Zrodzony z fantastyki

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 12
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2249
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

śr lut 03, 2010 5:49 pm

Shang Tsung
Shang wpółleżał na fotelu ustawionym w namiocie przy jednej z głównych uliczek obozowiska Zhentów. W trzymanym dwoma palcami prawej dłoni kieliszku prawie nie było wina. Shang podniósł czaszę i wychylił to, co jeszcze zostało. Sługa natychmiast podszedł by dolać, ale Tsung oddalił go ruchem ręki i odstawił kieliszek na stolik. Nie chciał się w końcu upić, jak te świnie w obozie. Szlachetne trunki miały swoje zalety i zdecydowanie nie należało do nich doprowadzanie pijących do stanu skrajnej indolencji fizycznej i mentalnej. Nagle płótna namiotu zaszumiały i wyłonił się z nich niziołek w kolorowych hajdawerach i nie lepszym kubraku. Zapewne posłaniec. Shang zaszczycił go wzrokiem, który odebrał człowieczkowi resztki odwagi. Teraz już stał rozdygotany przed wpółleżącym na swoim fotelu Shangiem. Pozostało mu tylko wyciągnąć zza pasa pomięty pergamin i odczytać.

- Szlachetny pan Shang Tsung. Mistrz sztuk walki, najwspanialszy potomek rasy elfów i ludzi, a także jaśnie oświecony mędrzec. Wiadomość od Elhara Złotowłosego, namiestnika Fzoula Chmebryla.

Proszę o stawienie się w namiocie dowództwa za pół godziny. Ponieważ wynikły niespodziewane okoliczności i trzeba do zmierzchu podjąć decyzję co dalej.


Dziwny człowiek z ego Elhara. Choć zawsze pamiętał o wszystkich tytułach grzecznościowych, do Tsugna zwykle zwracał się możliwie oficjalnie i bezosobowo. Jakby mu nie ufał na przykład.

Neith Sorn
Nekromanta miał się się brać do swojego fachu, to znaczy przywoływania całej zgrai trupów, które pomogłoby mu przerąbać się przez lochy pod Mintar. Jednak właśnie w tej chwili poczuł coś. Uczucie, jakby ktoś dotknął jego umysłu jakimś zimnym przedmiotem... Tak, to byłaby chyba najtrafniejsza metafora. Neith otrząsnął się nie wiedząc o co chodzi, dopiero po chwili stało się jasne, że właśnie padł ofiarą jakiegoś wyjątkowo paskudnego albo wyjątkowo spartaczonego czaru telepatii.

Elhar zaprasza z powrotem do siebie. Wynikły niespodziewane okolicznaaaaaa...

Neith odruchowo chwycił się za uszy, ale to nie pomogło. Słuchał jeszcze chwilę opętańczego wycia, które mógł z siebie wywołać tylko umysł człowieka torturowanego lub szlachtowanego na śmierć. Po czym skonsternowany popatrzył się w tył na obóz. Wyglądał zupełnie tak, jak jeszcze przed chwilą, gdy go opuszczał.

Mallai
Gdy tylko rozpoczęła się wojna Mallai wiedział, że od teraz będzie już stale w swoim żywiole. Najpierw w Innarlith pomógł nieco tłumom w przekonaniu się, że to Cyricianie winni są wszystkiego. Właściwie, to nieważne czego. Tym razem padło bowiem na skracający się wraz z nadchodzącą wiosną dzień. Mallaia też to martwiło, ale kilka słów wypowiedzianych przez jego boga szybko ugasiło te obawy. Bo w końcu noc to idealna pora dla drapieżników. Potem przyszła kolej na Mintar, które Cyricianie spalili ponoć z rządzy zemsty. Podobno to właśnie od Mintar zaczęły się te plotki. I to właśnie w tym mieście, a raczej pod nim, ukryty był jakiś specjalny artefakt, który miał mieć coś wspólnego z obecnymi wydarzeniami. Mallai nie był głupi. Wiedział, że to nie przypadek. A to oznaczało, że do artefaktu ktoś już się dobrał. Kto wie, może spalenie Mintar było mu nawet na rękę?

Tymczasem druid biegał wokół miasta płonącego jak wielka pochodnia i dobijał resztki wojsk nieprzyjaciela. Fzoul podjął błyskawiczną decyzję by wykorzystać słabą pozycję kleru boga oszustów. Kto wie, może Zhentowie zaczną być postrzegani jako zbawcy tych ziem? Mocna pozycja nad Jeziorem Pary mogła załatwić Banitom spory wzrost w światowym rankingu mistrzów zła. O ile taki istniał. Nagle Mallai poczuł dziwne łaskotanie gdzieś za lewym uchem. Wiedział co to oznacza. Elhar od razu poznał, że znamię druida nie jest takie znowu zwykłe i opracował jakiś czar, który pozwalał mu lekko pobudzać magię zawartą w znaku i w ten sposób dawać Mallaiowi znać, że jest potrzebny. Ogromny czarny niedźwiedź o świecących się na czerwono oczach zawrócił przed uderzeniem ostatniego z żołdaków Cyrica. Jeśli pachołek od razu ucieknie, to może przeżyje i do końca życia będzie się uważał za największego szczęściarza, jakiego nosił Toril. Niedźwiedź uśmiechnął się pod nosem. Mallai aż zdziwił się swoją reakcją. Cóż, może po prostu po ubiciu tej setki żołdaków dopadł go długo wyczekiwany dobry humor?

Brilchan
Mędrzec czekał już w namiocie dowodzenia studiując z uwagą mapy rozłożone na obszernym biurku, wśród których niewinnie pałętało się kilka tajemniczych manuskryptów przedstawiających jakąś księgę i opisujących jej, rzekomo przeogromne, możliwości. Obok tego był drugi manuskrypt i druga księga, tym razem inna. Brilchan uważnie odmierzał jakieś odległości na mapie i zaznaczył czerwonym krzyżykiem Most Boareskyr. Gdzie postawić drugi czerwony krzyżyk? Tego jeszcze sam nie wiedział.

Do namiotu dowodzenia nagle wpadł Elhar Złotowłosy. W tej chwili tak samo złotowłosy jak Brilchan szybkonogi, co stanowiło powód do licznych ironicznych komentarzy puszczanych przez załogę. Tak, puszczanych kiedyś. Po pierwszych fireballach sprawa tajemniczo przycichła. Elhar wszedł z rozwianymi włosami i wyrazem gniewu na twarzy.

- Pakuj się Bril, zaraz będzie narada
- Teraz?
- Tak, teraz! Kochany kapitan wrócił.

Brilchan zaznaczył na mapie kolejny czerwony krzyżyk, tym razem na Bibliotece Candlekeep. Wszystko układało się nagle w jedną całość...

Allshadron Hellsword
Allshadron był drugą osobą, która po Elharze weszła do namiotu. Jako stosunkowo nowy, ale bardzo potężny nabytek, czart był ciągle na obserwacji i gdy tylko nie wykonywał akurat jakiejś misji, Elhar starał się go mieć na oku. Teraz właśnie wrócił niosąc złe nowiny o nadciągających z południa posiłkach Cyrician. Elhar przyjął milcząco meldunek i wskazał Hellswordowi jeden z foteli informując o mającej się odbyć zaraz naradzie, po czym usiadł sam na podwyższeniu. Nieznośnemu czekaniu akompaniował tylko Brilchan szeleszcząc swoimi manuskryptami.

Jest czas na: załatwienie jakichś ostatnich spraw, napisanie (jeśli chcecie) jak Wam się pracowało wcześniej z Zhentami, przyjście do namiotu, opisanie wyglądu i przedstawienie się, bo niekoniecznie musicie się znać. Liczę na posty po 2xA4 każdy :)
Ostatnio zmieniony czw sie 05, 2010 8:05 pm przez dreamwalker, łącznie zmieniany 4 razy.
Powód:
 
Brilchan
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4532
Rejestracja: śr cze 20, 2007 8:49 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

śr lut 03, 2010 9:22 pm

Brilchan

Młody czarodziej był zadowolony, powoli wszystkie fakty zaczynały układać się w logiczną całość. Gdzieś podskórnie czuł, że manuskrypt czy raczej magiczny wolumin jest blisko - prawie na wyciągnięcie ręki. Jeżeli choć część legend, do których udało mu się dotrzeć, była prawdziwa (a podobno w każdej przyśpiewce jest ziarenko prawdy...) To budowa Biblioteki Uniwersalnej Torilu nabrałaby znacznego tępa.

Te przyjemne rozmyślania zostały przerwane zostały przez Elhara, który oznajmił powrót kapitana. Oznaczało to konieczność oderwania się od pracy. Sama myśl o potrzebie robienia czegokolwiek innego niż siedzenie z nosem w książce, wywołała w mędrcu smutek, który szybko ustąpił jednak ciekawości.

Powrót "Kochanego Kapitana" i gniewna mina "Złotowłosego" oznaczało, że sprawy ruszą wreszcie z miejsca. Aby nie wyglądać, przed innymi przybyłymi na zebranie, jak szalony mól książkowy, (którym co prawda był, ale nie należy zaniedbywać stwarzania pozorów...) Zaczął błyskawicznie segregować wszystkie materiały, z których korzystał w trakcie pracy.

W ten sposób powstało kilka równych stosów, ułożonych według systemu katalogowania, który sam opracował. System ów był niestety jeszcze zbyt skomplikowany, aby nazwać go uniwersalnym i wymagał sporo pracy. Co ważniejsze teksty ukrył we wgłębieniach magicznego fotela, te mniej istotne zamaskował pośród dawno zdezaktualizowanych raportów z pola bitwy i sprawozdaniach finansowych, które ściągał ze wszystkich możliwych kancelarii.

Głupcy uznawali je za odpady, ale dla niego, wyrzucanie manuskryptu, który dało się powtórnie wykorzystać było krótkowzrocznością, niegodną organizacji wywodzącej się od kupców. A przecież, wystarczy użyć pumeksu, żeby odzyskać ponownie zdatny do użytku pergamin. Nie wspominając o ciekawych informacjach , do których można dojść odpowiednio analizując tego typu "pisma ulotne", można, np. wywnioskować, czego aktualnie potrzeba na rynku... W ostateczności można użyć zużyty pergamin na okładkę.

Jednakże umysły maluczkich pojmują tylko w kategoriach "wyrzucić - złożyć następny - marnować kolejne cenne zasoby".

Gdy czarodziej poczuł się zadowolony ze stanu stołu, położył dłonie na onyksowych, półokrągłych zwieńczeniach poręczy krzesła i przywołał magie zaklętą w tym meblu, przez największe umysły Twierdzy Cndelkeep, aby wysunąć się spod stołu i unieść się lekko w powietrze.

Ustawił się na przeciw wejścia do namiotu tak, aby bez problemu móc obserwować wszystkie obecne w nim osoby -na razie nie było ich zbyt wiele, ale należy zawsze myśleć perspektywicznie...- nie blokując jednocześnie nikomu miejsca.

Każdy, kogo to obchodziło mógł spojrzeć na siedzącego mężczyznę w purpurowych luźnych szatach, w jakie zwykli stroić się czarodzieje. Pierwszą rzeczą, która zwracała uwagę, były szare, iskrzące się od ukrytej inteligencji oczy, które przeszywały każdego, kto wkroczył do namiotu, jakby oceniając jego wartość według jakiejś nieznanej bliżej kategorii.

Wzrok ten zupełnie nie pasował do twarzy owego męża. Była ona młoda, widać było, że dopiero niedawno skończył lekko ponad dwadzieścia wiosen. Wydawał się przyjazny i otwarty (gdyby tylko nie te oczy...). Nosił średniej długości brązowe włosy, lekko zmierzwione jakby ich właściciel nie za bardzo przejmował się wyglądem zewnętrznym. Warto jednak zaznaczyć, że nie były przetłuszczone fakt, że ktoś w warunkach obozu wojsk toczących bitwę zadał sobie na tyle trudu, aby dbać o higienę, może świadczyć albo o próżności albo o pewnych niezachwianych standardach, jakie młodzian zapewne posiadał.

Kolejną ciekawą rzeczą było siedzisko człowieka. Krzesło, na którym spoczywał unosiło się kilka centymetrów w powietrzu jakby było pod stałym wpływem jakiegoś zaklęcia. Miało szerokie półokrągłe oparcie, obite czerwonym aksamitem oraz szerokie poręcze, zakończone małymi półokrągłymi ozdobami, na których spoczywały dłonie właściciela.

Gdy do namiotu wszedł Allshadron, mędrzec skinął mu głową w ramach powitania, z oficjalnym przedstawieniem wolał poczekać, aż zbiorą się wszyscy zaplanowani "goście„, (po co niby się powtarzać?).

Tymczasem przywołał do siebie Chowańca

~Quaras wstawaj czas do roboty!~ z za sterty książek wyłonił się rudy kot -o wiecznie zaspanym wyrazie pyska- i ziewnął dość głośno
[i]~Tak, szefie? Czego ci trzeba? ~

~Chodź tutaj, usiądziesz na oparciu i będziesz obserwował naszych gości ~ Kocur z wyraźną niechęcią wskoczył na fotel i obserwował wszystkich spode łba. Czarodziej miał chwilę żeby podumać nad swą drogą życiową, zanim przybędą inni uczestnicy zebrania.

Większość ludzi uważa, że Zentowie to zła organizacja. Dla Brilchana byli po prostu bardzo pragmatycznymi kupcami, skłonnymi do stosowania nietypowych metod perswazji. Takie podejście oraz wiedza i umiejętności, jakie które uzyskał dzięki ciężkiej pracy, pozwoliły mu szybko zdobyć szacunek wśród Czarnej Sieci. Trzy lata spędzone wśród drowów zahartowały go dość dobrze i naprawdę trudno było go zaskoczyć jakimiś niewyrafinowanymi formami okrucieństwa. Sposób, w jaki młodzian patrzył na życie był dosyć prosty, najbardziej w życiu pragnął zdobywać wiedzę, wszyscy w Okół służyli jako narzędzia do wypełniania tego celu. Po drodze, on sam zezwalał na to, aby być narzędziem w rękach innych, o ile nie oddalało go to zbytnio od celu, który sobie obrał.
Jak widać ta nieskomplikowana filozofia zaprowadziła go dość daleko. Podczas pracy w Organizacji udało mu się zawrzeć kilka intratnych kontaktów z kupcami, którzy -jeżeli zapłaci się im odpowiednią sumę- potrafią zdobyć tomy, o których większość księgarzy bałaby się nawet pomyśleć...

Gdy wszyscy się już zebrali i nadszedł czas powitania czarodziej przemówił do zebranych spokojnym wyważonym tonem:
- Witam wszystkich zebranych, zwą mnie Brilchan, jestem czarodziejem smoczej krwi i specjalistą w dziedzinie sfer. Jeżeli ktoś z was potrzebuje magicznego ekwipunku, zapraszam na rozmowę, z pewnością dojdziemy do porozumienia - tu uśmiechnął się przyjaźnie do potencjalnych kontrahentów (choć uśmiech ten był czysto handlowy, oczy pozostały zimne...)
- Mam również nadzieję, że znajdziemy okazję aby odrobinę podyskutować. Zapewniam was, że nie jestem jednym z tych zarozumiałych magów, którym ktoś kij od miotły w żyć wsadził i umiem docenić mądrość wojownika, który potrafi wbić miecz w bebechy przeciwnika tak, żeby ten już drugi raz nie wstał
Skończywszy prezentacie młodzian złożył ręce na kształt trójkąta i z wyrazem skupienia na twarzy słuchał, co mają do powiedzenia inni.
Ostatnio zmieniony pt kwie 16, 2010 9:03 pm przez Brilchan, łącznie zmieniany 11 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
DibiZibi
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4316
Rejestracja: śr lis 15, 2006 9:50 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

śr lut 03, 2010 10:05 pm

Allshadron Hellsword

Stał samotnie, walcząc z wichrem, na ostrym szczycie najwyższej góry jaką udało mu się znaleźć w tym rejonie. Zaparł się nogami w szczelinach popękanej skały, znajdując równowagę w pozycji, która nie wymagała od niego koncentracji ani też zbędnego wysiłku. Trwał tak, smagany lodowatym wiatrem i śnieżną zamiecią. Przeraźliwe zimno jakie panowało dookoła pozbawiłoby pewnie życia większość nieprzygotowanych do takich warunków ludzi, jeśli tylko pozostali by tu zbyt długo. Chociaż sam przywykł raczej do kran ognia, tutejsza pogoda nie robiła na nim większego wrażenia. Nie takie rzeczy w swoim długim życiu już widział.
Wychylił się lekko do przodu próbując ocenić wysokość na jakiej się znajdował. Niestety, gęsty śnieg ograniczał widoczność do ledwie kilku metrów, a przecież do najbliższych skał na dole było znacznie, znacznie dalej. Uśmiechnął się na myśl o nikłych wspomnieniach jakie łączyły go z tym miejscem. Tak dawno go nie odwiedzał. Oczywiście nie przybył na plan materialny by odświeżać pamięć czy podziwiać widoki. Chociaż uwielbiał stawać na szczytach gór i rozkoszować się przestrzenią, tym razem zrobił sobie ten postój tylko i wyłącznie dlatego że niewyraźne wspomnienia tego miejsca pokierowały jego podróżą w stronę zupełnie inną niż pierwotnie planował. Powinien niezwłocznie ruszać w drogę, ale nie mógł oprzeć się dotykowi wiatru na twarzy. Zaczeka jeszcze trochę.

Stał tak kilka godzin, w absolutnym bezruchu, przysypywany śniegiem i pogrążony w rozmyślaniach. Uświadomił sobie jednak jak wiele czasu stracił i z przykrością zadecydował że musi ruszać w dalszą drogę. Sam przed sobą musiał jednak przyznać że to miejsce wzbudziło w nim większy sentyment niż się spodziewał. Nie przepadał za planem materialnym. Był mały i niewyraźny. Pozbawiony ogromu i potęgi w samym fakcie swojego istnienia. Łączyła go z nim jednak szczególna więź która objawiała się czasem właśnie w takich chwilach zapomnienia.
Nie tracąc więcej czasu i karcąc się za brak dyscypliny, podskoczył parę razy w miejscu, strzepując z siebie śnieg i uwalniając swe ciężkie buty z lodu do którego zaczynał przymarzać. Pogoda poprawiła się i mógł teraz zobaczyć strome zbocze sięgające kilkaset metrów w dół. Dokładnie przed nim. Tak jak pamiętał. Właśnie tak jak chciał.
Wykonał zdecydowany krok wprzód i runął w przepaść. Poświęcił ostatnią chwilę na posmakowanie lodowatego wiatru, poczucie go na twarzy. Pomimo wszystko, czasem tęsknił za tym miejscem.
Skały z początku daleko w dole, teraz przybliżały się coraz szybciej. Skoncentrował swoje myśli na magicznej energii tkwiącej głęboko w jego sercu.

***


Materiał osłaniający wejście do namiotu delikatnie uniósł się, i równie dyskretnie opadł na swoje miejsce gdy przybysz wszedł do środka. Jego kroki były niemalże bezszelestne, pozostając daleko poza możliwościami uszu zwykłych ludzi. Dziwnie kontrastowało to z widokiem ciężkich, wzmocnionych metalowymi elementami butów, jakie miał na nogach. Trzeba jednak przyznać że zaskoczenie wywołane gracją jego kroków, pryskało natychmiast gdy przenosiło się wzrok wyżej, na resztę sylwetki.
Allshadron nie był oczywiście tak olbrzymi jak wielu innych z jego rasy, pośród potężnych diabłów znajdując się raczej w kategorii niskich. Nie zmieniało to jednak faktu że po przeniesieniu do ludzkich realiów stawał się dość wysoki, mierząc trochę ponad metr osiemdziesiąt. Jego skóra była idealnie czarna i gładka, zupełnie nienaturalna. Poza długimi, prostymi włosami o połyskującym, czarnym kolorze, nie miał żadnego innego owłosienia, zarostu czy brwi. Spomiędzy związanych włosów wystawały dwa niewielkie rogi, sterczące jedynie niewiele powyżej głowy.
Odziany był w szatę nasuwającą dziwne skojarzenia z niekompetentnie zabandażowaną mumią. Niezwykły płaszcz tego równie niecodziennego osobnika zrobiony był bowiem z wielu szerokich i bardzo długich pasów czarnego materiału, oplatającego postać w, zdawać by się mogło, całkowicie chaotyczny sposób. Gruba tkanina ozdobiona była w wielu miejscach drobnymi runami wyszytymi czarowną, lekko połyskującą nicią. W innych z kolei widać było ślady po nacięciach, zupełnie tak jakby właściciel nie przejmował się zupełnie łataniem uszkodzeń jakich szata doznała podczas walk - bo takie zapewne było pochodzenie owych zniszczeń. Najbardziej niepokojące były jednak zupełnie inne śladu. Rozpoznawalne bardzo łatwo, gdyż każdy w wojskowym obozie widział je wiele razy. Ślady krwi. Cześć była stara, czyść bardzo świeża, a było ich mnóstwo.
Cóż, nikt chyba nie liczył na to że ten czart jest pacyfistą. Głęboki kaptur opadał na plecy, a twarz zasłaniał wysoki kołnierz. Dłonie skryte miał w zbyt długich, bardzo obszernych rękawach.
Skinął lekko głową w kierunku mędrca, witając się w ten powściągliwy sposób, po czym zbadał go wzrokiem. Człowiek był młody, ale widać było że jest czarodziejem. Zwracanie więc uwagi na jego wiek, a już tym bardziej traktowanie go jak młodego i niedoświadczonego było nie tylko błędne, ale i mogło być zabójcze w skutkach. Doświadczył w życiu już wiele. Naprawdę wiele. Dlatego między innymi, zawsze było podejrzliwy... i sporo czasu zajęło by mu wyliczanie ile razu uratowało mu to skórę.
Nie ufał nikomu. Nigdy. Oczywiście chłodno kalkulował. Był bezpieczny, bowiem nikt nie ważył by się zdradzać i zabijać wysłannika najpotężniejszych sił z jakimi mogli sprzymierzyć się śmiertelnicy. Każdy dowódca którego zasady moralne nie kłóciły się z ideologią diabłów marzył o takim sojuszu. Allshadron był tu by to marzenie spełniać. Przynajmniej do czasu aż nie dostanie przeciwnego rozkazu. Na to jednak się nie zanosiło.

Zwięźle, ale z pewną dozą ewidentnie wyczuwanego w głosie znudzenia, złożył raport o niewielkim oddziale wojsk nadciągającym w stronę obozu. Wrócił tu ledwie kilka chwil wcześniej, z właśnie tej eskapady, a już miał brać udział w jakiejś naradzie. Jak strasznie nie znosił pośpiechu. Czemu ludzie wszystko robili tak szybko. Uśmiechnął się w myślach uświadamiając sobie oczywistą odpowiedź. Diabły mogły planować ataki w wiecznej Wojnie Krwi przez dziesięciolecia, czy nawet stulecia. Tamten świat zmieniał się tak powoli. W pełnym ładzie i porządku.
Tutaj wszystko gnało... Ku nieuchronnej zagładzie, jak zgadywał.

Był tu jedynym agentem Baatoru, pracując na życzenie i zgodnie z rozkazami swojego absolutnego mistrza. Pomimo tego że został dokładnie, jak na to czego zwykle dowiadywał się o swoich zadaniach, poinstruowany w tym co ma osiągnąć, nie dostał żadnych informacji o tym co konkretnie ma robić. Nie miał pojęcia co robić. Dlatego też na razie, póki nie pojawiała się żadna okazja, podążał z biegiem wydarzeń, zamiast samemu go kształtować.
Wykonywał zadania wyznaczane mu przez Elhar'a, cały czas pamiętając jednak o swojej głównej misji, i zbliżając się powoli do jej realizacji. Wiedział jednak że wymaga to czasu. Na szczęście, tego akurat miał pod dostatkiem. Pozostawał w cieniu, pojawiając się to tu, to tam, kontrolując wiele frontów swojej działalności. Generalnie, podobało mu się tutaj. Oczywiście tylko na tyle na ile podobać mu się mógł plan materialny. Bano się go, obserwowano z podekscytowaniem i podziwem. Dawało mu to poczucie realizacji swoich prywatnych celów. Dawało przedsmak tego do czego dążył od niepamiętnych czasów. Oczywiście na razie w mikroskopijnej skali. Zawsze jednak było to miłe uczucie.

***


Podczas spotkania, czart był cichy i zamyślony. Zajął miejsce skierowane najbardziej na drzwi jak było to możliwe i siedział nieruchomo, z dłońmi, cały czas ukrytymi w rękawach, opartymi na podłokietnikach. Ruszał jedynie oczami, i głową, obserwując uważnie każdego przybysza.
„Aahhh.. Znawca planów... Ciekawe...” - Allshadron uśmiechnął się w myślach w właściwy sobie, ironiczny sposób gdy mag zaczął się reklamować. Sam nie był potężnym czarodziejem, ale były dziedziny w których miał naprawdę olbrzymią wiedzą. Plany istnienia były jedną z nich. Żył takimi podróżami. Wykonywał je niezwykle często, nałogowo wręcz korzystając z faktu iż dla niego przejście pomiędzy planami było niemalże dziecinnie proste. Oczywiście, nie miał najmniejsze zamiaru wstawać i wyśmiewać się z czarodzieja, ani też udowadniać mu że nie ma racji. Było to niepotrzebne, no i oczywiście mogło okazać się nieprawdziwe. Allshadron nigdy nie zakładał że jest silniejszy od przeciwników, czy jak w tym wypadku że ma większą wiedzę. Chociaż zawsze sprawiał wrażenie myślącego dokładnie odwrotnie. Zawsze był z reszta przyjazny wobec magów. Byli ludźmi zawsze o wiele lepiej od innych wykształconymi i cechowali się większą obiektywnością oraz brakiem uprzedzeń. No, i wielu z nich fascynowały diabły....
„Handlarz.. No, proszę...” - ponownie uśmiechnął się w myślach. To może byś jeden z większych kroków w jego misji w ostatnim czasie. W jego głowie powoli zaczął kreować się plan... Możliwości, szanse, zagrożenia, okazje...
Tymczasem siedział dalej spokojnie, słuchając i obserwując.
Ostatnio zmieniony czw lut 04, 2010 7:43 am przez dreamwalker, łącznie zmieniany 8 razy.
Powód: Imię postaci
 
Awatar użytkownika
Venomus
Z-ca szefa działu
Z-ca szefa działu
Posty: 358
Rejestracja: czw sie 11, 2005 10:29 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

czw lut 04, 2010 2:29 am

Neith Sorn

Flaga z symbolem Cyrika płonęła. Języki ognia lizały czaszkę Księcia Kłamstw i zastępowały spalone już promienie które zazwyczaj ją otaczały.
Neith Sorn, Rogaty Herold, wybraniec oraz jeden z nieicznych wyznawców jedynego prawdziwego Pana Śmierci, Myrkula, z zawodu nekromanta, członek tajemnych Panów Kości, przez tłum nazywany potworem i sadystą, przez pewnego zapijaczonego woja "skurwiałym necro-pedofilem", a przez zaznajomioną wampirzycę dupkiem o złoto-czarnym sercu, potrząsnął głową...nie był przyzwyczajony do tego by ktos krzyczął mu w głowie. Dosłownie...

Nekromanta wyprostował się i spojrzał w kierunku obozu, z którego kilka minut temu przyszedł...eh, jego "pracodawcy" mają dziwne zachcianki. Ale tym razem wygladało to poważnie...nie podobało mu się to nagłe przerwanie kontaktu psychicznego. Gdyby Xanathar był tutaj, wysłałby go na rekonesans jak zwykle...Ale jego chowaniec miał ważne zadanie...więc wasz uniżony sługa wszystko znowu musi robić sam.
No może nie do końca sam, nie po to jest się światowej sławy (aby na pewno?) władcą nieśmierci aby zjawiać się bez obstawy, zwłaszcza jeżeli "materiał na obstawę leżał wszędzie wokół. Świeży, nie zakopany kilka metrów pod ziemią czy chroniony fanatycznymi kapłanami. Raj każdego nekromanty.

Neith uklęknął na jedno kolano, trzymając swój kostur przed sobą. Po chwili rozpoczął zapomnianą już w Faerunie modlitwę: Znaj Mnie i bój się Mnie. Obejmuje każdego, cierpliwie i pewnie. Śmierć zawsze cię znajdzie. Moja ręka dociera wszędzie... nie ma wrót których nie przekroczę, ani nie ma strażnika który mógłby mnie powstrzymać- to wyznanie wiary tak poruszające (przynajmniej według myrkulitów), że uważano iż potrafi rozruszać nawet umarlaków. I słusznie.
Zwłoki wyznawców Cyrika zadygotały, w pozbawionych życia oczach pojawiły się zimne światło, iskra nieżycia. Jeden po drugim, sztywne ciała poległych podniosły się aby ustawić w nierównym szeregu przed swoim nowym panem. Neith uśmiechnął się. Oto korowód godny jego misji. Rogaty Herold podniósł się i wytrzepał szatę, w końcu nie wypada zjawiać się brudny.
Młodzieniec przejechał wzrokiem po swoim "oddziale" i stwierdził, iż zombie bedą go spowalniać (nie mówiąc już o tym, że z daleka ktos może ich wziąć za oddział odwetowy Cyriszan), nic to. Jedno pstryknięcie palcami i stało się to co nad mostem Boareskyr...skóra, róznorakie organy i "inne zbędne części" opadły na skrawioną ziemię zostawiając czyściutkie szkielety (no może gdzieniegdzie w ogólnym procenie ufajdało się troszkę zbroję ale co tam) które od razu dadzą się poznać jako przyjaciele zhentów.
Był już gotów, czas zobaczyć czego chce od niego Elhar "Siwy"...

Pojawienie się Nekromanty w obozowisku nie pozostało niezauważone. No może raczej chodziło o kilkanaście nieumarłych szkieletów które posłusznie szły w kordonie wokół swego pana. Tak czy siak, ludzie byli albo zbyt pijani, albo mieli to za bardzo w dupie by jakoś zareagować. Dla nich dobry Cyriszanin to martwy Cyriszanin. A, że się rusza i klekocze? Byleby nie rozrabiał i nie był za głośny gdy przyjdzie kac...Zresztą sam Sorn nie był pewny czy nie jest lekko wstawiony bo mógłby przysiąc, że po drodze widział ogromnego czarnego niedźwiedzia kóry popindalał w kierunku obozu. No ale ostatnimi czasy już nic nie jest w stanie go zdziwić...

Przed namiotem Elhara przystaneli i nekromanta kazał zostać swoim "podopiecznym" na zewnątrz. I za bardzo nie socjalizować się z tłumem...
Po wejściu Neith zauważył, że Elhar nie jest sam. Zauważył jeszcze jakiegoś człowieczka otoczonego księgami, pergaminami i zwojami, oraz...(tu młody nekromanta delikatnie pociągnął nosem) kogoś z niższch sfer. Osobnik miał rogi ( a raczej przy tym co miał Sorn, różki) i czarną skórę, co jest częste w tamtych regionach. Jednak aura tej istoty była podobna do jego impa...tak więc obstawiał okolice Baatoru.

Ah, ależ przecież wszyscy w tym powieszczeniu, za wyjątkiem Elhara, widzą go po raz pierwszy! A widok zaiste zostaje w umyśle jakiś czas. Jak przystało na Rogatego Herolda, z czoła naszego "bohatera" wystawało sześć pokręconych rogów (zupełnie jak w jakiejś Koronie), idealnie pasujących do kruczoczarnych włosów i kontrastując do bladej twarzy. Postura myrkulity nie była typowa dla magów. W odróżnieniu od chuderlaków przed książkami czy tłuściochów przy władzy dbał aby jego prezencja pozwalała mu przeciwstawiac się trudom podróży. I przeżyć bezpośrednie starcie co zdarzało się, zwłaszcza z bandami rozsierdzonych wieśniaków...
Płaszcz i szaty nekromanty były jak możecie się domyślać czarne (a widział ktoś kiedy władcę umarłych w białej szacie? Chyba nie wiecie jak cężko pozbyć się z takiej plam krwi i innych...części człowieka), a na klatce piersiowej wyróżniał się symbol wyszczerzonej czaszk i na odwróconej tarczy otoczonej koścmi z palców, znak Myrkula. Przy pasie błyszczał sztylet podarowany mu niedawno przez Elhara oraz magiczna torba ze skarbami ( w tym artefakt który wplątał go w tą całą kabałę). Interesujący był też kostur w dłoniach maga. Na pierwszy rzut oka typowy dla jego profesji, czarne, hebanowe drewno pełne magicznych run, zakończone małą czaszką bez żuchwy. Jednak co bardziej wrażliwi na magię czuli, że w tym przedmiocie zaklęta jest potężna magia i cząsta jestestwa potężnej istoty ktora go stworzyła, tego który zaczynał w Netherilu a potem władał duszami Torilu...aż do incyentu 14 lat temu w Waterdeep, na wieży Czarnokija...
Taki oto intrygujący obraz Neitha Sorna jawił się zebranym, na pewno nie nie mniej wyjątkowymi i z jeszcze bardziej pokrętnymi życiorysami.

Elhar, można wiedzieć po co mnie wezwałeś? Byłem już w połowie drogi do lochów gdy ktoś wyjątkowo spartolił telepatyczne wezwanie. O co chodzi?- rzucił nekromanta siadając na najbliższym wolnym miejscu i i obejmując przelotnym spojrzeniem pozostałych.
Czas aby dowiedział się czegoś, i oby to było dobre...
Ostatnio zmieniony czw lut 04, 2010 2:41 am przez Venomus, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

Re: [DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

czw lut 04, 2010 9:48 am

Shang Tsung

Dziwny człowiek z ego Elhara. Choć zawsze pamiętał o wszystkich tytułach grzecznościowych, do Tsugna zwykle zwracał się możliwie oficjalnie i bezosobowo. Jakby mu nie ufał na przykład.
Posłaniec wyszedł.
Mnich zakonu Mrocznego Księżyca rozejrzał się po namiocie, zastanawiając się po cholerę dostał własne sługi, piękny obity prawdziwą skórą fotel i inne luksusy? Podobno mnichom nie wypada... Cóż, może Elhar chciał skontrastować ascetyczne życie zakonne z opływającym w luksusy życiem zhentarimskich doborowych najmitów? Próżne trudy. Powinien był wiedzieć, że Mroczny Księżyc to najbardziej fanatyczny zakon w Krainach, którego nie da się kupić błyskotkami, czy luksusami. Innych szczegółów wiedzieć nie musiał. Pół godziny to jeszcze szmat czasu, a Shang miał sporo do planowania. Pragmatyzm przede wszystkim.
Przejrzał jeszcze raz na spokojnie dokumenty i raporty z bieżącej sytuacji zapisując w pamięci różnego rodzaju uwagi. W końcu zostawił papiery. Wypadało sprawdzić z kim przyjdzie pracować.

* * *


Obóz powoli zaczynał dogorywać. Pijackie śpiewy coraz głośniej mijały się z dźwiękami instrumentów i melodią sprośnych piosenek. ~ Ciekawe, do czego zhenci potrzebują pomocy Mrocznego Księżyca? ~ Tsung nie współpracował wcześniej z zhentami, ale znał ich bardzo dobrze. Był przygotowany do działania i miał iście szatański plan. Pierwszym krokiem był Elhar. Pojęcie ograniczonego zaufania chyba było tu obopólne, co nie powinno nikogo dziwić. Wszak świat jest pełen superherosów, zaś mroczna strona świata musi słynąć ze skakania sobie do gardeł, zdrady, spisków, podszeptów i karkołomnych dwulicowych planów. To co bawiło półelfa najbardziej w takich sytuacjach to przerysowanie pieprzonych stereotypów. Ci dobrzy, biali rycerze na swych pięknych bojowych rumakach. Szlachetni, prawi, bezinteresowni, ufni, prostolinijni i mdli. Z drugiej strony, do przesady mroczni, zawsze ubrani na czarno, lub kryjący się w cienu; dwulicowi, zdradliwi, knujący i na siłę pokazujący swoją mhrrroczność i zuo przedstawiciele elity Torilu. Jak choćby ten pajac. Ze swojego miejsca, półelf dokładnie widział klekoczące przedłużenie męskości rogacza wkraczające do obozu. ~ Mhrrroczne. Prawdziwy złoczyńca.~ W głowie zaczęła kiełkować pewna myśl.... ~ Może Fzoul? Tak. Fzoul i Elhar byli graczami do których trzeba było uderzyć. Cóż, pora się zbierać, większość już jest na miejscu. ~

* * *



- Widzę, że nie jestem ostatni - powiedział Shang wychodząc z rogu namiotu, za latającym fotelem. Ubrany w skromny czarny strój jednoznacznie wskazujący profesję, półelf był z pewnością postacią wyróżniającą się. W istocie, tytuł najwspanialszego potomka elfów i ludzi był wielce adekwatny. Tsung ucieleśniał najlepsze cechy elfów i ludzi. Męska, bardzo ludzka szeroka szczęka połączona z elfimi, szmaragdowymi oczami, gęstymi czarnymi brwiami, lekko, idealnie szpiczastymi uszami, ludzkim wysokim czołem i charakterystycznymi dla elfów policzkami był ucieleśnieniem idealnej synergii obu ras. Krótkie kruczoczarne włosy stapiały się z czarną szatą z kapturem, jaką zwykli nosić mnisi Mrocznego Księżyca.
Jedynymi ozdobami czarnego dopasowanego stroju były shurikeny przyczepione do przedramion, miękkich skórzanych butów, oraz barków. Przypominały nieświęty symbol Shar - środek był czarny i matowy, zaś na obrzeżach widniała purpurowa obwódka z której wystawały ostre zadziory. Na plecach skrzyżowane spoczywały dwa krótkie miecze, o kształcie i wykończeniu charakteryzującym kulturę Kara-Tur.
- Jestem Shang Tsung - Głos półelfa był elfio-melodyjny, zachowujący jednak charakterystyczną ludzką twardość.
Tsung nie poświęcił większej uwagi reszcie przybyłych gości. Najwidoczniej albo go nie interesowali, albo zdążył się im już przyjrzeć. Stanął w pewnej odległości od pozostałych w najbardziej zacienionej części namiotu.

~ Trzymanie się cienia jest takie mhroczne ~ skwitował w myślał Tsung, wspominając jednocześnie paradę szkieletów. Ironia ostatniej myśli była cierpka niczym głogowe wino ale cóż można było poradzić? Pewnej natury nie sposób zmienić.
Ostatnio zmieniony czw lut 04, 2010 10:06 am przez Suldarr'essalar, łącznie zmieniany 4 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Sindarin
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 851
Rejestracja: czw wrz 16, 2004 7:38 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

czw lut 04, 2010 7:55 pm

Mallai

Walka z żołnierzami Cyrica była z początku bardzo odprężającym zajęciem, ale po krótkim czasie zaczęła się robić nużąca. Bo ile można rozrywać na kawałki jakieś ofiary losu, które nie potrafią się nawet porządnie bronić? Po siedemdziesiątym zabitym Mallai robił to już praktycznie od niechcenia. Ot, ręka tu, noga parę metrów dalej, głowa na pół, i jedziemy dalej…
Mallai’owi wydawało się już, że będzie bawił się w kotka i myszkę aż do usranej śmierci, kiedy odezwał się Elhar. Ogromny czarny niedźwiedź usiadł
~No, nareszcie… Może w końcu znajdzie się coś ciekawszego do roboty~ głos Pana Łowów znowu rozbrzmiał w głowie Mallai’a
- Ewentualnie po prostu będę robił to samo, tylko gdzieś dalej - chciał powiedzieć mężczyzna, ale z racji posiadania chwilowo niedźwiedziego pyska zamiast twarzy, zamruczał tylko gniewnie. To wystarczyło Malarowi
~ Spokojnie, synek, jestem pewien, że nie będziesz się nudził. Pamiętasz, dlaczego spalili Mintar? ~
- Aha… Szukali jakiegoś artefaktu, i pewnie to ma coś wspólnego z rozpieprzaniem się cyklu dnia i nocy, co?
~ No jakbyś zgadł. Pracujesz już dla Elhara od jakiegoś czasu i jego robótki zwykle były dla ciebie przyjemne. Pewnie teraz też tak będzie, zaufaj swemu bogu… A propos, przydałaby się jakaś porządna ofiara ~
- A ci tutaj nie wystarczą? Jak tylko będzie spokojniej, dostaniesz ich serca \
~ Oj, widzę że idziesz na ilość, a nie na jakość. Postaraj się o coś lepszego, a teraz uważaj! ~
- Na c… Auukurwa! - Niedźwiedź ryknął z bólu i spojrzał na ziemię obok siebie. Okazało się, że po prostu nie zauważył, że usiadł na żołnierzu, na którego zamachiwał się przed dostaniem wiadomości. Najwyraźniej żołdak pozbierał się, kiedy Mallai był zajęty rozmową. Miał farta, że przeżył częściowe przygniecenie, ale uśmiechu losu nie wykorzystał. Bo zaraz po dosięgnięciu swego miecza wbił go w zad niedźwiedzia.
Mallai poderwał się na nogi, po czym wyrwał wbite dość głęboko ostrze i zaryczał po raz kolejny, stając na tylnych łapach. Jego sylwetka nagle zaczęła się kurczyć, ukazując zasuszonego starca o szarych, wyglądających na ślepe oczach, ubranego w jakieś skóry. Staruch kopnął leżącego wciąż żołnierza w nerki
- Wstawaj, chujku! Wykazałeś się odwagą, więc pozwolę ci żyć! Spieprzaj stąd, zanim się rozmyślę - Mallai postarał się, by jego głos brzmiał odpowiednio patetycznie.
Żołnierz postanowił wziąć sobie tą radę do serca, i wziął nogi za pas, gubiąc po drodze resztki ekwipunku.
1…
2…
3…
- Dobra, rozmyśliłem się - mruknął Mallai do siebie i rzucił się przed siebie. W locie jego ciało przeszło kolejną transformację, tym razem nabierając gibkości i szybkości.
Biegnący kilkadziesiąt metrów dalej Cyriszanin nie mógł uwierzyć, że miał takiego farta. No, i akurat z tą niewiarą miał trochę racji, bo nie minęło nawet kilka sekund, a na jego plecach wylądował rozpędzony gepard, obalając go na ziemię i urządzając sobie radosną rzeźnię.
Zostawiwszy za sobą coś, co wyglądało raczej na kocią kuwetę niż zwłoki, Mallai już w swojej normalnej formie ruszył do namiotu dowództwa. Oczywiście nie zapomniał zabrać ze sobą kilku palców na przekąskę.

Przeciskając się między tłoczącymi się szkieletami, Mallai warczał pod nosem jakieś przekleństwa i co rusz utrącał im różne kości. Przed samym wejściem do namiotu wciągnął głęboko powietrze nosem. Jakiś czart, ktoś śmierdzący trupami i kilku innych, przyda się bardziej reprezentacyjna forma…

Niedługo po tym, jak do namiotu dowodzenia dotarł półelf, zasłony wejściowe rozchyliły się odrobinkę. Wszyscy zerknęli w ich stronę, jednak nikt najwyraźniej nie wchodził. Dopiero gdy ktoś spojrzał niżej, z zaskoczeniem zobaczył …małego, białego i puchatego królika, który jak gdyby nigdy nic wszedł do środka i podreptał w stronę stołu z mapami. Z tym królikiem było zdecydowanie coś nie tak. Może to fakt, że wlazł do namiotu pełnego indywiduów z różnych stron świata i po przycupnięciu koło stołowej nogi zaczął ich uważnie obserwować, czy może też to, że na jednym oku miał paskudną bliznę, a jego pyszczek był dziwnie czerwony, jakby grzebał nim w koszu z truskawkami lub ludzkich bebechach?

Tym, którzy byli obeznani z podróżami planarnymi, nagle przypomniały się opowieści o straszliwej bestii z krainy Caerbannog, która znajdowała na pewnej zapomnianej przez bogów i zacofanej Pierwszej Materialnej.
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2249
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

pt lut 05, 2010 7:41 am

Elhar Złotowłosy uśmiechnął się promieniście zbijając Was zupełnie z tropu. Następnie obszedł stół dokoła i zajął miejsce przeznaczone wyłącznie dla kapitana. Wyłącznie to wyłącznie. Musiało się stać coś takiego, że staruszek został jedynym wyżej postawionym Zhentem w okolicy. Właściwie to pewnie wcześniej był wyżej postawiony od kapitana - on był tylko najemnikiem, tak jak większość tutejszej armii. Elhar podsumował to w myślach dodając, że pewnie dlatego właśnie jego "żołnierze" są tak bardzo rozbestwieni. Nie ma się jednak co martwić. Najwyżej Sorn i paru innych obecnych tu nekromantów będzie miało robótkę i stworzą dużo bardziej posłuszną armię. Młody Myrkulita pokazał już z resztą, że ma styl. Kto wie, może wkraczająca do obozu armia szkieletów dała już nawet niektórym do myślenia?

Elhar usiadł i zaczął przeglądać mapy. Ale nie te zostawione na stoliku obok przez Brilchana. Swoje. Przez długą chwilę panowała złowroga cisza a Allshadron mógłby przysiąc, że na jednej z przeglądanych przez staruszka map dostrzegł plan któregoś z piekieł Baator. Dziwne, bo Elhar nie przerzucił go dalej razem z innymi papierzyskami, ale przez chwilę zadumał się właśnie nad tym pergaminem. Cóż, może dopadły go wspomnienia?

Nie zdążyło Wam jeszcze zbyt mocno sprzykrzyć się czekanie, gdy nagle Elhar wstał od map, objął wzrokiem cały namiot i zaczął swoją mowę.
- Witajcie! Mnie zapewne wszyscy znacie, ale po tym milczeniu panującym w namiocie widzę, że ze sobą nie macie zbyt wiele wspólnego. W tych dziwnych czasach chciałem zaproponować Wam wszystkim udział w pewnej dziwnej misji. Nie jesteście wśród nas zbyt długo, więc w innych częściach świata nie będą Was kojarzyć z Zhentarimami. Z drugiej strony. Wykazaliście się ogromną wiedzą - tu wskazał na Brilchana - ogromnym sprytem - skinął w stronę Allshadron - ogromną mocą - upierścieniona ręka namiestnika wskazała nekromantę - oraz męstwem - wiadomo było, do kogo odnoszą się ostatnie słowa.

- Potrzebujemy, abyście odnaleźli Wolumin Dnia i Nocy.
W tym momencie Neithowi przez głowę przewinęło się kilka różnych myśli. Pierwszą było, żeby wyśmiać starucha. Tak, to zawsze jest najprostsze. Z drugiej strony jednak, warto było posłuchać, co wiadomo o tajemniczej księdze,
- Jest to księga mocy tajemnej o niezwykłej mocy. Podobno spisał ją mag, który wiedział jak przejść przez ograniczenia nałożone przez Mystrę. A to znaczy, że księgę ma w swym posiadaniu jakiś wyjątkowo potężny czarodziej. To właśnie z niej zostało rzucone Zaklęcie Topniejącego Słońca. Nie mamy wątpliwości. Po co miało być to zrobione? Podejrzewamy, że jest to spisek przeciwko kościołowi Cyrica. Co prawda narzędzia tego spisku są bardzo potężne (więc może Woluminem włada ktoś niespełna rozumu?), ale skuteczne. Nawet my daliśmy się nabrać. Czy to oznacza, że teraz zaprzestaniemy walki? Oczywiście, że nie. Ale to oznacza, że ktoś dysponujący tą księgą może następnym razem użyć jej przeciwko Zhentom. A skoro, jak pewnie część z Was wie, pogłoski które doprowadziły do wojny, pochodzą właśnie z Mintar, wysoce prawdopodobne jest, że to właśnie tam znajduje się sam mag, jeden z jego popleczników lub jakiś inny ślad ich bytności, który doprowadzi nas od nitki do kłębka.

Elhar dał Wam przerwę na ochłonięcie podanych informacji. W tym samym czasie nalał sobie z postawionej w kącie beczki rubinowoczerwonego płynu i wypił jednym haustem pół kubka.

- Jak widzicie, jest to sprawa najwyższej wagi. Ważniejsza niż wojna i wszystko, co z nią związane. Ach, co do kapitana. Wrócił z lochów pod Mintar sam. Dodatkowo tak opętany, że zaczął zabijać wszystkich, którzy stanęli mu na drodze. Nasi kapłani próbowali jakoś go wyleczyć albo uspokoić, ale każdy z nich mówił w końcu, że kapitana opętała siła mocniejsza od niego samego. Tak właśnie, w tej chwili nasz umiłowany dowódca gryzie glebę. Na szczęście zbyt wiele osób o tym nie wie i mogę użyć tego. - wskazał na czapkę, w tej chwili zwisającą z krzesła. Włożył ją na głowę i natychmiast przybrał wygląd zabitego dowódcy. Zaraz potem zdjął nakrycie głowy i odwiesił na fotel. - Czekam na Wasze pytania, wybrańcy. - to ostatnie słowo zabrzmiało wyjątkowo ironicznie.
 
Awatar użytkownika
DibiZibi
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4316
Rejestracja: śr lis 15, 2006 9:50 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

pt lut 05, 2010 12:55 pm

Allshadron Hellsword

Według tego czego już się dowiedział, oraz domyślał, zarówno on, jak i pozostali, znajdujący się w tej chwili w namiocie, spotkali się by omówić szczegóły misji na jaką mają się udać. Chociaż to że ludzie planują w ogóle jakikolwiek krok było dla Allshadrona bardzo pozytywną wiadomością, gdyż ciągle nie mógł się pogodzić z pochopnością z jaką podejmuje się tutaj przeróżne decyzje, nie tylko błahe ale i decydujące. Ciągle przypomniał sobie że ludzie szybko się rodzą, przemijają, umierają i nie mają wiele czasu na myślenie. Szkoda, bo była to rasa o wielkim potencjale. Tak czy owak, stanowili jednak doskonałych sojuszników. Łatwi to okłamania, skuszenia, zastraszenia... Chętni do walki, przyzwyczajeni do posłuszeństwa.
Rzeczą która martwiła Allshadrona w tym spotkaniu było to że najprawdopodobniej, czy może raczej na pewno zostanie wysłany gdzieś razem z tym ludźmi i zmuszony do współpracy z nimi.
Była to sytuacja która ze wszystkich możliwych stron i aspektów mu nie pasowała.

Po pierwsze, działał sam. Był do tego wyszkolony i przyzwyczajony. Nie posiadał wielu zdolności czy zaklęć które mogłyby chronić jego sojuszników, ani też nie miał najmniejszego zamiaru ściągać na siebie przeciwników oraz ich ciosów. Tak samo jak nie zapewniał wsparcia innym, tak wcale go też nie potrzebował. Był kompletnie samodzielny i wystarczalny, mogąc zarówno poradzić sobie w walce na dystans jak i równie szybko ów dystans pokonać i rozpocząć walkę wręcz.
W walce grupowej rewelacyjnie mógł się sprawdzać jedynie w zwiadzie, zaskakiwaniu i flankowaniu przeciwników, ale jego główna taktyka, czyli pozostawanie niezauważonym przez wrogów, aż nie będzie dla nich zbyt późno, w grupie była co najmniej niemożliwa.

Drugą sprawą było to, że Allshadron zwyczajnie im nie ufał. Będąc zmuszonym do pracy w drużynie, bez przerwy był otoczony, na dodatek nie mogąc dbać o własne bezpieczeństwo zgodnie z zasadą : „Zabić na wszelki wypadek”. Jeśli więc doszło by między nimi do sporów najprawdopodobniej nie ma żadnej pewności że będzie pierwszym który zada cios. Było to co najmniej irytujące.

Ostatnią wadą tego wszystkiego była oczywista myśl że jeśli zebrana została drużyna osobników o co najmniej niecodziennych umiejętnościach i sile, nie będą przecież pilnować obozu. Znając życie zostaną wysłani gdzieś daleko, a czart nie był pewien jak wpłynie to na jego misję.
Cóż. Zobowiązał się jednak i będzie wykonywał polecenia tych śmiertelników dopóki nie uzna że kłóci się to z jego celem, albo nie dostanie przeciwnych rozkazów.

Allshadron poświęcił długi czas na przeanalizowanie wszystkich swoich sojuszników. Tego co mówili, tego jak wyglądali... Co można było z nich wyczytać. Ważne było to nie tylko ze względu na to po kim można spodziewać się zdrady, o której nie wątpił że nastąpi prędzej czy później. W rolę wchodziły silne i słabe strony ich drużyny. To, czy będą się uzupełniać, czy znajdą jakąś wspólną taktykę. No, i oczywiście prywatne cele diabła, a do ich realizacji już widział kilka sposobności.

Mag był pierwszym członkiem tego spotkania którego spotkał... Chociaż wyglądał na bardzo młodego, byle kto nie był tu zapraszany więc na pewno czarodziej był bardziej niebezpieczny niż na to wyglądało. Ciężko jednak stwierdzić czy lepszy był w atakowaniu i ofensywnych zaklęciach czy też może w defensywie i zaklęciach osłaniających drużynę.
Jeśli chodzi o jego ambicje, to był magiem. Więc prawie na pewno głównym celem jego życia było dążenie do siły i potęgi - zupełnie tak jak w przypadku Allshadrona. Dodatkowo, był handlarzem. Z tym właśnie niepozornym faktem wiązał największe nadzieje. Być może uda mu się wykorzystać to że mag z całą pewnością miał skłonność do rzeczy cennych, rzadko spotykanych i najczęściej magicznych.

Kolejny, nekromanta... Z tym zapewne dogada się najlepiej. Tajemna wiedza, magia, nikłe zasady moralne, absolutny brak szacunku dla życia i śmierci, oraz zapewne nie specjalne normalne podejście do świata. Co prawda Allshadron nie przepadał za umarlakami... brakowało im gracji, siły i co najważniejsze mózgu, a stworzenie takich które miały te cechy nie tylko było niemożliwie wręcz trudne, ale też praktycznie wykluczało możliwość kontrolowania owych tworów. Co prawda Allshadron nie miął wątpliwości że tak potężnych nieumarłych ów nekromanta nie może stworzyć, ale nawet oddział kilkunastu szkieletów był czymś godnym uwagi. Pozostawały jednak dwa aspekty... Czart wiedział dobrze z własnego doświadczenia jak negatywny wpływ na umysły śmiertelników mógł mieć długi kontakt ze śmiercią. Zwłaszcza taki jaki mieli nekromanci.
Miejmy nadzieje że nie był kolejnym, wypranym z rozumu maniakiem.
Pozostawała też kwestia rogów na głowie tego czarodzieja. Ciekawe kim lub czym był. Nie wyglądało to raczej na samą tylko ozdobę... Może coś łączyło go z niższymi planami... Wtedy tym bardziej dobrze by się z nim dogadał. Oczywiście, o ile tamten nie stał... po drugiej stronie.
Cele nekromanty były zapewne podobne do drugiego maga. Być może bardziej nastawione na przeklętą wiedzę niż an przedmioty magiczne, a więc znów w obiekcie zainteresowań Allshadrona.
Jak już wcześniej ustalił, po magach nie spodziewał się zagrożenia. Ich cele były zapewne dość podobne ale nie były wyścigiem. W końcu, skoro każdy z nich dążył do potęgi, ale nie polowali na ten sam artefakt, ani nic w tym stylu. Nie musieli więc ze sobą walczyć.
Jeśli chodzi o walkę, mag zapewne najbardziej skupiał się na tym by jego oddziały walczyły same, a powaleni wrogowie pomagali dobić swych jeszcze niedawnych towarzyszy. Podobnie jednak jak w pierwszym przypadku nie mógł dokładnie określić jaką magią, poza oczywistym, nekromanta dysponuje.

No, i mnich... Ten był jak na razie zagadką. Allshadron nie miał wiele do czynienia z takimi osobami w swojej karierze. Nie wiedział o nich wiele. Rozpoznał jednak symbol Mrocznego Księżyca... A więc fanatyk... Wierny zasadom. Zapewne honorowy - chociaż oczywiście w jakiś dziwny pokręcony sposób. Nie wiedział o nim wiele, mógł się jedynie domyślać. Zapewne był zabójczy na krótkim dystansie, i ciężko było go zabić. Ale to były tylko domysły. W dodatku nie wiedział wiele o mentalności mnichów... Czego się po nich spodziewać. Mnisi zwykle nie robili kariery, zależało im bardziej na doskonaleniu siebie. Nie kształtowali też raczej historii, pozostając w cieniu. Miał nadzieję ze ten również taki będzie, chociaż z tej grupy to w mnichu mógł widzieć największe dla siebie zagrożenie gdyby rozpalił się pomiędzy nimi konflikt, ale też widział nikłe szansę na taki przebieg wydarzeń.

Ostatni, mały, biały królik... No tak, zapewne jakiś zmiennokształtny, druid lub mag. Niemożna było na razie powiedzieć o nim zbyt wiele, więc pozostawało mieć jedynie nadzieje że stopień jego przydatności będzie większy niż poczucie humoru którym się cechował.
Mógłby założyć się teraz o pokaźną sakwę złota, że ostatni przybysz nie zrobił dobrego wrażenia na zabranych. Zapewne oni również patrzyli na niego z politowaniem.

Przyszła pora na przedstawienie się. Allshadron wstał, chociaż nie specjalnie wiedział po co, i skinął delikatnie głową do wszystkich zebranych. Tylko raz, ogólnie, nie zaszczycając nikogo indywidualnym ukłonem.
Każdemu z nich rzucił pozbawione emocji spojrzenie i przedstawił się niskim głosem z zupełnie niespotykanym na planie materialnym akcentem.
-Jestem Allshadron Hellsword, wysłannik Baatoru - tyle starczyło, chociaż zastanawiał się czy już nie powiedział za dużo.
Usiał ponownie, idealnie odtwarzając swoją poprzednią pozycję.

***


-Po pierwsze, wybaczcie trywialne pytanie, ale nie jestem tutejszy. Co wiemy o samym Mintar? Mają tam jakiegoś arcymaga? Jest tam może coś co powinno zwracać naszą uwagę, poza oczywiście możliwością znalezienia tam woluminu? - Allshadron sam wiedział co nieco o okolicznych krainach, ale sam nigdy tu nie był, a nawet jeśli, jego wiedza była już bardzo przestarzała. Nie interesował się planem materialnym od dobrych kilkunastu dekad. Chociaż dla diabła nic się w sumie przez taki czas nie zmieniło, w świecie ludzi były to pokolenia w których działo się wiele. Wybuchały wojny, upadały królestwa. Równie dobrze, gdy był tu ostatnio, połowy z miast mogło tu zwyczajnie nie być. Czart nie miał zamiaru przyznać się do tego wszystkiego, pozwalając głupszym na potraktowanie go jako osobę o małej wiedzy, a inteligentniejszym na zrozumienie stosunku długowiecznych do zdarzeń na planie materialnym. Mógł dowiedzieć się wielu rzeczy na własną rękę i w dodatku zrobić to bardzo szybko. Po pierwsze jednak, nie specjalnie mógł teraz opuszczać spotkanie, a po drugie miał przecież wspaniałą drużynę do wyręczenia go z kolejnego obowiązku.

Mówiąc te słowa Allshadron nawet nie drgnął. Gdy skończył, również siedział daje nieruchomo, niczym starożytny posąg. To wszystko niespecjalnie mu się podobało. Podróż do jakiegoś mało znaczącego miasta w poszukiwaniu maga który mógł tam być, i równie dobrze mógł, ale nie musiał mieć przy sobie, czy nawet wcale, artefaktu. Chociaż w głowie czarta już pojawiały się dziesiątki scenariuszy na jakie, z jego pomocą lub i bez niej, może się cała ta sprawa rozegrać.
Widział na razie zbyt wiele ciemnych pól, plam niewiedzy, by snuć jakieś konkretne plany.
Musiał podążać ze drużyna, a wątpliwości pozostawić na później. Oczywistym było jednak dla niego że będzie musiał niedługo odwiedzić kogoś bardziej poinformowanego.
Najważniejsze jednak pytanie mógł rozpatrzeć już teraz... Jaki jest tego sens? Dla diabła wieczna noc nie wydawała się niczym strasznym. Wręcz przeciwnie. Była błogosławieństwem.
Ostatnio zmieniony pt lut 05, 2010 12:56 pm przez DibiZibi, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Sindarin
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 851
Rejestracja: czw wrz 16, 2004 7:38 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

ndz lut 07, 2010 7:13 pm

Mallai

Królik wysłuchiwał tego, co ma do powiedzenia Elhar, przyglądając się jednocześnie obecnym w namiocie ~Niezłe stadko… Uważaj na nich, to doświadczeni drapieżnicy, chociaż zbyt rzucają się w oczy~
- Jakbym tego nie wiedział -
Wyciągnięcie pierwszych wniosków na temat nowych towarzyszy nie było trudne. Dwóch magów, jeden młody podający się za handlarza i drugi, dobrze zbudowany, a sądząc po rogach i wszechobecnych tandetnych czaszkach, nekrof… nekromanta służący zmarłemu bogu Myrkulowi. ~ Myrkul, Malar, brzmi podobnie. Macie jakieś koneksje?~
~ A w życiu! Co mnie obchodzi to, co leży martwe w ziemii? Kiedy jeszcze żył, nie wchodziliśmy sobie w drogę, bo bardziej interesowało go to, co pozostaje z moich ofiar niż one same~
Zostawiwszy już dysputy teologiczne, Mallai powrócił myślami do czarodziejów. Był prawie pewien, że prędzej czy później rzucą się sobie do gardeł, jak to magowie szukający jeszcze większej potęgi. Potem pozostanie tylko likwidacja obu typków…
Kolejny eksponat: półelf, najwyraźniej mnich, do tego Sharyta. Mallai popierał poleganie na potencjale własnego ciała, i chyba tylko dlatego postanowił, że udzieli mu kilku rad na temat strojów maskujących. Fakt, czarny strój pomaga w ukryciu się. Pod warunkiem, że siedzisz w idealnych ciemnościach. Tsung chyba przeoczył tą drobną niedogodność, ale cóż, czego wymagać od sług bogini ciemności?
No i ostatnie indywiduum, które do mrocznego zaułka pasowało jeszcze lepiej niż półelf: koleżka z Baatoru, który wyglądał, jakby codziennie brał kąpiele w smole. A żeby podkreślić swoją diabelskość, doprawił sobie jeszcze rogi. Musiał być bardzo pewny siebie, skoro bez wahania dał wyraźnie znać o swoim pochodzeniu, no ale cóż, może chciał się pochwalić?

Widząc spojrzenie Allshadrona, królik wykonał gest, który był bardzo podobny do wzruszenia ramionami, po czym wskoczył na jedno z krzeseł. Tam nagle dostał ataku jakichś drgawek, i dosłownie ułamek sekundy później na krześle zamiast królika siedział dobrze zbudowany mężczyzna wyglądający na około 30 lat. Jego krótko ścięte włosy oraz broda były w strasznym nieładzie. Cała twarz w ogóle sprawiała wrażenie, że jej właścicielowi obca jest cywilizacja i że wiele łączy go z dzikimi bestiami (co ciekawe, mężczyzna miał na lewym oku taką samą bliznę jak królik). Mallai ubrany był w luźną kurtkę i spodnie, wszystko uszyte jakby z dziesiątek kawałków skór różnej faktury i koloru. Kilka kawałków na przodzie ewidentnie należało kiedyś do humanoidów, gdyż zdobiły je misterne tatuaże.
- Zwą mnie Mallai, i jestem wysłannikiem dziczy - rzucił, zgrabnie naśladując ton głosu Allshadrona. Po tych słowach sięgnął wyposażoną w niemałe pazury dłonią za pazuchę, wyciągnął coś, co wyglądało jak ludzki palec, i z przyjemnością wymalowaną na twarzy wsadził go sobie do ust. Chrzęst rozgryzanej kości rozwiał wszelkie wątpliwości - to jednak był palec
- Mmm, całkiem niezłe. Chce ktoś może jednego? - powiedział, wyjmując niewielką sakiewkę, w której, sądząc po kształcie, znajdowało się jeszcze więcej palców - Świeże są najlepsze. A co do Mintar, panie Hellsword, to nie zostało z niego zbyt wiele. Pożar zrobił swoje i wątpię, że wolumin wciąż tam jest - No tak, pewnie ta książka była tym artefaktem, o którym mówiono.
 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

pn lut 08, 2010 11:14 am

Shang Tsung

- W tych czasach bardzo łatwo zostać wybrańcem - odgryzł się półelf spoglądając na magiczny kapelusz. Usiadł za stołem, na przeciwko diabła. Reszta "wybrańców" nie robiła na Shangu większego wrażenia. Jedynie diabeł i czarodziej w krześle zasługiwali na uznanie. Nie od dziś wiadomo, że najpotężniejsi nie muszą pokazywać swoich możliwości. Tym baczniej zwrócił na nich uwagę. Popisy pozostałych nie robiły na nim większego wrażenia. Nikogo nie można lekceważyć, a Tsung był na tyle bystrym obserwatorem, że nic nie umykało jego uwadze. Nawet jeśli z pozoru nie poświęcał uwagi na przyglądanie się pozostałym.
Czarodziej wyglądał na niezbyt okazale. Przykuty do latającego fotela mógł sprawiać wrażenie wątłego i bezbronnego. Cóż, na pewno było to równie mylne co trafne. Na pewno była to najsłabsza część czarodzieja, ale głupotą byłoby skupienie się na kalectwie.
Podobnie do diabła, czarodziej dysponujący sporą wiedzą, dysponuje sporym arsenałem nietypowych czarów. Tu należy zwrócić większą uwagę. Reszta, pokazała czego się spodziewać. Nieistotne jak bardzo potężni byli, w swojej głowie nie byli dostatecznie silni by nie musieć tego udowadniać. To wystarczyło, by półelf rozgryzł ich prędzej, niż później, a ich moce nie stanowiły specjalnej przeszkody, ani trudności. Ciekawe zresztą, jak wszyscy taksują się nawzajem starając się wyłapać mocne i słabe strony, by móc skoczyć sobie do gardeł. Znów stereotypy. Ech...

Shang skupił się na diable. Wydawał się podzielać stanowisko obserwatora, zwiadowcy i zabójcy, który niechętnie współpracuje z idiotami. O ile cele będą zbieżne Hellsword może być przydatnym sojusznikiem i podwładnym.

Pytanie odnośnie statusu Mintar było bardzo zasadnym. Chowanie się za otoczką pozasferowca była sprytnym posunięciem, które maskowało niewiedzę. Nie ma jednak nic wstydliwego w pozyskiwaniu informacji o celu. Rekonesans i zbieranie informacji jest tutaj kluczowe i nie należy się go wstydzić. Umysł Tsunga zanotował i tę chwilę maskarady diabła. Na pewno będzie przydatna później.
Wolumin dnia i nocy... To by było niezłym dodatkiem dla Patrona. W rzeczy samej, doskonały dodatek. Shang uśmiechnął się w myślach, choć wieczne noce były błogosławieństwem, to półelf zbyt dobrze wiedział jakie konsekwencje dla świata to może mieć. Tym chętniej chciał wysłuchać raportów odnośnie Mintar.

- Jak możemy znaleźć ten wolumin? Czy w mieście są, lub siedziby mieli czarodzieje, którzy mogli mieć dostęp do takich artefaktów? -
Ostatnio zmieniony wt lut 09, 2010 7:14 am przez Suldarr'essalar, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Brilchan
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4532
Rejestracja: śr cze 20, 2007 8:49 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

pn lut 08, 2010 1:50 pm

Brilchan

Czarodziej był zadowolony. Żadna wiedza zapisana na pergaminie nie mogła równać się z doświadczeniem jakie właśnie zdobywał obserwując Elhara. Człowiek ten był zaprawdę zadziwiająco przebiegły, pomysł z podszyciem się pod martwego kapitana był genialny w swojej prostocie. Nie były to co prawda intrygi dorwich magów ale to nawet bardziej odpowiadało umysłowi młodziana. Długowieczne istoty miały tendencje do zbytniego komplikowania prostych spraw, pewnie ze względu na nudę.

Rzeczywiście nie miał zbyt wiele wspólnego z resztą obecnych w namiocie osób (istot?) wątpił żeby ktokolwiek z obecnych przedkładał wiedzę nad osobistą potęgę.

Rozmyślania przerwała ruda łapa szturchająca młodziana w tył głowy
~- Hej,szefie nie sądzisz że lepiej się nie przechwalać znajomością sfer kiedy przed tobą siedzi rogacz ?~
~ - Nie wcale tak nie uważam mój drogi on ma ku podróżom planarnym wrodzone zdolności ja wręcz przeciwnie. Zdobyłem na tym zapyziałym krańcu sfer tyle wiedzy ile byłem wstanie i byłbym wdzięczny gdybyś więcej tego nie kwestionował! ~
~spokojnie szefuniu to się już więcej nie powtórzy, czy mogę już skończyć obserwować tych brzydali ?~
~Tak. Możesz się zdrzemnąć chodź tu przy okazji ogrzejesz mi nogi coś zbyt przewiewny ten namiot jak na mój gust. I nie przeszkadzaj mi przez jakiś czas muszę pomyśleć ~

Quaras zgrabnie ześlizną się z oparcia i usadowił się na kolanach swoje Pana

Wygląda na że będą musieli ze sobą współpracować warto więc przemyśleć co od swoich przyszłych "towarzyszy doli i niedoli" pragnie uzyskać.

Na pierwszy ogień poszedł rogaty. Sądząc po spokoju z jakim siedział i przyglądał się całej sytuacji nie należał raczej do dzieci otchłani. Co z punktu widzenia badań mędrca było wygodniejsze gdyż miał nadzieje nakłonić diabła do kilku opowieści na temat Wojny Krwi a może nawet poprosić o kilka lekcji języka piekielnych istot? Oczywiste jest że w kontaktach z tym osobnikiem należy zachować szczególną ostrożność ale młodzian miał nadzieje że uda mu się namówić piekielnika do współpracy przy pomocy innych dóbr niż własna dusza

Kolejnym osobnikiem który wzbudził ciekawość czarodzieja był sługa zmarłego boga Myrkula. Czytał kilka doniesień o aktywnych sektach Pana Kości ale wszystkie były dość stronnicze. Oczami wyobraźni już widział rozprawę historyczną jaką byłby wstanie napisać na temat wyznawców nieżyjących Mocy jeżeli tylko nakłoni tego nekromantę do współpracy.

Następnym "towarzyszem" wymagającym oceny był mnich najważniej służący Pani Ciemności.

Po chwili zastanowienia mędrzec doszedł do wniosku jedyne przydatne informacje jakie może od niego wydobyć to te o kulturze wschodu o której mógł co nieco wiedzieć sądząc po uzbrojeniu. Czarodziej planował podróż w rejony Kara-Tur gdy tylko zdobędzie odpowiednie fundusze słyszał bowiem opowieści o dziwnej machinie tam wynalezionej która ponoć powielała słowo pisane niczym skryba.

Co do samej osoby mnicha Brilchan zamierzał obdarzyć go takim samym szacunkiem jaki okazuje wszystkim potencjalnym współpracownikom niezależnie od prywatnej antypatii do bogini która nakazała swoim wyznawcom skrawać prawdę.

Gdy już sądził że ocenił wszystkich na puste miejsce wskoczył królik przeistaczając się w karykaturalnie wyglądającego człowieka który sam o sobie twierdzi że pochodzi z dziczy.

Pierwszą reakcją jaką kiedyś okazałby na widok Mallai byłby niesmak, teraz jednak nauczył się szanować wybory innych i maskować własne emocje. Różnice światopoglądowe między nim a innymi nie oznaczały że nie może dość do korzystnej współpracy a zdolności zmieniania kształtu jakie przed chwilą zaprezentował przybysz z dziczy mogą okazać się wielce przydatne. Na prepozycie poczęstunku mędrzec odpowiedział z przyjaznym uśmiechem na twarzy:
- Mój żołądek jest co prawda za słaby na takie specjały ale jestem pewien że Quaras - tu pogłaskał rudego kocura drzemiącego na jego kolanach - z pewnością doceniłby odrobinkę świeżego mięsa jeżeli nie masz nic przeciw szanowny Mallaiu?

Mallai spojrzał z aprobatą na kocura, po czym rzucił mu jeden z palców - Smacznego, Quaras
Brilchan skinął głową w podzięce za miły gest Mallaia
Chowaniec podniósł łepek a z jego pyska po raz pierwszy odkąd go ujrzeliście zniknął wyraz wiecznego znudzenia zastąpiony przez coś bardziej pierwotnego co pokazywało że mimo wypływu magii nadal miał dużo wspólnego z dzikimi zwierzętami. Kocur zamruczał wdzięcznie, tak to przynajmniej brzmiało dla wszystkich prócz Malaryty który w pomruku zadowolenia usłyszał słowa - Dziękuje Szlachetny panie po podziękowaniu rudzielec zabrał się za za systematyczne obgryzanie przekąski
~Smacznego mój drogi, postaraj się tylko tylko za nadto nie zabrudzić mojej szaty~
~Mhm~

Czarodziej ucieszył się że Elhar docenił jego wiedzę po czym uważnie wysłuchał informacji jakie mężczyzna miał im do przekazania. Poczuł lekki zawód gdy posłyszał że osławiony wolumin wydaje się być li tylko wielce potężną księgą czarów. Nie przychodziły mu wprawdzie do głowy żadne inteligentne pytania za to przyszło mu do głowy spostrzeżenie które jego zdaniem warte było zaistnienia na głos
- Chciałbym zwrócić Panów uwagę na fakt że mag który dysponuje tak potężną mocą jest najprawdopodobniej szalony lub chociażby nieostrożny. Gdyż jedną z tych dwóch cech zwykli nabierać potężni władający magią, jak uczy nas chociażby historia Upadku starożytnego imperium Netherilu - tu dał chwile słuchaczom na rozważenie tej idei - Wydaje mi się że tą właśnie wielce prawdopodobną słabość powinniśmy wykorzystać w razie konfrontacji.
Ostatnio zmieniony pn lut 08, 2010 11:31 pm przez Brilchan, łącznie zmieniany 9 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Venomus
Z-ca szefa działu
Z-ca szefa działu
Posty: 358
Rejestracja: czw sie 11, 2005 10:29 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

wt lut 09, 2010 2:53 am

Neith Sorn

Na usta Neitha wypłynął delikatny uśmieszek. Zaprawdę mag posiadający wolumin jest potężny. I blizej niż im się zdaje...
A więc kapitan gryzie glebę? Jak słodko...kolejna owieczka zasila...niewłaściwy ogród. Ale to się zmieni.

Sorn rozejrzał się jeszcze raz po osobnikach z którymi przyjdzie mu najpewniej pracować (yupi i takie tam)...
No więc...mamy jakiegoś biblofila, czaromiota w dodatku. Chłopak zapewne ma potencjał i głód wiedzy, ale Neith nie był pewny jego mocy. Czy przyda się na placu boju czy zakwalifikować jako "mięso armatnie" i potencjalnego "kościstego" rekruta? Znawca Netherilu? Heh, mógłbym mu naopowiadać tego i owego...

Kolejny, mały króliczek przeistoczył się w zarośniętego jegomościa o wygladzie dzikusa. Zdolnośc polimorfii wskazuje na druida (czyli sprawa popindalającego Misia Yogii wyjaśniona). Teraz pozostaje pytanie czy Silvan...po radosnym chrupaniu ludzkiego palucha z całą pewnością kwalifikuje się na Malarytę. Heh, Rogaty Herold przypomniała mu się baśń jaką opowiadano mu za dzieciaka. W Czasach kiedy Wesoła Trójca w skłądzie Bane, Bhaal i nasz kochany Myrkul ubiegali się o boskość u Jergala, Malar próbował ugrać coś dla siebie, ale w ostateczności Pan Łowów został wcyckany i biegał za jakimiś liszymi czaszkami. Tak to jest jak się przekłada instynkty nad intelekt...

Teraz jakisz uszaty pomiot. Czy to...nie, jednak nie Mnich Długiej Śmierci. A już myślał, że posiłki o które prosił przybyły...wychodzi na to, że mamy do czynienia z Sharytą. Sporo się o nich mówi (wbrew regule zakonu o skrytości) od czasu powrotu Pomrocznych. Jakąż też role może odgrywać ten tutaj? Ciekawe, ciekawe...

I ostatni "kompan"...który sam rozwiął wszelkie wątpliwości. A jednak Dziewięć Piekieł. Dobrze...z nimi można się przynajmniej dogadać, ubić umowę. Pamiętał, jak razem z mistrzem wpadli do Avernusa w poszukiwaniu chowańca dla Neitha. Xanathar był ciekawym, choć czasami upierdliwym nabytkiem.
Baatezu wspominał raczej dobrze, pił kilka razy z corungonami i wiedział mniej więcej czego się spodziewać po praworządnych biesach. Skoro Baator wysłał swojego agenta to sprawa robi się nadzwyczaj interesująca...czy przybył po Wolumin? A może ma inne...dyrektywy. Potencjalny sojusznik w całym tym towarzystwie.
Od reszty...w sumie nie widział ich jako "marionetki w mych niecnych planach blablabla <tu wstaw złowieszczy śmiech>" i nie obchodzili go. No może jako surowiec...

Wybrańcy? O ironio...
-Rozumiem, że skoro kapitan odwalił...swoją robotę, penetrowanie lochów nie będzie już konieczne? Planujemy zatem wyprawę do samego serca Mintar? I co dokładnie wiemy poza tym, że "zły i szalony fan Netherilu bawi się potężną zabawką?" Mamy jakies konkrety? Bo równie dobrze można powiedzieć, że Larlochowi odbiło i z nudów planuje rozpętać bajzel...- nekromanta zamilkł na chwilę rozważając coś.
Czy kapitan mówił coś kokretnego, więcej ponad to? W razie potrzeby mógłbym przeprowadzić z nim małe tet-a-tet w którym wyśpiewa mi wszyściutko...jak na Sądzie Ostatecznym- tu uśmiech się powiekszył. Podobała mu się ta myśł.
Poruszył lekko ramieniem, trochę brakowało mu na nim ciężaru impa. Ciekaw był kiedy chowaniec dostarczy wiadomość i wróci...z tego co tu usłyszał wynika, że jego obecność przy myrkulicie będzie wysoce przydatna...
Ostatnio zmieniony wt lut 09, 2010 2:57 am przez Venomus, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2249
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

wt lut 09, 2010 9:20 pm

Elhar wstał i zaczął przechadzać się po całym namiocie. Jakby ze zdenerwowania i zniecierpliwienia. Odgarnął siwe włosy, który złośliwie zsunęły się mu na twarz gdy wstawał. Przysłuchiwał się Waszym wypowiedziom. Kiwał głową, to z aprobatą, to znów z politowaniem. W końcu stanął obok swojego fotela i rzekł:
- Widzę, że niektórym trzeba wszystko od początku ... nie ważne. Mintar to duże miasto, które do niedawna pozostawało pod naszą jurysdykcją. Nie orientujemy się, czy są w nim jacyś potężni magowie. Jeśli chodzi o potężnych czaromiotów, to aktualnie w Mintar przebywał nasz rezydent, kapłan Elias Storm, którego zabili przeciwnicy kościoła korzystając z okazji i zamieszania. Tak, to dość skomplikowane. Nie tylko Cyricianie mają wrogów. Mintar było przejęte siłą. Tak więc, jak mówiłem, żadnego naszego maga tam nie było - to podkreślenie dawało do myślenia. Zanim jednak ktokolwiek zdążył zadać pytanie konfundujące Elhara, stary namiestnik począł ciągnąć dalej swoją wypowiedź - Co do lochów, to nie ma pewności czy kapitan zwiedził je całe. Śmiem twierdzić nawet, że tak się nie stało. Może to właśnie tam nasz hipotetyczny arcymag przetrzymał pożar? - znów podkreślenie tej niepewności. Z daleka widać było, że intryga jest zbyt grubymi nićmi szyta. Elhar jednak nie wyglądał na chętnego do zabawy w szczere pytania.

Elhar miał już siadać, ale do namiotu wpadł mężczyzna ubrany w strój mnicha o poważnej minie na twarzy. Chwilę porozmawiał z Elharem szeptem, po czym usiadł na jednym z foteli.
- Ach tak - powiedział z zakłopotaniem w głosie Elhar - Hiroshi pójdzie z Wami
Ostatnio zmieniony wt lut 09, 2010 9:21 pm przez dreamwalker, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Sanawabicz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 698
Rejestracja: wt paź 14, 2008 10:23 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

wt lut 09, 2010 10:17 pm

Hiroshi

- Gdzie go znajdę ? Gadaj! - trzymał go w górze już jakiś czas wciąż przypierając do ściany jedną ręką. Biceps stał się twardy jak skała i gdyby nie wytrzymałość ćwiczona przez lata ręka zapewne by już drżała. Mężczyzna przyparty do ciała był już nieźle spocony, grymas na jego twarzy wyglądał dość oczywiście. Bal się, i prawdę mówiąc miał czego.
- Kkkogo ? - Zapytał i uśmiechnął się na przekór. Uśmiech był wymuszony, zupełnie tak jak gdyby chciał rozluźnić sytuację. Uśmiech chybko zniknął z twarzy, w jego miejscu pojawił się ból. Cios był celny, lecz dość lekki, trafił w żołądek. Gdy ból nieco ustał mężczyzna odezwał się.
- Aaa, kkkupec z góór. Emmm... - mnich wycelował pięścią prosto w twarz mężczyzny. Ten odruchowo zamknął oczy i skrzywił mordę. Nie było ciosu. Jeszcze. - Mintar. W Mintar Panie. Nie bij a pomogę Ci się tam dostać - Mnich puścił człowieka na ziemie, a ten zsuną się po ziemi upadając bezradnie.
- Jest taki jeden, który winien mi przysługę. On ponoć zna kogoś, kto może Ci pomóc. Ponoć przyjaciel niejakiego Elhara zna, który pomóc może. Oczywiście wszystko dość dyskretne ale... - spojrzał na mnicha z ziemi - ... nie, nie ważne. Jeszcze dziś przyjaciel wiadomość dostanie, i droga wolna mój litościwy panie. - uśmiechnął się żałośnie i podniósł rękę jak gdyby chciał się zasłonić przed ciosem. Dłoń zatrzymała się w połowie odległości, była otwarta. Mężczyzna z ziemi uścisnął ją. Mnich był tym razem dość delikatny, odezwał się po chwili.
- Interesy z panem to przyjemność. Wrócę jutro po resztę informacji, lepiej żeby były dla mnie dobre - Odwrócił się i wyszedł z pomieszczenia.

Dwa dni później Hiroshi znajdował się już w obozowisku. Jego ostatni informator zadbał o zwoje zdrowie, i uzyskał rzetelne informację. Elhar ponoć wiedział już o wszystkim, wiedział, że do jego super drużyny ma dołączyć kolejny całkiem normalny człowiek. Namiot znajdował się gdzieś w centrum, i z tego co dowiedział się mnich będzie rzucał się w oczy. Nie mogło być inaczej, nie obyło się oczywiście bez pytań zadawanych różnym ludziom i nieludziom w obozie, jednak udało się trafić na miejsce.
Do namiotu wszedł niewysoki mężczyzna, ubrany w dość luźne, niespecjalnie wyjątkowe ubrania. Dla mnicha nie liczył się wygląd ubrań, a ich wygoda. Kapelusz w kształcie trójkąta na głowie wyglądał dość dziwnie w tych okolicach, ale mężczyzna nie przejmował się zbytnio zdaniem innych. Uwagę przykuwały stopy mnicha, chodził boso bo było sporą indywidualnością. Na jego plecach znajdował się sporych rozmiarów miecz, obaczony dwoma ostrzami. Po jednym na każdym z końców. Ich kształt nie był standardowy, wyglądał dość niecodziennie.
Azjata zauważył sześciu mości siedzących na fotelach. Początkowo nie zwrócił na nich większej uwagi, jego celem było rozpoznanie Elhara. Nie było to trudne... Nikt inny w zasadzie nie pasował do wyglądu opisanego przez kupca. Podszedł do niego i przekazał wiadomość od pośrednika. Dowódca na szczęście wiedział o co chodzi, i jak zapewniał kupiec był o wszystkim poinformowany. Ciągnął miecz z pleców i usiadł na jednym z foteli. Rozejrzał się po namiocie, a miecz trzymal w ręku krótszym ostrzem opierając go o ziemię.
- Hiroshi z dalekiego wschodu wita mości Panów - Skinął lekko głową w kierunku centrum namiotu. To chyba najbardziej dyplomatyczne rozwiązanie.
 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

śr lut 10, 2010 9:51 am

Shang Tsung

Uśmiech nekromanty nie uszedł uwadze półelfa. ~ Z czego się tak cieszysz czarowniku? Nie masz przecież zdobyć tej księgi dla siebie. ~ Cóż, trzeba będzie przyjrzeć się bliżej nekromancie.

- Informacja jest najpotężniejszą bronią Kapitanie - Shang zaplótł ręce patrząc przenikliwie w Elhara - Chyba nie chcesz nas posyłać na misję bez broni? -
Dalszą wymianę zdań przerwało przybycie ostatniego członka tej jakże radosnej drużyny.
Mnich. Niezbyt dobrze to wygląda. Jeden mnich w zupełności wystarczy. Nie potrzeba zbędnego ryzyka posiadania na stanie kolejnego. Cóż, trzeba się przyjrzeć temu osobnikowi.
Tsung starał się dostrzec w ruchach nowego czegoś co zdradzałoby mnicha. Styl walki, klasztor, z którego wyszedł, bóstwo, które wyznaje, światopogląd, oraz motywy dołączenia.
Obserwacja dostarczyła wielu cennych informacji na temat zmniennokształtnego, nekromanty, bibliofila i diabła. Tu też nie będzie inaczej.
Mnich skłonił minimalnie głowę w kierunku nowego gracza rozważając wszelkie za i przeciw. W głowie kłębiło się mnóstwo planów, w których obecność mnicha była na przemian pożądana jak i wielce kłopotliwa.
~ Cóż, czas pokaże~
 
Brilchan
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4532
Rejestracja: śr cze 20, 2007 8:49 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

śr lut 10, 2010 5:10 pm

Brilchan

Mędrzec uważnie obserwował i słuchał słów Elhara złotowłosego gołym okiem widać było że " Kapitan" dał im tyle informacji ile w tym momencie uznał za stosowane.

Przynajmniej jemu wydało się to oczywiste(może dlatego że spędził trochę czasu w towarzystwie Zhenta i zdążył odrobinę poznać jego sposób bycia?) gdyż kolega Shang najważniej nie dostrzegł delikatnych sygnałów jakie powinni odczytać z zachowania zleceniodawcy. No cóż, trzeba będzie bardziej bezpośredniej informacji - zaiste informacja to potężna broń, lecz czasami nadmiar uzbrojenia krępuje ruchy zaś w innych przypadkach należy wykazać się odwagą w boju aby zasłużyć na dostęp do konkretnej zbrojowni

Czarodziej miał nadzieje że mnich nie odbierze tego jako osobisty atak gdyż nie chciał sobie robić wrogów (zgodnie z maksymą "Miej dziesięciu fałszywych przyjaciół i ani jednego prawdziwego wroga" ) z drugiej strony nie mógł pozwolić sobie pozwolić na okazanie zbytniej słabości. Znał swoją pozycje w szeregach Czarnej Sieci. Mimo że jego związek z organizacją był raczej nieformalny ciężko zapracował na szacunek i nie pozwoli sobą pomiatać( o czym przekonało się kilku członków załogi którzy niegdyś śmieli nadać mu przydomek "szybkonogi" on odwdzięczył się umożliwiając im ubieganie się o miano "Przysmażki" )

Brilchan zastanawiał się nad kolejną kwestią którą należy poruszyć. Rozmyślania te jednak przerwało pojawienie się nowej twarzy w ich grupie. Na widok Hiroshiego twarz smokokrwistego rozjaśnił prawdziwy szczery uśmiech a oczy rozjaśnił błysk jak zawsze gdy młodzieniec widział przed sobą okazje do ubicia interesu. Samo zakłopotanie w wykonaniu Elhara było nad wyraz zabawne, kolejnym powodem do radość był fakt że znalazł kolejne źródło informacji na temat kultury wschodu.

Wypadło by się więc przedstawić - Witam panie Hiroshi w naszym szanownym gronie zwą mnie Brilchan jestem mędrcem i miłośnikiem ksiąg wszelakich. Zajmuję się również zaklinaniem przedmiotów - mężczyzna przyjrzał się z zainteresowaniem broni nowego współpracownika- Bardzo ciekawa broń, byłbym zobowiązany gdybyś przy najbliższej okazji opowiedział mi nieco o jej pochodzeniu i kulturze twojego kraju ojczystego.

Na tym należało skończyć grzeczności i ruszyć się trochę z miejsca. Brilchan klasnął w dłonie po czym zatarł nimi jakby nagle zrobiło mu się zimno - Tak więc panowie wracając do głównego wątku naszej dyskusji. Wygląda na to że będziemy zmuszeni osobiście zbadać lochy pod Mintar w poszukiwaniu śladów bytności naszego maga, lecz wpierw proponuje przepytać resztki opętanego kapitana

Mędrzec zwrócił się do nekromanty w służbie Pana Kości - O ile dobrze pamiętam historie trójcy Bane zajmował się głównie zastraszaniem zaś specjalistą w dziedzinie pogaduszek z truposzami był właśnie twój Patron? Więc z pewnością w tejże dziedzinie Sługa Myrkula wykaże więcej zdolności niż Benalici

Brilchan wziął głęboki oddech po czym rozejrzał się po reszcie grupy - Czy macie panowie coś do dodanie ? Jeżeli nie to możemy ruszać pod warunkiem że Elhar będzie na tyle miły i podzieli się z nami informacją na temat umiejscowienia zwłok tu posłał pytające spojrzenie w kierunku Złotowłosego oczekując na ewentualną reakcje pozostałych
Ostatnio zmieniony śr lut 10, 2010 5:16 pm przez Brilchan, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
DibiZibi
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4316
Rejestracja: śr lis 15, 2006 9:50 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

śr lut 10, 2010 6:11 pm

Allshadron Hellsword

~O tak! Częstuj ludzi palcami. Nic tak nie wzmacnia reputacji i zaufania jak myśl że twój wspólnik może wpieprzyć twoje kończyny!~ Jakże uwielbiał tych którzy usilnie starali się pokazać jacy są okrutni i groźni robiąc rzeczy ogólnie uznawane za co najmniej chore. Tacy też mroczni twardziele wymiękali zwykle pierwsi gdy przychodziły prawdziwe kłopoty a z ról śmiercionośnych katów spadali do pozycji błagających o życie ofiar.
Diabła oczywiście nie zniesmaczył widok palców. Sam zjadł w życiu sporo rozumnych istot (czy raczej uważających się za takie, bowiem rozumni raczej nie skończyliby na talerzu) ale nigdy nie chwaliłby się tym. Można było lubić pieczeń lub miód, można było lubić ludzi. W jego środowisku nie było to nic niezwykłego. Miał jednak trochę rozsądku i nie wspomniał by o tym przy ludziach, tym bardziej przy współpracownikach, a przez myśl by mu nawet nie przyszło by się z tym obnosić.

Widział w życiu rzeczy tak okrutne że nawet najtwardsi, najbardziej zaprawieni w bojach ludzcy wojownicy, pijący wino z czaszek zabitych wrogów, przypomnieliby sobie co ostatnio jedli. Albo równie dobrze zemdleli z przerażenia. Miał zupełnie inne podejście do okrucieństwa. Coś co dla ludzi było straszliwym pokazem okrucieństwa i terroru, dla diabła było narzędziem do zastraszania, ale i codziennością. Piekło, a już tym bardziej Otchłań nie były miejscami dla ludzi o słabych żołądkach.
Poświęcił krótką chwile na przypomnienie sobie kilku wyjątkowo krwawych scen. Myśli te poprawiły nieco humor diabła.

No, i nawet zakładając już że ktoś naprawdę lubi ludzi, i że chce się tym pochwalić... Kto do cholery je palce? Oczy, serca, ogólnie mięso, ale palce? Przecież to tylko kość, paznokieć i trochę skóry. Smacznego...

Chociaż nie uważał jedzenia śmiertelników za nic niezwykłego, nie spodziewał się ujrzeć tutaj takiego zachowania. Owszem, ludzie byli nieprzewidywalni, ale nie oczekiwał że by do współpracy zostaną mu przydzieleni psychopaci. Jedzenie szczątków swojego własnego gatunku nigdzie nie było uważane za okaz trzeźwości umysłowej.

Niezależnie od tego jak bardzo się tego nie chciało, jeśli pracowało się w grupie, zaufanie, przynajmniej szczątkowe, było niezbędne. Nie można cały czas oglądać się za siebie - nawet jeśli zdrada, prędzej czy później, miała nastąpić, trzeba domyślać się kiedy i z jakiego powodu. Wiedzieć, czy wygrana w danej walce może leżeć również w interesie przyszłego zdrajcy. W końcu jeśli czeka walka ze wspólnym wrogiem, nikt nie zdradzi przed nią, by potem mieć mniejsze szanse.
Istoty całkowicie nieprzewidywalne nie mogły być jednak rozpatrywane w takich kategoriach, a to powodowało że cały czas trzeba było mieć je na oku. Kto wie czy psychol nie rzuci się na kogoś i nie odgryzie biednej ofierze palca tylko dlatego że spodoba mu się pierścionek jaki nosi ta osoba.

***


Przyszedł jeszcze jeden członek drużyny. Luźne stroje, dziwny kapelusz, ciekawy miecz, uroda obcokrajowca. Allshadron nie miał pojęcia kim może być ich nowy wspólnik, ale mógł już o nim powiedzieć parę rzeczy. Wielka broń podpowiedziała że jest to ktoś o znacznej sile, i równie wysokim wyszkoleniu. W końcu, byle strażnicy miejscy nie nosili mieczy o dwóch ostrzach. Luźne ubranie sugerowało zwinność i pewność że wojownik wierzy w swoje zdolności do blokowania lub unikania ciosów, nie pokładając zaufania w ciężkich, krępujących i spowalniających ruchy pancerzach. Tutaj przybysz, w oczach Allshadrona zyskał wielki plus. Wreszcie, nietutejszy wygląd mówił że postać zapewne nie była ekspertem w okolicznych terenach czy miastach, a pewnie i lokalnej kulturze.

***


Wiedzieli gdzie się udać i czego szukać. Ludziom chyba to wystarczało, bo spotkanie wyglądało na zakończone. Chociaż dla diabła to ledwie śmieszna namiastka przygotowań, wiedział że tym razem, wyjątkowo, nie może działać sposobami do jakich przywykł. Spędzenie kilku miesięcy na zbieraniu informacji zdecydowanie nie było możliwe. Niestety musiał dostosować się do stylu działań śmiertelników.

Nie pozostawało im chyba nic innego jak tylko zebrać się i ruszyć. W końcu liczył się czas, a było wiele rzeczy do zrobienia.
Mag zaproponował przesłuchanie zwłok. Pomysł dobry. Ciekawe tylko ile informacji uda się wyciągnąć. Wariat ze życia nie okaże się raczej opanowanym mędrcem po śmierci. Może, jeśli dusza zmarłego kapitana powędrowała na plan Allshadrona, uda się znaleźć lepsze, bardziej finezyjne niż nekromancja, sposoby na otrzymanie pożądanych informacji. Ale to raczej malo prawdopodobne.

Zapewne szybko zejdą do lochów. Rzeczywiście, jeśli miasto było spalone to było dość prawdopodobne że mag może się tam ukrywać. Większe jednak szanse były na to że nikogo interesującego tam nie znajdą. W końcu, jeśli w mieście nie było niczego ciekawego, to jakie były powody by sądzić że mag postanowi tam zostać? Zdaniem diabła wcale mu się to nie opłacało, i żaden mag by tak nie postąpił. W dodatku, na pewno spodziewał się że ktoś go szuka. Mając do dyspozycji magię można było ukryć się naprawdę dobrze. Tym bardziej jeśli ekipa poszukująca delikwenta nie wiedziała nawet jak ich cel wygląda czy kim jest.
Dobrze by było znaleźć jednak chwilę czasu. Może uda się znaleźć trochę czasu na odwiedzenie paru miejsc i zdobycie informacji. Wiedzieli zdecydowanie zbyt mało by zrobić cokolwiek. By stanowić realne zagrożenie dla potężnego maga.
 
Awatar użytkownika
Venomus
Z-ca szefa działu
Z-ca szefa działu
Posty: 358
Rejestracja: czw sie 11, 2005 10:29 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

czw lut 11, 2010 2:14 am

Neith Sorn

Nekromanta zauważył przybycie kolejnego osobnika...no znakomicie, drugi mnich. Ten wygląda jakby byl z Kara-Turu albo jeszcze dalej...Wygląd obdartusa przywodził na myśl słabowitego braciszka zakonnego, ale Neith dawno nauczył się jak zwodniczy może być wygląd zewnętrzny. Zwłaszcza jeśli mówimy o człowieku z mieczem o dwóch ostrzach na plecach...

Troszkę drażniło Sorna chrupanie palca konsumowanego przez kogoś w pokoju, akurat tą "przyjemność" mógł sobie zostawić dla siebie. Takie marnotractwo materiału...nigdy nie wiadomo kiedy jakiś palec może się przydać, nieprawdaż?
Po propozycji biblofila, wargi wybrańca Pana Kości wydeły pogardliwie.
Zaiste, zajmujemy się...pogaduszką z trupami. Ano, właśnie panie Elhar. Gdzie jest truchło naszego osławionego i tragicznie zmarłego kspitsna? Informacje z jego resztek pozwolą lepiej poznać zagrożenie, chyba, że...jest coś o czym wolałbyś nam nie wspominać? Jakiś "nieistotny" szczególik, bodajże? Mówiąc teraz oszczędzisz mi fatygi a i dusza kapitana bedzie ci wdzęczna, że nie wyrwę jej z radosnego szlachtowania słabszych czy co tam wy Bane'ici robicie w swoim raju.- Rogaty Herold złożył dłonie i strzelił kilka razy palcami w oczekiwaniu na dopowiedź.
Ostatnio zmieniony ndz lut 14, 2010 4:56 am przez Venomus, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2249
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

pt lut 12, 2010 10:40 pm

Gdy doszliście po naradzie na miejsce spoczynku zwłok kapitana zerwał się watr. Płachty namiotów falowały i wydawały nieprzyjemne dźwięki uderzając o siebie nawzajem. Trup leżał w jednym z namiotów na uboczu. Przechodząc przez obozowisko nie dało się nie zauważyć miejsca rzezi. Jak wcześniej wspomniał Elhar, świadkowie zdarzenia zostali usunięci, więc kapitana-Elhara witały zwyczajowe pozdrowienia ciur obozowych, którzy ładowali trupy na dwukółki coby je zakopać za obozem.

W namiocie było cicho, duszno i śmierdząco, mimo że trup leżał tu niecałą godzinę. Blady jak ściana, z otwartymi szeroko oczami, które Elhar zamknął krzywiąc się z obrzydzenia. Zwłoki były całe obryzgane krwią, obcą i własną. Na szyi ziała potężna rana, jak od uderzenia topora, która za pewne była tą ostatnią, śmiertelną. Ale i tak największe wrażenie robił wyraz twarzy kapitana, którego wargi zastygły w wyrazie tryumfu i pogardy. Jakby za nic miał swoją śmierć. Nawet po śmierci.
 
Awatar użytkownika
Venomus
Z-ca szefa działu
Z-ca szefa działu
Posty: 358
Rejestracja: czw sie 11, 2005 10:29 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

sob lut 13, 2010 1:41 am

Neith Sorn

Nekromanta wciągnął głęboko powietrze w namiocie. O taak...z pewnością panowała tu atmosfera odpowiednia do zadania jakie ich czekało.
Sorn podszedł do zwłok kapitana i przyjrzał mu się...rzeczywiście chłop przeszeł swoje. Ah, te sekrety które skrywa jego martwy mózg!
Myrkulita zamknął oczy i położył na zwłokach swoją dłoń. Na twarzy rogacza widać było skupienie, a jego dłoń otoczył trupiozielony blask. Już za moment mieli się wszystkiego dowiedzieć gdy nagle...puf! Połączenie zostało zerwane.

Neith stał przez chwilę nie za bardzo wiedząc co się stało. Czy ten trup...właśnie mu się oparł?! Mu mistrzowi rozmawiania ze zmarłymi? Coś było nie tak...Gorzej, nekromanta dobrze wiedział, że przez najbliższy tydzień nie będzie się dało przeprowadzić tego czaru na tym truchle. Nie jest dobrze...

-Hmm...nie jest najlepiej panowie. Okazuje się, że nasz drogi kapitan okazał się wyjątkowo niechętny do współpracy. Nasze źródło tutaj wyschło...więc jeśli Elhar nie chce się z nami podzielić jeszcze jakimiś informacjami to możemy ruszać.- nadal był zaintrygowany porażką...czyżby coą przeoczył? Może zbytnia pewność siebie go zgubiła, a może chodziło o coś więcej...
 
Brilchan
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4532
Rejestracja: śr cze 20, 2007 8:49 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

ndz lut 14, 2010 12:09 am

Brilchan

Młodzieńcowi przypadł do gustu sposób bycia nekromanty.

To prawda że był "tajemniczy strasznie mhroczny i zły" ale przynajmniej maił poczucie humoru. Co prawda Mędrzec nie lubił braku kultury co u "Władca nieumarłych" przejawiało się faktem że nie raczył się nawet przedstawić, po za tym okazywał brak szacunku wobec władzy na przykładzie Elhara a jego styl ubierania(wiecznie modna czerń, rogi i kostur z trupią czachą wprost "zionący" ) pozostawiał wiele do życzenia.

Jednak czarodziej był gotów na to wszystko przymknąć oko kiedy słuchał wypowiedzi dziwnego mężczyzny. Sztuka retoryki była zdecydowanie niedoceniana w dzisiejszych czasach a Myrkulicie udało się wyłapać sugestie i złośliwości w słowach dyskutanta i zgrabnie obrócić je przeciw niemu.

Taaak powinni się dogadać. Innym argumentem który przekonał Brilchana że warto mieć niższego rogacza po swojej stroni był mały odział szkieletów który minęli idąc na "przepytać" resztki szalonego kapitana.

Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem gdyż duch którego pragnęli wywołać okazał się być nieosiągalny.

Widząc porażkę nekromanty mędrzec rzekł z odrobinę kpiącym uśmiechem na twarzy - Wygląda na to że nasz potężny mag przewyższył nawet Bezimiennego sługę Pana Kości, lecz Nie martw się przyjacielu każdemu zdarza się gorszy dzień. Przy okazji doceniłbym gdybyś przedstawił nam jakieś miano jeżeli boisz się czarów wieszczenia i klątw to po prostu coś wmyśl - wraz twarzy młodzieńca uległ zmianie teraz był neutralny a jego głos stał się monotonny, acz zdecydowany jakby wygłaszał jakieś odczyt dla scholarzy:
- Mimo wszystko ta wprawa nie okazała się kompletną stratą czasu, skoro nasz mag zaciera ślady wiemy z pewnością że nie jest szalony. Jedyna nasza nadzieja w tym, że stał się na tyle zarozumiały że zostawił jakieś ślady w lochach aby spotkać nas twarzą twarz i okazać swoją potęgę - mina mędrca stałą się nieco kwaśna - Nie za bardzo podoba mi się pomysł pchania się w nieznany teren na którym nasz gagatek z pewnością zostawił "niespodzianki", ale to jedyny trop jaki mamy więc jestem gotów do drogi!

Ostatnia część zdania została wypowiedziana z pewną dozą optymizmu jak gdyby mówca starał się sam sobie dodać animuszu
Ostatnio zmieniony ndz lut 14, 2010 12:15 pm przez Brilchan, łącznie zmieniany 4 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
DibiZibi
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4316
Rejestracja: śr lis 15, 2006 9:50 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

pn lut 15, 2010 11:29 am

Allshadron Hellsword

Cóż... Nekromancie nie udało się dowiedzieć niczego ciekawego.
Chociaż nie można powiedzieć żeby diabeł zakładał że tak będzie, rozważył wiele możliwości i nie był zaskoczony. Ktokolwiek spowodował że kapitan oszalał mógł w końcu z łatwością upewnić się że pozostanie takim nawet po śmierci. Nie mówiąc już o tym ile istniało sposobów by blokować kontakt ze zmarłymi. Było to dość rozsądne i raczej oczywiste posunięcie. Allshadron skarcił się w myślach że tak sceptycznie podszedł do tej idei na początku.

Ich niedoszły informator okazał się nieprzydatny, i chociaż Allshadron znał parę sposobów by spróbować wyciągnąć z niego informacje, nie były one specjalnie przydatne w obecnej sytuacji.
Podróżowanie przez plany, poszukiwanie zaginionej duszy, tortury, magia... Nie, nie mają na to czasu. Zwykle wiązało się to też z wielkimi kosztami, chociażby na łapówki dla skrybów którzy liczyli duszę, których Allshadron nie miął najmniejszego zamiaru pokrywać z własnej kieszeni. Informacje które mogli zdobyć kosztowały by ich naprawdę wiele zachodu, a zapewne nie były by tego nawet w dziesiątej części warte.
Chociaż czarownik nigdy nie przepadał za takimi zajęciami, czasem w jego profesji były niezbędne. Planowanie działań mogło ciągnąć się miesiącami czy nawet latami i chociaż nie wszystkie diabły podzielały taką taktykę, sam Allshadron uczył się od kogoś kto wymyślał, planował i snuł intrygi ciągnące się przez tysiąclecia. Jakże mógłby działać pochopnie mając takiego mistrza?

-Nie pozostało nam wiele możliwości. Jeśli nie możemy dowiedzieć się tu nic więcej proponuję ruszać. Lepiej mieć to szybko z głowy. Działanie pochopnie i bez należytego planu jest złe, ale i tak nie ma chyba nic gorszego niż tracenie czasu. - Diabeł odezwał się cicho i powoli nie odrywając wzroku od ciała, nie patrząc nawet na drużynę.
Starał się wyobrazić przez co kapitan musiał przejść. Nie tylko to jak wyglądała jego ostatnia walka, ale też to co przeżył wcześniej, w lochach. Oczywiście nie mógł dowiedzieć się w ten sposób niczego konkretnego czy pewnego, nie mniej jednak wczuwanie się w sytuację, oglądanie pól bitew, ciał, śladów broni, dowodów, zawsze podsuwało dobre pomysły. Szkoda że nie było go tu gdy walka miała miejsce. Wtedy wszystko było by tak proste.
Teraz przynajmniej mieli ciekawsze wyzwanie.
 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

pn lut 15, 2010 3:59 pm

Shang Tsung

Namiot pachniał stęchlizną i śmiercią. Nie było tu nic ciekawego, oprócz przesłuchiwanego. Człowiek wyglądał masakrycznie, ale pod warstwą krwii, bystre oczy półelfa dostrzegły braki w ekwipunku, jak i pewne rzucające się w oczy nieścisłości z wersją przedstawioną przez Elhara. Szczególnie kujące w oczy były niedopięte sprzączki i nie do końca zasznurowany but. Mnich postanowił zachować te obserwacje dla siebie, skupiając się twarzy wykrzywionej grymasem zdradzającym szaleństwo.... Lub zaskoczenie. Obserwację przerwał mu nekromanta. Pewnym krokiem eksperta podszedł do zwłok, przyłożył rękę, skupił się..... Cóż, nie zdziałał zbyt wiele, ale strzelił popisowy numer.
Na tyle dobry, że nasz uczony skryba wykazał się pewną dozą zaufania.
- To nie mag zatarł ślady, tylko rogacz skrewił sprawę - głos nie wyrażał żadnych emocji. - Dusza oparła się czarowi, więc albo kapitan miał wybitnie twardy łeb, albo nekromanta zlekceważył zadanie. Tak, czy inaczej, bez illithidów, czy innych stworzeń operujących podobnymi mocami, nie wyciśniemy z niego wiele. -
Mnich podszedł do zwłok i obejrzał je dokładnie. W jednej kieszeni znalazł woreczek z krwawymi kulkami. Przyjrzał się im dokładniej, po czym schował z powrotem do woreczka, który następnie schował do jednej z kieszeni w swoim plecaku.

- Mam nadzieję, że przekazałeś nam wszystkie niezbędne informacje. - Shang spojrzał na Elhara i nie uzyskawszy odpowiedzi przeczącej, przytaknął bateezu - Trzeba zrobić rekonesans. Spróbujmy dowiedzieć się wszystkiego czego możemy, zanim podejmiemy jakieś pochopne decyzje.
Masz jakieś możliwości dokonania zwiadu?
- Tsung odwrócił się do skryby - Jasnowidzenie?
Ostatnio zmieniony pn lut 15, 2010 4:02 pm przez Suldarr'essalar, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Brilchan
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4532
Rejestracja: śr cze 20, 2007 8:49 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

pn lut 15, 2010 5:03 pm

Brilchan

- Niestety panie Shang, nie jestem kapłanem ani nie specjalizuje się w wieszczeniach .

- Mimo to, jestem wstanie zobaczyć określone pomieszczenie lub usłyszeć toczone w nim rozmowy, Niestety jest pewien haczyk: miejsce na które rzucam owo zaklęcie musi być mi znane. - mina czarodziej wrażała niezadowolenie- Oczywiście, mogę stwierdzić z całą stanowczością że mag któremu udało się odciąć potężnego nekromantę od upatrzonej duszy i zgasił słońce z pewnością zabezpieczył się przed wieszczeniami o wiele potężniejszymi niż te które znam
Ostatnio zmieniony pn lut 15, 2010 5:06 pm przez Brilchan, łącznie zmieniany 3 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
DibiZibi
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4316
Rejestracja: śr lis 15, 2006 9:50 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

pn lut 15, 2010 6:44 pm

Allshadron Hellsword

-Problem z magami jest taki, że chociaż zwykle zabezpieczają się na dziesiątki magicznych sposobów, zwykle pomijają najprostsze, w ich oczach prymitywne metody - te nie wymagające darów od bogów czy tajemnej wiedzy. W tym więc proponuję szukać naszych mocnych stron. Nie mam zamiaru kwestionować mocy waszych zaklęć - tutaj spojrzał na nekromantę i drugiego maga - ale myślę że bezpieczniej jest założyć że pokonamy go innymi metodami niż w dawać się w walkę na płaszczyźnie o której wiemy że jest na niej całkiem niezły.
- Oczywiście, w słowach tych było sporo racji, ale wiele też próżnych, niepopartych niczym założeń. Z jego strony, całe to przemówienie było jednak jedynie eksperymentem. Znał doskonale swoje możliwości. Nadawał się do zabijania magów. Da sobie radę... A inni. Cóż, jeśli sobie nie poradzą to tylko ich strata.
- Mogę udać się na zwiad w zwykły sposób. Jestem pewien że potrafię pozostać niezauważony, a i z łatwością odnajdę w mieście wszystko co będzie tego warte - Jego końcowa oferta była jedynie w części prawdziwa, bo chociaż na pewno był najlepszym zwiadowcą jaki był do ich dyspozycji, nie gwarantowało to przecież odkrycia ewentualnej kryjówki.
Ostatnio zmieniony pn lut 15, 2010 6:51 pm przez DibiZibi, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Brilchan
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4532
Rejestracja: śr cze 20, 2007 8:49 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

pn lut 15, 2010 7:24 pm

Brilchan

Słysząc słowa diabła mędrzec uśmiechnął się szeroko

-Mądre twe słowa mości Allshadron wysłanniku Batoor. Prawdą jest że wielu zapomina o ograniczeniach jakie niesie ze sobą zarówno Sztuka jak i objawione dary mocy -tu młodzian pokiwał kilkukrotnie głową jakby utwierdzając się w swym przekonaniu- Za prawdę nie należy się obrażać a plan pokonania maga "innymi metodami" jest godny intelektu wyżej istoty, choć gdybyś miał więcej czasu zapewne wmyśliłbyś coś ciekawszego- ostatni człon wypowiedzi niósł w sobie nutkę ironii

- W każdym razie wydaje mi się że rekonesans bez zbędnego balastu w postaci skromnego bibliofila- tu lekko teatralne skinięcie głową - jest wyśmienitym pomysłem. Oczywiście, proszę mnie źle nie zrozumieć umiem o siebie zadbać podczas walki tylko po co ryzykować?

- Jeżeli po zbadaniu terenu znajdziemy coś godnego mojej ekspertyzy z chęcią podzielę się opinią

Gdy wszyscy konwersowali na temat lochów, magów i trupów Quaras zakończył obgryzanie palca i wskoczył na "żywego inaczej " kapitana bezceremonialnie maszerując po zakrwawionym truchle.

W tym czasie czarodziej wyciągnął z kieszeni ścierkę przy pomocy której zwykle odgarniał kurze z woluminów i zawiną w nią resztki posiłku chowańca (składające się z dwóch kostek) - Nekromanto, słyszałem niegdyś że istnieją czary sprowadzające dusze przy użyciu fragmentu ciała, przykładowo palca i umożliwiają wykorzystanie rzeczonej duszy jako surowca podczas zaklinania przedmiotów czy jest to prawda?

Mędrzec począł wpatrywać się z zainteresowaniem w rogatego Myrkulitę. Pewnie i tak nie dostanie odpowiedzi ale spróbować zawsze można

- Jeżeli to tylko bajdurzenia to zawsze mogę zrobić z tych kosteczek oryginalną zakładkę rzekł bibliofil z uśmiechem który zupełnie nie pasował do sytuacji
Ostatnio zmieniony pn lut 15, 2010 7:25 pm przez Brilchan, łącznie zmieniany 4 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Venomus
Z-ca szefa działu
Z-ca szefa działu
Posty: 358
Rejestracja: czw sie 11, 2005 10:29 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

pn lut 15, 2010 11:56 pm

Neith Sorn

~Mądre twe słowa mości Allshadron wysłanniku Batoor~ czy on ma zamiar do ciągle tak gadać? Mości nekromanto, zacny shaaryto...już wolał Nazara. On przynajmniej był szczerym chamem i prostakiem...

Hmm...mag interesuje się duszami, co? A jednak, większość śmiertelników choć uważa się za niewiniątka pragnie zakazanej władzy.
Neith westchnął -Owszem...każdy mag, który nauczył się coś, niecoś wie iż dusza może być przydatnym środkiem płatniczym...lub dobrą zakłądką do księgi.- Tu wskazał na diablę. ~Nawet nie wiesz jak bardzo~.
Nekromanta uśmiechnął się, a nie był to uśmiech jaki chciałby zobaczyć szczęśliwy człowiek w opuszczonej alejce.
-A co młody czarodzieju, byłbyś zainteresowany sprzedać swoją?- kpiąco zapytał bibliofila. Heh, w tych czasach każdy kto umie wymówić najprostsze zaklęcia myśłi, że może się parać śmiercią. Tu potrzeba zawodowca.

A wogóle to nie przedstawiałem się? Me miano Neith Sorn, tutułów nie chce mi się przytaczać, i tak wątpię by mnie znano...- najlepiej by tak zostało. Poza Zhentami i pewnymi...kregami, lepiej nie rzucać się w oczy.
 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2249
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

wt lut 16, 2010 8:00 am

- Skoro to już wszystko, to chyba się pożegnamy, co? - zagaił Elhar - nie martwcie się, nie będę za Wami płakał
Po namiocie rozniósł się ciężki zapach tytoniu, błysnęło krzesiwo, potem poczuliście tytoniowy dym. Elhar zapalił fajkę i wyszedł na zewnątrz. Wy zaraz za nim.

Na dworze dalej wiał wiatr gnając ciemne chmury z południa wprost na Was. Tak jakby przyroda wiedziała co się święci. Powoli ruszyliście w stronę Mintar. Niektórzy szybciej, inni wolniej. Allshadron zniknął nagle z widoku a zaraz potem w miejscu, gdzie stał wzbiła się mała chmurka kurzu, jakby ktoś energicznie odbił się od ziemi. Jak trzepot setek skrzydeł zaszumiał strój diabła, gdy ten wzbijał się w powietrze i leciał gdzieś w nieznane. Ma swoje sprawy do załatwienia? A może to po prostu zwiad? W tej chwili nie było to takie oczywiste. Wam pozostało tylko dojść do miasta na piechotę w towarzystwie klekoczących kośćmi przyjaciół nekromanty. Z tego, co wiedzieliście, powinno być wejście do lochów gdzieś w murach obronnych. Istotnie - już z daleka widać było ziejącą czernią otwartą paszczę wejścia. Tym bardziej, że obok niego leżało kilkanaście trupów. Gdy podeszliście bliżej okazało się, że byli to Zhentowie. A czarny otwór prowadził wąskimi schodami prosto w dół - gdzieś daleko pod miasto.
 
Awatar użytkownika
Sindarin
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 851
Rejestracja: czw wrz 16, 2004 7:38 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

wt lut 16, 2010 9:04 am

Mallai



Zmiennokształtny milczał przez dłuższy czas, woląc pozostawić całe te uczone dysputy reszcie. Bardziej absorbowało go chrupanie kosteczek. Ostatecznie dyskusja zakończyła się praktycznie bez żadnego sensownego rezultatu. Drużyna postanowiła udać się na rekonesans, więc Mallai podniósł się z miejsca i ruszył do wyjścia.
- W dobrym zwiadzie nie chodzi o to, by nie zostać zauważonym, a raczej żeby pozostać zlekceważonym. ,,Skromny bibliofil" nie jest złym pomysłem, o ile nie jesteśmy w zniszczonym mieście, w którym nie ma już wielu książek. Znam chyba odrobinę lepszy sposób - Mallai rozłożył nieznacznie ramiona, i ułamek sekundy później w miejscu mężczyzny znajdowała się wrona z blizną na lewym oku. Ptak zaskrzeczał i odleciał w stronę miasta.

***

Przy trupach Zhentów zebrało się stadko wron, liczących na posilenie się trupami. Kiedy kościany orszak zbliżył się, klekocząc głośno, ptaki odleciały. Pozostał tylko jeden, który zmienił się na powrót w Mallai'a. Zmiennokształtny dyskretnie otarł usta z krwi i powiedział, przeglądając zwłoki żołnierzy
- No, już jesteście. Jeśli chcecie, zaraz zrobię mały rekonesans na dole, tylko przydałoby mi się wiedzieć, czy mam tam szukać czegoś konkretnego, oprócz tego woluminu, oczywiście
Ostatnio zmieniony wt lut 16, 2010 9:05 am przez Sindarin, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Brilchan
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4532
Rejestracja: śr cze 20, 2007 8:49 pm

[DnD 3.5 FR] Ja jestem Cicha Noc 2

wt lut 16, 2010 10:17 am

Brilchan

Czarodziej spojrzał się na Neitha z rozbawieniem~I kogo ty chcesz przerazić tym uśmiechem gwałciciela z zaułka? ~ pomyślał młodzian a na głos dodał - Duszy to akurat nie sprzedam bo już dawno przyobiecałem ją Panu Wiedzy a życie pozagrobowe wolę spędzić w Domu Wiedzy niż na Niższych Planach jako lemur lub insze stworzenie - "strasznemu inaczej" uśmiechowi Sorna odpowiedział wypracowany i lekko nieszczery uśmiech - maska(ah, jak wiele rzeczy można się nauczyć żyjąc wśród drowów)

Mędrzec sprawił wrażenie jakby prowadził dyskusje o dziewkach nad piwem a nie o zaklinaniu dusz nad zmasakrowanym trupem

- W każdym razie dziękuje za odpowiedz na pytanie. Nie mówię że zacznę od razu wyciągać duszę z każdego napotkanego niemowlęcia po prostu rozważam możliwości rozwoju i zaspokajam ciekawość

Złotowłosego najważniej znudziło towarzystwo ich barwnej zgraj - Żegnam Elharze, do zobaczenia po powrocie ze zwiadu młodzian miał ochotę dodać żeby nie przesadzał z tym tytoniem, ale ugryzł się w język. W końcu to jego pracodawca który ma prawo do drobnych przyjemności

~Quaras złaś z tego trupa i wskakuj na oparcie~
Kot nie raczył odpowiedzieć choć wykonał polecenie jego wzrok mówił więcej niż tysiąc słów o nastawieniu chowańca do świata i gdzie dokładnie ten świat ma

Ruszyli więc w kierunku lochów w trakcie wędrówki Czarodziej rozważał czy popioły Mintar zmieszane z krwią Cirikan nadawałby się na atrament, trzeba się będzie spytać Allshadrona podobno diabły lubią stosować krew do podpisania cyrografów

Pozmyślania przerwał mu druid zwracając uwagę mężczyzny na to że nie za dobrze wtapia się w tło. Jako że zaraz potem przemienił się w kruka i odleciał młodzian miał dużo czasu na przemyślenie swej odpowiedzi.

Gdy dotarli już na miejsce a Malaryta skończył się pożywiać z innymi ptakami i wrócił do ludzkiej postaci mędrzec odpowiedział na jego uwagi- Drogi Malaiu księgi są tylko nośnikami wiedzy a skromny bibliofil może tą wiedzę gromadzić i spisywać nawet wtedy gdy spalono niczemu nie winne biblioteki. Powodzenia na zwiadzie

Brilchan rozsiadł się wygodniej na swym krześle po czym wyciągnął pergamin pióro i kałamarz i zaczął kreślić Dzienniki które któregoś dnia złożą się na dzieło jego życia. Mógł zejść w głąb lochów jeżeli inni tak postanowią ale wolą poczekać na sygnał od diabła.

Nie widział konieczności pchania się przed szereg
Ostatnio zmieniony wt lut 16, 2010 10:20 am przez Brilchan, łącznie zmieniany 4 razy.
Powód:
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 12

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość