Zrodzony z fantastyki

 
Awatar użytkownika
fairhaven
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1486
Rejestracja: śr cze 02, 2004 8:14 am

Migracje

pt wrz 01, 2006 4:14 pm

Oj, coś nam się powolutku ten ruch na forum kręci. Wszyscy fani Legendy powyjeżdżali? Z uporem postanowiłam w to nie wierzyć, rzucjając kolejny temat "na pożarcie".

Zastanawiałam się ostatnio nad kwestią migracji w Rokuganie - kraju, w którym większość osób posiada własne i przypisane na stałe miejsce.

Są jednak pewne typowe kierunki migracji w Rokuganie, są też grupy społeczne które przemieszczają się szczególnie często. Postarałam się stworzyć listę - proszę was o uzupełnienie no i oczywiście komentarze :)

1) Klan Jednorożca - znani podróżnicy; oprócz nich wszelkiej maści handlarze, utrzymujący się z tego, że sprzedają w jednym miejscu i kupują w innym
2) Szmaragdowi Namiestnicy - lecz nie ci, którzy stacjonują w mieście czy nadzorują Legiony, ale ci, którzy wizytują prowincje
3) ronini i innej maści wędrowni wagabundzi - tu problemem nie jest zmiana miejsca pobytu, ale zatrzymanie się na dłuższy czas.
4) Heroldzi Miya - to dosyć rzadko eksploatowany na sesjach wątek, a przecież zawód herolda, jeżdżącego od miasta do wsi i ogłaszającego wolę cesarza jest nader ciekawy
5) mnisi i pielgrzymi - ci nader często zajmują się wędrowaniem po ziemiach Szmaragdowego Cesarstwa (choć należy nadmienić, że osiadłych mnichów jest jeszcze więcej). Są oni przykładem połączenia dużej wolności (zdecydowanie większej tej, jaką mają heroldzi czy cżłonkowie klanu) i jednocześcnie dużego prestiżu społecznego (z pewnością większoego niż równie wolnych ludzi fali)


Co do kierunków migracji
1) Na mur - najbardziej znana ze wszystkich migracji, łącząca się z dyshonorem, niemal pewną śmiercią ale i swoistym odkupieniem
2) Do klasztoru - ta droga prędzej czy później czeka każdego Rokugańczyka, chyba że prędzej przyjdzie mu zginąć. Swoją drogą - moje marzenie to prowadzić tak długo dla moich graczy, by zdążyli się zestarzeć :)
3) Do domu małżonka - droga dostępna raczej dla kobiet, o ile nie mówimy o wżenieniu się w Matsu czy Otaku.
4) Awansem - a to droga dla zdolnych: samurai którym pan nada własne dzieje, dworzan uhonorowanych gubernatorstwem itp. Zdecydowanie najszczęśliwsza z wymienionych tu podróży, choć łącząca się też z wielkim ryzykiem
5) Degradacja - analogicznie: daimyo posyła zarządzającego miastem do małej wsi, gdzie będą mu służyć dwaj samuraje. Czasami Mur bywa lepszym wyjściem.

Wyszło dwa razy po pięć :)
Co jednak, jeśli bardzo chcielibyśmy poprowadzić dla wędrownej drużyny, a nasza jakoś nie pasuje? Co mogłoby skłonić naszych graczy do wyjazdu?
1) Wyganie, dyshonor - to chyba najbardziej definitywny sposób zmiany zamieszkania. Kto jednak będzie chciał takiego wygnanego samuraja?
2) Ochrona podróżnika - daimyo przydziela bohaterów do ochrony swego przyjaciela, który przemierza cały Rokugan w szczytnym celu. Daje możliwość zakończenia wątku wędrówki, kiedy tylko się nim znudzimy.
3) Pielgrzymka - jest rodzaj pielgrzymki po oświecenie, kiedy nasi bohaterowie decydują sie zostać ludźmi fali. Bardzo ciekawy motyw, więcej na ten temat w Way of the Wolf

Hmm - to na tyle na razie, nic więcej nie przychodzi mi do głowy.
 
Awatar użytkownika
Teukros
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 475
Rejestracja: pt maja 16, 2003 11:39 am

sob wrz 02, 2006 5:54 pm

Nie jest łatwo stworzyć przygodę "migracyjną" tak, aby nie wyglądała na naciąganą (na zasadzie "chwilę, po co jedziemy, a tak wogóle, to dlaczego my ?"). Podstawową sprawą jest wyznaczenie jakiegoś celu; konkretnego, rozsądnego, i realistycznie możliwego do osiągnięcia (chyba, że mamy drużynę roninów, którymi "rzuca fala"). Z własnego doświadczenia wiem, że trudno jest MG powstrzymać się od wplatania w scenariusz "side-questów". Na pozór wydaje się to niezłym pomysłem, ale każdy "side-quest" po pierwsze - oddala osiągnięcie "rzeczywistego" celu, przez co powoduje frustrację graczy, po drugie - może spowodować, że w którymś momencie gracze, zamiast kontynuować "główny" wątek, pójdą za którymś z pobocznych. A wtedy mamy problem, bo trzeba albo improwiozować, albo ciąć. A to może być problematyczne...
 
gwylliam
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 185
Rejestracja: pt mar 12, 2004 11:31 am

czw wrz 14, 2006 7:20 pm

ok...

nazwa tematu myląca trochę...

Migrują sobie po Rokuganie chłopi (w dziedzinie Lwa mają podobno wolnośc poruszania się między prowincjami), więc gdy susza ryż wysuszy pakują pewnie manatki na śmieszne wózeczki i wielkie kufry i niosa to w inne miejsce gdzie miłosierny pan pozwoli im osiąść.

Migrują sobie także Jednorożce po swoich równinach, wiadomo, nomadzi.

Samuraje nie migrują ot tak sobie, chyba że ronini. Ale wola pana może ich rzucać przecież z jednej strony Rokuganu na drugi. Niech tu zaniosą dary, tam odeskortują emisariusza, stamtąd z kolei niech zaniosą wieści Szmaragdowemu Namiestnikowi, ten niech poprosi ich o dostarczenie raportu Szmaragdowemu Championowi, w Otosan Uchi niech zgubią wiadomość, co zmusi ich do odszukania jej w labiryncie ulic i intryg, bo inaczej seppuku. Gdy znajdą i dostarczą muszą wrócić do pana i opowiedzieć o wszystkim, a tam zastaną nowego karo, który wkurzony ich niekompetencją (zgubili bądź co bądź ważną wiadomość od Cesarskiego urzędnika, i jak teraz ich klan wyglada przed Cesarzem???) wyśle ich jako zarządców (w nagrodę oczywiście) na jakieś zadupie, gdzie trzeba sobie poradzić z bandą roninów ukrywających się w lesie pobliskim. Gdy tam trafią okaże się że ronini przetrzymują ważną personę z jakichś ukrytych powodów, persona poprosi ich o eskortę do ziem swojego klanu. A jak pójdą to mają naprawdę przerąbane u karo, bo opuszczą swoje miejsce służby, do tego uwolniona persona okaże się wcieleniem zła i wielkim Bloodspeakerem, więc jeśli zostanie u nich zaraz zrobi im jesień średniowiecza z wiochy i dzielni bushi będa musieli wyprawić się po pomoc do karo, czy też innego wielkiego łowcy czarownic... uffff zaczynam majaczyć... ale troszkę przegoniłem hipotetyczną drużynkę po świecie:)
 
Awatar użytkownika
fairhaven
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1486
Rejestracja: śr cze 02, 2004 8:14 am

sob wrz 16, 2006 2:37 pm

owszem, ale to wszystko zaczynalo wyglądać dość nieprawdopodobnie.
Po pierwsze, o ile samuraje nie służą wielkiemu panu tylko małemu daimyo podlegającemu władcy prowincji, to całe ich podróże (i wielkie misje od pana) będą najpewniej ograniczone do wizyt u sąsiadów, ewentualnie zwierzchnika pana. Jeśli dzieje się coś bardzo niepokojącego, mogą zostać wysłani do Szmaragdowego Championa/Namiestnika. Koniec pieśni.

Dlatego uważam, że aby to wszystko (tzn częste podróże) miało ręce i nogi, trzeba wymyślić jakiś bardziej wiarygodny powód niż po prostu "jeździcie, bo tak się ułożyło".

Jeśli chodzi o tytuł - zaproponuj lepszy, to od razu zmienię :P
 
gwylliam
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 185
Rejestracja: pt mar 12, 2004 11:31 am

sob wrz 16, 2006 11:40 pm

Może po prostu: Podróże, albo Wanderer's Guide to Rokugan? :)

W temacie chodzi, i think, o wolnosc poruszania się po Cesarstwie, której de facto nie ma nikt. Taka specyfika świata, żeby się szwendać po prowincjach trzeba być roninem, albo kupcem (może Yasuki staną się symbolem względnej wolności?:))

Co do ograniczonego pola działania przy służbie pomniejszemu daimyo - zgoda. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by po dokonaniu kilku ważnych dla klanu rzeczy, Champion nie zwrócił uwagi na dzielnych samurajów i nie poprosił ich pana o ich usługi. Byłby to wielki honor zarówno dla niego jak i dla drużyny, jak i naturalny awans (oczywiście w konwencji gry).
 
Awatar użytkownika
NoOne3
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1910
Rejestracja: ndz wrz 18, 2005 4:42 pm

sob wrz 16, 2006 11:47 pm

Dla zaściankowych samurajów pomniejszego pana podróż do sąsiedniej prowincji, czy z posłaniem do Championa to już kawał wyprawy. :P:D:P

A gracze "lokalni" mogą zostać wydelegowani na przykład, jako "rozrywka" dla młodego, acz bogatego i wysoko stojącego syna wielkiego daimyo, który zwiedza Rokugan z nudów i dla poprawy pomyślunku. Mają go oprowadzić po znanej sobie prowincji, a jeśli okażą się dobrymi towarzyszami podróży to i dalej.

Przeróżnych posłannictw też jest mnóstwo i wymagają zazwyczaj mniejszej, lub większej eskorty. Transport podatku, raporty, rozkazy, listy (być może jakieś haiku?), panna młoda, słynny miecznik, czy wspomniani w podręczniku cieśle... To akurat są motywy raczej ograne.

Są też wszelkiego rodzaju "misje specjalne" zlecane przez wyższych urzędników niższym i na końcu trafić mogą do naszych graczy, jako najlepiej (lub najgorzej :D) nadających się do wykonania zadania. Najprostsze to pewnie poszukiwanie bandytów, lub przeróżne "śledztwa" wszelakiego kalibru.

Choć dla niektórych Żurawiofilów to pewnie niskie i prymitywne... :D

Edit:
Przypomniałem sobie pewną grę. Fabułą było właśnie takie proste śledztwo, a gwiazdą sesji postać pewnego Żurawia, którego gracz (doskonale się przy tym bawiąc) doskonale odgrywał, jak bardzo mierzi go cała impreza, oraz co myśli w ogóle o takich wyprawach.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości