Zrodzony z fantastyki

  • 1
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
 
CHICK-en__
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 583
Rejestracja: sob sie 21, 2004 11:08 am

wt gru 20, 2005 10:18 pm

Raanan

Wyszed³ spokojnie z budynku, wycieraj±c wcze¶niej o jaki¶ materia³ krew ze swych ostrzy. Nie lubi³, gdy na nich osadza³ siê czerwony p³yn. Sta³ na polu przed drzwiami pozwalaj±c by mróz, który uderza³ w jego twarz. Czeka³, a¿ trochê och³onie, przed kolejnymi zabójstwami, dawno jednej nocy nie wyr¿n±³ tylu wie¶niaków, ludzi, którzy nie mieli szans siê przed nim obroniæ. Raanan zobaczy³ gdzie¶ dalej najpierw rycerza id±cego do jednego z domów, a potem tego maga z którym zd±¿y³ siê zapoznaæ, który szed³ w to samo miejsce.
Tak wiêc skrytobójca uda³ siê za nimi. Stan±³ w drzwiach i widzia³ jak przygotowywana jest w³a¶nie uczta. Za¶mia³ siê gorzko, poraz kolejny dzisiejszego wieczoru.
- Uczta na cze¶æ zwyciêzców! - Krzykn±³ w wej¶ciu. Z jego twarzy ci±gle nie znika³ u¶miech.

Siedzia³ teraz przy stole, ci±gle podnosz±c i opuszczaj±c od swych ust pokarm i napoje. By³ straszliwie g³odny i spragniony. Pi³ i jad³ wszystko co mu do r±k wpad³o. Mimo, ¿e to by³ tylko chleb z szyn±, wydawa³o mu siê, ¿e zajada najlepszy befsztyk lub ¶wietnie dopieczony kurczak. Natomiast zwyk³y miód smakowa³ mu jak najprzedniejsze wino z najlepszych winnic.
Patrzy³ z zaciekawieniem na to co robili Ivellios i Lorifarn i nagle u¶iwadomi³ sobie, ¿e nie przedstawi³ siê im.
- Raanan. - Powiedzia³ krótko unosz±c garnek z miodem w górê. - Krwawe Sztolnie... To co chcecie robiæ? Je¶li nie macie nic przeciwko udam siê za wami... Interesujê mnie jadnakowó¿ tamta jaskinia, w której mo¿emy zdobyæ potêgê i chwa³ê, ale i ¶mieræ i cierpienie... - skoñczy³ i popi³ napojem. Czeka³ na odpowied¼ reszty zgormadzonych w pokoju, nie zwracaj±c uwagi na wie¶niaków.
 
Khadgar
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 114
Rejestracja: sob paź 22, 2005 4:29 pm

wt gru 20, 2005 11:25 pm

Zaonor

Wszedł do chaty, w której zebrali się wszyscy parę długich, przyjemnych chwil później...
Na ramieniu trzymał spory pakunek zawinięty w obrus- wszystkie rzeczy wiesniaków, które wydały mu się przydatne do dalszej podróży(niewielką ilość lokalnej waluty, prowiant, butelkę jakiegoś wiejskiego trunku, nóż myśliwski, sznur i jeszcze parę drobiazgów.) Drugą ręką trzymał za nadgarstek niebrzydką, długowłosą dziewkę w wieku może ze dwudziestu paru wiosen, z którą jeszcze przed momentem tak miło spędzał czas. Nic to, że durna kobieta nie podzielała widać entuzjazmu, bo zarówno teraz jak i w czasie pieszczot darła się w niebogłosy i próbowała się wyrywać. . Cóż, Zaonor faktycznie nie starał się być delikatny, co widać było po rozdartej sukni i kilku siniakach zdobiących jej całkiem apetyczne ciało.

Ashenedge rzucił dziewką w stronę reszty wieśniaków i roześmiał sie gardłowo. Położył swe zawiniątko na ziemi i dołączył do kompanów. -Jak mi się któryś odezwie niepytany, to urwę język i wsadzę w rzyć. Recę już paru dzisiaj poucinałem, jak są nowi chętni- z przyjemnością powtórzę zabieg.. Żarcia dajcie!- warknął jeszcze rozbawiony ku tutejszym łachudrom, po czym dołączył do dysputy i uczty. Powitał nowego towarzysza wyprawy, a potem z całą drużyną jadł, pił, biesiadował hucznie, nie zważając ani na tubylców, ani tym badziej na jakiekolwiek maniery. Przy takim świętowaniu, do świtania mało co pozostanie z tego domku. Nieraz frunął gdzieś talerz albo misa, a blat stołu wyglądał jak- nie przesadzając- koryto.

-A więc jesteśmy w Hudov! Dobre sobie, nic tylko ruszyć ku tym, no.. kopalniom! Teraz przydała by mi się co prawda raczej Szczęka Prawdy, ale dobra i Korona. To co, niech te psy jakiś nowy napitek postawią na stole, bo zaschło mi w gardle okrutnie, a na stole miodu juz brakować zaczyna! Rozmyślimy nad wyprawą rano, teraz poużywajmy sobie trochę póki mamy okazję.
 
Kiaryn'Veil Duskryn
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2940
Rejestracja: wt lip 01, 2003 11:17 am

śr gru 21, 2005 3:00 am

Lorifarn

- Zatem postanowione... Ruszamy jutro z samego rana. Tymczasem... mi³ej nocy ¿yczê wam, mo¶ci towarzysze. - rzek³ rycerz do swych kompanów, po czym, zebrawszy ca³y swój ³up, ruszy³ bez s³owa w stronê drugiego - pustego pomieszczenia. Prawie pustego. Albowiem wnêtrze zajmowa³a ju¿ rozci±gniêta na ³ó¿ku martwa, ciemnow³osa niewiasta, która stanowi³a makabryczne pozosta³o¶ci po ostatniej zabawie Zaonora...

~~ Przynajmniej teraz, dziêki krasnoludom, jego wygl±d zewnêtrzny idealnie odzwierciedla jego prawdziw± naturê... - pomy¶la³ Lorifarn, wci±¿ maj±c przed oczyma obraz poparzonej, bezzêbnej twarzy szermierza - Mam nadziejê, ¿e mi los nigdy nie zgotuje podobnego prezentu...

Skwitowawszy tê my¶l cichym, z³o¶liwym ¶miechem, Vaasañczyk usadowi³ siê wygodnie na pod³odze, tu¿ pod oknem, za którym majaczy³ ja¶niej±cy blado na ciemnym niebosk³onie ksiê¿yc. Miecz swój za¶ fioletowooki wojownik po³o¿y³ sobie na kolanach. Warto by³o byæ w ka¿dej chwili gotowym na ewentualne ataki.

Czekanie...

Tylko to pozostawa³o cierpi±cemu na wieczn± bezsenno¶æ Potomkowi Iyraclei...
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

śr gru 21, 2005 3:40 pm

Kmieca osada pozostała dni kilka temu za wami, porzucona jak gałganek, zabawka dziecięca z oderwanymi ramionkami. Zrujnowane ograbione chaty, zabici niemal wszyscy mieszkańcy pozostawiający żywym dodatkowy frasunek, pochówek. Bez zapasów, które im zabrano, w zniszczonych, podpalonych na koniec dla krotochwili chatach, nie mięli szans na przetrwanie. Porzuceni na wymarcie. Niepotrzebni już nikomu. Tylko chłopiec o martwym spojrzeniu czas jakiś wspominał się wam, kiedy stał obserwując wasz odjazd na progu chaty, którą dwie stare baby próbowały gasić. Jego zgwałcona i zabita po „zabawie” matka nie mogła tego już czynić…

Kilka dni tułaczki po górskich traktach i duktach, wyścigi z wilczymi watahami, nocne czuwania dla odpędzenia wygłodniałych drapieżników, nieco was ku sobie zbliżyły. Nie raz wspominaliście przeklętego maga, który chcąc wykorzystać was w swoich celach posłał nie wiadomo gdzie. Niechcący przyczynił się do tego, że teraz byliście w Hudov, o krok od Krwawych Sztolni o których zdaniem wielu, chodziło w przepowiedni. Nawet Paulie, szalony krasnolud, który sprowadził niemalże na was zagładę w podziemnych lochach, znając nieco Hudov twierdził, że tu właśnie mieści się krwawa rana ziemi. Była to bowiem najpewniej najpodlejsza dziura w ziemi o której słyszeliście.

Widoczne za dnia w oddali ciemne smugi dymu na horyzoncie, na tle wysokich gór z każdym dniem podróży stawały się coraz lepiej widoczne. Szybko też przedzierając się przez leśne bezdroża dotarliście do uczęszczanej drogi, traktu wiodącego przez las w kierunku na ciemne pasma dymów strzelających ku niebu. Teraz już nie było wątpliwości. Krwawe Sztolnie były na wyciągnięcie ręki. Podążając leśnymi duktami wzdłuż traktu kilkakrotnie widzieliście przejeżdżające oddziały zbrojnych, gnających gdzieś na łeb na szyję, kilkakrotnie też mijaliście handlowe karawany, lub z goła zastępy spętanych, skutych ludzi wiedzionych na łańcuchach przez krzykliwych poganiaczy. Jednak nie zbliżaliście się ku nim. Rozsądek zwyciężał.

Po bez mała tygodniu od opuszczenia zgliszcz leśnego sioła waszym oczom w końcu ukazały się Krwawe Sztolnie. Widok był porażający. Wyjeżdżając z leśnej głuszy na brzeg lasu by z wyżyny wzgórza spojrzeć na osadę nie spodziewaliście się tego co stanęło wam przed oczyma. Cała wąska, wciśnięta między zbocza górskie, dolina zryta była przez sztuczne jamy, sztolnie, wykroty i wbudowane w ziemię hutnicze piece. Czarna dolina świeżej ziemi, upstrzona jedynie gdzieniegdzie złoto-szkarłatnym wykwitem ognia z hutniczego pieca, ciągnęła się aż do zbocza góry, gdzie przechodziła w jaskinie, które niczym w dobrym serze cieszyły oczy licznymi dziurami. I tam również ze sztucznych kominów strzelały w górę ciemne snopy dymu. Na tym wielkim placu robót krzątały się setki, nie setki, tysiące ludzi w nieustannej mrówczej pracy. Tylko gdzieniegdzie widać było stojących inżynierów lub nadzorców, lecz akurat ich praca polegała na staniu. Wszyscy tu harowali jak woły na chwałę Krwawej Pani. Kilka zbrojnych patroli przechadzało się pomiędzy stanowiskami pracy, kładkami drewnianymi pokonując ziejące z ziemi szczeliny i wykroty, niespiesznie podziwiając okolicę w poszukiwaniu „czegoś”. Drewniane, ośnieżone domy i szopy, zbudowane na skraju placu robót, od strony lasu, stanowiły miejsce, do którego ciągnęły zastępy kupców, handlarzy i wszelkiego autoramentu podróżnych. To tu też wznosiły się cztery gospody w których praca trwała nieustannie. Zwalniani z pracy na trzy zmiany robotnicy, rzemieślnicy i czeladnicy tu przychodzili cieszyć się chwilą wytchnienia w mozolnym trudzie. Stojąc nad zasłaną ziemnymi wykrotami doliną zastanawialiście się długo w której z tych ziemnych dziur tkwi ów „zmarły za życia”. I jak ową dziurę znaleźć…


[center:d2a2661d76]------[/center:d2a2661d76]
 
CHICK-en__
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 583
Rejestracja: sob sie 21, 2004 11:08 am

śr gru 21, 2005 9:55 pm

Raanan

Kiwa³ tylko g³ow±, gdy widzia³ zachowanie szermierza. Wy¿ywa³ siê ci±gle na wie¶niakach, a tymczasem nie do¶æ, ¿e mu wszystko podawali to jeszcze siê nie odzywali niepytani i nie starali siê walczyæ nawet palcem ruszyæ. Raanan nie odzywaj±c siê wogóle siedzia³ ci±gle jedz±c i pij±c. Jak±¶ czê¶æ jad³a ze sto³u wrzuci³ do swojego tobo³ka, a do buk³±ka nala³ trochê wody z glinianego dzbanka. U¶miechn±³ siê i powsta³z miejsca, mia³ ochotê siê wyspaæ. Uda³ siê do s±siedniej cha³upy, wcze¶niej umawiaj±c siê o której potrzeba wstaæ. Potrzebowa³ chocia¿ chwili snu. Po³o¿y³ siê w chacie i szybko zasn±³, sen jednak nie by³ snem spokojnym, co jaki¶ czas budzi³ siê jakby ba³ siê z której¶ strony ataku. W koñcu nie wytrzymuj±c wyszed³ na dwór i usiad³ na schodach.

Podró¿. Wa¿ne by³o by prze¿yæ, nie daæ siê zabiæ przez stado wilków. Które ci±gle ci±gnê³o za czteroma wêdrowcami. Raanan z zaciekawieniem s³ucha³ opowie¶ci o czarodzieju, który ich teleportowa³ na drowi± biesiadê. U¶mia³ siê przednie przy tych opowie¶ciach, które jednak dla opowiadaj±cych nie wydawa³y siê ¶mieszne.
Po kilku dniach zobaczy³ Krwawe Sztolnie. Widok zaskoczy³ go, ale Raanan nie wiedzia³ co czyniæ. Nie chcia³ podj±æ pochopnych decyzji, co czasem czyni³. Koñ jego wyprzedzi³ o kilka kroków ich konie i patrz±c ci±gle przed siebie zapyta³:
- Wiêc co teraz? - popatrzy³ na swoje ostrza bêd±ce przy pasie, pomy¶la³, ¿e mog± mu siê jeszcze nie raz przydaæ tego dnia. Nie móg³ siê doczekaæ, kiedy poraz kolejny owe ostrza zatopi± siê w czyim¶ ciele, pozbawiaj±c go ¿ycia...
 
Khadgar
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 114
Rejestracja: sob paź 22, 2005 4:29 pm

śr gru 21, 2005 10:50 pm

Zaonor

Uczta dobrze mu zrobiła. Niewątpliwie, w porównaniu z nastrojem jaki siłą rzeczy towarzyszył mu przez ostatnie dni, czuł się nawet odprężony. Oczywiście było wiele rzeczy, które burzyły nieco nastrój bezmyślnej hulanki jak na przykład fakt oszpecenia w pewnym stopniu jego twarzy, który delikatnie mówiąc niezmiernie go irytował. Takimi sprawami można będzie się jednak zająć potem. Na razie musiało wystarczyć przemycie ranek wodą i obłożenie zimnymi kompresami.

Krótki sen, jakiego szermierz zażył w osadzie był całkiem pokrzepiający. Przed wyjazdem przejrzał jeszcze tylko swój nowy, zagrabiony wieśniakom dobytek i osiodłał konia. Gdy wszyscy byli gotowi do drogi, wyruszyli. Bez specjalnego żalu zostawiali za sobą- na dłuższą metę nużące- osiedle w okolicach Hudov... Hudov! Zaonor wciąż niemógł uwierzyć, że znaleźli się tak blisko mejsca ich wędrówki. Los zaiste był dla poszukiwaczy artefaktów wymienionych w przepowiedni niezwykle figlarny. Niezwykle...
Droga ku Krwawym Sztolniom przebiegała w miarę spokojnie. Nie mogło się oczywiście obejść bez tradycyjnych niedogodności jakie towarzyszyły takim szlakom jak np. dzike zwierzęta. W porównaniu z dwoma pościgami jakie przeżyli kompani w ciagu ostatnich dni, wszelkie trudy dało się mimo wszystko wytrzymać.

W końcu dotarli! Krwawe Sztolnie- ktoś musiał długo myśleć nad tą nazwą, idealną dla nie najpiekniej wyglądających kopalni. Widok rozoranych pagórków sprawiał przygnębiające wrażenie. Błoto pod nogami, smród dymów i mieszanina innych odorów towarzyszących tak dużemu spędowi ludzi były naprawdę przykre. `Jak jedno wielkie, cuchnące mrowisko..`- myślał z niesmakiem Ashenedge. Z jeszcze większym niesmakiem zdał sobie sprawę, że po minionych przeżyciach, zwłaszcza krasnoludzkich torturach, dziwnie pasowali do tego miejsca...
Rozejrzał się wokół. Wszędzie ktoś gdzieś kopał, wszędzie widać było wejścia do szybów, a rpracujących robotników zebrał się naprawdę duża grupa. Równie dobrze mogliby tu zacząć szukać hodowli smoków! Korona i Księga mogły być w każdej z tych dziur. W końcu, Zaonor odezwał się do reszty:
- Zastanówmy się spokojnie, odpocznijmy chwilę... Możemy spróbować dyskretnie zasięgnąć języka ale wątpię czy ktoś będzie skory do pomocy. Tak, czy siak- uważam, że powinniśmy rozważyć dalsze plany na spokojnie i odpocząć po podróży...
 
Kiaryn'Veil Duskryn
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2940
Rejestracja: wt lip 01, 2003 11:17 am

śr gru 21, 2005 11:21 pm

Lorifarn

~~ W takim nat³oku ludzi, jakim cudem Korona jeszcze nie zosta³a odnaleziona? - pomy¶la³ rycerz, omiataj±c swym wzrokiem ciemne, pogr±¿one w dymie i parze po³acie ciemnego terenu. Ta ca³a niezliczona ilo¶æ tuneli, grot oraz jaskiñ nawet gnomiego konstruktora mog³a przyprawiæ o ból g³owy...

- W jednym Zaonor ma racjê... Przyda siê nam ma³y odpoczynek. Pó¼niej za¶ zabierzemy siê za uzyskiwanie dalszych informacji. Czy jednak odbêdzie siê to w spokojnej atmosferze, szczerze w to w±tpiê... - Jakby na podkre¶lenie swych s³ów, Vaasañczyk spojrza³ z ukosa na najbli¿ej stoj±c± gospodê, któr± wci±¿ wype³nia³a gwara oraz jazgot pochodz±cy od stale nap³ywaj±cej i wyp³ywaj±cej fali robotników. Nie zamierzaj±c wiêcej traciæ czasu na ja³owe dyskusje, fioletowooki wojownik ruszy³ ra¼nym krokiem w stronê lokalu. Umorusany, przygarbiony i ¶mierdz±cy traktem, Lorifarn raczej nie mia³ k³opotu z wnikniêciem w zebrany wewn±trz karczmy t³um...
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

czw gru 22, 2005 1:14 pm

Nadzieja Lorifarna na to, by nie wyróżniać się z tłumu robotników, rzemieślników, cechowych, handlarzy i zwykłych kmiotów okazała się trafna. Do czasu. Przepchnąwszy się przez zatłoczoną biesiadną, pełną śmierdzących ciał przepoconych pracusi, którzy przyszli kufelkiem piwa przepłukać swe zakurzone gardła, udało wam znaleźć sobie ławę pod ścianą, opodal okna. Było to o tyle ważne, że okno zawsze mogło być alternatywą dla drzwi, gdyby przyszło wam szybko uciekać. Zrzuceni z zydli dawj pijacy, którzy zalegali na ławie, coś tam mruczeli pod nosem, ale nie było to nic istotnego a w końcu uciszeni kilkoma kuksańcami zasnęli. Zamówienie wasz przyjęła mnłoda dziewka służebna, która z wdziękiem i bez wysiłku opędzała się od łap potęcjalnych adoratorów. Siedząc przy jednym stole w konciku obserwowaliście umorusanych robotników, ich jasne oczy na tle czarnych twarzy, zmęczone oblicza. Oni jednak byli wolni. O Krwawych Sztoniach krążylo wiele opowieści a wy sami przewkonaliście się, że nie tylko wolni to pracują. Wolni stanowi po prawdzie ułamek niewielki prawdziwej siły roboczej trzymanej w kajdanach i na łańcuchach. To ona ryła w najniebezpieczniejszych miejscach zdychając po trzech, czterech latach w ślepocie, pozbawiona widoku słońca, żrąc odpadki i znosząc nieustanne batogi. Ci tu, w gospodzie, należeli do szczęśliwców.

Zamówienie zrealizowano z wdziękiem, podając na stół dwa garnce i kufle pienistego ale. Jednak, kiedy doszło do płacenia wydało się, żeście nie stąd. Dwie złote monety zrabowane na kmieciach rzucone karczmarce sprawiły, że zerknęła na was uważniej.

- Nie tutejsi? - nie wiadomo czy pytała, czy stwierdzała. Coś szybko policzyła i wydała kilka srebrnych monet z bitym na awersie herbem przypominającym rozłożyste, bezlistne drzewo a na rewersie oblicze ładnej niewiasty - Macie tu siedem groszy reszty. Jakbyście mięli więcej gotowizny do podmiany, służę, ale najlepiej jak będzie mniejszy ruch. - dodała po czym zawinęła się i wrócila do swoich obowiązków. Zło jednak zostało już uczynione. Do waszego stołu przysiadł się bez pytania osobnik o lisiej, chytrej facjacie. Rudzielec uśmiechnął się widząc zdumione spojrzenia jakimi się obrzuciliście, po czym cicho rzekł:

- Nic mi do tego, skąd jesteście, ale pójdę o zakład, że wiem po co przybyliście - jego chytre, małe oczka utkwiły w Lorifarnie, którego uznał za przywódcę - Ja podobnie. Tyle, że ja jestem krok do przodu. Wiem jak tam się dostać. Potrzebuję jednak pomocników. To jak? Zawrzemy jaki układzik?

Chytre spojrzenie obiegło was wszystkich a on tym czasem nie krępując się nalał sobie piwka i zaczął się nim raczyć. Był swego pewnym...


[center:b41e577fe9]---[/center:b41e577fe9]
 
Khadgar
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 114
Rejestracja: sob paź 22, 2005 4:29 pm

czw gru 22, 2005 3:35 pm

Zaonor

Pouczywszy solidnie dwóch pijaczkó, zamówił jakiś pierwszy lepszy tani trunek. Zanotował w pamięci fakt, że kelnerka zaoferowała im wymianę waluty. Jej słowa oznaczały także, że mimo ich dośc przeciętngo wyglądu, każdy niecodzienny szczegół- nawet obca gotówka- może przyciągnąć czyjąś uwagę. I takoż się stało.
Osobnik, który podszedł do stolika był albo bardzo nachalny albo bardzo głupi albo pewny swego.

Nic mi do tego, skąd jesteście, ale pójdę o zakład, że wiem po co przybyliście. Ja podobnie. Tyle, że ja jestem krok do przodu. Wiem jak tam się dostać. Potrzebuję jednak pomocników. To jak? Zawrzemy jaki układzik?

Zaonor kilka razy analizował słowa osobnika. Widać poszukiwaczy Korony było więcej, tak jak się szermierz zresztą spodziewał. Wątpił w to, żeby nowo przybyły rudzielec mówił o czymś innym.
Co do jego propozycji... drużyna już raz się przejechała na nadmiernej ufności i Ashenedge nie był specjalnie skory do przystania na prośbę natręta. No, chyba, że użyliby go jako źródła informacj, jeśli oczywiście jakiekolwiek posiadał...
Na wszelki wypadek szermierz przesunął ciężar ciała na ławie. Z takim skarbem jak Korona nie było żartów. Miecz miał przypięty do pasa, gotów w każdej chwili go użyć.

- Układzik powiadasz? No, nie wiem... Nie wiem w ogóle czy myślimy o tym samym...Wyglądasz na bardzo pewnego swoich informacji. Podziel się choć ich cząstką z nami, w ciemno wszakże z tobą nie pójdziemy. A co wy o tym myślicie? - Zaonor skierował pytanie ku kompanom. Jego wypowiedź była bardzo ostrożna, wątpił czy rudy powie im teraz cokolwiek, ale spróbować zawsze było warto. Po przygodzie z Turresornem, szermierz wolał nie ryzykowac.[/i]
 
Kiaryn'Veil Duskryn
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2940
Rejestracja: wt lip 01, 2003 11:17 am

czw gru 22, 2005 4:45 pm

Lorifarn

Odwzajemniaj±c chytre spojrzenie nieznajomego swym w³asnym - zimnym i nieprzeniknionym, Lorifarn wygi±³ jedynie swe usta w tajemniczym u¶miechu. Szczerz±cy siê do niego w tym momencie rudzielec nie wiedzia³ nawet, jakie my¶li przemyka³y po g³owie rycerza... Oczyma swej wyobra¼ni Vaasañczyk ju¿ widzia³ twarz siedz±cego przed nim cwaniaczka rozbijaj±c± siê o twardy blat sto³u. Ju¿ widzia³ krew, zêby raz kawa³ki czaszki rozpryskuj±ce siê na boki...

- S³ucham zatem uwa¿nie, waszmo¶ci, co masz nam do zaproponowania... - rzek³ prosto de Blight, rozpieraj±c siê wygodniej na swym siedzeniu. Jego jedyna d³oñ jednak by³a w ka¿dym momencie gotowa do dobycia orê¿a i starcia tego chytrego u¶mieszku z twarzy jego rozmówcy. Jego cierpliwo¶æ co do osobników licz±cych na to, ¿e samym s³owem zdobêd± jego zaufanie skoñczy³a siê wraz z utrat± jego lewego przedramienia...
 
CJ111
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 132
Rejestracja: śr wrz 01, 2004 10:56 am

czw gru 22, 2005 9:23 pm

Ivellios

Pó³elf pokiwa³ tylko g³ow± na znak ¿e akceptuje ogólnie podjêt± decyzjê, po czym wróci³ do ¿mudnego przepisywania czarów na stronnice ksiêgi. Przypomnia³ sobie swoj± naukê w wie¿y Thamiona, kiedy jak i dzisiaj musia³ d³ugie godziny ¶lêczeæ nad jakimi¶ pokrêconymi zaklêciami, z których po³owy nie rozumia³. Zawsze skraca³ sobie czas usi³uj±c wywo³aæ niewielkie p³omyki, czy przywo³aæ ma³e zwierzêta. Czêsto dostawa³ te¿ bury za nieuwagê i b³êdy w zapisanych czarach. Ech, to by³y czasy. Nie to co dzisiaj. Wtedy jego najwiêkszym zmartwieniem by³o to, w jaki sposób omin±æ nastêpne zajêcia zaklinania, których zawsze nie cierpia³. Jego g³owy nie zajmowa³y tajemnicze artefakty, podejrzane morderstwa czy staro¿ytne kl±twy.
Ivellios ze zdziwieniem uniós³ g³owê. ¦wiat³o ¶wieczki niemal siê wypali³o a on by³ w izbie sam. Nawet nie zauwa¿y³ wj¶cia swoich towarzyszy ani niewolników. Faktycznie, przepisywanie czarów to najbardziej mêcz±ca rzecz w magii. Z westchnieniem ulgi pó³elf uda³ siê do s±siedniej izby i rzuci³ na miêkkie ³o¿e. Nie dba³ o nic - nawet o t³um zdesperowanych wie¶niaków. By³o mu ciep³o i dobrze...

Ivellios poci±gn±³ g³o¶no nosem. Wygl±da³o na to ¿e wreszcie dojechali do celu ich podró¿y. Wszêdzie s³ychaæ by³o gwar podnieconych g³osów. Wzdrygn±³ siê, gdy zobaczy³ tu¿ obok zmierzaj±c± do dolinki karawanê z niewolnikami. Pomy¶leæ, ¿e zaledwie parê dni temu sami byli nimi. Nie mia³o ju¿ jednak sensu rozstrz±sanie tego. Byli wolni i tylko to siê liczy³o. Gdy pó³elf wchodzi³ do dolinki obudzi³y siê w nim dawne wspomnienia. Przypomnia³ sobie, ¿e gdzie¶ niedaleko znajdowa³ siê zaciszny kramik z rzadkimi komponentami do czarów. Trzeba go by³o odwiedziæ, bowiem w tej chwili trudno¶æ sprawia³o mu zdobycie sk³adników nawet najprostszych czarów. Czu³ siê bez nich mniej pewnie ni¿ zwykle. S³ysz±c g³osy namawiaj±ce do pój¶cia do karczmy rzek³ krótko :
-Spotkamy sie w zaje¼dzie, ja muszê uzupe³niæ tymczasem moje zasoby sk³adników czarów.

Z powodu kupowania wszed³ do ¶rodka nieco pó¼niej. Sprzedawczyni dosyæ dziwnie siê na niego patrzy³a, ale pamiêta³a jeszcze jego matkê. Na jej imiê wyra¼nie powesela³a i podzieli³a siê z Ivelliosem paroma przydatnymi informacjami. Wszed³szy do ¶rodka karczmy szybko przepatrzy³ wzrokiem jej wnêtrze wci±¿ rozmy¶laj±c nad ró¿nymi plotkami. Zauwa¿y³ w k±cie swoich towarzyszy, lecz o dziwo, towarzyszy³ im podejrzany cz³owiek. Ivellios dochwyci³ urywek zdania wypowiedzianego przez Lorifarna
-...waszmo¶ci, co masz nam do zaproponowania - nieufnie spogladaj±c na nowego wymieni³ pozdrowienia z kompanami - Chyba mnie co¶ ominê³o ... kim jeste¶? - zapyta³ go maj±c nadzieje, ¿e towarzysze nie palnêli jakiego¶ g³upstwa na temat ich zadania...
 
CHICK-en__
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 583
Rejestracja: sob sie 21, 2004 11:08 am

czw gru 22, 2005 9:45 pm

Raanan

Skrytobójca uda³ siê za wszystkimi, by odpocz±æ przed skokiem w podziemia. Usiad³ na ³awie i str±ci³ lekko pijaka na ziemiê kopi±c go jeszcze ukradkiem. Siedzia³ nad kuflem co¶ do siebie mrucz±c, by³a to chyba jaka¶ regu³ka, której siê kiedy¶ nauczy³, a by³o to mottem jego szko³y, a raczej s³owami przysiêgi, które zwi±za³y go ze szko³± assasynów. Raanan z jednej strony by³ wdziêczny za to co ta szko³a dla niego zrobi³a, a z drugiej przeklina³ j±, w koñcu to ona pos³a³a go w ramiona ¶mierci, której by³ bardzo blisko w kopalniach.
W koñcu spojrza³ uwa¿nie na karczmarkê, która co¶ tam gada³a o numizmatyce. Nie interesowa³o go to zbytnio, chyba ¿e mo¿na by co¶ ukra¶æ, dla po¿ytku grupy. Po chwili ciszy odezwa³ siê:
- Wy znacie me imiona ja jednak nie znam waszych, a raczej osobi¶cie ich nie pozna³em - rzek³ i patrzy³ na ka¿dego kto mu powiedzia³ swoje imiê, albo te¿ jak go zw±.

Po jakim¶ czasie, gdy mia³ ju¿ ¿o³±dek pe³ny, a interesowa³ go teraz porz±dny odpoczynek to sto³u podszed³ jaki¶ dziwny kole¶, który co¶ tam gada³ o pomocy przy znalezieniu jakich¶ przedmiotów, zapewne tych, których Raanan te¿ po¿±da³. Chytre lisie oczka patrzy³y na ka¿dego po kolei, a gdy spojrza³ na Raanana, on spojrza³ mu g³êboko w oczy, "Lisek" - jak go nazwa³ skrytobójca - szybko odwróci³ wzrok i spojrza³ na Lorifarna i zacz±³ mówiæ.
Raanan wiedzia³ ju¿ o prze¿yciach towarzyszy, wiêc wola³ byæ teraz ostro¿ny i czeka³ co te¿ wymy¶li reszta. On sam nie widocznym ruchem wyci±gn±³ sztylet zza pasa i trzymaj±c go pod sto³em, czeka³ na jaki¶ fa³szywy ruch nowoprzyby³ego. Mimo, ¿e nie móg³ zabiæ jedynego informatora, móg³ go dotkliwie pokaleczyæ podcinaj±c naprzyk³ad wi±zania kolanowe.
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

pt gru 23, 2005 12:22 am

"Lisek" usiadł wygodnie na wprost Lorifarna i napił sie z kufla. Dopiro wówczas ściszonym głosem powiedział.

- W kopalni są takie pokłady, gdzie wpuszczani są tylko akolici i mniszki. I nikt więcej. Z pewnymi drobnymi wyjątkami. Te wyjątki to są tacy niewolni, którzy mają przeszłość i wiedzą jak se radę dać. Ci właśnie idą we wskazane miejsca społem z kapłanami. Chronią ich i wiodą w lochy. Mówi się, że szukają czego. Kilka lat już szukają, ale teraz to już zupełnie dostali kociokwiku i biegają wte i we wte. Jednakże jako, że lochy łączą się z jakimiś jaskiniami, szczelinami i tunelami, wielu z nich błądzi, gubi drogę lub zgoła nie wraca. - rozejrzał się dookoła czujnie czy nikt nie słucha po czym dodał na końcu ledwie słyszalnym głosem - Wiem na pewno od znajomka, że ostatnio wyrusza co dziennie po kilka wypraw. Jak się sprężę i znajdę towarzyszy, mogę się wkręcić i zostać z nimi ochroną jednej z tych wypraw. To jak? Układzik?

Teraz już był swego pewny. Jednak nadal rozglądał się nerwowo. W Hudov ściany miały nie tylko uszy, ale i rozum...

[center:43b96725e4]---[/center:43b96725e4]
 
Kiaryn'Veil Duskryn
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2940
Rejestracja: wt lip 01, 2003 11:17 am

pt gru 23, 2005 12:54 am

Lorifarn

Spogl±daj±cy bacznie na "Liska" Lorifarn g³êboko rozwa¿y³ propozycjê, któr± w³a¶nie przysz³o mu us³yszeæ. Jak na razie w umowie nie wymienione zosta³y ¿adne magiczne podró¿e... Jego rozmówca za¶ wydawa³ siê nerwowy. Nerwowo¶æ za¶ ¶wiadczy³a o jego s³abo¶ci, co te¿ z kolei znaczy³o, ¿e ten cz³owiek raczej nie by³ stanie ich dru¿yny wyrolowaæ. B±d¼ te¿ ³atwo mo¿na by³o wyrolowaæ jego...
Jedno jednak wci±¿ niepokoi³o powoli daj±cego siê ju¿ przekonywaæ Vaasañczyka...

- Powiadasz, ¿e wpuszczaj± tam tylko mnichów i niewolnych...? I za kogo niby mamy uchodziæ? Niewolników? No i czy koniecznie musi nam jaki¶ mnich towarzyszyæ? Kim w ogóle s± ci akolici... Jacy¶ magowie?

Ton rycerza by³ szorstki i nieprzyjemny. Nie dba³ jednak o to, czy odstraszy, lub te¿ obrazi chytrego ch³ystka... Rudzielec rzek³, ¿e dziennie wyrusza w groty po kilka wypraw. Je¶li siê nie za³api± na t±, to bêdzie i nastêpna...
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

pt gru 23, 2005 10:50 am

"Lisek" zjeżył się na tak wiele dokładnych pytań w tak niedogodnym miejscu. W dodatku udzielanych odpowiedzi miał dawać obcym zupełnie odkrywając swe karty. Nie było to dobre. Mimo to przyjął warunki i konspiracyjnym szeptem okraszonym nerwowymi zerknięciami na lewo i prawo powiedział:

- Do lochu poszli byście jako ochrona jednej kapłanki. Jako własnie uwolnieni niewolnicy. Takich oddziałów tam błąka się wiele. Zaś kapłankę mam w garści. - na myśl o tym uśmiechnął się nieco i zarumienił na policzkach. Widać dobrze mu się kojarzyło - Ona nas wprowadzi i pomoże przejść straże. To jedyna szansa na dostanie się do środka. No, to albo wycinanie sobie drogi przez zastępy strażników. Więc? Mogę liczyć na waszą pomoc? Razem może ją znajdziemy! Koronę! Bo o nią chodzi. Skoro jej szukacie macie na nią kupca. Ja zaś nie. Razem znajdziemy, podzielimy się nagrodą. Pasuje?

Nerwowość odeszła. Został interes...

[center:46d012ca38]---[/center:46d012ca38]
 
Kiaryn'Veil Duskryn
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2940
Rejestracja: wt lip 01, 2003 11:17 am

pt gru 23, 2005 4:56 pm

Lorifarn

Nastaj±ca po s³owach mê¿czyzny chwila dramatycznej pauzy by³a zwyczajowym elementem tego rodzaju negocjacji. Rycerz za¶ nie zamierza³ zdecydowanie nic w tych konwenansach zmieniaæ. Po paru sekundach milczenia jednak znów przywo³al na sw± twarz ten niepozorny u¶miech, którym obdarza³ ka¿d± osobê, której nie ufa³.

- Jesli nam j± przedstawisz tu i teraz, to bêdziemy mogli uznaæ tê rozmowê za zakoñczon±. Bêdziesz mia³ wówczas mój miecz, mo¶ci...? - Lorifarn spojrza³ siê pytaj±co na rudzielca. Dopiero teraz nadszed³ czas na to, by inne rzeczy zacz±æ nazywaæ po imieniu...
 
CJ111
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 132
Rejestracja: śr wrz 01, 2004 10:56 am

pt gru 23, 2005 6:09 pm

Ivellios

Pó³elf milcz±co przys³uchiwa³ siê wymianie zdañ popijaj±c grzane wino z aromatycznymi przyprawami, które ponoæ by³o specja³em tego miejsca. Ostatnie wydarzenia wywar³y na niego wielki wp³yw - je¿eli wcze¶niej ufa³ tylko g³osowi rozs±dku, to teraz nawet ten wydawa³ mu siê podejrzany. Nieznajomy brzmia³ rozs±dnie, przez co równie¿ by³ podejrzany. Nie wiadomo by³o czy faktycznie zamierza i¶æ z nimi na partnerski uk³ad, czy te¿ tylko chce ich wykorzystaæ do w³asnych celów. Bardziej prawdopodobna by³a druga opcja, ale oni przecie¿ te¿ chcieli go wykorzystaæ. Nie nale¿a³o siê w ¿adnym wypadku spieszyæ z podjêciem decyzji. Ju¿ raz zap³acili za obdarzenie kogo¶ zbyt du¿ym kredytem zaufania.

- Na razie nie mo¿emy jednoznacznie odpowiedzieæ. W dzisiejszych czasach trudno jest komu¶ zaufaæ bezpodstawnie. Mam propozycjê - oddalmy siê w jakie¶ ustronniejsze miejsce, gdzie bêdziesz nam móg³ zaprezentowaæ ca³y twój plan...
 
CHICK-en__
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 583
Rejestracja: sob sie 21, 2004 11:08 am

pt gru 23, 2005 8:27 pm

Raanan

Ci±gle my¶la³ nad rozwi±zaniem sprawy i jak zrobiæ, by to wszystko wysz³o im na dobre, ale nie koniecznie "Liskowi", wed³ug niego najlepiej, by ten powiedzia³ która to kap³anka, a nawet zapozna³ ich z ni±, a potem ¿eby "Lisek" zgin±³ w niewyja¶nionych sytuacjach. Raanan obserwowa³ wszystkich z najwy¿sz± uwag±, widzia³ wszystko bardzo dobrze, widzia³ ju¿ co my¶l± o tym wszystkim towarzysze, a jeszcze lepiej siê o tym przekonywa³ gdy rozmawiali z Liskiem.

- Mo¿e zamówmy pokój, w którym wszystko obgadamy i najparwdopodobniej dojdziemy do porozumienia, wtedy bedziemy mogli zej¶æ tu na dó³ i wypiæ kielich dobrego wina. - Powiedzia³ z zabójczo "szczerym" u¶miechem.
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

ndz gru 25, 2005 10:53 pm

"Lisek" byłby chlubą tych wszystkich, których określa się tym mianem z racji ich niezwykłych zdolności do chytrych wybiegów, sztuczek i kantów. Musiał znać się na oszustwach, bowiem w lot wychwycił fałszywą nutę waszych zapewnień. Albo raczej po prostu nie dał im wiary. Spojrzał na was z lisim uśmiechem i szepnął:

- Nie tak szybko, przyjaciele. Nie ufacie mi? A ja wam? Nie chcecie ze mną iść? Wasza wola. Ja zaś z wami nigdzie nie pójdę by na osobności co obgadywać. Też wam nie ufam. - wesoło strzelił oczyma na boki i zaśmiał się krótko, gardłowo i chrapliwie. - Mam tu kompana, co mnie obserwuje. Jak mi się co stanie, całe Sztolnie o was usłyszą. Zależy wam na rozgłosie?

Wiedział, że wygrał. Chwilę pocieszył się swoim tryumfem po czym powiedział tym samym głosem, cichym i pewnym swego - Bądźcie po zmroku za gospodą. Znajdę was ja, lub mój kompan. To, że ode mnie poznacie jakby co, że zapyta was "Czy wam rozgłos potrzebny". To dobre hasło. Zapamiętacie, hehehehe? No to jak będziecie, pójdziem do lochów. Jak nie, to się rozejrzę za innymi. Tu o nich łatwo, jak się wie jak szukać. Bo to, widzicie, teraz ponoć w modzie leźć ku hudowskim Krwawym Sztolniom, hehehehe. Do wieczorka! - powiedział wstając. Nie ukłonił się, już czuł się zwycięzcą a przegranych się nie żegna...


[center:9e6a4f9429]---[/center:9e6a4f9429]
 
CJ111
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 132
Rejestracja: śr wrz 01, 2004 10:56 am

wt gru 27, 2005 4:05 pm

Ivellios

Pó³elf spojrza³ uwa¿nie na cz³owieka wci±¿ s±cz±c powoli wino. Jego s³owa zaintrygowa³y go. Mimo wszystko by³ przekonany ¿e ten blefuje mówi±c o kompanie. Zreszt±, nawet kompan który doniesie o nich ca³ym Sztolniom nie pomo¿e mu w zbyt du¿ym stopniu. Ivellios ju¿ zamierza³ rzuciæ jak±¶ k±¶liw± uwagê, jednak zaraz ugryz³ siê w jêzyk. Niech siê wygada. Nie wolno ods³aniaæ wszystkich atutów w pierwszym pojedynku. W milczeniu zapatrzy³ siê ku wyj¶ciu rozwa¿aj±c wszystko co us³ysza³. Spotkanie wieczorem mo¿e byæ podstêpem, mimo ¿e ten mê¿czyzna wygl±da³ i brzmia³ szczerze. Nie nale¿a³o takim wierzyæ. Po wyj¶ciu "liska" Ivellios rozejrza³ siê po towarzyszach, po czym zacz±³ szybko formu³owaæ im swój plan:

-My¶lê, ¿e trzeba sprawdziæ co ten kole¶ zamierza. Jeden z nas powinien udaæ siê na to spotkanie, ale tylko jeden i dowiedzieæ siê czego¶ wiêcej. Reszta - jego spojrzenie pad³o na Lorifarne - czeka³aby zas w pogotowiu by nie daæ siê zaskoczyæ kompanowi mê¿czyzny. Je¿eli okoliczno¶ci by³yby sprzyjaj±ce mo¿na sprz±tn±æ mê¿czyznê i wydusiæ z niego informacje. Je¿eli by³yby mniej sprzyjaj±ce mo¿emy z nim i¶æ na ugode, ale przynajmniej nas nie zaskoczy. Co robimy...?
 
Khadgar
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 114
Rejestracja: sob paź 22, 2005 4:29 pm

śr gru 28, 2005 11:51 am

Zaonor

Rudzielec był naprawdę irytujący. Być może blefował, mógł też mówić prawdę, ale mimo wszystko wyobrażał sobie zdecydowanie za wiele. Mylił się jesli sądził, że dzięki swojej mizernej wiedzy moze dyrygować drużyną. ~Niech się nacieszy swoją przewagą, póki może... W końcu wtajemniczy nas w swoje plany, a wtedy nie pomoże mu i stu kompanów.~

Ashenedge przemilczał resztę rozmowy. "Lisek" zbyt łatwo ich zbył, ale z pewnością będzie okazja, żeby mu się odwdzięczyć... Jest przeciez tyle cikawych sposobów zadawania bólu... Co do spotkania wieczorem- Zaonor przejechał językiem po nielicznych ocalałych zębach- wcale nie był ku niemu skory. Specjalnego wyjścia jednak nie było. Musieli sprawdzić wszelkie sposoby odnalezienia Korony, jeśli poważnie myśleli o jej odnalezieniu. Po tym jak upierdliwiec odszedł od ich stołu, szermierz rozluźnił się nieco, spoglądając po gospodzie. W końcu odparł, modulujac głos tak żeby możliwie najskuteczniej zataić swoje seplenienie, na propozycję półelfa:

- Ivellios słusznie prawi. Nie powinniśmy leźć do rudzielca wszyscy. Ktoś go jednak sprawdzić powinien. Proponuję, żeby za gospodę poszły dwie osoby. Dla pewności. Ja mogę iść. Reszta będzie obserwować spotkanie z ukrycia i jeśli trzeba wkroczy do akcji. Jak wszystko pójdzie po naszej myśli, faktycznie możemy się natręta pozbyć. Sądzę jednak, że i on przygotuje sie solidnie do rozmowy z nami...
 
CHICK-en__
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 583
Rejestracja: sob sie 21, 2004 11:08 am

śr gru 28, 2005 5:17 pm

Raanan

Zdenerwowa³ go "Lisek" i niewiele brakowa³o, a wsta³by i rudy zakoñczy³by z no¿em w gardle. Dopiero jego s³owa o towarzysz±cym mu mê¿czy¼nie uspokoi³y Raanana. Mimo wszsytko skrytobójca nie móg³ siê doczekaæ spotkania wieczorem. Chcial porozmawiaæ z jednym z nich w ciemno¶ciach i przekonaæ go do wyjawienia wszystkiego czego wie, a potem Raanan móg³by spokojnie za³atwiæ mê¿czyznê, a potem trafiæ te¿ na "Liska" i pozbawiæ go ¿ycia w jak najokrutniejszy sposób.

- Zgadzam siê. Ja mogê porozmawiaæ z tym lub tym i gdy trzeba bêdzie pozbyæ siê ich to zrobiê to bez mrugniêcia okiem, a oni siê nawet tego nie bêd± spodziewaæ. W koñcu w zabijaniu specjalizujê siê. - Mówi±c to spojrza³ na swoje ostrza i u¶miechn±³ siê tajemniczo z tym u¶miechem kontynuowa³. - My¶lê, ¿e drugi z nich, bêdzie obserwowa³ ca³± rozmowê i do Was bêdzie nale¿a³o by go zdj±æ. Albo dowiedzieæ siê gdzie mieszka drugi i go zabiæ. - za¶mia³ siê nieprzyjemnie dla ucha i patrzy³ w oczy towarzyszy.
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

pt gru 30, 2005 11:56 pm

Po odejściu "Liska" dłuższy czas siedzieliście jeszcze w gospodzie snując plany dotyczące tego jak, czy, po co iść na spotkanie z rudym cwaniaczkiem ze Sztolni. Jednak każdemu z was powoli klarowało się, że jeśli prawdą jest co "Lisek" mówił, bez jego pomocy wkroczenie do podziemnego kompleksu jaskiń mogło graniczyć z cudem. Podsłuchiwane ukradkiem dysputy bywalców zdawały się jednak potwierdzać fakty, które on wam przedstawił. Kilku górników noszących wyraźne ślady odbytej szychty w postaci niedokładnie umytych śladów po sadzy i ziemi wrytej w ich pomarszczoną skórę, przez niemal cały wieczór narzekało na "klechy które wszędzie nos wtykają i zdają się lepiej wiedzieć jak urbku szukać. Jakby to oni na skale się znali!". W ich opowieściach przewijały się też wzmianki o tych patrolach o których wspominał "Lisek". Pijąc piwo od dawna nie smakowane, ani się obejrzeliście jak na dworze zrobiło się ciemno. Zmrok musiał tutaj wybitnie szybko zapadać...
 
Khadgar
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 114
Rejestracja: sob paź 22, 2005 4:29 pm

ndz sty 01, 2006 4:57 pm

A jednak. Kolejne spotkanie z "Liskiem" było nieuniknione. Słysząc narzekania górników, Zaonor zdał sobie sprawę, że jeśli rudzielec mówi prawdę, bez jego pomocy poszukiwania Korony będą maksymalnie utrudnione. Szemrający wokół robotnicy jasno okazywali, że kler stacjonujący w Sztolniach jest czujny. Ashenedge był niemal pewien, że swobodne poruszanie się po kompleksie kopalń będzie niemożliwe, jeśli kapłani będą wykazywać doprawdy dużą ostrozność.
W kuflu piwa było już widać dno, część robotników zaczynałą się zbierać, zaczynało sie już robić ciemno. Szermierz nie był zbyt skory do wychodzenia na dwór, szczególnie, że za drzwiami gospody nie było zbyt przyjemnie, ale poszukiwania Korony wymagały szybkiego podejmowania decyzji i zdecydowania. Trzeba było poświęcić drobne przyjemności. Zaonor dopił złocisty trunek i odezwał się:
-Zaraz musimy się zberać. Czas ostatecznie rozmówić się z rudzielcem. Zbytniego wyboru nie mamy: jeśli mówił prawdę, trzeba będzie przystać na jego propozycję, no, a jeśli kłamał- wypatroszymy jego i ewentualnych jego wspólników i tyle. Tak czy siak- chodźmy. Musimy jeszcze sprawdzić jak wygląda terenza gospodą i ustalić szczegóły naszego planu. Czas nagli.-
Kończąc przemowę, poprawił się na krześle, przyciaśnił pas z bronią i zaczął zbierać swoje tobołki, gotując się do wyjścia.
 
CJ111
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 132
Rejestracja: śr wrz 01, 2004 10:56 am

wt sty 03, 2006 7:15 pm

Ivellios

Pó³elf zamawia³ kolejne trunki raz za razem. Od tak dawna nie pi³ dobrego alkocholu. Pilnowa³ siê jednak by siê nie upiæ, gdy¿ by³oby to niekorzystne w planowanej akcji. Po jego ciele powoli rozlewa³o siê ciep³o i senno¶æ, lecz nie móg³ pozwoliæ by nim zaw³adnê³y. Wszystko musia³o byæ wykonane perfekcyjnie. Wspó³praca z Liskiem by³a jednak niezbêdna. Wygl±da³o na to, ¿e faktycznie zna³ sposób by w¶lizn±æ siê do kopalni, a jego argumenty by³y rozs±dne. Nie wolno jednak by³o mu zaufaæ. Siedz±c w ciep³ej karczmie i planuj±c jak wykiwaæ oponenta Ivellios czu³ siê zadowolony z ¿ycia. By³ w swoim ¿ywiole. Po wielu trudach i ogromnym bólu wreszcie móg³ co¶ zrobiæ. Nie czu³ siê ju¿ szmacian± lalk± miotan± przez wiatr losu. Dzia³a³ i mógl wplyn±æ na ¶wiat. Ivelliosa z zamy¶lenia wyrwa³ Zaonor.

-Tak ... trzeba te¿ ustaliæ kto idzie siê z nim spotkaæ a kto stoi w rezerwach... Uwa¿am ¿e powinienem pój¶æ ja i L ... Reno. My¶lê, ¿e damy sobie radê z wiêkszo¶ci± niebezpieczeñstw na czas wystarczaj±co d³ugi by reszta przysz³a nam z pomoc±... - mêzczyzna popatrzy³ uwa¿nie po reszcie czekaj±c na odpowied¼.
 
CHICK-en__
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 583
Rejestracja: sob sie 21, 2004 11:08 am

wt sty 03, 2006 8:47 pm

Raanan

Wiedzia³, ¿e bez "Liska" nie uda im siê odnale¼æ dok³adnego miejsca w którym znajdowa³y siê artefakty, których Raanan tak bardzo po¿±da³. Siedzia³ pij±c wino i ci±gle co¶ ¿uj±c. Milcza³. Wzrok mia³ nieobecny. Kto¶, kto teraz spojrza³ w jego oczy nie widzia³ nic poza czerni±. Wygl±da³o to bardzo dziwnie.
Po kilku chwilach potrz±sn±³ lekko g³ow±, oczy wygl±da³y ju¿ tak samo, a na jego ustach znów zago¶ci³ tajemniczy u¶miech. Rozejrza³ siê po ca³ej gospodzie i widz±c ciesz±cych siê, zapewne z nadmiaru alkoholu, a nie rado¶ci ¿ycia i powoli opuszczaj±cych górników gospodê. Dopi³ do koñca swoje zamówione wino i wys³ucha³ propozycji reszty.

- Dobrze. Zgodzê siê z Tob± Ivelliosie. Ja mogê zaczaiæ siê gdzie¶ w mroku i zdj±æ kogo trzeba i kiedy trzeba. Nie podoba mi siê ten kole¶, trza go wyeliminowaæ gdy siê wszystkiego dowiemy, i trzeba siê dowiedzieæ gdzie ten rudy mieszka. To mo¿e nam pomóc.- Zakoñczy³ swoj± wypowied¼ i spojrza³ na Ivelliosa i Zaonora, którzy brali czynny udzia³ w dyskusji.
 
Khadgar
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 114
Rejestracja: sob paź 22, 2005 4:29 pm

wt sty 03, 2006 11:04 pm

Zaonor

Podczas gdy jego kompani rozprawiali o dalszych planach, szermierz całkiem już przygotował się do drogi. Wstał i przeciągnął się, rozprostowując mięśnie. Zdawał sobie sprawę, że ich sprawność może być mu już niedługo potrzebna. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz miał się na kogoś zaczaić i pewnie przy okazji pozbawić życia. Tym razem potencjalnym celem był "Lisek". Cóż trudno, jego problem. Zaonor nie podzielał podekscytowania swoich kompanów. Dla niego nadchodzące godziny miały być po prostu rzemiosłem.
-Mi tam wszystko jedno czy będę z Liskiem gadał czy na niego dybał. Byleybyśmy sami w zasadzkę nie wpadli i dobrze się za gospodą przyczaili- połowa sukcesu. Wtedy nie bój nic Raananie, wyduśmy z niego wszystko i zabijemy kogo trza.-
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

pt sty 06, 2006 12:15 am

Dyskusje trwały by pewnie długo jeszcze, gdyby nie to, że w gospodzie zapanowała nagła cisza. Cisza, która jak miecz, przecięła gwar zmęczonych głosów lokalnych rzemieślników, robotników i czeladzi. Przez tłum jaki teraz już panował w gospodzie, trudno było dostrzec co spowodowało tak nagłą reakcję zebranych w karczmie, lecz fakt pozostawał faktem. Jeszcze gdzieś ktoś gaworzył chwilę nieświadom otaczającej go ciszy, jeszcze gdzieś ktoś śmiał się do rozpuku nieświadom pogłosu jaki tym śmiechem sprawia. Jednak w końcu cisza zawładnęła całą gospodą a wy poczuliście jakieś dziwne przeświadczenie, że cisza ta nie wróży nic dobrego. Nie wam.

Mieliście rację. W tworzącym się powoli szpalerze, który oznajmiały przesuwające się ciała, ławy, stoły ukazało wam się kilku zbrojnych o mordach zbirów spod ciemnej gwiazdy. Poznaczonych bliznami, niegolonych, brudnych. Zbirów, którzy uzbrojeni po zęby, odziani w kolczugi i kirysy, szli chrzęszcząc bronią przez ustępującą im ciżbę. Aż naraz ich oczy, oczy ludzi nawykłych do przemocy i mordów, utkwiły w was spokojnie oceniając wasz ekwipunek, wyposażenie, postawę. Dopiero po chwili, niewysoki, idący na przedzie posiadacz sumiastych wąsów i zielonego kubraka, kładąc dłoń na rękojeści miecza wiszącego mu w jaszczurze przy pasie, odezwał się cichym głosem, który jednak doskonale był słyszalny w ciszy jaka zapanowała w gopodzie.

- Obcy? W Hudov? Skąd?

Nie pytał by uzyskać odpowiedź. Raczej po to, bo zagaić. Jego oczy zaś nieustannie szukały. Okazji. Podobnie jak czterech jego kompanów...

[center:50db25acd9]----[/center:50db25acd9]
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

pt sty 06, 2006 11:08 pm

Bywalcy gospody opowiadali sobie o tym opowieści przeróżne przez kolejne tygodnie, aż w końcu bitka i rozróba pomiędzy obcymi, którzy do Krwawych Sztolni przybyli niedawno a Oddziałem Łapaczy przeszła do historii zasypana nowinkami ze świata. Jednak kiedy historia ta była jeszcze na ustach wszystkich mówiono różnie. Byli tacy, którzy wspominali coś o tym, że sami obcy wywołali bitkę dufni w swe siły i możliwości. Inni mówili, że był to wypadek. Wszyscy jednak byli zgodni, że pojedynek Serencja z tym nieznajomym, który samym swoim wyglądem wzbudzał grozę otoczony jaką ciemnością, nadawał się na pokazy najznamienitszych mistrzów szermierki. Pozostali kompani obcego rycerza niemal w kilku złożeniach zostali ścięci i powaleni, lecz nie on. Jednak i arcymistrz dupa kiedy chłopa kupa. Prawda ta stara jak świat, sprawdziła się i tym razem. Choć sam Serencjo wołał do kompanów by nie wtrącali się w bój, to jednak okazało się, że jego druhowie, Łapacze, inne mięli plany. Miecz wbity w krzyże wirującego nieznajomego rycerza spowolnił jego wirowanie. Cios Serencja w związku z tym trafił. Ba, trafił paskudnie tnąc przez szyję i policzek. Otoczony całunem krwi nieznajomy rycerz ostatni padł na klepisko. Jednak choć on umarł, o walce tej długo jeszcze głośno było w gospodzie. Aż kiedyś inny temat zajął miejsce krwawej jatki, którą tego dnia Łapacze uczynili obcym. Z czasem tylko wyrżnięte uderzeniami broni zęby i rysy na drewnianych ławach i podporach powały świadczyć miały o tym co tu się stało. One pamiętały…





Proszę BG o niepostowanie i kontakt na GG


[center:3421199da8]--[/center:3421199da8]
  • 1
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości