Zrodzony z fantastyki

 
Aureus

Nielegalne czy legalne?

czw paź 23, 2008 7:10 pm

Pytanie za 100 punktów. Proszę o radę kogoś mądrzejszego ode mnie.

Jak rozumiem, w Polsce nie istnieje polski dystrybutor Planescape.

Jeżeli dobrze rozumiem, brak licencji jest podstawą działania wszelakich stron zamieszczających linki do anime. Nie znam się na prawie i tylko kiedyś wyczytałem, że jeżeli coś nie posiada dystrybutora w danym kraju, to można to zdobywać przez internet, o ile nie chce się na tym zyskać.

1) Czy moje rozumowanie jest poprawne?
2) Czy podręczniki do drugoedycyjnego Planescape można z czystym sumieniem ściągać z rosyjskich serwerów, czy należy je wpierw zakupić?
 
Nukereal

czw paź 23, 2008 8:04 pm

Wydaje mi się że nie. Powiedzmy że wypuścili jakąś grę ale jeszcze nikt jej nie zapowiedział. Czy to zmienia fakt iż ten czyn jest piractwem? Nie. Zresztą- granice państw są dość... sztuczne w tej sprawie, mając internet. DriveThru lub RPGNow gwarantują np. ogólnoświatowe usługi o ile dobrze się orientuję.
 
Awatar użytkownika
Lunar190
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 358
Rejestracja: pt wrz 07, 2007 9:33 pm

pt paź 24, 2008 8:01 am

Jeśli na czymś można jeszcze zarobić - na pewno tego nie zwarezują. Takie prawo. Ludzie to chciwe mendy
 
Gantolandon
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 169
Rejestracja: czw paź 20, 2005 5:00 pm

pt kwie 10, 2009 12:32 pm

Aktualizacja: w związku z ruchem WotC nie da się już nabyć PDFów z Planescape legalnie. Myślę, że powinno to rozwiać niektóre wątpliwości ;)
 
Awatar użytkownika
Kamulec
Administrator, Koordynator społeczności
Administrator, Koordynator społeczności
Posty: 2237
Rejestracja: sob lip 09, 2005 12:32 pm

pt kwie 10, 2009 1:05 pm

Aktualizacja: w związku z ruchem WotC nie da się już nabyć PDFów z Planescape legalnie. Myślę, że powinno to rozwiać niektóre wątpliwości

Tak. W efekcie trzeba je kupować z odzysku, jeżeli ma byc legalnie. Prawo nie zna półśrodków.

Przypominam, że można korzystać z planewalker.com
 
Awatar użytkownika
zegarmistrz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1002
Rejestracja: śr paź 20, 2004 4:05 pm

pt kwie 10, 2009 1:42 pm

Aureus pisze:
Jeżeli dobrze rozumiem, brak licencji jest podstawą działania wszelakich stron zamieszczających linki do anime. Nie znam się na prawie i tylko kiedyś wyczytałem, że jeżeli coś nie posiada dystrybutora w danym kraju, to można to zdobywać przez internet, o ile nie chce się na tym zyskać.


Niestety ktoś ci bzdur nagadał. To działa w dokładnie odwrotny sposób.

Jeśli ktoś coś spłodzi: napisze, wymyśli, zaśpiewa, narysuje etc. automatycznie nabiera do tego praw. Nikt inny z nich nie może korzystać, chyba, że dokona ich przeniesienia lub udzieli licencji. Jeśli jej nie udzieli (jak w wypadku Planescape i Polski) to NIKT nie ma prawa tego tykać czy ściągać z rosyjskich serwerów.

Od tej zasady jest kilka wyjątków np. prawo cytatu, prawo satyry i parodii czy przedawnienie praw autorskich zachodzące 70 lat po śmierci twórcy.

Co do stron o aniem, to niestety, połowa z nich działa nielegalnie i prosi się o kłopoty.
 
Gantolandon
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 169
Rejestracja: czw paź 20, 2005 5:00 pm

pt kwie 10, 2009 3:18 pm

Tak. W efekcie trzeba je kupować z odzysku, jeżeli ma byc legalnie. Prawo nie zna półśrodków.


Jeśli ktoś coś spłodzi: napisze, wymyśli, zaśpiewa, narysuje etc. automatycznie nabiera do tego praw. Nikt inny z nich nie może korzystać, chyba, że dokona ich przeniesienia lub udzieli licencji. Jeśli jej nie udzieli (jak w wypadku Planescape i Polski) to NIKT nie ma prawa tego tykać czy ściągać z rosyjskich serwerów.


Dozwolony użytek prywatny.
 
Awatar użytkownika
Kamulec
Administrator, Koordynator społeczności
Administrator, Koordynator społeczności
Posty: 2237
Rejestracja: sob lip 09, 2005 12:32 pm

pt kwie 10, 2009 5:02 pm

Dozwolony użytek prywatny.

Radze przeczytać ustawę o prawach autorskich. Łatwo dostepna w internecie.

Z założenia nikt poza posiadaczem praw autorskich (poza szeregiem wyjątków) nie może korzystać z danego dzieła.

Uzytek prywatny jest typową zasadą korzystania z podmiotu czyichś praw autorskich: kiedy kupujesz grę, czy podręcznik do D&D zyskujesz właśnie prawa do użtku prywatnego.
 
Gantolandon
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 169
Rejestracja: czw paź 20, 2005 5:00 pm

pt kwie 10, 2009 5:13 pm

Radze przeczytać ustawę o prawach autorskich. Łatwo dostepna w internecie.

Z założenia nikt poza posiadaczem praw autorskich (poza szeregiem wyjątków) nie może korzystać z danego dzieła.

Uzytek prywatny jest typową zasadą korzystania z podmiotu czyichś praw autorskich: kiedy kupujesz grę, czy podręcznik do D&D zyskujesz właśnie prawa do użtku prywatnego.


Tak, bardzo fajnie. Co nie zmienia faktu, że dwa powyższe cytaty (zegarmistrza i Twój) są nieprawdziwe. Nie, nie trzeba kupować z odzysku, żeby było legalnie. Nie, nie jest prawdą, że nikt w żadnych okolicznościach nie ma prawa tego tykać. Wystarczy posiadanie znajomego, który już te PDFy posiada. Żeby było śmieszniej, według co najmniej niektórych wykładni, nie ma znaczenia nawet fakt, czy ów znajomy kupił te PDFy, czy zwyczajnie je ściągnął.
 
Awatar użytkownika
shushu
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 10
Rejestracja: śr kwie 01, 2009 6:14 pm

pt kwie 10, 2009 6:08 pm

Wy to macie problemy... ściągnij sobie pirata i daj sobie spokój
 
Awatar użytkownika
Malaggar
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3222
Rejestracja: ndz cze 01, 2003 3:36 pm

pt kwie 10, 2009 6:16 pm

shushu pisze:
Wy to macie problemy... ściągnij sobie pirata i daj sobie spokój

Piractwo jest nielegalne.
 
Awatar użytkownika
Kamulec
Administrator, Koordynator społeczności
Administrator, Koordynator społeczności
Posty: 2237
Rejestracja: sob lip 09, 2005 12:32 pm

sob kwie 11, 2009 1:06 pm

Gantolandon Może i tekst jest napisany "bardzo mądrze", ale jest nie zgodny z prawdą. Czytałem ustawę dość wnikliwie, miejscami więcej, niż raz.

Definicja użytku prywatnego jest oczywista, ale oznacza to, że nie może znajomy przesłać ci kopii podręcznika, na której poprowadzisz sesję - gdyż wtedy to jest twój użytek prywatny, a nie jego.
_____
Proszę o nie zabieranie głosu osób, które nie czytały ustawy, jako, że pozbawione jest to sensu.
 
Awatar użytkownika
Radnon
Szef działu
Szef działu
Posty: 4281
Rejestracja: czw maja 06, 2004 3:35 pm

sob kwie 11, 2009 2:03 pm

Kamulec pisze:
Definicja użytku prywatnego jest oczywista, ale oznacza to, że nie może znajomy przesłać ci kopii podręcznika, na której poprowadzisz sesję - gdyż wtedy to jest twój użytek prywatny, a nie jego.

Wbrew pozorom zasada prywatnego użytku nie jest taka oczywista jak się wydaje, w wielu miejscach jest też nieostra. Dochodzi też do tego kwestia doktryny. Generalnie można powiedzieć, że tekst linkowany przez Gantolandona jest zgodny z prawdą (czyli zazwyczaj można sobie powielać książkę, kopiować płyty, pożyczać podręczniki itp. jeśli nie wychodzimy z tym poza sferę osobistą i rodzinno-towarzyską), poza kwestią pochodzenia egzemplarza danego utworu. W tym wypadku aby zasada użytku prywatnego zadziałała musi on pochodzić z legalnego źródła
 
Gantolandon
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 169
Rejestracja: czw paź 20, 2005 5:00 pm

pn kwie 13, 2009 10:10 pm

Art. 23. 1. Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten nie upoważnia do budowania według cudzego utworu architektonicznego i architektoniczno-urbanistycznego oraz do korzystania z elektronicznych baz
danych spełniających cechy utworu, chyba że dotyczy to własnego użytku naukowego niezwiązanego z celem zarobkowym.

2. Zakres własnego użytku osobistego obejmuje krąg osób pozostających w związku osobistym, w szczególności pokrewieństwa, powinowactwa lub stosunku towarzyskiego.


Przykro mi, nie widzę tu ani słowa o tym, że utwór musi być nabyty przez ową osobę legalnie. Poproszę o wskazanie odpowiedniego fragmentu.

Po jakimś czasie uznałem, że może chodzić o to:

Art. 35. Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy.


Tylko że w powyższym wypadku żaden z tych warunków nie jest spełniony. Rozpowszechnienie utworu w ten sposób nie godzi w "słuszne interesy twórcy", ponieważ materiały do tego systemu nie są drukowane już od dziesięciu lat, a twórcy rozproszyli się po innych wydawnictwach już dawno, dawno temu. Nawet organizacja, która posiada prawa majątkowe do wyżej wymienionych podręczników, przed paroma dniami przestała czerpać z nich jakiekolwiek zyski (nawet szczątkowe). Trudno też uznać, że przesłanie komuś płytki z wypalonymi podręcznikami w tych okolicznościach narusza normalne korzystanie z utworu.

Jeszcze jedno: czy nie jest tak, że w tym wypadku to właściciel praw musi dochodzić swoich praw na drodze cywilnej? Jeżeli komuś uda się otrzymać pozew od WotC w takich okolicznościach, będę pod wielkim wrażeniem.
 
Awatar użytkownika
Radnon
Szef działu
Szef działu
Posty: 4281
Rejestracja: czw maja 06, 2004 3:35 pm

pn kwie 13, 2009 10:59 pm

Gantolandon pisze:
Przykro mi, nie widzę tu ani słowa o tym, że utwór musi być nabyty przez ową osobę legalnie. Poproszę o wskazanie odpowiedniego fragmentu.

Tak jak pisałem wyżej prywatny użytek to nie tylko kwestia naszej ustawy, ale również uregulowań międzynarodowych czy doktryny. Oczywiście patrząc literalnie to w ustawie nie ma nic o legalnym pochodzeniu, ale przyjmuje się, że jest to warunek konieczny aby nabyć prawo do korzystania prywatnego. Zostało to chyba zresztą zapisane w jakiejś konwencji lub dokumencie unijnym (gdzieś to miałem nawet w notatkach studenckich).
Poza tym, już nawet abstrachując od konkretnych przepisów, dość nielogiczne byłoby nabywanie jakichkolwiek praw do utworu, w którego posiadanie weszliśmy nielegalnie.

Gantolandon pisze:
Po jakimś czasie uznałem, że może chodzić o to:(...)

Ten artykuł odnosi się do nieco innych przypadków, np. w sytuacji gdy kserowalibyśmy jakąś książkę (co w ramach prywatnego użytku robić możemy) a następnie tak zrobione kopie rozdawali komu popadnie tworząc swego rodzaju drugi obieg. W takim wypadku posiadacz praw majątkowych może nas oskarżyć o uniemożliwianie mu korzystania z jego praw, czyli krótko mówiąc zmniejszamy mu dochody.

Gantolandon pisze:
Rozpowszechnienie utworu w ten sposób nie godzi w "słuszne interesy twórcy", ponieważ materiały do tego systemu nie są drukowane już od dziesięciu lat, a twórcy rozproszyli się po innych wydawnictwach już dawno, dawno temu. Nawet organizacja, która posiada prawa majątkowe do wyżej wymienionych podręczników, przed paroma dniami przestała czerpać z nich jakiekolwiek zyski (nawet szczątkowe).

Autorzy nie mają raczej tutaj znaczenia, bo posiadają tylko prawa osobiste do tych utworów, liczy się posiadacz praw majątkowych czyli WotC. Niemniej tak jak pisałem wyżej "słuszny interes" dotyczy trochę innych rzeczy niż to o czym tutaj rozmawiamy, choć należy zaznaczyć, że to czy posiadacz praw z nich korzysta nie ma wpływu na ich działanie.

Gantolandon pisze:
Trudno też uznać, że przesłanie komuś płytki z wypalonymi podręcznikami w tych okolicznościach narusza normalne korzystanie z utworu.

Jeśli byłby to nasz kumpel to nawet byśmy nie złamali prawa, bo danie takiej płytki działa na tej samej zasadzie co pożyczenie książki. W najgorszym wypadku moglibyśmy złamać jakąś licencję jeśli sami byśmy tego pdf-a robili skanując książkę (czasem są jakieś klauzule o zakazie zmiany nośnika) - to już jednak pogranicze praw autorskich.

Gantolandon pisze:
Jeszcze jedno: czy nie jest tak, że w tym wypadku to właściciel praw musi dochodzić swoich praw na drodze cywilnej? Jeżeli komuś uda się otrzymać pozew od WotC w takich okolicznościach, będę pod wielkim wrażeniem.

Oczywiście, łamanie praw autorskich nie jest ścigane z urzędu, więc to właściciel praw musi swoich racji dochodzić. Tak samo oczywistym jest, że szanse na to, że ktoś nas pozwie za ściągnięcie kilku książek, które i tak już nie są w sprzedaży są znikome. To jednak z punktu widzenia prawa jako takiego nie ma znaczenia. Już taki jest urok praw autorskich - czasem kiepsko przystają do rzeczywistości, choć z drugiej strony podczas tej akcji z wycofywaniem pdf-ów WotC podobno kilka osób pozwało za rozprowadzanie skanów, więc czasem można mieć pecha.
 
Gantolandon
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 169
Rejestracja: czw paź 20, 2005 5:00 pm

pn kwie 13, 2009 11:23 pm

Ten artykuł odnosi się do nieco innych przypadków, np. w sytuacji gdy kserowalibyśmy jakąś książkę (co w ramach prywatnego użytku robić możemy) a następnie tak zrobione kopie rozdawali komu popadnie tworząc swego rodzaju drugi obieg. W takim wypadku posiadacz praw majątkowych może nas oskarżyć o uniemożliwianie mu korzystania z jego praw, czyli krótko mówiąc zmniejszamy mu dochody.


Tak też go zinterpretowałem.

Autorzy nie mają raczej tutaj znaczenia, bo posiadają tylko prawa osobiste do tych utworów, liczy się posiadacz praw majątkowych czyli WotC. Niemniej tak jak pisałem wyżej "słuszny interes" dotyczy trochę innych rzeczy niż to o czym tutaj rozmawiamy, choć należy zaznaczyć, że to czy posiadacz praw z nich korzysta nie ma wpływu na ich działanie.


Ma wpływ o tyle, że posiadacz praw musi aktywnie zadecydować, że chce o nie walczyć. Mam poważne wątpliwości, że nastąpiłoby to w przypadku PDFów z Planescape sprzed dziesięciu lat.

Jeśli byłby to nasz kumpel to nawet byśmy nie złamali prawa, bo danie takiej płytki działa na tej samej zasadzie co pożyczenie książki. W najgorszym wypadku moglibyśmy złamać jakąś licencję jeśli sami byśmy tego pdf-a robili skanując książkę (czasem są jakieś klauzule o zakazie zmiany nośnika) - to już jednak pogranicze praw autorskich.


W takim wypadku trochę nie rozumiem, w którym momencie źle zrozumiałem ustawę - bo dokładnie taki przypadek miałem na myśli. Chodziło mi o furtkę dla osób, które chcą koniecznie mieć te podręczniki legalnie - znaleźć kogoś, kto już je ma.

choć z drugiej strony podczas tej akcji z wycofywaniem pdf-ów WotC podobno kilka osób pozwało za rozprowadzanie skanów, więc czasem można mieć pecha.


Owszem. Chodziło jednak o Monster Manual 2 (nazwę podręcznika podano w oświadczeniu prasowym) - czyli coś, z czego WotC jeszcze niedawno czerpało konkretne zyski. Tymczasem od czasu zamknięcia linii wydawniczej Wizardzi kompletnie nie interesują się Planescape. Ot, trzymają copyrighta, bo jest im wygodnie. Owszem, korzystają z nazw zastrzeżonych (np. nazwy potworów, czy też niektórych miejsc), jednak w zupełnie innym kontekście.

Tłumacząc to w skrócie: WotC kompletnie zwisa kopiowanie podręczników do drugiej edycji sprzed dziesięciu lat. Nie czerpią już kompletnie żadnych zysków ze sprzedaży tych materiałów. Procesowanie się o nie byłoby tylko zbędnym kosztem, nie wspominając już o koszmarnej wpadce PR-owej.
 
Awatar użytkownika
Radnon
Szef działu
Szef działu
Posty: 4281
Rejestracja: czw maja 06, 2004 3:35 pm

pn kwie 13, 2009 11:48 pm

Gantolandon pisze:
Ma wpływ o tyle, że posiadacz praw musi aktywnie zadecydować, że chce o nie walczyć. Mam poważne wątpliwości, że nastąpiłoby to w przypadku PDFów z Planescape sprzed dziesięciu lat.

Mi też takie ściganie wydaje się bardzo mało prawdopodobne. Po prostu pokazywałem tutaj stronę formalną.

Gantolandon pisze:
W takim wypadku trochę nie rozumiem, w którym momencie źle zrozumiałem ustawę - bo dokładnie taki przypadek miałem na myśli. Chodziło mi o furtkę dla osób, które chcą koniecznie mieć te podręczniki legalnie - znaleźć kogoś, kto już je ma.

Rzeczywiście trochę się nie zrozumieliśmy. W kontekście legalności pisałem tutaj raczej o sytuacji gdy ściągamy sobie piracki podręcznik z jakiegoś "ruskiego" serwera od kogoś kogo kompletnie nie znamy - wtedy użytek prywatny nam nie przysługuje (nie spełniamy warunku związku towarzyskiego lub rodzinnego). Natomiast jeśli dostaniemy płytkę z pdf-em od kumpla i do tego działamy w dobrej wierze to praw autorskich w żadnym razie nie złamiemy. W tym wypadku jak najbardziej masz rację.

Gantolandon pisze:
Owszem. Chodziło jednak o Monster Manual 2 (nazwę podręcznika podano w oświadczeniu prasowym) - czyli coś, z czego WotC jeszcze niedawno czerpało konkretne zyski. Tymczasem od czasu zamknięcia linii wydawniczej Wizardzi kompletnie nie interesują się Planescape. Ot, trzymają copyrighta, bo jest im wygodnie. Owszem, korzystają z nazw zastrzeżonych (np. nazwy potworów, czy też niektórych miejsc), jednak w zupełnie innym kontekście.

Sprawę akcji Wizardów znam raczej z plotek, ale też wydawało mi się, że chodzi o jakieś nowe pozycje (jeśli był to MM2 do 4 edycji to mieli prawo się wkurzyć, bo to chyba jeszcze nawet premiery nie miało), a nie zabytki TSR-u sprzed 15 lat. Co do reszty też zgadzam się całkowicie. Zresztą te pozwy to też głównie działanie na pokaz.

Gantolandon pisze:
Tłumacząc to w skrócie: WotC kompletnie zwisa kopiowanie podręczników do drugiej edycji sprzed dziesięciu lat. Nie czerpią już kompletnie żadnych zysków ze sprzedaży tych materiałów. Procesowanie się o nie byłoby tylko zbędnym kosztem, nie wspominając już o koszmarnej wpadce PR-owej.

Znowu zgoda. Z praktycznego punktu widzenia ta dyskusja jest dość jałowa, bo nikt nikogo za podręczniki do PS-a nie pozwie. Mamy potwierdzenie, że prawo i rzeczywistość się rozchodzą czasem.
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

czw kwie 16, 2009 9:43 am

Radnon:

„… w ustawie nie ma nic o legalnym pochodzeniu, ale przyjmuje się, że jest to warunek konieczny aby nabyć prawo do korzystania prywatnego…”

„…dość nielogiczne byłoby nabywanie jakichkolwiek praw do utworu, w którego posiadanie weszliśmy nielegalnie…”


A co z ochroną prawną posiadacza? A ochrona prawa własności nabytego poprzez zasiedzenie, zawłaszczenie? Nawet ukradziony przedmiot; czyli taki w którego posiadanie weszliśmy nielegalnie; może z czasem uzyskać statut naszej legalnej i prawnie chronionej własności. Prawo własności nabyte od posiadacza, nawet nielegalnego, podlega jeszcze większej ochronie. Ważne tu pojęcia o których później wspominasz złej/dobrej wiary. Co nie zmienia faktu, że takie nabycia w pewnych okolicznościach są zupełnie legalne a ponad to już niezależnie od sposobu nabycia, prawnie chronione.

Używasz określenia „przyjmuje się”. Kto tak przyjmuje? Gdzie? Ustawa? Rozporządzenie? Przepisy wykonawcze? Traktaty międzynarodowe? Orzecznictwo?

O konkrety proszę.

Pozdrawiam
B
.
 
Awatar użytkownika
Radnon
Szef działu
Szef działu
Posty: 4281
Rejestracja: czw maja 06, 2004 3:35 pm

pt kwie 17, 2009 7:58 am

To o czym piszesz w kwestii zawłaszczenia, posiadania i podobnych elementów jest prawdą. Problem w tym, że dotyczy trochę innej rzeczy. Po prostu to o czym mówisz uprawnienia wynikające wprost z prawa cywilnego i pojawiają się w przypadku traktowania danej książki/podręcznika jako zwykłej ruchomości. Natomiast to o czym ja pisałem w swoich poprzednich postach to ewentualne prawa i uprawnienia jakie jesteśmy w stanie nabyć w ramach szeroko rozumianych praw autorskich, które są nieco odmienne. Dla uproszczenia dyskusji wszyscy pierwszą grupę praw pomijali.

Oczywiście zgadzam się także, że cały problem jest bardziej złożony niż to wynika z tej dyskusji, choćby ze względu na dobrą/złą wiarę (którą faktycznie trochę za słaba wyeksponowałem), problemy definicyjne (grupa towarzyska, serwisy do wymiany plików, słuszny interes twórcy, prywatny użytek) czy podobne elementy. Uważam jednak, że dla zachowania pewnej jasności nie ma potrzeby zagłębiać się we wszystkie prawne niunse i szczegóły.

Bielon pisze:
Używasz określenia „przyjmuje się”. Kto tak przyjmuje? Gdzie? Ustawa? Rozporządzenie? Przepisy wykonawcze? Traktaty międzynarodowe? Orzecznictwo?

Stwierdzenie o szeroko rozumianej (czyli przykład z pożyczaniem w dobrej wierze od kumpla pdf-a tu się łapie) legalności jako podstawie zaistnienia prawa do prywatnego użytku mówi na pewno doktryna. Takie stwierdzenia można też znaleźć w orzecznictwie ETS-u (choć numerów konkretnych spraw nie jestem niestety w stanie podać) oraz w dokumentach międzynarodowych - praktycznie na pewno unijnych, być może także konwencjach przyjmowanych w ramach WIPO. To już jednak trzeba by sprawdzić w źródłach.
 
Bielon
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2193
Rejestracja: czw maja 06, 2004 11:28 am

pt kwie 17, 2009 10:20 am

Stwierdzenie o szeroko rozumianej (czyli przykład z pożyczaniem w dobrej wierze od kumpla pdf-a tu się łapie) legalności jako podstawie zaistnienia prawa do prywatnego użytku mówi na pewno:

1). doktryna: z łac. doctrina - nauczanie, wiedza; oznacza zespół twierdzeń, założeń i dogmatów religijnych, filozoficznych, politycznych lub wojskowych. System działania, myślenia

Zatem nikt konkretny, ale ogólny pogląd naukowców, którzy co do zasady są sprzeczni w swoich sądach. Inaczej nie było by postępu i jakiejkolwiek ewolucji myśli. Nalezy więc przyjąć, iż pomimo istnienia w "doktrynie" generalnego poglądu, będą i tacy utytułowani naukowcy, którzy "doktrynalne" poglądy obalą i będą im przeczyć na każdym kroku.

To tak jakbyś pisał: "WSZYSCY TAK MYŚLIMY". Wszyscy, czyli nikt.

2). w orzecznictwie ETS-u: (choć numerów konkretnych spraw nie jestem niestety w stanie podać)

Zatem nadal nikt konkretny i nawet NIE NA PEWNO. Ot, słyszałem, mówi się, sądzimy. WSZYSCY TAK MYŚLIMY na sposób wtóry. Konkrety, rodzaj składu etc.

3). oraz w dokumentach międzynarodowych - praktycznie na pewno unijnych, być może także konwencjach przyjmowanych w ramach WIPO. To już jednak trzeba by sprawdzić w źródłach.

Zatem nadal bez konkretów, ale w myśl powszechnej fanfaronady: WSZYSCY TAK MYŚLĄ. Konkrety nie oznaczają wskazania możliwych źródeł a konkretne źródła i rozstrzygnięcia. Inaczej to się rozmywa a my dyskutujemy o ogólnym poglądzie generalnie niedoprecyzowanej grupy zbiorowości.



I jeszcze jedno Rednon. To o czym piszę, to kwestie wynikające wprost z prawa cywilnego. I odnosi się do konkretnego, pojedynczego przykładu konkretnej rzeczy objętej jednakże ochroną prawa autorskiego. Skoro jednak piszesz wcześniej o sposobie nabycia praw do tej rzeczy, oznacza ni mniej ni więcej, że cały problem sprowadzasz do tej jednej rzeczy. Tu zaś reżim prawa cywilnego ma znaczenie a nie szeroko pojęte prawa autorskie odnoszące się do całości dzieła. Kupując bowiem 1 egzepmplarz dzieła rozporządzać mogę tym 1 egzemplarzem i o tym dyskutujecie. Zatem nie ma co szukać dziury w całym. Mówimy o konkretnych przypadkach dysponowania 1 sztuką, którą każdy może zarządzać dowolnie. I tu sposób nabycia tej 1 rzeczy jest istotny mniej. Jako posiadacz, dopóki nikt nie zakwestionuje poprawności mego posiadania, czynić mogę pełen użytek z moich praw. A inni wykorzystywać ten fakt również mogą i mogą w tym wszystkim działać w dobrej wierze.


Pozdrawiam
B
.
 
Awatar użytkownika
Radnon
Szef działu
Szef działu
Posty: 4281
Rejestracja: czw maja 06, 2004 3:35 pm

pt kwie 17, 2009 11:14 am

Wydaje mi się Bielon, że nie ma potrzeby krzyczeć, bo nie wpływa to najlepiej na, do tej pory bardzo miłą i rzeczową, atmosferę dyskusji. Niemniej to tylko taka prywatna uwaga/prośba na boku.

Natomiast co do tematu:

1. Wiem co to jest doktryna i wiem, że w katalogu źródeł prawa ma ona charakter pomocniczy (podobnie jak orzecznictwo). Tak samo jak zdaję sobie sprawę, że jej poglądy niczego nie przesądzają. Z drugiej strony jednak w tak śliskim temacie jak prawa autorskie warto jest do niej sięgać.

2 i 3. Niestety nie jestem prawnikiem i nie siedzę na codzień w aktach prawnych, w związku z tym brak mi konkretnych materiałów źródłowych. Szczerze mówiąc nie uśmiecha mi się też w tej chwili przekopywanie przez konwencję i orzeczenia. Po prostu pamiętam, że gdzieś widziałem dokument, gdzie było powiedziane, że podstawą do prywatnego użytkowania w rozumieniu praw autorskich jest legalność. Tak samo było zresztą w przypadku wyczerpania praw majątkowych do egzemplarza. Oczywiście możliwe, że było to w jakiejś książce albo po prostu na wykładzie na studiach, dlatego też używam trybu przypuszczającego, bo sam nie jestem w 100% pewien.

Bielon pisze:
To o czym piszę, to kwestie wynikające wprost z prawa cywilnego.(...)

Wszystko się zgadza. Zresztą jak zauważyłeś przyznałem Ci w poprzednim poście rację jeśli chodzi o wymienione przez Ciebie zasady prawa cywilnego. Pisałem także kilka postów temu, że podstawą do ścigania przypadku łamania praw autorskich jest wniosek osoby posiadającej owe prawa. Jeżeli takiego pozwu nie ma to z samej mocy prawa nikt tego ścigać nie będzie - to jest oczywiste.

Być może w poprzednim poście nieco pomieszałem ogólne prawa autorskie i prawa do egzemplarza, co mogło doprowadzić do pewnych niejasności i nieporozumień. Jeśli tak się stało to przepraszam.

Pozwolę sobie też podsumować o co mi chodziło z legalnością, bo mogło się to w toku rozmowy nieco zatrzeć. Mam nadzieję, że podsumowanie rozjaśni sytuację. Otóż jeżeli działamy w złej wierze przy zdobywaniu egzemplarza danego utworu to przy ewentualnym procesie wytoczonym przez posiadacza praw majątkowych do tego dzieła nie możemy skutecznie powoływać się choćby na "wyczerpanie praw do egzemplarza".

Przyznaję także, że wcześniej można było z moich wypowiedzi wywnioskować, że nielegalny posiadacz danego egzemplarza nie ma do niego kompletnie żadnych praw. Takie rozumowanie jest rzecz jasna błędne i tutaj Bielon masz rację przywołując prawo cywilne.

EDIT: Poprawka kilku błędów wynikłych z pośpiechu.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość