Zrodzony z fantastyki

 
Heretyk
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5036
Rejestracja: pn mar 28, 2005 12:23 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

pt lis 09, 2012 10:37 pm

Bnae
Nie zdążył się dobrze rozejrzeć gdy znajoma siła znowu chciała go porwać. Szybko postawił stopę na skale, wypustki symbiota wniknęły między szczeliny przytwierdząjac go do ziemi.
- Węglan, potrzebuje twoich włókien węglowych - warknął - szybko!
Węglan położył mu dłoń na ramieniu, czarne włókna rozplątały się i zespoliły z czarnymi włóknami symbiota, przez chwilę jego skóra burzyła się niczym gotująca woda, ale potem wszytko zamarło.
- Zdziwiony jesteś rogaczu? - zapytał patrząc na Balroga - A chcesz zobaczyć jeszcze większe zdziwienie? To patrz.
Bane napiął wszystkie mięśnie, ale to nie one musiały odwalić całą robotę, Węglan też poczuł jego wysiłek.
- W razie czego trzymajcie mnie - wysyczał Bane do Alfy i Węglana.
 
Awatar użytkownika
Feniks
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5008
Rejestracja: ndz lis 07, 2004 10:34 am

Re: [M&M 3ed] Thunderbolts

sob lis 10, 2012 12:20 am



Maker nie mia najmniejszej ochoty sprawdzać, co Bane wymyślił. Natychmiast utworzył w okół niego barierę z mocy. Miał nadzieję, że to pomoże powstrzymać cokolwiek sobie planował.
 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

sob lis 10, 2012 8:59 am




W jednej chwili wszystko się z kończyło. Jeszcze parę sekund wcześniej rozwalił ściany swego więzienia i pędził z dosłownie kosmiczną prędkością i energią ku zderzeniu z kolejną asteroidą, a w drugiej wylądował na jakiejś skale. Teleport całkowicie go wyhamował i mutant lekko uderzył w ziemię momentalnie się od niej odbijając i lądując na nogi. Był wściekły, więc gdy tylko Bane zaproponował zdjęcie demona, Węglan z chęcią przystał. Jedną ręką dotknął Bane'a robiąc za kolejnego symbiota dla tego dziwnego mutanta, drugą pozostawiał wolną. Tak na wszelki wypadek.

Na szczęście Rick leżał i pił piwo. Dobrze, zanim wstanie i zacznie działać będą mieli chwilę wytchnienia. Jednak Maker to co innego.
- Nie tak prędko kutasie - Mruknął i potężna pięść poleciała w stronę srebrzystego mężczyzny w kondomie z mocy.
Ostatnio zmieniony sob lis 10, 2012 9:14 am przez Suldarr'essalar, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

sob lis 10, 2012 8:52 pm

Dhahalok (ale większość obecnych o tym nie wie : p)

Nim wszystko zdążyło się rozegrać na dobre rozpocząć spod skały wzleciała kula ciemności o średnicy jakiegoś metra i zatrzymała się na wysokości oczu zwykłego człowieka. Towarzyszył temu dźwięk przynoszący na myśl wylądowania elektryczne. W ciemności zmaterializowały się się oczy, trochę tak jak by zostały otworzone, a Węglan poczuł coś co zwykły człowiek określił by skurczem żołądka. Sekundę potem cały szczyt objęła ciemność.

 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [M&M 3ed] Thunderbolts

sob lis 10, 2012 11:30 pm

Wiktor "Alfa" Stiepanowicz - dobrze zbudowany, wygolony Ukrainiec



- Kurwa, zajebię go i każde następne w piekle ulęgniętą swołocz jakie nam podeślą! - wrzasnął wściekle Ukrainiec gdy zorientował się, że dał się wyrolować demonowi i ten przytargał ich obydwu z jakiegoś zadupia chuj-wie-gdzie do innego pododbnego. Jego loklizatory nadal nie potrafiły mu powiedzieć gdzie się znajdują tak samo jak poprzednio.

Za dużo jednak do gadania nie miał bo od razu po opuszczeniu ich przez Rogasia coś grzmotnęło nimi o ścianę jaskini. Następnie wspólnymi siłami przebili się przez ścianę jaskini ktra okazała się wydrążonym wnętrzem jakiejś asteroidy iii... zaczęli szybować w kosmosie. A właściwie pędzić jak na jakiś kosmicznych wyścigach. W kosmicznej próżni jego czujniki miały mniej punktów odniesienia niż na Ziemii jednak pozwalały na tyle, by z grubsza się zorientować w kierunku i prędkości a te były iście oszałamiające. Dopiero więc mając trochę chwili warknął na wewnętrznym kanale do Weglana swoją opinię o Rogasiu i jemu podobnym pomiocie.

Gdy na ekranach wyświetlaczy informacje mówiły operatorowi pancerza, że cel jest co raz bliżej i właśnie przekraczają punkt w którym mierzenie odległość od powierzchni jakiegoś obiektu można zastąpić wysokością, odpalił silniki by wyhamować pęd. Nie miał zamiaru bez potrzeby nadwyrężać swojej zbroi skoro walka miała się dopiero zacząć. Pozwolił Graficiarzowi uderzyć pierwszemu i z pełną mocą w powierzchnię nowej asteroidy czy podobnego kosmicznego śmiecia. Na wszelki wypadek jednak naszykował celowniki swoich broni. Nadał też na wewnętrznym kanale do Węglana tuż przed upadkiem. - Tu Alfa, pobawiłem się trochę swoimi systemami bojowymi podczas tego spacerku. Chyba znalazłem coś na Barloga. Weź więc Ricka i Makera a ja się zajmę tym rogatym półdiabłem. - uznał, że Węglan ze swoimi mocami powinien sobie poradzić z każdym materialnym przeciwnikiem ale jak ten kłamliwy demon zacznie stosować swoje maskujące sztuczki to już może być różnie. Pod tym względem jego uzbrojenie chyba było bardziej uniwersalne.

Następnie Węglan grzmotnął z impetem w małą skalną bryłę bezsensownie krążącą gdzieś w kosmosie w sporej części rozpoławiając ją. Wojownik w czarnym pancerzu wylądował za pomocą swych silników zaraz po nim gotów do otwarcia ognia każdego "złego" kto by się napatoczył. Dostrzegli jednak tylko Bane który wyglądał jakby próbował coś wyciagnąć przez albo ze skalnej ściany jaskini. Dzięki wspólnemu wysiłkowi głównie jego i Węglana udało im się doścignąć zbiegów.

- A więc Bane jesteś jednak z nami? - gdyby tak faktycznie było a nie nosiciel symbionta pożarł się o coś z resztą jak ich nie było no to stosunek sił znacznie by się wyrównał. Na więcej gadek nie starczyło czasu bo wszyscy znaleźli się pod idealnie błękitnym niebem na jakiejś płaskiej górze otoczonej morzem sawanny. Nic to jednak Alfie nie mówiło. I jego pancerzowi też nie. - Nie wiem gdzie jesteśmy Węglan. Na pewno nie u nas na Ziemi w naszym świecie. Nie wykrywam też ani Shadowa ani Aresa. - zgodnie ze zwyczajem sprawdził skanem całą okolicę i ponownie nadał na wszelki wypadek meldunek do Aresa.

Był świadkiem jak Węglan rzucił się na Makera. Sam też nie przybył tu z zamiarem opalania się i podziwiania widoków. Jak tylko optoelektronika panerza namierzyła cel uśmiechnął się i słychac to było gdy mówił przez głośnik zbroi. ~ Jak ci za mało skopaliśmy dupę w '45 to ci mogę ponownie przypomnieć moc i siłę Armii Czerwonej! ~ wściekał poradziecki komandos. W końcu gdyby nie ten piekielny cholernik zapewne tłukliby się teraz z przydupasami Shadowa albo nim samym a nie między sobą nawzajem. ~ No allleeeee kurwa nieeeee! No nieee! Bo by do chuja za prosto było! Rogacz jak mu jebana rogaczowa tradycja nakazuje ocywiście musiał się dopaktować z kimś tam i obowiązkowo wsypać resztę przy okazji rozwalając oddział, MÓJ kurwa oddział, i siejąc chaos i zniszenie. Nie daruję ci tego palancie! ~ tego typu gorączkowe myśli rodziły się, szalały i błyskawicznie znikały przytłoczone następnymi świeszymi ale o podobnym wydźwięku w głowie starszego, wygolonego mężczyzny.

Wiktor w gniewie dawał się ponieść swym żalom, wspomnieniom i pragnieniom. Przez momet zdawało mu się, że znów ma prawie 20 lat mniej, panterkowy mundur, AKM z charakterystycznym krókim granatnikiem i jest wraz ze swymi towarzyszami ścigany i atakowany ze wszystkich stron przez tych jebiących kozy i owce turbaniarzy. Że znów siedzi w szkolnej ławie i słucha historyjek o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej i tych faszystowskich świniach zdradliwie i znienacka napadających na miłujący pokój Związek Radziecki. Że znów chodzi po muzeum w Kubince i ogląda zdobyczne eksponaty z całego świata jakie Armia Czerwona przywiozła jako trofeum i dowód swojej potęgi. Że znów jako młody kadet szkoły wojskowej słucha detali o technologii, broni i mocach produkcyjnych kapitalistów z których wynikało, że tamci mają wiecej rezerw mocy niż jego ojczyzna i jedynym sposobem na zrównoważenie tego jest własne poświęcenie, pracowitość, upór, spryt i odwaga. Że znów "bezpańsko" szwenda się jako najemnik, morderca, ochroniarz i kat po krajach Trzeciego Świata a nawet Zachodu i stwierdza, że nie żaden Jankes, Fryc czy Żabojad nie jest jednostkowo tak wartościowy jak ludzie w jego kraju. A zwłaszcza żołnierze.

Takie właśnie nastawinie towarzyszyło całemu dzieciństwu, młodości i dorosłości Wiktora. Specyficzna mieszanina dumy z powodu osiagnięć własnych i swego kraju oraz wstyd z powodu przegranej; pogardy dla wyzwań i przeciwności oraz dla samego siebie gdy czasem okazywały się dla niego zbyt potężne, przekonaniu o własnej osobistej wyższości, zwłaszcza nad ludźmi z Zachodu oraz te upokarzające go uczucie gdy musiał uznać ich wyższość w jakiejś materii lub prosić ich o pomoc.

Cały ten emocjonalno - wspomnieniowy misz masz niejako zogniskował się w jego relacji jego i Ragnara. Można by rzec wręcz, że patrząc na ich życiorysy i poglądy, że są dla siebie wymarzonymi oponentami. Praktycznie całe swoje kariery i wychowanie spędzili po przeciwnych stronach barykady. Na swój sposób szanowali się i doceniali własne umiejętności i potencjał, zwłaszcza ten bojowy. Wiktor nie mógł odmówić Barlogowi odwagi czy to na polu bitwy czy to w podejmowani decyzji i odpowiedzialności za nie. Tamten w opinii Ukraińca rewanżował mu się podobnym zachowaniem. Dość często mieli nawet zbieżne poglądy co do użycia jakiegoś triku czy taktyki. Ale mimo to Wiktor nie mógł znieść na dłuższą metę barlogowych "zabaw" i bezsensownego okrucieństwa. Mimo, że wcześniej mieli kilka zapalnych momentów miedzy sobą to jednak obecnie teraz pierwszy raz otwarcie stanęli na przeciw siebie jako wrogowie. Póki do tego nie doszło Wiktor świadom, że są partnerami w tym samym oddziale tłumił swoją prawie wrodzoną a na pewno wyuczoną i ugruntowaną niechęć i do Niemca, i do SSmana, i do demona który u nich pomieszkiwał.

Obecnie jednak ten komplet okazał się prowodyrem zdrady, buntu i prawdopodobnie zniszzenia ich oddziału. Najlepszego oddziału specjalnego na tej planecie. Może o charakterze samobójczej i karnej jednostki jednak nadal najlepszej i najskuteczniejszej jaka kiedykolwiek się pojawiła i pewnie minie dużo wody w rzekach kiedy jakaś pojawi się im podobna. Bo w lepszą Wiktor nie wierzył. Nieważne jak skończy się walka Thunderbolts przestaną istnieć. Był tego bolesnie świadomy. Ani King ani Osborne nie przejdą nad takim "wypadkiem" do porządku dziennego tylko chwycą ich za jajca i wykastrują. Najwyżej później z resztek ulepią coś na podobę albo dołaczą do jakiś szmaciarzy w pelerynach z jakimś "super" w nazwie. Utracą dom jaki dawała im własna baza, jednostka i odznaka. Znów bedą bezpańskimi kundlami z którymi nikt nie będzie się liczył. Bo co innego z Thunderbolts, z Thunderami liczył się każdy, czy ich lubił czy nie. I teraz to wszystko szlag trafił! A wszystko przez tego rogatego chujka! Spojrzał na przeciwnika przez wizjery hełmu i
tym razem dał upust swojej dotąd hamowanej niechęci, pogardzie i wściekłosci jakie budził w nim półdemon. ~ Się znaczy co? Że niby on, ten mięczakowaty Fryc i himlerowy pupilek jest niby lepszy ode mnie!? No to niech kurwa staje i to udowodni! ~ spojrzał zjadliwie i wściekle na rogacza który właśnie zabrał i zniszczył mu ostatnią przystań jaką sobie po latach tułaczki znalazł Ukrainiec pod egidą jednostki specjalnej Osborne'a.

Uruchomił głośnik w pancerzu i swym chropawym angielskim krzyknął do prowodyra buntu. - Hej Barlog! Chyba mamy we dwóch do pogadania! Jak towariszcz z kamerad! - po czym pociągnął za spust i wypalił do rogacza. Obrotowe, trzylufowe działko buchnęło ogniem ze luf. Charakterystyczny terkot mechanizmu obrotowego został całkowicie pochłonięty przez odgłos wystrzałów. Alfa uznał Barloga za na tyle niebezpiecznego, że ustawił szybkostrzelność na najwyższe obroty czyli działko posyłało poisk za pociskiem w tempie kilku tysięcy na minutę. Wiktor w pełni aprobował pomysł na tę broń i dokompletowanie jej do jego pancerza. Taka nawała ognia połaczona z systemami celowniczymi pancerza i wiedzą oraz doświadczeniem ich operatora powodowała, że po prostu coś musiało sie przebić. Jedyne czego się w duchu obawiał to czy dopasował amunicję i wprowadził odpowiednie dane do komputerów celowniczych pancerza. W końcu musiał improwizować a nie miał rzetelnych danych o celu tylko własne obserwacje i wnioski o nim. Cokolwiek by się nie działo zamierzał dobrać się do rogatej dupy demona i to cholernie ostro.
 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

ndz lis 11, 2012 9:09 am

Ragnar Von Roek alias Balrog

Będący na ziemi Balrogowie skrzywili się z niesmaku. Demon nie liczył tak naprawdę, że pójdzie mu bez problemów, ale jednak nie do końca spodziewał się, iż nie uda mu się zgubić ogona. No cóż, brał taką ewentualność pod uwagę. I był na nią przygotowany.
Jeden z 17 Bal rogów zanurzył się natychmiast po teleporcie pod wyschniętą skorupą ziemi, znikając gdzieś daleko w odmętach wiecznie mrocznej matki ziemi. Miliony ton skały oraz spora odległość powinny dać mu jako taką naturalną osłonę, nie wspominając już o jego własnych mocach oraz umiejętności ukrywania się. jeśli koledzy sądzili, że będzie to walka na udeptanej ziemi, to się mylili.

Pozostali na powierzchni Balrogowie szykowali się do ataku, biczując powietrze swymi cienistymi mackami. - No dawaj Alfa, pokaż co potrafisz! - warknęły chórem demony w odpowiedzi na wyzwanie Wiktora.

~ Witaj braciszku. ~ odezwał się Balrog do Dhahalok 'a. ~ Obawiam się, że poniosłem sromotną porażkę, tych głąbów nie da się przekonać do naszej sprawy. Pobawmy się zatem nieco na ich koszt..

Daleko od ziemi, drugi, albo może pierwszy Balrog poczuł szarpnięcie, ciągnące go w stronę ziemi. ~ Co, na pokryty wrzodami odbyt matki ciemności? - za klną demon szpetnie.
 
PPPP
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4823
Rejestracja: śr gru 01, 2004 7:17 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

pn lis 12, 2012 8:15 pm

Ze wszystkich walk, które mogły się zdarzyć na tym świecie w tym czasie ta była najbardziej zaciekła. Maker z łatwością zamknął Bane'a w energetycznej bańce, tylko po to by zobaczyć jak Węglan ciosem grafitowej pięści rozbija ścianę mocy. Mutantowi było tego mało i w jednym skoku znalazł się tuż przy byłym pracowniku Stark Inc. Zbroja z czystej energii nie pomogła, kiedy Węglan zaskakująco zręcznym chwytem oplątał swoim grafitowym cielskiem Makera.

Uwięziony inżynier ze wszystkich sił próbował się wyrwać, ale chwyt Węglana był zbyt silny. Mimo prób, nie zdołał rozchylić mocarnych ramion grafitowego olbrzyma. Co więcej, z ciała Makera zaczęły wyciekać kałuże ciemnego płynu. Tylko Balrog zdał sobie sprawę, że mutant zmiażdżył jego sługi. Poświęcenie cieni nie poszło na marne - prawdopodobnie gdyby nie one mimo energetycznej osłony Maker byłby już zmiażdżony.

Tymczasem Balrogowe cienie podjęły atak. Węglan, wciąż trzymający Makera, był zewsząd bombardowany atakiem niematerialnych potworów. Umysł mutanta wypełniały obce, niezrozumiałe myśli. Nawet nie zdawał sobie sprawy, kiedy znalazł się pod cudzą kontrolą. Cienie pracowicie przejmowały myśl za myślą. Były zbyt głupie, by zauważyć jak bardzo to jałowe. Umysł Węglana był niczym wielka studnia bez dna, w której zgubić się mogli nawet najlepsi telepaci świata. Nie najmądrzejsze Cienie nie zauważyły jak powoli za myśli Węglana biorą swoich braci wysłanych tutaj przez Balroga. W końcu wszystkie pogrążyły się w bratobójczej walce.

Przy zmasowanym ataku Cieni, Plaga przywołana przez Dhahaloka wydawała się dziecinną zabawką. Skorpion nie miał nawet szansy przebić się przez twardą skóre Węglana, a Trzynasta Plaga nie mogła się przebić przez zmasowany atak Cieni.

Fala mroku uwolniona przez Cienie dotarła również do Bane’a i Alfy. Podczas gdy symbiot Bane’a powoli ulegał wpływom Balroga, specnazowiec odruchowo pociągnął za spust mierząc w Balroga. Ciężko powiedzieć, czy winą należy obarczyć nerwy żołnierza, czy też aurę ciemności która nagle otoczyła demona, dość że wszystkie pociski chybiły celu. Wiktor mógł tylko zagryźć walki do krwi. Zmarnował się cały magazynek pocisków przeciw niematerialnym. Przeładowując broń, Alfa już planował następny ruch. Czuł strach przed Balrogiem, paraliżujący lęk i wiedział, że te emocja musi być skutkiem machinacji złowrogiego demona.

Całą górę wypełniło potworne gorąco, żar, który topił kamienie. Wymierzony był w Bane’a, Alfę i Węglana, jednakże nie zdołał żadnemu z nich zaszkodzić. Cienie czepiały się nóg wiernych Osbornowi Thunderboltów, znacznie ich spowalniając.

Tymczasem wszechświat znowu przeszył jęk poteżnej istoty. Gdzieś tam, wiele wymiarów dalej, musiała się toczyć walka jeszcze bardziej brutalna.

Ostatnio zmieniony pn lis 12, 2012 9:54 pm przez PPPP, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

wt lis 13, 2012 12:10 am

Ragnar Von Roek alias Balrog

Balrog wzdrygnął się widząc z jak brutalną siłą Węglan zaatakował Makera. Był pod wrażeniem, szczerze podziwiał grafitowego wojownika za jego skuteczność. Wielka szkoda, że nie udało się go pozyskać dla własnej sprawy.
Niewidzialne macki wystrzeliły spod ziemi i oplotły się wokół Węglana. Demon zawiódł Makera, nie będąc w stanie go ochronić. Ale za to mógł pomścić go. W sumie, to mógł znacznie więcej. Malutkie niewidzialne cienie zabrały się za wpompowywanie magi w zdruzgotane ciało inżyniera.
Jeśli chłopacy nie wzdrygali się przed użyciem śmiertelnej przemocy, to on tym bardziej nie zamierzał się dłużej powstrzymywać. Ponadto czuł, że czas go niemiłosiernie goni. Wydał rozkaz swym cienią do zmiany taktyki. Zimna magia cienia przeniknęła ciało Węglana. Choć była tak subtelna, że praktycznie niezauważalna.

Daleko w kosmosie, Balrog zniknął.
 
Awatar użytkownika
Morel
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4566
Rejestracja: śr mar 03, 2010 10:59 am

[M&M 3ed] Thunderbolts

wt lis 13, 2012 10:49 am

Miguel

Latynos chwilowo stał z boku, przyglądając się temu co się dzieje.
W końcu postanowił jednak przyłączyć się do walki. Miguel wybrał stronę. I nie była to strona Balroga.

Mężczyzna jednak postanowił porządnie przygotować się do starcia. Chwilowo jeszcze na niego i na Ricka nikt nie zwracał uwagi. Wydawało się, że wszyscy respektują neutralność latynosa. Jednak za chwilę miało się to zmienić.

Miguel skoncentrował się na sobie i swoich umiejętnościach, a także na możliwości otwierania korytarzy. Tym razem jednak postanowił nieco zmienić to co robił zazwyczaj. Otworzył niewielką dziurę tuż na wprost swojej prawej dłoni. Pot perlił się na jego głowie, bo po raz pierwszy próbował zrobić coś innego niż dotychczas. Drugi koniec korytarza otworzył tuż za Węglanem. Posiadając moc grafitowego wojownika na pewno będą mieli znacznie większą szansę. Potem latynos dyskretnie wsadził rękę do wlotu korytarza. Dłoń pojawiła się za grafitowym...byle tylko go dotknąć.
 
Awatar użytkownika
Brilchan
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4532
Rejestracja: śr cze 20, 2007 8:49 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

wt lis 13, 2012 12:37 pm

Richard ""Rock Thunder " Tündér

-Cholera jasna wy pierdolone skurwysyny- przeklął wściekły rozbijając o ziemię gliniany dzbanek.
Nie mógł uwierzyć że jego kumple są skretynieli do tego stopnia! Rozumiał że mogli bić się między sobą gdyby był tu Szef albo ten drugi ale teraz ?! Przecież była ładna pogoda i święty spokój!

Wściekły zakasał rękawy i rzucił się na osłabionego Bana bo doszedł do wniosku że walka z Węglanem tylko pomogłaby czarnemu mutantowi a Alfa był dla niego za silny

 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

wt lis 13, 2012 1:51 pm

Dhahalok


Ciemność i niesamowita cisza objęły cały szczyt, nadając sytuacji nierealnego klimatu. Węglan wyraźnie poczuł jak Maker zniknął mu z rąk, a Maker poczuł, że zniknęła wielkie łapska Węglana próbujące wycisnąć z niego życie.
~ Dobra panowie. Który jest w stanie do spoglądawszy mimo braku światła i dźwięków?
Odezwał się w głowach sojuszników Dhahalok

 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [M&M 3ed] Thunderbolts

wt lis 13, 2012 9:54 pm

Wiktor "Alfa" Stiepanowicz - dobrze zbudowany, wygolony Ukrainiec



Wiktor był zdumiony, że właściwie nie trafił ani razu półdemona. Te żałosne resztki seri którą wywalił w Barloga tylko go musnęły albo i nie więc nie mogły mu zaszkodzić. Ta cholerna ciemność jak na razie nie blokowała mu linii ognia jednak znacznie zamazywała mu cel przez co półdemon, momo swych gabarytów był trudny do trafienia. ~ Dobra cwaniaczku, zobaczymy czy masz więcej tych kanciarskich sztuczek czy ja amunicji! ~ zawziął się potomek Kozaków. Broń potrzebowała tylko momenty by przeładować pusta tasmę na pełną i po tym momecie 23 mm działko ponownie rzygnęło błyskiem, hukiem i specjalnie spreparowanym ołowiem. Posyłał pocisk za pociskiem w całun ciemności maskujący sylwetkę półdemona. Dzięki ciągłemu ogniowi wierzył, że cos musi go w końcu trafić.

Glos w słuchawkach brzęczał mu o skokowym wzroście temperatury otoczenia. Nie wiedział czyja to zasługa jednak dla możliwości jego pancerza nie było to groźne więc dał sobie z tym spokój. Kątem oka obserwował przebieg walki. Szło im całkiem nieźle jego zdaniem: wszyscy byli na nogach. Weglan wygladał jakby wyciskał ostatnie siły życiowe z Makera. Co robił dokładnie Bane nie był pewny ale jego komunikatorów nie płynęły żadne alarmujące wiesci. - Jak wam idzie chłopaki? - rzucił krótko na ich wewnętrznym kanale. Barlog jakoś na razie go ignorował, Maker był w opałach a Rick jakoś zwlekał z włączeniem sie do walki.

Czuł strach przed Barlogiem. Wiedział, że to nie jest naturalne. Owszem, obawiał się starcia z demonem ale nie bardziej niż poprzednich na Posejdonie czy z Ghostem. Demon musiał jakoś kanciarsko wyolbrzymic te naturalne, zdroworozsądkowe zachowanie ciała i umysłu próbując wpłynąć na zachowanie żołnierza. Wiktor wewnętrznie wściekał się na ten sztucznie wywołany strach ale nie mógł go zahamować. Postanowił więc przekuć go w co innego. Wiedział, że jeżeli nic nie zrobi to może się zrobic nieciekawie. Starał się więc przemienić strach w złość i agresję. Pomogło mu zachowanie przeciwnika który zdaje się ignorował jego atak co zdecydowanie ubodło jego dumę wojownika ~ Myślisz, że gadasz z jakimś szmaciarzem którego można olać?! ~ Alfa powoli ruszył do przodu. Metodycznie pokonywał metr, po metrze nadtopioną skałę i kamienie oraz spopielone resztki roślinności. Zalewał Rogacza ołowiowym deszczem ze swojego pbrotowego działka. Pragnął zobaczyć jak pociski nicują jego demoniczne cielkso i wypruwaja mu flaki czy co on tam ma w środku. Przy okazji ustnie zaczął wydawać komendy swoim pokładowym komputerom. Miał kolejny pomysł jak zagrać demonowi pod takt ołowiowej muzyki.
 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

Re: [M&M 3ed] Thunderbolts

śr lis 14, 2012 12:38 pm



Węglan puścił Bane'a, rozłączając się z symbiotem i skupiając na pochwyconym i bezbronnym Stivenie. Atak mutanta trafił go prosto w twarz krępując usta i dusząc. Chcąc nie chcąc, Maker złapał za potężne sploty włókien oplecione wokół swojej szyi próbując złapać powietrze i z przerażeniem odkrył, że włókna błyskawicznie oplotły jego ręce. Macki psychopaty momentalnie oplotły również klatkę piersiową naukowca miażdżąc ją i wyciągając powietrze z płuc. Czarrny płyn wypłynął spomiędzy włókien mutanta, gdy ten ściskał coraz mocniej. To ochronne cienie Balroga, które ochroniły narządy wewnętrzne mężczyzny. Nie udało im się jednak uchronić żeber, które raz po raz pękały pod naporem graficiarza.

Maker bronił się wyjątkowo zaciekle i przez chwilę czuł, że więzy słabną. To Węglan atakowany przez cienie czuł napór na swoją świadomość. Umysł mutanta był istnym labiryntem dziwactw. Można powiedzieć, że jak u każdego psychopaty, ale tutaj poziom poskręcanej świadomości był niczym z koszmaru. Atakujący gubili się w gąszczu chaosu, abstrakcji, przejmując kolejne myśli: Bronić się i atakować każdego, kto mnie atakuje.
To podświadoma myśl Grafitowego mutanta, będąca ośrodkiem jego działań, wokół której stworzony był cały labirynt, a którą po kolej przejmowały głupie cienie. Jeden po drugim, te które nie odpadły w odmętach labiryntu umysłu przyjęły tę prostą myśl atakując inne cienie, które zbliżały się do mutanta.
Węglan był wolny. Jego psychopatyczny umysł nawet nie zauważył ingerencji. Zaaferowany był tym co się dzieje.
Wzmocnił uścisk na srebrzystym mężczyźnie, zanim ktokolwiek mógł zareagować.
- I co teraz? Narysujesz mi kutasa? - wielki uśmiech i wyprane z emocji białe oczy wpatrywały się w Stivena, gdy wypomniał akcje z Posejdona. Ten milczał.
- Chcesz żyć? O-o-oo, kiwnij - Maker kiwnął.
- Dasz mi Balroga? Nie? To co chcesz zrobić? Uciec? - Zakneblowany mężczyzna kiwnął. Wokół zaczynało się szybko ściemniać.

Węglan rzucił szybko okiem na sytuację na placu. Cienie, które zaatakowały jego, nie oszczędziły ani Alfy, ani Bane'a. Biedny symbiot próbował odzyskać kontrolę nad swoją dwoistością, gdy jego symbiotyczna skóra powoli zaczęła odłazić od niego próbując go zaatakować. Miguel stał przez chwilę z boku patrząc jak reszta rzuca się sobie do gardeł. I Rick.
Węglan zauważyłył pędzącego Ricka, jego ulubieńca, który rzuciwszy gdzieś piwo zaszarżował na Bane'a. Mutant widział pięść pędzącą w stronę czaszki sojusznika. Pokusa była zbyt wielka. Silnym szarpnięciem pociągnął Makera wskakując na linię strzału. Aż mu zahuczało w głowie, gdy twarz nieco odkształciła się pod naporem siły przeciwnika. Mutant przechylił głowę strzelając w karku.
- Dzięki bałwanie - mruknął odpychając go barkiem. Zaczynało być coraz ciemniej, wiec z ciała mutanta wystrzeliły we wszystkich kierunkach drobne wici. Niezauważalne gołym okiem, cieńsze od ludzkiego włosa wibrysy skanowały otoczenie mutanta.

Spojrzał na biednego Makera
- Na czym to skończylismy? A tak. Chcesz uciec. Masz częście, że mam dziś smaka na demona. Puszczę cię jak nie będziesz ingerować w jego śmierć -
Jedno spojrzenie w rozszerzone oczy Makera powiedziało mu wszystko. Włókna więżące mężczyznę zaczęły zwalniać swoją niszczycielską siłę. Zanim nogi Makera dotknęły ziemi Węglan poczuł obecność nowej istoty. Znał swoich sojuszników. To mógł być tylko Balrog. Balrog, lub jakaś sztuczka Miguela. Bez chwili zastanowienia, miliony cienkich węglanowych nanowici, które jeszcze przed chwilą splatały i więziły Makera wystrzeliły niczym sieć w kierunku przeciwnika chwytając go na miejscu. Atak przenikał ciało niczym setki tysięcy igieł wbijał się i oplatał samo jestestwo demona.
- Mam cię! - uśmiechnął się psychopatycznie Węglan ściskając przeciwnika w miażdżącym uścisku i przysuwając do siebie.
Ostatnio zmieniony śr lis 14, 2012 12:47 pm przez Suldarr'essalar, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Feniks
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5008
Rejestracja: ndz lis 07, 2004 10:34 am

Re: [M&M 3ed] Thunderbolts

śr lis 14, 2012 1:52 pm



Żebra Makera pękły pod naciskiem macek Węglana, ale o czym ten palant nie wiedział, to fakt, że jego kości zrosły się niemal równie szybko jak pękły. Nie mógł złapać oddechu ale nie przeszkadzało mu to za bardzo jego pokrywa z mocy zapewniała mu nieograniczony dostęp do powietrza nawet bez potrzeby otwierania ust. Jednak kątem oka obserwował walkę i widział, że Balrog już wycofywał się z walki. Co gorsza Shadow King i Ares już toczyli swoją bitwę i nie wyglądało to na małe mordobicie tylko na katastrofę na skalę miedzy wymiarową.

Maker pozwolił temu naiwnemu głupcowi myśleć, że się go boi. Prawda jest taka, że jedyne o co się bał to śmierć całej populacji ludzi których zostawił na Ziemi i którzy w nim pokładali swoje nadzieje. Kiedy Węglan rozluźnił chwyt Maker wzbił się w powietrze. Przekroczył barierę dźwięku w ułamku sekundy, jego prędkość wzrosła do tego stopnia, że po chwili stał się czystą wiązka energii szybszą niż światło. Meker jednak nie zwalniał, z czasem zaczął wyczuwać granice tego wymiaru i po chwili naparł na nie przebijając się przez kolejnej alternatywne rzeczywistości by odnaleźć tę właściwą ziemię sprzed 65 milionów lat.
 
Heretyk
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5036
Rejestracja: pn mar 28, 2005 12:23 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

śr lis 14, 2012 2:00 pm

Symbiot wybrzuszył się i... po chwili oblepił Bana ponownie. Bane klapną zębami i odwrócił się w kierunku Ricka. Gdyby nie mroki jakie zaległy pole walki można by zobaczyć, że Bane'a... nie widać.
Skoczył w bok i posłał wiązkę sieci w Ricka. Planował wymościć mu wygodny kokon, a potem, przekonać do swojej sprawy.
 
PPPP
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4823
Rejestracja: śr gru 01, 2004 7:17 pm

Re: [M&M 3ed] Thunderbolts

śr lis 14, 2012 9:18 pm

Thunderbolts

Nieskuteczność ataku Balroga zaskoczyła jego samego. Zdawać się było mogło, że grafitowego olbrzyma nie imają się żadne sztuczki. Ciemność, która zaczynała pętać ciało Węglana została rozszarpana, próba zniwelowania jego potężnego pancerza w całości odparta, a silny cios mackami zlekceważony. Balrog miał przynajmniej nadzieję, że pochwyci w macki mutanta, ale tutaj też przeżył zaskoczenie. Węglan bardziej szczęśliwym zbiegiem okoliczności niż dzięki technice zdołał wyśliznąć się z uchwytu Ragnara.

Cienie miały więcej szczęścia. Ich celne ataki zerwały z Węglana kawałki grafitowej skóry, niestety, nie dość, aby go zatrzymać. Najgorsze straty poniósł Alfa. Atak cieni wpłynął na jego umysł, odbierając mu kompletnie własną wolę. Wiktor stał się zwykłą laleczką w rękach półdemona.

Rozproszenie Węglana atakiem Balroga wykorzystał Miguel. Sięgnął przez wymiary, po czym musnął cielsko grafitowego mutanta. To starczyło, aby poczuć jak wzbiera w nim moc. Wiele zaryzykował, jeszcze nigdy nie wypełnił całego swojego jestestwa czyjąś potęgą. Czuł się... pełny.

Tymczasem Rick próbował się rzucić na Bane'a, ale symbiota, skupionego na walce z samym sobą, osłonił Węglan. Cios Ricka dostarczył przyjemnego bólu czarnemu mutantowi. I jeszcze więcej energii do walki.

Na skutek kompletnego nieporozumienia Dhahalok rzucił się ratować Makera w chwili, kiedy Steven zdecydował się na taktyczny odwrót. Dopiero wtedy duch zdał sobie sprawę, że znajduje się sam w objęciach grafitowego kolosa. Dhahlok był maleńki, Węglan tylko zacisnął na nim swoje olbrzymie łapska. Przez chwilę się siłowali w milczeniu. Już wydawało się Dhahalokowi, że uda mu się uciec, kiedy Węglan jakimś wysiłkiem woli zatrzymał próbę teleportacji.

Tymczasem Bane, który jakoś doprowadził do porządku swojego symbionta, próbował zaatakować Ricka, niestety, bez większych efektów. Macki, którymi sięgnął po mutanta, chybiły celu. W drodze powrotnej zamieniły się w ostrza, próbując rozciąć skórę motocyklisty, ale ta okazała się być dla nich zbyt twarda.



Maker

Rozpędzony Steven z trudem przedzierał się przez wymiary. W jednym z nich kątem oka zobaczył unoszącą się w przestrzeni ludzką sylwetkę, która przyłożyła dłonie do ust. Wszechświaty wypełnił natychmiast agonalny ryk, jęk podobny do tego, jaki usłyszeli Thunderbolci chwilę temu. Maker zahamował gwałtownie. Niestety, pędził tak szybko, że znalazł się już bardzo daleko od wołającego. Znalezienie tego osobnika z pewnością byłoby trudne i odwlekłoby w czasie zamiar dostania się na oryginalną Ziemię.



Thunderbolts

Do Thunderboltów dotarł jęk agonalny boga, który ponownie zdawał się przenikać przez wszystkie warstwy rzeczywistości. Zapewne gdzieś tam, daleko od nich, trwała jeszcze bardziej zacięta walka.
Ostatnio zmieniony czw lis 15, 2012 9:26 am przez PPPP, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

śr lis 14, 2012 10:28 pm

Ragnar Von Roek alias Balrog

Węglan znów okazał się ciężkim orzechem do ugryzienia. Balrog przeklną szpetnie widząc, jak grafitowy wojownik dziesiątkuje szeregi jego sprzymierzeńców.
Makera udało się postawić na nogi, jednak dupek dał nogę. Zrobił w portki ze strachu, aż demon skrzywił się wdychając wyimaginowaną woń wiadomego pochodzenia.
Trzeba było dać mu zdechnąć, wściekał się nadal Balrog. Przez niego kolejny sprzymierzeniec był teraz zagrożony... No cóż, może jednak nie wszystko stracone.
Głęboko pod ziemią pojawił się kolejny demon. Wściekły ryk wstrząsną skałą macierzystą. Balrog uśmiechnął się złowieszczo.
Raz mi się wymknąłeś malutki, ale nie jesteś znów taki ślizgi, nie zdołasz się mi wiecznie wymykać. Mamrotał do siebie Balrog. jego niewidzialne i niematerialne macki znów uderzyły w stronę grafitowego wojownika. cienie zaś, kontynuowały swój atak.
 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

czw lis 15, 2012 9:36 am




- A ty ktoś? - zdziwił się mutant patrząc, co złapało się w jego sieci - W sumie nieważne, nie mam dla ciebie czasu rybko - mówiąc to mutant docisnął mocniej. Każde pojedyńcze włókno, a były ich setki tysięcy skręciło się wewnątrz ciała demona rozrywając jego wpłómaterialną tkankę i jestestwo na strzępy, następnie "lepiąc" z tego co zostało małą kulkę. Siła z jaką włókna splatały ciało była niczym masa w naśmowej produkcji sejfów, która obrabiała metal nadając mu odpowiednie kształty.

~ O tak, jestem cieniem! ~ mutant uśmiechnął się do swoich czarnych myśli.
Ostatnio zmieniony czw lis 15, 2012 1:31 pm przez Suldarr'essalar, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Heretyk
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5036
Rejestracja: pn mar 28, 2005 12:23 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

czw lis 15, 2012 9:48 am

Widząc, że Rick oparł się ostrzom odskoczył i wziął się za Alfę. Oceniał go jako bardziej przydatnego sprzymierzeńca. Sieć pomknęła w stronę Alfy.
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

czw lis 15, 2012 1:28 pm

Dhahalok

Ryknął z nienawiścią. Raz rzucił się na pomoc i od razu świat dał mu kopa w jaja za to. I do tego tak bolesnego jak znalezienie się w objęciach tego potwora. Źle, źle, źle... do tego ten potwór potrafi blokować teleportację. Jeszcze gorzej. A jego ramiona rozciągają się aż w niebyt. Fatalnie, fatalnie... Dobra, przebić się siłą. O tak. Jedyna możliwość...
 
Awatar użytkownika
Feniks
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5008
Rejestracja: ndz lis 07, 2004 10:34 am

Re: [M&M 3ed] Thunderbolts

czw lis 15, 2012 3:26 pm



Nie miał czasu się zajmować wrzeszczącym Bogiem, nawet nie wiedział czy to Shadow King czy Ares czy jeszcze ktoś zupełnie inny. Tak więc ruszył jak najszybciej w kierunku oryginalnej ziemi. Nie miał czasu do stracenia.
 
PPPP
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4823
Rejestracja: śr gru 01, 2004 7:17 pm

Re: [M&M 3ed] Thunderbolts

sob lis 17, 2012 2:13 pm

Thunderbolts

Jedna z macek Balroga otoczyła Węglana niemalże zrywając grafitową skórę z pleców mutanta. Tym razem nadzwyczajne zdolności regeneracyjne Thunderbolta uchroniły go przed pozbawieniem ochron, jednakże demon z każdą chwilą zdawał się coraz lepiej kontrolować sytuację. Ciemność, która oplątała grafitowego kolosa coraz bardziej pozbawiała go sił, zdając się atakować zarówno jego siły fizyczne jak i umysłowe.

Tymczasem Ragnar, w przerwie między pastwieniem się nad Węglanem, zdał sobie sprawę, że jego cienie stąły się bardzo mało efektywne. Głupie istotki nie należały do zbyt bystrych i jakaś część z nich zdawała się skupić na zupełnie innych celach niż Węglan. Co gorsza, Bane i jego symbiot, z początku wrażliwi na nieustanne ataki psychiczne cieni, teraz w ogóle sobie z nich nic nie robili. Czyżby symbiont ewoluował szybciej niż Balrog zmieniał swoją taktykę?

Węglan był skupiony na jednym. Jego mocarne pięści zaciskały się na małym, skulonym Dhahaloku, który nie był w stanie obronić się przed zabójczym chwytem mutanta. Zdawało się jeszcze, że duch wytrzyma ten atak, kiedy Węglan ponownie napiął mięśnie i zaczął miażdżyć oponenta. Ciche westchnienie konającego Dhahaloka wypełniło przestrzeń astralną. Gdyby nie leczenie od Balroga, Duch z pewnością byłby już martwy.

Macki Bane'a oplotły zbroję Alfy. Cienkie nanowłókna wniknęły przez szczeliny pancerza i delikatnie wsunęły się do nozdrzy i uszy specnazowca. Gdy Wiktor odzyskał świadomość, macek już nie było. Za to on był znowu w formie, wściekły i żądny zemsty na Balrogu, który bawił się jego umysłem.



Maker

Inżynier dalej próbował przebić się do świata, gdzie walkę toczyli Ares i Shadow King. Droga stawała się coraz trudniejsza, a liczne turbulencje czasoprzestrzenne czyniły ją śmiertelnie groźną. W końcu Steven zdołał się zorientować, że jest już blisko. Wszechświat do którego zmierzał Maker był zamknięty w cienkiej niczym bańka mydlana błonce, która zdawała się deformować rzeczywistość dookoła. Z każdą chwilą błona twardniała.

 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

sob lis 17, 2012 5:50 pm




Grafitowy wojownik był tak zaskoczony faktem, że jego przeciwnik jeszcze dycha, że z wrażenia zapomniał się ruszyć z miejsca. Dopiero po chwili, wraz z kolejną falą bólu, zmysły i zdrowy rozsądek wrócił do mutanta, który po prostu odbił się od powierzchni wypuszczając z nóg olbrzymie pokłady energii.
- Zaraz wracam - rzucił przez komunikator, zanim wokół momentalnie zrobiło się gorąco, a siła tego manewru wyrzuciła mutanta wysoko w przestworza. Węglan w ułamku sekundy zniknął z radarów, a w raz z nim jego więzień.
~ Wow, nie wiedziałem, że tak potrafię ~ uśmiechnął się mutant podziwiając gwiazdy. Jego więzień nie miał jednak tyle szczęścia by podziwiać widoki. Był nieprzytomny i miał inne zmartwienia - właśnie ktoś chciał go zgnieść w małą drobną kuleczkę.
Ostatnio zmieniony sob lis 17, 2012 7:57 pm przez Suldarr'essalar, łącznie zmieniany 3 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Ehran
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1854
Rejestracja: pt paź 17, 2008 8:33 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

sob lis 17, 2012 6:52 pm

Ragnar Von Roek alias Balrog

Demon wybałuszył aż oczy z wrażenia. Węglan nic sobie nie robił z jego ataków. Jednak demon nie mógł zostawić swego sojusznika bez wsparcia. Dlatego kontynuował atak.
Lub raczej, chciał... zanim jednak wyprowadził swój atak, Węglan nawiał. Niech i tak będzie... pomyślał zwracając się ku Bane i Alfie.
Ostatnio zmieniony sob lis 17, 2012 8:12 pm przez Ehran, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Brilchan
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4532
Rejestracja: śr cze 20, 2007 8:49 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

ndz lis 18, 2012 9:05 am

Richard ""Rock Thunder " Tündér

Richard nie wiedział co się dzieje: Zrobiło się ciemno, jakieś krzyki, ktoś mu gadał w głowie a Węglik przyjął na siebie cios przeznaczony dla Bana

- Barlog kieruj w kogo bić !- warknął po czym ponownie rzucił się na symbiota

 
Heretyk
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 5036
Rejestracja: pn mar 28, 2005 12:23 pm

Re: [M&M 3ed] Thunderbolts

pn lis 19, 2012 3:40 pm

Bane
Węglan poleciał, Alfa był na chodzie. Rick też...
- Rick, jest mój! Jeśli przetrwa, dołączy do nas.- zawołał doskakując z boku przeciwnika.
Kierujący się słucham Rick mógł pogratulować sobie szczęścia, Bane narobił sporego hałasu. Macki i wypustki symbiota pokryły się ostrzami z metalicznym szczękiem. Na ułamki sekund przed trafieniem.
 
Awatar użytkownika
Pipboy79
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2881
Rejestracja: śr sty 26, 2011 10:15 am

Re: [M&M 3ed] Thunderbolts

pn lis 19, 2012 5:20 pm

Wiktor "Alfa" Stiepanowicz - dobrze zbudowany, wygolony Ukrainiec



Ukrainiec obudził się. O tyle go to zaskoczyło, że nie pamiętał by szedł spać ani choć miał taki zamiar. Na pewno nie w ogniu walki. Wiedział, że na moment urwał mu się film. Stał trochę w innym miejscu i pozycji niż ostatnio, licznik amunicji pokazywał mu dużo niższy stan w magazynku i w ogóle sytuacja wygladała inaczej niż pamiętał. Pamiętał, że strzelał do Barloga... pytał chłopaków jak im idzie... własnie wprowadzał poprawki do systemów celowniczych pancerza... próbował przezwyciężyć ten dziwny, narzucony mu lęk... narzucony przez Barloga... ~ Barlog! ~ ta myśl wyrwała go chwilowej dezorientacji.

Powiódł po okolicy już przytomniejszym wzrokiem. Rick i Bane byli związani walką ze sobą nawzajem. Barlog wciąż się wielokrotnił na wzgórzu. Makera dalej nie było. A Miguel coś... chyba nic nie robił. Przynajmniej nic jawnie wrogiego. Ogarnął czujniki zbroi. Wszystkie systemy były sprawne i gotowe do działania. Przy okazji znalazł się Węglan który był "w chuj wysoko". Wyglądało więc, że gdy był nietomny Maker nadal nie wrócił a więc dał dyla chyba na dłużej. Alfa mógł więc na spokojnie zająć się głównym dysydentem.

Okazało się, że przed "uśpieniem" prawie skończył przeprogramowywać kompy. Teraz wystarczyło uderyć w kilka ostatnich klawiszy i cała sekwencja komendy pomknęła poprzez klawisze do głównego systemu zarządzania systemami pancerza a z tamtąd popłyneły odpowiednie cyfrowe polecenia do magazynków amunicyjnych bronii oraz sytemów celowniczych spełniając wolę swojego operatora. Przeprogramowana elektronika uruchomiła potężne silniki humanoidalnej maszyny które przekaały moc serwomotorom. W praktyce na zewnątrz widać było jak Alfa ponownie wznosi broń ku rogatym celowi i 23 mm działko ponownie prez ułamek sekundy rozkręca się furkocząc charakterystycznie i moment później zalewa cel lawiną ciężkiego ognia. Pociski zdolne do zdemolowania i zniszczenia wcale nielekkiego pojazdu bojowego pomknęły ku celowi.
 
PPPP
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 4823
Rejestracja: śr gru 01, 2004 7:17 pm

Re: [M&M 3ed] Thunderbolts

pn lis 19, 2012 7:56 pm

Węglan

Dziwna słabość tocząca ciało grafitowego kolosa atakowała nieprzerwanie. Ciało zaczynało odmawiać posłuszeństwa, a myśli były coraz bardziej zamglone. Mimo to Węglan bez większych trudności zacisnął grube paluchy na niematerialnym ciele Dhahaloka. Potężny duch, władający magią przerastającą wyobrażenie masochisty, powoli konał. W przestrzeni kosmicznej nie rozchodzą się dźwięki, ale grafitowy człowiek miał wrażenie, że do jego uszu dotarło ciche westchnienie. To wszystko. Dhahalok był martwy.

Dopiero teraz, po spełnieniu powinności kata, Węglan skupił się na swoim otoczeniu. Bardziej poczuł niż dostrzegł, że coś zbliża się w jego kierunku. W stronę planety, którą opuścił przed momentem grafitowy mutant z olbrzymią prędkością leciała jakaś istota. Nagi mężczyzna, umięśniony jak kulturysta, wydawał się w ogóle nie przejmować panującymi w próżni warunkami, tylko pruł w kierunku Ziemi na której walczyli ze sobą Thunderbolts.

Na ciemnej twarzy Węglana pojawił się szeroki uśmiech. Golas pędził dokładnie w jego stronę, można było się spodziewać przyjemnej dawki bólu. Nieobeznany z wojskowymi sekretami grafitowy wojownik nie miał pojęcia, że przyszło mu się spotkać z tajną ziemską bronią o kryptonimie Falling Star.

Zanim jeszcze mutant skończył się uśmiechać, nagi człowiek już się z nim zderzył, nawet odrobinę nie hamując. Węglan zdecydowanie nie docenił prędkości gościa. Uderzenie było tak silne, że z pewnością zmiotłoby nawet tak potężną istotę jak Balrog. Mimo wszechogarniającego zimna próżni kosmicznej, ciepło uwolnione podczas zderzenia niesprężystego wystarczyło do częściowego roztopienia grafitowego pancerza. Węglan zdawał sobie sprawę, że coś jest nie tak, ale cudowny, wielokrotny orgazm wywołany bólem nie pozwolił mu zareagować. Czuł, że energia, którą zaabsorbował zdaje się go wypełniać, że tej energii jest tak dużo, że nie jest w stanie jej pomieścić, że w zasadzie...



Elastico

Beznamiętny głos Iron Patriota kontynuował:
- Jeśli ta identyfikacja jest niedostateczna, to proszę bardzo. Kaźń, Elastico - nastolatek nie mógł uwierzyć, że to dzieje się naprawdę, chociaż przeżył tę scenę zbyt wiele razy.
- Ale mi... - Kevin nie miał szansy dokończyć zdania. Jego elastyczne ciało zaczęło się kurczyć wbrew jego woli, błyskawicznie miażdżąc wszystkie wewnętrzne organy. Ból był nieziemski, tak jakby całe ciało objął piekielny ogień.

Przerażony Elastico zerwał się z łóżka. Wspomnienie na chwilę wybudziło go z transu, ale chwila świadomości trwała bardzo krótko. Po chwili bezwładne ciało znów opadło na sterylnie czystą pościel.
- Kurwa - jeden z pielęgniarzy powiedział do drugiego. Jak na personel medyczny byli wyjątkowo umięśnieni, co więcej, jednemu z kieszeni kitla wystawała rękojeść jakiejś futurystycznie wyglądającej spluwy - Jeśli znowu się zesrał, to teraz ty go myjesz.
- Niech ci będzie - westchnął drugi. Mycie bezwładnego pacjenta w warunkach obniżonej grawitacji nie należało do przyjemnych.



Reszta

Z braku Węglana Balrog skupił się na Bane’ie. Macki bezlitośnie natarły na ciało symbionta, który w odpowiedzi stwardniał tworząc coś w rodzaju organicznej zbroi. Lecz ku zaskoczeniu Bane’a jakaś diabelska sztuczka sprawiła, że wszelkie obronne odruchy symbionta zostały wyłączone, tak że był odsłonięty na atak Ragnara. Równocześnie ciemność zebrała się wokół krewniaka Venoma skutecznie blokując spowalniając jego ruchy. Następnie macki uderzyły chwytając osłabionego symbionta i ciągnąć go w powietrze. Purpurowy Bane wyśliznął się ze swojej czarnej zbroi i zręcznie przypadł do ziemi chroniąc się przed ewentualnymi atakami. Zdecydowanie nie spodziewał się takiego rozwoju akcji.

Tymczasem do akcji ruszyły Balrogowe cienie. Ich atak, mącący myśli, skupiony na Alfie i Bane’ie, był niemal nie do odparcia. Jednakże specnazowiec nie zamierzał dać się znowu nabrać na tę samą sztuczkę. Balrog może był ukryty w środku skały, ale tym razem miał zakosztować pocisków wystrzelonych przez Wiktora. Ukrainiec opróżnił cały magazynek nabojów, które przenikały przez twardy kamień, by zatrzymać się dopiero na częściowo niematerialnym ciele Ragnara. Tego rzeczywistego, nie kopii. Po raz pierwszy podczas tej walki ktoś zdołał zranić Balroga.

Nagi Bane próbował coś zdziałać, ale bez swojego żywego kostium, nie był zbyt groźny. Jedyny co go spotkało, to silny lewy sierpowy od Ricka, który nabił mu solidnego guza.

Walka zapewne skończyłaby się kilkoma zgonami, ale Bane i Balrog równocześnie poczuli, że dzieje się coś złego. Ragnar odruchowo zaczął tworzyć ochronne zaklęcie, ale ponownie poczuł, że magia zdaje się uciekać z tego świata. Teraz nie był w stanie rzucić nawet najprostszego uroku. Pragmatyk Bane wykonał olbrzymi skok i znalazł się daleko od Uluru. Mimo to wrażenie zagrożenia nie ustąpiło. Dopiero wtedy spojrzał na niebo i dostrzegł oślepiającą kulę światła zmierzającą w kierunku Ziemi. Kroił się prawdziwy Armageddon.

 
Awatar użytkownika
Suldarr'essalar
Arcypsion
Arcypsion
Posty: 13173
Rejestracja: sob maja 28, 2005 9:27 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

pn lis 19, 2012 8:31 pm



Węglan czuł, że coś jest nie tak. Jego nieskazitelne ciało zaczęło słabnąć. Co gorsza, jego poskręcany umysł również zdawał się poddawać. Mutant potrząsnął głową, jednak uczucie nie przeszło. Czyżby Balrog miał triumfować?
- NIGDY! - krzyknął miażdżąc wątłe ciało Dhahaloka, które kurczowo trzymał w swoich mackach. Do astralnego agonalnego westchnienia demona dołączył śmiech Węglana, który połknął ciało swojego przeciwnika. Mutant rozłożył ręce czując rozgrzewającą energię demona. Jego ciało zaczęło zwalczać przemęczenie, a umysł na nowo rozbłysł swą niebywałą inteligencją i błyskotliwością. Zmysły również się wyostrzyły, akurat by spostrzec błysk światła zza pleców. Jedno spojrzenie i Węglan już wiedział skąd weźmie dodatkowe siły. Zamachnął się rękoma wystrzliwując małą porcję energii ustawiając się w lepszej pozycji. Obiekt zbliżał się jednak bardzo szybko. Szybciej niż przewidywał mutant i to go uratowło. Zderzenie nie było czołowe, Węglan spóźnił się parę sekund, jednak odtrącony energią świetlistego człowieka zaczął koziołkować. Jego zregenerowane ciało zostało prawie spalone.

Cóż za przyjemność. Każde włókno skręcało się i prostowało, zaplatało z innym, by ponownie rozplątać się i zapleść w nowe, grube zwoje mięśni. Mutant czuł się jak nowonarodzony, jednak jego początkowa euforia szybko zamieniła się w panikę, gdy mutant zrozumiał, że nie jest w stanie pochłonąć i przetworzyć takiej ilości energii. Ktokolwiek to był stał się nowym guru Węglana. Jego energia była niesamowita, a teraz część z niej rozsadzała Graficiarza od wewnątrz.

Węglan rozłożył ręce i nogi na boki wyrzucając z siebie energię w wielkich seriach światła....



Tymczasem na ziemi walczący ze sobą złoczyńcy najpierw usłyszeli agonalny jęk Dhahaloka, który wkrótce zminił się w rechot samozadowolenia, który mógł należeć jedynie do Węglana. W ułamku sekundy ciemność ustąpiła jasności. Alfa spojrzał na radar, ale Węglana nie było w zasięgu. Za to na niebie pojawiła się nowa gwiazda. Znajdowała się w zenicie i świeciła tak mocno, że białka w oczach gotowały się na samo spojrzenie w okolice nowego zjawiska na nieboskłonie. Chwilę później dotarła pierwsza fala gorąca...


Węglan wystrzeliwał z siebie na wszystkie strony wiązki energii, wpierw w postaci promieni, później w postaci olbrzymich sferycznych fal. Był niczym pulsar emitujący w kosmos falę za falą. Mutant śmiał się opeńtańczo, a pochłonięty Dhahalok pozwalał mu przenieść śmiech przez strefę astralną.
- EAT THIS! - krzyknął do Balroga posyłając kolejne fale w kierunku ziemi...


Wszyscy na płaskowyżu odczuli najpierw fale gorąca, które raz za razem, niczym bicz smagały powierzchnie, nie szczędząc nikogo i niczego, by wraz ze zwiększeniem częstotliwości zobaczyć, jak skała najpierw szkli się, a potem wręcz paruje. Wokół zrobiło się duszno. Woda, jeśli jakaś była, momentalnie wyparowała, rośliny usychały i zamieniały się w pył, który niesiony potężnymi podmuchami wiatru ścierał skały...

Kolejna fala była jeszcze potężniejsza. Skała Uluru po prostu przestała istnieć wyparowując w jednej chwili podobnie jak.....
Ostatnio zmieniony pn lis 19, 2012 8:59 pm przez Suldarr'essalar, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Arvelus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 815
Rejestracja: sob maja 12, 2012 7:50 pm

[M&M 3ed] Thunderbolts

pn lis 19, 2012 8:44 pm

“Oto widzę matkę moją.
Oto widzę ojca mego, siostry i braci.
Oto widzę długi szereg tych którzy byli przedemną.
Słyszę ich zew.
Zew wołąjący bym zajął wśród nichnależne mi miejsce!
w Valhalli, gdzie bohaterowie żyją wiecznie.”


Dhariusie... Dhariusie Locksenie ... Dhariusie Locksenie. Otwórz oczy.
Jeden głos, dwa, pięć, setki... ba... tysiące głosów wzywało go do siebie. Otworzył oczy (już zapomniał jak to jest mieć powieki). Ciemność. Rozświetlona jedynie świecami trzymanymi przez długi korowód mężczyzn i kobiet odzianych w najróżniejsze lekkie pancerze od skórzni do koszul kolczych, z okrągłymi drewnianymi tarczami w lewicach, krótkimi mieczami, lub toporami przy pasach i świecach w prawicach.

Dharius Locksen stanął na nogach dumnie, nagle pamiętając jak się ich używa. Poszedł wzdłuż szeregu, a musiał przejść długi dystans. Musiał dojść do miejsca - czasu... oba słowa zlały się w jedno... jak by myślał w obcym (a jednocześnie jakże bliskim) języku gdzie wymawiało się je tak samo. Musiał odnaleźć miejsce/czas wyznaczone mu przez przeznaczenie, które oszukał tak dawno temu. Szedł dalej odprowadzony spojrzeniami ludzi którzy narodzili się na długo po tym jak on miał już tu stać. Szedł dalej. Każdy krok mierzony był w latach, a nie metrach. Przeszedł wiek. Z tłumu wynurzyła się dłoń i wręczyła mu tarczę. Wziął ją bez zastanowienia i przyodział. Kolejne trzy.Topór. Wziął go i zakręcił nim. Mjoorg Hallrok. Przez pamięć przeleciały mu twarze ludzi którym rozłupał nim czerepy tak dawno temu. Sześć wieków dalej dotarł do twarzy które rozpoznał. Jego własny syn nałożył mu hełm na głowę. Nie dostrzegł w jego spojrzeniu nienawiści, które było by tak na miejscu. Dharius przypomniał sobie moment gdy, lękając się śmierci, sięgnął po czarną magię by przedłużyć życie, nie patrząc na to, że skazuje tym swoją rodzinę na wygnanie. Widać Gunnar Dhariusson miał dość czasu by się jej wyzbyć. Jeszcze dwie osoby. Jon i Olaf. Dwa jego bracia i już był tuż tuż. Staną pomiędzy Ylvą, kobietą z którą dzielił poprzednie życie, a Lock’iem Arvidsonem, swoim ojcem.
Poprawił skórznię by było wygodnie przez resztę wieczności. Przyjął od ojca świecę i staną na baczność, by dumnie się prezentować w tym korowodzie.
Jeszcze tylko ostatni raz zaszczycił swoim spojrzeniem świat żywych, by zobaczyć Osborna uciekającego prywatnym helikopterem.
Jego uwagę przyciągnęła scena dziejąca się w gabinecie jedynego człowieka któremu kiedykolwiek przyszło do głowy, że włada Dhahalokiem

Po chwili bóg przybrał postać Osborna, ale te sprawy już nie interesowały Dhariusa.
A ostatnie spojrzenie poświęcił swojemu własnemu, pociesznemu szczeniaczkowi, któremu ofiarował moc dzięki której stał się hartem. Dostrzegł Penny w jakiejś jaskini, a gdy dotarło do niego kontekst tego wszystkiego zaśmiał się
- Hah... coś takiego...
A na ustach wykwitł mu uśmiech, przynoszący na myśl ojca który właśnie przekonał się, że nie doceniał swego dziecka.
Ostatnio zmieniony pn lis 19, 2012 9:00 pm przez Arvelus, łącznie zmieniany 3 razy.
Powód:

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości