Zrodzony z fantastyki

 
Awatar użytkownika
dreamwalker
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2250
Rejestracja: pn gru 19, 2005 9:39 pm

ndz maja 25, 2008 1:48 pm

sir Fantarin Kain de Reno

Wszystko działo się szybko. Niemal błyskawicznie, niemal w zawrotnym tempie, które boleśnie odciskało sie na myślach Fantarina, ruszyli. Diabeł chwycił gnoma wszerz, a ten nie protestował ani szczególnie tego nie chciał. Patrzył oczyma pełnymi bezgranicznego smutku na mroczna krainę rozciągającą się pod jego nogami. Gdyby tak mógł spaść w dół. Skończyć te bezsensowne wysiłki. Gnom rozluźnił się licząc na to, że diabeł nawet nie zauważy jak malutka postać wyślizgnie mu się z rąk i runie w dół. Diabeł jednak zauważył i przycisnął mocniej gnoma do siebie mrucząc coś w języku, którego gnom nie mógł zrozumieć mimo że wiedział że ów język zna.

Lecieli. Fantarin patrzył jak ich towarzysz niebianin również leci obok dźwigając sługę demonów. Dziwne. Zastanawiające. Czy też aż tak beznadziejność wkradła się w serce anioła, czy tez to poczucie wspólnoty z towarzyszami niedoli w tak strasznej krainie? Przecież to nie istotne. I tak zginą wszyscy - duzi, mali, potężni i ci, których potęga nie mierzy się konkretnymi siłami. Diabły, anioły, ... , kucharze? Wszystkim jeden pisany los, jedno fatum w gwiazdach, jedna łódź do przepłynięcia rzeki czasu.

Gnom zastanawiał się, To jedyne co mu zostało. Czekać dumając nad światem aż pochłonie go nieznane zło. Siedzieć na ziemi, czy fruwać w powietrzu? Co za różnica? Nagle jednak monotonny lot został przerwany. Gnom poczuł pod nogami grunt, poczuł że nogi dygocą mu ze strachu. ~Bałem się lotu?~ - pomyślał Fantarin. Jego ciało reagowało tak samo, mimo że umysł był zasłonięty wieczną mgłą smutku i zapomnienia. Gnom usiadł na ziemi patrząc na drzewo obok którego wylądowali. Na pół sekundy coś zaświtało w głowie Gnoma. Jak mały promień słońca przedzierający się przez ciężkie zasony w domu jego ciotki, której oczywista teraz nie pamiętał. Promień jednak zgasł, przegoniony przez mgły i burzowe chmury, gnom wpół uśmiechu znów opuścił głowę i kołysząc się wprzód i w tym powtarzał jak mantrę kilka niezrozumiałych słów. Obserwował okolicę niewidzącymi oczyma. Nie czuł nic i nic nie pamiętał. Pustka zawładnęła jego duchem i kierowała jego poczynaniami. Głód jednak robił swoje. Ciało choć go nie czuło, w końcu nie wytrzymało. Gnom padł na ziemię zemdlony. Bez snu, bez jedzenia, bez wody tyle czasu nie wytrzyma żaden śmiertelnik. Oczy Fantarina zamknęły się przykrywając zamglone mgiełką zapomnienia zielone, niegdyś wesołe, oczy. Gnom zapadł w pełen koszmarów sen.
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

ndz maja 25, 2008 11:05 pm

Elkaldimer Mos'Amro Krosh'Na'Vrak

Ucieczka zdawała się zakończyć powodzeniem. Czerwony, co chwila oglądał się za siebie, by sprawdzić czy straszliwy Cerber nie rzucił się w pogoń za czwórką uciekinierów. Diabeł miał świadomość, że jeśli strażnik z zaświatów będzie chciał to i tak ich znajdzie. Sytuacja zdawała się być, co raz to bardziej dramatyczna. Pan anioł ze swym niepełnosprawnym skrzydłem, był kawałek z tyłu za Czerwonym, choć cisnął do przodu jak tylko mógł.

Na horyzoncie pojawił się dziwaczny kształt, którego bies z początku nie rozpoznawał. Dopiero, gdy pokonali w powietrzu kilka mil, okazało się, że to drzewo. Prawdziwe, zwyczajnie wyglądające, zielone drzewo. Diabeł spojrzał na gnoma, któremu lot był jakby obojętny, po czym wejrzał przez ramię na frunącego anioła. Czart wskazał szponem wolnej ręki zielony ewenement okolicy, dając znak wlekącemu się z tyłu aniołowi, że tutaj mogą odpocząć.

Diabeł zapikował pod dość ostrym kątem, jakby nie pamiętał, że to nie bardzo może podobać się karzełkowi, którego przyciskał prawą ręką do swej piersi. W końcu, gdy znajdowali się na odpowiedniej wysokości, diabeł naprężył skrzydła, tak, że wylądował na ziemi w dość efektywny sposób. Idealne „mocne wejście”. Czerwony wypuścił gnoma z pod ręki, oparł dłonie na biodrach i rozejrzał się po okolicy, jak i po drzewie.

Wyraz jego twarzy świadczył o podejrzliwości i zaintrygowaniu. Nie był zadowolony, z faktu, że roślina wyrasta w tym miejscu. To wyglądało jak jakaś pułapka czy coś w tym stylu. Diabeł odwrócił się, by spojrzeć na anioła, i sługę otchłani, którzy właśnie wylądowali.
-Co to ma w ogóle być…- rzekł w piekielnym języku, wskazując machnięciem ręki stojące za nim drzewo.
-Nie podoba mi się to…- dodał po chwili, i odwrócił się, by zmierzyć wzrokiem od góry do dołu roślinę.

Nagle rozległ się stłumiony dźwięk upadku. Czerwony spojrzał na gnoma z zaciekawieniem, by ujrzeć, że to właśnie gnom przed chwilą upadł na ziemię. Czart skrzywił się na twarzy i złapał karła w pasie, po czym podniósł go na wysokość swojej rogatej głowy. Bies lekko potrząsnął nieprzytomnym –Wstawaj mały. To ni czas na spanie…- rzekł.
-Musimy się stąd szybko wydostać, bo to się źle skończy… Może po prostu udamy się do miejsca, przez które tutaj się dostaliśmy.- rzekł Czerwony do Azraela i sługi demonów.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość