Zrodzony z fantastyki

  • 1
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

śr gru 07, 2005 8:33 am

Ciemność.

Rosła i gęstniała z każdą chwilą.

Żyła, napierała całą sobą na bańkę w której trwaliście.

Ostrze Azerusa dotykało jej powłoki napinając ją swoim dotykiem niczym skórzaną powłokę rybiego pęcherza.

Zaś mag, Turresorn Ak'Abba musiał się pomylić w tkanych zaklęciach.

Ani on, ani półelf, ani nawet żaden z jego głupkowatych pomocników, nie znalazło drogi do bańki.

Chyba, że taki był cel ich działania.

Bańka trwała niosąc was przez ciemne czeluści mroku i chaosu.

Coraz dalej.

Coraz głębiej.

Bierność.






Służyła jej zawsze...


[center:5ac8ecdb93]---[/center:5ac8ecdb93]
 
Kiaryn'Veil Duskryn
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2940
Rejestracja: wt lip 01, 2003 11:17 am

śr gru 07, 2005 11:30 am

Reno (Lorifarn)

Konfuzja.

Niepewno¶æ.

Irytacja.

Gniew.

Niemoc.

Milczenie.



Wyczekiwanie...

Lecz nie strach... Nie wzglêdem ciemno¶ci...

Rycerz wzniós³ s³owa modlitwy do Shar - bogini, która by³a mrokiem. Która zawsze siê nim opiekowa³a.

Która rozumia³a.

Po¶ród bezkresnego morza, w którym dryfowa³a jego zimna niczym lód dusza...
 
Awatar użytkownika
joseph__
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 361
Rejestracja: czw mar 25, 2004 3:45 pm

śr gru 07, 2005 1:49 pm

Palie Dahlberg

To, co się stało było dlań zaskoczeniem, niezwykłym, dotąd niespotykanym. Gdzie był tego nie wiedział. Czyżby zawieszono ich poza jakimkolwiek bytem? Ogarniający zewsząd mrok, nawet jego krasnoludzka zdolność do widzenia w całkowitych ciemnościach nic nie dawała. Zostało tylko bierne oczekiwanie.


Oczekiwanie...


Bierność...


Ciekawość...


Znużenie...


Smutek...


Cisza...

tak, zewsząd ogarniająca cisza i pustka. Wieczność zdawała się być, którszą niż to miejsce.
~~
Czy jeszcze żyję?
 
Awatar użytkownika
smaller
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1633
Rejestracja: śr lis 15, 2006 2:55 pm

śr gru 07, 2005 3:05 pm

Dorian

Wkroczył w krąg. Nie obawiał się, w końcu szansa by zawrócić była równa zeru. Za szybko to wszystko się działo, zbyt mało zostawiano im pola manewru przez toczące się szaleńczym tempem wydarzenia... Dorian wkroczył w krąg. Zawierzył. Błąd.

To był podstęp?

Czy wypadek?

Czy te dziwne... Stwory to normalne?

Czy to, co się z nami zostało jest normalne?

Gdzie jesteśmy?

Gdzie ja jestem...

Strach, niepewność, zaskoczenie, rezygnacja, frustracja.

To miejsce było złe, wrogie każdemu stworzeniu. Zwłaszcza żyjącym, śmiertelnikom. Takim jak oni.

Dorian był przytłoczony uczuciami, których rzadko do tej pory doświadczał w takim stężeniu.

Zwłaszcza jednego.

Wiary.

~ Panie... Pomóż...
 
CJ111
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 132
Rejestracja: śr wrz 01, 2004 10:56 am

śr gru 07, 2005 4:47 pm

Ivellios

Wszyscy cz³onkowie grupy znajdowali siê w zasiêgu ¶wiat³a jego czaru. Jednak nic on nie wyja¶nia³. Ciemno¶æ, gêsta, lepka, otacza³a ich, niemal d³awi³a ruchy. Nikt siê nie odzywa³. W ogóle nikt nie by³ pewien, czy jego g³os wydostanie siê z p³uc przygniecionych wszechobecn± cisz±, któr± m±ci³y jedynie ciche oddechy. Czarna przestrzeñ, ¿ywa i obecna niemal t³umi³a my¶li. Ka¿dy wpad³ w swego rodzaju apatiê. Od momentu nie wymagaj±cego odpowiedzi pytania Zaonora nikt nie przerwa³ milczenia, jakby boj±c siê zak³óciæ spokój tego dziwnego miejsca.

Spokój.

Oczekiwanie.

Senno¶æ.

Nie! odzywa siê niski g³os w g³owie. G³os dziwnie przypominaj±cy mistrza Thamiona. G³os ostrze¿enia, napomnienia. G³os bardzo dziwnie brzmi±cy w tym miejscu. Przecie¿ ciemno¶c jest ¶wietn± towarzyszk±. Otula, usypia, nakrywa...

...

...

... nag³e otwarcie oczu resztk± ¶wiadomo¶ci. Szybkie spojrzenie na towarzyszy. Bezwiedne podrzucenie g³owy. Otrz±¶niêcie siê z senno¶ci A nie mówi³em po raz kolejny glêdzi Thamion. By³o blisko. ¦miertelna apatia spowalnia ruchy, os³abia miê¶nie. Trzeba co¶ zrobiæ. -Gdzie my na dziewiêæ piekie³ jeste¶my? - glos, jakby nie na miejscu przebija siê przez cisze, brzmi±c bardzo dziwnie - Trzeba co¶ ustaliæ! Szybki gest d³oni±, i rzut okiem w otaczaj±c± ciemno¶æ ...

Rzucony czar to wykrycie magii
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

śr gru 07, 2005 5:30 pm

[center:1ed7f05bd2]Ciemność.

Jak bańka.

Bierność.

Jak śmierć.[/center:1ed7f05bd2]


[center:1ed7f05bd2]* * *[/center:1ed7f05bd2]


Dorian:

Był blisko! Czułeś jego lepkie pożądanie. Już nie był seniorem, który ochoczo wyciągnął dłoń ku zbłąkanemu. Pożądał. Ociekał pożądaniem. Pożądaniem, które wkrótce zostanie zaspokojone. Jeszcze tylko trochę. Jeszcze odrobina... bierności.


Ivellios:

Słowa inkanty jeszcze nie ucichły, wypowiadane zduszonym, cichym głosem, kiedy nagle potężna implozja cisnęła tobą przewracając cię i odbijając od gumowatych ścian lepkiej czerni. Ogłuszony wszechpotężną mocą padłeś na czarne, gumowate podłoże. Cały świat płoną czerwienią. Moc... była wszędzie.


Lorifarn:

Była tak blisko! Czułeś Jej nieograniczoną moc będącą na wyciągnięcie dłoni. Bańka śmiertelnych pośród szaleństwa chaosu. Można było skończyć to tak łatwo. Azerus sam o to prosił łaskocąc lekko dłoń rycerza i wabiąc ciepłem.


[center:1ed7f05bd2]* * *[/center:1ed7f05bd2]


[center:1ed7f05bd2]
Gęstniała.

Napierała na ściany.

Mamiła głosami z głębin.

Szeptem.

Rykiem.

Śmiechem.

Tak blisko.

I tak daleko zarazem.

Czekała.

Jak zawsze bliska.

Śmierć.

Córka bierności...


---[/center:1ed7f05bd2]
 
Kiaryn'Veil Duskryn
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2940
Rejestracja: wt lip 01, 2003 11:17 am

śr gru 07, 2005 6:08 pm

Reno (Lorifarn)

Ch³odny powiew przeszed³ dreszczem wzd³u¿ ca³ego cia³a rycerza, który drgn±³ nienaturalnie, targany makabrycznymi spazmami. Opaska, któr± mia³ na g³owie opad³a, nikn±c w mroku roztaczaj±cym siê pod jego stopami. W³osy wojownika, jeszcze przed chwil± bia³e niczym ¶nieg, pociemnia³y gwa³townie. Jego fioletowe oczy rozb³ys³y intensywnym, demonicznym ¶wiat³em, za¶ z nag³a ja¶niej±c±, przystojn± twarz przeci±³ tajemniczy, zimny u¶miech. Nie by³o ju¿ opalonego, szarookiego najemnika o pospolitych rysach... D³oñ Vaasañczyka zacisnê³a siê na rêkoje¶ci magicznego orê¿a...

Ciemno¶æ...

Jego opoka...

Jego schronienie...

Od zawsze...

Rycerz zamachn±³ siê Azureusem, po czym, wydawszy z siebie ryk, który rozdar³ panuj±c± wokó³ niego ciszê, wyprowadzi³ zamaszyste ciêcie wzd³u¿ pulsuj±cej powierzchni bañki.

~~ Shar...

... je¶li na mnie teraz patrzysz...
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

śr gru 07, 2005 7:23 pm

Potężna eksplozja targnęła przestworzami posyłając huk eksplozji mile w dal i obalając wszystkich, którzy jeszcze twardo stali na nogach z wyłączeniem dzierżącego Azerusa Lorifarna. Ciemność rozświetlił blask, wyrywający z mroku koszmarnie wykrzywione paszcze bestii, przerażonych nagłą jasnością. Owiane mrokiem wiekuistym, snujące się po swej krainie bez kresu i celu, nagle zostały pchnięte ogromną, niewyobrażalną siłą, powalone jako i wy i zbrukane.

Nagłą jasnością.

Ogromny wir otoczył was, zgromadzonych wokół Lorifarna i kręcąc wami niczym wicher puszczonym bezwładnie liściem, rzucił was w bezkresny tunel. Lecąc z wyciem w nieskończonym świetlistym korytarzu uzmysłowiliście sobie swą małość w obliczu nieskończonej potęgi magii, mocy i mroku. Świetliste tunele, podobne waszym, tworzyły swe sieci kędy okiem sięgnąć. Jednak nie było czasu się przyglądać im wszystkim. Lecąc na złamanie karku, mijając przerażające skrzydlate biesy, bestie wężopodobne lub martwe smoki otwierające paszcze by pochwycić wreszcie coś cielesnego dla odmiany po dziesiątkach ubitych cieni, modliliście się o jedno. O cud. Przetrwania.

Głosy były coraz bliżej, coraz głośniej. Grała harfa, ktoś śpiewał rzewną pieśń. Ktoś klaskał i w charkotliwym żargonie coś mówił. Brzęczały szklane kielichy, trzeszczały miażdżone kości. Gwar przybierał na sile, gęstniał, zbliżał się. Był…


Runęliście z hukiem przewracając misy, naczynia, potrawy. Lądując okrakiem na pieczonych wieprzkach, w misach z zupą, pośród galaretek, ze zdumieniem spoglądaliście na zgromadzony w skalnej komnacie tłum półludzi, ludzi oraz różnych bestii człekokształtnych, wśród których dostrzec można było zielonoskórych, dzikich z oblicza Orków i ich mieszańców, Gobliny w pokracznych pozycjach a nawet większe jeszcze istoty, które pokracznie wyglądały siedząc przy zastawionym suto stole. Najbardziej zdumiony, odziany w powłóczyste szaty człek, siedzący na zdobionym tronie na wprost Lorifarna, który wylądowawszy na tyłku w jego talerzu mógł przyjrzeć mu się najlepiej, z otwartymi usty zamarł w połowie przemówienia. Czarnoskóra twarz o elfich rysach nie pozostawiała złudzeń. Mówca wskazał was smukłą dłonią i spojrzawszy w górę, ku sklepieniu jaskini z którego mu runęliście na stół, warknął we wspólnym szeleszczącym głosem.

- Cośścciiiieee ssaaaa jjjeetthhhnniii???!!!

Pytał, lecz jego gwardziści wychodzący z tuneli, gadać już nie chcieli.


[center:5932cada1c]---[/center:5932cada1c]
 
Kiaryn'Veil Duskryn
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2940
Rejestracja: wt lip 01, 2003 11:17 am

śr gru 07, 2005 7:46 pm

Lorifarn

Chaos towarzysz±cy ich podró¿y przez wypo³nion± magi± i mrokiem przestrzeñ by³ nie do opisania. Przez ca³y czas, wojownik modli³ siê jedynie o to, by jego wybór okaza³ siê s³uszny. Ten jeden raz zawierzy³ w pe³ni swemu sercu i swej intuicji... I nie zawiód³ siê... ¦wiadczy³ o tym jak najbardziej materialny i namacalny charakter miejsca, w którym wyl±dowa³ spo³em ze swymi towarzyszami - bankiet pó³ludzi i humanoidów. Gospodarzem za¶ najwidoczniej by³ tu ten mroczny elf, który w³asnie w tym momencie tak na Lorifarna swe oczy wyba³usza³.

Rycerz nie musia³ namy¶laæ siê d³ugo. ¦wiadom tego, i¿ wchodzacy do pomieszczenia gwardzi¶ci nie byli zbyt przyja¼nie nastawieni, szarpn±³ siedz±cego na tronie drowa i obróci³ go przodem do reszty, z Azureusem b³yskaj±cym znaczaco na czarnej skórze jego gard³a.

- Nie chcemy chyba tu ¿adnych k³opotów, prawda? - sykn±³ Vaasañczyk w d³ugie ucho swego zak³adnika - Przepraszam z góry, i¿ tak niegrzecznie wprosili¶my siê na twe przyjêcie. Uwierz mi jednak... jeste¶my równie sko³owani co wy. Powiedz wiêc swym znajomym, poddanym, czy kim tam oni dla ciebie s±, by nas w spokoju pu¶cili, to mo¿e do¿yjesz dnia, w którym oka¿emy Tobie stosown± wdziêczno¶æ. Zrozumia³e¶, waszmo¶ci, co prawiê, czy te¿ mam ci to inaczej wyt³umaczyæ?

~~ W znacznie mniej przyjemny sposób...
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

śr gru 07, 2005 8:16 pm

Drow zaskoczony szybkim działaniem Lorifarna wnet znalazł się w jego mocy. Jego czarnoskórą twarz wykrzywił grymas wściekłości. Szponiaste dłonie zacisnęły się, otawrły i zacisnęły ponownie. Był... bezradny. Nie mógł nawet użyć jakiegokolwiek ze swoich śmiercionośnych zaklęć. Nie mógł, choć całym sobą tego pragnął. Wysoki kołnież prastarego wamsu osłaniał nagą szyję przed wzrokiem Lorifarna, lecz pozostali wyraźnie widzieli tętnicę wypełnioną płynnym gniewem. Oczy ciskały błyskawice, na poddanych, na sługi, na głupców, których ustanowił strażą. Jednak w końcu ochłonął. Musiał.

- Niiee hhhsseemmmyy kklllooppooottuuu. - wycharczał po czym uniósł powoli dłoń wstrzymując straże biegnące ku niemu w miejscu. Uzbrojeni w zębate gizarmy i morgenszterny, opancerzeni Orkowie zatrzymali się w pół drogi szczerząc pożółkłe kły. Goście rozbiegli się pod ściany komnaty chcąc uniknąć udziału w walce. Część z nich już nawet czmychała licznymi tunelami.

- Ssabblloonnccciiilllii!! Oosszzcczzeennnccee iiccchhh fff ddnniiuuu sswwoojjjeggoo uurrooddzzeenniiaa! Oootttpprrooffaaccciiee iiccchhh tttooo bbrraammyy!! Sszzzyyyfffyyyccchh!!

Orkowie zdumieni rozkazem jednak wstrzymali swą szarżę i stanęli półkolem wyraźnie nakierowując was na jedno z wyjść. Droga była ... wolna.


[center:b9332c4489]---[/center:b9332c4489]
 
Kiaryn'Veil Duskryn
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2940
Rejestracja: wt lip 01, 2003 11:17 am

śr gru 07, 2005 8:28 pm

Lorifarn

Obracaj±ca siê na ich korzy¶æ sytuacja wyra¼nie sprawi³a, i¿ wargi rycerza wygiê³y siê w pe³nym zadowolenia u¶miechu. Widok rozstêpuj±cych siê stra¿ników oznacza³, i¿ pierwszy krok ku wolno¶ci zosta³ ju¿ poczyniony. Pierwszy...

- No a teraz, jak ka¿dy szanuj±cy siê gospodarz, odprowadzisz nas do bram, prawda?

Fioletowe oczy Lorifarna ³ypnê³y znacz±co w stronê wyj¶cia. Wci±¿ trzymaj±c ostrze blisko gard³a drowa, zakuty w imponuj±ca czarn± zbrojê Vaasañczyk ruszy³ wraz ze swoim zak³adnikiem w stronê wyj¶cia z pomieszczenia.

- Pozwól, ¿e lekko nadu¿yjê twej go¶cinno¶ci i siê zapytam równie¿... Gdzie my siê w tej chwili znajdujemy? Widzisz... na skutek niezbyt udanego zaklêcia teleportacyjnego znale¼li¶my siê w Twojej posiad³o¶ci, mo¶ci elfie. Wypada³oby chyba zatem wiedziec gdzie i komu siê tak naprzykrzamy?
 
CHICK-en__
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 583
Rejestracja: sob sie 21, 2004 11:08 am

śr gru 07, 2005 9:57 pm

Ethernal Fire

Czarodziej sta³ po¶rodku tej ciemno¶ci, sta³ nie czuj±c strachu, a mo¿e i nawet rodzaj b³ogo¶ci. By³o mu tam dobrze, nie musia³ wytê¿ac zmys³ów, móg³ polegac tylko na swoim umy¶le. Spodoba³a mu siê ciemno¶c. Gdy tak sta³ i rozkoszowa³ siê chwil± co jaki¶ czas do jego uszu dociera³y ró¿ne d¼wiêki. Towarzysze jego dyskutowali co czynic.

Nagle poczu³ siê dziwnie, ujrza³ nag³y b³ysk. Wszystkie jego wnêtrzno¶ci miesza³y mu siê teraz w ¶rodku. Czu³, ¿e zaraz zwymiotuje, wiedzia³ jednak, ¿e to co zrobi³ Lorifarn, który na nowo sta³ siê bezwzglêdnym rycerzem da³o im szansê ucieczki z tego nieprzeniknionego mroku. Pad³ nagle na stó³ na którym sta³o wiele pó³misków, kielichów pe³nych wina. Kto¶ tu musia³ ¶wiêtowac. Okaza³o siê, ¿e ¶wiêtuj±cym jest drow, którego teraz szybko pochwyci³ Lorifarn i przyciska³ mu miecz do têtnicy. Ethernal u¶miechn±³ siê na ten widok i ju¿ mia³ zacz±c tkac inktantê by rzucic czar na którego¶ z szar¿uj±cych stra¿ników, gdy drow kaza³ zaprzestac ataku. Czarodziej u¶miechn±³ siê jeszcze szerzej i wzi±³ ze sto³u kielich wina.
- Twoje zdrowie! - krzykn±³ ze ¶miechem do drowa i wypi³ zawarto¶c kielicha. Czeka³ na reakcjê mrocznego elfa czy uda im siê wydostac z tego plugawego miejsca czy te¿ bêdê musiueli tu jeszcze czas jaki¶ zostac.
W Ethernalu ju¿ siê kot³owa³o, chcia³ dorwac tego maga, za to ¿e chcia³ ich oszukac, ¿e chcia³ ich odci±gn±c od miejsca w którym znajdowa³a siê Korona i Ksiêga Prawdy.
 
CJ111
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 132
Rejestracja: śr wrz 01, 2004 10:56 am

śr gru 07, 2005 10:17 pm

Ivellios

Potê¿ne uderzenie magicznej mocy, wybuch czerwieni. Pó³elf klêkn±³ na pod³odze z cichym jêkiem. Spodziewa³ siê czego¶ podobnego, ale nawet jego zaskoczy³a tak gwa³towna reakcja. Ca³y ¶wiat p³on±³ moc±. ¦wiat? Nie, z pewno¶ci± nie by³ to ich ¶wiat. W tym miejscu dos³ownie wszystko przesi±kniête by³o pora¿aj±c± energi±. Ivellios szybkim gestem d³oni rozproszy³ efekt zaciskaj±c z bólu powieki. Nawet przy zamkniêtych oczach wci±¿ widzia³ ten blask ... moc ... czekaj±ca na wykorzystanie ... przychylna ... ale tylko tym, którzy potrafi± z niej korzystaæ. Gdzie oni na sze¶æset sze¶dziesi±t sze¶æ poziomów Otch... Otch³añ? Czy¿by znale¼li siê w tym zapomnianym przez bogów, przera¿aj±cym miejscu? Mê¿czyzna podniós³ siê zamierzaj±c dok³adniej zbadaæ sprawê. K±tem oka dostrzeg³ jakie¶ poruszenie. Lorifarn uniós³ swoje ostrze ...
-Nie, nie zdajesz sobie sprawy, przestaaaañ....
By³o za pó¼no. Porwa³ ich kolejny wir mocy. Czy jego towarzysz postrada³ zmys³y? Co on sobie my¶li? Jak mo¿na siê zachowaæ tak lekkomy¶lnie? ...

Szczêki, trzaski, t³umione przekleñstwa. Ivellios otworzy³ oczy, by stwierdziæ ¿e stoi, czy raczej siedzi twarz± w twarz z jakim¶ straszliwym obliczem. Ju¿ chwyta³ za rêkoje¶æ miecza, gdy wraz z dziwnymi s³owami jeszcze dziwniejszego drowa przysz³o opamiêtanie. Siedzia³ okrakiem na stole patrz±c na wykrzywiony pysk pieczonej ¶wini. Pó³elf niemal wybuchn±³ ¶miechem, lecz szybki rzut oka po sali pozwoli³ mu stwierdziæ, ze wpakowali siê w niez³y gnój. Jak zwykle zreszt± zauwa¿y³ ironicznie. Po wydostaniu siê z przera¿aj±cych czelu¶ci wszystko wydawa³o mu siê o wiele bardziej ¶mieszne i zabawne. Jego dobrego nastroju nie zm±ci³o nawet wej¶cie gwardzistów ich przymusowego gospodarza. Ju¿ otwiera³ usta, szykuj±c siê do wyg³oszenia jakiej¶ przemowy, która przekona³aby wszystkich o ich pokojowych zamiarach, gdy obok niego przemkn±³ cieñ. Lorifarn! No tak, wzi±³ siê do roboty z typow± finezj± zauwa¿y³ z humorem czarodziej. Widz±c rozstêpuj±ce siê stra¿e pokiwa³ g³ow±, jakby siê tego spodziewa³ i poprowadzi³ grupkê do wyj¶cia rzucaj±c przy okazji rozbawione spojrzenia na orków. Wszystko wydawa³o mu siê zabawne.
- Wybacz nasze naj¶cie, szlachetny gospodarzu - doda³ s³ysz±c s³owa Lorifarna - Oczywi¶cie za moment wyniesiemy siê st±d, lecz czy by³by¶ tak uprzejmy i odpowiedzia³ na pytanie mojego kompana? Ach cholerni magowie, nigdy nie potrafi± wys³aæ podró¿ników tam, gdzie ci chc± - powiedzia³ u¶miechaj±c siê w jego mniemaniu "przyja¼nie" co dla wiêkszo¶ci osób by³o przera¿aj±cym do¶wiadczeniem.
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

śr gru 07, 2005 10:56 pm

Drow, którego wściekłość szybko zmieniła się w zimną kalkulację odsunął nieco ostrze Azerusa boleśnie naciskające na jego grdykę. Długie, smukłe palce zdobiły mu pierścienie. Wiele pierścieni. Ogólnie można było powiedzieć, że drow obwieszony był różnymi błyskotkami i klejnotami a jego odzież szyta była z najprzedniejszego aksamitu zdobionego klejnotami i złotą nicią. Nosił się.

Wychodził już coraz spokojniej z Lorifarnem widząc, że ten nie ma zamiaru czynić mu na razie krzywdy. On widać podjął podobne decyzje, bo warknął coś do swoich w nieznanym wam języku na co Orkowie zareagowali skinieniem głowy i ruszeniem waszym śladem. Wy zaś społem z drowem i prowadzącym go Lorifarnem, wychodziliście najobszerniejszym z tuneli.

- Mmmiieejjssccee ttee ttoo Llootthhiiuumm. Ddaawwwnniiieejjsszzaaa kkooppaallnniiaa kkrraassnnaallliii! Iiicchhh jjuużż nniiieee mmaaa. Jjeesstteemm Jjjaaa! Ssuueeessiieeerrr Mmmoonnhhheeeeqqquuttt. Wwwłłaaaddccaaa Mmoocccyyy!! Jjaakkoo, żżeee ddzziiiśś ddzziieeńń mmyycchh uurrooddzziinn, oosszzcczzęęddzzęę wwaass. Nnnieee nnaadduużżyywwaajjcciiee mmmejjj goośścciiinnnooośśccciiii!!

Szedł spokojnie prowadząc was przez wykute w skale korytarze. Nie była to długa droga, choć częściowo upłynęła w ciemności z wyraźnie słyszanymi zza pleców krokami idących waszym śladem Orków. Kiedy zaś stanęliście przed potężnymi mosiężnymi wrotami, zamkniętymi na system zasów wchodzących we wkute w ścianę pierścienie, okazało się że czeka tam kolejna grupa Orków. I zakuty w stal rycerz w którego pełnym hełmie kryjącym głowę płonęły płomienie. Czekał. Gotów. Z czarnym mieczem w dłoni.

- Nnnaaa wwwaasss ppoorraaa!! - syknął drow wskazując wrota. To była szansa. Jedna na milion. Urodziny. Któż by przypuszczał, że takie coś może rozkuć żelazne okowy ciemności obejmujące serce mrocznego elfa?


[center:cb7943b6dc]---[/center:cb7943b6dc]
 
Khadgar
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 114
Rejestracja: sob paź 22, 2005 4:29 pm

śr gru 07, 2005 10:58 pm

Zaonor Ashenege

Chaos. Krzyk Lorifarna. Tunel, przerażające kształty. Czy tak wyglądał koniec? Aż w końcu usłyszał głosy, nadeszło światło, rzeczywistość, życie...
Lorifarn ryzykował i udało mu się. Jednym prostym ciosem mieca przyniósł ocalenie.

Zaonor twardo wylądował na plecach. Przez parę chwil sunął po zastawionym misami stole. Nad sobą widział sklepienie jaskini. Poruszył się i sięgnął po najbliższy kielich. Wychylił go kilkoma łapczywymi łykami. Jak miło czuć smak mocnego, prawdziwego trunku w ustach...

Nie było radości, nie było wdzięczności- szermierz dawno temu zdusił w sobie te uczucia. Tylko ulga. Ulga, że przeżył, ulga, że dostał szansę na zemstę na parszywym Turresornie. Zaufanie... Nieważne czy mag się pomylił, czy spróbował celowo pozbyć się druzyny. Zakpił sobie z nch. Artefakty opisane w proroctwie mogły być zbyt cenne, zbyt ważne, żeby stracić je przez jakiegoś głupca! Otwierając portal, czarodziej niemal uśmiercił całą szóstkę, i pokrzyżował im wyprawę. Niemal.... Czar Ak'Abby nie zdołał zabić szermierza i reszty, a na tym świecie nie ma miejsca dla słabeuszy, którzy się mylą. Mag musiał ponieść karę- okrutną i bolesną...

Zaonor wstał i otrzepał się. Z zadowoleniem zauważył Lorifarna, grożącego jakiemuś drowowi. Najwyraźniej nie tylko Ashenedge nie życzył sobie, żeby banda jaskiniowców zakłócała ich- i tak już pogmatwaną- podróż. I to tuż po tym, jak cudem wyrwali się z objęć śmierci. Szermierz dołączył do towarzyszy gotów wspomóc rycerza w grożbach. Czekał na odpowiedź drowa i dalszy rozwój wydarzeń.

Słowa mrocznego elfa przynisoły koleje zaskoczenie. Urodziny?! Kolejny potężny mag?! Straże wyglądały na tyle groźnie, że Zaonor dziękował w duchu za dobry humor drowa. Na litość- jakiś bóg nad nimi czuwał! I to miejse- krasnoludzkie kopalnie... Gdzie u licha posłał ich ten przeklęty Turresorn?
 
Kiaryn'Veil Duskryn
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2940
Rejestracja: wt lip 01, 2003 11:17 am

śr gru 07, 2005 11:29 pm

Lorifarn

Z pocz±tku rycerz a¿ cieszy³ siê na perspektywê "rozstania" z drowem. Z pocz±tku.
W momencie jednak, gdy Vaasañczyk ujrza³ do¶æ poka¼ny orszak orczych wojów, którym przewodzi³ gro¼nie wygl±daj±cy zbrojny z czarnym mieczem, jego u¶miech zel¿a³ nieco. W rzeczy samej, szczê¶cie musia³o jemu i jego towarzyszom dzi¶ sprzyjaæ, albowiem mroczny elf zdawa³ siê byæ naprawdê skorym do puszczenia ich wolno.

- Zaiste, wielka jest dzi¶ twa ³askawo¶æ, gospodarzu... - rzek³ z niek³aman± uprzejmo¶ci± Lorifarn, po czym cierpliwie poczeka³, a¿ mosiê¿ne wrota stan± przed nimi otworem. W momencie, gdy w koñcu przej¶cie by³o otwarte, fioletowooki wojownik odj±³ Azureusa od gard³a drowa, choæ wci±¿ trzyma³ swój orê¿ w pogotowiu...

- Pozwól zatem z³o¿yæ sobie najlepsze ¿yczenia. ¯egnam i mam nadziejê, i¿ w przysz³o¶ci, je¶li nam bêdzie to dane, spotkamy siê w przyjemniejszych okoliczno¶ciach...

Powiedziawszy to, rycerz ruszy³ ostro¿nym krokiem w stronê wrót, wci±¿ "uprzejmie" prowadz±c przed sob± gospodarza. Nim kompania na dobre przekroczy³a próg przej¶cia, zbrojny z Vaasy obróci³ siê i, z mieczem wci±¿ wcelowanym w mrocznoelfiego czarodzieja, ruszy³ ty³em w stronê najbli¿szego skrêtu do tunelu.

- Miejcie oko na maga... - rzek³ cicho do Eternala, po czym ozwa³ siê do pozosta³ych - Reszta niech uwa¿a na ewentualnych strzelców. Jeden fa³szywy ruch, i nie bêdziemy mieli wyboru... Bêdziemy musieli walczyæ.

Teraz dopiero mia³o siê okazaæ, czy te¿ szczê¶cie rzeczywi¶cie sprzyja³o jego dru¿ynie...
 
Awatar użytkownika
joseph__
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 361
Rejestracja: czw mar 25, 2004 3:45 pm

czw gru 08, 2005 9:22 am

Paulie Dahlberg

Tajemniczy balon pękł, pod mieczem Reno, Lorifarna. Spadła także jego opaska. Paulie, gdy wylądowali na stołach pełnych jadła, nie zwracał uwagi na to co dzieje się dookoła. Jego uwagę przykuła jedynie postać owego tajemniczego rycerza, z którym przyszlo mu podróżować. Coś było w nim zadziwiającego, był doskonałym wojownikiem, znacznie lepszym niż Paulie, z czego ów doskonale zdążył już sobie zdać sprawę. Poza tym posiadał niebywały oręż. Najbardziej jednak intrygująca była jego osoba

~~Kim on u diabła jest? Dlaczego wędruje ze znacznie słabszymi od siebie? Jaki jest jego cel, na pewno nie te drobne pieniądze jakie zaoferował nasz pierwszy pracodawca. Muszę dowiedzieć się o nim czegoś więcej, a już szczególnie zacząć na niego uważać.~~

Jednak nie było w tym momencie zbyt wiele czasu na rozważania. Lorifarn złapał drowa, który zdaje się był tu gospodarzem i w sposób nie pozostawiający złudzeń nikomu wyperswadował mu, aby wyprowadził ich na bezpieczny teren. Opuszczali miejsce powoli nie śpiesząc się. Paulie wydobył zza pasa swój oręż, szykując się do ewentualnej walki. Miał jednak nadzieję, że do niej nie dojdzie, a jeśli już to na sprzyjających dla grupy warunkach. Widząc, że orki nie zamierzają zaprzestać marszu za nimi nawet za bramą, krzyknął

Stać psia wiaro i ani kroku dalej, póki nie opuścimy tego miejsca. Wasz pan z pewnością chce wrócić na ucztę... żywy!
 
CJ111
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 132
Rejestracja: śr wrz 01, 2004 10:56 am

czw gru 08, 2005 3:37 pm

Ivellios

Pó³elf uniós³ lekko brwi s³ysz±c odpowied¼ mrocznego elfa. Wiêc wyl±dowali jednak, tam gdzie sobie zaplanowali. Mo¿e niekoniecznie w taki sposób, w jaki by chcieli ale jednak. Ivellios szybko zastanowi³ siê nad tym dawnym krasnoludzkim kompleksem. Nie s±dzi³ ¿e kto¶ zdo³a uczyniæ siê samozwañczym w³adc± tego rejonu. Z pewno¶ci± drow musia³ byæ o wiele potê¿niejszy ni¿ wygl±da³. Zdo³a³ zrobiæ tu sobie ca³kiem przytuln± siedzibê, nie ma co. Ork, ludzie i pó³ludzie na pos³ugi. Kto by pomy¶la³? Ca³a sprawa wymaga³a g³êbszego zbadania, ale mo¿e niekoniecznie teraz. Paskudne gêby i zakrzywione ostrza stra¿ników drowa skutecznie zniechêca³y go do jakichkolwiek prób ustalenia kim dok³adnie jest ich "gospodarz" i jakim cudem ma tu swoje niewielkie w³adztwo. Trzeba by³o siê st±d jak najszybciej ulotniæ. Co prawda nie by³o wiadome gdzie udaj± siê pó¼niej, lecz na razie wystarcza³o wyrwanie siê od tego drowa. Przed nimi pojawi³a siê w mroku brama, przed któr± czeka³ t³um stra¿ników ze swoim dowódc±. Gro¼nie wygl±daj±cy osobnik z czarnym mieczem budzi³ respekt, nawet u Lorifarna, jak zauwa¿y³ czarodziej. Nie nale¿a³o bez potrzeby wywo³ywaæ mog±cej nie najlepiej siê skoñczyæ bitki. Ivellios przygotowa³ siê do rzutu sztyletem, gdyby co¶ posz³o nie tak i zwróci³ siê do mrocznego elfa:

- Wybacz za nasze naj¶cie, szlachetny gospodarzu. ¯egnaj

Pó³elf poszed³ w ¶lady swojego towarzysza i wci±¿ majac na oku ca³y t³um zacz±³ powoli wycofywaæ siê ty³em w stronê najbli¿szego zakrêtu. By³ przygotowany na najgorsze. Uwa¿a³, ¿e wypuszczenie mrocznego elfa nie by³o najm±drzejsze, lecz porozmawia o tym z Lorifarnem kiedy¶ indziej, najlepiej w ciep³ej karczmie przy kuflu piwa. Nie mo¿na by³o okazywaæ podw³adnym, niewolnikom, czy zak³adnikom zbytniej pob³a¿liwo¶ci. Gotowi byli wtedy poczuæ, ¿e maj± przewagê, co zwykle skutkowa³o zaostrzeniem konfliktu. Osoba, która okaza³a pob³a¿liwo¶æ, a spotka³a siê z dalsz± wrogo¶ci± bêdzie próbowa³a naprawiæ swój b³±d. Szach. Roze¼lone, czuj±ce siê pewnie stworzenia pod wp³ywem nag³ej zmiany decyzji i powrotu do surowych zasad wybuchn± wierz±c, ¿e s± w stanie pozbyæ siê osoby. Mat...
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

czw gru 08, 2005 5:18 pm

Mroczny elf nie wydał rozkazu ataku. Widać było, że pojawienie się wasze i niemiła przygoda mocno nim wstrząsnęły. Wychodząc przez mroczną szczelinę na usiane głazami i kamieniami podłoże jaskiniowego tunelu widzieliście oświetlonych orczych gwardzistów wstrzymanych gestem drowa przed szarżą. Widać na prawdę zdecydował się was póścić. Dziwne. Opowieści o drowach mówiły wiele o ich podejrzliwości, złośliwości i podłości. Żadna z opowieści nie wspominała ich jako wspaniałomyślnych. W zamykanej, po waszym wyjściu, zwolna szczelinie pojawił się jeszcze zakuty w stalową zbroję rycerz o płomiennym spojrzeniu gorejących czerwienią oczu wyzierającym poprzez szczelinę hełmu. Jednak on również nie ruszył waszym śladem. Wrota zamykały się bardzo powoli. Aż w końcu huknłęy straszliwie pozostawiając was samotnych w jaskiniowym tunelu, po którym echem gromkim niósł się ich huk. I zwielokrotniony wracała jeszcze długo.

Mrok kopalni był niemal zupełny, lecz jednak szybko wasze oczy przyzwyczaiły się do wychwytywania jego niuansów. Wzrok musiał się przyzwyczaić do wiecznych ciemności. Wówczas zaś zrozumieliście czemu drow był tak wspaniałomyślny. Potężne, kute, mosiężne wrota znaczyły głębokie bruzdy potwornych szponów, które widać nie raz i nie dwa próbowały wyrwać mosiężną zaporę i dobrać się do tego co za nią. Głębokie na męską dłoń i podobnie szerokie, musiały należeć do potężnej bestii. Jednak minęło już widać nieco czasu od chwili kiedy je poczyniono, brzegi ich porastały mchy, podobnie jak wilgotne ściane jaskini. Wnet też dostrzegliście coś jeszcze. Tory wąskie i kilka zablokowanych, metalowych wagoników, pustych, które musiały służyć do transportu urobku z miejsca kopania. Pod ich małymi kołami tkwiły drewniane kliny blokujące wagoniki dodatkowo, poza hamulcami zaciągniętymi z tyłu każdego wagonika.


Paulie:

To były typowe krasnoludzkie wagoniki górnicze. I niestare. Musiały być w ciągłym użytku.



[center:14f6f1ee5d]----[/center:14f6f1ee5d]
 
Awatar użytkownika
smaller
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1633
Rejestracja: śr lis 15, 2006 2:55 pm

czw gru 08, 2005 5:38 pm

Dorian

Z lekkim niedowierzaniem obserwował reakcję Lorifarna. Dorian sekundę przed dobyciem przez towarzysza broni poczuł dziwną nawałę uczuć, żądz... Jego mistrz był tam... Pożądał! Wprost płonął pożądaniem! Czego? Co było przyczyną?

Dorian dotknął broni zanim uświadomił sobie, co robi. Mistrz był tam! Czego żądał? Ich? Czarnowłosy wojownik nie wiedział. Nie wiedział, czy chce wiedzieć. Ubezwłasnowolniony, wiedział że bierność oznacza śmierć. Co jednak mógł zrobić. Zacisnął dłoń na rękojeści. Sam nie do końca zdawał sobie sprawę, co robi. Kątem oka zauważył ruch Lorifarna. Było za późno na cokolwiek. Drgnął, silnie. Po czym poczuł, jak coś ciągnie go w dal, tunel, światło, życie... Widok zapierał dech. Dorian wciągnął powietrze. Żył.

Poczuł, że leci nagle nie w przód, a w dół, i tylko wrodzona zwinność pozwalała mu uniknąć połamania kości lub nawet skręcenia karku na kącie blatu. Obolały, wpółleżał na podłodze, wyklinając pod nosem we wszystkich znanych językach.
- Oh, jasna cholera... - stęknął, podnosząc się. Wszystko go bolało po tej szaleńczej wędrówce. Oczy rozszerzyły mu się w zdziwieniu, gdy zobaczył z kim ma honor. Szybko zbliżył się do Lorifarna, który zdobywszy zakładnika, oddawał się właśnie miłej konwersacji. Dorian szybko oddalił się od ścian, z których jak mrówki zaczęli wyłazić strażnicy mając jednocześnie nadzieję, że czyn jego towarzysza nie będzie obfitował w zbyt bolesne skutki.
~ Z mrocznymi nigdy nic nie wiadomo... ~ pomyślał, wpatrując się w drowa. Szybko jednak doszedł do wniosku, że nie ma co martwić się na zapas, ich sytuacja była wystarczająco nieprzyjemna.
- Nie chcieliśmy przeszkadzać. - powiedział z rozbrajającym uśmiechem, sięgając po kawałek apetycznie wyglądającego mięsiwa. Powąchał. - Jecie ludzi? Ehh... Dużo smaczniejsze są niziołki. Mają delikatne mięso, w przeciwieństwie do większości cywilizowanych ras. - Dorian pomachał stworzeniom na pożegnanie wciąż trzymanym w ręku kawałkiem mięsa. Szybko skierował się za resztą, wyraźnie droga była tylko jedna. Wymuszona. Ale każda była dobra, jeśli prowadziła do wolności. Dorian szedł jako jeden z ostatnich.
Widok ogromnej bramy i strażników obudził w nim niepokój. Nigdy nie wiadomo, co się stanie gdy pozbędą się zakładnika... Nie wiadomo, jakimi mocami dysponują przeciwnicy. Zdecydowanie za mało wiedzieli.

Czarnowłosy wojownik wiedział jedno. Chce przetrwać. Widząc więc, w jakiej sytuacji pozostawił ich drow, tylko skrzywił się.
- Dobra, wyśmiał nas. Cholera, sami się prosiliśmy... Ktoś to zna? - zapytał, wskazując na wagoniki. - Tak czy inaczej, chyba nie mamy wielkiego wyboru... - mruknął, podchodząc do wagonika i rzucając okiem wgłąb.
 
Awatar użytkownika
joseph__
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 361
Rejestracja: czw mar 25, 2004 3:45 pm

czw gru 08, 2005 6:01 pm

Paulie Dahlberg

Zdziwił się niezmiernie gdy orki zatrzymały się w miejscu na dźwiek jego głosu. Powoli acz konsekwentnie wycofywał się spod bramy. W pewnym momencie dało się słyszeć zgrzyt wrót, które chwilę potem były już zamknięte. Dookoła zapanował mrok, typowy dla podziemi i kopalni. Paulie nie specjalnie się tym przejmował, widział wszystko dokładnie, co prawda nie rozróżniał w ciemnościach kolorów, ale w przeciwieniństwie do reszty widział cokolwiek. Jedno spojrzenie na wrota spowodowało na karku krasnoluda nieprzyjemne mrowienie. Znać było na nich, że w kopalni mieszkało nie tam jakieś sobie plugastwo, jak to pierwotnie sobie zakładał, ale coś potężnego, zbyt potęznego dla małego krasnoluda i jego kompanów.

~~Co ja tu robię, aż tak zaczęło mi już zależeć na złocie, że się tu zjawiłem? Heh mogłem spokojnie robić co robiłem, kokosów na tym od razu nie było, ale po pewnym czasie można było się dorobić nie tylko kosztowności, ale i zasług. Polowania na niewolników to moje zajęcie, a nie włażenie smokom w dupę.~~

Gdy w końcu zdołał oderwać wzrok od tego, co tak go zaniepokoiło, zwrócił uwagę na wagoniki stojące na torach nieopodal w tunelu. Chwila i wiedział do czego służą i czy są sprawne. Przyglądał się torom, te również wyglądały na nietknięte. ~~Czyżby nowy środek transportu...~~

Panowie widzi mi się, że te oto tu wagoniki sprawne są i można z nich skorzystać jako środka transportu, nie lza przecie iść tymi tunelami, skoro można pojechać. Pewnikiem węglem lub innym minerałem są poprudzone, ale to i nie problem zwłaszcza, że własną juchą możemy się pobrudzić stojąc tu dłużej i czekając, aż jaśnie pan ciemny elf zmieni zdanie i zechce sprawdzić jak smakujemy na jego stole. To jak, pojedziemy?
 
CHICK-en__
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 583
Rejestracja: sob sie 21, 2004 11:08 am

czw gru 08, 2005 9:07 pm

Ethernal Fire

Czarodziej szed³ ciemnym korytarzem tu¿ za Lorifarnem, który pilnowa³ drowa. Ethernal musia³ byc teraz czujny, gdy¿ nigdy nie wiadomo by³o co zrobi drow. W koñcu s± to pod³e i z³e istoty, które s± gotowe na wszystko. Ten jednak okaza³ siê mrocznym elfem honorowym i nie mia³ zamiaru ³amac raz danego s³owa. Gdy doszli do bramy zobaczy³ kolejny oddzia³ orków, brzydzi³ siê trochê tych stworów, które w ka¿dej chwili gotowe by³y zaszar¿owac w kierunku Ethernala i jego towarzyszy. Wiedzia³, ¿e gdyby Lorifarn opu¶ci³ na d³u¿sz± odleg³o¶c drowa mog³o by to siê skoñczyc katastrofalnie.

Brama zamknê³a siê z hukiem za czarodziejem, teraz czeka³a go d³uga podró¿ w mrok. Nie wiedzia³ gdzie teraz zatrzymac swój wzrok. Ci±gle jego oczy nie by³y ca³keim przyzwyczajone do ciemno¶ci i bola³y go niemi³osiernie. Zamkn±³ je na chwilê i stan±³ w miejscu, gdy otworzy³ je na powrót móg³ dostrzec jakie¶ szczegó³y. Paulie zacz±³ mówic o stoj±cych na torach wagonikach. Naraz zda³o siê Ethernalowi, ¿e to nie s± zwyk³e wagoniki górnicze tylko jakie¶ dzikie bestie, które nie wiadomo gdzie go ponios±.
- To skoro mamy tym jechac... To zróbmy to szybko, aczkolwiek wydaje mi siê ¿e trafili¶my do miejsca, gdzie trafic chcieli¶my... - powiedzia³ czarodziej i stan±³ tu¿ przy wagoniku, tak by widziec wszystkich towarzyszy i móc w spokoju wys³uchac co maj± mu lub innym do powiedzenia.
 
Kiaryn'Veil Duskryn
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2940
Rejestracja: wt lip 01, 2003 11:17 am

czw gru 08, 2005 10:26 pm

Lorifarn

- W rzeczy samej, istnieje taka mo¿liwo¶æ, Eternalu... - rzek³ rycerz, podchodzac powolnym krokiem do wagonika. Nieodgadnione spojrzenie jego fioletowych oczu spoczê³o w tym momencie na stoj±cym nieopodal krasnoludzie.

- Je¶li ta przeja¿d¿ka jest najszybszym i najbezpieczniejszym sposobem na szybk± eksploracjê tego kompleksu, to przychylam siê do pomys³u mo¶ci Pauliego. Rzuæmy okiem na to, co siê tu mo¿e znajdowaæ i wyno¶my siê st±d, póki jeszcze nie mamy na g³owie ¿adnych potworów, bandytów, ograniczonych wieszczów bad¼ mrocznoelfich czarodziejów, którym kto¶ w³a¶nie zepsu³ urodziny...

Nawet je¶li to by³ dowcip, to nawet Lorifarn siê z niego nie ¶mia³. Jego blada, przystojna twarz nie zdradza³a ¿adnych emocji. Tylko jego oczy - oczy koloru nieba o zmierzchu - spogl±da³y wyczekuj±co na ka¿dego z towarzyszy z osobna. Wszystkie targaj±ce nim w tym momencie emocje i odczucia wyra¿a³y siê w miarowym pulsowaniu ¶wiat³a na b³êkitnym ostrzu Azureusa...

Rycerz siê niecierpliwi³...

A mo¿e tak siê tylko jego kompanom zdawa³o?
 
Khadgar
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 114
Rejestracja: sob paź 22, 2005 4:29 pm

czw gru 08, 2005 11:12 pm

Zaonor Ashenedge

Zaonor spoglądał nerwowo na wagoniki.

-Niechętnie wsiądę do tego diabelstwa, ale skoro nalegacie... Może macie rację, może jesteśmy bliżej celu niż nam się wydaje. Dla skarbów opisanych w przepowiedni gotów jestem nawet wsiąść na smoka. Jeśli dzięki temu mamy szansę znaleźć Koronę, poczujmy się na moment jak sześć worków z węglem.

Chciwość. Jaka to piękna cecha. Pozwalała zdusić strach, niszczyła przyjaźnie, zabijała miłość. Ile sprytu, ile uporu, przebiegłości i bezwzględności trzeba, żeby ją pielęgnować. Ale chciwość także zaśłepiała...
Szermierz starał się nie zapominać o ostrożności i czujności, przebywał przecież ciągle na terenie drowa. Starał się...
Niemal czuł obecność Korony i Księgi. Widział możliwości, jakie się przed nim otwierają.

Pożądał.

Wiedział, że jego ambicja nie pozwoli na to, zeby ktoś inny zagarnął artefakty, wiedział, że będzie o nie walczył.
Władza i siła, o których pamięć przetrwa wieki...albo zapomniana śmierć w czeluściach krasnoludzich jaskiń... Przeznaczenie...

Twarz Ashenedge'a wykrzywił straszny grymas. -Tak, chodźmy prędko. Zdecydowanie nie ma na co czekać- powiedział suchym, nieobecnym tonem.
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

pt gru 09, 2005 9:09 am

Podjąwszy decyzję, wsiedliście. Niestety do dwóch wagoników. W jednym nie mięliście szans się pomieścić. Wybite kliny zwolniły wagoniki zaraz po puszczeniu hamulca. Ciężkie, krasnoludzkiej produkcji, wagony ospale ruszyły po łagodnym nachyleniu jaskiniowego tunelu niosąc was w ciemną czeluść pełną wiszących stalaktytów, wilgotnych ścian i mechowatych porostów. I jakichś pomykających wśród ciemności cieni, które zbyt wolne, zaskoczone waszym nagłym pojawieniem się, nie nadążały za wagonikami powoli nabierającymi prędkości. Świsnął gdzieś ciśnięty w desperackiej poróbie trafienia głaz rozbijając się ze stukotem na ścianie, lecz wy byliście już dalej.

Nachylenie stoku zwiększyło się a wagoniki przyspieszyły. Z głośnym stukotem mknęły teraz przez ciemne jaskinie mijając różne ich odnogi, zaskakując pokraczne bestie człekokształtne w pół kroku i mijając je nim zdały sobie sprawę co pędzi, omijając rozgałęzienia torów dzięki systemowi zwrotnic kierując się ku wyznaczonemu celowi. Wnet też okazało się, że czas zrobić użytek z hamulcy! Rozpędzone wagoniki zaczęły już bowiem piszczeć kołami i krzesać skry na zakrętach odrywając się od torów jedną ze stron i grożąc straszliwym w skutkach upadkiem. Nie pomagało nic balansowanie ciałami przenosząc ciężar na przeciwną stronę wagonika, by pomóc mu utrzymać się w torze. Pędzący drugi wagonik z Pauliem, Reno i Ethernalem, cięższy wyraźnie od pierwszego, nabrawszy rozpędu na stoku, raz po raz uderzał w swego poprzednika dodatkowo zwiększając szansę wypadku. Walka o wyhamowanie okazała się teraz nad wyraz istotną...

Trzask! Jakieś lecące w bok deski i wióry. Tyle tylko dostrzegliście z raozbitej wagonikami blokującej tory zapory. Wagoniki w zgrzytem i hukiem pomknęły dalej wjeżdżając na niezwykłą stromiznę! Skuleni w wagonach modliliście się o szczęśliwy koniec podróży. Koniec który równie dobrze mógł być szczęśliwy mniej. Jedna z desek towrzących zaporę wylądowała w drugim wagoniku uderzając boleśnie Pauliego w udo. Jednak nie przejął się tym tak, jak głoszącym na niej napisem, będącym starymi krasnoludzkimi transkrypcjami. Częściowo widoczny napis dawał się odcyfrować. Częściowo. "Śmiertelna zguba...". Sam potrafił się tego domyśleć. Hamulce już nie przynosiły żadnej zmiany w prędkości jazdy a jedynie groziły tym, że zostaną zniszczone. Nie było szans na wyhamowanie. Pozostała modlitwa.

Pędzące ze zgrzytem wagony mknęły przez ciemne tunele i naraz dotarło do was, że w tunelu robi się coraz jaśniej. Oświetlone wyraźniej z każdą chwilą zielonym upiornym blaskiem wagoniki pomknęły ku zielonkawej jasności z głośnym zgrzytem wabiąc z pewnością wszystko to, co żyło w promieniu wielu, wielu mil. I naraz waszym oczom ukazała się jaskinia. Jaskinia oświetlona zielonkawym światłem będącym efektem rosnących na jej ścianach porostów i ogromnych grzybów, które dywanem kryły posadzkę jaskini. I wówczas dostrzegliście koniec urywających się nagle torów. Zguba nadchodziła...

Ryk, krzyk, pisk hamulcy, skry krzesane przez metalowe koła wagoników zburzyły wcześniejszą ciszę jaskini. Pędzące krasnoludzkie tendery wjechały rozpędzone na podwieszone do sufitu jaskini tory zwalniając z każdą chilą, lecz nie dość szybko. Wnet spostrzegliście, że nie zdążycie wyhamować! Kalkulacja była natychmiastowa. Skok z wagoników na dywan grzybów w dole był niebezpieczny, lecz upadek w stalowych wagonach w jedno miejsce mógł przynieść tylko jeden skutek. Skok zdawał się być jedyną alternatywą...

Z krzykiem głośniejszym jeszcze od wcześniejszych, rzuciliście się w dół koziołkując na łeb na szyję, i szczęśliwie lądując na miękkim dywanie zielonkawych kapeluszy. Gdzieś nad waszymi głowami wagoniki kończyły swą podróż zgrzytając jeszcze zaciągniętymi hamulcami. I ostatecznie huknęły w ścianę rozbiwszy się w drobiazgi. Jednak wy byliście cali! Jeszcze!

Gdzieś z głębin jaskini w której wylądowaliście, rozległ się gromki ryk. Ryk gardłowy, charkotliwy, dudniący i potężny. I naraz dostrzegliście wyłaniającą się z jednego z jaskiniowych korytarzy, ogromnego, monstrualnie ogromnego stwora. W zasadzie jego cień, lecz i tak ugięly się pod wami nogi. Szczęśliwie zsunęliście się z kapeluszy opadając w dół, pod grzybowy dywan. Skryci przed bestią, która szła się z wami przywitać...


[center:afe81bdec1]---[/center:afe81bdec1]
 
CJ111
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 132
Rejestracja: śr wrz 01, 2004 10:56 am

pt gru 09, 2005 2:50 pm

Ivellios

Pó³elf z oci±ganiem wsiad³ do wagonika. Z pewno¶ci± nie by³ to jego ulubiony ¶rodek komunikacji. Reszta grupy wydawa³a siê byæ ucieszona na my¶l szaleñczej jazdy, lecz Ivellios by³ pe³en obaw. Najd³u¿ej sta³ tu¿ obok machiny, a gdy wreszcie wyczerpa³y mu siê argumenty wsiad³, z³orzecz±c.
- Zobaczycie, rozbijemy siê, a nasze ko¶ci bêd± le¿eæ tu na wieki.
Zgodnie z oczekiwaniami podró¿ by³a koszmarna. Skalne wystêpy ¶miga³y im o centymetry od g³ów, wszyscy obijali siê o ¶ciany wózków. Co gorsza, w ciemno¶ci widaæ by³o sylwetki jaki¶ mrocznych bestii przygl±daj±cych im siê ze zdziwieniem. Szybko¶æ wci±¿ ros³a. Nagle mê¿czyzna zauwa¿y³ k±tem oka niespodziewany ruch. Odruchowo rzuci³ siê w drug± stronê zas³aniaj±c g³owê ramieniem. Sporej wielko¶ci kamieñ, który normalnie roztrzaska³by mu czaszkê, zaledwie musn±³ mu ramiê i z olbrzymi± si³± waln±³ w ¶cianê rozsypuj±c siê w drobny mak. Tego ju¿ by³o za wiele dla czarodzieja. Us³ysza³ gdzie¶ z ty³u krzyk, ale nie dba³ o to. Jak móg³ najszybciej, podczo³ga³ siê do hamulca awaryjnego, w jaki wyposa¿ony by³ wagonik. Pojazd gwa³townie podskoczy³, niemal wypadaj±c z torów, a rze¼biona d¼wignia prawie wybi³a mu oko, chybiaj±c o parê centymetrów. Ivellios ze z³o¶ci± poci±gn±³ za hamulec. W powietrzu rozleg³ siê straszliwy zgrzyt. Zablokowane kó³ka krzesa³y iskry na torach, lecz pojazd ani my¶la³ zwolniæ, przeciwnie, jeszcze przyspieszy³. Pó³elf wykrzycza³ z wyra¼n± panik± w g³osie do towarzyszy:
- Co teraz, co teraaaaaaa...

Wagoniki z hukiem wylecia³y w powietrze. Mê¿czyzna dostrzeg³ swoj± jedyn± i ostatni± szansê. Mocno odbijaj±c siê nogami wyskoczy³ szaleñczo z pojazdu lec±c na ³eb na szyje w kierunku pod³o¿a. Rozleg³ siê miêkki. nieprzyjemnie brzmi±cy plus. Z przekleñstwem na ustach Ivellios wyj±³ rêke upapran± jak±¶ zielonkaw± mazi± z kapelusza olbrzymiego grzyba. Ju¿ zamierza³ zrugaæ kompanów za niedorzeczny pomys³, gdy us³ysza³ gromki ryk. Po chwili na ¶cianie zakwit³ olbrzymi cieñ, który nie zwiastowa³ niczego dobrego. Pó³elf ze¶lizn±³ siê z kapelusza i skry³ siê w mroku pod nim. Spojrza³ na gramol±cych siê towarzyszy, ogarn±³ wzrokiem pomieszczenie i podbieg³ jak móg³ najciszej do najbli¿szej ¶ciany, gor±czkowo szukaj±c jakiego¶ za³amania, wg³êbienia, czego¶ co mog³o mu daæ jak±kolwiek os³onê.
 
Awatar użytkownika
joseph__
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 361
Rejestracja: czw mar 25, 2004 3:45 pm

pt gru 09, 2005 7:40 pm

Paulie Dahlberg

Wiedział na starcie czym grozi jazda takim wózkiem, robił to przecież nie raz gdy był młodszy. I nie raz rozbił wagonik pełen surowca, za co dostawał często gęsto po uszach od starszych braci. Teraz tylko uśmiechnął się na wspomnienie tamtych szaleńczych wybryków. Zdjął blokady z kół pod pierwszym wózkiem i pchnął go, aby towarzysze mogli nabrać odpowiedniej szybkości. Zaraz potem wskoczył do swojego wózka. Rozpoczęła się jazda, która była tak podobna do tych z młodości. Paulie wychylił się z wózka i jął pokrzykiwać i wiwatować, jakby doskonale się bawił. Szybko jednak wrócił na swoje miejsce uderzony jakąś belką. Odczytał zapisane na niej runy. Śmiertelna zguba... Nie brzmiało to najlepiej, jakiś niepokój wkradł się w serce krasnoluda. Jednak póki trwała jazda można było o tym nie myśleć. Paulie rozkoszował się pędem.

Okazało się, że hamulce są gówno warte przy takiej szybkości, co i nie zdziwiło go szczególnie, kiedyś nie działały to i teraz też nie mogą. Wiedział, że prędzej czy później będzie trzeba skakać, wiedział to już na starcie... Jakie niebywałe szczęście skok na miękkie posłanko z grzybków. Paulie wybuchnął szczerym śmiechem gdy wylądował na wielgachnym grzybie. Wstał, otrzepywał się nie przestając się śmiać.

Che, che, che, alem się ubawił, ostatni raz to chyba w... - urwał w pół słowa. Dało się słyszeć potężny huk, jakiś piekielny ryk. Coś wielkiego nadchodziło do pieczary, nie wiedzieć czemu przed oczmi Pauliego stanął obraz wielkich wrót noszących ślady równie wielkich pazurów. Zaraz potem tabliczki z napisem "Śmiertlena zguba". ...dzieciństwie. Pod ciężarem krasnoluda grzyb począł się przechylać i nagle krępa postać Dahlberga stoczyła się w grzybkowe poletko. Podbnie zresztą cała drużyna leżała już pod wysokimi kapeluszami.

Zmywajmy się stąd jak najszybciej, tu niema czasu na zastanwienia uciekajmy, czymkolwiek jest to co nadchodzi.

Krasnal nie czekając na reakcję kompanii poczał czołgać się między kapeluszami, byle dalej od straszliwego głosu, który wciąż dobiegał zza jego pleców. ~~Czy zdołamy uciec?
 
CHICK-en__
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 583
Rejestracja: sob sie 21, 2004 11:08 am

pt gru 09, 2005 9:49 pm

Ethernal Fire

Do wagoniku wchodzi³ z lekkim wstrêtem. Wiedzia³, ¿e to co go tam czeka napewno nie bêdzie dla niego przyjemne, ani mi³e. Siedzia³ w jednym wagoniku z Lorifarnem i Pauliem co go trochê uspokoi³o. Byc mo¿e Paulie bêdzie wiedzia³ jak zapanowac nad tym wagonikiem, a na dodatek jechali drugim. Wiêc je¶li co¶ siê stanie tym z pierwszego, Ethernal zd±¿y wyskoczyc. A poza tym w wagoniku mia³ plecy - Lorifarna, który zawsze gotów by³ walczyc ramiê w ramiê z Ethernalem. Czarodziej nie zdziwi³by siê gdyby nawet do ¶mierci walczyli razem.

Jazda w wagoniku nie by³a czym¶ przyjemnym dla m³odego maga. Ci±gle nim trzepa³o, ju¿ zaczyna³y go bolec plecy i inne rzeczy gdy nim tak rzuca³o po wagoniku. Czasem uderza³ w krasnoluda, b±d¼ Lorifarna uderzaj±c w ich ciê¿kie metalowe zbroje. Nagle droga mia³a siê skoñczyc. Widzia³ jak krasnolud skacze, postanowi³ uczynic to samo. Spad³ na wielga¶nego zielonego grzyba. Ethernal chwilê le¿a³ zamy¶lony i szczê¶liwy, a gdy us³ysza³ ¶miech krasnoluda zacz±³ siê ¶miac razem z nim. Nawet przesta³ w tym samym momencie...
Da³o siê s³yszec og³uszaj±cy ryk, ryk który przyprawi³ Ethernala o dreszcze, a u¶miech znikn±³ z jego twarzy ju¿ chyba na d³u¿szy czas. Zobaczy³ cieñ tego czego¶, czego nie mia³ zamiaru ogl±dac z bliska i skry³ siê tu¿ obok Pauliego, który teraz czo³ga³ siê miêdzy grzybami.
- Trza jako¶ uciec. Ale znowu siê oddalamy od skarbów, które nas interesuj±...Ehhh, chod¼my st±d jak najszybciej - rzek³ czarodziej, którego strach przeszed³ w niejak± rozterkê.
 
Kiaryn'Veil Duskryn
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2940
Rejestracja: wt lip 01, 2003 11:17 am

pt gru 09, 2005 10:26 pm

Lorifarn

Siedz±c w wagoniku, Lorifarn czu³ sie dos³ownie jak skoñczony kretyn. ¦ci¶niêty spo³em z Ethernalem oraz Pauliem, wojownik zdawa³ siê nie zwracaæ uwagi na niewygody zwi±zane z jazd±. Bardziej zajmuj±ce dla niego by³o zastanawianie siê, czy te¿ ta ca³a b³azenada, ta ca³a przeklêta gra o koronê w rzeczy samej by³a warta ¶wieczki.

~~ Oby...

Na widok zbli¿aj±cego siê koñca torów, Vaasañczyk wysycza³ jedynie pod nosem przekleñstwo, po czym spi±³ ca³e swe cia³o...

Skoczy³. Nie mia³ innnej alternatywy...

Minê³o dobrych parê chwil, nim rycerz w koñcu wsta³ ciê¿ko i rozejrza³ siê po sk±panym w zielonkawej po¶wiacie pomieszczeniu. Wcale, ale to wcale nie by³o mu do ¶miechu. Huk wagonu uderzaj±cego o ¶cianê dobitnie skojarzy³ mu siê z d¼wiêkiem jego w³asnej zbroi rozpryskuj±cej siê o tward±, skalist± powierzchniê...

Gdy rozleg³ siê ryk bestii, rycerz doby³ swego miecza i cofn±³ siê pare kroków za kolumnê grzybów, wci±¿ jednak bêd±c przygotowanym na to, by stan±æ do walki w razie, gdyby bestia by³a w bojowym nastroju...
 
Khadgar
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 114
Rejestracja: sob paź 22, 2005 4:29 pm

pt gru 09, 2005 10:48 pm

Zaonor

Podróż wagonikami była... cóż w pewnym sensie interesująca. Szermierz nie miał jednak ochoty ani nastroju na sarkazm- szaleńcza jazda mogła w każdej chwili skończyć się spektakularną smiercią całej drużyny. Żołądek miał już chyba w rzyci, a a każdym zakręcie wzbogacał ciało o nowe sińce. Zaiste- krasnoludzkim kolejkom nie można było odmówić szybkości.

Kiedy obijał się o ściany albo towarzyszy, podskakując rytmicznie, trudno było nawet skupić się na przeglądzie trasy. W końcu, gdy szermierz usiłował podnieść się po gwałtownym wstrząsie okazało się, że nie ma już czego oglądać. Wagon wyfrunął majestatycznie, zmierzająć w stronę najbliższej ściany. Szermierz nie namyślał się specjalnie. Odepchnął się mocno nogami, zamknął oczy i skoczył. Nie mógł powstrzymać się od zamknięcia oczu. Czując pęd powietrza, zbliżał się do ziemi.

Szkoda, wielka szkoda, że Zaonor nie mógł sobie przypomnieć jakiejś odpowiedniej modlitwy. Zresztą, nie zdążyłby nawet złozyć rąk. Wbrew opowieściom, lot nie wydawał się wiecznością. Trwał krótko- za krótko dla człowieka, który chiałby się nacieszyć ostatnimi sekundami parszywego życia. Skończył się równie gwałtownie, co zaczął..

...wylądował, podpierając się rękoma. Pod stopami czuł jakby mlaskanie, miękki grunt. Kości miał chyba całe. Spojrzał pod stopy- na swoje wybawienie. Ashenedge stał na ogromnym grzybie! Zsunął się z kapelusza, co sądząc po odgłosach, uczynili też jego towarzysze. Chciał już wołać imiona kompanów, ale pierwiej powietrze rozdarł potężny ryk.

`Z deszczu pod rynnę.

Zaonor z wyćwiczonym refleksem, odtoczył się w bok, szukając jakiegoś zacienionego miejsca. Zdjął z pleców łuk, starjąc się ostrożnie ocenić kierunek i odległość, w jakiej znajduje się potwór.
  • 1
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości