Strona 1 z 2

Klony - rozmowy o nich

: pn sty 09, 2006 8:51 pm
autor: RG
Za namową naszego kolegi SethBahla postanowiłem założyc ten temat.

I mam pytanko do fanów Sagi STAR WARS - dlaczego klony maja różne kolory pancerzy i hełmów? Od czego to zależało?

: pn sty 09, 2006 9:05 pm
autor: SethBahl
Ja nikogo nie namawiam, to była tylko rada :P.

"Clone troopers were fully encased in hard white armor, their identical faces concealed behind a t-shaped visor. In the first units, color-coded flashes on the armor denoted rank, with green troopers being sergeants, blue being lieutenants, red being captains, and yellow being commanders. The clones designated for command duty were specifically trained in that capacity. By the end of the war, color-designation came to signify not rank, but individual units, who often became more customized with mission specific gear and armor modifications. Units such as the Galactic Marines, the Shock Troopers, the Attack Battalion and the Star Corps had distinct armor variations that made them stand out."
[ starwars.com ]

: pn sty 09, 2006 9:12 pm
autor: RG
Teraz to juz mi sie troszke rozjaśniło. I faktycznie w II epizodzie kolor decyduje o randze. Bo juz w III nie - Vader prowadził na świątynie Jedi oddziały z niebieskimi hełmami - do jakiej grupy klonów należał ten oddział?

Dzieki SethBahl. :wink:

: pn sty 09, 2006 9:17 pm
autor: SethBahl
Legendarny elitarny 501st Legion.

: pn sty 09, 2006 9:22 pm
autor: RG
Teraz juz wiem dlaczego "legendarny" i dlaczego "elitarny". :)
A swoja drogą to całkiem nieźle im poszło z Jedi - klonerzy odwalili kawał dobrej roboty. A klony pomalowane na czerwono? Ci którzy przybyli razem z Imperatorem na pomoc Vaderowi.

: pn sty 09, 2006 9:27 pm
autor: SethBahl
Poczytaj, poszukaj... może znajdziesz :).

: wt sty 10, 2006 2:10 pm
autor: Jones
mam pytanie czy klony moga się rozmnażać a ściślej czy klon troopersi mogli??
i jeszcze jedno
Co myślicie o sytuacji w której jacyś niezrówoważeni sith wskrzeszą jode (zdanie "połączył sie z mocą" w jego życiorysie jako śmierć,chyba) przy pomocy klonowania i przeciagna go na CSM??

: wt sty 10, 2006 2:15 pm
autor: KhameirSarin
W książkach mogli się zakochiwać z tego co pamiętam (Spisek na Cestusie), więc rozmnażać również...

: wt sty 10, 2006 2:19 pm
autor: Seji
W książkach mogli się zakochiwać z tego co pamiętam (Spisek na Cestusie), więc rozmnażać również...

Kon z oslem sie zakochac moze, ale mul z tego zwiazku dzieci miec nie bedzie, choc tez sie moze pewnie zakochac. jedno drugiego nie warunkuje.

: wt sty 10, 2006 2:23 pm
autor: RG
Skoro klony powstały na bazie Jengo Fetta, to należy zadac sobie pytanie, czy Jengo mógł miec dzieci? Pamiętajmy, że klony stworzono do jednego celu - wojny. Nikt nie myslał raczej nad problemem uczuć i seksu wystepującym wśród klonów. Może klonerzy z Kamino wyeliminowli genetycznie możliwość posiadania dzieci.

: wt sty 10, 2006 2:26 pm
autor: Seji
Royal Guard pisze:
Nikt nie myslał raczej nad problemem uczuć i seksu wystepującym wśród klonów. Może klonerzy z Kamino wyeliminowli genetycznie możliwość posiadania dzieci.

Biorac pod uwage powyzsze sensownym posunieciem byloby wylaczenie pewnych emocji/hormonow. Bo tylko przeszkadzaja (spolczucie, sympatia, watpliwosci, etc - a jak pokazuje rozkaz 66, tych raczej jednak nie mieli). Ale jak shitowe ;) EU wskazuje:
KhameirSarin pisze:
W książkach mogli się zakochiwać z tego co pamiętam (Spisek na Cestusie), więc rozmnażać również...

Juz moga, niezaleznie od zalozen Lucasa. :P

: wt sty 10, 2006 2:38 pm
autor: KhameirSarin
Seji pisze:
Kon z oslem sie zakochac moze, ale mul z tego zwiazku dzieci miec nie bedzie, choc tez sie moze pewnie zakochac. jedno drugiego nie warunkuje.

Znaczy, ze co? Ze klon to mul, czy, ze dziecko klona to mul bedzie? Moim zdaniem jak klonow nie jkastrowali, to mogli miec normalnie dzieci.

: wt sty 10, 2006 2:44 pm
autor: Seji
KhameirSarin pisze:
Moim zdaniem jak klonow nie jkastrowali, to mogli miec normalnie dzieci.

Mul to byl rpzyklad, ze nie zawsze dzieci sa ;). Kastracja nie musi byc fizyczna. moze byc chemiczna, a w zaawansowanym procesie klonowania starczy jeden gen pewnie wylaczyc. To pryszcz.

: wt sty 10, 2006 4:06 pm
autor: KhameirSarin
Klony miały być ślepo posłuszne, a nie być emocjonalnymi u czucuciowymi trupami. Świadczy o tym między innymi przyjaźń pomiędzy Cody'm a Obi-Wanem. Skoro mogli się przyjaźnić, to równie dobvrze mogli się zakochiwać, a skoro mogli się zakochiwać, to znaczy, że nie ingerowano genetycznie w te obszary życia klonów.

: śr sty 11, 2006 1:21 pm
autor: Jade Elenne
Matthew Stover pisze:
Cody był klonem. Wykonywał rozkazy wiernie, bez wahania i bez żalu. Był jednak także ludzką istotą, przynajmniej na tyle, by mruknąć ponuro:
- Czy naprawdę nie mogłem dostać tego rozkazu, zanim oddałem mu ten cholerny miecz świetlny...?


Nie nazwałabym tego, co łączyło Kenobiego i komandora przyjaźnią. Myślę, że się lubili, ale dla Obiego jedynym przyjacielem był Anakin, natomiast Cody... Hm. Też nie sądzę, aby uważał to za przyjaźń. Połączyły ich wspólne akcje, wzajemny szacunek i sympatia, ale to wszystko.
Jak pokazują "Opowieści łowców nagród" (Seji pewnie białej gorączki dostanie - ale ja lubię ekstremalne ryzyko :D), nawet pozbawiony uczuć Dengar mógł się w końcu zakochać i zaprzyjaźnić.


Royal Guard - tu należy sobie zadać pytanie, czy przyczyną nie był po prostu brak odpowiedniej partnerki. W końcu dziecko dziedziczy cechy obojga rodziców, a słynny łowca nagród pewnie wolał, żeby syn przypominał tylko jego. Żeby był taki, jaki byłby Jango, gdyby od młodości miał dobrego nauczyciela i lepsze warunki.

: czw sty 12, 2006 9:50 am
autor: RG
Co do wątku przyjaźni - klony pozbawione były uczuć. Ich jedynym celem było wykonywanie rozkazów. Obi był ich dowódcą, dlatego wykonywały jego rozkazy i go szanowały. Czy przyjaciel, prawdziwy przyjaciel pozwoliłby na śmierć swojego przyjaciela? Mam na myśli rozkaz 66. Palpi wydaje go Cody'emu, a ten bez chwili wachania każe rozwalić Obiego. To chyba nie jest przyjaźń.

Co do Jengo - nie przypadkowe jest wybranie na swego syna, ucznia i następcę w interesach własnego klona. Jengo doskonale znał samego siebie. Na podstawie włsnego doswiadczenia uczył Bobę. I mógł wyeliminowac w nim własne wady. Poza tym, łatwiej jest dogadac się z "samym soba" niż z własnym biologicznym dzieckiem. Każdy ruch Boby był dla niego do przewidzenia (ta sama psychika). Dlatego Boba nie stanowiłby dla niego zagrożenia a jedynie idealnego wspólnika w przyszłości. Najlepszym przykładem na niebezpieczeństwo płynące ze strony własnego potomka (u łowcy nagród) to Trandoszanin Boosk i jego ojciec. Wszyscy wiemy jak Boosk potraktował ojca.

: czw sty 12, 2006 9:56 am
autor: Seji
KhameirSarin pisze:
Świadczy o tym między innymi przyjaźń pomiędzy Cody'm a Obi-Wanem.

No nie wiem,c zy to byla przyjazn. Raczej szacunek - ktory mozna bylo imprintowac. Klony tworzono do walki. A w walce emocje przeszkadzaja - budza np. watpliwosci.

KhameirSarin pisze:
Skoro mogli się przyjaźnić, to równie dobvrze mogli się zakochiwać,

Etam. To nie ma zadnego zwiazku. Przyjazn to zupelnie cos innego niz zakochiwanie sie.

: czw sty 12, 2006 2:02 pm
autor: KhameirSarin
Co do wątku przyjaźni - klony pozbawione były uczuć. Ich jedynym celem było wykonywanie rozkazów. Obi był ich dowódcą, dlatego wykonywały jego rozkazy i go szanowały. Czy przyjaciel, prawdziwy przyjaciel pozwoliłby na śmierć swojego przyjaciela? Mam na myśli rozkaz 66. Palpi wydaje go Cody'emu, a ten bez chwili wachania każe rozwalić Obiego. To chyba nie jest przyjaźń.


Seji pisze:
No nie wiem,c zy to byla przyjazn. Raczej szacunek - ktory mozna bylo imprintowac. Klony tworzono do walki. A w walce emocje przeszkadzaja - budza np. watpliwosci.

Obi i Cody się przyjaźnili. Nie mówie, że to miała być taka bomba wielka przyjaźń :P, ale przyjaźnili się i to było w ksiązkach. (Cicho Seji :P) W filmie również widać tę więź między nimi podczas odprawy na okręcie NR.
Cody rozkaz wykonać musiał, był do tego specjalnie zaprogramowany. Dostał rozkaz od Najwyższego dowódcy wojsk i go wykonał, ale nie znaczy to, że nie mogła się wytworzyć więź pomiędzy klonem a kimś innym, świadczy jedynie, że obowiązek był ponad wszystko.
Royal Guard pisze:
Co do Jengo - nie przypadkowe jest wybranie na swego syna, ucznia i następcę w interesach własnego klona. Jengo doskonale znał samego siebie. Na podstawie włsnego doswiadczenia uczył Bobę. I mógł wyeliminowac w nim własne wady. Poza tym, łatwiej jest dogadac się z "samym soba" niż z własnym biologicznym dzieckiem. Każdy ruch Boby był dla niego do przewidzenia (ta sama psychika). Dlatego Boba nie stanowiłby dla niego zagrożenia a jedynie idealnego wspólnika w przyszłości. Najlepszym przykładem na niebezpieczeństwo płynące ze strony własnego potomka (u łowcy nagród) to Trandoszanin Boosk i jego ojciec. Wszyscy wiemy jak Boosk potraktował ojca.

Jango i Boba mieli inną psychike, nie jakoś wyjątowo różniącą się, ale jendak inną.
Seji pisze:
Etam. To nie ma zadnego zwiazku. Przyjazn to zupelnie cos innego niz zakochiwanie sie.

A na czym polega ta różnica? Seji oświeć mnie, czym sie różni zdolność do przyjaźnienia się, od zdolności do zakochiwania się? Jeśli wyłącza się emocje, to wszystkie... skoro klony mogły sie zaprzyjaźniać, to znacyz, że mogły się również zakochiwać...

: czw sty 12, 2006 2:05 pm
autor: RG
KhameirSarin pisze:
A na czym polega ta różnica? Seji oświeć mnie, czym sie różni zdolność do przyjaźnienia się, od zdolności do zakochiwania się? Jeśli wyłącza się emocje, to wszystkie... skoro klony mogły sie zaprzyjaźniać, to znacyz, że mogły się również zakochiwać...

W tym przypadku zgodze się z KhameirSarinem. Jednym z istotnych elementów miłości jest przyjaźń między dwojgiem ludzi.

Sarin - gdzie Ty tą przyjaźń między Obim a klonami widzisz? To był raczej szacunek jednych względem drugich. Klony nie miały rozwinietych uczuć takich jak: przyjaźń, przywiązanie - bez wachania stawały się katami swych "przyjacieli".

: czw sty 12, 2006 3:10 pm
autor: KhameirSarin
Nie bez wachania, a wiernie i z poświęceniem wypełniały rozkazy...
Szacunek też jest elementem przyjaźni, podobnie jka zaufanie..
A tą przyjaźń dostrzegam w rozmowei między Obim, a klonami (Cody'm). Było coś odnośnie zostawienia kilku separatystów dla desantu... nie paiętam doslownie niestety :(

: czw sty 12, 2006 6:46 pm
autor: mOrF3u$
I'ii keep them distract untill you'll get there. Just don't take too long.
C'me on, when ever I let you down?
Very well, I will be careful to not destroy all the droids untill you'll arrive.


Prawdzia, przyjazna rozmowa Obi-Wana i Codiego (btw. kilka słow zmieniłem SethBahl)

: czw sty 12, 2006 6:54 pm
autor: KhameirSarin
Dokładnie o to mi chodziło. Tak nie rozmawia Generał Wielkiej Armii Republiki z żołnierzem klonem. Tak rozmawia równy z równym - przyjaciel z przyjacielem.

: czw sty 12, 2006 7:06 pm
autor: Seji
KhameirSarin pisze:
A na czym polega ta różnica? Seji oświeć mnie, czym sie różni zdolność do przyjaźnienia się, od zdolności do zakochiwania się? Jeśli wyłącza się emocje, to wszystkie... skoro klony mogły sie zaprzyjaźniać, to znacyz, że mogły się również zakochiwać...

Chemia, Sarin. Zakochanie sie to proces chemiczny w mozgu. Przyjazn to zwiazek oparty na znajomosci drugiej osoby i zaufaniu do niej (za slownikiem: «bliskie, serdeczne stosunki z kimś oparte na wzajemnej życzliwości, szczerości, zaufaniu, możności liczenia na kogoś w każdej okoliczności; życzliwość, serdeczność okazywana komuś»)

Do przyjazni nie musisz miec endorfin w mozgu. Wystarczy zaufanie i szacunek - jedno i drugie moze zreszta wynikac zwyczajnie z dlugoletniej wspolpracy, zwlaszcza w warunkach bojowych. Przyjazn to proces socjologiczny, milosc biologiczny.

: czw sty 12, 2006 7:18 pm
autor: KhameirSarin
I jedno i drugieto proces emocjonalny, więc skoro nie usunięto klonom zdolności do zaprzyjaźniania się, to tym samym nie usunięto zdolności do zakochiwania się/kochania kogoś.

A właściwie, to o czym my tu rozmawiamy, Premier Kamino opowiedział Kenobiemu o modyfikacjach jakim zostały poddane klony i nie ma na liście niczego, co uniemożliwiało by klonom przyjaźnienie się, czy zakochiwanie...

: czw sty 12, 2006 7:21 pm
autor: Seji
KhameirSarin pisze:
I jedno i drugieto proces emocjonalny, więc skoro nie usunięto klonom zdolności do zaprzyjaźniania się, to tym samym nie usunięto zdolności do zakochiwania się/kochania kogoś.

Jeszcze raz:

reakcja spoleczna =! reakcja biologiczna

W jakim jezyku mam napisac, zebys zrozumial? Przyjazn to realcja w spoleczenstwie. Milosc to reakcja organizmu na odpowiedniego partnera. Zadne nie warunkuje drugiego.

: czw sty 12, 2006 8:32 pm
autor: RG
Wiecie, tak z własnego doświadczenia teraz powiem - można się z kims przyjaźnić, ale fo nie kochać. Ale kochając kogoś, zaprzyjaźnia się z tym kimś. Dla mnie każda miłość jest oparta na przyjaźni. Ale to tak na marginesie.

Wracając do klonów - osobiście uważam, że są pozbawione uczuć. Ta armia została wychodowana w jednym celu - walki. Idą i giną na gdy dostają rozkaż. Są ślepo posłuszni. Co udowadniają podczas ORDER 66. Skłaniałbym się szybciej ku uprzejmościach z obu stron wzgledem siebie. Nie jakiejs przyjaźni. Dla Obiego, przyjacielem był Ani.

: czw sty 12, 2006 10:15 pm
autor: KhameirSarin
Seji pisze:
Jeszcze raz:

reakcja spoleczna =! reakcja biologiczna

Przyjaźń - wytwarzanie się więzi międzyludzkiej jest procesem emocjonalnym, obojętne jakiego typu to jest więź.
Royal Guard pisze:
Dla Obiego, przyjacielem był Ani.

Anakin był dla Obiego jak brat...

: czw sty 12, 2006 10:40 pm
autor: Deckard
Chciałbym zwrócić uwagę na oddział ARC, którego członkowie trafili na osobiste szkolenie do Jango, oraz w przypadku których szkolenie, oraz warunkowanie miało trochę inny przebieg (np. bardziej liberalny).

: czw sty 12, 2006 10:56 pm
autor: Seji
KhameirSarin pisze:
Przyjaźń - wytwarzanie się więzi międzyludzkiej jest procesem emocjonalnym, obojętne jakiego typu to jest więź.

Ale nie warunkuje zakochiwania sie, o czym piszesz. Po drugie, przyjazn nie musi wynikac z emocjonalnego stosunku do kogos - zwlaszcza w przypadku czegos takiego jak klon stworzony do walki.

Zakochiwanie sie do reakcje chemiczne w mozgu. Przyjazn wynika z wielu czynnikow - jasne, moga byc nimi sympatia do kogos (emocje) ale moze tez byc nimi zwykle zaufanie wynikajace z n przebytych razem misji. Nie ma to nic wspolnego z emocjami, a jest zwyczajnym stwierdzeniem "ten facet nie zawiedzie". Zwlaszcza, jesli chodzi o dowodce i podwladnego. Skoro klony tworzono jako zolnierzy, to miedzy dowodzca i podwladnym stosunkow emocjonlanych byc nie moze - bo to zaburza caly proces dowodzenia. Jasne, Kenobi mogl byc mily dla klonow, klony mogly byc mile dla Kenobiego. Ale na piwo nie skakali wieczorami.

: pt sty 13, 2006 9:49 am
autor: RG
Załozyłem temat w OffTopicu, gdzie możecie dyskutowac o problemie przyjaźni i miłości.

Wracając do klonów. Zastanawia mnie jedno - klony zostały zamówione 10 lat przed wizytacją Kamino przez Obiego. Czyli że w okresie blokady Naboo przez FH. To czy juz w tym okresie Hrabia Dooku był uczniem Sidiousa? Pamietamy przecież, jak Jengo mówi że został zwerbowany przez Tyranusa (Dooku). Kłamstwo? Czy też Imperoator już od poczatku wiedział, że zostanie kanclerzem i użyje klonów do walki z Jedi? Bo jezeli to Dooku zwerbował Jedngo, to na polecenie Imperatora.