Zrodzony z fantastyki

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 14
 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

wt mar 12, 2013 5:18 pm





Adelajda wraz z świtą
Wiosenna ciepła pogoda zdawała się sprzyjać podróżą. Spora grupa podróżnych samą swą liczebnością i wyglądem odztraszała grasujących na gościńcach drapieżników. Mimo to, raz lub dwa byliście celem lokalnych bandytów. Tak blisko granicy z Vaasa nie było to niczym nadzwyczajnym. Krótkie potyczki urozmaiciły poniekąd nudną podróż, ale nie były wyzwaniem dla tak wprawionych w boju poszukiwaczy przygód.
Po kilku dniach na trakcie, kapitan gwardii zatrzymał kolumnę i podjechał na swym bojowym rumaku do Lady Adelajdy. - Szlachetna pani, pozwól bym powitał cię na twych sieniach. Właśnie przekroczyliśmy granicę Greycastle. - oznajmił.
W powietrzu unosił się zapach świerków, słońce świeciło a las wokół mienił się niezliczonymi odcieniami zieleni. W koronach drzew śpiewały wesoło ptaki. Gdzieś między drzewami w oddali, wyglądał nieśmiało jeleń. Był to wręcz cudowny wiosenny dzień.
Ogarnięci dobrym nastrojem pogalopowaliście na przód. Do miasteczka było jeszcze kilka dni drogi, ale Sir Locley zaproponował, by odwiedzić pobliską wieś. Gdy wyjechaliście z lasu, waszym oczom ukazały się zielone łąki, przez które ciągnęło się kilka strumyków. Trakt ciągnął dalej, i potem zakręcał do otoczonej ostrokołem wsi. nie zamierzaliście jednak nadkładać drogi, zatem ruszyliście galopem na przełaj przez łąki i świeżo zasiane pola.
Gdy dojechaliście nieco bliżej, powitało was radosne bicie dzwona, oraz machający z pól i palisady wieśniacy. Osada nie była duża, ale dobrze utrzymana. Przywitał was starszy mężczyzna, przedstawiający się jako sołtys tej skromnej wioski. Z wielką dumą oznajmił, iż znów udało im się zasiać pola, i że ma nadzieję, że w tym roku jego ziomkowie nie będą musieli głodować. Ostatnich plonów nie udało im się zebrać, a to, co mieli w większości poszło na dziesięcinę. Mimo tych gorzkich w brzmieniu słów, mężczyzna zdawał się być bardzo przyjazdy i wręcz radosny. Ludzie zerkali na nową panią Greycastle z sporą dozą nadziei. Ostatnie lata musiały być rzeczywiście trudne dla nich.
Grupka wychudzonych dzieci, głównie chłopcy i dziewczynki w wieku od 4 do 9 latek, przyniosły ich nowej Lady wiązanki i wieńce z polnych kwiatów. Gdy Adelajda im się przyjrzała nieco bliżej, dostrzegła wyraźne ślady niedożywienia. Podobni większość dorosłych widocznie cierpiała głód tej zimy.
Sołtys zaprosił Lady i jej świtę pod swój dach. A przynajmniej kilkoro. Chata była duża, przystosowana do spotkań starszyzny, ale nie była dość duża, by pomieścić przy stole wszystkich. Gdy kobiety ze wsi zaczęły nakrywać do stołu, stawiając stary chleb, nieco mięsa, kilka królików w miodzie i piwo własnego wyrobu, sołtys namiętnie przepraszał za to, iż nie mogą zaoferować więcej. Poczytywał sobie za hańbę, że jedynie takim skromy poczęstunkiem może przywitać swą panią. Równocześnie jednak, nalegał, by strudzeni podróżą spożyli z nim posiłek.
W osadzie spędziliście resztę dnia. Oporządzając konie i odpoczywając po ciężkiej drodze. znalazło się nawet nieco ciepłej wody, jeśli ktoś pragnął zmyć z siebie pył i kurz drogi, względnie zapach konia i potu.
Pod wieczór wieśniacy urządzili mały festyn. Płonęły ogniska, w powietrzu unosiła się skoczna lokalna muzyka, a młode dziewczyny wabiły swymi urokami, wirując spódnicami w tańcu.
Jak kol wiek uroczo tu nie było, ta wieś nie była waszym celem. Ruszyliście zatem skoro świt w dalszą drogę.

Po kilku krótkich dniach dostrzegliście miejskie mury. Z daleka widać było wierze trzech świątyń, najwyższych budynków w mieścinie. Wprawne oko wychwyciło od razu, iż miejscowi zaniechali podstawowych wymogów obronności. Z zachodu i północy bór podszedł już niemal pod same mury. A w każdym bądź razie dużo za blisko. Od wschodu rozciągały się łąki.
Na południe od miasteczka, w zasięgu wzroku z miejskich murów rozciągało się rozległe i głębokie jezioro. Jednak po jego gładkiej powierzchni nie pływały ani łódki ani stateczki. Duża przystań już z odległości zdradzała ślady porzucenia. Niemalże całkowicie pochwycona przez naturę i oplątana licznymi ostrokrzewami.
Waszą uwagę przykuły jednak unoszące się nad centralną częścią miasta smużki dymu. Za małe na pożar miasta, ale zdecydowanie za gęste na dym z kominów.
Gdy podjechaliście bliżej, do waszych uszu dobiegła wrzawa licznego tłumu. najwidoczniej coś działo się na placu centralnym, A ciarki na waszym karku wskazywały, że nie było to nic dobrego.
Pognaliście wierzchowce i pogalopowaliście wąskimi uliczkami. Żelazne podkowy dudniły na brukowanych uliczkach sypiąc czasem iskrami.
W pobliżu centralnego placu, tłum był tak gęsty, że musieliście zwolnić. Wystarczyło jednak kilka wykrzyczanych gróźb by mieszczanie powoli poczęli ustępować wam z drogi.
Tam, w końcu dostrzegliście co się dzieje. Przed świątynią Mystry powstało podwyższenie, na którym wzniesiono trzy stosy. Dwa z nich ogień już całkowicie pochłonął, trzeciego dopiero poczęły lizać płomienie. Jakaś naga sylwetka rozpaczliwie szamotała się z łańcuchami, którymi została przytwierdzona do słupa.
Na podwyższeniu stał odziany w śnieżną biel kapłan. Miał obie dłonie uniesione ku niebu. Oczy zdawały mu płonąć białym ogniem. A jego głos niósł się nad tłumem niczym grom.
Pod podwyższeniem stał szereg odzianych w białe płytowe zbroje rycerzy z zakonu białego płomienia.
Grupka miejskich gwardzistów blokowała dojście tłuszczy do podestu, odgradzając tym samym ludność od zakonników.
Dostrzegliście też na prawo od podestu większe skupienie miejskich gwardzistów otaczających szczelnym kordonem jakiegoś grubaska spoczywającego na miękkich poduszkach w niesionej przez czterech tragarzy lektyce.

To z pewnością był seneszal Mirmond, o którym opowiadał wam już Sir Locley. Rycerz nie darzył seneszala szacunkiem, i choć był powściągliwy w słowach, nie był w stanie ukryć swej odrazy do tego człowieka. niemniej, wedle słów Sir Locleya to właśnie seneszal Mirmond sprawował władzę w mieście i pośrednio w całym lennie.

***

Na bagnach

Wysepka wśród bagien, na której się znaleźliście miała może 10 na 10 metrów. Z każdej strony otaczały ją mokradła. Tam gdzie szliście woda i szlam sięgały jedynie do pasa, czasem tylko do kolan. Głębsze miejsca obchodziliście, często nadkładając drogi. Wszędzie czuć było odór gnijącej roślinności i oślizgłego mułu. Było parno i bardzo wilgotno. Chmura owadów próbowała was najwidoczniej zjeść żywcem. Zdawało się, że zebrały się tu na ucztę wszystkie komary w promieniu wielu mil. Na dodatek wszędzie unosiła się gęsta mgła, ograniczając widoczność do kilku metrów.
Na wysepce stała tylko jedna niska chatka. Całkowicie zbutwiała i obrośnięta mchem i porostami. Widzieliście też przegniłą łódkę na brzegu. Jednak gdy podeszliście bliżej, drewno okazało się tak zbutwiałe, iż rozpadało się przy lekkim nacisku. Ta łódź już nigdzie nie popłynie.
Oprócz was na wyspie stało sześcioro rycerzy w przerdzewiałych zbrojach. A bijący od nich odór śmierci nie pozostawiał wiele domysłów co do ich natury.
Do środka chatki zaprosiła was młoda dziewczyna o kruczo czarnych włosach i fioletowych, bijących życiem, oczach. Miała Mleczno białą delikatną cerę i odziana była w krótką jedwabną sukienkę z czarnego jedwabiu. Jej bose stopy były ubłocone aż po uda.
W środku czuć było woń pleśni i... spalonej skóry. Izba pogrążona była w mroku, lecz spod jednej ze ścian dobiegał was cichy jęk i charczący oddech, przekształcający się w coś co można było określić mianem świstu.
Gdy podeszliście bliżej, dostrzegliście leżącą na spleśniałym sienniku postać. Z grubsza przypominało to człowieka. Jednak jakby skurczonego i potwornie poparzonego. Skóra zamieniła się w chrupką dobrze spieczoną skorupę. Mięso niemalże całkowicie zwęglone a dłonie wypalone aż do białej kości. Mała, jakby skurczona głowa sterczała bezwładnie na pomarszczonej szyji. Tam gdzie niegdyś były oczy, teraz ziały jedynie dwie czarne dziury, z których jątrzyła się gęsta mleczna ropa. Brakowało również nosa, uszu i jakichkolwiek włosów. Wygięte w straszliwym grymasie usta odsłaniały żółte zęby. Ślina bezwładnie toczyła się z lewego kącika ust.
Gdy truchło was wyczuło poruszyło się, co wyglądało jakby dostało drgawek. Spalona skóra pękła w wielu miejscach, a z powstałych ran wypłynęła gęsta czarna krew.
Żałosny stwór rozwarł szczęki jakby chciał coś powiedzieć. Jego pozbawione warg usta wyszczerzyły się w groteskowym uśmiechu, szczerząc żółte zęby. Jednak z gardła wydobył się jedynie rozpaczliwy klekot, przypominający zarzynane zwierze.
Pięści spalonych rąk zacisnęły się, krusząc resztki spieczonego mięsa, które odpadło płatami od białych kości.
Wszystkiemu temu towarzyszył ohydny odór spalonego ludzkiego mięsa.
- Mój pan jest w bardzo złym stanie. - przemówiła fioletowo oka dziewczyna. Stwierdzając oczywisty fakt bezbarwnym głosem.
- Nie jest w stanie w tym miejscu przemówić do was, ale więzi przykuwające mnie do jego jestestwa są na tyle silne, bym nadal słyszała jego bolesny krzyk... - dziewczyna odwróciła twarz od swego boga. Woląc spoglądać na was. Była niska, musiała za tem spoglądać w górę, jeśli chciała patrzeć wam w oczy.
- Lathander dopuścił się straszliwej zdrady. - kontynuowała po chwili. - Pragnie ogłosić się bogiem nad bogami i odtworzyć panteon na swój wzór. I uczynił w tym kierunku już poważne kroki. Zginęło co najmniej trzech bogów a ich moc w dużej mierze pochłonął pan poranka. Jednak jego zwycięstwo nie było całkowite. Ktoś błysną ostrzem w ciemnościach i wyrwał część mocy Azutha z chciwych szponów lathandera. A mój pan użył pochwyconej przez siebie cząstki Mystry i samego Lathandera by uciec przed zagładą. Jednak, owa moc jest inna... nie był w stanie jej utrzymać. Wyślizgnęła się mu z rąk. Jest gdzieś w pobliżu, ale mój pan nie śmie opuścić tego miejsca by podjąć poszukiwania. Jedynie tu jest bezpieczny przed mściwym wzrokiem Lathandera. Choć z pewnością nie na długo. Słudzy pana poranka już wyruszyli by odnaleźć mego władcę.

Jakby na potwierdzenie słów dziewczyny niebo przeszył straszliwy ryk. Gdy wybiegliście z chatki ujrzeliście wielkiego złotego smoka uderzającego skórzastymi skrzydłami wysoko nad wami. Odkrył strefę martwej magi, co go rozwścieczyło. Z jego paszczy wystrzelił snop smoczego ognia, rozświetlając niebo. Ogień uderzył z potężnym hukiem w ziemię, jakieś 200m na wschód od was. Mimo to poczuliście wstrząs. Smok ryknął znów oddalając się od was. Kolejne smugi ognia przeszyły niebo uderzając w bagna, wzbijając kłęby pary ku niebu. Lecz tam gdzie snop ognia natrafił na strefę martwej magi znikał, jakby przemienił się w niegroźny powiew powietrza.
- Nie widzi nas. - oznajmiła fioletowo oka dziewczyna. - Bez magi nie jest w stanie przebić się wzrokiem przez mgły, i nie śmie zejść niżej, by zbadać teren dokładniej. Za pewne nie ma pewności czy w ogóle tu jesteśmy.
I rzeczywiście, smok zatoczył jeszcze jedno koło, plując swym smoczym ogniem w dół, jakby próbował wystraszyć królika z jego ukrycia, a potem odleciał. Uprzednio jednak zbliżył się na tyle, byście dostrzegli na jego grzbiecie odzianą w biel postać. Gad pozostał jednak za daleko, byście byli w stanie dostrzec coś więcej.
 
Altaris
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1175
Rejestracja: ndz paź 05, 2008 4:24 pm

Re: [DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

wt mar 12, 2013 6:27 pm

Xaemar

Na wspomnienie bitwy w niebiosach młody gith skrzywił się znacząco. Nie bolało go ciało - to zdążyło się już samo zregenerować, ale zraniona duma potrzebowała jeszcze dużo czasu...
Gdy nad nimi zaczął szybować smok, na chwilę odpłynął
~Smok... I to tak wielki, to by była zdobycz... Szkoda że nie wylądował... - dziwne myśli jak na śmiertelnika, który normalnie powinien być przerażony, ale zmutowany githzerai nie wiedział co to strach. Ale po chwili zasępił się. ~Jeśli dziewczyna ma rację, to na jego grzebiecie musiał być jeden z Białych Płaszczy, lathanderyci nie próżnują...
-I co teraz? Jaka nasza w tym rola? - zwrócił się do dziewczyny która go tu przyprowadziła, potrzebował odpowiedzi. Zwłaszcza jeśli wojna bogów przeniosła się z niebios na Faerun.
Dziewczyna spojrzała się na smukłą, dziką, niby kamienną postać, zamrugała jakby dopiero teraz go ujrzała.
- Każdy z was jest powiązany z bogiem będącym w opozycji do nowego porządku Lathandera. Mój pan nie będzie was do niczego zmuszał, a ja nie posiadam takiej mocy. jednak liczymy na waszą pomoc. Musimy odnaleźć zaginiony fragment boskiej mocy i musimy memu panu zapewnić inną kryjówkę. Tu nie może zostać długo.
Xaemar zignorował reakcję dziewczyny na swój wygląd, przywykł do tego.
-I jest ona gdzieś na tych bagnach, tak? - chciał się upewnić - Tylko gdzie my właściwie jesteśmy? Który to kraj, czy prowincja?
-Nie, tu jej nie ma. Jest w tamtym kierunku. - Dziewczyna uniosła swe smukłe ramie i wskazała gdzieś na połódniowy zachód, gdzie w oddali majaczyły białe szczyty gór, choć teraz zasłonięte przed wzrokiem welonem z nieprzeniknionej mgły.
-Jesteśmy w hrabstwie Greycastle w Damar . Na pograniczu z Vaasa. I nie trafiliśmy tu przypadkiem. - oznajmiła oplatając się swymi ramionami. Dziewczyna widocznie nie czuła się swojo w towarzystwie w jakim przyszło jej przebywać.
-Greycastle, to lepiej być nie mogło. - powiedział bez cienia sarkazmu - Panią tych ziem jest od niedawna moja przyjaciółka. Myślę że powinna w najbliższym czasie dotrzeć do zamku, sądzę że będziemy mogli się u niej schronić. Bagna są chyba na granicy wschodniej... Czyli powinniśmy ruszyć na zachód, ku części centralnej, tam jest miasteczko które można uznać za stolicę. - mówił w zamyśleniu starając się przypomnieć sobie co mówiła mu Adelajda zanim ruszył w podróż, by mógł znaleźć drogę wracając do niej.
 
Awatar użytkownika
Zaalaos
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 878
Rejestracja: sob sty 19, 2008 1:07 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

wt mar 12, 2013 8:03 pm

Vargo Shadesoul

Po czasie zdającym się wiecznością, asasyn podniósł się z płytkiej, bagnistej wody. W czasie który zajęło mu zaleczenie ran miał nad czym myśleć. Wojna bogów... Tak, to było jedyne w swoim rodzaju wydarzenie, lecz poniósł porażkę. Po walce trwającej wieczność został pokonany przez grupę zwykłych niebian, ale jakimś cudem przetrwał. Skrzydlaci widać nie znali się na fizjonomii śmiertelników, albo nie mieli czasu go dobić. Przynajmniej przeżył i wciąż ma możliwość doskonalenia się. Pewnego dnia zemści się na niebianach za porażkę która go spotkała.

Zaproszony przez fioletowooką Vargo wszedł do chatki. Dla was zdał się być ciemniejszą plamą na otaczającym was i tak już ciemnym tle. Dopiero dokładniejsze przyjrzenie się ujawniało jego wygląd. A nie był on przyjemny. Krucze, postrzępione skrzydła, służyły mu za wierzchnie okrycie, jak i płaszcz, zęby wyglądały jak wyciągnięte wprost z wilczej paszczy, natomiast palce zakończone były ostrymi szponami. Waszej uwadze nie umknęła ich brunatna, sugerująca długotrwały kontakt z krwią, barwa. Jasna skóra poznaczona była żyłami, miejscami o ogniście czerwonym, gdzie indziej w ciemno niebieskim, niemal czarnym kolorze. Splątane włosy okalały jego twarz. Do tego sponiewierana skórzana zbroja, dwa krótkie, poszczerbione krótkie miecze i kilka drobiazgów. Ale najgorsze były oczy. Jedno o lodowato błękitne, drugie natomiast miało kolor piekielnego ognia. W tych oczach kryło się szaleństwo.

Spokojnie wysłuchał wymiany zdań między Githem, a boską służką.
- Zrobię o co prosisz. - powiedział lakonicznie do sponiewieranego boga. W końcu miał okazję na zdobycie odrobiny boskiej mocy, a przy okazji wywiąże się z długu który zaciągnął.
 
Awatar użytkownika
Dark_Archon_
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 692
Rejestracja: sob gru 29, 2007 2:29 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

wt mar 12, 2013 10:40 pm

Avius Telvayn

A więc kanclerz to przewidział. Już przed laty przewidział nadchodzące zmiany i wysłał go by mieć oko na jedyną, jak widać, prawowitą dziedziczkę. Teraz ruszali do tej nieznanej w zasadzie krainy, aby mogła objąć tam rządy. Ciekawe zrządzenie losu...

Podróż była długa i dość męcząca dla tych, którzy nie mieli okazji żyć w ciągłej podróży z miejsca na miejsce. Obyła się bez większych przygód, jeśli nie liczyć kilku prób napadu, lecz ci bandyci byli pewnie bardziej zaskoczeni, kiedy orientowali się, kogo zaatakowali. Lenno pani Adelajdy nie sprawiało wrażenia krainy mlekiem i miodem płynącej. Wręcz przeciwnie, panujący nieurodzaj był wszędzie widoczny, tak jak i niedożywienie wśród chłopów. Nowa suwerenka będzie miała tu sporo pracy. Tak jak ktoś strzegący jej pleców.

Dojeżdżali już do celu, kiedy zobaczyli gęsty dym unoszący się nad miastem. Coś było nie w porządku. Wnet pogalopowali przez ulice by zatrzymać się w zebranej na ulicach tłuszczy, lecz eskortujący ich rycerze utorowali im drogę i popędzili dalej, aż na główny plac. Scena jaką zastali była... dziwna. I makabryczna. Tłum gapiów zebrany był wokół podwyższenia, na którym wśród tańczących płomieni stały trzy stosy. Na jednym z nich wiła się wciąż jedna postać, krzycząc nieludzko z bólu. Barbarzyństwo. Śmierć w płomieniach była chyba najbardziej bolesną, jaką można było sobie wyobrazić. I osoba wydająca wyrok musiała o tym wiedzieć. Avius podał bez słowa wodze najbliższemu rycerzowi i prędko zeskoczył z konia. Jeszcze w czasie jazdy ulicami rzucił z zaklęcie wyostrzające jego percepcję wszelkich prób korzystania z magii. Ciemnowłosy człowiek w skórzanej zbroi i płaszczu zaczął przepychać się przez tłum, szepcząc coś do siebie niezrozumiale pod nosem, i zniknął.

Łysy i średniego wzrostu obywatel, ubrany w szary, wełniany płaszcz, przepychał się w stronę podwyższenia na placu, przysłuchując się uważnie przemówieniom kapłana. Wypytywał przy okazji gawiedź, co tu właściwie zaszło. Kim jest ten kapłan? Kogo spalili? Dlaczego? Co na to władze? Co na to ludzie? Starał się zając możliwie taką pozycję, aby dobrze widzieć i sprawcę całego zamieszania, jak i seneszala Mirmonda. Cały czas miał na uwadze to, co dzieje się dookoła i był gotów zareagować odpowiednio do zagrożenia.

Ostatnio zmieniony wt mar 12, 2013 10:40 pm przez Dark_Archon_, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Feniks
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5008
Rejestracja: ndz lis 07, 2004 10:34 am

Re: [DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

wt mar 12, 2013 11:00 pm

Theokritos
- Czarnowłosy pixi, którego skóra zdaje się zlewać z otoczeniem.

Theokritos odruchowo postarał się stać niewidzialnym, jednak z zaskoczeniem zauważył, że jego wrodzone zdolności są w tym miejscu kompletnie nieużyteczne. Nie był laikiem jeżeli chodzi o życie w dziczy, ale to miejsce było pozbawioną życia pustynią, gdyby nie pomoc ze strony tajemniczej niewiasty zapewne skonałby z wycieczenia. Powoli dochodziły też do niego wydarzenia ostaniach dni. Pan Poranku dopuścił się niesłychanej zbrodni, jeszcze być może walki między bogami nie byłyby aż tak wstrząsające ale gwałt i bestialskie morderstwo!? Wyznawca Tyra, boga sprawiedliwości wiedział, że to nigdy nie może zostać zapomniane.

Kiedy Theokritos przekroczył próg chatki, przypomniał sobie komu zawdzięcza swoje życie. Ze wszystkich bogów Velsharoon był chyba ostatnim, któremu chciał zawdzięczać cokolwiek. Jednak musiał przyznać, że zachowanie licza przy życiu osłabiało Lathandera, a to on był teraz największym problemem. Zanim jednak zrobi cokolwiek pixi musiał dowiedzieć się jak najwięcej o wydarzeniach i czego się spodziewać.

- Jak to się stało, że Ao dopuścił do tego konfliktu? Widzę, że jesteś w nie najlepszym stanie, rozumiem, że w starciu z bogami nie będziesz miał teraz szans, jednak czy wciąż masz tyle sił by samodzielnie obronić się przed śmiertelnikami, czy będziemy musieli podzielić się na dwie grupy, jedna odszuka boską cząstkę, a druga zostanie cię chronić do czasu ich powrotu? I najważniejsze, możesz nam podać jakieś wskazówki by ją odnaleźć?

Po uzyskaniu odpowiedzi pixi zwrócił się do towarzyszących mu istot.

- Nazywam się Theokritos, walczyłem w tym konflikcie po stronie Sprawiedliwego Tyra. Specjalizuję się głównie we zwiadzie i zbieraniu informacji, mało miejsc jest dla mnie zamkniętych. Jakiego udziału w zadaniu mogę spodziewać się po was?
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

śr mar 13, 2013 12:10 am

Nu'ubthao

Obrazek




Sen.

Sen, który spraw wiele porusza.

O śmiertelnych wrogach i boskich obietnicach.
O pokładanej nadziei i niewypełnionym zadaniu.
O Planie, z którego wszelka magia wypływa i bagnie, w które każda magia bezpotomnie wsiąka...

Właśnie, bagno. Miał wrażenie, jakby przeleżał na jego dnie swoje całe życie. Całe życie przewinęło się przed oczami niczym zamulona, niewyraźna seria obrazów. Czekał. Oglądał je. Bez dechu, bez czucia, bez mrugnięcia swą zasuszoną powieką. Nic nie musiał. Niczego nie chciał.

I wtedy z głośnym pluskiem wydobył się na powierzchnię. Wola Ubtao w jakiś sposób odnalazła swojego sługę, mimo tych zapór i barier. Choć była słaba i ledwo wyczuwalna, to wystarczyła, aby wykrzesać tę brakującą iskrę życia.

Pierwszą istotą, jaką Nu'ubthao ujrzał, była jego wierna służka Ubi. Wielka dinozaurzyca wynurzyła się z mgły i jej niedoszły donośny pisk radości powstrzymany został wyłącznie przez jej niezawodny instynkt łowczy. A w zasadzie instynkt przeżycia. Nie wiedział, skąd ani jakim sposobem się tu znalazła. W odpowiedzi na pytające spojrzenie swojego pana tylko wpatrywała się w niego niemo, bez najmniejszego mrugnięcia. Dawała znać, że była nie mniej zdezorientowana. Ale za to była wciąż równie groźna i gotowa do walki. Druid wiedział, że potrzebuje jej jak nigdy. To miejsce pochłaniało wszelką magię niczym mroki kosmosu światło najodleglejszych gwiazd. Żadna z rozlicznych mocy druida nie odnosiła tu najmniejszego efektu. Cieszył się tylko w duchu, że część mocy ochronnych nieopartych na magii, posiadanych przez tę skorupę jego steranego ciała pozostawała tutaj aktywna.

Gdy w końcu zbliżyli się do rachitycznej chatki, ujrzeli niecodzienne zbiegowisko niedobitków z niedawnej bitwy. Wszystkim od razu rzuciła się w oczy sylwetka kilkumetrowego dinozaura z błyskiem inteligencji w oku lustrującego zgromadzonych, natomiast mało kto zwrócił uwagę na pokurczonego jaszczura wielkości dziecka, z mokrymi i oblepionymi mułem siwymi włosami, odzianego w niegdyś krwistoczerwoną, choć teraz całkowicie ubłoconą szatę. Wiekowy mężczyzna wszedł bezceremonialnie do środka, pozostawiając Ubi na zewnątrz na straży. I tak by się nie zmieściła...

Druid pamiętał sen. Pamiętał, jak się skończył. Wiedział, kto go tu będzie nań czekał.

Widząc, iż Velsharoon nie jest zbyt zdolny do konwersacji, przeniósł swój wzrok na jego służkę.
- Kim jesteś i jaka jest twoja w tym wszystkim rola? - małe czerwone oczka druida zdawały się świdrować dziewczynę i obierać ją do kości.
- Ja? Nikim... jedynie pokorną służką mego boga. - dziewczyna była widocznie speszona, i zdawała się nie mówić całej prawdy. Nu'ubthao w odpowiedzi wygładził zmarszczki na swej kościstej gadziej twarzy i kontynuował zmienionym, łagodnym i poczciwym tonem.
- Nie ma potrzeby czegokolwiek ukrywać, jesteśmy tu wszyscy zdani na swoją pomoc... jeśli będziemy współpracować, przechytrzymy wroga i ocalimy twego pana...
- Ale ja nic nie ukrywam. Naprawdę... po prostu... nie jestem nikim szczególnym. Nawet nie mam imienia. To znaczy.. kiedyś je miałam... - dziewczyna najwidoczniej z trudem zagłębiła się w swych wspomnieniach - Możecie zwać mnie Lu. To chyba było moje imię.
Moja historia nie ma znaczenia...
- jednak widząc dociekliwe spojrzenie kontynuowała choć niechętnie
- mój ojciec złożył mnie w ofierze, by zaskarbić sobie przychylność Velsharoona. Wtedy to mój pan wziął mnie w posiadanie. Od tego czasu jestem jego na dobre i na złe. Służę mu w miarę moich skromnych zdolności. Nigdy nie zaliczałam się do zaufanych sług mego pana. Ale to - Dziewczyna zatoczyła ręką okrąg wskazując na tkwiące w bezruchu zbroje - i ja jest wszystko co mu pozostało.
Druid skwitował te wyznania lekkim skinieniem głowy, jakby dawał znać dziewczynie, że może spocząć. Sam zaś zbliżył się do Velsharoona, uważnie lustrując jego osłabioną, cielesną powłokę. Szukał sposobów, by skomunikować się z nim bezpośrednio. Jednak nie ulegało wątpliwości, że bez użycia magii nie było to w żadnym razie możliwe. A próbując przenieść boga poza strefę martwej magii było pewnym, że w jednej chwili staną się latarnią sprowadzającą ze wszystkich planów byty i jestestwa głodne mocy osłabionego już niemal śmiertelnie Velsharoona. Nie wchodziło to więc w jakąkolwiek rachubę.

Gdy smok przeleciał ponad nimi, nie dostrzegając ich, druid zawyrokował z przekonaniem. - To miejsce jest bezpieczne. Na razie. Niewątpliwie wróg wyśle zwiad na te ziemie, aby przeczesać je standardowymi sposobami, bez użycia magii, ale zanim to nastąpi, będzie miał pilniejsze rzeczy do rozegrania.

Następnie zwrócił się do zgromadzonych tutaj innych dziwolągów.
- Określcie się, komu służycie. Wola bogów nas tu zebrała, ale nie zmienia to faktu, że zdrajcy równowagi, a sprzymierzeńcy bluźnierczego Białego Płomienia mogą czaić się pośród nas. - skierował pytanie o boską afiliację do wszystkich oprócz Theokritosa.

Przerwał, wodząc wzrokiem po zgromadzonych. I dodał, z wyrazem dumy i rewerencji w głosie.
- Jam jest sługa Ubtao, Władcy Dinozaurów, Stworzyciela Chultu i Chodzącego Pośród Labiryntów Życia. Ci, którzy staną na jego drodze, zostaną rozszarpani, a ich zwłoki wsiąkną w ziemię uświęcając ją i dając nowe, lepsze życie. - jakby na potwierdzenie tych słów Ubi wydała cichy pomruk, brzmiący niczym przetaczająca się w oddali burza. Dawała znać, że nie potrzebuje wsparcia magii, aby stanowić śmiertelne zagrożenie.
Ostatnio zmieniony śr mar 13, 2013 12:39 am przez Agnostos, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Altaris
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1175
Rejestracja: ndz paź 05, 2008 4:24 pm

Re: [DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

śr mar 13, 2013 1:03 am

Xaemar

~Gadatliwa wróżka płci męskiej, jak to trafiło na pole bitwy? I to po stronie Tyra, ten świat jest jeszcze bardziej szalony niż Halaster... - wojownik mało nie złapał się za głowę przez tę niecodzienną sytuację, ale nic nie powiedział na głos. Uznał jednak że może odpowiedzieć maluchowi na pytanie.
-Xaemar, miecz czy raczej topór... - wskazał trzymany na ramieniu oręż słusznych rozmiarów - do wynajęcia. W razie potrzeby umiem być dyskretny, jednakże preferuję rozwiązania bezpośrednie.
Potem zaczęła mędrkowanie ta dziwna jaszczurka, nieumarły druid... a przed chwilą gith myślał że ten pixie to szaleństwo.
-Odważne słowa jak na kogoś kto ledwo stoi o własnych siłach. - rzucił głosem z lekkim zabarwieniem pogardy, słabi nie powinni dyktować silnym co mają robić. Warczenie dinozaura nie robiło na nim wrażenia, większe stwory zdarzało mu się zabijać...
Zdjął topór z ramienia i chwycił rękojeść praktycznie przy samym ostrzu, po czym znowu zwrócił się do druida.
-Może ciężko w to uwierzyć, ale służę Sharess, Tańczącej Pani. A co do rozrywania na strzępy staruszku, zostaw to komuś kto wie, jak to się robi. - jakby dla podkreślenia ostatnich słów przeciągnął delikatnie kciukiem po ostrzu. Sługa Ubtao wydawał mu się tak kruchy że cios na odlew mógłby go przepołowić (nie zamierzał tego sprawdzać, w końcu siedzieli w tym dosłownym i przenośnie ujętym bagnie razem, czy tego chcieli czy nie), a gadał jakby był nie wiadomo jakim wojownikiem. Pozory mogą mylić, ale w obecnej sytuacji chyba nie aż tak.
-Jak już mówiłem wcześniej, o ile mnie ktoś wtedy słuchał - na zachód stąd znajduje się twierdza Greycastle. Korzystając z gościnności tamtejszej władczyni będziemy zapewne mogli urządzić sobie tam coś w rodzaju bazy wypadowej. Zwłaszcza jeśli zamierzamy udać się w góry w poszukiwaniu tego co zostało z Mystry.
 
Awatar użytkownika
Zaalaos
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 878
Rejestracja: sob sty 19, 2008 1:07 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

śr mar 13, 2013 10:24 am

Vargo Shadesoul

Ależ się wesoła ferajna zebrała na bagnach! Wróżka służąca bogu sprawiedliwości, wyglądający na żywe zwłoki człowiek-jaszczurka służący bogu-jaszczurce i do tego zmutowany gith. W takim towarzystwie półbóg czuł się prawie przeciętnie.
- Zwą mnie Vargo, wierny sługa wolnej woli i niezależności. Kto stanie przeciw mnie skończy z ciałem ciężkim do rozpoznania przez znajomych. - zaczął parodiując słowa jaszczurki. - Zabijam szybko i definitywnie, w przeciwieństwie do tych amatorów których dane było nam spotkać. - tutaj spojrzał w górę, wzrokiem wskazując niebiosa i rozkładając swe skrzydła. - Jeśli NAPRAWDĘ musicie wiedzieć, to w Sercu Dweomeru znalazłem się na prośbę Maski.
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

śr mar 13, 2013 3:47 pm

Nu'ubthao

Obrazek


Tyr, Sharess i Mask... a pośrodku on, Ubtao...

Nu'ubthao zagłębił się w medytacji. Ta trójka nie była tu przypadkiem. Trzy wierzchołki trójkąta. Każdy targany innymi namiętnościami. Obsesjami sprawiedliwości, przyjemności i egoizmu. On zaś był ponad tym wszystkim. Dobrze, bardzo dobrze. Ci boscy słudzy zostali mu zesłani po to, aby w kluczowym momencie mógł wykorzystać ich moce... albo ich słabości. Obracając tym pierwotnym trójkątem niczym mechanizmem w kalejdoskopie mógł uzyskiwać niemal dowolne obrazy ze spektrum boskiego porządku rzeczy.

Ocknął się z kontemplacyjnego odrętwienia i zakrzyknął - Dobrze, połączymy siły, aby odnaleźć wydartą boską esencję, która opadła na te ziemie.

Następnie zwrócił się jeszcze raz do dziewczyny. Jego oczy zawęziły się jeszcze bardziej, tak że wydobywający się z nich blask przewiercał ją niczym laser.
- W jaki sposób chcecie nas skłonić do tego, abyśmy przekazali zaginioną moc Velsharoonowi zamiast zabić go i samemu przejąć jego potęgę... zanim zrobi to Lathander?
W głosie gada nie było groźby, tylko ciekawość. Badawcze spojrzenie lustrowało dziewczyną. Mimo, że druid nie wyczuwał w niej kłamstwa, to coś mu tu nie pasowało. Jakby nie była tym za kogo się podaje. Jakby wcale nie służyła Velsharoonowi...
 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

śr mar 13, 2013 6:13 pm

Na bagnach

Fioletowo oka dziewczyna, Lu, jak się kazała zwać, wpatrywała się przez moment w ciemną plamę, która stanowiła postać przybyłego przed chwilą Varga. Gdy jej oczy przebiły mrok, dziewczyna wyraźnie się wzdrygnęła i odsunęła o krok od strasznego demona chowającego się pod płaszczem ciemności. Na kogoś, kto służył bogu lubującego się w zwłokach w różnym stadium rozkładu, ta służka była zadziwiająco łatwa do wystraszenia.
Pozostali również nie napawali jej otuchą. Mimo to, dziewczyna zdawała się reagować na nich mniej gwałtownie. Jedynie mała pomarszczona jaszczurka i Pixi wydawały się nie wzbudzać w niej aż takiego niepokoju.
Sam Velsharoon nie zareagował na słowa Varga. Zdawał się jednak oddychać spokojniej, choć nadal z widocznym trudem. Słowa Theokritos również zignorował, lub nie usłyszał. Za to odpowiedziała w jego imieniu Lu.
-Mój pan nic nie wie o lordzie AO. Wszyscy byliśmy jednak światkiem jego zaniechania. Świadomego czy nie, pozostaje nierozstrzygnięte. - dziewczyna obróciła się w stronę swego boga, a jej kruczoczarne włosy spadły kaskadą na jej ramiona. Zdawała się przez chwilę nasłuchiwać. Potem skinęła wdzięcznie główką i odwróciła wzrok od okaleczonego boga, którego widok napawał ją widocznym bólem, lecz i pewną dozą odrazy.
- Mój pan jest bardzo osłabiony, nie pomaga również brak magi. Liczy jednak, że pozostałe mu siły wystarczą, by odeprzeć ewentualny atak lokalnych istot. Wbrew pozorom, nie łatwo pokonać boga, nawet tak okaleczonego. Wasza oferta by go bronić bardzo mu schlebia, jednak ważniejsze są dwie inne sprawy.
Po pierwsze trzeba odzyskać utraconą cząstkę Mystry. Pan mój wie, w jakim rejonie musiała wylądować. Na południowy zachód stąd są wysokie góry, gdzieś tam znajdziemy czego szukamy.
Pan mój nauczył mnie zaklęcia, pozwalającego się dostroić do esencji boskiej mocy co pozwoli na jej wyczucie. Ale to nie jest dokładna metoda, a boska esencja zdaje się aktywnie wymykać próbom jej wykrycia. Może zdarzyć się tak, że będziemy błądzić w górach. I z pewnością Lathander również wyśle kogoś. Jednak mamy nad nim sporą przewagę, gdyż biały płomień nie wie gdzie musi rozpocząć poszukiwania.
Drugą sprawą jest oczywiście znalezienie bezpiecznego schronienia. Nic nam nie pomoże nawet pełna moc Mystry jeśli biały płomień odnajdzie mego pana, a my przecież mówimy jedynie o jej fragmencie...
- Lu zrobiła małą przerwę, zerkając przez ramię na swego pana.
- Jak mówiłam, nie przypadkiem się tu znaleźliśmy. A przynajmniej nie do końca. Mój pan wiedział, że Lathander będzie go ścigał, i choć sfery są niemalże bezkresne, nie mało na nich drapieżników, łasych by dobić rannego i osłabionego boga. Stosunkowo niedawno mój pan odkrył, że na tych terenach spadło niegdyś Netheril 'skie latające miasto. Co robi je cenne dla nas jest fakt, iż zwący to miasto domem, arcyag prowadził badania nad splotem i boskimi mocami. Przesłanki wskazują, iż te badania mogą pomóc memu panu ukryć się na dłużej przed czujnym okiem Lathandera.

Usłyszawszy słowa Nu'ubthao, o zabijaniu bogów, Velsharoon nagle się rozkasłał, a kaszel przerodził się w dziki obłąkańczy chichot. lub coś, co mogło tak być zinterpretowane. Wlepił swe puste oczodoły w pomarszczoną jaszczurkę, szczerząc swe żółte odkryte zęby. Zdawał się zachęcać jaszczurkę by ta spróbowała wprowadzić swe słowa w czyn.
Lu jednak weszła między nich. Co wydało się Nu'ubthao dość nietypowe. Do tej pory dziewczyna nie przejawiała skłonności do przejmowania inicjatywy. - Szlachetny Nu'ubthao, z pewnością nie mówisz poważnie? Była by to bluźniercza zdrada twego patrona. Ponadto zdajesz się przeceniać swe siły. Nawet ranny bóg jest godnym przeciwnikiem dla śmiertelnika. A Velsharoon nie jest tu sam. Przyznaję, moja skromna moc nie jest godnym wyzwaniem dla ciebie, ale i tak zginęłabym próbując obronić swego pana. Tak samo jak oni. - Lu wskazała ręką na pozostające nadal w bezruchu pokryte rdzą zbroje.
Velsharoon wydawał się niezadowolony interwencją swej służki, zamilkł i oklapł na swym spleśniałym sienniku, zanurzając się na powrót w stan pozornej katatonij.
Lu uśmiechnęła się nieśmiało. - Nie łatwo też wchłonąć moc Mystry. Ci którzy to próbowali w przeszłości sprowadzili jedynie zagładę na siebie i swych bliskich. Nawet Lathander w swym obłąkańczym ataku, nie zaryzykował zrobić tego bezpośrednio. Velsharoon również próbował, gdy tylko pochwycił jej cząstkę. Ale ta mu się wymknęła. Co pozwala ci sądzić, że tobie poszło by lepiej? - dziewczyna uniosła nieco swą kształtną buźkę. Wyzywająco spoglądając jaszczurce w oczy. Nie wytrzymała jednak długo, i odwróciła wzrok. - Ja... ja tylko przekazuje wolę mego pana... - wydukała, jakby bała się jakiejś reprymendy.

***
W miasteczku

Avius zagłębił się w ciżbie. Nastroje były podzielone. Część tłuszczy rzucała obraźliwe epitety pod adresem białego kapłana, jednak większa część zebranego tłumu zdawała się domagać spalenia wszystkich heretyków.
Seneszal Mirmond zdawał się niespokojny, a duża ilość straży miejskiej wokół jego osoby zdawała się to jedynie potwierdzać.
Ludzie chętnie odpowiadali na pytania, jednak nie zawsze byli zgodni do tego, co tak naprawdę się tu dzieje.
Z kilku wypowiedzi Avius wyciągnął jednak słuszne wnioski odrzucając te najmniej prawdopodobne bajeczki.
Biały kapłan nazywał się Lord Xavros. Był wysokim kapłanem z położonego niedaleko opactwa zakonu białego płomienia. Do miasta przyjechał prawie trzy miesiące temu. Dał się poznać jako wielki dobroczyńca i sprawiedliwy człowiek. Sprowadził żywność do miasta, otworzył jadłodajnie dla najuboższych. Przeciwstawił się uciskowi biednych przez bogatych kupców. A trzy dni temu oskarżył cały kościół Mystry o herezje wobec nowego sprawiedliwego porządku. Ludzi wydawali się być przekonani, iż kapłani Mystry wykorzystywali ludność, nadużywając swej mocy i każąc słono płacić za swe usługi. Najprościej mówiąc, wyzyskiwali tych mniej obdażonych przez los. Większość ludzi wydawało się obwiniać ich o praktycznie każde zło, jakie ich spotkało.
Od tego czasu codziennie troje kapłanów Mystry dostaje szansę wyrzec się swej bluźnierczej wiary, poprosić pana poranka o łaskę i poświęcić swe życie i moc społeczeństwu. Niektórzy tak uczynili. Ci dziś jednak... wybrali pocałunek płomieni.
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

śr mar 13, 2013 6:59 pm

Nu'ubthao

Obrazek


- Pytałem... czysto hipotetycznie. Jest możliwym, że zdrajcy porządku dotrą tu przed nami... albo są już teraz wśród nas. Musiałem sprawdzić, jakie mogliby mieć szanse powodzenia. - Jaszczurka uśmiechnęła się przebiegle. Druid z jakiegoś powodu cieszył się w duchu, że Velsharoon był na tyle przytomny, że rozumiał, co się wokół niego działo.

Nastepnie druid zwrócił się do Xaemara. Nie umknął jego wzrokowi fakt, że istota ta była w połowie dinozaurem. Mógłby być cennym narzędziem w rękach Ubtao.
- Oczywiście mądrym będzie najpierw udać się w spokojne miejsce, choćby i ludzką osadę, o kórej wspomniałeś, niż biec od razu w góry. Taki ruch po pierwsze nie zdradzi od razu kierunku ukrycia mocy wrogowi, a po drugie da nam czas na użycie mocy wieszczących i lepsze przygotowanie się do nadchodzącej przeprawy.

Na koniec, niemal już gotów do odejścia, Nu'ubthao odwrócił się raz jeszcze do czarnowłosej służki.
- Ach, zapomniałbym. Dobrze byłoby się upewnić, że rzeczywiście jesteś najwierniejszą służką Velsharoona... zgodnie z tym, co mówiłaś. Niestety nie możemy tu użyć magii, aby to sprawdzić, ale są prostsze metody... - pożółkłe, ale wciąż ostre żeby Jaszczura wykrzywiły się w przewrotnym grymasie, gdy kontynuował - Przysięgnij wieczystą wierność Velsharoonowi, wyrecytuj jego dogmaty i ucałuj jego boską osobę... jeśli jesteś naprawdę jego służką... zrobisz to bez ociągania i z niekłamaną przyjemnością. Przysięgnij na jego święty symbol, że nie służysz innym panom.
Ostatnio zmieniony śr mar 13, 2013 7:00 pm przez Agnostos, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Zaalaos
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 878
Rejestracja: sob sty 19, 2008 1:07 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

śr mar 13, 2013 7:06 pm

Vargo Shadesoul

Widząc reakcje dziewczyny pół demon zwinął skrzydła i wygodnie się na nich położył. Cienie zafalowały wokół niego i opadły, odsłaniając jego fizyczną formę.
- Czyli mówisz że Velsharoon nauczył Cię wykrywać boską esencje? Czyżbyś implikowała że musimy cię zabrać ze sobą? - Vargo zaśmiał się gardłowo, gdy dziewczyna ponownie okazała strach. A może obrzydzenie? - No już, już, zadaję tylko pytanie. Wiesz ja wcale nie gryzę... Zazwyczaj. - na ustach zabójcy wykwitł okrutny uśmiech gdy usłyszał słowa Nu'ubthao. Był nawet gotów postawić pół królestwa na to że dziewczyna nie ucałuję boga martwych. - Szybciutko, zrób to o co prosi cię nasz jaszczurzy przyjaciel, musimy mieć pewność że można ci ufać.
Ostatnio zmieniony śr mar 13, 2013 7:14 pm przez Zaalaos, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Feniks
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5008
Rejestracja: ndz lis 07, 2004 10:34 am

Re: [DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

śr mar 13, 2013 7:17 pm

Theokritos - Czarnowłosy pixi, którego skóra zdaje się zlewać z otoczeniem.


Theokritos przyglądał się uważnie wszystkim rozmówcą, próba grożenia bogowi, nawet ciężko rannemu bardzo go rozbawiała. Jeżeli ten głupiec będzie tak się porywał na wszystko, będzie idealną przynętą na co potężniejsze potwory. Szczególną uwagę skupił pixi na kobiecie z którą rozmawiali. Coś mu w jej zachowaniu nie odpowiadało, a może był po prostu przeczulony, tak czy inaczej odruchowo obserwował małe szczegóły jej zachowania aby upewnić się, że mówi im całą prawdę.

Kiedy usłyszał słowa druida prychnął pogardliwym śmiechem. Dziewczyna sama przyznała, że jest była ofiarą tego boga, a ten pajac oczekiwał od niej wyznań miłości. Jeżeli mówiła prawdę, to będzie jej to ciężko przechodzić przez gardło, jeżeli kłamała to wypowie słowa przysięgi ez mrugnięcia okiem.

- Bo oczywiście jeżeli kłamie to teraz się rozpłacze i przyzna do winy. - wymruczał pod nosem. - Będziesz od nas oczekiwał podobnych wyznań. Pytam bo mamy trochę patronów, a mało czasu. Nie widzę powodu, dla którego miałaby nam ratować życie, tylko po to by odnaleźć cząstkę boga jeżeli mogła pozwolić nam umrzeć i odnaleźć ją ez konkurencji z sługami pana poranku. Skończmy sobie na wzajem grozić i ruszmy tyłki.

 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

śr mar 13, 2013 8:10 pm

Poczuł zawód zobaczywszy w jakim stanie jest zamek. Żadnych ruin, ponurych komnat, zawodzącego wichru... Gdzie teraz będzie straszył? Potrząsnął głową zawiedziony. Unosił się nad zamkiem, odziany w ciemnozielony płaszcz i kolczugę tego samego koloru, a oblicze jego skryte było za stalową maską. Kątem oka zobaczył jakieś zbiegowisko w miasteczku. Nie podobało mu się to. Bezszelestnie opadł pomiędzy tłum zgromadzony wokół stosu. Gdy zobaczył co się dzieje, dobył oburęcznego miecza i zrzucił płaszcz. Był całkowicie odziany w zbroję.
- Natychmiast przerwać tę szopkę! Tylko cziedzic Greycastle ma prawo sądzić poddanych! A pod jego nieobecność, mnie, jako jedynemu obecnemu członkowi rodu, przysóuguje ten przywilej.
 
Awatar użytkownika
thannis
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1599
Rejestracja: wt maja 01, 2007 7:17 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

śr mar 13, 2013 9:48 pm

Adelajda, lady Devon, hrabina Greycastle

Adelajda ostatnie jedenaście lat spędziła na przemian w Devon i w stolicy. Szczerze mówiąc decyzja króla, żeby po śmierci Paula dać jej władanie rodzinne ziemie nie zdziwiła jej bardzo. Król miał dwa wyjścia. No, dobrze, trzy. Dać jej hrabstwo, wziąć je dla siebie, albo poszukać Margot, jej starszej siostry, która wybitnie nie chciała być znaleziona i oficjalnie zrzekła się praw.

Nie było czasu na przeprowadzkę z Devon do Greycastle. Zresztą, nie ma pośpiechu. Lady Adelajda - jak mówili na nią nawet najbliżsi, a Ada była czuła na tym punkcie - zabrała ze sobą sir Lockleya oraz swoją nietypową świtę, poza Xaemarem, jej najnowszym faworytem, który niedawno oddalił się w swoich sprawach. Uśmiechnęła się do siebie - lubiła tych niezwykłych mężczyzn, którzy ją otaczali. Nie na darmo plotki głosiły, że lady Devon lubuje się w egzotycznych osobnikach. Razem z nimi w podróż udał się także zarządca dóbr Devon i jednocześnie dawny mentor Ady - kapłan Savrasa Dominik. Świta Adelajdy poznała go jako doświadczonego, ale małomównego człowieka, który ważył słowa najczęściej milcząc w ich towarzystwie.

Widok tego, co się stało z Greycastle, sprawił, że w sercu Adelajdy gniew się rozrastał im bardziej zbliżała się do środka hrabstwa. Głód, nędza jej poddanych sprawiały, że przemierzała swoje ziemie niczym chmura gradowa. Oczywistym było, że wiele srebrnych monet zostało w rękach najbardziej potrzebujących, a Adelajda nie omieszkiwała prosić o pokazanie kwitów za pobrane dziesięciny. Wszystko jej mówiło, że Mirmond oskubuje jej ludzi i napycha własną kabze. A to zasługiwało na karę.

Gdy dotarli do samego Greycastle, nakazała swoim ludziom spokój i opanowanie. Z ulgą zauważyła, że Avius natychmiast wmieszał się w tłum, żeby dowiedzieć się nieoficjalnie co tutaj się dzieje. Widok nieszczęśników konających w ogniu tylko podburzył gniew hrabiny, jednak nie miała zamiaru reagować zbyt gwałtownie. Na razie.

Podjechała bliżej do kapłanów Lathandera, bo kimże innym mogli być ci fanatycy.

- Co tu się dzieje? - powiedziała głośno, żeby było ją słychać. Nie zsiadła z konia. - Jestem Adelajda Greycastle, lady Devon, z nadania miłościwie nam panującego króla Garetha pani tych ziem. Kto tu dowodzi? - spytała, ciekawa jaka będzie reakcja na jej pytanie. Kto się odezwie pierwszy?...
 
Awatar użytkownika
Dark_Archon_
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 692
Rejestracja: sob gru 29, 2007 2:29 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

śr mar 13, 2013 11:00 pm

Avius Telvayn

Co tu właściwie miało miejsce? Począł się zastanawiać Cień. To nie miało żadnego sensu na chwilę obecną. Co się stało z kapłanami Lathandera? Dlaczego postanowili wymordować kler bogini magii? Szaleństwo nie pasowało to do portfolio tegoż bóstwa. Fakt, różne dziwne plotki dochodziły do uszu Aviusa od jakiegoś czasu, wciąż miał wiele kontaktów w całym królestwie, lecz nie widział w nich niczego niepokojącego. Jak widać się mylił. Trzeba będzie tę sprawę dogłębniej poznać...

Avius uznał, iż nie dowie się już niczego więcej od zebranych tu ludzi, musiał sięgnąć wyżej. Ponownie, przeciskając się przez tłum, wyszeptał cichutko inkantację zaklęcia. Momentalnie jego umysł zaatakowały setki różnych głosów, dochodzących zewsząd dookoła. Szybko jednak oczyścił myśli i zbliżył się możliwie blisko podwyższenia, tak aby wciąż być dobrze ukrytym w tłumie. Skoncentrował swoje zmysły na seneszalu Mirmondzie i grupie otaczających go strażników. Chciał w pierwszej kolejności poznać ich myśli i do wiedzieć się, co sądzą o całym tym wydarzeniu i czego można się po nich spodziewać. Kiedy uznał, że wie już wystarczająco wiele lub że więcej nie wyciągnie, postanowił skupić się na kapłanie i odkryć, co będzie działo się w jego głowie podczas zbliżającej się konfrontacji z lady Adelajdą. W międzyczasie jednak przyciągnęła jego wzrok wciąż wijąca się w płomieniach postać. Ten widok był przerażający i jednocześnie... fascynujący. Nagle fala niewyobrażalnego bólu i przeraźliwy krzyk umierającego z wielką mocą rozbrzmiały w głowie Aviusa, co gwałtownie oderwało go od widoku tańczących po ciele ofiary języków ognia. Stanowczo za długo się na niej skupiał, jej myśli wciąż pulsowały w umyśle skrytobójcy. Oprzytomniał jednak szybko i wrócił do zadania, skoncentrował się na kapłanie i jego otoczeniu, próbując zajrzeć pod ich czaszki.

Ostatnio zmieniony czw mar 14, 2013 6:20 pm przez Dark_Archon_, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Altaris
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1175
Rejestracja: ndz paź 05, 2008 4:24 pm

Re: [DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

śr mar 13, 2013 11:30 pm

Xaemar

Przemądrzała jaszczurka nie przestawała go zadziwiać, szkoda że negatywnie... Gdyby był tak potężny za jakiego się uważał, to by nie tkwił z nimi tutaj, a może nawet żadne z nich by tu nie tkwiło. Na dodatek lubił sobie poględzić bez celu, a to Xaemara zawsze irytowało.
Na słowa pixie o ratunku prychnął, ale zgryźliwą uwagę zostawił sobie.
~Kogo ocaliła tego ocaliła... Gdybym się nie regenerował, to najpewniej wykorkowałbym przed jej przybyciem. - na dobrą sprawę nie był im nic winien, ale we własnym interesie miał to by Lathander nie zaprowadził swojej dyktatury, to by oznaczało koniec wolnego świata.
Wątpliwości co do Lu udzielały się też githowi, ale póki co postanowił zachować je dla siebie. Teoria która rodziła się w jego głowie wydawała mu się póki co zbyt szalona by dzielić się nią z innymi.
Ale uznał że pytanie Vargo nie powinno zostać bez odpowiedzi.
-No skoro tylko ona potrafi wykryć położenie tej "iskry", choćby w przybliżeniu... Chyba innego wyboru jak zabrać ją z nami nie mamy. - zwrócił się do czarta, który leniwie wylegiwał się na podłodze. Jednakże nie patrzył na niego, obserwował reakcję Lu, na jego własne słowa. Jego przeszywające gadzie oczy potrafiły dużo dostrzec, liczył że i tym razem go nie zawiodą. Miał nadzieję, że młoda dziewczyna czymś się zdradzi, jakimś grymasem, tikiem, czymkolwiek co mogłoby wskazać czy nie ma jakichś ukrytych intencji...

 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

czw mar 14, 2013 4:06 am

Na bagnach

Dziewczyna skinęła pojednawczo głową na słowa Nu'ubthao. - Nie obawiaj się, mój pan zapewnia, że żaden z was nie służy białemu płonieniu ani jego sojusznikom. A ja wieżę w jego osąd. - odparła niepewnie.

Lu skinęła potwierdzająco głową na pytanie Varga, czy wyruszy z nimi. - Niczego nie musicie. - wyjaśniła. Odwróciła głowę w stronę okaleczonego boga i zastygła na moment. Jakby słuchała jakiejś dłuższej wypowiedzi. Gdy odwróciła się, na jej twarzy można było dostrzec rezygnację i lęk. - Mój pan oddaje mą osobę wam, bym służyła wam , jak służyłam mu, i bym była jego głosem wśród was. - oznajmiła pełnym rezygnacji głosem.

Słowa Nu'ubthao wstrząsnęły widocznie dziewczyną. Rzuciła ukratkowe spojrzenie przez ramię w stronę potwornie spalonego boga. Na jej twarzy malował się ledwo skrywany wyraz obrzydzenia i udręki. - Ja... - wyszeptała z trudem, gdy zza niej dobiegł was ponownie chichot boga. Tym razem bóg był wyraźnie rozbawiony. Lu jednak zignorowała Velsharoona, miast tego błądziła wzrokiem po zebranych niedobitkach bitwy w niebiosach. Jej fioletowe oczy szukały ratunku u któregoś z was.
Z pewną nadzieją odebrała słowa Theokritos 'a. Jednak wszelka nadzieja zgasła, gdy odezwał się pół demon. - Ja... spełnię oczywiście wasze polecenie... - dokończyła pozbawionym wyrazu głosem, kogoś kto pogodził się z swym losem.
Dziewczyna odwróciła się w stronę swego boga. Przez chwilę zamarła w bezruchu, jakby walczyła sama ze sobą. Potem ruszyła, kołysząc delikatnie biodrami, do przodu. Jej bose stopy mlaskały cicho na mokrej glinianej podłodze. Uklękła na spleśniałym sienniku, na którym leżało w koncie poparzone truchło boga. Lu pochyliła głowę, a jej długie kruczo czarne włosy zakryły jej twarz.
Velsharoon wyciągnął do niej swą rękę. Swymi smukłymi dłońmi dziewczyna pochwyciła delikatnie boga w nadgarstku. Do waszych uszu dobiegło ciche chrupnięcie, gdy pękła pod jej palcami spieczona skóra. Z rany wyciekła żółta gęsta ropa, spływając po alabastrowych palcach dziewczyny.
Powoli, Lu przybliżyła się do trzymanej w swych rękach ohydnej dłoni boga. Jej włosy zasłoniły wam widok, lecz usłyszeliście ciche cmoknięcie, gdy dziewczyna złożyła pocałunek na spalonym mięsie. Następnie cicho i niepośpiesznie wyrecytowała dogmaty Velsharoona.
- Oddaję ci się o panie mój w wieczną służbę, me ciało i dusza ma należą do ciebie i tylko do ciebie. Ślubuję być posłuszna każdemu twemu poleceniu i poświęcić swe życie ku twej czci. Rozporządzaj mną wedle woli, niech życie moje lub śmierć ma służy twej sprawie, lub twej przyjemności. - wyszeptała sakralnym, pełnym przerażenia głosem.
Dziewczyna znów pochyliła się do przodu, chcąc ponownie ucałować dłoń boga. Jednak ten zdecydowanym ruchem wyszarpnął swą rękę z jej delikatnych dłoni i zagłębił kościste palce, w jej bujnych włosach. Płaty spalonej skóry wplątały się w czarne kosmyki. Z gardła dziewczyny wydarł się jęk przerażenia, gdy bóg szarpnął ją za włosy i przyciągnął do siebie. Druga ręka boga objęła Lu w tali, przyciskając jej okryte jedynie cienką jedwabną sukienką ciało do siebie. Pozbawione warg usta Velsharoona zbliżyły się do twarzy dziewczyny. trzymana w stalowym uścisku służka nie mogła odwrócić twarzy, gdy poparzony bóg złożył pocałunek na jej pełnych ustach. Lu pisnęła pełna obrzydzenia i zaparła się dłońmi na piersiach boga. Rozbrzmiał suchy trzask i żebra licha ustąpiły pod białymi dłońmi wierzgającej się dziewczyny. Niemalże w tej samej chwili okaleczony bóg puścił swą ofiarę, śmiejąc się złośliwie. Lu poleciała do tyłu przewracając się plecami na mokrą podłogę. Przez chwilę wierzgała pełna obrzydzenia rękoma, wydając z siebie zduszony pełen odrazy i przerażenia skowyt. A rechot Velsharoona odbijał się echem od zmurszałych ścian małej chatki.
Lu odzyskała kontrolę nad sobą i przewróciła się na bog, podnosząc się na klęczki. Zapamiętale próbowała wytrzeć, oblepione oślizgłym śluzem z piersi licha, dłonie o glinianą podłogę. Ratował ją fakt, iż wszędzie pełno było wody, śmierdzącej i mulistej, ale nadal wody. Dopiero gdy jej dłonie wydały się jej dość czyste, przestała ocierać je o przemoknięty grunt. Ucichł też złośliwy, pełen perwersyjnej satysfakcji, śmiech boga.
Dziewczyna zastygła w tej pozie, klęcząc w błocku z pochyloną głową. Jej potargane włosy zasłaniały jej twarz. Jedynie jej ramiona drgały nieco, czyżby płakała? A może trzasła się z odrazy?
Jakby odrętwiałe ręce dziewczyny sięgnęły do rąbka jej sukni, z cichym trzaskiem rwącego jedwabiu, Lu skróciła swą sukienkę, by pozyskać coś, co mogła użyć jako ściereczki.
Powoli, niczym lunatyk, Lu podniosła się na nogi. Odgarnęła splątane włosy z twarzy. Jej oczy lśniły a na policzkach widać było ślady po łzach. - Czy was zadowoliłam? - wyszeptała. Po czym uniosła drżącą rękę w której ściskała skrawek swej sukni, do twarzy i wytarła starannie swe czerwone usta, a potem cisnęła z odrazą szmatkę w bok.




***

W miasteczku

Gdy podeszliście bliżej, w końcu mogliście się lepiej przyjrzeć zarówno białemu kapłanowi, jak i biedakowi na stosie.
Skazańcem okazał się posiwiały starszy mężczyzna. rozebrany do naga i przywiązany łańcuchem do pala. Płomienie sięgały mu już do pasa, a biedak szamotał się i darł się niemiłosiernie. Na jednym z pozostałych dwóch stosów również nadal coś się miotało w płomieniach, poczerniała postać wydawała się jednak już tylko wydawać ostatnie przedśmiertne spazmy.
Biały kapłan zaś prezentował się wytwornie. Miał na sobie białe spodnie i powiewający na wietrze śnieżnobiały płaszcz o szerokich długich rękawach. Z pod rozchylonej szaty widać było nagi tors, na którym widać było, niczym wyżłobione przez mistrza rzeźbiarza dobrze wykształcone mięśnie. Złote włosy okalały jego twarz i spoczywały na szerokich barach. Gładko ogolona młoda twarz o klasycznym profilu była bardzo miła dla oka i wzbudzała naturalną ufność. Jego oczy zaś były niczym dwa rozgrzane do białości kawałki żelaza, gorejące białym płomieniem.

Avius skoncentrował swą moc na strażnikach i na seneszalu Mir mondzie. Żołdacy byli podobnie jak tłum bardzo podekscytowani. Większość zgadzali się z osądem białego kapłana, jednak bali się, iż może dojść do zamieszek. Bali się też o własną skórę, nie byli pewni, czy następną ofiarą sprawiedliwego gniewu białego kapłana nie stanie się ich dowódca a tym samym i oni. Umysł Mirmonda zaś był kłębkiem nerwów. Był on niemalże pewny, że jutro, a najpóźniej za tydzień, to on będzie przy kłuty do pala a biały kapłan z uśmiechem na twarzy podłoży ogień u jego stup.
Zadowolony Avius skierował swą uwagę na białego kapłana. Jednak tu.... nie wyczuł nic. Lord Xavros nie emanował ani jedną myślą czy emocją, zupełnie jakby mentalne macki Avius 'a trafiały na bezdenną pustkę.

Pojawienie się... zjawy wywołało kwaśny uśmiech na twarzy białego kapłana. - Zejdź mi z oczu zjawo nieczysta. - sykną wyraźnie zirytowany kapłan. Jednak jego uwagę przykuło natychmiast pojawienie się Adelajdy wraz z jej świtą.

- Witam Lady Adelajdę! - zawołał Lord Xavros, najwidoczniej ją rozpoznając. Na jego twarzy rozkwitł przyjacielski, niemalże czuły uśmiech. Biały kapłan pokłonił się. - Jestem Lord Xavros. Kapłan Lathandera, białego płonienia sprawiedliwości, jedynego boga ponad bogów, i pokorny sługa nowego ładu. - przedstawił się dwornym głosem.
poruszył się również seneszal Mirmond, niemalże wypadając ze swej lektyki. - O pani, jak się cieszę, że dotarłaś do nas cała i zdrowa. - zawołał piskliwym głosem. - Niech Lady pozwoli, że się przedstawię, jestem seneszal Mirmond, namiestnik tych ziem z łaski waszego brata, świętej pamięci nieboszczyka. Oraz wybrany burmistrz tego skromnego miasta, a także wasz pokorny poddany i sługa. - Tragarze ruszyli w stronę Adelajdy, a strażnicy torowali im drogę.
Rycerze ze świty Adelajdy również odpędzili tłum, także wokół Lady powstała wolna od tłuszczy wysepka, do której przyłączył się po chwili seneszal Mirmond w swej lektyce.
Biały kapłan posłał pełne pogardy spojrzenie w stronę spasionego grubasa, nie kryjąc się swą niechęcią wobec tego człowieka.
- Moja pani. - zaczął łagodnie biały kapłan. - Z ramienia kościoła i w imieniu Lathandera wymierzam sprawiedliwość niewiernym i heretykom. Nic, o co pani musiała by się martwić. Już niemalże skończyliśmy... - głos kapłana był głęboki i bardzo spokojny. Człowiek ten był bardzo pewien swojej sprawy.- .... na dziś - dodał jakby od niechcenia.
 
Awatar użytkownika
Zaalaos
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 878
Rejestracja: sob sty 19, 2008 1:07 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

czw mar 14, 2013 5:30 am

Vargo Shadesoul

Pół demon rozdziawił lekko usta. Nie takiego obrotu sprawy się spodziewał, kobieta wyraźnie nie mogła znieść swojej roli, przykucia do tego bóstwa, ale obowiązek stawiała ponad własne animozje. Albo byłą magicznie zmuszana do posłuchu. Tak czy inaczej dowiodła swej determinacji i intencji. O ile niewolnik może mieć jakiekolwiek własne myśli.

Vargo podniósł się leniwie, cienie zafalowały wokół niego, otulając jego ciało.
- Mi to wystarczy, mogę ruszać. Chyba że ktoś ma jeszcze coś do powiedzenia.
 
Awatar użytkownika
Agnostos
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2259
Rejestracja: śr paź 05, 2005 9:47 pm

Re: [DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

czw mar 14, 2013 9:23 am

Nu'ubthao

Obrazek


Nu'ubthao wpatrywał się w ten niecodzienny pokaz z całkowitą obojętnością. Po bogach spodziewać się można było wszystkiego. Wszyscy oni powracający z planu walki, na którym Pan Poranka dokonał gwałtu i bogobójstwa dobrze o tym wiedzieli. Scena tutaj nie powinna ich więc zaskoczyć. I tak było w wypadku Jaszczuroczłeka. Wiedział dobrze, że bogowie kreują swoje zamysły, wymagają od wyznawców postaw takich a nie innych tylko po to, aby przy takim czy innym kaprysie zdefiniować je na nowo. A Velsharoon póki co zachowywał się akurat bardzo przewidywalnie. No może co najwyżej zaskoczyć mogło, że w swoim obecnym stanie miał jeszcze tyle sił i chuci w tych swoich poparzonych członkach.

Wyszeptaną cicho z rozpaczą i zarzutem w głosie odpowiedź dziewczyny, skwitował tylko krótko:
- Nie nas masz zadowalać dziewczyno, ale swojego pana. Zapamiętaj to dobrze, albo będziesz złą służką.

Jej zachowanie, a zwłaszcza ostatnia wypowiedź upewniły go tylko w przekonaniu, że rzeczywiście jest ona sługą Velsharoona jeno z przypadku. Ale jednakowoż służką wierną.

Następnie druid począł wpatrywać się w Velsharoona, w jego puste oczodoły, w wypełnione ropą jamy w ciele, w zwęgloną, popękaną powłokę. Czym tak naprawdę się różnili? Tylko tym, że Velsharoon sięgnął po nieumarłość, aby osiągnąć własne cele, podczas gdy Nu'ubthao zrobił to dla swojego boga. Jaszczur czuł, że coś go ciągnie w kierunku nieumarłego. Ach, gdybyż tylko mogli porozumieć się bezpośrednio, a nie przez tę nieudolną służkę. Jaszczuroczłek podszedł do leża i wpatrując się bez słów w oczodoły arcymaga nekromancji próbował wyczytać jego wolę, jego zamysły z drobnych ruchów jego ciała, z wykrzywienia jego czaszki będącej namiastką plugawego uśmiechu. Postąpił jeszcze krok wprzód i wyszeptał cicho, aby tylko Velsharoon mógł to usłyszeć.
- Nie różnimy się aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać... o nie... w tych ostatecznych czasach różnice między domenami zacierają się, a będzie jeszcze ciekawiej. Dowiem się, jaka jest wola Ubtao co do sojuszu między nami... i wtedy powrócę. Powrócę na pewno.

Być może Ubtao miał jakiś cel w tym, aby ich losy się splotły. Być może. Odpowiedź przyjdzie we właściwym czasie.

Po tym wszystkim wyszedł z chaty gotów udać się w stronę najbliższego miasta.
Ostatnio zmieniony czw mar 14, 2013 9:26 am przez Agnostos, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Altaris
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1175
Rejestracja: ndz paź 05, 2008 4:24 pm

Re: [DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

czw mar 14, 2013 12:22 pm

Xaemar

Gdy zobaczył jak dziewczyna cierpi już prawie wziął zamach by poczęstować jaszczura pięścią z półobrotu za zmuszanie jej do czegoś tak obrzydliwego, ale zatrzymał się. Nie czas ani miejsce na takie rzeczy...
~Najbardziej wynaturzony druid jakiego zdarzyło mi się spotkać... Przysięga, no niech będzie, ale pocałunek? To że dziewczyna służy bogu nieumarłych nie znaczy że jest nekrofilką... - wojownik był wyraźnie zniesmaczony, na co wskazywał jego wyraz twarzy.
Spojrzał na dziewczynę ze współczuciem. Wiedział dobrze przez co przechodziła, robiąc to czego nie chciała, a co jej kazano. Ale w jej wypadku było to jeszcze gorsze przeżycie...
Przynajmniej w końcu zaczęli się zbierać, w chacie został on i Theokritos czy jak mu tam było.
Podszedł do dziewczyny i uzbrojoną w pazury dłonią ujął jej twarz, tak by patrzyła mu w oczy. Było w nich widać wstyd, że pozwolił na coś takiego, jakby chciał bezgłośnie powiedzieć "przepraszam". Po czym zadziwiająco delikatnie kciukiem otarł jej łzę z policzka i obdarzył ją słabym, smutnym uśmiechem.
-Chodźmy. Nie powinniśmy zwlekać. - powiedział na poły do niej, na poły do siebie. Jednocześnie jak na zaprzeczenie tych słów zdjął z ramion plecak, w którym zaczął grzebać, bez magii był dość mocno wypchany i poszukiwania chwilę trwały, na szczęście nieprzemakalność była właściwością naturalną i zawartość pozostała sucha. Wyciągnął w końcu obszerny płaszcz podróżny, który zwykle zakładał na zimną pogodę. Zamknął plecak i założył z powrotem a płaszczem okrył dziewczynę.
-Zawiń się porządnie, inaczej zmarzniesz. - powiedział spokojnie.
Mimo wielu różnic, ta sytuacja przypominała mu pewne zdarzenie z przeszłości. Jak wiele się zmieniło od tamtego czasu? Zdecydowanie zbyt wiele i paradoksalnie o wiele za mało jednocześnie.
No i wydarzenia niedawne, sprawy osobiste musiały teraz poczekać. Ciekawe jak zareaguje Adelajda na tak szybki jego powrót i to w takim towarzystwie?
 
Awatar użytkownika
Feniks
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5008
Rejestracja: ndz lis 07, 2004 10:34 am

Re: [DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

czw mar 14, 2013 1:48 pm

Theokritos - Czarnowłosy pixi, którego skóra zdaje się zlewać z otoczeniem.


Pixi spojrzał z odrazą na to do czego jego towarzysze zmusili dziewczynę. Kiedy wszyscy się zebrali sam wziął się w powietrze i i poruszając się na wysokości głów towarzyszy ruszył za resztą.

- Prowadź proszę do swojej przyjaciółki i stamtąd postaramy się wyruszyć dalej.

Po drodze wypatrywał śladów jakiejś działalności istot w okolicy, jeżeli ktoś się kręcił w okolicy to chciał o tym wiedzieć.

 
Awatar użytkownika
Dark_Archon_
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 692
Rejestracja: sob gru 29, 2007 2:29 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

czw mar 14, 2013 7:18 pm

Avius Telvayn

A więc ten kapłan, Lord Xavros, jak kazał się tytułować, musiał w jakiś sposób chronić swój umysł przed jakimikolwiek próbami wpływu. Avius zmienił cel swoich zainteresowań, widząc iż niczego nie osiągnie w ten sposób, musiał spróbować w inny sposób przy innej okazji. Skoncentrował się teraz na pozostałych rycerzach w służbie Lathandera, choć nie spodziewał się dużo lepszych efektów. Zatrzymał się na nich chwilę, po czym zaczął przeczesywać zgromadzony na placu tłum, próbując lepiej zrozumieć ich nastroje i wyczuć podział, jaki na pewno się wytworzył w tej społeczności. Szukał przede wszystkim zwolenników nowego ładu, by móc wmieszać się między nich i dowiedzieć, o co tu właściwie chodzi. Skąd to szaleństwo. Fanatycy wśród mieszczaństwa powinni coś na pewno wiedzieć i być dostatecznie gadatliwi, choć wyciągnięcie logicznych wniosków z fanatycznego gadania będzie nie lada wyzwaniem.
 
Awatar użytkownika
thannis
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1599
Rejestracja: wt maja 01, 2007 7:17 pm

Re: [DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

czw mar 14, 2013 10:00 pm

Adelajda, lady Devon, hrabina Greycastle

To co się myśli o innych to jedno, a to co się im pokazuje to drugie. Tego Adelajda nauczyła się na królewskim dworze jako jednej z pierwszych rzeczy. I choć gniew w niej gorzał prawie tak mocno jak te palące się stosy, to nie dała tego poznać.

- Witam, lordzie Xavrosie. Będziesz uprzejmy następne egzekucje przeprowadzać za moją zgodą, prawda? - odparła uprzejmym tonem i uśmiechnęła się lekko. Chciała dać kapłanowi do zrozumienia, że nie życzy sobie kolejnych ekscesów na swoich ziemiach. I wiedziała, że jest w prawie, bo tylko ona miała prawo do zasądzania kary śmierci w całym hrabstwie Greycastle i nawet przywilej jej ojca, Hieronima, nie dawał kapłanom Lathandera prawa do zabijania poza ich klasztorem. Zwróciła się do pocącego się burmistrza.

- O, i seneszal Mirmond! Wiele o tobie słyszałam! - przez chwilę pozwoliła grubasowi zastanowić się nad jej słowami, po czym dodała. - Racz przygotować pokoje dla mnie i moich ludzi, zostaniemy u ciebie dopóki moja rodowa rezydencja nie zostanie doprowadzona do godnego stanu.

A do Aviusa pomyślała:
~ Szybko i dyskretnie zakończ męki tych nieszczęśników... Tylko tyle możemy dla nich zrobić - w jej myślach mężczyzna wyczuł prawdziwy żal.
 
slann
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4982
Rejestracja: pt paź 14, 2005 10:35 am

Re: [DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

pt mar 15, 2013 8:36 am

Moros podszedł do kapłana i rzekł.
- Moja bratanica okazała ci łaskę, ale wiedz, że jak się następnym razem spotkamy, skończysz w Bator, jako zabawko Baetzu, co czeka wszystkie sługi zła.
Potem ukłonił się Adelajdzie, choć czuł się zawiedziony jej brakiem stosownej reakcji na jawne ludobójstwo.
- [i] Rad jestem cię widzieć moja prabratanico, Jestem Moros Greycastle, twój prapra...stryjek!
 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

sob mar 16, 2013 3:36 am

Na bagnach

Lu odwróciła wzrok od wychodzących z chatki, jakby nie mogła znieść ich widoku.
Gdy Xaemar podszedł do dziewczyny i uzbrojoną w pazury dłonią ujął jej twarz, tak by patrzyła mu w oczy, ujrzał w nich najpierw strach i odrobinę złości. Wydawało mu się, iż oczekuje od niego czegoś równie podłego. Jednak gdy ich spojrzenia się spotkały strach wyparował, a w fioletowych oczach Xaemar mógł odczytać ... wdzięczność. A może nawet niemą i nieśmiałą prośbę o ratunek.
Gdy Xaemar delikatnie otarł jej łzę z policzka bródka dziewczyny zatrząsła się, jakby Lu miała się zaraz rozpłakać i załamać. Jednak jakimś nieznanym wysiłkiem woli dziewczyna wzięła się w garść i jedynie uśmiechnęła się ciepło, choć był to nieco wymuszony uśmiech.
Lu spoglądała na płaszcz Xaemar 'a z pewną dozą nieufności, ale nie protestowała. - dziękuję. - szepnęła nawet.
Lu wyszła ostatnia z chatki rzucając okaleczonemu bogowi pełne złości i odrazy pożegnalne spojrzenie. Nie śpieszyła się też, by dogonić pozostałych, po ostatnich zajściach chyba nikt się nie dziwił, że dziewczyna podąża w pewnej odległości za jaszczurką i demonem. Zapewne pozwoliłaby, by odległość się jeszcze bardziej powiększyła, gdyby nie gęsta niczym zupa mgła, która nie pozwalała jej zostawać zbytnio w tyle.

Grupka podążała na zachód, brocząc po pas W bagnistej cuchnącej wodzie. Wokół leniwie kłębiły się bagienne opary i gęsta mgła.


Theokritos był z początku ślepy jak pozostali, dopiero gdy grupka wyszła ze strefy martwej magii można było znów sięgnąć po magiczne zmysły. Theokritos aż wzdrygnął się, gdy wyczul wokół spore skupisko zła... Coś kryło się pod powierzchnią błotnistej wody i tuż za ścianą mgły... byłe tego dużo i się zbliżało...

W miasteczku
Avius zdziwił się, gdy sięgnął do umysłów rycerzy. Zdziwił się pozytywnie. Znaczna większość nich była nie chroniona przed jego zmysłami.
Choć część z nich okazała się na tyle silna, by instynktownie obronić się przed zdolnością. Powierzchowne myśli pozostałych, no cóż. Trudno z nich cokolwiek wywnioskować. Z pewnością są to lojalni, by nie powiedzieć fanatyczni wyznawcy Lathandera. Wierzą, że niosą pokój i wolę bożą. Że uda się pokonać wszelkie zło i zaprowadzić erę pokoju, sprawiedliwości i równości dla każdego człowieka dobrego serca. Są gotowi oddać swe życie w służbie bogu i bliźniemu. Co więcej, część z nich właśnie na to liczy. Pragną zginąć w służbie, by zasłużyć sobie na raj, jaki Lathander im obiecał po śmierci. Królewską nagrodę za ból i pot i krew tu na ziemi.
Oczywiście, nie są wolni od wątpliwości. Jak to ludzie. Część z nich czuje się niegodna. Część żałuje jakiegoś zamku czy fortuny, jakie oddali na rzecz kościoła. Ale ci którzy mają takie wątpliwości równocześnie panicznie się boją że biały kapłan zwróci na nich swoje oko i że będzie wiedział, bo on zawsze wie... Dlatego nawet w myślach, wątpliwości są szybko tłumione, i dana osoba najczęściej zaczyna się gorliwie modlić by oczyścić swe myśli. Niektórzy nawet obiecują sobie, iż poddadzą się samo biczowaniu, by odpokutować za grzeszne myśli. Ale tych jest już na prawdę mało.

Myśli tłumu... Avius zdecydowanie ma z nimi kłopot. jest ich zbyt wiele, i ludzie myślą o najprzeróżniejszych sprawach. Ale mimo to udało się wychwycić kilka spraw.
Jakiś kaleka błogosławi w myślach białego kapłana, gdyż został nakarmiony, kapłan znalazł dla niego kwaterę, i już nie musi spać na ulicy. Dostał nawet pracę. Łatwą do tego. Musi tylko wydawać pokwitowania. Co prawda, ledwo czyta, ale jego kalectwo na więcej mu nie pozwala, a kapłan powiedział, że w nowym ładzie dla każdego człowieka o dobrym sercu znajdzie się miejsce. A jego jest właśnie za biurkiem, bo więcej nie jest w stanie zrobić.
Podobnych historii wśród zwyczajowych wyrzutków społeczeństwa jest więcej. Avius jednak rzadko miał okazję poznać je tak szczegółowo jak tą owego kaleki, gdyż ludzkie myśli często krążą i nie zawsze opowiadają historię po kolej jakby na zamówienie.
Jest też jednak kilka myśli pełnych goryczy pod adresem białego kapłana. Jeden bankier złorzeczę, bo kapłan oskarżył go o lichwiarstwo, choć bankier sam przed sobą zapiera się, że jego oprocentowanie nie jest takie wysokie.
Jeden kowal przeklina na kilkoro nowych parobków, jakich biały kapłan kazał mu zatrudnić, grożąc zerwaniem bardzo lukratywnego kontraktu na uzbrojenie białych płaszczy. Parobkowie to kalecy i przygłupi, tak bardzo przydatnych jak sutki na napierśniku. A mimo to kowal chcąc nie chcąc musi na nich wykładać.
Wiele osób raduje się z upadku kościoła Mystry, gdyż część skarbca kościoła została rozdana pomiędzy biednych. Za część sfinansowano noclegi dla bezdomnych i podobne altruistyczne przedsięwzięcia.
Wiele osób wierzy też, że kapłani Mystry są winni wspomagania złych istot. jedna matka przeklina akurat palącego się staruszka, gdyż ten odmówił uleczenia jej córeczki, gdyż kobieta nie mogła zapłacić za magiczną usługę.
Natłok myśli jest jednak dużo większy, jednak inne są podobne do tego, co już Avius rozszyfrował, bądź są na tyle nie związane ze sprawą, że nie warto im poświęcać zadu albo na tyle niezrozumiałe, że nic z nich nie wynika.

Lord Xavros ukłonił się dwornie na słowa Lady Adelajdy. - Oczywiście moja pani. Przedstawię ci akty oskarżenia wraz z wyrokami jutro z samego rana. Liczę na to, że szybko uporamy się z formalnościami i będę mógł kontynuować moją pracę. - jego uśmiech był bardzo szarmancki a głos uprzejmy. - Czy uczyniła byś mi ten zaszczyt i pozwoliła się zaprosić dziś na wieczerzę?

Seneszal Mirmond się zachłysnął słysząc słowa Adelajdy. - U mnie? Ale... o pani. W mieście ród Greycastle ma swoją własną siedzibę. Myślę, że będzie to dużo bardziej, jem adekwatne miejsce dla tak szlachetnej pani. Moje skromne progi... - tłumaczył jednak Lord Xavros wszedł mu w słowo.
- Moja droga pani. Nie słuchaj tej... osoby. Samemu siedzi w pałacyku, a ciebie pragnie zakwaterować w skromnej willi twego brata. Ale nim przejmiesz leże żmij, pozwól, że zaproponuję ci nocleg w naszej świątyni. Warunki są może skromne, gdyż wyrzekliśmy się luksusów, ale będziesz u nas bezpieczna. Nie zniósł bym, gdyby coś ci się przydarzyło pod dachem Mirmonda. - kapłan umyślnie pominął tytuł seneszala. Mirmond poczerwieniał, próbował coś powiedzieć, ale poza piskiem nic nie wyszło z jego gardła.

- Moja bratanica okazała ci łaskę, ale wiedz, że jak się następnym razem spotkamy, skończysz w Bator, jako zabawko Baetzu, co czeka wszystkie sługi zła. - na te słowa z ust upiora biały kapłan ponownie uśmiechnął się kwaśno i sięgnął do wiszącego na skromnym rzemieniu dysku z polerowanej miedzi.
- W imieniu Lathandera, przepadnij zjawo nieczysta - rzekł stanowczo, ale bez złości. Oczy kapłana buchnęły białym płomieniem, a mały okruch niewidzialnej mocy wystrzelił z okolicy gardła kapłana, by przeszyć boleśnie ciało zjawy. Jednak największy efekt wywołało karcenie boską mocą. Moros spostrzegł gorejące słońce, oblicze boga tak prawe i dobre że jego nienaturalna nieumarła natura wydała mu się przerażającym bluźnierstwem. herezją samego życia. Moros nie mógł tego znieść, musiał oddalić się. Uciec, byle jak najdalej od białego płomienia. Jeszcze chwila, był tego pewien, a biały płomień pochłonął by go w całości. A on oddał by się dobrowolnie, by zakończyć swe nieczyste przeklęte istnienie.
Równocześnie trzy białe płaszcze sięgnęły po swe ciężkie buzdygany i ruszyły w stronę zjawy. Ich sylwetki zafalowały delikatnie, a rycerze rozpłynęli się w powietrzu. Moros jedynie na skraju świadomości dostrzegł ich przejście na plan eteryczny. Zbytnio był przerażony i pochłonięty pragnieniem ucieczki.
- Moja droga pani, czy ten... pomiot piekieł rzeczywiście jest w jakiś sposób skoligacony z twą szlachetną osobą? Mam nadzieje, że to były jedynie bluźniercze kłamstwa z ust pomiota Velsharoona albo innego nieczystego. Tak czy owak, moje ogary go wytropią. Zabiją. A potem odnajdą jego śmiertelne szczątki, by pochować biedaka w poświęconej ziemi, by już więcej nie powstał z grobu. Nie martw się pani, mamy doświadczenie z radzeniem sobie z podobnym plugastwem

Ostatnio zmieniony sob mar 16, 2013 12:08 pm przez Ehran, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Feniks
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5008
Rejestracja: ndz lis 07, 2004 10:34 am

Re: [DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

sob mar 16, 2013 12:01 pm

Theokritos - Czarnowłosy pixi, którego skóra zdaje się zlewać z otoczeniem.


- Cos jest w wodzie przygotujcie się.

Pixi dobył broni i sam wzbił się na jakieś 10 stóp w górę wypatrując zagrożenia. Jednocześnie stał się niewidzialny by móc lepiej zaskoczyć swoich wrogów.

Ostatnio zmieniony sob mar 16, 2013 10:53 pm przez Feniks, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Dark_Archon_
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 692
Rejestracja: sob gru 29, 2007 2:29 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

sob mar 16, 2013 1:16 pm

Avius Telvayn

Złowieszczy uśmiech zagościł na jego twarzy, kiedy wyczuł wątpliwości w głowach świątobliwych rycerzy. To bardzo dobry znak, trzeba będzie kiedyś to wykorzystać. Namierzyć ich, zastraszyć i wyciągnąć informacje. Avius postarał się zapamiętać wszelakie cechy charakterystyczne tychże rycerzy, aby później móc ich ewentualnie rozpoznać. Można by zasiać ziarno niezgody w ich szeregach i tym sposobem osłabić politycznie. Ale to nie czas na takie działania. Nie wiadomo jeszcze, jakie decyzje podejmie wobec nich lady Graycastle...

Prośba lady była zaskoczeniem. Avius zdekoncentrował się na moment i przerwał działanie czaru. Musiał skupić się na tym, jak mógłby spełnić to zadanie. Stał po środku tłumu, spojrzał na wierzgającego w płomieniach starca, rozejrzał się za ewentualnymi drogami ucieczki, za zacienionymi okolicami wokół podwyższenia.
~ Nie, pani. ~ Nie takiej pewnie się spodziewała odpowiedzi ~ Nie mogę tego zrobić. To zbyt ryzykowne.
Zabójca nie widział możliwości, aby zadać kapłanowi śmiertelny cios, po czym dostatecznie szybko i daleko uciec. Straży było dużo, tłum niepewny, a i nie znał możliwości samego lorda Xavrosa. Do tego ci trzej rycerze, ścigający zjawę przez plan eteryczny, nie napawali optymizmem. Zagrożenie było niewspółmierne do korzyści. Tłuszcza również mogłaby być wyjątkowo niezadowolona z powodu przedwczesnego końca przedstawienia, w końcu chyba po to tu się zgromadzili - dla rozrywki, popatrzeć sobie jak w mękach giną ludzie. Reakcji samego mistrza ceremonii, jak i konsekwencji z tego wynikających, także nie mógł być pewien.

Tak więc Avius został i patrzył jak ginie człowiek i jak ludzie napawają się tym widokiem...
Ostatnio zmieniony ndz mar 17, 2013 4:09 pm przez Dark_Archon_, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Altaris
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1175
Rejestracja: ndz paź 05, 2008 4:24 pm

Re: [DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

sob mar 16, 2013 2:48 pm

Xaemar

-Nie ma za co. - szepnął w odpowiedzi.
Wyruszyli w drogę przez bagno, gith mimo mgły starał się mieć oko na dziewczynę.
Kiedy tylko opuścili strefę martwej magii zasłona iluzji opadła na Xaemara, ukrywając jego prawdziwą naturę. Teraz można było go określić jako całkiem przystojnego młodego człowieka. Pociągnął mocniej nosem na ostrzeżenie pixie, miał bardzo czuły węch i czuł różne paskudztwa dookoła, ale tym razem wyczuł też żywe stworzenia. Odezwał się możliwie cicho, ale słyszalnie.
-Nie tylko pod wodą coś się zbliża. Cuchnie mi tu trollami i chyba jakimiś gadami. Dość intensywnie... - starał się mówić spokojnie ale nie mógł ukryć ekscytacji w głosie, kochał walczyć - ...może być całkiem interesująco, oj tak. Tylko nie właźcie mi pod ostrze. - uśmiechnął się drapieżnie.
Ujął topór w obie dłonie i pewnie ścisnął rękojeść, był gotów do walki.
-Lu, trzymaj się z tyłu. Nie powinnaś się narażać. - zwrócił się do dziewczyny.

 
Awatar użytkownika
Zaalaos
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 878
Rejestracja: sob sty 19, 2008 1:07 pm

[DnD 3.5 Gestalt FR 18+] Krew i Ogień - Sesja

sob mar 16, 2013 4:13 pm

Vargo Shadesoul

Demon uśmiechnął się paskudnie słysząc ostrzeżenia swoich przymusowych towarzyszy. Wyglądało na to że wnętrzności jakiś przypadkowych istot przyozdobią otaczającą ich roślinność. Vargo nie wyciągnął nawet broni z pochew, zrobił po prostu kilka kroków w bok i rozpłynął się w powietrzu, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu bytności.

Ostatnio zmieniony ndz mar 17, 2013 11:15 am przez Zaalaos, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 14

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości