Zrodzony z fantastyki

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 8
 
Awatar użytkownika
Garnek
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1469
Rejestracja: wt maja 13, 2003 3:32 pm

pt cze 25, 2004 12:23 am

Malkav pisze:
Mam takie pytanie. Czy istnieja golemiczne konczyny, ktore moga zastapić naturalna? Czy np człek, który stracil całą rekę, po odpowiedniej operacji otrzymalby nowa, golemiczna.

Jak powiedział Silencer - raczej nie zdaje to rezultatu. Zbyt wiele kosztuje to organizm. Ale oczywiście są wyjątki. Są szaleni naukowcy, którzy nie cofną się przed niczym i którym nie przeszkadza np. że pacjent musi nosić na plecach kocioł parowy.
Są też legendy o pół-boskich kowalach, którzy np. wykuli komuś rękę ze srebra elfów i ożywili ją magią. Czyli - szanse są większe niż w naszym świecie. Ot tak w sam raz na (techno)artefakt albo kampanię.
Malkav pisze:
Sprawa druga. Rodzaje behemotow. Ile maja konczyn i jakie maja wymiary.

Behemoty to pokrewny temat golemom. Nikt nie buntuje się przeciw golemom. A przecież stworzenie automatu, który naśladowałby ludzki sposób poruszania się, nie ciągnąłby za sobą elektrowni i do tego miałby coś na kształt szczątkowej inteligencji jest w naszym świecie tak samo kosztowne i niewykonalne, co stworzenie olbrzymiej stalowej kroczącej maszyny bojowej. Ale behemot większy, to łatwiej zauwazyć, że coś nie gra ;-)
Na szczęście Wolsung jest światem magicznym. A tam, jeśli jest sprawdzona i doskonalona od stuleci technologia tworzenia golemów, to stworzenie większego golema (stabilniejszego, bo ma 2 nogi więcej) wsadzenie mu na plecy dużej strzelby a do środka małego wojaka Scheykssonna z nożem w zębach jest tylko kwestią czasu :-)
Porównajmy np. z poronionymi pomysłami, jakie wojsko wdrażało pod koniec XIXw - statki tak ciężkie że ledwie pływały, z tak wiekimi działami, że nigdy nie udało się wyprodukować odpowiedniej ilości na prawdę działających pocisków i w efekcie statki stały w portach i czekały na uzbrojenie. A do tego Anglicy ukradli plany Włochom i zaczęli produkować własne wersje :-)
Behemoty mają swoje wady, ale same łapią równowagę, magia golemiczna wspomaga mechanizmy kończyn, sa w stanie na krótką metę poradzić sobie bez pilota. A poza tym - pamiętacie Gwiezdne Wojny, albo Mumakile w Władcy Pierścieni? To wiecie o czym mówię :-)

Behemoty mają zazwyczaj 4 nogi, w kłębie do 3m i mieści się w nich kilku małych żołnierzy albo ciut mniej większych.

Malkav pisze:
Sprawa 3. Motory, czy poziom tech pozwala na ich stworzenie ?

W sensie motocykle? Są ale w starej wersji, z olbrzymimi silnikami parowymi, z rurami przypominającymi kominy itd. Takie junaki z czasów magii pary. Choć wielu widzi w przed mimi przyszłość. Ale wielu widzi też przyszłość w żyromobilach czyli paromobilach jednośladowych - normalnych, czteroosobowych, tylko z jednym kołem z przodu i jednym z tyłu i stabilizyującym żyroskopem.
Tak. Takie konstrukcje istniały też w naszym świecie i na prawdę byli ludzie, którzy wierzyli że będą przyszłością motoryzacji :-)
 
Awatar użytkownika
Malkav
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 539
Rejestracja: wt lis 04, 2003 9:30 pm

pt cze 25, 2004 9:26 am

Skoro w antycznej grecji i rzymie mieli miotacze ognia, to chyba i my je moglibysmy je miec :wink: W koncu oni tez nie znali sposobu na parafinacje ropy, ale broń z tego robili.
 
pancake_pl
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 216
Rejestracja: sob lis 08, 2003 10:52 am

Gadżety

pt cze 25, 2004 9:50 am

Malkav pisze:
Sprawa 3. Motory, czy poziom tech pozwala na ich stworzenie ?


EDIT - nie widziałem postu Garnka, ale trudno sie mówi :) Poza tym w zasadzie wszystko poniżej zgadza się z tym co mówi...

Może tak:

Rowery są raczej niestabilne, jeżeli nie wie się, że należy się na nich poruszać, aby się nie przewróciły. Tak się składa, że wynalazca roweru nie miał o tym pojęcia, a jednocześnie był magiem (od czarostwa). Dla niego jedynym rozwiązaniem była więc stabilizacja roweru przez dwa żywiołaki powietrza utrzymujące go w pionie. Ponieważ nie każdy posiada umiejętność utrzymania ich w ryzach rowery stały się domeną magów - jeżeli ktoś poruszał się na pojeździe dwukołowym to musiał naturalnie być magiem. O dziwo rowery wyglądały prawie tak jak nasze i jak najbardziej byłyby w stanie jechać same, ale nikt nie miał o tym pojęcia i nawet nie próbował - w końcu lepiej nie narażać się magom.
Nastały czasy Nowej Magii i silnika parowego. Gdy już od dawna działał on skutecznie w paromobilach ktoś pomyślał o zmniejszeniu go i wstawieniu do roweru - w końcu po co magowie mają machać pedałami, jeżeli kolejny żywiołak może to czynić za nich. Do dwukołowego pojazdu dodano więc niewielki (ale i tak spory) silnik parowy i odpowiednie dla niego ujścia pary, przewody paliwowe itp. Niestety okazało się to zbyt ciężkie dla dwóch żywiołaków i musiano zwiększyć ich ilość do 4 a w niektórych przypadkach nawet 6. Niewielu magów było w stanie opanować tyle tych stworzeń, wymyślono więc sposób zastępczy - żywiołaki zamknięto w specjalnych cylindrach zaopatrzonych w dysze pionowe i poziome (połączone z ujściem pary). Tym sposobem powstała dość masywna, stalowa konstrukcja (Harley Davidson :) ), umożliwiająca poruszanie się każdemu, nie tylko magowi.
I w tym momencie do konstruktorów przyszła wojna. Początkowo o motorach zapomniano - były jak na razie tylko ciekawostką - ale potem ktoś wpadł na mądry pomysł używania ich do przekazywania wiadomości wzdłuż okopów (ktoś już o tym pisał w tym wątku), gdzie nie jest wymagana szybkość ale wysoka zwrotność i raczej nieduży rozmiar. Prototyp motoru spełniał te wymagania i wkrótce został zaadoptowany do służby wojskowej. Z czasem pojawiły się także szybsze wersje powierzchniowe, a pewien pułkownik rozważał nawet użycie tej wysoce manewrowej maszyny do szturmów na behemoty.
Jednak wojna skończyła się, a o motorach ponownie zapomniano (czy też raczej schowano do magazynów). Do czasu aż pewien młody wynalazca znalazł porzuconą i półsprawną maszynę na dawnym polu bitwy, odbudował i ulepszył ją, pokazał przyjaciołom zachęcając ich do budowy własnych, a pewnego dnia wyjechał na ulice Orseaux wzbudzając sensację. Obecnie istnieje około 300 sprawnych cywilnych motocykli w samej tylko Akwitanii i kolejne 100 w reszcie Wanadii, kilka firm rozważa seryjną produkcję tych machin, a w niedługim czasie odbędą się pierwsze wyścigi pojazdów dwukołowych (coś dla LC)
 
Awatar użytkownika
Garnek
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1469
Rejestracja: wt maja 13, 2003 3:32 pm

sob cze 26, 2004 4:30 pm

Miotacze ognia - da się. Zwłaszcza te opisane powyżej.

Motory - pomysł z żywiołami powietrza z deczka karkołomny. Ktoś musiał zauważyć, że jak koła się kręcą, to pojazd się sam stabilizuje. Przecież każdy widział tekiego chłopczyka w ubranku marynarskim, który toczy przed sobą obręcz patykiem. :-) Ale z drobnym poprawkami, ta historia jest OK.

Behemoty - powoli sobie klarujemy czym się to je :-)

I jeszcze parę uwag z naszych wewnętrznych dyskusji na mailu:

"Co do hiperdział, to zarezerwowaliśmy je dla pociągów. Thor, którego widać na zdjęciu, to było raczej kuriozum, choć w sumie działało. Najważniejsze jest to, że taka kolubryna waży mnóstwo, i o ile gąsienicowe podwozie może z tym pełznąć z prędkością 10 km/h, to behemot miałby problem z tak prostego względu, że zapadałby się w ziemię - problem nacisku jednostkowego na podłoże! Zwracam uwagę, że Thor na zdjęciu ma podwozie dwa razy więcej kół nośnych niż przeciętny czołg, żeby i na tym podwoziu się nie zapadał i nie połamał. Dalej: Zeby z tego strzelać, musiałby klapnąć - na stojaka odrzut połamałby mu golenie. Jakby z kolei klapnął, to musiałby podnieść jakieś 100 ton na tych zapadających się w grunt nóziach.

Choćbyśmy nie wiem ile magii upakowali w behemota, to nie może on dżwigać "kilku dział p-lot" i jeszcze pełnić podstawowe funkcje w walce naziemnej. Przeszkodą jest MASA takiego potwora. A przecież nie będziemy do niego przyczepiać baloników z żywiołakami powietrza. Najcięższe czołgi WW2 miały 70 ton i mogły przekraczać rzeki tylko po mostach kolejowych! A miały tylko jedno działo i jedną wieżę oraz pancerz maksymalnie 250 mm. Kolejny problem, to pomieszczenie ludzi do obsługi całego tego kramu - trzeba zwiększyć wymiary, a co za tym idzie - masę, itd. itp.

Natomiast taki behemot może być rzeczywiście skuteczniejszy w walce z
zombikami. Zwróciłem uwagę na nieznaczny, acz ciekawy szczególik - otóż ciało ludzkie może przecież zatrzymać czołg! Jeśli dostanie się w układ jezdny - tzn. między gąsienice a koła, to napęd czołgu może tego nie przemielić. A dla zombikowych kamikaze taka sztuka to jak móżdżek
niemowlaka. Na unieruchomiony czołg łatwo się wdrapać, i w rezultacie
unieszkodliwić. A wdrapanie się na behemota już takie proste nie jest! Niby detale, ale przemawiają na korzyść behemotów! :-) "

A teraz bardzo konstruktywnie. Historia behemotów opracowana przez Pane le Nova de Cosi:

"Geneza powstania:
W czasie Rewolucji Akwitańskiej bawencki wynalazca, gnom Petro la Buess, opracował projekt golemicznego konia pociągowego dla artylerii. Miał on być dysponować siłą czterech koni oraz, rzecz jasna, nie wymagać obroku. Projekt zyskał pewne zainteresowanie, lecz w rewolucyjnym zamęcie niemożliwe było wygospodarowanie sił i środków na rzetelne nad nim prace. Sam la Buess, zaangażowany w działalność polityczną, niedługo już cieszył się życiem. W pewien sposób poświęcił je dla nauki - po jego dekapitacji, jego rodak Gilles Letoix, wprowadził do swojego słynnego wynalazku zasadnicze ulepszenia.

Pierwsze prototypy:
Do pomysłu powrócono na krótko przed wybuchem Wojny. Oficer Alfheimskich wojsk kolonialnych, Fordbed Lentbey, natrafiwszy na wzmiankę o golemicznym koniu la Buessa, postanowił wykorzystać pomysł do skonstruowania podobnego konia kawaleryjskiego, bardziej odpornego na rażenie, w celu ograniczenia strat w cennych i wymagających specjalnego szkolenia wierzchowcach. Niestety, w konserwatywnych kręgach kadry dowódczej Armii Jego Królewskiej
Mości uznano Lentbeya za dziwaka i odrzucono jego projekt. Ten, niezrażony, kontynuował prace z pomocą jednego z pionierów Nowej Magii, wówczas jeszcze młodego adepta, Matiusa Mawtheby'ego. Wreszcie powstał pierwszy prototyp -"Ocelander", który wreszcie zwrócił uwagę Armii, przygotowującej się już do nieuchronnego konfliktu z Wotanią. Prace ruszyły równo z wybuchem wojny, ale dalsze próby zaowocowały nowymi pomysłami. Uznano, między innymi, że rzeczywisty pożytek z Ocelandra można uzyskać poprzez jego solidne opancerzenie - wzorem stały się dawne rycerskie rumaki, jednak z płytami pancerza częściowo odpornymi na pociski z broni ręcznej i odłamki granatów.
Potencjał tak wzmocnionego wierzchowca nie mógł być niestety wykorzystany w pełni bez rozwiązania problemu wrażliwego na ogień kawalerzysty. Co prawda Ocelander nieźle radził sobie samotnie - potrafił skutecznie atakować wroga w bezpośrednim starciu oraz sprawnie wycofać się z pola walki w razie utraty jeźdźca, jednak koncepcja w oczywisty sposób domagała się ulepszenia.
Wreszcie nastąpił przełom - postanowiono umieścić jeźdźca wewnątrz
wierzchowca. Tak powstał behemot."

Ciąg dalszy zapewne nastąpi :-)
 
Awatar użytkownika
Gerard Heime
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3299
Rejestracja: czw mar 20, 2003 9:02 am

sob cze 26, 2004 11:41 pm

Co do nacisku jednostkowego - przecież behemot przed oddaniem strzału może się "położyć" jeśli jest 4 lub więcej nożny. Zresztą, Thor (konkretnie jest to model Karl Moerser Gerat 90) był transportowany koleją.

Behemoty, co należy podkreślić, często nie potrzebuja mostów do przeprawiania się. Mimo wszystko duże modele mogą przejsć po dnie rzeki głebokiej na kilkanaście metrów.

Co do nacisku punktowego kończyn - trudno mi polemizować, musiałbym zobaczyć obliczenia :) Ale jakoś twórcy mechów się tym nigdy nie przejmowali ;)

Zresztą, nie wierzę żeby behemoty były aż tak ciężkie. Mozna zaoszczędzić na pancerzu (podstawowy czynnik masy) szczególnie, jeśli mają ochronne systemy magiczne. Dalej, biorąc pod uwagę rodzaj broni stosowanej, mozemy cofnąć się trochę w czasie i tym sposbem zmniejszyć też pancerze. Ja się zagalopowałem do poziomu PzKpfw IV, a tak naprawdę w Wolsungu I i II powinny być już nowoczesnym sprzętem i wtedy ciężki behemot artyleryjski ważący tyle co Koenigstiger będzie normalką w poównaniu do lżejszych modeli wagi tych PzKpfw I i II.

Zresztą, kaemy w kopułach znanych nam z Super Fortress i Flying Fortress nie mogą wazyć tak dużo :)
 
Awatar użytkownika
Malkav
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 539
Rejestracja: wt lis 04, 2003 9:30 pm

ndz cze 27, 2004 12:02 pm

Czyli wychodzi na to, ze jednak behemoty maja stosunek uzbrojenie/masa jak mercedes vito z zamontowanym na dachu kałachem.

Czy na zombiaki nie prostsze by było zastosowanie miotaczy ognia. Powiedzmy takich XXL. Nawet na behemotch. Z przodu zamiast karabinow, montowane sa miotacze ogania. jak sadze bedzie to skuteczniejsze przeciw zombie.
Drugie rozwaizanie to umieszczenie tegoż samego patentu na ciezarówkach i umieszczanie wierzyczek z miotaczami ognia (tak ja w red alert )
 
Awatar użytkownika
Gerard Heime
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3299
Rejestracja: czw mar 20, 2003 9:02 am

ndz cze 27, 2004 12:28 pm

Malkav pisze:
Czyli wychodzi na to, ze jednak behemoty maja stosunek uzbrojenie/masa jak mercedes vito z zamontowanym na dachu kałachem.


Nienienie. Nie rozumiem tego porównania :) Ale i tak nienienie.

Załóżmy, że ciężki behemot artyleryjski (sześcionożny - insectomorf) z magicznymi systemami obronnymi posiada pancerz od 10-25mm, jedno działo 150mm na wieżycce, spodni miotacz ognia do ochrony kończyn, oraz trzy działka przeciwpancerne 35mm (dwa burtowe i jedno dziobowe), jedną wieżyczkę plot 20mm.
To nam daje 5 ludzi do obsadzenia uzbrojenia obronnego plus 3 do wieży głownej (celowniczy, radiotelegrafista-ładowniczy i ładowniczy), kierowca, mechanik i dowódca. Razem 11. Może to i sporo, ale zakładając iż 10/11 to prawie napewno niski lud, ułatwia nam chyba rozumowanie.

To wszystko. Budując oszczędnie otrzymamy coś wagi Koenigstigera, szczególnie, że wszystko jest lżej opancerzone.

Malkav pisze:
Czy na zombiaki nie prostsze by było zastosowanie miotaczy ognia. Powiedzmy takich XXL. Nawet na behemotch. Z przodu zamiast karabinow, montowane sa miotacze ogania. jak sadze bedzie to skuteczniejsze przeciw zombie.
Drugie rozwaizanie to umieszczenie tegoż samego patentu na ciezarówkach i umieszczanie wierzyczek z miotaczami ognia (tak ja w red alert )


Popieram w zupełności :D
 
Awatar użytkownika
Malkav
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 539
Rejestracja: wt lis 04, 2003 9:30 pm

ndz cze 27, 2004 2:03 pm

Gerard Heime pisze:
Malkav pisze:
Malkav napisał:
Czyli wychodzi na to, ze jednak behemoty maja stosunek uzbrojenie/masa jak mercedes vito z zamontowanym na dachu kałachem.



Nienienie. Nie rozumiem tego porównania Ale i tak nienienie

Chodzi o to, ze masa pojazdu jest duza a masa uzbrojenia i jego ilosc i siła sa nieiwelkie. Przyklad AT-AT walker. Był duży, ogromny i tylko dwa działa. Czyli tak jakbysmy do vito przymocowali kałacha. A taka wielkość pozwala na duzo wiecej.
 
Awatar użytkownika
Gerard Heime
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3299
Rejestracja: czw mar 20, 2003 9:02 am

ndz cze 27, 2004 2:08 pm

Jedna stopięćdziesiątka plus 3 działka pzeciwpancerne to mało?! To ja już nie wiem jak uzbrojony by musiał być ten behemot.

PS. nie zapominaj, ze AT AT to transporter opancerzony, i to o pojemnosci nie stosowanej w naszych czasach (kilkuset żołnierzy, prawdopodobnie). A i tak jego działa były naprawdę potężne.
 
Lenartos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1805
Rejestracja: czw lis 06, 2003 6:25 pm

Miotacz ognia

ndz cze 27, 2004 2:29 pm

Miotacz ognia. Ale nie taki miotacz ognia, jaki od razu macie na myśli, o nie. Raczej ciężką, "gotycką" konstrukcję, w której skład wchodzi zawieszany na plecach tank z żywiołem ognia, połączona z nim przewodem dysza, hełm z osłaniającą twarz przyłbicą, oraz pancerne płyty, sprawiające , że użytkownik co prawda nie wygra biegu na 60 metrów, ale za to wygląda imponująco jak Aniol Zagłady. Konkretnie to chodzi mi o to, na widok czego zombiaki ven Riera zaczynały szczękać zębami i odmawiać "Nekromanto Nasz". Wersja montowana na golemach/behemotach szturmowych też wchodzi w grę. Vide: Iron Storm.

Da się?
Ostatnio zmieniony ndz cze 27, 2004 2:29 pm przez Lenartos, łącznie zmieniany 1 raz.
 
Awatar użytkownika
Malkav
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 539
Rejestracja: wt lis 04, 2003 9:30 pm

pn cze 28, 2004 4:49 pm

Dobra wykorzystałem kumpla to przeanalizowania istoty behemotow. [żeby nie bylo, jest to człek znajacy sie na rzeczy]

Tak wiec behemoty by Męczyk :wink: :
Męczyk pisze:
Behemot nie ma racji bytu na polu bitwy, niezależnie od wyznaczonej mu roli. Nawet Nowa Magia mu nie pomorze. Problemy sa natury taktyczn-technicznej. Sprobojcie sobie wyobrazic remont czegos tak wielkiego czy chociazby zwykly przeglad techniczny. Drugi problem, transport czesci zamiennych. Jest on czasochłonny i łatwy do zidentyfikowania [co za tym idzie i do zniszczenia].
Teraz kwestia konstrukcji. NIezaleznie od tego, jak bardzo zmniejszyc silnik, machina bedzie potrzebowała znacznej ilosci mechanizmow do poruszania sie, a tych jak wiadomo im wiecej tym czesciej trzeba je wymieniac. Koszmarem załogi stałoby sie naprawianie usterek układu "jezdnego" na polu bitwy. Problemem byłoby takze osiagniecie wystarczojacego stopnia niezawodnosci sprzetu.
Maszyna ta ze strony technicznej sprawia duzo problemow. Sprawa ma sie jeszcze gorzej z zastosowaniem jej w boju. Tak jak wczesniej wspominał jeden z urzytkownikow [GH- przyp. Malkav] nie mozliwe jest by jedno działo obsługiwała jedna osoba. Wymagała by to znacznego stopnia automatyzacji. NIemozliwego do osiagniecia w ramach czasowych. NIe wspomne juz o innym problemie zwiazanym z bronia. Pomyślcie, w jednej maszynie maja zmiescic sie wszystkie mechanizmy + kilkunastu członkow załogi, całość ma byc dobrze opancerzona i uzbrojona. Ktos pomyslał o miejscu na amuniche? Pociski do ciezkich dział maja duże rozmiary, sa także kłopotliwe w transporcie i przechowywaniu. Amunicja do działek mniejszego kalibru szybko sie konczy na jej szybkostrzelnosc. Dodatkowo trzeba znalezc miejsce na paliwo. Wszakze silnik parowy to nie reaktor atomowy. To wszystko składa sie na mały zasieg behemota i koniecznosc wykorzystywania ich blisko baz zaopatrzeniowych.
Na polu bitwy behemot nie byłby królem, lecz pionkiem. jest doskonale widoczny. A jezeli cos mozna zobaczyc to mozna to zniszczyc. :wink: I to spoza zasiegu uzbrojenia behemota. Armata o kalibrach ca. 70-80 mm stosowane podczsa IWŚ nie mialyby problemow ze zniszczeniem behemota. Jak mniemam takie urzadzenia istnieja w świecie Wolsunga. [75tki dostkonale radzily sobie z brytyjskimi czołgami]
Mowiac krótko behemot jest łątwym celem. Chyba, ze świat musi sie do nich dostosowac....



Top ten sposobow na zniszczenia behemotow: :wink:

    10. duzy rów przeciwbehemotowy
    9.oślepienie załogi pociskami dymnymi, piechota ma mozliwosc wysadzenia nóg
    8. zrzucanie z powietrza kostek trotylu (granaty moga byc za śłabe), sprawdza sie przy nitowanym pancerzu (patrz los załóg Grantów)
    7.atak sterowcow przeciw grupom behemotow - złamanie ich szyku
    6.zamontowane duzego ładunku wybuchowego przed głowna linia obrony (latajace behemoty :wink: )
    5.atak gazowy (jezeli jest nieszczelny)
    4.zmasowany, pośredni ogen artylerii z wykorzystaniem obserwatorow
    3.miny przeciwpancerne
    2.zwiazać drania :wink:
    1.Skoncetrowany, bezposredni ogien artylerii [nożki :wink: ]
 
Awatar użytkownika
Garnek
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1469
Rejestracja: wt maja 13, 2003 3:32 pm

pn cze 28, 2004 5:09 pm

Z całym szacunkiem do wszystkich zaangażowanych, mam pewną uwagę :-)
My tutaj wymyślamy grę, której stałym i kanonicznym elementem SĄ behemoty. W związku z tym, proponuję nie skupiać się za bardzo na obaleniu koncepcji behemota jako takiego. :-)
My te behemoty chcemy mieć i wymieniliśmy powyżej wiele powodów, które powodują, że behemoty mają rację bytu.

Co do uwag Męczyka, to mam takie dwie uwagi:
- odnośnie artylerii, napraw, pancerza i wszystkiego co nie wiąże się z faktem, że mają nogi, to czym behemoty różnią się od czołgów? Raczej niczym :-) A istnieniu czołgów nie przeszkadza fakt, że potrzebują pocisków, części zamiennych, że są duże i trzeba je naprawiać :-)
- istotne są argumenty, że mechanizmy poruszania nogami byłyby cholernie zawodne. Ale na szczęście jest to świat magiczny i magia golemologiczna ma w sobie zaszyty element animowania materii (vide tradycyjne gliniane golemy, które żadnych mechanizmów w sobie nie miały). Mechanizmy i siłowniki w nogach behemotów nie działałyby bez tego elementu magii golemicznej. Behemot chodzi bardziej dlatego, że chce, niż dlatego, że jakiś silnik obraca jakieś przekładnie. Co nam bardzo ułatwia sprawę :-)

Proponuję temat behemotów zamknąć. Jeśli ktoś ma jakiś pomysł, to może napisać artykuł o behemotach (ja na pewno to zrobię, ale może mi zająć to jakiś miesiąc z hakiem), który po obróbce wrzucimy na stronę.
Bo na forum powiedzieliśmy już chyba wszystko. :-)
 
Awatar użytkownika
Malkav
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 539
Rejestracja: wt lis 04, 2003 9:30 pm

pn cze 28, 2004 5:21 pm

Dobra, skoro mozna ozywic behemota tak by poruszał sie bez silnika to mozna ożywić kończynę golemiczną. nie bedzie to wymagało silnika parowego, tak jak pisałęs wczesniej. Jest pozostaje kwestia polaczenia reki z organizmem, tak aby ciało mogło owa reka kierowac.
 
Awatar użytkownika
Garnek
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1469
Rejestracja: wt maja 13, 2003 3:32 pm

pn cze 28, 2004 5:40 pm

Malkav pisze:
Dobra, skoro mozna ozywic behemota tak by poruszał sie bez silnika to mozna ożywić kończynę golemiczną. nie bedzie to wymagało silnika parowego, tak jak pisałęs wczesniej. Jest pozostaje kwestia polaczenia reki z organizmem, tak aby ciało mogło owa reka kierowac.


No prawie :-) Nie potrzeba silnika do przesuwania przekładni, ale potrzeba silnika do zasilania golemicznych kończym maną. Czyli o ile można zrobić golemiczną rękę tak, żeby sama się poruszała zgodnie z wolą nosiciela (np. wplatając jego Prawdziwe Imię w runy ożywiające rękę), o tyle zapewnienie tej magii zasilania jest problematyczne. Bez jakiegoś zewnętrznego źródła organizm będzie zużywał więcej energii niż jest w stanie wytworzyć i szybko obumrze. Stąd moja humorystyczna trochę uwaga o silniku parowym w plecaku :-)
 
Awatar użytkownika
Malkav
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 539
Rejestracja: wt lis 04, 2003 9:30 pm

pn cze 28, 2004 5:45 pm

Mane mozna czerpac z otoczenia, albo łądować ręke. Wkłądamy reke do łądowarki na noc i po problemie :)
 
Awatar użytkownika
Gerard Heime
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3299
Rejestracja: czw mar 20, 2003 9:02 am

Gadżety

pn cze 28, 2004 6:53 pm

Problemy logistyczne są mniejsze też z innego względu - ciężkie behemoty to broń defensywna, o małym zasięgu (poruszania się, a nie broni pokłądowej), której nie zabraknie paliwa/amunicji/częsci z powodu wydłużenia linii zaopatrzenia. Ba, większość baterii ciężkich behemotów podczas Wojny łączyła kolejka wąskotorowa (w okopie, a jakże) która miała dostarczać wszystkie niezbędne materiały.

Co do załogi - działo główne będzie wymagało conajmniej 3 ludzi ale pozostałe działka (kaemy, 45mm) powinny być łatwe do obsługiwania pojedyńczo.

Co do 75mm - mam nadzieję, że mówimy o artylerii a nie o ppancach? Ale skoro mowa o IWŚ to pewnie tak. No więc - bezpośrednie trafienie napewno było by skuteczne. Ale to wymaga sporej precyzji (co jest nie możliwe na kilka, kilkanaście km) lub zmasowanego ognia (co jest kosztowne).

Aha, chciałbym zauważyć, ze mowa o ciężkich behemotach, behemoty szturmowe są góra rozmiaru PzKpfw II czy I z tym, ze mają nogi.

Aha, właśnie. Behemoty, gdy prowadzą ogień artyleryjski (czyli leżą) wypatrzyć jest tak samo trudno jak czołgi z czasów IIWŚ. Zas gdy wstają na przyjęcie bezpośredniego starcia oznacza to, że zostały juz wypatrzone.

Co do top ten:

10. duzy rów przeciwbehemotowy
Jak duży? Napewno większy od przeciwczołgowego. Zauważ, że to istoy golemiczne, poruszają się sprawnie, nie powinno im sprawiać problemów zejscie "stopień niżej". Ew. dobrze zamaskowane wilcze doły zadziałały by, ale to skutecznosć równa minom.

9.oślepienie załogi pociskami dymnymi, piechota ma mozliwosc wysadzenia nóg
Tak samo jak z czołgami.

8. zrzucanie z powietrza kostek trotylu (granaty moga byc za śłabe), sprawdza sie przy nitowanym pancerzu (patrz los załóg Grantów)
Hmmm...

7.atak sterowcow przeciw grupom behemotow - złamanie ich szyku
Atak sterowców? To tak jak wysłać flotę kilku niszczycieli żeby ostrzelać bataloin pancerny. Skuteczne,a le czy opłacalne?

6.zamontowane duzego ładunku wybuchowego przed głowna linia obrony (latajace behemoty )
Jak dużego? Zresztą, to tak jak z czołgami. Dalej - biorac pod uwagę taktykę wojny pozycyjnej w sumie sensowne, gdyby nie fakt, że po długim ostrzale ciężkich behemotów i artylerii główna linia obrony była by gdzieś indziej. A potem i tak atakuje piechota przy wsparciu behemotów szturmowych (mniejszy stopień koncentracji niz w przypadku Blitzkriegu znanego z IIWŚ)

5.atak gazowy (jezeli jest nieszczelny)
Musi być szczelny. O takich rzeczach raczej sie myśli.

4.zmasowany, pośredni ogen artylerii z wykorzystaniem obserwatorow
To już tak klasycznie - tak samo, jak czołgi.

3.miny przeciwpancerne
Czołgi mają gorzej, bo mają większą powierzchnię nacisku.

2.zwiazać drania
Za dużo Star Wars :) Wydaje mi sie to mało proawdopodobne, bo jak i czym? Już lepsza piechota z minami magnetycznymi.

1.Skoncetrowany, bezposredni ogien artylerii [nożki ]
Artylerii? Chyba dział przeciwpancernych. Artyleria nie jest przystosowana zasadniczo do prowadzenia bezpośredniego ognia płaskotorowego. No i weź jeszcze traf.

A do pktów 10, 6, 3 i 1 adnotacja, że dotyczy to tylko szturmów dokonwyanych przez behemoty. A więc mowa o behemotach szturmowych. A więc mniejszych i bardziej... czołgowych, jeśli rozumiecie, co mam na myśli.
 
Awatar użytkownika
Malkav
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 539
Rejestracja: wt lis 04, 2003 9:30 pm

pn cze 28, 2004 7:49 pm

Ale system kroczacy jest bardziej podatny na uszkodzenia. Mimo wszystko w konczyne nie jest tak trudno trafic, szczegolnei przy zmasowanym ogniu. I wacale nie bedzie to drozsze od ilosci amunicji jaka pochlaniaja behemoty.
Co do 75mm - mam nadzieję, że mówimy o artylerii a nie o ppancach? Ale skoro mowa o IWŚ to pewnie tak.

Dokładnie.
Ale to wymaga sporej precyzji (co jest nie możliwe na kilka, kilkanaście km) lub zmasowanego ognia (co jest kosztowne).

Mimo wszystko przy zmasowanym ataku nie bedzie to takie trudne. Jezeli mamy dobrych strzelcow to ustrzela behemota bez problemu.

Aha, właśnie. Behemoty, gdy prowadzą ogień artyleryjski (czyli leżą) wypatrzyć jest tak samo trudno jak czołgi z czasów IIWŚ. Zas gdy wstają na przyjęcie bezpośredniego starcia oznacza to, że zostały juz wypatrzone.

W tym czasie armia przeciwnika sie chowa. Gdy behemoty wstaja zostaja zaatakowane :)
 
Lenartos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1805
Rejestracja: czw lis 06, 2003 6:25 pm

Wiwerny

śr sie 25, 2004 11:19 pm

Odnośnie wiwern, to mam pytanie: Jak silna jest ich własna świadomość? W moim odczuciu powinna ona znaczać, że np. imiona nadawane pojazdom latającym miałyby większe znaczenie niż u nas; były by nie tylko symboliczne, ale odznaczały wiwerną spośród innych podobnych maszyn, nadawały tożsamośc, tworzyły więź z pilotem...
 
Awatar użytkownika
Garnek
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1469
Rejestracja: wt maja 13, 2003 3:32 pm

Re: Wiwerny

czw sie 26, 2004 12:02 am

Silencer pisze:
Odnośnie wiwern, to mam pytanie: Jak silna jest ich własna świadomość? W moim odczuciu powinna ona znaczać, że np. imiona nadawane pojazdom latającym miałyby większe znaczenie niż u nas


Wiwernę można porównać do dość kumatego psa lub konia. Potrafi szybko reagować na nieprzewidziane sytuacje i jeśli chodzi o latanie po pewnym czasie potrafi wyczuwać intencje pilota.
Co do imion, masz rację - nadają maszynie indywidualność. Poza tym w Imionach tkwi magia, więc jeśli pilot nada imię swojej wiwernie rzeczywiście tworzy się między nimi prawie magiczna więź.
 
Lenartos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1805
Rejestracja: czw lis 06, 2003 6:25 pm

pt wrz 03, 2004 8:20 pm

Obrazek
Disclaimer: Powyższy obrazek ma mniej niż 20 KB objętości.
 
Awatar użytkownika
Gerard Heime
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3299
Rejestracja: czw mar 20, 2003 9:02 am

śr wrz 08, 2004 11:24 pm

Szybowce. Ten temat omawiałem przed chwilą z Silencerem i doszedłem do ciekawych wniosków.

IMHO szybowce mogłby by znaleźc ograniczone zastosowanie wojskowe i cywilne w świecie Wolsunga.
Pomyślałem o szybowcach desantowych wielkości tych stosowanych podczas IIWŚ, podwieszanych zamiast gondol pod sterowce. Po wzniesieniu na pewną wysokość, szybowiec byłby zwalniany i ladowałby na terytorium wroga. Oczywiście nie mozemy mowić tuaj o takiej skali zastosowania, jak operacja Overlord, ale grupki komandosów zrzucane ze sterowców na szybowcach w celu przeprowadzenia operacji jak atak na Eben Emael, to ciekawy pomysł.

Dalej, cywilne zastosowanie szybowców to szalupy ratunkowe na sterowcach. Proste, toporne konstrukcje o składanych skrzydłach, podczepiane wzdłóż burt Luftshiffów. Może nie zawsze starczy dla wszystkich pasażerów, ale najbogatsi zdązą się uratować :)

I tu narodziła się ciekawa koncepcja.
Otóż sugerowąłbym nadanie sterowcom kształtu znanego nam. Dużych, topornych "pudeł" ze skrzydłami. Zero ducha, zero estetyki, toporna konstrukcja.
De facto szybowce w Wolsungu mogły by stanowić dowód, że ludziom się nie udało stworzyć czegoś równie skutecznego jak mechanizmy przyrody, a nie opartego na jej naśladownictwie. Człowiek postanowił wyeliminować "prymitywne", zwierzęce Wiwerny. Jednak nowe konstrukcje, pozbawione stosownego kształtu nie dały się tak sprawnie kierować, były ograniczone, nie mogły długo utrzymywać się w powietrzu, nigdy nie udało się na nich zamontować działajacego silnika parowego. Dlatego też porzucono ostatecznie myśl o zastąpieniu wiwern innymi konstrukcjami. Odtąd sterowce miały stanowić jedynie tanie w produkcji, nie wymagające praktycznie ani jednej krzty nowej magii szalupy ratunkowe, lub maszyny, które z załozenia miały potencjalnie zostać szkodzone podczas lądowania, bądź przechwycone przez wroga.
 
Awatar użytkownika
Malkav
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 539
Rejestracja: wt lis 04, 2003 9:30 pm

czw wrz 09, 2004 10:51 am

Moje przeciw dla szybowcow :razz:
Szybowce to konstrukcja zbytnio wybiegajaca w przyszlosc. U nas tto jest druga wojna swiatowa. Podczas gdy swiat wolsunga technicznie odpowiada naszemu z konca pierwszej wojny. Zreszta jezeli sa szybowce to ktos wpadanie na pomysl zrobienia samolotu, ktory juz bedzie sterowny.[ Zreszta szybowiec jest sterowny, wystarczy obejrzec pokaz akrobatyczne.]
 
Awatar użytkownika
ghoulas
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 313
Rejestracja: wt paź 28, 2003 12:42 pm

czw wrz 09, 2004 11:21 am

Poco nam szybowce skoro mamyświetnie działające wiverny, ekonomiczne ciche, łatwe w sterowaniu, niesprawiające kłopotów.
 
Awatar użytkownika
lucek
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 348
Rejestracja: pn mar 01, 2004 6:55 pm

czw wrz 09, 2004 11:54 am

szybowce, to o ile dobrze sięgam pamięcią, lata 20 xx wieku.
mój Wolsung jest późniejszy, niż Wolsung Garnka, ale mimo wszystko - Indiana Jones nie latał szybowcami :]

wiwerny to metamagia. stalowe smoki to fullmagia
 
pancake_pl
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 216
Rejestracja: sob lis 08, 2003 10:52 am

czw wrz 09, 2004 12:04 pm

Może przyjmijmy raczej taką pośrednią wersję.
Pewnego razu pewien konstruktor postanowił oszukać naturę i zbudować pojazd powietrzny zdolny do lotu bez wykorzystania żywiołaka (przypominam: wiwerny - silnik parowy, ż. ognia; sterowce - balon, ż. powietrza). Wehikuł taki nie byłby zdolny do samodzielnego lotu, ale spuszczony z odpowiedniej wysokości teoretycznie byłby w stanie przemieścić się w poziomie o powiedzmy 4x wysokość zrzutu. Pierwsze próby były jak najbardziej pomyślne - pustolot (hehe, pusty = bez żywiołaka) zrzucony z wiwerny całkiem nieźle sobie radził... Dopóki nie przychodziło do lądowania - pilot zazwyczaj kończył cały połamany, a pojazdu odratować nie dało się nigdy. Były to więc dość drogie i niebezpieczne jednorazówki... Niemniej raz pokuszono się o zamontowanie pustolotów jako szalup ratunkowych na sterowcu. Jednak z niewiadomych przyczyn żywiołaki były niespokojne i doszło do katastrofy - parę osób próbowało jeszcze ratować się w pustolotach, jednakże nie byli oni odpowiednio wyszkoleni (czyt. przy lądowaniach przynajmniej 20x nie połamali sobie nóg)... Wszyscy zginęli... Użycie pustolotów w lotnictwie cywilnym okazało się więc bezsensowne... Podjęto jednak próby montawania szalup w sterowcach wojskowych - te jednak nad wyraz często ulegały wypadkom. Długie badania dowiodły dlaczego - pustoloty okazały się geomantycznym konstruktem o właściwościach przeciwnych do żywiołu powietrza - sprzeczność zachodziła już na poziomie Prawdziwego Imienia samej formy, samego kształtu pustolotów... Absolutnie nie mogły więc one być użyte na sterowcach... W grę wchodziło jeszcze użycie wiwern do zrzutów, ale tu pojawił się inny problem - o ile w czasie testów używano małych pustolotów 1-osobowych, o tyle próba zmontowania i wzniesienia do góry czegoś o większej pojemności okazywało się niemożliwe. Teoretycznie duże wiwerny powinny być w stanie unieść pustolot o danej masie, ponieważ takie same ładunki nie raz przenosiły na grzbiecie - jednakże nigdy nie udało wznieść się w powietrze z cięższymi urządzeniami. Przeciwko konstruktowi antypowietrznemu występowało jak można się domyślić samo powietrze pozbawiając go (jak i tymczasowo wiwernę) możliwości lotu... Wykorzystanie pustolotów okazało się więc niemożliwe - poza szczególnymi przypadkami, gdzie wystarczał zrzut 1 osoby bez żadnego ekwipunku, a w każdym bądź razie o masie własnej do 40 kilo. Ergo hobbit-kurier z arcyważną wiadomością może być wykorzystany, ale ponieważ i tak połamie nogi a sprawa będzie bardzo kosztowna, o wiele bardziej opłaca się wylądować bądź zrzucić wiadomość na spadochronie.
Innymi słowy szybowce aka pustoloty są, ale w zasadzie ich nie ma...
 
Awatar użytkownika
Gerard Heime
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3299
Rejestracja: czw mar 20, 2003 9:02 am

czw wrz 09, 2004 3:13 pm

Malkav, Ghoulas, przecież wyjaśnilem - z ZAŁOŻENIA szybowce w Wolsungu musiałyby być gorsze od Wiwern. Ale jednak nie na tyle złe, by je całkowicie wyeliminować, i nie na tyle drogie, by ich nie produkować.
Konkretnie:
Zasięg lotu szybowca bedzie krótszy od zasiegu lecącej wiwerny bez włączonego silnika, mimo, ze obie maszyny zrzucone były z tej samej wysokości, a masa własna wiwerny jest większa. Wiwerna posiada po rpsotu lepszą nośność.
Szybowce są też o wiele mniej sterowne od wiwern. Sterowce wogóle akrobatyczne nie istnieją, wykonywanie jakichkolwiek manewrów poza łągodnymi skretami jest niemożliwe. W praktyce szybowce po wypuszczeniu lecą prosto, lekko tylko korygując kurs.
Maksymalny udźwig szybowca to jakiś 4 ludzi lub nieco wiecej przedstawicieli niższego ludu.

Pancake - Twoja teoria ma niestety jeden wadliwy element. Mozesz podać jakieś logiczne powody, dlaczego szybowiec (pustolot) miałby być antagonistycznie nastawiony do żywołu powietrza? Zresztą, nie wiem, czy warto wciskać do Wolsunga tak rozbudowany motyw tylko po to, by wprowadzic bardzo okrojony w swoim zastosowaniu tytułowy "Gadżet".

Co do pierwszego lotu szybowca, to jest to rok 1853. Szybowce transportowe to rok 1940.

Obrazek

Coachman Carrier
 
Awatar użytkownika
lucek
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 348
Rejestracja: pn mar 01, 2004 6:55 pm

czw wrz 09, 2004 3:32 pm

ups. szybowce-latawce :]
ja myślałem o szybowcach szybowcach. bardziej klasycznych, w znanym obecnie kształcie.
ale takie konstrukcje, dizajn szalupy połączonej z prześcieradłem na ramach- czemu nie :] Podpinać pod sterowiec i zrzucać maniaków :]
Wiwerna raczej tego nie uciągnie, więc o starcie z ziemi chyba nie ma mowy?
 
Awatar użytkownika
Gerard Heime
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3299
Rejestracja: czw mar 20, 2003 9:02 am

czw wrz 09, 2004 3:52 pm

Na lotniskowcach mamy katapulty parowe - czemu nie wprowadzić ich do Wolsunga? To w końcu steampunk :D

IMHO szybowce, jeśli miałyby występować w roli podobnej do naszych szybwowców sportowych, powinny mieć kształt mniej więcej taki jak pierwsze samoloty. Czyli podłużny korpus o kwadratowym przekroju, pokryty płótnem, z prostokątnymi skrzydłami. Ew mzoę miec jakis fikuśny dziób.
Te szybowce byłyby rzadkie.

Szybowce ratunkowe (dla sterowców) powinny mieć kształt oldschoolowy, czyli podobny do Coachman Carriera. Taka szalupa zaiweszona pod lotnią/latawcem :) IMHO klimatyczne jak diabli.

Wojskowe szybowce transportowe, o ile by były, stanowiły by po prostu spore górnopłaty, o drewaniano-płóciennym korpusie przypominajacym łódź (nowsze) lub po prostu pudło (starsze modele). Podobnie jak we wcześniej wspomnianej konstrukcji kadłub może być otwarty, tak jakby podwieszony pod skrzydłami, nada to całości wspomniany oldschoolowy klimat.
 
Lenartos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1805
Rejestracja: czw lis 06, 2003 6:25 pm

czw wrz 09, 2004 8:04 pm

Gerard Heime pisze:
Zresztą, nie wiem, czy warto wciskać do Wolsunga tak rozbudowany motyw tylko po to, by wprowadzic bardzo okrojony w swoim zastosowaniu tytułowy "Gadżet".

Myślę, że warto, bo umotywowanie jest mocne. Dlaczego miałyby być antagonistycznie nasytawione do powietrza? Ano pop prostu ;) Głównie datego, że nie sa nastwwione pozytywnie, tak jak wiwerny, czyli - spadają na łeb na szyję.
 
Awatar użytkownika
Gerard Heime
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3299
Rejestracja: czw mar 20, 2003 9:02 am

sob wrz 11, 2004 8:12 pm

Właśnie tak mnie tknęło. Czy w świecie Wolsunga ktoś już wpadł na pomysł, by w korpusie Golema zrobić trochę miejsca na człowieka? Innymi słowy, stworzyć golemiczną zbroję? Dostrajaną do noszącego na poziomie mentalnym, posiadającą szczątkową inteligencję?

Dalej, zastosowanie golemicznych zwierząt na polu bitwy. Czy golemiczne wilki, orły lub delfiny w roli zwiadowców, ratowników, nosicieli zapsów/uzbrojenia, czy wreszcie jako saperów (stawiajacych i rozbrajających miny) miały rację bytu podczas Wojny?

A teraz, tadam - kolejne zwariowane gadżety:

Miotacz antythaumiczny Windblaighta

Urządzenie to ma na celu kierunkowego zakłócania naturalnego rezonansu thaumów przy pomocy thaumów o odwrotnym rezonansie i przez to interferującymi z normalnymi thaumami. Kierunkowy thaumometr pobiera informacje o thaumach, wysyła je do generatora, gdzie są "namnażane" , następnie inwersyjny generator thaumiczny tworzy thaumy o przeciwnym rezonansie, po czym turbina thaumomagnetyczna wyrzuca je dyszą (szerokość strumienia mozna regulować). Zasięg tego urządzenia waha się od 3 do 20 metrów, zależnie od modelu i ustawionej szerokości dyszy. Stosowany jest do neutralizowania, lub, jak mówią potocznie specjaliści, "gaszenia" silnych ognisk thaumicznych, które powstają w wyniku wyładowania astralu, wycieku z urządzenia thaumicznego, bądź stosowania magii bojowej. Wyrzucane thaumy są statyczne, tak więc nie ingerują z otoczeniem, tylko z innymi thaumami, nie można wiec wykożystać urządzenia jako miotacza magii (oczywiscie krążą plotki o tworzeniu takich urządzeń przez szalonych naukowców). Zasilane jest z baterii manicznej.

Granat pogodowy Stevensona

To ciekawe i praktyczne urządzenie zawiera w sobie skoncentrowanego żywiołaka powietrza z niewielką domieszką żywiołu ognia. Po wystrzeleniu w określone miejsce i detonacji małego ładunku, rozszczelniającego ochronną kapsułę, żywiołak z ogromną siłą wydostaje się na zewnątrz. Dzięki magii harmonizującej ograniczono jego niszczycielski wpływ na otoczenie (podmuch rozprężajacego się zywiołaka jest naprawdę silny) jednocześnie koncentrując się na pożądanym efekcie. Otóż granat ten rozprasza negatywne efekty pogodowe w promieniu od 15 metrów (granat ręczny) do 100 metrów (granat artyleryjski). Skutecznie radzi sobie z chmurami burzowymi, gradowymi i mgłą. W miejscu wybuchu powietrze jest świeższe i cieplejsze o kilka stopni.

Ogniste tabletki "Arvis"

To bardzo ciekawe (i drogie) środki, zabierane czasem na ekspedycje w głąb nieznanych krain lub stosowane przez ekscentrycznych gentlemanów. Ponieważ nie zawsze jest czas na rozpalenie ogniska gdy pora zaparzyć herbatę, pomyślano o ognistych tabletkach. Wstarczy wrzucić jedną do wody, poczekać, aż rozpuści ona kapsułkę, wyzwoli żywiołak ognia, który w parę chwil zagotuje zawartosć czajniczka - i gotowe!

Osobisty sekretarz WS GmbH

Bardzo praktyczny "minigolem" koncernu Wolsung. Stanowi w zasadzie tylko golemiczną rękę (zazwyczaj bardzo bogacie zdobioną) umieszczoną na stojaku, trzymajacą pióro zanużone w kałamarzu. Osobisty sekretarz ma ładny charakter pisma, zna ortografię (modele są zazwyczaj multijęzykowe) i potrafi sam wymieniać kartkę, gdy juz jedną zapisze. Koncern Wolsung planuje też wypuścić na rynek bardziej rozbudowanego golema, bedacego humanoidem od pasa w górę umocowanego na stałę za biurkiem, który bedzie również zapamiętywał rozmowy, przyjmował interesantów oraz otwierał szuflady.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 8

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość