Zrodzony z fantastyki

 
Awatar użytkownika
Morel
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4566
Rejestracja: śr mar 03, 2010 10:59 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

czw maja 24, 2012 8:52 pm

New York
Grand Central Station
Niedziela 12.06.1921

Obrazek


Dzień zapowiadał się na bardzo pogodny. Słońce, pomimo wczesnej pory, grzało dość mocno. Na niebie nie było ani jednej chmurki, a wszystko chłodził delikatny wietrzyk.

Na Dworcu panował spory ruch. Główny terminal dworca kolejowego w Nowym Jorku tętnił życiem od wczesnych godzin rannych. Masa ludzi - pasażerów, sprzedawców, gońców, kupców, czy robotników - przelewała się dosłownie przez główną halę dworca. Każdy gdzieś pędził, śpiesząc się na pociąg, załatwiając interesy.

Na pierwszym peronie stał "Great Northern" - okazały i luksusowy ekspress relacji Nowy Jork - Montreal. Pociąg nie miał długiego składu. Okazała lokomotywa parowa, węglarka, wagon restauracyjny, wagon klubowy, sypialny i pasażerski. Oto wszytko co potrzebne było do komfortowego odbycia podróży do Kanady. Przy wejściu do wagonu pasażerskiego stał konduktor - spory jegomość z bardzo okazałą brodą. Obok niego dwóch boyów, którzy zajmowali się noszeniem bagaży pasażerów. W chwili obecnej nie mieli jeszcze zbyt wiele do roboty. Pociąg odjeżdżał dopiero za godzinę.
Głównym zajęciem boyów było wyglądanie reprezentacyjnie, co często uniemożliwiały kłęby białej pary, jakie unosiły się wkoło składu. Był to sygnał, że lokomotywa powoli rozgrzewała swój piec.

Tymczasem w hali dworca pojawili się bohaterowie naszej powieści. Mężczyźni zaproszeni przez tego samego człowieka, księdza z Montrealskiej parafii św. Cutisa. Jeszcze nie wiedzieli, że właśnie wkraczają na ścieżkę, która na najbliższy tydzień splecie ich losy ze sobą. Ba - nie wiedzieli nawet o swoim istnieniu. Nie mieli pojęcia, że nie byli jedynymi, którzy otrzymali list od ojca McBride'a.

Obaj wsiedli do pociągu, zerkając na swoje bilety i poszukując przedziału. W końcu okazało się, że mają wykupione miejsca na przeciwko siebie w tym samym przedziale. No cóż - trzeba było jakoś zabić czas w podróży, więc najlepszą opcją będzie rozmowa...
Ostatnio zmieniony czw maja 24, 2012 8:52 pm przez Morel, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Marcin19
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1677
Rejestracja: pt maja 29, 2009 11:06 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

czw maja 24, 2012 10:18 pm

Theme

Świat zaskakiwał go zawsze, w chwilach, gdy twierdził, że widział i przeżył już wszystko. Czas niemiłosiernie pędził go przez życie, rzadko dając chwilę na złapanie oddechu. Spotkał dziesiątki ludzi, których historie łamały serca i umacniały na duchu jednocześnie. Jednym z nich był ojciec Mc'Bride. Czy to możliwe by przyjaźń zrodziła się ciągu kilku dni? Czy możliwe było by po śmierci Rich'iego, mógł porozmawiać równie szczerze z innym mężczyzną? W końcu ile lat minęło od Zadymy Przy Bajorze? No i najtrudniejsza zagadka: czy możliwym było gorliwy baptysta zaprzyjaźnił się z katolickim księdzem? Zdawało mu się, że znał odpowiedzi przynajmniej na część pytań, przynajmniej do czasu gdy otrzymał od Mc'Bride'a list. Wtedy nabrał pewności.

Alan Pangborn wachlował się kapeluszem o szerokim rondzie spoglądając na rzekę ludzi przepływającą przez peron. W życiu nie widział podobnego tłoku i nie czuł się tu zbyt komfortowo. Gdy zabiegani podróżni potrącali go, ten zdobywał się tylko na przepraszający uśmiech. Jeszcze raz spojrzał na swój bilet i luksusowy pociąg stojący w kłębach pary. Zapytał się konduktora, który z uprzejmym uśmiechem zaprosił go do środka. Choć spędził ponad połowę życia w siodle i pokonał dziesiątki tysięcy kilometrów, teraz odczuwał coś na kształt niepokoju.

Jego bagaż stanowiła wielka, okuta na rantach waliza. Nawet nie próbował mocować się z umieszczeniem jej na górnej półce. Wolał ją mieć pod ręką - tak na wszelki wypadek. Raz jeszcze sprawdził czy ma przy sobie dokumenty, portfel i piękną papierośnicę po ojcu. Dyskretnie zerknął do walizy - kabura z zawartością znajdowały się na miejscu.

Zajął miejsce przy oknie. Wkrótce dołączył do niego drugi mężczyzna:
- Nie przeszkadzałoby panu, gdybym zapalił? - zapytał Alan. Jego akcent aż bił po uszach swym centralno-zachodnim rodowodem.
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

pt maja 25, 2012 6:21 pm

Russel Lawson - drobny brunet w jasnym prochowcu


Cała sprawa zaczęła się dośc nagle. Mimo, że utrzymywał dość reguralny kontakt ze swoim mentorem i nauczycielem to jednak ostatnia wymiana korespondecji była dziwna, zastanawiająca i niespodziewana. Russel na spokojnie próbował się zastanawiać a nawet przejrzał kilka ostatnich listów od przyjaciela ale nadal mu wychodziło, że wcześniej nic nie zapowiadało nagłego zwrotu akcji. Jednak takiej prosbie nie mógł odmówić. Zwłaszcza, że do listu były dołączone precjoza znacznie ułatwiające podróż. Wyglądało jakby ksiądz chciał się upewnić, że Russel wsiądzie w ten pociąg. Pośrednio zastanawiał się nawet czy nie było to efektem jakiejś desperacji. W dodatku schlebiało mu, że do udokumentowania swego znaleziska ksiądz wybrał właśnie jego, spośród tylu swoich byłych studentów, a nawet miejscowych fachowców. Zastanawiał się, czy był to ukłon w imię starych czasów czy też coś blokowało inne możliwości.

Wszystko zapowiadało się ciekawie. Russel był wyczulony na punkcie zagadek, rzeczy nieznanych i tajemniczych. Pociągały go zawsze odkąd pamietał. No i był ciekawski z natury. Dlatego był takim dobrym reporterem. Po prostu "czuł sprawę". A jego wrodzona zawziętość i upór a także wpojone przez rodziców rzetelność i poczucie sprawiedliwości powodowało, że był gotów na bardzo wiele by daną zagwostkę rozwikłać. Ksiądz McBride bardzo sobie cenił te cechy u młodego Lawsona co na prowadzonych przez niego zajęciach dość często prowadziło do żywiołowych dyskusji. Russel niejako całkowicie ignorując autorytet wykładowcy czy innych oponentów był gotów bronić własnego zdania póki wierzył, że ma rację. Może więc dlatego własnie teraz ksiądz zwracał się do niego o pomoc? A może po prostu potrzebował profesjonalnego reportera? ~Dowiem się na miejscu. ~ ta konkluzja ostatnio zawsze kończyła mu podobne rozważania. Po prostu na podstawie skapych danych jakie miał nie bardzo mógł wywnioskować coś więcej. Skrótowość opisu bardzo dziwiła reportera. Co prawda duchowny może wylewny nie był ale na ogół nie był aż tak powściagliwy no i nie prosił wcześniej o przyjazd, pomijając grzecznościowe formułki.

O ile więc Russel już prawie dał się pochłonąć tajemnicy i nowej przygodzie o tyle jego żona, Margaret była niespecjalnie uszczęśliwiona całą sprawą i nie omieszkała dać temu wyraz. O ile dość częste wyjazdy po dość bliskiej okolicy czy nawet na pogranicze stanu znosiła raczej bez problemów o tyle te kilka razy w roku gdy mu się przytrafiał dłuższy i dalszy wyjazd była niepocieszona. W końcu "z tego całego włóczenia się" po okolicy na ogół wracał do domu tego samego dnia ich bynajmniej nie nowym Fordem T i co najwyżej nagminnie spóźniał się na obiad ale na kolację to już mu się rzadko zdarzało. A z dłuższych wyjadów wracał najwyżej potygodniu lub dwóch. No i raczej były one jakoś spodziewane wcześniej i mąż ją zawsze uprzedzał, że wyjedzie. Tymczasem ten wyjaz praktycznie pojawił się znikąd i zaskoczył ich oboje. Do tego Richard musiał wyjechać za granicę. Jedynym pocieszeniem było to, że sama znała księdza McBirde'a ze studiów w NY jak i to, że mąż zawsze mniej więcej opowiadał jej o czym mniej więcej tym razem "pisał się" z duchownym. I właściwie to nawet kilkukrotnie Lawsonowie bywali zaproszani przez księdza na wakacje czy inny wypoczynek i właściwie na poważnie zamierzali tam pojechać. Zawsze jednak coś w ostatniej chwili krzyżowało te plany. Obenie więc Russel obieywał, że "sprawdzi co i jak" i jeżeli wszystko będzie ok to tego lata gdy dzieci będą miały wakację na pewno tam pojadą.

Obecnie mężczyzna w brązowej marynarce i z jasnym prochowcem powieszonym na wieszaku obok niego stał w otwartym oknie wagonu. Jego rodzina odprowadziła go do samego wagonu. Początkowo zamierzał pożegnać się z nimi w domu i pojechać autobusem na dworzec jednak plan został szybko spacyfikowany przez resztę rodziny. Dlatego pojechali razem. Okazało się, że są sporo za wcześnie. Głowa domu postanowił więc zaszaleć i zaprosił rodzinę do dworcowej kawiarni która do najtańszych nie należała. Jedynie w duchu jęknął gdy zobaczył ceny w menu ale już było za późno by się wycofać a poza tym nie miał zamiaru. Zaserwował więc żonie herbatę jaką wiedział, że lubi. Zadecydował o tym odgórnie bo wiedział, że gdyby jej pozostawił decyzję jak zwykle wziełaby najtańszą. Dzieci nieświadome jeszcze zmartwień dorosłych nie były tak powściągliwe w zamawianiu deserów. Sam sobie również zamówił kawę i to taką na którą normalnie też by sobie nie pozwolił. Humory całej rodzinie po tym wspólnym posiłku znacznie się poprawiły i rozstanie wydawało się łatwiejsze. Gdy skończyli był już czas by wsiadać do pociągu. Najstarszy John uparł się, że pomoże tacie wnieść walizkę do przedziału z czego zarówno on sam jak i jego rodzice byli bardzo dumni. W końcu jednak nadszedł moment rozstania. Russel pozostał sam w przedziale a reszta rodziny na peronie.

Usiadł w końcu na siedzeniu chwilowo myśląc o niczym. Rozstanie z rodziną trochę skwasiło mu humor. Dopiero teraz do jego serca dotarło coś co jego rozum przyjął do wiadomości w momenice podjęcia decyzji o wyjeździe: nie wiedział kiedy naprawdę wróci. I kiedy znów ich zobaczy. Podejżewał, że tydzień, może dwa. Ale właściwie nie miał żadnych racjonalnych powodów by własnie prorokować taki przedzia czasowy. Z rozmyślań wyrwało go pytanie drugiego współpasażera o możliwość zapalenia papierosa. - Hm? A tak, oczywiście, niech się pan nie krępuję. Ale można uchylić okno? A można wiedzieć gdzie pan wysiada? - spytał uprzejmie "kowboja" jak go odruchowo nazwał w myslach sądząc po akcencie. Był właściwie wdzęczny tamtemu za możliwość zagłuszenia smutku po rozstaniu z rodziną. A ponadto już po zadaniu pierwszego pytania wziął się do roboty jego wyćwiczony w zbieraniu i analizowaniu dancych umysł.
 
Awatar użytkownika
Marcin19
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1677
Rejestracja: pt maja 29, 2009 11:06 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

pt maja 25, 2012 7:25 pm

Alan skinął głową w podzięce i uchylił nieco okno. Po chwili sięgnął do bogato zdobionej papierośnicy. Nim jednak włożył papierosa do ust odpowiedział mężczyźnie siedzącemu na przeciwko:
- Jadę do Montrealu - odpalił metalową zapalniczką na naftę. W powietrzu uniosła się woń mocno wysuszonego tytoniu.
- Alan Pangborn - przedstawił się, po czym wyciągnął dłoń na przywitanie. Jego dłoń była pobrużdżona i spalona słońcem. Mężczyzna wyglądał na kogoś kto pracował fizycznie przez większość życia. Spojrzenie zdradzało wnikliwość i doświadczenie. Równie badawczym wzrokiem przyglądał się współpasażerowi.
- Och, przepraszam, gdzie moje maniery. Pali pan? - Zaproponował mężczyźnie papierosa.
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

sob maja 26, 2012 12:30 am

Russel Lawson - drobny brunet w jasnym prochowcu



Dziennikarz obserwował jak tamten z wprawą wieloletniego palacza odpala papierosa. Dym papierosowy nie przeskadzałmu póki nie osiągnął odpowiedniego stężenia. Większość jego kolegów z pracy paliła, na studiach też to było modne więc mimo, że sam nie palił zdążył się przyzwyczaić. A przeciwko "siekierze" w powietrzu uchylone okno powinno zaradzić.

-Russel Lawson, miło mi pana poznać. - odpowiedział równie uprzejmie jak poprzednio ściskając wyciągniętą dłoń Pangborna. W jego opalonej i spracowanej dłoni dłoń reportera wydawała się wiotka, drobna i blada. Była to typowa dłoń pracownika biurowego albo sprzedawcy. Ubiór od brązowych skórzanych butów, poprzez ciut jasniejsze spodnie i brązową marynarkę również podpowiadał pochodzenie z przeciętnej klasy średniej.

-O, to będziemy jechać razem! Ja również udaję się do tego miasta, mam tam przyjaciela który mnie ostatnio zaprosił do siebie. Właściwie nigdy wcześniej tam nie byłem a pan? I można wiedzieć, co pana tam sprowadza? Przyjemność, obowiązek czy interesy? Ach, nie dziękję, nie palę. - rozmówca z głębi kraju przykuł jego uwagę. Zastanawiał się co go sprowadza tak daleko na północ. Mieli całą drogę przed sobą więc Russel nie śpieszył się. Spokojnie mógł prowadzić konwersację zgodnie z jej poprawnymi zasadami.
 
Awatar użytkownika
Marcin19
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1677
Rejestracja: pt maja 29, 2009 11:06 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

sob maja 26, 2012 9:49 am

Mężczyzna rozpiął jeden z guzików koszuli, do tej pory ciasno zapiętych aż pod samą szyję. Starał się nie zaciągać. Za każdym razem gdy odpalał papierosa, miał przed oczyma salę szpitala w Denver.
- To ciekawe. Również jadę do przyjaciela i również po raz pierwszy będę w Montrealu. - Nad drugą częścią pytania musiał się chwilę zastanowić: - Chyba po części obowiązek, a po części przyjemność.
Alan przyjrzał się uważniej swemu rozmówcy. Wiedział, że ojciec McBride wiele podróżował po kraju i miał bardzo wielu przyjaciół i znajomych. Być może Lawson również otrzymał tajemniczy list?
- Pan jest miastowy? Znaczy się - z Nowego Jorku?
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

ndz maja 27, 2012 11:58 am

Russel Lawson - drobny brunet w jasnym prochowcu



Słysząc pytanie opalonego mężczyzny usmiechnął się. - Tak, jestem i miastowy i miejscowy. Właściwie to nawet urodziłem się w tym mieście i nadal tu żyję i pracuję. Jestem reporterem tak w ogólę. Piszę artykuły, robię zdjęcia, przeprowadzam wywiady, zbieram materiały, taka tam dziennikarska robota... Specjalizuję się w sprawach dziwnych, tajemniczych albo nierozwiązanych zagadkach. A pan można wiedzieć czym się zajmuje? - spytał swego rozmówcę. Przystopował się w opowiadaniu o swojej pracy bo wiedział, że gdyby zaczął podróż okazałaby się za krótka na opowiedzenie wszystkich detali a nie każdego to interesowało poza tym jak mu wpojono ciągłe ględzenie o sobie było niegrzeczne.
 
Awatar użytkownika
Marcin19
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1677
Rejestracja: pt maja 29, 2009 11:06 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

ndz maja 27, 2012 1:53 pm

Alan pokiwał głową z uznaniem: - To musi być bardzo interesująca praca. Ja, tak samo jak mój ojciec, od maleńkości zajmowałem się bydłem. Chociaż ostatnio - jak to się mówi w miastach - moja "kariera" uległa pewnej zmianie. Trzy lata temu zostałem wybrany szeryfem w Castlerock w Colorado. Ciężka robota, wie pan. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że aż tak - uśmiechnął się. - Ostatnio mamy z chłopakami wiele na głowie. Wiem pan, ta cała prohibicja... - Pangbron pokręcił głową z politowaniem: - Choć nie jestem prawnikiem, ani nie potrafię przewidywać przyszłości; to jednak czuję, że Volstead pożałuje tej swojej całej ustawy...
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

wt maja 29, 2012 6:37 pm

Russel Lawson - drobny brunet w jasnym prochowcu


-Zgadzam się z panem. Prohibicja jest zamiarem jak najbardziej szlachetnym. Moi rodzice np. gorąco ją popierają. Ale dla przykładu mój brat, który jest marynarzem i jak wizytuje nas podczas postoi to lubi sobie wypić to muszę panu powiedzieć, że bardzo ciężko to przeżył tę wiadomość. Właściwie to odgrażał się, że nie wróci do takiego barbarzyńskiego kraju. Osobiście myślę, że byłoby miłe gdyby ludzie nie nadużywali alkoholu bo w są oni tylko problemem dla społeczeństwa. Jednak nie wydaje mi się realnym ani rozsądnym traktowanie tak całej populacji kraju. Jak dla mnie jest to niezgodne z konstytucją i jest zamachem na naszą wolność osobistą. No bo strach pomyśleć co będzie następne tytoń? Broń? To do niczego dobrego nie doprowadzi moim zdaniem. Jeśli to potrwa ten kraj się zmieni i nie jestem pewien czy na lepsze. - zamknął swój wywód na temat rozpoczęty przez rozmówcę. Następnie zaintrygowany tematem poruszonym przez rozmówcę poprosił go na opowiedzeniu na czym właściwie polega praca szeryfa. Bo jak wyznał do tej pory nie miał okazji rozmawiać na spokojnie z przedstawicielem tej profesji a przynajmniej nie o samej profesji. A już na pewno z nikim z tak daleka.
 
Awatar użytkownika
Marcin19
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1677
Rejestracja: pt maja 29, 2009 11:06 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

wt maja 29, 2012 7:53 pm

- Widzę, że w kwestii prohibicji się zgadzamy - Alan wyrzucił niedopałek przez okno: - Praca szeryfa? W większości składa się ze składania wniosków do Rady Gminy o rozsupłanie miejskiej sakiewki - Szeryf zaśmiał się pod nosem: - Jak na mój gust, odrobinę za dużo w tym politykowania. Kiedy zgadzałem się na objęcie tej funkcji, nie miałem pojęcia, że większość czasu spędzę przekopując się przez papiery. Mamy w policji straszny formalizm. Władze na szczeblu federalnym żądają protokołów i raportów pisanych na maszynie. Nie mamy na posterunku stenokopistki - Castlerock to naprawdę małe miasteczko - i siłą rzeczy musimy wszystko przepisywać. Poza tym wystawiamy mandaty, oglądamy znaki na bydle, prowadzimy areszt, takie tam - nic specjalnego. No i ostatnio musimy częściej zaglądać do barów. Rozumie pan.
 
Awatar użytkownika
Morel
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4566
Rejestracja: śr mar 03, 2010 10:59 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

śr maja 30, 2012 10:04 am

New York
Express Great Northern
Niedziela 12.06.1921

Obrazek


Kiedy wszyscy zasiedli w wagonie, na zewnątrz najpierw rozległ się ostry dźwięk gwizdka konduktora, a potem przez moment za oknami widać było tylko białe kłęby pary.
Po chwili wagonem delikatnie szarpnęło i pociąg ruszył w rytm cichego "puf puf" jakie dobiegało od strony lokomotywy.

Przez korytarz przemknął konduktor, jednak nikt nie zwrócił na niego specjalnej uwagi.
Po chwili jednak dało się usłyszeć przytłumiony dźwięk otwieranych kolejno drzwi do każdego przedziału i przytłumione głosy. Rozpoczęło się sprawdzanie biletów.
W końcu konduktor dotarł do Waszego przedziału. Drzwi otworzyły się z impetem, a konduktor - który nie wyglądał na zbyt przyjemnego osobnika z wyrazu twarzy - szybko sprawdził Wasze bilety i wycofał się z przedziału. Poza standardowym "Dzień Dobry" i "Dziękuję" można było uznać, że pracownik pociągu był gburowaty i obcesowy. Nie odzywał się, a swoje obowiązki wypełnił wręcz ekspresowo.

Wasza rozmowa jednak przebiegała w dość luźnej i miłęj atmosferze. W końcu nadszedł czas posiłku i przenieśliście się do wagonu restauracyjnego - przejazdy pierwszą klasą miały jednak swoje zalety!
Po obiedzie - który zjedliście przy niewielkim stoliku - wróciliście do swojego wagonu.
Atmosfera była niesamowicie senna. Jednostajne terkotanie kół, obfity posiłek - to wszystko skłaniało do krótkiej drzemki, bądź lektury.

W pewnym momencie na korytarzu dało słyszeć się jakiś straszny tumult. Ciężko było go zidentyffikować w pierwszej chwili, zwłaszcza, że ułamek sekundy później dało się słyszeć pisk, ponieważ pociąg z jakiejś przyczyny musiał przychamować. Delikatnie szarpnęło, wyrywając Was z błogiego stanu.
I wtedy padł strzał. Wyraźnie dało się słyszeć wystrzał, gdzieś w przedniej części wagonu.
Następnie dobiegło was basowe:
- Laisse - moi passer! Laisse - moi passer!!!
Słyszeliście zaintrygowane głosy pasażerów, otwierające się drzwi ddo przedziałów. Sami także wyszliście na korytarz.
Pomiędzy ludźmi, którzy już tam stali - z przodu korytarza zauważyliście wielkiego i brodatego mężczyznę, który wymachiwał pistoletem, trzymanym w jednej ręce. Drugą ręką obejmował jakąś młodą kobietę, którą trzymał w pół pod pachą, ni to niosąc, ni to ciągnąc po ziemi.
Mężczyzna był naprawdę sporej postury. Próbował właśnie przecisnąć się przez drzwi do waszego wagonu, odganiając ludzi pistoletem i zdaje się - próbując zagonić ich spowrotem do przedziałów...
Ostatnio zmieniony śr maja 30, 2012 10:04 am przez Morel, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Marcin19
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1677
Rejestracja: pt maja 29, 2009 11:06 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

śr maja 30, 2012 10:20 am

Alan widząc broń w ręku mężczyzny wrócił do przedziału. Zszarpał z półki walizę i rozrzucając w koło ubrania wydobył kaburę z Colt'em Bisley'em rocznik 1899. Szeryf przywarł do krawędzi przedziału i obserwował korytarz. Starał się uspokoić oddech i znaleźć jak najlepszą okazję do oddania strzału.

Ostatnio zmieniony śr maja 30, 2012 10:22 am przez Marcin19, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

śr maja 30, 2012 11:14 pm

Russel Lawson - drobny brunet w jasnym prochowcu


Przez chwilę rozmawiali o nieprzyjemnym konduktorze. Russelowi wydało się dziwne, że w takim miejscu zarudniono kogoś takiego. Pociąg zwykłej klasy prawdopodobnie pasowałby mu lepiej. No ale może tylko kogoś zastepował? Dziennikarza właściwie nie obchodziło jaki stan rzeczy jest naprawdę ale jego praca w sporej mierze polegała właśnie na wyłapywaniu takich nieścisłości. Przez chwilę fantazjował o gburowatym mężczyźnie który jest rozeźlony bo wie, że popracuje tylko pare dni póki właściwy konduktor nie wyzdrowieje i widząc komfort i klasę tego miejsca wścieka się, że nie ma tej fuchy na stałe. Jednak byłoby to dziwne bo gdyby się sprawdził mógłby mieć szansę na tą fuchę "w razie czego". Jego postępowanie więc zbyt mądre nie było. Z drugiej strony świat pełen był głupców. Może jednak tamten po prostu miał zły dzień albo coś mu się przytrafiło przykrego? Na podobnych rozważaniah Russel prawie przysnął.

Z leniwego, gorąego letniego letargu przebudził go tumult na zewnątrz. Półsennie wahał się chwilę czy wstać i sprawdzić czy pozostać przy drzemce. Ostatecznie zwyciężyła wrodzona ciekawość. Powstał i właśnie wówczas pociąg zaczął wyhamowywać co na moment zastopowało podróżnika. A potem huknął strzał. Kompletnie zaskoczyło to Lawsona bo się absolutnie go nie spodziewał. Właściwie nie wiedział czego oczekiwać po pasażerach tej klasy ale na pewno nie spodziewał się użycia broni palnej. Dlatego na ułamek sekundy po prostu zamarł w bezruchu. Potem wykonał serię nieskoordynowanych ruchów zupełnie jakby nie mógł się zdecydować czy zasłonić twarz rękami, upaść na podłogę czy usiąść z powrotem na siedzenie. Ponieważ następne strzały nie nastąpiły a w zamian ktoś zaczął krzyczeć zdaje się, że po francusku więć dziennikarz postanowił sprawdzić mimo wszystko co się dzieje na zewnątrz.

Widok jaki ujrzał ponownie go zaskoczył. Brodaty olbrzym stanowił problem sam w sobie. Jego broń już w ogóle stanowiła osobny i bardzo niebezpieczny rozdział. Ale wleczona przez niego kobieta już kompletnie komplikowała sytuację. - On ma broń! I zakładnika! - syknął zduszonym szeptem do swego przygodnego towarzysza podróży mimo, że zdawał sobie sprawę, że tamten wszystko świetnie sam widział. Szeryf z Colorado wrócił do swoich pakunków w głębi kabiny i zaczął czegoś szukać. ~ Może ma broń? ~ pomyślał z nadzieją dziennikarz. Tamten najwyraźnie potrzebował tylko chwili by jej dobyć i uzbroić ale brodacz już prawie ich mijał. Russel właściwie nie znał się na strzelaniu ale wiedział, że powinno się łatwiej trafiać w bliski nieruchomy cel. Stanął więc w drzwiach kabiny i starał się zasłonić sobą grzebiąego w torbie szeryfa i dać mu niezbędny czas. On sam też miał broń i nie wahał się jej użyć. Tą bronia było słowo a dokładniej rozmowa. Wziął więc głęboki oddech i przemówił czując nerwowy pot spływający mu po kręgosłupie i szyi. Nagle zrobiło mu się strasznie gorąco i zapragnął rozpiąć koszulę jednak bał się wykonać jakikolwiek ruch.

-Proszę pana - zwrócił się do brodacza - przemoc nie jest rozwiązaniem. Wszystkie problemy da się załatwić. Możemy porozmawiać? - szukał wzrokiem oczu tamtego. Wiedział, że kontakt wzrokowy jest ważny. Jego ojciec stosował ten trik nie raz i działał ze zdumiewającą skutecznością nawet na zatwadziałych grzeszników. ~ Szkoda, że go tu nie ma. ~ wiedział, że stary kaznodzieja na pewno znalał by wyjście z sytuacji. Starał się mówić tak spokojnie i powoli jak tylko zdołał. Tak naprawdę wtrącił się ze względu na kobietę. Samemu mężczyźnie raczej pozwoliłby przejść. Jednak nauczono go by stawać w obronie słabszych. Chociaż w ewentualnym konflikcie z brodaczem wynik był właściwie z góry przesądzony to jednak kobieta miała jeszcze mniejsze szanse na wyrawanie się z pułapki. A zostawić tak tej sytuacji nie mógł. Po powrocie do domu, jak w każdą niedzielę udaliby się na obiad do jego rodziców i czuł, że nie dałby rady zataić takiego wydarzenia. A jego ojciec ciężko by przeżył nicnieróbstwo syna. No i miał nadzieję, że albo brodacz go zignoruje tak jak innych pasazerów albo da się jakoś wynegocjować jakieś ustępstwa z jego strony. Sam wyglądał na dośc zdenerwowanego całą sytuacją. Ostatecznie mógł usiąść z powrotem na siedzeniu oddając pole działania szeryfowi.
 
Awatar użytkownika
Morel
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4566
Rejestracja: śr mar 03, 2010 10:59 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

czw maja 31, 2012 1:20 pm

Trasa: New York - Montreal
Express Great Northern
Niedziela 12.06.1921

Obrazek


Kiedy Alan w końcu znalazł pistolet, przyczaił się przy wejściu. Russel poczuł ciężar lufy na ramieniu.
- Nie ruszaj się. - syknął szeryf, mierząc z podparcia do mężczyzny.
Wtedy też obaj zorientowali się, że wielki brodacz to tak na prawdę konduktor. Wyglądał teraz nieco inaczej, jednak przy dłuższej obserwacji dało się bez wątpienia powiedzieć, że człowiek ten był tą samą personą, która sprawdzała wcześniej bilety.
Zapewne w zamieszaniu nie zwrócili na to uwagi.
Pozostali pasażerowie powoli cofali się do swoich kabin, robiąc miejsce porywaczowi. Kiedy Russel odezwał się, fałszywy konduktor powtórzył tylko:
- Laisse moi passer Monsieur! - po czym uniósł pistolet w górę i oddał kolejne 3 strzały. Słychać było krzyki przerażonych kobiet, a także przekleństwa mężczyzn wymieszane z hukiem wystrzału....
Na korytarzu zaczęło robić się pusto, a Russel kątem oka złowił jakiś ruch po przeciwnej stronie - korytarzem zbliżali się dwaj pracownicy pociągu w mundurach linii kolejowej.

Alan w tym zamieszaniu dostrzegł swoją szanse. Wystrzelił raz. Huk na chwilę pozbawił Russela słuchu w jednym uchu, a mężczyzna odskoczył na środek korytarza. Strzał trafił w ramię. Alan był pewny, że trafił mężczyznę, ten jednak nie zachwiał się, ani nawet nie skrzywił. Jak to możliwe??
- Broń! On ma broń! - krzyczała matka dziecka z innego przedziału. Wtedy też stało się kilka rzeczy na raz.
Mundurowi rzucili się do przodu, aby obezwładnić zarówno porywacza, jak i Russela, bo nie do końca wiedzieli, który z nich ma broń.
Russel chciał coś odkrzyknąć, aby dali mu spokój, co wykorzystał porywacz. Pchnął swoją ofiarę w ramiona Russela. Niedoszła ofiara z krzykiem poleciała w objęcia zaskoczonego mężczyzny.

Wtedy też Alan mógł dokładnie przyjrzeć się ranie. Dziura po kuli była wyraźna, jednak nie było śladu krwi!

Ostatnie słowo należało do porywacza. Olbrzym zaskoczył wszystkich po raz ostatni - jak się okazało. Po prostu odwrócił się do wszystkich plecami i ... wyskoczył przez okno. Wyskoczył z pociągu, który gnał pełną parą....
 
Awatar użytkownika
Marcin19
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1677
Rejestracja: pt maja 29, 2009 11:06 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

czw maja 31, 2012 3:45 pm

Wszystko potoczyło się tak szybko, że Alan zwątpił w realność wydarzeń. Stalowe wagony wypełnił huk wystrzałów, które brzmiały niczym dziesięć katedralnych dzwonów. Zapanował chaos, a wiecznie trzymającemu rękę na pulsie szeryfowi, nie przypadło to do gustu. Mężczyzna wprawnie odciągnął kurek swojego Bisley'a; pocisk wskoczył do wolnej komory. Już miał wymierzyć i oddać ko...

Krew... Gdzie do cholery podziała się krew?!

Alan nie po raz pierwszy strzelał do człowieka. Wiedział jaki skutek wywołuje kontakt miedzianego płaszcza pocisku z miękką tkanką. Spodziewał się, że kula zwali z nóg fałszywego konduktora, albo przynajmniej rzuci nim o ścianę. Nie celował by zabić, ale...

Na Boga! Trafieni ludzie zwykli krwawić z postrzałowych ran!

Przez chwilę w osłupieniu spoglądał na czarną plamkę, będącą otworem wlotowym rany. W powietrzu unosił się drażniący zapach prochu strzelniczego i niebieskawy dymek. Lufa rewolweru opadła symultanicznie z szczęką szeryfa z Colorado. Jako policjant oczywiście słyszał o nowatorskich technikach gangsterów z wschodniego wybrzeża. Niektórzy z nich nosili kamizelki, które w swojej zuchwałości nazywali "kuloodpornymi". Czy to mógł być podobny pancerz?

Nim Alan zagłębił się w szczegóły, chaos w wagonie eksplodował z zdwojoną siłą. Zjawili się mundurowi, pchnięto kobietę, podniósł się krzyk. Trzymał broń nisko przy ziemi, nie chcąc przypadkowo postrzelić żadnego z pasażerów. Wtedy też fałszywy konduktor wyskoczył przez okno.
- Co... do!!!
Alan pognał w kierunku okna spoglądając w stronę samobójcy-zamachowca.
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

pt cze 01, 2012 3:52 pm

Russel Lawson - drobny brunet w jasnym prochowcu


Jak dla Lawsona wszystko działo się stanowczo za szybko. Ledwo zdąrzył skrzyżować spojrzenia z ex konduktorem i niewiastą gdy poczuł jakiś dziwny i nieprzyjemny ciężar na sobie. Usłyszał też ostrzegawcze syknięcie szeryfa więc domyślił się czym ów ciężar jest. W efekcie prawie skamieniał w bezruchu. Znalazłe się pomiędzy oboma mężczyznami i ich bronią. Inaczej to sobie planował i rola kulochwytu kompletnie mu nie odpowiadała. Nerwy i strach ścisnęły go za gardło, pot oblał mu całe ciało i nagle cholernie zachciało mu się pić. Przypomniał sobie trochę bez sensu, że jako gość miał w kawiarnianym wagonie możliwość wypicia mrożonej herbaty. Bardzo by mu się teraz przydała. Żałował, że nie wypił jej gdy jedli obiad, może nie chciałoby mu się tak bardzo pić teraz? Z trudem zapanował nad emocjami i skupił się na staniu bezruchu i nie prowokowaniu żadnego ze strzelców do strzału.

~ Wystrzelił cztery razy... ~ zanotował odruchowo w myślach dziennikarz na hukowy komentarz brodacza na jego pojawienie się i słowa. ~ Chyba nie mówi po angielsku, inaczej coś by chyba powiedział po naszemu ~ analizował dalej sytuację. Tamten zdaje się mówił po francusku więc albo był Francuzem albo Kanadyjczykiem takiegoż pochodzenia. We wschodniej Kanadzie nie było to żadną sensacją o ile się orientował. To jednak nie wróżyło dobrze konwersacjom no z kolei znajomość francuskiego u Russela była właściwie zerowa.

Gdy zaczęli się zbliżać dwaj mundurowi a goście stopniowo zaczęli się chować w swoich przedziałach sytuacja zrobiła sie nieciekawa. Tamci dwaj najwyraźniej blokowali drogę porywaczowi. Tamten mógł spanikować i w końcu zacząć do nich strzelać albo do najbliższego celu czyli kobiety albo dziennikarza. Wówczas jakaś kobieta ponownie zaczęła krzyczeć o broni. To pobudziło do działania kolejowców. Russel chcąc zademonstrować swoje pacyfistyczne zamiary i dobrą wolę wyciagnął przed siebie puste ręce, pokazując, że nie ma w nich żadnej broni. Wówczas też prawie ogłuchł i zamknął oczy oraz poczuł uderzenie po którym się przewrócił a ktoś upadł na niego.

~ To musiał być Alan ~ pomyślał o strzelcu gdy już leżał na podłodze przedziału. Wydawało mu się, że strzał trafił chociaż zarejestrował całe zdarzenie kątem oka zajęty obserwacją kolejarzy, porywacza i odruchowym zamykaniem oczu więc pewny nie był. Tamten był jednak szeryfem i kowbojem i strzelał z bardzo bliska. Drugi fakt jaki do niego dotarł to taki, że uderzony został przez zakładniczkę. A dokładniej została ona na niego pchnięta w efekcie czego brunet stracił równowagę i oboje polecieli na ziemię. A tak dokładniej to Russel poleciał na wznak a kobieta wylądowała na nim.

Doszedł w końcu do siebie. Nie widział Alana w przedziale ani bezpośrednio przed nim. Musiał go a właściwie ich przeskoczyć gdy otrząsali się z całego wydarzenia, zzwłaszcza wystrzałów z bezpośredniej odległości. Drobnemu reporterowi słuch już stopniowo wracał więc i mówić mógł już pewniej. - Nic pani nie jest?! - spojrzał na leżącą na nim nieznajomą. Nie był pewny czy mówi normalnie, głośno czy krzyczy bo słabo słyszał swój głos. O ile się orientował nie był chyba ranny i nic go nie bolało więc chyba nie został postrzelony. Pośpiesznie zlustrował siebie i kobietę. Nie znalazł żadnej krwi więc chyba, żadne z nich nie powinno być ranne. Ostrożnie wysunął się spod kobiety i starając się ją uspokoić mówił dalej - Niech pani się nie rusza i zostanie na podłodze dobrze? To najbezpieczniejsze miejsce rozumie pani? Ja tylko sprawdzę co się stało i wrócę do pani dobrze? - wydawało mu się, że mówi w miarę jak na okoliczności spokojnym głosem ale co do głośności to wciąż nie był pewien. Chciał koniecznie sprawdzić gdzie się podział szeryf i porywacz. Innych strzałów nie słyszał więc mogło to oznaczać albo coś złego albo dobrego inaczej walka by raczej wciąż trwała.

Daleko do sprawdzania nie miał bo już w progu swego przedziału, w miejscu gdzie stał przed chwilą znalazł Alana. Stał w dziurze jaka ziała zamiast okna i wpatrywał się w tył pociagu. Pęd powietrza wdzierał się do wagonu i targał wszelkimi drobnymi i lekkimi przedmiotami np. szeryfową koszulą. Z tyłu za szryfem wciąż stało dwóch kolejarzy. Tylko porywacza nigdzie nie było. Ale wybite okno dość jasno sugerowało gdzie się podział. Podszedł to drugiego podróżnika i przekrzykując wiatr spytał go - Nic ci nie jest?! Co się stało?! Gdzie on jest?! - nie zauważył u Alana żadnych ran więc raczej chyba wszystko było z nim w porządku. Grymas twarzy też nie zdradzał by coś mu dolegało. Dalsze pytania też wydały mu się oczywiste. Właściwie brodacz mógł tylko wyskoczyć albo zostać wyrzuconym. Co nie pasowało w takich wyjściach dziennikarzowi to to, że oba zabrałyby trochę czasu a i w wąskim przejściu wagonu nie było to proste do wykonania. Tymczasem o ile się orientował on sam pozbierał się na tyle szybko by być świadkiem jednego lub drugiego. Tymczasem tamtego po prostu nie było. Zupełnie jakby skakał przez mokry papier a nie szkło i drewno. I to było dziwne. A więc ciekawe...
 
Awatar użytkownika
Marcin19
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1677
Rejestracja: pt maja 29, 2009 11:06 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

pt cze 01, 2012 8:47 pm

- Boże... On wyskoczył... - wymruczał pod nosem szeryf, wciąż nie dowierzając własnym zmysłom. Z ciemnego bajora szoku i adrenaliny, zaczęły wyłaniać się pierwsze składne myśli. Przed chwilą był świadkiem przynajmniej dwóch niecodziennych (łagodnie powiedziawszy) zdarzeń. Co więcej, brał w nich bezpośredni udział. Nie tak zaplanował sobie wyjazd do przyjaciela i pierwszy od... cholera! Pierwszy W OGÓLE urlop w swoim życiu! W końcu Pangborn usłyszał pytanie dziennikarza:
- Nie... chyba nie... - Kowboj odwrócił wzrok od rozbitej szyby: - Wszystko w porządku? Nie oberwał pan jakimś rykoszetem? Co z kobietą?

On nie wyskoczył. On wystrzelił jak pocisk z najcięższego drednota. Wystrzelił zupełnie ignorując szybę i widmo pewnej śmierci. Wystrzelił z palącym pociskiem w barku.
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

pn cze 04, 2012 7:39 pm

Russel Lawson - drobny brunet w jasnym prochowcu


Mimo, że i wyjaśnienia towarzysza i własna logika podpowiadały nowojorczykowi, że tak właśnie się stało to mimo wszystko ciężko było w to uwierzyć. w pierwszej chwili chciał więc zadać całą serię dość naturalnych w takim chyba wypadku pytań w rodzaju: Ale czy jesteś pewien? Jak to wyskoczył? Tak szybko? A trafił go pan? A na pewno tak było? Wziął już nawet wdech by je zadać. Jednak pamiętał, że gdy chodził od wydawców do wydawców by łaskawie chcieli przyjąć jego artykuły zadawali mu podobne pytania albo bezczelnie sugerowali by "nieco inaczej nazwał sprawy" czyli wedle sumienia dziennikarza i syna pastora po prostu skłamał. I świetnie pamiętał jak go to zawsze wzburzało. Dlatego nie chciał kogoś obecnie stawiać w podobnej sytuacji jakiej sam nie lubił. Gdy więc wypuścił oddech wyrwało mu się tylko krótkie: - Aha - obecnie na nic efektowniejszego a jednocześnie szczerego nie mógł sobie pozwolić.

Zafrapowany całą sytuacją podszedł do rozbitego okna i spojrzał w tył pociągu. Zdumiewającego konduktora nigdzie nie było już widać. - Widział pan jak on wypadł? To znaczy czy coś mu się stało przy upadku? Myślę, że jeżeli w pociągu mamy jakąś łączność ze światem zewnętrznym trzeba by powiadomić władze. Może biedak tam leży i potrzebuje pomocy? Hm... Albo już nie... Ale nie możemy tracić nadziei prawda? - uśmiechnął się pocieszająco do sąsiada z przedziału. Cofnął się na tyle ile mógł i oglądał całe pobojowisko. Rozgladał się uważnie. Może brodacz coś zgubił podczas tego zajścia albo coś mu wypadło? Szukał też śladów krwi. Były odłamki szklane i drewniane i było ich na tyle sporo, że wydawało mu się mało prawdopodobne by ktoś uniknął skaleczenia. Zwłąszcza, że siła uderzenia musiałabyć potężna i rozłożona na sporąpowierzchnię ciała. O ile się orientował Lawson nawet ubranie nie chroniłoby przed takimi obrażeniami. Po ilości krwi chciał mniej więcej zorientować się jak bardzo uciekinier mógł być zraniony w chwili wyskakiwania. Rozpaczliwie uczepił się teorii o uchwycie tonącego. Tamten co prawda nie tonął ale w krytycznej chwili ludzie potrafili się zdobyć podobno na prawie nadludzkie czyny więc może i tak było tym razem. Musi być jakieś racjonalne wyjaśnienie prawda? ~ Przynajmniej już mam o czym pisać po powrocie do domu. ~ starał się znaleźć jasniejszą stronę tego dziwnego wydarzenia.

Po skończonych oględzinach wrócił z powrotem do ich przedziału. Spojrzał jeszcze na szeryfa. - Ciekawe skąd on miał mundur konduktora i czemu załoga nie zwróciła na niego uwagi.W takich składach chyba jeżdżą stałe załogi. Trzeba by spytać kierownika pociągu co on w ogóle wie na ten temat. - pokręcił w zastanowieniu głową i wszedł do przedziału. Na zewnątrz pewnie kolejarze będą mieli kupę roboty z uspokajaniem pasażerów, przepraszaniem za zajście. Przyklęknął przy kobiecie i delikatnie dotknął jej ramienia - Proszę pani? Ja jestem Russel Lawson. Tamten dżentelmen za mną to Alan Pangborne i jest szeryfem. Może pani już wstać. Już po wszystkim. Tamten mężczyzna wyskoczył z pociągu. Już go tu nie ma. Jest pani cała? Potrzebuje pani pomocy? Może pomogę pani wstać? - mówił spokojnym łagodnym głosem, krótkimi, prostymi zdaniami. Tamta mogła być w szoku albo po prostu być spanikowana i zbyt skomplikowane wieści mogłyby do niej nie dotrzeć. Jesli zaś mimo wszystko dzielnie zniosła całe zajście toi tak z ulga powinna przyjąć, że już po wszystkim. Russel był gotów pomóc jej podnieść się i usiąść jej na siedzisku. Przyglądał się jej dokładnie tym razem na spokojnie sprawdzając czy nie krwawi ani nie ma innych ran. Ponadto wcześniej jawiła mu się jako zamazana smuga która wpadła mu w ramiona bo nawet gdy brodacz ją trzymał dziennkarz skupiał uwagę na nim i jego broni a nie zakładniczce. Gdyby okazało się, że nic jej nie jest można by ją wypytać o całe zajście. No i wpuścić do środka Alana bo póki zakładniczka leżała na podłodze nawet drobny mężczyzna jak dziennikarz miał spore problemy z wejściem do środka przedziału. Dopiero gdyby usiadła albo wstała można było się spokojnie pomieśić we trójkę. Ponadto Alan jako szeryf, obrońca pociągu i właściciel rewolweru miał na pewno większy autorytet w trakcie rozmów z kimkolwiek niż Russel więc ten wolał jemu zostawić kontakty z resztą współpodróżników i załogi.
Ostatnio zmieniony pn cze 04, 2012 7:41 pm przez Pipboy79, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Morel
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4566
Rejestracja: śr mar 03, 2010 10:59 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

wt cze 05, 2012 12:23 pm

Trasa: New York - Montreal
Express Great Northern
Niedziela 12.06.1921

Obrazek


Zamieszanie zostało opanowane. Kobieta zdawała się już otrząsnąć z szoku - co niektórym Wam zdawało się nieco dziwne. Jakoś tak szybko jej to przyszło - wbrew pozorom. Skinęła Russelowi, po czym odwróciła się nie mówiąc ani słowa.
Stała teraz z boku rozmawiają z trzecim mężczyzną, który biegł razem z obstawą pociągu. Miał na sobie tylko spodnie od munduru i czapkę. Okazało się, że to on jest prawdziwym konduktorem pociągu.

Ludzie rozeszli się do swoich przedziałów. Obsługa uspokajała wszystkich, zapraszając też na kolejeczkę czegoś mocniejszego do wagonu klubowego - już niedługo mieliście przekroczyć granicę. Możliwe, że wpływ na to miała ich wcześniejsza, króciutka rozmowa z konduktorem i kobietą.

Sama konwersacja niedoszłej ofiary z konduktorem dobiegała końca. Pracownik kolei tłumaczył się z czegoś gęsto młodej kobiecie. Ta chyba chciała go jakoś uspokoić i pocieszyć, bo z uśmiechem na twarzy poklepywała go po ramieniu.
Docierały do Was tylko pojedyncze słowa kobiety:
- Nic się nie stało....tatuś.....żadnych szkód.....oczywiście.....nie powiem....wszystko w porządku.
I konduktora:
- Najmocniej przepraszam.....nie przypuszczałem.....czy wszystko w porządku?.....uniżony sługa...

W końcu rozmowa zakończyła się i konduktor razem z pracownikami pociągu oddalili się w stronę wagonu restauracyjnego. Tymczasem młoda kobieta bezceremonialnie weszła do Waszego przedziału, obdarzając mężczyzn pięknym uśmiechem.
Obrazek
Celine Lavoie

- Panowie - niestety w tej chwili muszę Was przeprosić, jednak mam nadzieję, że dołączycie do mnie za jakieś czterdzieści minut w wagonie klubowym na drinka. Chciałabym bliżej poznać swoich wybawców. - nagle jakby się zreflektowała.
Oh, gdzie moje maniery. Jestem Celine Lavoie. W takim razie - porozmawiamy za pewien czas, a teraz proszę mi wybaczyć.
Po tych słowach wyszła i ruszyła korytarzem za konduktorem, zostawiając Was samych. Przeszło Wam przez myśl, że jakoś tak szybko ogarnęła się z całego tego zamieszania. Jednak po chwili, zrzuciliście to na karb szoku.
 
Awatar użytkownika
Marcin19
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1677
Rejestracja: pt maja 29, 2009 11:06 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

śr cze 06, 2012 9:26 am

Szeryf odprowadził wzrokiem kobietę. Nawet nie zdążył zapytać o jej samopoczucie, tak prędko zniknęła. Cała sprawa zaczęła mu śmierdzieć.

Rozpiął jeden z guzików swojej koszuli i wyciągnął paczkę papierosów. Palenie ułatwiało mu koncentracje, a miał nad czym się zastanawiać. Teraz gdy sytuacja zdawała się być opanowana, a emocje opadały, mógł odtworzyć w myślach przebieg wydarzeń. Starał się analizować je bez pomijania najmniejszego szczegóły, gdyż mogły się okazać najistotniejsze. Alan głośno myślał, zapraszając w ten sposób dziennikarza do analizy:
- Najpierw usłyszeliśmy jakiś hałas. Nie wiem co to było, wiem jednak, że poprzedziło hamowanie. Wyraźnie słyszałem pisk hamującego pociągu. Potem rozległ się wystrzał i pojawił się ten "konduktor". Mówił coś po francusku i w pół trzymał kobietę - o tak. Był to wielki, brodaty facet o niskim głosie. Zaganiał pasażerów do przedziałów - zdaje się, że zależało mu tylko na przejściu. Wtedy wyjrzeliśmy my. Większość ludzi chowała się do przedziałów, a ja zacząłem szukać broni. W tym samym czasie, zdaję się, że pan próbował do niego przemówić. Mężczyzna oddał kolejne trzy strzały, po czym ja wziąłem go na cel. Poleciłem się zatrzymać - nie posłuchał. W końcu strzelił do niego; dostał i pchnął kobietę wprost na nas. Ostatecznie pognał na koniec wagonu i wyskoczył przez okno. - Alan przestał mówić, jakby wsłuchiwał się w brzmienie własnych słów. - To jakieś szaleństwo! Po pierwsze: skoro uprowadził kobietę i chciał ją przenieść przez wagon, dlaczego strzelał? To ściągnęło uwagę pasażerów i obsługi składu. Po drugie: dlaczego nie zaczekał z porwaniem do przyjazdu do Montrealu? Porwanie w pociągu to moim zdaniem szczyt głupoty - nie ma dokąd uciec z uprowadzonym. No i po trzecie... Sprawa rany postrzałowej... Mam nadzieję, że prędko zjawi się policja. Chciałbym usłyszeć ich teorię na ten temat.

- A. Byłbym zapomniał - Lavoie. Jak dla mnie zachowuje się dość... dziwnie.
Ostatnio zmieniony śr cze 06, 2012 9:28 am przez Marcin19, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

śr cze 06, 2012 2:34 pm

Russel Lawson - drobny brunet w jasnym prochowcu



-To na pewno jest wyjątkowa osoba... - mruknął do współpasażera Russel komentując w ten sposób całokształt zachowania kobiety i jej zaproszenie skierowane w ich kierunku. Całe zdarzenie było dziwne ale reakcja kobiety go zaskoczyła. - Może jest w szoku? Może teraz chce wrócić do swojego przedziału i się uspokoiść albo przy obcych nie chce panikować? - zastanawiał się na głos dziennikarz. W swojej pracy spotykał się już z różnymi kryzysowymi sytuacjami i różnymi reakjami ludzkimi na nie ale reakja tak owego brodacza jak i pani Lavoie była dziwna i niecodzienna. Właściwie cała reszta i załogi i pasażerów zachowywałą się w sposób raczej standardowy do zaistniałej sytuacji no ale ta dwójka po prostu nie pasowała do tego obrazu.

Następnie wysłuchał z uwagą komentarza szeryfa który najwyraźniej miał podobne wątpliwości. Czym prędzej sięgną do kieszeni marynarki, wyjął z niego notes i ołówek i póki wszystko było na świeżo zaczął spisywać. Kroił mu się niezły atykuł. I dla wydawców próba porwania młodej kobiety z luksusowego pociągu będzie wyglądała dużo ciekawiej niż jakieś "niejasne fantasmagorie", jak to swego czasu okreśił jeden z nich, którymi zazwyczaj obdarzał ich Lawson. Skończywszy zapisywać skrót myślowy praktycznie będący taką esencją danych, że każdy prócz autoram miałby problemy z jego rozszyfrowaniem, zwłaszcza jeśli nie znałby źródła danych i samego zagadnienia. Gdy pisał wolno potakiwał w milczeniu głową, że zgadza się z szeryfem z Colorado.

W końcu skończył, przeglądał chwilę swoje własne, właśnie sporządzone notatki i zastanawiał się chwilę. W końcu przemówił zamyślonym głosem - No właściwie co do owego hamowania pociągu to ja się zgadzam, też je odczułem i pamiętam. Ale to mógł być przypadek, może na tym fragmencie trasy pociąg zawsze zwalnia? Bo myślę, że jeżeli ktoś użył by hamulca bezpieczeństwa to wydaje mi się, że pociąg zatrzymałby się w ogóle... Ale chyba lepiej by spytać o to kogoś z załogi... - nie był tego pewny a jedynie się domyślał i słychać było niepewność w jego głosie.

Jednak gdy zmienił wątek mówił juższybciej i pewniej.- Ale samo zachowanie tego pana było zastanawiające. Proszę zauważyć, że musiał mieć przygotowany plan wcześniej. Myślę, że poszukiwał on panią Lavoie w sobie wiadomym celu. Gdy udało mu się ją zlokalizować w tym pociągu i w tym kursie unieszkodliwił konduktora, przebrał się i zaczął przeszukiwać pociąg. Pomysł wydaje mi sięcałkiem rozsądny i nieźle przeprowadzony. Naprawdę ciężko byłoby znaleźć lepszy sposób na bezproblemowe sprawdzenie całego pociągu prawda? - pytanie należało do gatunku retorycznych i reporter jedynie pragnął zwrócić uwagę, że działania mężczyzny były całkiem racjonalne jego zdaniem. A przynajmniej początkowo.

-Co dalej się stało to na razie nie wiem... Ale myślę, że w momencie spotkania się tej pary całą mistifikację można było uznać za nieważną. Myslę, że skądeś się znali wcześniej i ten pan prawdopodobnie obawiał się podniesienia alarmu przez naszą współpasażerkę czyli, że całkiem możliwe iż robił jej jakies przykrości wcześniej i miała ona powody by się obawiać spotkania znim i podnosić alarm. Myślę, że dlatego próbował porwać ją w trakcie jazdy. No i wiedział, że ktoś może w końcu znaleźć prawdziwego konduktora działał więc pod presją czasu i chwili. Może miał w planie zatrzymać pociąg i udanie się dalej pieszo albo innym środkiem transportu? Naprawdę ciężko mi to powiedzieć w tej chwili. - bezradnie rozłożył ręcę.

-Proszę jednak zwrócić uwagę, że mężczyzna ten wbrew pozorom nie przejawiał żadnych zachowań agresywnych względem osób trzecich. I to pomimo działania pod presją, w krytycznej chwili i posiadania broni. Co prawda usiłował porwać panią Lavoie ale nikomu innemu nic poważnego się nie stało jak mniemam. Nawet konduktorowi jak widzieliśmy nic poważnego nie zrobił a myślę, że skoro udało mu się go obezwładnić to naprawdę mógł. Nawet gdy użył broni strzelał w sufit a nie do kogoś. A gdy miała miejsce konfrontaja z panem wolał salwować się ucieczką niż stawić jej czoło. Ale jak on to zrobił to ja nie wiem... - z niedowierzaniem pokręcił głowa na wspomnienie roztrzaskanego okna w korytarzu na zewnątrz. Po chwili wrócił do przerwanego wątku - Właściwie to nawet głównej poszkodowanej nie stała się chyba żadna większa krzywda fizyczna jak sami widzieliśmy. - z przekąsem skomentował zachowanie byłej zakładniczki. - Dlatego podsumowując nie sądzę by to był jakiś rabuś, bandyta czy ktoś taki. Podejżewałbym może męża, kochanka, narzeczonego albo kogoś podobnego. - zakończył swój wywód na temat tajemniczego brodacza.

-A swoją drogą zachowanie pani Lavoie też mnie zastanawia. Całe zajście przyjeła dość gładko jak mi się wydaję. Moje doświadczenie w pracy mi mówi, że osoby porwane albo które stanęły na przeciw niewłaściwej strony lufy bardzo to przeżywają bo niewiadomo o taki obcy, uzbrojony człowiek może zrobić prawda? Tymczasem pani Lavoie przyjęła to dość spokojnie zupełnie jakby miała pewność, że tamten pan nic jej nie zrobi. Ale może teraz na drinku się rozluźni i powie coś więcej. - spojrzał ostatni raz na notatki, zamknął notes i chwilę milczał wpatrująć się w okno i krajobraz za nim.

W końcu westchnął i powstał. Sięgną do swojej torby i po chwili wyciągnął z niej aparat. - Te rozbite okno będzie świetnie wyglądać w moim artykule - usmiechnął się łobuzersko do Alana. Przez chwilę z wprawą majstrował przy aparacie aż w końcu gdy skończył dał się to wybranego okna i udokumentował pobojowisko. Gdy wrócił dp przedziału spojrzał na zegarek i spytał szeryfa. - Może porozmawiamy z obsługą? Oni mogą wiedzieć cos więcej. No a zwłaszcza ten konduktor. No i tak mamy trochę czasu do spotkania prawda? - liczył, że szeryf go wesprze w rozmowach swoim autorytetem. Ale jakby nie chciał to mógł pogadać i samodzielnie.
Ostatnio zmieniony śr cze 06, 2012 2:38 pm przez Pipboy79, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Marcin19
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1677
Rejestracja: pt maja 29, 2009 11:06 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

pn cze 11, 2012 12:01 pm

Alan słuchał z uwagą dziennikarza. Miał analityczny umysł i z pewnością odnalazłby się w śledczym pionie policji. Uwagi przez niego poczynione pokrywały się z poglądami szeryfa na ten temat. Również zastanawiał się nad zachowaniem fałszywego konduktora. Było w nim mnóstwo sprzeczności - działał jakby miał być przypięty do muru. Taki rodzaj postępowania nie mógł zaprowadzić go nigdzie indziej, jak do celi w najbliższym areszcie. Tak, jakby uzyskanie czegoś od pani Lavoie było warte podjęcia wszelkiego możliwego ryzyka... Może ratował czyjeś życie?
- Myślę, że obsługa sama prędzej czy później się do nas zgłosi. Policja będzie na to nalegała. Jeżeli jednak chce pan zacząć z nimi rozmawiać na własną rękę, to z chęcią panu potowarzyszę.
 
Awatar użytkownika
Morel
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4566
Rejestracja: śr mar 03, 2010 10:59 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

pn cze 11, 2012 9:42 pm

Trasa: New York - Montreal
Express Great Northern
Niedziela 12.06.1921

Obrazek


Jakby na potwierdzenie słów szeryfa, ktoś zapukał do Waszego przedziału.
Po chwili do środka weszło dwóch umundurowanych pracowników ochrony kolei. Obaj uśmiechali się nieco przepraszająco, uchylili też czapki w geście powitania.
- Witamy Panów i bardzo przepraszamy za najście. Jednak wiemy, że Panowie wzięli udział w tym jakże fatalnym incydencie. Zdaje się, że Pan - tutaj jeden z pracowników wskazał na Alana - wystrzelił do napastnika, zgadza się?

W tej chwili odezwał się drugi z pracowników:
- Czy mogą Panowie powiedzieć nam co Panowie widzieli i co stało się z Panów perspektywy? Wiem, że mogą Panowie nie chcieć o tym rozmawiać, jednak to dla nas smutna konieczność - musimy zebrać zeznania.
 
Awatar użytkownika
Marcin19
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1677
Rejestracja: pt maja 29, 2009 11:06 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

wt cze 12, 2012 4:10 pm

- Przepraszam bardzo, a panowie są...? - zapytał Alan.
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

wt cze 12, 2012 8:45 pm

Russel Lawson - drobny brunet w jasnym prochowcu



Dziennikarz aż się gotował z niecierpliwości by przystąpić do własnego śledztwa. Bardzo się ucieszył z zaoferowanej przez szeryfa pomocy. To by mu znacznie ułatwiło sprawę. Zamierzał właśnie opuścić ich przedział gdy przybyli do nich funkcjonariusze kolei. W pierwszej chwili, wychowany w szacunku dla munduru i prawa Russel zamierzał odpowiedzieć im co chcą wiedzieć jednak szeryf z Kolorado go ubiegł. Po zastanowieniu dziennikarz stwierdził, że faktycznie tamci nie dopełnili formalności. Postanowił więc wstrzymać się na razie z odpowiedzią do czasu wyjaśnienia nieśisłości. Podejrzewał co prawda, że to kwestia nerwowej sytuacji ale były kowboj miał rację. Tamci powinni uzupełnić swoje dane i jeżeli zadowolą one ich kolegę po fachu z południa był gotów do współpracy. Sam miał mnóstwo pytań do nich. Z niecierpliwością więc czekał co zrobią tamci by móc je zadać.
 
Awatar użytkownika
Morel
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4566
Rejestracja: śr mar 03, 2010 10:59 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

śr cze 13, 2012 12:55 pm

Trasa: New York - Montreal
Express Great Northern
Niedziela 12.06.1921

Obrazek


Mężczyźni wyraźnie się zmieszali. Przepraszające uśmiechy błąkały się po ich twarzach, jednak widać było, że nie czują się najlepiej w sytuacji jaka zaistniała. Byli autentycznie przejęci.
- Przepraszamy. Ale sami Panowie rozumieją. Takie zajścia nie zdarzają się w naszym pociągu. Nasze linie słyną z komfortu i spokoju podróży.
Jestem Tom Hartford, a to jest James Ford - jesteśmy przedstawicielami ochrony składu. Można nas nazwać taką pociągową policją.
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

pt cze 15, 2012 12:54 am

Russel Lawson - drobny brunet w jasnym prochowcu



Dziennikarz spojrzał wyczekująco na Penbroke'a. Ogólnie znał procedury policyjne bo z racji swego zawodu zdarzało mu się mieć doczynienia z tymi służbami trochę częściej niż przeciętnemu Amerykaninowi. Wydawało mu się, że zmieszanie tamtych i ich niedopatrzenie w zaistniałych okolicznościach było dość naturalne. Tak samo procedura obecnie zdawała się być wystarczająco uzupełniona. Jednak ostatecznych zwyczajów i przepisów nie znał, zwłaszcza w wersji służb kolejowych. No i wierzył tamtym, że w takim miejscu takie rzeczy nie zdażają się zbyt często więc mogą nie mieć doświadczenia i czuć się zagubieni w takiej sytuacji stąd te błędy i uchybienia. ~ Właściwie to ciężko chyba sobie wyrobić doświadczenie w takich sprawach i chłodno do tego podchodzić. ~ pomyślał kwaśno reporter gdy przypomniał sobie obraz pobojowiska na korytarzu. I ten dziwny brak krwi, zupełnie jakby niefortunny porywacz w ogóle się nie skaleczył skacząc przez okno co wydawało się właściwie nieprawdopodobne. Naprawdę miał mnóstow pytań w tej sprawie. Obenie jednak skoro miał eksperta od spraw policyjnych na miejscu czekał czy tamten uzna tłumaczenia tamtych czy zażąda czegoś jeszcze.
 
Awatar użytkownika
Marcin19
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1677
Rejestracja: pt maja 29, 2009 11:06 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

pn cze 18, 2012 3:46 pm

Szeryf przez chwilę spoglądał na panów Hartford i Ford:
- Rozumiem. Alan Pangborn. Więc owszem wystrzeliłem do mężczyzny przebranego za konduktora. Jestem szeryfem i to moja robocza broń - odparł uprzedzając kolejne pytanie: - Rozumiem, że będziemy musieli wszystko powtórzyć jeszcze raz przed policją w Montrealu? Została zawiadomiona policja stanowa? Ten mężczyzna najprawdopodobniej leży teraz martwy na torach, a jeżeli nie to jest konający i potrzebuje pomocy. Pomijając kwestię, że ma broń i jest niebezpieczny.
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

śr cze 20, 2012 7:38 pm

Russel Lawson - drobny brunet w jasnym prochowcu



Russel odczekał aż formalności stanie się zadość. Gdy wyglądało, że sytuacja dla obu stron się unormowała postanowił się włączyć do rozmowy. - Potwierdzam słowa pana Pangborn. Ja ze swojej strony mogę dodać jedynie to, że próbowałem wynegocjować z tamtym nieszczęśnikiem jakieś porozumienie a właściwie nawiązać jakikolwiek kontakt. Jednak obawiam się, że nie mogę się pochwalić zbyt dużymi sukcesami. Jakbym miał ferować wyroki w tej sprawie powiedziałbym, że to wina lingwistyczna. A mianowicie mój francuski jak i angielski tamtego pana oraz cała ta nerwowa sytuacja nie bardzo sprzyjały komunikaji. Dlatego sugerowałbym, o ile to możliwe, w grupie ratunkowej zmierzająej na miejsce wypadku umieścić kogoś, kto potrafiłby się porozumieć w tym języku. - skończył mówić i chwilę sprawdzał jak zareagowali na jego słowa. O tym, że zbieg był francuskojęzycznym Kanadjczykiem prawdopodobnie mogli już słyszeć ale niekoniecznie musieli.

Po chwili spokojnie zaś kontynuował dalej swobodnym tonem. - I chciałbym podkreślić niezwykły spokój, wręcz męstwo panny Lavoie. Całą sytuację zniosła z wyjątkowo zimną krwią i to na poziomie jaki niejeden mężczyzna mógłby jej pozazdrościć. Czy ta młoda dama często podrużuję tą linią? Zawsze jest taka opanowana? - te zachowanie młodej gwiazdy zwróciło jego uwagę więc nie omieszkał o tym wspomnieć. Zdumiewało go jak przeszła nad próbą porwania do porządku dziennego.

Postanowił też sam zapytać co nieco skoro miał okazję. - Czy ja mogę o coś spytać? Bo mnie to zastanawia... Jak tamtemu nieszczęśnikowi udało się porwać i obezwładnić prawdziwego konduktora? I to tak, że nikt tego nie zauważył? Czemu jego brak a pojawienie się kogoś innego nie wzbudziło niczyich podejrzeń? I gdzie on był uwięziony do tej pory? Dobrze widziałem, że chyba nic mu się nie stało? - reporter miał dużo więcej pytań ale skupił się na razie na pierwszej fali najistotniejszych dla niego i jako tako powiązanych tematycznie. Pytał spokojnie i grzecznie. Czuł, że tamci mogli odczuwać pewną niechęć przed udzieleniem odpowiedzi co wydało mu się dość naturalne jednak nie sądził by same pytania były jakieś dziwne, raczej oczywiste w takich okolicznościach.

Dopiero na koniec przypomniał sobie o kolejnym które miał zadać a nad którym zastanawiali się obaj z szeryfem więc wypalił trochę szybciej niejako wtrącając swoje ostatnie pytanie do poprzednich - A właśnie! Czy ów człowiek albo ktoś inny użył hamulca bezpieczeństwa tuż przed całym zajściem? Wydaje nam się, a raczej jesteśmy pewni, że odczuliśmy wyraźne, krótkotrwałe hamowanie pociągu na samym początku zajścia. Zastanawialiśmy się czy jest on powiązany z tym całym zajściem. Pomogliby nam panowie to wyjaśnić? - znów pytał swoim spokojnym, raczej cichym i uprzejmym głosem. Uśmiechał się przy niewinnie, jakby przepraszając za zajmowanie komuś czasu. To wszystko maskowało jego oczy które czujnie śledziły każdy ruch, gest, wahanie czy zmianę mimiki twarzy jego rozmówców.
 
Awatar użytkownika
Morel
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4566
Rejestracja: śr mar 03, 2010 10:59 am

[Zew Cthulhu 1920] Serce Grozy

pt cze 22, 2012 3:06 pm

Trasa: New York - Montreal
Express Great Northern
Niedziela 12.06.1921

Obrazek


Kiedy Alan tłumaczył się, jeden z pracowników kolei notował wszystko w niewielkim zeszycie.
Gdy skończyliście składać zeznania, mężczyzna skinął głową i powiedział.
- Bardzo Panom dziękuję, z naszej strony to będzie wszystko. Jesteśmy Panom bardzo wdzięczni za pomoc, jak i reakcję w tej jakże niecodziennej sytuacji. Policja zostanie powiadomiona - proszę się o to nie martwić.

Wtedy też Russel zaczął zadawać pytania. Mężczyźni spojrzeli na siebie nieco strachliwie.
Jednak starszy z nich postanowił odpowiedzieć na pytania dziennikarza.
- Po kolei. Jeśli chodzi o Panią Lavoie. Owszem, jest ona niesamowicie opanowana. Ale kiedyś została porwana dla okupu i sądzę - a przynajmniej tak mówią plotki, których ja Panom nie powtórzyłem - że cała ta sytuacja ją zahartowała. To bardzo silna osobowość. Pomimo swojego pociągu do gwiazdorskiego życia. Po za tym - jej ojciec jest właścicielem tej linii. Więc tak - często nią podróżuje. - odpowiadając na to pierwsze pytanie, Hartford zniżył głos i rozglądał się nieco, jakby bał się że ktoś go podsłucha.

- Co do konduktora. Kiedy tylko znalazł się w pociągu został ogłuszony i zamknięty w swoim własnym przedziale. Konduktor u nas ma własny przedział, do którego nikt nie wchodzi. Zamachowiec ucharakteryzował się, a mamy dzisiaj spore obłożenie na trasie, to nikt się nie zorientował. Nawet głos miał identyczny jak prawdziwy konduktor. I proszę się nie martwić - nic się nie stało. Może poza tym, że najadł się wstydu....

Jeden z pracowników przeprosił i wyszedł, udając się wzdłuż korytarza - wyglądało na to, że obowiązki wzywały.
- Ma pan rację. Zamachowiec zaciągnął hamulec ręczny. Wyglądało na to, że chce opuścić pociąg razem z Panią Lavoie w środku pola. Nie wiemy co chciał tym osiągnąć.

Pracownik rozejrzał się - chyba chciał się już oddalić do swoich obowiązków, jednak nie wypadało mu wyjść tak o. Bał się zapewne, że straci pracę.
A Wy niedługo mieliście udać się na spotkanie z Panną Lavoie.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości