Zrodzony z fantastyki

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 31
 
Awatar użytkownika
Nefarius
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 3956
Rejestracja: śr mar 08, 2006 6:39 pm

[D&D FR 3.0ed] Więzy krwi

wt sie 22, 2006 11:30 pm

Wstęp


Późny okres roku 1372, mroźne śniegi zasypują większość Północy. Życie toczyło się tutaj jak zawsze. Ludzie żyli z handlu oraz przeróżnych wypraw. Pewnego dnia bohater z Neverwinter zabił Oboulda Wiele Strzał. Cywilizowani mieszkańcy północy odetchnęli z ulgą na tę wieść. Wszyscy byli przekonani że to właśnie nastąpił koniec ataków oraz najazdów orków. Wszyscy byli przekonani, że to właśnie zdarzenie wprowadzi ogromny chaos wśród zielonoskórych. Minęły jednak dwa miesiące a orkowie znów zaczęli najeżdżać, pomniejsze wioski Północy. Każdy zastanawiał się, kto teraz dowodzi armią zielonoskórych. Mało tego ataki były dużo bardziej zorganizowane niż za życia Oboulda. Orkowie posuwali się coraz to dalej, ich ataki były „boleśniejsze” dla ludów Srebrnych Marchii. Główne miasta Północy połączone sojuszem zebrały się w Silvermoon. Tam zadecydowano o rozpoczęciu wojny z orkami. Armia liczyła kilkanaście tysięcy żołnierzy. Otwarte bitwy jednak wiele nie przynosiły. Orków jakby ciągle przybywało. Dlatego też wielka rada Srebrnych Marchii zebrała grupę najlepszych strategów jakich tylko dało się sprowadzić. Po kilkudniowych obradach zarządzili oni o wprowadzeniu w życie pewnego planu. Armie Północy miały tworzyć kilku osobowe grupki żołnierzy, którzy będą mogli przedrzeć się przez linie obrony orków i niszczyć ich od środka. Z początku obawiano się że słono opłacane grupy nie wypalą lecz ich sprawna walka i sumienne wykonywanie rozkazów połączone z odwagą i patriotycznym powołaniem zaowocowało dość dobrym rozwinięciem akcji. Takie grupki liczące około dziesięciu osób miały za zadanie przede wszystkim dostać się na teren gdzie stacjonują wrogie armie. Następnie drużyny musiały robić wszystko by zniszczyć armie od środka. Projekt był bardzo kosztowny, lecz opłacalny. Widząc poświęcenie chętnych, w mieszkańcach Północy odzywały się patriotyczne uczucia, podsycane dodatkowo poematami bardów. O dzielnych bohaterach powstawały pieśni i legendy. Na Północ przybywało coraz więcej chętnych do walki i zdobycia sławy. Mimo takich obaw, w Silvermoon nie dochodziło do żadnego kryzysu. Handel toczył się nadal, lecz już nie między miastami Srebrnych Marchii. Miasto oferowało za każdą orczą głowę sztukę złota więc i zwykli ludzie, którym na niczym nie zależało ruszyli do walki. Pierwsze grupki maruderów powróciły do Silvermoon by meldować o siłach orków. Jedynie nieliczni byli informowani na ten temat. Wśród tych drużyn panowała zasada „Chcesz zarobić? To rób, co Ci każą i o nic nie pytaj”. I skutkowało to. Żądza pieniądza przysłaniała oczy bohaterów. Zaczęto tworzyć nowe grupki…

Quarion, Dobroć twego serca nie mogła przeboleć wojny. Nie chciałeś niczyjej śmierci nie chciałeś rozlewu krwi. Bolało Cię bardzo, że wojna zabiera wiele zwierzyny, wiele hektarów lasów zostaje ściętych, wiele spalonych. Nie mogłeś nic poradzić na tę sprawę, jedyną rzeczą, jaka Ci została to tylko przyłączyć się do jednej ze stron i odegrać minimalny wpływ na szybsze zakończenie się wojny. Zawędrowałeś do Silvermoon, gdzie dowiedziałeś się o zbiorach wojska. Pierwsze kilka starć armii z wojskiem orków nie przyniosły żadnych zmian. Linia frontu nie posunęła się w żadną stronę. Tuż przed bitwą poznałeś innego strzelca, z którym się dogadywałeś. Sylvan, elf, który potrafił nie tylko strzelać z łuku, ale również i operował magią wtajemniczeń. Podczas pierwszej wielkiej bitwy o zachodzie słońca na wzgórzu kilka mil na północ od Silvermoon spełniałeś rolę strzelca. Twoje strzały były celne i śmiercionośne. Mimo że bitwa zakończyła się jako tako remisem wśród waszej armii wielu awansowało z zwykłego szeregowego. Również i Ty zostałeś dostrzeżony wśród wyższych rangą. Zaproponowano Ci dużo bardziej opłacalną i przede wszystkim bardziej odpowiedzialną służbę. Plutonowy wytłumaczył Ci, o co chodzi. Bez zastanowienia zgodziłeś się, bo dlaczego by nie. Podróżując nie wielką grupką, gdzieś w terenie czułbyś się wiele lepiej. Tak, więc przyjąłeś awans i tylko czekałeś aż zostaniesz przydzielony do jednej z grup. Tuż po tym jak opuściłeś barak porucznika spotkałeś znajomego Sylvana, który pochwalił się, że również został awansowany i przydzielony do jednej z grup. Pierwsze rozkazy mieliście dostać dopiero następnego dnia, więc postanowiliście się rozluźnić ostatni dzień w karczmie…

**

Sylvan, Siedziałeś spokojnie w karczmie gdzieś w kupieckiej dzielnicy Neverwinter. Doszły Cię słuchy, że to nabrzeżne miasto ma zamiar wysłać pewną ilość wojska do Silvermoon. Nie miałeś nic lepszego do roboty, więc postanowiłeś udzielić pomocy biedaczkom z Północy. Zdawało Ci się, że możesz zdobyć nie tylko sławę, ale zyskać i wiele lepszy sprzęt za zarobione pieniądze. Zaciągnąłeś się do ochotniczej armii by tylko ruszyć na pomoc Srebrnych Marchii. Po pewnym czasie posiłki dotarły do Silvermoon. Zostaliście bardzo mile przywitani, choć zdarzali się i tacy, którzy twierdzili, że bez waszych posiłków poradziliby sobie świetnie. Nie to było jednak celem. Kilka dni po przybyciu do Miasta lady Alustriel potoczyła się pierwsza większa potyczka z wojskami zielonoskórych. W oddziale łuczników zestrzeliłeś wielu przeciwników. Tam również poznałeś Quariona, rasowego kuzyna, który również z łukiem radził sobie całkiem nieźle. Tuż po bitwie, wasz porucznik przydzielał awanse. W głębi ducha byłeś pewny, że dostaniesz ten awans. Nie myliłeś się. Jednak oczekiwałeś innego awansu. Myślałeś, że dostaniesz większy stopień i sam będziesz mógł dowodzić pewną ilością żołnierzy. Plutonowy zaproponował Ci przynależność do grupy do szturmowej grupy specjalnej. Zgodziłeś się po krótkim namyśle, jeszcze bardziej się cieszyłeś się, że i twój nowy znajomy Quarion również awansował. Ostatniego wieczora wolności postanowiliście pójść razem do karczmy by pomęczyć wątroby…

**

Evendur, Kiedy tylko przybyłeś do Silvermoon skierowałeś się w pierwszej kolejności do dowództwa wojsk sprzymierzonych. Tam rozmawiałeś z samym porucznikiem. Twoja chęć współpracy bardzo go cieszyła. Niebiańska krew, jaka w tobie krążyła przyciągała do Ciebie ludzi, porucznik zdecydował, że sam możesz poprowadzić mały oddział. Jako że miałeś w tym doświadczenie z zakonu zgodziłeś się. Kapral, był twoim nowym tytułem. Sam dostałeś trzydziestu konnych by nimi dowodzić podczas pierwszej walki. Nie wiadomo czy to opatrzność Wielkiej Trójcy czy też zwykłe szczęście nad tobą wisiało. Dowodziłeś oddziałem niczym doświadczony generał. Strategia, jaką obrałeś pozwoliła zachować przy życiu aż dwudziestu pięciu konnych z twojego oddziału. To bardzo ucieszyło porucznika. Awansował Cię na plutonowego oraz zaproponował Ci poprowadzenie jednego niewielkiego oddziału szturmowego, którego celem był wyniszczenie armii orków od środka. Z początku nie chciałeś się zgodzić, gdyż zaprzeczało to twemu kodeksowi. Jednak po głębszym, i dłuższym zastanowieniu to nie był atak na przeciwnika w plecy a jedynie od środka. Również był to cel wyższy, mający na celu uratowanie wielu niewinnych istnień. Ostatecznie zgodziłeś się. Pozwolono Ci również nadać nazwę swej grupie. Następnego dnia miałeś poznać siódemkę śmiałków, którzy mieli być pod twoim dowództwem. Również i rozkaz miałeś dostać następnego dnia. Teraz nic nie stało na przeszkodzie byś mógł spokojnie wypić kufel piwa w przy dobrej muzyce. Pokierowałeś się do karczmy „Złocisty kwiat”, tam przy osobnym stoliku zasiadłeś i oddalony umysłem rozmyślałeś o przyszłości przy muzyce półlfiego barda…

**

Randal, W Silvermoon (bo tam się aktualnie znajdowałeś) życie toczyło się trochę inaczej niż zawsze. Przygotowania do wielkiej wojny lekko Cię nudziły. Pewnego dnia wybrałeś się na polowanie olbrzymich szczurów do kanałów. Tam napotkałeś ślad zamieszkania jakiegoś inteligentnego humanoida. Przez zupełny przypadek otwarłeś jeden z magicznych portali, który przeniósł Cię do jednego z kurhanów. Był to grobowiec pewnego Uthgarczyka, jako że nie znałeś drogi powrotu wyruszyłeś na ślepo przed siebie. Po drodze spotkałeś grupę wędrowców, którzy wyjaśnili drogę do najbliższego miasta Mithrilowej Hali. Po dotarciu na miejsce zabawiłeś tam kilka dni, jednak głośne krzyki wszędobylskich krasnoludów dobijały Cię. Postanowiłeś wrócić się do Silvermoon z oddziałem toporników, mającym za zadanie zasilić liczbę wojska Srebrnych Marchii. Podróż była o tyle męcząca, co nie bolały Cię nogi z marszu a raczej uszy z głośnego śpiewu podczas samej wędrówki. Aż się dziwiłeś, że tyle w nich entuzjazmu i chęci do walki. Zapał wychodził im uszami, skutecznie blokując ich fałszowany śpiew. W końcu dotarliście na miejsce. Czułeś w sobie wstyd, że jakiś czas temu to właśnie tutaj się włóczyłeś a tylko przez zupełny przypadek znalazłeś się gdzie indziej. Mniejsza o to, pierwsza bitwa była tuż, tuż. Jako że zaprzyjaźniłeś się z kilkoma kraśkami postanowiłeś zasilić ich grupę i wesprzeć ich czarami. Podczas bitwy sam uratowałeś jednemu z nich życie, zabijając jednym ze swych czarów atakującego orkowego jeźdźca. Tuż po bitwie krasnolud, który zawdzięczał Ci życie zagadał Cię i pochwalił się, że należy do specjalnej grupy, mającej za zadanie wyeliminowanie orków od środka. Sam natomiast zaproponował Ci współpracę i już załatwił jedno miejsce wśród drużyny. Zgodziłeś się, jako że twym towarzyszem był Krasnolud (Orrcik Rudobrody Hammerstriker) nie mogło się obejść bez wielkiego upijania się w karczmie, razem z innymi wybranymi, którzy byli wolni tego wieczoru….

**

Talven, Byłeś znudzony codziennym życiem, mimo że jako mnich przyzwyczaiłeś się do życia w zamknięciu. Wojna nie była Ci obojętna, lecz za mały żołd nie zachęcił Cię do walki i uczestnictwa. Pierwsza bitwa została ni wygrana ni przegrana, cieszyłeś się tylko z małych strat waszego wojska. Po tejże właśnie bitwie doszły Cię słuchy o specjalnych grupach, tworzonych przez Rade Srebrnych Marchii. Wybrałeś się do jednego z Starszych kaprali. Postanowił dać CI szansę i przyjął Cię w szeregi oddziału specjalnego. Dostałeś rozkaz pojawienia się następnego dnia przed jego barakiem, tam też miałeś poznać resztę grupy wraz z dowódcą. Nie chciałeś pieniędzy dla siebie a raczej dla rodziny, szczególnie teraz, gdy pieniądze były bardzo potrzebne. Był wieczór, wróciłeś do swego pokoju w karczmie, jednak ciągłe krzyki i śpiewy pijanych maruderów nie pozwalały Ci spać… Jeśli nie możesz pokonać wroga, przyłącz się do niego. Tak, więc ubrałeś się i postanowiłeś zejść…


**

Nathaniel, Na twej drodze do Cormantoru stało Silvermoon, miasto elfów, drzew, miasto które niestety było w czasie wojny. Teraz to właśnie był okres, kiedy żadna karawana nie ruszy na wschód, większość kupców nie rusza z miasta w obawie przed orkowym pomiotem. Tak więc jakiś czas spędziłeś w tym mieście, zaklimatyzowałeś się i poczułeś pewną więź z resztą elfów, żyjących tutaj. Nie było Ci obojętne czy to miasto może za jakiś czas zostać zniszczone. Postanowiłeś pomóc choćby w niewielki sposób. Zaciągnąłeś się do armii, by zdobyć trochę złota na czarodzieja, który mógłby Cię teleportować do Dolin. Nadeszła pierwsza bitwa. Spisałeś się na medal, zasilając sprzymierzone wojska swymi czarami. Tuż po potyczce plutonowy waszej armii zaprosił Cię do swego baraku. Tam też zaproponowano C pracę w specjalnej grupie, która miała za zadanie ruszyć w głąb Północy, by wyniszczyć orków od „serca”. Zgodziłeś się, płaca za jedną misję miała być, wielokrotnie większa niż żołd zwykłego żołnierza. Teraz śmiało mogłeś spróbować elfiego wina, jakie tutaj podają w karczmie….

**

Urgh, wędrowałeś przez deszcz i śnieg. Przez upał i mróz. Zawędrowałeś do Silvermoon. Za każdym razem, gdy tylko wychodziłeś na ulicę odczuwałeś wrażenie że mieszkańcy tego miasta dziwnie się na Ciebie patrzą. Nie obchodziło Cię to dopóki nie dosłyszałeś że wojska Sojuszu Srebrnych marchewek czy coś takiego szykuje się do bitki z orkami. Teraz już wiedziałeś, czemu ludziska się tak gapią. Pewnego dnia jeden moczymorda krzyczał coś na ulicy o twojej matce. Nie bardzo wiedziałeś jak go uciszyć, więc podszedłeś i zdzieliłeś pałą biedaka. Milicja zaraz zamknęła Cię w lochu. Sierżant straży jednak nie chciał Cię karać zbyt surowo. Był dobrym człowiekiem, tak przynajmniej gadały o nim stare baby na ulicy. Poprosił Cię o opuszczenie miasta wraz z grupką „poszukiwaczy przygód”, którzy ruszają w góry na północ. Cóż miałeś lepszego do roboty, i tak Cię w Silvermoon nikt nie chciał. Zostałeś wypuszczony z lochu, a sam sierżant ogłosił wśród wojska, że jeden półork (opisał twój wygląd) jest nietykalny. Tak też się stało. Nie słyszałeś na ulicy żadnych podtekstów, mimo że wzrok gapiów nie opuszczał Cię na krok. Spokojnie zadreptałeś sobie do karczmy. Miałeś kilka srebrników w kieszeni, więc było, za co się napić. Kiedy pojawiłeś się w drzwiach karczmy na chwilę nastała cisza. Chwila trwała krótko, sekundę później bywalcy już nie zwracali uwagi na ciebie i wrócili do przerwanych zajęć. Usiadłeś sobie samotnie przy jednym ze stolików…


**

Soze, Silvermoon stało się miejscem pełnym spięć i mieszanych uczuć. Mieszkańcy Klejnotu północy byli pełni mieszanych uczuć. Wszyscy wspierali swych dzielnych żołnierzy, walczących z zielonoskórymi, jednak ta sytuacja była widocznie i ewidentnie męcząca. Ludzie tutaj chcieliby to się już raz na zawsze skończyło. Prawdę mówiąc gówno Cię to obchodziło. Chciałeś tylko zarobić .Wędrując po ulicach miasta napotkałeś na starego znajomego, który poinformował Cię o akcji, planowanej przez siły wojskowe Silvermoon. Pieniądze były niezłe, a sam mogłeś się świetnie przydać podczas jakiejś nocnej misji, z celem zatrucia wodopoju zielonych „świń”. Udałeś się, więc do budynku straży miejskiej (aż dziw pomyśleć, że taka osoba jak Ty w ogóle kiedyś tutaj zawędruje dobrowolnie) tam udzielono Ci dokładnych informacji na temat dużego projektu. Zgodziłeś się, miałeś następnego ranka stawić się przed jednym z baraków jakiegoś porucznika. Popytasz, kiedy przyjdzie odpowiedni czas. Dłuższy czas szwędałeś się po uliczkach Silvermoon aż w końcu jakby na zrządzenie losu natrafiłeś na karczmę. Nic Ci nie szkodziło, więc pewnym krokiem wparowałeś do środka. Świetny klimat by kogoś załatwić. Jednak nie na dzisiaj taka robota. Usiadłeś przy stoliku i bez słowa dostałeś pod nos kufel piwa od jednego z krasnoludów, ten tylko się uśmiechnął…

**

W karczmie panowała świetna atmosfera. Wszyscy bawili się na całego. Każdy tutaj wiedział, że zebrani należą do tych nowo stworzonych oddziałów. Nie było tutaj cicho jednak cały gwar przebił jeden z krasnoludów. Wstał on od stolika, uniósł kufel w górę i głośno krzyknął
-Zdrowie!- Po czym wziął dość spory łyk trunku z kufla. Na Sali zrobiło się cicho a krasnolud kontynuował.
-Hahahaha! Jesteśmy zbiorowiskiem najbardziej wrednych skurczybyków na całej cholernej Północy, dlatego jutro idymy w góry skopać tyłki tych zielonych ryjów! Hahahaha! Pamiętajcie ludziska i nie ludziska! Jak przyjdzie po was śmierć to mówcie jej, żeby was cmoknęła w dupe! Hahahaha! Zdrowie!- I w tym właśnie momencie wszyscy siedzący w karczmie wstali i równo zamoczyli usta w kuflach. A atmosfera robiła się coraz lepsza…
Ostatnio zmieniony wt sty 30, 2007 4:52 pm przez Nefarius, łącznie zmieniany 18 razy.
 
Awatar użytkownika
Var Kezeel
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 140
Rejestracja: pt lis 26, 2004 11:07 pm

śr sie 23, 2006 12:14 am

Soze

Niewysoki, szczupły mężczyzna siedział przy jednym ze wspólnych stołów,z buciorami nonszalancko wywalonymi na stół. Aktualnie ubrany był w prosty strój podróżnego, ze skórzanymi bryczesami, białą bawełnianą koszulą i płaszczem z kapturem. Ubranie zdawało się gdzieniegdzie trochę za grube, i rzeczywiście – w niektórych miejscach dało się dojrzeć doskonałej jakości zbroję skórzaną, schowaną pod bardziej codziennym strojem. Przez pierś przewieszoną miał bandolierę, w której co chwila coś pobrzękiwało. Przy pasie także miał sakwę na eliksiry, jaką zazwyczaj noszą magowie czy kapłani. Choć plecak leżący przy krześle z przytroczoną do niego sakwą i zwijanym posłaniem wydawał się pozostawiony samemu sobie, to w rzeczywistości człowiek zwracał na niego baczną uwagę, co i rusz zerkając na niego.

Jego szczupła twarz była dość młoda, acz naznaczona przez trudy życia nielicznymi zmarszczkami. Miał wąski, spiczasty nos, dobrze zaznaczone linie szczęki i przystrzyżone wąsiki oraz kozią bródkę. Ciemnobrązowe włosy były dość krótko przystrzyżone, zgoła rozczochrane. Jego głęboko osadzone zielone oczy bystro rozglądały się po karczmie, przeskakując od jednego klienta do drugiego. Na wąskich wargach błąkał się kpiący uśmieszek.

Kufel przed nim był już do połowy pusty. Więcej złocistego płynu w siebie wlewać nie zamierzał, przytłumione zmysły nie były w jego... zawodzie mile widziane. Tak więc siedział i patrzył się na tak zwanych „bohaterów”, wlewających w siebie litry alkoholu, śpiewających wesoło i zataczających się po całej karczmie. Na ich widok jego wargi ułożyły się w paskudny uśmiech.

~ Bohaterowie, dobre sobie. Banda moczymord i niewyżytych pacanów, którzy myślą, że jak złapią w trójkę jednego orka i potną go na kawałki to są już patrioci i herosi. Żałosne.
Ale te śmierdziele nie zasłużyły sobie też na inne traktowanie. Myślą, że są potężną rasą, bo puszczą z dymem parę wiosek, no doprawdy, wspaniałe osiągnięcie.
I tak to się kręci, jedni popaprańcy wyżynają drugich. Dobrze że przy tej okazji sypią złotem na lewo i prawo, przynajmniej jest z tego wszystkiego jakiś pożytek...~


Mężczyzna wyjął z jednej z kieszonek bandoliery sztylet i zaczął się nim bawić, podrzucając go i łapiąc za ostrze. Nudny wieczór się zapowiadał.
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

śr sie 23, 2006 8:44 am

Randal Dundragon

Szczupły mężczyzna który siedział przy jednym ze stołów w kącie sali, był zajęty zażartą rozmową z kilkoma innymi osobami które trafiły do grup specjalnych.
Ubrany jest w skórzane bryczesy i szarą koszule. Przy pasie wisą najrozmaitze przedmioty ale da się rozpoznać pas na eliksiry, jakiś skórzany futerał oraz pare mniejszych lub większych sakiewek. Plecak leży bezpiecznie w kącie za nim, a koło niego o ściane oparty jest spory kij z jakiegoś metalu. Na krześle wysi też szary płaszcz z kapturem oraz spory kapelusz z szerokim rondem.

Jego twarz nie wyglądająca jeszcze nawet na trzydziestke była pusta jeśliby szukac śladów pracy, ale po prawej stronie twarzy w pobliżu ucha było coś co wyglądało jak blizna po solidnym oparzeniu. Oprócz tego posiadał krótko ostrzyrzone wąsy i brode które łoczyły się z włosami o barwie ciemnego blondu. Włosy choć krótko ścięte wydawały być się koszmarem szanującego się fryzjera.

Na stole przednim stał kufel lecz wypełniony wodą a nie piwem, choć to zdawało się nie przeszkadzać mu w uczestniczeniu w ogólnej zabawie.

~ Biedacy, jutro zamist bohaterów będzie tu banda osób nie mogących się podnieść i narzekająca na każdego chodzącego pietro wyżej. Że też uznają alkohol za jedyną odpowiedź na wszystko na tym świecie i dleczegoż uwżają upijanie się przeddzień ewntualnego wymarszu za rozsądny? Mam nadzieje że trafie do grupy z bardziej odpowiedzialnymi towarzyszyszami. ~

Po czym zaczoł rozglądać się po sali za osobami które wyglądały na trzeźwe, choć wiedział że znalezienie takowych będzie trudne.
 
Awatar użytkownika
Tomeg
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 232
Rejestracja: ndz lip 23, 2006 12:32 pm

śr sie 23, 2006 9:54 am

Quarion Galanodel

Szczupły, niewysoki mężczyzna stał przy kontuarze rozmawiając z barmanem.
Ubrany był w czarną szatę z kapturem, szczelnie owiniętą wokół ciała. Nic nie było z pod niej widać, oprócz zarysu miecza i łuku.

Przestał rozmawiać z barmanem, który wrócił do swoich zajęć, i rozejrzał się po sali.

Miał ciemne zielone oczy. Jasną cera mocno kontrastowała z krótko przystrzyżonymi ciemnymi włosami. Po spiczastych uszach można było poznać, że to elf.
Poprawił zarzucony na plecach plecak, zamówił kufel piwa i usiadł w rogu sali.
Powoli sączył napój, nadal rozglądając się po sali.

~Mmm. Świetnie się bawią wlewając w siebie litry taniego piwa. Złość mnie bierze, jak patrzę na naszych wojowników. Jeśli będą tacy "wojownicy" w naszej grupie, rezygnuję.~
 
Awatar użytkownika
Theodred
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 18
Rejestracja: śr sie 16, 2006 7:54 am

śr sie 23, 2006 10:18 am

Sylvan

Ten dosyć wysoki elf siedział na uboczu karczmy z swoim nowo poznanym kolegą popijając kufel piwa. Ubrany był w przeszywanice i szatę z kapturem, która chroniła go od zimna i deszczu. Na rękach można było zobaczyć żelazne karwasze, lecz niebyły to zwykłe karwasze. Na nogach miał piękno zdobione lecz wydające się być solidnie zrobione buty, które sięgały aż do łydek. Przy pasie wisiał miecz, rękojeść miecza była bogato zdobiona. Przy stole stał plecak i oparty na nim łuk solidnie zrobiony ze zdobieniami. Jego posiadacz bacznie zerkał na niego, by ktoś przypadkiem nie zabrał jego cennego przedmioty.

Jego twarz była jeszcze młoda jak na elfa. Jego blond włosy były bardzo zadbane i świeciły jak złoto. Jogo niebieskie oczy spoglądały raz to na swojego towarzysza, raz na o co dzieje się w karczmie i co chwila ułamkiem sekund spoglądające w kierunku plecaka.

~ Wielcy mi to bohaterzy. Pijacy i nic więcej ubiją jednego orka i już się chwalą że cały regiment pobili, żałosni partacze. Nie będzie z nich żadnego pożytku, tylko zapasy żywności zżerają. ~

Dopijając piwo dalej siedział prze stoliku zajęty przysłuchiwaniem się rozmów z karczmy.
 
Awatar użytkownika
Dinin
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 153
Rejestracja: ndz sty 09, 2005 8:29 pm

śr sie 23, 2006 10:56 am

Evendur

Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna siedział przy odosobnionym stoliku przysłuchując się uważnie występowi barda. Był spięty, ale próbował się jak najbardziej rozluźnić. Siedział w pełnym rynsztunku - spod cimnoniebieskiego płascza ozdobionego insygniami Zakonu, któremu służy, miejscami prześwitywała niezwykle błyszcząca koszulka kolcza. Miecz trzymał na kolanach, o ławę na której siedział oparta była tarcza z symbolem boskiego Tyra.

Mężczyzna miał długie srebrne włosy, związane w kucyk. Jego twarz - choć młoda - poznaczona była zmartwieniami i trudami walk w imię dobra. Uwagę zwracały jego złote oczy - niezbite świadectwo niebiańskiego pochodzenia.

Na ławie przed nim stał puchar napełniony nie piwem, jak większość, ale czerwonym winem. Podano mu to na specjalne życzenie. Myśli jego zajmowała perspektywa wielkiej odpowiedzialności, toteż nie wszystko, co śpiewał bard w pełni do niego dotarło. Popijając wino, uważnie lustrował co dzieję się w karczmie

~ Mam nadzieję, że moi towarzysze broni będą szczerze oddani wyższej idei, ale tak naprawdę mała jest na to szansa. W dzisiejszych czasach zabijanie dla zysku i hulanki do nieprzytomności w karczmach stanowią dla wielu podstawę życia.~

~ Za grosz godności i honoru~ - dodał, obserwując "występ" grupy krasnoludów.

Po czym rozglądając się po karczmie, napotkał spojrzenie nieznajomego. Jego szczególną uwagę zwróciła blizna po oparzenu, w pobliżu prawego ucha...
 
Awatar użytkownika
Tomeg
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 232
Rejestracja: ndz lip 23, 2006 12:32 pm

śr sie 23, 2006 11:47 am

Quarion Galanodel

Rozglądając się po karczmie, spostrzegł swojego towarzysza. Wstał, spojrzał na niego i ruszył w stronę Sylvana.

-Witaj! Znamy się już jakiś czas, ale ja mało o tobie wiem. Powiedz mi coś o sobie. Aha, wiesz może coś więcej o misji, którą nam zlecono?
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

śr sie 23, 2006 12:21 pm

Nathaniel

Elfi mag siedział na uboczu, uważając aby żaden nadgorliwy pijak się na niego nie zwalił. Ach, jak tęsknił za Evermeet! Na jego specjalne życzenie postawiono przed nim puchar z dzbanem wina przywiezionym ponoć prosto z jego ojczystego kraju. Bo wypiciu odrobiny, stwierdził, że to łgarstwo, jednak wino do paskudnych nie należało, aczkolwiek ze wspaniałymi trunkami wyspy elfów nie mogło się równać. Nie pił zbyt wiele, tylko tyle ile potrzebował, upijanie się nie leżało w jego zwyczaju.

Niektórzy przechodzący spoglądali na niego z ciekawością. Przyzwyczaił się do tego. Był w końcu słonecznym elfem, a takich niewiele się spotykało na tej dzikiej Północy. Miał zielone oczy, wysokie kości policzkowe, łagodne rysy twarzy. Można było rzec, iż jest przystojny. Szczupły, średniego jak na elfa wzrostu. Jednak tym co zdradzało jego rodowód nie był spiczaste uszy, z powodu tych nawet półelfów czasami mylono z elfami, a jego włosy. Złociste, długie do ramion, lśniły w świetle lamp tawernianych. Dzięki metalowej obręczy, nie opadały mu na twarz, lecz na plecy. Miał bawełnianą koszulę skrytą pod zieloną szatą. Pod nią również założył ochronne karwasze, prezent od plutonowego, za udział w bitwie. Na jego palcu wskazującym prawej ręki błyszczał pierścień, srebrny ze złotym wzorkiem, który nabył jeszcze w Evermeet. Kostur, którym się zazwyczaj podpierał podczas długich podróży, stał teraz oparty o ścianę. Nikt nie wiedział, że pod płaszczem ma założone za przerzucony przez ramię zasobnik ze zwojami dwie różdżki. Lepiej żeby tak pozostało, wszak nie zamierzał ich używać, ale nawet w Silverymonn zdarzają się złodzieje. Szatę swą, zawiązaną miał rzemieniem i pasem na eliksiry, w którym było parę niewiele wartych fiolek. Spod rąbka szaty wystawały jego wygodne buty. Nie był dzieckiem, wciąż wyglądał na młodego, acz bardzo dojrzałego osobnika.

Cały czas pamiętał o swojej misji. Musiał znaleźć kogoś kto pomorze mu się dostać do Dolin. Nie pogardził by też osobami, które by mu w Cormanthorze pomogły. Kto wie może pozna tu kogoś odpowiedniego? Na razie jednak zobowiązał się pomóc mieszkańcom Silverymoon i zamierzał tej obietnicy dotrzymać. Ciekawe jak jego przyjaciele sobie radzą.

Rozejrzał się po karczmie. Niechętni patrzył na krasnoludy i całą tę pijacką bandę. Miał nadzieję, że są równie sprawni w boju co w piciu. Nie traktował się jak wyższego, co niektóre elfy, szczególnie złote robiły, wiedział że to może przeszkodzić w jego misji. Potrzebował wsparcia Faeruńczyków. Zauważył dwóch księżycowych elfów, jednak nie wyglądali na zbyt rozmownych. - Pozory mylą - pomyślał. Może się z nimi dogada. Jednak nie teraz. Wzrok jego przykuł rycerz w służbie Tyra. Podczas swego pobytu w Krainach poznał nieco to bóstwo. Darzył je szacunkiem, chociaż zbytnie zdyscyplinowanie jakim wykazywali się jego wyznawcy mu nie pasowało. Jednak było to dobre bóstwo i za to je cenił. Zabrał swój pucha, zarzucił torbę z ekwipunkiem na ramię, po czym podszedł do rycerza Sprawiedliwego Boga i zapytał - Mógłbym się przysiąść? Zawsze raźniej jest siedzieć samemu, a towarzystwo tych pijaków nie za bardzo mi odpowiada, Może znajdziemy wspólny temat do rozmowy? - w jego głosie słychać było doświadczonego młodzieńczego ducha. uśmiechnął się. Zapewne wywarł swoim wyglądem no obcym wrażenie, widział to w jego oczach miał tylko nadzieję że było to wrażenie pozytywne...
 
Awatar użytkownika
Theodred
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 18
Rejestracja: śr sie 16, 2006 7:54 am

śr sie 23, 2006 12:38 pm

Sylvan

~ Moja przeszłość nie jest mi znana, pamiętam tylko starca, który się nade mną ulitował i przygarnął mnie do swojego skromnego mieszkania. To on nauczył mnie jak zręcznie posługiwać się łukiem i mieczem. Gdy już dojrzałem zapragnąłem wyruszyć w nieznane, zobaczyć to, czego nie widziało żadne inne stworzenie przede mną, niestety nigdy jeszcze mi się to nie udało może kiedyś. Uczestniczyłem w wielu wyprawach, z których wyniosłem wiele doświadczenia. Chyba już za dużo o sobie mowie, kolej na ciebie mój towarzyszu.~

To powiedziawszy usadowił się wygodnie w fotelu czekając na odpowiedź swojego nowego towarzysza.
Ostatnio zmieniony śr sie 23, 2006 1:12 pm przez Theodred, łącznie zmieniany 2 razy.
 
Awatar użytkownika
Dinin
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 153
Rejestracja: ndz sty 09, 2005 8:29 pm

śr sie 23, 2006 1:01 pm

Evendur

Rycerz zwrócił uwagę na zbliżającego się słonecznego elfa.

-Siadaj, przyjacielu. Witam cię w imieniu Tyra Sprawiedliwego. Mi też towarzystwo tych pijaków nie przypadło do gustu. Choć nie znamy się wcale, wychylmy razem puchar za powodzenie naszych prywatnych misji i spraw. Wszak to one sprawiają, iż odnajdujemy cel naszego istnienia...

Następnie dodał, uśmiechając się do zielonookiego elfa - Widzę, że też pijesz wino... Jeśli nie byłoby to afektem, zapytam czegóż szuka przedstawiciel pięknego ludu z odległego Evermeet na tej niegościnnej ziemi?
 
Awatar użytkownika
Tomeg
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 232
Rejestracja: ndz lip 23, 2006 12:32 pm

śr sie 23, 2006 1:05 pm

Quarion Galanodel

Siada koło Sylvana.

-Nie odpowiedziałeś na moje drugie pytanie. Myślę, że wystarczy Ci wiedzieć, że poszukuje przygód, aby potem opowiadać je moim wnukom. Chciałbym już ruszać w drogę ,a ty?- ton jego głosu wyrażał lekkie zainteresowanie.

Oczekując na odpowiedź, pociąga łyk piwa z kufla.

~Nie jest takie złe.
 
Awatar użytkownika
Theodred
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 18
Rejestracja: śr sie 16, 2006 7:54 am

śr sie 23, 2006 1:17 pm

Sylvan

~O misji wiem tyle co ty, czyli nic. Chyba będzie to misja związana z orkami. Też tak jak ty chciałbym ruszyć już w drogę, nudzą mnie już te śpiewki krasnoludów.~

Sylvan zaczął rozglądać się po karczmie w poszukiwaniu osób, które jego zdaniem mogą być godnymi partnerami.
 
Awatar użytkownika
Var Kezeel
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 140
Rejestracja: pt lis 26, 2004 11:07 pm

śr sie 23, 2006 1:42 pm

Soze

Mężczyzna rozglądał się po karczmie z coraz większym zdumieniem malującym się na twarzy.

~ W rzeczy samej Silvermoon jest miastem niezwykłym! Chyba tylko na Evermeet można spotkać więcej elfów w jednej karczmie! No i jeszcze ten aasimar! Cyrk dziwadeł.~

Nudziło mu się. Schował sztylet i wstał, rozglądając się znowu po karczmie. Plecak w niewytłumaczalny sposób gdzieś zniknął, ukryty przez człowieka.
Zaczął powoli podchodzić do aasimara, z którym zaczął rozmawiać, o zgrozo, słoneczny elf. Doprawdy, cóż on tu robił?

Trochę zbity z tropu acz wciąż pewny siebie podszedł do stolika.
-Witajcie panowie! Jak się układa życie? Dużo orków ubiliście ostatnimi czasy? Wesoło czas spędzacie w pięknym Silvermoon? Tak? To miło!

Nie czekając na odpowiedź walnął na jedno z krzeseł, rozpierając się na nim.

- Moje imię Thirzo, jestem poszukiwaczem przygód, wielkim amantem, szermierzem i takie tam! Czy i wy, szlachetni panowie jesteście zaangażowani w naszą misję, tę wspaniałą, pełną niebezpieczeństw i takich tam różnych, siekania zielonoskórych, babrania się w ich jusze i flakach?! Hah! Nie ma to jak dobra, słuszna przygoda, nie?

Na jego twarz wpełzł jeden z jego paskudnych uśmieszków, w sumie sam nie wiedział czemu. Ale czekał odpowiedzi, w międzyczasie znowu zarzucając buciory na stół. Lubił zgrywać ordynusa.
 
Awatar użytkownika
Dinin
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 153
Rejestracja: ndz sty 09, 2005 8:29 pm

śr sie 23, 2006 1:54 pm

Evendur

Srebrnowłosy rycerz na chwilę tylko odwrócił wzrok od słonecznego elfa i popatrzył na przysiadającego się człowieka. Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, zlustrował nieznajomego uważnym spojrzeniem po czym, nie mówiąc ani słowa wrócił do rozmowy z elfem.

~Ten człowiek jest zbyt pewny siebie, i to go zgubi. W trudnych czasach potrzeba nam więcej pokory i wiary w bogów... Nie podoba mi się jego stosunek do zadawania śmierci - zobaczymy, co wyniknie z tej znajomości. ~
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

śr sie 23, 2006 2:25 pm

Nathaniel

Elf usiadł wygodnie na krześle. Spojrzał na aasimara i odpowiedział

- Tak piję wino, gdyż piwo nie jest za bardzo w moim guście. Czego szukam? Ach, opuściłe wspaniałe Evermeet z powodu pewnej misji jaką mi powierzono. Szukam obecnie pomocy. Wybacz jednak, że nie powiem Ci od razy wszystkich szczegółów, jako że to dla mnie ważna sprawa, a myśmy ledwo razem zasiedli. Gdy przyjdzie czas pogadamy, bo to długa historia. - Jego głos był melodyjny i spokojny.

W tym momencie podszedł do ich mężczyzna przedstawiający się jako Thirzo. Był śmiały, nawet bardzo i niezwykle pewny siebie. Nathaniel myślał o nim jak o zawadiace, lubiącym dobrą zabawę. Może uda się z nim nawiązać przyjazny konakt.

- Witaj przybyszu. Jam Nathaniel z mistycznej krainy Evermeet. Orków ubijałem z obowiązku, co nie znaczy że bez satysfakcji. Jak możesz się zorientować ma rasa nie przepada za zielonoskórymi. W Silverymoon jestem przejazdem, mam zamiar wyruszyć dalej na wschód, ku Dolinom, gdzie mnie ma misja wiedzie. Zobowiązałem się pomóc mieszkańcom tego miasta, dla zarobku i wsparcia ludzkiego i nieludzkiego. - To mówiąc wypił łyk wina. - Czy was również zaciągneli do tej misji z tępieniem orczej hordy, jak to się plutonowy wyraził "od środka"? Jeśli tak może przedyskutujemy na czym to ma mniej więcej polegać, gdyż informacji mam mało. - Z tymi słowami zwrócił się do obu siedzących przy stoliku. Cieszył się, że mówi już we Wspólnym płynnie, gdy przybył do Waterdeep, miał problemy z dogadaniem się. Miał nadzieję, że akcent Evermeet nie przeszkadza innym w rozmowie z nim.

Potrzebował sojuszników, im więcej tym lepiej, jednak nie miał zamiaru przez przypadek zabrać ze sobą zbójów, czekających tylko na dogodny moment aby wbić nóż w plecy. Czuł się w Krainach trochę obco, chociaż Silverymoon, był jak dotąd najbardziej przyjaznym miastem, więc nie narzekał.
 
Awatar użytkownika
Dinin
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 153
Rejestracja: ndz sty 09, 2005 8:29 pm

śr sie 23, 2006 2:48 pm

Evendur

Aasimar przysłuchiwał się tej wymianie zdań z zaciekawieniem. Podziwiał elfa za giętkośc jego języka i sposób, w jaki nawiązał kontakt z nieznzajomym. Żałował, że sam tak nie potrafi. Upił łyk wina z na wpół opróżnionego pucharu, zastanowił się chwilę nad słowami obu współrozmówców i zdecydowanym głosem powiedział:
- Widzę, Nathanielu, że łączy nas wsólny cel. Szczegółów znam niewiele - wiem, że kazano mi poprowadzić grupę uderzeniową, która miała rozprawić się z orkami "od środka". Z pomocą potężnego Tyra postanowiłem podjąć się tego zadania. Od mojego przełożonego otrzymałem informację, że jutro poznam 7 członków mojej grupy,
" Czujnych Towarzyszy" , gdyż tak nazwałem tę grupę. Jutro mam otrzymać dalsze rozkazy, związane z tą misją...


To powiedziawszy powiódł wzrokiem po twarzach rozmówców, oczekując reakcj. Uśmiechnął się do siebie i wrócił do degustowania wina. Czuł się coraz swobodniej i pewniej patrzył w przyszłość. Łaska Tyra pozwoliła mu osądzić sytuację i uspokoić emocje.

Rycerz wygodniej usadowił się na krześle. Czekał na efekt, jaki wywarły jego słowa na elfie i nieznajomym, który przedstawił się jako Thirzo.

- Teraz tylko wy nie znacie mogo imienia. Jestem Evendur Greycastle, z woli Tyra rycerz Zakonu Czujnych Obrońców.

Kiedy to mówił, jego twarz rozświetliła wielka godność i duma. Miał w sobie coś, co pozwalało mu wywierać duże wrażenie na słuchaczach. W ten sam sposób przemawiał do żołnierzy pod swoją komendą. Każdy z nich przynajmniej go za to szanował - był naprawdę dobrym mówcą.
 
Awatar użytkownika
Var Kezeel
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 140
Rejestracja: pt lis 26, 2004 11:07 pm

śr sie 23, 2006 3:15 pm

Soze

Człowiek, wciąż z uśmieszkiem przylepionym do twarzy, skinął głową gdy rycerz przedstawił się. Nie miał nic do paladynów, ale dziwnym trafem oni zawsze mieli coś do niego.
Następnie odwrócił się do elfa.

-Hejże, podobasz mi się, elfie! Dotąd myślałem, że znalezienie elfa umiejącego rozmawiać z ludźmi bez zbędnego wywyższania się jest trudniejsze niż znalezienie konferencji goblińskich uczonych! Co do samej misji, widocznie będziemy współpracować - na słowo to położył wyraźny akcent – I szczerze przyznam, że możnemy się wzajemnie uzupełniać! – zakończył entuzjastycznie. Po czym w myślach dodał:
~Albo w ostateczności złupię wasze ciała jeżeli to orki zdobędą przewagę~
Mężczyzna zamilkł na chwilę, po czym kontynuował.
Tak czy siak, wiedzcie, że mam dość znaczące umiejętności w zwiadowczym fachu, na pewno moja pomoc będzie bardzo cenna... -zakończył, widać ciesząc się z użycia adekwatnego słowa.
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

śr sie 23, 2006 3:30 pm

Randal Dundragon

Randal zaóważył że część trzeźwych osób zbiera się przy jednym ze stołów. Wstał więc, zebrał swoje rzeczy i ruszył w strone tegoż stołu. Gdy tylko podszedł do stołu, powiedział
- Witam. Mam nadzieje ze nie będzie wam przeszkadzać towarzystwo kolejnej osoby. Szukałem w tej karczmie kogoś z kim możnaby porozmawiać w miare normalny sposób i jak widać mój trud nie był nadaremny-
Po czym spojrzał asimara oraz ewentualnie siada jeśli mu pozwolą i się przedstawia, a jesli nie szuka sobie miejsca gdzieś w pobliżu.
 
Alek
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 342
Rejestracja: czw kwie 15, 2004 4:23 pm

śr sie 23, 2006 4:33 pm

Urgh

Duży półork o tępym wyrazie twarzy ubrany w skórę po nosorożcu trzymał wielką drewnianą pałkę wzmacnianą różnymi materiałami. Był bardzo wesoły i wśród okolicznych wieśniaków wzbudzał strach. Był niemal łysy, ale pozostałe resztki włosów miały kolor czarny. Był bardzo umięśniony i wydawało się, że mógłby podnieść każdego z was bez większych problemów. Usiadł przy waszym stole i zawołał niskim głosem:

-Urgh was wita! Ha ha ha! Lubicie piwo? Pewnie, że lubicie! - tu odwraca się do oberżysty i krzyczy - Piwo "Łoś" dla mnie i moich przyjaciół!

Półork poprawił na sobie odzienie i rzekł ciszej:
-Urgh uważa, że ciekawe z was typki! Wyglądacie na takich, co nie dali by się zastrachać jak młode zające! Chociaż Urgh nie lubi elfów, bo nie piją piwa, to uważa, że mogą dać radę niektórym słabym orkom. - wyżłopał do końca swoje piwo i z pianą na twarzy krzyknął donośnym głosem:
-Jeszcze "Łosia!" Beeek!
 
Awatar użytkownika
Var Kezeel
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 140
Rejestracja: pt lis 26, 2004 11:07 pm

śr sie 23, 2006 4:43 pm

Soze

Mężczyzna zmierzył wzrokiem najpierw nowoprzybyłego człowieka, a potem z dużym rozbawieniem spojrzał na rubasznego pół – orka.

– Jeśli chodzi o ciebie – mówiąc to zwrócił się w stronę mniej śmiałego – To ja nie widzę przeciwwskazań. A jeżeli chodzi o niego – mówiąc to spojrzał się na wesołego pół-orka – To nawet gdybym miał przeciwwskazania to on by zapewne je zignorował, zdaje się. Tak więc Argh, Urgh, czy jak ci tam matka na imię dała, przybyłeś w pobawić się w bratobójstwo i chciałbyś porozbijać kilka łbów, czy raczej przybyłeś podziwiać piękno Silvermoon, i kontemplować jego wspaniałość? – charakterystyczny uśmiech znowu wykwitł na twarzy mężczyzny.
 
Alek
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 342
Rejestracja: czw kwie 15, 2004 4:23 pm

śr sie 23, 2006 4:48 pm

Urgh

- Matka nie dała Urgh na imię Urgh. Urgh znać tylko ojciec. A o orków to Urgh się nie bać, oni dać sobie radę. A wy macie bić tylko orków z nieprzyjaznego Urghowi klanu. Barman, Łoś raz!
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

śr sie 23, 2006 5:16 pm

Randal Dundragon

Randal spojrzał z niesmakiem na nowoprzybyłego pól-orka i powiedział
- A więc masz na imie Urgh. Interesujące imie, a jeśli wolno wiedzieć co to za niby 'nieprzyjazny' klan?-
Otrzymawszy odpowiedź zwraca się do słonecznego elfa i asimara.
- Nie sądziłem że kiedykolwiek spotkam słonecznego elfa i asimara. Co osoby o tak szlachetnym pochodzeniu robią w Silvermoon?-
Ostatnio zmieniony śr sie 23, 2006 7:34 pm przez Pharaun, łącznie zmieniany 1 raz.
 
Awatar użytkownika
Dinin
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 153
Rejestracja: ndz sty 09, 2005 8:29 pm

śr sie 23, 2006 6:39 pm

Evendur

Evendur spojrzał najpierw na rubasznego półorka, a potem na nieznajomego który siedział przy stole. Z żalem spojrzał na na niedopite wino, przeczuwjąc dłuższą rozmowę. Człowiek, który przedstawił się jako Randal, zdawał się być dość inteligentny i konkretny.Zadawał przemyślane pytania, które zapewniały mu przynajmniej cząstkowe informacje. Aasimar popatrzył na niego, przyjrzał się dokładnie oparzeniu i powiedział:

- Jestem rycerzem zakonu Czujnych Obrońców, sługą Tyra i biorę udział w wojnie z orkami - zostałem mianowany dowódcą grupy specjalnej.

~ Zastanawiam się, czy Randall został przydzielony do mojej grupy i czy będę musiał znosić go przez cały czas~

- Co do ciebie Urgh... powstrzymaj swoje iście orcze maniery i rzeknij coś pożytecznego, jeśli wogóle potrafisz to uczynić.

~ Mam nadzieję, że ten nieokrzesany półrork szybko się oddali. Nie zniosę wydawanch przez niego dźwięków ani chwili dłużej~
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

śr sie 23, 2006 7:38 pm

Nathaniel

Spojrzał przyjaźnie na Thirza, lekko się uśmiechnął po czym rzekł:
- Tak, mi również miło, szczególnie że nie mam tu zbyt wielu znajomych. Skoro będziemy razem pracować nie powinniśmy być sobie wrogami. Mówisz że na zwiadach się nieźle sprawujesz? Od siebie dodam, że magia mi nieobca. - Mówił spokojnie, jednak nie powolnie. Nie chciał zrazić do siebie tego człowieka, nie widział ku temu powodu. Co prawda styl jego wypowiedzi nie za bardzo się Nathanielowi podobał, to samo tyczyło się jego niektórych zachowań. - Nie każdy się wychowywał na Evermeet - pomyślał i dał spokój jego zachowaniu. Przed swym przybyciem do Faerunu mówiono mu, że ludzi ocenia się nie po wyglądzie, lecz po czynach tychże.

Następnie zwrócił się do rycerza - Miło mi poznać twe imię Evendurze. Tak więc, czy nie przeszkadzałoby Ci, gdybyś po otrzymaniu rozkazu czekał na mnie w tej karczmie? Dużo nam czasu zostawisz? Chciałbym się trochę rozejrzeć po Silverymoon, na razie nie miałem ku temu zbyt wiele sposobności - mówiąc to spojrzał na niego pytająco.

Zwrócił się do kolejnego przybysza. Jak tak dalej pójdzie będzie siedział w towarzystwie małej armii - Nie mam nic przeciwko twojemu towarzystwu, jeśli tylko twe zamiary są dobre. Cóż mogę o sobie rzec? Co tu robię? podróżuję, a Silverymoon stało się przystankiem w mej podróży. Może rzekniesz coś o so... - w tym momencie nadszedł opryskliwy półork.

- Hej uważaj! Normalnie nie rozmawiam z takimi jak ty, ale jeśli bardzo tego pragniesz to zachowuj się proszę należycie, a może zrobię wyjątek. I na Corelona, nie rozlewaj tego piwa na wszystkie strony, parę kropel wpadło do mego pucharu! - Zezłościł się. Jak można się tak zachowywać?! Kompletny brak kultury i jeszcze ta gęba. Nie mógł pojąć co skłania ludzi do parzenia się z orkami...
 
Awatar użytkownika
Dinin
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 153
Rejestracja: ndz sty 09, 2005 8:29 pm

śr sie 23, 2006 8:16 pm

Evendur

Uśmiecham się do siebie, słysząc jak gwałtownie zareagował Nathaniel na pojawienie się orka. W myślach przyznaję mu pełną rację. Chwilowa przerwa w konwersacji pozwala mi skończyć wino. Ocieram usta końcem rękawa. Słysząc pytanie elfa, patrzę na niego przyjaźnie i odpowiadam:
- To wszystko zależy od mojego rozkazu. Jeśli każą mi wyruszyć natychmiast - wyruszymy natychmiast. Evendur nigdy nie kwestionował rozkazów, ani słów dowódcy Jeśli do chwili wymarszu będzie nam dane trochę czasu, zostaniemy tu dwa dni - to mówiąc spoglądam na Nathaniela. Użytkownik magii w drużynie może okazać się bardzo cenny. Na razie nie wiem za dużo o pozostałych, z wyjątkiem tego, że maniery Ugha pozostawiają dużo do życzenia.
~ Mam nadzieję, że jego nadpobudliwość nie sprowadzi na nas kłopotów. Mimo wszystko przeczuwam, że dłużej pozostanie on w naszym towarzystwie...~
 
Alek
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 342
Rejestracja: czw kwie 15, 2004 4:23 pm

śr sie 23, 2006 8:16 pm

- Urgh jest sprytny i bardzo mądry. Orki są przy Urghu tępe jak... ta ławka. A inny klan Urgh nie wie jak rozpoznać. Da się tylko po mordzie.... żłop, żłop. A ty co, Nath... hta... ktha... nielu, nie lubisz półorków? Masz jakieś wąty? To idź do ortodonty. - i z wesołą miną zabiera się do kolejnego kufla mocniej łapiąc swoją maczugę.
 
Awatar użytkownika
Pharaun
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 92
Rejestracja: pt lut 25, 2005 11:53 am

śr sie 23, 2006 8:53 pm

Randal Dundragon

Randal odwraca się do elfa i mówi
- Nie jestem kimś wyjątkowym. Zwykły czarodziej z Waterdeep w podróży za badaniami i który potrafi pokazać jak używać potężnej magi. W Silvermoon zaś przebywam już od pewnego czasu. To wszystko co moge powiedzieć o sobie nie wgłebiając się w szczegóły. Teraz zaś wybaczcie ale udam się na spoczynek.-
Po czym zbiera swoje rzeczy, idzie w strone baru gdzie wynajmuje pokój oraz opłaca stajnie za Billa a na koniec idzie do pokoju.

*
 
Awatar użytkownika
Dinin
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 153
Rejestracja: ndz sty 09, 2005 8:29 pm

śr sie 23, 2006 9:13 pm

Evendur

Odprowadziwszy wzrokiem Randala, który dopireo teraz powiedział, że tak ja Nathaniel para się magią, Evendur zwraca się do towarzyszy z uśmiechem :
-Może teraz dla uświetnienia naszego spotkania, zechcecie spożyć ze mną wieczerzę? - patrzę pytająco na Thirza, Nathaniela i niestety ciągle siedzącego przy naszym stole Urgha. Byłbym rad, jeśli chcielibyście mi towarzyszyć.
Wypowiadając ostatnie słowa, wkłdam dłoń do sakiewki i wyjmuję z niej 10 złotych monet, ładnie błyszczących w świetle tawiarnianej latarni.
- Misterne plany i wyprawy zostawmy do jutra, a teraz napijmy się i posłuchajmy minsterla...
To mówiąc wołam karczmarza do naszego stolika i zamawiam wino dla siebie i Nathaniela, piwo dla Thirza i Urgha. Widząc zdziwione miny towarzyszy mówię:
- To za pomyślność naszej wspópracy. Jeśli ktoś z was nie chce już dzisiaj pić, niech napije się symbolicznego łyka i powie mi o tym. O nic się nie obrażę - dodaję z uśmiechem.
Zamawiam jeszcze dla siebie lekką kolacje, pytając towarzyszy, czy mają ochotę na coś do jedzenia. Dobre pierwsze wrażenie jest bardzo ważne - zwłaszcz w przypadku grupy, która prawdopodobnie stawi czoła niebezpieczeństwom...
 
Awatar użytkownika
iron_master
Wyróżniony
Wyróżniony
Posty: 2815
Rejestracja: czw paź 20, 2005 7:56 pm

śr sie 23, 2006 9:25 pm

Nathaniel

Elf postanowił nie tracić nad sobą panowania. Mimo obraźliwego tonu półorka nie może wyjść na równie zajadłego co on. Postanowił być stanowczym, ale nie agresywnym.

- Nie mam nic do półorków, krasnoludów, czy jakichkolwiek innych ras jeśli tylko zachowują się przyzwoicie - wycedził. Mówił stanowczo, a jego głosie wszelka młodzieńczość, którą można było wcześniej zauważyć prysneła jak bańka mydlana. - Jeśli chcesz rozmawiać, to, nie wiem jak pozostali tu obecni, ale ja mogę porozmawiać, tylko na bogów zachowuj się na poziomie, a przynajmniej pij to swoje piwo, którego nie cierpię, nieco ciszej i bez wydawania zbędnych dźwięków. - To rzekłszy wypił mały łyk tego, ponoć sprowadzonego z Wyspy Elfów wina i spojrzał na półorka surowym wzrokiem. Mimo iż w przeciwieństwie do Nathaniela nie błyszczał intelektem ani ogładą, to głupcem byłby ten, który zaprzeczyłby jego sile, a elf nie chciał aby brudna pięść Urgha znalazła się na jego twarzy. Nathaniel postanowił nie prowokować półorka, agresja była tu niewskazana. Wszak głupi nie oznacza bezużyteczny.

Po wygłoszeniu tej przemowy zwrócił się do tego, kto zwał się kapitanem tej grupy, mianowicie do Evendura
- A więc przyjdź proszę do mnie jutro rano, lub jeśli będę w transie zostaw wiadomość ile mamy czasu na przygotowanie się. Będę bardzo wdzięczny. Muszę uzupełnić mój zbiór komponentów do czarów, gdyż od ostatniej bitwy nie miałem ku temu okazji. - Wypowiedź zakończył łagodnym uśmiechem.

Zanim jeszcze czarodziej z Waterdeep odszedł, Nathaniel rzekł - Zatem będziemy mieli o czym porozmawiać o brzasku. Dobrej nocy, nieznajomy. Następnie zwrócił się do pozostałych - Mamy jeszcze jakieś sprawy do omówienia? A może macię ochote na gawędę? Mi osobiście nie przeszkadza, jeślibyście chcieli parę zdań zamienić. - Wiedział, że nie musi spać tyle co pozostali. - Elfi trans to wspaniała rzecz - pomyślał. Może zdąży się jeszcze rozejrzeć po Silverymoon, ciekawe kiedy mieszkańcy i sprzedawcy tego miasta kładą się spać.

Tymczasem kątem oka obserwował dwóch elfów. Napotkał wzrok jednego z nich. Z tej odległości nie potrafił ocenić czego się można po nim spodziewać. Jedyne co wywnioskował, to to, że obaj biegli są we władaniu łukiem, podobnie jak jego przyjaciel Respel, tyle że ten potrafił również władać Sztuką, co prawda nie tak dobrze ja Nathaniel, ale celnym okiem nadrabiał tę wadę. Ciekawe kim są ci dwaj, na pijaków nie wyglądają...

Na słowa Evendura zareagował pozytywnie - Oczywiście, pozwolisz jednak, że wypije jedynie symboliczny łyk. Usłyszałem tu w Silverymoon powiedzenie, które bardzo mi się spodobało, mianowicie "Co za dużo to niezdrowo" - mówiąc to wzniósł puchar i rzekł - Za powodzenie naszej misji -
i Evermeet - dodał w myślach po czym wypił łyk. - Skoro przyjemność sprawi Ci Evendurze wykupienie mi kolacji, to nie odmówię. Tylko zaznaczam, że nie jadam mięsa, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. - Mówiąc to odłożył pucha na bok i czekał na posiłek. Miał zamiar przejść się nocą po mieście, ciekawe jak wygląda Silveryymoon nocą. Z tego co słyszał miasto było bezpieczne nawet po zmroku, jesli się tylko się w ciemne alejki nie wchodziło. Przez okno gospody widział, że miasto jest oświetlone, prawdopodobnie magicznie, strażnicy również są i pilnują porządku. Opowieści o Alustriel i tym jak jako dobrze władczyni rządzi miastem nie były bezpodstawne.
Ostatnio zmieniony śr sie 23, 2006 10:55 pm przez iron_master, łącznie zmieniany 1 raz.
 
Alek
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 342
Rejestracja: czw kwie 15, 2004 4:23 pm

śr sie 23, 2006 9:57 pm

Urgh

Głos półorka zrobił się mniej chrapliwy. Odłożył kufel piwa i bardzo spokojnie powiedział:
-Uważam, że moi ludzcy antenaci byliby dumni z tego, że w pełni korzystam z mych orczych korzeni. W końcu nie bez powodu nazywam się Ludwik Marceli. - tu przerwał, zrobił duży łyk "Łosia", a w jego głosie można było zauważyć wielką zmianę - Ale Urgh i tak będzie się zachowy...wa..wyć lepiej. Koniec końców to poważna wojna ze złe orki. Urgh lubi wino, ale musi popijać je piwem. - tu pociągnął spory łyk z cudzego kielicha, zabranego z innego stołu - Jak wy to mówić? Za hmm... elfy! A teraz Urgh iść strawić "Łosia" i wino.
Po tych słowach barbarzyńca udał się do karczmarza aby wytłumaczyć mu, że potrzebuje noclegu.

*
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 31

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości