Zrodzony z fantastyki

 
Awatar użytkownika
von Mansfeld
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1778
Rejestracja: wt lip 29, 2008 7:31 am

Kfiatki z Sesji - reaktywacja

pt paź 26, 2012 7:34 pm

Warhammer Fantasy Role Play 1st:

Jest koniec maja, nagle nadeszły mrozy, potem śnieżyca wieczorem.

Karczma opustoszała, tylko dziewki karczemne wyszły na dwór bawić się w śniegu. Wtedy drużynowey zwiadowca wyszedł na zewnątrz i...

...zaczął lepić bałwana wraz ze służkami.
Ostatnio zmieniony pt paź 26, 2012 7:35 pm przez von Mansfeld, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
etcposzukiwacz
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 63
Rejestracja: pn wrz 03, 2012 12:17 pm

Kfiatki z Sesji - reaktywacja

sob paź 27, 2012 5:34 pm

Byłem świadkiem fajnego kwiatka na sesji.
Sesja D&D, drużyna jest w lesie i ma problem ze smokiem.
Gracz: Czy jest w lesie mech?
MG: Jest.
G: To wsiadam do mecha i zabijam smoka.
 
Awatar użytkownika
wysłannik
Moderator
Moderator
Posty: 657
Rejestracja: śr cze 09, 2010 10:54 am

Re: Kfiatki z Sesji - reaktywacja

ndz paź 28, 2012 4:50 pm

To jest wątek o Kfiatkach z Sesji. Posty nie związane z tematem wyleciały.
 
Brovar
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik
Posty: 4
Rejestracja: czw sie 09, 2012 9:39 am

Re: Kfiatki z Sesji - reaktywacja

śr lis 07, 2012 11:03 am

To trzeba opisać. Kontynuujemy scenariusz opisywany wcześniej w tym poście:
http://forum.polter.pl/kfiatki-z-sesji-reaktywacja-vt1856-720.html?sid=d12602ec8e871597a1781982b0c1ef71#p1191290
Rozsiądźcie się wygodnie, bo to będzie długie. Pozwolę sobie do tego użyć w opisie paru obrazków, bo słowa po prostu tego nie oddadzą.

System: SW

Dla przypomnienia postaci dramatu (zwłaszcza, że część się zmieniła):
Jin - narcystyczny, arogancki, przekonany o własnej wyższości nad wszystkim i wszystkimi szlachcic - rycerz (Jedi); Jonasz (ale drobny)
Placu - wielki, aparycją przypominający Hardkorowego Koksa, niezbyt rozgarnięty człowiek - "bajcseps"
Shinn - tropicielko-włamywaczko-zmiennokształtna
Kukieł - pseudonim arystyczny drużynowego maga, popindalającego w płaszczu z burzowym "gifem", robiącego za głos rozsądku i przedstawiciela w kontaktach międzyludzkich (lub międzyrasowych)
Tadeusz Rydzyk - kapłan, po prostu kapłan...
Yarre - następca Kcida (Kcid nie umarł, po prostu zrobił PUF! i zmienił się w Yarre), potężny (w sensie wielkości, nie siły) grubas wychowany przez mnichów (choć z niego samego dupa, nie mnich), tank walczący swoim ukochanym kijem i równie tępy, co gruby

Zarys historii (kolejność zdarzeń może się różni od stanu faktycznego, działo się to przez kilka sesji):

Po dotarciu do miasta w ślad za Gienkiem, wyciągnięciu stosownych informacji od zastraszonego Sanepidem karczmarza (m.in. tajnego hasła rebeliantów: "Kruki nigdy nie powstaną!") i paru innych czynnościach, które zwykle robi się w poszukiwaniu wiedzy i misji, udaremnieniu napadu na bank, otrzymaniu w nagrodę od burmistrza domu na własność (i wymuszeniu na nim wyremontowania go i dożywotniego zwolnienia z opłat w zamian za pozbycie się przywódcy rebeliantów-rozbójników - Marcusa), dzielna drużyna udała się do jednej z osad samych rebeliantów, gdzie stacjonować miał szycha Marcus (jej lokację poznała przesłuchując jakiegoś złapanego).

W tym miejscu warto nadmienić, że symbolem buntowników była opaska na ramię z symbolem kruka (nie jest to specjalnie ważne, ale pomoże mi w późniejszym opisie).

Po dotarciu do osady bohaterzy nawiązali rzekomą współpracę i przyjęli zlecenie (dla zdobycia zaufania) na przejęcie pewnej karawany. Karawanę przejęli, ale po akcji na miejscu pojawił się sam Marcus, wku*wił maga i ostatecznie zginął razem ze swoją 20-osobową obstawą. W końcu przecież i tak mieli się go pozbyć ku chwale ojczyzny, więc żadna strata ani przykrość. (Po powrocie do osady okazało się, że już jej najzwyczajniej w świecie nie ma, a zamiast niej pojawił się mały krater.)

Brygada wróciła więc do miasteczka w glorii i chwale, zameldowała burmistrzowi wykonanie zadanie i udała się do karczmy. Tu już miejsce Kcida zajął Yarre, a w ekipie nastąpiła jakaś dziwna (choć typowa dla naszych graczy ;)) przemiana. Do tej pory dobra, niosąca pomoc i walcząca ze złem, niesprawiedliwością i komunistami drużyna stała się drażliwa i, hmm, agresywna. "On się krzywo na mnie spojrzał! JEB! CIACH!"... A przynajmniej tak można by to opisać...

Wydarzenia potoczyły się szybko i dość niespodziewanym torem. Yarre zatłukł na zapleczu karczmarza i zabrał mu przy okazji jakąś mapę z zaznaczonymi ośmioma iksami, bo ten uciekając przed nim (cholera wie, od czego zaczął się zatarg) zamknął się w pokoju i w samoobronie strzelił w jego stronę z kuszy. Jin rozpłatał mieczem jednego z czekających na "powrót karczmarza" klientów karczmy, bo ten zaczął iść w jego stronę zdenerwowany naszą arogancją ("On się krzywo..."). W karczmie wybuchła w wyniku tego mała (w lokalu poza drużyną było tylko 4 gości) panika i burda, która skończyła się rzezią nawet pomimo krzyków Kukieła: "Nie zabijajcie! Ogłuszajcie!". Większość drużyny uciekła, Placa jednak dopadł jakiś kryzys egzystencjalny ("No ale bic... czy tric?"), lojalny Jin został więc próbując zmusić go do wspólnej ucieczki. Nie zdołał niestety i musiał zmierzyć się ze strażnikami, których jakimś cudem udało mu się porządnie zastraszyć biorąc jednego z nich jako zakładnika (trzeba było podchodzić tak blisko?). Stróże prawa się wycofali - czego nie można powiedzieć o kryzysie Placa, Jin musiał się więc salwować samotną ucieczką.

Przyspieszmy to trochę, bo ten "zarys" zaczyna robić się zbyt obszerny...

Drużyna znalazła się w lesie. Przenocowała w chatce jakiegoś troopera. Kukieł udał się z trooperem do innego miasta, dowiadując się, że była rozróba w tym drugim, ale nikt nie zna twarzy napastników. Yarre spacerując po lesie znalazł miejsce, gdzie leśny strumyk wpływa do wnętrza skały/wzgórza. Drużyna wróciła do miasta. Remont domu jeszcze się nie skończył, więc przenocowała w karczmie (miejsce zabitego karczmarza zajeło już jakieś wielkie, wredne babsko: "Masz to piwo i żłop jak mówię!"). Jin wyszedł z karczmy i został rozpoznany przez dwóch strażników. Yarre widząc, co się dzieje, również wybiegł i staranował swoim wielkim cielskiem jednego z nich. Zaczęła się rozróba ("Nie zabijajcie! Ogłuszajcie!"), w wyniku której pokonani zostali wszyscy strażnicy w mieście. Takie małe przejęcie władzy. Część drużyny poszła więc do aresztu uwolnić Placa, druga połowa zaś - do burmistrza, wymusić na nim ODKUPIENIE podarowanego nam wcześniej domu za niemałą kasę.

Hop na wóz i szybki wypad z miasta. Na początek do tego, w którym wcześniej był Kukieł. Już pierwszego dnia okazało się, że i tu sytuacja nie może być normalna - w studni zamiast wody krew, na rynku jakiś fanatyk, który krzyczy o boskim gniewie. Yarre próbował go pierdyknąć, ale oberwał od niego jakimś kapłańskim zaklęciem i wolał więcej nie ryzykować. Negocjacje. Nagroda? Drużyna wyrusza na poszukiwanie źrodła krwi. Strumyk wpływający do wnętrza wzgórza. Podziemia. Orki. RACH! CIACH! JEB! Wielka sala. Kilkaście orków, 2 ogry, kacyk, spotkany wcześniej fanatyk. JEB! JEB! CIACH! "To ja ucinam głowy ogrom.", "To ja ucinam głowę fanatykowi.", "To ja zabieram ten czerwony kamień, co tam nad tym strumieniem krwi lewituje. O, krew zmienia się w wodę." Powrót. Droga do miasta. List gończy z mordami drużyny - "Poszukiwani żywy lub martwi, 200 szt. złota nagrody". Przybicie głów ogrów do znaku i dopisek: "Dla 200 się nie opłaca". Oczekiwanie na zmierzch. Zmierzch. Powrót do miasta pod osłoną nocy. Zatknięcie głowy fanatyka na palik w pobliżu studni. Hop na wóz i ucieczka z miasta. Jazda do pierwszego z zaznaczonych na mapie "X". I w końcu...

Akcja właściwa:
(Tu po długiej nieobecności dołączył do nas kolejny gracz i wśród członków drużyny pojawił się Tadeusz Rydzyk.)
Ekipa bohaterów dotarła do lasu, wewnątrz którego powinien znajdować się pierwszy "iks". Ukryła więc wóz i dawaj przed siebie. Suddenly... orcs! Trzy orki stoją na drodze kilkaset metrów przed drużyną i nad czymś dywagują. Chwilę później było już tylko truchło orków. W końcu (po drodze była chyba jeszcze jedna bitka) drużyna dotarła do sporej osady otoczonej palisadą, z bramą strzeżoną przez trzy orki. Shinn zmieniła się w jaskółkę i poleciała na zwiad. W środku oczywiście banda orków i 4 czy 5 ogrów. Koniec końców w końcu zaczęła się walka, bo przecież wszyscy wiemy, do czego to zmierza. Niech wystarczy, że drużyna ostrzelała wioskę płonącymi strzałami, a Yarre obrażony poszedł podpalać palisadę przy pomocy huby i krzesiwa (wspominałem już, że jest tępakiem?). Wreszcie otworzyła się brama, ze środka wybiegła banda orków i rzuciła się w stronę agresorów, nie zauważając Yarre. Ten dalej obrażony olał temat i dalej robił swoje. Jego pomoc nie była tym razem nawet specjalnie potrzebna, walka skończyła się równie szybko, jak się zaczęła. Z wnętrza osady zaś wypadły ogry. Zamiast jednak ruszyć do walki, pochwyciły biednego Yarre i porwały go do środka. Brama się zatrzasnęła, a na palisadzie pojawił się jakiś ork.
- Wy nie atakować, my chcieć rozmawiać! - zawołał.
- No to rozmawiajcie! - odkrzyknął Kukieł.
- Wy podejść! Lepiej słyszeć!
- Chyba Cię popieprzyło! Mów co masz do powiedzenia!
- Yyy... My wypuścimy wasz towarzysz, wy nie atakować!
- I co my będziemy z tego mieć?!
- My wypuścimy wasz towarzysz...!
W tym momencie Shinn wyciągnęła przed siebie zdobyczną opaskę z krukiem.
- Znasz ten znak?!
- Toż to wy nasi! Czemu wy nas atakować?!
- To wy nas zaatakowaliście pierwsi! W lesie!
- Yyy... Ja nie odpowiadać za podwładnych! Wy przyjść, my pogadać!
Brama się otworzyła, drużyna po krótkiej rozmowie postanowiła zaryzykować i wejść do środka. Wewnątrz zobaczyli krzątających się po wiosce orków, wspomniane wcześniej ogry, stojący na uboczu kryty wóz i nieprzytomnego Yarre siedzącego nieopodal na jakimś pniaku. Wdali się więc w dyskusję z kacykiem wioski i zaczęli go wypytywać o to i owo. W tym czasie Yarre odzyskał przytomność - zły, że jakieś paskudy ośmieliły się go w ogóle tknąć. Chwycił więc swój wierny kij, odgarnął stojące mu na drodze ogry, przepchnął się przez orki, podszedł do rozmawiających (którzy, zajęci, nie zwrócili na niego uwagi) tak, że znalazł się tuż za kacykiem... i walnął go z całej siły kijem w łeb! Stojący najbliżej zostali ochlapani kawałkami tego, co u tej rasy robi za mózg. Reakcję orków można w skrócie podsumować jako:
Obrazek


reakcję drużyny zaś:
Obrazek


Wszyscy gotowali się już do walki z całą osadą, Rydzyk jednak nie stracił zimnej krwi i zakrzyknął gromko:
- No! Przejmujemy władzę w wiosce!
Zastraszenie się udało. Orki zatrzymały się niepewnie w pół ruchu.
- Gdzie jest moja siedziba?!
Jeden z orków wskazał mu jakąś większą chałupę niedaleko. "To teraz szybko, zanim zorientują się, że to bez sensu."

W chacie zastali jakiegoś popijającego wino człowieczka, który na ich widok wpadł w niemal panikę i z miejsca chciał uciekać. Na jego nieszczęścia w drzwiach stał Yarre i dość dobrze je zasłaniał. Kiedy w końcu usiadł i zaczął się gęsto tłumaczyć, kim jest i co tu robi, Yarre opuścił na chwilę chatę. Wlazł między stłoczone wokół ciała wodza orki i nie zwracając na nie najmniejszej uwagi chwycił ścierwo za nogę i zaciągnął je do chaty.
Orki:
Obrazek


Człowieczek w chacie:
Obrazek


(Ogólnie człowieczek ów okazał się kupcem-wysłannikiem kogoś ze stolicy i starał się ubłagać drużynę, żeby puściła go wolno, a sprawi że będą obrzydliwie bogaci, wciągnie ich do struktur i w ogóle nieba im przychyli. Skończył z poderżniętym gardłem.)

W pewnym momencie dało się na zewnątrz słyszeć jakieś zamieszanie. Yarre wychylił się i zobaczył grupkę 10 orków dość intensywnie się przepychających. Bez zastanowienia (jak zwykle) wpadł więc między nich ze swoim kiej i wykonał swój popisowy numer - zamaszysty, desperacki atak kijem! Z miejsca utłukł czterech, piątego poturbował. Orki:
Obrazek

Jeden z nich pochylił się nad którymś z trupów, wyciągnął mu z ręki jakąś szmatkę i podał bez słowa grubasowi z kijem, po czym wszyscy się mniej więcej rozeszli. Szmatka owa okazała się kolejną opaską na ramię z jakimś wzorem z wszytych kości. Założył ją więc i wrócił do chaty.
- Patrzcie co dostałem!
- ... Gratuluję, właśnie oficjalnie zostałeś nowym wodzem osady...
(Badum-tss!)

Już, już drużyna miała zbierać się do dalszej drogi, gdy nastąpiło oświecenie. Przecież nie można zostawić stojącej sobie w lesie wioski orków żywej! Wyszli więc wszyscy na plac przed chatami i Yarre zakrzyknął:
- Moi poddani! Zbierzcie się wszyscy i ustawcie w kolejce! Będziemy wydawać broń, żołd, żywność czy co tam akurat wypadnie! Panowie ogry tu proszę, do przodu! Do przodu! Właśnie tak! W dwuszeregu niemoty! W dwuszeregu!
A gdy cała wioska się już mniej więcej ustawiła:
- (ściszonym głosem) Kukieł, rób swoje.
- ODDECH BURZOWEGO SMOKA! (rozprysk elektryczności, jedna z mocy)

Ogry i kilka orków poległo od razu. Wykorzystując zaskoczenie reszta drużyny wycinała orki, póki jeszcze nie zaczęły się bronić ("desperacki zamaszysty!", "strzelam 3 pociskami!", "strzelam z kuszy!", "modlę się!"). W końcu jednak bronić się zaczęły i niektórzy (Yarre i Kukieł, zwłaszcza Yarre) dość mocno oberwali. Ostatecznie jednak wioska została wyrżnięta, bohaterowie zapakowali na wozy wszystko, co się do czegokolwiek nadawało (głównie broń) i odjechali w stronę zachodzącego słońca w poszukiwaniu kolejnych wyzwań.
Ostatnio zmieniony czw wrz 12, 2013 11:21 am przez Brovar, łącznie zmieniany 4 razy.
Powód:
 
Szczuras22
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik
Posty: 3
Rejestracja: śr mar 28, 2012 11:25 pm

Re: Kfiatki z Sesji - reaktywacja

pn gru 10, 2012 11:18 pm

Sesja Black Crusade

Heretycy ze wsparciem plemion technobarbarzyńców obracają imperialne miasto w ruinę. W trakcie walk zakradli sie do głównej jednostki wojskowej w mieście w celu zastąpienia jej wielkim kraterem, wysadzając skład amunicji. Jeden z heretyków nosi pancerz gwardzisty- reszta aparycji wzięta z podręcznika "Jak rozpoznać mutanta i wyznawcę chaosu". Baza postawiona w stan najwyższej gotowości, masa biegających gwardzistów, dowódcy wydający rozkazy itd. Nie przejmując się tym, pewnym krokiem zmierza do stojącego na środku placu czołgu. W połowie zatrzymuje go oficer:
-Gdzie ty...?
A gracz przerywa mu i pewny siebie odpowiada:
-Idę do czołgu!
Rzut ocierający się o krytyczny sukces usprawiedliwił ta bezczelność. Udało im się, wysadzili bazę :D
 
Awatar użytkownika
OzziLee
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 162
Rejestracja: pt sty 26, 2007 10:06 pm

Kfiatki z Sesji - reaktywacja

sob gru 22, 2012 3:27 pm

Kampania D&D począwszy od 3.5, przez Patchfinder'a, aż do 4.0

Początek kampanii w Eberronie, drużyna: Łowca, Warlock i Mnich jadą do bagnistego, zaludnionego głównie przez orków Yrlag. Po drodze napada ich ogr z kilkoma orkami, lecz mając Warlocka z Charyzmą na poziomie 20-22, atutem z + do blefu i zdolnością Warlocka z tym samym bonusem, dając coś koło +15 do rzutu, udaje się przekonać ogra, że jego gang chce go oszukać i praktycznie sam ich wybił. Po tym pozostało tylko dobić rannego ogra i pozbierać fanty.

Docierając w końcu do miasta, ze względu na ścisk panujący, drużyna postanawia rozbić namiot na dachu kuźni, przy okazji łatając dach w zamian za przysługę. W międzyczasie karczmarz, który posiadał swoją karczmę zaraz obok kuźni sprawdza co się dzieje i widząc Warlocka naprawiającego dach schodzi z powrotem do sali głównej karczmy, gdzie widzi ponownie tego samego Warlocka, który znalazł się tam przy użyciu trwającej non stop pajęczej wspinaczki. Robiąc mętlik w głowie karczmarzowi, sprawia, że ten zamyka się na zapleczu z świeżo otwartą flaszką.

Dostając zadanie sprawdzenia kto robi coś z ciałami z pobliskiego cmentarza, znajdują na szyi ubitego przeciwnika dziwny amulet. Chcąc przetestować jego właściwości idą do miejscowego gnoma maga-alchemika(który rozbił namiot na dachu karczmy) i sugeruje on, żeby po prostu ktoś go założył. Nie chcąc ryzykować, drużyna za 3 sztuki miedzi namawia ubogiego goblina do wzięcia udziału w teście. Nic ciekawego się nie dzieje, więc Warlock chce odzyskać monety... Goblin nie ma zamiaru ich oddać(amulet pogłębiał chciwość noszącego), więc wszyscy rzucają się na niego aby go złapać, a po udanych rzutach na utrzymanie wierzgającego goblina postanawiają go rozerwać... 2 krytyki i mamy udekorowany dach karczmy goblińskimi flakami. Mnich tryumfalnie zakłada nogi goblina na głowę i paraduje po mieście(tak oni mają takie chore poczucie humoru, nie wspominając o nieustającej wrogości względem siebie).

Po powrocie z kolejnego wypadu za miasto, drużyna(tym razem do drużyny dołącza psychowojownik, a łowca zmienia się w łotra) widzi zbiegowisko pod karczmą, znaleźli jakieś ciało. Reakcja mnicha: "Wyrzucam te nogi jak najdalej ode mnie!". Okazuje się, że to zwłoki karczmarza. Chciał posprzątać dach, ale jako, że był pijany, to spadł i skręcił kark. Karczmę przejmuje syn karczmarza.

Po pewnym czasie okazuje się, że syn karczmarza ma coś wspólnego ze znikającymi zwłokami, bo łotr podsłuchuje jak się dogaduje z jakimś podejrzanym typem co do pozbycia się ciała ojca. Po pozbyciu się jego i tegoż podejrzanego typa(i przy okazji przybyłych nie-wiadomo-skąd cienistych psów), oraz podrobieniu przez łotra papierów, drużyna staje się dumnymi posiadaczami miejscowej karczmy :D (i szlag trafił praktycznie całą historię jaką zaplanowałem, ale nie przeszkadzało mi to tak bardzo, bo niezwykle przyjemnie się prowadziło alternatywną historię).

Drużyna niewiele myśląc postanowiła zaatakować pobliską krasnoludzką twierdzę. Jako, że była ona opanowana przez Duergary, będące jednocześnie kultystami, drużyna wpadła na genialny plan przebrania się za sprzedawców rzeczy okultystycznych. Przybili sobie do wozu głowy zabitych wrogów, łotr nabazgrał coś w pustej książce dając jej wygląd mistycznego zaszyfrowanego almanachu, a Warlock zajął się blefem. Z blefem Warlocka nie trudno było dostać się do środka, lecz tylko jedna, pozbawiona broni osoba mogła dostać się do wnętrza fortecy aby pogadać z przywódcą. Jako, że mnich zmienił klasę, padło na łotra. Po nieudanych negocjacjach z przywódcą, ten rzuca się na łotra, ale rzucając krytyczną porażkę przewraca się, a łotr z krytycznym sukcesem ogłusza go świecznikiem. Do tego wypuszcza impa, który nie będąc zbyt dobrze traktowanym przez krasnoluda rzuca się na niego i podrzyna mu gardło. Łotr wydostaje się wzywając strażnika i zrzucając winę na impa. I w ten oto sposób "bezbronny" łotr pokonał przywódcę "groźnych kultystów" z pomocą świecznika i odrobiny szczęścia.

Dalej drużyna obala miejscowych władców - właścicieli grup wydobywających samorodki złota z miejscowych bagien. Wykorzystują przy tym zamieszki jakie powstały po tym jak potwory wybiły pracowników w jednym z głównych miejsc wydobywczych, psychowojownik staje na skrzyni, razem z łotrem wypatrują jakiegoś orka z wąsem i nadając mu imię Wałęsa kształtują w okół niego otoczkę typowego wyzyskiwanego pracownika, który musi obalić władzę. Po obowiązkowym skoku Wałęsy przez płot ruszają na siedzibę potentata.

Później chcąc poprawić swój wizerunek w mieście Warlock i nowo dołączony Dragonborne postanawiają rozpętać epidemię i potem ją wyleczyć. Zatruwają wodę z pomocą martwej wiewiórki na włóczni Warlocka(dumnie zwanej szaszłykiem, ze względu, iż zbierał na niej kawałki poległych wrogów), która została dodatkowo zaklęta przez nekromantę, przez co okazyjnie zachowywała się chaotycznie(włócznia, nie wiewiórka). Rozprzestrzenianie choroby się udało, problem w tym, że nie przewidzieli jak ją wyleczyć. Gnom-alchemik starał się robić co może, ale nie spotkał się nigdy z taką chorobą. Okazało się, że przez skażoną wodę chorym ożyła zawartość żołądka. Powstało coś na kształt śluzu, na szczęście opuszczały one ciała pierwotnych "właścicieli" bez ich szwanku i żywiły się jedynie materią roślinną.

Po dalszych perypetiach przerwaliśmy kampanię w spokojnym punkcie i zmieniliśmy system na Iron Kingdoms

EDIT: Ze względu na słuszną uwagę kolegi, nieprzemyślane posty nigdy nie powinny być postowane bez redagowania.
Ostatnio zmieniony ndz gru 23, 2012 1:48 am przez OzziLee, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Adam Adilew
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 97
Rejestracja: śr cze 17, 2009 1:13 pm

Kfiatki z Sesji - reaktywacja

sob gru 22, 2012 7:27 pm

Mój post proponuję później usunąć przez moderatora.

Mam dwie uwagi wobec wpisu powyżej. Raz - nadaje się to raczej do działu ze sprawozdaniami z sesji, bo to po prostu streszczenie gry. Dwa - nabijanie ciał wrogów na "szaszłyk" i mord na facecie z ulicy z powodu naszyjnika albo burdelmamie są chyba mało zabawne; albo mam wypaczony gust.
 
TDDT
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik
Posty: 1
Rejestracja: pt sty 04, 2013 9:18 am

Re: Kfiatki z Sesji - reaktywacja

pt sty 04, 2013 9:22 am

Gracze chodzą sobie po lochach.

MP: Wchodzisz do pomieszczenia uderza cię...
G1 przerywa szybko: Ale tak od razu? Bez żadnego rzutu na atak, nasłuchiwanie...
MP: ... smród.
 
Awatar użytkownika
Adam Adilew
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 97
Rejestracja: śr cze 17, 2009 1:13 pm

Kfiatki z Sesji - reaktywacja

ndz sty 20, 2013 6:25 am

Zew Cthulhu

Trzech braci Phillipsów:
Bartłomiej - zawodowy sportowiec, lekkoatleta
Szymon - student ekonomii
Wojciech - wykładowca akademicki, socjolog
MG - ja

W zdewastowanym kościele gracze znaleźli dwa szkaradne rysunki na ścianach, niczym namalowane przez dziecko.
Wykładowca: Kto to namalował?
Szeryf (BN): Ja.
Wykładowca: Pan żartuje.
Szeryf (BN): Nie. Mam takie namiętne zainteresowanie, żeby malować.

MG: Gdy wchodzisz do mieszkania, pierwsze, co w ciebie uderza, to głośna muzyka.
Sportowiec: Myślałem, że siekiera.

Sportowiec: Delikatnie uchylam drzwi pieca i sprawdzam, co tam się pali.
MG: Kawałki drewna.
Sportowiec: Jesteś pewien?

MG: Przy ścianie stoi łózko, dalej szafka, drzwi w podłodze i biurko, na którym luźno leżą kartki z odręcznym koślawym pismem.
Sportowiec: Drzwi w podłodze? Mają uchwyt?
MG: Tak, metalowy pierścień u krawędzi.
Sportowiec: Wychodzę.
MG: Wychodzisz?
Sportowiec: Idę stamtąd. Drzwi w podłodze są złe.

Gracz trzyma w ręce zapalniczkę, niczym jego postać. Zwiedzając opuszczoną latarnię znajduje zasuszone jak mumia zwłoki latarnika. Zapalniczka gaśnie, a MG łapie gracza za ramie.
MG: Coś chwyta cię za ramię.
Wykładowca: Żartujesz.
MG: Nie.
Wykładowca: Żartujesz.
MG: Nie, coś chwyta cię za ramię.
Wykładowca: Jak to? Żartujesz.

Sportowiec: Gaszę światło w pokoju, żeby lepiej widzieć. Wyglądam za okno.
MG: Pomiędzy drzewami w deszczu przebiegł nagi humanoid.
Sportowiec: Zapalam światło.

Gracze znajdują się w pakamerce, z której drzwi w podłodze prowadzą do piwnicy. Decydują, że tam nie zejdą.
Sportowiec: Musimy działać.
Wykładowca: Poczekajmy do rana. Jeśli będziemy żyli, pomyślimy, co dalej.

W pokoju gościnnym kolonialnej rezydencji.
Sportowiec: Przysuńmy łózka do drzwi, wtedy nic nie wejdzie drzwiami, a jeśli nawet wejdzie, to uciekniemy oknem.
Wykładowca: A jeśli wejdzie oknem, to i tak nie zdążymy wyjść drzwiami.

MG: Coś przebiega po dachu. Szura o metalowe sztachety.
Sportowiec: Strzelać w sufit?
Wykładowca: Też o tym pomyślałem.

MG: Słyszycie pukanie do drzwi. Gospodarz zaprasza was na śniadanie.
Sportowiec: Uchylam drzwi. Strzelbę myśliwską trzymam cały czas przed sobą.

MG: Lokaj wnosi do salonu talerz z pieczenią.
Sportowiec: Lokaj? A gdzie kucharka?
Wykładowca: Nie jedzmy mięsa.
Sportowiec: Dlaczego?
Student: To kucharka.
 
Awatar użytkownika
A647
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik
Posty: 2
Rejestracja: ndz gru 11, 2011 9:04 pm

Kfiatki z Sesji - reaktywacja

czw lut 07, 2013 11:08 pm

Wszyscy to wszyscy, babcia też ;)

System: Warhammer 40K
Postaci:
Castus: Imperialny Psyker, przekonany o własnej nieomylności
Flavia: Siostra Bitwy, przekonana o nieomylności Imperatora
Titus: Gwardzista, chłopak z nizin społecznych
Kalta: Szemrana osoba o podejrzanym statusie i długim karabinie

Rozmowa na temat głównego niemilca mieszającego drużynie w szykach. Wciąż przewija się określenie "socjopata".
Titus: A kto to jest socjopata?
Drużyna: To ktoś, kto zachowuje się jak komisarz, ale nim nie jest.

Przesłuchanie petenta przez Inkwizycję
I: Mów, natychmiast!
P: ...
I: Gadaj!
P: Ale... Zadajcie pytanie...

Drużyna przygotowuje się do misji, zwierzchnicy przydzielają im do pomocy psykera.
Zniesmaczona Flavia: Co?! Będziemy mieć jeszcze jednego poza Castusem?
Kalta: Oj tam, przecież masz dwa boltery. Starczy.

Drużyna przeszukuje zapiski szaleńca, gwardzista Titus jako "niepisaty i nieczytaty" pomaga jak może, z różnymi efektami. W pewnym momencie psyker, najwidoczniej zapomniawszy, że mówi o sztuce dość elitarnej jak na standardy Imperium z politowaniem unosi wzrok ku niebu:
- Szlachetna umiejętność czytania w dzisiejszych czasach upada...
- To, co nigdy nie stało, nie może upaść - odpowiada Titus z rozbrajającym uśmiechem.

Okrętowy medlab, w którym niepodzielnie panuje pani doktor Scarlet, miał stać się miejscem przeprowadzenia działań potencjalnie niebezpiecznych. Grający psykerem G. zaczyna rozwodzić się na temat reorganizacji pomieszczenia.
MG do G.: Scarlet patrzy na ciebie z taką miną, jakbyś miał zamiar ją co najmniej kilkukrotnie zgwałcić.
Inny gracz: To znaczy, uśmiechnęła się?

Na skutek pewnych wydarzeń, drużyna podjęła współpracę z bezimiennym Zabójcą. Po skończonej akcji między nim a Kaltą zaiskrzyło a do końca misji jeszcze ze dwa tygodnie. Dziewczę zaczyna mieć wątpliwości:
- Ale co my możemy robić tyle czasu?
- No wiesz... może cię wiele nauczyć - podpowiada MG niedwuznaczym tonem.
- Na przykład czytać i pisać?

Drużyna natyka się na czaszkę nie wyglądającą na ludzką, MG podrzuca pomysł że to eldarska. Ktoś zaczyna się głośno zastanawiać: Eldarska? Gdzieś już kiedyś była eldarska czaszka...
Flavia (złowieszczym półgłosem): Ta, w eldarze.

Titus opowiada o domu: W pod-kopcu miłość czyha za każdym rogiem. Rzecz w tym, że to miłość znienacka.

Castus: No, to ja bym się z tym Mechanicus spotkał tak face to face...
Ktoś: Raczej face to interface.

Okolica pełna wyznawców Slaanesha. Drużyna radośnie rzuca podtekstami.
Flavia marudzi: ...ale wy tylko o jednym...
MG z perfidnym uśmiechem: Tja... a ty wolałabyś więcej.

I bonus z jednostrzała Deathwatcha:
Po pewnym spotkaniu MG podsumowuje: No więc, porozmawialiście sobie z szanownym Inkwizytorem...
Caim (Astarte): Dla mnie to brzmiało raczej jak przesłuchanie.
Moira (agentka Ordos): Witamy w Inkwizycji.

Oraz w tradycyjnego Warmłotka:

Ktoś otruł szampierza pewnej hrabiny - nieszczęśnik zaczyna się dusić z powodu opuchniętego gardła. Drużynowy mag coś kiedyś słyszał o tracheotomii i postanawia takową przeprowadzić, toteż wyciąga nóż. Drużynowy krasnolud jest nie do końca przekonany, bo to dla niego jakieś novum.
MG (do grającego krasnoludem): No wiesz, w końcu on jest uczony, mag itepe, a Ty jesteś po prostu wojownikiem.
Krasnolud (wskazując na jurystę z orszaku hrabiny): Tak, ale on jest prawnikiem!

Operacja się nie udała, nóż wszedł *nieco* za głęboko. Pacjent zszedł.
Mag opowiadając szlachciance o przyczynie śmierci: Został otruty... (ciszej) między innymi.
Ostatnio zmieniony czw lut 07, 2013 11:31 pm przez A647, łącznie zmieniany 3 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
neo lio
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 17
Rejestracja: pt lut 18, 2011 11:21 pm

Kfiatki z Sesji - reaktywacja

wt mar 05, 2013 8:05 pm

Zasłyszane (stolik obok) :

Mg:Ulicą idzie naprawdę śliczna elfka.
G:Pożeram ją wzrokiem i idę dalej.
Mg:Odchodząc zauważasz że już nie ma ręki.

Dopiero po kilku minutach zrozumiałem czemu.
 
Awatar użytkownika
Adam Adilew
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 97
Rejestracja: śr cze 17, 2009 1:13 pm

Kfiatki z Sesji - reaktywacja

czw kwie 18, 2013 9:00 pm

Lwie serce

System autorski z każdą sesją luźniej oparty o starą grę cRPG. Szesnastowieczna Europa; kontynent jest domeną Królestwa Hiszpanii. Jego konkurentami są potężne Imperium Saladynskie i angielscy heretycy. Magia to wytwór zła, objawiony przez plugawe Rozdarcie w Jerozolimie cztery wieki temu, a postęp technologiczny zastopował z powodu epidemii Czarnej Śmierci i innych zaraz oraz najazdu mongolskich hord, zatrzymanych u bram Rzymu. Bohaterów łączą więzi krwi - są potomkami przeklętego władcy, Ryszarda Lwie Serce, tryumfatora Trzeciej Krucjaty.

To kontynuacja wątków z innych sesji, ale tak się jakoś stało, że stopniowo odeszli wszyscy dawni gracze.


Tomasz - Templariusz w służbie Korony, ukrywający się mieszaniec (półbies)
Marcin - mag z szeregiem wad, pokroju braku oka, syfilisu, uzależnienia od tytoniu, ukrywający się mieszaniec (sylwan)
Paweł - weteran wojny w Niemczech, półbies
Ja - MG

Dwoje postaci spotyka się o zmierzchu na trakcie nieopodal Girony, miasteczka w Katalonii.
Templariusz: Czołem waszmości.
Mag: (śmieje się)
Templariusz: No co? Się wczuwam.

MG do Maga: Jak wyglądasz? Co robisz, gdy widzisz obcego jeźdźca na trakcie?
Mag: Tajemniczy jeździec tylko kiwa głową.
Templariusz: Jesteś niemową?
Mag: Nie. Jestem tajemniczy.

Przykład szlacheckich obyczajów. W posiadłości hiszpańskiego szlachcica parobek opowiada Weteranowi okoliczne plotki, jakoby właściciel podpisał cyrograf z Szatanem.
MG: Parobek wykrzywia twarz w bezczelnym uśmiechu. Od razu widać, że durny, a przy tym pewnie złodziej, jak to kmiotki.
Weteran: A idź mi z oczu. Bzdury będziesz rozpowiadał. Albo czekaj. Wróć, kmiocie. Kopię parobka z całej siły od tyłu. Niech wie, gdzie jego miejsce.

We wiosce w Pirenejach sołtys opowiada postaciom legendy o trollach, jakie opowiedział mu kiedyś ojczym.
Mag: Jak one podróżują?
Sołtys (BN): Stadami, dobry panie, zawsze stadami.
Mag: A widziałeś kiedyś trolla?
Sołtys (BN): No po prawdzie to nie, ale ksiądz nam obrazki pokazywał i mówił, że to bestia straszna.
Weteran: Kupimy owce.
Mag: Po co? Przecież nawet nie wiemy, czy te trolle to nie bajki.
Weteran: Puścimy przodem owce. Trolle się najedzą i zostawią nas w spokoju.

Dyskusja o trollach trwa od dwudziestu minut.
Templariusz: Słyszałem taką legendę z dalekiego Lechistanu. Opowiada o smoku. Napchamy owcę siarką, troll dostanie okropnego pragnienia, wypije pół rzeki i pęknie.
Sołtys (BN): Ale dobry panie, w całych górach rzeki nie uświadczysz. Jedna jedyna studnia we wsi.
Weteran: Kupmy owce. Tak jak mówiłem, puścimy owce przodem.

W górach drużynę dopadła śnieżyca. Konie charczą i toczą pianę, mimo że ledwie drepczą do przodu. Aż trzeba oczy dłońmi zasłaniać.
Weteran: Idziemy do tej jaskini, którą mijaliśmy.
Mag: Właśnie, schowamy się tam przed trollami.
Templariusz: A gdzie miałbyś spotkać trolle, jak nie w jaskini?
Mag: Trolle żyją w jaskiniach?
Weteran: I bardzo dobrze. Chcę wreszcie kogoś zabić.

Nieznana z wyglądu dewa (demon) ukrywa się w jeziorze w głębi jaskini.
Templariusz: Kusi mnie, żeby tam wskoczyć.
Mag: Do potwora, który obgryza ludziom nogi, ręce, wciąga ich pod wodę i żyje w jeziorze?
Templariusz: Przecież mam umiejętność "pływanie".

Zapada zmierzch. Postacie docierają do ponurego opactwa na szczycie pirenejskiego wzgórza. Nikt ich nie wita, nikt im nie przeszkadza. W jednej z cel odnajdują ciało mnicha z własnoręcznie podciętymi żyłami.
Mag: Ktoś mu upuścił krwi.
Templariusz: Może był chory.
Mag z pewnością w głosie: Na chorobę francuską.

Postacie zwiedzają opuszczony dormitarz (sypialnię).
MG: Kolejna cela wygląda podobnie. Łóżko, koc, poduszka, stół, krzesło, kufer na ubrania. Mnisi nie mają żadnych prywatnych przedmiotów.
Weteran: Dalej, dalej. Następna cela.
MG: W następnej celi również nikogo...
Weteran: Dobra. Dalej. Następna cela.
MG: W następnej celi też nikogo nie ma. W falującym blasku pochodni...
Weteran: Następna. Idziemy.
MG: Nie ma tam nikogo, natomiast widzicie łóżko, na nim koc i poduszka...
Weteran: Następna. Szybciej.
MG: Spokojnie. Gdzie ci tak śpieszno?
Weteran: Chcę wreszcie kogoś zabić.

Słychać hałasy za drzwiami i krzyk mężczyzny. Drzwi się gwałtownie otwierają.
Templariusz: Strzelam z pistoletu.
MG: Przetestuj swoją umiejętność strzelania z pistoletu.
Templariusz: Nie mam takiej umiejętności.
MG (wpierw milczy przez dziesięć sekund): Jak to?
Templariusz: No nie mam. Ale wcześniej przecież strzelałem.
MG: W takim razie nawet nie potrafisz nabić broni. Nie możesz strzelać. Co testowałeś wcześniej dla pistoletu?
Templariusz: Nie pamiętam. To jest takie abstrakcyjne. Jak mogę mieć pistolet, strzelać z niego, a teraz mi mówisz, że więcej nie mogę?
MG: Dla mnie to też jest abstrakcyjne.

Nad opactwem zapadła bezksiężycowa noc. Tnący wiatr przynosi pojedyncze płatki śniegu. Zimno, ciemno, głodno, a jakaś dewa (demon) pęta się po okolicy.
Mag: Jedźmy do tego opactwa. Tam będzie bezpiecznie.
Templariusz: Jesteśmy w opactwie.
Mag: Nie, no coś ty. Jedźmy do opactwa. Powinno być blisko.
Templariusz: Jesteśmy w opactwie.
Mag: Po czym wnioskujesz?
Templariusz: Kaplica, cmentarz, samotnia dla mnichów, ciała pięciu mnichów, w tym jednego z podciętymi żyłami nad przepisywaną książką, a po południu znaleźliśmy innego mnicha na drodze prowadzącej stąd, a poza tym sołtys jednej z tych wsi wczoraj mówił, że to jest opactwo. Wystarczy?
Mag: Eee, to nie jest opactwo. Inaczej to sobie wyobrażałem. Opactwo jest większe.
 
Awatar użytkownika
Adam Adilew
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 97
Rejestracja: śr cze 17, 2009 1:13 pm

Kfiatki z Sesji - reaktywacja

czw lip 18, 2013 3:08 pm

Zew Cthulhu

Rodzina Phillipsów:
Lusia - drwal
Szymon - student ekonomii
Wojciech - wykładowca akademicki, socjolog
Paweł - ksiądz
Bartłomiej - lekkoatleta (nie zjawił się na sesji bez wytłumaczenia; postać używana naprzemiennie przez innych graczy)
MG - ja

* * *

W czasie tworzenia nowych postaci.

Graczka przegląda podręcznik.
G1: Tu jest drwal. Mogę grać drwalem?
MG: Hipotetycznie tak, ale wolałbym postać jakiegoś intelektualisty.
G1: Sam mówiłeś, że Lovecraft często opisywał margines społeczny.
MG: Ale za głównych bohaterów miał głównie elity umysłowe.
G1: Mówiłeś, że mogę wybrać dowolny zawód z indeksu.
MG: Tak, ale jesteś kobietą.
G1: Wpisuję "drwal".

W międzyczasie inny gracz wraca ze sklepu:
G3: Jesteś drwalem? I mistrz gry na to pozwolił?
MG: Mam chyba problem z autorytetem.
Drwal: Masz problem ze sobą.

Drwal: Mogę mieszkać w przyczepie kempingowej?
MG: Tak, ale standardy higieniczne i tym podobne będą bardzo ubogie w porównaniu do dziesiejszych.
Drwal: Ale to jest możliwe?
MG: Tak. Mam nawet tutaj, całkiem przypadkiem, plan takiej przyczepy.
Drwal: Nie mów, że zrobiłeś go specjalnie.
MG: Miałem na wszelkie wypadek.
Drwal: Nieprawda...
MG: Przygotowałem go na inną sesję, ale...
Drwal: Nie przerywaj mi. Wcale nie zrobiłeś tego rysunku na dzisiaj, więc nie udawaj, że niby jesteś przygotowany do sesji.

Student: Tak się nie da. Jak to wyszło ci, że masz język gaelicki na 110 procent?
Ksiądz: Znam słowa, których jeszcze w słowniku nie ma.

* * *

Gra.

MG: Jest 18ty września...
Wykładowca: A mogliśmy jeszcze obejrzeć [itd.]
MG: Jest 18ty września...
Drwal: A ten teledysk [itd.].
MG: Jest 18ty września...
Wykładowca: A pamiętasz [itd.]
Student: Mistrz gry próbuje coś powiedzieć.
Drwal: Mów.
Wykładowca: Dalej.
MG do siebie: To jakaś plugawa demokracja szlachecka.

Graczka zabrała autostopowicza, obwoźnego sprzedawcę Biblii.
Chińczyk: Pani kupi Biblię. Nowa. Oryginalna. O, tu jest opowieść o rozmnożeniu ryżu, a tu o cudownym przejściu przez Jangcy. A Apokalipsę sam napisałem.
Drwal: Dobra, wezmę od niego jedną. Co jest w środku?
MG: Nie możesz przeczytać, bo cała napisana jest po chińsku.

MG: Dziwne hałasy obudziły cię w środku nocy. Przyczepą coś szarpnęło, jakby ziemia się zatrzęsła.
Drwal: Rozglądam się.
MG: Żółtego autostopowicza nie ma w środku.
Drwal: Wyglądam na zewnątrz.
MG: Chińczyk zasiadł za kierownicą. Widocznie próbuje ukraść forda, ale tak nieudolnie, że wjechał w grzęzawisko. Przyczepą znowu szarpnęło.
Drwal: Dobra, to tylko on. Idę spać dalej.

Wykładowca: Idziemy do miasteczka ze wszystkimi rzeczami. Pukamy do domu sołtysa.
MG: Sołtys otwiera drzwi i spogląda na was zdziwiony.
Wykładowca: Aha. W pięć minut streszczam opowieść, skąd mamy trumnę ze zwłokami.

Wykładowca: Zaraz. Jaki my mamy cel, żeby wejść do tego szpitala?
Student: Żeby porozmawiać z pastorem i bratem zabitego marynarza.
Wykładowca: Ale myśl jak postać, a nie jak gracz. Chcesz tam wejść, bo wiesz, że mistrz gry ma taki scenariusz i od pięciu godzin próbuje nas tam zwabić. Ale czy twoja postać też chce tam wejść? Wcale nie.
Gracze zagłosowali i uzgodnili, że zawracają.

W środku leśnej gęstwiny, wśród zapadających ciemności na bezwzględnym odludziu, między pniami pojawiają się podskakujące na wybojach reflektory samochodu.
Student: Schodzimy na pobocze.

Student: Czy ten szpital psychiatryczny, gdzie dziś nie weszliśmy, to ten sam, gdzie próbowałeś nas wprowadzić przez całą poprzednią sesję?
MG kiwa głową na boki: Nieważne.
 
peter92
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik
Posty: 4
Rejestracja: pn sie 11, 2008 12:40 pm

Re: Kfiatki z Sesji - reaktywacja

wt sie 27, 2013 1:44 pm

Wszystko z D&D

Z serii: "Niezbyt ogarnięci gracze grający asekuracyjnie":

1)
Info: Gracze uparli się, aby zbadać tajemniczy budynek (miał być jedynie smaczkiem w przygodzie). Weszło tylko trzech.
G1: Co widzę?
MG: Po wejściu do budynku trafiacie do dużej sali, w której wszędzie pełno plebsu - nowych wyznawców Velsharoona. Jest kilku kapłanów, arcykapłan i uzdrowiciel, który krząta się przy ludziach leżących pod ścianami. Co robicie?
G2: Czekamy. Aż coś się wydarzy.

2)
MG: W karczmie aż czarno od ludzi. Jest kilku żebraków i pijaków. Paru napitych strażników odpoczywa po ciężkim dniu. Przy ścianie siedzi dość niewielka istota w czarnym płaszczu, a obok niej na stole leży mała samopowtarzalna kusza. Inny stolik jest zajęty przez dostojnego aasimara kapłana. Przy szynkwasie posila się jegomość z dwoma rapierami przypiętymi do pasa. Trunki roznosi bardzo urodziwa elfka. Przy drzwiach stoi wielki półork-"bramkarz". Co robisz?
G: Siadam tak, aby widzieć tego gościa z kuszą, tego z rapierami, tego kapłana, półorka, a potem zagaduję elfkę.

Z serii "Mądre i inteligentne dialogi":

1)
G1: No i co teraz?
G2: Nie wiem, może poszukajmy informacji w głównej siedzibie tych skrytobójców.

2)
[do tajemniczej postaci, która pracowała jako tajny agent pewnej organizacji]
G: Przepraszam, czy jest Pan szpiegiem?

3)
Info: Gracze musieli podkraść się do wrogiego obozu i za żadną cenę nie mogli ujawnić swej obecności. Poszło dwóch. Niestety jeden z nich został złapany, a drugi szczęśliwie pozostał ukryty. Trwa przesłuchanie.
Przywódca: Przyszedłeś sam?
G: Nie, jestem z kolegą.
 
Awatar użytkownika
Kamulec
Administrator, Koordynator społeczności
Administrator, Koordynator społeczności
Posty: 2221
Rejestracja: sob lip 09, 2005 12:32 pm

Kfiatki z Sesji - reaktywacja

ndz wrz 01, 2013 2:19 am

Jaskinia którą płynie struga. Uzbrojona w parę noży BG pilnuje rozwidlenia, ale postanawia odejść. Ma papier, ołówek i źródło światła, spisuje więc wiadomość dla mających wracać przez to miejsce towarzyszy.
G: — Zostawiam wiadomość.
MG: — Rzucasz kartkę do wody?
G: — Przybijam do ściany.

________________________________________________

BG dyskutują, czy wyjaśnić sytuację ze strażą, czy uciec z miasta. W końcu pada poważna propozycja:
— Chodźmy powiedzieć kapitanowi straży, że uciekamy.
Ostatnio zmieniony ndz wrz 01, 2013 2:30 pm przez Kamulec, łącznie zmieniany 4 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
wysłannik
Moderator
Moderator
Posty: 657
Rejestracja: śr cze 09, 2010 10:54 am

Re: Kfiatki z Sesji - reaktywacja

ndz wrz 01, 2013 1:19 pm

Warhammer

Pracowaliśmy dla pewnego krasnoludzkiego kupca w krasnoludzkiej twierdzy, który niestety ze względu na charakter zatrudnienia musiał nas przenocować w jednym ze swoich magazynów. Jako że przybyliśmy w wieczorem to poszliśmy prawie że od razu spać. Nazajutrz zauważyliśmy w górnym rogu magazynu pokaźną dziurę, przez którą śmiało mógłby się włamać jakiś niziołek a może i człowiek. Gdy po śniadaniu odwiedził nas nasz nowy pracodawca jeden z BG, ludzki sierżant, zapytał krasnoluda:
- Ta dziura wam nie przeszkadza?
- Przeszkadza ale nie taki aj fach naprawić taką dziurę.
- To przybijcie tam parę desek gwoźdźmi, by to jakoś wyglądało po ludzku...
- No właśnie - odparł zniesmaczony krasnolud - po ludzku to wyglądać nie ma.
- To przybijcie jakiś kawał kamienia, by wyglądało po krasnoludzku - zakończył sierżant
 
Awatar użytkownika
Dzięcioł Czarny
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik
Posty: 4
Rejestracja: pt gru 28, 2012 6:22 pm

Re: Kfiatki z Sesji - reaktywacja

pt wrz 27, 2013 1:15 am

Sesja futurystyczno-koszerna (bohaterowie to studenci jesziwy wkręceni w kryminalno-mistyczną intrygę w roku pańskim 2066).

1.
Jeden z bohaterów próbuje dogadać się z ochroniarzem zniszczonej jesziwy, próbując odwieść go od krwawej zemsty na szefie konkurencyjnej szkoły, którego ten podejrzewa o dokonanie owych ohydnych zbrodni.

MG: Sytuacja jest bardzo napięta. Goście powoli opuszczają lokal. Kelner nie przychodzi, ale to dobrze bo miał przynieść rachunek.

2.
MG (jako ów ochroniarz) do dwójki studentów, których próbuje namówić do udziału w zemście: Czy jesteście ze mną?
Gracz znajdujący się na drugim końcu miasta: Ależ jak najbardziej!
MG: Ale was tam nie ma!
G: Ale tu z Tobą jesteśmy!

3.
Mistrz Gry komentując plan owej dwójki studentów by rozbić samochód, którym jadą dokonać z owym ochroniarzem krwawej zemsty: Ten plan ma wszelkie szanse powodzenia. Oczywiście jeden z wariantów sukcesu wygląda tak, że wszyscy giniecie.

Dodajmy że plan się nie powiódł bo bohaterowie wcześniej wpadli pod TIR-a. Przeżyli.

4.
Jeden z graczy komentując barek prywatnego detektywa który pomagał nam rozwikłać sprawę: O proszę. Butelki z doklejonymi akcyzami. Wielka Dolewka Pepsi w tym jego barku.

5.
MG: "Sen jest dla słabych" oznajmił Marlow [ów detektyw] po czym w ciągu 15 sekund odpłynął.

6.
Podczas gdy połowa drużyny znajduje się w szpitalu, a dwaj członkowie gangu pomagającego nam w sprawie zatruli się śmiertelnie alkoholem wysoko-ołowiowym z barku Marlowa, mój bohater znajduje butelkę żubrówki z oryginalną akcyzą.

MG: Po trzech łykach problem dwóch ciał zawiniętych w dywan i anihilacji połowy gangu, który ojciec wynajął dla twojej ochrony, przestał być dla Ciebie jakoś specjalnie przerażający.

7.
Szef gangu Judaszy, zwany też Judaszem po tym jak jego chłopcy wypili nie tą whisky co trzeba zdenerwował się na Marlowa i rzucił nań z nożem. Marlow wyłamał mu rękę z barku, a ja przekonałem najmłodszego z jego chłopców, że szef nie jest już odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. (MG: Judasz skrzywił się ale ponieważ był Żydem to nie warknął ty Judaszu! Warknął: ty Kainie! Ponieważ jednak mieliśmy już dość trupów kazałem chłopcom wziąć Judasza i odstawić pod jakiś szpital. Z braku laku wzięli jeden z samochodów Marlowa, który nie miał tablic rejestracyjnych więc przyczepili jeden z zestawów który znaleźli w garażu.

Marlow trochę się wkurzył że wzięliśmy jego auto bez pozwolenia. Wkurzenie minęło gdy zorientował się, że chłopcy wzięli tablice rejestracyjne polskiego korpusu dyplomatycznego.

8.
Jeden z graczy ruszył w pogoń za Judaszami, by ich zatrzymać zanim się wyda, że dyplomatami nie są. Goni ich goni, dogonił. W tym momencie zorientowałem się, że mam telefon i zadzwoniłem do Młodego każąc mu wracać.

Gracz: Zaniechałem pościgu, bo to by zbyt głupio wyglądało gonić meleksem dyplomatyczny samochód.

9. Gracz: Patrzę na niego gwałtownie.
MG: Patrzy się na Ciebie gwałtownie.

10. Marlowowi udało się porwać szefa konkurencyjnej jesziwy, tego który wzmiankowany wyżej ochroniarz chciał w zemście utrupić.

Ja: Gadaj co wiesz? Widziałeś Dawida?
Szlomo: Ja nie wiem co się dzieje. Po północy dzwonił do mnie i powiedział, że zaraz przyjedzie i nas wszystkich pozabija.
Ja: No i co się stało?
Sz.: Nie przyjechał.

11. Pod koniec poprzedniej sesji szturmem zdobyliśmy łódkę na której torturowano jednego z naszych studentów. Zakatrupiliśmy oprawców, zaminowaliśmy łódź coby zatrzeć ślady przed regulatorami (gojskie FBI), odjeżdżamy z portu.

MG: Słyszycie eksplozję.
My: Uffff...
MG: I jeszcze jedną, i jeszcze jedną, i jeszcze jedną.

Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że wysadzenie tej łodzi spowodowało, że wybuchło też znajdujące sie na sąsiednim kontenerowcy laboratorium produkujące amfetaminę. Ups!
 
Awatar użytkownika
von Mansfeld
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1778
Rejestracja: wt lip 29, 2008 7:31 am

Kfiatki z Sesji - reaktywacja

sob paź 18, 2014 5:57 pm

Afterbomb: Madness:

1) Trwa opisywanie jednego ze Skrajnych Warunków z podręcznika, czyli wichury promieniotwórczej. Postacie graczy nie zdają testów na Surwiwal, rzucają za punkciki Promieniowania oraz Wyczerpania. Jedna z postaci (niewiele punktów Kondychy) nagle ma powyżej swojego limitu Kondychy, Weteran (MG) opisuje:
- Potrącił cię jakiś latający gramofon!

2) Udana dywersja do jednego z posterunków Klanu Orląt (tacy amerykańscy neonaziole). Jeden z BG ostrzeliwuje z wyrzutni granatów snajpera ukrywającego się na opancerzonej wieży strażniczej. Dwa granaty 40 mm poszły w kolejnych rundach. Efekt?
-> Pierwszy granat zadał tylko 4 pkt obrażeń (trochę poniżej ciężkiej pojedynczej rany), więc belka odłamała się podczas eksplozji i uderzyła snajpera w ramię. Drugi nawet nie trafił pomiędzy podpory wieży.

3) W trakcie powrotu ocalałą drogą do Phoenix, na drodze napotykają jakąś panterę. Bohater gracza postanowi ją schwytać, przeciwstawne testy Sprawności. Gracz wyturlał krytyczne niepowodzenie. Efekt? Postać wywrócia się na jakiejś wystającej rurze i oberwała k6 obrażeń.
Ostatnio zmieniony sob paź 18, 2014 5:58 pm przez von Mansfeld, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Cordin
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik
Posty: 2
Rejestracja: sob lut 07, 2015 9:16 pm

Re: Kfiatki z Sesji - reaktywacja

sob lut 07, 2015 9:24 pm

Co tak nikt kfiatkow nie pisze? Grajcie ludzie w te erpegi :-)

Grałem z kumplem w coś Warhammerowatego dawno temu.
On mistrzuje ja gram. Mój bohater to elfi łotrzyk. Do tego dwójka BN . Idziemy pustkowiem i naponapotykpasmo górskie przez które da się przejść tylko wąskim wąwozem. Nagle pojawia się przed nami mroczna postać.

Zjawa: Zgiiinieeeecieeee...
BG: A jakieś szczegóły?
Z: Zabije was!
:-)

Jak sobie coś jeszcze przypomnę to wrzucę ;-)
Ostatnio zmieniony ndz lut 08, 2015 5:00 pm przez Cordin, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Lilian
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik
Posty: 2
Rejestracja: pn sty 05, 2015 5:56 pm

Kfiatki z Sesji - reaktywacja

wt lut 10, 2015 6:04 pm

Miałam taką sytuację:

Wdzieramy się do zamku czarnoksiężnika. Ten mówi:
"wkraczacie na mój teren, pokonaliście moje straże..."
G: "skąd taki wniosek?"
 
Awatar użytkownika
Lord Xan
Administrator
Administrator
Posty: 543
Rejestracja: ndz gru 07, 2008 7:09 pm

Kfiatki z Sesji - reaktywacja

sob mar 07, 2015 10:57 am

Sesja D&D Next, Greyhawk.
Gracze penetrują mauzoleum w ukrytej, niedostępnej bez mapy dolinie gdzieś w górach miedzy Marchią Kości a Teokrację Pale. Drużyna składa się z człowieka łotrzyka (złodzieja-banity), wojownika (ex-strażnika miejskiego) i zakontraktowanego BN-a leśnego elfa tropiciela imieniem Rovanion Galanodel. Gracze nie spytali nigdy o jego nazwisko (chociaż w kontrakcie pewnie było :P ), toteż mi nie spieszyło się z jego wymyślaniem.

Udało im się rozwiązać zagadkę na wrotach do najniżej położonej, owalnej komnaty, wojownik postanowił czatować przy wrotach, aby przypadkiem nie zamknęły się i nie zostawił towarzyszy na pastwę ukrytych tam potworności (tak naprawdę - nie umiał się skradać). Licz na tronie oczywiście się przebudził, zatrzasnął wrota, toteż na scenie pozostali tylko gracz pierwszy i BN, którego zaraz oddałem w ręce gracza drugiego. Licz rozkazał postaciom przedstawić się, toteż gracz sterujący BN-em zaczął niepewnie:
- Jestem Rovanion... ??? - krótka panika - po prostu Rovanion.
 
Awatar użytkownika
SzaryGracz
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik
Posty: 1
Rejestracja: pn lip 06, 2015 2:50 pm

Kfiatki z Sesji - reaktywacja

pn lip 06, 2015 3:46 pm

Warhammer, wąskie przejście za wodospadem (kilkadziesiąt metrów na dole ostre skały), ja prowadzę.
G1: Ostrożnie przechodzę na drugą stronę.
*udany rzut*
G2: Idę za nim.
*krytyczne niepowodzenie - jednak lituję się nad graczem*
MG: Łapiesz się w ostatniej chwili za wystającą skałkę.
G1: Zawracam się, aby mu pomoc.
*krytyczne niepowodzenie*
MG: Spadasz dziesięć metrów na śliską skalną półkę, powoli zsuwasz się. (spory DMG)
G1: Próbuję wstać i utrzymać równowagę.
*krytyczne niepowodzenie* *wydany punkt przeznaczenia*
MG: Spadasz na ostre skały. Twój ekwipunek zostaje zniszczony. Ty cudem unikasz śmierci. Prąd wynosi cię rannego na brzeg rzeki kilkadziesiąt metrów dalej.
G2: Próbuję się podciągnąć.
*krytyczne niepowodzenie*

PÓŁ GODZINY POTEM
Ranni, zmęczeni walką o życie, z zniszczonym ekwipunkiem, jesteście wreszcie bezpieczni, co prawda nie w miejscu do którego próbowaliście dotrzeć, ale w bezpiecznej odległości od wodospadu.
G1: A gdzie nasze konie?
Nieszczęśni gracze zapomnieli o nich i zostawili je przed przejściem.

Również Warhammer, solówka, ponieważ jeden z graczy zdezerterował. Również ja prowadzę.
G: Otwieram drzwi i wychodzę na powierchnię.
MG: Widzisz przed oczami rozpędzoną patelnie i czujesz silne uderzenie w głowę. Przewracasz się.
G: ZNOWU?
MG: Goblin wyrywa ci z dłoni kryształ.
G: A to podstępne sku******...

Gracz po ogarnięciu się po silnym oberwaniu tropi gobliny do ich obozu.
G: Szukam dziury w palisadzie.
MG: Jest ich bardzo dużo - ostrokół był budowany na szybko i niedbale, jak to zazwyczaj robią zielonoskórzy.
G: Patrzę przez jedną z nich.
MG: Widzisz kilku goblinów w czarnych strojach przed jednym z budynków.
G: Rzucam w niego krasnoludzkim granatem.
Budynek ten był składem Gobliniego Ognia (prowizorycznych goblinich materiałów wybuchowych - cały obóz w okamgnieniu wyleciał w powietrze).

Hehehe. Wiem, nieśmieszne.

Wulgaryzmy muszą być wykropkowane - wysłannik
Ostatnio zmieniony śr lip 08, 2015 10:52 am przez wysłannik, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Lord Xan
Administrator
Administrator
Posty: 543
Rejestracja: ndz gru 07, 2008 7:09 pm

Re: Kfiatki z Sesji - reaktywacja

ndz cze 26, 2016 2:26 pm

Zapomniane Krainy, D&D NEXT. Gracze są przeklęci przez Urizena - Króla Maszynę z innego świata, który uległ za jego sprawą zagładzie; przed wiekami przywędrował razem ze swoim ojcem to FR. Jego celem jest balans i wyrównanie szans - poprzez unicestwienie wszystkiego. BG stopniowo zmieniają się w maszyny. Walka jest nierówna, ale spowalniają procesy magią Allabara, licząc, że pokonają Maszynę raz na zawsze, nim będzie za późno dla nich i Faerunu.

Drużyna (Paladyn Helma, Gnom mag - uczony archeolog, elf łotr-Alchemik i Elf oficer Płomiennej Pięści-czarnoksiężnik) weszła w poważny konflikt z Rycerzami Trójcy i siłami lantańskimi (ci już wiedzą, że gracze są heroldami Urizena). Mają się poddać internowaniu w czarowięzach albo zginąć.
Udało się już uciec przez 100-osobową armią paladynów (nawet nie mordując ich zbyt wielu!), już na swoim latającym statku Aureoli próbują odbudować morale najemników i napełnić ich serca nadzieją.

Najemnik1: Przecież oni mają armię, zabiją nas wszystkich! Pilnowanie jakichś korytarzy w lochu czy zabicie kilku gnolli to jedno, ale nie pisałem się do walki z jakimiś cholernymi paladyńskimi armiami!
E: Przecież nie musieliście z nimi walczyć. Nasza drużyna jest potężniejsza od ich całej setki, byliście cały czas bezpieczni na statku.
Szepty z sali: właśnie, skąd oni mają taką moc? kiedy stali się tak potężni?żaden człowiek nie ma takiej mocy!
P: Obiecuję wam, że kiedy dojdzie do takiej sytuacji, nie ucierpicie. To my dowodzimy i na nas spada odpowiedzialność ze wszelkie decyzje - dobre czy złe.
Łotr zakradł się do defetysty.
A: Dlaczego w nas nie wierzysz? - wyrósł jak spod ziemi tuż przed jego twarzą, rzucając mu groźne spostrzeżenie - czy kiedyś was zawiedliśmy?
N2: Lekko zestresowany - przecież to niemożliwe, żeby wasza czwórka była tak mocna, skąd bierzecie swoją siłę? Kto wam ją daje?
G: nikt nam jej nie daje, zdobyliśmy ją ciężką pracą. Kto tobie dał umiejętność walki mieczem, Jake? - podchodzi do Bola, naszego kompanijnego ogra - A tobie Bolo, kto dał te potężne mięśnie i wzrost?
Bolo: eeeeeeeee... no taki się urodziłem?
G: i nikt nie obdarował cię tą niesamowitą siłą, racja? Sięgasz po pałę i po prostu lejesz, racja?
B: nooo tak.
G: I widzicie, moi drodzy, z nami było tak samo. Walki, treningi, magiczne przedmioty. Nikt nas nie obdarował mocami.
N3: A paladyn czasami nie modli się co dzień?
...
Dyskusja była długa i szła coraz bardziej nie po naszej myśli. Argumenty logiczne nie docierały do najemników (zwłaszcza, że naprawdę Urizen stał się w większości źródłem naszej mocy i pozwolił na tak szybki przyrost sił, ale tego nie mogli wiedzieć na pewno). Rzuciliśmy w nich kilkoma faktami, że tym razem świat zginie, jeśli Maszyny nie powstrzyma się raz na zawsze. Na pytania, dlaczego w takim razie nie dołączymy do paladynów, którzy wydają się mieć jakiś plan i, co ważniejsze, armię, stwierdziliśmy:
P: my wierzymy w słuszność naszych czynów.
G: szeptem: Kastor, to najgorsza przemowa motywacyjna na świecie.
Powoli zbliżając się do końca, paladyn postanowił zrobić coś ogromnego. Coś, co zapamiętają jako symbol nadziei.
Zdjął swoją adamantytową rękawicę, ukazując wytatuowany znak na wnętrzu dłoni - dłoń z okiem.


Odwrócił dłoń, ukazując prawdziwe oblicze symbolu - Plugawy Dzwon.

P: Przez miesiące sądziłem, że Helm naznaczył mnie na swojego wybrańca. Walka z paladynami Afa otworzyła mi oczy. Ja, cała moja drużyna jesteśmy przeklęci przez Urizena! (xD super motywacja bulwo) Musicie o tym wiedzieć, my musimy. Ale z klątwą koniec. Koniec z chodzeniem na ślepo. W Candlekeep znajdziemy pochodnię wiedzy, która rozświetli mroki naszej wędrówki. Od dzisiaj wygrywamy! Jake, podaj pochodnię.
To chyba nie jest dobry pomysł.
Paladyn odpalił pochodnię, po czym przystawił do ognia lewą dłoń. Mimo ogromnego bólu, czekał tak długo, aż znak zniknie - zamiast tego zwęglająca się, odpadająca skóra zaczęła ukazywać lśniące żelazo jego wnętrza.
Błyskawiczna reakcja alchemika i rzucone zaklęcie iluzji uratowały sytuację, po czym paladyna wyprowadzono, by opatrzyć rany.
P: Od dzisiaj wygrywamy...
Po całej sytuacji, paladyn i alchemik
A: ta przemiana idzie coraz szybciej, nie mamy szans z Urizenem. Trzeba było zrezygnować w Pomocnej Dłoni i poddać się paladynom, przynajmniej mielibyśmy to z głowy.
P: wiesz co, to się jeszcze da załatwić ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Ostatnio zmieniony ndz cze 26, 2016 11:06 pm przez Lord Xan, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Mist
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik
Posty: 1
Rejestracja: pn wrz 25, 2017 10:19 pm

Rodzynki!

pn wrz 25, 2017 10:45 pm

Witam! Naszło mnie dzisiaj i przegrzebałam całe forum pod kątem rodzynek RPG. Zdziwiona faktem, że takiego tematu nie ma zakładam go tutaj:) Podzielcie się ciekawymi sytuacjami/hasłami z sesji, bądź zasłyszanymi w filmach/wyczytanymi w książkach!

Otóż jest  ;)

To tak na dobry początek:
Warhammer.
Bard oraz najemnik tuptają do bram Nuln.
Bard: Lecz co to! Ogon myśli ludzkich wije się niczym rzeka i sięga kresu!
Najemnik:Znaczy długa ta kolejka?
B: W ch***...

Warhammer.
Bohaterowie postanawiają przeszukać ostatni stojący budynek w spalonym mieście.
MG: Gdzie szukasz?
Niziołek: W środku.
MG: A konkretnie?
N: Konkretnie to na zewnątrz.

Fading Suns.
Dwoje ludzi pali bongo na mostku statku lecącego na Byzantium Secundus. Nagle wchodzi Gannok.
G: Debile! Mieliście nie jarać na mostku! Tu jest siwo, nic nie widać!
Cz: Spokooojnie, okno się otworzy, przewietrzymy...
G: Gdzie?! W przestrzeni kosmicznej?!

Pozdrawiam, Mist:)

/Pozdrawiam, Xan
Ostatnio zmieniony wt wrz 26, 2017 9:19 pm przez Lord Xan, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: scalenie wątków

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość