Zrodzony z fantastyki

 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

śr kwie 27, 2011 8:11 pm

Arcymag wejrzał ukradkiem na gnoma. Jego mina była dość poważna. Sytuacja nie dotyczyła sprawy życia i śmierci, ale kolejny uczeń mógł być dla Arunsuna zwyczajnie ciężarem. Starzec podrapał się po podbródku i wziął głęboki wdech.
-Powiadasz zdolny?- spytał półszeptem Nyarlę. Jej zdanie było dla arcymaga ważne. Nie tylko dlatego iż ufał jej dość mocno. Przede wszystkim dlatego iż świetnie operowała magią i splotem, który otaczał ich dookoła.
-Mówisz też, że pomagał wam odkąd podróżuje z wami?- spytał po chwili. Kobieta odpowiedziała delikatnym skinieniem głowy. Mag również to zrobił.
-Dobrze. Zatem zabiorę go ze sobą. Któryś z moich bardziej doświadczonych uczniów poszuka dla niego domu w Waterdeep i będzie kontynuować nauki pod moim okiem.- rzekł uśmiechając się lekko -Za dwa dni przybędę i wtedy zabiorę go ze sobą. Macie czas by się pożegnać. Bywaj.-

Khelbeln pożegnał się z Nyą, oraz pozostałymi gestem dłoni, po czym musnął palcami wpiętą w swoją szatę broszę i zniknął z oczu grupki, najprawdopodobniej za sprawą wplecionego w przedmiot zaklęcia teleportacyjnego. Pozostali wyglądali dość dobrze. Tylko Wiktoria była niezwykle blada, niemal tak jak jej szata. Widząc, że ma problemy z utrzymaniem równowagi, Thog podał jej dłoń, zaś Chris nie chcąc być biernym złapał uzdę jej wierzchowca, aby resztę drogi go poprowadzić, tak jak i swego konia.
Mury Neverwinter nie znajdowały się zbyt daleko. Po kilku minutach marszu dotarli do bramy, gdzie powitał ich dość spory – bo kilkunastoosobowy oddział strażników. Każdy chroniony przez kolczugę, a niektórzy nawet i zbroje łuskowe. Każdy miał przy pasie broń w pogotowiu, od krótkich mieczy, po buzdygany. Każdy miał również broń dystansową. Kusze i łuki.

Nie robili żadnych problemów z wpuszczaniem nieznajomych. Co dnia tą drogą przewijały się dziesiątki osób, zmierzających do Luskan czy Waterdeep w głównie handlowych celach. Miasto zdawało się być ogromne. Prawie tak, jak kolonia, w której Nyarla poznała Lilian i zaczęła swoja przygodę z Mazticą. Ogromny port było doskonale widać z górnych partii miasta, w której znajdowała się grupa Nyarli. Brukowanymi ulicami poruszały się kilkuosobowe patrole strażników, zaś zwyczajni przechodnie przypominali mrówki w ogromnym kopcu, który same sobie zbudowały. Herby świątyń, namalowane na flagach, dumnie rozpościerały się na wietrze. Szyldy szynków zachęcały wymyślnymi nazwami do odwiedzin, a szlachetne gildie rozsławiały nazwiska swoich założycieli.
-Gdzie zaczynamy swoje poszukiwania?- spytała Wiktoria, która już wyglądała o niebo lepiej niż jeszcze przed bramami do miasta.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

czw kwie 28, 2011 6:07 pm



Po pożegnaniu z Khelbenem, Nyarla podeszła do swojego wierzchowca, z zadowoleniem stwierdzając, że teleportacja w żaden sposób mu nie zaszkodziła. Czarownica uśmiechnęła się lekko, widząc, że to Thog jako pierwszy zaoferował milczące wsparcie Wiktorii. Jej uwagę zwróciło ciekawskie spojrzenie Bena.
- Załatwione.
Gnom rozpromienił się. Ruszyli powoli ku bramie, prowadząc konie.
- Za dwa dni Czarnokij powinien wrócić. Wtedy też zabierze cię ze sobą. Zgodził się prowadzić dalej twoją naukę, a jego uczeń ma znaleźć ci jakiś dom w Waterdeep. - powtórzyła iluzjoniście szaty arcymaga - Poręczyłam za ciebie słowem. Masz się dobrze sprawować i nie przynieść nam wstydu! - zaśmiała się cicho.
- Umożliwiacie mi spełnienie marzenia, nie zawiodę was, zobaczysz! - odparł Ben, pewien, że dotrzyma słowa.

Neverwinter było sporym miastem i do tego całkiem ładnym. Jednak na Nyarli, wychowanej w Silverymoon, mało które miasto robiło wrażenie. Nikt nie robił im problemów z wejściem do miasta, za murami też wydawało się spokojnie. Jej wzrok od razu przykuł port w oddali. Tam zamierzała rozpocząć swoje poszukiwania. Zastanawiała się czy i tutaj port będzie jedną z mniej przyjemnych części miasta. Liczne patrole dawały nadzieję, że nie będzie bardzo źle. Kompania przeszła przez główny rynek, gdzie minęli wieżę zdobiącą centralny plan. Miejsce spotkań magów i zaklinaczy.
- Zaczniemy od portu. Co prawda wiele nie mamy... Wiemy tylko, że statek wypłynął jakieś... już będzie ze dwa lata... z portu i nigdy nie wrócił. A żona kapitana miała na imię Greva. I pewnie rozpacza po nim albo wciąż czeka na niego. - westchnęła - Nie wiem czy coś nam to da, ale musi tu być jakiś zarządca, który nadzoruje przypływające i wypływające statki.

- To jednak rano. Jutro. Dziś znajdziemy sobie karczmę i odpoczniemy jak należy. Trzeba nam świętować jeden z ostatnich wieczorów z Benem. W końcu niedługo zostanie uczniem Czarnokija i nie dla niego już takie proste wyprawy jak nasza. - rzuciła ze śmiechem.
Udali się w stronę portu, kierując się ku murom, by znaleźć sporą karczmę ze stajnią. Trafili na ładny, piętrowy budynek zdobiony liściastymi ornamentami. Wyraźny, zadbany szyld prezentował nazwę - 'Pod złotym liściem'.
- Tu powinno być w porządku. Podobno w Neverwinter sporą część populacji stanowią elfy i półelfy, więc jedzenie w tak ładnie wyglądających miejscach nie może być złe. Chris, Thog i Ben - odprowadźcie proszę konie. Ja z Wiktorią udam się do środka, zajmę nam stół i zamówimy kolację. A jak będziemy wszyscy w środku, to słuchajcie co się mówi. Może jakieś ciekawe plotki poznamy. - mrugnęła do nich.
Humor jej dopisywał. Była w końcu coraz bliżej odzyskania ukochanego.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

pt kwie 29, 2011 6:21 pm

Szynk prezentował się okazale. Podczas gdy mężczyźni zajmowali się wierzchowcami, Nyarla i Wiktoria zajęły stolik. Był w atrakcyjnym miejscu, gdyż znajdował się na piętrze, skąd było widać cały parter i krzątających się po nim klientów. Poza tym kompani mieli blisko do pokoi, które znajdowały się kilka metrów od stolika. Gdy kobiety rozsiadły się wygodnie na stołkach, przyszła z dołu jedna z trzech kelnerek, w eleganckim i czystym fartuchu, pytając, co może podać.
-Ja to bym się napiła dobrego wina, ale żeby nie było za gorzkie. Nie lubię gorzkich trunków...- zażyczyła sobie Sunnitka. Nim Nyarla wybrała dla siebie, młoda kobieta raz jeszcze zabrała głos.
-A te stoliki, to nie są za blisko kwater? Jeśli będą tu siedzieć goście to pewnie nie będzie można zasnąć.- skomentowała.
-Słuszna uwaga pani. Jednak w naszym przybytku nie obsługujemy pijackich awanturników, oraz osób lubujących się w burdach i nocnych śpiewach.- wytłumaczyła kobieta -Jeśli jednak ktoś zdaje się być obyty z kulturą, a jednak i tak sprawia problemy, prosimy o uregulowanie rachunku i wypraszamy takiego kogoś.- dodała po chwili.

Chwilę po tym na piętrze pojawiła się trójka mężczyzn. Kelnerka wejrzała pytająco na półorka, który zresztą przywykł do takich spojrzeń.
-Jest z nami i nie robi kłopotów...- Wiktoria nie dała kelnerce czasu na zwrócenie uwagi zielonoskóremu barbarzyńcy.
-Prawie w ogóle się nie odzywa, a już o krzyczeniu nie ma mowy.- dodała na koniec. Niewiasta w fartuchu skinęła głową po czym zebrała zamówienia od mężczyzn i Nyarli.
Choć na dania trzeba było poczekać dłuższą chwilę, to jednak opłacało się, albowiem były wyśmienite i godne rąk niziołczego kucharza. Najedli się do syta, a wieczorem przy akompaniamencie skrzypiec, młodego trubadura urzędującego na parterze uczcili wspólnie ostatnie dni z Benem. Świetne wino i piwo uprzyjemniało czas grupce podróżników. Faktycznie spokój i cisza na piętrze pozwoliły im spokojnie wypocząć do samego rana.

15 dzień Ściągania w dół 1372 roku Rachuby Dolin


-Czas wstawać Nyarla.- czarownica usłyszała pukanie w drzwi do jej izby i głos półorka. Kompani byli gotowi, a na tym samym stoliku, co poprzedniego wieczora, czekało już śniadanie. Gdy wspólnie zjedli, ruszyli na miasto. Zgodnie z wola smoczej córki, za swój pierwszy cel obrali sobie port i dzielnicę, w której ów miejsce się znajdowało. Dzielnica nie była taka zła, choć jak widać tutaj znajdowało się znacznie więcej ment i zakazanych pysków niż w wyższej części miasta. Śniegiem ktoś się zajął, gdyż trudno tu było dostrzec poza kupami na boku biały puch gdziekolwiek na uliczkach i alejach. Czyste, słoneczne niebo napawało dobrymi nastrojami. W dokach znajdowało się niewiele okrętów, a większość z nich była nie gotowa do użytku. O tej porze roku zbyt wielu robotników się tu nie kręciło. Strażnicy jednak pilnowali łodzi i magazynów.
-Czegoś szukacie?- rzucił rosły mężczyzna w płytowej zbroi, uzbrojony w dwuręczny miecz.

Obrazek
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

sob kwie 30, 2011 12:56 pm



Przybytek w środku wyglądał jeszcze przyjemniej niż na zewnątrz. Obecność półorka nie została niezauważona, na szczęście zapewnienie Wiktorii przekonało obsługę, że nie powinni obawiać się problemów. Jedzenie było pyszne, a atmosfera w karczmie bardzo przyjemna. Świadomość, że awanturnicy są wypraszani pozwalała im bawić się bez obaw o to, że zaraz zaczną gdzieś latać kufle. Nikt nie żałował sobie ani jadła, ani napitku. To był jeden z ostatnich wieczorów spędzanych z gnomem, potem mag miał zająć się dalszą nauką i treningiem, a grupa miała przywrócić Gabriela do życia i udać się na północny zachód.
- Dobrej nocy, rano pojedziemy do portu. - Nyarla pożegnała się z kompanami i udała do przydzielonego jej pokoju.
Demon podreptał za swoją właścicielką, ziewając równie szeroko jak ona.

Ur'thog obudził ją rano. Była wypoczęta i wyspana, a przed snem nie wypiła na tyle dużo, by czuć jakieś nieprzyjemne skutki. Szybko zebrała się z łóżka i dołączyła do pozostałych na śniadaniu. Wyglądało na to, że wszyscy byli na tyle odpowiedzialni, by kac nie męczył ich z rana. Czarownica przypomniała sobie, jak pewnego wieczoru, w drodze do Waterdeep obudziła Kayla i Rurika, którzy wypili zdecydowanie za dużo. Wtedy jeszcze nie była ze Strzaskanymi Niebiosami. Pohamowała westchnienie. Kayl nie żył, Rurika pojmali, Gabriela też nie było...
~ Już niedługo.
Posilili się na spokojnie i udali na spacer do dzielnicy portowej.

Było lepiej niż Nyarla się spodziewała, ale to nie znaczy, że nie było nieprzyjemnie. Wczesna pora pozwoliła im uniknąć tłumów, co zmniejszało też ryzyko stania się ofiarą jakiegoś złodziejaszka. Czy też może raczej oszczędziło złodziejaszkowi zostania zauważonym, bo mało który zwykły ulicznik mógłby podejść Chrisa. Chyba. Na widok mężczyzny, czarownica uśmiechnęła się uprzejmie i skinęła lekko na potwierdzenie.
- Tak. Tylko mamy mało informacji... Jakieś dwa lata temu przybiła tu lub wypłynęła stąd sporawa łódź czy też może niewielki stateczek. Nie znam nazwy statku, nie znam nazwiska kapitana... Wiem tylko, że jego żona miała na imię Greva. I że miał przy sobie to. - wyjęła z kieszeni srebrny naszyjnik z błękitnym kamieniem - Statek płynął w stronę Waterdeep, ale załoga prawdopodobnie miała w planach dostać się na Mazticę. Wiem, że to prawie nic nikomu nie powie, ale może jakiś zarządca portu coś wiedziałby na ten temat?
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

ndz maja 01, 2011 11:39 pm

-Greva?...- mąż zrobił zamyśloną minę spoglądając na Nyarlę i Wiktorię -Jakoś nie kojarzę...- rzekł, zaś na jego twarzy pojawił się zawadiacki uśmiech, jak gdyby chciał przekazać grupce, że oczekuje czegoś co skusi go do rozwiązania języka.
-Zara mu...- warknął Thog robiąc złowrogą minę.
-Czekaj!- rzuciła akolitka Sune, unosząc dłoń, po czym zrobiła kilka swobodnych i zarazem kuszących kroków w stronę człeka z mieczem.
-Nie gniewaj się serdeńku na mojego dużego przyjaciela. Jest bardzo nerwowy...- urodziwa młódka zbliżyła się do rozmówcy na wyciągnięcie ręki kołysząc kusząco biodrami. Nyarla znała ten sposób przekonywania mężczyzn, korzystając z osobistych uroków.

-Bardzo nam zależy na odnalezieniu tej kobiety... Nieszczęsna czeka na swego ukochanego. Zadra w jej sercu nie zagoi się dopóki nie dostanie jakiejś wiadomości o swym mężu...- wyjaśniła kładąc dłoń teatralnie na ramieniu mężczyzny.
-Sam rozumiesz, jak ciężki jest los samotnej kobiety...- dodała gładząc koniuszkami palców po policzku człeka.
-Rozumiem, rozumiem...- uśmiechnął się. Wyglądał jak gdyby zapomniał, że Thog chciał w bardziej agresywny sposób uzyskać na pytania Nyarli. -Zarządca portu znajduje się tamtym białym budynku.- wskazał palcem piętrowy domek, stojący kilkadziesiąt metrów od miejsca, w którym aktualnie się znajdowali.

-Nie musicie jednak tam iść... Znam Grevę...- rzekł uśmiechając się do Wiktorii, która całkiem nieźle omotała sobie go wokół palców.
-Na prawdę?- spytała zachwycona słowami męża Wiktoria.
-Na prawdę. Greva jest narzeczoną Acteliona. Był kapitanem niewielkiej łajby łowców głów. Actelion i jego ludzie polowali na piratów...- rzekł.
-Tak? Wiele wiesz o nim.- zauważyła Wiktoria.
-Ano wiem panienko. Sam niegdyś należałem do tej grupy.- wyjaśnił.
-Gdzie znajdziemy Grevę?- spytała sunnitka.
-Jej domostwo znajduje się tuż obok oberży Marzenie żeglarza.-

Wiktoria wejrzała na Nyarlę uśmiechając się do niej szeroko.
-Dziękuję.- odrzekła kompletnie obojętnym tonem, po czym najzwyczajniej w świecie odeszła od męża, z którym rozmawiała, kompletnie go ignorując. Ten zdziwiony wejrzał na akolitkę, lecz jej oziębłe zachowanie w pełni go zatkało, gdyż nie był w stanie wydusić z siebie nawet słowa.
-Co ty żeś mu zrobiła?- spytał Chris.
-Nic. To po prostu kobiece uroki.- odrzekła, po czym puściła półelfowi oczko.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

pn maja 02, 2011 7:30 pm



Nie rozumiała trochę zachowania Thoga. Zareagował tak, jakby mężczyzna zażądał co najmniej którejś z kobiet. Nie zamierzała jednak strofować półorka. Nie sądziła też, by zdało się na coś tłumaczenie, że informacja jest towarem i czasem trzeba za nią zapłacić. Dla portowego strażnika i dziesięć złotych monet byłoby hojnym datkiem, a oni by od takiego nie zbiednieli jakoś szczególnie. Za to przedstawieniu Wiktorii przyglądała się z niemałym rozbawieniem. Sama bardzo podobnie traktowała wielu mężczyzn, od których czegoś potrzebowała. Choćby w Nesme pod budynkiem Rady. Za to jej kompani wyglądali, jakby szczęki miały im opaść do samej ziemi.

Okazało się, że strażnik dobrze wie o kim mowa. Tego chyba nikt się nie spodziewał. Czym prędzej zniknęli między uliczkami, nim mężczyzna otrząsnąłby się z szoku i zwyzywałby całą grupę za tak obojętne pożegnanie ze strony Sunnitki.
- Dobra robota. - Nya uśmiechnęła się do Wiktorii.
Cała grupa udała się na poszukiwania Marzenia żeglarza. Kobiety szybko rozpytały o drogę, więc wiedzieli, gdzie się kierować. Był to niewielki przybytek na obrzeżach portu, obok którego stał skromny dom. Ani zapachy, ani hałasy nie były tu mniej dokuczliwe niż w innych częściach dzielnicy.

- To chyba ten dom. - czarownica wskazała budynek ruchem głowy.
Czuła, że serce kołacze się jej w piersi. Od tego jak Greva zareaguje na wieści, jak przebiegnie ta wizyta zależał powrót Gabriela. Nya wzięła głęboki oddech.
- Pójdę sama. Lepiej nie przytłaczać jej większą ilością nieznajomych twarzy... - wyjaśniła grupie - Mam nadzieję, że po takim czasie oswoiła się trochę z myślą, że mogło mu się coś stać.
Stała jeszcze przez chwilę, gapiąc się tępo w drzwi budynku. W końcu wzięła się w garść, podeszła do domu i zapukała dwukrotnie.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

wt maja 03, 2011 11:15 am

Moment oczekiwania, aż ktoś otworzy drzwi przeciągał się niemiłosiernie. W tym czasie Nyarla czuła jak serce bije jej coraz mocniej. W końcu usłyszała kroki za drzwiami. Coś było nie tak. Kroki były za ciężkie, za męskie...
-W czym mogę pani pomóc?- odezwał się średniego wzrostu mężczyzna o czarnej brodzie, w mieszczańskim ubraniu, który ukazał się Nyi zaraz po tym jak uchylił lekko drzwi by ciepło z domu nie uciekało na mroźny dwór.
Była zaskoczona widząc mężczyznę w drzwiach. Jakoś nie dopuszczała do siebie myśli, żeby Greva miała mieszkać z kimś innym.
- Dzień dobry. - szybko otrząsnęła się ze zdumienia i uśmiechnęła uprzejmie - Szukam niejakiej Grevy, chciałam z nią porozmawiać.

-Proszę wejść...- zaprosił Nyarlę do środka otwierając szerzej drzwi. Oczom czarownicy ukazała się niewielka kuchnia, w której panował przykładny porządek.
-Grevo. Kochanie, ktoś do Ciebie.- zawołał kobietę z drugiego pokoju. Smocza córa już wiedziała, że w czasie jak Acteliona nie było w mieście, Greva znalazła sobie kogoś na pocieszenie, komu mogła się wypłakać po stracie męża. Po chwili Nyarli ukazała się kobieta, której tyle czasu szukała. Była dość niska, ale jej uroda cieszyła męskie oko.
-Tak?- spytała zdziwiona widokiem nieznajomej kobiety.
Czarownicy zrobiło się przez moment słabo. To oznaczało, że jej plan właśnie wziął w łeb.

- Dzień dobry. - przywitała się - Chciałam tylko przekazać Ci to, pani. - wyciągnęła z torby dziennik i naszyjnik - Znalazłam to we wraku u wybrzeży Maztiki. Pomyślałam, że chciałabyś to odzyskać. - wyjaśniła, podając jej dziennik i naszyjnik.
Kobieta jeszcze bardziej zdziwiona wejrzała na przekazywane przez Nyę przedmioty. Kiedy odbierała je, jej oczy zaszkliły się a twarz w momencie spięła się, jak gdyby z całych sił chciała się powstrzymać od płaczu.
-To... To... To po nim...- wejrzała na stojącego z boku mężczyznę.
-Na wybrzeżu Maztiki?- spytał Nyę.
-Czułam to. Czułam, że pieniądze są dla niego ważniejsze niż ja...- rzekła wpatrzona gdzieś w przestrzeń a po policzku spłynęły jej dwie łzy.

Nyarla skrzyżowała ramiona na piersi i westchnęła cicho.
- Nie sądzę. Z dziennika wynika, że do ostatnich dni myślał o pani. - wzruszyła lekko ramionami - Ale to już nie moja sprawa. Chciałam tylko oddać, żeby było wiadomo, że nie uciekł z inną.
Przeniosła wzrok na mężczyznę i skinęła lekko głową.
- U wybrzeży Matziki, daleko na zachód stąd. Nie wiem, jakim cudem dostał się tam tym stateczkiem, być może to tylko sprawka sztormu, ale tam właśnie znaleźliśmy wrak łajby. I to - wskazała głową na przedmioty trzymane przez kobietę - w niewielkiej szkatułce.

Zapanowała cisza. Greva nie odzywała się długo, jednocześnie nie odrywając wzroku od dziennika.
-Myślał o mnie do samego końca? Myślałam, że mnie zostawił dla pieniędzy i sławy...- znów się zamyśliła.
-Możemy Ci pani zapłacić jakoś za trudy odnalezienia nas?- spytał człek.
Przyglądała się przez chwilę mężczyźnie, po czym westchnęła lekko i pokręciła powoli głową.
- I tak było mi drodze...- Ten tylko skinął głową Nyarli. Dziewczyna obróciła się na pięcie i opuściła domostwo, by wrócić do towarzyszy.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

wt maja 03, 2011 12:43 pm



Czarownica podeszła do oczekującej na nią grupki. Już po jej minie widzieli, że coś jest nie tak, więc tylko spoglądali pytająco. Nya wzruszyła lekko ramionami.
- Cóż. Nawet nie zaczęłam tematu... Oddałam tylko, co jej się należało. Ma już kogoś innego. Nie było sensu nawet pytać. - westchnęła - Wygląda na to, że cała ta droga to na marne.
- Przynajmniej spotkaliśmy Khelbena. - wtrącił Ben, chcąc jakoś pocieszyć czarownicę.
- Khelben znalazłby nas i dotarł do nas gdziekolwiek byśmy nie byli, gdyby chciał przekazać coś ważnego. - zauważyła smocza córka.
- Ale przynajmniej wiesz, że nie ma co prosić tej kobiety o pomoc. Gdybyśmy tu nie przyjechali, to pewnie zastanawiałabyś się nad tym jeszcze długo. Trzeba każdą szansę wykorzystywać... - wtrąciła się Sunnitka.
Jakby na potwierdzenie jej słów Demon miauknął donośnie i otarł się o kostki swej pani.

W zasadzie Wiktoria miała rację. To co mówiła, było bardzo rozsądne. Gdyby nie odwiedziła Grevy, to zawsze miałaby gdzieś w głowie, że kobieta mogła pomóc. Teraz przynajmniej wiedziała, że to niemożliwe.
- W każdym razie plan zawiódł. - podsumowała krótko ich sytuację - Pozostaje nam poczekać do jutra na Khelbena i pomyśleć nad czymś innym. Jeśli czegoś potrzebujecie czy chcecie się gdzieś wybrać - droga wolna. Chwilowo nie mam ochoty na nic poza odpoczynkiem. - mruknęła.
Ruszyła na powrót ku oberży, w której się zatrzymali.
- Może jakaś kapłanka jakiegoś dobrego boga mogłaby nam pomóc? Na pewno mają tu jakieś starsze, opiekuńcze kobiety... Ale to trochę głupie tak chodzić po mieście i wypytywać o takie. - myślała na głos, wiedząc, że co najmniej jedna osoba i tak będzie jej słuchać.

W karczmie było niemal pusto. Wczesna pora nie sprzyjała nadmiarowi klienteli, więc grupa mogła wybrać sobie dowolny stół i napić się wina oraz piwa.
- Może odwiedzę bibliotekę. Albo księgarnię. Może trafię na coś ciekawego o smokach albo o tej twierdzy na północnym zachodzie kontynentu? - wzruszyła ramionami - Nie wiem. Mam wrażenie, że dotyczy nas znacznie więcej znacznie ciekawszych rzeczy niż to, co można znaleźć w pierwszej lepszej bibliotece. Popołudniem możemy się przejść po targu, a nuż trafi się coś ciekawego...
Nyarla usilnie próbowała znaleźć sobie coś do roboty, ale nie potrafiła skupić myśli na czymś innym, niż plany na odnalezienie kogoś, kto zaopiekuje się samotnym mędrcem. Mieli cały dzień wolnego, a czarownica nie potrafiła go sobie niczym wypełnić. Pozostało jej czekać na Khelbena.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

wt maja 03, 2011 1:18 pm

Dzień ciągnął się niemiłosiernie. Każdy widział, w jakim stanie jest Nyarla. Czarownica zdawała się być nieco podłamana i wyczerpana bezskuteczną wędrówką w tak dalekie okolice od wieży starego kapłana Tiamat. Kompani starali się poprawić jej humor jak tylko można było, lecz mimo wszystko czuła, że cały ich wysiłek i czas poszedł na marne. Biblioteka nie ujawniła przed Nyarlą żadnej ciekawej tajemnicy. Wszystkie księgi traktujące temat smoków kobieta znała mniej lub bardziej. Nauczyciele w Silverymoon nie raz przytaczali te tytuły podczas różnorakich wykładów a to o mowie smoków, a to o pradawnej magii a to o potomkach tych mistycznych gadów.

Targowisko również choć spore nic szczególnego w sobie nie kryło. Ot masa fantów, przeważnie wątpliwej jakości. Produkty spożywcze, rzeczy niezbędne na szlaku, wszystko co potrzebne w lesie, oraz każda rzecz potrzebna właścicielowi wierzchowca. Były i magiczne przedmioty, głównie używane i raczej tak powszechne, że nie warto było zatrzymywać się nawet przy stoisku.
Dopiero wieczorem, gdy kompania wróciła do szynku Nyarla była świadkiem ciekawej rozmowy dwóch żeglarzy, którzy przybyli do Neverwinter, zanim lody skuły wody oceanu. Mężczyźni siedzieli ledwie stolik obok i dlatego czarownica nie miała problemu z podsłuchaniem rozmowy.

Jeden z mężów o siwiejącej bródce opowiadał o niesamowitych burzach nad morzem w okolicy Luskan, które to były w stanie potopić niektóre łodzie i okręty nawet w dokach tamtego niewielkiego, portowego miasta. Co najdziwniejsze ów burze docierały z lądu z wschodu.
Drugi z mężów o przerażającym wręcz zezie opowiadał, jak od jednego kupca zasłyszał iż podobne burze o niszczycielskiej sile nadciągały z zachodu, z okolic wybrzeża. Nyarla pamiętała burze, podczas wędrówki rzeką Mirar. Sprawa faktycznie wydawała się być poważna, albowiem żaden z żeglarzy nie pamiętał kiedy ostatnio tak silne burze nawiedzały te okolice z tak wielką częstotliwością.

16 dzień Ściągania w dół 1372 roku Rachuby Dolin


Choć poprzedni dzień był dość męczący to jednak Nyarla miała problem z uśnięciem. Wygodne łóżko i ciepło izby karczemnej na szczęście zapewniały dość komfortu by chociażby odpoczywać leżąc bezczynnie. Demon nie odstępował swej pani na krok, czując doskonale jakie emocje targają duchem smoczej córy.
Humory w niewielkiej grupce miały się poprawić dopiero gdy w porze śniadania, z piętra kompani dostrzegli zakapturzonego człeka w charakterystycznej szacie.
-To on.- rzucił Ben stając na równe nogi. Arcymag wszedł po schodach i wartko stanął przy stoliku grupy.

-Po twej minie widzę iż coś się nie powiodło?...- spytał Czarnokij.
-Niestety. Greva, kobieta której szukaliśmy znalazła pocieszenie po rozłące z mężem w ramionach innego męża.- wyjaśniła Wiktoria -Nya nawet nie pytała ją o pomoc.- dodała po chwili.
-To fatalnie. Ale na szczęście wujek Khelbeln coś na to zaradzi.- rzekł uśmiechając się szeroko. Nie tylko Nyarla poczuła ulgę słysząc te słowa i widząc ów uśmiech.
-Mów magu.- zachęcał go Chris.
-Kiedyś pomogłem pewnej czarodziejce.- zaczął tajemniczo.

-Ta kobieta to licz...- syknął ściszonym głosem -Jednak nie jest przesiąknięta złem i nienawiścią jak większość tych nieumarłych istot. Poprosiłem by mi się odwdzięczyła. Wszak jako istota nieumarła nie odczuje kilku-kilkunastu lat u boku starego śmiertelnika, który niebawem odejdzie z tego świata.- wytłumaczył. Rozwiązanie zdawało się być genialne.
-I tak po prostu się zgodziła?- spytał podniecony Ben.
-Tak po prostu nie. Ale obiecałem jej, że wieża starca będzie jej, kiedy już umrze. To poskutkowało.- odrzekł Khelbeln.
-A co ze starcem? Spodoba mu się fakt, że spędzi resztę życia z nieumarłym?- spytała Wiktoria.
-To już zadanie dla Nyarli by go przekonać.- uśmiechnął się szeroko -Czeka na nas za miastem, tam gdzie ostatnio się rozstaliśmy.- dodał na koniec.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

śr maja 04, 2011 5:26 pm



Ani biblioteka, ani targ, ani nawet starania towarzyszy nie mogły poprawić jej nastroju. Od początku wiedziała i trzymała się myśli, że to może się z dużym prawdopodobieństwem nie udać. Mimo to rozczarowanie i tak było przykre, zwłaszcza że była to droga do odzyskania ukochanego. Jedynym co w końcu na chwilę odwróciło jej uwagę od rozmyślania o tym, co dalej, była rozmowa mężczyzn w karczmie. Już w trakcie podróży przypuszczała, że takie zachowanie pogody nie jest naturalne. Wyglądało na to, że nie tylko ona to zauważyła i nie ylko Miraru to dotyczyło. Coś działo się w okolicach Luskan. Jeśli wróci Gabriel, jeśli będą mogli ruszać dalej, jeśli, jeśli, jeśli... Może wypadałoby i do Luskan zajrzeć. Będzie to chyba ostatnie większe miasto na drodze do warowni.

Spała niespokojnie. Budziła się często, sprawdzając, czy już świta. Miała nadzieję, że Khelben coś załatwi, że uda mu się coś wymyślić. Musiała jednak czekać cierpliwie i wierzyć w arcymaga i jego chęć pomocy. Przecież w końcu szczęście musiało się do nich uśmiechnąć... Przy śniadaniu siedziała jak na szpilkach. Słysząc Bena, też o mało nie zerwała się z krzesła. Czarnokij wszedł na górę i dołączył do grupy. Nyarla spoglądała na niego w napięciu, oczekując jakiejś informacji. Widząc jego uśmiech, myślała przez moment, że zemdleje z ulgi. Przyłożyła dłoń do piersi, uspokajając roztrzepotane serce. Pozostałych także ucieszyła ta wiadomość.

- Nie sądzę, żeby to było problemem. - odpowiedziała na słowa Arunsuna o 'przypadłości' czarodziejki - Nasz mędrzec przeszedł wiele w swoim życiu, był kapłanem Tiamat a teraz służy komuś zupełnie innemu. - uśmiechnęła się lekko - Jestem pewna, że po krótkiej rozmowie zrozumie i zaakceptuje towarzyszkę. Poza tym na pewno Twoja znajoma ma wielką wiedzę i będą mieli o czym rozmawiać. Jako że jest kim jest nie będzie jej te kilka lat przeszkadzało, tak jak mówisz. No i sądzę, że z wieżą też będzie mu wszystko jedno, zwłaszcza gdy ją polubi. To dobrze, że ktoś zajmie się po nim jego domostwem. - rozgadała się, doceniając i podkreślając zalety rozwiązania.
Była przekonana, że będzie potrafiła przemówić odpowiednio do kapłana, by przystał na takie towarzystwo.

Nie było na co czekać. Zaraz po śniadaniu wszyscy zebrali się czym prędzej i opuścili karczmę, a chwilę potem Neverwinter. Khelben udał się razem z grupą, by przedstawić nieumarłą znajomą kompanii Nyarli. Dziwnym uczuciem było poznać potężną nieumarłą istotę, która wcale nie chciała ich śmierci. Czarownica skłoniła się przed nowo poznaną i przedstawiła wszystkich. Wszyscy byli nieco spięci, jakby nie wiedząc, czego mogą się po czarodziejce spodziewać. Najbardziej nieswojo czuła się chyba Wiktoria, która jako kapłanka Sune miała w obowiązku niszczyć takie istoty.
- Jestem Nyarla Salvani i bardzo dziękuję, że zgodziłaś się na ten układ. To moi towarzysze - Wiktoria, Chris, Ur'Thog i Ben. Ben niestety opuści nas zaraz, razem z Khelbenem.
- Tak, właśnie. Czas na nas. - wtrącił arcymag - Sporo pracy przed nami. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.
- Gwarantuję Ci to. W końcu będe musiała się jakoś odwdzięczyć za wszystko.

Nadszedł czas pożegnania z małym iluzjonistą.
- Dzięki za wszystko. Ćwicz i rośnij w siłę, byśmy kiedyś znów stanęli razem na szlaku. - uśmiechnęła się do gnoma.
Wszyscy po kolei pożegnali Bena i życzyli mu powodzenia w dalszej nauce Sztuki. Chwilę potem Ben i Khelben zniknęli w rozbłysku magii.
- Na nas też czas. Przeniesiemy się pod wieżę z pomocą jednego ze zwojów od Czarnokija. Ustawcie się w koło, tak by każde z Was dotykało drugiego. - poinstruowała ich, ale że nie był to pierwszy raz, gdy korzystali z takiego zbiorowego transportu, to każdy wiedział, co robić.
W geście dobrej woli Nyarla położyła dłoń na ramieniu nieumarłej i uśmiechnęła się do niej, po czym sięgnęła po zwój, by odczytać zaklęcie. Oczyściła umysł ze zbędnych myśli i przywołała dokładny obraz wieży samotnika. W miarę jak wypowiadała formułę, słowa na pergaminie jarzyły się błękitem i znikały. Zakończyła inkantację i poczuła wokół zawirowanie magii.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

śr maja 04, 2011 8:03 pm

Obrazek


-Witajcie. Ja zwę się Aeris.- przedstawiła się. Z wyglądu nie przypominała żadnego z znanych typów nieumarłych. Wręcz przeciwnie. Była to urodziwa i sympatyczna persona. Każdy z wyjątkiem Thoga domyślał się, jednak iż wygląd czarodziejki jest zwykła iluzją, aby kobieta nie była niepokojona przez napotykających ją podróżników. Zdawała się być miła i uprzejma, a to pewnie zostanie przez starego kapłana uznane za wielki plus. Wszak nie szukał zrzędliwej i wybuchowej niewiasty, przy której miałby spędzić resztę dni swego życia.
-Żegnaj Czarnokiju.- zwróciła się do arcymaga, kiedy ten żegnał się z grupą.
-Bywaj gnomie.- rzucił Chris.
-Będzie nam Cię brakowało.- dodała Wiktoria, która również zżyła się z niskim iluzjonistą. Thog zaś bez słowa uścisnął niewielką dłoń maga.

-Nie lubić znikanie...- półork warknął gdy czarownica przygotowywała ich do masowego przeniesienia pod wieżę starca. Zielonoskóry mieszaniec wiedział jednak iż jest to konieczność i jego słowa nie były tyle narzekaniem, co zwyczajnym zauważeniem pewnych faktów.
-Gotowi czy nie, czas zacząć.- Wiktoria chciała dodać im otuchy ciepłymi słowami. To po niej było widać najbardziej, skutki uboczne teleportacji i jej słowa były raczej próbą wzmocnienia siebie, aniżeli kamratów.
Nyarla rozwinęła jeden ze zwojów jakie podarował jej Czarnokij i zaczęła czytać jego zawartość. Przy każdym, wypowiadanym słowie jej usta świeciły delikatną, różową aurą, podobnie jak aktualnie czytana z zwoju fraza.

Gdy skończyła czytać cała zawartość zwoju zalśniła energią splotu, a ich ciała opadły z sił. Pojawiła się ciemność, a za chwilę, gdy otwarli oczy znajdowali się u podnóża wysokiej wieży, u podnóża wzgórz.
-Wrrr...- warknął półork strzepując coś z ramion, jak gdyby chciał się pozbyć tego, co przenosiło ich ciała z miejsca w miejsce.
-To ta wieża?- spytała Aeris. Jej teleportacja zaszkodziła najmniej, o ile w ogóle. Wszak nie żyła i nie odczuwała tego, co zwykły śmiertelnik.
-W porządku. Zatem poczekamy na dole- nieumarła wejrzała porozumiewawczo na resztę towarzyszy -A Ty przekonaj tego szlachetnego męża do mojej osoby.- uśmiechnęła się do Nyi.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

czw maja 05, 2011 9:09 am



Nyarla również prawie nie odczuła skutków działania magii teleportacyjnej. Być może była to zasługa ciągłego obcowania z magią, a być może jej organizm zdążył już przywyknąć do takiego sposobu transportu. Wzięła głęboki oddech, spoglądająć na wieżę i przygotowując się do rozmowy ze starcem.
- Wrócę szybko.
Dotknęła materiału imitującego smoczą łuskę, z którego zrobiony był jej pas, wypowiedziała cicho aktywujące słowo i poczuła jak jej ciało robi się lekkie, a stopy odrywają się od podłoża. Jednocześnie pojawiły się majestatyczne, smocze skrzydła utworzone z pomocą iluzji. Czarownica wzniosła się ku tarasowi stanowiącemu dach budynku.

Lecąc, zastanawiała się, jak mężczyzna zareaguje na nowiny. Układała sobie w głowie całą rozmowę. Co powinna mu powiedzieć, w jakiej kolejności i jak zbić ewentualne obiekcje. W końcu stanęła na szczycie budowli i ruszyła powoli ku pomieszczeniu, w którym ostatnio widziała samotnika. Nawet jeśli miałby się nie zgodzić, to mogą poszukać kogoś innego. Znów zajmie to wiele czasu, ale mędrzec nie był ostatnią na świecie szansą czy możliwością. Wierzyła jednak w swoje umiejętności przekonywania i miała nadzieję, że mężczyna jest na tyle inteligentny, by zrozumieć, że nie wszystko musi być takie, jak mogłoby się wydawać. Wszedłszy do budynku, postanowiła zaczekać grzecznie w tym samym pokoju, co ostatnio, by nie kręcić się samotnie po wieży. Nie wiadomo, co mogła skrywać samotnia byłego kapłana Tiamat.

Nyarla przyglądała się tytułem ksiąg stojących na półkach czy porzuconych na stole. Po kilkunastu minutach z przejścia prowadzącego wgłąb wieży wyłonił się znajomy starzec i przywitał ją szerokim uśmiechem.
- Witaj! Skoro wróciłaś, to musiało Ci się powieść? - stwierdził raczej niż zapytał, widocznie zaciekawiony.
- Tak. W zasadzie tak. - uśmiechnęła się lekko - Udaliśmy się do Neverwinter, jednak mój pierwszy plan nie powiódł się. Na szczęście spotkaliśmy po drodze Czarnokija i pomógł nam ze wszystkim.
Starzec już chciał coś powiedzieć, ale czarownica uniosła dłoń i potrząsnęła lekko głową.
- Nie przerywaj, proszę, dopóki nie skończę. Musisz usłyszeć i zrozumieć całość nim wydasz jakikolwiek osąd. - uprzedziła go całkiem poważnie.

Wzięła głęboki oddech i powoli wypuściła powietrze. Lata doświadczeń nauczyły jej rozmówcę cierpliwości, ale był zainteresowany tym, co miała mu do powiedzenia.
- Na dole przed Twym domostwem czeka Aeris, znajoma Khelbena. To czarodziejka o niezwykłej, nabywanej przez całe lata wiedzy.
~ A może i wieki... Nie zapytałam jej o wiek. ~ uzupełniła w myślach.
- Zgodziła się nam pomóc i umilić pozostały Ci na tym świecie czas. Jest urodziwa, inteligentna i ma rozgległą wiedzę. Jestem pewna, że nie będziesz się z nią nudził. - uśmiechnęła się.
Przyszedł czas na ostatnią, zapewne najtrudniejszą do przyjęcia informację.

- Jest tylko jeden mały szczegół, Aeris jest liczem. Nie przerywaj, proszę. - powtórzyła szybko - To nie jest zwykły, typowy licz, który pragnie coraz więcej potęgi i nienawidzi wszystkiego, co żyje. Ona jest bardzo miła i uprzejma, sam Khelben Arunsun zapewnił mnie, że nie jest taka jak wszyscy inni jej pokroju. - obserwowała uważnie mędrca - Jestem pewna, że potrafisz to zrozumieć. W końcu każdemu należy się druga szansa, z tego co wiem Ty też ją dostałeś. Ah i zgodziła się nawet zająć Twoją wieżą, gdy Ciebie zabraknie. Aby Twój dobytek nie wpadł w niepowołane ręce. - o tym też wolała od razu powiedzieć, żeby nie było jakiejś niezręcznej sytuacji, jeśli ktoś o tym wspomni.
- Skończyłam, teraz możesz mówić... - czekała w napięciu na słowa człowieka.
Wiedziała, że jeśli się zgodzi, to lada dzień Gabriel znów stanie obok niej.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

czw maja 05, 2011 5:57 pm



Starszy człowiek poczekał aż Nyarla skończy mówić. Tak jak go o to prosiła. Stał nieruchomo przyglądając jej się uważnie. Monolog najwyraźniej był godnym przemówieniem, gdyż starszy człek unosił momentami brwi jakby był pod wrażeniem tego, z jakim uczuciem mówi Nya. Kiedy zaś skończyła oznajmiając to wszem wobec były kapłan Tiamat uśmiechnął się. Najwyraźniej słowa czarownicy zostały przez niego odebrany wystarczająco pozytywnie zaś sposób rozwiązania zadania, które od niego otrzymała zrobił na nim niemałe wrażenie. Człek podszedł do smoczej córy i położył jej dłoń na ramieniu, delikatnie popychając, jakby chciał by poszła za nim. On sam zaś ruszył powoli w stronę tarasu, przez który Nyarla wchodziła do jego wieży.

-Bardzo musi Ci zależeć na tej osobie, którą chcesz przywrócić z martwych, skoro prosiłaś o pomoc w mojej misji samego Czarnokija...- skomentował uśmiechając się do Nyi.
-Cieszę się, że wzięłaś to sobie na poważnie. W moim życiu spotykałem masę osób, które o coś mnie prosiły jednak same nie były w stanie poświęcić się dla sprawy. Ty to zrobiłaś, oj tak...- kontynuował. Ich krótki spacer zakończył się na ów tarasie, skąd widać było całą okolicę i góry.
-Cieszę się, że tak wyszło. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się, że jeszcze do mnie wrócisz. A już na pewno nie autentycznie w towarzystwie mej przyszłej towarzyszki na resztę mych dni. Mimo wszystko jestem Ci bardzo wdzięczny.-

Mężczyzna odwrócił się i wejrzał czarownicy w oczy. Jego świdrujący na wylot wzrok nie zdradzał niczego, co mogłoby Nyarli podpowiedzieć, jaką podejmie decyzję. Mimo iż jego słowa o czymś już świadczyły.
-Wierz mi, lecz sam nie wpadłbym na tak szalony ale i zarazem świetny pomysł, by przyprowadzić do mej wieży licza. To świetne posunięcie. W twojej przemowie było wiele mądrości. To inteligentna i oczytana istota, posiadająca znaczną wiedzę. Jak każdy licz. Ja jestem za stary na współżycie, lecz jeśli jej oblicze przedstawia piękną niewiastę to tym bardziej jestem rad, wszak na cieszenie oczu nigdy nie ma za późno.- uśmiechnął się ponownie.

-Twoi kompani czekają na dole?- odpowiedzią Nyi było skinienie głowy -Niech zatem wejdą do wieży.- rzekł po czym wypowiedział kilka krótkich słów, które aktywowały niewielki portal u podnóża wieży.
-Chodźmy na dół.- rzekł, po czym oboje ruszyli kręconymi schodami w dół. Po drodze mijali liczne, zamknięte komnaty. Dolna część wieży była obszerna i gustownie urządzona na kształt izby mieszkalnej. Kompania czekała już tam na właściciela wierzy w towarzystwie smoczej córy. Gdy starzec ujrzał ich na schodach pokłonił się lekko.
-Witajcie w domu Thorusa.- rzekł teatralnie -Więc to jest ta wspaniała magini?- spytał patrząc na Aeris.

Święty symbol Sune, na piersi Wiktorii, najwyraźniej od razu dał starcowi do zrozumienia iż to nie ona była efektem końcowym wyprawy Nyarli.
-Witaj Thorusie.- odrzekła kobieta uśmiechając się szarmancko.
-Jestem rad, że się spotykamy... Rozgość się. Wszak to teraz i twój dom.- rzekł do Aeris -Wybacz mi proszę, jednak mam z Nyarlą coś do załatwienia.- wyjaśnił po czym jako pierwszy wszedł w wciąż działający portal pomiędzy wnętrzem wieży a podwórzem. Każdy z kompanów pojedynczo wychodził za starcem na zewnątrz. Ostatnia wyszła Nyarla rzucając nieumarłej czarodziejce pełne radości spojrzenie. I kobieta – licz odpowiedziała takim samym promiennym uśmiechem.

-Spełniłaś moje polecenie. Zatem i ja spełnię twoją prośbę.- rzekł. Nyarla czuła jak robi jej się miękko w nogach. Thorus zrobi to czego tak bardzo pragnęła od tylu dni. Tylu dekadni. Wskrzeszenie Gabriela było już nie kwestią czy, a kiedy. Właściwie i ta kwestia została od razu wyjaśniona przez starca.
-Przygotuję się do obrzędu i zacznę bezzwłocznie rytuał zmartwychwstania.- wyjaśnił czarownicy.
Nyarla poczuła na ramieniu dłoń Wiktorii, która przecież cały czas powtarzała czarownicy iż niebawem ten tak bardzo oczekiwany moment nastąpi.
-Widzisz? Niebawem do nas wróci.- uśmiechnął się Chris jakby chciał dać Nyarli dowód, że to nie sen a jawa.

~***~


-Pamiętaj proszę iż może wyglądać inaczej, niż gdy ostatni raz go widziałaś.- rzekł przebrany w kapłańskie szaty Thorus. Symbol Oghmy na jego piersi był wyhaftowany złotą nicią, a mimo to na szyi był powieszony i ten sam emblemat z srebra.
-Będę przywoływać go tutaj, na dworze. Moc będzie miała większą swobodę.- wyjaśniał -Nie ma co tracić czasu. Zaczynam. Proszę was byście mi nie przeszkadzali nawet szeptami, gdyż to obrzęd wymagający sporo skupienia i koncentracji.- dodał na koniec, po czym na odśnieżonym podłożu, u podnóża swej wieży rozłożył wszystkie komponenty potrzebne mu do wskrzeszenia.
Rytuał trwał długo. Dla Nyarli za długo. Czas ciągnął się niemiłosiernie, a serce z każdą kolejną chwilą biło coraz szybciej i mocniej.

~***~


-Wysłuchaj mych próśb i sprowadź duszę Gabriela na ziemski padół! Przywołaj zza światów jego ciało i umieść w piersi ducha, a na koniec natchnij je życiem!- recytował z pamięci, jakby tego typu obrzędów przeprowadził już wiele.
Kompani stojący z boku z niecierpliwością oglądali jak były duchowny Tiamat kończy rytuał. Nagle z oddalonego o jakieś trzydzieści metrów lasku wydobył się oślepiający błysk. Moc kapłańskiej magii była wręcz wyczuwalna w powietrzu. Każdy czuł niezwykle ciepłe, pozytywne wibracje związane z tym wydarzeniem.
-Jego duch musiał kochać lasy. Tam bowiem nadeszło jego odrodzenie. Idź. Pewnie na Ciebie czeka...- rzekł wyraźnie zmęczony starzec.
-Idź Nyarlo.- powtórzyła Wiktoria.

Kapłanka, Thog i Chris zostali przy Thorusie, jakby nie chcieli przerywać swoją obecnością pięknej chwili powitania. Nyarla ruszyła prędko w stronę drzew, spomiędzy których wydobywał się wspaniały blask.
Serce biło w piersi niczym kowalski młot w rozgrzanej kuźni. Długo oczekiwany moment w końcu nadszedł. Kobieta czuła się bardziej szczęśliwa niż tamtego dnia, gdy po raz pierwszy spotkała ojca. Gabriel siedział pod świerkiem, odziany w przewiewny strój, typowy dla elfa. Siedział i spoglądał na ukochaną krótką chwilę, by wstać niczym rażony piorunem. Na jego odmłodzonej, lecz wciąż przystojnej twarzy malował się delikatny uśmiech, bardziej szczery niż żyła złota wykopana głęboko pod krasnoludzkimi warowniami.

Obrazek


Gabriel zmarszczył brwi i na oczach ukochanej rozpostarł piękne, białe, anielskie niemal skrzydła. Teraz wyglądał naprawdę majestatycznie. Elf uśmiechnął się i rzucił w stronę Nyarli przytulając ją w pasie i podnosząc kilka centymetrów nad ziemią. Całował ją łapczywie w usta, policzki, szyję, czoło. Wszędzie gdzie tylko się dało. Dla kochającej się pary rozpoczynał się nowy rozdział w wspólnym życiu. Jedno było pewne. Teraz mogło być już tylko lepiej.






Obrazek


Rozdział XI: Dotrzymana obietnica





+++++++++++++

Zdobyte doświadczenie: 17000 PD
Ostatnio zmieniony czw maja 05, 2011 5:58 pm przez Nefarius, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

czw maja 05, 2011 7:23 pm



Nie spodziewała się, że tak łatwo uda jej się przekonać mężczyznę. Tym bardziej się ucieszyła. Poszła za nim, nie mogąc powstrzymać cisnącego się na usta uśmiechu. Miał rację w każdym swoim słowie. Bardzo zależało jej na tej osobie, bardzo dużo wysiłku kosztowało ją, by pozbierać się po jego śmierci w garść. Tylko pamięć o tym, że obiecała mu, że nie załamie się, jeśli coś mu się stanie, trzymała ją w ryzach. A teraz tak niewiele dzieliło ją od jego powrotu. Z tarasu roztaczał się wspaniały widok, ale nie zdołał odciągnąć myśli czarownicy od Gabriela, którego dusza oczekiwała na wezwanie w Błyszczącej Twierdzy.
- Gratulacje za pomysł należą się w całości Khelbenowi. - wtrąciła, nie przestając się uśmiechać.
Zeszli na dół, gdzie spotkali się z jej kompanami, którzy już widząc otwierający się portal, musieli zrozumieć, że się udało.

Nya nie spodziewała się, że od razu rozpoczną się przygotowania do rytuału. Myślała, że Thorus będzie potrzebował trochę więcej czasu, że przyjdzie im tu spędzić jeszcze przynajmniej kilka godzin. Tymczasem to miało stać się już za chwilę, zaraz, teraz. Uśmiechnęła się z wdzięcznością do Wiktorii, która przez cały czas wspierała ją swoimi zapewnieniami, że będzie dobrze. Spojrzała z napięciem po wszystkich, którzy towarzyszyli jej w tej podróży, choć wcale nie musieli. Całe szczęście, że byli na zewnątrz, chłód zimy nieco otrzeźwiał Nyarlę. Czas wlókł się niemiłosiernie i całe wieki minęły nim Thorus powrócił do grupy, w pełni przygotowany do odprawienia modłów. Dziewczyna czuła, że nogi ma jak z waty, a serce jej szaleje. Przycisnęła dłonie do piersi, starając się uspokoić. Kiedy kapłan rozpoczął rytuał prawie nie oddychała, nie chcąc go przypadkiem rozproszyć. Zaś kiedy w lesie nieopodal ujrzała oślepiający blask, wiedziała, że się udało.
~ On tam jest! ~ krzyczało jej serce, umysł i dusza.

Tak potężne zaklęcie wyraźnie zmęczyło Thorusa. Kazali jej iść, a ona przez moment nie mogła ruszyć się z miejsca. Czeka? Na pewno czeka? Może tu przyjdzie. Szybko jednak otrząsnęła się z odrętwienia i niepewnym krokiem ruszyła ku drzewom. Nie ufała stopom, a bardzo nie chciałaby teraz upaść. Weszła pomiędzy drzewa, nie wiedząc czego się spodziewać. Czy Gabriel ucieszy się na jej widok? Jak teraz wyglądał? Czy odzyskał skrzydła, zgodnie z przepowiednią Eryka? Nawet oddychanie przychodziło jej teraz z trudem. Drżała na całym ciele, powoli przechadzając się między drzewami. I wtedy go dostrzegła, a on patrzył wprost na nią. Przez moment chyba nie wierzył, że ją widzi. Czarownica ledwie stała na nogach i miała wrażenie, że zaraz zemdleje z ulgi. Dopiero kiedy zerwał się na nogi, a jego twarz rozjaśnił uśmiech, wiedziała, że już wszystko dobrze. Znów był przy niej. Na widok skrzydeł całkiem odebrało jej dech...

Po chwili trzymał ją już w ramionach i oddech powrócił. Trzymał ją szczęśliwą, radosną, rozpromienioną. Odpowiedziała mu taką samą, niezliczoną ilością pocałunków - czułych, namiętnych, stęsknionych. Teraz mogło dziać się wszystko. Wrócił i wciąż ją kochał.
- Gabriel... - powiedziała niemal szeptem, jakby bojąc się, że to jakiś piękny sen, że zaraz obudzi się w pustym łóżku.
Wtedy znów ją pocałował, rozwiewając jej wątpliwości. Przytulił ją mocno, a dla niej była to największa nagroda za trud ostatnich dekadni. Straciła rachubę jak długo to wszystko trwało. Oparła głowę na jego piersi, a on głaskał jej włosy. Nie mogła znaleźć słów, ale nie były im potrzebne. Pozwoliła płynąć łzom, by dać upust uczuciom tak długo chowanym w sercu. Nie były to już jednak łzy smutku i rozpaczy, ale łzy szczęścia. Nigdy nie czuła się tak wspaniale, jak tu i teraz, w jego ramionach. Pogładziła jego policzek i znów zatonęli na chwilę w pocałunkach, nie mogąc się od siebie oderwać.
- Żyjesz. Jak się czujesz? Musi Ci być zimno... - zerknęła kątem oka na lekki, elfi ubiór - Masz skrzydła. - stwierdziła z niedowierzaniem rzecz oczywistą.
Wyciągnęła dłoń ponad jego ramieniem, by dotknąć pięknych piór.
- Spełniło się.
Rękawem otarła ostatnią łzę i obdarzyła ukochanego promiennym uśmiechem.
Ostatnio zmieniony czw maja 05, 2011 7:27 pm przez Amanea, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

czw maja 05, 2011 8:12 pm

-Żyje, czuje Cię, widzę Cię, przytulam Cię!- prawie krzyknął nie puszczając ukochanej z uścisku -Kocham Cię! Bardzo Cię kocham! Kocham Cię nad życie!- mówił jej prawie że do ucha, nie puszczając ani na chwilę. Kobieta czuła, że jego ciało nie jest tak mocno wyrzeźbione jak przed śmiercią. Nie był to jednak czas na tego typu refleksje i rozmyślania. Blizny z twarzy i piersi również znikły, zupełnie tak jakby nigdy ich nie miał. Mimo to jego ramiona wciąż miały tę samą siłę a wzrok choć bardziej żywy, bardziej energiczny był wzrokiem jej Gabriela. Uśmiech z ich twarzy nie schodził ani na moment. Oboje byli w tej chwili najszczęśliwszymi osobami w Faerunie. Gdyby w tej chwili widział ich jakiś wędrowny bard, to miałby na tyle inspiracji, by tworzyć poematy na wiele lat.

W tej chwili czas nie wlekł się tak jak pod wieżą. Teraz Nyarla nie przywiązywała żadnej wagi do czasu, ani spraw zwykłych śmiertelników. W tej chwili czuła się niczym bóg, ponad czasem i ponad przestrzenią.
-Ile mnie nie było? Jak długo cierpieliśmy rozłąkę?- pytał ciekaw -Wydaje mi się, że kilka dekad. Jeśli kobieta pięknieje z każdym dniem, to chyba minęły całe stulecia, od naszego rozstania...- uśmiechnął się. Gabriel w końcu postawił kobietę na ziemi. W czasie, jak kręcili się wkoło, w miłosnym uścisku, avariel zdążył złożyć swe skrzydła.
-Na bogów... Tak bardzo tęskniłem. Czekałem u Eryka i tęskniłem. Odliczałem czas. Każde uderzenie serca, każdy oddech bez ciebie. Błagałem wszystkie byty, aby sprawiły, że w końcu wrócę na Faerun, do Ciebie.- pocałował ukochaną.

-Jak bardzo się zmieniłem?- spytał. Najwyraźniej pan Błyszczącej Twierdzy musiał uprzedzić go o zmianach jego wyglądu. Poza tym pewnie sam się domyślił, gdy poczuł skrzydła na plecach.
-Bardzo? Mam nadzieję, że wciąż Ci się będę podobać...- zażartował znów całując kochaną namiętnie. Mimo iż Nyarla stała już na ziemi, to elf jej nie puszczał z uścisku.
-Moja dusza. Muszę oddać ją któremuś z bogów, by taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzyła... Ale nie mówmy o mnie. Kochana. Opowiedz, co Cię spotkało w czasie, kiedy mnie nie było. Co też musiała zrobić, bym powrócił na ten plan? Krzywda Ci się żadna nie stała? Thog? Chronił Cię należycie? Co zresztą? Chris? Gnom? Pozostali? Zresztą nie ważne. Mów co u Ciebie. Na Sune. Jak bardzo Cię kocham...- znów to powtórzył, jakby chciał się upewnić, że kobieta o tym nigdy nie zapomni.
Ostatnio zmieniony czw maja 05, 2011 8:17 pm przez Nefarius, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

czw maja 05, 2011 8:56 pm



Radość ją rozpierała. Gabriel zmienił się, ale były to drobne zmiany i najwyraźniej tylko fizyczne. Brak blizn, trochę słabsza rzeźba ciała... Ale wciąż był równie silny. Skrzydła były zdecydowanie najbardziej przyciągającą uwagę zmianą. Po chwili namysłu uznała, że jednak nie była to zmiana tylko fizyczna. Był radosny, uśmiechnięty jak nigdy. Z dna jego oczu zniknął cień, który rzucały zdarzenia z przeszłości. Dostał drugie życie, zwróciła mu skrzydła. Już nie metaforycznie, tym razem naprawdę. Teraz nic się nie liczyło, byli tylko oni, wszystko inne mogło poczekać, aż chociaż odrobinę zaspokoją tęsknotę.
- Całe wieki Cię nie było. Tak się czułam. To było straszne. Ale kiedyś coś Ci obiecałam, pierwszej naszej wspólnej nocy... I tego się trzymałam, to mi pomogło. Nie mogłam Cię zawieść. - odezwała się w końcu, gdy była przekonana, że jest w stanie mówić pewnym, silnym głosem.

- Nie było Cię prawie dwa miesiące. Mamy 16 dzień Ściągania w dół. Rozstaliśmy się 19 dnia Opadania liści. To daje prawie sześć dekadni. W pewnym momencie już straciłam rachubę. - wyjaśniła mu - Ale już jesteś. Bogini, jak dobrze! - westchnęła z uśmiechem, nie spuszczająć wzroku z jego oczu.
- Jak bardzo się zmieniłeś?! Masz skrzydła! - zaśmiała się - Nie masz blizn. Wyglądasz na młodszego. Ale nigdy w życiu nie pomyliłabym Cię z nikim innym. - gładziła opuszkami palców policzek Gabriela - Nie możesz mi się nie podobać. Kocham Cię do szaleństwa. Wiktoria oniemieje jak Cię pozna!
- Wiktoria?
- Zaraz Ci wszystko opowiem. Mam nadzieję, że nic ważnego nie pominę. Tyle się działo... - pokręciła głową - Nie zawsze dobrego. Mam parę złych wieści. Ale po kolei... - wolała go uprzedzić.

- Wszystkie cenne rzeczy należące do Ciebie ukryte są w tamtych jaskiniach, w których zabijaliśmy niedźwieżuki. Ben okrył iluzją tajemnicze drzwi. Dysponuję już zaklęciami teleportacyjnymi, więc nie zajmie długo odzyskanie Twoich rzeczy. - zaczęła od spraw praktycznych - Znajdujemy się na północy, nieopodal Grzbietu Świata. Ur'Thog chronił mnie należycie, nic nie mogę mu zarzucić. Czeka na nas razem z Chrisem, Wiktorią, Aeris i Thorusem. - wiedziała, że nic nie mówią mu te imiona, ale chciała streścić mu wszystko po kolei.
- Wyruszyliśmy do Lasu Lurk, by odnaleźć Kryptę Otunga, o której mówił ojciec. Po drodze trafiliśmy w okolice jakiegoś nawiedzonego wzgórza i spotkaliśmy tam kapłankę Sune. Bogini zesłała jej wizję, w której nakazała mi pomóc. Wyobrażasz sobie? Posłała nam na pomoc kapłankę! Może Ognistowłosa byłaby dla Ciebie dobrą opiekunką? A co do Wiki wydaje mi się, że ona jest aasimarką. Choć sama nie zna swojego pochodzenia. - przybliżyła mu osobę Wiktorii - Tristhan wspominał, że do krypty wejść może tylko smoczy potomek. Więc udałam się sama do środka. Ucięłam sobie pogawędkę z liczem i dostałam kilka przydatnych przedmiotów. I potężny artefakt, pozwalający na przywołanie niebiańskiego lwa... - uśmiechnęła się delikatnie.

- Potem odwiedziliśmy Mirabar, szukając kogoś, kto będzie w stanie sprowadzić Cię z powrotem. Mentorka Wiki nie zna takiego rytuału, ale poleciła nam odszukać byłego kleryka Tiamat, samotnika żyjącego w wieży. - wskazała za siebie na wieżę widoczną ponad drzewami - W Mirabar przybył Eryk z wieścią, że odzyskał Twoją duszę. A zaraz potem zaatakowały demony z Nero na czele.
Wyczuła, że Gabriel spiął się lekko na tę wieść. Musiał doskonale pamiętać potyczkę ze sługą Demogorgona.
- Wygraliśmy. Poradziliśmy sobie, ale bez strat w mieście się nie obyło. Nikt nie wie na szczęście, że to z mojego powodu cały atak. Od tamtej pory był spokój z demonami. Póki co. - pocałowała Gabriela i kontynuowała streszczenie z ostatnich dekadni - Dotarliśmy tu, do Thorusa. On odprawił rytuał, ale dał nam zadanie, nim to uczynił. Chciał, by znaleźć kobietę, która spędzi z nim czas do końca jego dni. By mógł z nią rozmawiać i dyskutować, by z nim zamieszkała. Popłynęliśmy barką do Luskan, bo uznałam, że może udamy się do Neverwinter i odnajdziemy tę kobietę, do której należał naszyjnik z wraku na Maztice.

Nyarla zmarszczyła lekko brwi na wspomnienie spływu barką.
- Pogoda była paskudna, jakieś nienaturalne burze tam szaleją. Mróz był taki, że barka ledwie płynęła. Połowę podróży spędziłam w postaci żywiołaka ognia, topiąc lód. Wiki pomagała wzywając żywiołaki. W końcu dotarliśmy i ruszyliśmy konno do Neverwinter. Po drodze spotkaliśmy Khelbena przy wisielcu spowitym iluzją. Wyglądał jak Rurik. - powiedziała cicho, a jej uśmiech nieco przygasł - To znaczy, że Kultyści mają i jego. Pewnie także Arvana, Nathazala, może i Silathiela... - pokręciła lekko głową - Z nimi to był dopiero początek, ale teraz jak wróciłeś, poradzimy sobie i z nimi. - dodała z entuzjazmem - Cóż, całą resztę załatwił Czarnokij. Teleportował nas do Neverwinter i udał się na poszukiwania kobiety, która zamieszkałaby w tej wieży ze starym kapłanem. My zaś odnaleźliśmy Grevę, ale miała już innego mężczyznę, więc nawet jej nie pytałam. Na następny dzień arcymag wrócił i przyprowadził Aeris. To licz, ale przemiła! Zgodziła się. A Khelben wziął Bena na swojego ucznia. Wróciliśmy tu, Thorus zgodził się na towarzystwo Aeris. I cóż. I jesteś. - zakończyła z promiennym uśmiechem - Początkowo myślałam, że zwariuję bez Ciebie. Ale chęć ściągnięcia Cię z powrotem była silniejsza. Udało się. Kocham Cię. Wiktoria padnie jak Cię zobaczy. Reszta też się stęskniła. - gadała jak najęta.

Spomiędzy drzew wyłonił się Demon, jakby uznając, że zakochanym dość już prywatności. Podreptał ku Gabrielowi i zaczął ocierać się o jego kostki z zadowolonym pomrukiem. Czarownica zaśmiała się cicho.
- Moja magia bardzo się rozwinęła. Smocze dziedzictwo też stale się budzi. Było ciężko, ale teraz jest dobrze. I może być już tylko lepiej. Wróciłeś. Kocham Cię. - powtarzała w kółko, śmiejąc się sama z siebie - Tak się cieszę. Nie jesteś głodny? Nie jest Ci zimno? Nie jesteś zmęczony? Thorusa bardzo wyczerpał ten rytuał. Nie wiem kiedy się Tobą nacieszę...
Ostatnio zmieniony czw maja 05, 2011 8:56 pm przez Amanea, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

pt maja 06, 2011 8:43 pm

-Przy tobie nigdy nie ma mi zimno!- odrzekł tonem pewności siebie. -Więc nie próżnowałaś beze mnie? Kolejne przygody za Tobą. Niebawem będziesz kimś równie znanym ze swych przygód co Elminster czy ten mroczny elf z Srebrnych Marchii.- elf objął ukochaną i powolnym krokiem ruszył w kierunku, z którego ona przybyła.
-Powiadasz, rozprawiliście się z demonami? Widzisz, nawet nie byłem Ci do tego potrzebny. Oby nie nawiedzały nas jak najdłużej. Jeśli ten cały Nero zginął z twych rąk, będzie wiedzieć, że twoje moce nie są już tak przeciętne, jak wtedy, gdy spotkaliśmy go pierwszy raz. Teraz będzie musiał się z nami liczyć jeszcze bardziej. Oby tylko jego pan we własnej osobie nie przybył nam na spotkanie, bo będziemy mieć kłopoty.- rzekł, jednak z jego ust nie znikał przyjemny dla oczu uśmiech.

-Kultystami też będziemy musieli się niebawem zająć. Nie chciałbym by twoim znajomym stała się krzywda. Moim zresztą też. Wystarczy, że Kayl nie żyje.- zamyślił się -Powiadasz kapłanka? Zesłana przez samą Sune? Nawet Ognistowłosa widzi w Tobie potencjał. Obyś nie zapomniała co to skromność.- zażartował całując ją w skroń.
-Jeśli Wiki będzie się rozwijać i gorliwie oddawać cześć bogini, to może niebawem sama będzie w stanie wskrzeszać zmarłych?- zastanawiał się. Po chwili marszu dotarli w końcu pod wieżę, gdzie na Gabriela wyczekiwali Thog, Wiktoria i Chris.
-Aaaa! Stary druhu!- krzyknął półelf wychodząc im naprzeciw. Mężczyzna uścisnął dłoń Gabriela drugą, klepiąc go w ramię.

-Cieszyć się, że wrócić.- warknął zielonoskóry również ściskając dłoń elfa.
-A to jest Wiktoria?- spytał elf patrząc na młodą akolitkę.
-To właśnie ja. Ty pewnie jesteś Strzaskane Niebiosa?- spytała. Najwyraźniej któryś z mężczyzn musiał jej powiedzieć, jakiego imienia niegdyś używał avariel.
-Mów mi Gabriel.- wyjaśnił, ściskając delikatnie dłoń dziewczęcia. -A gdzie mój dobrodziej?- spytał o Thorusa.
-Odszedł odpocząć. Powiedział, że jeśli chcemy to możemy u niego odpocząć. odrzekł Chris -Chyba miał na myśli fakt, że będziecie chcieli pobyć trochę ze sobą w ciepłej komnacie.- dodał po chwili.

-Jak tam być? W zaświaty?- spytał niespodziewanie najwyraźniej ciekawy półork. Gabriel nieco spochmurniał na myśl o Szarych Pustkowiach.
-To podłe i parszywe miejsce. Módl się do bogów, choćby nawet orczych, byle tylko tam nie trafić. przestrzegł zielonoskórego -Ja również oddam moją dusze w opiekę Sune.- oznajmił.
-Dobra. Co będziemy tak stać na mrozie? Wchodźmy w portal i do środka. Ogrzejemy się, zjemy coś ciepłego i odpoczniemy na wygodnych meblach.- rzuciła beztrosko Wiktoria, mając świadomość, że czas tylko dla siebie Nyarli i Gabriela przyjdzie wieczorem, gdy każdy uda się do swej kwatery.[/i]-
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

pn maja 09, 2011 8:06 pm



Nie mogła oderwać wzroku od jego uśmiech. I sama też nie potrafiła przestać się uśmiechać. Dobrze było znów mieć go obok siebie. Ostatnie dwa miesiące zdawały się już tylko złym snem. Szła, słuchając kochanego głosu, za którym tak tęskniła.
- Nero to Nero, Nero się już nie boję. Wiesz... W sumie pokonałam go stalą, nie magią. Stalą i małym podstępem. - uśmiechnęła się lekko - Gorzej, że Khelben miał trochę niepokojące wieści w kwestii sytuacji na Maztice. - zmarszczyła lekko brwi - Zaltaczanie, ci co nas pojmali, nim ojciec nas znalazł, zaczynają czcić jakiegoś legendarnego demona... Myślę, że to może być problem dużo większy niż nawet odwiedziny samego Demogorgona. Ale to w swoim czasie. Na razie dajmy sobie odetchnąć. - podsumowała.
- Wiki potrafi wskrzeszać, ale to jeszcze nie ta moc, którą ma Thorus. Wierzę jednak, że jej wiara i zaangażowanie pozwolą jej w szybkim czasie rozwinąć potężniejsze zdolności. - dodała, kiedy wychodzili z lasu i dostrzegli czekających pod wieżą towarzyszy.

Nie tylko ona ucieszyła się z powrotu Gabriela. Wszyscy byli zadowoleni, widząc avariela całego i zdrowego.
- Będziemy mieli jeszcze okazję, by mu podziękować. I Sune także. - czarownica wtrąciła się do rozmowy - Swoją drogą może jakaś kapliczka w warowni by się przydała? W końcu już większość naszej grupy oddaje się w opiekę Ognistowłosej. - rzuciła z rozbawieniem - Wiki mogłaby przewodzić nam duchowo... - zaśmiała się, gdy przechodzili przez portal.
W środku było cicho i pusto. Nyarla czuła się trochę niezręcznie bez gospodarza.
- Wszystko pięknie, ale tak nie bardzo się tu rządzić bez nadzoru... - zaczęła, gdy na schodach pojawiła się Aeris.
- Czujcie się jak u siebie. Mnie się tu bardzo podoba. Thorus udał się na krótki spoczynek. To było wyczerpujące... - uśmiechnęła się - Ale widzę, że się powiodło. Witaj z powrotem, Gabrielu.
Elf skinął lekko kobiecie.

Aeris zaprowadziła ich do przestronnej komnaty, którą ogrzewał już ogień w kominku. Nalała wszystkim wina i wskazała sofy i fotele.
- Siadajcie, odpocznijcie. Zajmę się resztą. Odrobina magii, przyspieszy wszystko. - zapewniła i zostawiła towarzystwo.
Wszyscy rozsiedli się w wybranych miejscach. Gabriel zajął sofę w pobliżu ognia, a Nyarla usadowiła się obok niego, przytulając się z błogim uśmiechem na twarzy. Demon dołączył do zakochanej pary, wyglądając na równie zadowolonego. Najwyraźniej i jego męczył podły nastrój czarownicy.
- Zostawmy to, co trzeba zrobić na jutro. Nie chcę sobie zakłócać szczęścia. Zajmiemy się tym później... - poleciła grupie.
Nie uszło jej uwagi, że Wiktoria i Thog także zasiedli razem.

Wino było wyśmienite. Bliskość ukochanego i ciepło kominka sprawiały, że wszelkie myśli uleciały Nyi z głowy. Wsłuchiwała się w rozmowy towarzyszy. Gabriel podpytał Wiktorię o jej pochodzenie i całą sprawę z wizjami. Chris opowiadał o nawale zleceń i próśb o pomoc, jakie docierały do niego po ich opuszczeniu Nesme. Nawet Thog odzywał się częściej niż zwykle. Wkrótce zjawiła się Aeris i zaprosiła ich do pokoju obok, którego głównym wyposażeniem był spory, elegancki stół, teraz suto zastawiony parującym mięsiwem. Nyarla nie odrywała się ani na chwilę od ukochanego. Nawet o jedzeniu przestała myśleć i wcale nie była głodna, ale z grzeczności przełknęła kilka kęsów. Czuła się jak zakochana po uszy nastolatka. Każde spojrzenie i każdy uśmiech Gabriela wywoływały u niej kolejne fale radości.

Po obiedzie wrócili do sali z kominkiem, by dalej oddawać się błogiemu lenistwu. Po dwóch ciężkich miesiącach smocza córka w końcu mogła odetchnąć. Chłonęła otaczający ją spokój i zadowolenie. Cieszyła się bliskością i ciepłem ukochanego avariela. Tematów do rozmowy nie brakowało. Ur'Thog nawet zrelacjonował dokładniej walkę w Mirabarze. Nya przywołała nieco magii i uprzyjemniła atmosferę delikatną, cichą muzyką, grającą w tle. Popołudniu Aeris przygotowała kolejny posiłek. Tym razem dołączył do nich także Thorus. Z uśmiechem powitał Gabriela i przez cały czas przyglądał się szczęśliwej parze.
- Nie wiem, jak Ci dziękować. To tak wiele...
- Już zrobiłaś swoje, młoda czarownico. - odrzekł z uśmiechem - Dobrze wiedzieć, że są jeszcze osoby zdolne do takich poświęceń. Chętnie Was ugoszczę, widzę zresztą, że Aeris odnalazła się tutaj i zajęła Wami należycie. - skinął głową kobiecie-licz, a ta odpowiedziała uprzejmym uśmiechem.

Po posiłku i kolejnym kielichu wina, całemu towarzystwo wskazano łaźnie i przydzielono osobne pokoje. Nyarla i Gabriel dostali sporą komnatę, urządzoną z przepychem, ale i przytulnie. Demon od razu znalazł sobie miękki fotel, w którym ułożył się wygodnie i nie zanosiło się na to, by miał się stamtąd ruszać.
- Wezmę kąpiel i wracam do Ciebie. Chciałam jeszcze zamienić słowo z Wiktorią przy okazji. - wyjaśniła ukochanemu i czym prędzej udała się do łaźni.
Nie musiała się obawiać, że Gabriel jej zniknie, mogła więc poświęcić kilka minut na odświeżenie się. Sunnitka była już w zasnutym parą pomieszczeniu i powitała Nyę szerokim uśmiechem.
- Ależ Ci się partia trafiła! Nie dziwię się, że tak za nim szalejesz. Że tyle przeszłaś. Mówiłam, że się uda. Sune nie pozwoliłaby, by tak wspaniałą parę coś rozdzieliło na zawsze. - rzekła entuzjastycznie.
- Tak... Należą się jej wielkie podziękowania. - figlarne iskierki zatańczyły w zielonych oczach - Nie wiem czy starczy jedna noc na to. - zaśmiała się, a Wiktoria jej zawtórowała.
- Myślę, że po czymś takim już nic nie będzie w stanie Was rozdzielić. Tego Wam życzę.
- Dziękuję. I dziękuję za całe Twoje wsparcie... - czarownica uśmiechnęła się z wdzięcznością.

Po krótkiej rozmowie i szybkiej kąpieli, wróciła do przydzielonej im komnaty, odziana jedynie w lekki, przygotowany przez Aeris szlafrok. Wśliznęła się cicho do pokoju i kątem oka dostrzegła uśmiechniętego Gabriela. Nie spał. Czekał na nią. Siedział i przyglądał się ukochanej. Na ustach Nyi zarysował się ten specjalny uśmiech, ten tylko dla niego, który nie zdobił jej twarzy już od bardzo dawno. Weszła do łóżka, okrywając się kołdrą i wtuliła w mężczyznę jej życia. Opuszką palca rysowała pozbawione ładu i sensu wzorki na jego jasnej skórze.
- Nie było Cię dwa miesiące. - zamruczała cicho i pocałowała go czule - Chyba nic się nie stanie, jak się nie wyśpimy, hm?
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

pn maja 09, 2011 9:23 pm

-Mmmm...- jęknął elf, gdy kobieta pocałowała go czule. Sama myśl o tym iż nie prześpią nocy na rzecz tego, co tak bardzo uwielbiali nocami robić, powodowała, że avariel był cały rozpalony. Oczywiste było iż on również stęsknił się za ukochaną, mimo iż jego potrzeby nie były o tyle fizyczne, co raczej duchowe. Mimo to kochanie się z Nyarlą było czymś, co sprawiało mu nie tylko przyjemność. Mężczyzna czuł radość, bliskość, ciepło, namiętność i spontaniczność. Wszystko to, co jest dobre.
-Pamiętaj ukochana, że nie jestem już tamtym Gabrielem. Mam skrzydła i nie zawsze będę mógł się ułożyć u twego boku, jak byśmy oboje tego chcieli... Ale myślę, że i tak sobie jakoś poradzimy...- ostatnie zdanie rzekł uśmiechając się tajemniczo i kusząco, po czym pocałował czarownicę w szyję. Delikatnie, czule, trochę ją łaskocząc. Tak jak zawsze to robił.

Dziewczyna zaśmiała się cicho, przeczesując palcami jego długie włosy.
- Jesteś tym samym, moim Gabrielem. Skrzydła to nie problem, jest przecież tyle możliwości. - zamruczała z zadowoleniem - Jeszcze tego brakowało, żebym żałowała, że je masz... Jestem pewna, że coś wymyślisz. - dodała półżartem, a jej dłonie zaczęły błądzić po nagiej piersi elfa.
- W takim razie Ty tu dziś rządzisz... - szepnęła z figlarnymi iskierkami w oczach - Na razie. - dodała - Nie wiem jak to jest mieć skrzydła...
Elf również się uśmiechnął -Zaraz Ci ich dodam...- syknął Nyarli na ucho, znów ją całując w szyję. Prawą dłonią złapał kobietę za udo, podnosząc je i przytulając je do swego biodra. Czułe pocałunki przeniosły się na piersi, które odsłonił spod szlafroka drugą, wolną ręką. Tą samą, która czule i z pełnią erotyzmu głaskała drugą z piersi, której jeszcze nie całował.

Cichy śmiech rozpłynął się w pełnym zadowolenia westchnieniu. Kobieta odchyliła lekko głowę, całkiem poddając się ukochanemu. Jej dłonie kontynuowały swoją wędrówkę po ciele ukochanego. Niby tym samym, a jednak trochę innym. Po wyczuwalnym pod palcami bliznach nie było teraz ani śladu. Mięśnie nadal miał wyraźnie zarysowane, ale jednak trochę bardziej subtelnie, nieco inaczej. Wszystko to czuła, wszystko zauważała, chłonąc jego ciepło. Drżała delikatnie pod każdym dotykiem i każdym pocałunkiem.
On zaś nie pozwolił ukochanej za długo czekać na poczucie go w sobie. On również tego bardzo pragnął. Gabriel podniósł się znad ukochanej do klęczek, po czym zszedł z łóżka stając obok. Z niemałym trudem, ale z finezją zarazem ściągnął koszulę, w czym przeszkadzały skrzydła. Nyarla mogła przyjrzeć się bliżej jego torsowi. Avariel jednym sprawnym ruchem pozbył się spodni, stając przed nią w pełni nagi.

Jego gotowa do stosunku męskość zdawała się jakby wyczekiwać bliskości kochanki. Z swymi anielskimi skrzydłami przypominał anioła z legend. Powoli podszedł z powrotem do łóżka i wsunął rękę pod plecy ukochanej, by podnieść ją do klęczek, naprzeciwko niego, tak jak i on klęczał. Przez chwilę przypominali modlącą się parę pobożnych i bogobojnych obywateli, gdyby nie nagość ich ciał. Elf przysunął ją do siebie, przytulając jej nagą pierś do swojej, całując gorąco i namiętnie w usta, jak gdyby chciał nadrobić cały ten czas, przez który się nie widzieli.
Był niesamowity. Był piękny, był namiętny, był jej... Pragnienie jakie odczuwała patrząc na niego, sprawiało jej niemalże fizyczny ból. Ale jakże przyjemny! Miała ochotę rzucić się na niego, oddawać mu się raz po raz. Postanowiła jednak czekać, wiedziała, że niczego nie straci. Nie po dwóch miesiącach rozłąki. To było dziwne uczucie mieć przed sobą tak niesamowitą istotę. Jaka ludzka kobieta miała okazję kochać się z avarielem? Jaki avariel miał okazję posiąść smoczą córkę? Ale to wszystko nie miało już znaczenia.
- Sune patrzy... - wychrypiała cichutko, całując i gryząc delikatnie jego szyję.

Gabriel uśmiechnął się cicho pod nosem -Zatem nie zawiedźmy jej...- syknął kochance na ucho, po czym z powrotem położył ją na łóżku, na plecy, samemu pochylając się nad nią. Jednym sprawnym ruchem wprowadził w nią swoją męskość. Jego twarz w momencie ukazała prawdziwą gamę pozytywnych odczuć. Nie było to jednak zwyczajne zadowolenie, czy ulga. Było to coś znacznie większego, głębszego. Wiele więcej znaczącego.
-Kocham Cię! Kocham nad życie! Jestem tylko twój smocza córo! Mój aniele!- syknął na jednym wydechu.
Nigdy jeszcze nie widziała go takiego. Zawsze był skupiony, chłodny, nigdy nie dał się tak ponieść przyjemności. Tyle zdołała dostrzec od razu. Na rozmyślenia przyjdzie czas później. Przyciągnęła go ku sobie. Jedną nogą oplotła jego nogę. Biodra jej tańczyły w rytm ruchów ukochanego, by mogli wzajemnie odczuwać się jeszcze lepiej, mocniej, dokładniej.
- Sune... Kogo mi oddałaś... - zdołała szepnąć pomiędzy kolejnymi rozkosznymi jękami.

Elf zdawał się być kompletnie poświęcony aktowi miłosnemu. Skupiał się, jednak tylko na swej kochance i tylko na tym, by z kochania się z nim wyniosła jak najwięcej przyjemności. Kilka chwil tak trwali w miłosnym tańcu. Gabriel w końcu wyszedł z niej i odwrócił ją brzuchem do łóżka, łapiąc dłońmi za biodra i delikatnie podnosząc do pozycji klęczenia na czworakach. Mężczyzna nie kazał ukochanej długo czekać. Wartko wsunął męskość w jej krocze, znów czując jak fale przyjemności rozchodzą się po jego ciele. Dłońmi gładził jej uwydatnione przez tę pozycję pośladki, czasami sięgając nimi w kierunku piersi, rytmicznie falujących zgodnie z ruchem ich ciał.
W głowie mignęła jej noc na Maztice, szybko jednak wspomnienie uleciało, gdy zalały je fale rozkoszy. Dłonie Nyi mięły bezładnie prześcieradło, a pościel, w którą wtulała raz po raz twarz tłumiła nieznacznie jęki. Jej ciało prężyło się przy każdym dreszczu. Ograniczył jej mocno pole manewru, więc skupiła się już tylko na własnych odczuciach.
- Gabrielu. - powtarzała jego imię, raz głośniej, raz ciszej - Och, kochany...

Avariel najwyraźniej najbardziej upodobał sobie tę pozycję, gdyż dość długo tak trwał. W końcu jednak odsunął się od ukochanej zapowiadając ponownie zmianę pozycji. Elf pozwolił kobiecie odwrócić się na plecy, sam zaś uklęknął na podłodze na uboczu łóżka, przysuwając ukochaną na skraj, tak, że ona leżała na plecach. Elf uśmiechnął się do niej po czym wszedł w nią.
-Nyarlo... Miłości mojego życia...- syknął znów się ruszając. Jego wolne znów dłonie to splatały się z dłońmi ukochanej, to głaskały piersi nagiej kobiety. Jeszcze kilka chwil tak się kochali, aż w końcu moment szczytowania zaczął zbliżać się wielkimi krokami. Avariel zacisnął szczęki jak kiedyś, zaś jego dłonie ostatecznie splotły się z dłońmi Nyarli, dając jej do zrozumienia, że w każdy możliwy sposób jest przy niej. Gdy w końcu doszedł spiął się cały, zaś jego skrzydła nagle rozpostarły się jak gdyby miał się zaraz wzbić w powietrze.

Zamruczała karcąco, kiedy znów się od niej odsunął. Na moment zniknęło wspaniałe uczucie, rozpalające ją od środka. A była już tak blisko... Idealnie wybrał sobie moment, żeby dać jej chwilę odpoczynku i przedłużyć wzajemne dostarczanie sobie przyjemności. Zamglone rozkoszą oczy napotykały jego głodne spojrzenia. Wiła się w kolejnych spazmach, więżona przez jego stanowcze dłonie. Przygryzała wargę, starając się panować jak najdłużej nad swoim ciałem. W końcu i ona skapitulowała. Jej plecy wygięły się we wdzięczny łuk, a wszystkie mięśnie napięły się. Przez moment nie wiedziała gdzie jest ani co się dzieje. Spod wpółprzymkniętych powiek obserwowała ukochanego, który także dotarł do kresu swej wytrzymałości. Uśmiechnęła się błogo i wyciągnęła ku niemu ramiona w zapraszającym geście, by położył się obok i przytulił ją.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

czw maja 12, 2011 5:17 pm



Avariel ułożył się na miękkiej pościeli, obok wybranki swego serca, dysząc ciężko. Głowę oparł sobie na ręce nie odrywając wzroku od twarzy Nyarli.
-A może jednak jesteś wybrańcem Sune?- zapytał, uśmiechając się.
Przeciągnęła się leniwie i obróciła twarz ku niemu.
- Hm, ale dlaczego tak uważasz? - odgarnęła z czoła kosmyk włosów.
- Bo kochanie się z Tobą, to istny cud.- odpowiedział odgarniając wskazującym palcem jej kosmyk włosów z twarzy. -Bo przebywanie w Twoim towarzystwie jest dla mnie prawdziwym darem. - dodał po chwili. Jego dłoń przeniosła się na ramię ukochanej delikatnie łaskocząc Nyarlę.
Przewróciła się na bok, przyjmując podobną pozę co on.
- Aaale... Na takiej zasadzie, to i Ty musiałbyś jej wybrańcem. - uśmiechnęła się figlarnie.
-Może i jestem...- zaśmiał się - Wszak jeden z jej aniołów wyrwał moją dusze z rąk czartów, a jej niedoszła wybranka jest w posiadaniu mojego serca. Czy to za mało? - spytał - Nie potrafisz... Chociaż właściwie potrafisz... Wyobrazić sobie jak za Tobą tęskniłem. Tam czas płynął zupełnie inaczej. Wolniej. Każdy dzień był dla mnie wiecznością. Każda godzina była straszną męką. - pokręcił głową spuszczając wzrok na prześcieradło, na którym leżeli.

Pogładziła dłonią jego policzek i uśmiechnęła się delikatnie.
- Ale już jesteś. Wróciłeś. Tobie czas płynął wolniej, a ja nawet nie wiedziałam w co ręce włożyć i uciekał mi przez palce... Bałam się, że mi się nie uda. Że Cię zawiodę. Ale jesteś. - przybliżyła się do niego i pocałowała go długo i czule - To już się więcej nie powtórzy. To jest moja nowa obietnica. Dwie spełniłam - nie załamałam się, masz znów skrzydła. Czas na kolejną... - mrugnęła do niego.
- Ja zatem też muszę Ci coś przysięgnąć. - odrzekł, po czym znów się do niej uśmiechnął - Przysięgam więc, że nigdy Cię nie opuszczę. Nigdy nie zawiodę i nigdy nie dam skrzywdzić. Przysięgam, że będę Ci towarzyszyć do czasu aż żywot któregoś z nas dobiegnie końca. Przysięgam, że będę popierać każdą decyzję i będę pomagać w czym tylko będę mógł. - rzekł już całkiem poważnie.
Przyglądała mu się przez dłuższą chwilę, milcząc. Po czym jej twarz rozpromienił uśmiech.
- A jak Sune sprawi, że żadne z nas nie umrze? Albo i inny byt pozwoli nam żyć tak długo jak zechcemy? - przechyliła lekko głowę.
Biorąc pod uwagę to, kim była i to, co działo się wokół nich; to, z czyimi ścieżkami przecinały się ich ścieżki... Cóż, wszystko było możliwe.
-Wtedy będziemy wspierać się gdy już będziemy starcami.- kiwnął głową na potwierdzenie swoich słów.

Nie przestawała się uśmiechać, a oczy znowu jej rozbłysły, kiedy wypowiadała kolejne słowa.
- Ja tam nie zamierzam się starzeć. Chcę być piękna i młoda tak długo, jak się da. A jak poczuję, że się starzeję i zrobimy już wszystko na tym świecie, to możemy zmienić plan. Na przykład na dom Ognistowłosej czy jakiś inny, miły i spokojny. - rzuciła w zamyśleniu.
Elf przytaknął.
- Za Tobą zawsze i wszędzie. - oznajmił jej, po czym złapał ją za dłoń całując czule.
Uśmiechnęła się lekko i zabrała dłoń od jego ust. Przysunąwszy się bliżej, pocałowała go namiętnie, a jej dłoń wznowiły wędrówkę po jego torsie.
- Na razie zostaniemy tu... - mruknęła, przytulając się do niego mocniej.
Elf nagle spoważniał wbijając wzrok gdzieś w ścianę. Milczał chwilę myśląc nad czymś po czym uśmiechnął się w dziwny, nieznany Nyarli sposób i syknął jej na ucho.
-Ubierz się proszę.- rzekł -Nie pytaj po co, po prostu to zrób.- dodał.

Odsunęła się od niego nieznacznie i uniosła lekko brew, nie bardzo rozumiejąc. Uznała jednak, że z pewnością warto spełnić prośbę ukochanego.
- Mhmmm. - potaknęła i wstała, by zgodnie z jego życzeniem, na powrót się ubrać.
Nie spieszyła się specjalnie. Wciągnęła spodnie, narzuciła koszulę i spojrzała wyczekująco, coraz bardziej zaciekawiona, na avariela. Elf również wartko się ubrał. Gdy był już gotów sięgnął po czarodziejski pas Nyarli, podając jej go.
- Czy zechce pani ze mną pobujać w przestworzach? - spytał wykonując szarmancki pokłon, zupełnie jakby zapraszał ukochaną do tańca.
Spojrzała na niego z zaskoczeniem.
- No tak! Oczywiście... Ależ ja jestem głupia. - przewróciła oczami i z uśmiechem wzięła od niego smoczy pas.
Odpowiedziała mu pięknym ukłonem, wpojonym już za młodu.
- Naturalnie. Że też wcześniej o tym nie pomyślałam... Przecież tak długo nie latałeś. - uśmiechnęła się radośnie.

Gdy oboje byli już gotowi elf złapał ukochaną za rękę i po cichu, ruszyli schodami na górę, by dostać się na taras, gdzie Nya lądowała by spotkać się z Thorusem. Wyglądali niczym para młodzików, chcących napsocić nie lubianemu sąsiadowi. Pracownia starego kapłana była pusta, więc nie informując nikogo wyszli na taras, skąd widać było całą, oświetloną blaskiem gwiazd okolicę. Niebo tego dnia na szczęście było czyste.
-Podobno nigdy się tego nie zapomina.- rzucił uśmiechając się niepewnie. Mężczyzna począł ruszać swymi skrzydłami z coraz większą siłą i po chwili dość pokracznie wzniósł się w powietrze.
-Udało się... znowu latam...- zauważył śmiejąc się od ucha do ucha. Elf wyciągnął dłoń w jej stronę, by zachęcić ją do wzbicia się w powietrze.
Serce rosło w niej, gdy obserwowała jego radosny uśmiech. Skinęła mu lekko głową i sięgnęła po magię zaklętą w pasie. Już po chwili wzniosła się w powietrze, podając mu dłoń, a za jej plecami zamajaczyły smocze skrzydła.
- Mam tylko kilka minut. To wciąż jedynie magia...

Elf skinął jej głową, złapał za rękę i razem wznieśli się w powietrze. Frunęli do góry, choć Nyarla odrobinę niżej, by potężne skrzydła avariela przypadkiem jej nie uderzyły. Byli wysoko. Silny wiatr wzburzał ich szaty, jednak elf zdawał się opierać żywiołowi. Przestali się unosić. Gabriel przytulił ukochaną do siebie i rozejrzał się po całej okolicy, którą z powietrza było widać jeszcze lepiej.
-Cały ten świat może być nasz.- syknął jej na ucho -Kocham Cię.- dodał po chwili.
Tak wysoko jeszcze nie była. Zimny wiatr targał ubraniem i włosami, niemal zatykając dech w piersi. Nie przeszkadzało jej to jednak specjalnie. Kiedyś marzyła o tej chwili, a teraz naprawdę wzniosła się z ukochanym w powietrze. Ona z pomocą magii, on z pomocą własnych skrzydeł. Westchnęła z zadowoleniem i powiodła wzrokiem dookoła, w górę i w dół.
- Ja Ciebie też, już nie pozwolę odejść Ci na tak długo. A świat... Nie chcę całego świata. Ty mi wystarczasz. Co bym zrobiła z całym światem? - roześmiała się cicho.

-Zgodzisz się zostać moją żoną?- rzekł niespodziewanie elf łapiąc ją za drugą dłoń -Chciałbym oddać duszę Sune, a za sprawą jej duchownego oddać Ci również moje serce.- dodał zdecydowanym tonem.
Dobrze, że to magia przedmiotu trzymała ją w powietrzu, bo gdyby korzystała z własnego zaklęcia, to pewnie właśnie straciłaby koncentrację i runęła w dół. Tak zaskoczyło ją pytanie Gabriela, że przez moment nawet nie wiedziała jak zareagować. Rozmawiali kiedyś o wspólnej przyszłości, ale nigdy nie pomyślałaby, że on zechce, by była jego żoną.
- Tak! Oczywiście! - wyrzuciła w końcu z siebie - Kiedy tylko zechcesz.
Avariel uśmiechnął się i przytulił ukochaną do piersi by po chwili pocałować ją namiętnie.
-Wracajmy w dół, póki działa jeszcze magia.- rzekł, po czym sfrunęli na taras wieży, a następnie schodami udali się z powrotem do swej kwatery. Gdy tylko weszli do środka, elf podniósł ukochaną na ręce i kilka razy zakręcił się wkoło, by w końcu postawić ją na ziemi i pocałować znowu.

Czuła, że kręci się jej w głowie. I to nie tylko dlatego, że Gabriel okręcił się z nią kilka razy dookoła. Była w lekkim szoku, połączonym do tego z wielkim szczęściem i już nawet nie wiedziała jak na to wszystko reagować.
- Tyle się dziś wydarzyło. Znacznie więcej niż przez ostatnie dwa miesiące... - pokręciła z rozbawieniem głową - Poczekaj, aż zobaczysz reakcje reszty na nowinę, że będziemy brali ślub.
-Zachodnia Warownia będzie najlepszym do tego miejscem.- zauważył -Najpierw sprawimy iż będzie bezpieczna, a potem odprawimy w niej huczne wesele. Chyba, że wolisz w Silverymoon?- spytał całując ją co chwila po szyi, dłoniach i policzkach.
- Sama nie wiem... - mruknęła trochę rozkojarzona jego pocałunkami - Warownia chyba będzie lepsza. Nie wiem co zastaniemy w Silverymoon, skoro zniknęli stamtąd moi przyjaciele... A nie chcę czekać z tym aż pozamykamy wszystkie sprawy. Może nawet bogowie nie wiedzą ile to potrwa. - wyjaśniła, odwzajemniając każdy jego pocałunek.

- Zatem zróbmy to, kiedy tylko odnajdziemy kapłana, gotowego udzielić nam ślubu. Chociażby jutro o świcie, tereportując się do jakiegokolwiek miasta. Nikt nie musi wiedzieć... - zaproponował nie przestając ją całować. Mężczyzna, odstąpił o krok od ukochanej i pozbył się koszuli.
Skorzystała z okazji i również zrzuciła ubranie, by po chwili znów schować się w ramionach ukochanego przed całym światem.
- Podoba mi się ten pomysł. - głos aż jej drżał z tłumionej radości - Może poprosimy Wiki? Albo Thorusa? Oboje są kapłanami. Wiki jest może młoda, ale utalentowana. Thorus z pewnością mógłby to zrobić. A wiedzieć będą ci, którzy są tu z nami, hm?
- Dobrze...- odpowiedział zgadzając się z jej słowami. Mężczyzna nie czekając zaczął ją namiętnie całować.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

czw maja 12, 2011 5:42 pm

Pociągnęła go w stronę łóżka i skłoniła, by usiadł. Po czym sama usiadła mu na kolnach, przodem do niego. Nie przerywając pocałunków pozwoliła dłoniom błądzić po jego ramionach, plecach i piersi, ciesząc się dotykiem gładkiej, rozpalonej pożądaniem skóry.
Elfowi nawet do głowy nie przyszło protestować. Oddał się bez namysłu w kuszącą i słodką jak elfie wino rzekę pocałunków. Wciąż można było po nim dostrzec iż nie nacieszył się dostatecznie ukochaną po długiej przerwie.
Jej dłonie powoli kierowały się niżej i niżej, by w końcu delikatnym dotykiem pieścić jego męskość. Nie zamierzała kazać mu długo czekać ani sama nie miała na to ochoty. Prowadzona jego dłońmi, dosiadła go z cichym jękiem rozkoszy, który utonął w kolejnym namiętnym pocałunku.
Gabriel również stęknął z zadowolenia. Wzdrygnął się lekko, gdy ukochana go dosiadła, lecz szybko się rozluźnił i poddał się jej ruchom, całując nieustannie. Co kilka chwil przerywał pocałunek, tylko po to by wziąć w usta którąś z jej piersi.

Kochali się z początku powoli, niespiesznie, raz po raz wymieniając spojrzenia i pocałunki. Nie trwało to jednak zbyt długo. Przemożne pragnienie zaczynało brać górę i ich ruchy stawały się stopniowo coraz szybsze, nieco bardziej chaotyczne. Nyarla zacisnęła mocniej dłonie na ramionach avariela, aż mógł poczuć jak w jego skórę wbijają się jej paznokcie.
- Mój ukochany... - szepnęła mu do ucha, przygryzając delikatnie jego płatek.
-Tylko twój...- odrzekł elf pieszcząc jej piersi dłońmi, gdy nie mógł tego robić akurat językiem. Jego twarz zdradzała iż jest mocno skupiony na miłości z kochanką. Chciałby dotykać i całować ją jednocześnie wszędzie. Pragnął jej ale oddał Nyi inicjatywę i pozwolił by to ona decydowała, jak ich stosunek dalej się potoczy, tak jak on decydował wcześniej.

Czarownica akurat nie zastanawiała się specjalnie nad urozmaicaniem ich pożycia. Skoro było im tak wygodnie, to mogli skończyć tak, jak zaczęli. Zresztą skrzydła ukochanego ograniczały jej możliwości, nie wiedziała bowiem jeszcze w jakiej pozycji byłoby mu najwygodniej. Jeszcze. Przylgnęła mocniej do Gabriela, czując jak zbliża się do kresu swojej wytrzymałości, ale przedłużając jeszcze przyjemność na ile się da.
Na szczęście nie musiała zbyt długo czekać, bo stan najwyższego podniecenia zbliżał się wielkimi krokami Gabrielowi. Elf wygiął się nieco do tyłu, a po krótkiej chwili znów się do niej przytulił mocno obejmując, jakby chciał jej pokazać jak bardzo ją kocha.
Rozkosz targnęła również jej ciałem, wyrywając przeciągły jęk z jej gardła. Objęła swojego przyszłego męża, także tuląc się do niego.
- Kocham Cię. - wydyszała mu w szyję, głosem pełnym szczęścia.

-Ja... Ja Ciebie również...- odrzekł zdyszanym głosem. Kochankowie położyli się wciąż objęci. Noc była jeszcze młoda, a oni wcale nie mieli zamiaru kłaść się spać. Wszak oboje byli teraz natchnieni nowymi siłami, które dał im powrót avariela.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

sob maja 14, 2011 2:18 pm



Kiedy Nyarla otworzyła oczy, nie miała pojęcia, która jest godzina. Do tej pory Thog zawsze budził ją o świcie, dziś jednak nie przyszedł. Pierwszym co zobaczyła był Gabriel. Nie stał przy oknie, jak miał to dawniej w zwyczaju. Leżał przy ukochanej, obejmując ją i przyglądając się jej.
- Dzień dobry. - przywitał ją pocałunkiem i uśmiechnął się szeroko.
Czarownica przeciągnęła się leniwie, z zadowolonym pomrukiem.
- Dobry, dobry.
Nie mógł nie być dobry, skoro pierwszy raz od tak długiego czasu miała okazję obudzić się u boku ukochanego. Wczorajszy dzień wcale nie był snem... A to oznaczało, że właśnie wyleguje się u boku przyszłego męża. Jakim cudem ten dzień nie mógł być dobry?
- Chodźmy coś zjeść. To była intensywna noc. - zaśmiała się, wygrzebując się spod kołdry - Pewnie wszyscy na nas czekają.

Para ubrała się i opuściła pokój, by zejść do sali, w której poprzedniego dnia Aeris przygotowała obiad i kolację. Demon podreptał za nimi, jakby trochę niemrawo, być może zirytowany całonocnymi igraszkami swojej właścicielki. Wyglądało jednak na to, że nie zamierza się dąsać. Łaskawie pozwolił im cieszyć się sobą, więc nie wypadało, by teraz robił z tego powodu wyrzuty. Na dole okazało się, że wcale nie jest tak późno, jak się obawiali. Chris, Wiktoria i Thog siedzieli już przy stole, nakładając sobie jedzenie na talerze. Towarzyszył im także Thorus, który wyglądał na wypoczętego i zadowolonego z siebie. Aeris nie jadła, zwyczajnie nie musiała, bo i tak była martwa. Oczy wszystkich zwróciły się ku wchodzącym.
- Smacznego. - rzuciła Nya i wraz z Gabrielem zajęli swoje miejsca.
Nim jednak zaczęli jeść, posłali sobie porozumiewawcze spojrzenie i Nya popatrzyła po wszystkich obecnych.

Odchrząknęła cicho, by zwrócić na siebie ich uwagę.
- Skoro jesteśmy wszyscy wypoczęci i nigdzie się nam spieszy, chciałam raz jeszcze podziękować wszystkim za pomoc i wsparcie. Sama niczego bym nie osiągnęła, Wasza pomoc była nieoceniona. Jeśli zechcecie podróżować z Wami dalej, bardzo nas to uszczęśliwi. - uśmiechnęła się promiennie - Jest jednak coś jeszcze.
Gabriel również uśmiechnął się szeroko, spoglądając na narzeczoną.
- Thorusie, Wiktorio... Jesteście wiernymi kapłanami, oddanymi swym bogom. Chcieliśmy prosić Was o udzielenie nam ślubu. - umilkła na chwilę, dając im moment na przetrawienie tej informacji - Nie chcemy czekać, bo nie wiadomo cóż znowu nam życie sprawi. Ta wieża jest dobrym miejscem, tu spotkaliśmy się ponownie. Także Wy jesteście odpowiednimi osobami. My wyznajemy Sune, zaś Twój bóg, Thorusie, pomógł nam przywrócić Gabrielowi życie. - przedstawiła swój punkt widzenia - Co Wy na to?
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

sob maja 14, 2011 4:02 pm

Chwilowa cisza, która zapadła tuż przed śniadaniem była chyba najlepszym dowodem na to, że kompani Nyarli zostali mocno zszokowani. Pierwsza milczenie przełamała Wiktoria, która, gdy tylko dotarły do niej słowa czarownicy zerwała się z siedzenia i podbiegła do niej, by ją przytulić i pogratulować.
-Ho! No nieźle!- rzucił uśmiechnięty Chris -Nie próżnowałeś Gabrielu. Nie spodziewałbym się po tobie oświadczyn.- odniósł się raczej do starej osoby avariela.
-Udzielę wam ślubu.- sytuację podsumował Thorus -Choć nigdy tego nie robiłem, to jakoś sobie poradzimy.- dodał starzec uśmiechając się.
-Usiądźcie. Zjedzmy i porozmawiajmy o tym na spokojnie.- dodała Aeris.

Towarzystwo usiadło i rozpoczęło debatę na temat ślubu. Choć nie miało być to huczne przyjęcie, to jednak trzeba było omówić kilka szczegółów. Miejsce zaślubin było oczywiste, gdyż miało odbyć się w wieży Thorusa. Stary kapłan, od razu po śniadaniu, czym prędzej wezwał kilka pozaplanarnych istot, by wyczyściły porządnie niewielką kapliczkę Oghmy, znajdującej się tuż pod tarasem na ostatnim piętrze. Wiktoria wyjaśniła, że błogosławieństwo Thorusa w zupełności wystarczy, ona zaś zajmie się wprowadzeniem avariela w duchowe życie każdego wyznawcy Sune. Kompani czym prędzej wzięli się do roboty, gdyż czasu było nie wiele.
Chris i Thog pomagali przy sprzątaniu, Aeris gdzieś znikła, pewnie zajmując się zastawieniem stołu na wieczór po ślubie.

Czas do południa minął błyskawicznie. Podczas gdy każdy zajmował się przygotowaniami do izby Nyarli zawitała Aeris. Nieumarła czarodziejka trzymała w ręku suknię.
-Mam nadzieję, że będzie pasować. Specjalnie teleportowałam się do Waterdeep.- rzuciła uśmiechając się. -To wyjątkowy dzień, więc nie możesz mieć na sobie podróżnych szat. Dla Gabriela też coś zdobyłam, choć to była chyba najtrudniejsza misja w moim życiu. Skąd tu wziąć ubranie dla skrzydlatej istoty. Na szczęście mi się udało.- wyjaśniła -Nie dziękuj.- dodała na koniec unosząc dłoń w powietrze, po czym śmiejąc się opuściła komnatę czarownicy. Nyarla miała jeszcze trochę czasu dla siebie.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

sob maja 14, 2011 5:01 pm



Wiedziała, że będą zaskoczeni nagłą decyzją, ale i nie miała wątpliwości, że się ucieszą. Nie spodziewała się jedynie, że tak chętnie od razu rozpoczną przygotowania. Miała nawet wrażenie, że niektórzy - zwłaszcza Wiktoria - zjedli jak najszybciej śniadanie, by zacząć planować wieczór. Thorus nigdy ślubu nie odprawiał, ale jakoś nie wydawało się to problemem. W końcu miał ich jedynie polecić opiece swojego boga, a para tak czy siak będzie szczęśliwa, niezależnie od tego jak będą wyglądały same zaślubiny. Aeris była najspokojniejsza. Czy to dlatego że wiele takich uroczystości już widziała, czy dlatego że znała Nyę najkrócej, czy datego że była nieumarła - nie miało znaczenia. Dobrze, że był wśród nich ktoś, kto zachowywał jeszcze spokój.

Nyarla też chciała pomóc przy sprzątaniu, szykowaniu kolacji czy innych przygotowaniach, ale nikt jej nie pozwalał. Stale tylko przestawiano ją z miejsca na miejsce i przeganiano do innych pomieszczeń, by nie plątała się pod nogami. Z jednej strony czuła się trochę nieswojo, że to całe to zamieszanie jest dla niej. Z drugiej strony było to całkiem miłe. Ostatecznie zdecydowała nie naprzykrzać się swoją obecnością i wziąć długą, rozluźniającą kąpiel nim przyjdzie jej stanąć na ślubnym kobiercu. Siedząc w gorącej wodzie spiorunowała ją jedna myśl.
~ W co ja się ubiorę?!
Miała kilka kompletów podróżnych, gdzieś na dnie torby znalazłaby pewnie jakieś suknie, ale wszystkie były już znoszone. No i każdą Gabriel widział. Czym prędzej opuściła łaźnie i, wciąż jeszcze ociekając wodą, wpadła do pokoju, by sprawdzić mapy i teleportować się do najbliższego miasta, nim ktoś zauważy jej zniknięcie.

Wtem usłyszała pukanie do drzwi i zdębiała.
- Proszę. - rzuciła, starają się nie wyglądać na zmartwioną.
Tymczasem problem sam się rozwiązał, bowiem Aeris pomyślała za Nyarlę i zorganizowała dla niej suknię. Podała pakunek czarownicy, a ta nie wiedziała nawet jak dziękować nieumarłej. Khelben miał rację - martwa czy nie była złotą kobietą. Na szczęście znajoma arcymaga oszczędziła jej trudu podziękowań i wyszła z komnaty, nim smocza córka w ogóle zdążyła zareagować. Odetchnęła więc głęboko i przyjrzała się sukni. Niemal zaparło jej dech. Pewnie sama nie znalazłaby ładniejszej. Biały jak śnieg, delikatny materiał, spływał do samej ziemi, a subtelne, kwieciste ozdoby srebrzy się wśród fałd sukni. Zbliżało się już popołudnie, więc Nyarla zdecydowała się włożyć kreację i ostatecznie przygotować do uroczystości. Suknia była prosta, ale naprawdę wspaniała. Skromna, ale niepozbawiona ozdób. Stawiając na prostotę, panna młoda wybrała jedynie delikatny naszyjnik i rozczesała włosy. Bez udziwniania, bez kombinowania. Wiedziała, że dla Gabriela i tak będzie najpiękniejsza na świecie.

- I jak? - zapytała Demona, uśmiechając się szeroko.
Obróciła się dookoła, a kot podniósł się z legowiska i przekrzywił lekko łebek, spoglądając na niej. Zamiauczał donośnie, a czarownica wyczuła z jego strony wyraźną aprobatę. Wtem pukanie do drzwi oznajmiło jej, że już czas. Otworzyła i uśmiechnęła się radośnie do Wiktorii.
- Chodź. Wszyscy czekają.
Przez chwilę żałowała, że nie może tu być jej ojca. Tego smoczego ojca. Mogłaby spróbować wezwać go z pomocą magicznych bransolet, ale pewnie miał ważniejsze sprawy na głowie niż ślub niedawno poznanej córki. Postanowiła więc nie zaprzątać sobie tym głowy i ruszyła za Sunnitką na górne piętra wieży.

Czuła jak mocno bije jej serce. Już za chwilę dusze i serca jej i avariela miały zostać w pewien sposób połączone na zawsze. Im wyżej były, im bliżej kapliczki, tym Nya czuła się bardziej podekscytowana. Nie odczuwała lęku, choć kiedyś słyszała, że wiele kobiet stresuje się tak ważnym wydarzeniem. Dla niej było to po prostu nieopisane szczęście. Wiktoria otworzyła przed nią drzwi. Szybkie spojrzenie upewniło Nyę, że wszyscy są na miejscu. Na drugim końcu pomieszczenia - teraz czystego, odświeżonego i ozdobionego białymi kwiatami - stali już Gabriel i Thorus. Od razu pochwyciła spojrzenie avariela i posłała mu pełen szczęścia uśmiech. Powoli ruszyła ku niemu i kapłanowi.

Obrazek
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

sob maja 14, 2011 5:50 pm

Kompani czekali w modlitewnej sali. Thorus miał na sobie te same szaty, co poprzedniego dnia, kiedy to przywoływał z martwych avariela. Los był faktycznie niezwykle zmienny, czego przykładem była sama Nyarla i jej przeżycia. Symbol Oghmy był niewielki, ale wystarczający. Posążek z miedzi stojący na dębowym biurku był wystarczającym emblematem, nadającym kapłanowi moc udzielenia ślubu, czy odprawienia ceremonii pogrzebu.
Pojawienie się Nyarli nie wywołało takiego poruszenia, jak się spodziewała, jednak szybko dotarło do niej, iż większość kompanii to mężczyźni nie znający się na urokach pięknych sukni czy szat. Jedynie młoda Wiktoria okazywała wielkie podniecenie i radość.
Gabriel miał na sobie błękitną koszulę z z dziwacznymi otworami na plecach, przystosowanymi dla istot z skrzydłami. Długie blond włosy miał spięte w koński ogon. Stał tam przed biurkiem, przed obliczem starego klechy wyczekując Nyi.

Gdy czarownica zbliżyła się do biurka, za którym stał Thorus, kapłan rozpoczął ceremonię. Nie było muzyki, ani małych dziewczynek rozsypujących płatki kwiatów na ziemię, jednak Nyarli nie było to do szczęścia potrzebne.
-Możesz ślubować Nyarli.- w końcu kapłan rzekł do Gabriela. Elf wejrzał na ukochaną i złapał ją za dłoń.
-Ślubuję Ci wierność, oddanie, oraz bezwarunkową miłość. Ślubuję, że nie opuszczę do śmierci i jeden dzień dłużej. Przysięgam chronić Cię jak tylko mogę i pomagać jak tylko będę w stanie. Przysięgam przynosić szczęście i przeganiać smutek. Przysięgam być tylko twój.- rzekł tonem pełnym pewności siebie. Thorus skinął głową i spojrzał na stojącą obok Nyarlę.
-Możesz ślubować Gabrielowi.- zwrócił się do czarownicy.

Nyarla wręcz promieniała szczęściem. Kiedy nadeszła jej kolejne, wzięła głęboki oddech i spokojnym, pewnym tonem, patrząc Gabrielowi w oczy, powiedziała:
- Ślubuję Ci wierność, oddanie oraz bezwarunkową miłość. Obiecuję nie opuścić Cię ani do śmierci, ani nawet po niej. Przysięgam chronić Cię ze wszystkich sił i nigdy nie przysparzać kłopotów ani zmartwień. Przysięgam być tylko Twoja, na dobre i na złe. Na zawsze. - przez chwilę jeszcze patrzyła na niego, po czym spojrzała wyczekująco na Thorusa.

-Ślubowaliście sobie w obecności duchownego Oghmy, pod jego okiem, zatem sam Oghma będzie strzec waszej przysięgi i niechaj żadna żywa (i martwa) istota nie próbuje rozdzielić tego, co moc mi zesłana połączyła. Ogłaszam was mężem i żoną.- rzekł, po czym elf bez chwili zastanowienia rzucił się w stronę Nyarli, przytulając ją i całując gorąco. Chwilę później kompani pogratulowali nowożeńcom.
-Udajmy się do sali, by uczcić to winem i jadłem.- oznajmił Thorus.
-Zaczekajcie.- syknęła Aeris podchodząc do Nyarli i Gabriela. -To dla was. Prezent od Czarnokija.- wręczyła Nyi pudełko z dwoma pierścieniami w nim schowanymi. Złote obrączki z wygrawerowanym na zewnętrznej części smoczym symbolem oznaczającym mowę.
-Pierścienie niech będą dowodem waszych ślubów. Dzięki nim będziecie mogli rozmawiać ze sobą nawet bez użycia słów.- wyjaśniła nieumarła czarodziejka.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

ndz maja 15, 2011 11:18 am



Obrączki od Czarnokija były pięknym i bardzo cennym prezentem. Dzięki temu Gabriel i Nyarla mogli wymieniać myśli, zupełnie nie obawiając się, że ktoś jeszcze ich usłyszy. Czarownica była pewna, że taka możliwość okaże się w przyszłości niezwykle przydatna. Kiedy szli na śniadanie, wciąż nie bardzo docierało do niej, że jest mężatką. Wesele było huczne i trwało do późnych godzin nocnych. Państwo młodzi udali się do przydzielonej im komnaty jako jedni z ostatnich. Mieli siebie na kolejną noc, nie zakłócaną przez nic i nikogo. Była to zaraz pierwsza noc po ślubie, pierwsza, którą spędzili jako mąż i żona. Pewni, że Sune ich obserwuje postarali się nie tylko zadowolić siebie wzajemnie, ale i Ognistowłosą.

Następnego dnia ponownie wszyscy spotkali się przy śniadaniu.
- Wyruszymy dziś. Na spokojnie i bez pośpiechu. Pogoda jest tu w miarę stabilna. - zaczęła Nyarla - Pojedziemy konno do Luskan, tam zrobimy po raz ostatni zapasy i udamy się do Warowni. - zarządziła.
Nikt nie zgłaszał większych sprzeciwów, więc uznała plan za przyjęty.
- Po śniadaniu zaczniemy szykować się do drogi. Skorzystam z magii teleportacyjnej, żeby odzyskać rzeczy Gabriela z jaskini niedźwieżuków i wrócę w ten sam sposób. - widząc niepewne spojrzenia towarzyszy, uśmiechnęła się uspokajająco - Zostawiliśmy tam tyle trupów, że z pewnością nic tam nie zamieszkało. A ja najlepiej znoszę przenoszenie się, więc i najszybciej mi pójdzie i nikogo nie będę narażać na nieprzyjemności.
- Ale tego jest sporo, jak sobie poradzisz? - zapytał Chris, wciąż nieprzekonany.
- Spokojnie, wezmę magiczną torbę i zabiorę się jakoś z tym wszystkim. Trzeba to zrobić, bo przecież nie możemy pozwolić, żeby Gabriel walczył gołymi rękami i bez zbroi.
Na takie argumenty w końcu wszyscy przytaknęli.

Jak zostało ustalone, tak też zrobili. Wszyscy rozeszli się do swoich komnat, by przygotować się do podróży. Szkoda było opuszczać tak wygodne miejsce jak wieża, ale wciąż mieli swoje zadania. Nyarla z Gabrielem weszli do sypialni i dziewczyna od razu opróżniła zawartość torby na łóżko. Jedyną rzeczą, którą jeszcze wzięła, był oczywiście klucz otwierając drzwi, za którymi znajdowała się ich własność.
- W takim razie zaraz wracam. Nie martw się, jesteśmy w kontakcie. - uniosła dłoń z obrączką na palcu - Mężu. - rzuciła do niego wesoło.
Zaintonowała zaklęcie i już po chwili zniknęła w delikatnym rozbłysku światła. Świat wokół zawirował i po chwili stała w ciemnym korytarzu przed osnutymi iluzją drzwiami. Tak jak się spodziewała, było pusto i ciho. Powietrze było zatęchłe i głębsze wdech wyraźnie niósł zapach zgnilizny i rozkładu. Nie było na co czekać. Rozproszenie kamuflującego zaklęcia Bena nie nastręczyło jej trudności. Klucz znalazł się na swoim miejscu i dziewczyna weszła do niewielkiego pomieszczenia. Od razu też zabrała się do takiego zorganizowania wszystkich rzeczy, by zabrać się z tym na raz.

Udało jej się tak poukładać wszystko, że była w stanie przenieść całość. Obawiała się w pierwszej chwili, czy nie przekroczy to ciężaru jaki będzie w stanie teleportować, ale mogła wszystko unieść, więc i wszystko zostanie przeniesione. Po raz kolejny wypowiedziała formułę zaklęcia i po chwili stała znów przed Gabrielem. Dwa przeniesienia w tak krótkim czasie nawet na nią podziałały, to też nieznacznie zakręciło się jej w głowie. Potrząsnęła lekko głową, odganiając resztki chwilowego zaćmienia. Tymczasem jej mąż był już przy niej i odbierał od niej rzeczy.
- I tyle... Szykuj się i pójdziemy pożegnać Thorusa i Aeris, a potem ruszymy dalej. - uśmiechnęła się, pocałowała ukochanego i zajęła rozpakowywaniem rzeczy przyniesionych oraz pakowaniem wcześniej wyłożonych.
Ostatnio zmieniony ndz maja 15, 2011 11:54 am przez Amanea, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

ndz maja 15, 2011 12:33 pm

Pierwszą rzeczą, którą po powrocie Nyarli zrobił Gabriel, było chwycenie swego miecza w garść. Mężczyzna odszedł kilka kroków od Nyi wykonując w pełni kontrolowany zamach mieczem. Ostrze przecięło powietrze z charakterystycznym świstem. Elf wejrzał przez ramię na ukochaną uśmiechając się przy tym. Mimo odejścia w zaświaty wojownik doskonale pamiętał jak się posługiwać ciężką, druzgocącą bronią. W końcu jednak avariel wsunął miecz z powrotem do pochwy, po czym wziął do rąk złotą zbroję Tristana.
-Cholera...- warknął z złością w głosie -Tyle wysiłku by to zdobyć, tylko po to, by teraz na nią patrzeć.- dodał po chwili. Był wyraźnie rozdrażniony takim obrotem sytuacji.
-Teraz wiele się zmieni, przez skrzydła. Nie wszystko będzie takie proste jak kiedyś...- rozchmurzył się po chwili -Ale jakoś sobie poradzimy.-

-Schowajmy zbroję do torby. Skoro nie będzie przez to cięższa to nic nam nie zaszkodzi mieć ją przy sobie. Może uda nam się coś wymyślić po drodze.- dodał elf, po czym założył cieplejsze ubranie. Kompania przyszykowała się do opuszczenia wieży. Pożegnanie z Thorusem i Aeris nie było szczególnie uczuciowe. Choć stary kapłan pomógł grupie w znacznym stopniu, to jednak nikt się do niego nie przywiązał na tyle by za nim płakać, czy też odczuwać zgryzotę związaną z rozstaniem.
Grupa przejechała kilkaset metrów, nie tracąc z oczu wieży, kiedy głos zabrał Chris.
-Długo myślałem...- zaczął niepewnie -Postanowiłem powrócić do Nesme. Miasto może potrzebować mojej pomocy, a Ty odzyskałaś ukochanego. Wspólnie sobie poradzicie.- wyznanie półelfa wywołało konsternacje.

-Dziękujemy.- rzuciła Wiktoria.
-Jeszcze się kiedyś spotkać.- burknął półork. Grupa uszczuplała się z każdą kolejną chwilą, jednak nikogo to nie martwiło. Nyarla była już pewna, że pozostali najwierniejsi. Wiktoria wierząca w swoją osobistą misję, Thog ślepo oddany Gabrielowi i Nyi i sam Gabriel, który poprzedniego wieczora ślubował kobiecie nie opuścić jej aż do śmierci.
-Dokładnie. Jeszcze kiedyś się spotkamy przyjacielu.- rzekł Gabriel. Półelf pożegnał się z wszystkimi, po czym ruszył w przeciwnym kierunku.
-Przed nami długa podróż.- zauważył elf.
-Nie tracić czasu.- dodał Thog. Grupa ruszyła na zachód w kierunku Luskan.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

pn maja 16, 2011 4:02 pm



Nie zmartwiła się specjalnie tym, że zbroja nie pasowała obecnie na jej ukochanego. Niepokojące było jedynie to, że do czasu aż nie znajdą czegoś odpowiedniego dla niego, elf pozostanie bez ochrony.
- Nie martw się. Wysiłek nie poszedł na marne, bo się przydała. - uśmiechnęła się do męża i zsunęła z palca jeden z pierścieni - Załóż. Niewiele, ale lepsze niż nic. Jego magia Cię ochroni.
- Powinnaś dbać o swoją ochronę.
- Nie martw się. - powtórzyła - Poradzimy sobie. To tylko tymczasowe... Jedziemy przez Luskan, na pewno mają tam zdolnego płatnerza, który będzie w stanie dostosować zbroję.
Wróciła do pakowania rzeczy i szykowania się do wyjazdu.
- Udało nam się przywrócić Cię do życia. Czy może być coś trudniejszego niż dwa miesiące bez Ciebie? - rzuciła z uśmiechem i wzruszyła lekko ramionami, pokazując mężczyźnie, że naprawdę kwestia zbroi nie jest dla niej zmartwieniem.

Pożegnanie było szybkie i bez zbędnego roztkliwiania się. Nyarla zapewniła, że jeśli będą w okolicy, na pewno zajrzą do wieży. W myślach tylko uzupełniła, że być może jedynym mieszkańcem będzie wtedy Aeris. Nie śmiała wypowiadać takich słów na głos. Nie odjechali daleko, gdy Chris postanowił obwieścić swoją nowinę. Czarownicę trochę zirytowało, że wspomniał o tym tak nagle, zamiast uprzedzić. Nie mogła jednak mieć mu tego za złe. I tak pomógł im niezwykle. Zresztą może byłoby i dla niego bezpieczniej, by wrócił do miasta.
- Cóż. Nesme na pewno skorzysta na Twoim powrocie. Już raz się rozstawaliśmy. Może i ponownie się spotkamy. Powodzenia i uważaj na siebie. - uśmiechnęła się ciepło - Dzięki za wszystko.
Miała nadzieję, że Kult Smoka daruje sobie uganianie się za półelfem.

Dalszą drogę przyszło im zatem pokonywać we czworo. Co wcale nie oznaczało, że skład został mocno osłabiony. Powrót Gabriela znacznie podnosił wartość bojową drużyny. A umiejętności pozostałych także nie stały w miejscu i rozwijały się z każdą kolejną przygodą. Niebo zasnuły ciężkie chmury, zwiastujące rychły opad śniegu. To było jednak za mało, by zatrzymać grupę.
- Jestem ciekawa tych burz, które nękają okolice Luskan... - Nyarla odezwała się, gdy pierwsze tego dnia płatki śniegu opadły na ziemię - Wypadałoby zająć się tą sprawą zanim ruszymy na północ. Kto wie w co może przerodzić się coś takiego, a miło byłoby mieć w miarę czystą drogę między warownią a najbliższym miastem.
- Na jak długo zatrzymamy się w Luskan? - zapytała Wiktoria z czystej ciekawości.
- Ile będzie trzeba, by znaleźć kogoś, kto potrafił będzie dopasować zbroję Gabriela i zapracować sobie na pomoc. Ktoś taki na pewno nie będzie tani, a my nie mamy wielkich nadwyżek złota. - uśmiechnęła się.
Pracę można było znaleźć wszędzie, więc i w tym nie upatrywała problemu czy zmartwienia.
- Poza tym będziemy musieli zrobić jakieś większe zapasy, rozpytać o jakąś dokładniejszą mapę północnych ziem. No i odpocząć... Droga na północ to dopiero będzie wyzwanie.
Jechali dalej, wymieniając się innymi pomysłami na to, co jeszcze będzie trzeba zrobić w Luskan. Nya sięgnęła do magii obrączki podarowanej przez Khelbena w ramach ślubnego prezentu i przesłała Gabrielowi krótką myśl:
~ Ur'Thog i nasza kapłanka chyba bardzo się polubili. Zwróć na to uwagę. Znasz go lepiej. ~ rzuciła mu w ślad za słowami krótkie ,rozbawione spojrzenie.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

pn maja 16, 2011 6:44 pm

29 dzień Ściągania w dół 1372 roku Rachuby Dolin


Luskan po raz kolejny stało przed Nyarlą i jej kompanami otworem. Czarownica doskonale pamiętała poprzednią wizytę w Mieście Żagli. Wtedy jednak była to zupełnie inna sytuacja. Nie miała u swego boku avariela, gotowego oddać za nią życie. Nie miała przy sobie swego męża. Swoją drogą, kobieta przez ostatnie dwanaście dni podróży miała okazję niejednokrotnie lubować się nowym przydomkiem swego ukochanego. Było to bardzo miłe, kiedy Gabriel zwracał się do czarownicy per żono. Wiktoria i Thog byli świadkami wielkiego szczęścia młodej pary. Żadne z nich nie spodziewało się takiego obrotu spraw, tuż po przywróceniu avarielowi życia. Thog, jak zwykle obojętny na otaczające go sprawy duchowe towarzyszy, spełniał funkcję przewodnika całej czwórki.

Choć zielonoskóry nie znał się na mapach, to jednak udało mu się doprowadzić kompanię do Luskan. W tym czasie, Gabriel uważnie przyglądał się relacjom półorka z aasimarką i choć sympatia pomiędzy tą dwójką była zauważalna gołym okiem, to jednak elf nie dostrzegł niczego więcej, lecz był tylko mężczyzną i nie postrzegał niektórych spraw jak bardziej uczuciowe kobiety.
Wspólne wieczory w czarodziejskiej chatce, przywoływanej przez Nyarlę, bardzo zbliżyły grupę. Wiktoria opowiadała historie z dzieciństwa, oraz wiele opowieści, które usłyszała od swej dawnej mentorki. Gabriel opowiadał o zacnym życiu avarieli i o historii tej rasy, Thog zaś tylko słuchał, nie zabierając głosu.

To nie milczenie półorka niepokoiło Nyarlę. Kilka razy zauważyła, jak na wzmiankę o innych Planach, oraz czartach, jej mąż milknie i poważnieje, oddalając się myślami w tylko sobie znane miejsca. Pytany o samopoczucie, od razu uśmiechał się i zapewniał, że wszystko z nim w porządku, jednak czarownica miała dziwne wrażenie, że avariel coś przed nią ukrywa, coś do czego nie chce za wszelką cenę wracać.
Mimo to, Nya cieszyła się z wspólnie spędzanych wieczorów. Ciepło czarodziejskiej chaty, bliskość elfa, oraz dobre humory pozostałych były najbardziej pozytywnym aspektem tej wyprawy. Tylko potężne burze, które wciąż nie ustępowały psuły im krwi.

-Luskan. Miasto tysiąca piratów i dzierlatek...- rzekł elf, gdy stanęli przed bramą do portowej mieściny. Avariel w wolnych chwilach trenował sięganie po miecz, którego pochwę miał przytwierdzoną paskami, do pleców. Dobywanie broni musiał opanować do perfekcji, tak aby nie zranić się przy tym w swe anielskie skrzydła.
-Znasz to miejsce?- spytała zaintrygowana Wiki.
-Ano znam. Byłem tu kilkukrotnie z towarami dla Oswalda.- odrzekł skrzydlaty wojownik.
-Oswald, to ten krasnolud, mieszkający pod wielkim dębem w Silverymoon?-
-Dokładnie ten sam. elf skinął jej głową -Jak to teraz robimy?- avariel zwrócił się do żony. Do zmroku, grupa miała jeszcze kilka godzin i mogli jeszcze coś próbować załatwić. Nikt ich jednak nie poganiał i mogli wziąć się za to następnego dnia.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

czw maja 19, 2011 5:15 pm



Jedyne utrudnienie w podróży stanowiły ciągłe burze. Nyarla zastanawiała się jak zlokalizować ich źródło. Nie miała też pojęcia w jakim celu można by zsyłać taką pogodę na te okolice. Najwidoczniej jednak istniał ktoś, kto miał taki karpys. Czarownica miała już nieraz okazję, by przekonać się, że nie zawsze jest potrzebny cel czy powód. Niektórzy lubili uprzykrzać życie innym tak po prostu, bez głębszych pobudek. Być może w Mieście Żagli dowiedzą się czegoś więcej... Choćby od kiedy takie zjawiska mają miejsce i czy dzieje się jeszcze coś dziwnego.

Milczenie Gabriela w kwestii innych Planów i czartów nie dawało jej spokoju. Rozumiała, że ukochany nie chce o tym mówić. Jednak stale zadawała sobie pytanie co takiego tam spotkał i co widział, że odcisnęło to na nim takie piętno. Bardzo chciałaby go o to zapytać, ale i nie chciała naciskać ani na siłę przywoływać złych wspomnień. Być może avariel odczuje w końcu potrzebę podzielenia się tym z żoną, może potrzebuje czasu. Ona nie zamierzała tego przyspieszać, chociaż ciekawość ją zżerała. Nie tylko ze względu na to, że chciała znać jego myśli. Chciała móc mu jakoś pomóc...

W końcu, po wielu dniach drogi, stanęli u bram Luskan.
- Cóż. Mamy jeszcze kilka godzin. Poszukajmy najlepszego kowala w mieście i wyjaśnijmy mu czego nam trzeba. Zobaczymy czy będzie mógł nam pomóc, zapytamy o cenę jakiej zarząda. Potem znajdziemy karczmę, wypoczniemy i rano kontynuujemy co trzeba. - nakreśliła plan działania - Przy okazji jeśli usłyszycie coś o tych burzach, zanotujcie w pamięci. Jestem niezmiernie ciekawa, co dzieje się w tych okolicach.
Wjechali do miasta, gdzie - jak poprzednio - nikt nie zwracał na nich większej uwagi. Ot, kolejni podróżni. Jednego ze strażników, kręcących się w pobliżu bramy, Wiktoria poprosiła o wskazanie drogi do najlepszego kowala w mieście. Ten wskazał im kierunek bez chwili wahania.

Udali się w tamtą stronę, a poszukiwany budynek odnaleźli bez najmniejszego problemu. Spory szyld ze znakiem młota i kowadła mówił za swoje. Był prosty, ale wspaniale urzymany. Nyarla z Gabrielem zostawili konie Sunnitce i półorkowi, po czym razem weszli do środka.
- Dzień dobry - odezwała się czarownica, nie dostrzegając w pierwszej chwili nikogo - Potrzebujemy najlepszego fachowca w ulicy. - odezwała się, oczekując aż ktoś wyjdzie im na spotkanie.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości