Zrodzony z fantastyki

 
Eugenes
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 725
Rejestracja: śr lip 21, 2010 3:11 pm

Konwój [d&d 4.0]

ndz lut 27, 2011 6:56 pm

Konwój

Obrazek

Cały konwój podążał przez spaloną słońcem ziemie. Wszędzie wokoło rozciągała się monotonna i pusta równina porośnięta żółtą darnią gdzieniegdzie wzbogacona górującymi wątłymi krzewami o ostrych kształtach. Widać już od dawna że ta nijaka okolica nie widziała nawet kropli deszczu a żar lejący się z bezchmurnego lazurowego nieba nie zwiastował by to się szybko zmieniło. Jedynie szybujące kilkaset metrów nad wami ptactwo zdawało sobie nic nie robić z suszy towarzysząc wam w marszu.

Z tego co usłyszeliście od przedstawiciela gildii tego pyszałka Ducjusa ochraniacie bardzo cenną dostawę szat jedwabnych kupionych przez osobliwego szlachciurę którego warownia mieści się na niemal zupełnym odludziu kilka tygodni drogi od miasta wspaniałości, Weaterdeep.

Sam wóz był ciągnięty przez dwa konie pociągowe. Osłonięty był drewnianym dachem w kształcie podkowy który wzmocniony był żelaznymi okuciami. Same pręty już w wielu miejscach zaczęły rdzewieć i odstawać od pojazdu nie wyglądając na mocne. Za woźnice zatrudniony był krępy łysiejący jegomość o odpychającej aparycji. Mężczyzna miał na głowie skórzany sfrasowany kapelusz i nieustannie coś żuł nie wiele mówiąc do konwojentów przez kilka dni od początku podróży. Co ciekawe przy tylnim lewym kole wyrytych zostało kilka koślawych słów „Własność Josha Stempelsona, Luskan”.

Nagle w wóz trafiła strzała wywołując dudniący dźwięk. – Cholera, atakują. Bierzcie się do roboty kupieckie pucybuty! – Wykrzyknął woźnica po czym wyjął sztylet który miał przy boku i wskoczył do środka pojazdu.
Z pobliskich zarośli wypadło kilku goblinów uzbrojonych w krótkie miecze. Potwory szybko dopadły do krasnoludów będących po środku konwoju. Kleryk Gonda pociągnął za cugle i cofnął wierzchowca o parę centymetrów unikając pierwszego ciosu ale dosłownie w tym samym momencie ostry poczuł ból w plecach. Zaatakował go gwałtownym dźgnięciem drugi goblin który zakradł się z tyłu. Morgan natomiast widząc jak podbiega do niego szarawa szpetna istota nacierając swoim ostrzem silnym kopniakiem uderzył w broń niemal wytrącając ją bandycie. Jednak chwilę później pojawia się drugi goblin i korzystając z sytuacji zamaszystym ciosem trafia w udo mężczyzny. Morgan krzyknął a cały konwój przykrył wybuch świetlistej energii. Po zniknięciu światła atakujący brodacza zostali odepchnięci w dal leżąc na ziemi bez ruchu.






Ostatnio zmieniony ndz lut 27, 2011 7:20 pm przez Eugenes, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Eugenes
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 725
Rejestracja: śr lip 21, 2010 3:11 pm

Konwój [d&d 4.0]

pn lut 28, 2011 6:57 pm

Jeden z goblinów który skrył się kilka metrów w zaroślach przed konwojem wyskoczył na trakt i z uśmiechem spojrzał się na walczących. Bandzior złapał za jeden z oszczepów które miał na plecach podrzucił w ręce i wycelował chytrze w srebrnowłosego elfa. Zamachnął się za pleców i silnym ruchem wyrzucił pocisk w stronę jeźdźca. Oszczep przemknął obok głowy Tiriona trafiając w drewniany dach wozu.





 
Awatar użytkownika
Varmus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1443
Rejestracja: śr sty 18, 2006 5:52 pm

Konwój [d&d 4.0]

pn lut 28, 2011 7:20 pm


Krasnoludzki inwoker nie spoczął na laurach. Szybko spiął konia i okrążył wóz, po czym przyzwał moc Lathandera. Świetliste promienie opuściły palce boskiego sługi, mierząc w dwa gobliny, atakujące Krelna. Zielonoskórzy prawie uskoczyli.

Prawie.

Moc Pana Poranka nie chybiła jednak niegodziwych! Z kwikiem, pokraczne stwory padły, porażone światłością Lathandera.

 
Eugenes
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 725
Rejestracja: śr lip 21, 2010 3:11 pm

Konwój [d&d 4.0]

pn lut 28, 2011 8:28 pm

Gdy wyznawca Pana Poranka kończył się rozprawiać z dwójką bandytów kolejny goblin z przodu przygotował się do rzutu oszczepem tym razem wcelowując w zbrojnego barczystego mężczyznę. Pocisk z wielką siłą trafił w pierś Goretha przebijając się z łatwością przez jego zbroje.





 
Awatar użytkownika
Trullumpum
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 384
Rejestracja: pn lis 23, 2009 4:51 pm

Re: Konwój [d&d 4.0]

wt mar 01, 2011 9:22 am



Elf nie ruszył od razu do boju. Zapatrzył się na wzniesione w powietrze, targane ostatnimi konwulsjami gobliny i uniósł palec tak, jakby chciał zmierzyć odległość. Po chwili jednak przypomniał sobie gdzie jest i czym powinien się zająć.

~"Gobliny. Musisz pokonać gobliny, Tirionie. Obraz może poczekać. O Corellonie, żeby tylko natchnienie mnie nie opuściło."

Jednak jego towarzysze nie musieli się obawiać - muza zawsze sprzyjała ich długouchemu przyjacielowi.

Elf ruszył stępa przed siebie, odrzucając na bok swój postrzępiony, niebieski płaszcz. Z nadludzką szybkością wyszarpnął miecz z pochwy. Był to falchion - jednak to proste słowo nie potrafi w pełni oddać jego wyglądu. Nie wspomina nic o dziwnej rękojeści, pokrytej metalowymi łodygami róży, przechodzących w wielki, srebrny kwiat, służący jako jelec. Nie mówił o ogromnej ilości runów, wykaligrafowanych delikatnym, elfickim pismem. Ani o zdobiącej ostrze płaskorzeźbie, która przedstawia elficką wizję stworzenia świata. Teraz jednak nie było czasu na podziwianie tego arcydzieła sztuki kowalskiej. Teraz miało się ono przekształcić w proste, acz skuteczne, narzędzie do zabijania.


Sługa Corellona uniósł swą lewą dłoń i począł nią wodzić po goblinach. Przez ten czas Morgran zdołał powalić już aż czterech przeciwników. Jednak Tirion mimo to się nie spieszył. Wszystko co robił musiało być perfekcyjne. Artystyczne. Ku większej chwale Władcy Elfów.

-Ty - zamruczał pod nosem elf. Mówił w miarę cicho, lecz jego słowa było słychać coraz to lepiej, pomimo narastającej wrzawy bitewnej - jesteś z nich wszystkich najbrzydszy. Tłusty, obleśny goblin. Widzę totem fałszywych bożków na twej piersi. Ku chwale Corellona Larethiana, przysięgam na Sztukę, zabiję cię!

Ostatnie słowa, a właściwie krzyk, padły z szarżującego na kapłana konia. Elf uniósł swój miecz, po czym niczym błyskawica uderzył na swego wroga.

Ostatnio zmieniony wt mar 01, 2011 9:24 am przez Trullumpum, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Eugenes
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 725
Rejestracja: śr lip 21, 2010 3:11 pm

Konwój [d&d 4.0]

wt mar 01, 2011 2:35 pm

Zdobne ostrze z impetem wbiło się w cielsko goblińskiego kapłana. Zaatakowany potwór przyozdobiony jest na głowie czaszką przypominającą ludzką a na plecach ma olbrzymi topór udekorowany prymitywnymi rysunkami. Uderzenie srebrnowłosego wojownika lekko zachwiało bandytą wywołując w nim dziką złość. Akolita złapał za broń i pełnym cięciem trafił w bok Tiriona. Elf poczuł palący ból a kontury atakującego zaczęły się rozmywać aż całkowicie znikły.





 
Awatar użytkownika
Boogaloo
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 585
Rejestracja: pn gru 29, 2008 10:41 pm

Re: Konwój [d&d 4.0]

wt mar 01, 2011 3:37 pm

Oukun


Walka potoczyła się szybko. Nim Oukun zdążył dobrze zorientować się, co się dzieje cztery goblińskie truchła już zaścielały ziemię. Ale kilku jeszcze zostało. Oukun spiął konia i ruszył w stronę jednego z "niezajętych" goblinów. Nabierając rozpędu natarł na wroga. Ostrze włóczni zagłębiło się w ciele bandyty.

Ostatnio zmieniony wt mar 01, 2011 3:41 pm przez Boogaloo, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Gothomog
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 195
Rejestracja: pt sty 02, 2009 3:59 pm

Konwój [d&d 4.0]

wt mar 01, 2011 8:40 pm

Melkor Razorscale

Melkor został całkowicie zaskoczony tym atakiem. Od początku podróży nic ciekawego nie wydarzyło się na trakcie. Osłabiło to jego czujność, co nie powinno się wydarzyć. Niezbadane są wyroki boskie i trzeba być zawsze przygotowanym na wszelkie niedogodność.

Widząc jak krasnolud pokonał z łatwością przeciwników nacierających z boku postanowił ruszyć na przód konwoju i wspomóc innych.

Sługa Bahamuta dojrzał jako pierwszego goblina z pogańskimi symbolami. Gniew zapał w jego piersi i zaszarżował na poczwarę.

Jego cios o mało nie chybił goblina, jednak umiejętności lub opatrzność Bahamuta pozwoliły Melkorowi trafić w przeciwnika, który otrzymał potężny cios toporem.

Ostatnio zmieniony wt mar 01, 2011 8:47 pm przez Gothomog, łącznie zmieniany 8 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
-Drizzt-
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 56
Rejestracja: sob cze 14, 2008 8:22 pm

Konwój [d&d 4.0]

śr mar 02, 2011 6:53 pm

Kreln


Sługa boży od początku był pozytywnie zaskoczony poziomem, jaki reprezentują jego nowi towarzysze. Nim się obejrzał jego ziomek zabił 4 śmierdzące gobliny, a Kreln poczuł ukłucie nakazujące mu też w jakiś sposób się zaprezentować. Obliczył swoje szanse. Spiął konia, zawrócił i skierował się w stronę domniemanego dowódcy bandy. Szybko otoczył się nigdy nie ustającym blaskiem chwały Gonda i poraził ciężko rannego przeciwnika zabijając go z pewną wprawą. Nie poprzestając na tym zesłał blask na Melkora, który zetrze się zapewne z wojownikiem. Z pewną ulgą rozluźnił rękę trzymającą wodze.

Ostatnio zmieniony śr mar 02, 2011 7:00 pm przez -Drizzt- , łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Eugenes
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 725
Rejestracja: śr lip 21, 2010 3:11 pm

Konwój [d&d 4.0]

ndz mar 06, 2011 7:48 pm

Na twarzy goblina malowało się przerażenie tak szybkim zdobyciem przewagi przez walczących. Złapał niepewnie za kolejny oszczep i rzucił w stronę Kapłana Gonta. Pocisk trafił z impetem w bark krasnoluda przeszywając się niemal na drugą stronę. Trafianie było tak silne że kleryk zaczął osuwać się powoli z siodła aż upadł na piaszczystą ziemię.

Tymczasem kruki szybujące na niebie zleciały w stronę jednego z zabitych goblinów i zaczęły łapczywie dziobać jego ciało wyrywając za każdym razem duże kawałki mięsa.





Ostatnio zmieniony pn mar 07, 2011 8:49 pm przez Eugenes, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Varmus
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 1443
Rejestracja: śr sty 18, 2006 5:52 pm

Konwój [d&d 4.0]

ndz mar 06, 2011 11:36 pm



Morgran zawrócił konia. Słońce błysnęło w kółkach kolczugi. Sunstone był krasnoludem. Wzrost, długa broda koloru niedźwiedziego runa i głęboko osadzone, błyszczące oczy nie pozostawiały wątpliwości.

Krótki galop zaniósł krasnoluda na drugi koniec pola bitwy, gdzie krewki goblin walczył z Oukanem i skrzywdził Krelna.

- W imię Pana Poranka! - ryknął Sunstone, unosząc grubą, okutą wypolerowanym do połysku mosiądzem dębową laskę. Z jej czubka wystrzeliły złote błyskawice, bezbłędnie rażąc goblińskiego wojownika. Moc Lathandera poraziła mięśnie i wolę plugawego zielonoskórego, czyniąc go podatnym na ataki.

- Teraz, zgładzić bestię! - krzyknął, zachęcając towarzyszy do zbożnego dzieła.

 
Eugenes
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 725
Rejestracja: śr lip 21, 2010 3:11 pm

Konwój [d&d 4.0]

pn mar 07, 2011 9:16 pm

Boskie błyski i pokrzykiwania wiarusa Lathandera górowały nad bitwą wtedy kolejny z bandytów próbował wykorzystać moment próbując dźgnąć olbrzyma który przed chwilą natarł na niego wbijając mu potężną włócznie w pierś. Goblin jednak przegrał z bólem nie mogąc z całej siły natrzeć na barbarzyńcę. Ostrze jedynie osunęło się po ciele i zbroi barbarzyńcy.





 
Awatar użytkownika
Trullumpum
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 384
Rejestracja: pn lis 23, 2009 4:51 pm

Re: Konwój [d&d 4.0]

wt mar 08, 2011 12:15 am



Elf chwycił za cugle swego rumaka i ruszył przez pole bitwy - w stronę jedynego nieranionego goblina. Wydawał się niezwykle spokojny, chociaż oczy miotały gromy w stronę wroga. Jego dni były już policzone.

Potężny miecz opadł ze świstem na goblińską głowę...

 
Awatar użytkownika
Boogaloo
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 585
Rejestracja: pn gru 29, 2008 10:41 pm

Re: Konwój [d&d 4.0]

wt mar 08, 2011 1:22 am

Oukun


Walka trwała. Straty były po obydwu stronach. Ale o ile Oukun orientował się w rachunku, to jeden to zdecydowanie mniej niż czterech czy pięciu. Mniejsza o to. Ważne że wygrywali. I to się podobało Oukunowi. Ogromna włócznia ogromnego mężczyzny zrobiła ogromną dziurę w ciele przeciwnika.
- Dalej, do boju towarzysze! Zgniećmy to robactwo!

Ostatnio zmieniony wt mar 08, 2011 1:23 am przez Boogaloo, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
-Drizzt-
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 56
Rejestracja: sob cze 14, 2008 8:22 pm

Re: Konwój [d&d 4.0]

wt mar 08, 2011 8:30 pm



Młody kapłan najwyraźniej stracił całe swoje opanowanie, swoim ciosem, co prawda dobił wroga ale zapomniał, że nie należy do walecznych rębajłów, którym dane jest walczyć z przeciwnikiem na odległość miecza.
Z pewnością siebie, po powaleniu goblina zakrzyknął -Giń pomiocie!-, nie przywykł do wykrzykiwania takich frazesów wyjętych z bajek o mężnych rycerzach. Nie było mu dane czytać takich głupot, poniosło go i stracił czujność. Oczywiście na wystarczająco długo, aby oszep rzucony w jego kierunku przebił się przez zimne metalowe pierścienie zbroi i przeszył go na wylot. Zdecydowanie pomyślał to nie był jego najlepszy dzień, potem zsunął się z konia i stracił przytomność, co można było jedynie porównać do schlania się na umór.

Ostatnio zmieniony wt mar 08, 2011 8:33 pm przez -Drizzt- , łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Eugenes
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 725
Rejestracja: śr lip 21, 2010 3:11 pm

Konwój [d&d 4.0]

wt mar 08, 2011 9:43 pm

Walka chyliła się ku końcowi. Na polu bitwy roznosił się charakterystyczny odór goblińskiej posoki a do ciał zabitych zaczęły zlatywać coraz większe grupy kruków. Wygłodniałe ptactwo zaczęło też ostrożnie zbliżać się do leżącego krasnoluda co raz kracząc jakby upewniając się czy ofiara jest aby na pewno bezbronna.



Ostatnio zmieniony wt mar 08, 2011 9:44 pm przez Eugenes, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Gothomog
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 195
Rejestracja: pt sty 02, 2009 3:59 pm

Konwój [d&d 4.0]

wt mar 08, 2011 10:09 pm



Melkor, mimo olbrzymiej chęci zabicia ostatniego goblina, ruszył na pomoc kapłanowi Gonda. Spiął konia i szybko podjechał do zrzuconego siłą oszczepu krasnoluda. Miał nadzieję, że nie jest za późno, gdyż rana wyglądała na poważną.
Melkor zsiadł z konia i spróbował pomóc krasnoludowi. Przełamał oszczep i wyciągnął go ostrożnie. Potem położył ręce i wymówił słowa w smoczym języku. Światło popłynęło poprzez jego dłonie i moc Bahamuta spowodowała zasklepienie rany.

- Mam nadzieję, że dasz radę sam wstać - powiedział do Krelna - To jeszcze nie koniec walki.
Ostatnio zmieniony śr mar 09, 2011 5:42 pm przez Gothomog, łącznie zmieniany 7 razy.
Powód:
 
Eugenes
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 725
Rejestracja: śr lip 21, 2010 3:11 pm

Konwój [d&d 4.0]

pn mar 14, 2011 10:41 am

Szpetny bandyta widząc że Melkor pomaga kapłanowi uśmiechnął się pod nosem bełkocząc coś. Złapał za kolejny oszczep i rzucił celując w plecy paladyna. Pocisk poszybował daleko nad głową smoczo podobnej istoty wbijając się w ziemie obok dwójki koni ciągnących wóz. Goblin widząc to szybko uskoczył w stronę zarośli próbując w niezdarny sposób się schować.


Drugi goblin zamachnął się kolejny raz na olbrzyma. Widocznie nie zdawał sobie sprawy w jakiej sytuacji się znalazł. Uderzenie było niezdarne i włócznia niemal się wyślizgnęła z jego rąk.





Ostatnio zmieniony czw mar 17, 2011 8:32 pm przez Eugenes, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Boogaloo
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 585
Rejestracja: pn gru 29, 2008 10:41 pm

Re: Konwój [d&d 4.0]

pt mar 18, 2011 6:14 pm

Oukun


Sytuacja jakby zastygła w miejscu, nabrała dziwnego spowolnienia.

Masywny barbarzyńca zamachnął się włócznią w stronę goblińskiego torsu. Miał zamiar przebić chuderlawego humanoida na wylot. Włożył w ten cios całą swoją siłę. Skoncentrował się jednak na nie tym co trzeba. Jego włócznia minęła cel po czym uderzyła w ziemię wzbijając w powietrze obłoczek kurzu.

-Niech to szlag! Tirion, dobij tego padalca! - krzyknął Oukun do towarzysza jednocześnie szykując włócznię do kolejnego ataku

 
Gothomog
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 195
Rejestracja: pt sty 02, 2009 3:59 pm

Konwój [d&d 4.0]

sob mar 19, 2011 9:32 am



Ponownie platynowy smok okazał swoją łaskę i spowodował, że włócznia goblina nie trafiła Melkora.
Smoczy potomek ruszył więc z swoim toporem i tarczą przedstawiającą Bahamuta na zielonoskórego. Nie ma litość dla złych istot tego pokroju. Trzeba wytępić to plugastwo.

- Nadszedł twój czas goblinie ! - rzekł donośnie Melkor Razorscale. - Taka wola Bahamuta.


Goblin zaczął lśnić jasnym światłem.
Ostatnio zmieniony sob mar 19, 2011 9:34 am przez Gothomog, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód:
 
Awatar użytkownika
Trullumpum
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 384
Rejestracja: pn lis 23, 2009 4:51 pm

Re: Konwój [d&d 4.0]

sob mar 19, 2011 1:36 pm



Ostrze elfa wyskoczyło z piersi goblina. Stwór spojrzał ze zdziwieniem w dół, a zza jego pleców dało się słyszeć spokojny głos Tiriona:

-Oukunie, musisz się nauczyć lepszej kontroli nad swoimi emocjami. O ile gniew jest dobrym środkiem ekspresji twego Id, o tyleż destruktywność i nieuchwytność tego aspektu pozostawia sobie wiele do życzenia, zważywszy iż wbrew opiniom krytyków jest on niezwykle trudny do przekazania w swej dzikiej, nieokiełznanej postaci, przez co odbiorcy są skazani na obcowanie z jego niedoskonałym cieniem-ideą... Nie wspominając o zmniejszonej precyzji, powodującej zatracenie formy, pochopny dobór kolorów...

Po chwili elf odwrócił się, słysząc okrzyk Melkora.

-Weźmy chociażby naszego łuskowatego towarzysza - sługa sprawiedliwości, ikoniczny i uporządkowany pod każdym... hmm... w sumie chyba powinniśmy im pomóc, a tą dyskusję zostawimy na później. Ach, tak to jest, że w dzisiejszych czasach nie możemy już znaleźć nawet króciutkiej chwili na kontemplację sztuki...

Tirion ruszył przed siebie jakby nigdy nic, a powietrze wokół ostatniego przeciwnika zaczęło dziwnie gęstnieć...

Ostatnio zmieniony sob mar 19, 2011 1:38 pm przez Trullumpum, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Awatar użytkownika
-Drizzt-
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 56
Rejestracja: sob cze 14, 2008 8:22 pm

Re: Konwój [d&d 4.0]

ndz mar 20, 2011 4:39 pm



Na chwilę po tym jak Kreln stracił przytomność w jego ciało wlała się nowa energia wyrywająca go z odrętwienia.

Pierwsze co usłyszał szybko go zmobilizowało, poderwał się i spojrzał na 2 kompanów walczących z goblinem, postanowił najpierw trochę się wzmocnić i odetchnąć.

Uznał że musi jakoś zareagować na przejaw dobroci.
-Dzięki za pomoc! Postaram się odpłacić kiedy, niech mechaniczne oko cię strzeże, tobie coś się przytrafi.-

Następnie wsiadł z powrotem na konia i z młotem w ręku skierował się w stronę ostatniego stwora, który już miał zostać pokonany.

Ostatnio zmieniony ndz mar 20, 2011 4:40 pm przez -Drizzt- , łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:
 
Eugenes
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 725
Rejestracja: śr lip 21, 2010 3:11 pm

Konwój [d&d 4.0]

ndz mar 20, 2011 8:21 pm

Krzyk konającego goblina przeszył plac bitwy. Dźwięk aż poderwał „karmiące się” ptactwo do góry. Jedyny pozostały przy życiu bandyta nie czekając na nic odwrócił się na pięcie zaczynając uciekać od walczących. Paladyn Bahamuta zamachnął się widząc wycofującego się goblina ale topór nie trafił uderzając w piaszczystą ziemię. Wojownikowi zostało tylko patrzeć się na chyżo uskakującego bandziora który z każdą kolejną chwilą oddalał się od Melkora.





 
Awatar użytkownika
Trullumpum
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 384
Rejestracja: pn lis 23, 2009 4:51 pm

Re: Konwój [d&d 4.0]

wt mar 22, 2011 12:07 am



Świst. Cięcie. Krew.


Goblin padł rażony lstatnim ciosem Tiriona. Ledwie dostrzegalna smuga srebrnego światła, posyłającego głowę stwora wysoko w powietrze. Chowające się w pochwie ostrze miecza...

-Dokonało się. Dzieło me jest skończone. Chwała ci, Corellonie!

Kapłan lekko zeskoczył z konia i padł na kolana obok drgającego jeszcze ciała przeciwnika. Najwyraźniej z jego ust padło kilka słów żarliwej modlitwy, której jednak jego towarzysze nie zdołali w całości dosłyszeć. W chwilę później wstał i wycierając zakrwawiony miecz spojrzał po swych towarzyszach i polu bitwy.

-No cóż myliłem się. Może dałoby radę stworzyć coś interesującego, ale na pewno nie dzieło sztuki. Te gobliny są zawsze jakieś takie pozbawione wyrazu - nie to co orczy berserkerzy. Ci nawet po śmierci wyglądają niczym uosobienie Furii. Tak. I to mdłe światło. Zdecydowanie nieodpowiednie światło...

Mrucząc coś jeszcze pod nosem Tirion zbliżył się do reszty drużyny.

 
Eugenes
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 725
Rejestracja: śr lip 21, 2010 3:11 pm

Konwój [d&d 4.0]

wt mar 22, 2011 4:20 pm

Elf nie pozwolił uciec ostatniemu goblinowi wbijając swoje ostrze w plecy ofiary i kończąc walkę. Na polu pozostały tylko ciała bandytów.


***


3 dni później.


Po kilku dniach względnie spokojnej podróży karawana stanęła. Znaleźliście się na rozwidleniu ubitej drugi. Główny trakt zaczął zniżać się przebiegając przez wąski wąwóz który z każdym kolejnym metrem stawał się coraz wyższy. Opryskliwy woźnica splunął na piaszczystą ziemię. – Cholera, słynny Rdzawy Wąwóz. Łatwo tutaj natknąć się na bandytów a z tych klifów powybijają nas jak muchy. – Jegomość podrapał się po głowie. – Może pójdziemy okrężną drogą? Będzie bezpiecznej a przecież czas nas nie goni. -
 
Gothomog
Częsty bywalec
Częsty bywalec
Posty: 195
Rejestracja: pt sty 02, 2009 3:59 pm

Konwój [d&d 4.0]

czw mar 24, 2011 7:55 pm



Gobliny zostały pokonane. Spotkała ich zasłużona kara, za złe czyny. Napadały pewnie bezbronne karawany, aż w końcu natknęły się na naszą drużynę. Melkor wiedział, że dobrze uczynił. Szkoda mu było, że nie zabił własnoręcznie uciekającego. Taka wola Bahamuta. Po opatrzeniu towarzyszy, oczyszczeniu ekwipunku, pomodlił się do Bahamuta o dalsze przewodnictwo i wsiadł na konia. Ruszył wraz z całą karawaną na jej końcu.

Podczas podróży niewiele się odzywał. Rozmyślał o tym co może go spotkać podczas tej podróży. Jakie wyzwania dla swojego wiernego sługi stworzy platynowy smok.

Kiedy karawana zatrzymała się przed rozwidleniem podjechał na przód. Chciał wiedzieć co się dzieje. Warto by było znać opinię towarzyszy. On się podporządkuje im.
 
Awatar użytkownika
Trullumpum
Stały bywalec
Stały bywalec
Posty: 384
Rejestracja: pn lis 23, 2009 4:51 pm

Re: Konwój [d&d 4.0]

czw mar 24, 2011 10:39 pm



Przez kolejne dni elf nie mówił zbyt wiele. Nie dokończył nawet przyobiecanej Oukounowi rozmowy na temat sztuki. Nie było w tym jednak nic dziwnego. Tirion był niezwykle wrażliwą, łatwo popadającą w ekstrema osobą, o czym łatwo przekonali się jego towarzysze. Teraz popadł po prostu w swoją fazę "zadumy". Mogła ona trwać minutę, dzień, tydzień, nawet rok. Na razie jednak nic nie zapowiadało jej rychłego końca...

-Hmm? Tak, jak chcecie... - powiedział do bliżej nieokreślonej osoby, po czym zamknął się ponownie w swoim wyimaginowanym pudełku. Najwyraźniej jednak część słów woźnicy jakoś do niego dotarła, bo po dłuższej chwili zaczął uważnie rozglądać się dookoła. Nie da się zaskoczyć po raz drugi...

 
Eugenes
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 725
Rejestracja: śr lip 21, 2010 3:11 pm

Konwój [d&d 4.0]

pt mar 25, 2011 11:57 am

Wokoło przełęczy panował groźny spokój. Jedynie niewielki ciepły wiatr muskał twarze konwojentów. Siedzący woźnica z irytacją podgryzał swoją wargę słuchając niezdecydowania obrońców.
 
Awatar użytkownika
Boogaloo
Zespolony z forum
Zespolony z forum
Posty: 585
Rejestracja: pn gru 29, 2008 10:41 pm

Re: Konwój [d&d 4.0]

pt mar 25, 2011 11:09 pm

Oukun


Walka dobiegła końca. I to nawet bez żadnych większych strat po ich stronie. Ot, parę zadrapań tu i tam, może komuś co najwyżej blizna zostanie.
- Dobra robota, gładko poszło.

Gdy doszło do podziału skarbów uwagę Oukuna zwrócił magiczny topór. Zważył go w ręce, po czym uderzył nim w powietrze.
-Dobra broń, kto chce? Bo ja zostaję przy mojej włóczni. Jak nikt nie chce to się najwyżej sprzeda później, będzie trochę grosza z tego do podziału. Resztę broni też proponuję wrzucić gdzieś na wóz, też się później komuś opchnie.

W czasie drogi barbarzyńca był dosyć gadatliwy. Nie można było jednak tego powiedzieć o jego kompanach. Mówił więc głównie do siebie, komentując zaistniałą sytuację bądź opowiadając jakieś historyjki z przeszłości.

Gdy dojechali do rozwidlenia i jego towarzysze jakoś nie rwali się do powzięcia decyzji, Oukun postanowił wziąć inicjatywę w swoje ręce.
- Mówicie woźnico, że naokoło bezpieczniej? Że w wąwozie nas mogą łatwo zaskoczyć? Pewnie to i racja. Nie wiem jak wam, ale mnie moja skóra miła jest, więc mówię, żebyśmy szli naokoło. Co wy na to?
 
Awatar użytkownika
-Drizzt-
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 56
Rejestracja: sob cze 14, 2008 8:22 pm

Re: Konwój [d&d 4.0]

sob mar 26, 2011 7:58 pm

Kreln


Krasnolud po starciu zaleczył swoje rany i wypoczęty spotkał się ze swoim bóstwem. Gond wyrozumiale przyjął jego modlitwę, ale Kreln był przekonany, że jak na razie nie dokonał żadnego odkrycia, nie poznał czegoś nowego co mogłoby stać się warte opowiedzenia swojemu patronowi. Pogodził się jednak z tym że wyprawa z konwojem nie natchnie go do wynalezienia czegoś, bynajmniej, sprawi że wyrwie się z nudnych murów miasta. Podziwiał krajobraz naokoło i rzucał krótkimi komentarzami na temat co ciekawszych kamieni czy drzew.

Kiedy usłyszał o rozdrożu jak zwykle pełen wyobraźni począł snuć wizję przedzierania się przez wąwóz. Jakkolwiek były one ciekawe ostatnie doświadczenia i utrata przytomności skłoniły go do zajęcia bardziej rozważnego stanowiska, nie chciał również narażać swoich towarzyszy.

- Jeśli czujecie się na siłach możemy skrócić drogę, ja jednak zdecydowałbym się na bezpieczniejszy wariant, po co kończyć dopiero rozpoczętą podróż. Sam wąwóz nie słynie z golemów czy artefaktów więc można go pominąć.-
Ostatnio zmieniony sob mar 26, 2011 8:00 pm przez -Drizzt- , łącznie zmieniany 1 raz.
Powód:

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość