Zrodzony z fantastyki

 
Awatar użytkownika
Repek
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 8702
Rejestracja: śr mar 24, 2004 4:41 pm

wt lip 25, 2006 1:04 am

Spoilery...

Dlaczego? Bo ona jedyna zna ścieżki losu i ona jedyna wie, jakie są odpowiedzi na zadane pytania. Klasyczna wyrocznia, czy też dziadek na rozstajach. No i mocno osadzona w tym odcinku jako punkt odniesienia. Do kogo innego zresztą mogliby płynąć? Może jeszcze na Tortugę, ale kto by im tam coś poradził, gdy stracili Jacka? Tutaj tylko ta dwójka posiada odpowiednią wiedzę, by podejmować decyzje.

Poza tym - ta scena jest przygotowywana od samego początku, gdy pojawia się małpka. A skoro małpka została u wiedźmy, a wraz z nią łączy się wiadome rozwiązanie, to i kurs wydaje się oczywisty...

Pozdrówka
 
Anonim_1

wt lip 25, 2006 1:53 am

Takoż i u mnie są SPOILERY...

repek pisze:
Bo ona jedyna zna ścieżki losu i ona jedyna wie, jakie są odpowiedzi na zadane pytania.

Jakie pytania? Przecież oni nie bardzo mieli o co pytać. To wiedźma wyrwała się z tekstem o przywracaniu Jacka zza grobu. Scena wyglądała, jakby bohaterowie teleportowali się do niej prosto z łodzi na stypę w środku której okazało się, że nieboszczyk jeszcze porusza jedną stopą.

repek pisze:
Poza tym - ta scena jest przygotowywana od samego początku, gdy pojawia się małpka.

Nie mówię - jest świetna! (zwłaszcza motyw z jabłkiem). Niemniej oglądając ją miałem uczucie, jakby była wyjęta z koszmaru symulacjonisty.
 
Awatar użytkownika
lamberciak
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 67
Rejestracja: ndz wrz 28, 2003 6:46 pm

wt lip 25, 2006 2:24 am

Repek, raz jeszcze, z nieco innego punktu widzenia:

------------
SPOILERY
------------

ad. 1
Wybacz, że posłużyłem się tak niezrozumiałym skrótem myślowym. Oczywiście, miałem na myśli scenariusz, formalną konstrukcję filmu. Zaznaczę to jeszcze raz: pod tym względem film IMHO leży, kwiczy i popiskuje, ale załóżmy, że to już kwestia preferencji. Ja nawet w cyklu chcę mieć na koniec każdej z części stopniowe przynajmniej zamykanie wątków, choć kilka odpowiedzi, a nie wszystkie okna otwarte na oścież przez 2,5 godziny.

ad. 2
Konwencja, konwencja, konwencja. Jacka mógłby porwać huragan, mógłby zostać wessany wgłąb olbrzymiego oceanicznego wiru, bez - zdawałoby się - najmniejszych szans na przeżycie, mógłby wreszcie zostać pożarty przez krakena, ba! nawet przez plemię tubylców-kanibali, a i tak widzowie wiedzieliby, że to nie koniec naszego bohatera. W obliczu tego i wydarzeń w filmie, wątek Jacka, jego relacja z Jonesem, bynajmniej zamknięte nie zostały.


repek pisze:
To był akapit ogólny. Uważam, iż wiele osób zawiodło się na tej części, bo nie była taka sama [głównie w konwencji] jak jedynka. A być nie mogła, bo zmieniono konwencję i pomysł na prowadzenie fabuły oraz motywację do rozwoju akcji. Do tego doszła minimalnie - w ramach filmu przygodowego oczywiście - poważniejsza tematyka.


That's one theory.

ad.3
Owszem, scena jest doskonale umotywowana, choć kompletnie nielogiczna, jak i wcześniejsze ataki krakena, ale widz przełyka to bez problemu, bo i tu niepodzielne rządy sprawuje konwencja. Tak więc luz, nielogiczności mi tak okrutnie nie wadziły.

ad. 4
Si, zawiodłem się. Ale nie pod tym względem, o którym mówisz.

ad. 5
Argument kompletnie chybiony. Nijak nie da się przyrównywać ekranizacji tolkienowskiej trylogii do cyklu z Karaibów. Tam mieliśmy literacki pierwowzór, tu - pełną twórczą swobodę. Tam trzeba było materiał kurczyć, tu mamy pełne rozdęcie. W przypadku piratów wygląda to tak, jakby Bruckheimer, widząc, że trafił się kur znoszący złote jajka, właśnie tak, a nie inaczej przykazał poprowadzić opowieść i w tym właśnie miejscu ją uciąć. Wyszedł z tego naprawdę niezły film wakacyjny, który 90% widzów przyprawi o wielki niedosyt i sprawi, że za rok ci widzowie pójdą na częśc następną, przyczyniając się do o ile nie kolejnych rekordów to i tak rewelacyjnego wyniku kasowego.

Od siebie dodam jeszcze ciekawostkę: podczas kręcenia cz. II i III, w przeróżnych serwisach filmowych pojawiła się informacja, jakoby Skrzynia umarlaka miała być sequelem, a cz. III prequelem Klątwy Czarnej Perły.

Widząc, że piszecie o wyroczni, jeszcze jedna wątpliwość. Dlaczego oni tam się gromadzili ze świeczkami wokół chaty Dalmy? Opłakiwali Jacka? Znali go? Jakoś się im przysłużył? Spłodził ich? Tej tajemnicy nie poznamy zapewne nawet Na Krańcu Świata.
 
Awatar użytkownika
M.S.
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3035
Rejestracja: sob gru 24, 2005 7:42 pm

wt lip 25, 2006 2:57 am

Bardzo możliwe, że splamię się spoilerami!






lamberciak pisze:
Wybacz, że posłużyłem się tak niezrozumiałym skrótem myślowym. Oczywiście, miałem na myśli scenariusz, formalną konstrukcję filmu. Zaznaczę to jeszcze raz: pod tym względem film IMHO leży, kwiczy i popiskuje, ale załóżmy, że to już kwestia preferencji. Ja nawet w cyklu chcę mieć na koniec każdej z części stopniowe przynajmniej zamykanie wątków, choć kilka odpowiedzi, a nie wszystkie okna otwarte na oścież przez 2,5 godziny.


Ty chcesz mieć zamkniętą całość, a ja lubię, gdy twórcy zamiast pchać się z ogromem pomysłów na 2,5 godziny, rozkładają materiał na dwie części. Wole, aby film/cykl był dłóższy niż krótszy, gdyż nienawidzę sztucznego skracania wątków. Tym się różnimy.


lamberciak pisze:
ad. 2
Konwencja, konwencja, konwencja. Jacka mógłby porwać huragan, mógłby zostać wessany wgłąb olbrzymiego oceanicznego wiru, bez - zdawałoby się - najmniejszych szans na przeżycie, mógłby wreszcie zostać pożarty przez krakena, ba! nawet przez plemię tubylców-kanibali, a i tak widzowie wiedzieliby, że to nie koniec naszego bohatera. W obliczu tego i wydarzeń w filmie, wątek Jacka, jego relacja z Jonesem, bynajmniej zamknięte nie zostały.


+1 :)

lamberciak pisze:
Argument kompletnie chybiony. Nijak nie da się przyrównywać ekranizacji tolkienowskiej trylogii do cyklu z Karaibów. Tam mieliśmy literacki pierwowzór, tu - pełną twórczą swobodę. Tam trzeba było materiał kurczyć, tu mamy pełne rozdęcie. W przypadku piratów wygląda to tak, jakby Bruckheimer, widząc, że trafił się kur znoszący złote jajka, właśnie tak, a nie inaczej przykazał poprowadzić opowieść i w tym właśnie miejscu ją uciąć. Wyszedł z tego naprawdę niezły film wakacyjny, który 90% widzów przyprawi o wielki niedosyt i sprawi, że za rok ci widzowie pójdą na częśc następną, przyczyniając się do o ile nie kolejnych rekordów to i tak rewelacyjnego wyniku kasowego.


To, że w następnym roku spodziewasz się kasowego sukcesu dla III części, to doskonale świadczy dla cyklu. :)

Tak więc, proszę Cię, abyś skończył z tym jęczeniem. Na razie jedynym argumentem przeciw dla kontynuacji II części jest Twoje widzimisię. Dlaczego Władca Pierścieni mógł być trylogią (czyli w Twoim słowniku miniserialem), a piraci już nie? Bo:

Tam mieliśmy literacki pierwowzór, tu - pełną twórczą swobodę. Tam trzeba było materiał kurczyć, tu mamy pełne rozdęcie.


Śmieszne. Dlaczego niby Twórcy "Pitatów..." swoją pełną twórczą swobodę nie mieliby tak pokierować, aby powstała trylogia? IMO postąpili słósznie. - Po co skracać wątki tak, aby powstał jeden film, skoro można nakręcić od razu dwa. Ja nie tylko nie widzę tu żadnego rozdęcia, a wręcz cieszę się, że niedłógo :D będę miał okazję dalej śledzić losy bohaterów tych filmów.


lamberciak pisze:
Od siebie dodam jeszcze ciekawostkę: podczas kręcenia cz. II i III, w przeróżnych serwisach filmowych pojawiła się informacja, jakoby Skrzynia umarlaka miała być sequelem, a cz. III prequelem Klątwy Czarnej Perły.


Czy były to informacje od producenta? Jeśli nie, to czemu zawracasz nam gitarę?

Posumowując, twórcy filmu moim zdaniem bardzo dobrze zrobili, że rozłorzyli materiał na dwa filmy. Dzięki temu będę miał więcej oglądania, co lubię. Co z tego, że zapłacę więcej pieniędzy? W zamian za to, zamiast 2,5, będę miał pięć godzin zabawy. ;)

To, że Tobie to nie odpowiada, to bardzo mi przykro. Jednak widząc, że przy tytule pojawiają się kolejne pałeczki, trzeba było się domyślić, że idziesz na cykl filmów. Nie ma w tym nic dziwnego. Gwiezdne Wojny też były rozdęte?
 
Awatar użytkownika
Repek
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 8702
Rejestracja: śr mar 24, 2004 4:41 pm

wt lip 25, 2006 3:03 am

Jak mówi klasyk: spoilery nie są possible, są probable.

ShadEnc,
To już indywidualne odczucia. Moim zdaniem bohaterowie mają kaca i nie ma pojęcia, co zrobić. Will ma problem z Jonesem, a Liz ze sobą samą. Tak czy siak potrzebują okrętu, by poradzić sobie z Jonesem - moim zdaniem jest to wystarczająca motywacja, by walnąć tego ta-dama na koniec. :)

Ale nie ukrywam, że mnie wystarczają konwencjonalne motywacje i naprawdę nie zastanawiam się na przykład nad tym, jakim w ogóle cudem udało im się tam dostać. Po prostu ostatnia scena nie mogła być rozegrana nigdzie indziej... No bo chyba nie u tubylców-kanibali?

---

lamberciak [to się nazywa filmowy nick swoją drogą :)],

AD.1 o zamykaniu wątków.
A więc, jak widać, kwestia gustu. Dla mnie film może być jak najbardziej w tym względzie otwarty, jeśli mam zapewnienie, że w kolejnej części serialu wszystko jakoś się domknie. Gdyby nie było tej gwarancji - pewnie bym się zgadzał, bo w tej konwencji wątki muszą [a przynajmniej powinny] być w miarę podomykane.

AD.2 Konwencja.
Jack jest łotrem. Liz przez cały film próbuje przeciągnąć go na stronę herosów. W pewnej chwili się to udaje [choć nie do końca], co sama przypłaca lekkim przejściem na stronę łotrów. Jest to tak rozegrane, że Jack mógłby zginąć jako bohater i film mógłby się tutaj skończyć.
Mielibyśmy wówczas jednak jakieś kino psychologiczne z kacem moralnym na końcu, co oczywiście trochę się gryzie, więc pewnie za chwilę okaże się, że Jack wcale taki dobry nie jest itp. itd... Póki co ewolucja postaci ma sens, ale trzeba to logicznie w zgodzie z konwencją pociągnąć do końca. Mam nadzieję, że się uda

AD.3 Logika i konwencja.
Jeśli coś jest zgodne z konwencją [ataki Krakena], to jest logiczne, bo w dziele sztuki rządzi logika konwencji, a nie logika, którą Ty sam na codzień się posługujesz. Wszystkie ataki Krakena są zgodne z konwencją kina tego typu.

AD.4 Zawód.
No to co Cię w takim razie zawiodło? Bo dotychczas piszesz o tym, że w PORóWNANIU z jedynką film Cię rozczarował. A więc wracają cały czas oczekiwania. O punktach jak powyżej [czyli odnoszących się do dwójki jako osobnego filmu] można dyskutować i się spierać, ale trudno jest debatować o oczekiwaniach.

Gdyby się nimi kierować, to ja np. byłbym niezadowolony, bo zniknęli mi Flip i Flap z floty królewskiej... Strasznie lubiłem tę parę, ale wydaje mi się, że całkiem zasadne było jej wyeliminowanie. Jedna para dowcipnisiów chyba wystarczy. Choć konfrontacja mogłaby być pasjonująca.

AD.5
lamberciak pisze:
Argument kompletnie chybiony. Nijak nie da się przyrównywać ekranizacji tolkienowskiej trylogii do cyklu z Karaibów. Tam mieliśmy literacki pierwowzór, tu - pełną twórczą swobodę.

Jaką znowu swobodę? Przecież był scenariusz rozpisany na 5 godzin. Mieli go upychać? Dopiero by było nielogiczności.
Z drugiej strony - a co broniło Jacksonowi zmieścić się w 3 godzinach? Wyciąłby kilka bitew, skrócił podróż...

Wiesz, są ludzie, którzy nie czytali Tolkiena i w finale jedynki pytali się: to co, już koniec? JEdyna różnica jest taka, że w lotrze wiedziałeś, jakie jest zakończenie, a tu nie masz pojęcia. Są jednak na świecie ludzie, którzy zakońćzenie Piratów znają. To autorzy tego projektu.

Trochę się tu gubisz w ogóle. Nie znasz scenariusza do końca, a piszesz, że rozdymają go. A może wręcz przeciwnie? Może było jeszcze 10 postaci drugoplanowych [gdzie strażnicy? gdzie Ana Maria?], które wywalono?

lamberciak pisze:
Od siebie dodam jeszcze ciekawostkę: podczas kręcenia cz. II i III, w przeróżnych serwisach filmowych pojawiła się informacja, jakoby Skrzynia umarlaka miała być sequelem, a cz. III prequelem Klątwy Czarnej Perły.

Najpierw z ironią: Politykom też wierzysz, jak mówią, że zbudują 3 mln mieszkań?
A teraz na poważnie: I jaki to ma w ogóle związek ze skończonym dzielem filmowym? Znów oczekiwania?

lamberciak pisze:
Widząc, że piszecie o wyroczni, jeszcze jedna wątpliwość. Dlaczego oni tam się gromadzili ze świeczkami wokół chaty Dalmy? Opłakiwali Jacka? Znali go? Jakoś się im przysłużył? Spłodził ich? Tej tajemnicy nie poznamy zapewne nawet Na Krańcu Świata.

Przykładasz logikę z tzw. "normalnego" świata do świata, którzy rządzi się innymi prawami. Jak ginie bohater filmu, który jest już ikoną kultury na dodatek, to normalne jest, że inni bohaterowie [też pomniejsze ikony] go żałują.

A jak potrzebujesz realistycznego [tfu! tfu! obrót wokół osi] wyjaśnienia, to proszę:
- jedna kobieta podkochiwała się w nim w dzieciństwie, a teraz ma do niego dość trudny stosunek emocjonalny
- jeden był jego bosmanem
- dwóch było jego podwładnymi
- jeden był jego przyjacielem i towarzyszem broni oraz synem jego przyjaciela
- jedna była prawdopodobnie trochę bliżej z nim związana, ale tego się pewnie nie dowiemy...

No i jeszcze gość specjalny na deser.

Pozdrówka[/url][/b]
 
Awatar użytkownika
lamberciak
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 67
Rejestracja: ndz wrz 28, 2003 6:46 pm

wt lip 25, 2006 5:27 am

Późno już, więc odpowiem bardzo krótko.

M.S. pisze:
Ty chcesz mieć zamkniętą całość, a ja lubię, gdy twórcy zamiast pchać się z ogromem pomysłów na 2,5 godziny, rozkładają materiał na dwie części. Wole, aby film/cykl był dłóższy niż krótszy, gdyż nienawidzę sztucznego skracania wątków. Tym się różnimy.


Różnimy się też zapewne w innych kwestiach. Ale widzisz, moim zdaniem Skrzynia umarlaka jest przeładowana nierównymi gagami i momentami kulejącą akcją, dlatego też wolałbym mniej tego, a więcej Odpowiedzi.

M.S. pisze:
Tak więc, proszę Cię, abyś skończył z tym jęczeniem. Na razie jedynym argumentem przeciw dla kontynuacji II części jest Twoje widzimisię. Dlaczego Władca Pierścieni mógł być trylogią (czyli w Twoim słowniku miniserialem), a piraci już nie?


Ależ ja z radością zajęczę was na śmierć. Nigdzie jednak nie protestowałem przeciwko kontynuacji II części (choć moje widzimisię jest dla mnie niezmiernie ważne). Mogę też dodatkowo przyobiecać, że nie będę urządzał antypiratowych manifestacji.



repek pisze:
AD.3 Logika i konwencja.
Jeśli coś jest zgodne z konwencją [ataki Krakena], to jest logiczne, bo w dziele sztuki rządzi logika konwencji, a nie logika, którą Ty sam na codzień się posługujesz. Wszystkie ataki Krakena są zgodne z konwencją kina tego typu.


Zgoda, rządzi logika konwencji. Ataki Krakena na kapelusz Jacka są z nią zgodne. Multiplikujący się henchmeni pewnie też.

repek pisze:
No to co Cię w takim razie zawiodło?


Abstrahując od kwestii formalnych, zawiodłem się nieco na samej akcji, której roli w filmie przygodowym nie muszę chyba podkreślać. Znów nabruździła tutaj konwencja oraz idący za nią problem - naprawdę ciężko jest pokazywać sceny akcji w taki sposób, by (szczególnie, gdy trwają dość długo jak w przypadku tej właśnie cz. Piratów) wydały się widzowie pasjonujące. Jedynka pełna była w tej dziedzinie tego "czegoś", jakiejś iskry, która sprawiła, że każda niemal scena akcji była świeża, pasjonująca i można ją śmiało nazwać perełką. W dwójce natomiast wspomnianej iskry po wielokroć brakuje, a sporo scen uderza dłużyzną. Żarty słowne też już kapkę nieświeże, mocno zalatujące zgniłymi jajami. Wiem, wiem, strasznie zrzędzę. :)


repek pisze:
Jaką znowu swobodę? Przecież był scenariusz rozpisany na 5 godzin. Mieli go upychać? Dopiero by było nielogiczności. (...)
Trochę się tu gubisz w ogóle. Nie znasz scenariusza do końca, a piszesz, że rozdymają go. A może wręcz przeciwnie? Może było jeszcze 10 postaci drugoplanowych [gdzie strażnicy? gdzie Ana Maria?], które wywalono?
Z drugiej strony - a co broniło Jacksonowi zmieścić się w 3 godzinach? Wyciąłby kilka bitew, skrócił podróż...


Ech, nie zgodzisz się, że wiele scen akcji było przesadnie rozbudowanych, zalatywało dłużyznami? A bez licznych gagów można byłoby się obejść i ogólnie fabułę sprawniej poprowadzić? Może to tylko moje odczucie, więc dalej nie drążę. A co do ekranizacji Władcy to nieładnie się ze mną bawisz. ;)

O notce prasowej wspomniałem jak o ciekawostce.
A moje pytania odnośnie końcówki filmu miały być w założeniu żartobliwe; widzę jednak, że bez emotikonek się nie obejdzie. ;)

Pozdrawiam i idę spać.
 
Awatar użytkownika
john constantine
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1571
Rejestracja: pn paź 27, 2003 9:53 pm

wt lip 25, 2006 1:33 pm

Kurcze nie rozumiem was ludzie, starałem się bardzo ale nie widzę jakichś specjalnych zmian pomiedzy częścią pierwszą a sequelem. Co prawda "Skrzynia umarlaka" jest odrobinę poważniejszym filmem ale tak czy siak konwencja zostaje zachowana i wszystkie powazniejsze watki zostaja skontrastowane przez jakieś zabawne dialogi czy brawurowe sceny akcji.
Podział filmu na dwie części? Cóż to klasyka, Lucas tak robił Wachowscy tak robili..Mi osobiście to nie przeszkadza bo jestem przyzwyczajony do cliffhangerów i je lubie.Pewnie ze chciałbym zobaczyć trójkę juz teraz, no ale cóż nie mam zbyt wiele do powiedzenia w tej kwestji, nikt z nas nie ma prawda?
Co do irytacji tym zabiegiem, cóż wybaczcie ta wycieczkę osobistą ale trzeba mieć niesprawne szare komórki by się nie domyśleć ze tak to się skończy.O ile pamiętam nawet twórcy w wywiadach wspominali że zakończenie "skrzynki" jest otwarte. Jeśli komuś sie to nie podoba zawsze mozna poczekać rok i zobaczyć wszystko za jednym zamachem na jakimś maratonie czy cuś.....
 
Awatar użytkownika
Repek
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 8702
Rejestracja: śr mar 24, 2004 4:41 pm

wt lip 25, 2006 1:49 pm

lamberciak pisze:
Zgoda, rządzi logika konwencji. Ataki Krakena na kapelusz Jacka są z nią zgodne. Multiplikujący się henchmeni pewnie też.

Pytasz się [tudzież ironizujesz], czy stwierdzasz fakt, bo nie rozumiem.

Co do scen akcji - no, tu można pogadać rzeczywiście. Ja uważam, że chybiona jest scena walki na wyspie, gdy ganiają ze skrzynką. Postanowiono w tle dać walkę, a na pierwszym planie poprowadzić nieco narracji. Moim zdaniem walkę należało zacząć wcześniej, od samego przybycia na wyspę albo ją skrócić. Tak rzeczywiście wypada trochę za długo. Co do walk na morzu to mnie się podobały, kwestia gustu. Brakowało mi tylko klasycznej bitwy morskiej, ale pewnie będzie w trójce, jak znam życie.

lamberciak pisze:
Ech, nie zgodzisz się, że wiele scen akcji było przesadnie rozbudowanych, zalatywało dłużyznami? A bez licznych gagów można byłoby się obejść i ogólnie fabułę sprawniej poprowadzić? Może to tylko moje odczucie, więc dalej nie drążę. A co do ekranizacji Władcy to nieładnie się ze mną bawisz.

Tak jak wyżej - tak, ta scena była nieco za długa. Gagi - moim zdaniem dobre, kwestia podejścia. To one tworzą kontrast dla poważniejszej tematyki, są potrzebne w tej konwencji [tak jak humor i seks w horrorze].

Co do LOTRa - w ogóle się nie bawię, ale wykazuję nieścisłości w ocenie uzależnione od znajomości lub nieznajomości podstawy ekranizacji. To tylko z Twojej perspektywy to są różne przypadki, bo patrząc ze strony twórców różnicy nie ma żadnej.

Gdy się częściowo pisze poważnie, a częściowo żartobliwie, lepiej dawać emotikonki. Nie znamy się na tyle, by wyczuwać niuanse wypowiedzi, a sieć wypacza dialog w takich kwestiach. :)

----

constantine pisze:
Co prawda "Skrzynia umarlaka" jest odrobinę poważniejszym filmem ale tak czy siak konwencja zostaje zachowana i wszystkie powazniejsze watki zostaja skontrastowane przez jakieś zabawne dialogi czy brawurowe sceny akcji.

To, o czym mówisz, to raczej estetyka i spostrzeżenia w kwestii chwytów humorystycznych. Konwencja to logika, jaką rządzi się świat przedstawiony. I dlatego jest różnica - w pierwszej części przebieg fabuły był determinowany zabawą z formą i snuciem opowieści jako takiej, w drugiej motywacją są wątki indywidualne oparte o psychologię postaci. To jest ogromna zmiana, bo bohaterowie są bardziej podmiotem, a nie przedmiotem wydarzeń.

Pozdrówka
 
giovanni
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 54
Rejestracja: wt kwie 19, 2005 12:39 pm

wt lip 25, 2006 2:04 pm

SPOILERY!

do Repek:

Masz rację. Kazdy indywidualnie ocenia elementy ktore przytoczyles jako powazne.
Dla mnie równie poważne są następujace elementy z cz. I:
- wątek miłości i różnic stanowych
- Rozmowa Brabarosy z Panna K. w kajucie (element z jabłkiem - Barbarosie tak brakuje smaku, możliwości jedzenia, życia, czucia)
- "ta kula nie jest przeznaczona dla Ciebie" - Depp ktory z takim pietyzmem stara sie oszczędzić kulę na Barbarosę
- wątek nieznanego ojca i jego legendy którą ściga Bloom.

Po prostu dla mnie to jest podobne do cz. II. A co do drużyny Latającego Holendra - koleś przyklejony do ściany statku moim zdaniem był raczej zabawny (fizjonomia starego drzewca), jednemu z potworów odpadla głowa i próbował sterować swoim ciałem mimo to. Oczywiści radośnie się wywracał.

Ale z jednym trafiłeś. Element odpowiedzialności za grzechy. I fakt, że czeka to każdego. To może "ważyć" więcej niż zagadnienie odkupienia grzechów przez drużyne czarnej perły z cz. I.

I jedna scena była dla osób starszych nie młodszych. Fragment kiedy majtek w szoku naciągał maszt. To było dobre. Choć w cz. I mocniejsza scena to wędrówka szkieletów po dnie. Miałą swoją "wagę". Pozdrawiam. :papieros:
 
Awatar użytkownika
Repek
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 8702
Rejestracja: śr mar 24, 2004 4:41 pm

wt lip 25, 2006 2:28 pm

Giovanni,
Oczywiście, te wątki w jedynce są, ale nie są motorem akcji. Motorem akcji jest intryga, jaką snuje Jack. Oraz - jak to w pastiszu - sama fabuła, która przejmuje kontrolę nad postaciami. Stąd moje zdanie o przedmiocie i podmiocie. W pierwszej części bohaterowie są używani dość instrumentalnie, bo i tematyka jest jednak nieporównywalnie bardziej błaha. Od samego początku wiadomo także, jak wszystko się skończy. Możesz to powiedzieć o dwójce/trójce? W pierwszej części nie było nic zaskakującego, od drugiej, trzeciej sceny było wiadomo, co się stanie z którą postacią. Teraz to one i ich problemy są podstawą [w jedynce oni nie mieli problemów, z którymi się mierzyli, lecz jedynie tło - Bloom nie miał problemu z ojcem, bo ojca nie było, a dyskusja z Jackiem na jego temat dość szybko się urwała].

Co do załogi - mnie ci z pierwszej tylko bawili. Załoga z dwójki jest dodatkowo zabarwiona tragizmem, bo Ci ludzie nie są tu z chciwości do złota [trywialne dość], ale za jakieś nieznane grzechy, które zmusiły ich do układu z diabłem. W tym kryje się spora różnica - w tajemnicy.

Pozdrawiam
 
giovanni
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 54
Rejestracja: wt kwie 19, 2005 12:39 pm

wt lip 25, 2006 3:04 pm

SPOILERY!! I TO JAKIE!!! (zeby nikt nie mówił że nie ostrzegałem):

Do Repek:
Hm. NIe chcialem tego pisac, bo w kazdym filmie znajda się błędy ale jednak. Nie zgadza się ze w cz. I bohaterowie sa używani instrumentalnie a w cz. II to już nie. Są jeszcze bardziej. Fabula cz. II kuleje. Bohaterowie nie maja wplywu na fabule w cz. II. Przyklad:
- dlaczego J.Sparow nie ukaral Flipa i Flapa za próbę kradzierzy skrzynki? przecież ją kradli i było to widać.
- dlaczego przyjęto Flipa i Flapa na Czarną Perłę?
- dlaczego Kraken nie ścigał J. Sparowa tylko walczył z Czarną Perłą?
- dlaczego nikt inny nie uciekał z Latająego Holendra jesli było to tak banalne jak dla Blooma?
- gdzie logika gdy Bloom postawił swoją duszę w grze w kości ?
- gdzie logika gdy Latajacy Holender strzela do Sparowa gdy ten trzyma słoik z wiadomo czym?

Podsumowując. W cz. II to nie bohaterowie determinują akcję. Są tu instrumentalni i pozbawieni wpływu na nią. Tak samo jak w cz. I. Bohaterowie są stawianie w nielogicznch sytuacjach tylko po to by była akcja lub śmiech bądź te dwa elementy na raz.

Nie wymagajmy za duzo od cz. II. To dobra rozrywka. Warta biletu w kinie. Ale wciąż jest tylko zbiorem ladych obrazków i zabawnych chwil które wiąże wyłącznie J. Sparowe. :papieros:
 
Awatar użytkownika
Thronaar
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 34
Rejestracja: pn lis 10, 2003 3:35 pm

wt lip 25, 2006 4:21 pm

Dalsze spoilery

- dlaczego J.Sparow nie ukaral Flipa i Flapa za próbę kradzierzy skrzynki? przecież ją kradli i było to widać.

A kto by się przejmował takimi drobnostkami, kiedy trzech co miało do tego prawo biło się między sobą ?

- dlaczego przyjęto Flipa i Flapa na Czarną Perłę?

Już raz byli częścią załogi, a właśnie mieli braki kadrowe. Tak na oko nie byli niebezpieczni, a za to przydatni.

- dlaczego Kraken nie ścigał J. Sparowa tylko walczył z Czarną Perłą?

Dwa w jednym? Zresztą Czarna Perła też była częścią kontraktu, pewnie chciał spowrotem zatopić.

- dlaczego nikt inny nie uciekał z Latająego Holendra jesli było to tak banalne jak dla Blooma?

A kto niby? Tylko on był żywy, reszta podpisała kontrakt i to z dość wyraźniego powodu. A do tego świadomość, że nigdzie się nie osiądzie (bycie czymś takim to nie raj).

- gdzie logika gdy Bloom postawił swoją duszę w grze w kości ?

To byłeś jakoś mało spostrzegawczy. Na koniec powiedział do ojca, że nie wygrana się liczyła tylko zobaczyć gdzie jest klucz. Swoją drogą niezła gra, z prostymi zasadami, coś w sam raz dla pirata.

- gdzie logika gdy Latajacy Holender strzela do Sparowa gdy ten trzyma słoik z wiadomo czym?

Bo nie wiedzieli co w nim jest? Sparow nucił jakąś piosenkę i nie pochwalił się co tam ma niby być (wkońcu skrzynkę mieli u siebie).
 
Awatar użytkownika
Wojteq
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1934
Rejestracja: ndz lut 08, 2004 12:00 am

wt lip 25, 2006 6:47 pm

Z wielkim zainteresowaniem śledzę dyskusję na temat Piratów 2, ale chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden element - Tia Dalma. Czy to ja jestem pokręcony, że ta postać jest na swój sposób... pociągająca? Taki archetyp wiedźmy, ale wcale "przystojny"?


PS. Biedny kruk. :shock: :hahaha:
 
giovanni
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 54
Rejestracja: wt kwie 19, 2005 12:39 pm

wt lip 25, 2006 9:09 pm

SPOILERY!!!!!!!! Normalnie spoilery o tym co najwazniejsze.

DO THRONAAR. PISZE DRUKOWANYMI ZEBY LATWO BYLO ROZROZNIC MOJE KOMENTARZE.

- dlaczego J.Sparow nie ukaral Flipa i Flapa za próbę kradzierzy skrzynki? przecież ją kradli i było to widać.

A kto by się przejmował takimi drobnostkami, kiedy trzech co miało do tego prawo biło się między sobą ?

TAKI SZCZEGÓŁ TO TO NIE BYL. UDANA KRADZIEŻ TO SMIERC SPAROW'A

- dlaczego przyjęto Flipa i Flapa na Czarną Perłę?

Już raz byli częścią załogi, a właśnie mieli braki kadrowe. Tak na oko nie byli niebezpieczni, a za to przydatni.

TYLKO ŻE WCZEŚNIEJ WALCZYLI PO DRUGIEJ STRONIE I STARAI SIE ZABIĆ SPAROW'A

- dlaczego Kraken nie ścigał J. Sparowa tylko walczył z Czarną Perłą?

Dwa w jednym? Zresztą Czarna Perła też była częścią kontraktu, pewnie chciał spowrotem zatopić.

JAK DWA W JEDNYM? PRZECIEŻ SPAROW ODPŁYWAŁ ŁÓDKĄ OD CZARNEJ PERŁY. A KRAKEN MIAŁ ŚCIGAĆ SPAROW'A

- dlaczego nikt inny nie uciekał z Latająego Holendra jesli było to tak banalne jak dla Blooma?

A kto niby? Tylko on był żywy, reszta podpisała kontrakt i to z dość wyraźniego powodu. A do tego świadomość, że nigdzie się nie osiądzie (bycie czymś takim to nie raj).

SKORO MA SIE SŁUŻYĆ WIECZNOŚĆ TO DLACZEGO NIE UCIEKAC? GORSZEJ KARY NIE MA.

- gdzie logika gdy Bloom postawił swoją duszę w grze w kości ?
To byłeś jakoś mało spostrzegawczy. Na koniec powiedział do ojca, że nie wygrana się liczyła tylko zobaczyć gdzie jest klucz. Swoją drogą niezła gra, z prostymi zasadami, coś w sam raz dla pirata.

BYŁEM SPOSTRZEGAWCZY. JESLI BLOM BY PRZEGRAŁ TO BYŁ BY JEDNYM Z DRUŻYNY LATAJĄCEGO HOLENDRA. TAKIM POTWORKIEM. CO MU DA WTEDY KLUCZ? ODDAWAL DUSZE ZA INFO O KLUCZU.

- gdzie logika gdy Latajacy Holender strzela do Sparowa gdy ten trzyma słoik z wiadomo czym?
Bo nie wiedzieli co w nim jest? Sparow nucił jakąś piosenkę i nie pochwalił się co tam ma niby być (wkońcu skrzynkę mieli u siebie).

LITOŚCI. SPAROW BIEGA ZE SLOIKIEM I WOLA "ZGADNIJ CO TU MAM". LATAJĄCY HOLENDER WALI ZE WSZYSTKICH DZIAL. POTEM KRAKEN. A POTEM HM........CHWILA PRZEMYSLEN I JEDNAK! ZAGLADAJA DO SKRZYNKI.

Po krótce. Fabula nie jest prowadzona poprzez postacie które są instrumentalne. Fabula byla determizowana akcją nie logiką. Ale tak jest w filmach akcji. To normalna cecha. Temat poroszyłem tylko dlatego, ze Repek uznal postacie cz. II za traktowane mniej instrumentlanie niż w cz.I a ja tu ciągle bronie poglądu że nie ma różnic w konwencji pomiedzy cz. I a cz. II filmu. uf. bronie.

Do Wojteq.
Ti Dalma powoduje u mnie podniecenie. Ona jest niesamowicie pociagajaca...i ten makijarz. Perfekcyjny BN. Tylko jak go opisac? Jej sila polega na wizerunku...
 
Awatar użytkownika
Saise
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 510
Rejestracja: ndz lip 04, 2004 11:34 am

wt lip 25, 2006 9:18 pm

----------------
Spoiler Alert
----------------

Giovanni, moim zdaniem mylisz się prawie w każdym punkcie. Flip i Flap nigdy tak naprawdę nie chceli Jacka zabić, nie ma takiej sceny. Jack ich znał, było nie było, byli jego załogantami na Perle, a teraz mogą się przydać, statek znają, nie są zbyt szkodliwi no i było wyjątkowo nagłe zapotrzebowanie na uzupełnienie kadr 8) Czemu Kraken nie zaatakował Sparrowa? Zaatakował, kiedy jeszcze był na Statku już sobie Perełke Namierzył - a czemu potem nie popłynął na łódką Sparrowa? A ty myślisz że taki Kraken to Master intelektu? To Davy wskazuje cel Krakenowi, a w tym wypadku Davy wezwał Krakena na rozwalenie Perły. Czemu 'frutti di mare' nie ucieka z Latającego Holendra? A co, mają kurna osiedlić się w Londynie i pucować buty? Z takimi ryjami nikt by ich nie przyjął w dom, byli by szczuci po całej ziemi. A na Holendrze przynajmniej są wśród swoich. Czemu Will grał w kości o własną duszę? TU masz rację, jest pewna nieścisłość, no ale Will jest specyficznym Patosiastym bohaterem... I czemu Latający Holender naparza do Sparrowa który biega po okręcie wołając 'Ja to mam!'. Oj proste i logiczne - Davy w tym momencie myślał że Sparrow próbuje łgać, w końcu skrzynie miał on (patrz wydarzenia na wyspie, skrzynie koniec końców odzyskali Frutti Di Mare, nie sądzili że w zamieszaniu ktoś buchnął serducho...).
 
giovanni
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 54
Rejestracja: wt kwie 19, 2005 12:39 pm

wt lip 25, 2006 9:41 pm

Jak zawsze SPOILER.

Do Saise

Mam wrażenie że Flip i Flap byli zalogantami Barbarossy w czasie gdy ten chcial zabić J.Sparowe.
Posiadanie ludzi z ekipy przeciwnej można wytłumaczyc po prostu potrzebą wprowadzenia dodatkowego elementu humorystycznego. By było zabawniej nie logiczniej.

Kraken potrafił wyczyc kapelusz Sparowa, ale jego samego na łódce to już nie?
Wytłumaczyc to mozna potrzebą efektownej walki z Krakenem. Ot. Nie logiką zgodną z wcześniejszymi zdarzeniami.

Dobra. Frutti di mare' nie maja po co uciekac. Zgadzam się. Logiczne.

Dlaczego Davy nie sprawdzil czy ma rzecz ze skrzynki przed zniszczeniem Czarnej Perły tylko po?
By było efektownie. Nie logiczniej. Ten odjazd kamery i krzyk Dave "SPAROW!!!".


Zaznaczam. Pisze to tylko w obronie idei ze cz. I i cz. II sa zbierzne co do instrumantalnego traktowania bohaterów. Film mi sie podobal. :papieros:
 
Awatar użytkownika
Saise
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 510
Rejestracja: ndz lip 04, 2004 11:34 am

wt lip 25, 2006 10:59 pm

Giovanni a Flip I Flap jaki mieli wybór jako załoga Barbossy? :p
 
giovanni
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 54
Rejestracja: wt kwie 19, 2005 12:39 pm

wt lip 25, 2006 11:13 pm

Saise. Pytanie dotyczy logiki zatrudnienia przez Sparowa ludzi swojego wroga. Nie mozliowsci Flipa i Flapa. Logiki brak. Dyktowane to bylo wylacznie obowiazkiem zabawienia widza kolejna dawka humoru. Nie mow mi ze to logiczne. Z reszta cz. III na bank poruszy to zagadnienie.
 
Awatar użytkownika
Thronaar
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 34
Rejestracja: pn lis 10, 2003 3:35 pm

wt lip 25, 2006 11:19 pm

Spoiler (następny)

Tak dla ścisłości, to załogant Latającej Łajby miał służyć przez 100 lat, aby w ten sposób odsunąć od siebie widmo śmierci (choć dopiero później do nich dochodziło, że to może to samo co piekło, które na nich czekało). Przynajmniej z tych paru kontraktów które się przewineły tak by wychodziło. Tylko ojciec Willa miał być na wieki, bo przegrał za dużo w kości.
A co do walki na dusze, to jedno patos, a chęć zniszczenia właściciela kontraktu to może być drugie. Jak się diabła zabije to kontrakt straci wartość. :]

Co do flipa i flapa, to tak jak z najemnikami. Jak się im płaci to pracują dla ciebie. Nie szukaj honoru wśród piratów. Zresztą Kapitan Sparow był bardzo logiczny, co można zauważyć w dialogu o kluczu na początku filmu. :]

Nie, żeby nie było nielogiczności w scenariuszu, lecz te wymienione nie są aż tak wielkie, aby nie można ich było wytłumaczyć. Bardziej mnie interesuje jak nowy/stary kapitan ożył na końcu, lub jak to się stało, że Willa na Latającym Holendrze nie wykryli, kiedy zdołali go na środku morza znaleść.
 
Awatar użytkownika
Repek
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 8702
Rejestracja: śr mar 24, 2004 4:41 pm

śr lip 26, 2006 1:15 am

Spoilery na bank.

Dziś byłem drugi raz, mam na bieżąco. Sprawdziłem kilka wątków i wyłapałem kilka ciekawych niuansów.

giovanni,
Stosujesz logikę ze świata rzeczywistego do filmu, którego fabuła kieruje się logiką specyficznej konwencji. Aby zrozumieć logikę działania bohaterów, musisz to przeskoczyć, inaczej będą zawsze przeszkadzać Ci takie kwestie jak to, że Jack kogoś za coś nie ukarał [bo Ty tak byś zrobił, bo zakładasz, że powinien, choć w ramach tej konwencji w ogóle takie prawo nie istnieje]. Jeśli chcesz, możemy tu punkt po punkcie wyjaśniać te niuanse, ale to są podstawy tej konwencji. Robimy to? Jak chcesz, możemy. Bo póki co zdajesz się nie rozumieć elementarnych zasad rządzących logiką tego typu filmów. W taki sposób próbuje Ci to tłumaczyć Thronaar, ale o kilka węzłów mija się z prawdą, próbując przykładać konwencję realistyczną do filmu nierealistycznego.

To nie jest "Szeregowiec Ryan", tutaj wiarygodność buduje się w inny sposób.

---

Wojteq,
Nie jesteś pokręcony. Tia jest bardzo seksowna. Poza tym coś ją kiedyś łączyło z Jackiem, który też jest zakręcony. A Ty w takim razie może jesteś tak samo zakręcony jak on, co chyba jest fajną perspektywą. :)

---

Jeszcze o filmie.

Dziś oglądałem go pod kątem rzekomej niespójności oraz chaotyczności wątków, co jest mu zarzucane. Otóż nie znalazłem w filmie ani jednej sceny, która byłaby wrzucona bez sensu lub nie miała znaczenia w obrębie tego filmu, nawet nie znająć wydarzeń z trójki [nie mówię o scenach czystej akcji, które mają tylko tworzyć tło].

Poza tym, ogromna ilość wątków opiera się na niedopowiedzeniach, które trzeba wyłapać. Przykłady:

1. Tia opowiada o Davym Jonesie. Mówi, że zakochał się na morzu. Gibbs doptyuje się, czy to przypadkiem nie było W morzu ["in sea"] - różnica gigantyczna, ale nie jest to przetłumaczone. Tia kwituje całość, że są różne wersje. Ale ten mały szczegół w kontekście cech ukochanej Davy'ego [raniła go, ale nie tak, by zabić], potwierdza, iż zapewne spotkamy się w trójce z samą Panią Ocean. :)

2. Will jest tym, kim kiedyś był Jones. Po pierwsze jest dzieckiem przeznaczenia, po drugie jego wątek miłosny jest odbiciem wątku Jonesa.

3. Will dlatego postępuje zawsze szlachetnie i krystalicznie, bo jest BOHATEREM. Kimś do naśladowania, kimś, kto się nie myli, wzorem. Scena u Dalmy na sam koniec, ostatecznie to potwierdza. I znów niedopowiedzenie: to Will, widząc łzy Elizabeth [i uznając, że ona kocha Jacka], proponuje wyprawę po Jacka. Wprost mówi, że zrobi to dla niej, ale Tia wpada mu idealnie w słowo.

Potem wszyscy po kolei [zaczynając od Gibbsa] podchwytują propozycję Dalmy, a na końcu Will już tylko lekko skiwa głową, bo wie, że to była jego inicjatywa. Tia tylko stwarza możliwość.

Ogólnie - jestem jeszcze bardziej 'na tak', niż byłem. To będzie piękny rok czekania. :)

Pozdrówka
[/url]
 
giovanni
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 54
Rejestracja: wt kwie 19, 2005 12:39 pm

śr lip 26, 2006 9:04 am

SPOILER ! - taki maly o skrzynce.

Repek. Szanuje Twoje poglady. Fajnie ze poszedles jeszcze raz na cz. II choc mam nadzieje ze to nie ten plot na forum Cie do tego przekonał. Ponieważ ja zgadza sie z Tobą żę tak konwencja tak ma! Nigdy nie napisalem ze film powinien wygladac jak "Pan i wladca (...)". Podawalem przyklady niespojnosci a raczej braku logiki niektorych zachowan bohaterow zeby Tobie udowodnic iż tak jak w cz. I tak w cz. II bohaterow traktuje sie instrumentalnie. Bo gdyby mieli wole to nie zrobili by tego czy tamtego.

Co do spojnosci z fabula kazdej sceny. Oczywiscie ze kazda scena ma zwiazek z fabula i jest wytlumaczalna. Dlatego ze producenta nie stac na wciskanie niepotrzebnych momentow zwalniajcych tempo akcji. (z blade III wyrzucili nawet sceny jazdy samochodem bo nic do akcji nie wnosily, a to ze nadawala spojnosc bylo nieistotne).
W cz. II nawet scena w ktorej przedstawiciel Kampani Indyjskiej zamyka skrzynke i gdzie jest najazd kamery na skrzynke, byl wytlumaczalny. Ot w kolejnej scenie juz wystaja z tej skrzynki dokumenty i widz moze to wychwycic.

Tak wiec pokrótce, cz. I jak i cz. II to filmy fantastyczne w swiecie piratow. Niczym sie nie różniące. Po prostu odpowiedz sobie na pytanie czy obie części nie wygladaly jak sesja 7 Sea. Moim zdaniem tak. Obie czesci filmu roznic się mogą jedynie jakoscia efektow specjalnych.
Istnieje poglada z ktory się rowniez zgadzam, ze idea fix - kazdy placi za swoja chciwosc z cz. I ma mniejszą wagę od idei fix - kazdy po smierci placi za swoje grzechy z cz. II. Ale jest to marginalne. Jedna scena filmu porusza ten problem (namawianie marynarzy na sluzbe na Latajacym Holendrze) i nie jest on osia akcji tak jak zasada - kazdy placi za swoja chciwosc z cz. I.

Ot. Wiec nie ma potrzeby wyjasniac mi po krok po kroku zasad konwencji filmu. W sumie wystarczy poprzec poglada ze cz. I i cz. II sa w tej samej konwencji i niczym poza efektami specjalnymi i powyzsza teza sie nie roznia. :papieros:
 
Awatar użytkownika
lamberciak
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 67
Rejestracja: ndz wrz 28, 2003 6:46 pm

śr lip 26, 2006 11:12 am

Repek +1

Też obejrzałem po raz drugi i cofam moje wcześniejsze słowa odnośnie powtarzalności konwencji. Faktycznie jest mroczniej i poważniej, tak o dwa tony. A Twej analizie wątku Jonesa i postaci Willa mogę jedynie przyklasnąć; odczucia mam bardzo podobne. :)

EDIT:

Interesuje mnie jeszcze wasze zdanie na temat partytury Zimmera. W mojej opinii ścieżka jest miejscami dużo lepsza od kompozycji Badelta, więcej w niej dramaturgii i muzycznego kunsztu. Kapitalnie ilustruje wydarzenia, rozgrywające się na ekranie (muszę jednak podkreślić, że podobne zdanie miałem o sposobie, w jaki "Klątwę Czarnej Perły" zilustrował Klaus Badelt).

Zimmer korzysta jednak mocno z motywów skomponowanych przez Klausa, to je kalkując, to nieznacznie zmieniając (często na lepsze!), ale udaje mu się w ten sposób utrzymać spójność ze ścieżką z I cz. Piratów, a korzysta z motywów wybitnych, znanych z takich kawałków, jak choćby "Jack Sparrow" i "The Medallion Calls".

Hans utrzymuje też charakter, jaki muzyce do Piratów nadał Badelt. I tu znów mogą się pojawić - jakże częste w przypadku soundtracku do "KCzP" -zarzuty o "niepirackość" partytury do cz. II. Klaus odważył się przecież na niebezpieczny krok - do pirackiego filmu skomponował muzykę, która mogłaby zasadniczo ilustrować film sensacyjny, bądź thriller. Moim zdaniem uczynił słusznie, przełamując tym samym schemat "pirackich" kompozycji. Zimmer kroczy podobną ścieżką i chwała mu za to, bo partytury jego autorstwa słucha się znakomicie zarówno w filmie, jak i osobno.
Ostatnio zmieniony śr lip 26, 2006 12:42 pm przez lamberciak, łącznie zmieniany 2 razy.
 
giovanni
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 54
Rejestracja: wt kwie 19, 2005 12:39 pm

śr lip 26, 2006 12:26 pm

SPOILER!! malusi ale jednak.

Do Repek.
Tia powiedziala : "Jedno nie wyklucza drugiego" co oznacza ze Jones zakochał sie w kobiecie i w oceanie. I jest to jedna i ta sama osoba. Czyli jak to juz powiedziano wczesniej w cz. III spotkamy samą Panią Oceanu.

Do lambercik.
Wciąż uważam że to identyczne konwencje.

ALE ZAKONCZMY TEN SPÓR> jak widać mamy odrebne zdania a kazda ze stron znajduje argumenty na swoja korzyść więc jest to tylko kwestia gustu a o gustach trudno polemizowac.
POzdrawiam. :papieros:
 
Awatar użytkownika
Repek
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 8702
Rejestracja: śr mar 24, 2004 4:41 pm

śr lip 26, 2006 12:51 pm

giovanni,

A co to ma wspólnego z poglądami? Przecież nie o polityce lub kwestiach społecznych mowa. Pewnie chodzi Ci o szanowanie zdania - miło mi, ja również szanuję Twoje. Problem w tym, że konsekwentnie [eufemizm od uparcie] szukasz dziur tam, gdzie ich nie ma, bo to nie są dziury w takim filmie. Wszystkie wątpliwości 'logiczne', jakie zgłaszasz, w ogóle nie są przedmiotem rozterek w tego typu konwencji. Potwierdzają to zdania typu:
giovanni pisze:
Bo gdyby mieli wole to nie zrobili by tego czy tamtego.


giovanni pisze:
W cz. II nawet scena w ktorej przedstawiciel Kampani Indyjskiej zamyka skrzynke i gdzie jest najazd kamery na skrzynke, byl wytlumaczalny. Ot w kolejnej scenie juz wystaja z tej skrzynki dokumenty i widz moze to wychwycic.

To jest przykład na spójność czy niespójność? Bo nie załapałem.
Dla mnie, oczywiście, jest to scena sensowna i spójna, i to nawet w myśl logiki nie konwencji, ale zwykłej przyczynowo-skutkowej.

giovanni pisze:
Tak wiec pokrótce, cz. I jak i cz. II to filmy fantastyczne w swiecie piratow. Niczym sie nie różniące. Po prostu odpowiedz sobie na pytanie czy obie części nie wygladaly jak sesja 7 Sea. Moim zdaniem tak. Obie czesci filmu roznic się mogą jedynie jakoscia efektow specjalnych.

Oba filmy są osadzone w podobnej estetyce, ale w totalnie innych konwencjach. Zdania o 7th Sea w ogóle nie rozumiem, a raczej rozumiem, ale uważam za bezsensowny argument. 7th mieści wiele konwencji zależnych od miejsca, w którym się gra i opcji, jaką wybierze MG. Można grać w mrocznym Eisen, można w radosnym Castille. Zmiana w konwencjach jest diamtetralna - mniej więcej tak samo, jak to stało się w Piratach.

Niestety nie znasz zasad nimi rządzących, więc nie widzisz różnicy. Żle rozpoznajesz również zasadę motywującą fabułę w jedynce i stąd problem.

giovanni pisze:
jak widać mamy odrebne zdania a kazda ze stron znajduje argumenty na swoja korzyść więc jest to tylko kwestia gustu a o gustach trudno polemizowac.

To nie są gusta.

giovanni pisze:
Tia powiedziala : "Jedno nie wyklucza drugiego" co oznacza ze Jones zakochał sie w kobiecie i w oceanie. I jest to jedna i ta sama osoba. Czyli jak to juz powiedziano wczesniej w cz. III spotkamy samą Panią Oceanu.

Tak, oczywiście, o to mi również chodziło. Ale to zdanie ma dwa sensy - każda opowieść ma wiele wersji. Szczególnie w przypadku pirackich przypowieści. W ogóle - śliczna konstrukcja słowna.

---

lamberciak,
Fajnie, że Ci się podobało. To naprawdę jest film, który warto obejrzeć jeszcze raz, by nie myśleć o efektach i gagach, ale skupiając się tylko na tym, co MÓWIĄ bohaterowie.

Co do muzyki - nie jestem tutaj wyjątkowo wrażliwą osobą, na codzień lubię jak jest szybko i głośno. :) Soundtrack z jedynki mam zgrany na wylot, a ten z dwójki z pewnością nabędę. Podobnie jak w Lotrze uwielbiam motyw przewodni Rohirrimów, tak tutaj bardzo podobała mi się leciutka nutka w scenie, w której Will wchodzi na rozmowę z Beckettem.
Poza tym i kilka innych fragmentów wypada znakomicie, a w całość umiejętnie wpleciono wątek przewodni [tutaj też wraca skojarzenie z lotrem, gdzie motyw Drużyny pojawia się sporadycznie w częściach 2 i 3].

Pozdrówka[/url]
 
giovanni
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 54
Rejestracja: wt kwie 19, 2005 12:39 pm

śr lip 26, 2006 3:13 pm

Po pierwsze faktycznie nie zdefiniowaliśmy zwrotu "konwencja". Piszę uparcie że dwie części Piratów są w tej samej konwencji. Ty piszesz że nie. Brak spójnej siatki pojęciowej uniemożliwi wyjaśnieien czegokolwiek. Jednka uznałeś że: "filmy są osadzone w podobnej estetyce ale w totalnie innech konwencjach". Dopóki nie rozróżnimy pojęcia estetyka - konwencja uwagi na ten temat sa z góry skazane na niepowodzenie.

Po drugie. Uważam, że każdej sceny w filmie AKCJA/PRZYGODA jest istotna dla posunięcia owej akcji. Dowodem jest przytoczony przezemnie fragment ze skrzynią. Każda scena ma pchać akcję do przodu. Zadnej zbędnej sceny. To zasada w filmach akcji/przygody.

Po trzecie udowadniam że BOHATEROWIE SA TRAKTOWANI INSTRUMENTALNIE JAK W CZ. 1. Tylko po to podawalem przykłądy luk logicznych. Bo bohaterów traktuje się identycznie jak w cz. 1. Tylko po to by byl pretekst do pokazania ladnej sceny. BOHATEROWIE W FILMACH AKCJI/PRZYGODOWYCH SA PRETEKSTEM DO EFEKTOW SPECJALNYCH I WALK.

Po czwarte zasada rządząca filmem AKCJI/PRZYGODY to pieniądze. Jasne że każdy film jest tym motywowany ale superprodukcje wybinie od tego zaleza. PRZECIEZ DO DISNEY!

Po piąte. Twarde zdanie: niestety nie znasz zasad nim rządzącyc jest powiem szczerze....bardzo wladcze. Lecz najprawdopodobniej nie znam...co ja tam o swiecie piratow wiem....tyle co w telewizji film zobacze czy w rpg pogram. Nie czytalem ksiązki " Zasady rządzące śwaitem piratów'...tu pewnie leży problem.

Istotne jest to ze film uważam za udany. Ale nie odbiegający, poza efektami specjalnymi, od cz. I.

aha. Po szóste. Jeśli wątpliwości logiczne nie są przedmiotem rozterek w tego tego typu konwencji, to jak można uzasadnić twierdzenie "mniej instrumentalne traktowanie bohaterów?". Bohatera nie traktuje się instrumentalnie gdy ma wpływ na fabule. Jak moze miec wplyw na fabule skoro "logika" nie jest istotna. No i zgadzam się że logia to nie jest cos przez pryzmat czego bada się ten film. To ma byc rozrywka. Ale jesli mamy juz uzyc zdania - mniej instrumentalne traktowanie bohatera to jakos to sie powinno objawiac. np. logicznym zachowaniem bohatera który przez to ma wpływ na fabule. Jesli jego zachowanie ma nie byc logiczne to staje się wylacznie pretekstem do EFEKTOW SPECJALNYCH. I tak jest w cz. I jak i cz. II.

Nie przeceniajmy filmu rozrywkowego. Jest fajny i tyle. A dla mnie bardzo zbierzny z cz. I. :papieros:
 
Awatar użytkownika
Repek
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 8702
Rejestracja: śr mar 24, 2004 4:41 pm

czw lip 27, 2006 3:45 am

Odpowiem w nocy, gdy będzie chłodniej. :) Postaram się pokazać swój punkt widzenia i zdefiniować pojęcia.

EDIT o porze dość późnej, ale przynajmniej chłodnej.

Konwencja.
Jedynka to pastisz. Typ stylizacji opierający się na tym, iż świadomie i otwarcie pokazuje się zasady pewnego gatunku lub stylu, by je podkreślić, wyjaskrawić. Nie jest to przy tym parodia, nie chodzi o ich ośmieszenie. Wręcz przeciwnie - stosuje się je bardzo konsekwentnie i z pełną powagą [co chwilami oczywiście może być nieco zabawne dla odbiorców dobrze znających dany styl czy gatunek].

W jedynce wszystko jest podporządkowane odkryciu na nowo konwencji przygodowej opowieści o piratach. Dlatego też bohaterowie nie decydują o przebiegu fabuły - po prostu za nią idą, biorąc udział we wszystkich konwencjonalnych scenach, jakie zazwyczaj pojawiają się tego typu utworach. Widać to szczególnie w działaniach Jacka, który nad niczym się w zasadzie nie zastanawia. On jest "gentleman of fortune", tam gdzie on idzie, tam idzie fabuła, która dostosowuje się do jego akcji, a on do niej [to jest nierozłączne]. Bohaterowie nie mają żadnych rozterek, zajmują się tylko tym, by umiejętnie rozegrać kolejne sytuacje, aby opowieść szła dalej. A raczej, by oni sami nie wypadli z jej toru.

To sama konstrukcja opowieści dyktuje, co mają robić bohaterowie i gdzie się pojawić. Nie ma żadnych głębszych psychologicznych motywacji, jedynie funkcje fabularne, które mają zostać zrealizowane [Jack ma odzyskać statek, Will uratować Liz, Liz uratować Willa i ładnie wyglądać, Barbossa efektownie polec, a Norrington okazać się człowiekiem honoru]. Pełna umowność i przymykanie oka. Oraz puszczanie go do widza.

Nie wiem, jak Ty, ale w jedynce od początku nie tylko można było się domyśleć, CO się stanie, ale i JAK się stanie. W tej kwestii film nie zaskoczył niczym [poza zakrawającą o geniusz konsekwencją], bo był bardzo skonwencjonalizowany. I znów, nie wiem, jak Ty, ale teraz wiem tylko, że - jak i w jedynce - wszystko skończy się dobrze, ale JAK będzie to wyglądać, to już sprawa dość trudna do określenia. Stało się tak dlatego, iż w Dwójce pastisz zszedł na dalszy plan, a raczej podzielił się miejscem z innymi konwencjami. Nie chodzi tylko o zabawę pewnym typem konwencji przygodowej, ale także o realizowanie w jej obrębie pewnej opowieści o konkretnej treści ściśle związanej z bohaterami.

Estetyka to kwestia zewnętrznego wyglądu świata. Pewne estetyki wiążą się z pewnymi konwencjami [stąd często używa się tych samych nazw na ich określenie], ale nie są tym samym. Możesz mieć estetykę gotycką [wielkie kościoły, mrok itp.], która sugeruje często horror, a konwencję całkowicie komediową. Dobrym przykładem jest Matrix, w którym przewija się kilka konwencji i kilka estetyk [estetyka sf, cyberpunk, konwencje baśni, westernu, wschodniego kina akcji].

giovanni pisze:
Po drugie. Uważam, że każdej sceny w filmie AKCJA/PRZYGODA jest istotna dla posunięcia owej akcji. Dowodem jest przytoczony przezemnie fragment ze skrzynią. Każda scena ma pchać akcję do przodu. Zadnej zbędnej sceny. To zasada w filmach akcji/przygody.

Każda scena w każdym filmie posuwa akcję do przodu. Dlaczego? Bo jest kolejną sceną, następuje w czasie po poprzedniej. Można się co najwyżej zastanawiać, czy akcja jest prowadzona dynamicznie i szybko, czy też nie. A skoro nie jest, to jaki jest w tym cel. Większość dobrych filmów akcji posiada chwile wstrzymania tempa, inaczej zamienialyby się w bezsensowne ganianie w stylu - skądinąd świetnego - finału każdego Benny Hilla.

W Dwójce Piratów nie ma ani jednej zbędnej sceny [i mogę to udowodnić, wystarczy, że poddasz którąś z nich w wątpliwość]. Można się natomiast zastanawiać, czy akcja płynie za szybko czy za wolno. To na pewno kwestia gustu - ja np. najbardziej cenię sobie właśnie wszelkie długie rozmowy, w których najwięcej dowiaduję się o bohaterach i mogę trochę pobyć z nimi "na spokojnie". Tym większe późniejsze zżycie w scenach, w których tempo zostaje podkręcone [bitwy, pojedynki, pościgi].

giovanni pisze:
Po trzecie udowadniam że BOHATEROWIE SA TRAKTOWANI INSTRUMENTALNIE JAK W CZ. 1. Tylko po to podawalem przykłądy luk logicznych. Bo bohaterów traktuje się identycznie jak w cz. 1. Tylko po to by byl pretekst do pokazania ladnej sceny. BOHATEROWIE W FILMACH AKCJI/PRZYGODOWYCH SA PRETEKSTEM DO EFEKTOW SPECJALNYCH I WALK.

Pretekstem do walk i efektów jest konwencja oraz estetyka, nie bohaterowie. Sam Luke Skywalker nie jest pretekstem do gwiezdnych bitew. On jest pretekstem do ukazania relacji z ojcem, która - co wynika z estetyki oraz konwencji - realizuje się w efekciarskiej walce na miecze [estetyka sf, konwencja epickiego pojedynku dobra i zła].

Różnica w tym względzie między jedynką, a dwójką Piratów polega na tym, że:
- w jedynce bohaterowie biegną za wołającą ich fabułą, która jest motywowana niezalezną od bohaterów chęcią zabawy pewną formułą opowieści
- w dwójce fabuła wynika z ich osobistych problemów, bardziej wiąże się z samymi bohaterami i ich życiorysami

W jedynce można bohaterów zastąpić dowolnymi innymi postaciami, bo fabuła tylko nieznacznie dotyczy ich samych. W dwójce wszystkie ważne sprawy, to kwestie indywidualnych wyborów bohaterów. Oczywiście, można powiedzieć, że w każdym utworze wszystkie postaci są w pewien sposób traktowane instrumentalnie, bo są jakąś częścią całości. Zgoda zupełna. Ale sztuka to kwestia budowania pewnych umów i iluzji - a tutaj różnice już występują, akcenty są zmienione. Choćby przez samo podejście do kwestii śmierci, co - jeśli chcesz przykład z RPG - jest jak skok z Castille do Eisen.

giovanni pisze:
Po czwarte zasada rządząca filmem AKCJI/PRZYGODY to pieniądze. Jasne że każdy film jest tym motywowany ale superprodukcje wybinie od tego zaleza. PRZECIEZ DO DISNEY!

Rozumiem, że to humorystyczna uwaga. :) Bo merytorycznie mało wnosząca i odnosząca się do innej sfery.

giovanni pisze:
Bohatera nie traktuje się instrumentalnie gdy ma wpływ na fabule. Jak moze miec wplyw na fabule skoro "logika" nie jest istotna.

Jest istotna, ale nie jest to logika rzeczywistego świata, w którym żyjesz na codzień. Skoro dziwi cię, że Jack za coś nie ukarał Pintela i Ragettiego [sprawdziliśmy imiona Flipa i Flapa], to dlaczego nie zastanawiasz się, jak Latający Holender może pływać przy podniesionych żaglach pod wodą?

Stawianie w tego typu skonwencjonalizowanych filmach tego typu pytań nie ma żadnego sensu, bo nie taka logika, jakiej oczekujesz, nimi rządzi. Jeśli pojawia się jakaś scena - np. Kraken niszczy statek, choć Jacka tam nie ma - to nie jest ona nielogiczna. Ma ona sens, gdyż jej celem jest odmiana Jacka. Musi zobaczyć swoje tchórzostwo, by stać się bohaterem.

Bohaterowie działają z całkowitą logiką i konsekwencją. Wręcz żelazną. Ale wyznaczoną przez ich rolę w filmie, opowieści, konwencji, a nie przez instynkt samozachowawczy, który kieruje normalnym człowiekiem.

Twoje zarzuty [uwagi, spostrzeżenia?] do kina rozrywkowego są trochę... niezrozumiałe, by nie powiedzieć, że z niczym nie związane. Ja nie mówię, że film rozrywkowy ma zgłębiać meandry psychiki ludzkiej. Do takich rzeczy to mamy Bergmana, Triera czy Kieślowskiego. Ma bawić, będąc logicznym i konsekwentnym w ramach przyjętych i czytelnie zasugerowanych założeń. Piraci to czynią. Jeśli nie potrafisz tego odczytać, bo z góry zakładasz, że film akcji to tylko efekty, to nie jest to wina filmu.

Pozdrówka
 
Awatar użytkownika
Yarghuzzz
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1377
Rejestracja: sob sty 17, 2004 9:38 pm

pt lip 28, 2006 10:32 am

Wcinam się ni z tego ni z owego jak diabeł z pudełka, przeczytawszy jedynie fragmenty Waszych postów, niemniej...

Widziałem Piratów cz2. Uważam, że jest to porządnie zrealizowany film. Ujęcia szczególnie na początku bardziej skupiają uwagę widza na nastroju niż brawurowej akcji - takich scen jest zresztą więcej dalej. Efekty specjalne sa naprawdę wspaniałe, aktorstwo - dobre, bardzo dobre (mizernie wypada Orlando).

Jednak do kilku rzeczy można się przyczepić.

W moim odczuciu - a także trzech innych osób z którymi oglądałem film - jest on stanowczo za długi. Męczyłem się pod koniec drugiej godziny filmu, zaczął pojawiać się 'syndrom niewygodnego fotelika' :). I tutaj mogę stanąć po stronie giovanniego i stanąć contra repek - założenie a priori, że każda scena pcha akcje do, bo jest częścią łańcucha przyczynowo skutkowego mija się z celem - to film, nie życie i scenarzysta może tak dobrać ów łańcuch, że będzie on dla widza bardziej lub mniej atrakcyjny.

W takim razie repek - rzucam rękawicę. Powiedz mi jaka jest zasadność całego wątku z odwiedzeniem wyspy kanibali. Od razu mówię, że wytłumaczenia następujące:

-umożliwia zetknięcie bohaterów + skompletowanie załogi
-daje powód do śmiesznego makijażu Deppa (który nota bene - makijaż - jest rewelacyjny)

nie satysfakcjonują mnie. Bohaterów można zetknąć w zupełnie inny sposób (i każdy jest równie dobry - byleby był krótki), a makijaż można było wpleść gdzie indziej. Zresztą, co to za podejście - musimy wrzucić półgodziny, żeby pokazać makijaż. nonsens.

Film akcji dla mnie powinien przypominać sinusoidę - jeśli jest długi - albo y=ax+b przy a>0 - stromo w górę - jeśli jest krótki. W piratach akcja jest za to dwu poziomowa - powolny (w miarę) rozwój, a potem wskakuje na wysoki poziom napięcia i się go trzyma. Taki zero-jedynkowy ;) Przez co napięcie nie jest stopniowane, a widz sobie siedzi, podziwia kolejne rzeczy, które powinny wgnieść go w ziemię (jak wychwalany pojedynek na kole, czy wogóle cała walka o skrzynię na wyspie) i myśli sobie "fajnie, ale przed chwilą było to samo".

Fakt, że film jest bardziej mroczny, skupia się na historii a nie na konwencji, postaci są bardziej rozbudowane - to wszytko kroki w dobrą stronę, choć nie koniecznie zyskowne. Akurat Skrzynia jest tutaj wyjątkiem - wiemy, że bije rekordy, lecz sądzę, że w dużej mierze to zasługa części pierwszej oraz świetnej reklamy. Chyba prawdą jest, że na filmie o piratach widz chce się przede wszystkim bawić, a nie zgłębiać mroczne historie... niemniej mi taki zabieg się podobał.

Natomiast za tym zabiegiem wdarła się niekonsekwencja - właśnie ten cały fragment na wyspie ludojadów. Nie obrazuje on psychiki postaci w jakiś nadzwyczajny sposób, nie pokazuje prawdziwych motywów, jest natomiast czysto humorystyczny (Jack biegający z wielką tyką). Funduje się więc widzowi fragment czysto rozrywkowy, by potem już do niego nie wracać. Ni w pięć ni w dziewięć.

To tyle. Film mi się bardzo podobał... ale... :)
 
giovanni
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 54
Rejestracja: wt kwie 19, 2005 12:39 pm

pt lip 28, 2006 11:36 am

Sorki za milczenie ale ten upał zalałem piwem i źle się to skończyło.

Do repek:
Pamiętając że jedymy powodem wszczętej dyskusji są inne poglądy dotyczące różnic pomiędzy cz. I a cz. II (ja uważam że ich nie ma, Ty uważasz "To zupełnie inny film"). Dodatkowo uważam że w cz. I jak i cz. II postacie są traktowane tak samo instrumentalnie, Ty uważasz inaczej.

Tak więc pamiętając o tym przeglądałem wywiady z rezyserem filmu. Czytałem artykuł w miesięczniku "Film" itd. I nawet mialem kolekcje wypowiedzi ktore brzmiały " po co zmieniać coś co było ok ?" ale wiesz....przestałem się w sumie tym zajmować po zdaniu reżysera.
"Pytanie: - czy film nie jest zbyt długi?
Reżyser: - skoro 13 latki wytrzymały długośc cz. I to i wytrzymają cz. II która jest tylko o 6 minut dłuższa."

.......13 latkowie....to jest grupa docelowa. Fajnie że Piraci mają grupę fanów bo to właśnie fani budują legendy filmu, ale w momencie w którym zdałem sobie z tego sprawę mam wrażenie że nasz temat przerósł wyobrażenia twórców.

Ja uważam że cz. I i cz. II są wprost niesamowicie zbierzne. Ty nie. Wystukałem wraz z Tobą tyle literek że już niewiele osób dołącza się do tego tematu a to źle. Więc niech fajny film pozostanie fajnym filmem. Aha. I nie napisze ze nie znasz sie na konwencji. Napisze że masz inne zdanie na temat filmu niż ja. Bo film to nie mecz gdzie da się wyliczyc ile czasu każdy gracz był przy piłce. W filmie nie wiliczy się
"o ile cięższa" była ta część od cz. I . No nie da się. To się czuje albo nie. Skoro ja nie poczułem zmiany ciężaru, to dla mnie zamiar rezysera był taki by nie zmieniac tego co bylo sukcesem cz. I.
A pogląd na temat "dokładniejszych" postacie w cz. II tez do mnie nie przemawiaja. Są nam już znane dlatego postrzega się je jako lepiej stworzone. Lecz dalej są pretekstem do scen. Oni - bohaterowie. Konwencja nie stoi przed kamerą i nie tłucze się rapierem tylko bohater.

Film, tak jego cz. I jak i cz. II zyskał sławę tylko dzięki J. Depp. Niczemu i nikomu innemu. Tu się chyba zgadzamy.

pozdrawiam. :papieros:
 
Awatar użytkownika
Repek
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 8702
Rejestracja: śr mar 24, 2004 4:41 pm

pt lip 28, 2006 1:13 pm

Yarghuzzz,

I tutaj mogę stanąć po stronie giovanniego i stanąć contra repek - założenie a priori, że każda scena pcha akcje do, bo jest częścią łańcucha przyczynowo skutkowego mija się z celem - to film, nie życie i scenarzysta może tak dobrać ów łańcuch, że będzie on dla widza bardziej lub mniej atrakcyjny.

Choć jest to rzecz bardzo zależna od gustu - nie będę się spierał. Jednym dynamika Piratów się podoba, innym nie. Moim zdaniem film jets bardzo szybki, a pozorne rozwleczenie wynika z faktu, iż w porównaniu z jedynką jest znacznie więcej wątków [i nie jest tak oczywiste, jak się skończą], że część widzów może mieć uczucie chaosu. Co więcej - może uważać, że część scen nie jest potrzebna. Z tym zgodzić się nie mogę.

Rękawica i Pelegostosi.
Makijaż to tylko estetyka, jest marginalny, nie wiem po co w ogóle Cie ten motyw interesuje. Poza tym sam sobie odpowiedziałeś i podałeś również powód niezadowolenia, z którym nie da się polemizować, bo zalezy od preferencji, a nie jest dowodem na błąd w logice konwencji. Tak, chodzi o zawiązanie grupy, a także, co ważniejsze, przypomnienie, co tych ludzi łączy ze sobą. Cała sekwencja jest konwencjonalna - ma pokazać, w jakim filmie jesteśmy [że bohaterom głównym nic nie grozi, choćby robili nawet najbardziej karkołomne rzeczy], że tutaj wszystko jest możliwe, że będzie głównie śmiesznie i bardzo zaskakująco. Scena ta pozwala również dołączyć do grupy Pintela i Ragettiego.

Można zrobić ją krócej, to prawda. Nie zrobiono, co jest z kolei faktem. Dla mnie też można by zacząć film już w momencie, gdy załoga jest razem. Wszystkie te rozważania nie mają jednak żadnego znaczenia dla logiki tego typu filmu. Kolejne pytanie proszę.

Co do Twojej sinusoidy, to dość archaiczne podejście tudzież pasujące bardziej do Bonda. Filmy akcji robi się dziś często dokładnie inaczej - cały film nic się nie dzieje, a na końcu masz bitwę [i ze dwa pojedynki w trakcie]. W takim Lotrze są bardzo długie fragmenty rozmów i wstrzymań tempa - o to w nim chodzi. W Piratach, jeśli już, to są raczej bardzo długie sekwencje akcji, a spokojnych rozmów relatywnie mniej.

Nie będę polemizował też z oceną marketingową, gdyż tego typu czynniki nie powinny być brane przy ocenie konstrukcji filmu. Jakie znaczenie ma to, że film zarobił w pierwszy weekend n milionów, dla faktu, że w pierwszej scenie deszcz pada w filiżanki? Ma to jakiś wpływ na tę scenę i jakoś ją tłumaczy?

Chyba prawdą jest, że na filmie o piratach widz chce się przede wszystkim bawić, a nie zgłębiać mroczne historie... niemniej mi taki zabieg się podobał.

Co widz chce, a czego nie chce, to jego sprawa. I ewentualny problem. Twórcy mogą, ale nie muszą, wychodzić naprzeciw jego oczekiwaniom. Gdyby tak było, w każdym filmie główne role grałaby para lesbijek. :)

Natomiast za tym zabiegiem wdarła się niekonsekwencja - właśnie ten cały fragment na wyspie ludojadów. Nie obrazuje on psychiki postaci w jakiś nadzwyczajny sposób, nie pokazuje prawdziwych motywów, jest natomiast czysto humorystyczny (Jack biegający z wielką tyką). Funduje się więc widzowi fragment czysto rozrywkowy, by potem już do niego nie wracać. Ni w pięć ni w dziewięć.

Podsumowująć:
- ten fragment sygnalizuje konwencję, przypominając, jak wyglądała ona w jedynce
- ten fragment pokazuje, że bohaterom wolno wszystko, nawet porwać się na najbardziej szalone czyny

SPOILER!

- ten fragment wreszcie, jeśli szukasz logicznych usprawiedliwień w scenariuszu, łączy się bezpośrednio z ostatnią sceną filmu i bez niego nie ma ona sensu

---

giovanni,

To, co mówi reżyser nt. swoje dzieła, nie ma najmniejszego znaczenia z punktu oceny krytycznej. Gdyby reżyser Piratów powiedział, że to film o ufoludkach, brałbyś to pod uwagę przy ocenie?

Podobnie ocenianie filmu przez pryzmat marketingu to ślepa uliczka. Poza tym zdanie potraktowałeś wybiórczo. Skoro 13-latkowie wytrzymali jedynkę, to wytrzymają dwójkę - oznacza to tylko tyle, że to zrobią. Oznacza, że dolny target [owszem, szeroki] obejrzy ten film i raczej się nie zmęczy. Jakie to ma znaczenie dla konwencji filmu i związków przyczynowo-skutkowych w obrębie scenariusza?

Tego, co było sukcesem w jedynce, nie zmieniono. Twórczo to wykorzystano. Skoro Ty tego nie zauważyłeś, są dwie możliwości:
- po prostu tego nie widzisz
- twórcy nie znaleźli sposobu, by Ci to pokazać

Podsumować można to tak - każdy interpretuje dzieło sztuki przez swój pryzmat. Skoro Ty nie widzisz różnicy, to jej nie ma. Nie zmienia to faktu, że dla mnie jest i to gigantyczna. Ta rozbieżność to oczywistość.

Konwencja nie stoi przed kamerą i nie tłucze się rapierem tylko bohater.

To są właśnie te zdania, po których mówię, że nie rozumiesz zasad działania tej konwencji. To właśnie konwencja filmu przygodowego [płaszcza i szpady, pirackiego, jak ją tam zwał] sprawia, że bohaterowie, gdy mają do rozstrzygnięcia konflikt, sięgają po rapiery. To konwencja ich do tego zmusza i również ona sprawia, że chwilę później mogą działać ramię w ramię.

Film, tak jego cz. I jak i cz. II zyskał sławę tylko dzięki J. Depp. Niczemu i nikomu innemu. Tu się chyba zgadzamy.

Nie, nie zgadzamy się. :)

Pozdrawiam[/url]
 
koki
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 45
Rejestracja: śr lut 23, 2005 5:20 pm

pt lip 28, 2006 1:26 pm

Film jest spoko i to moim zdaniem nie powinno ulegać dyskusji , mi podobał się bardziej niż część pierwsza i ze względu na lepszą akcje i na ilość zagadek jakie postawił reżyser przed widzami jeżeli chodzi o część następną :) Człowiek wchodzi do kina z całą masą pytań ,a wychodzi z jeszcze większa :)
To moim zdaniem nazywa się dobry film .

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości