Zrodzony z fantastyki

 
Menthorn
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 301
Rejestracja: pn sie 11, 2003 11:21 pm

Ród Regeta

pt wrz 10, 2004 11:33 pm

Sembia, kraj handlu i intryg. To tu przysz³o rozwijaæ siê potomkom Cirila Regeta. Ród Regentów od trzystu ju¿ ponad lat mo¿e poszczyciæ siê tytu³em szlacheckim. Z maj±tkiem bywa³o ró¿nie, ale zawsze w ich posiadaniu by³a wzniesiona przez Cirila posiad³o¶æ nieopodal Saerloonu. Przez ostatnie kilka lat poszczególni cz³onkowie rodu z ró¿nych powodów wêdrowali po ¶wiecie. Zamek i interesy rodzinne trzyma³ w kupie najstarszy z rodu. Edgar Reget, znakomity wojownik i nieugiêty dyplomata. Ostatnio jednak sytuacja pogorszy³a siê na tyle, ¿e Edgar rozes³a³ po ca³ym ¶wiecie goñców za swoimi synami i braæmi, by przybyli wraz z rodzinami do posiad³o¶ci… <br /> <br />Przy d³ugim stole w ciemnej sali, o¶wietlanej tylko ¶wiat³ami kilku ¶wiec na zdobionym blacie sto³u, siedzia³o parê osób. Najdalej ze wszystkich siedzia³ lekko ju¿ osiwia³y mê¿czyzna o jasnej skórze i czarnych oczach. Popi³ wino, po czym wsta³ ze szczêkiem zbroi. <br />- Moi drodzy, nie bêdê owija³ w bawe³nê, sytuacja jest bardzo kiepska. Tracimy wp³ywy w mie¶cie. Nie bêdê wam obja¶nia³ ca³ej sytuacji, gdy¿, nie starczy³oby mi z pewno¶ci± na to ¿ycia. Wiem jedno musimy dzia³aæ. Po to was wezwa³em, sam niedba³ym rady. Móg³bym wynaj±æ ludzi, ale tym nie zawsze mo¿na ufaæ a i nadwerê¿y³oby to nasz i tak ju¿ bêd±cy w op³akanym stanie skarbiec. Musimy ratowaæ nasz ród! Ka¿dy z nas zna siê na swojej sztuce, wszak nie po to moja matka wyda³a na nasz± edukacjê maj±tek. Wojska mamy ma³o, ale ka¿demu jacy¶ pomocnicy siê znajd±. Mam ju¿ dla was konkretne zadania, ale o tym pó¼niej. – Powiedzia³ mê¿czyzna i chwyci³ kielich. – Powstañcie, wypijmy za pomy¶lno¶ci naszego rodu i za rodzinne spotkanie, czas siê trochê zabawiæ. – Teraz dopiero by³o widaæ twarze reszty rodziny. <br /> <br />--------------------------------------------------------------- <br /> <br />Zasady, co do postaci: <br />1.Tylko ludzie, ewentualnie jaka¶ ma³a ilo¶æ mieszañców. <br />2.Poziom, nie wiêcej ni¿ 8 i nie wszystkie na tym poziomie. <br />3.Proszê w pierwszym po¶cie opowiedzieæ, co siê dzia³o z postaci± przed jej przybyciem do zamku, no niech siê podzieli z rodzin± tym, co robi³a;] <br />4.Proszê o zró¿nicowanie klasowe. <br />5.Przynajmniej 1 z poziomów postaci to klasa Arystokrata. <br /> <br />Mi³ej zabawy(mam nadziejê)! :mrgreen:
 
Awatar użytkownika
joseph__
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 361
Rejestracja: czw mar 25, 2004 3:45 pm

sob wrz 11, 2004 9:37 am

Wyrafinowane włamania, ciche intrygi, czasem nawet zabójstwa tym zajmował się Hilinian Reget w Waterdeep dzięki swojemu wrodzonemu wdziękowi wszystko uchodziło mu na sucho poza tym był szlachetnie urodzony więc miał wielu znajomych w wysokich kręgach władz Waterdeep. Najmłodszy w swoim rodzie z reguły nie miał wiele do powiedzenia przy podejmowaniu jakiś ważniejszych decyzji dlatego też opóścił Sembie w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego zajęcia i tak znalazł się w Waterdeep gdzie jak już wiadomo zajmował się przeróżnymi sprawami. Zdobył tam nie małe doświadczenie więc mógł nim zaskakiwać wilelu gdyż miał zaledwie 24 lata. Posiadał też wiele cech prawdziwego arystokraty dzięki czemu zawsze umiał wyjść z kłopotliwej sytuacji. Pewnego jednak dnia otrzymał list od swego ojca Edgara Regeta w którym to zawiadamiał go ojciec o jakis powarznych problemach rodziny i nakazywał szybki przyjazd. Tedy to młody Hilinian nie zwlekając wyruszył do Sembii na spotkanie rodzinne. <br /> <br />Siedząc przy długim stole wyraźnie był zasłuchany w słowa ojca. Gdy ten skończył proponując toast wstał unosząc kilelich i rzekł. <br />- Wiec drogi ojcze, że jestem zawsze na twoje zawołanie. Dzięki wszystkim tu zebranym jak sądze uda nam się przywrócić dawną świetność naszemu domowi. <br />Wszyscy którzy zwrócili w tym momencie wzrok ujrzeli wysokiego szczupłego mężczyznę w młodym wieku jego szlachetne rysy przyciągały wzrok, niebieskie oczy bystro przyglądały się zgromadzonym jasne włosy wyraźnie można było zauważyć w półmroku a strój dość bogaty sprawiał, że jego słowa brzmiały znacznie poważniej. <br /> <br /> <br />Arystokrata 2 Łotrzyk 6
 
Awatar użytkownika
Kejmur
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1684
Rejestracja: wt cze 15, 2004 4:35 pm

sob wrz 11, 2004 1:28 pm

"Ogień trzeba umieć kontrolować, acz również i powinno pokochać". Taką maksymą od zawsze kierował się Kim Bu Chil, shugenja za szkoły klanu Feniksa - Agashy. Od małego dziecka uczył się w niej zaklęć objawień i posługiwania się wakizashi - mistrzowsko wykonanym krótkim mieczem. Gdy jego nauka się zakończyła, a trwało to 8 lat, miał wyjechać z rodziną na zachód. Niestety wszyscy zostali zabici przez trzęsienie ziemii i w akcie desperacji ruszył w kierunku planowanym przez jego bliskich. W końcu jego wędrówka doprowadziła go do Sembii, gdzie szukał swojego nowego domu. Pewnego dnia dotarł do Rodu Regeta, poszukujących kogoś, kto przyzwoicie posługuje się magią. Po zaprezentowaniu swoich umiejętności został przyjęty i zaczął się tutaj czuć jak w domu. W końcu stał się częścią rodziny - zyskał przybranego ojca i rodzeństwo. Był im wdzięczny za to, że za ich pieniądze mógł nadal kontynuować swoje nauki. Jednak nigdy do końca nie był szczęśliwy. A kłopoty związane z wpływami rodziny w mieście z pewnością go nie poprawiały....... <br /> <br />Spokojnie siedząc przyglądał się przemowie ojca i słowom jego przybranego brata młodszego od niego zaledwie o rok. Nosił na sobie żółtą szatę z rysunkami płomienii przyozdobioną gdzie niegdzie czerwonymi rubinami i do pasa miał przypięty wakizashi, jedyne pamiątki z poprzedniego życia. Był przystojnym, niezbyt wysokim mężczyzną rasy koloru żółtego i o krótko przyciętych czarnych włosach oraz ciemnobrązowych oczach. W końcu postanowił wstać razem z innymi i przemówić. Wszyscy ze zdziwieniem spojrzeli w jego kierunku, gdyż nigdy nie był zbyt rozmowny. Po kilku nerwowych chwilach rzekł: <br /> <br />- Rozumiem wasze zdenerwowanie, gdyż faktycznie wpływy w mieście mamy coraz słabsze, jednak nadzieja zawsze umiera ostatnia i liczę na to, że to się poprawi. A wniesienie toastu z pewnością przyniesie szczęście. <br /> <br />Po raz pierwszy jak tu przybył, uśmiech pojawił się na jego twarzy. Inni nie mogli się temu nadziwić. Po chwili razem z innymi wniósł w górę toast i przyłączył się do zabawy. Dzień układał się pomyślnie.......... <br /> <br />Arystokrata 1/ Shugenja 7* Człowiek <br /> <br />*Klasa podstawowa z "Krain Wschodu".
 
LightFencer
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 169
Rejestracja: pt lis 11, 2005 8:31 pm

sob wrz 11, 2004 3:30 pm

Niski człowiek w średnim wieku, o ciemnych piwnych oczach, bladej cerze i krótkich włosach, poprzeplatanych pasmami siwizny był najbardziej ekscentryczny i tajemniczy ze wszystkich braci, siedział po lewej stronie Edgara władcy zamku, najstarszego z rodu który wezwał go tu aż z Shaar. Był on bękartem, i wszyscy zebrani tu o tym wiedzieli, ale tylko najstarszy z braci znał pełną jego historie. Jego ojciec i pan zamku nie był wiernym mężem, wręcz przeciwnie, było wiele dzieci z nieprawego łoża, lecz on był wyjątkowy. Miał talenty psioniki tak żadki w tych okolicach. Potrafił czytać w umysłach innych. <br />Jako dziecko był wychowywany przez matke lecz po ojcu odziedziczył skłonność do zła. W wieku 13 lat zmanifestował swoją pierwszą moc i zaczął je rozwijać. Ojciec dowiedziawszy się o talencie syna wysłał go do Shaar do klasztoru psionów. Jego talent był tak wielki że powoli zniewalał całą gildie aż trafiła ona w jego zachłanne dłonie. Lecz nawet to mu nie starczało on pragnął jeszcze więcej. Pewnego dnia odkrył ciemną strone swych zdolności i poświęcił się w całości studiom nad tą siłą. Po pewnym czasie tak pokochał ciemność że prawie stał się jej częścią. Wtedy został wezwany tu do zamku swego rodu i przekonał swego najstarszego brata aby uczynił siebie swoim zastępcą. <br />A teraz siedział i przyglądał się gością i reszcie rodziny, przy okazji czytając ich myślii. <br />- Rozumiem wasze zdenerwowanie, gdyż faktycznie wpływy w mieście mamy coraz słabsze, jednak nadzieja zawsze umiera ostatnia i liczę na to, że to się poprawi. A wniesienie toastu z pewnością przyniesie szczęście. - usłyszał w głowie jednehgo ze zgromadzonych po sekundzie słowa te zostały wypowiedziane. Mężczyzna wstał i powiedział.Kielich z winem na oczach tam zgromadzonych przeleciał do ręki psiona. W milczeniu zaczął się delektować winem.
 
Powerade
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 40
Rejestracja: wt cze 29, 2004 12:19 am

sob wrz 11, 2004 5:10 pm

Razem z innymi wsta³ najwy¿szy i najbardziej umiê¶niony z braci - Colmen Reget. Najbardziej ze wszystkich przypomina³ ojca, gdy¿ pod jego okiem trenowa³ sztukê wojaczki. Treningi spêdza³y mu sen z powiek, by³y ciê¿kie, ale siê op³aca³o. Dzisiaj jest drugim fechmistrzem i kandyduje do przejêcia rodu po ojcu. Podró¿owa³ kilka lat po ¶wiecie m.in. dotar³ do Silverymoon oraz Neverwinter, i niedawno powróci³ do rodzinnego dworku, by zostaæ na d³u¿ej. Tym bardziej, ¿e dom popada³ w k³opoty i musia³ pomóc rodzinie. Z zaciekawieniem i zdziwieniem obserwowa³ dzisiejsze rzeczy - przemowê ojca, s³owa najm³odszego z braci, przemowê tajemniczego maga, przybranego brata i "przyci±gniêcie" kieliszka przez kolejnego. Ciê¿ko mu by³o siê do tego przyzwyczaiæ. W zamy¶leniu zakrêci³ lok d³ugich srebrnych w³osów wokó³ palca i wzniós³ kieliszek wina. Jak to nakazujê kultura do³±czy³ siê do toastu i razem z innymi zacz±³ siê bawiæ. <br /> <br />Colmen Reget Wojownik 5/ Arystokrata 2
 
Awatar użytkownika
Vince
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 342
Rejestracja: śr sie 18, 2004 11:26 am

ndz wrz 12, 2004 11:50 am

Wysoki mê¿czyzna, o d³ugich kruczoczarnych w³osach siedzia³ na samym koñcu sto³u, nieco na uboczu. Nikomu nie wydawa³o siê to dziwne, poniewa¿ od zawsze uwa¿any by³ za zaka³ê rodziny, nikt go nie lubi³, wszyscy go odtr±cali. Nigdy mu siê nie wiod³o, by³ chudy i s³±by, wiêc w szkole znêcali siê nad nim. Rodzice nigdy nie interweniowali, gdy wraca³ do domu pobity, uwa¿ali, ¿e powinien siê sam umieæ obroniæ. Mia³ tego do¶æ i gdy sta³ siê pe³noletni zebra³ swoje rzeczy i opu¶ci³ rodzinne strony. ¯y³ w samotno¶ci, w dzikiej puszczy po¶ród zwierz±t i ro¶lin. Trudy ¿ycia z dala od cywilizacji zrobi³y z niego silnego mê¿czyznê, pozna³ najrozmaitsze tajniki natury i podoba³o mu siê samotne ¿ycie. Kiedy otrzyma³ list od swojej rodziny na pocz±tku, rzuci³ go w k±t i nie zamierza³ czytaæ, po tylu latach nagle sobie o nim przypomnieli, zreszt± pewnie znowu go odtr±c± by³ dziki mia³ potargane w³osy, zniszczone ubranie. Jednak w jego wnêtrzu wygra³o poczucie wiêzi rodzinnej, zawdziêcza³ im w koñcu swoje ¿ycie têskni³ za ojcem i braæmi, postanowi³ im pomóc. Umy³ siê w pobliskim ¼ródle, u³o¿y³ w³osy wyczy¶ci³ broñ i zrobi³ sobie nowe ubranie. Wygl±da³ wspaniale, mia³ doskonale proporcjonalne cia³o, g³adk± lekko opalon± cerê i by³ do tego bardzo przystojny, ale nigdy nie otrzyma³ mi³o¶ci od rodziny, takiej mi³o¶ci jak± da³a mu natura. Siedzia³ przy stole ogr±¿ony w my¶lach, obserwuj±c ojca i siedz±cych obok niego synów. Zazdro¶ci³ im jego mi³o¶ci, jego opieki i rad, postanowi³ udowodniæ, ¿e jest cz³onkiem tej rodziny, ¿e jejmu te¿ nale¿y siê mi³o¶æ. <br /> <br />Vince Reget Driud 4/Arystokrata 2/Tropiciel 1
 
kszyk
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 37
Rejestracja: ndz sty 07, 2007 2:26 pm

ndz wrz 12, 2004 1:53 pm

Po drugiej stronie stołu,dokładnie na przeciwko Edgara siedział jego najstarszy syn.Jego wytworne ubranie,wyraziste rysy twarzy i elegancja bijąca od każdego jego ruchu dobitnie świadczył o wysokim pochodzeniu. Ojciec bardzo go kochał,mimo tego że język uważał za broń skuteczniejszą od miecza.Ilian,bo tak nazywał sie ten 30 letni mężczyzna, odebrał staranne wykształcenie uczać się w najlepszych szkołach.Edgar wydał na to majątek.Nauczyciele dostrzegli talenty młodziana i skierowali go na odpowiedni tor."Empatyczny,charyzmatyczny,piekielnie inteligentny i zabójczo przystojny"tak go określano.Wykształcenie sprawiło, że stał sie jednym z lepszych dyplomatów w państwie,przewyższajac nie tylko swego ojca.Zauważony przez władcę,od kilku lat mieszkał w stolicy,gdzie u boku najlepszych zdobywał doswiadczenie i obycie,co jakiś czas wyjeżdzając na misje dyplomatyczne.W podziękowaniu za wierna służbę otrzymał tytuł barona i skromną posiadłość w Molindoren.Nie wyjechał tam jednak pragnąc stale być w centrum wydarzeń. <br /> <br />Dziś jako najstarszy syn Edgara,będąc w najprostszej lini potomiem Cirila a co za tym idzie jednym z największych kandydatów do przejęci władzy w rodzie,przybył by pomóc swej rodzinie i zaopiekować się interesami,które w przyszłosci mogą być jego własnymi. <br /> <br /> <br />baron Ilian Regent Arystokrata7/Bard 2
 
Menthorn
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 301
Rejestracja: pn sie 11, 2003 11:21 pm

ndz wrz 12, 2004 8:30 pm

Edgar wsta³ i popatrzy³ na swoj± rodzinê, wstali wszyscy, ale tylko niektórych twarze widaæ by³o nad sto³em. – No, wiêc na zdrowie. – Powiedzia³ i wychyli³ kielich. Usiad³ z majestatem. – Jedzcie. – Popatrzy³ na stó³ i pstrykn±³ palcami. W mgnieniu oka przyby³a s³u¿ba i w uk³onach poda³a posi³ek. Edgar zwróci³ siê do Colmena. – Synu, po posi³ku mamy jeszcze trening, pamiêtaj. – Wypi³ trochê wina i przeniós³ wzrok na Iliana. – Zagra³by¶ co¶. Dzi¶ siê jeszcze zabawimy, jutro zaczynamy ciê¿k± pracê.
 
kszyk
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 37
Rejestracja: ndz sty 07, 2007 2:26 pm

ndz wrz 12, 2004 9:54 pm

-To będzie przyjemność i zaszczyt zagrać w tym gronie - odrzekł Ilian. Spojrzał na ojca.Bardzo go kochał.Na dworze nauczono go trzymac nerwy na wodzy oraz kontrolować lub zabijać swe uczucia.Tego jednak nigdy nie chciał zabić.Niewątpliwie go podziwiał. <br />Ilian wyciągnał rękę a sługa podał mu lutnię.Mężczyzna wyciągnął za pasa i przymocował do jej pudła flet. <br />-"Nefrytowe pola Kortynu" - zapowiedział pieśń.Była to ulubiona piosenka Edgara.Miejscami smutna innym razem wesoła.Ilian grywał ją specjalnie dla niego.Tekst mówił o mitycznej krainie,pełnej bohaterstwa i piękna.Rgent zawsze zmieniał tekst,tak ze niby ta sama, pieśń opowiadała zawsze inną,ale równie wspaniałą historię. <br />Rozległy się pierwsze dżwięki i na sali zapadła cisza przerywana brzmieniem strun i wyrażnym acz delikatnym głosem barda....
 
Gamer2002
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 61
Rejestracja: pn paź 27, 2003 1:08 pm

pn wrz 13, 2004 2:09 pm

Kiedy Ilian gra³ nagle pojawi³ siê pól-elf. By³ starszy od niego o dwa lata. Mia³ rozczochrane jasne w³osy a z jego przystojnego oblicza promieniowa³a dobroæ. By³ ubrany w proste szaty. Szybko pochwyci³ melodie gran± na lutni, wyj± swój flet i zacz±³ na nim graæ. Dopiero wtedy wiêkszo¶æ rozpozna³a w nim Molessa, pó³-elfa, który by³ synem ¿ony Edgara i pewnego elfa, którego imienia przy ojcu nikt nie ¶mia³ wymawiaæ. By³ jednocze¶nie bardem i czarodziejem. Po tym jak dojrza³ opu¶ci³ dom Edgara, aby studiowaæ magiê i podró¿owaæ po ¶wiecie pomagaj±c tu i tam. Z wszystkimi dzieæmi Edgara mia³ kiepskie stosunki nie licz±c mo¿e Vincea. Najbardziej nie lubi³ „chorego na przerost ambicji oszusta umys³ów” jak wyra¿a³ siê o synu Edgara, który mia³ dar psioniki. Je¿eli chodzi o ojczyna to tylko przez pro¶bê ¿ony nie wygna³ Molessa. Moless zawsze stara³ siê poprawiæ z nim stosunki, co zwykle dawa³o ¶rednie efekty. Jednak nie zapomniano o nim, kiedy rodzina mia³a k³opoty. <br />Kiedy muzyka siê skoñczy³a Moless u¶miechn± siê s³abo i powiedzia³. <br />-Witaj szlachetny ojczynie. Przepraszam za spó¼nienie, ale napadli na mnie po drodze. Nie musicie mi mówiæ, jaka jest sytuacja. Ludzie mówili mi o tym. Pomimo tego ze nie mam waszej krwi pomogê wam. Bezinteresownie oczywi¶cie. <br />Skierowa³ spojrzenie na osobê siedz±ca po lewicy Edgara. „A po za tym...” Pomy¶la³ wiedz±c, ¿e on go us³yszy „Kto¶ musi mieæ ciê na oku.” <br /> <br />Moless pó³-elf arystokrata 1/ bard 2/ czarodziej 4
 
Menthorn
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 301
Rejestracja: pn sie 11, 2003 11:21 pm

pn wrz 13, 2004 3:23 pm

Gdy Moless zak³óci³ swoim wtargniêciem ulubion± pie¶ñ Edgara ten skrzywi³ siê ze z³o¶ci± i gdy pie¶ñ siê skoñczy³a odpowiedzia³ pó³-elfowi. – Nie mów do mnie ojcze i nie wa¿ siê wtr±caæ do muzyki Iliana. Siadaj, przydasz siê.– powiedzia³ i wskaza³ Molessowi ostatnie wolne miejsce.
 
Powerade
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 40
Rejestracja: wt cze 29, 2004 12:19 am

pn wrz 13, 2004 3:54 pm

- Bardzo dobry koncert, bracie. Molessie niezbyt taktowne by³o twoje wciêcie. Ojcze, jakby¶ chcia³ ju¿ i¶æ na trening, jestem gotów. Tylko powiedz kiedy. Oczywi¶cie jak wszyscy uczcimy nasz plan........ <br /> <br />Colmen u¶miechn±³ siê i dalej delektowa³ siê winem. Trzeba zdobyæ przychylno¶æ ojca, bo gra jest warta ¶wieczki. Maj±tek musia³ w koñcu na kogo¶ przej¶æ. I musia³ siê upewniæ, ¿e on bêdzie dziedzicem. Jednak narazie trzeba rozwi±zaæ problem i cieszyæ siê ka¿d± chwil±. Jego czas mia³ nadej¶æ........
 
Menthorn
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 301
Rejestracja: pn sie 11, 2003 11:21 pm

pn wrz 13, 2004 4:01 pm

- Zaraz pójdziemy synu. – Powiedzia³ Edgar. – Zreszt±, mo¿emy urz±dziæ rodzinie ma³y pokaz. – Doda³ i ugryz³ kês miêsa owczego. – Ale to dopiero zaraz… - Edgar zamyslil sie.
 
Awatar użytkownika
joseph__
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 361
Rejestracja: czw mar 25, 2004 3:45 pm

pn wrz 13, 2004 4:05 pm

Hilinian siedząc cicho od czasu toastu spogladał na wszystkich zgromadzonych nic nie mówiąc starał się rozbudzić wspomnienia z czasów kiedy jeszcze był małym chłopcem lecz w tym momęcie nie pamiętał wszystkich szczegółów związanych z "dalszą rodziną(bękartami)". W pamięci zostali mu Colmen i Ilian z którymi spędzał większość czasu potpatrywał ich i od każdego czegoś sie nauczył od Colmena walki i sprytu niezbędnego w niej, a od Iliana dworności oraz umijętności manipulowania innymi tak aby jego zawsze było na wieżchu. Czekał więc z niecierpliwością na chwilę zakończenia uczty, aby móc przywitać obu braci za którymi tak bardzo tęsknił przez tych pare długich lat pobytu w Waterdeep. Tymczasem jednak powrócił myślami do rzeczywistości i starał się domyślić powodów z jakich to wynikały problemy jego rodziny.
 
Gamer2002
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 61
Rejestracja: pn paź 27, 2003 1:08 pm

pn wrz 13, 2004 4:07 pm

-Jak sobie ¿yczysz. I przepraszam ze zak³óci³em pie¶ñ twojego syna.- Odpowiedzia³ Moless, który zaj±³ potem miejsce. „Zero akceptacji i zrozumienia. Wszêdzie dobrze, ale w domu najlepiej” Pomy¶la³ ironicznie. „Choæ widaæ ¿e nieco bardziej mnie doceniaj±. Pierwszy raz powiedzia³, ¿e jestem przydatny. Kto wie mo¿e za rok, dwa Edgar publicznie u¶ci¶nie mi d³oñ?” A nastêpnie wypi³ ³yk wina. „Pomogê im stan±æ na nogi a nastêpnie odejdê... No chyba, ¿e co¶ siê zmieni w moich planach.” Spojrza³ na Vincea. „Ciekawe czy nadal bêdê mia³ z nim lepsze stosunki ni¿ z reszt±...”
 
Awatar użytkownika
Kejmur
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1684
Rejestracja: wt cze 15, 2004 4:35 pm

pn wrz 13, 2004 4:12 pm

- Nie przejmuj się. Również nie należę do tej rodziny. Nigdy nie czułem się tutaj nigdy jak w domu. Ale jestem im wdzięczny za pieniądze włożoną w moją dalszą edukację. Nie odrzucili mnie jak szukałem pomocy. Nigdy nie uważałem cię za kogoś gorszego tym bardziej, że również jesteś magiem. I nie mam rasistowskich skłonności. A tacy jak my powinni się trzymać razem. Na dobre i na złe. <br /> <br />Gdy nikt nie patrzył, rzucił małą kulkę papieru z napisanym powyżej tekstem w kierunku Molessa. Skinął głową, by przeczytał informację. Wiedział, że szczególnie w tym okresie sojusznik się przyda i przyjaciel. Czekał na reakcję pół-elfa......... <br /> <br />Po chwili spojrzał w kierunku Vince'a i uśmiechnął się do niego. Wstał i usiadł koło niego. Wiedział jak to jest być samotnym. Aż za........
 
LightFencer
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 169
Rejestracja: pt lis 11, 2005 8:31 pm

pn wrz 13, 2004 4:28 pm

Queve nawiązał rozmowe telepatyczną z bratem. <br />- Edgarze mój bracie moze mi powiesz wreszcie po co ściągnołeś mnie z tak daleka? - usłyszał w głowie najstarszy z rodu. <br />-Baw się bracie naie gadaj. Potem porozmawiamy <br />- Wiesz że nie cierpie takich balów i zebrań, mów o co chodzi. <br />- Dobra, słuchaj, ten skurwiel Durin i jego rodzinka najęli kilku niezłych bandziorów. Ci niszczą nam wsztykie magazyny. Ponadto rada kupiecka się buntuje, trzeba ich trochę postraszyć... <br />- Ja zjame sie radą. Moje zdolności się tam przydadzą. Wyznacz kogoś z tych ludzi na mojego "strażnika" musi umieć walczyć. - Nagle po tych myślach półelf który przyszedł jako ostatni zaczął się wić z bólu - A za to przepraszam ale nie mogłem się powstrzymać i przecież zepsuł twoją piosenke. - uśmiechnął się - A jak skończe z radą to moge zająć się tym jak ty go trafnie określiłeś skurwielem. <br />- Dzieki - Edgar również uśmiechnął się. - A i weź Colmena, jestesm ciekaw jak się sprawi <br />- W takim razie zwolnisz go z waszego treningu, dobrze? - w tym momencie do umysłu Edgara dostała się nieznaczna sugestja - i jeszcze daj nam jeden pokój i nie oczekuj ze będe sie z nim obchodził jak z jajkiem. <br />- Półgodzinnego rozruchu nie odwołam. A poza tym, masz wolnął rękę. Będzie ci służył jak pies... <br />- Hmmm dobrze. Mi także przyda się odnowienie mych mocy. Wyruszymy za 9 godzin. W tym czasie możesz go przygotować i robić co chcesz ja wszystko załatwie. - Queve wstał i bez pożegnania opuścił zgromadzonych. - A bracie, powiedz mu o jego zadaniu i opowiedz z grubsza o mnie. Nie wdawaj sie w szczegóły. <br />Po tej rozmowie udał się do swego pokuju. Tam spotkał już czekającego służącego. <br />- W pokoju obok ma mieszkać wojownik - syn mego brata Colmen który będzie mnie ochraniać. Ztwóżcie mu tam warunki do życia. za 8 godzin i 30 minut przynieście nam jakąś strawe i wino. Ubieżcie go jakoś, bo nie moge patrzeć na niego. Umyć też by sie mógł. Moje szaty też po podruży nie są najlepsze. Zróbcie coś z nimi. -ściągnął swe szaty i podał służącemu. - Jeśli coś sie z nimi stanie stracisz głowe. Teraz idź. <br />Gdy złużący wyszedł Queve położył się w łożu i zasnął.
 
Awatar użytkownika
Vince
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 342
Rejestracja: śr sie 18, 2004 11:26 am

pn wrz 13, 2004 5:49 pm

Vince'a ucieszy³o przyj¶cie Molessa, oni zawsze trzymali siê razem, obaj odrzuceni, obaj nie chciani. Jeszcze to wtr±cenie siê w pie¶ñ Iliana, ojciec musia³ siê nie¼le zez³o¶ciæ. U¶miechn±³ siê do pó³elfa, który ukradkiem spojrza³ w jego stronê. Nie bawi³ siê najlepiej, popija³ drobnymi ³yczkami wino z kielicha i obserwowa³ zgromadzon± rodzinê. <br />- Witaj drogi Kimie - przywita³ przysiadaj±cego siê do niego shugenje i u¶ciska³ go niemal po bratersku.
 
Awatar użytkownika
Kejmur
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1684
Rejestracja: wt cze 15, 2004 4:35 pm

pn wrz 13, 2004 6:34 pm

- Witaj Vince. Cieszę się z naszego spotkania. Jesteś moim przyjacielem i nic tego nie zmieni. Rzucasz zaklęcia objawień jak ja, w końcu jesteś druidem. Nigdy nie widziałem twojego zwierzęcego towarzysza. Mógłbyś mi go przybliżyć ? <br /> <br />Kim mówił to wszystko szeptem, by nie przeszkadzać reszcie rodziny w konwersacji. Zastanawiał się, jaka misja ich czeka i jak rozwiążą swoje problemy. Zresztą niedługo miał się przekonać........ <br /> <br />- Słuchaj, masz mały prezent ode mnie. Zachowaj to na pamiątkę. <br /> <br />Sięgnął ręką do kieszenii i wyjął mały sygnet z wyrytym rysunkiem feniksa na rubinie. <br /> <br />- Nie jest umagiczniony. Weź go. Wiem, że trafia w dobre ręce. <br /> <br />Posłał kolejny uśmiech, uścisnął Vince'a i siedział koło niego przy okazji zerkając na resztę rodziny..........
 
Awatar użytkownika
Vince
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 342
Rejestracja: śr sie 18, 2004 11:26 am

pn wrz 13, 2004 6:59 pm

- Moje serce zawsze cieszy siê na spotkanie z Tob±, najdro¿szy przyjacielu. - odwzajemni³ u¶miech Kima. - Wspania³y pier¶cieñ, dziekujê, ale mam te¿ co¶ dla Ciebie. - wyci±gn±³ z kieszeni kawa³ek skóry, na której b³yszcza³y srebrne runy. <br />- Mam nadzieje, ¿e przyda Ci siê kiedy¶, nie bêdê zdradza³ jego dzia³ania, ale w razie niebezpieczeñstwa napewno Ci pomo¿e. - poda³ przyjacielowi kawa³ek skóry, a otrzymany pier¶cieñ za³o¿y³ na palec. <br /> <br />- Moi zwierzêcy towarzysze niebardzo pasuj± do tego miejsca, zostali na skraju lasu, je¶li masz ochotê pójdziemy je zobaczyæ, tu nawet nie zauwa¿± mojej nieobecno¶ci. - jego twarz wykrzywi³± siê w grymasie smutku, a oczy nape³ni³y siê ³zami. - Oni chyba nie zauwa¿yli, ¿e ja wogóle opu¶ci³em ten dom - po policzkach sp³ynê³y dwie krople, a oczy wpatrywa³y siê w bawi±cego siê ojca i braci.
 
Awatar użytkownika
Kejmur
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1684
Rejestracja: wt cze 15, 2004 4:35 pm

pn wrz 13, 2004 8:04 pm

- Nie przejmuj się. Rozumiem twój ból, gdyż kiedyś utraciłem prawdziwą rodzinę i była to najgorsza chwila w moim życiu. Fakt faktem nie zachowali się w porządku do ciebie. Spróbuj porozmawiać z ojcem sam na sam. Może to coś zmieni. Jeśli nie, to sobie daj z nimi spokój. Czegoś takiego nie nazywa się rodziną. A wracając do twojej propozycji wycieczki do lasu, to chętnie. <br /> <br />Cały ten monolog powiedział szeptem, by nikt go nie usłyszał tej rozmowy oprócz Vince'a i by pocieszyć przyjaciela. Siedział i popatrzył mu prostu w oczy. Kolejny uśmiech "rozświetlił" jego oblicze. Wziął po przyjacielsku poklepał go po plecach i kontynuował rozmowę z Vincem. Ten wieczór był idealną okazją na takie konwersacje.........
 
Awatar użytkownika
Vince
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 342
Rejestracja: śr sie 18, 2004 11:26 am

pn wrz 13, 2004 8:50 pm

Vince otar³ ³zy, jedyny ¶lad chwilowej s³abo¶ci i spojrza³ na Kima. <br />- Dziekujê przyjacielu. Chod¼my do moich zwierz±t, to niedaleko. - chwyci³ talerz miêsa ze sto³u i ruszy³ w stronê widocznego w pobli¿u lasu. <br /> <br />Towarzysze Vince'a okazali siê dwoma m³odymi lampartami. <br />- To s± bracia - wyja¶ni³ Kimowi i rzuci³ kawa³ miêsa zwierzakom. -Ten z ³atk± na oku to Rior, ten drugi to Sidr. - Nachyli³ siê i pog³aska³ zwierzêta, jego oczy b³ysnê³y nienawi¶ci±. <br />- Nikt nie pokocha³ mnie tak jak natura, mimo i¿ jest dzika, da³a mi co¶ czego nie zazna³em w tym domu. Przyby³em tu tylko po to, aby siê zem¶ciæ, zem¶ciæ za te wszystkie lata upokorzeñ. - Vince zorientowa³ siê, ¿e da³ siê ponie¶æ i za du¿o powiedzia³.
 
Awatar użytkownika
Kejmur
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1684
Rejestracja: wt cze 15, 2004 4:35 pm

pn wrz 13, 2004 9:09 pm

Kim spojrzał z nieukrywanym zdziwieniem. Rozumiał, że jego rodzina go nie tolerowała, ale od razu żeby ją za to nienawidzić i chcieć ją zniszczyć ? <br /> <br />- Nienawiść to nie jest rozwiązanie. Jesteś moim przyjacielem, ale nie powinieneś się mścić. Wtedy nie będziesz lepszy od nich. Skup się i nie daj się ponieść emocjom. Dzięki jeszcze raz za ukazanie twoich towarzyszy, robią wrażenie. <br /> <br />Kim spokojnie podszedł do Vince'a i położył mu ręke na ramieniu, uśmiechając się do niego. Miał nadzieję, że go odwiódł od złych zamiarów.
 
kszyk
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 37
Rejestracja: ndz sty 07, 2007 2:26 pm

pn wrz 13, 2004 9:52 pm

Pół-elf zagrał razem z Ilianem.Mimo iż jego muzyka nie była wcale gorsza,wiedział ze ojciec nie będzie zadowolony.Nie musiał dłułgo czekać na jego reakcję. Chciał coś odrzec gdy nagle coś zauważył.Ilian spojrzał na ojca.Widział ze coś się stało.Chwila obserwacji wystarczyła by zrozumiał.Nauczono go jak poznawać ingerencjie w myśli innych przez psionów.Jego empatia bardzo mu w tym pomagała.Ojciec powiedział bratu wiele,choć pewnie nie wszystko. Edgar nie wezwał by tu wszytskich dla problemu, który dało się wyjasnić przez chwilę. <br /> Tak, albo nie powiedział wszytskiego,albo ta sprawa jest tylko pretekstem - dedukował. -Zapewne wkrótce się przekonam... <br /> Po chwili jego wzrok przenióśł się na Vinca.Przyparzył mu sie.Choć nie słyszał słów, domyślał się o czym rozmawiają z Kimem.Wiedział jak potraktowano jego brata,choć kiedyś wogóle mu to nie przeszkadzało.Teraz był jednak inny.Dar empati tak ceniony wsród dyplomatów, nie pozwolił mu stać się tylko zimnym kamieniem żyjącym by przekoywać.Dziś po wileu latach inaczej patrzył na wszytsko.Ale coż nikt tu nie jest winny, a już na pewno nie ojciec.A na pewno nie bardziej niż każdy inny.Spojrzał znów na Vinca, któy własnie wstał i odchodził po cichu od stołu - W pewnym sesnie zrobiło mu się go żal,mimo iż z próby jakim było jego życie na razie nie wychodził zwycięsko. <br />A może własnie dlatego mi go żal??-zapytał sam siebie.. <br /> <br />Po chwili otrząsnał się.Znów jego myśli stały się szybkie <br /> -Wspaniałe wino,mięso i do tego muzyka.Aby w pełni rozkoszowac się tą chwilą brakuje nam już tylko mężnej walki. -rzekł -Myslę że pkaz twych umiejętności Ojcze bedzie czymś wartym zobaczenia a Colmen także się popisze.Prosimy -zakończył z uśmiechem i delikatnym ruchem dłoni przypominającym ukłon.
 
Awatar użytkownika
joseph__
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 361
Rejestracja: czw mar 25, 2004 3:45 pm

pn wrz 13, 2004 10:37 pm

Gdy w sali zapanowała luźna atmosfera rozmowy pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny Hilinian podniósł się ze swojego miejsca podszedł cicho najpierw do Colmena a potem do Iliana uścisnął szczerze ich prawice. W jego oczach widać było tęsknotę za tym co już przeminęlo i już sie zakończyło za jego wspaniałym dzieciństwem które w pełni wykorzystał dzięki obu braciom. Gdy zakończył przywitania z braćmi oddalił się na swoje miejsce widząc że tamci są zbyt zaprzątnięci swoimi myślami postanowił że odłoży rozmowe z nimi na inny termin. Trzymając kielich w ręku i powoli pijąc wino przyglądał się z zadumą reszcie rodziny która to się oddalała samotnie to w parach. Widział smutne miny Molessa, Vince'a widział też dziwne zachowanie psionika którego słabo znał, swojego ojca oraz starszych braci tego wieczoru nic nie umknęło jego uwagi był zbyt wyćwiczony aby zwieść się pozorom które próbowali stwarzać pozostali członkowie rodziny zbyt dużo czasu spędził w Waterdeep aby móc nie wiedzieć że dzieje się coś bardzo nie pożądanego. Ale zachowywał to narazie dla siebie starając nie zwracać na siebie uwagi.
 
Blazey
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 15
Rejestracja: pt sie 20, 2004 9:39 pm

pn wrz 13, 2004 11:06 pm

W tym momencie drzwi otworzy³y siê i do sali wszed³ dobrze zbudowany mê¿czyzna. By³ nieogolony, na plecach mia³ kuszê i wygl±dal na mocno zaskoczonego zgromadzeniem. Ubrany by³ w mistrzowskiej roboty æwiekowan± zbrojê skórzan±. By³ nieco ubrudzony, a jego zielonkawy p³aszcz by³ naderwany w kilku miejscach. Za pasem, przymocowany plecionk± z rzemieni, wisia³ podwójny miecz. Oba ostrza zakryte by³y piêknymi pochwami, zdobionymi srebrem. Zamar³ naci±gaj±c skórzan± rêkawicê na lew± d³oñ. <br />- Co tu siê dzieje, ojcze? <br /> <br />By³ to Lawrence Reget. Nigdy nie mia³ g³owy do dworskich ceremonia³ów, czym chwilami doprowadza³ ojca do rozpaczy. By³ drugim synem Edgara (urodzi³ siê dwa lata po Ilanie) i ojciec czêsto miewa³ z nim k³opoty. Kiedy by³ ma³ym ch³opcem, nie chcia³ uczyæ siê w Akademii walki. Nie zdradza³ te¿ zadatków na dyplomatê, jak Ilian. Reget senior mimo oburzenia spó¼nieniem, u¶miechn±³ siê do siebie w duchu. No tak. Lawrence zawsze wola³ ³owy od dworu. Niewa¿ne jak wielki by³ bal, czy uroczysto¶æ, Lawrence zawsze stara³ siê od niego wykrêciæ. Ojciec upiera³ siê, aby zapewniæ ch³opcu odpowiednie wykszta³cenie i wychowanie. I choæ 'Rence cierpia³ i zdecydowanie by³ przeciwko, to aby zadowoliæ ojca wyjecha³ na rok do stolicy, do bogatego wuja który zabiera³ go na bankiety i uczy³ jak zachowaæ siê w towarzystwie. Edgar pamiêta³ jak dzi¶, kiedy pierwszy raz zabra³ dzieciaka na ³owy. <br /> <br />'Rence zgubi³ siê w lesie, przez pieæ godzin go szukano i w koñcu odnalaz³ go jego elfi £owczy, Fa'olarn. M³odego Regeta goni³ nied¼wied¼ i gdyby £owczy przyby³ trzy minuty pó¼niej, Lawrence zgin±³by marnie w paszczy bestii. Ku zdziwieniu ojca, nastêpnego dnia Lawrence stawi³ siê u niego w komnacie i stwierdzi³, ¿e chce zostaæ Tropicielem tak, jak £owczy. Ojciec nigdy tego nie zrozumia³. Choæ nie darzy³ go tak± mi³o¶ci±, jak Iliana, bardzo go lubi³, gdy¿ trochê mu przypomina³ jego samego w m³odo¶ci. Poniewa¿ Fa'olarn, jeden z bardziej zaufanych przyjació³ rodziny, tak¿e przychyli³ siê do pro¶by, ojciec (nie bez oporów) zgodzi³ siê na szkolenie. To w³a¶nie od Fa'olarna 'Rence nauczy³ siê w³adaæ t± egzotyczn± broni±, jak± by³ dwuostrzowy miecz. Bywa³y chwile gdy stary Reget ¿a³owa³ swojej decyzji, ale jedno musia³ przyznaæ: nikt w ca³ej Sembii nie potrafi³ zorganizowaæ ³owów lepiej ni¿ Lawrence Reget. <br /> -Pewnie w³a¶nie wróci³ z polowania pomy¶la³ senior rodu <br /> <br />Oficjalnie Lawrence wci±¿ mieszka³ w zamku, ale ³owy by³y jego pasj±. Prawie ca³y czas spêdza³ poza domem. Polowa³ ze sw± dru¿yn± na potworne bestie, gdy te zbytnio zagra¿a³y naturalnej zwierzynie w lasach, a czasem dla samej przyjemno¶ci przebywania w lesie polowa³ sam. <br /> <br />Z rodzeñstwa najlepiej mu siê uk³ada³o z Ilianem, z którym w dzieciñstwie byli nieroz³±czni. Mimo ró¿nych zainteresowañ, mieli podobne charaktery i uwielbiali robiæ sobie dowcipy. Na balach i ucztach Ilian namawia³ co ³adniejsze panny do zaprosznia jego brata do tañca, a potem pêka³ ze ¶miechu patrz±c jak 'Rence potyka siê w tañcu o w³asne nogi albo czerwieni nie mog±c znale¼æ odpowiedniego tematu do rozmowy. A trzeba przyznaæ, ¿e przysz³y dyplomata wybiera³ tylko naj³adniejsze panny i zawsze umia³ je przekonaæ do wyboru jego brata. Z kolei Lawrence miewa³ w zwyczaju zapraszaæ brata na £owy i umiera³ z rado¶ci, gdy ten spada³ z konia albo gdy wyprowadza³ go na manowce, po czym ukrywa³ siê w lesie obserwuj±c skrycie starania brata maj±ce na celu owrót do domu. Ci dwaj nie widzieli siê szmat czasu, odk±d Ilian wyjecha³ do stolicy jak u³o¿y im siê teraz? <br /> <br />Ponadto, by³ wolny od uprzedzeñ i nigdy nie traktowa³ Vince'a jak gorszego. Mimo, ¿e obaj kochali przyrodê, nie zawsze siê zgadzali. Przede wszystkim Lawrence zawsze uwa¿a³, ¿e przyroda jest bardziej po to aby z niej braæ, nie aby j± czciæ. Vince nigdy nie by³ na ¿adnym wiêkszym polowaniu i nienawidzi³ ich z ca³ego serca. Owszem, lubi³ polowaæ, ale zawsze sam. Bywa³o, ze dochodzi³o miêdzy nimi do walk z tego powodu. Ale generalnie uk³ada³o im siê nie¼le. W przeciwieñstwie do reszty rodzeñstwa, które Vincem pogardza³o, Lawrence by³ zawsze chêtny do rozmowy czy wyprawy do lasu. <br /> <br />Resztê "rodzeñstwa" Lawrence zna³ tylko z widzenia i nie bardzo wiedzia³ co o nich my¶leæ. <br /> <br />Aktualnie sprawuje stanowisko £owczego na zamku. Wymusi³ na ojcu decyzjê, ¿e bêdzie testowa³ wszystkich potencjalnych kandydatów na to stanowisko i póki nie znajdzie kogo¶ odpowiedniego, sam bêdzie piastowa³ to stanowisko. Jak twierdzi "nikt nie sprosta³ jego oczekiwaniom". <br /> <br />- Chwileczkê ojcze! Tylko mi nie mów, ¿e to spotkanie mia³o siê odbyæ DZI¦??? <br />--------------------------------- <br />Lawrence Reget <br />Arystokrata 2/Tropiciel 4 <br /> <br />Cholera, jakie to d³ugie wysz³o! Przepraszam wszystkich, ale nie mog³em inaczej. Na przysz³o¶æ postaram siê streszczaæ.
 
Gamer2002
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 61
Rejestracja: pn paź 27, 2003 1:08 pm

wt wrz 14, 2004 3:52 pm

Pól-elf po nag³ej dawce bólu, któr± wytrzyma³ bez krzyku spojrza³ wrogo na Queva. "W innym czasie i w innym miejscu przekonamy siê, co jest silniejsze, magia czy umys³." Przypomina³ sobie informacje o rodzie. W sumie niewiele s³ysza³ o reszcie podczas podró¿y. Wiedzia³, ¿e tam gdzie uda³ siê na studia Queve wydarzy³ siê jaki¶ przekrêt a Hilinian nie by³ najuczciwszym obywatelem Waterdeep. Reszta tego, co wiedzia³ by³y tylko plotkami, wiêc Moless je pomin±. Nagle jaka¶ papierowa kulka pojawi³a siê przy czarodzieju. Moless u¶miechn± siê, kiedy przeczyta³ li¶cik. „Nigdy nie traæ nadziei w ludzkie serce...” Pomy¶la³. Zobaczy³ te¿ kontem oka, ¿e Kim Bu Chil i Vince wyszli. Dokoñczy³ wino i poszed³ w ich ¶lady. Przywo³a³ Marta, swojego chowañca-jastrzêbia. „Wyszli st±d dwoje ludzi.” Moless telepatycznie skontaktowa³ siê jastrzêbiem „Gdzie poszli?”. Mart pokierowa³ go w ich stronê. Kiedy ich spotka³ (oraz dwa lamparty) us³ysza³ jak Vince powiedzia³. <br />- ...Przyby³em tu tylko po to, aby siê zem¶ciæ, zem¶ciæ za te wszystkie lata upokorzeñ. <br />A Kim odpowiedzia³ <br />- Nienawi¶æ to nie jest rozwi±zanie. Jeste¶ moim przyjacielem, ale nie powiniene¶ siê m¶ciæ. Wtedy nie bêdziesz lepszy od nich. Skup siê i nie daj siê ponie¶æ emocjom. Dziêki jeszcze raz za ukazanie twoich towarzyszy, robi± wra¿enie. <br />-Kim ma racjê.- Powiedzia³ Moless -Mszcz±c siê tylko jedynie upodobnimy siê do nich. Zobaczysz, je¶li odzyskaj± wp³ywy sami na tym strac±. W³adza i pieni±dze tylko wi꿱 umys³ i duszê. Nie zdziwi³bym siê gdyby zaczêli przeciwko siebie spiskowaæ. A, Kim dziêki za twoje s³owa otuchy.
 
Menthorn
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 301
Rejestracja: pn sie 11, 2003 11:21 pm

wt wrz 14, 2004 5:25 pm

- Tak dzi¶! W³a¶nie dzi¶. – Powiedzia³ z u¶miechem Edgar. – No, ale niech ci bêdzie. Kiedy by³em m³ody te¿ tek lata³em tylko, ¿e po koszarach. W³a¶nie, Colman, czas pokazaæ naszej rodzince czego¶ siê nauczy³. – Doda³, wsta³ i otworzy³ drzwi do kolejnej sali. – Zapraszam na ma³y pokazik. - Wszed³ do do¶æ sporej sali, w której by³o ogromnie du¿o wolnego miejsca, oraz stojaki z broni±. – Synu, wybierz broñ. – Edgar u¶miechn±³ siê zgry¼liwie.
 
kszyk
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 37
Rejestracja: ndz sty 07, 2007 2:26 pm

wt wrz 14, 2004 5:57 pm

Ilian przygladał się nowo przybyłemu.Przez chwilę nie rozpoznał brata,który zmienił sie bardzo od momentu gdy widzieli się po raz ostatni. Zmężniał,wyrósł.Liczne wyprawy zrobiły z młodziana,którego pamiętał, mężczyzne.Ogorzała twarz,silne barki,rozwiane włosy sprawił że nie rozpoznał go od razu. <br /> <br />"Chwileczkę ojcze! Tylko mi nie mów, że to spotkanie miało się odbyć DZIŚ??? " usłyszał.Po chwili padła odpowiedź Edgara. <br /> <br />-Cóż,nikt inny jak on - pomyślał Ilian i wstał od stołu. <br />-Rence!! - krzyknał. <br />-Ilian?? - odpowiedział zaskoczony myśliwy. <br />-Kopę lat!! - odkrzyknął. <br />Bracia z nieskrywaną radoscią uściskali się. <br />-Sześć długich lat,szmat czasu. <br />-Tak,bardzo długi,wiele się stało... <br />Radosnemu powitaniu przerwały kolejne słowa ojca. <br />-Zapraszam na mały pokazik- <br />No teraz to faktycznie rozina w komplecie.-pomyślał. <br />-Pójdżmy na pokaz. -ciągnąl Ilian - Jeszcze powspominamy stare czasy..-zaśmiał się.-I już tak łatwo nie dam sie zrzucić z konia,no dobrze spasć z niego -rzekł widzac ucieszony wyraz twarzy Lawrenca - czegoś jednak uczą w tych "kamiennych szkółkach" poza "gadaniem" - rzucił cytując niegdysiejszą wypowiedż brata,poklepał go po ramieniu i razem z pozostałym udał się za ojcem.
 
Awatar użytkownika
joseph__
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 361
Rejestracja: czw mar 25, 2004 3:45 pm

wt wrz 14, 2004 6:03 pm

Gdy Edgar zapropnował obejrzenie pokazu Hillinian podniósł się także zaraz. Pomyślał ciekaw jestem który ma więcej umiejętności? Wiedział że ojciec był wspaniałym wojownikiem ale Colmena nie widział już dosyć długo i nie wiedział na ile go stać dlatego też nie zastanawiając się długo ruszyl do sali obok aby przyjżeć się pokazowemu pojedynkowi. Wychodząc odezwał się do ojca Ojcze ciekaw jestem czy masz nadal tak pewną rękę jak kiedyś bo jak sie domyślam Colmen nie próżnował przez ostatnie pare lat jestem ciekaw kto zwycięży? Ale w sumie niech wygra lepszy. Po tych słowach na ustach Hiliniana pojawił się dwuznaczny uśmiech.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości