Zrodzony z fantastyki

  • 1
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 31
 
Awatar użytkownika
Var Kezeel
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 140
Rejestracja: pt lis 26, 2004 11:07 pm

pt paź 20, 2006 10:20 pm

Soze

-Elfie, nie unoś się tak, bo ci żyłka pęknie, a szkoda by marnować 130 lat edukacji. Wybacz, że służę radą, ale widziałem bardzo wielu ludzi uważających się za tęgie umysły, jednocześnie nie wpadali na dosyć oczywiste rozwiązania pewnych niedostrzeżonych problemów. Słowem nie napomknąłem o twoich umiejętnościach.-na twarz Sozego wpełzł nieprzyjemny uśmieszek.
-Sądzę, że dość już o tym. W innych warunkach bardzo chętnie podysputowałbym dłużej, ale czas nagli, a nie jest tu bezpiecznie.-

Soze rozluźnił się, minął elfa i wyszedł na świeże powietrze. Zakuło go w nozdrza gdy wziął głęboki wdech. Nie było to nieprzyjemne. Chłód orzeźwiał...
 
Awatar użytkownika
Tomeg
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 232
Rejestracja: ndz lip 23, 2006 12:32 pm

sob paź 21, 2006 8:12 am

Quarion Galanodel

Elf bał się polecieć. Wszystko zależało teraz od zaufania. Długo się wahał, lecz w końcu zgodził się.

- Mogę polecieć tylko po porządnym śniadaniu.- uśmiechnął się.

Elf porozciągał się trochę, czekając na śniadanie. Nie był za dobry w gotowaniu.
 
Alek
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 342
Rejestracja: czw kwie 15, 2004 4:23 pm

sob paź 21, 2006 9:26 am

Urgh

-A... A Urgh też móc polecieć? Bo Urgh ćwiczył skoki i teraz może tak daleko skakać, że by zwiedził całą okolicę w krótkim czasie i przy okazji zapewnił coś do jedzenia!
Po wypowiedzeniu tych słów Urgh zaczął się przeciągać i przeszukał kieszenie. Coś zadzwoniło, po czym rozległo się chrząknięcie.
-Urgh może polecieć, zdzielić kilku orków i przynieść wam ich żeby magicy ożywili i się spytali co tam trzeba. Urgh ma też nadzieję znaleźć "Łosia".
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

sob paź 21, 2006 9:20 pm

Nathaniel

Nim Soze zdążył go minąć, elf szepnął pod nosem - Zapomniałeś, że nie jestem słabym człowiekiem. - Jednak zrobił to tak cicho, że postronny uznałby to za zwykły oddech. Wiedział, że chodzący po drzewach jest wrażliwy na tym punkcie

Kiedy przyszedł czas Nathaniel zwrócił się do barbarzyńcy. - Niestety Urghu, jesteś potrzebny nam tutaj, na ziemi. - Tak naprawdę wiedział, że wysłanie półorka na zwiad skończy się jego śmiercią, kiedy rzuci się na pierwszy wrogo patrol.

Pozostał Quarion. Podał mu kawałek chleba, który ostał mu się jeszcze z Silverymoon, poczekał aż ten zje i rzekł - A więc dobrze nie ruszaj się - Teraz wyjął swoją różdżkę i wypowiadając pojedyncze słowo rzucił na łucznika zaklęcie. Ten natychmiast uniósł się lekko nad ziemię. Już chciał wyruszyć kiedy Nathaniel zawołał - Poczekaj! Jeśli tak polecisz naszpikują Cię jak poduszkę. Pozwól, że ukryję Cię przed wzrokiem naszych wrogów. - Następnie zaczął inkantację zaklęcia. Była to prosta formułka i już po chwili Quarion rozmazał, a sekundę później nie było widać nic. Elf powiedział do niego, a raczej w miejsce, które uważał za jego aktualny pobyt - Pamiętaj musisz się trzymać dwóch zasad: nie wolno Ci zaatakować nikogo, nawet przelatującego ptaka. Wiem, żę to kuszące strzelić do jakiegoś samotnego orka, ale musisz się powstrzymać. Jeśli tego nie zrobisz czar się rozproszy i prawdopodobnie strzały polecą do siebie chmarą. Druga sprawa to czas. Nie będziesz latać w nieskończoność. Masz około pół godziny aby tu wrócić. Później spadniesz, a wtedy marny Twój los. A teraz ruszaj, nie marnuj cennego czasu. Niech Corellon Ci sprzyja. - To mówiąc ponaglił go ruchem ręki. Miał nadzieje, że Quarionowi się uda, nie chciał mieć kolejnego członka na sumieniu. Tropiciel musiał być bardzo ostrożny, od tego zależało powodzenie ich misji.

Następnie zwrócił się do reszty - Powinniśmy tu czekać, dla własnego bezpieczeństwa. Nie oddalajcie się zbytnio. - Nie chciał im rozkazywać, nie umiał, to była bardziej prośba. Musiał dbać o ich bezpieczeństwo.
 
Awatar użytkownika
Var Kezeel
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 140
Rejestracja: pt lis 26, 2004 11:07 pm

sob paź 21, 2006 10:26 pm

Soze

Odwrócił się. Uśmiech się poszerzył.
-Nie ciągnijmy tego, magu. Sztyletów imają się wszyscy, jak zwykła mawiać pewna moja znajoma półelfka.- jego głos nie zdradzał zbyt wielu emocji. Nie brzmiało to jak groźba, raczej jak przypomnienie.
-Ale nie w smak mi droczyć się o cokolwiek i przyspażać niesnasek. Szczególnie w środku lasu, wypełnionego orkami, i od niedawna smokiem. Sojusznicy są cenniejsi od naszego poczucia godności i dumy. Tudzież estetyki-stwierdził, patrząc się na Urgha.

Usiadł, opierając się plecami o obluszczoną ścianę krypty. Wyciągnął zza pazuchy monetę i zaczął się nią bawić, obracając w palcach.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

sob paź 21, 2006 10:41 pm

Randal, Mężczyzna w zbroi po raz kolejny pochylił się nad tobą. Chwila ciszy, jaka zapadła przerwana została przez jego spokojny głos.
-Spokojnie już, jesteś bezpieczny. Nazywam się Tristan, znalazłem Cię na tym pobojowisku razem z orczymi trupami. Leż spokojnie i odpoczywaj póki możesz, niedługo stąd trzeba będzie odejść, orkowie już są blisko…-

Valkard, Wysoki mężczyzna nie zważając na ciebie zrobił kilka kroków stronę starego pnia. Z tamtąd zabrał swoją postrzępioną koszulę. Ubierając ją dopiero raczył odpowiedzieć.
-Do prawdy? A cóż to takiego strasznego tam jest?- Jego drwiący ton lekko Cię irytował, lecz nadal wiedziałeś, że człowiek ten jest odważny… Lub po prostu głupi…

Soze, Urgh, Nathaniel, Quarion wzniósł się w górę. Nie minęło kilkanaście minut a elf już wrócił.

Quarion, Uniosłeś się w górę kilka minut wznosiłeś się w górę. Widok był cudowny, gdyby nie fakt, że w lesie roi się od zielonych mógłbyś tak godzinami latać. W pewnym momencie będąc na odpowiedniej wysokości, wytężyłeś wzrok by za chwilę zauważyć gdzieś w lesie, kilkanaście mil na północ dym. Nie pojedynczy a dobywający się z kilku miejsc. Pierwsza myśl jaka naszła Ci do głowy to ogniska…
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

sob paź 21, 2006 11:05 pm

Randal Dundragon

Poznawszy imie nieznajomego Randal mówi
-A więc Tristanie powiedz mi ile mamy czasu zanim orkowie tu dotrą?-
Dowiedziawszy sie ma czas do wieczora Randal wyjmuje swoja księge zaklęć aby przygotować sie na ewentualną walke z orkami. Jednocześnie zaspokaja swój głód zjadając część swych racji. Czyniąc to spogąda od czasu do czasu na Tristana sprawdzając co robi. Tristan o dziwo przez cały czas stał w wejściu jaskini, co zdziwiło Randala.

Po niedługim czasie kończy przygotowywać zaklęcia i z trudem wstaje, aby zwrócić sie do Tristana
- Jestem gotów. Ruszajmy bo niechce powtórzyc swojego wcześniejszego błędu.-
*
 
Awatar użytkownika
Aker
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 192
Rejestracja: wt kwie 11, 2006 6:14 pm

sob paź 21, 2006 11:10 pm

Valkard

Valkard popatrzył się dziwnie na nieznajomego. Wiedział, czego sam szuka, jednak nie miał pojęcia, czego mógłby szukać ten człowiek. Chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią. Patrzył na niego. Myślał, czy powiedzieć mu o czarnoksiężniku...

-Hym. Zastanawiam się, czego taki ktoś jak ty mógłby szukać w tej dziczy. Doprawdy, powiadam ci, że orki to tylko mały szczegół. Je pokonałeś gołymi rękami. Co jednak, jeśli napotkasz... – tu nastąpiła chwila milczenia. Valkard zastanawiał się, czego ten osobnik mógłby się bać, lub chociaż poczuć respekt. W końcu wymyślił: hydra. –Co jednak, jeśli napotkasz tu wielką, siedmiogłową hydrę. Ziejącą ogniem, której głowy ciągle odrastają? Jej nie pokonasz już gołymi rękami. I właśnie teraz spadam ci z nieba. Tak się składa, że prawdopodobnie także sobie z nią sam nie poradzę. Jednak we dwóch to co innego. Oczywiście w każdej chwili będziesz mógł odejść. Sądzę, że wtedy jednak marny będzie twój los...

Valkard powiedział to z przekąsem. Wcale nie miał zamiaru zabierać tego niedołęgi ze sobą. Co jednak, jeżeli sam nie poradzi sobie z czymś gorszym niż patrol orków? Zostało jedno wyjście – podróżować z nim.

-Moje imię brzmi Valkard – waleczny i niepokonany. Nie boję się niczego. Jestem w stanie zniszczyć wszystko, nie tylko dzięki sile, ale także dzięki sprytowi. Tobie nie sprawiło trudności pokonanie bandy orków w lesie. Czego jednak tu szukasz? Czy mas jakiś cel w zabijaniu tych biedaków, które ślepo wierzą, że są niepokonane?

W tej chwili Valkard coś zrozumiał. Tan człowiek tak jak on nie bał się. Był silny, sprytny, niepokonany. Był odważny tak jak on. Odważny, lub głupi...
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

pn paź 23, 2006 4:28 pm

Randal, Wysoki wojownik, obejrzał się przez ramię, kiedy zaproponowałeś opuszczenie obozu. Spojrzał na Ciebie niepewnie, jakby nie wiedział czy sobie poradzisz z swoimi ranami. A rany w istocie nadal piekły, jednak nie tak bardzo, jak po przebudzeniu. Nie miałeś jednak zamiaru dłużej czekać. W głowie tliła się tylko jedna myśl, czy jeszcze kiedyś odnajdziesz swoich towarzysz? Przecież po to tutaj jesteś by wykonać swoje zadanie, do jakiego się zobowiązałeś, jednak w pojedynkę… W parze z tym człowiekiem nie macie szans przeciw całej owczej armii. W sumie to w szóstkę szanse też były niewielki, jednak większe niż w dwoje.
Po chwili wojownik oznajmił gestem ręki, że jest już gotowy i czeka na Ciebie.
-Czego tutaj właściwie szukałeś przyjacielu? To niebezpieczne okolice, tym bardziej teraz, kiedy panuje wojna z orkami…
Nie czekając na odpowiedź ruszyliście przed siebie, tam gdzie Tristan prowadził.

Valkard, muskularny człowiek spojrzał na Ciebie przez ramię i w końcu odezwał się pewnie.
-Pytanie nowy kolego brzmi, co Ty tutaj robisz? O mnie się martwić nie musisz. Ja sobie jak widzisz świetnie radzę. Ale jeśli już Cię ciekawość zżera, to Ćwicze tutaj moją wytrzymałość na chłodne warunki klimatyczne.-
Jego odpowiedź lekko Cię zdziwiła, lecz po chwili uznałeś go za niegroźnego dla Ciebie. Gdyby chciał z tobą walczyć nie rozmawiałby z tobą tylko atakował.
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

pn paź 23, 2006 4:47 pm

Randal Dundragon

Usłyszawszy pytanie Randal uznał że Tristanowi należy sie troche informacji, badź co bądź dzięki niemu żył.
- Moją misją razem z grupą innych najemników było dotrzeć do armi orków i jak najbardziej im zaszkodzić. Jak mieliśmy to zrobić zachowam na razie w tajemnicy. Teraz pozwól mi jednak rzucić na siebie zaklecie które mnie ochroni. Ja niestety nie mam tak mocnej zbroii jak ty.-Skończywszy mówiąc Randal przystaje i rozpoczyna splatać zaklęcie, skończywszy dogania Tristana i mówi do niego
- Ja powiedziałem coś o sobie, może ty też odsłonisz rombka tajemnic nad przyczyna twojego pobytu tutaj i przy okazji powiedz gdzie idziemy?-

*
 
Awatar użytkownika
Aker
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 192
Rejestracja: wt kwie 11, 2006 6:14 pm

pn paź 23, 2006 8:11 pm

Valkard

Valkard wiedział, że ten ktoś, kto jeszcze nie podał swego imienia, chce sobie „poćwiczyć”. „Co za debil, przecież pokonać parę orków to żaden problem. Nawet gołymi rękami.” – pomyślał Valkard, wiedząc, że idąc z nim szukuje się na rzeź niewiniątek. Nie miał ochoty walczyć z nimi oko w oko, bo to go nie bawi. Czuł jednak chęć zrobienia jakiegoś podstępu oraz zobaczenia, jak „muskularny” radzi sobie z nimi.

Chwilę zastanawiał się, czy powiedzieć mu prawdę. Jednak zdecydował:

-Przyjacielu. Widzę, że bawi cię rozprawianie się z tymi biedakami, które nie wiedzą nawet, że to, co trzymają w ręku, to topór. Widziałem parę takich czubków w lesie. Prawdopodobnie nie wiedzieli nawet gdzie są. No, ale cóż. W każdym razie, ja testuje tu swój nowy miecz. Wykuł go mi pewien czarodziej, którego obecnie szukam. Ma swoją siedzibę, niedaleko – tu zapanowała chwila milczenia – niedaleko orków, o których pewnie dobrze wiesz. A raczej całej armii orków, która zmierza mniej więcej w naszym kierunku. Prawdę mówiąc, chętnie bym je razem z tobą pozabijał, jednak wiesz, to tylko przy okazji. Z drugiej jednak strony, wypróbowałbym swój piękny ognisty miecz oraz zobaczył, jak ty się z nimi zabawiasz. W każdym razie, nawet mój piękny miecz i twoja bajeczna technika, nie pomogą nam. Dostanie się w ich ręce to istne szaleństwo i pewna śmierć. Chyba, że lubisz być długo torturowany przez nie… Tak więc proponuję zrobić mały podstęp, na jakiś mały oddział tej armii, lub zwiadowców. Więc co, wyruszamy? Po drodze na pewno coś wymyślę, ale chcę ci powiedzieć, że mam w plecaku pewną substancję wybuchową, a dokładnie oliwę. Dodając do tego pewien eliksir, może powstać małe „conieco”…

Valkard popatrzył z trochę irytującym uśmieszkiem i dumnym wzrokiem na nieznajomego. Zaczął już iść. Po chwili odwrócił się i powiedział:

-Na co czekasz? Chodźmy. Chyba, że chcesz mieć mnie na sumieniu, hahahaha…
 
Awatar użytkownika
Tomeg
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 232
Rejestracja: ndz lip 23, 2006 12:32 pm

śr paź 25, 2006 8:51 am

Quarion Galanodel

Widok z góry był przecudowny. Rozsądek elfa kazał mu jednak, wracać na ziemię. Niewiadomo ile ten czar działa. Rozejrzał się jeszcze trochę i zawrócił w stronę grobowca. Lądując, mówi:

- Witajcie! Nathanielu, mógłbyś mnie odczarować?- czeka aż mag spełni jego prośbę i ciągnie- Znalazłem obozowiska orków. Widziałem dużo ognisk, nie zbliżałem się bliżej.

Czeka na reakcję jego przyjaciół.
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

śr paź 25, 2006 3:30 pm

Nathaniel

Możesz to zrobić sam, własnym umysłem. - Powiedział przyjacielsko do łowcy. Gdy ten już to zrobił i wygłosił swoją kwestię mag zamyślił się, po czym zadał kilka pytań.
- A maszyny oblężnicze widziałeś? Ogniska są skupione, czy raczej rozproszone na dużym obszarze? Jest jakiś bezpieczny sposób aby tam dotrzeć? Potrzebuję każdej informacji Quarionie, więc lepiej niczego nie omiń. - Elf trochę się zawiódł. Dziwił się, że Quarion tak szybko skończył zwiady, zaklęcie mogło jeszcze sporo potrwać. Czy Faeruńskie elfy nawet nie szkolone, nie znały podstaw magii? Nie teraz był czas na takie rozmyślania, postanowił pytanie to zadać później.

Teraz najważniejsze było się jakoś bezpiecznie dostać. Przez sieć orkowych obozów może to się wydać to niezwykle trudne. Może urządzić walkę partyzancką likwidując kilka małych obozowisk dziennie? To też jest rozwiązanie, tylko ile by trwało? Wszak na tłum orków wystarczy jedno zaklęcie, uderzenie miecza, czy strzała, ale orków jest o wiele za dużo. Tak czy siak, elf postanowił poczekać aż Quarion powie coś więcej.
 
Awatar użytkownika
Tomeg
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 232
Rejestracja: ndz lip 23, 2006 12:32 pm

pt paź 27, 2006 3:28 pm

Quarion Galanodel

- Rozumiem, że to ty, Nathanielu zostałeś naszym dowódcom. Żadnych maszyn nie widziałem, ogniska są rozstawione, nie są ustawione w jednym miejscu.
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

pt paź 27, 2006 7:15 pm

Nathaniel

Elf spojrzał na Quariona. Był po części zawiedziony i po części zły na elfa za to, że tak słabo wywiązał się ze swojego obowiązku. Ale cóż, strach może sparaliżować każdego. Trzeba było sobie poradzić z tym co mieli. Spojrzał na resztę. Był zaniepokojony, zresztą ciężko było mu się dziwić. Miał jeden, może dwa plany działań, ale najpierw chciał się dowiedzieć co sądzi o zaistniałej sytuacji grupa.

- Chciałbym się dowiedzieć jakie jest wasze zdanie w tej sprawie. Co mamy zrobić? Chętnie poznam wasze propozycje zanim wysnuje swoje przypuszczenia i zamiary. - Rzekł głośno aby go usłyszeli, po czym dodał - Śmiało, chcę wspólnie podjąć decyzje. - Jak zapowiedział, kiedy obejmował przywództwo, tak zrobił. Wolał podjąć decyzję z innymi, niż narzucać im swoje zdanie.

Niebo było jasne, chmury zostały przewiane przez wichry Północy. Niestety było zimno, dlatego Nathaniel bardziej otulił się w swój płaszcz. Słuchając zdania towarzyszy, myślał co teraz z nimi będzie...
 
Awatar użytkownika
Var Kezeel
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 140
Rejestracja: pt lis 26, 2004 11:07 pm

sob paź 28, 2006 10:45 am

Soze

-Najchętniej wyniósłbym się z tego gąszczu, zostawił całą tą sprawę samej sobie. Skoro w pierwszym ataku głupich orków ponieśliśmy takie straty, to strach pomyśleć, co będzie potem. Ale domyślam się, że nie będziecie nawet rozważali takiej opcji. Więc mi jest obojętne, będe podążał za wami-
 
Alek
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 342
Rejestracja: czw kwie 15, 2004 4:23 pm

sob paź 28, 2006 12:29 pm

Urgh

-Urgh już zapomnieć co my mieli robić. Urgh pamiętać że musi pozabijać złych orków. Urgh wie, że coś za to dostanie. Ale co my dopkładnie musimy zrobić to Urgh nie wie.
Barbarzyńca przez chwilę jeszcze zastanwaiał się z wyraźnym skupieniem na twarzy ale po chwili zrezygnował. Uznał to za daremny trud.
 
Awatar użytkownika
Aker
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 192
Rejestracja: wt kwie 11, 2006 6:14 pm

ndz paź 29, 2006 4:31 pm

Valkard

Valkard po chwili nie odzywania się do osoby, z którą przed chwilą się zapoznał, postanowił, że dowie się o niej coś więcej. W końcu skoro ma w jakiś sposób ją wykorzystać, powinien coś o niej wiedzieć.

-Dziwny nieznajomy. Może powiesz mi coś o sobie. Jak się nazywasz? Skąd pochodzisz? Co tutaj dokładnie robisz? Gdzie trenujesz na co dzień? Co po tym, jak zabijesz orki?

Człowiek pomyślał jeszcze chwilę, czy owa osoba może coś wiedzieć na temat znienawidzonego czarnoksiężnika. Czy ćwiczenie na orkach to tylko pretekst, żeby zrobić coś ważniejszego, bardziej efektownego i trudniejszego, np. rozprawienie się z orczym dowódcą. Kto wie, czy ten dziwak nie jest z kimś w zmowie. Czy nie jest przypadkiem jakimś najemnikiem, który ma do wykonania jakąś misję. No i jeszcze jedno. Czy ten ktoś nie czai się na takie osoby jak ja, chcąc je później zabić… „Muszę być jeszcze bardziej czujny niż przedtem. W końcu ten głąb to dużo większe zagrożenie niż parę orków…” – pomyślał Valkard.

-No nic, nie traćmy czasu i chodźmy. Opowiesz mi o sobie po drodze. W końcu do obozu orków jest kawałek drogi…
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

ndz paź 29, 2006 9:42 pm

Valkard, Wysoki mężczyzna rozluźnił się zaraz po tym, gdy założył swoją koszulę. Zdecydowanym ruchem głowy dał znać, że możecie ruszać. Człowiek ten szedł wyprostowany, jego ciało wyglądało, jakby pożądlone przez setki pszczół, jego olbrzymie mięśnie prezentowały się imponująco.
- Nazywam się Grebo, a skąd pochodzę to nie wiem. Całe życie spędziłem w mym klasztorze, gdzie nauczano mnie tego jak przeżyć w potwornym świecie. Nie znam się na geografii nie znam nazw miast, nic nie wiem. Podobno mam trzydzieści zim… Nie wiem nic o mojej przeszłości, więc o to mnie nie pytaj.- Mężczyzna jakby na chwilę się zamyślił, po krótkiej przerwie kontynuował.
- Jak już wspominałem, trenuje sobie tutaj na tych bezmózgich zielonych ryjach.- Jego zachrypnięty głos rozbrzmiewał w lesie.
- Powtórz mi jak Cie zwą?...-

Randal, Opancerzony wojownik szedł pewnym krokiem, jakby jego płytowa zbroja mu nie zawadzała pod żadnym względem. Szybko i sprawnie przedzieraliście się przez las. Wojownik, zawsze wybierał takie ścieżki, że nic wam na drodze nie stawało, zupełnie tak jakby tu mieszkał.
- Szukam pewnej osoby, jednak jej imię nic Ci nie powie. Niestety nie wiem dokładnie gdzie może ona się znajdować więc tak tu błądzę kilkanaście dni. Jak widać całkiem nieźle sobie radzę ale we dwoje zawsze raźniej…- Mężczyzna uśmiechnął się serdecznie…
 
Awatar użytkownika
Aker
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 192
Rejestracja: wt kwie 11, 2006 6:14 pm

czw lis 02, 2006 1:56 pm

Valkard

Mężczyzna, ubrany w ciemnozielony płaszcz, idąc w głąb puszczy, zaczął opowiadać o sobie, odpowiadając tym samym na pytanie postawione przez nieznajomego „Grebo”, jak się przedstawił.

-Nazywam się Valdard… - tu człowiek zamyślił się – van Rether z rodu Vassumo. Pochodzę z miasta Othey, na południe stąd. Moje imię Valkard oznacza „Ten, który się nie boi”. Oznacza to również waleczność, honor, niepokonanie, siłę oraz zwycięstwo. W moim rodowym herbie, na niebiesko-złotym tle widnieje czerwono-miedziane, ziejące ogniem smoczysko, takie jak na mojej tarczy. Jestem wojownikiem, który potrafi nie tylko machać mieczem. Cechuję się odwagą, honorem, lecz także sprytem.

Valkard po opowiedzeniu o sobie, postanowił dowiedzieć się, jakie plany ma Grebo. Wcześniej jednak opowiedział mu o swoim zamiarze.

-Widzisz ten piękny miecz? Wykuł mi go pewien czarodziej, którego obecnie poszukuje. Muszę się z nim skonsultować w ważnej sprawie. Sądzę, że jeżeli poszedłbyś do niego ze mną, mógłby dać ci coś podobnego. Za wiele nie zwojujesz samymi rękami, jednak mając pierścień mrozu, byłbyś znacznie potężniejszy. No i twoja odporność na obecne warunki klimatyczne wzrosłaby… Hahaha. W każdym razie, podobno mieszka on w pewnej wieży, niedaleko armii orków, do których zapewne zmierzasz. Co jednak zrobisz, kiedy już rozprawisz się z tymi tępymi ryjami? Gdzie będziesz zmierzał? Ja, będę musiał zrobić jeszcze jedną ważną żecz, jednak opowiem ci o niej dopiero, kiedy wrócę od czarodzieja. Oczywiście jeżeli jeszcze będziesz chciał się ze mną widzieć, heh…
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

czw lis 02, 2006 8:17 pm

Randal Dundragon

Usłyszawszy odpowiedź Tristana odpowiada mu
-Szukasz kogoś? Ciekawe kto by tutaj tak długo błądził w przeciwieństwie do ciebie, bo wbrew twoim słowom zdajesz sie doskonale zorientowany w lesie. I nie odpowiedziałeś dokąd idziemy. Nie uraź sie, rzeczywiście raźniej jest we dwójke ale rażą mnie takie nieścislości-
Zakończywszy Randal czeka na odpowiedź Tristana

*
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

pt lis 03, 2006 11:19 pm

Nathaniel

Elf ze spokojem wysłuchał swych towarzyszy. Minę miał nietęgą, brwi zmarszczone, pokazujące, iż trwa w głębokim zamyśleniu. Po chwili odezwał się:
- Mamy misję. Tak ja i wy się do niej zobowiązaliście. Honor nakazuje mi ją wypełnić, lecz rozsądek podpowiada co innego. Skoro zdajecie się na mój osąd powiem, co zrobimy. Spróbujemy się między nimi prześlizgnąć. To głupie bestie, wątpię aby zwracały uwagę na coś poza mięsem w ognisku. Jeśli będziemy mieli szczęście, przedostaniemy się do obozu z machinami. Wtedy najważniejszy będzie szybki atak. Jeśli się uda, postaram się czarami narobić trochę zniszczeń. Soze, jesteś naszym najlepszym zwiadowcą, za co Cię cenię. Będziesz w czasie pochodu wypatrywał wroga. Jeśli ujrzysz jakiegoś zwiadowcę, nie wahaj się tylko zabij. Nie możemy dać się wykryć. Urgh będziesz walczył w pierwszym szeregu. Wytrzymasz z nas najwięcej. Quarionie, Twój łuk też na pewno się przyda. Wybaczcie mi ten władczy ton, ale musimy coś postanowić. - Powiedział wszystko szybko, jakby się tego nauczył na pamięć. Chciał wykonać tę misję, z powodów osobistych i nie tylko.

- Macie jeszcze jakieś pytania? Najlepiej abyśmy wyruszyli za dnia, ponieważ wtedy słońce dokucza zielonskórym. - Chciał wyruszyć jak najszybciej. Nie należało marnować czasu. Na koniec jeszcze dodał - Nie martwcie się, jeśli trzeba będzie zawrócić, zawrócimy. W razie niebezpieczeństwa, zbliżcie się do mnie, a przeniosę nas w bezpieczniejsze miejsce.

Jak zwykle pozostało mu tylko czekać na reakcję...
 
Alek
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 342
Rejestracja: czw kwie 15, 2004 4:23 pm

sob lis 04, 2006 11:29 am

Urgh

-Urgh może walczyć, ale Urgh nie lubi, jak go wszyscy olewają. Czemu wy nie odpowiadać Urgh? Czemu wy nic nie chcieć wytłumaczyć? To, że Urgh umie lepiej walczyć nie znaczy, ze jest głupi. To co Urgh interesuje tłumaczycie jak małym dzieciom. Kiedyś możecie prosić Urgh o pomoc a Urgh może odmówić.
Barbarzyńca był może szalony i lekkomyślny, ale chciał także dowiedzieć się o swych towarzyszach więcej. Ponieważ jego przyjaciele nie chcieli mu ujawnić zbyt wielu informacji, zdenerwował się. Na pewno byłby przydatny w dalszej walce, ale z powodu swych korzeni może pewnego dnia zmienić front...

*
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

sob lis 04, 2006 11:56 am

Nathaniel

Czarodziej kompletnie zapomniał o pół-orku. Uważał go za zbyt rozgarniętego aby poświęcać mu więcej uwagi, wolał się skupić na swoich myślach. Jednak ta odezwa zaskoczyła Nathaniela. Świadczyła o tym, że barbarzyńca jednak potrafi dbać o swoje. To dobrze, przyda im się ktoś taki.
- Urghu spokojnie, wybacz proszę, że zapomniałem o Tobie, ale nasza sytuacja jest co najmniej trudna, więc trudno mi się skupić na wszystkich. Mamy zniszczyć maszyny oblężnicze, które orkowie chcą wykorzystać aby pozabijać wielu niewinnych ludzi. Nie chcemy aby do tego doszło, dlatego musimy ich powstrzymać. - Elf zakończył mówić akcentując ostatni wyraz. Wielki wojownik chyba go zrozumiał, wszak było to wszystko co trzeba wiedzieć. Powstrzymać orków, to jest ich cel. Za pieniądze, które mag dostanie, możliwe, że uda mu się znaleźć innego adepta Sztuki, który przeniesie go do Dolin. Z tego co wiedział to kraina leżąca daleko stąd. Nie tak daleko jak wspaniała Evermeet, ale też nie blisko.
Tak, ciągle pamiętał o misji danej mu przez Amlauril. Było zadanie nadrzędne i elf za nic nie zamierzał z niego rezygnować.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

sob lis 04, 2006 3:24 pm

Nathaniel, Urgh, Soze, Quarion, Waszą rozmowę przerwał znudzony krasnolud. Jego mina świadczyła o wyraźnym braku alkoholu lub walki… W jego przypadku chyba dwóch tych rzeczy. Orrick głośno chrząknąłby wszyscy go słyszeli, po czym przemówił chrapliwym głosem.
- Dobre chopy, jo niy wiym po cholera wom ta gupio godka?! Idymy i po drodze sie pogodomy dyć momy mało casu, jak terozki pódymy to gibciyj zajdymy i gibciyj wrócymy do dom…- Swym trudnym do zrozumienia dialektem wyraźnie chciał wam zasugerować wyruszenie z obozu. W zasadzie to miał trochę racji, nie mieliście po co dłużej czekać, wszyscy spakowali swoje rzeczy po czym ruszyli. Z początku Quarionowi było trudno dokładnie określić, w którą stronę iść, by natrafić na paleniska, jednak wspólnie określiliście kierunek i ruszyliście…

Nathaniel, Podczas wędrówki przez zimny las, do głowy napłynęła Ci po raz kolejny myśl, że Randal, wcale nie zginął. Że te dziwne wybuchy w lesie to może była jego sprawka. W końcu znaleźlibyście jego ciało, a tak się nie stało… Ta myśl powoli zaczynała Cię męczyć…

Randal, Twój towarzysz spojrzał na Ciebie przez ramię, po czym ironicznie się uśmiechnął.
- A czy na wszystkie pytania musze Ci odpowiadać? Nie martw się długa droga przed nami, więc oszczędzaj siły na marsz.- Mężczyzna spoważniał i wyprostował się. Jego wzrok szukał czegoś w oddali. Ten tajemniczy wojownik miał w sobie to coś, mógł pociągnąć za sobą wielu ludzi do bitwy nawet na pewną śmierć, jednak samotna podróż tutaj po dzikich lasach Północy, na pewno świadczyła o jego niezwykłych umiejętnościach, jakimi dysponował.

Valkard, Wysoki i umięśniony człowiek spojrzał na Ciebie dziwnym wzrokiem. Chwilę się zastanawiał, po czym odezwał się głośno.
- Kiedyś Ci wykuł miecz, a teraz go szukasz. To dziwne, dlaczego mówisz, że „podobno mieszka gdzieś koło armii orków”… No to wydaje mi się dziwne, bo skoro już się z nim kiedyś widziałeś, to dlaczego mówisz, że podobno gdzieś tu mieszka?- To pytanie lekko Cię zmieszało, twój towarzysz był nie tylko umięśniony ale i nie głupi co rzadko szło ze sobą w parze. Chwilę później tę potworną cisze przerwał dodając łagodnym tonem.
- Pospiesz się, to może zdążymy dotrzeć do zielonoskórych przed zmierzchem…- Rzekł po czym rozejrzał się dookoła i ruszył.

Nathaniel, Soze, Quarion, Urgh, Maszerowaliście dobre trzy godziny. Czuliście, że jesteście coraz to bliżej celu. Powietrze stawało się coraz cięższe. Zdawało wam się, że chmury, jakie powoli się zbierają lada chwila zasypią was białym jak futro młodego wilka śniegiem. To akurat było wam najmniej potrzebne, lecz całkiem możliwe.
Postanowiliście zrobić krótką przerwę. Znaleźliście wygodne miejsce na krótki odpoczynek. Wszyscy wygodnie się rozsiedli, jednak nikt nawet nie wpadł na jakże głupi pomysł, rozpalenia ognia. Gdyby orkowie go zauważyli z pewnością wywęszyli by podstęp. Nikomu właściwie się nie chciało odzywać. Zimny klimat dość was wymęczył i łapanie oddechu był tym, czego na prawdę potrzebowaliście. W pewnym momencie wasz spokój zakłócił dźwięk końskiego rżenia. Nim się spostrzegliście, wasz obóz został otoczony przez kilkunastu dobrze uzbrojonych ludzi. Wszyscy oni spoglądali na was niepewnie, a każdy z nich przygotowaną miał w ręku broń. Wszyscy jak z bicza strzelił podskoczyliście na środek obozu i stanęliście plecami do siebie, nie wiedząc, co czynić. Toż to ludzie byli, nie orkowie, jednak w tych czasach to nigdy nie wiadomo. Potworną cisze po raz kolejny przerwał krasnolud, który wybuchnął śmiechem.
- Bhuahauhauhauah! Toż to ludki z Mithrilowej Hali są! Hahaha! Przecz to przyjaciele som nasi!- Słowa Orricka was lekko uspokoiły, lecz dziwnym wydało się wam, że to ludzie SA zwiadem wojsk Mithrilowej Hali a nie krasnoludy. A druga wątpliwość, jaka was nachodziła, to co oni robią tak daleko od swego miasta? Chwilę później zza pleców uzbrojonych ludzi dobył się głos krasnoluda, który próbował dostać się do centrum uwagi, jakim byliście wy.
- Kimżeście są? Mówić prędko. Jam jest Ulgar Skrzyżowany Topór, dowodzący zwiadem wojsk Mithrilowej Hali. Zmierzamy z posiłkami do Silvermoon.- Wypowiadając ostatnie słowa, spojrzał na Orricka, po czym odezwał się do niego.
-Czyżeś nie z Mithrilowej Hali właśnie?- Na co Orrick wybuchł śmiechem i pewnym siebie gestem głowy przytaknął.
-Odpowiadajcie szybko kim jesteście…-
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

sob lis 04, 2006 5:00 pm

Nathaniel

Całą drogę elf zastanawiał się co z Randalem. Myśli, które nawiedziły go wczoraj powróciły. Teraz mógł sobie na nie pozwolić. Przypomniał sobie, jak ludzki mag opowiada o swoim zamiłowaniu do wywołań. Elf wolał zaklęcia ochronne, jednak nie należało zmniejszać roli tych pierwszych. Śmiercionośne, widowiskowe, działające na dużym obszarze, tak można było określić większość z nich. Idealne do zabijania orków.

Ciała Randala nie znaleźli, więc możliwe, że to głównie jego zasługą było wybicie tych wszystkich zielonych potworów. Ze swoich nauk elf wiedział, że smoczy oddech rzadko działa w ten sposób. Była więc nadzieja na to, że jeden uważany za martwego, tak naprawdę żyje. Szkoda, że nie mogli tego nijak potwierdzić.

--------------------------------------------------------------------------------------

Dzień był chłodny, ale wędrówka przez gęsty las uchroniła ich od lodowatych wiatrów potrafiących zmrozić diabłu krew w żyłach. Natahniel wiedział sporo o mieszkańcach innych planów i przypuszczał, że nawet im ta pogoda by się nie spodobała.

Przybycie jeźdźców kompletnie ich zaskoczyło. Nawet Soze nie zdołał ich dostrzec. wszystko wydarzyło się błyskawicznie, nie dając im szansy na reakcję. Gdyby tacy byli orkowie, kompania z Silverymoon leżała by teraz pewnie martwa pośród śniegów Północy.

Nathaniel pierwsyz zareagował. Wystąpił przed wszystkich, karcąco patrząc na Orricka i jego haniebny ton wypowiedzi. Co prawda wśród tamtych również były krasnoludy, a przynajmniej jeden, ale wydawał się mniej nieokrzesany niż towarzysz czarodzieja.
- Jam Nathaniel Laelithar ze słonecznej Evermeet, z polecenia królowej Amrauil przebywający w Faerunie. Bardziej z konieczności niż z wyboru zostałem głównodowodzącym tej grupy. Wysłano nas, aby pokrzyżować plany orków chcących napaść Sojusz Srebrnych Marchii. - Powiedział wszystko oficjalnym tonem, jak mawiają władcy podczas wizyt wśród innych. - To moi towarzysze, Quarion o celnym oku i zabójczej strzale, Soze wśród cieni się kryjący, Urgh ze swoją niezawodną pałką, pobożny Nicko, który nieraz nas wyratował z opresji i Orrick co sprawnością w boju przewyższa wielu - rzekł wskazując kolejna na każdego. Wolał przypisać każdemu, nawet Orrickowi jakąś pozytywną cechę, aby przywódca zwiadu Mithrilowej Hali, czymkolwiek ona była, poczuł do jakiś szacunek.

Stał wyprostowany, dumnie jak na elfa przystało. Patrzał na nich wszystkich, jak mierzyli w niego swe bronie. Walka nie wchodziła zupełnie w grę, ci konni z łatwością podziurawili by osobliwą drużynę z Silverymoon.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

sob lis 04, 2006 5:44 pm

Quarion, Nathaniel, Soze, Urgh, Kiedy tylko elf przedstawił członków swej drużyny, krasnolud, który miał być dowódcą zwiadu nakazał ruchem ręki, by jego ludzie odłożyli broń. Brodaty mężczyzna podrapał się po głowie i spojrzał na was pytająco. Po chwili milczenia odezwał się do was wszystkich.
- Tak, lady Alustriel mówiła nam o takich grupkach…- Krasnolud podrapał się po głowie i dodał mniej szorstkim głosem.
- Wybaczcie za to chłodne powitanie, zmierzamy do Silvermoon, by zasilić wojska jej królewskiej mości. Zatrzymaliśmy się, tutaj niedaleko, jednak król Bruneor, który osobiście prowadzi naszą armię zastanawia się nad uderzeniem w stacjonujące tu niedaleko wojska orków. Zielonoskórzy mają swe obozy niedaleko stąd.- Krasnolud w swym napierśniku odwrócił się w tył i zawołał jakiegoś człowieka. Chwilę później jeden żołnierzy przyprowadził 2 konie.
-Pójdźcie z nami, w naszym obozie odpoczniecie na spokojnie, doładujemy wasze zapasy i będziecie mogli spokojnie zastanowić się nad tym, co dalej.- Głos krasnoluda sugerował, byście się zgodzili. W zasadzie i wam było na rękę pójście do obozu wojsk Mithrilowej Hali. Ich zwiadowcy z pewnością znają dokładne położenie wojsk orków…
 
Awatar użytkownika
Aker
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 192
Rejestracja: wt kwie 11, 2006 6:14 pm

sob lis 04, 2006 6:08 pm

Valkard

Valkard zmieszał się trochę na bystre spostrzeżenia Grebo. Chciał coś przed nim ukryć, czuł jednak, że kiedy powie mu trochę o owym czarodzieju, Grebo zrozumie go i pomoże mu.

-Grebo. W twoich spostrzeżeniach jest wiele racji. To prawda, prawdopodobnie owy czarodziej mieszka koło siedziby orków – tu znowu zapadła chwila milczenia. –Co do mojego miecza, to został wykuty jakieś 50 dni temu. Poszukuję owego czarodzieja, aby - Valkard nie wiedział do końca co chce powiedzieć. Jeżeli zaczął już z mieczem, to głupio mu teraz to wszystko odkręcać. Wtedy Grebo na pewno by mu już nie zaufał. Musiał więc postanowić. –Poszukuję owego czarodzieja, aby pomógł mi rozwiązać pewien problem z moim mieczem. Otóż dostałem owy miecz z okazji uroczystości odbywającej się na cześć mojego rodu. Ja, jako jego najmłodszy członek, dostałem piękny, ognisty miecz, który miał mi służyć w podejmowaniu decyzji. Mój miecz posiadał pewien drogocenny, magiczny klejnot. Niestety, podczas walki ze zmutowanymi likantropami, skurczybyk, jeden mnie ugryzł, i potem przez miesiąc chorowałem na wilkołactwo, ale w każdym razie podczas tej walki mój miecz uległ uszkodzeniu, a mianowicie mój klejnot stłukł się. W tym czasie czarodziej zmienił swoje miejsce zamieszkania parę razy, ponieważ poszukiwał pewnego cennego komponentu do swoich „drobiazgów”. Chcę go teraz odszukać. Z resztą szukam go już od jakichś dobrych 25 dni, jednak tutaj jestem od 4 dni. Więc jak, zaspokoiłem twoją ciekawość?

Valkard postanowił skłamać. Nie chciał wciągać Greba w swoje pomysły i plany. Nie chciał mu powiedzieć prawdy. Podczas rozmowy pilnował się, aby wytłumaczyć każdą powiedzianą przez niego niedorzeczność. Wyglądało to trochę dziwnie, jednak mimo wszystko wiarygodnie…
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

sob lis 04, 2006 6:26 pm

Randal Dundragon

Uslyszwszy drwiącą odpowiedź Tristana Randal odpowiada mu
- Dobrze zachowaj swoje tajemnice, ale powiedz jaki jest cel tej wędrówki. Wiem że to raczej nie jest płapka, bo po co by była? Gdybyś chciał mnie zabić, już byś to zrobił gdy byłem nieprzytomny.-

*
 
Awatar użytkownika
Var Kezeel
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 140
Rejestracja: pt lis 26, 2004 11:07 pm

sob lis 04, 2006 10:12 pm

Soze

Od dłuższego czasu milczał. Nie podobał mu się gęsty las i jego drażniący nozdrza mieszczucha zapach. Nie podobało mu się zimne powietrze, wgryzające się w skórę przez grube ubranie. Nie podobało mu się to, że wokół było pełno orków chętnych rozbić mu łeb.

Wreszcie, nie spodobało mu się to, że przytłumione przez złe samopoczucie i pogodę zmysły nie uchwyciły momentu zbliżania się konnych.

Pozwolił Nathanielowi mówić. Elf nie był głupi i Soze nie sądził, żeby ich wpakował w jakąś kabałę. Po krótkiej konwersacji uspokoił się trochę. Elf go nie zawiódł.
Przez całą rozmowę jego oczy przeskakiwały z jednej twarzy na drugą. Ci ludzie nie wyglądali na mięczaków czy innych twardzieli, silnych tylko w grupie wobec słabszego przeciwnika. W ich oczach widział pewność siebie i wewnętrzny hart ducha. Zanotował sobie w pamięci, żeby zachować szczególną ostrożność.

Kiedy usłyszał propozycję obozowania wraz ze zwiadem z Mirthrillowej Halli, zaniepokoił się. W czasach wojny nie jest dobrze ufać przypadkowo spodkanym ludziom w lasach pełnych orków, którzy na konno potrafią niepostrzeżenie podkraść się od 2 elfów i człowieka zajmującego się nasłuchiwaniem od prawie dekady. Nawet wtedy, a może i w szczególności wtedy, gdy poręcza za nich niespełna umysłu krasnolud.
Obóz był łatwiejszy do zlokalizowania. Aczkolwiek trudniejszy do wyrżnięcia.
Postanowił na razie nie dzielić się z nikim tymi myślami. Ale w drodze będzie musiał przekazać Nathanielowi swoje uwagi, zdala od ich nowych "przyjaciół".
  • 1
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 31

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości