Zrodzony z fantastyki

 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

pt maja 20, 2011 6:14 pm

Do pracowni kowala, trzeba było wejść przez tylne drzwi, gdyż od strony ulicy znajdował się sklep z jego wyrobami. Gdy Nyarla wchodząc tam pierwszy raz, ujrzała za ladą krasnoludzką kobietę ucieszyła się w duchu, że kowalem i zarazem mężem ekspedientki jest przedstawiciel brodatej rasy, gdyż ich umiejętności płatnerskie są znane na całym Faerunie. Po wejściu przez tylne drzwi, grupka zeszła wąskimi schodami w dół do piwnicy. Gorąc i charakterystyczny dla kuźni zapach uderzył w twarze zmarzniętych towarzyszy. Choć inaczej nakazywały obyczaje to avariel szedł przodem. Tak, na wszelki wypadek. Cała piwnica była wielką pracownią płatnerską. Krasnoludzki kowal nie usłyszał klientów. Potężna dmuchawa, którą rozniecał ogień w piecu, była tak głośna, że starszy krasnolud nie miał szans ich usłyszeć.

Sam brodacz miał długą i siwą brodę. Na głowie robiło mu się łyse gniazdo, pewnie ze starości. Kowal miał na sobie specjalny, skórzany kombinezon, który miał go chronić przed żarem. Silne ręce chronione były grubymi rękawicami, zaś wszędzie wokoło leżała masa różnych narzędzi, stali, ostrzy i elementów pancerzy.
-Kowalu.- uwagę brodacza zwrócił dopiero Gabriel, głośnym i stanowczym tonem.
-Na Gonda. Elf ze skrzydłami...- skomentował pod nosem płatnerz, robiąc przy tym zdziwioną minę. Pewnie rzadko odwiedzały go tu elfy. Elfy pewnie rzadko bywały w takiej dziurze jak Luskan. A na pewno nie były to elfy ze skrzydłami.
-Co byśta chcieli?- spytał nie odciągając wzroku od avariela.

-Ta zbroja...- rzekł ukazując gospodarzowi trzymany w ręku, złoty napierśnik -Zmieniła właściciela. Nie mogę jej jednak założyć z wiadomych powodów.- poruszył nieco skrzydłami, tak na wypadek, jakby krasnolud miał jakieś wątpliwości o co chodzi -Chcielibyśmy żeby pasowała na moje ciało.- oznajmił elf. Krasnolud odłożył dmuchawę i zbliżył się, by przyjrzeć się pancerzowi.
-To złoto?- spytał zdziwiony, jakby sam nie mógł w to uwierzyć -Nie, nosz to za lekkie...- zastanawiał się -Cholera... Nigdy żem się z takim stopem nie spotkał, jak długo wale kowalskim młotem po blachach...- podrapał się po głowie.
-Zostawcie to mi i przyjdźcie jutro z rańca. Zobaczem, co da się zrobić.- rzekł.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

ndz maja 22, 2011 5:28 pm



Przedmioty, które zdążyły rzucić jej się w oczy w sklepie, były wykonanie niezwykle kunsztownie. Zapewne lepiej ktoś lepiej obeznany z płatnerską sztuką, wychwyciłby więcej, ale Nyarli wystarczyło to, co miała okazję zobaczyć. W piwnicy, która była najwyraźniej pracownią krasnoluda, panowały gorąc i duchota. Zejście do tak ciepłego pomieszczenia z mrozu panującego na zewnątrz, nie było przyjemnym uczuciem. Dziewczyna miała nadzieję, że nie zostaną na dole zbyt długo. Uśmiechnęła się lekko, widząc reakcję krasnoluda na obecność avariela. Zapewne jeszcze niejedna osoba zdziwi się na taki widok. Wyglądało na to, że zainteresowanie osobą Gabriela, pomogło im nawiązać rozmowę.

Nyarli nie dziwiło, że krasnolud po raz pierwszy miał do czynienia z tak niezwykłym metalem. W końcu nie była to zwykła zbroja, a magiczny wyrób. Czegoś takiego nie robi się ze zwyczajnych materiałów. Skinęła lekko kowalowi.
- Dobrze. Może powinnam uprzedzić, że pancerz ma w sobie magię. Pewnie inaczej się nad takim pracuje. - uśmiechnęła się delikatnie, wachlując się dłonią.
- Do zobaczenia rano. - pożegnali się i ruszyli z powrotem.
Nya nie martwiła się specjalnie o ich dobytek. Wszak poprosili o wskazanie drogi do najlepszego płatnerza w mieście, a nie pierwszego lepszego kowala. Jeśli zniknąłby ze zbroją czy chciał wyciąć inny numer, z pewnością miałby problem z ponownym zdobyciem takiej reputacji. Na zewnątrz małżonkowie dołączyli do Wiktorii i Ur'Thoga.
- Prosił, żebyśmy przyszli jutro. - wyjaśniła towarzyszom - Poszukajmy sobie jakiegoś miejsca na odpoczynek. Zapasy możemy uzupełnić jutro, nie spieszy nam się. No i ciekawią mnie te burze...

Jak powiedziała, tak też zrobili. Znaleźli niewielką, ale przytulną karczmę, nieopodal dzielnicy rzemieślniczej. W przybudówce, robiącej za stajnię, zostawili konie.
- Zajmij się nimi dobrze i daj dużo smacznego jedzenia oraz świeżej wody. - poleciła Nyarla stajennemu chłopcu, wciskając mu w dłoń srebrną monetę.
Weszli do środka i zajęli jeden z wolnych stolików. Miejsca było dość, bo i do wieczora pozostało jeszcze trochę czasu, a nie wszyscy skończyli pracę i codzienne zajęcia. Obecność avariela zwróciła na moment uwagę nielicznych gości. Najwyraźniej jednak widok półorka i czarownicy z magicznym kosturem skutecznie zniechęcił ich do nachalnego przyglądania się nowo przybyłym.

Nyarla podeszła do szynku, uśmiechając się uprzejmie do mężczyzny stojącego za ladą.
- Dzień dobry. Chciałam prosić o suty obiad dla czterech osób. - zaczęła - Trochę mięsa, ryb, pieczywa, wszystkiego co macie. Piwo i wino także chętnie zakupimy. - przesunęła ku karczmarzowi złotą monetę w ramach zaliczki.
- Chcielibyśmy także tu przenocować. Jeden pokój dwuosobowy i dwa pojedyncze byłyby w sam raz, jeśli dysponujecie. - poprosiła - A przy okazji... Straszną macie tu pogodę. Długo już się taka utrzymuje? Nie wygląda to na normalną zimę... Jak sobie radzicie? - zapytała z uprzejmym zainteresowaniem.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

śr maja 25, 2011 8:31 am

Właścicielem szynku był młody i dość przystojny człek, który kompletnie nie przypominał swoim wyglądem typowych karczmarzy, których widywało się w mieście i na szlaku. Nie miał brudnych i tłustych rąk, z przystojnej i ogolonej twarzy biła charyzma i wrażenie iż człowiek, na którego się patrzy jest przyjemnym i miłym osobnikiem. Ubrany był raczej jak sklepikarz, na flanelowej koszuli założoną miał brązową kamizelkę.
-Polecam kaczkę z owocami morza. To dość drogi przysmak, z racji pory roku i trudności w sprowadzaniu owych owoców, jednakże zawierzcie mi na słowo. Jest warta każdej ceny. Nasz kucharz to prawdziwy mistrz w swym fachu.- rzekł, jednak nie zdawał się być do końca przekonujący. Nie chodziło o to czy obiad będzie smaczny, ale wyglądał jakby nie zależało mu w ogóle na sprzedaniu swej usługi.

-Polecamy dorsza w sosie grzybowym, a także stek z rothe. Nasze wino, niestety nie pochodzi z wyspy elfów, jednakże jest równie dobrze. Piwo zaś prosto z podziemnych browarów krasnoludów z Mithrilowej Hali.- zapisał wszystko na kartce i podliczył -To by było cztery złocisze.- podsumował, po czym wejrzał na kobietę -Pogoda? Jest wspaniała.- syknął tajemniczo pochylając się lekko nad ladą.
-Od wielu lat w tym zapyziałym mieście nic się nie działo. Teraz tu i do okolic ściągają poszukiwacze przygód, żądni rozwiązać zagadkę strasznych burz...- wzruszył ramionami.
-Przepraszam, że spytam... Ale czy Ty pani i tamta kobieta, która przyszła w twoim towarzystwie- wejrzał na Wiktorię -Jesteście siostrami, czy może kuzynkami?-

-Wybacz, że pytam ale wasza uroda jest... Nieprzeciętna... Rzadko widuje się tu tak piękne damy... Rzadko te damy oddają się wędrówkom. Jeszcze rzadziej towarzyszy im skrzydlaty elf i półork... Nie pogniewaj się za me słowa, ale pewnie zwracacie na siebie masę uwagi, hm?- uniósł lekko brwi. Trudno było wyczuć jego intencje. Nie był szczególnie ciekawski. Nie próbował swymi komplementami również oczarować Nyarli, być może chciał zwyczajnie porozmawiać.
-Dam zamówienie kucharzowi. Proszę się rozgościć. Oto klucze do kwater- położył trzy klucze na ladzie -Za pokoje to będzie kolejne cztery sztuki złota. Możecie się rozpakować, przygotowanie obiadu musi chwilę potrwać.- skinął kobiecie głową, po czym odszedł zupełnie tak, jakby odpowiedzi na zadane przezeń pytania nie były ważne.

Izba, która trafiła się Nyarli i Gabrielowi nie była niczym nadzwyczajnym. Czarownica w czasie swej podróży widziała wiele takich pokoi. Prostota, lecz nie klasztorne warunki. Białe ściany, oraz skromne umeblowanie nie pozwalało ocenić gustu osoby, która to miejsce urządzała. Ot przeciętny pokój. Zaraz po wejściu do kwater, avariel przysunął dwa pojedyncze łóżka do siebie, po czym odłożył cały swój i Nyarli ekwipunek, wraz z mieczem. Broń nie była mu potrzebna w czasie obiadu, a gdyby ktoś ich zaatakował, to przecież mieli w grupie tak potężny atrybut jak magia jego żony. Był jeszcze Thog i Wiktoria, która również mogła liczyć na wsparcie swej bogini. Ich bogini.
-Kocham Cię...- szepnął Nyarli Gabriel na ucho, jakby chciał wykorzystać chwilę w odosobnieniu na czułości i odrobinę romantyzmu.

Półork i aasimarka czekali już na parę małżonków przy stoliku. Wszyscy byli głodni. Suszone mięso, jedzone na szlaku od dawna im się zbrzydło. Dopóki w grupie był Chris, mogli liczyć na świeże mięso z upolowanej zwierzyny, przyrządzone w kominku, magicznie stworzonej chaty. Teraz zaś musieli radzić sobie sami. O ile półorczy barbarzyńca nie był ułomkiem, to jednak nie posługiwał się bronią dystansową i zabicie zwierzyny było dla niego wręcz niemożliwe.
W końcu po czasie wyczekiwania młody karczmarz przyniósł im do stolika zamówione posiłki, oraz wino i piwo.
-Zostańcie do wieczora. Będzie zabawa i tańce, a także konkurs siłowania się na ręce.- zachęcał ich człek. Dziwnym trafem każdy z członków grupy wejrzał na siedzącego obok, małomównego półorka.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

sob maja 28, 2011 3:09 pm



Gospodarz wydał się Nyarli dość dziwnym człowiekiem. Początkowo może i sprawiał wrażenie miłego, ale czarownicy coś nie grało w jego osobie. Niby zachwalał jedzenie, ale bez jakiegoś większego przekonania. A z drugiej strony cieszył się na problemy z pogodą, bo sprowadzała poszukiwaczy przygód z okolicy, zapewne naganiając mu też klientów. Zadał kilka pytań, po czym zwyczajnie sobie poszedł. Nie miała szczególnej potrzeby odpowiadania, ale jego zachowanie wydało jej się nienaturalne. Może taki po prostu był... W każdym razie - był dziwny. Zaskoczona taką postawą, przez chwilę patrzyła za nim, po czym potrząsnęła lekko głową i wróciła do pozostałych, by przekazać im klucze do wynajętych pokojów.

W pokoju zostawili wszystko, co było im zbędne przy obiedzie. Czarownica także ochoczo korzystała z każdej chwili, którą mogła poświęcić tylko ukochanemu. Przytuliła się do niego na chwilę i obdarzyła czułym pocałunkiem nim wyszli z pomieszczenia. Nawet tak żadkie i krótkie momenty zdecydowanie odwlekały zmęczenie po podróży. Wróciwszy na dół, wszyscy wspólnie zasiedli do stołu. Niedługo potem pojawił się zamówiony obiad i trunki.
- Dziękujemy. Zapewne zostaniemy. Nie mieliśmy żadnych specjalnych planów. - odpowiedziała gospodarzowi i skinęła mu lekko, w podziękowaniu za jadło.
Zabrali się do obiadu. Demonowi także dostało się kilka smacznych kąsków. Kot zawsze był wybredny, a monotonne, suche jedzenie w podróży sprawiało, że natrętnie dopraszał się u każdego o jakiś smakołyk. Wszyscy częstowali go chętnie, wiedząc, że najedzony Demon to zadowolony i spokojny Demon.

- W tym karczmarzu jest coś dziwnego. - czarownica podzieliła się z pozostałymi swoimi odczuciami - Może jestem trochę przewrażliwiona, ale w niektórych jego działaniach czy słowach zupełnie nie ma sensu...
Wzruszyła lekko ramionami, odkrajając kolejny kawałek mięsa.
- Nie martw się. Ludzie są bardzo różni. Mało kto z tu obecnych mógłby nam zagrozić. - Wiktoria uśmiechnęła się, prezentując jak zwykle optymistyczne podejście.
- Racja. Nie ma się czego obawiać. Najwyżej Demonów, Kultu albo czegoś, co nasyła te burze... Choć niektórzy zdają się nawet z nich cieszyć. - upiła wina - Zobaczymy co to za zabawa będzie tu wieczorem.

Spojrzała na Gabriela, wspominając zabawę w Nesme, wyprawioną na cześć zwycięstwa nad wilkołakami. Wtedy avariel po krótkim pobycie ze wszystkimi udał się do pokoju. Nya zastanawiała się czy odzyskane skrzydła sprawią, że jego podejście do takich zabaw nieco się zmieni i jak długo będzie w stanie wytrzymać ze wszystkimi. Czas pokaże. Po jedzeniu zamówili więcej wina, by zrelaksować się i odpocząć po długiej podróży w trudnych warunkach. Niebawem pojawił się w przybytku minstrel, który swoją muzyką uprzyjemnił im oczekiwanie na rozpoczęcie zapowiadanych zabaw.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

ndz maja 29, 2011 12:19 pm

Z każdą kolejną chwilą główna izba w karczmie wypełniała się gośćmi, którzy przybyli się najeść, upić i wytańczyć. Niedługo potem za barem pojawiła się młoda kobieta, która zajęła się obowiązkami właściciela, ten zaś po kolejnej chwili pojawił się na podeście dla grajków, umilając gościom czas grą na skrzypcach. Nie była to byle jaka gra, amatora, który chce zarobić trzy miedziaki na coś do jedzenia, na rynku w mieście. Grał z pasją i ekspresją. Energicznie i rytmicznie. Nyarla i jej kompani nieco się zdziwili. Wiktoria aż wydęła usta, a Thog wejrzał zaintrygowany na Gabriela.
-Thog myśleć, że to pan ta karczma...- rzekł zielonoskóry.
-Nie tylko Ty tak myślałeś przyjacielu. Najwidoczniej ten młodzieniec ma wiele talentów.- odrzekł elf.

Zabawa trwała w najlepsze. Kompani dobrze się bawili. W ciepłej, biesiadnej izbie goście tańczyli, rozprawiali na różne tematy. Za oknami kompletnie ściemniało. Okiennicami poczęły uderzać silne porywy wiatru.
-Zaczyna się...- burknął elf, spoglądając w stronę okna. Chwilę później do stolika powrócił półork niosąc pełne kufle z piwem, dla siebie i Gabriela, Nyarla miała jeszcze wino w butelce.
-Thog coś usłyszeć.- oznajmił zielonoskóry, siadając na swoim miejscu -Te dwa ludzie, rozmawiać o burze.- dodał wskazując siedzących tuż przy ladzie baru mężczyzn, ubiorem przypominających typowych żeglarzy.

-Ten prawy mówić, że to być gniew Talos, a ten drugi gadać, że mile stąd być stara twierdza i w niej siedzieć zło, które wywołuje burze.-
-Chodzi o Zachodnią Warownię?- elf wejrzał na żonę.
-Thog wątpić.- rzekł półork -Thog widzieć mapa, Zachodnia Warownia być dość blisko. Tamci mówić o inna budowla. Chyba...- wyjaśnił.
-O czym mówicie?- spytała rozweselona Wiktoria, która umiliła sobie czas w karczmie tańcem z miejscowym młodzieńcem.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

wt cze 28, 2011 9:41 pm



Nyarla przyglądała się uważnie mężczyźnie, który wcześniej ich obsługiwał. Zdecydowanie nie był zwykłym grajkiem. To trochę tłumaczyło jego nietypowe zachowanie. Być może był utalentowanym bardem, a - jak wiadomo - bardowie bywali dość... ekscentryczni. Może gdyby chciał, potrafiłby nawet wpłynąć na nastroje gości. A może wpływał, tylko nikt nie był tego świadom? Jego muzyka była bardzo przyjemna i wpadała w ucho, świetnie komponując się z biesiadną atmosferą.
- W końcu może być i właścicielem, i muzykiem. - dorzuciła do komentarza Gabriela.

Ledwie za oknem ściemniało, rozpętała się burza. Wydawało się jednak, że mieszkańcy przywykli do tego i nie przejmowali się specjalnie aurą poza budynkiem. Nyarla spojrzała z zaciekawieniem ku wskazanym przez Thoga osobom.
- Na gniew Talosa mi to nie wygląda. Gdyby bóg chciał się gniewać, naprawdę by im to dokuczyło... - mruknęła splatając palce i podpierając je dłońmi - A stara twierdza... Hm. Skoro jest taka warownia, to może i więcej podobnych budynków mamy w okolicy?
Nyarla, podobnie jak i Wiktoria, nie narzekała na brak adoratorów. Żaden jednak nie był w stanie wzbudzić w niej na tyle zainteresowania, żeby zostawiła przy stole męża.
- Może zatańczymy? Tylko spróbuję się czegoś więcej dowiedzieć...

Uśmiechnęła się do Gabriela i podeszła do mężczyzn przy barze. Przywołała na usta uśmiech kobiety, która potrzebuje pomocy silnego mężczyzny i odezwała się do właścicielki.
- Poproszę po piwie dla tych panów, na mój koszt. - rzuciła uprzejmie - Słyszałam, że mają panowie jakieś ciekawe opowieści dotyczące ostatnich wydarzeń. Jakieś plotki? Jakieś zasłyszane wzmianki? Jestem nowa w okolicy i chętnie poznam co sądzi się tutaj o ostatnich zmianach pogody... - zagaiła uprzejmie, wyczulona na każdą negatywną reakcję.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

śr cze 29, 2011 8:01 pm

Mężczyźni wejrzeli ze zdziwieniem na piękną, młodą kobietę, która postawiła im piwo. Z zasady to ludzie z ich branży w ten sposób próbowali skusić panienki na harce w ustronnym miejscu, po długim, pełnym postu rejsie. Tym bardziej zdziwili się, gdy dokładniej zbadali wzrokiem wygląd czarownicy. Liczne, emanujące magią błyskotki oraz dość ciekawe towarzystwo wzbudziło ich podejrzenia.
-Wybacz pani, ale z zasady nie jesteśmy wypytywani o plotki ze szlaku przez tak niespotykanie urodziwą białogłowę.- rzekł jeden.

-Która przebywa w towarzystwie równie nietypowych jak na te strony kamratów...- dodał drugi spoglądając na stolik, przy którym siedzieli kompani czarownicy. Nya była faktycznie kobietą niespotykanej urody, podobnie zresztą jak i Wiktoria. Ich osoby po prostu przyciągały spojrzenia. Tym bardziej żeglarzy. Gdy dostali do ręki kufle, wypełnione złocistym trunkiem, wejrzeli na siebie badawczo, jakby sami nie wiedzieli jak się zachować i co powiedzieć. Być może nadmierna ciekawość w tych stronach nie była dobrym znakiem. Wola zaspokojenia jej tym bardziej.

-Co tu rzec, od kuzyna mego starego druha dowiedziałem się iż tajemniczy władca zrujnowanego zamczyska u podnóża Gór Dachu Świata odprawia co noc rytualne tańce do wszystkich bogów, reprezentujących furię natury, co kończy się potężnymi ulewami, porywistym wietrzyskiem i arią grzmotów.- wyjaśnił jeden z mężczyzn.
-Tak Ci powiedział, bo to głupiec jest. Przecie on ledwie na oczy widzi, to jakże miał do dostrzec?- burknął drugi z żeglarzy, upijając trochę piwa.
-Ano jest ślepy ośle. Ale powtarzam Ci, że kiedy maszerowali nieopodal tamtego zamczyska, to przewodzący nimi czarodziej posłał swego kruka na zwiad i ptaszysko wszystko widziało.- wyjaśnił w konkretny sposób.

-No i co? Może ten kruk mu to powiedział? Wykrakał?- drugi z osobników zakpił z opowieści towarzysza.
-A tego to ja nie wiem. Ale ponoć tamten czarodziej tylko wejrzał w oczy ptaszyska i zara wszystko wiedział. Gdy odpoczywali, nocą, dopadła ich nawałnica. Z nieba spadł grad a silny wiatr powalił drzewa z okolicy. Czarodziej zapłacił życiem za ciekawość pod konarem wielkiego dębu. A znajomkowi udało się uciec i stąd ta historia.- dodał na koniec wzruszając ramionami i spoglądając na Nyarlę.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

pn lip 04, 2011 12:45 pm



Zdziwienie mężczyzn nieco rozbawiło Nyarlę. Mogła zrozumieć, że rzadko kobiety stawiały im piwo i raczej nie zaczepiały ich jako pierwsze. Jednak miała nadzieję, że potraktują ją po prostu jak kogoś obeznanego w zwyczajach różnych grup. Było dla niej oczywiste, że ot tak niczego się nie dowie, a złoto za zwykły plotki byłoby aż nazbyt wysoką ceną. Piwo było w sam raz. Owszem, nie szło się nie zgodzić, że zwracała na siebie uwagę. Zarówno ona, jak i jej towarzysze. Dwie piękne kobiety w towarzystwie półorczego wojownika i elfa ze skrzydłami. Ciężko to przebić. Nyarla była na tyle pewna umiejętności swoich i reszty kompanii, że naprawdę rozmowy z żeglarzami nie musiała się obawiać.

Choć początkowo nie wydawali się zbyt skorzy do rozmowy, to jednak dostarczyli kilku ciekawych informacji. W przeciwieństwie do właściciela karczmy, któremu taki stan rzeczy wyraźnie odpowiadał. Ciężko było stwierdzić, na ile historia kuzyna żeglarza jest prawdziwa. Kruk faktycznie mógł przekazać wiele czarodziejowi, w końcu co za problem mieć kruka za chowańca. Jeśli cała opowieść była prawdziwa, to mieli problem do rozwiązania.
- To jest możliwe. - postanowiła wyjaśnić niedowierzającemu mężczyźnie kwestię chowańca - Każdy czarodziej ma zazwyczaj towarzyszące mu stworzenie. Inteligentniejsze od innych swego rodzaju, potrafiące się z nim porozumiewać i bardzo pomocne. Czasem można nawet spojrzeć oczami chowańca. - uśmiechnęła się uprzejmie.

- Bardzo panom dziękuję za poświęcony mi czas. Każdy mówi co innego o tych burzach, ale Wasza opowieść była prawdziwie interesująca. Powodzenia w dalszych podróżach i miłego wieczoru życzę. - dygnęła elegancko i wróciła do stolika.
Na pytające spojrzenie Gabriela odpowiedziała jedynie lekkim wzruszeniem ramion.
- Zrujnowane zamczysko u podnóża gór. Jakiś szaleniec odprawiający rytuały ku bogom furii natury. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale mówili całkiem z sensem. - oparła łokcie o stół, spoglądając na bawiących się gości.
- Ta pogoda sporo namiesza nam w dalszej podróży. Będzie ciężko... Ale w zasadzie i tak jedziemy w góry. Możemy przy okazji sprawdzić, czy ta historia jest prawdziwa i czy faktycznie stamtąd biorą się te burze. - uśmiechnęła się - Dziś jednak możemy się pobawić, jutro zrobimy zakupy i ruszymy dalej. Jeśli aura pozwoli. - napiła się wina i spojrzała na męża.
Doskonale pamiętała, jak w Nesme nie pałał zbytnią ochotą do zabaw i tańców. Była ciekawa czy i w tej kwestii coś się zmieniło.
- To jak z tym tańcem? Wiesz, że nie będę naciskać. - zapewniła.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

wt lip 05, 2011 5:38 pm

Gabriel uśmiechnął się ciepło do ukochanej, odstawiając kufel piwa. Mężczyzna złapał Nyarlę za rękę po czym oboje dołączyli do harcujących gości, do rytmu muzyki. Elf był znacznie bardziej skory do zabawy, niż Gabriel sprzed tragicznej śmierci. Ten, z którym obecnie czarownica miała do czynienia, widocznie musiał pamiętać życie wśród swoich, zanim stracił skrzydła i zgorzkniał na długie lata. Bawili się świetnie, podczas gdy Wiktoria rozmawiała z dwoma młodymi paniczami, ubranymi dość bogato. Półorczy barbarzyńca zaś siedział nieruchomo dopijając piwo i nie spuszczając wzroku od kompanów, raz spoglądając na kapłankę a raz na tańczącą parę.

Czas płynął nieubłaganie. Goście powoli rozchodzili się do domów, wiedząc, że nazajutrz trzeba będzie wrócić do codzienności, ciężkiej pracy na chleb. Najgorsze było jednak to, że powrót do domów był mocno zepsuty przez jasne gromy na zachmurzonym niebie i deszcz zraszający całe miasto, oraz ogromne połacie terenów wokół niego. Wiktoria, ciągle bawiła się na parkiecie z tymi, najbardziej wytrwałymi, zaś Thog nieoczekiwanie spił się siedząc samotnie przy stoliku i zamawiając piwo po piwie, gestem ręki. Jego głowa zdawała się być ciężka a ruchy dziwnie, nie skoordynowane. Mimo to nie szukał rozmówcy ani kogoś, komu mógłby się wyżalić. Ot siedział w milczeniu jak miał to w zwyczaju robić.

Gdy w końcu nadeszła chwila, kiedy cała czwórka towarzyszy siedziała razem, właściciel oberży, który zarazem odgrywał dość ważną rolę karczemnego grajka.
-Pozwólcie, że spytam... Jakie macie plany?- rzekł niespodziewanie zaskakując wszystkich poza półorkiem, który chyba już nie rozumiał, co się wokół niego działo.
-Jestem bardzo ciekawski... A poza tym szukam inspiracji, do mego życiowego dzieła. Być może wasza historia nią będzie, jeśli rzecz jasna się nią ze mną podzielicie.- rzucił uprzejmym tonem, spoglądając po kolei na Wiktorię, Nyarlę i Gabriela.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

śr lip 06, 2011 5:30 pm



Czarownica była zaskoczona ochoczą postawą Gabriela. Myślała, że chociaż przez chwilę będzie marudził, tymczasem on zgodził się bez słowa i z uśmiechem - z uśmiechem! - wyszedł na parkiet. Byli parą, która przyciągnęła spojrzenia chyba wszystkich gości. Nadludzko zwinny i zręczny avariel oraz czarodziejka, od której co wrażliwsi mogli wręcz czuć magię. Nawet jeśli sama znała tylko podstawowe kroki, Gabriel potrafił ją perfekcyjnie poprowadzić w rytm muzyki. Po chwili wszyscy wrócili do swoich zajęć i Nyarla nie czuła się już obserwowana.

Thog został sam i wyraźnie za dużo wypił. Cóż jednak miał robić. Goście nie mieli specjalnej potrzeby rozmawiania z półorkiem, zresztą i on sam nie potrzebował tego. A jakoś nie zanosiło się, by któraś z kobiet zwróciła na niego uwagę. Nyarli również wino szumiało już lekko w głowie. Z kolei Wiktoria zdawała się świetnie bawić.
~ W końcu to kapłanka Sune. Jak mogłaby sobie pożałować zabawy z uroczymi kompanami? ~ czarownica uśmiechnęła się do swoich myśli.

Większość gości opuściła już karczmę, odchodząc w burzową noc. Pozostało jedynie dopić trunki i udać się na spoczynek. Nya miała wrażenie, że Thogowi będzie trzeba trochę pomóc. A Demon niewzruszony gwarem i hałasem spał spokojnie obok zielonoskórego. Nim jednak zdążyli wstać od stołu, pojawił się tajemniczy właściciel przybytku. Czy też po prostu pracownik, będący zarazem muzykiem. Nie wzbudził w smoczej córce zaufania, więc nie bardzo wiedziała, co powinna mu odpowiedzieć.
- Ruszamy w dalszą drogę. Musimy udać się w góry, a co nas tam czeka, sami jeszcze nie wiemy. - odpowiedziała zgodnie z prawdą - Po drodze zaś trzeba nam odwiedzić opuszczony zamek. Ponoć tam znajduje się źródło tych wszystkich zawirowań pogody... Warto to sprawdzić. Z pewnością przysłużymy się tym wielu osobom. Choć innym może się to nie spodobać. - rzuciła zgryźliwie, nawiązując do ich wcześniejszej rozmowy - Jak widzisz nic ciekawego. Możesz nas potraktować jak kolejnych zwykłych awanturników, chcących przysłużyć się okolicy...
Uważnie obserwowała reakcję rozmówcy.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

śr lip 06, 2011 8:38 pm

-Ruiny o których mówisz, nie są tak po drodze. To kilkanaście dni drogi na północny wschód stąd.- wyjaśnił karczmarz, najwyraźniej mając o sprawie jakieś pojęcie -To warownia, jakich wiele w tych górach. Stara, krasnoludzka robota, służył do obrony przed zielonoskórymi. Byłem tam kiedyś, poszukując czegoś...- wyjaśnił od razu by nie było nieporozumień.
-Wybacz pani że się spoufalam, ale zwykli awanturnicy raczej nie targają się na nieznane niebezpieczeństwo, które w swej potędze potrafi co dzień wywoływać burze... Na tak wielkim obszarze. Dotarły mnie słuchy, że te pogodowe kaprysy, docierały już daleko na wschód.- podzielił się swymi spostrzeżeniami.

-Tak się składa, że cały ten przybytek to własność moja i mej kuzynki...- wskazał kobietę za barem, która zajmowała się gośćmi, w czasie kiedy on grał -Odziedziczyliśmy ją po dziadku. O ile ona jest zadowolona z tej pracy, to ja raczej nie czuję się tu do końca spełniony...- zamilknął na chwilę w dość jednoznaczny sposób -Innymi słowy, szukam każdego powodu żeby tylko się stąd wyrwać.-
-Co my do tego mamy?- Gabriel wzruszył ramionami.
-Wasze plany mnie zadziwiają. Już po waszym wyglądzie i oporządzeniu widać, że nie jesteście takimi przeciętnymi maruderami jakich mnóstwo w Neverwinter, Waterdeep czy Luskan.-

-Po za tym potrafię korzystać ze splotu. Twoją czarodziejską aurę wyczuwam z daleka...- wejrzał na Nyę.
-Jeśli nie przeszkadzałaby wam moja muzyka na trakcie, to chętnie zabiorę się z wami w okolicę. Znam wiele legend, którymi umilę nie jeden wieczór. Poza tym znam się na magii i potrafię walczyć.- wymieniał swe zalety -Zaś moją jedyną wadą jest słabość do pięknych kobiet...- dodał odwracając wzrok w stronę Wiktorii, by po chwili znów wejrzeć na Nyarlę.
-Uważaj bo blask jej uroku potrafi oślepić na trwałe...- warknął ewidentnie zazdrosny avariel.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

czw lip 07, 2011 5:38 pm



Dziewczyna słuchała - jak się okazało - współwłaściciela karczmy z uprzejmym zainteresowaniem. Informacja, że z ruinami nie za bardzo im po drodze, była bardzo wartościowa. Poza tym jednak nie powiedział nic ciekawego. No może o jej silnej magicznej aurze, to akurat było ciekawe. Na słowa Gabriela uśmiechnęła się tylko delikatnie i oparła dłoń na jego ręce.
- A błysk ostrza mojego męża potrafi pozbawić delikwenta jakichkolwiek marzeń o mnie. - powiedziała spokojnie, spoglądając z uśmiechem na barda - Nawet takiego ze słabościami. Wiktoria zaś jest dorosła i decyduje sama o sobie. - dodała.

- Lubię muzykę. A jak w ogóle masz na imię? - zapytała barda po chwili namysłu.
Nie mogła zaprzeczyć, że perspektywa podróży z kimś, kto mógłby potem stworzyć pieśń na temat ich przygód była bardzo... obiecująca. Do tego znał okolicę, a ktoś z nowymi opowieściami przyda się do umilenia wieczorów. Spojrzała po towarzyszach, ale wiedziała, że jakąkolwiek decyzji by nie podjęła, nikt nie zaprotestuje jakoś specjalnie.
- W porządku. Z chęcią powitam Cię w naszej gromadce. - uśmiechnęła się lekko.

- Wyruszamy jutro rano. Jak tylko uzupełnimy zapasy. Jeśli Ty i Twoja kuzynka zechcecie nam je sprzedać po jakiejś okazyjnej cenie, z pewnością przyspieszy to początek podróży.
W końcu miło byłoby dostać coś na miejscu, a nie szukać po mieście kolejnych sklepów.
- Jedziemy konno, więc oporządź z rana wierzchowca. O odpoczynek na drodze się nie martw. I ostrzegam, że podróż z nami obfituje nie tylko w zagrożenia na drodze, ale i w paru potężnych wrogów... - powiedziała, nieco ściszając głos - O nowiny o naszej przeszłości akurat się nie martwię, w końcu jesteś muzykiem, więc zapewne wiele Cię nie zdziwi.
Krótko wyjaśniła mu wszystko, co wydawało jej się istotne.
- My pójdziemy już się położyć. Niektórzy przesadzili z alkoholem, a rano trzeba w stać. Zatem do zobaczenia o świcie, jeśliś nadal chętny... - wstała, skłoniła się mu lekko i wraz z Gabrielem prowadzącym Thoga, udała się do wynajętych pokoi.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

ndz wrz 04, 2011 5:13 pm

30 dzień Ściągania w dół 1372 roku Rachuby Dolin


-Nazywam się Armand.- rzekł karczmarz kłaniając się lekko przed obliczem czarownicy, choć honory z pewnością chciał oddać całej grupie. -O zapasy martwić się nie musicie. Zajmę się tym. To niewielka zaliczka, w zamian za to, co mogę zyskać podróżując z kimś odpowiednim. Natchnienie potrzebne do napisania ballady czai się na każdym kroku. Jednak by napisać życiowe dzieło, potrzeba czegoś więcej niż widoku wschodzącego na górami słońca, czy Selune w swej pełnej okazałości.- rzekł uśmiechając się.
-Ja nazywam się Wiktoria.- z uśmiechem na ustach rzuciła kapłanka Sune -Ten olbrzym to Thog, a elf, to Gabriel.- przedstawiła całą grupę. Armand kiwał głową do każdego z przedstawionych członków grupy.

-Będę zatem rankiem gotowy czekać na was w biesiadnej sali. Załatwcie, co macie do załatwienia i stawcie się u mnie. Wtedy ruszymy.- rzekł bard -Teraz już wam nie przeszkadzam.- dodał po czym odszedł od stolika.
-Co o nim sądzisz?- spytał Gabriel i choć pytanie było skierowane do jego ukochanej, głos zabrał zielonoskóry półork.
-Thog się nie podobać. Mąż musieć walczyć a nie przygrywać na fujarka...- skomentował kąśliwie, jednak mimo wszystko decyzja została podjęta.
-Według mnie, może się przydać. Trubadurzy posiadają sporą wiedzę...- rzekła Wiktoria z zawadiackim uśmiechem zwiastującym gorący romans.

Reszta wieczoru minęła grupie raczej na poważnych rozmowach dotyczących planu na przyszłość, zarówno tę bliższą jak odleglejszą. Gdy wszystko było ustalone, kompani udali się na spoczynek. Przed wyprawą musieli uzupełnić zapasy, których Armand nie mógł zapewnić. Gabriel, który miał świadomość, że długi czas nie pobędzie z ukochaną sam na sam, pragnął wykorzystać ostatnie godziny sam na sam, w jak najprzyjemniejszy sposób tylko się dało, zachęcając ukochaną do namiętnej miłości, gorącymi pocałunkami w szyję, ręce i usta...

***


-Ale jak to nic nie możesz zrobić?- Gabriel był wyraźnie zdziwiony słowami krasnoludzkiego kowala, gdy ten bezradnie oznajmił, iż nie poradzi sobie z przeróbką zbroi.
-Nie róbta mi tu takich min, jak długo żyje a to już będzie ponad dwie setki wiosen, nigdy żem się z takim cholerstwem nie spotkał...- znów wzruszył ramionami.
-Masz jakiś pomysł?- spytała Wiktoria, nie bardzo wiedząc, co poradzić na patową sytuację.
-Trochem żem się orientował nocą z samej ciekawości. Wydaje mi się, że jest ktoś kto zna się na metalurgii lepiej niż nie jeden mój braciak z podziemnej warowni. Bullo Gambini. Gnom z Lantanu, może będzie w stanie coś zaradzić.- zaakcentował słowo może. -Albo spróbujta z czarem, co to życzenia spełnia, nie znam się na tym...- rzekł kładąc złotą zbroję na ladę.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

śr wrz 07, 2011 12:53 pm



Nyarla ostatecznie była zadowolona z takiego obrotu spraw. Wiele osób przewinęło się już przez ich drużynę, a każdy towarzysz był kopalnią ciekawych opowieści. Armand, jako bard, z pewnością posiadał cały zapas takich. Nim zdążyła odpowiedzieć Gabrielowi, co sądzi o nowym członku zespołu, Thog i Wiktoria zdążyli określić swoje stanowiska. Czarownica uśmiechnęła się szeroko, zastanawiając się, jaką wiedzę Wiktoria ma na myśli. Zresztą... Jakiś czas temu sama pewnie zakręciłaby się wokół Armanda. Wiele jednak zmieniło się od tamtej pory i teraz, jako kobieta zamężna, nie zwracała większej uwagi na przystojniaków pałętających się dookoła. Nie oznacza to, że działało to i w drugą stronę. Mężczyźni równie często jak niegdyś kierowali ku niej spojrzenia. Dopiero pojawienie się Gabriela u jej boku zdawało się rozwiewać wszelkie wątpliwości.

- Wiedza wiedzą, tego nigdy za wiele. A i przynajmniej nie będzie nudno. No i możemy być pewni, że jak to wszystko dalej będzie się tak toczyć, to kiedyś cały Faerun będzie słuchał poematów i pieśni o nas. - parsknęła cicho, wyraźnie rozbawiona.
Spojrzała ku miejscu, w którym ostatnio widziała Armanda.
- Już ja mu dam natchnienie... - mruknęła cicho, a w oczach pojawił się wesoły błysk - W każdym razie musimy jutro ruszyć dalej. Będzie trzeba udać się na północ i odnaleźć przyczynę tej dziwnej pogody. Inaczej przeprawa górami ku warowni może być zbyt niebezpieczna, zwłaszcza że nie wiemy dokładnie, gdzie jej szukać. Najpierw to, potem warownia. - obracała w zamyśleniu kielich z winem - No i Kult Smoka... Musimy na nich uważać, jestem pewna, że wkrótce się pojawią. Demony chyba na razie odpuściły. Będzie trzeba wspomnieć o całości Amrandowi, żeby wiedział, na co się zapisał...

Kiedy wszystko było omówione i zaplanowane, udali się na spoczynek. Nyarla długo nie zasnęła, ale i rano tego nie żałowała. Gabriela nie było zbyt długo, żeby i kilka tygodni z nim wynagrodziło jej tę stratę. Wiedziała, że muszą cieszyć się każdą wspólną chwilą, dopóki jeszcze mogą. W podróży nie będzie ani chwili prywatności, zwłaszcza zimą, kiedy nawet nie można wymówić się wspólnym wypadem nad wodę. Korzystali więc niemal do rana z ostatnich chwil sam na sam przed podróżą.

***

Poranek był ciężki. Mało snu i poranny chłód skutecznie nie przydawały mu nastroju. Nyi jednak nic to nie przeszkadzało, póki po obudzeniu się miała męża w zasięgu wzroku. Ten, jak zwykle, stał przy oknie, wpatrując się w niebo. Spojrzał na nią i posłał jej ciepły uśmiech na powitanie. Pewnie jakby mu powiedziała w dniu wyruszenia z Silverymoon, że kiedyś będzie miał skrzydła i będzie z nią szczęśliwy, to obśmiałby ją bezlitośnie. Ale i ona zareagowałaby tak samo na taką historię. Zebrali się na dół, do pozostałych, by zaraz po śniadaniu ruszyć sprawę magicznej złotej zbroi od Tristhandera.

Akurat ta sytuacja potoczyła się bardzo nie po myśli Nyarli.
- Lantan? - jęknęła z rezygnacją - To taki kawał drogi... I to jeszcze nie w tę stronę, co nam trzeba.
Splotła ramiona na piersi i zaczęła owijać kosmyk wokół palca, rozmyślając nad najlepszym rozwiązaniem. Nie mogąc zdziałać już nic więcej u kowala, zabrali zbroję i wyszli na zewnątrz.
- Przecież nie możemy zostawić Cię bez zbroi... - czarownica spojrzała na ukochanego z niepokojem - To się może źle skończyć. Z kolei Lantan jest za daleko, a na zaklęcie Życzenia nie stać nas na razie. Kupmy coś zastępczego, w drodze pomyślimy nad resztą. Może zapytam Erika, co o tym sądzi.
Humor średnio jej dopisywał. Myśl, że Gabriel ma stawać do walki bez magicznie wzmocnionej zbroi, nie była pocieszająca. Chwilowo nie mieli jednak wyboru. Po uzupełnieniu zapasów wrócili do karczmy, by wraz z Armandem ruszyć na północ.
Ostatnio zmieniony sob wrz 24, 2011 4:13 pm przez Amanea, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

sob wrz 17, 2011 9:33 pm

-Nieciekawie...- syknęła aasimarka, gdy grupa opuściła piwnicę, w której pracował krasnoludzki zbrojmistrz.
-Co tera?- burknął zielonoskóry. Nikt nie miał żadnego konkretnego planu awaryjnego odnośnie smoczej zbroi.
-Pozostaje nam tylko spytać o zdanie Eryka...- Nya wejrzała na kompanów, na samym końcu zatrzymując wzrok na swym mężu.
-Niech tak będzie. To mądra istota. Pewnie mądrzejsza od nas wszystkich. Może coś wymyśli...- elfi wojownik wzruszył ramionami.
-Najpierw do Armanda. Weźmiemy zapasy, wierzchowce i ruszajmy w drogę.- zaproponowała kapłanka Sune. Kompani zgodzili się i ruszyli do karczmy.

Armand czekał na miejscu, zgodnie z zapowiedziami. Konie grupy były wypoczęte i nakarmione. Sam bard był w posiadaniu dwójki wierzchowców. Jeden przygotowany do drogi, zaś drugi miał na sobie bagaż mężczyzny oraz zapasy.
-O! Witajcie! Nie mogłem się doczekać...- bard machnął ręką w stronę przyszłych kompanów. Człek uśmiechnął się, poprawiając schowany w pochwie miecz.
-Dawno nim nie walczyłem. Ale tego się ponoć nie zapomina.- dodał wesoło.
-Na bogów...- warknął Thog kręcąc głową. Najwidoczniej nie był przekonany do nowego kompana.
-Daj mu szansę...- Wiktoria położyła dłoń na ramieniu półorka.

~***~


-Demony? Kult Smoka?...- bard nie dowierzał opowieściom Nyarli, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Przez chwilę milczał, spoglądając gdzieś w dal, jakby chciał się zastanowić nad tym wszystkim.
-Jeszcze nie jest za późno żebyś zawrócił...- Wiktoria dała Armandowi alternatywę.
-Nie. Nie boję się...- syknął człowiek.
-Bać sie nie musieć a łeb i tak stracić może...- warknął Thog.
-Niech mój łeb, nie będzie Twoim problemem...-
-Skończcie...- Gabriel uciął w zarodku budzącą się kłótnię. -Kiedy chcesz wezwać Eryka? Teraz czy w czasie odpoczynku?- zwrócił się do ukochanej.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

sob wrz 24, 2011 4:13 pm



Trochę nie w smak jej było, że znów musi prosić anioła o pomoc. Jednak jakby nie było, po coś jej go zesłano. I tak już miała u niego taki dług wdzięczności, że zapewne nigdy go nie spłaci. Jej ambicję bolało, że ktoś znów będzie coś za nią robił czy szukał informaji. Z drugiej strony nie mogła przecież robić wszystkiego sama, bo gdyby tak było, to nie musiałaby nikogo innego wplątywać w swoje losy. Innego wyjścia na ten moment niestety nie widziała, więc trzeba było przełknąć dumę i znów zwrócić się do archanioła.

Armanda przywitała z uśmiechem. Zastanawiała się, czy jak usłyszy rewelacje z ich poprzednich podróży, to nadal będzie chciał im towarzyszyć. Cień szansy na to był, bowiem bard nie wyglądał na pierwszego lepszego muzyka, a i - na ile znała się na ludziach - miał charakter. Niechęć Thoga bawiła czarownicę, choć może nie powinna. Ciekawe co będzie jak się Wiktoria Armandem zajmie, bo to Ur'Thogowi też może się nie spodobać, a Nya nie chciała zbytnich kłótni w grupie. Wiedziała, że półork lubi kapłankę, ale na tym się kończy, niemniej bywał porywczy, a to mogło kiedyś skończyć się co najmniej nie za ciekawie.

Kiedy już ruszyli w podróż i opuścili miasto, Nyarla zrównała się z Armandem i opowiedziała mu w skrócie całą ich historię.
- Demony. Kult Smoka. Niebianie. Boska pomoc. Smoki. Starożytne wierzenia. Ojciec wyvern... - dodała do dwóch czynników wymienionych przez barda - No można by długo wymieniać, bo jeszcze wilkołaki, nieumarli i kilka znanych osobistości Faerunu. No i kiedy ostatnio widziałeś avariela... - spojrzała z uśmiechem na męża - A niedługo dopiero minie rok... Aż się boję myśleć, co będzie dalej.
- Eryka wezwiemy, jak już się zatrzymamy. Stworzę chatkę, wniesiemy rzeczy i zajmę się tym. - odpowiedziała Gabrielowi.

Podróż mijała im spokojnie. Nyarla uważnie wypatrywała pierwszych oznak wzbierającej zamieci. Mogła im skutecznie utrudnić drogę i popsuć zdrowie. Całe szczęście, że schronienie mogli mieć ciepłe i suche. Trochę gorzej z koniami. Szkoda było zostawiać je na takim mrozie, choć sierść im wyraźnie zgęstniała na tę porę roku. Na szczęście aż do późnego popołudnia nic im nie przeszkodziło. Armand umilał im czas zasłyszanymi tu i tam opowieściami. Kiedy zaczęło się ściemniać, Nyarla zarządziła postój.
- Zrobimy tak. Postawię chatkę dla nas, wnieście tam proszę rzeczy i przygotujcie wszystko do kolacji. Może dam radę zrobić dla koni jakąś pseudostajnię, żeby nie pomarzły nazbyt... Jak stanie, sprawdźcie czy jest sens je tam umieszczać i czy zmieszczą się wszystkie. Myślę, że jeszcze jedną będę mogła postawić w razie potrzeby. - wyjaśniła - Potem zajmę się zbroją i Erykiem.

Jak zaplanowała, tak też uczyniła. Sięgnęła po moc, wzięła odpowiednie komponenty i splotła zaklęcie, tworząc z dostępnych w okolicy materiałów magicznie zabezpieczone schronienie. Wygodnie było móc ukształtować wyposażenie wedle własnej woli, dlatego też kiedy inkantacja się zakończyła i weszli do środka, na każdego czekało łóżko a w pokoju wejściowym stał spory stół, przy którym mogli zasiąść i posilić się. Zadowolona z efektu wyszła na zewnątrz. Wiatr przybrał na sile i mróz kłuł w policzki i nos. Raz jeszcze sięgnęła po magię i utworzyła kolejną, bliźniaczą chatynkę. Ta była jednak całkiem pusta w środku. Zajęcie się zwierzętami zostawiła pozostałym. Oddaliła się na kilka kroków od nich i zaczęła wymawiać słowa kolejnego zaklęcia. Lubiła zaśpiew zaklęć przywoływania, miał w sobie coś mistycznego. Ledwie ostatni dźwięk przebrzmiał, a nieopodal czarownicy pojawił się jaśniejący niebiańskim blaskiem portal. Wyłoniła się z niego potężna sylwetka ze skrzydłami i dopiero, gdy blask minął dało się rozpoznać Eryka.

Uśmiechnął się do niej ciepło, a ona odwzajemniła uśmiech. Jego obecność zawsze napawała ją otuchą, wiarą i ciepłem.
- Witaj Nyarlo, dobrze wyglądasz, wzywałaś. W czym mogę pomóc? - zapytał miękko.
- Witaj Eryku. Mamy problem... Wybacz, że znowu składam nasz problem na Twoje barki. - zaczęła, choć wiedziała, że archanioł nie będzie miał jej za złe - Kojarzysz złotą zbroję Gabriela? Tę którą otrzymał tak jakby od mojego ojca? A przynajmniej mój ojciec kiedyś ponoć z niej korzystał...
Anioł skinął głową, dając znak, by mówiła dalej.
- Otóż... Widzisz. Gabriel, gdy wrócił, odzyskał skrzydła, tak jak przepowiedziałeś mi to kiedyś. I teraz zbroja nie pasuje... Najlepszy płatnerz w Luskan, choć to może nie jest jakaś bardzo zaszczytna ranga, nie potrafi nam zupełnie pomóc. Wiesz może, czy znajdzie się ktoś, kto może ją przekuć? Czy naprawdę jesteśmy skazani na zaklęcie Życzenia? Nie lubię tego zaklęcia, bo trzeba bardzo dokładnie sprecyzować, czego się chce... Masz jakiś pomysł?
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

pn wrz 26, 2011 3:57 pm

Eryk słuchał z uwagę znacznie niższej od siebie Nyarli, co jakiś czas przytakując głową. Deva zdawał się być tak samo spokojny jak zawsze, zaś jego obecność dawała dziwne poczucie bezpieczeństwa i ciepła. Dwójka rozmówców spacerowała w trakcie rozmowy niedaleko obozu.
-Osobiście Ci nie pomogę, gdyż mam wiele własnych spraw na głowie. Widzę dwa wyjścia.- rzekł w końcu, gdy czarownica pozwoliła mu mówić -Pierwsze z nich, jest tym, które tak naprawdę dał Ci krasnolud. Musisz udać się na Lantan. To jednak będzie kosztowało Cię masę czasu, którego nie masz...- wejrzał na kobietę.
-Drugie wcale nie jest lepsze. Otóż znam pewnego Balora, który od dawna jest poza waśniami czartów. Wiele lat krążył po Faerunie i nie tylko ucząc się różnych fachów. Kowalstwo i płatnerstwo opanował do mistrzowskiej perfekcji.-

Eryk uśmiechnął się lekko dostrzegając zaskoczenie na twarzy Nyi. Mogło się to wydawać wszak nieprawdopodobne by Deva polecał robociznę czarta rodem z piekła.
-Nie wszystko jest czarne i białe. Nie każdy diabeł to pozbawiony rozumu trybik w maszynie Świętej wojny. Choć nie wolno mu ufać, to jednak nigdy mnie nie oszukał i myślę, że mogę Ci go polecić. Nie będziesz go musiała szukać. Po prostu wzywając istotę z innego planu wypowiesz jego imię i przybędzie. Pewnie będzie chciał się targować, jak to każdy diabeł, jednak myślę, że dojdziecie do porozumienia.- wziął oddech rozglądając się po okolicy.
-Nazywa się Vrtua'kres. Chętnie użyczyłbym Ci Cudownego zaklęcia, jednak to jest moc, którą istota mojego pokroju powinna szanować i używać tylko w ostateczności by nie wzbudzić gniewu bogów.- wytłumaczył, dlaczego nie może użyć najprostszego rozwiązania.

-Wracam do swego zamku. Pamiętaj Nyarlo. Nie wszystko jest czarno-białe. Nie każde zło trzeba eliminować, czasami trzeba spróbować je zmienić w dobro.- skinął głową czarownicy po czym zniknął w delikatnym rozbłysku złotego światła. Kompani Nyarli stali kilkadziesiąt metrów dalej, przy stworzonych magicznie chatach oczekując relacji z rozmowy z devą.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

pt paź 14, 2011 12:58 pm



Zawsze dobrze czuła się przy Eryku. Obecność archanioła uspokajała.
- Nie wymagam, byś wszystko za mnie robił. - wtrąciła z lekkim uśmiechem, przechadzając się po okolicy.
Pokiwała lekko głową na wzmiankę o Lantan. Właśnie o to chodziło, że nie miała czasu na tak daleką podróż. Skoro Eryk sam zwrócił na to uwagę, to znaczyło, że naprawdę go nie miała. Zaskoczyło ją, że anioł polecił kontakt z balorem, by dostosować zbroję.

- Wiem, Eryku. - odpowiedziała - Gdybym uznawała tylko to, co czarne i białe, to nie uwolniłabym przecież illithidów w Podmroku. I w ogóle jeszcze kilku rzeczy pewnie też bym nie zrobiła. - uśmiechnęła się lekko - Na zaklęcie nie liczyłam, bo zdaję sobie sprawę jak potężna to magia... Póki można się bez niej obejść, nawet wielkim kosztem, to wolę tę trudniejszą drogę.

Czerń i biel. To że jej ojciec był smokiem wcale nie znaczyło, że musi być podstępny. Ale nie znaczyło też, że będzie pragnął jej szczęścia i dobra. Słowa kapłana z samotnej wieży gdzieś tam w niej pozostały i czasem zastanawiała się, czy faktycznie ojciec chce jej dobra, czy wykorzystuje ją tylko do swoich celów. W to drugie ciężko jej było uwierzyć, ale całkiem odrzucać tej możliwości nie mogła.

Pożegnała się z Erykiem i wróciła do pozostałych. Widziała ich pytające spojrzenia, choć nikt pytania nie zadał.
- Jest jedno wyjście i zamierzam z niego skorzystać. - oznajmiła wszystkim, na dłużej zatrzymując wzrok na Gabrielu.
Wiedziała, że mu się to nie spodoba. Wiedziała też jednak, że zawsze dawał jej wolną rękę i nigdy nie negował jej decyzji, więc i tym razem jej nie zabroni.
- Eryk polecił skorzystać z umiejętności znajomego balora. Podał mi jego imię i powiedział jak go wezwać. Zamierzam to zrobić. Nawet zaraz. Nie wiem jaka będzie jego cena, ale może uda nam się dojść do porozumienia. Wejdźcie do środka i nie wychylajcie się.

Oddaliła się od nich. Odeszła dalej niż przy rozmowie z aniołem. W gruncie rzeczy nie wiedziała, czego można spodziewać się po balorze. Miała tylko nadzieję, że nie ściągnie na siebie zbytniej uwagi Demogorgona czy kogoś innego równie paskudnego. Jakby nie było, była zdecydowanie bardziej związana i kojarzona z niebiańskimi istotami.
~ Nic nie jest czarne i białe. ~ powtórzyła w myślach i uśmiechnęła się do siebie.
Zwłaszcza ona powinna o tym wiedzieć, korzystając z usług tak anielskich, jak i piekielnych istot.
Wzniosła dłonie, kreśląc znaki w powietrze i dobywając kolejne komponenty. W powietrze wzniósł się ponownie zaśpiew zaklęcia otwierającego międzyplanarną bramę. Wplotła imię czarta w inkantowane zaklęcie i wiedziała, że się powiodło, gdy pojawiającego się okręgu nie tworzyło światło, blask i ciepło, a piekielny gorąc, barwa ognia i krwi. Teraz pozostawało tylko czekać aż się pojawi i porozmawiać.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

pt paź 14, 2011 4:59 pm

Nyarla miała sporo racji myśląc iż jej kompani a w szczególności Gabriel będą niepocieszeni z faktu iż ich jedynym rozwiązaniem jest proszenie o pomoc czarta. Wiktoria zresztą też nie była zadowolona z takiego obrotu spraw. Nyarla była niemal wybranką Sune, jednak to spośród dwójki pięknych kobiet, to aasimarka czuła znacznie większą więź, która można by było nazwać służbą czy oddaniem dogmatom bogini. Dogmatom, które potępiały wszystko co złe i paskudne, a tak można było w skrócie opisać Balora. Na szczęście kapłanka nie była głupia i wiedziała, że trzeba tak zrobić by Gabriel był znacznie lepiej chroniony przez zbroję. Oszczędzi to im na przyszłość kłopotów, oraz zmartwień.
-Jak uważasz Nyarlo...- syknęła tylko, po czym jako pierwsza ruszyła w stronę przywołanej za sprawą magii chatki.
-Balora?- spytał bard, który ruszył zaraz za Wiktorią.

-Jak coś, to Thog patrzeć przez okno i czekać aż Ty krzyczeć po Thog, żeby Thog pomóc.- wydukał zielonoskóry, oferując jak zwykle swoją pomoc.
-Bądź ostrożna...- syknął elf, odkładając na ziemię, u stóp czarownicy złotą zbroję. Nya widziała, że jej mąż jest bardzo niezadowolony z faktu iż to z jego względów trzeba posuwać się do takich, desperackich kroków jak wzywanie czartów. Elf był zgorzkniały, ale mimo wszystko nie protestował. Był to ciężki, ale najlepszy wybór z możliwych. Gdy pozostali zniknęli za drzwiami eterycznej chaty, Nyarla wzięła się do przyzywania bestii. Recytując frazy zaklęcia, kreśliła powoli w powietrzu pentagram, który wraz z wypowiedzeniem ostatniego słowa wyzwalacza, zamienił się w promieniujący na czerwono symbol.

Obrazek


Ów symbol urósł znacznie w ciągu krótkiej chwili, a kolejną chwilę później w rozbłysku światła zmienił się w płonącego jeszcze ogniem piekielnym Balora, który rozejrzał się dookoła bardziej zdziwiony otoczeniem, niż samym faktem, że ktoś go przyzwał.
-Harkh'hkhhak asskheshursshar...- syknął stwór spoglądając złowrogo na czarownicę. Spore ostrze, które dzierżył w lewicy mogło spokojnie rozpłatać na dwoje jej męża, jeśli ten nie zdołałby się zasłonić swoją bronią.
-Dlaczego mnie wezwałaś pomazańcu smoka?- dodał w wspólnej mowie od razu wyczuwając rodowód kobiety. Czart miał respekt do Nyarli, gdyż wielokroć wezwane z piekieł stwory atakowały czarodziejów, którzy nie byli godni przyzywania ich.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

ndz paź 23, 2011 9:10 pm



Właśnie takiej reakcji pozostałych się spodziewała. Cóż jednak było zrobić. Gabriel już raz stracił życie. Była to walka z bardzo ciężkim przeciwnikiem, ale wcale nie powiedziane, że nie trafią na jeszcze gorszych. Podczas splatania zaklęcia nie odczuwała lęku. Wiedziała, że mąż i towarzysze martwią się o nią i będą gotowi rzucić się do walki w razie potrzeby. Wiedziała również, że Eryk nie poleciłby jej takiego rozwiązania, gdyby miało narazić ją to na niebezpieczeństwo. W zasadzie mogła powiedzieć Wiktorii, że to archanioł służący Sune podsunął jej taki pomysł, może to by ją uspokoiło, ale na razie miała inne sprawy na głowie.

Czuła jak potężna magia przepływa przez nią i sączy się poprzez wymiary do innego planu. Nigdy nie wzywała piekielnej bestii, dlatego też nawet ją zaskoczył efekt i siła zaklęcia. Ledwie skończyła inkantację, a płonąca istota stała już przed nią. Wyraźnie poczuła odór piekła i nie mogła powstrzymać lekkiego grymasu niesmaku. Był wielki i musiał być potężny. Gdyby chciał, nie miałby problemu z pozbyciem się jej. Nie zdawał się jednak wrogo nastawiony.

- Witaj Vrtua'kres. - zaczęła uprzejmie - Jestem Nyarla Salvani. Wybacz tak nagłe wezwanie Cię, mam nadzieję, że nie przeszkodziłam w niczym ważnym... - stwierdziła ostrożnie.
- Mój przyjaciel i obrońca... - nie szkodziło zaznaczyć, kto za nią stoi - ...Pan Błyszczącej Twierdzy, Erik, polecił mi Twe usługi. Podobno posiadasz szeroką wiedzę z zakresu płatnerstwa i metalurgii.
Powiedziawszy to, wskazała na leżącą obok złotą zbroję Gabriela, dawniej należącą do jej ojca.

- Ten pancerz należy do mego męża. W ostatnim czasie sporo się działo i Gabriel odzyskał skrzydła, które dawniej utracił. Jak zapewne możesz się domyślić, stanowi to dla nas pewien problem, ponieważ zbroja nie jest przystosowana dla skrzydlatych... Nie możemy jej dać zwykłemu kowalowi, bo jest magiczna i albo nie zrobiłby z nią nic, albo nawet pozbawił ją właściwości. Choć dysponujemy potężną magią, mamy też do niej wielki szacunek i szkoda byłoby marnować moc na zaklęcia, jeśli uda się to zrobić inaczej.
Mówiąc, przyglądała się uważnie czartowi. Raczej z ciekawości niż ze strachu. Możliwe, że nigdy więcej nie zobaczy z tak bliska piekielnej istoty, która akurat nie będzie miała zamiaru jej zabić.

- Ze słów Eryka wynika, że poradzisz sobie z dostosowaniem tej zbroi do nowych okoliczności. - stwierdziła, uznawszy, że zapytanie czy Vrtua'kres da sobie radę, byłoby nie na miejscu i mogłoby ukłuć jego ego - Chciałabym zatem wiedzieć, czy podejmiesz się tego dla mnie, jak długo to potrwa i jaka jest Twoja cena.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

wt paź 25, 2011 6:31 pm

Czart zarechotał złośliwie, jakby chciał pokazać, że to od niego zależą losy kolejnego marnego śmiertelnika. Zbliżył się powoli w stronę kobiety. Czuła odór siarki i zgnilizny. Znała ten zapach doskonale, jednak za każdym razem wzbudzał w niej odruch wymiotny. Na szczęście nie pokazała tego po sobie. Jego ciało płonęło, jakby było oblane oliwą. Balor powąchał niespodziewanie Nyarlę robiąc przy tym zdziwioną minę.
-Ksha aksherr ssfreftss...- warknął mrużąc oczy. Język z świata poniżej był trudny pod każdym względem. Trudno było spamiętać poszczególne słowa a co dopiero cały język.
-To ciekawe... Na Twoim ciele nie widać prawie żadnych śladów twego rodowodu...- syknął po chwili. Najwyraźniej uroda Nyi nie robiła na nim wrażenia, diabeł pewnie gustował w innego rodzaju urokliwych niewiastach.

Czart założył ręce na piersi i wejrzał kątem oka na złotą zbroję. Wyraźnie było widać, że myśli i się zastanawia. Spojrzał na czarownicę.
-Chcesz zatem śmiertelniczko, żebym Ci pomógł? Ja, istota z niższych planów?- zakpił ponownie z patowej sytuacji. Nie zareagował na wieści, skąd Nyarla dostała informacje o nim. Pewnie nie była pierwszą osobą, która wzywała go na pomoc z polecenia archanioła.
-Pomogę Ci, jednak cena będzie znacznie większa niż Ci się zdaje. Bynajmniej nie chodzi mi o złoto...- urwał jakby chciał zbudować nastrój czekania. Niespodziewanie wejrzał na stworzoną dzięki magii chatkę.
-Dusza. Jednego z twoich kompanów. Kiedy umrze, jego dusza będzie moja. Sama wybierz czy przystajesz na moją propozycję i którego z nich wybierasz.- rzekł spoglądając na kobietę.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

wt paź 25, 2011 9:10 pm



Chciałaby rozumieć piekielny język. Przynajmniej wiedziałaby, co tam warczał pod nosem. Zaskoczyło ją nieco, że balor wyglądał na zdziwionego jej wyglądem. Czuł smoczy rodowód, owszem, ale chyba nawet jego zaskoczył brak jakichkolwiek innych oznak smoczej krwi. Czyżby nie spotkał jeszcze nikogo podobnego do niej, mimo tak wielu swoich podróży? Czarownica przyglądała się, jak czart zastanawia się nad jej prośbą.
- Być może i z niższych planów, ale gdybyś nie był wart mej uwagi albo nie ceniłabym Twojej wiedzy i talentu, to bym Cię nie wzywała. - wycedziła, ripostując jego kpinę.

Nie liczyła na to, by znajomość z Erykiem wpłynęła kojąco na jej pertraktacje z przybyszem z piekieł. Być może wypalenie z tym na samym początku było taktycznym błędem. Kto wie, jaki stosunek mieli do siebie balor i archanioł. Czart po namyśle zgodził się, by jej pomóc, ale żądana cena była naprawdę wysoka. Nie spodziewała się duszy. Obróciła na palcu obrączkę, rozmyślając nad konsultacją z Gabrielem, ale wiedziała, że avariel nie zgodzi się na taką cenę. Nawet jeśli miała to być cena za coś, co mogło uratować jeszcze nie raz jego życie.

Zerknęła przez ramię, spoglądając ku magicznej chatce. Nie mogła tego zrobić. Nie mogła ofiarować niczyjej duszy, nawet za jego życie. Nie bez świadomości tej osoby, która miała być zapłatą. Tak naprawdę było tylko jedno wyjście, które przyszło jej na myśl już na samym początku.
- Mam lepszą propozycję. - zaczęła, ponownie skupiając uwagę na balorze.
Mimo że stał tuż przy niej, a odór wionął od niego okropny, nie cofnęła się ani na krok.
- Moja dusza za twoją pomoc. - powiedziała spokojnie.
~ Sune się pogniewa... ~ przeszło jej przez myśl.
- Nie poświęcę nikogo z nich. To dla mojego męża, więc ja za to zapłacę. - być może tego właśnie chciał, ale to nie miało znaczenia - Kiedy umrę, moja dusza będzie Twoja.

Mogła tylko mieć nadzieję, że ten dzień nigdy nie przyjdzie. Choć była to nadzieja płonna. Smocza córka czy nie, obdarowana łaską przez boginię i wspierana przez niebiańskie istoty - mimo wszystko była tylko śmiertelniczką. Vrtua'kres wbił w nią spojrzenie i zastanawiał się przez chwilę.
- Niech i tak będzie. - syknął.
- Ile Ci to zajmie? - zapytała jakby nigdy nic, jakby właśnie nie skazała swojej duszy na wieczne katusze.
Najgorsze było to, że nie będzie mogła nikomu o tym powiedzieć. A już zwłaszcza Gabrielowi.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

śr paź 26, 2011 9:33 pm

-Jutro o północy nie śpij. Przybędę i dam Ci twoją zbroję. Wtedy też dopełnimy naszej umowy...- wycharczał po czym wziął w garść zbroję, zarechotał i zniknął w akompaniamencie dziwnie zniekształconych dźwięków płaczu dzieci. Nyarla miała przeczucie, że to, co zrobiła może mieć bardzo złe konsekwencje, jednak gdyby miała się przejmować przeczuciami, nie mogłaby opuścić Silverymoon, udać się do Podmroku, zadzierać z demonami, czy ruszać na Mazticę. Nawet nie zauważyła jak jej kompani opuściwszy domek dołączyli do niej na polanie, gdzie przyzwany czart wypalił ślady szponiastych łap.
-I co udało Ci się załatwić?- spytał bard spoglądając Nyarli głęboko w oczy.
-Coś szybko się dogadaliście...- w głosie Gabriela, słychać było wątpliwości.
-Co sobie zażyczył w zamian?- spytała Wiktoria. Kapłanka Sune wiedziała, że istoty tego typu nie robią nic darmo. Ba! Nawet anielskie istoty życzyły sobie zapłaty za przysługi.

-Nyarla śmierdzieć tym plugastwem...- burknął Thog okrążając powoli czarownicę. Barbarzyńca miał jakiś szósty zmysł, który zastępował mu wiedzę, jaką Nyarla czy podobni jej magowie wyczytali w księgach. Thog mrużył oczy, zaś jego wzrok był przenikliwy i dociekliwy. Czarownica pierwszy raz spotkała się z takim spojrzeniem zielonoskórego, jak gdyby ten wyczuwał zmianę, jaka to kilka chwil temu zaszła w życiu Nyi.
-Złoto? Obiecałaś mu złoto?- wypytywał Armand jakby nie brał innego rodzaju zapłaty pod uwagę.
-E tam! Pewnie sprzedała czyjąś duszę...- zażartowała aasimarka nawet nie mając pojęcia ile prawdy w jej żarcie było. Nie tym się czarownica przejmowała. Ciągle intrygował ją podejrzliwy wzrok Ur'Thoga.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

pt paź 28, 2011 8:36 pm



Demon zniknął w takiej atmosferze, że Nyarli aż przeszły ciarki po plecach. Patrząc na swoje ostatnie dokonania, nie bywała nazbyt ostrożna. Teraz musiała zacząć, skoro jej dusza miała wylądował u balora po jej śmierci. Rozwiązanie najprostsze - nie umierać, nie ginąć, nie dopuścić do swojej śmierci. No, może nie najprostsze, ale jakby najskuteczniejsze. Reszta kompanii wypadła z domku, gdy tylko czart zniknął. Nya nawet nie zdążyła zastanowić się, co ma im w zasadzie powiedzieć, a już zasypali ją pytaniami.

- Jutro o północy przyniesie zbroję. - uśmiechnęła się, starając się, by wszystko brzmiało beztrosko i naturalnie - Nie zamierzałam się z nim zbytnio targować - odpowiedziała Gabrielowi.
Po prawdzie, to nie bardzo wiedziała, jak targować się z demonami i co mogłaby ofiarować. Złota nie mieli za dużo, a przedmioty, które posiadały, były jej bardzo potrzebne. Avariel wiedział, co spotyka duszę pozbawioną boskiej ochrony w zaświatach. Ciekawe, czy dusza przeznaczona czartowi miała jeszcze gorzej...

Jej uwagę przykuło zachowanie Ur'Thoga. On coś czuł, może nie do końca wiedział, ale czuł, że coś jest inaczej. Wzruszyła lekko ramionami.
- Duszę... Tak jakby. - przyznała Wiktorii, zaskakując ją powagą wobec jej żartu - Chciał duszę kogoś z Was. Ale się nie zgodziłam. - uśmiechnęła się ponownie - Dostanie duszę potężnego czarodzieja, kiedy już spotkamy odpowiedniego. - zełgała jak z nut.
Ciężko było im kłamać. A przynajmniej Gabrielowi. W życiu już wiele razy uciekała się do różnych sztuczek i kłamstewek, ale nie wobec męża.
- Jak już wykonam to zadanie, to to wrażenie zniknie... - zwróciła się do Ur'Thoga uspokajająco - Chodźmy spać. Jutro z rana ruszymy dalej.

Jak powiedziała, tak zrobili. Udali się do chatki i zjedli kolację. Nyarla była trochę nieobecna. Rozważała w głowie wszelkie możliwe plany wyciągnięcia duszy ze szponów balora. Wieczorna zawierucha szybko przeszła w silną burzę śnieżną. Konie na szczęście też miały swoje schronienie, więc nie musieli się o nie dodatkowo martwić. Zmęczeni po całym dniu podróży szybko zasnęli. Czarownica śniła o piekielnych czeluściach i kolejnych poziomach otchłani. Bądź co bądź wychodziło na to, że kiedyś tam wyląduje.

Poranek był mroźny, ale całkiem ładny. Blade słońce skrzyło się w połaciach naniesionego nocą śniegu. Grupka zjadła śniadanie, oporządziła konie i udała się w dalszą podróż. Tuż przed wyruszeniem Nyarla sprawiła, że obie chatki zniknęły i po obozowisku praktycznie nie było śladu. Dalsza podróż mijała spokojnie. Popołudniu zrobili postój na krótki posiłek i, nie zwlekając, ruszyli dalej. Nyarla zauważyła, że Demon jest niespokojny. Jakby i on wiedział, co zrobiła i jaką cenę zapłaciła za zbroję. Na szczęście kot nie mógł mówić, więc mogła być o niego spokojna. Priorytetem było zatrzymanie pozostałych w chatce, podczas kiedy będzie rozmawiała z czartem, tak by nikt nie poznał przypadkiem prawdy.

Wieczorem zatrzymali się na nocny postój. Kilka inkantacji później chatki znół stały obok siebie. Każdy zajął się swoim wierzchowcem. Konie były im bardzo potrzebne, a taki mróz również bardzo je męczył. Cała grupa udała się do swojej chatki, przygotować kolację. Nyarla wyczekiwała niecierpliwie północy. Chciała mieć już za sobą to spotkanie. Chciała też, żeby Gabriel miał już maksymalną ochronę, jaką mogła mu zapewnić. Czas zleciał szybko na rozmowach i opowiastkach. Gdy tylko nadeszła pora, Nya wstała od stołu, otulając się płaszczem.
- Poczekajcie tu, wrócę niebawem. - poprosiła i wyszła w mrok nocy.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

pn paź 31, 2011 10:41 am

Nyarla opuściła chatę czując na sobie spojrzenia każdego z kompanów. Milczeli. Nikt nie musiał mówić, że w razie potrzeby ma ich wołać. Dobrze o tym wiedziała, a oni mieli świadomość, że czarownica wie. Opuściła chatę, zakrywając się szczelnie przed doskwierającym chłodem. Idąc czuła smród siarki. Diabeł już tu gdzieś był. Dopiero po pokonaniu kilkudziesięciu metrów kobieta dostrzegła dziecko, samotnie stojące na wzniesieniu nieopodal. Pod jego nogami leżał zawinięty w szmaty pakunek. Nya czuła bijącą z tej strony moc magii. Domyślała się, że jest to zbroja jej ojca.
-Czekałem na Ciebie.- chłopiec rzucił wesołym tonem w stronę zaklinaczki. -Mam Ci to dać, ale najpierw musisz podpisać to... Swoją krwią.- dziecko wręczyło Nyarli zawinięty pergamin.

Nya ostrożnie rozwinęła kartę i przeczytała dokładnie treść. Była to zwykła umowa, w której czarownica obiecywała swoją duszę w zamian za przerobioną zbroję. Nie było mowy o żadnym oszustwie czy kruczku. Musiała podpisać. Sztyletem zraniła się w palec, a następnie zamoczyła w krwi końcówkę pióra, którym się podpisała na pergaminie. Dziecko zaśmiało się i wskazało skinieniem głowy zawiniętą zbroję.
-To jest to, na co czekasz.- rzekł chłopiec, po czym odebrał od kobiety z powrotem zwinięty w rulon pergamin i jak gdyby nigdy nic ruszył spacerowym tempem w stronę spowitego mrokiem lasku. Czarownica nie czuła szczególnej aury magicznej bijącej od młodzieńca, jednak miała świadomość iż jest to istota pewnie wcale nie słabsza od niej, skoro jest posłańcem potężnego czarta.

Stojąc tak chwilę i odprowadzając wzrokiem malca poczuła jak coś mokrego wylądowało na jej policzku. Gdy uniosła wzrok dostrzegła miliony malutkich płatków śniegu, które opadały bezwładnie z chmur wprost na nią i otaczającą ją przyrodę. Było to o tyle piękne zjawisko, że chwilowo zastępowało porywisty wiatr, czy solidne opady deszczu. Czarownica wzięła głęboki wdech, podniosła wcale nie tak ciężką zbroję, a następnie ruszyła z powrotem do magicznej chaty.
Kompani oczekiwali jej z niecierpliwością. W zasadzie tylko sam Armand był zainteresowany zbroją bardziej niż samą Nyą, jednak dość skutecznie to ukrywał. Kobieta nie pozwoliła mu czekać. Zaraz po wejściu położyła zbroję na ziemi i rozwinęła ją z otaczających ją szmat.

Zbroja autentycznie zmieniła się nieco. Jej kolor przypominał teraz bardziej mosiężny niż złoty. Na jej tylnej części znajdowały się niewielkie szczeliny, przez które elf mógł włożyć swe skrzydła. Zakładanie zbroi pewnie będzie wymagało poświęcenia większej ilości czasu, jednak dawało to elfowi z całą pewnością znacznie więcej ochrony niż jakikolwiek pierścień czy zaklęcie.
We wewnętrznej stronie napierśnika znajdował się niewielki napis w języku piekielnym, który Armand i Wiktoria zidentyfikowali jako słowo Vistu'rea. Ani aasimarka ani trubadur nie wiedzieli, co znaczy to słowo, jednak zdawało się to być mało ważne. Gabriel w końcu miał zbroję i mogli skupić się na swoim zadaniu.
-To był długi dzień. Chodźmy spać. Rano trzeba ruszać...- rzuciła Wiktoria i cała grupa ułożyła się do snu.

17 dzień Pełni zimy 1373 roku Rachuby Dolin


-To tu! Widzicie?- Armand musiał krzyczeć, by towarzysze usłyszeli go przez ogłuszająco głośny wiatr, który nie raz uprzykrzał im podróż. Był strasznie chłodny. Towarzysze musieli zasłaniać sobie twarze. Często dodatkowym utrudnieniem był śnieg, który wraz z wiatrem zatrzymywał ich na kilkugodzinne postoje. Jedynie obyty z naturą Thog radził sobie całkiem dobrze z przeciwnościami natury.
Krasnoludzka warownia majaczyła w oddali, na zboczu skalnej półki. Wyglądało to dość majestatycznie i zarazem groźnie. Dostanie się na tę budowlę wymagało z całą pewnością niemałego wysiłki.
-Wejście znajdowało się gdzieś u podnóża wzgórza! Ale teraz pewnie jest całe śniegiem zasypane!- krzyczał bard wskazując palcem kierunek ich wędrówki -Trzeba będzie znaleźć inny sposób żeby się tam dostać!- krzyknął raz jeszcze. Czarne chmury rozciągające się po niebie nie wróżyły poprawy pogody a jedyne na co mogli liczyć, to to, że nie spadnie śnieg w ciągu najbliższych godzin.

Obrazek
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

wt lis 15, 2011 12:15 am



Nie spodziewała się, że czart stawi się osobiście na spotkanie. Ale nie spodziewała się też, że posłańcem będzie dziecko. Pozory potrafiły mylić i być może ktoś mniej doświadczony mógłby wyciągnąć błędne wnioski. Nya jednak wiedziała, że nawet z kimś takim nie powinna zadzierać. Równie dobrze mógł być potężniejszy niż ona. Nie zamierzała oszukiwać, zbyt zależało jej na życiu Gabriela. Umowę przeczytała dokładnie, by nie pogorszyć przypadkiem, i tak kiepskiej już, sytuacji. Podpisała pakt krwią i odprowadziła posłańca wzrokiem.

Czarownica przez chwilę spoglądała w niebo, obserwując opadający leniwie śnieg. Była to miła odmiana od ostatnio dokuczającej aury. Nyarla zabrała zbroję i zaniosła do chatki. Wchodząc, uśmiechnęła się uspokajająco do towarzyszy, by pokazać, że wszystko jest w porządku. Nie było, ale dziewczyna potrafiła robić odpowiednie wrażenie bez większego wysiłku.
- Cóż, może nie jest już tak ładna... Ale będzie chronić jak trzeba. - podsumowała - Vistu'rea?Sprawdzimy to kiedyś... Choć może lepiej nie znać odpowiedzi na niektóre pytania.
Po krótkich oględzinach wszyscy zgodzili się z Wiktorią i udali do łóżek.

***


Pogoda pogarszała się z każdym kolejnym dniem. Według Armanda w końcu dobrnęli do celu. Kiedy dotarli na miejsce, musieli do siebie krzyczeć, by w ogóle móc się porozumiewać. Zapewne w porze roku lepiej nadającej się na podróż przemierzyliby tę samą trasę w czasie co najmniej dwa razy krótszym. Całe szczęście, że jak na razie nikt się jeszcze nie pochorował. Prawdopodobnie z przeziębieniami Wiktoria poradziłaby sobie szybko i sprawnie, ale jednak było to dodatkowe wymęczenie organizmu.

Gdyby nie uparta pogoda, przez którą zwały śniegu stale i regularnie się powiększały, to zasypane wejście nie byłoby problemem. Z zamarzniętą rzeką już kiedyś sobie poradzili, to i z zaspami daliby radę. W tych warunkach nie miało to chyba jednak zbytniego sensu, zwłaszcza że nie wiedzieli dokładnie, gdzie wejścia szukać.
- W takim wietrze latać też będzie ciężko! - odpowiedziała, również podnosząc głos - Konie mogą mieć problem z wejściem wyżej! Trzeba się tu rozejrzeć i poszukać jakiegoś przejścia. Przecież muszą stamtąd jakoś wychodzić...! - odkaszlnęła, bo zimne powietrze wdzierało się jej do gardła - Nie przeteleportuję nas do środka, bo nigdy tam nie byłam i może to być zbyt niebezpieczne! - otuliła się szczelniej płaszczem - Pojedziemy bliżej! Wiki i Armand zostaną ze zwierzętami! Gabriel, Thog i ja rozejrzymy się w okolicy i sprawdzimy, czy damy radę dostać się jakoś do środka!
Nie było co dyskutować ani stać i marznąć. Wszyscy zaakceptowali plan i ruszyli dalej ku warowni.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

czw lut 23, 2012 9:47 pm

Nikt nie zgłaszał sprzeciwu, gdy Nyarla ogłosiła swój plan. Kompani podzielili się na dwie grupki. Mający się ku sobie Wiki i Armand pozostali przy wierzchowcach, pilnując by zwierzęta były spokojne i nic im się nie stało. Wszak konie były idealnym pożywieniem dla wygłodniałych wilków, które przez ogrom śniegu mogły mieć problem z znalezieniem sobie pokarmu. Wilki mogły być najmniejszym problemem, w tych regionach różnorakie potwory były normalnością niemal na każdym kroku, choć pewnie większość bestii opuściło te regiony ze względu na nienaturalną pogodę, która zaburzała naturalną kolej rzeczy.
-Przecież to niemożliwe!- krzyknął elf wzruszając ramionami. Jego skrzydła sprawiały ogromne trudności w poruszaniu się. Co chwila silny wiatr sprawiał iż musiał się pochylać, by nie został przewrócony, albo nawet porwany.

-Wejście być na pewno, Thog nie znać zamki dobrze, ale wiedzieć, że wąskie ścieżki prowadzić do nich, żeby właściciel móc uciec tajna droga!- z całej trójki to półork znał się najlepiej na przemieszczaniu się z dala od miast i cywilizacji.
-To bezsensowne tracenie sił...- krzyknął elf, jednak zamilknął spoglądając gdzieś w dal.
-Co widzieć?- spytał półork. Zmysł wzroku zielonoskórego i smoczej córy były dość mocno upośledzone w takiej zawierusze śnieżnej.
-Ktoś tam jest. Samotnie. Wygląda jakby czegoś szukał.- wyjaśnił wskazując palcem w dal, na dnie wąwozu, gdzie i oni się znajdowali.
-Podejść bliżej?- spytał Thog.
-Nie mamy nic do stracenia. I tak musimy jakoś znaleźć tę drogę.- odrzekł elf.

Kompania ruszyła ostrożnie w stronę tajemniczego osobnika. Byli gotowi do ewentualnej walki. Jak zresztą ciągle. Mógł to być wysłannik demonów, ale i cała rzesza innych wrogów grupki. Kiedy zbliżyli się na odległość około stu stóp, samotny wędrowiec w końcu stał się widoczny dla czarownicy i barbarzyńcy. Osobnik nie miał przy sobie broni. Był mocno opatulony białym futrem, które jeszcze bardziej utrudniało dostrzeżenie go. Przez wąską szczelinę w kapturze, można było dostrzec błękitno szarą twarz. Osobnik zbliżał się powoli, spokojnie, jakby nie miał złych zamiarów, albo był niezwykle pewny siebie. Dopiero, kiedy trójka stanęła ledwie dwa metry od wędrowca okazało się, że jest to kobieta. Planokrwista, co określał kolor skóry oraz dziwne znamiona na policzkach w kształcie delikatnych rysów fal.

-Witajcie podróżnicy! Te regiony są bardzo niebezpieczne! Zagubiliście się?- spytała niewiasta -Nazywam się Youri.- dodała na koniec. Miała przyjemny melodyjny głos, który kusił nawet zagłuszany silnym wiatrem.
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

sob lut 25, 2012 12:45 pm



W tak intensywnej nawałnicy śnieżnej naprawdę ciężko było się poruszać. Samo podejście bliżej warowni kosztowałoby ich wiele czasu i energii, a co dopiero kręcenie się u stóp budowli w poszukiwaniu wejścia. Zresztą równie dobrze mogło znajdować się gdzieś wyżej, a prowadzić do niego mogła jakaś ekstremalnie wąska i kręta ścieżka, którą w życiu nie byliby w stanie przejść, o ile w ogóle by ją zauważyli. Innego wyjścia jednak nie było i musieli spróbować. Czarownica miała dziwne przeczucie, że w środku uda im się rozwiązać problem dziwnej pogody.

Gdy Gabriel dostrzegł obcą osobę w pobliżu, Nya od razu przygotowała się do walki, przywołując w głowie różne zaklęcia. To mogło wydawać się nieco paranoidalne. Jednak jako smocza córka, potężna czarownica, służka bogini piękna, żona avariela, znajoma Czarnokija, która za towarzyszy miała niebiańskiego couatla i archanioła Błyszczącej Twierdzy, mogła wezwać mitycznego niebiańskiego lwa, miała przysługę u illithidów i wiedziała, gdzie może być ojciec wyvern, dodatkowo na pieńku miała z Kultem Smoka, demonami, a jej dusza należała do czarta... Tak. Nyarla miała pełne prawo być nieco paranoiczna.

Gdy podeszli bliżej i mogli już dobrze przyjrzeć się kobiecie, wcale nie poczuła się pewniej w jej obecności. W mniemaniu Nyarli jednak grupka zmarzniętych, zmęczonych wędrowców wyglądała w tej scenerii bardziej na miejscu niż pojedyncza planokrwista, która wydawała się nie być specjalnie zmartwiona tym, co działo się dookoła. Smocza córka była jednak świadoma, że może się mylić w swojej ocenie, więc nie zamierzała zrażać do siebie nieznajomej opryskliwością czy otwarcie okazywaną nieufnością.
- Witaj Youri! - starała się przekrzyczeć wiatr - To Gabriel i Ur'Thog, ja jestem Nyarla. Nie zgubiliśmy się! Chcieliśmy dzisiaj zajść dalej, ale pogoda jest niemożliwa! - czarownica nie zamierzała wspominać o wierzchowcach ani o pozostałych towarzyszach. Ot, na wszelki wypadek.
- Myśleliśmy, że może uda nam się dostać do zamku i poprosić gospodarzy o nocleg! A Ty co tu robisz samotnie? Też poszukujesz jakiegoś bezpiecznego miejsca?
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

sob lut 25, 2012 3:03 pm

-Zapomnijcie!- krzyknęła -Ten zamek jest opanowany przez jakieś złowrogie siły, które sprowadzając na okolice tę nienaturalną pogodę!- dodała -Jestem wysłanniczkom druidzkiej społeczności Synów Silvanusa. Żyjemy w zgodzie z naturą! Jemy, co da nam przyroda, mieszkamy w naturalnych kryjówkach i pragniemy tylko harmonii!- wyjaśniała genasi -Te nieustanne burze niszczą nasz spokój. Zwierzęta padają a rośliny dawno temu obumarły. Zwały śniegu i silny wiatr pozbawi życia całej tej krainy! Starszyzna naszej społeczności uważa, że to tutaj właśnie znajduje się powód dziwaczenia pogody. Mam to sprawdzić jeśli będzie to możliwe.- dodała. Kompani spojrzeli po sobie nawzajem. Jak się szybko okazało, sprawa łączyła grupkę i druidkę. Gabriel spojrzał na ukochaną i skinął jej głową jakby uznał, ze nadszedł czas by wyjawić swoje prawdziwe powody błądzenia po dnie wąwozu nad którym znajdowało się opuszczone (choć nie do końca) zamczysko.

-Nocleg tutaj nas nie interesuje. Też chcemy sprawdzić, co jest powodem kaprysów pogody!- oznajmił elf. Genasi spojrzała zdziwiona na niego -To długa historia. Nie powiedzieliśmy Ci od razu, bo nigdy nie wiadomo na kogo się natrafi przypadkiem. Nie wiedzieliśmy, czy nie jesteś wplątana w to co dzieje się na zamku!- krzyki przerwał głośny piorun, który uderzył gdzieś niedaleko zamku.
-Wiki i Armand...- burknął półork, zwracając uwagę Nyarli i jej męża na pozostałych przy zwierzętach.
-Niedaleko czeka jeszcze dwójka naszych kompanów pilnujących koni. Wiesz, gdzie jest wejście do zamku?- spytał elf. Genasi pokiwała głową na znak, że wie.

-Wąska i stroma ścieżka po uboczu wąwozu, tyle tylko że widziałam ją jak jeszcze okolica nie była zasypana śniegiem...- wyjaśniła.
-Jak rozpoznać?- spytał półork.
-Nad szczeliną w skale, która prowadziła do ścieżki znajdowała się ogromna półka skalna. Tyle tylko, że przez tę zamieć jej nie dostrzeżemy! A nawet jeśli widoczność byłaby większa, to pewnie cała półka jest zasypana śniegiem i nie sposób będzie jej dostrzec!- wzruszyła ramionami.
-Więc jesteśmy w punkcie wyjścia...- zauważył elf.
-Niekoniecznie. Idźcie po swych przyjaciół a ja postaram się zrobić coś co nam pomoże!-
 
Awatar użytkownika
Amanea
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1629
Rejestracja: wt sty 05, 2010 1:31 pm

Re: Jestem legendą [D&D 3,5ed. FR] sesja solowa

śr lut 29, 2012 4:46 pm


Kobiecie kamień spadł z serca, gdy okazało się, ze Youri jest druidką z okolicy. Genasi wzbudzała zaufanie i Nya nie miała powodów, by pozostać podejrzliwą. Rozluźniła się nieznacznie, przynajmniej psychicznie. Skinęła lekko na słowa Gabriela. Takie przekrzykiwanie się w wichurze musiało wyglądać strasznie głupio, ale czarownica nie dysponowała nawet zaklęciem, które mogłoby chociaż wyciszyć najbliższą okolicę, aby mogli spokojnie porozmawiać.
- Przed nami jeszcze długa droga, a nie damy rady podróżować w takiej zamieci! - zaczynało ją boleć gardło od stałych krzyków - Chętnie pomożemy Ci w środku, jeśli będziesz w stanie nas tam zaprowadzić!

Zgodnie z poleceniem druidki, zaczęli przedzierać się na powrót w stronę, gdzie zostawili Wiki i Armanda. Ślad, który zostawili za sobą, zmierzając w stronę zamku, był jeszcze widoczny, choć słabo. Porywisty wiatr zdążył już zatrzeć je nieco, ale towarzysze w końcu dotarli do celu bez zbędnego kluczenia.
- Chyba uda nam się dostać do zamku! Pomoże nam druidka, Youri! Chodźmy! Im szybciej wejdziemy do środka, tym szybciej może poradzimy coś na tę pogodę.

Córka smoka zastanawiała się, co zastaną w twierdzy. Ostatecznie uznała, że za spotkanie genasi w takiej sytuacji może tylko dziękować Sune. Druidka znała okolicę, mogła pomóc z wejściem do środka, zapewne potrafiła też walczyć, a do tego wiedziała, jak radzić sobie z naturą i być może jej towarzystwo pozwoli uniknąć jakiegoś głupiego błędu... Choć odległość do przebycia nie była duża, czas wlókł się niemiłosiernie pośród białego szaleństwa. W końcu wszyscy zebrali się w jednym miejscu.
- Jeśli trzeba Ci jakoś pomóc, moja magia jest do dyspozycji! - podeszła bliżej do genasi.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości