Zrodzony z fantastyki

 
Awatar użytkownika
Elvin
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 655
Rejestracja: ndz sie 21, 2005 6:45 pm

sob paź 29, 2005 9:40 pm

David i Daven

David
- Obrzydliwe - rzucił nagle przewodniczący ławy sędziowskiej, i zwrócił się do Doriana: - To ścierwo było twoim przyjacielem ? ........ cóż, przykro mi. - mimo iż nie można było dostrzec twarzy, byłeś prawie pewien że teraz pojawił się na niej okrutny uśmiech. Przewodniczący dalej mówił:
- Powinniśmy Cię przesłuchać dokładnie.. ale to bezcelowe. Czas skrócić twoje męki, ty obrzydliwy zdrajco. - syknął i machnął w twoją stron ręką. Na ten znak, dwóch inkwizytorów stojących za tobą zaczęło odmawiac tajemne modlitwy. Poczułeś jak ogromna siła miażdzy twoje ciało, a jednocześnie druga, podobna próbuje Cię rozerwać na strzępy od wewnątrz. W życiu nie czułes bólu tego rodzaju. Słyszałeś jednak jak przewodniczący rady przemawia:
- Ty, Davidzie Lynchu, zostajesz skazany, przez najwyższą radę Świętego Oficjum, na całkowite i ostateczne unicestwienie, jest to kara za zdradę jego ekscelencji papieża a także za szerzenie herezji. - rzekł grubym głosem w sposób nadzwyczaj oficjalny, po czym szybko dodał swoim zwykłym tonem:
- Kiedy doliczę do trzech, zostaniesz unicestwiony - w jego głosie wyczułes wyraźne podniecenie i radość.
Ból był coraz większy, wiedziałeś że gdybyś teraz żył, to wystarczyła by połowa takiej dawki bólu, by zabić Cię. Słyszałeś odliczanie, wiedziałeś że to już koniec.
Całe życie Ci minęło przed oczami, rodzina, szkolenie, anglia, przygody...
~ Trzy ~
Pomyślałeś o rodzinie z którą niewidziałeś się już od kilku lat, o tym że już ich nie ujżysz, i że pewnie podzielą twój los, jako rodzina heretyka...
~ Dwa ~
Twój przyjaciel, jedyna osoba do której mogłeś się nieraz odezwać. Osoba która nie patrzyła na Ciebie wilkiem, która nie obmawiała Cię za plecami.. miło że mogłeś mieć prawdziwego przyjaciela.
~ Jeden ~
Deven, twoja ukochana, ta z którą spędziłeś tak mało czasu, a wypełniła twoje życie bardziej niż ktokolwiek inny..
Zamknąłeś oczy, szykując się na koniec.... ból ustąpił.... cisza...
~ Czy to jest śmierć ostateczna, ciemność i cisza ? Wieczność w samotności ?~ pomyślałeś
Jednak w końcu dotarł do Ciebie dźwięk
- Nie ! - krzyknął Dorian. Ty zaś otworzyłeś oczy... stałeś tam gdzie wcześniej, z tą różnicą iż byłes otoczony kręgiem białego ognia. Inkwizytorzy stojący po twojej prawej i lewej byli unieruchomieni, nie ukończyli zaklęcia. Przed najwyższym inkwizytorem stał Dorian.
- Niee... - jęknął żałośnie
- NIE ? - powtórzył poirytowany inkwizytor - co to znaczy NIE ? Jak śmiesz przerywać egzekucję ?
- Pprzepraszam, ale to mój przyjaciel, i chciałbym z nim porozmawiać zanim on.... zanim wy go... - zawiesił głowę.
Inkwizytor wpatrywał się w niego przez chwilę po czym rzekł spokojnym głosem.
- Dobrze, będziecie mogli porozmawiać chwilę.... jeśli on tego chce. - Odwrócił się do Davida
- Chcesz Davidzie ?

Grupa Deven
Laria chwilę przyglądała się badawczo Deven.
- Chcesz powiedzieć że nie dostałaś tydzień temu wiadomości, iż macie tu zaczekać na organizowane wsparcie ?
Po chwili dodała...
- Dobra, macie rację, idziemy. Trzeba pomóc Davidowi - Laria odwróciła się do swojej grupy.
- Erm, bądź gotów na wszystko - rzekła do człowieka w czarnej zbroi skórzanej, który siedział przygarbiony. Miał zarzucony czarny płaszcz, a kaptur zasłaniał jego twarz. Na dźwięk swojego imienia podszedł do kapłanki i odrzucił kaptur. Jakże wielkie było wasze zdziwienie, gdy okazało się iż specjalista od zabezpieczeń jest około 70letnim staruszkiem z dobrotliwą miną. Miał długie, siwe włosy i bladą cerę, jednak w jego fioletowych oczach tańczyły żywo ogniki, wskazujące iż starzec nie jest tak nieporadny, jak by to sugerował jego wiek. W końcu odezwał się głosem miłego staruszka.
- W porządku Lario, wszystkie są na miejscu - rzekł wesoło.
Kapłanka kiwnęła głową Ermowi po czym zwróciła się do człowieka w zielonej szacie, około czterdziesto letniego mężczyzny o krótkich czarnych włosach i poważnej minie:
- Albercie, zrób w końcu użytek z tych twoich książek i przenieś nas... - nie zdołała skończyć, czarodziej nazywany Albertem wyrzucil w górę garść iskrzącego się proszku i wymówił krótką frazę. Gdy pył opadł na ziemię, zapłonął zielonym płomieniem, a wy poczuliście że spadcie w dół.... potem oślepiło was światło...
Gdy oślepienie minęło, staliście przy wejściach do domu, który kiedyś musiał być bardzo piękny. Dom był otoczony czarnym murem, za domem było widać wieżę astronomiczną. Zaś w oddali wioskę, w której przed chwilą byliście.
Deven kiwnęła głową, dobrze znała to miejsce ... ruiny posiadłości Nelofona.
- Proszę bardzo - rzekł z powagą czarodziej, jakby podkreślając swój wkład w tą wyprawę..

Qurrian von Hadding
Byłeś już blisko. Siedziełeś w karczmie, podsłuchiwałeś dyskretnie rozmowę druidów i kapłanki.... mogli być idealnymi towarzyszami i pomocnikami w odnalezieniu TEGO. A to że sprawa miała charakter państwowy, to zachęciło Cię jeszcze bardziej, jeśli im pomożesz, będziesz miał i miecz i sławę, a przez to też miejsce wśród dowódców armi.... a to wiąże się z władzą... czego chcieć więcej ? Postanowiłeś udać się z nimi.
Gdy mag rzucał zaklęcie teleportacyjne, skupiłes całą swoją wolę i o dziwo udało Ci się dostać pod działanie zaklęcia. Teraz stałeś przed ruinami niegdyś wspaniałej posiadłości Nelofona. Obok Ciebie znajdowała się reszta drużyny.
Kapłanka i mag, zwany Albertem wpatrywali się w Ciebie dziwnie, zapewne zastanawiając się co tu robisz..
 
Ryanik__
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 945
Rejestracja: sob sty 08, 2005 4:14 pm

sob paź 29, 2005 10:32 pm

Qurrian von Hadding

~~~Qurrianie. To twoja szansa. Wielka okazja. Ci ludzie mog± ci pomóc to odnale¼æ, a przy okazji zdobyæ te¿ inne profity. Czy¿ to wiêc nie okazja...- m³ody ch³opak u¶miechn±³ siê ironicznie. Przygl±da³ siê kap³ance oraz druidom ju¿ od jakiego¶ czasu. Ju¿ od kilku chwil bacznie ¶ledzi³ ka¿de wypowiedziane przez nich s³owo. Zainteresowali go. Jego, trzeciego syna barona von Haddinga. Qurrian zmró¿y³ swoje oczy, gdy kap³anka napomnia³a co¶ o przeniesieniu.
~~Nie! Muszê siê jako¶ dostaæ pod wp³yw zaklêcia, Muszê!- ch³opak rozejrza³ siê dooko³a, po czym ostatni raz spojrza³ w kierunku grupki osób, które upatrzy³ sobie na towarzyszy podró¿y, które upatrzy³ sobie na swoich "pomocników". Zamkn±³ oczy, ca³± wolê koncentruj±c na tym, aby dostaæ siê pod wp³yw zaklêcia. Jego umys³ by³ skupiony do granic mo¿liwo¶ci.
-Oby siê uda³o...- wyszepta³ tylko do siebie ch³opak, gdy poczu³ delikatn± mentaln± wiê¼, pomiedzy nim, a grup±.

Nagle Qurrian otworzy³ oczy. Poczu³ nieprzyjemne ssanie. Szybko jednak ustali³ jego pochodzenie. Uda³o mu siê wej¶æ pod wp³yw zaklêcia. Po chwilowych dyskomfortach podró¿y znalaz³ siê przed jakim¶ budynkiem.
~~Cholera, ¿ebym jeszcze wiedzia³ gdzie jestem...- u¶miechn±³ siê po czym z tym ironicznym grymasem na twarzy zwróci³ siê w kierunku grupy. Widz±c, ¿e przynajmniej dwójka przypatruje mu siê bacznie, przez jego oczy przeszed³ chwilowy cieñ.
~~Zaraz siê zacznie...- Qurrian u¶miechn±³ siê do grupy, jednak nic nie powiedzia³. Czeka³, a¿ oni co¶ powiedz±.
 
Awatar użytkownika
Kejmur
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1684
Rejestracja: wt cze 15, 2004 4:35 pm

ndz paź 30, 2005 1:15 am

David Lynch

To było niesamowite. W przerażającym sensie. Jego ciało było miażdżone samą modlitwą, a drugą jeszcze go powiększał rozrywając go od środka. Ten ból był tak ogromny, że aż wpływał na jego umysł. Już chciał drzeć się na cały głos, że popełnił błąd, że przeprasza. Wiedział, że inkwizycja to potęga. W tym momencie czuł ją całym ciałem i umysłem. Przez ułamek sekundy nawet żałował swojego postępku. Pragmatyzm walczył z uczuciami jak lew z tygrysem o prymat jednego nad drugim. Część jego świadomości, przebijając się przez ogromny ból, usłyszało liczenie. To był koniec. Nie było wątpliwości.

~ Trzy ~

Pomyślał o rodzinie z którą niewidział się już od kilku lat, o tym że już ich nie ujży, i że pewnie podzielą twój los, jako rodzina heretyka...

~ Dwa ~

Jego przyjaciel, jedyna osoba do której mogłeś się nieraz odezwać. Osoba która nie patrzyła na Niego wilkiem, która nie obmawiała Go za plecami.. miło że mógł mieć prawdziwego przyjaciela.

~ Jeden ~

Deven, jego ukochana, ta z którą spędził tak mało czasu, a wypełniła jego życie bardziej niż ktokolwiek inny..

Zamknął oczy, szykując się na koniec.... ból ustąpił.... cisza...

Ta cisza była wręcz przytłaczająca. Taki ogromny ból, a tu nagle koniec. ~ Czy to jest śmierć ostateczna, ciemność i cisza ? Wieczność w samotności ? ~ Pomyślał, zanim odzyskał całkowicie panowanie nad własnymi myślami . Świadomość powróciła, choć mocno osłabiona. Do niej dotarł nagły rozpaczliwy krzyk NIE. Pełen determinacji, cierpienia i... beznadziejności. Potem załośniejsze potwórzenie. W końcu zorientował się, że to głos Doriana. W duchu był mu za to wdzięczny, ale z drugiej strony martwił się o konsekwencje jego czynu. Wiedział, że to spowoduje jego kłopoty. Odpowie za ten występek. I to dosyć surowo. W myślał zaczął podziwiać jego odwagę, że odważył się przeciwstawić Zakonowi. Nie głupotę, o nie. On był zbyt inteligentny, by wogóle o coś takiego jego oskarżać. I jak się okazało, ma serce. Tak, to prawdziwy przyjaciel.

- Chcesz Davidzie ?

Podniósł nieznacznie głowę i otworzył w końcu oczy. Ujrzał Inkwizytora, którego spokój był bardziej przerażający niż największa furia. Jednak David nie ukazywał cienia strachu. Przynajmniej się starał. To było wliczone w szkolenie. Usłyszał wcześniejszą prośbę przyjaciela. Jego głos był ochrypły, ledwo zrozumiały. Ciągle był w szoku po tym przeżyciu.

- Tak, chcę.

Spuścił głowę i zamknął oczy ponownie. Wreszcie mógł uspokoić oddech. Już nie czuł spływających kropel potu na czole. Naszły go dwie czarne myśli. Ta, że Dorion napewno za to beknie. I druga, że jego rodzina za to odpowie także. Jeśli z tego wyjdzie, to będzie musiał odnależć swoich bliskich i ocalić ich przed gniewem Zakonu. Chociaż po tym, co przeżył, ma sporo co do tego sporo wątpliwości...
 
Awatar użytkownika
Cristof
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 450
Rejestracja: sob kwie 05, 2003 1:48 pm

czw lis 03, 2005 4:35 pm

Deven

- Dobrze! Teraz szybko do środka! – wykrzyknęła. Z jednej strony ucieszyła się, że tu wróciła, ze wróciła do Davida.... ale oczywiście wolała by żyć z nim gdzieś spokojnie. Ostatnio za dużo działo się. Za dużo się wydarzyło. Była zmęczona tym wszystkim. Jednak wiedział, że ta ‘droga’ nie skończy się tak prędko... i przed nią jeszcze dużo zdarzeń.

~~...szkoda, że większość nieprzyjemnych...~~

...ale nie było czasu na rozmyślania! David czekał, wiedziała, że bez niego nie da sobie rady... Ruszyła do domy przechodząc przez ścianę.
 
Awatar użytkownika
Zsu-Et-Am
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 9825
Rejestracja: sob cze 26, 2004 11:11 pm

pt lis 04, 2005 7:35 pm

Tombe d'Lirant

Tombe przysłuchując się wydumanemu powitaniu Bastania stłumił pogardliwe prychnięcie. Zwrócił się do niego:

- Witamy, panie

W jego głosie pobrzmiewała niedokładnie maskowana kpina. Spoważniał jednak, a jego twarz stężała, przybierając normalny wyraz. Spojrzał na obcych, zwłaszcza na zamaskowaną postać, która w krótkotrwałym widzeniu przypominała anioła. "Czyżby Upadli wciąż trwali na świecie?" Jednocześnie zastanawiał się nad tym, w jakim celu taka potęga zgromadziła tak żałosną bandę - miał na myśli otaczających go towarzyszy. Jedynie Zann wydawał się być nieco bardziej interesujący. Sztuka, którą niewątpliwie uprawiał, musiała mieć jakieś ciemne źródło. "Dobry materiał na wspólnika, gdyby było to kiedyś konieczne. A w razie potrzeby, zawsze jest sztylet, trucizna i tłuczone szkło w potrawach..."

Nieco zgarbił się, przybierając pozę noszącą pewne oznaki delikatnego ukłonu, wykrzywionego jednak i niedbałego. Ozwał się do przybyłych magów i wojowników, a w głosie tym razem dał się odczuć pewien szacunek do wypływającej z "anioła" mocy.

- Bądźcie pozdrowieni. Raczcie jednak udzielić odpowiedzi - w jakimż to celu zwołaliście grupę taką jak nasza, w dodatku w tak publicznym miejscu jak miejski rynek? Zgaduję, że macie w tym jakiś cel, w który nie chce angażować się osobiście - pewnie ryzykowny. Czego więc oczekujecie? Jakie warunki stawiacie? I jaki będzie nasz zysk, jeśli zgodzimy się podporządkować?
 
Awatar użytkownika
Demoon
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 1295
Rejestracja: sob sty 29, 2005 4:34 pm

sob lis 05, 2005 10:00 pm

Shandehezzad Zann:

Skrzêtnie ukry³ to, ¿e nowo pojawiona siê, chyba czysta moc przera¿a³ go. Nie da³ tego po sobie poznaæ, a mo¿e to zaklêcie kry³o grymas jego twarzy.. wa¿nym by³o to, ¿e postaæ nic nie widzia³a. Starzec z weso³ym wyrazem twarzy przemówi³:
- Witamy! Czy¿by nowy cz³onek nowo kreuj±cej siê dru¿yny? Wszyscy tutaj na co¶ czekaj±, a ja, stary cz³ek udaj±cy mêdrca mam okazjê na to wszystko spojrzeæ okiem obserwatora.. chocia¿ kto wie, mo¿e i mnie siê co¶ trafi? W ka¿dym razie zapytujê siê teraz, co te¿ ciê tu sprowadza, panie? - s³owami tymi Zann zakoñczy³ szopkê. Bêdzie sobie potem plu³ w brodê, ¿e tak siê zachowuje, no ale có¿, cel u¶wiêca ¶rodki.
Shandehezzad powoli zacz±³ siê podnosiæ, co zajê³o mu, zdawa³oby siê, ca³e wieki. W koñcu jednak stan±³ chwiejnie na nogach i podszed³ powoli do Tombe'a. Wykorzystuj±c moment w którym nowa postaæ nie patrzy³a siê nañ, szepn±³ do ucha przed chwil± poznanego towarzysza:
- Tombe, nie wiem co to za pieprzona istota, ale mo¿emy mieæ nie¼le pokierutane, je¿eli oka¿e siê ¿e ma jaki¶ zwi±zek z Inkwizycj±. Na razie jednak zachowaj spokój, w razie czego uciekniemy, a ja do³o¿ê wszelkich starañ by nam siê uda³o. - Demonolog mia³ nadziejê, ¿e tymi s³owy pozyska³ nowego sprzymierzeñca.. je¿eli mia³ wybieraæ, to sympatyzowa³ w³a¶nie w ludziach mu podobnych - a Tombe d'Lirant by³ jednym z takowych.
Starzec zdawa³ siê pogr±¿yæ w rozmy¶laniach albo wspomnieniach, w tym samym momencie jednak dok³adnie obmy¶la³ ewentualny plan ucieczki. Wiedzia³, ¿e demony jak zwykle mu pomog±..
 
Awatar użytkownika
Elvin
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 655
Rejestracja: ndz sie 21, 2005 6:45 pm

sob lis 26, 2005 3:14 pm

Anglia - mała posiadłość w szkocji.

W całym domu wrzało juz od paru dni. Całe zamieszanie spowodowane było przez dziecko, które niebawem miała urodzić pani tej posiadłości. Wszyscy w napięciu oczekiwali przybycia Nostagri, znachorki, która miała odebrać poród. Była to szanowana wiedźma, o znacznej potędze. Zadanie odebrania porodu powierzono akurat jej, gdyż doktorzy jednogłośnie stwierdzili że poród uśmierci matkę. Znachorka przybyła wieczorem, akurat na czas, szlachcianka czuła że to już czas by urodzić dziecko. Wiedźma zarządała by zostawić ją samą z rodzącą, nikt się nie sprzeciwiał. Nostagria, gdy tylko weszła do pomieszczenia, za pomocą magii wyciszyła je. Stanęła nad szlachcianką i przemówiła:
- Niestety, jednak będziesz musiała umrzeć - syknęła wiedźma - nie mogę pozwolić byś to przeżyła. - czarownica wyciągnęła długi, pokręcony nóż rytualny.
- Nnie, co ty.... kto Cię wysłał... niemożliwe, przecież zawsze nam służyłaś dobrze, czemu.. - jęknęła szlachcianka, która juz teraz była bardzo blada.
- Cóż.. nasłał mnie jeden z twoich pomocników. Widać nawet wśród twoich najbliższych współpracowników czai się wąż, wąż króry właśnie Ci się owinął wokół szyji. - przebiegły uśmiech pojawił się na twarzy zabójczyni. - Pożegnaj się z życiem - mruknęła, a jej ręka, wraz ze sztyletem pomknęła w stronę serca bezbronnej kobiety. Jednak zanim zdążyła coś jej zrobić ktoś zawołał za nią:
- Nie tak szybko, moja mała czarownico - głos należał do starszego człowieka, jednak wskazywał iż jego właściciel jest w bardzo dobrym humorze. W całym pokoju błyskawicznie rozszedł się zapach, jaki pozostawia uderzający piorun, gdyż piorun faktycznie uderzył. Czarownica raniona impulsem elektrycznym w plecy, przekoziołkowała nad łożem, uderzając o ścianę. Na nieszczeście dla niedoszłej zabójczyni uderzenie zerwało zawieszone na ścianie miecze, które niefortunnie spadły, wbijając się w jej ciało. Zaś starszy mężczyzna podszedł spokojnym krokiem do łoża szlachcianki.
- Wybacz mi pani, uchroniłem Cię przed zamachem skrytobójczym, ale bez znachorki i tak jesteś skazana na śmierć - powiedział pełnym żalu głosem.
- Hugg...nie martw sie.. wybaczam.. ratuj dziecko. - wyjęczała młoda kobieta.
Jak się okazało starszy mężczyzna w szarej szacie był wszechstronnie uzdolniony. I był w stanie odebrać poród, spieszył się przy tym bardzo, gdyż kobieta słabła z każdym momentem. Gdy mag wydostał dziecko, bez słowa, szybkim ruchem położył je w małym łóżeczku. Szlachcianka była tym gestem zupełnie zbita z tropu, gdyż nawet nie ujżała dziecka.
- Czzzemu nie moge go nawet zobaczyć - jęknęła.
- Tak będzie lepiej, o Pani - mruknął uprzejmie starzec, rzucając kilka czarów na dziecko. - Przykro mi.
Kobietą wydała z siebie agonalny jęk, czuła że zbliża się koniec, zdołała jeszcze jęknąć:
- To... - spazmatyczne wstrzący rzuciły nią.
- Dziewczynka - powiedział grzecznie starzec, chwilę później szlachcianka skonała.

Grupa Deven i Davida

Laria Glav'rin
Kapłanka wzruszyła ramionami widząc osobę której nie powinno tu być. Nie interesowała jej aż tak bardzo. Ona tu przybyła z innych powodów... już niebawem, już niedługo, wykona swoją życiową misję..

Reszta grupy
Wszyscy weszliście do posiadłości, składała się ona z prawdziwego labiryntu korytarzy. Wszędzie było ciemno, nawet pochodnie dawały jakby mniej światła niż powinny. Nikogo nie opuszczało wrażenie, jakby dom żył własnym życiem.. szepty, szuranie, lekko poruszające się cienie...
Przeszliście zaledwie trzy korytarze, i odnaleźliście dwa ciała, jedno należało do Deven, która jako duch z wami rozmawiała, zaś drugie należało zapewne do Davida.. teraz należało coś zrobić..
Laria zbliżyła się do ciał, posypała je jakimś proszkiem i wymówiła inkantację, pył zalśniał i zniknął, kobieta wstała i pokiwała beznadziejnie głową:
- Nie, niewiem co zrobić, moje siły są zbyt małe..

Laria Glav'Rin
~ Teraz, nadszedł moment, koniec... korona nie odzyska tych śmierdzacych zapisków.. Święte Oficjum zwycięży.. wystarczy tylko pozabijać tych idiotów ~ kapłanka napawała się tą chwilą przez moment, chciała by się jeszcze troszke łudzili.

David
Inkwizytorzy wyszli, zostaliście sami. Dorian podszedł do drzwi i zapieczetował je magicznie.
- Mamy mało czasu - rzekł szybko po czym rozpoczął rzucanie czarów. Pierwszy rozpoczął otwieranie za tobą portalu, po jego drugiej stronie ujżałeś dziwną sytuację. Nad ciałami, twoim i Deven stało kilkoro ludzi... i jeden duch.. duch Deven. Zapragnąłeś szybko do nich dołączyć, być z nimi... ale portal wciąż był zbyt mały, a ciebie utrzymywały kryształowe łańcuchy.
Drugi czar twojego przyjaciela sprawił że łańcuchy utrzymujące Cię pękły. W końcu Dorian zdjął maskę i spojżał Ci prosto w oczy
- Niemartw się, twoja rodzina jest bezpieczna, zatroszczyłem się o to... a o mnie - tu uśmiechnął się smutno - o mnie się nie martw - szepnął a maska którą trzymał pękła na setki malutkich kawałków. - Jeszcze chwila, mam nadzieję że niezawiedziesz... i musicie się spieszyć, niebawem będziecie mieć ogon.
I w tym momencie ktoś zaczął się dobijać do drzwi, usłysząłeś syczenie, widocznie ktoś traktował drzwi piorunami. W końcu doszedł do Ciebie głos przewodniczącego rady sędziowskiej:
- Dorian ! Przemyśl co robisz, można jeszcze uratować twoją duszę, poddaj się, jeśli wejdziemy zginiesz tak jak on.
Dorian tego jednak nie słuchał, odnowił pieczęcie na drzwiach, następnie wyciągnął z szaty podłużną butelkę, i rozpoczą nasycanie jej magią.
- Jeszcze moment, dasz jej to do wypicia.
On rzucał czary, ty czekałeś, a drzwi z sekundy na sekunde ulegały..

Mantz Glav'Rin
Gdy zdał już raport swojemu mistrzowi, czekał na dalsze rozkazy. Jednak jego pan pokręcił tylko głową i mruknął
- Muszę to przemyśleć, coś mi tu nie pasuje, za dużo osób się w to miesza, niektórych bedzie trzeba usunąć z tej gry. Przyjdź później, będę miał dla Ciebie zadanie - powiedziawszy to, mag odszedł do swojej pracowni, miał jeszcze wiele spraw do uporządkowania..

Am'Sarin
Kroczył dalej, odczuwał ponurą satysfakcję, zniszczył tą istotę, albo ją unieszkodliwił na jakiś czas... ale żył, walka była wyczerpująca, czuł się słaby.. A musiał jeszcze poradzić sobie z wieloma zabezpieczeniami, by dotrzeć do skarbca i wziąć to, czego oczekuje jego pani..

Grupa w londynie
Tajemnicza istota, przyglądała się wam przez chwilę.
- Cóż, macie rację, mamy sprawę, ale nie możemy się angażować w nią osobiście.. są pewne zasady. Więc jesteście nam... - urwał, i spojżał na karczmę, pod którą właśnie pojawiły się dwie osoby, każda z nich ubrana w lekką zbroję, i każda dzierżyła dwa pięknie, zdobione błyszczącymi na niebiesko runami, miecze półtoraręczne. Arcymag cofnął się o krok.
- Kartius wam wszystko wyjaśni. - syknął, wypuszczając salwę czarnych promieni śmierci w dwóch przybyszów. Jednak owe promienie nawet nie musnęły napastników, jakby uderzyły w niewidzialne tarcze.
Mag wystrzelił kolejną porcję zaklęć, jednak jego magia nie wywierała żadnego wrażenia na przybyszach, którzy kroczyli powoli w waszą stronę. W końcu czarodziej uznał że nic tu po nim, skinął głową, i zdematerializował się... w tej samej chwili postacie z mieczami również zniknęły.
Zapanowała chwila niezręcznej ciszy, którą w końcu przerwał wampir, nazywany Kartiusem.
- No więc.... ciekawe, ale skupmy się na waszym celu. Jest grupa, która chce odnaleść bardzo poteżną broń, działają z ręki zdrajcy, tak zdrajcy który czai się pomiędzy arcymagami. Pewnie się zastanowiacie dlaczego arcymagowie angarzują takie.. znane i potężne osoby - w jego głosie słyszeliście lekką kpinę - Ano dlatego, że jeśli arcymag zadziała bezpośrednio, może dać innym powód do zrobienia mu krzywdy.. a tego nie chce żaden.. Więc wytropicie tamtą grupę, i odbierzecie im, lub niedopuścicie by wogóle posiedli tą broń ? Czeka was za to sowita nagroda, gdyby się wam udało, zyskacie to, o co poprosicie... oczywiście w granicach rozsądku.. Więc, czy zgadzacie się podjąć się zadania odnalezienia i unicestwienia spiskowców ?
 
Ymir__
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 396
Rejestracja: czw wrz 09, 2004 8:15 pm

śr gru 07, 2005 4:27 pm

Bastian Deckard

"Zyskacie to, o co poprosicie..." Te s³owa utkwi³y w zamy¶lonej g³owie Bastiana.
Mê¿czyzna przez chwilê zastanawia³ siê w jakie s³owa ubraæ swoje, kluczowe dla misji, pytanie ale jako ¿e nie wymy¶li³ nic poza rymem broñ - s³oñ to zapyta³ po prostu
- Gdzie jest ta broñ, któr± mamy zdobyæ? I czy je¿eli zdobêdziemy j± zanim zrobi to ta druga grupa to ich te¿ mamy odnale¼æ i unicestwiæ? Po chwili namys³u doda³: Swoj± drog±, ze strony którego arcymaga mo¿emy siê spotkaæ z brakiem przyja¼ni, chêci wspó³pracy czy te¿ jawnej wrogo¶ci?
Jeszcze zanim doczeka³ siê odpowiedzi aasimar dorzuci³ nastêpne zdanie.
-Niezale¿nie od odpowiedzi ja siê na to piszê. Ca³a ta sprawa wygl±da na do¶æ zagmatwan± - wiêc mo¿e byæ tematem na niez³a balladê. Szczególnie je¿eli w grê wchodzi spisek przeciw koronie. - Nie doda³, ¿e wiêkszo¶æ jego ballad jest w³a¶nie o spiskach ale wyszed³ z za³o¿enia, ¿e nie musi tego mówiæ bo przecie¿ i tak ka¿dy szanuj±cy siê Anglik zna jego utwory. A je¿eli w ca³± sprawê s± zamieszani arcymagowie to mo¿e byæ naprawdê ciekawie. Jako ¿e wampir zastanawia³ siê nad odpowiedzi± to pewnym g³osem osoby nie maj±cej pojêcia o czym mówi rzek³
- Z reszt±, nie widzê przeszkód aby szlachetnie mê¿czyzna nie móg³ od czasu do czasu tropiæ zdrajców.
 
Awatar użytkownika
Cristof
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 450
Rejestracja: sob kwie 05, 2003 1:48 pm

pn gru 12, 2005 9:01 pm

Deven

Jeszcze tylko chwile, jeszcze ta kobieta odprawi jakiś magiczny rytuał i on ożyje! I znowu popatrzy w jego błękitne oczy. Znów spojrzy na jego uśmiech. Znowu się przytulą! Tak!

- Nie, niewiem co zrobić, moje siły są zbyt małe.. – powiedziała Laria.

- Co?? – zaskoczona, wręcz zszokowana Deven, spojrzała na kapłankę. – Jak to? Jak to zbyt małe?! – I znów spojrzała na Davida, na jego ciało.... martwe... leżące obok jej ciała. Przecież miał już wrócić. Miało być dobrze! – Głupia zdziro zrób coś! – Deven wręcz wrzała w środku, sytuacja zdawała się być beznadziejna. – Ty śmiesz się nazywać kapłanką? Masz go uratować! Już! – i chciała rzucić się na nią, lecz zamiast tego, przeniknęła przez ciało kapłanki...
 
Awatar użytkownika
Kejmur
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1684
Rejestracja: wt cze 15, 2004 4:35 pm

pn gru 12, 2005 10:39 pm

David Lynch

Nie wiedział co powiedzieć. Był mu wdzięczny za wszystko. Za to, że chciał się nawet dla niego poświęcić. Jednak nie mógł na to pozwolić. Był dla niego zbyt ważny.

- Dzięki za wszystko, ale nie możesz to zostać. Choć ze mną.

Wiedział, że każda sekunda była cenna, ale nie mógł zostawić przyjaciela ot tak po prostu. Czekał na jego ruch. Nie chciał go jednak przymuszać, jeśli tak wybrał. Jeśli się nie doczekał, to wskoczył do portalu, trzymając kurczowo butelkę. Miał misję do spełnienia. Musiał uratować Deven. A o Dorianie nigdy nie zapomni...
 
LightFencer
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 169
Rejestracja: pt lis 11, 2005 8:31 pm

ndz gru 18, 2005 5:39 pm

Jonathan MacPherson
Gdy pojawiła się dziwna para mająca pewnie zamiar przynieść zagładę wszystkim którzy stali na dziedzińcu i gdy zauważył że zakapturzony osobnik się nimi zajął nie robił nic. Tylko czekał. Wiedział, że nie miałby jakichkolwiek szans w otwartej walce z nimi. Gdy wszystko się skończyło wysłuchał słów Kartiusa, a potem osoby, z którą miał współpracować i zaczął się bawić pierścieniem rozmyślając. Był już pewien, że wpadł w tą intrygę i nie może się wycofać, ale chciał wysłuchać najpierw innych. Posłał porozumiewawcze spojrzenie wampirowi i czekał na odpowiedzi na zadane pytania. Podobało mu się to wszystko, co się dziś działo. To jakiś wyjątek od tej wiecznie go otaczającej nudy.
 
Awatar użytkownika
Demoon
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 1295
Rejestracja: sob sty 29, 2005 4:34 pm

pn gru 19, 2005 6:25 pm

Shandehezzad Zann:

~~Zyskam to, o co poproszê?~~ Shandehezzad krótk± chwilê g³owi³ siê nad tym, co powiedzia³ Wampir. W³a¶nie, Wampir - czy jego pan, Zanna, wysy³a³by go na szpiegowsk± misjê gdyby wiedzia³, ¿e wystêpuje w niej wampir? Przecie¿ te istoty z natury s± z³e, wiêc po co to ukrywanie siê? Ale byæ mo¿e ma inne cele ni¿ Demonolog i jego w³adca.. ~~Có¿, muszê na razie i¶æ przed siebie, mo¿e wskazówki pojawi± siê pó¼niej.. Zyskam to, o co poproszê. Chcê zrobiæ to, czego mój pan ¿±da.. Z takimi my¶lami, zaciskaj±c powieki, zrobi³ krok naprzód. Znowu przybra³ oblicze weso³ego, starego mêdrca i powiedzia³:
- Jestem gotów pomóc tobie i twoim celom w spe³nieniu siê, wampirze. Mimo i¿ nie posiadam innej si³y ni¿ czysto teoretyczna wiedza, zrobiê to, co bêdzie w mojej mocy. Jak na razie zap³ata nie jest wa¿na - doda³, u¶miechaj±c siê lekko.
Czeka³ na reakcjê innych. Ba³ siê, ¿e oni mog± siê sprzeciwiæ - w najgorszym razie wykorzysta demoniczne moce i spróbuje ich przekonaæ, nie martwi±c siê o to czy go wykryj±.
Czeka³...
 
Awatar użytkownika
Elvin
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 655
Rejestracja: ndz sie 21, 2005 6:45 pm

wt gru 20, 2005 7:56 pm

Grupa Davida i Deven

David

Urzask łamanego drewna oznajmił Ci że drzwi nie wytrzymają już długo... sekundy dłużyły się niemiłosiernie, a ty musiałeś czekać. W końcu Dorian nałożył na magiczną butlę ostatnie z zaklęć, po czym rzucił kolejny urok, rozpoznałeś czar ktory cieszył się w inkwizytorium częstym używaniem, pozwalał dotykać zjaw, duchów i widm. Czarodziej-Inkwizytor podszedł do Ciebie
- Davidzie.. muszę niestety Ci odmówić, nie pójdę z tobą. Ja... - Dorian potrząsnął głową - sam wybrałem sobie taki los. - mimo iż mówił w miarę spokojnie, w jego oczach widziałeś lęk.

- Za późno Dorianie, wchodzimy, podzielisz los tego głupca ! - dotarł do Ciebie i do tęczowookiego czarodzieja krzyk inkwizytora.
Trzask drzwi...
Wykrzykiwane zaklęcia...

Poczułes tylko że Dorian wciska Ci butlę do rąk, a następnie popycha do tyłu, prosto w portal, przy czym szepnął
- Żegnaj bracie - po czym uderzyły w niego strugi szarego ognia i dziesiątki błyskawic.

Spadałeś w nicość, jedyne co widziałeś to oddalający się obraz celi świętego oficjum, twojego upadającego przyjaciela, czy raczej pozostałości po nim, dwie dziesiątki wściekłych inkwizytorów.... ale to już nie było ważne, poczułeś że przestajesz spadać...

Deven, Bartolomew, Qurrian, Harald

Gdy Deven rzuciła się na Larię, obrzucając ją wyzwiskami, dwa golemy strażnicze kapłanki natychmiast stanęły między wami a swoją panią, ktora uśmiechnęła się tylko jadowicie.
- Ojeju, zły duch chce mnie skrzywdzić, i do tego wyzywa mnie - tu Laria roześmiała się perliście - Cóż... taka prawda, że wasza misja NIE MOŻE się powieść, i ja tego dopilnuję, w imię Oficjum.
W rękach konstruktów błysnęły miecze a w ich pustych oczodołach pojawiły się złote ogniki. I nim ktokolwiek zdążył zareagować staruszek zwany Ermem dobył sztyletu, zaś w drugiej ręce trzymał niewielką metalową kulkę. Uśmiechnął się i pobiegł labiryntem korytarzy w sobie tylko znanym kierunku. Laria cofnęła się tylko kilka kroków i skinęła magowi:
- Albercie, rób co do Ciebie należy. - syknęła szybko i sama rozpoczęła krótką modlitwę. Czarodziej zaczął rysować przed sobą jakieś koła, robił to szybko, a nawet podejżanie szybko.
Wszyscy rozpoznaliście czary ktore rzucali.. odrazu domyśliliście się co kombinuje ta dwójka, a co gorsze zorientowaliście się że Albert w jakiś sposób rzuca dwa jednocześnie. Laria rzucała zaklęcie pozwalające oddychać bez szkód dla siebie w dymie i podczas gdy rozpylona jest trucizna. Albert natomiast rzucał czary nazywane Kwasową Chmurą i Duszącą Chmurą..

I w tym właśnie momencie jakby z sufitu "wpadł" do swojego ciała David, i żył, czego oznaką był wgłęboki i gwaltowny wdech powietrza.

Cała Grupa

David zdołał się podnieść, trzymał w ręku dziwną butelkę, i rozglądał się, jakby nic nie rozumiejąc z zaistniałej sytuacji.
Zdziwienie jakie wywołało pojawienie się Davida w pomieszczeniu, sprawiło że na sekundę zignorowaliście mistyków, dając im szansę ukończenia zaklęć. W chwile później w pomieszczeniu kłębiła się zielona i szara mgła. Czuliście jakby ktoś was wrzucił do ognia, jakby cała wasza skóra się paliła, a do tego mieliście problemy z oddychaniem..

Qurrian
Byłeś zbyt zaskoczony by zareagować. Nagły ból i duszności zwaliły Cię z nóg. Zdziwiło Cię to że twój organizm nie był w stanie tego wytrzymać, a to tylko świadczyło o potędze Alberta. Czułeś że siły Cię opuszczają.. i powoli zapadała ciemność..

Bartolomew
Widziałeś jak młodzieniec ktorego nie znałeś pada na ziemię. Mimo iż całą swoją wolą walczyłeś by pozostać na nogach, czar był silniejszy. Zrobiło Ci się niedobrze i brakowało Ci tchu z każdym momentem, w końcu podzieliłeś los niedoszłego towaszya i osunąłęś się na ziemię, spadając w ciemność..

Harald
- Mięczaki - pomyślałeś, widząc dwóch padających mężczyzn. Jednak czar nie był na tyle silny by powalić i Ciebie. Ty byłeś przecież ulepiony z zupełnie innej gliny, i nie takie próby musiał przechodzić twój organizm. Teraz wiedziałeś tylko że trzeba się jakoś pozbyć tej magi, rozsądnym wydawąło się usunięcie jej źródeł..

David
W takich chwilach dziękowałeś losowi, że nie musiałeś oddychać, co pozwoliło Ci się utrzymać na nogach, ból spowodowany rozpylonym kwasem, na szczęście udało Ci się wytrzymać cierpienie i dalej w miarę sprawnie funkcjonować.

Ryanika i Garreta proszę o niepostowanie i kontakt na priv.
Urka proszę o kontakt na priv.


Grupa w Londynie

Kartius uśmiechnął się, gdy wszyscy potwierdziliście swój udział w wyprawie. Krzywo uśmiechnął się jedynie do Zanna
- Tak, ale i mimo to dziękuję za pomoc, bo przecież jak każdy wie teoria też potrafi być zabójcza - szczególnie podkreślił ostatnie słowo, uśmiechając się kpiąco po czym zwrócił się do wszystkich.
- O miejsce nie powinniście się martwić, zostaniecie przeniesieni do lokacji w ktorej, wedle moich informacji, jest ukryta mała książeczka.. i ją macie przynieść i nie pozwolić by wpadła w łapy zdrajców...Bastian, ciebie mianuję przywódcą tej wyprawy, wyznacz kogoś kto bedzie nią dowodził na wypadek gdyby tobie przydazył się nieszcześliwy... - uśmiechnął się jednoznacznie.
- Więc trzymajcie się. - obszedł wszystkich zebranych, rozsypując biały proszek, następnie stanął w środku tego niewielkiego kręgu i wyrecytował proste zaklęcie.
To nie była teleportacja jak każda inna, nie zostaliście pociągnięci w dół, nie spadaliście.. poprostu nagle byliście w innym miejscu, zmieniła się jedynie sceneria. Staliście w jakimś małym, zrujnowanym kościele, w środku lasu.
- Przez podziemia jest przejście, dzięki nim powinniście trafić do posiadłości czarnoksiężnika a stamtąd... - Kartius nagle urwał i wydał z siebie okropny krzyk, uderzył w niego snop złotych płomieni, zaś w waszą stronę poleciały cztery włócznie złożone jakby tylko że światła. Jedna z włóczni wbiła się w bok Tombe'a, a siła ciosu odrzuciła go do tyłu.
Przed wami stało trzech młodzieńców, jeden ubrany w białe szaty i dwóch z srebrnych napierśnikach. Kapłan miał około 18 lat. Mimo to biła od niego dostojność, krótkie, równo przycięte włosy, przymrużone zielone oczy i dumna mina wskazywały na to iż jest kimś ważnym. Dwóch pozostałych napastników, również sprawiało wrażenie. Srebrne napierśniki z białymi runami i świetliste włócznie w rękach, budziły w was lekkie przerażenie.
- Koniec z tobą wampirzy pomiocie - syknął kleryk i wzniósł w górę laskę zakończoną krzyżem, ktora trzymał w ręku, zaś ciało Kartiusa zajęło się ponownie złotymi płomieniami, trawiąc martwe ciało z olbrzymią szybkością.
Zaś dwóch zbrojnych zwróciło się w wasza stronę...

Tombe
Tym razem nie musiałeś nic robić, poprostu coś błysnęło Ci przed oczyma, i mogłeś dostrzec dziwne aury wokół napastników, złote i białe pasma energi promieniowały z nich, domyślałeś się co to znaczy.

Zann
Pierwszy raz w życiu poczułeś lęk, taki prawdziwy strach, i to o dziwo wcale nie było tu twojego pana. Ale wiedziałeś że coś tu śmierdzi.... bo przecież wiedziałeś jak śmierdzi niebianin.

Zsu proszę o kontak na priv
Loozaka też proszę o kontakt na priv, kiedy już będzie osiągalny.
 
Ryanik__
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 945
Rejestracja: sob sty 08, 2005 4:14 pm

ndz gru 25, 2005 1:54 pm

Qurrian

M³ody ch³opak przygl±da³ siê ca³ej sytuacji, czekaj±c na jej rozwój. Dwójka k³uc±cych siê magów przykuwa³a jego uwagê tak mocno, ¿e by³ ¶lepy na wszystko wokó³. On wiedzia³, ¿e dwójka magów, w odleg³o¶ci kilku metrów, którzy w dodatku siê k³uc± to zapowied¼ szybkiego kataklizmu i walki na czary. On ju¿ przeczuwa³, ¿e co¶ siê zaraz stanie. Wszystko sta³o siê jasne, gdy magowie zaczê³i swoje inkantacje, których koñca Qurrian jednak nie mia³ szans obejrzeæ.

Do cia³a le¿±cego do tej pory osobnika, w dziwnej scenie "wskoczy³" duch. Qurrian patrzy³ zaszokowany jak tamten podnosi siê z ziemi. Ch³opak nie wierzy³ w to co widzi, gdy nagle podniesiony g³os koñczonej inkantancji u¶wiadomi³ mu jego b³±d. Spó¶ci³ magów na chwilê z oka... i by³o ju¿ za pó¼no. Zielonkawa mg³a poch³onê³a wszystko, a Qurrian mia³ wra¿enie, jakby wrzucono go do pieca w jakiej¶ kopalni. Ból by³ tak osza³amiaj±cy, ¿e oczy ch³opaka szybko zasz³y mg³±, a on sam opad³ na kolana. Ze strachem spogl±da³ na Alberta.

~~Kim ty jeste¶, ¿e dysponujesz tak± potêg±. KIM!?- Qurrian poma³u zamkn±³ powieki i upad³ na pod³ogê. Bez ¶wiadomo¶ci...

Nie mia³ pojêcia ile tak le¿a³, lecz nagle poczu³, ¿e znowu oddycha. Poma³u poruszy³ rêk±. Jego palce zgiê³y siê powoli. Qurrian podniós³ g³owê, by zobaczyæ, ¿e mg³a wcale siê nie rozwia³a, jednak on jakby siê na ni± uodporni³. Nie do koñca, bo wci±¿ czu³, ¿e pali go w skórê, lecz ju¿ nie a¿ tak bardzo.

- Asshan littiin darrstii!!- jego g³os rozniós³ siê w¶ród oprarów mg³y, a z jego reki wystrzeli³ pojedynczy pocisk mroku. Mroku, który by³ cze¶ci± jego duszy. Kula skierowa³a siê w kierunku Alberta. Qurrian musia³ przerwaæ jego zaklêcie, inaczej nie bedzie mia³ z kim wyruszyæ dalej. Liczy³, ¿e pocisk go powstrzyma...

<span style='font-size:16pt;line-height:100%'>Czar to modyfikowany magiczny pocisk, z innym efektem wizualnym, aby lepiej pasowa³ do postaci :wink: </span>
 
Awatar użytkownika
Elvin
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 655
Rejestracja: ndz sie 21, 2005 6:45 pm

śr gru 28, 2005 6:21 pm

Sesja została zakończona.
Powód: Brak chęci do dalszej gry ze strony graczy.
Dziękuję wszystkim.
Link do komentarzy

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości