ruch - zwłaszcza, ze Deckard podkreślił, ze mózg może zawierać informacje kluczowe dla odnalezienia słynnej "ciuchci z droidami". Gdyby nie to, ze mój Koth akurat probnował wykiwać przewodnika na pewno Zanran dostalby ten mózg droida w swoje łapy. To akurat przykład, ze powstrzymywanie się od metagamingu moze źle wpłynąć na sesję ;-) [choc zazwyczja wplywa pozytywnie - tym razem mimo przyzwolenia Deckarda powstrzymywałem się i działało to OK]

(błąd #2: update zbyt długi) - porwanych tubylców z Antarzentiss`eer i tajemnicze przedmioty znalezione wśród nich (


Bzdura :-P Był akuratni.

Wogóle scena konfrontacji w hangarze staje się klasyką u Deckarda ;o] Tyle, ze tym razem, w przeciwieństwie do sceny na stacji orbitalnej w sektorze Barantis, nie dość, ze widzialem co się dzieje, to jeszcze miałem szerokie pole do manewru - wybór po której stronie stoi moja postać i co zrobi po eskalacji od just talking do walki ;oD Co prawda podczas samej walki siedziałem i wertowałem album Ataku klonów szukając dla Pawła rysunku droida, ale to nie wpływa na odbiór sceny.

Co prawda jak zwykle nie skojarzyłem, ze ci durni tubylcy wiążą się z moja postacią i jej traumą z Antar Zentiser [która Deckard przeforsował - teraz już ją łyknąłem i nie śmiej się z tego wycofywać :-], ale że postanowiłem ukraść dla Klasha ten miecz świetlny to i tak jest git :-)

Oczywiście holokron zwrócił uwagę wszystkich


Prócz Pudłacza, któremu musialem szybko objaśnić co to jest ten cholerny holokron :-P

Deckard pisze:
6. Klassht i Diman opuszczają towarzyszy, walka w magazynie,
6. Nagle uaktywnił się droid, unieruchomił Lance`a, po czym rzucił się na savripy. Koth przejął stery transportera i ruszył wpierw na jedną z tych istot, po czym skierował się na żołnierzy hutta. Jedi umknęli po krótkiej obecności, Craig i Hatar zaś próbowali odzyskać kontrolę - czyli unieszkodliwić droida, Oficera i w końcu żołnierzy.


Wogole z moje perspektywy sytuacja Hatara i Craiga była bardzo ciekawa - musieli się ostro zastanowić po której stronie konfliktu chcą stanąć, a że nie doszli z tym wszystki do ładu i nie zadziałąli ostro w żadną ze stron to ostatecznie zostali pochwyceni przez Hutta - mają za swoje, trzeba było łapać co popadnie i uciekać :oP

jeżeli Klassht nie zawróci, drużynie zagrozi niebezpieczeństwo. Jeżeli jednak to uczyni - losy holokronu będą niepewne. Młody padawan podjął decyzję - statek skoczył w nadprzestrzeń ku Kothlis.


He he he, to było dobre :-D Przypominam, że nawet Qui-gon Jinn akceptował korupcję w senacie, więc zostawienie towarzyszy co do losów których nie ma się pewności - jak dla mnie jak najbardziej do lyknięcia.

Spoko - ja uratuję Hatara i Craiga :oP

Swoją drogą uśmiałbym się, gdyby i Koth zdecydował się olać Hatara i Craiga - i odmawiając propozycji na końcu skazal ich na śmierć ;-) Juz widze jak deckard mówi - "No cóż, głupia sprawa, tworzycie na następny raz nowe postacie. Dostępne rasy to droidy i autochtoni z Antar Zentiser" :oPPP

Deckard pisze:
7. Bleee [kadu: Ble znaczy - Koth decyduje się przystać na propozycję tajemniczego nieznajomego; wysyła statek z Zanranem na Kothlis a sam idzie pomóc Panu Tajemniczemu - a wszystko po to by uratowąc Craiga i Hatara]
7. [i]Ta scena idzie do kosza


To znaczy chcesz cofnąć czas i rozegrać ją jeszcze raz? IMHO była znośna.

Ja co prawda chcialem zabrać tego Tajemniczego ze sobą swoim statkiem na Kothlis, ale jak on już się uparł, zeby zostać an stacji i ratować Craiga i Hatara to niech mu będzie ;o] Przynajmniej drużyna będzie mniej rozczłonowana.

powód mam bardzo uzasadniony: Enc ma coś do rozegrania swoją postacią


No tak, zgłaszał do tego uwagi, prawda. Ale tak to jest jak się nie przychodzi na sesję :-P

Koth powraca na statek ([i]błąd #3: zapomniałęm o wieści od Klasshta o spotkaniu na Kothlis w lokalu gorszej w części miasta),


He he he, po prostu Koth jej nie odebrał z komunikatora bo nie zauważył :-P Za to odbierze ją Zanran... i nie będzie wiedział gdzie się z Klashtem spotkać :o]

(Błąd #4: manewr z jednym ciałem to idiotyzm, brak grawitacji w śluzie nagle się konwalidował<uzdrowił>, zBNowanie Zanrana beznadziejne, intencje wątłe).


No tak, to było dość dziwne, ale jako, ze nie wiedzialem o co chodzi to przyjąłem, że tak jak w przypadku Dozorcy coś się tam kroi za zasłonką MG :o] - trzeba było coś wymyślić zamiast mendolić w AP :-PPP

Proponuję by na saniach repulsorowych, które przyciągnąlo droid Zanrana był Hatar [on już się dowie na Kothlis o co chodzi z tymi savripami - w końcu nie ma ich tam tak dużo, nie? - i będzie miał pole do popisu].

Na sesji bawiłem się Nieźle, ale oceniam ją w FATEowej skali na Dobrze, bo Deckard ładnie się z nią uwinał.
 
Awatar użytkownika
Seji
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 7523
Rejestracja: czw mar 20, 2003 1:43 am

pn cze 05, 2006 9:59 pm

Wiec tak:
bylem zmeczony i niewyspany, wiec sesje odbieralem z lekkim przytlumieniem - nie bede ocenial, bo nie jestem w stanie przez ten "tlumik".

Moj najwiekszy blad: nie ogluszylem tego Republikanina, kiedy bylo trzeba. Ruszylo mnie sumienie ;) i nie moglem zdecydowac, czy lepiej miec kumpla hutta, czy wyjsc na obronce ucisnionych. Przez to wahanie dostalem w leb ;).

Co mi sie NIE podobalo:

Koth bez instynktu samozachowawczego. Drazni mnie to nie jako postac, ale jako gracza: serio, powoduje, ze w krytycznych momentach ja sie zatrzymuje w pol kroku i czekam, czy MG przywali mlotkiem. Gdybym ja prowadzil, to juz pare razy druzyna wylecialaby przez sluze. Ja rozumiem, ze lobuz, rog.... scoundrel ;), ale to zacyzna zakrawac na farse. Postacie sa o wlos od mocnego klepania (i to nas by klepano), ja negocjuje i nagle leci tekst, po ktorym BN powinien wyciagnac blaster i nas rozwalic po kolei.

Rozwala mi to zaangazownaie w gre. Serio serio. Bo scena jest powazna i nagle robi sie z tego slapstikowa komedia. Teksty poboczne - super, bomba (zwlaszcza, ze tutaj sie jakos dotarlismy i sa w odpowiednich momentach i nie przeszkadzaja) ale nie in character i to takie, ktore moga skonczyc sie dla nas tragicznie. Nie wierze, ze Koth jest samobojca (to, co pislaem poprzendio - postac degeneruje w strone jakiegos psychopaty).


Generalnie bylo to fajne interludium miedzy dwoma watkami. Szkoda tylko, ze robot-boss nie byl tym bossem do konca ;).
 
Awatar użytkownika
Xeloss
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 279
Rejestracja: czw kwie 29, 2004 3:34 pm

pn cze 05, 2006 10:22 pm

Deckard pisze:
1. Przybycie na Nar Shadaa i przygody w przestrzeni


Muszę przyznać, że elementy kosmiczne są mocnymi punktami w naszych sesjach. Z mojej perspektywy bardzo fajnie wyszły zarówno próby unikania ognia piratów tą starą krypą, jak i dylematy dotyczące tego drugiego statku.(Swoją drogą, węglowiec?! W Gwiezdnych Wojnach?!)
A na stację polecieliśmy, bo było bliżej, no i czekała tam na Klasshta zachaczka fabularna.

Deckard pisze:
2. Negocjacje z gangiem portowym,

Z perspektywy mojej postaci kicha, daliśmy się wydoić jakimś leszczom. Tym bardziej, że racjonalnie patrząc, to kolesie powinni byli dwa razy się zastanowić, nim podeszli do naszej ekipy: Trzech uzbrojonych ludzi, Bothańczyk, duży Tradoshianin i dwa Savripy, to nie jest team do którego podchodzi się ot tak i rząda kasy. Trochę poirytowała mnie ta scena.

Deckard pisze:
3. Pogoń Klasshta i spotkanie z Jedi o imieniu Diman
Mojej postaci tam nie było i niby mi nic do tego, ale jak dalej tak pójdzie, to będziemy potykać się o force userów różnych opcji. :razz:

Deckard pisze:
4. Interesy, czyli wizyta u hutta(...)
Teraz mała uwaga - WTF z zagraniem Kaduceusza? Sądziłem, iż pójdzie cała trójka, tymczasem w ten oto sposób zarżnął sobie świetny wątek fabularny. Z drugiej strony duże BE dla Xelossa i Sejiego - znów powtórzyła się sytuacja z lądowiska na Antarzentiss`eer, gdzie sesja zeszła niemal na pogranicze hardkoru <GNS: gracz vs gracz>. Pomimo uwag odniosłem wrażenie, iż Duce został wypchnięty z grupy - kryminalizuję takie zachowania od następnej sesji. Będziecie testować skille i WillSave, zamiast wzajemnie się wypychać na bandę.


Z całym szacunkiem, ale nie będę wszędzie targać ze sobą lekko psychopatycznego bothanina, który nas zabije(albo wpędzi w poważne kłopoty), tylko po to, żebyś nie czuł że ktoś został wypchnięty z grupy. Skoro tak odebrałeś zachowanie postaci mojej i Hatara, to cóż, następnym razem Craig zostanie za drzwiami albo pójdzie załatwiać swoje sprawy. Bo ryzykować rozmów z Huttem albo innym lokalnym szefem z aktualną evil'owatą wersją Kotha przy boku nie będę.
A sceny u Hutta mi się podobały, mimo że mówił głównie Hatar. Lubię robić za cień/support innej postaci pod warunkiem, że wiem co ona zamierza, i tyle.

Deckard pisze:
5. Przerwana transakcja Lance`a, czyli incydent z holokronem(...)


Gdy pojawił się oficer, zrobiło się ciekawie. Szkoda tylko, że po wejściu Hutta zrobiłeś z niego jakąś dziką groteskę. "Ja mam papier!", "Nie możesz!", "Pożałujesz!". Koleś zachowywał się jak najbardziej stereotypowy, imperialny oficer, otoczony stadem szturmowców i rozmawiający za pomocą holoprojektora. Tymczasem ty walnąłeś nam takie zachowanie u kolesia, który nie dość, że jest z jakiejś podrzędnej, republikańskiej organizacji(nie oszukujmy się) i ma ze sobą tylko dwóch skrybów(klimatami Warhammera 40.000 mi zapachniało), to jeszcze gada w ten sposób do każdego: Kotha, Savripów, Lansa, Hutta ze sporą obstawą, stojąc z nim/nimi twarzą w twarz. Z mojego punktu widzenia oficer był, jak już mówiłem, groteskowy. I ten jego glejt... Swoją drogą, nadal nie rozumiem, po co Lans pokazywał droida i niewolników/holocron przy wszystkich? Wyjątkowo głupie z jego strony, zwłaszcza, że rozpoznał w Diman Jedi. Logika wydarzeń znowu szwankowała.
A co do samej sceny, to mam pretensje do Pudłacza:( : Ja rozumiem, że Jedi działają w dziwny dla zwykłego śmiertelnika sposób, i że jego postać ma małą cierpliwość i wielki temperament, ale jakaś komunikacja z drużyną powinna być! Od tego masz ten cholerny komunikator! :evil:
Nagle holocron zaczął latać, oślepiać, ogłuszać czułych na moc, a potem zostawiłeś nas z tym całym cholernym bajzlem i dałeś nogę do windy. Nie wspominając o tym, że potem odleciałeś. Powiem szczerze, że w rpg takie zagrywki to dotychczas tylko u NPC'ów widziałem i to bynajmniej nie sprzymierzonych z drużyną. Duży minus dla twojej postaci, a niechęć Craiga do zakonu Jedi znowu wzrosła.

Deckard pisze:
6. Klassht i Diman opuszczają towarzyszy, walka w magazynie


O ich niezrozumiałej ucieczce już pisałem. Sama walka natomiast wyszła fajnie(Droid i taranowanie w wykonaiu Kotha) i dość sprawnie, poza kościaną groteską jaką odwaliliśmy z Seji'm na samym końcu. Ale cóż, taki los. Chociaż ci strażnicy wyeliminowali nas bardzo, bardzo łatwo... Hm? Anyway, motywy i działania oficera republiki nadal są dla mnie zagadką. Koleś działał, jakby sterował nim ktoś inny, ot, tyle powiem.


Deckard pisze:
Drobna uwaga: Przestaje mi się podobać nabijanie z innych graczy - hardkor jak się patrzy. Dwukrotnie mialo to miejsce w scenach z Pudłaczem (3 i koniec 6, gdy Klassht odlatywał), oraz dodać należy jeszcze wspomniany już incydent z Kaduceuszem (właściwie dwa incydenty - scena 2 z gangiem i scena 4 przed udaniem się do hutta). Jest to bezsensowne, wybija innych graczy z klimatu (mnie przy okazji także) i w niczym nie służy grze (za to znakomicie zaniża radochę wynoszoną z sesji). Parokrotnie dawałem znać, abyście sie uspokoili - aby po kilku chwilach powtarzać upomnienia. :) Na dziś PDki poleciały za taką zagrywkę, od przyszłego razu oprócz nich dodam coś od siebie.


Dobra, przyjąłem i postaram się stosować. Chociaż nie pamiętam, swoją drogą, co takiego zrobiliśmy Kothowi w scenie 4.
A moje zachowanie było prawdopodobnie wywołane też irytacją na dziwne zachowania innych graczy i brak logiki w niektórych scenach...

Seji pisze:
Moj najwiekszy blad: nie ogluszylem tego Republikanina, kiedy bylo trzeba. Ruszylo mnie sumienie i nie moglem zdecydowac, czy lepiej miec kumpla hutta, czy wyjsc na obronce ucisnionych. Przez to wahanie dostalem w leb


Ja z kolei miotałem się pomiędzy resztkami wierności Republice i Firmie, a chęcia wyjścia z całej sytuacji z zyskiem. Skończyliśmy podobnie, bo mieliśy generalnie podobne dylematy. Coś będzie trzeba z tym zrobić...

Seji pisze:
Koth bez instynktu samozachowawczego. Drazni mnie to nie jako postac, ale jako gracza: serio, powoduje, ze w krytycznych momentach ja sie zatrzymuje w pol kroku i czekam, czy MG przywali mlotkiem. Gdybym ja prowadzil, to juz pare razy druzyna wylecialaby przez sluze. Ja rozumiem, ze lobuz, rog.... scoundrel , ale to zacyzna zakrawac na farse. Postacie sa o wlos od mocnego klepania (i to nas by klepano), ja negocjuje i nagle leci tekst, po ktorym BN powinien wyciagnac blaster i nas rozwalic po kolei.

Rozwala mi to zaangazownaie w gre. Serio serio. Bo scena jest powazna i nagle robi sie z tego slapstikowa komedia. Teksty poboczne - super, bomba (zwlaszcza, ze tutaj sie jakos dotarlismy i sa w odpowiednich momentach i nie przeszkadzaja) ale nie in character i to takie, ktore moga skonczyc sie dla nas tragicznie. Nie wierze, ze Koth jest samobojca (to, co pislaem poprzendio - postac degeneruje w strone jakiegos psychopaty).


Podpisuję się pod powyższym obiema rękami.
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

pn cze 05, 2006 11:05 pm

Seji pisze:
bylem zmeczony i niewyspany, wiec sesje odbieralem z lekkim przytlumieniem - nie bede ocenial, bo nie jestem w stanie przez ten "tlumik".


Blah. Ile razy można się wymigiwać od oceny? :-P

Seji pisze:
Koth bez instynktu samozachowawczego.


Jestem skłonny to utemperować, ale nie na zasadzie "niech ktoś go zastrzeli". Co za problem odegrac to jako scenę w grze - Hatar przygina Kotha do muru i tłumaczy mu, ze jak tak dalej pójdzie to wszyscy zginą.

Poza tym Koth to ryzykant, panikarz i impulsywny bothanin. Spodziewasz się, że będę nim siedzial cicho? :-P

Na kilku poprzednich sesjach grałem bothaninem niemal jak BNem - uaktywniałem się tylko w scenach paniki :-> Znudziło mnie to i własnie walczę sobie o miejsce pośrod bohaterów - jeżeli to ma być podżegacz żebym miał jakieś pole na scenie, to niech to będzie podżegacz i krzykacz.

Mnie tam bawi wywoływanie konfliktów Kothem, ale jeżeli was nie, to chyba znow będę go musial poddać transformacji. Swoją drogą przypomina mi to bohatera opowiadania Marcina Mortki z jednego z MiMów - tego, który w trakcie sesji stale zmienial imię :-)

Postacie sa o wlos od mocnego klepania (i to nas by klepano), ja negocjuje i nagle leci tekst, po ktorym BN powinien wyciagnac blaster i nas rozwalic po kolei.


Hmm, jak słusznie zwrócił uwagę Xeloss mieliśmy ze sobą spluwy i dwóch savripów. Nie wiem kto by tu kogo klepał.

A powiedz mi, czy bylismy bliscy ostrego klepania w scenie z przemytnikiem na statku? Szczerze mowiąc nie wiem co Wam się tak niepodobało kiedy próbowałem sobie z niego bezinteresownie zakpić.

Rozwala mi to zaangazownaie w gre. Serio serio. Bo scena jest powazna i nagle robi sie z tego slapstikowa komedia.


IMHO rpg z definicji balansuje na granicy kiczu i nie ma co jojczyc na zbyt przerysowane postacie. Jeżeli to przeszkadza no to mamy kłopot, bo mnie akurat takie sceny i odzywki bawią. Spróbuję podtemperować zachowanie Kotha, ale strzelania do roznych osob bez ostrzeżenia się nie wyrzeknę. W końcu Han shot first :-P

EDIT:
Xeloss pisze:
Gdy pojawił się oficer, zrobiło się ciekawie. Szkoda tylko, że po wejściu Hutta zrobiłeś z niego jakąś dziką groteskę.[...] Z mojego punktu widzenia oficer był, jak już mówiłem, groteskowy. I ten jego glejt...


Tak to już jest, kiedy w drużynie jest 3 MG danego systemu, z których każdy ma inną wizję :-) [Enc, Xel, Deck] Ja tam SW nigdy nie prowadziłem, książek nie czytałem i dla mnie nic dziwnego w tej scenie nie było. Co więcej - patrząc na ilość BNow uczestniczących w konfrontacji akcja szła nadzwyczaj szybko i dynamicznie, a deckard trzymal wszystko w łapie i nie gubil się. A to, ze BN zadziałał w sposob iście ryzykancki? Blah, co to tylko BG to wolno? Sam bym tak zrobił na jego miejscu. Pewnie miał wysoki poziom ;o]
 
Awatar użytkownika
Pudłacz
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 41
Rejestracja: pn mar 20, 2006 11:19 pm

pn cze 05, 2006 11:34 pm

Z tego co widzę to mi podobało się najbardziej. Było dużo akcji i dużo typowo starwarsowcyh klimatów. Sesja może trochę przypominała pobyt na stacji kosmicznej w sektorze Barantis, bodajże 4 sesje temu, ale w o niebo lepszym wykonaniu.

Przyznam że na początku nieco się nudziłem i już zaczynałem się obawiać że cała sesja taka będzie. Niesłusznie. Przed lądowaniem miałem fajny motyw z zasłyszaną telepatyczną rozmową oraz scenę ze stojącym w odległym oknie użytkownikiem mocy. Następnie już na stacji, spotkanie Diman. Swoją drogą ci BNi z zakonu jedi wychodzą znakomicie. Master Yui była bardzo fajna i Diman też jest interesującą postacią. W dodatku ciekawa rasa :-] Scena wyszła nieźle. Btw jakiej rasy był ten jej znajomy "jedi" bo jakoś mi to umknęło?
A ze wszystkich spotykanych jedi chyba najgorzej wypada jak narazie mistrz Sylvn (ale to może dlatego że jest moim mistrzem :P).

Deckard pisze:
Spotkanie u hutta było niemal w pełni zaimprowizowane

W takim razie gratulacje dla Ciebie! Scena u hutta wyszła doskonale i pomimo, że mnie tam nie było bawiłem się wyśmienicie. Brakowało mi tylko wspomnianego rozpłaszczenia sługi hutta na ścianie, w związku z tym że przekazał nieciekawe informacje :) Generalnie było dużo zabawy, jeden z najlepszych momentów sesji.

Wpierw w magazynie pojawia się Oficer Republiki z nakazem odzyskania ładunku, ponoć podstępnie wykradzionego na innym świecie

To było fajne bo tak naprawdę to nie wiedzieliśmy z Kothem co jest w środku i nie byliśmy pewni czy możemy to pokazać. Wyszło spoko :-)

Nigdy, nigdy nie będę ciągnął cliff hangera (tak się to pisze?) - niech się gracze dąsają, ale ta scena to przykład, iż lepiej przerwać krok przed drzwiami, niż tuż za nimi.

Seji mówił Ci że to dobry moment żeby zakończyć ale ty chciałeś to pociągnąć. Choć osobiście uważam że ta scena była jak najbardziej dobra na koniec.

kaduceusz pisze:
Prócz Pudłacza, któremu musialem szybko objaśnić co to jest ten cholerny holokron :-P

Bo ja nie czytam expanded universe :P Swoją drogą twoje wytłumaczenie, a już zwłaszcza stwierdzenie Xelossa że holokron "to coś takiego, co każdy sith i każdy jedi chce mieć" nieco wpłynęło na moją decyzję o natychmiastowym zabraniu holokronu.


Xeloss pisze:
DEckard pisze:
3. Pogoń Klasshta i spotkanie z Jedi o imieniu Diman
Mojej postaci tam nie było i niby mi nic do tego, ale jak dalej tak pójdzie, to będziemy potykać się o force userów różnych opcji. Razz

No i dobrze, bo przewijający się force userzy to najlepsze motywy w sesjach Deckarda :-)

Xeloss pisze:
A co do samej sceny, to mam pretensje do Pudłacza:( : Ja rozumiem, że Jedi działają w dziwny dla zwykłego śmiertelnika sposób, i że jego postać ma małą cierpliwość i wielki temperament, ale jakaś komunikacja z drużyną powinna być! Od tego masz ten cholerny komunikator! Evil or Very Mad

A twoim zdaniem powiniennem się nagle zapytać czy mogę sobie wziąść holokron? :P Wolałem działać i swoją drogą wyszło z tego bardzo fajne przejęcie kontroli przez gracza.

Nie wspominając o tym, że potem odleciałeś. Powiem szczerze, że w rpg takie zagrywki to dotychczas tylko u NPC'ów widziałem i to bynajmniej nie sprzymierzonych z drużyną. Duży minus dla twojej postaci, a niechęć Craiga do zakonu Jedi znowu wzrosła.

Nie rozumiem twojego sprzeciwu. Jako że jestem jedi to moje zachowanie było IMO bez zarzutu. Miałem do wyboru albo zaryzykować posiadanie holokronu (wrażenie ryzyka podkreślała dodatkowo Diman mówiąć że zły force adept na pewno gdzieś się czai, więć mogłem się spodziewać że holokron wpdanie w jego ręce jeśli wrócę na stację) albo wasze zdrowie. Biorąc pod uwagę że:
1. Yoda mówił Luke'owi w Episode V że za bardzo przywiązany jest do swoich przyjaciół, skacząc w nadprzestrzeń podjąłem tym razem słuszną jedi'owską decyzję,
2. Przepowiadanie przyszłości przez jedi jest niejasne i zawsze może ulec zmianie, więc odlatując ryzykowałem mniej niż jeśli bym został.
Przyznam, że było w tym trochę metagamingu, bo jako gracz wiedziałem że Koth już prawie dał radę uciec, a to Hatar z Cragiem mają największe tarapaty, ale nie znaczy to wcale że gdyby było na odwrót moja decyzja musiałaby być inna.
Zresztą pozostali gracze nie czynią mi zarzutu z mojej ucieczki, gadałem nawet po sesji z Sejim, mówił (co prawda nieco z przymrużeniem oka) że "wreszcie zacząłem się zachowywać jak normalny jedi" i że to Deckard będzie miał największy problem z tego tytułu że nasza drużyna znowu się podzieliła.


Całość sesji oceniam na Znakomicie [6/7]. Zabawy było co nie miara, fajne były motywy z napotkanymi force userami, było kilka wyborów, a pałac hutta to istne starwarsowe cudo :-) Nie ma to jak zagrać w coś co już się widziało w filmie : o) Do tego walka była rozegrana we wzorcowy sposób.

To tyle z mojej strony.
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

pn cze 05, 2006 11:41 pm

Pudłacz pisze:
Xeloss pisze:
A co do samej sceny, to mam pretensje do Pudłacza:( : Ja rozumiem, że Jedi działają w dziwny dla zwykłego śmiertelnika sposób, i że jego postać ma małą cierpliwość i wielki temperament, ale jakaś komunikacja z drużyną powinna być! Od tego masz ten cholerny komunikator! Evil or Very Mad

A twoim zdaniem powiniennem się nagle zapytać czy mogę sobie wziąść holokron? :P Wolałem działać i swoją drogą wyszło z tego bardzo fajne przejęcie kontroli przez gracza.


Z mojego punktu widzenia jesteś, Xeloss, niekonsekwentny. Jedi pytający się swoich towarzyszy [jakichś bandziorów i zdegradowanego oficera republiki] czy może podkraść holokron? To jakiś absurd. Jedi mają się w cenie. "Seems like we've picked up another pathetic life form."

EDIT:
A poza tym chciałbym poznać opinię Deckarda na temat nowego, lepszego Kotha :oP
 
Awatar użytkownika
Xeloss
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 279
Rejestracja: czw kwie 29, 2004 3:34 pm

wt cze 06, 2006 1:01 am

Nadinterpretujecie mnie. Chodziło mi o to, że mógł nas ostrzec, co zamierza zrobić. Przez komlink.
A nie: Holocron w łapę i w długą! A wy tu się bawcie z droidem, savripami, huttem, jego obstawą i republikańskim oficerem.

Pal licho to, że odleciałeś,(niech będzie, że bałeś się tego mrocznego), ale zostawiać nas w tej sali to już nie musiałeś. Nie muszę chyba tłumaczyć, jak 2 jedi zmieniłoby stosunek sił...
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

wt cze 06, 2006 1:09 am

Xeloss pisze:
Przez komlink.


Co to jest ten diabelny komlink? :-) Myślalem, ze to dziala tylko na statku :-P

A nie: Holocron w łapę i w długą! A wy tu się bawcie z droidem, savripami, huttem, jego obstawą i republikańskim oficerem.


W sumie ja też mogłem wrócić, ale myślalem, ze droid Enca wszystko załatwi ;-)

A poza tym ostatecznie i tak wracam :-]
 
Awatar użytkownika
Xeloss
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 279
Rejestracja: czw kwie 29, 2004 3:34 pm

wt cze 06, 2006 1:10 am

Komlink to ta starwarsowa komórka, którą każdy ma, pamiętasz jeszcze? :razz:
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

wt cze 06, 2006 3:14 am

Xeloss pisze:
Komlink to ta starwarsowa komórka, którą każdy ma, pamiętasz jeszcze? :razz:


Nie pamietam tego z filmów :-P
 
Awatar użytkownika
Seji
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 7523
Rejestracja: czw mar 20, 2003 1:43 am

wt cze 06, 2006 6:44 am

kaduceusz pisze:
IMHO rpg z definicji balansuje na granicy kiczu i nie ma co jojczyc na zbyt przerysowane postacie. Jeżeli to przeszkadza no to mamy kłopot, bo mnie akurat takie sceny i odzywki bawią. Spróbuję podtemperować zachowanie Kotha, ale strzelania do roznych osob bez ostrzeżenia się nie wyrzeknę. W końcu Han shot first :-P

Kicz jak kicz, ja nie mam nic przeciwko. Ale to zaczyna powoli wpadac w schemat: zly tekst w zlym momencie. Zlosliwosci, zgryzliwosc, cynizm - bomba. Ale nie ponad wszystko, zawsze i wszedzie. To mi po rpostu nie zawze pasuje, a czasem jest zupelnie od czapy.

A jak Hatar wezmie Kotha pod sciane, to Jedi mu wklepie ;). A serio, jak mowilem, wkurza mnie to jako gracza i nie chcialbym rpzenosic tego na postac. To mi rpzeszkadza w zabawie.
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

wt cze 06, 2006 6:55 am

Seji pisze:
Zlosliwosci, zgryzliwosc, cynizm - bomba. Ale nie ponad wszystko, zawsze i wszedzie.


Hmmm, no może faktycznie, trochę przesadzam.
 
Awatar użytkownika
Xeloss
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 279
Rejestracja: czw kwie 29, 2004 3:34 pm

wt cze 06, 2006 1:22 pm

kaduceusz pisze:
Xeloss pisze:
Komlink to ta starwarsowa komórka, którą każdy ma, pamiętasz jeszcze? :razz:


Nie pamietam tego z filmów :-P


Scena w zgniataczu śmieci z "Nowej Nadzieji"? :razz:
 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

śr cze 07, 2006 12:08 am

Po kolei:
kaduceusz pisze:
Co prawda jak zwykle nie skojarzyłem, ze ci durni tubylcy wiążą się z moja postacią i jej traumą z Antar Zentiser [która Deckard przeforsował - teraz już ją łyknąłem i nie śmiej się z tego wycofywać :-], ale że postanowiłem ukraść dla Klasha ten miecz świetlny to i tak jest git

Nawet nie śmiałbym - ten wątek czeka w uśpieniu.
Xeloss pisze:
A sceny u Hutta mi się podobały, mimo że mówił głównie Hatar. Lubię robić za cień/support innej postaci pod warunkiem, że wiem co ona zamierza, i tyle.

OK - zanotowane. :)
Xeloss pisze:
Swoją drogą, nadal nie rozumiem, po co Lans pokazywał droida i niewolników/holocron przy wszystkich? Wyjątkowo głupie z jego strony, zwłaszcza, że rozpoznał w Diman Jedi. Logika wydarzeń znowu szwankowała

Tutaj dodam coś na swoją obronę - to jest Hutt Space. Jedi nie protestują, gdy niewolnicy są katowani na ich oczach, zaś dowódcy ochrony ksieżniczek nie chcą odwiedzać peryferyjnych planet (co dopiero mówić o Nar Shadaa) nawet z dwoma Jedi. Jedi nie zaryzykowaliby także otwartego konfliktu z właścicielem przedmiotu - a za takiego w chwili przybycia Klasshta i Diman podawał się hutt.
Xeloss pisze:
Chociaż ci strażnicy wyeliminowali nas bardzo, bardzo łatwo... Hm? Anyway, motywy i działania oficera republiki nadal są dla mnie zagadką. Koleś działał, jakby sterował nim ktoś inny, ot, tyle powiem.

Kości były na stole - i to one plus Wasze deklaracje rozegrały tą scenę (oraz mechanika) - atak żołnierzy, blok i kontra z Twojej strony, AoO za brak atutu, Reflex Save na 1, 18 żołnierza(Ty), atak żołnierza, Inicjatywa jego i Hatara, żołnierz trafia zanim Hatar uzywa Force Strike, rzut na Reflex, 2, żołnierz 18 (ale fart!), przy stun batonie na DC20 nawet nie chciałem testować.
A co do oficera - moja słodka tajemnica. :)
Pudłacz pisze:
Btw jakiej rasy był ten jej znajomy "jedi" bo jakoś mi to umknęło?

Nie umknęło - nie powiedziałem. Nie znasz.
kaduceusz pisze:
A poza tym chciałbym poznać opinię Deckarda na temat nowego, lepszego Kotha

Przechodzimy do meritum:

Ostatnia sesja udowodniła, iż zarzewiem niektórych sporów jest kwestia odgrywania Kotha i reakcji nań Sejiego i Xelossa. Z mojej strony chciałbym wskazać, iż jak najbardziej akceptuję jako JEDNOSTKA nową twarz łotra. Lecz jako MG - proponuję poniższe rozwiązanie:
Kaduceuszu - nie chodzi o temperowanie, ale odrobinę zdrowego rozsądku. Bothanie potrafią dociąć, wyśmiać innych, ale mają jeszcze jedną cechę, która jest tutaj chyba jak najbardziej przydatna - umieją manipulować innymi. Prosiłbym o więcej odgrywania tego typu scen, w miejsce kilku odzywek – zamiast docinków zagrażających drużynie może jakiś sabotaż w zespole oponenta? Kłamstwo? Przyjazna rada do uszka?

Odrobina konfliktów w drużynie jeszcze nikomu nie zaszkodziła, lecz na przyszłość będziemy je minimalizować w następujący sposób – wpierw odegranie dialogu między postaciami, jeżeli argumentacja nie trafia i spór istnieje dalej, test. Wynik rzutu będzie decydujący, choćby nawet nie podobało się to graczowi – mechanika powinna pomagać rozwiązywać konflikty, gracz podporządkowywać wynikom.

PD: Wprowadzam innowację - oprócz standardowego przyznawania przez MG każdy z obecnych otrzymuje pewną pulę, którą może wydać (nie musi) na pozostałe postaci obecne w czasie sesji. Pula ta jest jednorazowa (żadnego zapisywania, przekładania na inne sesje). Podstawową jednostką jest 50 (potem 100, 150 itp). Uznajcie, kto na co zasługiwał.
Jeżeli chcecie, poślijcie mi propozycje na PW/GG. Podsumuję, opublikuję ostateczne noty, zaś Wasz wybór pozostanie anonimowy. :)

Craig: 600 (6950) - do podziału: 200,
Koth: 600 (7400) - do podziału: 200,
Hatar: 700 (6400 - przyspieszyłem awans, aby nie tracić potem czasu - miałeś 5700, ale byłem pewien, że odrobisz) - do podziału: 300,
Klassht: 600 (7250) - do podziału: 150.

Prolog następnej sesji - niedługo.
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

śr cze 07, 2006 12:21 am

Deckard pisze:
Bothanie [...] potrafią dociąć, wyśmiać innych, ale mają jeszcze jedną cechę, która jest tutaj chyba jak najbardziej przydatna - umieją manipulować innymi.


OK [evil]

Deckard pisze:
Koth: 600 (7400) - do podziału: 200


Ja daję 150 Klashtowi ["Niemowa!"] i 50 Hatarowi [za dzieła sztuki ;-]. [plus obaj za hutta] Od następnej sesji będe chyba musiał notować sobie co mi się podobało u poszczególnych graczy :-)

[prolog do następnej sesji]

Kurde, świetny pomysł! :-)
 
Awatar użytkownika
Xeloss
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 279
Rejestracja: czw kwie 29, 2004 3:34 pm

śr cze 07, 2006 9:24 pm

Daję po setce Kothowi i Hatarowi.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość