Zrodzony z fantastyki

  • 1
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 31
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

ndz lis 05, 2006 6:22 pm

Nathaniel

Propozycja krasnoluda wydawała się rzeczowa, poza tym mieli niewielki wybór, a dowódca oddziału wyraźnie chciał aby poszli za nim. Cóż, jak mus to mus. Skinął głową na pozostałych, aby ruszyli za oddziałem z tajemniczej Mithrilowej Hali. Przy okazji może dowie się czegoś o tym miejscu.

Mimo wszystko zachował ostrożność. Przed opuszczeniem Evermeet ostrzegano go, aby nie ufać nikomu z Faerunu, choćby sprawiał wrażenie świętego, dopóki nie dowiedzie swojej przyjaźni w czynach. Drużyna, którą kierował dowiodła tego i póki co im ufał. Ten zwiad okazał przyjacielskie podejście, ale tylko głupcy ufają komuś kogo znają kilka chwil. Pozostało im podążać za oddziałem, modląc się o szczęście w tej podróży.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

pn lis 06, 2006 8:56 pm

Nathaniel, Soze, Quarion, Urgh, Wszyscy ruszyli z ekipą zwiadowczą. Krasnolud miał małe problemy z wgramoleniem się na rumaka, jednak kilku silnych żołnierzy pomogło mu. Razem z rycerzami, czuliście się o tyle bezpieczniej, że mieliście świadomość tego, że jeśli orkowie zaatakują to przynajmniej, będziecie mieli większe szanse. Kilkanaście minut później dojechaliście na miejsce. Dość wielka polana, gdzie większością obozujących tu żołnierzy była krasnoludami. Tutaj z pewnością czuliście się bezpiecznie. Krasnoludy, jakby nie zwracały na was uwagi. Wszyscy pracowali i robili, co do nich należało. Po kilku minutach zagłębiając się do obozu jechaliście już samotnie z Ulgarem na czele. W końcu dojechaliście na miejsce. Wielki namiot, przed którym stało dwóch uzbrojonych w płytowe zbroje krasnoludów – strażników, był miejscem, gdzie król Bruneor odpoczywał.
- Zaczekajcie tutaj chwilę na mnie…- Rzekł Ulgar i wszedł do namiotu. W obozie panowała przyjemna atmosfera, krasnoludy i nie tylko, co jakiś czas wygłupiali się, lub śpiewali sprośne piosenki. Na sam ten widok, aż wam się humor poprawiał. Obserwację w ciszy przerwał Orrick po raz kolejny wybuchając śmiechem.
-Bhuahuahauhauh! Wejrzyjcie sie na tego pajaca! Co za paciulok! Hahahah! Tukej nos ludki przyjmon dobrze, dadzą pozryć popić i w gole tee! Ino musicie sie z szacunkiem do nich łodzywać! Hahaahah- Krasnolud był ewidentnie w dobrym humorze, lecz kto by nie był, gdyby ujrzał tylu ziomków z swego rodzinnego domu.
Z namiotu wyszedł Ulgar, zdecydowanym ruchem ręki zawołał was do siebie. Bez żadnych oporów weszliście do sztucznego domostwa. W środku nie było tak dostojnej atmosfery, jakby się mogło wydawać. Nie było żadnych strażników, po prostu łóżko, biurko a za biurkiem jednooki krasnolud. Mężczyzna nie miał na sobie ni korony, ni szaty, lecz, czuliście ten majestat, jakim emanował. Wiedzieliście, że ten mężczyzna jest królem, o którym krążyło tyle legend i historii. Ulgar zaprowadził was przed same biurko, po czym zrobił krok w tył i cofnął się od was. Pierwszą reakcją Orricka był bardzo niski pokłon.
-Witam was, jestem Bruneor, jaki jest cel waszej misji? Mówcie szybko a szybciej będziecie mieli czas na porządny odpoczynek…-

Randal, Wojownik chwilę milczał, spuścił głowę, lecz w końcu się odezwał.
-Mojej misji nie zrozumiesz. Moja misja jest bardzo ważna, lecz obawiam się, że nie możliwa do wykonania. No jakby nie było narazie zmierzamy w tym samym kierunku, tylko ja musze szukac głęboko na terenach orczych obozów...- Mężczyzna znów zamilkł, lecz po raz kolejny tylko na chwilę.
- Nie mówmy o tym, myślę, że niedługo się rozłączymy…-

Valkard, łysy człowiek chwilę milczał. Nie mogłeś się nadziwić jak ktoś w ogóle mógł wyglądać tak jak on. Tyle mięśni na jednym ciele, to wydawało się wręcz niemożliwe. Twoje obserwacje zostały przerwane przez chrapliwy głos towarzysza.
-Nie musisz mi się tłumaczyć kolego, to nie moja sprawa, co tutaj robisz.- Uśmiechnął się na koniec i znów spojrzał gdzieś w dal ciągle maszerując.
Ostatnio zmieniony wt lis 07, 2006 5:03 pm przez Nefarius, łącznie zmieniany 1 raz.
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

pn lis 06, 2006 9:19 pm

Nathaniel

Mag dojrzał, że mimo iż otoczenie nie wyglądało na królewską salę jaką swego czasu oglądał na wspaniałym dworze królowej Amlauril, osoba siedząca przed nimi istotnie była władcą i to potężnym. Słyszał pogłoski o królu Bruenorze, ale nigdy nie było mu dane otrzymanie dokładniejszych informacji. Uznał, że szacunek i etykieta jakiej się nauczył teraz mu się przydadzą. Lekko się skłonił, uniósł rękę do czoła na znak pozdrowienia, po czym z jego ust popłynęły delikatne i jedwabiste słowa wypełniając uszy zgromadzonych niezwykle przyjemnym dźwiękiem:
- Witaj królu Bruenorze. Jam Nathaniel Laelithar. Przybywam na te ziemie z dalekiej i wspaniałej Evermeet, na której królowa Amlauril roztacza swe wspaniałe rządy. Okoliczności sprawiły, że zostałem przywódcą tej grupy - wskazał na resztę. - Podążamy z misją odnalezienia obozu orków, w którym znajdują się maszyny oblężnicze. Naszym celem jest zniszczenie tychże i cel ten zamierzamy osiągnąć, mimo iż paru z naszych poległo. - Z miłym akcentem zakończył wypowiedź po czym uśmiechnął się do króla w geście przyjaźni.

Nie wiedział co teraz. Czego chciał od nich ten krasnolud? Wszak emanował majestatem i Nathaniel się go nie obawiał, ale im dłużej zwlekali tym ich misja trwała dłużej, a elf nie miał całej wieczności na to zadanie, Musiał się znaleźć w Cienistej Dolinie, co prawda miał na to czas, ale wolał go nie marnować na błahostki. Oczywiście wsparcie Bruenora bardzo by im się przydało, ale jaką mieli gwarancję, że udzieli im choć paru wojaków?
 
Alek
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 342
Rejestracja: czw kwie 15, 2004 4:23 pm

wt lis 07, 2006 4:23 pm

Urgh

Urgh stał spokojnie wiedząc, że w takiej ważnej chwili powinien dać mówić inteligentniejszym od siebie. Ciekawie rozglądał się dookoła. Był to rodzaj miejsca, którego nie miał przyjemności jeszcze oglądać. Urgh spędził większość życia podróżując, najczęściej sypiał pod gołym niebem. W tym momencie starał się zahowywać jak najspokojniej. Tłumił też warkliwe czy inne nieprzyjemne odgłosy, którymi często raczył swych towarzyszy w luźniejszych momentach.
 
Awatar użytkownika
Var Kezeel
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 140
Rejestracja: pt lis 26, 2004 11:07 pm

wt lis 07, 2006 4:55 pm

Soze

Kiedy dotarli na miejsce, Soze uspokoił się trochę. Nie wyglądało to na zasadzkę, mistyfikację ani inne podstępne plany. Po prostu ktoś wyciągnął do nich dłoń, kiedy byli w potrzebie.

Mężczyzna z ciekawością rozglądał się po obozie, obserwując pracujących ludzi i krasnoludów. Widział kilka bezpańskich a cennych przedmiotów w zasięgu ręki, ale nie próbował szczęścia. Nie należało gryźć ręki która cię karmi.

Kiedy zostali zaproszeni na audiencję, uspokoił się jeszcze bardziej. Nieznosił dwornej etykiety, szczególnie, że był chodzącym zaprzeczeniem wszystkiemu, co dworskie. Kiedy krasnolud, zwany Bruenorem, rozpoczął rozmowę w tonie pogawędki, a nie natchnionej przemowy monarchy, ulżyło mu.

Kiedy Nathaniel skończył, Soze odchrząknął.

-Szacowny Bruenorze, zwą mnie Soze. Nasza drużyna, jako że niedawno uszczuplona o kilku członków, byłaby rada ze wszelkiej pomocy materialnej, jaką moglibyście nam zaofiarować. Bylibyśmy niezmiernie radzi!
I czy znacie dokładniejszy rozkład orczych sił i umiejscowienie machin oblężniczych? Informacje te byłyby dla nas niezmiernie cenne, marnowanie kilku kolejnych dni byłoby zagrozeniem dla Silvermoon!-

Swą wypowiedź zakończył z patetyczną emfazą, jaką zwykł słyszeć od wszelkich natchnionych patriotów. Uznał, że była ona na miejscu.
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

wt lis 07, 2006 9:06 pm

Randal Dundragon

Dowiedziawszy sie w końcu dokąd idą, Randal zrozumiał ze zadanie Tristana jest iście samobójcze. W pojedynke przedrzeć sie w głąb terenów orków. Chociaż w pojedynke miał szanse pozostać niezauważonym. Postanowił sie nie wtracać w jego sprawy. Pewnie i tak nic nie wskóra a może zdenerwowac Tristana, a mogl go potem spotkać jako na terenach orków jako przyjaciela a nie jako kolejnego wroga.
-Idźmy wiec dalej, może spotkamy moich towarzyszy. Wtedy sie roztaniemy.-

*
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

wt lis 07, 2006 10:00 pm

Nathaniel, Soze, Quarion, Urgh, Krasnolud milczał i spoglądał gdzieś w jakiś punkt na prowizorycznej ścianie namiotu. Brodaty wojownik, przyglądał się wam, po czym odezwał się poważnym tonem.
- Orkowie zbierają się kilkanaście mil stąd na północny wschód. Królowa Alustriel nie wie, że zmierzamy do niej, to miała być swego rodzaju niespodzianka, hehe…- Uśmiechnął się lubieżnie, po czym spoważniał i kontynuował.
- Rozmyślam nad zaatakowaniem ich, tutaj z naszej pozycji, jednak, nie przewiduje większych szans na powodzenie tej bitwy. Niestety nie obgadaliśmy tego z radą Srebrnych Marchii a to może pociągnąć za sobą niechciane konsekwencje… Jeśli jednak waszym celem jak powiedział Nathaniel, jest zniszczenie oblężniczych maszyn orków to będę miał powód do ataku… Jesteście teraz wolni, zastanówcie się, czego wam potrzeba i jak mogę wam pomóc, jeśli będziecie ze mną chcieli ponownie mówić, poproście Ulgara on was do mnie zaprowadzi.- Ruchem ręki was odprawił a drugi krasnolud, wskazał wam wyjście z namiotu. Północne słońce lekko was oślepiło, lecz szybko przyzwyczailiście się do jasności. Krasnolud wskazał wam ręką drugi, mniejszy namiot i powiedział do wszystkich.
- Tam jest mój namiot, jakby, co, to tam mnie znajdziecie.- Po chwili wskazał inny namiot –Tam możecie odpocząć, lepiej zastanówcie się nad słowami Bruneora, propozycja pomocy z ust króla, to niezmierna rzadkość…-
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

wt lis 07, 2006 10:04 pm

Nathaniel, Soze, Quarion, Urgh, Krasnolud milczał i spoglądał gdzieś w jakiś punkt na prowizorycznej ścianie namiotu. Brodaty wojownik, przyglądał się wam, po czym odezwał się poważnym tonem.
- Orkowie zbierają się kilkanaście mil stąd na północny wschód. Królowa Alustriel nie wie, że zmierzamy do niej, to miała być swego rodzaju niespodzianka, hehe…- Uśmiechnął się lubieżnie, po czym spoważniał i kontynuował.
- Rozmyślam nad zaatakowaniem ich, tutaj z naszej pozycji, jednak, nie przewiduje większych szans na powodzenie tej bitwy. Niestety nie obgadaliśmy tego z radą Srebrnych Marchii a to może pociągnąć za sobą niechciane konsekwencje… Jeśli jednak waszym celem jak powiedział Nathaniel, jest zniszczenie oblężniczych maszyn orków to będę miał powód do ataku… Jesteście teraz wolni, zastanówcie się, czego wam potrzeba i jak mogę wam pomóc, jeśli będziecie ze mną chcieli ponownie mówić, poproście Ulgara on was do mnie zaprowadzi.- Ruchem ręki was odprawił a drugi krasnolud, wskazał wam wyjście z namiotu. Północne słońce lekko was oślepiło, lecz szybko przyzwyczailiście się do jasności. Krasnolud wskazał wam ręką drugi, mniejszy namiot i powiedział do wszystkich.
- Tam jest mój namiot, jakby, co, to tam mnie znajdziecie.- Po chwili wskazał inny namiot –Tam możecie odpocząć, lepiej zastanówcie się nad słowami Bruneora, propozycja pomocy z ust króla, to niezmierna rzadkość…-
 
Awatar użytkownika
Aker
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 192
Rejestracja: wt kwie 11, 2006 6:14 pm

śr lis 08, 2006 9:23 pm

Valkard

Valkard idąć dalej, coraz bardziej zaczynał nielubić i czuć chęć popisania się przed Grebem. W każdym razie postanowił się do niego odezwać:

-Drogi Grebo. Ja odpowiedziałem w całości na twoje pytania. Jednak ty chyba unikasz odpowiedzi na moje. Chciałbym się dowiedzieć, co zamierzasz dalej robić. Ale nie przejmój się, jeżeli nie chcesz tego zdradzać, to nie musisz- Valkard uśmiechną się pod nosem z politowaniem. Szedł jeszcze jakieś 20 metrów, po czym odezwał się ponownie:

-Hymmm. Grebo. Zdaje się, że przyszedłeś tu ćwiczyć. A ja chętnie zademonstrowałbym ci mój miecz. Co prawda, nie ma obecnie klejnotu, przez co jest pozbawiony paru mocy, ale zapewniam, że i tak będzie ci się podobało. Więc co, zaczaimy się na te bezmózgie orkiszony?
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

sob lis 11, 2006 8:52 pm

Nathaniel

Mag wszedł razem z innymi do namiotu. Propozycja krasnoludzkiego króla bardzo mu się spodobała i był z niej rad. Możliwe, że ich misja nie jest skazana na niepowodzenie. Zasiadł na skórach ułożonych w namiocie. Nie były to co prawda wygody na miarę leśnych domów na Evermeet, ale jak mawiają lepsze to niźli nic. Zastanowił się chwilkę, po czym rzekł do towarzyszy:

- Wygląda na to, że tym razem szczęście się do nas uśmiechnęło. Co sądzicie o propozycji Bruenora? Ja mam jak najbardziej pozytywne zdanie - wyraził się z wyraźną aprobatą. Mimo iż krasnoludy nie były najlepszymi partnerami w dyskusjach, na polu bitwy sprawdzały się jak mało kto. Uznał, że ich pomoc jak najbardziej im się przyda. Mimo to, chciał się dowiedzieć co towarzysze o tym sądzą, wszak obiecał im wspólne podejmowanie decyzji. Chociaż nie wiedział co mogą mieć przeciw temu...
 
Awatar użytkownika
Var Kezeel
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 140
Rejestracja: pt lis 26, 2004 11:07 pm

wt lis 14, 2006 6:50 pm

Soze

Soze umościł się w skórach wraz z innymi. Gdy Nathaniel skończył, mężczyzna potarł zarośnięty już podbródek.

-Pomoc krasnoludów okaże się z pewnością cenna. Im szybciej wykonamy to zadanie tym lepiej. Jeżeli po nocy nie pozostaną tylko nasze ciała z popodrzynanymi gardłami to można im ufać.-

Soze przeciągnął się i strzelił z kilku stawów, po czym ułożył się na skórach patrząc w strop. Pozwolił się sobie zrelaksować, byli tu raczej względnie bezpieczni...
 
Alek
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 342
Rejestracja: czw kwie 15, 2004 4:23 pm

śr lis 15, 2006 5:00 pm

Urgh

-Urgh myśli, że wy powinniście zdecydować, a Urgh zrobi tak jak większość. Urgh nie od myślenia a od łupania. Chociaż Urgh z chęcią by czasem pomyślał, ale teraz nie ma ochoty.
~Urgh zmęczony gadaniem~ pomyślał barbarzyńca i położył się na najbliższym wygodnym miejscu.

*
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

śr lis 15, 2006 5:34 pm

Nathaniel

Elf wysłuchał towarzyszy, po czym wstał i szybkim krokiem wyszedł z namiotu. Wiedział co ma zrobić i nie zamierzał z tym zwlekać. Początkowo wzdrygnął się z powodu nagłego wystawienia na mróz, ale szybko podążył do namiotu Ulgara. Kiedy krasnolud zawitał przed swoje tymczasowe domostwo z uśmiechniętą buzią, całą w piwie, Nathaniel bez zbędnych ceregieli rzekł:

- Przekaż swemu królowi, że jesteśmy zaszczyceni jego propozycją pomocy i z chęcią ją przyjmiemy. Złóż mu od nas nasze najszczersze podziękowania - Kiedy skończył, na jego twarzy wykwitł uśmiech, lecz bynajmniej nie na widok krasnoluda. W końcu coś im się udało i to było najważniejsze.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

śr lis 15, 2006 8:45 pm

Soze, Urgh, Było wam dobrze w porównaniu do poprzednich warunków podróży. Wszyscy wygodnie się rozsiedli, kapłan zamknął oczy i zaczął medytację czarów, natomiast krasnolud szybko wyskoczył ze zbroi położył ją na leżących toporach i sam się położył na polowym łóżku. Byliście na tyle zmęczeni, że nawet zbytnio rozmawiać wam się nie chciało, tym bardziej, że krasnolud już przysypiał a Nico, ciągle się koncentrował.

Nathaniel, Ulgar wytoczył się z namiotu, jakby na odgłos rogu, do ataku. Gdy Cię ujrzał uspokoił się bardzo. Kiedy do niego mówiłeś podrapał się po czaszce i skrzywił lekko, chyba na myśl, że musi wychodzić ze swojego zagrzanego namiotu. Po chwili jednak pokiwał głową, na znak, że zrozumiał i schował się w swoim namiocie. Ty będąc pewnym, że Ulgar, teraz załatwi sprawę z Bruneorem, wróciłeś do swojego namiotu. Zmęczenie podróżą i chwila odpoczynku rozłożyły wszystkich, więc czym prędzej nadrobiłeś straty i sam ułożyłeś się wygodnie na swoim polowym łóżku. Warto było skorzystać z tej wolnej chwili, póki jest na to czas.

Randal, Twój towarzysz w płytowej zbroi uśmiechnął się, kiedy wspomniałeś i nieścisłościach. Jego uśmiech był lekko szyderczy, lecz zaraz spoważniał. Spojrzał na Ciebie i palcem dotknął ust. Po chwili milczenia wydał z siebie cichy syk, który miał na celu uciszenie Cię. Wojownik zmrużył oczy, po czym po chwili wyprostował się i rozluźnił.
-Zdawało mi się, że coś słyszę.- Mężczyzna wziął głęboki oddech i spojrzał na Ciebie jednym okiem, unosząc przy tym brew.
-Ty jesteś pedant niewiarygodny… Rażą Cię takie nieścisłości? Hehehe żartuje, przyjacielu. Dobrze chodźmy dalej. A jak myślisz, gdzie twoi towarzysze mogą się teraz znajdować?- Wojownik spojrzał na Ciebie z zaciekawieniem.

Valkard, łysy i ogromny człowiek przybrał zniesmaczonej miny. Podrapał się po głowie i w końcu przemówił.
-Eee… To, że tutaj Ćwiczę nie oznacza, że wiem gdzie orkowie się czają. Nie mam bladego pojęcia gdzie ich szukać. Jeśli jacyś się nawiną to z pewnością ich roztrzaskamy a teraz tutaj chyba żadnych nie widzisz.- Sam rozejrzał się dookoła by tylko potwierdzić swoje słowa.
-No widzisz? Nie ma tutaj żadnych orków, więc raczej się teraz z nimi nie pobawimy, ale idąc dalej, w głąb na pewno na nich natrafimy… Jeszcze nie raz...-
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

śr lis 15, 2006 9:10 pm

Randal Dundragon

-Nie szkodzi nie obraże się. A co do moich przyjaciół, są pewnie gdzieś pomiedzy polem bitwy a obozem orków. Chociarz równie dobrze mogli obejść ich tereny aby dostać sie do obozu od tyłu. Najlepiej zrobie obchodząc obóz orków do okoła, zrobie to dosyć szybko. Jeśli ich nie znajde spróbuje sam wykonać misje, może przy celu ich spotkam.-
Powiedziwszy to Randal zastanowił sie co powie Tristan. Potępi go, czy może poprze? Czas pokaże.

*
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

sob lis 18, 2006 11:20 pm

Nathaniel, Soze, Urgh, Po powrocie elfa do namiotu wszyscy mogli się wyluzować. Długouch rozłożył się wygodnie na polowym łóżku, w zamyśleniu spoglądał na prowizoryczny sufit…
***
Odpoczęliście kilka dobrych godzin. Urgh, korzystając z sytuacji zdrzemnął się trochę, również i Nico wolał chwilę zmrużyć oczy by odpocząć. Ciszę przerwał Ulgar, który jak postrzelony wbiegł do waszego namiotu. Brodacz poprawił topór wiszący u boku i wyszczerzył żółte zębiska.
-Wstawać buraki! Haha! Ruszać dupy! Idziemy na orkotłuczenie! Haha!- Nim skończył mówić wszyscy, którzy spali, wskoczyli na równe nogi. W sumie to bardzo was to cieszyło. Przynajmniej prędzej skończycie swoją misję. Ulgar zdecydowanym ruchem głowy kiwnął wam byście za nim się udali. Mężczyzna zaprowadził was do namiotu Bruneora, po czym zaraz go opuścił. Z szerokim uśmiechem natomiast powitał was krasnoludki król.
-Wejdźcie proszę, podejdźcie tutaj do mojego stołu, pokaże wam, co zaplanowałem…- Tak też zrobiliście. Wszyscy, co do jednego okrążyliście stół, na którym leżała mapa. Był na niej zaznaczony punkt, gdzie znajdowało się obozowisko orków, oraz wasz obóz.
-Do bitwy dojdzie z samego rana, w tym czasie będziecie musieli okrążyć wojska zielonoskórych. Niestety tego wam nie ułatwimy, jednak z pewnością te tępaki nie użyją maszyn oblężniczych do tej bitwy, więc zostawią je gdzieś z tyłu. Kiedy my zwrócimy ich uwagę i zbiorą się na tej polanie…- Tutaj palcem wskazał miejsce, mniej więcej po środku między dwoma obozami – Wy z tyłu zniszczycie maszyny. Moi chłopcy z pewnością się porządnie rozerwą, a wy w spokoju wykonacie zadanie. Pamiętajcie jednak, nie mamy zbyt wiele czasu, gdyż moje wojska nie mają liczebnościowo szans z nimi, więc to będzie krótka piłka. Rozumiecie?[i]- Spojrzał na was pytająco, po czym kontynuował- My ich atakujemy i udajemy, że się przeraziliśmy i odwracam ludzi, wy w tym czasie niszczycie maszyny oblężnicze i znikacie z tamtąd. Najlepiej będzie, jeśli ruszycie już teraz, jakieś pytania?[/i]- Spojrzał po raz kolejny z poważną miną na was…

Valkard, z nadzieją, że natraficie na orków przebijaliście się ciągle przez las. Minęło kilka dobrych godzin, więc postanowiliście, odpocząć chwilę. W milczeniu siedzieliście w cieniu drzew, na wielkim mchu. Łysy mnich siedział z głową spuszczoną w dół. Nagle jego skupienie coś przerwało, gdyż energicznym ruchem uniósł głowę w górę. Dotknął swym wskazującym palcem ust, byś zamilkł, po czym na czworaka przepełznął kilka metrów i zaczaił się za jednym z szerokich drzew...

Randal, Zmierzaliście ciągle w wskazanym przez Tristana kierunku. W zasadzie nie było czasu ani warunków na pogawędki. Maszerowaliście pełną parą a temperatura spadała z każdą chwilą. Nagle stało się coś dziwnego…

Valkard, Randal, Wychodząc zza jednego z drzew, razem z Tristanem ujrzeliście dziwnego mężczyznę, siedzącego na mchu pod drzewem. Pierwsze, co zrobiliście, to wspólne zerknięcie na siebie nawzajem w tej samej chwili. Nie zdążyliście nawet o nic zapytać, gdyż jakby nie wiadomo skąd wyskoczył ogromny umięśniony człowiek w potarganej koszuli, bez rękawów. Człowiek gołymi rękami złapał Randala za kark, dusząc go przy tym. Nie czekając na dalszy rozwój zdarzeń wojownik w płytowej zbroi, idący z duszonym mężczyzną wyciągnął swój dwuręczny miecz. Wojownik, trzymał go jedną ręką, co również świadczyło o jego sile. Stresującą sytuację przerwał łysy mnich, który trzymał Randala.
-Kim jesteście! Szybko gadaj, nim ukręce łeb temu kurduplowi!- W reakcji, wojownik w złotej zbroi płytowej skierował ostrze w kierunku pochwyconego Randala, który służył za prowizoryczną tarczę dla mnicha.
-Jesteśmy podróżnikami! Szukamy orków a nie kłopotów…- Na te słowa, mnich popuścił ręki, by jego pochwycona ofiara mogła przemówić. Jednak by nie dać przewagi, złapał prawą rękę i wykręcił ją Randalowi.

Randal, Mogłeś mówić, z trudnością. Niestety, łysy napastnik wykręcił Ci rękę, przez co nie rzucisz żadnego czaru…
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

sob lis 18, 2006 11:56 pm

Randal Dundragon

~Nieźle sie porobiło.~
Mając nadzieje ze ten obdartus nie będzie zbyt pochopny w czynach Randal z trudem mówi do niego
- Po co ta pochopność? Obaj jesteśmy jak powiedział mój towarzysz podróżnikami, którzy nie szukają kłopotów. Może więc byśmy sie uspokoili i nawzajem sie przedstawili. Zaczne pierwszy, jestem Randal.-
 
Awatar użytkownika
Var Kezeel
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 140
Rejestracja: pt lis 26, 2004 11:07 pm

ndz lis 19, 2006 9:51 am

Soze

Mężczyzna w skupieniu wysłuchał planów krasnoludzkiego króla.

-Sądzę, że to dobry plan.
Nathanielu, czy masz w swoim repertuarze zaklęć coś na masową niewidzialność? Znacznie ułatwiłoby to nam nasze zadanie. No i jako mag z pewnością na podorędziu będziesz miał coś, co skuteczniej i szybciej rozwali te maszyny?
Pozostaje jedno. Królu Bruenorze, kiedy wyruszamy?-


Soze, dziś niespotykanie niekonfliktowy, miał już dość swojej misji. Im szybciej się skończy, tym lepiej...
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

ndz lis 19, 2006 2:47 pm

Nathaniel

Wiadomość o działaniu elf przyjął z pokorą. Nie był magiem ściśle bojowym, ale ich misja polegała na walce, więc chcąc nie chcąc musiał ją zaakceptować. Zaczął uważnie oglądać mapę, aby jak najdokładniej zapamiętać teren, na którym przyjdzie im działać. Wiedza to podstawa, zawsze to powtarzał. Po zapamiętaniu ogólnej wizji obszaru rzekł:

- Tak, wydaje mi się, że ten sposób będzie najlepszy przy możliwych nam środkach. Orkowie nie są bystrzy, więc dojście do tego co się dzieje może im zająć trochę czasu. Jeśli chodzi o czary Soze, to mam na podorędziu kilka wyjątkowo przydatnych. - Mówiąc to na jego twarzy wykwitł mały uśmiech. - Posiadam także zaklęcie, które tworzy kule niewidzialności ze mną w punkcie centralnym. Możemy go użyć jeśli chcesz, jednak najlepiej dopiero przed samym atakiem. Kula ma niewielki promień, poza tym sami też nie będziemy w stanie się nawzajem dostrzec, więc poruszanie się pod nią może się okazać trudne. Myślę jednak, że Twój sposób może się udać. - To rzekłszy wypił łyk wody ze stojącego obok kubka.

Po chwili namysłu zwrócił się ponownie do króla krasnoludów:

- Myślę, że możemy wyruszyć natychmiast, jeśli nikt z moich towarzyszy - pokazał głową na resztę - nie będzie miał nic przeciwko. Zaskoczenie to podstawa w tej bitwie. Dziękuję Ci królu Bruenorze za okazaną nam pomoc. Pomyślnej bitwy.
 
Awatar użytkownika
Aker
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 192
Rejestracja: wt kwie 11, 2006 6:14 pm

wt lis 21, 2006 8:14 pm

Valkard

-Kim wy do jasnej cholery jesteście!-krzykną Valkard, wysoki mężczyzna. No jego twarzy widoczne było zdziwnienie ale takrze strach i złość. Pierwsze co zrobił to wstał i wyciągną miecz.

-Nie ufaj im Grebo! To na pewno jacyś szpiedzy. Domyślam się czym zawdzięczamy tą wizytę!-Valkard przypomniał sobie swój cel. Nie wiedział co robić. -Trzymaj drania. On napewno wie kim jesteśmy. Nie dawaj mu przewagi! A ty co tu robisz?-powiedział do stojącego obok mężczyzny? -Randal? Trochę zdradziecie imię, niesądzisz?

W tym momęcie walkard podszedł bliżej, z ciągle "nacelowanym" na "kolegę" Randala mieczem. Nie chciał go ugodzić, ponieważ nie był pewien swojej tezy, a pozatym był z nim Grebo. Valkard czekał na dalszy rozwój zdarzeń.
Ostatnio zmieniony śr lis 22, 2006 7:00 pm przez Aker, łącznie zmieniany 1 raz.
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

śr lis 22, 2006 8:24 am

Randal Dundragon

Gdy ten drugi wygłosił swoją teze Randal mu odparł
- My szpiegami? Niby dlaczego tak sądzisz, czyżbys czegoś sie obawiał? Pozatym Randal to najnormalniejsze imie na świecie tak jak i Grebo.-
Po tych słowach zwraca sie do tego który został nazwany Grebo.
-Czy byłbyś łaskaw mnie opuścić? Możesz mi dalej wykręcać ręce, ale wolałbym normalnie oddychać.-
 
Awatar użytkownika
Aker
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 192
Rejestracja: wt kwie 11, 2006 6:14 pm

czw lis 23, 2006 1:59 pm

Valkard

Mężczyzna nie wiedział co robić. Najchętniej już przebiłby mieczem nieznajomego, jednak coś go przed tym powstrzymało.

-Ty, małomówny -zwrócił się Valkard do nieznajomego, na którego ciągle nacelowywał swoim mieczem -mów, ale to już, czego tu szukacie, kto was tu przysłał i czego od nas chcecie. Szybciej, bo cię zabiję!

-Ty Grebo nie puszczaj tego francy, on tylko na to czeka! Jeżeli jego kumpel się pośpieszy, to może go puścisz! mówię Ci! To zdrajcy!
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

czw lis 23, 2006 3:02 pm

Randal Dundragon

Usłyszwszy pytanie tego który zdawał sie być przywódcą Randal mu odpowiada
- Jeśli chodzi o mnie to szukam moich przyjaciół i obozu orków z rozkazu armii Silvermoon, a na was wpadłem przypadkiem.-
~Oby Tristan szybko im powiedział po co tu jest. Może i ja sie czegoś nowego o nim dowiem.~
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

sob lis 25, 2006 12:20 pm

Nathaniel, Soze, krasnolud zdecydowanym ruchem głowy przytaknął, zatwierdzając waszą wolę i decyzję. Mężczyzna podrapał się po głowie i spojrzał na was z dumą.
-Oby więcej takich jak wy- Rzekł opierając ręce na biodrach. Na chwilę zamilknął, po czym spojrzał na Nathaniela.
-Gdyby wszyscy moi bracia mieli okazję poznać elfa z tak bohaterskim podejściem do sprawy, z pewnością powszechne stereotypy uległy by zmianie…-

Nathaniel Gdy krasnolud wypowiedział swoje zdanie na twój temat, poczułeś się zawstydzony. Usłyszeć komplement z ust krasnoludzkiego króla to wyjątkowe wyróżnienie.

Nathaniel, Soze, niezręczną cisze przerwał Orrick, który swym głośnym donośnym głosem krzyknął do was.
-Dobre kurka! Ludki idymy bo mi sie mierznie! Chopy! Ruszać dupska!- Na te słowa, król Bruneor kiwnął głową.
-Idźcie już, nie warto tracić czasu…- Sami postanowiliście nie czekać dłużej, podziękowaliście za gościnę Bruneorowi i opuściliście barak. Przed namiotem czekała na was pewna ludzka kobieta.
-Witajcie, jestem Luiza, mówcie mi Lu… Jestem nadwornym magiem krasnoludzkiego króla. Słyszałam o waszych planach i niestety nie mogę wam bezpośrednio pomóc, muszę zostać tutaj, lecz pomogę wam w inny sposób… Dawno temu od mojego mistrza otrzymała ten zwój, na szczęście nie musiałam z niego korzystać. Teraz jednak przyda się wam bardziej niż mnie.- Kobieta podała zwój Nathanielowi i puściła mu oczko. Była nie wysoka, wręcz niska, o bardzo wątłej posturze. Miała wyjątkowo piękne oczy jak na ludzką kobietę.
Nie czekając dłużej na podziękowania, opuściła was i znikła gdzieś za namiotem przywódcy krasnoludów. Chwilę staliście w milczeniu, spoglądając na zwój, który trzymał elf.
-Dobra panowie musimy już ruszać- W końcu odezwał się Nico. Na co Urgh i Orrick burknęli głośno, potwierdzając. Przebijanie się przez gęsty las konno było bezsensowne, dlatego też postanowiliście ruszać na piechotę.

***

Opuszczając obóz nie wiele osób was żegnało. Jedynie Ulgar uścisnął wam ręce na do widzenia, życząc powodzenia. Krasnolud pokłonił się przed Nathanielem jako dowodzącym grupą uderzeniową.
Im bliżej do orków i oblężniczych maszyn tym czuliście większy niepokój i niepewność. Obraz namiotów i krasnoludów powoli się oddalał od was, a raczej to wy oddalaliście się od niego…

Randal, Valkard, łysy wysoki mężczyzna nadal trzymał Randala za kark i jedną rękę. Towarzysz pochwyconego czarodzieja odezwał się dość poważnym tonem.
-Jacy zdrajcy?! Co Ty bredzisz? Kogo mamy zdradzać? Zmysły postradaliście?! Nie mamy co robić tylko szpiegować dla orków?! Zastanówcie się! Nie chcemy kłopotów, chcemy tylko przebić się przez linię obronną orków i dostać się w głąb ich obozów… Ja powiedziałem, czego tu szukamy, więc może puścisz mojego kompana- Tutaj Wojownik w płytowej zbroi spojrzał na łysego mnicha -i powiecie coś o sobie?!-
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

sob lis 25, 2006 9:33 pm

Nathaniel

Z lekką niechęcią opuszczał bezpieczny obóz krasnoludów, ale cóż czasami i tak bywa. Podobnie się czuł kiedy opuszczał Evermeet, tylko, że wtedy smutek jego był ogromny. Nagle uświadomił sobie jak bardzo mu brak wygodnego życia na Wyspie Elfów, jej cudowności i przyjaciół, których tam zostawił, aby dać im nadzieję na powrót. Był wtedy w pełni świadom co robi, jednak takiego żalu nie da się uniknąć. Zaprawdę, ciężko jest elfowi opuszczać swe rodzinne strony...

Podczas wędrówki Nathaniel postanowił spróbować odczytać zwój pięknej nieznajomej, ale wyraźnie utalentowanej czarodziejki. Podczas marszu nie było to zbyt wygodne, ale nie niemożliwe. Na szczęście towarzysze osłaniali go i nie musiał się obawiać przypadkowej strzały gdzieś z boku. Welinowy zwój był gruby i wyjątkowo długi. Po kilkunastu minutach elf zakończył rozszyfrowywanie tajemnych znaków. Jakież było jego zdziwienie, kiedy odkrył naturę magicznych zapisków. Zaprawdę mentor tej dziewczyny musi być niezwykle potężnym magiem, godnym miana potężnych. Zwój bowiem zwierał wielką moc, mogącą sprowadzić wielkie płomienie na duży obszar. To mogło znacznie przechylić szalę zwycięstwa na ich stronę. Zwinął zwój z ogromną moc Sztuki drzemiącą w nim i niemal szeptem rzekł do towarzyszy:
- Panowie, zaprawdę powiadam, może nam się udać - To tajemnicze zdanie powiedział z szczerym uśmiechem na ustach

Zbliżali się do obozu orków. Nathaniel, dzięki elfiemu dziedzictwu słyszał już wojenne bębny zielonoskórych. Zaczął się lekko denerwować.
~ A więc to już niedługo. Wreszcie okaże się, czy nasza misja ma jakiś sens. Czas się przygotować ~ powiedział sobie w myślach. Szpecąc pod nosem tajemne słowa w elfim języku, które zrozumieć mógł tylko ktoś biegły w magii, stworzył z czystej mocy, delikatna, lekko błyszczącą zbroję, którą przy bliższym przyjrzeniu się można było zobaczyć jako idealnie przylegającą do ciała migoczącą kolczugę. Nie była to zbyt wielka ochrona, ale na razie powinna mu wystarczyć. W razie czego miał jeszcze wiele osłon, które jak miał nadzieję uratują go przed orczymi grotami.

Wskazując innym kierunek marszu, którym było wąskie przejście między drzewami jakie zapamiętał z mapy pokazanej mu przez króla Bruenora, o którym głupi orkowie prawdopodobnie nie wiedzieli, w milczeniu udał się razem z innymi na tyły wrogiego obozu. Była to wprawdzie dosyć długa droga, ale za to bezpieczna.
 
Awatar użytkownika
Aker
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 192
Rejestracja: wt kwie 11, 2006 6:14 pm

ndz lis 26, 2006 1:37 pm

Valkard

-Ta, dobra wymówka! A z kąd ja mam wiedzieć, czego wy tu szukacie? Grebo, co o nich sądzisz? Bo jak dla mnie to oni czegoś tu szukają, a wbrew pozorom, ja nie chcę stracić życia! Nie wiem, może mówią prawdę, jednak po co chcecie się dostać do środka obozu? Czego tam szukacie? -Valkard znacząco patrzył na Greba, który nadal wywiją rękę Randalowi.

-A tak pozatym to może odłożyłbyś swoją broń? Co mam mówić? To wy zostaliście przyłapani na szpiegostwie, na pewno wiecie o nas wszystko! -Mężczyzna starał się mówć rozsądnie, przekonująco, jednak równie "strasznie" i groźnie. Wszystki słowa przechodziły przez "cenzurę", aby niktr nie dowiedział się o konkretnym celu Valkarda...
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

ndz lis 26, 2006 1:46 pm

Randal Dundragon

~Chce dowodu? To go dostanie.~
-Jak mi nie wierzysz to zajrzyj do sakiewki przy moim pasie. Mam tam dokument który potwierdza ze jestem w jednostce specjalnej armi Silvermoon.-

Po tym stwierdzeniu czeka na reakcje Grebo lub tego drugiego.
 
Awatar użytkownika
Aker
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 192
Rejestracja: wt kwie 11, 2006 6:14 pm

ndz lis 26, 2006 2:03 pm

Valkard

-Tak, i ja popatrzę do sakiewki, a ten drugi mnie zabije! Nie dzięki! Najpierw niech on odpowie na moje pytania, a potem niech sam otworzy sakiewkę i poda mi ten dokument!
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

ndz lis 26, 2006 2:34 pm

Randal Dundragon

- Skoro tak sie bojsz, to niech Grebo zajrzy do tej sakiewki. No chyba ze i on sie boji.-
~Pięknie, najpierw udaje ważniaka a teraz boji sie jednego człowieka.~
 
Awatar użytkownika
Var Kezeel
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 140
Rejestracja: pt lis 26, 2004 11:07 pm

ndz lis 26, 2006 9:15 pm

Soze

Soze cieszył się, że wreszcie wyruszyli. Tylko jedno kołatało mu się teraz w głowie - skończyć tą przeklętą misję. No, może jeszcze jedno - przeżyć.

Kiedy Nathaniel wyszeptał optymistyczne słowa, poprawił mu się humor. Mag raczej nie był pospolitym kuglarzem i jeśli sądzi, że zwój im pomoże, to zapewne im pomoże.

Gdy zaczęli się zbliżać, Soze poczuł w żyłach przypływ adrenaliny i znajomy dreszcz emocji. Nim weszli głębiej w wąską ścieżkę, wyszeptał do maga:
-Nathanielu, pomimo, że orkowie będą związani walką, to jakieś straże z pewnością zostawią. Obejdę ich z boku i zrobię zamieszanie, a ty broniony przez naszych mięśniaków i kapłana w spokoju rzucisz czar. Dołączę do was, a potem albo czmychniemy, albo usieczemy kilku orków jeśli nie będą mieli przewagi. Co o tym myślisz?-

Maszerując czekał na odpowiedź elfa.
  • 1
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 31

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości