Zrodzony z fantastyki

 
Angelvoice
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 34
Rejestracja: pt maja 25, 2012 12:15 pm

Re: Czy stolarstwo popłaca?

wt sie 27, 2013 2:30 pm

Pięknie sie to czyta ale z rzeczywistością nie ma to wiele wspólnego..Zalożenie własnego interesu nie jet takie proste, nawet przy najlepszych intencjach, dobrym pomyśle i umiejątnosciach. Naprawde popatrz sobie po renomowanych markach als hammer, scm, rema itk ile to kosztuje a Polska nie jest krajem ulatwiającym start..
 
slavko.w
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 14
Rejestracja: czw lip 11, 2013 5:09 pm

Czy stolarstwo popłaca?

wt sie 27, 2013 3:45 pm

Oczywistą oczywistością jest to, że rzemieślnik aby mieć sensowne z tego profity musi być dobry w swoim fachu.
Chociaż czasami na bezrybiu... i partacz robotę znajdzie. A dlaczego?
Mamy nadal w kraju nadprodukcję humanistów wszelkiego typu, mimo, że ze znalezieniem pracy mają problem. Wiadomo każdy chce pracować w "czystym" za biureczkiem. Tylko jakość ich kształcenia i bzdury, które potem opowiadają daje im marne szanse na zaistnienie gdziekolwiek. Nie generalizuje, bo zdarzają się tacy co i z logiką nie mają problemu i podstawy nauk ścisłych rozumieją na tyle, aby w równaniu z dwoma możliwymi rozwiązaniami nie szukać trzeciego tzw. kompromisu :razz: .
Aby nie było, że jestem jakimś inżynierem co to się wiecznie nabija z humanistów - studia skończyłem humanistyczne, ale inny zawód też zdobyłem kończąc wcześniej technikum.
Przydał się wielokrotnie w rożnych sytuacjach. Żaden pajac z marketingu nie może mi bezkarnie opowiadać głupot o produkcie, a ja nie muszę powielać jego radosnej twórczości u klientów robiąc z siebie idiotę - co widuję często wśród innych handlowców. Wiedza techniczna, a właściwie zastosowanie nauk ścisłych w życiu codziennym pod postacią różnych ludzkich wynalazków jest nauczana w większości techników na tyle dobrze aby znać podstawy działania większości zdobyczy techniki. Wiadomo, nie czyni to człowieka ekspertem, ale najważniejsze są solidne podstawy. Co ciekawe z mojej obserwacji - na studiach ludzie po technikach nie mieli raczej problemu z zaliczeniem logiki na pierwszym roku czego nie mogę powiedzieć o wielu absolwentach liceów (nawet renomowanych).
W swoim zawodzie technicznym pracowałem tylko raz, gdy nie było żadnych ciekawych propozycji w handlu, ale aby było śmiesznie pracę dostałem dopiero, gdy z CV wysyłanego do pracodawców tej branży wykasowałem informację o wyższym wykształceniu humanistycznym - kompleksy u potencjalnego szefa czy co?? czy założenie że jak mgr to fizycznie nie umie pracować??


Osobiście uważam, że konkretny fach w ręku zawsze przyda się na ciężkie czasy, a i w lekkich popłaca. Podobne podejście ma Wojciech Cejrowski, który jest cieślą i stolarzem, mimo, że nie ze wszystkim się z nim zgadzam - z tym zgadzam się jak najbardziej.
 
Awatar użytkownika
earl
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 9046
Rejestracja: śr mar 21, 2007 4:10 pm

Czy stolarstwo popłaca?

śr sie 28, 2013 6:51 pm

Często bywa taka sytuacja, że magistrzy muszą fizycznie pracować, bo innej pracy nie dostaną. Ja podczas studiów pracowałem w hipermarkecie a po studiach przez prawie pół roku w fast foodzie i nie uważam, że mi spadła korona z głowy. Przeciwnie, taka fizyczna praca pozwala na większe zrozumienie osób, które muszą harować przez 8-10 godzin na budowach czy w handlu, zarabiając często niewiele więcej niż najniższa krajowa.
 
Awatar użytkownika
polterka
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 108
Rejestracja: czw maja 24, 2012 2:41 pm

Czy stolarstwo popłaca?

pn wrz 02, 2013 4:28 pm

.... Polska nie jest krajem ulatwiającym start..,gdzie Ty żyjesz? ,są trudności,ale one są po to,aby je pokonywać. Nic samo w ręce nie wpada,trzeba troszkę się nagłowić i polatać po Urzędach.Zresztą ja tak tego nie widzę, bo i dla chcącego nie ma nic trudnego i nawet gdy ktoś jest wypraszany drzwiami, wchodzi oknem, bo chce załatwić sprawę z którą przyszedł do danego Urządu. Nie jest powiedziane, że w Urządach nie da się niczego załatwić, w tej chwili są unijne dotacje dla chcących otworzyć własny biznes, są kredyty, a jeśli tylko ktoś bardzo chce, zależy mu na jako takiej egzystencji,to żadne utrudnienia nie są dla niego przeszkodą. Zwłaszcza jeśli ktoś ma na utrzymaniu calą rodzinę, a jest jej jedynym żywicielem. A jeszcze jak ktoś jest dobrym fachowcem,np wcześniej pracował u kogoś,ale teraz doszedł do wniosku, że koniec z wyzyskiem i sam otwiera swój Zakład np stolarski bo o nim mowa. A Hammer jest dla hobbistów i takich znam, mieli problemy, ale udało im się stworzyć własny biznes,a w tej chwili już mają zamiar rozszerzyć zakres swoich usług i będą kupowali z tej firmy inne maszyny i urządzenia. Bo.... chcieli, pokazali i zrobili. Nie wystraszyli się kłód rzucanych im pod nogi.W tej chwili zatrudniają wielu pracowników, a o to dzisiaj chodzi,aby bezrobocie zaczęło spadać.
 
slavko.w
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 14
Rejestracja: czw lip 11, 2013 5:09 pm

Czy stolarstwo popłaca?

pn wrz 02, 2013 8:55 pm

Polterko dla ludzi wywalanych drzwiami a wracających oknem nie ma trudnych warunków w żadnym państwie, tyle, że takich jest mniejszość w każdym społeczeństwie. W Polsce mamy i tak duży procent prywatnych przedsiębiorców jak na warunki europejskie, ale faktem jest, iż polskie państwo drobnemu biznesowi nie sprzyja.

Unijne dotacje i kredyty, a nawet programy z urzędu pracy mają ograniczony zasięg tylko do pewnej grupy biorców. Po pierwsze zazwyczaj trzeba mieć jakiś wkład własny, a po drugie własne środki np. na opłatę ZUS'u, czy czynszu w wynajętym lokalu przynajmniej na start, ponieważ tego dotacje nie obejmują. Tak więc mając umiejętności dobry pomysł i dwie chętne do pracy ręce możemy nie mieć z powodu trudnej sytuacji materialnej żadnej możliwości rozpoczęcia własnej działalności.

Podam Ci prosty życiowy przykład z zeszłego roku dotyczący mojego znajomego. Facet stracił pracę przez co przestał spłacać dwa w sumie niewielkie kredyty konsumpcyjne. razem było tego około 10 000 złotych. Do tej pory zarabiał na tyle dobrze, że raty nie były dużym obciążeniem i reszta zarobków wraz z pensją żony mającej jak to niestety u nas w Polsce duża ilość pań najniższą krajową. Kredyty były na zagospodarowanie, bo niedawno wzięli ślub i urodziło im się dziecko więc parę gratów do mieszkania było potrzebne. Pracę stracił nagle za "porozumieniem" stron (okoliczności były podobne do "kup Pan cegłę w ciemnej ulicy") i wilczym biletem od pracodawcy, przez co w dotychczasowym zawodzie w swoim mieście pracy już dostać nie mógł, tzn. parę razy dostał pracę, ale nigdy nie przetrwał w niej nawet dwóch tygodni, wystarczy, że poprzedni pracodawca (ten od cegły) dowiadywał się, gdzie pracuje i nagle kończono z nim współpracę - tak się może skończyć walka o swoje prawa w obecnej sytuacji rynkowej - można "odstrzelić" człowieka dla przykładu, aby inni nie fikali o to co im się słusznie należy. Fakt facet spanikował i zgodził się na to "porozumienie" stron, gdyby tego nie zrobił sąd pracy miałby używanie na pracodawcy - ale nie mnie sądzić - "świeżo upieczeni tatusiowie" niekoniecznie myślą racjonalnie (wiem z autopsji).
W międzyczasie kiedy on próbował znaleźć pracę niespłacane kredyty wywołały temat komornika. Zabrać im nie miał zbytnio co, żonie na pensję nie mógł wejść, bo zarabia za mało na przeżycie w trzy osoby, ale dług rośnie, a oni wegetują dzięki pomocy jego ciężko chorych rodziców emerytów. Znajomy stara się jak może, nosi na czarno ulotki, sprząta ogródki, odśnieża... Wcześniej starał się to robić na umowy śmieciowe, ale przez to nie stawał się już długotrwale bezrobotnym i żadna sensowna pomoc z urzędu mu się nie należała - teraz nie robi tego błędu i każda praca jest na czarno - wiadomo ryzyko, że nie zapłacą jest duże, ale jakoś tam wegetują z miesiąca na miesiąc.
Pod koniec zeszłego roku jakoś we wrześniu był już bezrobotnym na tyle długo, że jako długotrwale bezrobotny mógł starać się o dotację z urzędu pracy. Miał już od dawna pomysł na własną działalność i to nie jak to zwykle bywa w formie małego sklepu, któremu w obecnych warunkach sukcesu nie wróżę, ale konkretnej usługi, na którą jest zapotrzebowanie w moim mieście do dzisiaj.
Pobiegł więc uskrzydlony najpierw na spotkanie informacyjne, potem na konsultacje z doradcą personalnym, który uznał pomysł za bardzo dobry i rokujący sukces. W tym czasie dawali około 20 tysięcy złotych dotacji (dokładnie nie pamiętam) jemu wystarczyłoby połowa na potrzebny sprzęt, ale z tego co mówił mu doradca, najlepiej wykorzystać całość, bo lepiej na to patrzą opiniujący wnioski (ciekawe dlaczego???) - tak więc potrzebny sprzęt miałby bardziej jak wypasiony. Lokal w dobrym miejscu miałby zapewniony w garażu rodziców, więc kwestia czynszu byłaby nieistotna, musiałby na początek zarobić na obniżony dla początkujących ZUS i przedszkole dla dziecka (jako bezrobotny jest pełnowymiarową opiekunką swojego dziecka, bo tak jest taniej) więc perspektywy były kuszące. Dziwiło go wprawdzie, że we wrześniu urząd pracy ma zaledwie wykorzystane ledwie trochę ponad połowę kwoty przeznaczonej na dotacje na dany rok, ale cieszył się, ponieważ wcześniej myślał, że będzie musiał czekać do stycznia na zapisy w kolejnym roku. Przecież na zdrowy rozum w regionie o takim bezrobociu kwota ta powinna być już wspomnieniem w kwietniu, najpóźniej maju (tylko dlatego, że dopiero na końcu marca zazwyczaj wiadomo dopiero jaka to kwota). Bardzo szybko się wyjaśniło, dlaczego te pieniądze jeszcze są.
Pierwszym problemem okazał się nakaz komorniczy, ale z kolei komornik okazał się sensownym facetem i był gotów iść na ugodę w kwestii rat, tak aby znajomy mógł spokojnie spłacać mu zadłużenie i nie martwić się, że przyjdzie i zajmie mu dopiero co kupiony za pieniądze z dotacji sprzęt. Urząd pracy chciał mieć to od komornika na piśmie i ten nie widział w tym, żadnego problemu. Byłoby jednak zbyt pięknie okazało się, że nie jest w stanie zdobyć wymaganego zabezpieczenia, czyli kwoty równej dotacji, która powinna być zdeponowana w banku przez dwa lata, które musi prowadzić działalność, aby dotacja była bezzwrotna. Innym wyjściem jest znalezienie minimum dwóch żyrantów z których żaden nie może być współmałżonkiem. Emerytury jego rodziców razem wzięte nie były wystarczająco duże, a żona nie mogła się do tej puli dołożyć (razem by wystarczyło) - innych kandydatów na żyrantów nie znalazł.

Tak legł w gruzach cały plan, okazało się, że nasze wysoce rozgarnięte państwo nie może zaryzykować 20 tysięcy złotych, aby człowiek wyprostował sobie życie. Gość jest honorowy, nie żebra, nie korzysta z opieki społecznej, stara się utrzymać rodzinę. Może jednak powinien ustawić się w ogonku po zapomogę, narobić więcej dzieci, aby mu z tego tytułu profity wzrosły itd. (wiem, że chciałby więcej dzieci, ale chciałby móc je najpierw sam utrzymać). Z drugiej strony patrząc widziałem już wiele "biznesów" założonych za pieniądze z dotacji, które zamykają się po obowiązkowych dwóch latach. Na to państwu pieniędzy nie szkoda, bo "biznesmeni" maja wystarczające zabezpieczenie. Jestem handlowcem i mam orientację jaka jest potrzebna kwota, aby założyć sklep, który będzie wstanie się utrzymać. Musi być dobrze wyposażony i zaopatrzony, a na kredyt kupiecki można dostać niewiele i szybko trzeba to regulować w terminie, bo hurtownia założy bloka i po zawodach, nie masz towaru w odpowiednim wyborze to nie masz klientów, a towar w swojej przeważającej części długo leży na półce za nim się sprzeda - szybko rotuje tylko jego niewielka część. Jeżeli ktoś w obecnych warunkach chce założyć nawet malutki osiedlowy sklepik mając 20 tysięcy z urzędu plus trochę swojego grosza to musi być wariatem, to nie są radosne lata 90-te, gdzie się startowało na leżaku. Z tego co się orientuję większość akceptowanych wniosków dotyczy właśnie takich "inwestycji". Na taką głupotę jednak nikomu pieniędzy nie żal.

Znajomek poradził sobie inaczej, poszedł na staż, było trochę zabawy, aby znalazł odpowiednią firmę, bo stażyści kojarzą się raczej z młodzieńcami świeżo po szkole szukającymi pierwszej pracy, a nie trzydziestoparoletnimi panami, ale znalazł. Gwarantowane ma więc 6 miesięcy stażu (około 900 zł netto stypendium), po czym 7 miesięcy gwarantowanego zatrudnienia za najniższą krajową. Z pierwszego komornik nic mu nie może zabrać, a z najniższej krajowej później niewiele. Więc ma opcję na następne 13 miesięcy, potem jeśli pracodawca pozna się na nim, może dostanie pracę na dłużej (a pracownikiem był zawsze dobrym tylko mówił za dużo z czego już się chyba wyleczył).
Może też być tak, że po okresie w którym firma musi go trzymać, zwolnią go i wezmą następnego stażystę - znam takie firmy, jest ich całkiem dużo.


Uważam, że w tym kraju nie ma żadnego sensownego systemu wyciągania ludzi z biedy, pomoc jest potrzebna najbardziej tym, których nie stać na kredyty i dotację na obecnych warunkach.
Można by napisać książkę o głupotach w naszym państwie "ułatwiającym" życie chcącym coś zmienić, przykłady można mnożyć: zaczynając od upadłości konsumenckiej, która w formie istniejącej obecnie jest nie do zastosowania dla większości ludzi próbujących zacząć od zera; przez fakt, że komornik tylko w wypadku umowy o pracę nie może zabrać całego zarobku - przy umowach zlecenie, o dzieło itd, a także przy okazji własnej działalności może zabrać wszystko nie zostawiając żadnych środków na przeżycie; po chociażby takie bzdury jak fakt, że aby dostać miejsce dla dziecka w państwowym przedszkolu oboje rodziców jeśli są małżonkami muszą pracować - inaczej klapa, tak więc bezrobotny nie umieści dziecka w przedszkolu, aby mógł chodzić na kursy zawodowe, nosić po firmach CV itd. - ale wystarczy szybki fikcyjny rozwodzik i jako samotna matka czy ojciec można dostać miejsce w pierwszej kolejności, albo w razie kursu czy stażu urząd pracy zrefunduje koszty opieki nad dzieckiem itd., a mieszkać razem i kochać się jakby nigdy nic można dalej, przecież małżeństwo jako takie jest już coraz mniej potrzebne :razz:

Czasami sam nie wiem czy to wszystko powyżej jest smutne czy raczej tak zabawne, że aż żałosne...
 
Awatar użytkownika
polterka
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 108
Rejestracja: czw maja 24, 2012 2:41 pm

Czy stolarstwo popłaca?

śr wrz 04, 2013 10:53 am

Wiesz, Twój wywód zawiera wiele prawdy, zgadzam się z tym, ale musisz zauważyć, że kto raz się podda,zrezygnuje z raz obranej drogi, wpadnie w tzw "dół" i trudno będzie mu się z tego wydostać. Jeśli ma się jakieś marzenia trzeba je realizować, a zwłaszcza dzisiaj, kiedy jest tak duże bezrobocie, jeśli sami nie zaczniemy się starać ,nikt za nas tego nie zrobi. A co do wspomnianego przeze mnie Warsztatu Stolarskiego - bywa, że tacy fachowcy otwierając swój biznes, bądź chcąc otworzyć, przeważnie mają swój własny lokal,nie muszą się starać o wynajem, a stolarstwo znowu nie jest taką drobną działalnością, bo same urządzenia i maszyny ile już kosztują. A o kredyty dzisiaj trudno nie jest. Zresztą jest powiedzenie... kto nie ryzykuje,szampana nie pije... jednemu się uda i wychodzi na swoje,inny plajtuje,a najglorsze jest to,że nie ma z czego spłacać zaciągniętego kredytu. Bywa, bo jak znamy życie tak się zdarza często i wcale nie jest powiedziane, że to się zmieni na lepsze. Ale próbować zawsze warto. A dobry fachowiec zrobi wszystko,aby dopiąć swego,bo wie,że jednak te kredyty i zaciągnięte wszędzie pożyczki należy zwracać. Nie mówiąc o utrzymaniu rodziny,bo przeważnie każdy ją ma.
 
Folajski
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik
Posty: 2
Rejestracja: śr mar 04, 2015 12:11 pm

Re: Czy stolarstwo popłaca?

ndz wrz 27, 2015 8:46 pm

Pewnie, że tak. Rzemieślnicy są w cenie. Ze mnie znajomi się śmiali, że chciałem zostać ogrodnikiem.

Bez ukrytej reklamy proszę.
Kamulec
Ostatnio zmieniony pt paź 02, 2015 11:27 pm przez Kamulec, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
earl
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 9046
Rejestracja: śr mar 21, 2007 4:10 pm

Czy stolarstwo popłaca?

wt wrz 29, 2015 4:30 pm

Rzemiosło zawsze popłacało i popłacać będzie, kiedyś - jako jeden z głównych działów wytwórczości, obecnie zazwyczaj jako dział usług.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości