Strona 1 z 5

[DnD 3.5 FR] Najemnicy

: ndz lip 28, 2013 5:04 pm
autor: Bergho
Najemnicy


Kompania Straceńców znana też jako Wyszczerbione Ostrza – założona przed dwoma laty grupa wszechstronnych najemników gotowa do wykonywania trudnych zadań. Ich atutami jest szeroki wachlarz umiejętności jej członków, ich wysokie morale, dobre uzbrojenie, kadra dowódcza i liczebność. Straceńcom przewodzi liczący ponad czterdzieści lat człowiek Armanius Silbersten – niezłomny wojownik nieustannie doskonalący swój kunszt posługiwania się bronią egzotyczną - podwójnym mieczem. Armanius nieczęsto wpada w gniew, a jeszcze rzadziej zdobywa się na zdawkowy uśmiech, nigdy nie okazuje smutku czy radości. Zimny jak lód, niewzruszony, chyba nic już nie robi na nim wrażenia. Nawet w najstraszniejszych chwilach nie okazuje strachu czy zwątpienia. Z nikim się nie spoufala, ale potrafi wyróżnić najlepszych spośród swoich podwładnych. Przewodząc niemałej grupie wyznaczył kilkoro oficerów, z których każdemu przydzielił konkretne funkcje. Nieco niżej niż oficerowie w grupowej hierarchii znajduje się pięcioro przybocznych Armaniusa: magini, dwoje wojowników i dwóch rzemieślników. Oficerowie mają do dyspozycji trzech podwładnych, którym wydają polecenia przede wszystkim podczas bitew. Spośród podlegających im najemników kilku nazwać można „świeżakami”, którym nie było dane uczestniczyć w zbyt wielu starciach, to właśnie oni znajdują się na najniższym szczeblu tej drabiny.

Everlund, 1372 RD Rok Dzikiej Magii

Ostatnimi dniami zawitaliście do miasta kupieckiego Everlund. To dla was krótki moment wytchnienia po dopiero co wykonanym zadaniu. Właśnie tutaj zamierzacie wydać swe ciężko zarobione pieniądze po trosze na przyjemności, po trosze na lepszy ekwipunek. Dzięki kilku pochodzącym stąd kompanom trafiliście na idealny moment. Tutejsza świątynia Waukeen z okazji obchodzonego co kilka lat święta organizuje jutro wieczorem wielką licytację na której to za bezcen zakupić można interesujące przedmioty magiczne. Ta przerwa w waszych podróżach to także czas na przyjęcie kolejnych zleceń. Wasz dowódca Armanius Silbersten nie próżnował, zamierza przyjąć dzisiaj dwóch wysłanników. Pozwolił uczestniczyć w tych rozmowach Wam - swoim oficerom. Wczesnym rankiem jako pierwszy pojawił się niejaki Bernard, korpulentny wysłannik przysłany tu z pobliskiej oddalonej o sześć dni marszu niewielkiej Twierdzy Olostina na południowym zachodzie należącej do bogatego lorda Marciusa Sharpsword. W oczy rzucały się pierścienie i sygnet zdobiące jego palce i jedwabne odzienie. Sprawiał wrażenie możnej i ważnej persony. Gościa podjęliście w karczmie, którą to na kilka godzin wynajęliście na wyłączność. Ustawiliście kilka stołów razem w prostokąt. Na końcu rzędu połączonych stołów usiadł dowódca, wy zaś pozajmowaliście upatrzone przez siebie miejsca po jego prawicy i lewicy. Naprzeciw dowódcy honorowe miejsce zajął posłaniec. Nowo przybyły przywitał się z wami kłaniając się najpierw głównemu gospodarzowi, potem jednej i drugiej stronie. Tak jak i wy uraczony został winem. Do waszego przywódcy zwrócił się na przywitanie kilkoma ciepłymi pełnymi szacunku słowami. Armanius przedstawił każdego z was. Zaraz po tej krótkiej prezentacji Bernard szybko nawet nie mocząc ust w winie zaczął:
- Wasza kompania Wyszczerbionych Ostrzy zyskała niemałą sławę, w mych rodzinnych stronach snuje się o was mnóstwo pochlebnych opowieści. Mego pana lorda Marciusa Sharpsword wielce ucieszyły wieści o pojawieniu się was w mieście Everlund, tak blisko od jego twierdzy. Nie będę ukrywał, że jesteśmy w pilnej potrzebie. Najęliśmy już małą kompanię najemną, jednakże ich od drogi do samego Everlund dzielić może nawet dekadzień. Istnieją ogromne obawy, że nie dotrą na czas, a i są zbyt nieliczni i jak podejrzewamy zdecydowanie za mało doświadczeni ażeby podołać temu wyzwaniu. Nękają nas nieustanne ataki różnego rodzaju bestii. Do lorda Marciusa należy klucz pięciu wsi. Trzy spośród tych wsi zostały zrównane z ziemią. Przewidujemy, że także one mogą paść łupem tych potworów w przeciągu dekadnia. Wasza grupa prawdopodobnie samodzielnie bez pomocy tamtych da sobie radę z zagrożeniem.
- Zatem oczekujesz ażebyśmy wybili wszystkie atakujące was potwory –stwierdził Armanius - O jakim zagrożeniu konkretnie jest mowa? Co to za bestie? Jaką liczebność szacujecie? – wasz dowódca jak zwykle przemawiał rzeczowym nie wyrażającym żadnych emocji tonem.
- Osobiście ich nie widziałem, podczas ataków przebywałem w forcie lorda. Słyszałem, że to motłoch przeróżnej proweniencji, zbiegowie ze zniszczonych siół powiadają, że jednocześnie atakowały ich gobliny, koboldy, orkowie, gnolle, kilka ogrów. Nie sposób powiedzieć ilu ich jest, najpewniej mniej niż setka głównie pomniejszych stworzeń z którymi ktoś taki jak Wy nie powinien mieć większych problemów. Oprócz tego jest jeszcze jeden problem…
- Jaki? Mów śmiało
- Wioskę od pewnego czasu nawiedza także jakiś potwór. Miejscowi prostaczkowie twierdzą, że to zielony smok. Poczwara porywa krowy, owce, zdarzyło się jej nawet zabrać dwoje dzieci. Niewątpliwie wszystkie swoje ofiary zjadła…

- Reasumując oczekujesz, że wytłuczemy zorganizowaną bandę potworów i ubijemy tego smoka? – podsumował dowódca – jaka zapłata wchodzi w grę i kiedy mamy się wziąć za realizację zadania?
- Takie właśnie są nasze oczekiwania, sam bym lepiej tego nie ujął. Musicie to załatwić jak najszybciej. Nasze wioski mogą w każdej chwili paść, dlatego oczekujemy od was pośpiechu. Co do zapłaty, za wybicie wszystkich potworzysk lord Marcius oferuje całe cztery tysiące sztuk złota, dodatkowo możecie liczyć nawet na okrągły tysiąc jeśli uda wam się obronić obie wsie tak ażeby nie poniosły one żadnego uszczerbku w ludności i zabudowaniach. Ponadto jeśli ocalicie ludność naszych wsi, lord Marcius w swej hojności jest gotów nagrodzić Was kilkoma wartościowymi przedmiotami magicznymi.
- Jeszcze dziś wieczorem usłyszysz naszą decyzję panie. Jeśli podejmiemy się wykonania tego zadania to wyruszymy w ciągu trzech dni. Jeśli ktoś z was ma pytanie do sir Bernarda bądź chce w jego obecności zgłosić jakieś uwagi to teraz jest ku temu jedyna okazja.


Natępnie Bernard was opuścił żegnają się z każdym

Niecałą godzinę później przybył do was kolejny posłaniec, zajął miejsce Bernarda. Ten prezentował się zupełnie inaczej aniżeli poprzedni. Zobaczyliście krótko obstrzyżonego ciemnowłosego zbrojnego o orlim nosie i ponurym wejrzeniu odzianego w kolczugę. Trzymany w lewym ręku hełm położył przy krawędzi stołu na którym tuż obok czekał na niego dębowy kufel wypełniony ale. Ściągnął skórzaną rękawicę z prawej dłoni, po czym każdemu z was podał prawicę poczynając od dowódcy. Przedstawił się wam jako Greel chorąży i emisariusz w armii Sundabar, którą dowodzi niejaki Helm Przyjaciel Krasnoludów, ongiś słynny najemnik Kompanii Krwawy Topór. Na krótko Helm stanął nawet na czele Krwawych Toporów, grupa jednak ostatnimi laty poszły w rozsypkę, wielu spośród najemników z kompanii na stałe osiedliło się w krasnoludzkich twierdzach, część zaś postanowiła szukać bogactwa w mroźnej Dolinie Lodowego Wichru, niektórzy nawet jak głosi plotka wyruszyli daleko na południe aż do Chult ażeby tam przystać do najemników Płomiennej Pięści w Forcie Beluarian. Dzięki rozpadowi Krwawych Toporów to właśnie wasza Kompania Straceńców (czy jak zwą was inni Wyszczerbione Ostrza) wysunęła się na pierwsze miejsce wśród drużyn najemniczych Północy. Greel nie tracąc czasu przeszedł do rzeczy:
- Armanius zapoznał się już ze sprawą, chciał jednak żebyśmy omówili ją w większym gronie. Sundabarr znajduje siew stanie regularnej wojny z orkami. Potrzebne nam sprzedajne ostrza. W tych stronach lepszych od was nie znajdziemy, a my stawiamy przede wszystkim na jakość. Oferujemy wam dwumiesięczną służbę na żołdzie w naszej armii. Będziecie wykonywać rozkazy dowódcy armii Helma, lub jego zastępcy Tordila, jednak zostawimy wam wolną rękę co do sposobu realizacji powierzonych wam zadań, tak więc zachowacie pewną autonomię wewnętrzną w ramach armii. Zapewnimy wam wyżywienie i hojnie opłacimy. Dowódca armii przewidział dla was i tylko dla was pewną specjalną misję, którą gotów jest wam powierzyć jeśli się spiszecie. Nie zaznajomiono mnie ze szczegółami, wiem tylko, że zostaniecie nieźle nagrodzeni. W grę wchodzi znacznie powyżej dziesięciu tysięcy sztuk złota. Jesteście potrzebni na wczoraj, oczekujemy więc szybkiej odpowiedzi i stawienia się przez was w naszym obozie w przeciągu miesiąca, dacie radę, droga tam zajmie wam przy dobrych wiatrach dwadzieścia dni. Możecie być pewni, że będzie ciężko, nastawcie się na to, że może was nieźle przerzedzić, ale ryzyko jest przecie wkalkulowane w waszą profesje – pociągnął solidny łyk ze swego kufla nie zważając na rozlewający się przy tym alkohol – Przygotowujemy się do oblężenia twierdzy orków we wschodnim pasie Gór Rauvin, to kilka dni od Sundabar, być może zdobędziemy ja przed waszym przybyciem, jeśli tak to zastaniecie część załogi w twierdzy i tam otrzymacie dalsze polecenia, w innym razie pomożecie również przy oblężeniu za co oczywiście po każdym dekadniu będziecie otrzymywali żołd. Zatem jak sądzę możemy na was liczyć. Armia potrzebuje Kompanii Straceńców, wy zaś potrzebujecie złota, to dobry układ, nie uważacie? – zanim ktokolwiek odpowiedział napił się raz jeszcze
- Zatem z grubsza wiemy o co chodzi. płacicie wiele, ale przekaż swojemu dowódcy Greel, że za te pieniądze nie zrobię z mojej kompanii mięsa armatniego. Jeszcze dzisiaj wszystko omówimy, mamy również innego potencjalnego zleceniodawcę. Odpowiedzi spodziewaj się późnym wieczorem – następnie Armanius przemówił do was - Jeśli macie jakiekolwiek pytania, sugestie, uwagi to nie krępujcie się póki Greel tu jeszcze jest. Tylko pamiętajcie, że nie mamy całego dnia, oficjalne głosowanie wszystkich z kompani odbędzie się wieczorem, zatem w tej chwili możecie darować sobie argumenty za tym bądź tamtym zleceniem


[DnD 3.5 FR] Najemnicy

: wt lip 30, 2013 12:46 pm
autor: Basilius
Layla Krwistowłosa

Layla obudziła się o świcie z zamiarem przeprowadzenia porannego treningu. Nic tak bardzo nie otrzeźwiało jej rankiem jak wysiłek fizyczny. Ubrała się pospiesznie, zabrała podstawowy ekwipunek i wyszła ze swojej kwatery. Widok, który zobaczyła, wprawił ją w zdumienie. Nie spodziewała się zastać żywej duszy na zewnątrz. Najemnicy znani są ze swojej skłonności do nocnych hulanek i pijatyk, szczególnie po zakończonym dopiero co zadaniu, przez co poranki są wykorzystywane na doprowadzenie się do stanu używalności. Nie inaczej było i tym razem, jednak ulica rozpościerająca się przed Laylą była gwarna i zatłoczona. Ludzie przekrzykiwali się, zwierzęta ciągnęły wozy z różnorakimi towarami, wyczuć było można atmosferę nerwowości ale też niejakiej ekscytacji.
~ No tak, Everlund, wspaniałe miasto kupieckie ~ Splunęła siarczyście na bruk. ~ Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do tego zgiełku i hałasu. Kolejne z miejsc, gdzie wartość człowieka mierzy się poprzez ciężar jego sakiewki. I do tego dochodzi całe to zamieszanie spowodowane przez wieczorną licytację… Dobrze, że Stary myśli o następnych zleceniach, przy odrobinie szczęścia nie zabawimy tu zbyt długo. Nie znoszę bezczynności. ~

Krwistowłosa rozpoczęła bieg. Mijani przechodnie przyglądali się jej z ciekawością. Rosła kobieta około trzydziestki, umięśniona nieprzeciętnie, o długich blond-rdzawych włosach powiewających za nią. Ubrana jak do walki zbrojnej, wyróżniała się zdecydowanie na tle mieszkańców miasta. Znoszone buty z wysoką cholewką, skórzane spodnie z prostym pasem, zadbana lekka zbroja, rękawice. Największe zdziwienie budził jednak ogromny miecz przytłoczony do pleców, wyglądał na ciężki i niezwykle ostry. Pomimo widocznych na przedramionach blizn można by ją uznać za całkiem ładną. Spojrzenie na jej twarz pozwalało jednak odnieść inne wrażenie. Zimne, niebieskie oczy raziły wszystkich wokół, z jej twarzy nie schodził złowrogi grymas, każdy usuwał się z jej drogi.

Po zakończonym treningu kobieta wróciła do kwatery. Zdążyła się odświeżyć i była w trakcie pospiesznego posiłku, kiedy rozległo się pukanie. ~ Anvas, punktualny jak zawsze… ~
Przywitała się ze swoim pierwszym oficerem, następnie słuchając jego raportu o stanie uzbrojenia kompanii kończyła śniadanie. Spisał się ze zwykłą sobie precyzją, doskonale oceniając straty najemników. W sumie nie było tego wiele: należało uzupełnić kilka kołczanów strzał, pogiętę tarcze i zniszczone zbroje oddać do naprawy płatnerzowi.
- Dobra robota. Zajmij się teraz stanem żywności, możesz również zrobić rozeznanie na temat świeżych i tanich dostaw. Weź ze sobą Lan, z pewnością uda jej się coś utargować. Chcę usłyszeć pełny raport wieczorem. Vindel niech w tym czasie oporządzi mojego konia, następnie dowie się czegoś więcej o tej całej licytacji. Ja będę w pobliskiej karczmie, Armanius wezwał swoich oficerów, nie należy nam przeszkadzać. -

Layla podążyła sprężystym krokiem na spotkanie. Na miejscu przywitała się krótko z Armaniusem, skinęła lekko głową każdemu z przybyłych i zajęła jedno z wolnych miejsc. Nigdy nie przywiązywała większej wagi do pozycji zajmowanej przy stole, wystarczyło jej w miarę wygodne miejsce z widokiem na całe pomieszczenie. Po niedługim czasie pojawił się pierwszy z interesantów.

Bernard swoim wyglądem i pochlebstwami nie wzbudził w kobiecie zaufania. Wiedziała z doświadczenia, że piękne słowa i szaty często nie oddają charakteru osoby. Jednak nie uszło jej uwadze, że jest dość przejęty całą sprawą. Opowieść o innej grupie najemników i atakach wrogich stworów wydawała się jej całkiem prawdziwa. Takie rajdy zdarzały się od czasu do czasu na mniej strzeżone cele. Jej niepokój budziła jednak druga część zadania. Zielony potwór? Prawdopodobnie smok? Wolne żarty. Nigdy nie miała z czymś takim do czynienia, o takich stworzeniach słyszała tylko w opowieściach. Zresztą, po co taki smok miałby napadać nieznaczące wioski? Dochodził do tego także brak dokładnego rozeznania, postanowiła więc dopytać. – Czy przeżyli jacyś naoczni świadkowie napadów lub jest ktoś w stanie bardziej precyzyjnie opisać owego potwora? – Ciekawiło ją także o czym rozmawiał z Aliserem, jednak tym razem postanowiła poczekać z pytaniem.

Drugi z potencjalnych zleceniodawców zrobił na niej większe wrażenie. Żołnierz, znający zasady panujące wśród najemników, przemawiał krótko i rzeczowo. Jednak Greel, nawet jeśli występował w imieniu Helma, wysławiał się w sposób butny i zarozumiały. Było widać po nim zgubną pewność siebie. Uznała za celne uwagi rzucone przez Armaniusa oraz Alisera, jednak chorąży pozostał niewzruszony. Samo zadanie wydawało się zwyczajne, nie raz Ostrza były wynajmowane w celu przechylenia szali wojny na właściwą stronę (tę, która mogła sobie pozwolić na ich usługi). Jednak oznaczałoby to zaangażowanie całej Kompanii na długie miesiące, jednocześnie odbierając dużą część swobody w działaniu. Jedno było pewne – skoro władcy Sundabar zdecydowali się tak znacząco uszczuplić swój skarbiec, to sprawa była poważna. Nie miała pytań do Greela.

Będzie potrzebowała trochę czasu na przemyślenie obu proponowanych zleceń.

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: wt lip 30, 2013 4:08 pm
autor: Yuan
Stoody

Obrazek


Stoody jest niewysokim młodzieńcem o dość ciemnej opalonej cerze i brązowych włosach rozrzuconych w nieładzie. W oczy rzucają się czarna, piracka opaska na lewym oko przysłaniająca paskudne oparzenie, które widać nieco poza jej brzegami oraz przypięty do pasa rapier, element dość nietypowy jak na czarodzieja. Elementy te sprawiają, że Stoody znany jest wśród gawiedzi jako Pirat. Stoody nosi zwykle lekką skórzaną kurtkę pod która widoczny jest pas wypełniony różnego typu buteleczkami, większość z nich nie wygląda na zdatne do spożycia... chyba, że chcecie je wlać do gardła jakiemuś niemilcowi.

Everlund... Kto by pomyślał, że wywieje mnie tak daleko od domu. - pomyślał Stoody krocząc zatłoczonymi ulicami wśród przekrzykujących się lokalnych kupców. Na miejscowym targu kupił złotoczerwony owoc, który widział pierwszy raz w życiu i pogryzając go rozglądał się po mieście. Był w całkiem niezłym humorze, odpuścił sobie wczorajszą imprezę na rzecz niezwykle interesującej lektury, którą znalazł podczas ostatniej przygody (co dziwne, nikt inny nie był zainteresowany tym niezwykłym skarbem) i czuł się doskonale spacerując po oświetlonych słońcem chodnikach. Chętnie porozglądał by się jeszcze po okolicy, ale wiedział, że Armanius nie lubi spóźnień więc czym prędzej popędził do karczmy.

Wszedł do środka raźnym krokiem i rozejrzał się po twarzach zebranych. Złożył delikatny ukłon Armaniusowi zachowując przesadnie poważną minę, po czym uśmiechnął się do oficerów i zajął wolne miejsce. Poprawił opaskę, żeby lepiej przykryć oparzenie i powoli kończył swój posiłek czekając na gości.

Pierwszy z nich odrzucał go swoim wyglądem i zachowaniem, lecz jego słowa go zmartwiły. Nie lubił gdy cierpieli niewinni ludzie, a walka z bestiami zawsze przynosiła mu najwięcej satysfakcji, ale ten smok... ktoś tu chyba za dużo wypił. Mimo wszystko sprawa wydała mu się ciekawa. Stoody początkowo milczał słuchając jak inni zadają pytania. Ta całą heca z drugą grupą najemników wydała mu się jednak interesujaca.
-Zatrudniliście grupę najemników, która była daleko, a do tego wydaje wam się niekompetentna? Czyżby ostatnio ataki się nasiliły, że nagle szukacie kogoś... lepszego?

Greel był tak żołnierski jak tylko się dało i miało to swoje plusy i minusy. Z jednej strony rzetelnie przedstawił sprawę, z drugiej jego ton i treść wypowiedzi odrzucała Stoody'ego. Nie uśmiechała mu się pracą pod czyjeś dyktando, dodatkowo zapowiadała się dość nudna robota. Do tego nie miał wątpliwości, że to na Ostrza padnie wybór, gdy będzie trzeba ludzi do przeprowadzenia samobójczej akcji. Postanowił jednak zwrócić się do Greela.
-Greelu, co tak właściwe zamierzacie osiągnąć za naszą pomocą? Szturmujecie twierdzę, ale jak sam powiedziałeś z tym być może poradzicie sobie sami. Do czego dążycie, co chcecie zdobyć i dlaczego właśnie akurat teraz potrzebny wam ktoś do pomocy?

[DnD 3.5 FR] Najemnicy

: wt lip 30, 2013 11:10 pm
autor: Bergho
Bernard usłyszał pytania Layli i Armaniusa, którego interesowały następujące kwestie
- Jak wyglądają ataki? Czy wrogowie po prostu bezładnie rozłażą się po okolicy, łupiąc, co się da, czy też nacierają wszyscy razem, jak jeden oddział? Czy wygląda na to, aby mieli jakiegoś dowódcę, który prowadzi ich do walki? Czy biorą jeńców? Czy w okolicy jest jakieś miejsce, które może posłużyć im za kryjówkę?
Zapoznawszy się z ich pytaniami odparł:

- Tak, nielicznym udało się uciec do twierdzy Olostina i pozostałych nam jeszcze wsi Pinewood i Smallstone. Bandycka hałastra grabiła, zabijała i paliła wsie bez litości. Atakowali razem zapewne zamierzając przygnieść ludzi swoja liczebnością. Te istoty nie znają miłosierdzia, branie jeńców nie leży w ich zwyczaju. Byli uzbrojeni w miecze, topory, łuki i włócznie, niektórzy posiadali zbroje. Ponoć wśród agresorów zdarzyło się kilku sprowadzających ogień szamanów, tak więc trzeba się mieć na baczności. Od zawsze miewaliśmy problemy z orkami czy goblinami, nigdy jednak nie rozpanoszyli się na taką skalę. Na mieszkańców Smallstone padł blady strach od czasu gdy pojawił się tam ten smok. Jedni z naocznych świadków mówią, że potwór mierzył sobie ze dwadzieścia stóp, są też tacy, którzy utrzymują jakoby był jeszcze dwukrotnie większy. Ciemno zielona kreatura, ogromne skrzydła przysłaniające niebo, długi ogon, którym bez problemu mógłby udusić każdego kto by się napatoczył ostre zębiska i pazury - tak go opisują. Potwór nieustannie charczał, błyskawicznie podlatywał do ofiar po czym chwytał je swą ogromną paszczą. Ponoć nie zionął ogniem, wystarczyło mu, że zabrał jakaś ofiarę żeby się nią posilić. Tak mi to zrelacjonowano. Co zaś się tyczy kryjówek tych bestii, prawdopodobnie należałoby ich szukać w Wysokim Lesie, trudno powiedzieć gdzie dokładnie, na pewno czają się gdzieś blisko, podobnie jak smok

Stoody zakłopotał trochę Bernarda swoim pytaniem. Wysłannik westchnął po czym odparł

- Początkowo nie sądziliśmy, że zagrożenie jest aż tak poważne. Już po tym jak upadła pierwsza wieś postanowiliśmy nająć na jakiś czas kilku najemników żeby ci odstraszyli napastników. Wtedy też nie było jeszcze tego smoka. W poszukiwaniu wsparcia wysłaliśmy gońców daleko na północ. Nikt nie kwapił się żeby nam pomóc, tylko cieszący się nienajlepszą sławą najemnicy zwani jako „Plugawa dwunastka” zgodzili się nam pomóc. Nazwa ich kompanii pochodzi od jej liczebności oraz od wad charakteru tych najemników. Wkrótce po tym jak przyjęli naszą ofertę okazało się, że ataki się nasilają. Padła kolejna wioska, a po niej także trzecia. „Dwunastka” podobno zmierza teraz na południe, ale nie dojdą na czas. Wasze pojawienie się tu to dla nas prawdziwe błogosławieństwo.

Greel usłyszał od Armaniusa całkiem podobne pytania na które dał wyczerpującą odpowiedź:

– Zagrożenie jest znaczące. To nie jakaś tam pierwsza lepsza banda. Pewnie każdy z was słyszał o orczym wodzu Obouldzie Wiele Strzał. Ponoć tą armią przewodzi jego najstarszy syn Oudlak Stalowy Kieł. To świetnie uzbrojeni wojowie, dla których wojaczka nie jest pierwszyzną. Zdołali obsadzić strategiczną Przełęcz Księżycową. Stamtąd mogą organizować wypady na Sundabar i osadę Jalanthar, ale przede wszystkim uniemożliwiają bezpośrednie podróże karawan z Sundabaru na południe. Dlatego zalecam wam podróż przełęczą Silverymoon, nieznacznie nadłożycie drogi. Jeśli jednak spróbujecie oczyścić Przełęcz Księżycową z orków to z pewnością dowódca naszego niewielkiego oddziału zabezpieczającego Jalanthar nagrodzi was w miarę swoich skromnych możliwości, a i po oddaleniu niebezpieczeństwa odda wam kilku ze swoich ludzi. Jednak ja na waszym miejscu mijałbym tą zdradliwą przełęcz. Co się tyczy obleganego przez nas fortu we wschodniej części Gór Rauvin, nie jest on ich jedynym. Z pewnością orkowie korzystają też z rozbudowanej sieci górskich jaskiń. Co zamierzamy z waszą mocą osiągnąć? Cholera jasna, też chciałbym to wiedzieć. Możecie się przydać przy oblężeniu, ale naczelny dowódca Helm przewiduje dla was również inną rolę. Utrzymywał, że możecie się walnie przyczynić do wygrania przez nas wojny. Przywódca nie chciał mi wyjawić do czego was potrzebuje. Wrogowie otaczają nas ze wszystkich stron, więc Helm nie chce ażeby pewna wiedza trafiła w niepowołane ręce. Wiem jedynie, że misja wymaga pewnej dyskrecji, nie będzie w nią angażował armii, a jedynie najlepszy oddział jaki uda mu się zwerbować… czyli was o ile się rzecz jasna zgodzicie. Tyle jestem w stanie wam rzec. Reszty dowiecie się od samego Helma albo jego zastępcy Tordila

[DnD 3.5 FR] Najemnicy

: śr lip 31, 2013 11:15 am
autor: Amon
Amon, to szczupły mężczyzna w średnim wieku. Długie czarne włosy i równie długa kozia bródka. Cera ciemna oczy również. Głos melodyjny, akcent mieszczański.
Zazwyczaj ubrany w ciepłe zimowe ubranie: długi i gruby futrzany kożuch i futrzaną czapkę. Na nogach wysokie skórzane buty. Wszytko w szaro-burych kolorach. W ręku kostur.


Kiedy tylko jest możliwość skozystania z dobrodziejstw cywilizacji, niepojetym jest nie skorzystać. Everlund może i duże nie jest, ale zawsze to jakiś “dotyk” miasta. Można liznąć trochę sztuki, tu grajek tam grajek, w miejskiej bibliotece też znalazł by jakieś czytadło. Gdyby było więcej czasu... eh, no ale nie ma. Dobrze że przynajmniej palić jest kiedy. Frostmear i Storr trują czasem o szkodliwości... bogowie. Czy oni spodziewają się że ja zamierzam kiedykoliwek umrzeć? znaczy... nie być? Cień z tym! kopce i będę kopcić, kopce i teraz kiedy wchodzę do koarczmy na umówione spodkanie. Jedyna woń jaka jest w sanie przyćmić zapach dymu z mojej fajki to pot Layli! ale oczywiście zachowam tą uwagę dla siebie, jesli nie z przyczyn praktycznych to chociaż religijnych... . Siadam w jedynym rogu, przy którym nie pali się lampa. Odrobina cienia zrobi dobrze moim oczom przekrwionym od czytania przy świecy. Wchodzi pierwszy petent. Odpowiedziałem kurtuazyjnym gestem i uśmiechem. Nekromancja sprawdza się świetnie w dziedzinie higieny osobistej. Negatywna energia świetnie wysysa życie z wszelkich organizmów żądnych zerzreć moje zęby. Ot ciekawostka. Dlatego zębami moge się pochwalić i by tak pozostało nie powiem Layli o tym pocie... .

Gdy Bernard przerwał swój wywód pozwoliłem sobie wtrącić:
- Hmm... Lord ma... miał pięć wsi, zostało mu dwie, za zabicie “”wszystkich” potworów proponuje cztery tysiące, za obronę mniej niż polowy swojego ocalałego stanu posiadania tysiąc. Jakkolwiek głęboka jest jego miłość do swego ludu, w którą nie wątpię, z samego... “ekonomicznego” punktu widzenia jawi się to... intrygująco. Czyż nie leży w interesie twego Pana, by zapewniająca mu utrzymanie ludność pozostała przy życiu. Chyba tak. Więc może jedyna zapłata na jaką możemy liczyć to ów tysiąc, gdyż zabicie “wszystkich” potworów jest nie tylko trudne do wykonania ale i trudne do udowodnienia. Nawet jeśli wybijemy hordę koboldów i naprawdę oczyścimy wasze ziemie, wystarczy jeden wieśniak krzyczący o smoku by zablokować naszą wypłatę, tak moglibyśmy się bawić w kotka i myszkę do nastania wiecznej nocy.
to powiedziawszy wsadzam na powrót fajkę w usta



Drugi petent, martwi mnie. dziesięć tysięcy kryje w sobie dość ciężką sakiewkę przeznaczoną i dla mnie. Ale kto oferuje kilkudziesięcioosobowej bandzie tyle pieniędzy? ktoś zdesperowany lub ktoś nie spodziewający się że bedzie kiedykolwiek musiał tych pieniędzy się pozbyć. Oczywiście mocodawca Greela mógłbyć i jedym i drugim. “Teraz jest wojna, a jak wygramy to jakoś to będzie”. Naprawdę musiałem dowiedzieć się czegoś więcej o tych dziesięciu tysiącach, dlatego gdy nadszedł dogodny moment zagadałem:

- Szturmować orczych murów w kilkadziesiąt osób nie będziemy nawet i za 100 tysięcy gdyż nic za nie nie kupimy na tamtym świecie... Wasz dowódca chyba ma jeszcze trochę piechoty i biedoty gotowej maszerować z dumą w cieniu nieprzyjacielskich strzał? Głęboko ufam, że jednak nie w tym celu poszukujecie doborowego oddziału najemników

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: śr lip 31, 2013 11:57 am
autor: slann
Frostmaer

Chudy i odziany w skóry mężczyzna w wieku około, o włosach czarnych niczym krucze pióra i lodowato zimnych oczach siedział nieco na uboczu popijając piwo i rozmyślając o przeszłości. O ścianę stała kosa o ostrzu postawionym na sztorc, a u jego stóp spał wielki rosomak.
Przybył pierwszy z klientów.. Widząc go, prychnął z cicha. Pogardzał słabeuszami wychowanymi w pałacach, ale wysłuchał słów jego i pozostałych w pełnym skupieniu i dopiero na samym końcu się odezwał. Jego głos był cichy i rytmiczny.
- Bestia ta smokiem być nie może, bo ogniem lub innymi rzeczami nie zionie. Wywern to, lub stwór podobny być musi, przez wodza potworów obłaskawiony

Drugi z klientów spodobał mu się o wiele bardziej, mimo władczego charakteru, a i do Sundabaru wolałby się udać z osobistych przyczyn.
- Raczył byś rzec więcej o waszych wrogach, których zabijać mamy? Możliwa liczebność i kto pomaga orkom, ta wiedza przydać się nam może

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: sob sie 03, 2013 3:59 pm
autor: Bergho
Bernard przetrawił słowa Amona, po czym odpowiedział z większą pewnością siebie niż można się po nim było spodziewać:
- Lord Marcius Sharpsword to człowiek honoru zawsze wywiązujący się ze swych zobowiązań. Zawsze będzie można znaleźć wybitych przez was bandytów. Co się tyczy smoka, widziało go wiele osób, nie dajemy wiary dziecięcym bajaniom, klechdą sędziwych kobiet ani pijackim widom. Prosimy Was również o wyeliminowanie zagrożenia z jego strony. Łeb tej poczwary powinien być dla nas wystarczającym dowodem. Na taki widok nikt nie spróbuje zarzucić Wam kłamu.
Na słowa Frostmaera posłaniec rzekł tylko
- Może masz rację panie, nie jestem najemnikiem, nie znam się na potworach
Armanius podziękował Bernardowi za odpowiedzi, zaś posłaniec pożegnał się z wami

Tymczasem podczas drugiej audiencji
Greel uśmiechnął się na słowa Amona. Przez moment sprawiał wrażenie rozbawionego
- Nikt nie spodziewa się po was aż takiej brawury. Nikt też nie zamierza tracić wartościowych jednostek w głupi sposób. Jak rzekłem najpierw pomożecie przy oblężeniu, następnie działać będziecie zdani na siebie nie mogąc już liczyć na większe wsparcie z naszej strony. Nagroda w złocie należycie uhonoruje wasz trud, wszystkich którzy wyjdą z tego żywi uczyni zamożnymi
Na pytanie druida chorąży odpowiedział
- Jest ich około... mnóstwo. Nie mam pojęcia ilu liczy ich armia, tych z tego dobrze ufortyfikowanego fortu będzie koło trzech, czterech setek. Wydaje się że te bydlaki mnożą się nieustannie. Na pewno całe bandy kryją się po różnych jaskiniach. Wszystkich trzeba rachować w tysiącach. Nie wymagamy jednak od was żebyście ich pozabijali i przegnali. Od tego mamy armie, która jednak sama nie da sobie rady. Jak mówiłem kieruje nimi Oudlak Stalowy Kieł, a czy mają jakiś sojuszników, tego nie wiemy. Za to wiemy, że cholernie niebezpieczni są ich kapłani czczący Gruumsha czy inne plugastwo, no i mają nawet kilku czarodziejów. Nie muszę też chyba mówić, że lepiej nie wdawać się w walkę z ich berserkami, tymi co im się toczy piana z pyska jak wpadną w szał
Poza tym nikt nie zadał pytania
- Dość już usłyszeliśmy. Wiecie już z jakim ryzykiem i orientacyjnym zyskiem wiążą się oba zlecenia – następnie Armanius zwrócił się do Greela – dzięki Greel, to wszystko co chcieliśmy usłyszeć
Gdy także drugi wysłannik was opuścił Armanius odezwał się do Was
– Macie jeszcze niemal cały dzień. Możecie sobie pozwiedzać miasto, wstąpić do jakiejś karczmy, zabawić się, ale wolałbym żebyście na głosowanie przybyli trzeźwi i w jednym kawałku. Zatem nie przesadzajcie z alkoholem i unikajcie przesadnych burd. Jeszcze jedno. Anvas i Stoody zajmą się zaopatrzeniem jutro skoro świt, gdy już zdecydujemy się przyjąć jakieś zlecenie. Teraz Stoody masz czas wolny. Ty Amon jak wiesz miałeś się jeszcze dzisiaj jak najszybciej skontaktować z tutejszą gildią magów. Ponoć też oferują jakieś intratne zlecenie. Na wyższe piętra swojej wieży wpuszczają tylko innych czarodziejów, zatem nic tam po mnie. Jak chcesz możesz zabrać Stoodyego. Tym czego się dowiedzieliście podzielicie się z nami przed głosowaniem. Ty Keelain masz czas wolny, ale możesz się jeszcze na coś przydać. Jako, że zlecenia do łatwych nie należą, możesz zwerbować kilku świeżaków, nie więcej niż pięciu. I nie przyprowadzaj mi tu pierwszych lepszych obwiesi. Jeśli nie napotkasz nikogo wartościowego to najlepiej nie wcielaj nikogo. Masz na to trzy dni, bo za trzy dni damy radę się zebrać. Layla, Storr, wy możecie robić co wam się podoba, dzisiaj niczego od was nie potrzebuję. Frostmaer, wraz z Linael przeliczycie jeszcze raz wspólne złoto, zdasz mi podsumowujący to raport. Później masz czas dla siebie. Widzimy się wszyscy o zwyczajowej porze wspólnych narad. Wasi ludzie też powinni przyjść w końcu oni też głosują. Nie będziemy czekali zbyt długo. Jeśli ktoś nie zdąży na zebranie to nie będzie mógł oddać głosu i będzie zdany na decyzję pozostałych

Amon:
Wyszedłeś z karczmy gdzie przyjmowaliście wysłanników. Teraz zgodnie z rozkazem dowódcy miałeś wybrać się na spotkanie z magami. Wcześniej Stoody wywiedział się, że czarodzieje mogą mieć dla was robotę. Zastanawiałeś się czy powinieneś go brać ze sobą. Dość restrykcyjne procedury bezpieczeństwa zabraniały przyjmowania przez gildię grupy magów większej niż trzyosobowa. Zatem mogłeś zabrać Stoodyego (jeśli ten oczywiście zechce), ale również wziąć którąś/któreś ze swoich dziewczyn, w końcu każda nieco się znała na magii. Zawsze mogłeś też pójść tam sam, w końcu to Ty byłeś w kompanii głównym negocjatorem, mogłeś sobie poradzić i bez pomagierów

Stoody:
Miałeś ochotę spędzić najbliższy czas choćby w karczmie ze swoimi pomocnikami. Wiedziałeś, że jutro czeka Cię ciężki dzień, zatem warto było odpocząć. Z drugiej strony ciekawiło Cie czego możesz się dowiedzieć w gildii magów. Niemniej decyzja o tym czy idziesz należała do głównego negocjatora - Amona. Nie zapomniałeś też o swoim domyślnym zadaniu, o którym Armanius nie musiał Ci przypominać. Może warto by było pokręcić się po mieście i posłuchać kilku plotek, zdobyć parę informacji o tym o czym mówi się w okolicy. Wiedziałeś, że na zrobienie wszystkiego nie starczy Ci czasu

Layla:
W towarzystwie Anvasa szłaś miejskim targowiskiem. Rozmiar tego miasta dla osoby Twego pokroju był trochę nazbyt przytłaczający. Wyraźnie czułaś na sobie spojrzenia niektórych ludzi. Gdzieś na obrzeżach targowiska waszą uwagę przykuł ponad dwumetrowy barczysty mężczyzna
- Kto jeszcze rzuci mi wyzwanie?! No dalej, to ostatnia walka dzisiaj, nie przepuśćcie okazji co by zarobić! – krzyczał stojąc w centrum sporego okręgu
Jeden z gapiów wyjaśnił Wam krótko zasady. Dajesz 20 sztuk złota. Jeśli wytrwasz przynajmniej pół minuty oddaje złoto i wypłaca jeszcze 20. Jeśli zaś zdołasz go pokonać to możesz liczyć dodatkowo na 40 sztuk złota. Jeszcze nikt go nie pokonał
Przyjrzałaś się potencjalnemu przeciwnikowi. Z pewnością był większy i silniejszy od Ciebie. Nie czułaś strachu, miałaś ochotę sprawdzić kto okaże się twardszy. Być może właśnie pokonany trzymający się za krocze, wyjący z bólu i leżący tuż obok areny człowiek powinien dać do myślenia, jednak ten widok nie robił na Tobie wrażenia.
- Lepiej stąd chodźmy – zasugerował Anvas
Jakby nie słuchają spytałaś widza czy można walczyć własną bronią
- W żadnym wypadku. Walczy się dokładnie taką samą drewnianą bronią jak on, bez zbroi i bez jakiejkolwiek magii – z tego co widziałaś potencjalny przeciwnik trzymał w lewym ręku drewnianą pawęż, zaś w prawej dłoni ściskał również wykonany z drewna półtoraręczny miecz zwany też bękartem. Nieopodal faktycznie leżała identyczna tarcza i miecz.
- Przegrasz jeśli się poddasz, utracisz zdolność do dalszej walki, utracisz broń albo wypadniesz poza ring – tu spojrzałaś na narysowane na biało linie sporego okręgu o średnicy około pięciu metrów – ten tutaj oberwał na tyle mocno, że nie był w stanie dłużej utrzymać miecza w ręku – widz wskazał na zwijającego się z bólu delikwenta, który już wcześniej zwrócił Waszą uwagę
Zanim zdecydowałaś się czy walczyć usłyszałaś znajomy głos.
- Ja chcę spróbować! – od razu obejrzałaś się za siebie i zobaczyłaś elfa Fallasa (nie wiedzieć czemu większość często myliła jego imię nazywając go Fallusem), był on jednym z podwładnych druida Storra. Niezgorzej władał długim mieczem, był zręczny i pewny siebie, wielu nie – elfów miał za nic. Wątpiłas żeby ten pyszałek miał jakiekolwiek szanse z tym twardzielem. Jakaś część Ciebie miała ochotę kazać Fallasowi spadać, z pewnością Ty lepiej sobie poradzisz. Z drugiej strony chętnie zobaczyłabyś jak Fallas zbiera tęgie baty

Storr:
Armanius rzekł, że masz czas dla siebie. Nawet miałeś pomysł na sensowne wykorzystanie tego czasu. Ponoć gdzieś w mieście znajdowało się coś w rodzaju „schroniska”. Tutejsi hycle odpowiadali za łapanie bezpańskich psów szlajających się po mieście. Takie psy podobno trafiały do „schroniska”. Jeśli w ciągu kilku di nikt ich nie zabrał (płacąc za to zdecydowanie za wygórowaną cenę) to zwierzaki kończyły marnie zabijane, a potem zakopywane gdzieś za miastem. Jako druid nie mogłeś patrzeć na taką krzywdę. Miałeś zamiar wybrać się do tego „schroniska” i pomóc przetrzymywanym tam zwierzętom. Wiedziałeś jednak, że nie powinieneś przy tym wywoływać przesadnych burd. Zastanawiałeś się czy powinieneś iść samemu czy też lepiej zabrać ze sobą swoich towarzyszy: elfiego druida i półelfiego tropiciela. Wiedziałeś, że na elfa Fallasa nie możesz liczyć, bo ten jak to miał w zwyczaju szlajał się gdzieś po mieście i pewnie szukał zaczepki z jakimś człowiekiem.

Frostmaer:
Dostałeś nużące zadanie. Przypadło Ci w udziale przeliczanie należącego do Kompanii Straceńców złota. Na szczęście pomagała Ci w tym Lineal Inverte – ponętna ognistowłosa elfia czarodziejka o której nieoficjalnie mówiono, że jest prawą ręką Armaniusa. O Lineal można rzec, ze to dziewczyna świadoma swego wdzięku, momentami wredna zołza, ale z poczuciem humoru. Oprócz tego magini lubiła narzekać, że nie została należycie obdarzona przez naturę. Zaraz po Amonie i Stoodym to najbardziej uzdolniona osoba władająca magią wtajemniczeń. Znała Armaniusa jeszcze zanim powstały Wyszczerbione Ostrza. Razem naliczyliście 1480 sztuk złota. Zdałeś raport Armaniusowi. Teraz miałeś czas dla siebie. Byłeś zmęczony, miałeś ochotę albo wstąpić do jakiejś karczmy albo położyć się spać i obudzić się dopiero pod wieczór

Keelain:
Armanius wspomniał coś o werbowaniu nowych. Chyba należało się tym zająć, ale po co kłopotać się tym już dziś, tym bardziej że do roboty jest tyle innych ciekawych rzeczy… Wkrótce po opuszczeniu przez Ciebie karczmy zostałeś zaczepiony przez jednego ze swoich podopiecznych. Był to chłopak jeszcze przed dwudziestką, nie obdarzony też przez naturę zarostem zwany przez kompanię Lisem. Przydawał się jako włamywacz i kieszonkowiec. Do tego nawet nieźle grał w karty. Wyglądało na to, że młodzian ma do Ciebie interes
- W końcu jesteś szefie. Mamy świetną sposobność ażeby zarobić. Z tego co wiem w pewnej rezydencji nikogo w tej chwili nie ma, jeśli nie liczyć kilku strażników. W każdym razie cała rodzina niejakich Goldfingerów wyjechała na kilka dni, mogą wrócić już jutro. Dziś wieczorem mamy świetną okazję do skoku na ich rezydencje. Słyszałem, że trzymają u siebie pewien wartościowy sygnet stosowany do uwierzytelniania korespondencji. Mój klient jest gotowy zapłacić za niego całe 200 złotych monet. Ponoć budynku pilnuje raptem dwóch ludzi. Poradzimy sobie z nimi bez najmniejszego problemu. Piszesz się na to? Wezmę jeszcze do pomocy Gariosa, będzie stał na czatach – miał na myśli niedawno zwerbowanego przez Ciebie łowcę - Dzielimy się po równo tym co znajdziemy
Zastanawiałeś się nad jego ofertą. Z jednej strony mogliście łatwo zarobić. Z drugiej strony mogłeś to zostawić tym dwóm. Ale wtedy nie dostaniesz udziału. Zawsze mogłeś im zabronić włamania. W końcu Armanius wyraźnie wspomniał, że nie życzy sobie z waszej strony żadnych ekscesów. Miałeś powód żeby odmówić im pomocy w tym nieco ryzykownym przedsięwzięciu. Podczas krótkiego pobytu w mieście umówiłeś się z pewną śliczna elfią szlachcianką. Zarówno ona jak i jej naszyjnik wpadły ci w oko. Dowiedziałeś się, że owa elfka ma czas wyłącznie tej nocy, gdyż jej mąż ma w tym czasie przebywać poza domem. Chcesz ją uwieść, a gdy utraci czujność zabrać jej złoty naszyjnik. Jeśli będzie zadowolona ze wspólnie spędzonej nocy to może nawet wybaczy Ci twój niecny występek. Jest też jeszcze jedno drobne „ale”. Jeśli pójdziesz się włamać albo odwiedzisz elfią piękność to zapewne nie zdążysz na głosowanie, ale niespecjalnie się tym przejmujesz. Rozważasz również czy po prostu zamiast ryzykować nie zagrać w jakiejś karczmie W sumie to mało kusząca perspektywa, wszak występ Ci raczej nie ucieknie, bo będziecie tu jeszcze jutro i pojutrze

[DnD 3.5 FR] Najemnicy

: ndz sie 04, 2013 11:06 pm
autor: Amon
Amon

Studi wstał od stołu i podszedł do mnie. Oparł mi rękę na ramieniu, nachylił się i spytał cicho:
- Potrzebujesz mojego towarzystwa w rozmowach z gildią, czy też wolisz wziąć którąś ze swoich podopiecznych?
Nie wyjmujac fajki wycedziłem przez zaciśnięte zęby:
- Eee tam... - po czym w końcu wyciągnęłem przedmiot z ust:
- Żeby stary Silbersten prawił mi morały że marnuje dwóch oficerów do załatwienia jednej sprawy? - Teraz ja poklepałem Studiego po ramieniu:
- Nie mój Mistrzu Przywołań, zrobiłeś dobrą robotę wyniuchując tę potęcjalną fuchę, Teraz ja muszę zrobić swoją. - wstaje i odchodzę. Odwracam się jeszcze i "strzelam" do Studiego z palca, po chwili z nad paznokcia unosi się dym, puszczam przy tym oko:
- Jak mają jakieś "tartaczne akolitki" dam ci znać, wieczorem przy kufelku.

Ruszyłem miastem prosto ku miejscowej gildii. Chciałem mieć interesy jak najszybciej za sobą i zająć się czymś innym gdy zapadnie zmierzch. Gdy tylko znalazłem się w rzeczonym miejscu, pierwszej kompetentnej osobie wyłożyłem naturę mojej wizyty:
- Reprezentuję Kompanię Straceńców, znaną też jako Wyszczerbione Ostrza. Zostaliśmy poinformowani, że wasz zacny cech, o którym wiadomo, iż wielce godny, w swojej mądrości poszukuje naszych usług.

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: pn sie 05, 2013 11:19 am
autor: Yuan
Stoody

Obrazek


Stoody zamienił kilka słów z Amonem i udał się szybkim krokiem do swoich ludzi. Kusiła go wizja udania się do gildii magów, ciekawiło go, co mają im do zaoferowania, dodatkowo może udałoby mu się wypożyczyć jakąś ciekawą lekturę. Ale z drugiej strony wiedział, że nie on jest tu specem od negocjacji, a mógł dzisiaj lepiej spożytkować swój czas nadstawiając ucha na kolejne plotki. Wszedł do kwatery, gdzie zwykle przebywała jego drużyna. Trzepnął swojego śpiącego brata Roba w ramię - Te... wstawaj, słońce już wysoko. W pomieszczeniu był jeszcze Malcolm, ich spec od sprzętu. Brakowało tylko człowieka od brudnej roboty... - A Swen gdzie się szwęda? Pewnie znowu będę musiał dać w łapę jak coś zbroi... Zresztą nie ważne - westchnął cicho - jest sprawa. Jako, że dostaliśmy kilka propozycji zleceń, wieczorem jest głosowanie. W skrócie, pierwsze z nich polega na wygonieniu potworów z wiosek jakiegoś napuszonego szlachcica, podobno mieszkańcy widzieli też smoka... Drugie pochodzi od armii Sundabaru, walczą z orkami i potrzebują drużyny do zadań specjalnych. Płacą więcej, ale robota jest bardziej niebezpieczna. Na głosowaniu pewnie dostaniecie więcej szczegółowych informacji, póki co przetrawcie to co powiedziałem. Do wieczora macie czas wolny, ja planuję zaciągnąć języka tu i tam. Jak już będziecie pić w jakieś karczmie to spróbujcie się czegoś ciekawego dowiedzieć, po alkoholu ludzie są wylewni... zresztą sami wiecie - mruga porozumiewawczo - może Swen też się czegoś dowie przy okazji swoich wycieczek... Prostytutki też bywają dobrze poinformowane...

Stoody machnął na pożegnanie swojej kompani, rzucił krótkie "do zobaczenia wieczorem" i ruszył na miasto. Odetchnął głęboko miejskim powietrzem i uśmiechnął się do siebie. Nareszcie miał chwilę, żeby się poszwędać ciasnymi uliczkami Everlund. Główna aleja była ładna i tłoczna, ale prawdziwy urok miast zawsze objawiał się, gdy człowiek zabłądził w mniej odwiedzane rejony. Zix, jego chowaniec jastrząb, siedział spokojnie na jego ramieniu. - Rozprostuj sobie skrzydła przyjacielu, pozwiedzaj trochę okolicę, może coś ciekawego wypatrzysz - przekazał mu telepatycznie. Zastanawiał się, gdzie mógłby się czegoś ciekawego dowiedzieć. Na pewno kupcy mieli coś ciekawego do powiedzenia, ale pewnie zbyli by go ważniejszymi sprawami, do tego nie przekonałby ich pieniędzmi. Półświatek przestępczy też na pewno miał wiele interesujących informacji, ale nie miał chyba wystarczająco czasu, żeby zająć się dzisiaj szukaniem łączników. Zajmie się tym później. Na początek postanowił udać się do pobliskiej karczmy. Wszedł pewnym krokiem i rozejrzał się w poszukiwaniu ewentualnych rozmówców. Szukał głównie poszukiwaczy przygód, miejscowych łowców i strażników miejskich. Nimi jednak zajmie się później, postanowił zacząć od karczmarza. Stanął przy barze i wyciągnął sztukę złota. Pokręcił nią w palcach i spytał - Ma pan chwilę, na luźną pogawędkę?

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: pn sie 05, 2013 2:23 pm
autor: slann
Frostmaer.

Druidowi miasta nie przeszkadzały specjalnie. W końcu była to tylko kolejna dżungla z kamiennymi budowlami miast drzew. I choć wolał przebywać w głębokiej puszczy, to nie narzekał.
- Tysiąc czterysta osiemdziesiąt sztuk złota posiadamy, nie jest to suma ani duża, ani też i mała. Za setną część tego zimę w puszczy przetrwam, lecz życie w mieście więcej kosztuje - to mówił to do siebie ni do elfki...

Gdy wszystko się zakończyło, poszukał syn. Znalazł go przed najbliższą karczmą. Wolf Bite był wyższy od ojca i miał jaśniejsze włosy. Stał z otwartymi ustami, a obok niego siedział wilk.

- Ociec, patrz - wskazał kobietę niosącą pieska.
- Widziałem dziwniejsze rzeczy mój synu, choć było ich niewiele
- A ty myśli, czy to nie tak jak z końmi, tylko odwrotnie się porobiło
- Nie wiem czemu to robi, ale może być jak mówisz. Ludzie władali zwierzętami, zwierzęta władają ludźmi
Weszli do karczmy ojciec opowiedział synowi, czego się dowiedzieli.

[DnD 3.5 FR] Najemnicy

: pn sie 05, 2013 9:50 pm
autor: Basilius
Layla Krwistowłosa

Layla przyglądała się wojownikowi w skupieniu.
~ Czyżby Everlund nie było takim nudnym miejscem jak mi się początkowo wydawało? Świetnie, trochę rozrywki dobrze mi zrobi. Co prawda Armanius ostrzegał, by nie wszczynać przesadnych burd, ale przecież nie mogę przepuścić okazji, by pokazać temu osiłkowi, gdzie jego miejsce… ~ Powiedziała Anvasowi o swoich zamiarach, nie był zachwycony. Wzruszył jednak ramionami – wiedział, że ciężko ją przekonać, kiedy raz sobie coś postanowi.
Zdziwiła się nieco, kiedy usłyszała zgłoszenie tego elfa z kompanii. Miała już okazję obserwować go w walce, był całkiem sprawny, jednak brakowało mu doświadczenia. W pojedynku z dużo silniejszym przeciwnikiem nie przetrwa zbyt długo, zwłaszcza że nie może walczyć swoją bronią. Można było pozazdrościć mu entuzjazmu, jednak nim samym starcia nie wygra. Uśmiechnęła się lekko ~ Przydałaby mu się mała nauczka, oglądanie jego porażki mogłoby być równie zabawne. Szkoda, że nie mogę mieć dwóch rzeczy na raz… Może następnym razem, elfie. ~
Przecisnęła się szybko w tłumie w kierunku Fallasa. Stanęła przed nim, kładąc mu znacząco rękę na ramieniu. – To moja walka. – Powiedziała stanowczym głosem. – Będziesz miał jeszcze nie jedną okazję, by się wykazać. A teraz obserwuj moje starcie uważnie. Pokażę ci, jak takie sprawy załatwia się na Północy. – Jej twarz wykrzywił złowrogi uśmiech. Nie czekała na reakcję elfa. Odwróciła się i weszła pewnym krokiem w obszar kręgu.
- Ja będę twoim przeciwnikiem! Jestem Layla, zwana Krwistowłosą, z Wyszczerbionych Ostrzy. To ja wyzywam cię do walki, choć śmiem twierdzić, że nie wytrwasz ze mną nawet pół minuty! – powiodła oczyma po rozochoconym tłumie, tak, zdecydowanie była w swoim żywiole – Zasady bez zmian, podbijam jednak stawkę. Daję 50 sztuk złota na to, że nie dotrzymasz mi pola przez pół minuty. Jeśli ci się uda przetrwać, pieniądze są twoje, dodatkowo za moją przegraną otrzymasz kolejne 50 sztuk złota. Jeśli jednak poniesiesz porażkę, winny mi będziesz okrągłe 100 sztuk złota. Podejmiesz wyzwanie, czy jesteś podszyty tchórzem? – w tłumie zaczęto robić zakłady o wynik walki – Jednak dostrzegam wahanie w twoich oczach… Dobrze więc, pozwól, że ułatwię ci zadanie. Będę walczyła jedynie drewnianym mieczem, pozbawiona ochrony tarczy. Może to cię przekona, twardzielu – puściła do niego zalotnie oczko.
- I jeszcze jedno. Zdradź mi proszę swoje imię, żebym wiedziała, za czyje pieniądze będę piła dzisiejszego wieczoru. -
Czekała ze spokojem na reakcję wojownika, powoli rozluźniając mięśnie.

[DnD 3.5 FR] Najemnicy

: pt sie 09, 2013 8:53 pm
autor: Amon
Amon

Wchodząc do oberży, w której kompanija nasza kwatere czasowo miała, otrzepałem buty. Zdjąłem czapkę i kożuch, podałem dziewce służebnej, która powiesiła odzienie na haku za barem. Na taką uprzejmość oczywiście mogliśmy liczyć, z racji ciężkości sakiewki, którą u właściciela przybytku ostawilim. Wyszeptałem inkantację, moja czarna koszula i spodnie znów nabrały porannej świeżości. Podeszłem do szynku i zamówiłem ale z wkładką miejscowego samogonu pędzonego, jak zapewniał oberżysta, w pełnię, o północy i na kurzej łapie. Ogarnęłem główną salę spojrzeniem, było już trochę kompanionów, głównie świerzaków. Przy jednym ze stolików siedziały “moje” dziewczyny. Siedziały i kołysały się w rytm muzyki. Miejscowa kapela wyciągała skoczny kawałek na skrzypeczkach. Podeszłem do nich w tanecznym rytmie bo i mnie melodia przypadła do gustu. Wymieniliśmy porozmiewawcze spojrzenia, zająłem wolne miejsce. Wspólnie wysłuchaliśmy utworu do końca.
- Słyszałyśmy, że rozmawiałeś z magami. - zagadała Merril.
- Mhmm... - wymroczałem rozpalając fakję - I co jeszcze?
- Podobno mają dla nas zadanie - dodała Sara.
- Dowiecie się w swoim czasie. - uspokoiłem. Akesza uśmiechnęła się krzywo bo wiedziała co się zbliża:
- Wszystkiego? - zapytała retorycznie lecz mimo wszystko opowiedziałem szczerząc się przy tym:
- To tajemnica.

Później, kiedy całą kompaniją zebraliśmy się w wynajętej przez nas sali, gdy Silbersten skazał mi wyświetlić sprawę, wstałem i ogarnąłem wszech zebranych wzrokiem. Wyciągnąłem fajkę z ust i podjąłem:
- Miejscowa gildia magów, skontaktowała mnie z pewnym magiem, którego oni wielkim darzą poważaniem, to on chciał uzyskać nasz posłuch. Mistrz ten oferuje niemałą fortunę, bo mianowicie: dziesięć tysięcy, magiczne przedmioty i... - tu zerknąłem bezpośrednio na szefa:
- Pięcioletni zarząd nad nowo lokowanym miastem, ściąganie podatków z osadników, zapuszczanie brzucha, używanie, to tak w skrócie. W naszą misję, o niej samej za raz, bylibyśmy wyposażeni w mikstury. Ponadto nasi magowie mogli by przepisać nieco zaklęć ze zbiorów gildii po przystępnej cenie. - Zrobiłem przerwę na zaciągnięcie się fajką.
- A oto co za to mielibyśmy uczynić: W przód, w drodze do wieży rzeczonego maga trzeba by nam było ubić nieco dzikusów i odzyskać kamień aktywujący. Gdy już go będziemy mieć, to będąc już w domenie czarodzieja, która notabene dekadzień na zachód się znajduje, rozpoczniemy właściwe zadanie. - rozpusciłem kupę dymu.
- I tu zaczyna się na poważnie, przenosimy się portalem na malowniczą Anauroch, by zdobyć jakiś artefakt, oczywiście nie jesteśmy potrzebni do cedzenia piasku, przedmiot jest już w czyimś posiadaniu i ten ktoś nie rozstanie się z nim raczej bez rozstawania się przy okazji z własnym życiem.

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: sob sie 10, 2013 10:24 am
autor: Yuan
Stoody
Obrazek

Stoody wyszedł z baru zadowolony z rozmowy, dowiedział się mnóstwa ciekawych rzeczy, miał nadzieje, że chociaż część z nich uda się jakoś wykorzystać. Popatrzył w niebo i stwierdził, że robi się powoli ciemno, ale miał jeszcze trochę czasu, żeby poszwędać się uliczkami jak to miał w zwyczaju. Odetchnął głęboko miejskim powietrzem i wolnym krokiem udał się na przechadzkę myśląc o nadchodzących przygodach.

Nagle, zauważył w pobliskim zaułku ruch. Przystanął na chwilę i przyjrzał się dokładnie. Chwilę później wyskoczyło z niego dwóch osiłków, człowiek i półork o raczej mało przyjaznych zamiarach. - Pieniądze albo życie! - warknął człowiek - Dawaj 10 złotych monet albo pożegnaj się z życiem. Nie będziemy czekali długo. Licze do trzech. Raz... - Stoody uśmiechnął się do siebie, schylił i podniósł mały, biały kamyczek, po czym podrzucił go w dłoni. - Dwa... - liczył dalej rabuś. Stoody postanowił jednak nie dać mu doliczyć do końca. - Trzy... - szepnął cicho, ale wystarczająco głośno, żeby słyszeli, po czym zrobił krok w tył, powiedział cicho Has ro noh i wykonał szybki gest ręką, po czym rzucił kamyczek za plecy oprawców. W ich oczach widać było najpierw zdziwienie, a potem przerażenie. Mimowolnie spojrzeli na lecący kamyczek, który tuż po uderzeniu w ziemie rozprysnął się na setki małych kawałków lodu, które atakowały teraz wściekle ich ciała rozrywając lub odmrażając skórę. Do Stoody'ego dotarł tylko lekki, przyjemny powiew chłodu. Uśmiechnął się złowrogo, był gotów na dalszą walkę.



Napastnicy mocno oberwali, nie ostudziło to jednak ich zapału do dalszej walki. Półork rozglądał się tylko głupkowato nie wiedząc skąd nadeszło zagrożenie, jednak człowiek okazał się bardziej rozgarnięty i próbował zaatakować Stoodyego. Ten bez wysiłku uniknął ataku, zrobił krok do tyłu i szepnał cicho Las hor. Między nim i łotrem pojawił się nagle wielki, brązowy pies, który bez zastanowienia zaatakował zaskoczonego człowieka. Nie bez trudu udało mu się uciec przed zębami i podjął kolejną próbę zranienia Stoody'ego. Tym razem udało mu się rozszarpać mu ramię, krew trysnęła na bruk. W tym czasie półork bezskutecznie próbował uporać się z przyzwanym psem, atakując go niezdarnie ciężką maczugą. Ten schylił się unikając ataku, po czym rzucił się mu do gardła zabijając go na miejscu. Stoody spojrzał na zranione ramię, po czym zmierzył wzrokiem pozostałego łotra, który stracił wiele ze swojej początkowej pewności siebie. Przyzwał kolejnego psa i przyglądał się, jak jego pomocnicy zagryzają człowieka na śmierć. Stoody odetchnął po walce. Krew napakowana adrenaliną buzowała mu w żyłach przyprawiając o ból głowy. Prowizorycznie opatrzył swoją ranę, pozbierał cenniejsze rzeczy ze zwłok napastników i ruszył na głosowanie. - Co za dzień...- powiedział cicho do siebie ruszając w stronę karczmy.

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: pt sie 16, 2013 12:45 pm
autor: slann
Frostmaer spotkał się z synem w karczmie pod Sosnowym Drzewem. Wkrótce zawitał tu także Storr.
- Słyszałem żeś przybył do tej karczmy. Dobrze Cię sznowu widzieć. Mam sprawę. Cywilizacja nieustannie mnie zaskakuje. Tutaj w Everlund łapie się tak zwane "bezpańskie" psy. Robią to tak zwani "hycle", zamykają oni psy w tak zwanym "schronisku". Podobno jeśli szybko nie pojawi się tak zwany pan zwierzęcia to kończy ono marnie i zostaje zakopywane poza obrębem miasta. Barbarzyństwo. Nie wiem gdzie poszli moi podpopieczni zatem mogę w tej sprawie liczyć tylko na was. Chciałbym, pójść tam i uwolnić te zwierzęta! Pomożecie mi? - jako druid wiesz, że nie możesz odmówić. Jesteś przejęty krzywdą tych zwierząt. Wiesz tylko, że powinniście unikać przesadnych burd, tak przynajmniej życzył sobie Armanius. Ty, Twój syn i trzeci druid powinniście sie uporać z tym zadaniem.

Wraz z synem udałeś się za Storrem. Schronisko okazało się obskurnym miejscem. Niektóre psy wyglądają jak skóra pokrywajaca kości. Dano im jedynie kilka misek wodu (jest ich dwukrotnie mniej niż psów). Ktoreś ze zwierząt ma bliznę na pysku, najwyraźniej po uderzeniu batem. W niewielkim drewnianym schronisku znajduje sie obecnie dwóch barczystych typów i jeden chudzielec. Zajadają się czymś. Jeden przed waszym wejciem zajmował sie drażnieniem psa, zobaczyłeś zwinięty bicz przy jego pasie. Pozostali mają przy pasach sztylety. Tylko jeden nosi skórznie. Od kiedy weszliście ten w zbroi łypie na was groźnie zza trzymanych w ręku kart. Widać grał w nie z chudym zanim weszliście. Ten najszczuplejszy gdy przybyliście prychnął
- Rzadko tu miewamy gości. Widać tym razem zaszczycili nas jacyś chędożeni druidzi - jego kompanii zaśmiali się na te słowa
- Chcecie kupić psa? A może wszystkie? - zaśmiał się ten z batem
- To szlachetne z waszej strony - zakpił patyczak - Słuchajcie psubraty, normalnie zażyczyłbym sobie za tę sforę ze 20 złotych monet, ale specjalnie dla was może być 30
- Bierzcie albo sie wynoście, przeszkadzacie nam w grze - odezwał się jego przeciwnik w kartach
- Ten tutaj wilczur - chudy wskazał na psa do złudzenia przypominajacego wilka - jest wart dobrych 10 sztuk złota
W sumie naliczyliscie pięć psów. Faktycznie jeden wyróżnia się na tle pozostałych. Wygląda na równie silnego co wilk. Pozostałe są strasznie wychudzone

Frostmaer podrapał się po brodzie i rzekł
- Czemu trzymacie tu te zwierzęta, skoro na ulicy chodzić winny. Czasem zjadłby jakiegoś kota lub dzieciaka, a czasem jakowyś biedak by je zjadł. Lasu prawo, dobre prawo. Gdy w tym miejscu je trzymacie, żadnego pożytku dla nikogo nie ma. Wypuśćcie je więc na wolność, a szczury wszystkie zjedzone zostaną, biedacy strawę będą dobrą mieć. - rzekł bawiąc się kosą.

Kosa najwyraźniej nie zrobiła na nich wraenia, a przemowa tym bardziej. Jeden z oprychów "opiekujących " sie zwierzętami przewrócił oczyma po czym "litościwie" rzekł
- dobra, 25 monet tylko oszczędź mi tej gadki

- Zostały mi raptem dwa złocisze - odezwał się do Ciebie zawstydzony Storr - wszystko co miałem wydałem żeby wykupić z niewoli tamtego tańczącego niedźwiedzia, pamiętasz go chyba... Poratuj w potrzebie
- Mi także skończyły się pieniądze ojcze - dodał od siebie Wolf

Frostmaer pokręcił głową
- Pieniądze są w cywilizowanych stronach potrzebne, wypuść te psy nim się zdenerwuję

Rzekł patrząc złowrogo na hycla.

1d20+1=8 zazstraszanie

I co nam zrobisz, rzucisz klątwę? Myślisz, że ktoś tu się boi łachmytów z lasu?
- Spieprzaj albo poszczujemy cie tymi psami
- To kiepski pomysł... to druidzi
- Fakt... wynoście sie albo skończycie jak te bezpańskie kundle
- sami sie proszą - Twój syn chwycil swoją nabijaną kolcami maczugę gotów do walki
Z tego co widzisz hycle także maja broń w pogotowiu. Robi się gorąco
- Skoro więc walki pragniecie, niech do niej dojdzie - Nastawił kosę na sztorc i przygotował się do walki

Sam się o to prosiłeś popaprańcze. Rod, zajmij się młodym - chudzielec odezwał się do tego z biczem
- Mi zostaw elfa - powiedział inny zbrojny w sztylet
Ciebie zaatakował ten chudy ze sztyletem. Jako jedyny jest odziany w skórzaną zbroję


Szczerze mówiąc, druidowi nie zależało aż tak bardzo na psach, ale tamtym idiotom brakowało rozsądku. Zaatakowali druidów pierwsi, co było głupotą. Jeden lekko zranił druida q policzek. Frostmaer siekł znad głowy najbliższego wroga rozpłatając go na pół.

Jeden z waszych adwersarzy, ten który walczyl z elfem z wyszczerzonymi gałami zobaczył co stało się koledze. Tylko na moment rozproszyło to jego uwagę. W tym czasie Storr przebił go włócznią, a potem dźgnął ponownie. Kolejny z waszych przeciwników osunął się na ziemię martwy. Został tylko ten z biczem. W obliczu waszej przewagi puścił broń na ziemię
- Zostawcie mnie, poddaje się!
- Nie jest lepszy od nich, jeśli mu darujemy doniesie na nas - stwierdził Storr
- Weźcie klucz, ale puśćcie mnie
- Niech wynosi stąd się - najwyraźniej Wolf wolał mu darować pomimo pogardy jaką do niego czuł


Jeden z waszych adwersarzy, ten który walczyl z elfem z wyszczerzonymi gałami zobaczył co stało się koledze. Tylko na moment rozproszyło to jego uwagę. W tym czasie Storr przebił go włócznią, a potem dźgnął ponownie. Kolejny z waszych przeciwników osunął się na ziemię martwy. Został tylko ten z biczem. W obliczu waszej przewagi puścił broń na ziemię
- Zostawcie mnie, poddaje się!
- Nie jest lepszy od nich, jeśli mu darujemy doniesie na nas - stwierdził Storr
- Weźcie klucz, ale puśćcie mnie
- Niech wynosi stąd się - najwyraźniej Wolf wolał mu darować pomimo pogardy jaką do niego czuł
Starszy druid rozkazał związać ich, potem ogłuszył i dostarczył straży miejskiej, wyjaśniając zdawkowo, że go zaatakowali. Nie będzie ich tu już długo, a te oprychy raczej straży nie przekonają. Wypuścił też psy i udał się do karczmy.

[DnD 3.5 FR] Najemnicy

: pt sie 16, 2013 8:03 pm
autor: Basilius
Layla Krwistowłosa

Layla pewna swego złożyła ciekawą ofertę. Nie mogła być jednak pewna czy przeciwnik zechce zaryzykować albo posiada aż tyle. Poza tym w tych stronach mógł mieć pewne opory przed walką z kobietą. Chociaż z drugiej strony, biorąc ją za słabszą od siebie niewiastę, do tego walczącą bez tarczy i stawiającą takie, a nie inne warunki, byłby głupcem gdyby odmówił. Jednakże odmawiając mógłby się łatwo wykpić twierdząc, że jest honorowym wojownikiem. Koniec końców rzekł:
- Widzę, że mamy tu hardą dziw... - tu tani chwyt oratorski - dziewkę - efektownie splunął na bok - świetnie, przyjmuję wyzwanie. Mów mi Baldar. Siniaki pozwolą ci lepiej zapamiętać to imię. Tylko nie licz na żadną taryfę ulgową.

Uśmiechnęła się tylko złowrogo. Przygotowała się do walki, zdejmując zbroję, swój miecz podała Anvasowi. Podniosła drewniany miecz, zważyła go w dłoniach, był wykonany całkiem solidnie.
Była bardziej niż gotowa, czuła znajome pulsowanie krwi w żyłach. Zapytała:
- Walczymy? – wyskoczyła do przodu zanim tamten zdążył skinąć głową. Zamierzała gwałtownym manewrem wypchnąć przeciwnika poza obszar walki. Taktyka może mało widowiskowa, jednak, przy odrobinie szczęścia, pozwalająca na łatwe zwycięstwo i odpowiednie poniżenie przeciwnika.

Layla okazała się szybsza. Popędziła ku Baldarowi, ten zaś ruszył w jej kierunku zastawiając się swoją ogromną tarczą. Layla wpadła na przeciwnika z całych sił starając się zepchnąć go poza krawędź areny. Publika wydała z siebie okrzyk zdumienia widząc jak o głowę niższa od mężczyzny kobieta odrzuca go do tyłu. Baldar zepchnięty został do samej linii. Próbował wykonać krok o przodu ażeby nie wypaść poza ring, jednak lekkie uderzenie Layli wystarczyło ażeby całkowicie wyszedł poza wyznaczoną linię.

Zapadła cisza, a zaraz potem publika zaczęła skandować "Layla!"
- Ty suko! - krzyknął przegrany. Najwyraźniej nie pogodziwszy się z porażką zaatakował z całych sił. Layla wyraźnie poczuła ten cios.

- To nazywasz honorową walką, psi synu? W takim razie teraz zatańczymy inaczej… - czuła wszechogarniającą złość, ogarniał ją pierwotny zew bojowy. Wszystkie zmysły skupiła na przeciwniku, nie liczyło się nic innego. Uczucie dające niesamowitą siłę, upajające wręcz, jednak wpływające na trzeźwy osąd sytuacji. Właściwa walka miała się dopiero rozpocząć…

Uniosła miecz nad głowę z zamiarem zadania druzgoczącego uderzenia, jednak nie doceniła zręczności przeciwnika. Baldar przyjął uderzenie na tarczę, zbijając jej miecz. Nieszczęśliwie, zraniła się w stopę. Kolejny szaleńczy atak również zdołał odeprzeć, umiał się posługiwać tarczą. Nadeszła pora na jego kontratak. Pierwszy cios był potężny, choć zadany przecież jednorącz, Krwistowłosej ledwie udało się sparować uderzenie. Kolejny zdołał się jednak przebić przez jej osłonę, otrzymała bolesne dźgnięcie w brzuch, które pozbawiło ją na krótką chwilę oddechu. Pierwszy raz przeszło jej przez myśl, że jednak powinna używać tej cholernej tarczy…
Kolejne minuty walki nie wyglądały dla kobiety najlepiej. Pomimo szaleńczych ataków, przeciwnik pewnie stał na nogach, przyjmując uderzenia na tarczę. Jego ataki sięgały jednak celu, Layla czuła bolesne pulsowanie w lewej nodze, również została uderzona w bark.

Kobieta dyszała ciężko, jej przeciwnik wydawał się spokojny w wynik starcia.
~ Nie, nie poddam się tak łatwo. On też musi być zmęczony. Muszę się skoncentrować na ataku, wystawiając się na jego ciosy… - Wykonała szybki zamach z nad lewego ramienia. Udało się! Pierwszy cios, który naprawdę poczuł. Baldar sam spojrzał na nią zdumiony. Layla nie tracąc pędu zaatakowała ponownie, tym razem celując w jego bok. Cios dosięgł celu, przeciwnik zgiął się w pół. Jednak wpadł w jeszcze większy gniew. Kiedy się otrząsnął, wykonał potężny atak, którego nie mogła zablokować. Uderzenie zdruzgotało jej lewą rękę, gdyby miecze były wykonane ze stali, z pewnością nazywaliby ją teraz Jednoręką…

Nie miała już siły. Czuła się mocno poobijana, ledwie zdolna do walki. Szumiało jej w głowie, traciła powoli zmysły. Przeciwnik okazał się trudniejszy, niż zakładała. Nie mogła się jednak poddać, nie ona, nie upadnie przed byle mięśniakiem z ulicy… Postanowiła walczyć do końca i ze wszystkich sił, licząc na łut szczęścia. Gdyby wierzyła w któregokolwiek z bogów, byłby to właściwy moment do rozpoczęcia modlitwy…

Wykonała atak, mierząc w nie osłonięte nogi. Trafiła, zmuszając przeciwnika do chwilowego przyklęknięcia, skrzywił się z bólu. Jego ataki nie były już takie skuteczne, jak wcześniej, widocznie tracił pewność siebie. Wykonał wypad do przodu, jednak zasłonił się zbyt mocno tarczą, aby atak miał siłę się przebić.

Layla słaniała się na nogach. Dawno nie toczyła tak zaciętego pojedynku i to w dodatku na drewniane miecze! Wiedziała, że musi rozstrzygnąć walkę w ciągu najbliższych sekund, nim straci przytomność. W tłumie widać było jakieś poruszenie, jej przeciwnik wykonał nieporadny atak w jej ręce. Gdyby trafił, wybiłby jej miecz, nie zdołałaby go już więcej podnieść. Szczęście jej sprzyjało, postawiła więc wszystko na ostatnią kartę. Zmusiła się ostatkiem sił do wykonania rozpaczliwego ataku mierząc w pierś przeciwnika.

Czas się zatrzymał. Czuła krople potu spływające obficie z jej skroni, ślinę i dziki ryk, wyrywające się z jej ust. Prawie nie czuła bólu, bo ból ją przepełniał, wysysał jej energię. Tłum zamilkł, czekając na rozstrzygnięcie…

Baldar został ugodzony prosto w pierś. Upadł na ziemię, tarcza i miecz wyleciały mu z dłoni. Stracił przytomność, odnosząc porażkę. Laylę przepełniła nieopisana radość, upuściła swój miecz i upadła na kolana. Spojrzała na twarz leżącego wojownika ~ Naprawdę dobrze walczył, gdyby nie moje szczęście, to ja leżałabym tu zamiast niego… ~

Głośno powiedziała natomiast:
- Baldarze, to była dobra walka, dziękuję Ci. – Zdołała sięgnąć jeszcze do jego pasa, podnosząc wygraną sakiewkę do góry na znak zwycięstwa. Nie zdążyła jednak usłyszeć owacji tłumu i szaleńczej radości, jaka się wokół rozpętała. Ciemność spowiła jej oczy, osunęła się na ziemię.

Ostatnim co zapamiętała były czyjeś ręce, chroniące ją przed upadkiem…


Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: sob sie 17, 2013 4:27 pm
autor: Bergho
Ten dzień dla większości z was okazał się pełen wrażeń. Amon dowiedział się o nowym całkiem opłacalnym zleceniu. Do uszu Stoodyego dotarło kilka interesujących informacji, musiał też stawić czoła oprychom. Druidzi wdali się w krwawą walkę z kilkoma obwiesiami pracującymi jako hycle. Jednego z nich uśmiercił Frostmaer, inny został ciężko ranny, kapłan zdołał go w porę uleczyć. z kolei trzeciemu udało się wyjść z incydentu bez szwanku. Zdecydowano się nie karać nikogo. Co prawda zabito człowieka, ale zważywszy na dwie okoliczności nikt się tym nie przejął. Po pierwsze druidzi należeli do groźnej kompanii najemników, z którą lepiej było nie zadzierać. Po drugie uśmiercony jakiś czas temu i tak został skazany na karę śmierci, ale kat wielkodusznie go oszczędził przyjmując skazańca na czeladnika. Layla stoczyła dziś potyczkę z wymagającym przeciwnikiem. Podobno wygrała, ale zaraz potem straciła świadomość i została przyprowadzona do karczmy przez Fallasa i Anvasa. Jeden z waszych kapłanów z pomocą Storra przywrócili ją do pełnej używalności. A co do barda Keelaina… Jak to czasem bywało nie przybył na zebranie. Pewnie gdzieś chlał w najlepsze albo zabawiał się z jakąś wysoko urodzoną damą. Brakowało też paru innych osób. Spośród podwładnych Frostmaera, Layli, Stoodyego i Amona przybyli wszyscy. Wasz przywódca Armanius Silbersten zasiadał dokładnie tam gdzie ostatnio. Popijał miód ze swego rogu, jak utrzymywali niektórzy był to róg należący ongiś minotaura. Tuż obok Armaniusa rozsiedli się jego przyboczni. Najbardziej spośród nich wyróżniała się urodziwa elfia czarodziejka Linael Inverte. To ona zasiadała po prawicy Silberstena. Oprócz niej w gronie bezpośrednich bezpośrednich jego podwładnych był jeszcze inżynier, który znał się na budowie i obsłudze machin oblężniczych, wiekowy rzemieślnik, który parał się przede wszystkim konstruowaniem fortyfikacji, jak również dwoje wojowników, mężczyzna posługujący się młotem bojowym i okrągłą tarczą oraz kobieta preferująca długi miecz i sztylet. Mniej znaczące osoby zasiadły przy innym stole

Opróżniniwszy róg Armanius odłożył go i zabrał głos
- Zebraliśmy się żeby wybrać jedno z proponowanych nam zleceń. Szczęśliwie dla nas wyjątkowo naprawdę mamy z czego wybierać. Najpierw każdy z oficerów może zabrać głos i powiedzieć, które z zada chce przyjąć i dlaczego. Gdy już cała wasza… piątka wyrazi swoje zdanie przejdziemy do właściwego głosowania. Jak zapewne wszyscy wiedzą najpierw głos w obecności mojej i oficerów odda każdy z pozostałych. Następnie po jednym głosie odda każdy z oficerów i ja. Wygra opcja za którą opowie się najwięcej osób. Linael wyjaśnij wszystkim raz jeszcze jakie mamy możliwości

Gdy Silbersten opadł na swe siedzisko powstała elfka. Wielu zauroczonych mężczyzn nie mogło oderwać wzroku od rudowłosej niewiasty. Odgarnęła włosy opadające jej na oczy przy okazji tym samym odsłaniając swoje obnażone ramie. Zabrała się do wyjaśnień

Nie dowiedzieliście się niczego ponadto co już wiedzieliście. Cieszący się dobrą reputacją Helm Przyjaciel Krasnoludów ze swym zastępcą Tordilem oferowali wam mnóstwo złota, znacznie powyżej dziesięciu tysięcy, do tego dochodził żołd co dekadzień. Problemem był długi czas służby i spore zagrożenie jakie niósł ze sobą ten kontrakt. Decydując się na to zlecenie będziecie musieli udać się na północ do obleganej przez Helma twierdzy w Górach Rauvin. Nie wątpicie, że na miejscu i być może po drodze przyjdzie wam się zmierzyć z całą hordą orków. Później czeka was (wątpliwa) przyjemność wykonania zadania specjalnego.

Drugie zlecenie otrzymaliście od lorda Marciusa Sharpsworda. Oferował nie więcej niż pięć tysęcy monet i kilka wartościowych magicznych przedmiotów, jednak jak się domyślacie ich wartość rynkowa nie będzie zbyt duża. Lord oczekiwał od was, że ochronicie jego wsie przed bandą atakujących je potworów, do tego liczył, że uporacie się ze smokiem napadającym na jego włości. Te potwory z pewnością posiadały przewage liczebną, za to wy byliście znacznie lepiej wyszkoleni. Co do smoka z jednym powinniście sobie poradzić. W wykonaniu zadań zleconych wam przez Sharpsworda pomóc wam ma „Plugawa Dwunastka” przy czym nieprędko się pojawią. To zadanie wygląda na zdecydowanie łatwiejsze, ale też i na mniej zyskowne

O trzecim zadaniu zgodnie z wolą Armaniusa opowiedział wam Amon
- Miejscowa gildia magów, skontaktowała mnie z pewnym magiem, którego oni wielkim darzą poważaniem, to on chciał uzyskać nasz posłuch. Mistrz ten oferuje niemałą fortunę, bo mianowicie: dziesięć tysięcy, magiczne przedmioty i... – tu zerknąłem bezpośrednio na szefa:
- Pięcioletni zarząd nad nowo lokowanym miastem, ściąganie podatków z osadników, zapuszczanie brzucha, używanie, to tak w skrócie. W naszą misję, o niej samej za raz, bylibyśmy wyposażeni w mikstury. Ponadto nasi magowie mogli by przepisać nieco zaklęć ze zbiorów gildii po przystępnej cenie. – Zrobiłem przerwę na zaciągnięcie się fajką.
- A oto co za to mielibyśmy uczynić: W przód, w drodze do wieży rzeczonego maga trzeba by nam było ubić nieco dzikusów i odzyskać kamień aktywujący. Gdy już go będziemy mieć, to będąc już w domenie czarodzieja, która notabene dekadzień na zachód się znajduje, rozpoczniemy właściwe zadanie. – rozpuściłem kupę dymu.
- I tu zaczyna się na poważnie, przenosimy się portalem na malowniczą Anauroch, by zdobyć jakiś artefakt, oczywiście nie jesteśmy potrzebni do cedzenia piasku, przedmiot jest już w czyimś posiadaniu i ten ktoś nie rozstanie się z nim raczej bez rozstawania się przy okazji z własnym życiem

Ponownie przemówił Armanius
- Zatem teraz każdy z oficerów niechaj powie która oferta najbardziej do niego przemawia. Oczekuję że będziecie to potrafili uzasadnić
- Ja również mogę zabrać głos? – spytała Linael
- Tak, Tobie zezwalam
- Perspektywa zmierzenia się z tym smokiem może być całkiem interesująca. Jednak stawiałabym na bardziej intratne zlecenia. Powinniśmy brać oferty od tych którzy najlepiej płacą. Pamiętajmy o naszej renomie. Przychylałabym się albo za podróżą na północ albo za służbą u maga. Szkoda tylko, że nie chcieli nam wyjawić czego dokładnie od nas oczekują, ale z pewnością nie będzie to nic z czym byśmy sobie nie poradzili, prawda? Proponowałabym zostawić wioski samym sobie i rozważyć raczej pozostałe dwa zlecenia. Na południe i tak wyrusza „Dwunastka”, nie ma potrzeby wchodzić im w drogę
- Zastanowimy się nad każdą z ofert. Skoro Twoje stanowisko już znamy pora na was – tu Armanius wyraźnie miał na myśli oficerów – kto pierwszy?
- Jeśli można – odezwał się elfi druid Storr, widząc że Armanius kiwnął głową kontynuował – chcę wyruszyć na południe wspomóc lorda Sharpsworda. Te wsie najbardziej potrzebują naszej pomocy. Las na południu jest zamieszkany przez podobnych mi elfickich druidów z którymi jestem zaprzyjaźniony. Im także grozi niebezpieczeństwo ze strony tych istot, z pewnością wesprą nas w tej misji.


Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: ndz sie 18, 2013 11:44 pm
autor: Yuan
Stoody
Obrazek


Gdy Stoody przyszedł na spotkanie nieco spóźniony, Armanius spojrzał na niego znacząco, jednak gdy zobaczył prowizorycznie obandażowane ramię wskazał tylko miejsce i kontynuował swoją wypowiedź. Mnogość zadań zaskakiwała. Zwykle cieszyli się, gdy mieli chociaż jedno intratne zlecenie z pewnego źródła (wypłacalnego, znaczy się), a tu tyle możliwości i to NAPRAWDĘ dobrze płatnych. Myśli kotłowały mu się w głowie, pracę w armii odrzucił od razu, coś mu w tym wszystkim nie pasowało, do tego nigdy nie marzył o żywocie żołnierza. Pozostawały dwie pozostałe propozycje, musiał coś wybrać, ale najpierw postanowił poinformować zebranych o miejscowych plotkach. Odchrząknął i wstał.

- Więc i ja teraz pozwolę sobie zabrać głos, zanim jednak przejdę do mojej decyzji, moi drodzy przyjaciele, podzielę się z wami rewelacjami, które udało mi się dzisiaj wydobyć z mieszkańców tego miasta. Pierwsza informacja, może nie za ciekawa. Otrzymałem informację o niejakiej pani Mimoliel, elfiej szlachciance, która mówiąc wprost oddaje chętnie swoje wdzięki na prawo i lewo, z czego oczywiście jej mąż nie jest zbyt zadowolony. Nie jest to raczej zadanie dla nas, ale jeśli komuś przypadkiem się obiło o uszy to imię w szerszym kontekście to może będzie z tego jakieś proste zlecenie. Z informacji ogólnych, na zachód od miasta panoszą się zgraje trolli. Jeśli więc zdecydujemy się tam udać należałoby się odpowiednio wyposażyć... o co zresztą sam będę musiał zadbać... - uśmiechnął się lekko - Jak już jesteśmy przy tematach potworów w wszelakich, to w miasteczku narasta niepokój ze względu na zbierające się na południu potwory atakujące sąsiednie wioski. Niewykluczone, że ataki te mają coś wspólnego z tymi na wioski lorda Marciusa Sharpsworda. Jeśli zdecydujemy się pomóc z tymi potworami, może wywalczymy jakaś zniżkę na zaopatrzenie. Poza tym zlokalizowałem też lokalną gildię łowców nagród, którym aktualnie obrodziły listy gończe przeciw magom. Pierwszy z nich dotyczy grupki bandziorów grasujących na południu przewodzonej przez mistrza zauroczeń Kristofora. Za jego głowę możemy otrzymać 800 sztuk złota. 1000 sztuk złota za to oferowane jest za głowę czarodzieja Massaliusa, o którym jednak nie ma zbyt wielu informacji... no może poza tą, że najwidoczniej komuś zalazł za skórę. Nie są to oczywiście jakieś szczególnie zyskowne zlecenia, ale jeśli będziemy zmuszeni spędzić tu jeszcze jakiś czas, możemy przy okazji rozejrzeć się za informacjami o magach.

Stoody przerwał na chwilę, potrzebował czasu na złapanie oddechu i zwilżenie ust. Ciągle nie wiedział na które zlecenie chciał zagłosować. Przeprowadził w głowie szybkie podsumowanie. Jeśli chodzi o ratowanie wiosek, to współczuł tym ludziom, to w końcu oni cierpieli. Może i wysłaniec był napuszonym kretynem, ale Stoody nikomu nie życzył bycia zjedzonym przez smoka... a tym bardziej upieczonym na posiłek dla zgrai goblinów. Z drugiej strony jego naukowa dusza ciągnęła go do zlecenia gildii magów. Brzmiało ono zdecydowanie najbardziej intersująco, kusiło możliwością nauczenia nowych czarów, zdobycia cennej wiedzy i podróży na Anauroch... no i to miasteczko... dobrze by było trochę wypocząć...

- Co do mojej decyzji... - zawahał się chwilę - głosuję na opcję pracy dla gildii magów. Oferują dobrze płatną i ciekawie zapowiadającą się robotę. Wyposażą nas we wszystko co niezbędne, a do tego zażyjemy trochę przygody. Nie bez znaczenia jest też to, że Amon i ja uzyskamy dostęp do niezwykle cennych ksiąg i zaklęć. Nasza wiedza na pewno zaprocentuje w przyszłości, a poznane zaklęcia pomogą rozwiązać wiele problemów. Nie można także zapominać o obiecanym miasteczku... chyba należy nam się w końcu chwila wypoczynku, co? - uśmiechnął się porozumiewawczo - zresztą nawet jeśli nie będziemy chcieli odpoczywać ta wioska to źródło stałego i pewnego dochodu, który zapewni z pewnością większa żywotność i trwałość naszej kompani. - skończywszy przemowę usiadł spokojnie na swoje miejsce i poczekał na opinie pozostałych.

[DnD 3.5 FR] Najemnicy

: wt sie 20, 2013 12:10 pm
autor: Amon
Wyciągnęłem fajke z ust.
- trudno nie oddać Storrowi racji, w tym, że wsie potrzebują najbardziejnaszej pomocy. Zapewne bardziej niż by potrzebujemy ich. Nie żeby krzywda wieśniaków mnie cieszyła, ale kiedy zaglądam do mojej sakwy, ni jak nie mogę tam znaleźć fetyszu Ilmatera. Wybierając zlecenie powiniliśmy w pierwszej kolejności kierować się interesem naszym a nie naszych klijentów, może nie jest to szlachetne ale prawdziwe i opłacalne. A nasz interes ma żółty kolor i nazywa sie "złoto". - Zaciągbnełem sie głęboko dymem i kontynułowałem wypuszczając go z nosa:
- Opowiedzenie się po stronie w otwartym konflikcie zbrojnym teraz, kiedy jego wynik trudny jest do osądzenia, może grozić opowiedzeniem się po złej stronie. W krainach jest pełno zleceń dla naszej Kompaniji nawet jeśli orki zostawią po Srebrnych Marchiach tylko zgliszcza. Skoro Studi, w swoim osądzie, a pamiętajmy że to on zajmuje się u nas zbieraniem informacji, opowiedział się za zleceniem gildii, trudno jest mi nie zgodzić się z jego logiką. Czary które nasi adepci sztuki będą w stanie przyswoić pod okiem gildii pchną nas o całe lata badań do przodu, zwiększą arsenał naszej grupy, w starciu z tym i przyszłymi przeszkodami na trasie do złota i chwały, w zależności oczywiscie kto w jakich proporcjach tych dwóch pożąda.

[DnD 3.5 FR] Najemnicy

: śr sie 21, 2013 8:00 pm
autor: Basilius
Layla Krwistowłosa

~ Jejku… dawno nie czułam się tak poobijana. Gdyby nie pomoc kapłanów i druida pewnie jeszcze długo bym leżała nieprzytomna, te sztuczki z leczeniem potrafią być całkiem przydatne. Dobrze się stało, nie chciałabym zawieść zaufania Starego przez nie pojawienie się na głosowaniu. Anvas był jak zwykle nieoceniony, widzę całą moją drużynę, powinnam mu oddać część z mojej wygranej. A teraz posłuchajmy, jak wygląda sytuacja. ~

W skupieniu wysłuchała, co ma do powiedzenia Armanius. Był konkretny i oszczędny w słowach. Zaniepokoiło ją jednak zlecenie przedstawione przez Amona:
~ Gildia magów, pogoń po pustyni za jakimś przedmiotem i do tego walka w nieznanym terenie z nieznanym przeciwnikiem?! Chyba wszyscy oszaleli, że w ogóle rozważają takie zadanie. Choć muszę przyznać, że nagroda była bardzo zacna, pomijając pieniądze i magiczne przedmioty – zarząd nad własnym miastem to nie byle co. Jednak moja intuicja mówi mi, że ci czarodzieje nie chcą nam powiedzieć wszystkiego, być może to jedynie próba manipulacji Ostrzami. Z doświadczenia wiem, że nigdy nie należy do końca ufać praktykującym magię, każdy jeden ma coś do ukrycia. Cóż, zobaczymy jak potoczy się głosowanie. ~

W duchu przyznała rację przemawiającej magiczce, aby dbać o renomę Straceńców. Nie możemy sobie pozwolić na przyjmowanie błahych zleceń, Kompania rośnie w siłę, niedługo powinna uzyskać większe wpływy i możliwości.
Przemawiającego druida również potrafiła zrozumieć, oni wciąż mawiają o ochronie natury, życia i tym podobnych. Nawet podczas krótkiego pobytu w Everlund musieli wetknąć swoje trzy miedziaki w tej sprawie z hyclami.
Informacje przedstawione przez Stoodyego nie bardzo ją interesowały. Jeśli będzie możliwość, można się podjąć zleceń, choć wolałaby się skupić na głównym zadaniu. Była jednak pełna uznania, jak wiele zdołał się dowiedzieć w tak krótkim czasie. Nie spodobało się jej jednak to, jak bardzo obstawiał przy zadaniu od magów. Co więcej, kolejny z przemawiających również optował za zleceniem gildii. Do tego całe to gadanie o złocie, jakby to była najważniejsza rzecz na tym świecie. Tego było stanowczo za wiele, postanowiła zabrać głos:

- Jestem przeciwna przyjęciu zlecenia magów. Zadanie będzie stawiało nas w bardzo niepewnych warunkach. Brak nam pełni informacji, rozpoznania terenu oraz wroga, z którym przyjdzie się nam zmierzyć. Nie podoba mi się to, że magowie nie chcą nam wyjawić wszystkiego. Dlaczego mielibyśmy uganiać się po pustyni za jakimś zakichanym przedmiotem? Co może być aż tak cennego, żeby werbować Straceńców, oferując bajeczne wynagrodzenie? Coś tu jest nie tak, czuję to. Sprawy magów pozostawiłabym im samym.

Po krótkiej przerwie podjęła:
- Zdecydowanie bardziej wolałabym zlecenie lorda Sharpsworda. Może nie jest zbyt opłacalne, jednak wiadomo, czego się od nas oczekuje. Do tego dochodzi chwała, jaką byśmy zdobyli uśmiercając rzeczonego smoka, o ile rzecz jasna istnieje. Czy słyszeliście o innych Kompaniach, które mogłyby się poszczycić takim wyczynem? Sprawę ochrony niewinnych ludzi zostawiłam na sam koniec. Wiem, musimy kierować się interesami Ostrzy, jednak czy wykonanie tak chwalebnej misji naprawdę zaszkodziło by naszemu imieniu? Rozsadźcie sami.

- Choć jeżeli mam wybrać jedno zlecenie, opowiedziałabym się za pomocą Helmowi Przyjacielowi Krasnoludów. Zadanie wygląda na wymagające i ryzykowne, jednak zdążyliśmy już do takich nawyknąć. Udział w konflikcie nie tylko okazałby się zyskowny, ale też odbiłby się szerokim echem po całej północy. Moglibyśmy zyskać również potężnych sojuszników. Ponadto nie okłamujmy się, jesteśmy Kompanią składającą się w większości z wojowników. Wiemy, jak wygląda walka, braliśmy udział już w niejednym starciu, to dla nas chleb powszedni. To zadanie zaangażowałoby wszystkich członków Straceńców, mówię tu na przykład o naszych inżynierach i rzemieślnikach, gdzie w wypadku pozostałych zleceń byliby bezczynni. Myślę, że władający magią również będą mogli znaleźć liczne okazje do wykazania się, niekoniecznie brudząc swoje szaty piaskiem pustyni. Być może odrzuca was perspektywa wykonywanie rozkazów kogoś z zewnątrz, jednak czy nie jest tak w wypadku większości zleceń, w mniejszym bądź większym stopniu? Zresztą, każde rozkazy są dobre, jeśli tylko dają okazję do ścięcia kilku orczych łbów… Mój głos oddaję na zlecenie armii Sundabar, oto moje stanowisko.

Usiadła na swoim miejscu licząc, że udało jej się przekonać choć część zebranych. Ciekawa była reszty opinii.

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: czw sie 22, 2013 4:07 pm
autor: slann
Druid podrapał się po policzku

- Stara jest Anauroch, potworów strasznych pełna. Niewyobrażalnie chciwi bywają wielcy magowie, zapłaty wielkiej się nie spodziewajmy. Na północ chciałbym się udać, zabijanie orków jest wspaniałym uczynkiem. Dobrą zapłatę dostaniemy, i sławę zyskamy - nie widział potrzeby mówienia reszcie o swym synu.

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: czw sie 22, 2013 10:55 pm
autor: Bergho
Po tym jak każdy z was wyłożył swe racje do głosowania przystąpiła reszta kompanii. Niektórzy z góry wiedzieli za jaką opcją należy się opowiedzieć i nie interesowało ich co oficerowie mają do powiedzenia. Inni uważnie analizowali wymienione argumenty, co wpłynęło na ich finalną decyzję. Magini Linael ku pewnemu zaskoczeniu większości czarodziejów uznała, że najlepiej będzie dołączyć do Helma. Dwóch kompanów Storra zgodziło się z nim wybierając wioski na południu. Trzeci z jego towarzyszy – elf Fallas za pociągającą uznał perspektywę służby u maga. Bard nie stawił się na spotkaniu, podobnie jak jeden z jego podwładnych. Pozostałych dwóch którzy mu podlegali opowiedziało się za północą. Fachowcy oraz wojownik w służbie Armaniusa także optowali za tym kierunkiem. Służąca dowódcy wojowniczka pragnęła udzielić pomocy uciskanym na południu ludziom. Wszystkie niewiasty podległe Amonowi jak „jeden mąż” za całkiem nęcącą uznały służbę u maga Arristana. Podzielone były zdania podopiecznych Stoodyego. Każdy wolał podążyć w innym kierunku. Syn Frostmaera naturalnie podzielał zdanie ojca, jednak pozostała dwójka wolała nagrodę oferowaną przez czarodzieja. Anvas w całej rozciągłości zgadzał się z Laylą. Najmłodsza w grupie, ledwie 17 letnia Lannika (wykonująca rozkazy Layli) długo nie mogła się zdecydować aż uznała, że najzabawniej będzie wybrać się na zachód. Ostatni z jej podwładnych Vindel uznał najwyraźniej, że swe tropicielskie talenty najlepiej wykorzysta na południu. Armanius przysłuchiwał się oficerom opierając zaciśniętą prawą pięść o skroń, sprawiając tym samym wrażenie znudzonego i znużonego. Po tym jak poznał zdanie zebranych dwudziestu dwóch osób przemknął palcami po swej kruczoczarnej brodzie i rzekł:

- A zatem, czy wam się to podoba czy nie zetniemy kilka orczych łbów. Pomysł wsparcia armii Helma Przyjaciela Krasnoludów brzmi obiecująco. Tak jak mówiła Layla w to zlecenie można będzie w pełni zaangażować naszych wykwalifikowanych fachowców. Zadbam o to żeby nie posyłali nas na pewną śmierć, postaram się żebyśmy wypełnili to zlecenie ponosząc możliwie jak najmniejsze straty. Amon i ja wynegocjujemy podbicie stawki oferowanej przez Helma. Pamiętajcie, że obok złota które oferuje za wypełnienie specjalnego zlecenia, regularnie co dekadzień będziemy mogli liczyć na żołd. Jeśli ktoś spośród was po zakończeniu pracy u Helma zechce zostać wcielonym do jego armii zezwolę na to, tak jak i chętnie zwerbuję w nasze szeregi bardziej wartościowych zbrojnych Helma. Fakt, że ten mag Arristan oferował całkiem intratne zlecenie, ale z pewnością ukrywał coś czym nie chciał się z nami podzielić. Wolę iść w służbę do kogoś kto cieszy się dobrą sławą i słynie ze swojej hojności. Poza tym nawet gdyby przyszło nam walczyć z hordami orków to i tak może to stanowić małe wyzwanie wobec tego co czarownik przyszykował dla nas w Anauroch. Nie wątpię, że Helm nie poskąpi nam również niezbędnego wyposażenia gdy przyjdzie nam wykonać przeznaczoną tylko dla nas misję. Amon, Stoody, Storr tak zdecydowali pozostali, a wy się podporządkujcie. To, że nie przyjęliśmy zlecenia od tego maga nie oznacza, że gildia magów będzie wobec was wroga. Ich oferta dotycząca przepisywania zaklęć powinna nadal być aktualna. Chyba nie muszę przypominać o jutrzejszej licytacji. Zaraz po niej Stoody i Layla z Anvasem mają zgłosić się do mnie po klucz do naszej skrzyni ze złotem. Macie zająć się zakupami dla kompanii. Z tego co naliczył Frostmaer i Linael mamy 1480 sztuk złota. Będziemy musieli nieźle się zaopatrzyć. Zezwalam wam na wydanie wszystkiego. Dowiedzcie się czy ktoś potrzebuje nowej broni, strzał albo pancerza. Możecie rozważyć zakup mikstur czy jakiegoś zwoju magicznego. No i nie zapominajcie o prowiancie dla trzydziestu osób i kilku koni. Listę planowanych zakupów niech ktoś mi przedłoży do zatwierdzenia. Będziemy tu jeszcze dwa dni, za trzy dni skoro świt ruszamy. To wszystko - Nie czekając aż się zbierzecie podszedł do ściany i ściągnął swój zawieszony na hakach podwójny miecz. Trzeba było przyznać, że ta broń to prawdziwe arcydzieło sztuki kowalskiej. Oręż został silnie umagiczniony, na ostrzu widzieliście pulsujące krwawą czerwienią linie niepokojąco przypominające żyły. Kilkakrotnie mieliście okazję ujrzeć jak jednym czystym cięciem Armanius odcinał głowy i kończyny tym narzędziem do zadawania śmierci. Wasz przywódca był przywiązany do swej broni. Zdobył ją przed laty jeszcze nim powstała kompania, kiedy to między innymi z Linael przemierzał jaskinie zamieszkane przez ohydnych yuan-ti. Okupując zwycięstwo utratą kilkorga kompanów oraz znacznej ilości własnej krwi wydarł ten wyjątkowy miecz z rąk martwego przywódcy yuan-ti. Artefakt błyszczy intensywną czerwienią ilekroć poleje się czyjaś krew. Szybko Armanius i ego broń zniknęli wam z oczu. Kilku spośród was za przykładem szefa również udało się na spoczynek. Niektórzy (zdecydowana większość) jednak woleli spędzić resztę nocy przy trunkach. Storr najwyraźniej nie będąc w humorze szybko was opuścił. Ktoś zaczął z kimś grać w kości. Jeden z kompanii zaczął opowiadać obsceniczne żarty. Dwóch siłowało się. Bard i jeden z jego kompanów w ogóle się nie pojawili. Dwie ze służek Amona po pewnym czasie was opuściły sprawiając wrażenie wyraźnie zmęczonych. Trzecia z jego "dziewczyn" Sara wolała pozostać ze swym panem. Noc minęła wam całkiem szybko i przyjemnie.

Następnego dnia czworo spośród was (Layla, Stoody, Amon, Frostmaer) udało się na licytację do wielkiego budynku w centrum miasta. Na miejscu zostaliście zaznajomieni z zasadami tej niecodziennej licytacji. Po pierwsze wpisowe dla każdej jednej osoby to całe 5 sztuk złota, ale chyba warto zapłacić taką cenę. Na miejscu uczestnicy otrzymują określony numer. Pojedynczo prowadzeni są do pomieszczenia gdzie w zabezpieczonych magicznie gablotach pod pieczą trzech dobrze wyszkolonych strażników, maga i kapłana Waukeen znajdują się opisane przedmioty szczególnej wartości. Tutaj każdy ma chwile równą upływowi całego piasku ze specjalnie przygotowanego małego zegara piaskowego, czyli niespełna 10 minut ażeby zdecydować się ile pieniędzy jest gotów przeznaczyć na dany przedmiot. Cena wywoławcza (wstępna) to w każdym wypadku 20 monet. Wysokość składanej oferty zaokrągla się do 1 monety. Określona suma zostaje błyskawicznie przeliczona i wrzucona do worka oznaczonego numerem klienta, jego imieniem, numerem wybranego przedmiotu oraz wpłaconą za niego sumą. Każdy ma prawo do wyboru maksymalnie trzech przedmiotów. Szkopuł tkwi w dwóch sprawach… Po pierwsze maksymalnie można mieć ze sobą nie więcej niż 150 monet. Organizatorzy święta z tego co usłyszeliście uznali, że tak będzie sprawiedliwiej, każdy (spośród zamożnych) uzyska szanse zdobycia jakiegoś przedmiotu. W razie remisu przewidziana jest licytacja pomiędzy tymi którzy dali największą ilość pieniędzy, ma ona wówczas charakter otwarty na zasadzie kto da więcej już bez ograniczeń. Sprawiedliwość sprawiedliwością, ale najwyraźniej zarobek też odgrywa tu zasadniczą rolę… Jest jeszcze jeden problem gdy przegracie daną licytację. Spośród pieniędzy, które gotowi jesteście dać za dany przedmiot utracicie 1/4 zaokrągloną w górę. Czyli przykładowo jeśli ktoś postawi 50 sztuk złota i nie będzie to największą osiągniętą sumą (ktoś może wszak postawić 51 – 150 złotych monet) to przyjdzie mu utracić całe 13 złociszy. Rzecz jasna zwycięzca licytacji oddaje wszystkie monety, które wyłożył za pożądany przedmiot. Oprócz was są jeszcze tłumy. Od wczoraj bard Keelain nie dał żadnego znaku życia, na licytacji również się nie pojawił. Druid Storr także nie zechciał przyjść, chyba nie przypadła mu do gustu podjęta przez was wczoraj decyzja i nie ma ochoty rozmawiać z nikim oprócz swoich podwładnych. Pojawił się za to jak zawsze nieogolony Armanius ze swym imponującym mieczem przewieszonym przez plecy, nie zabrakło też urodziwej Linael. Każdy kto zdecydował się uiścić 5 sztuk złota za wejście mógł (po uprzednim oddaniu do przechowania broni i komponentów zaklęć) przez kilka najbliższych minut nacieszyć oczy wspaniałymi magicznymi przedmiotami.

Waszym oczom ukazały się:

1) Połyskujący srebrny pierścień, z opisu wynika, że zapewnia noszącej go osobie ochronę przed różnego rodzaju orężem, acz nie przed magią

2) Amulet ze szmaragdową skorupą żółwia – to potężniejszy przedmiot chroniący przed bronią, prawdopodobnie będzie się cieszył znacznym zainteresowaniem wśród licytujących

3) Solidny dębowy kostur z widocznymi nań pięknie wygrawerowanymi runami – ponoć jest niezwykle wytrzymały, uderza równie mocno i celnie co słaba broń magiczna, ale co szczególnie ciekawe pozwala nieznacznie poszerzyć arsenał zapamiętanych zaklęć

4) Hipnotyzujący amulet przedstawiający załzawione oko znajdujący się na złotym cienkim łańcuszku. Jego posiadacz zyskuje pewne talenty oratorskie i możliwość manipulowania innymi

5) Fioletowy płaszcz ze złotymi włosami nimfy przebiegającymi przez cala jego długość – czyni właściciela piękniejszym

6) Podwójny skórzany pas zwany też pasem ogrzej siły – założenie go ponoć przyczynia się do zwiększenia tężyzny fizycznej

7) Szyszak z długim szpicem i osłoną na nos zaopatrzony w grube rzemienie związywane po brodą – ten emanujący magią przedmiot wpływa na budowę użytkownika

8 ) Magiczna pół litrowa mikstura z bulgoczącym czarnym płynem przypominającym nieco smołę – ten obrzydliwie wyglądający eliksir to dzieło mistrza magii zamieszkałego przed laty w Everlund. Podobno kondycja osoby na tyle wytrwałej żeby w całości opróżnić to naczynie jednym łykiem zostanie trwale wzmocniona. Niemniej wypicie tego w całości wydaje się prawdziwym wyzwaniem. Organizatorzy licytacji nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za ewentualne efekty uboczne…

9) Czarny sztylet „Wampirzy Kieł” – jego ostrze do złudzenia podobne jest do kła wampira, przy czym jest znacznie od niego dłuższe. Władający tym orężem odzyskuje cząstkę energii zabranej ranionemu przeciwnikowi. Sztylet wygląda na wyjątkowo ostry.

10) Magiczny złoty puchar zdobiony kamieniami szlachetnymi z nóżką z kości słoniowej – to prawdziwy magiczny Meisterstück. Jak głosi zamieszczona pod nim krótka notka: „Możesz z niego pić i nigdy nic Ci się nie wyleje”

11) Artefakt, Dwuręczny miecz znany jako „Serce Zimy” pochodzący z Kopca Kelvina. Oręż posiada proste błękitne ostrze, i podwójne zbrocze. Wygląda na całkiem poręczny i lekki, jest należycie wyważony dzięki głowicy w kształcie dziesięciokąta . Naturalnie miecz wyposażony jest w owinięte skórą podkrzyże. broń ta potrafi zmrozić najbardziej zahartowanych przeciwników. Jej lodowy powiew niejednego potrafi zabić. Całkowita długość miecza to 1,85 m. Taszka miecza to szafir ze znajdującym się na nim napisem w niezidentyfikowanym języku. Nie ma wątpliwości, że to wyjątkowo cenny przedmiot i wielu będzie o niego zabiegać


[DnD 3.5 FR] Najemnicy

: pt sie 23, 2013 10:05 pm
autor: Amon
Gdy szef nadmienił, że mamy się podporządkować, zasalutowałem tylko i mocno zaciągnąłem się dymem, wypuszczając go potem wszystkimi dziurami w twarzy. Mleko się wylało, idziemy na wojnę i tyle. W sumie szef ma rację i gildia i tak powinna chcieć zarobić na przepisywaniu zwojów, nie omieszkam skorzystać rzecz jasna.

Razem z innymi oddałem się uciechom, głównie piwu i wódzie. Merril i Akesza zmyły się szybko. Gdzie poszły? co im chodzi po głowie? stwierdziłem że mam chyba paranoję, więc wypiłem jeszcze więcej. Rzuciłem złocisz kapeli żeby zagrali

Kiedy atmosfera dogasała rozsiadłem się z innymi niedobitkami przy lawie, kopcąc i popijając niemal do świtu. A potem poszedłem spać.

Kiedy zwlekłem się z barłogu, pomyślałem, że dobrze by było
. Ale i tak wypiłem chyba z beczkę wody.

Jak się dowiedziałem że muszę wyłożyć całe pięć za wejście to aż ze mnie cały dym wyleciał, ale z bólem serca sięgnąłem do sakiewki.

Kiedy zobaczyłem co jest “na składzie” szybko wybrałem co bardziej mnie interesuje i przyjrzałem się owym cudeńkom wnikliwiej.

[DnD 3.5 FR] Najemnicy

: ndz sie 25, 2013 10:07 pm
autor: Basilius
Layla Krwistowłosa

~ Świetnie! Jednak głosowanie przebiegło we właściwym kierunku. Nie mogę się już doczekać nadchodzących wydarzeń. Teraz jednak należy się zająć realizacją pewnej złożonej niedawno obietnicy… ~

Wydzieliła ze swojej wygranej 20 złotych monet i przekazała je w ręce Anvasa:
- Dzięki za wsparcie, może kiedyś przestanę żałować, że uczyniłam cię moim zastępcą – poklepała go po ramieniu, uśmiechając się łobuzersko - Miałam dziś dobry dzień – weź proszę te pieniądze i rozdziel wśród naszej drużyny. Wykorzystajcie je wedle własnego uznania, jednak jutro macie być w pełnej gotowości. Należy zająć się zaopatrzeniem Straceńców, dysponując środkami jak najlepiej się da.

Wśród zgromadzonych w namiocie udało jej się znaleźć Stoodyego:
- Nie miej mi za złe, że głosowałam przeciwko magom. Wyprawa na północ wydawała mi się najlepszym rozwiązaniem. Z pewnością jeszcze będziemy mieli do czynienia z magią, jednak może na jaśniejszych zasadach… No już, rozchmurz się!dała mu lekkiego kuksańca w bok – Chciałam pogadać o kwestii zaopatrzenia. Czy mógłbyś określić, co z asortymentu magicznego niezbędne jest w nadchodzącym zadaniu? Wiesz – mikstury, różdżki, pergaminy i inne takie. Nie mam o tych rzeczach większego pojęcia, ktoś mógłby mnie łatwo oszukać. Ze swojej strony zajmę się ekwipunkiem oraz wyposażeniem. Sprawę żywności przedyskutujemy wspólnie. Odpowiada Ci taki układ? Jeśli tak, to widzimy się jutro u Armaniusa.

Teraz nadeszła pora na główny punkt wieczoru. Ah tak, wspomniana obietnica…
- Zdrowie Baldra, który był uprzejmy zasponsorować mi ten trunek, aby jego siniaki długo przypominały mu nasze ostatnie spotkanie! – pociągnęła solidny łyk.
Oddała się zabawie, nie przesadzając jednak z alkoholem. Przegrała kilka srebrnych w kości, widocznie wykorzystała już limit szczęścia na dzisiaj. Uśmiała się z historii opowiadanych przez jednego elfa z Kompanii. Wychyliła nawet kufelek czy dwa z Amonem, który wydawał się jej wcześniej dość posępnym typem. Umiał się jednak dobrze bawić i miał niezły gust muzyczny. Tylko ten cholerny dym… wszędzie go było pełno, piekły ją od niego oczy. A niech to lodowy robak porwie, to był udany wieczór!

Po przespanej nocy obudziła się z lekkim kacem. Wykonała poranne sprawunki i wygospodarowała trochę czasu, by udać się na licytację. Przytłoczył ją tłum ludzi zgromadzony na miejscu. Gotowa była się już wycofać, jednak z drugiej strony ciekawiło ją, co można znaleźć wewnątrz. Zapoznała się z zasadami licytacji, zapłaciła wpisowe i oddała się ocenie przedmiotów. Po upływie paru minut wiedziała już, na co warto wyłożyć pieniądze.

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: śr sie 28, 2013 9:22 am
autor: slann
Frostmaer choć popierał decyzję o pomocy krasnoludom, to nie czuł zadowolenia. Uważał, że wszystko trzeba przyjmować ze stoickim spokojem.
Druid postanowił kupić pierścień, bo tylko na niego było go stać.
Potem zaczęła się aukcja i Frostmaer przeznaczył nań sto sztuk złota.

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: śr sie 28, 2013 9:58 am
autor: Yuan
Stoody

Stoody nie był zachwycony wynikiem głosowania, wszak wybrano opcję, która najmniej mu odpowiadała, no ale cóż... uroki dyplomacji. Skinął tylko krótko głową na znak zgody na słowa Armaniusa. Wszyscy wiedzieli, że dobro kompani jest najważniejsze i kto tu jest jej głową. - Jeżeli mamy tu jeszcze tyle czasu spędzić, to można by się zastanowić nad wykonaniem jakiegoś dodatkowego zlecenia w międzyczasie, może zapolujemy na któregoś z tych magów?

Gdy podeszła do niego Layla uśmiechnął się mimowolnie. - W porządku Laylo, w końcu samo założenie głosowania jest takie, że nie wszystkie osoby są całkiem zadowolone z wyniku - mrugnął do niej porozumiewawczo - Twój pomysł brzmi dobrze, zajmę się magicznym rynsztunkiem. Jak będziesz szukała informacji na temat potrzebnych nam rzeczy, zagadnij mojego kompana Malcolma, powinien się trochę orientować.

Stoody pobawił się trochę z Kompanią, ale szybko zmył się spać, był zmęczony tym przydługim dniem. A jutro zapowiadało się nie mniej wrażeń...

Licytacja, trzeba to było przyznać, robiła wrażenie swoich rozmachem. Stoody poczekał cierpliwie na swoją kolej i wszedł do sali z przedmiotami. Przedmioty robiły wrażenie. Z bólem serca musiał przyznać przed sobą, że musi zdecydować się na coś użytecznego, nie ładnego. Szczególnie, że miał przewagę nad innymi, jako, że rozpoznawał niektóre charakterystyczne cechy przedmiotów. Ale ten sztylet wyglądał niesamowicie... Po dłuższej chwili zastanowienia mag zdecydował się ostatecznie co go najbardziej interesuje. Wpłacił pieniądze gdzie trzeba i wyszedł z sali.

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: śr sie 28, 2013 1:58 pm
autor: Bergho
Layla z Anvasem i Stoody

Jeszcze przed wieczorną licytacją sporządziliście listę koniecznych wydatków. Wiedzieliście, że na tego rodzaju kampanię nie ma co oszczędzać, mogliście nawet wydać całość posiadanej sumy. Szczęśliwie kompania dysponowała jeszcze wozem ze skromnymi zapasami żywności, jednakże należało nieco dokupić. Wedle poczynionego przez Was rozeznania najtańsze racje żywieniowe powinny kosztować minimalnie 30 sztuk złota dla 30 osób, jednak bardziej bezpiecznym rozwiązaniem wydaje się wydanie nawet 60 monet. Kolejną kwestią jest broń, podwładni posługują się używaną, co prawda lekką acz mało skuteczną bronią: ręcznymi kuszami, procami, krótkimi łukami, krótkimi mieczami, buzdyganami, sztyletami, krótkimi włóczniami, młotami, nadziakami czy maczugami. Layla zastanawiała się nad zakupem dla nich siejącej większe spustoszenie i wytrzymalszej broni o dłuższym zasięgu takiej jak miecze długie, młoty bojowe, topory wojenne, dla kilku może nawet miecze półtoraręczne. Anvas wysunął propozycję zakupu bardziej wyszukanej broni takiej jak scimitary albo rapiery. Można też poważnie rozważyć zakup dla szeregowych wojów lepszych zbroi niż przeszywanice i skórznie oraz tarcz zapewniających lepszą ochronę od małych okrągłych. Wypada zastanowić się jeszcze nad miksturami leczniczymi czy antytoksynami. Przydałoby się też zaopatrzyć w kilka magicznych zwojów, można też zafundować szeregowym magom naukę zaklęć w tutejszej gildii magów. Linael kilka dni temu wspominała, że przydałoby się również dokupić komponenty. Komponenty powinny was kosztować przynajmniej ze 40 monet, ale możecie też zebrać większy ich zapas za 80, w ostateczności możecie nie kupować żadnych korzystając z obecnych rezerw, choć posługujący się magią z pewnością nie będą z tego tytułu ukontentowani. Szczęśliwie o koce, narzędzia, liny, naczynia i tym podobne nie musicie się troskać, tego kompanii nie brakuje. Sporządziliście listę. Podpisali się pod nią Stoody, Anvas i Layla. Potrzebowaliście jeszcze zatwierdzenia listy przez Armaniusa. Zdążyliście poczynić część zakupów, jednak zostało wam do nabycia jeszcze wiele w dniu jutrzejszym

Wszyscy:
Wielka licytacja rozpoczęła się nieco wcześniej niż planowano o 17. Faktycznie pojawiły się tłumy, przyszło wam długo czekać w kolejce, potem długo czekaliście w pomieszczeniu przeznaczonym dla osób, które już zwiedziły wystawę. Cała wasza czwórka poświęciła wszystkie pieniądze jakie można było przeznaczyć na licytację. Tylko Layla miała jeszcze jakieś monety (i to w dużych ilościach), ponieważ jako jedyna przed licytacji posiadała ponad 150 sztuk złota. Zatem to na nią spadła konieczność fundowania wam trunków i czegoś do jedzenia. Jakiś czas po was w pomieszczeniu zjawili się także Armanius i Linael. Znacznie później przyszło jeszcze parę mniej znaczących osób z kompanii, ale nie sprawiali oni wrażenia takich, którzy przybyli na licytację tu ażeby cokolwiek wygrać. Wystarczyła im sama możliwość oferowanych tu cudów. Mało kto spośród licytujących posiadał choćby 100 monet. Spośród tych najbogatszych niewielu decydowało się zagrać va banque o jeden przedmiot. Wszystko zakończyło się dwie godziny po północy. Wtedy oficjalnie ogłoszono wyniki. Czekaliście w napięciu, cicho licząc na to, że zostaniecie wymienieni w gronie zwycięzców.

1) Zwyciężył Frostmaer - Pierścień
2) 125 sztuk złota - Amulet z żółwią skorupą
3) Stoody - Kostur
4) Amon - Hipnotyzujący Amulet
5) 71 - Płaszcz
6) 56 - Pas
7) 82 - Szyszak
8) 98 - Mikstura
9) 60 - Sztylet - 2 osoby dały tyle za ten przedmiot
10) 29 - Puchar
11) 150 - Miecz dwuręczny - aż 3 osoby zapłaciły za ten miecz 150 monet
Linael zaklęła cicho słysząc o wygranej Frostmaera
- To ja chciałem ten pierścień - powiedziała zazdroszcząc zwycięzcy błyskotki
Zarówno Armanius jak i Linael niczego nie wygrali, przy czym wasz przywódca nie dał po sobie poznać, że w jakikolwiek sposób się tym faktem przejął. Pogratulował wam tego co wygraliście i wraz z czarodziejką odszedł. Frostmaer czuł na sobie, a raczej na wygranym właśnie pierścieniu wzrok elfki.

Layla z Anvasem i Stoody
Po zakończonej późną nocą licytacji mieliście kilka godzin na sen. Wstaliście skoro świt. Należało się zająć zakupem reszty ekwipunku. Stoody niestety nie miał czasu ażeby dla siebie przepisać choćby jedno zaklęcie w tutejszej gildii magów, zresztą funduszy na to także nie posiadał. Dopiero gdy słońce chyliło się ku zachodowi mogliście odpocząć po solidnie wykonanej pracy.

Stoody
Gdy byłeś zajęty kupowaniem zaopatrzenia pojawiła się Linael.
- Armanius ma dla Ciebie jeszcze jedno zadanie. Ty jesteś zajęty, zatem poślij swoich chłopaków żeby dowiedzieli się co z tym cholernym bardem. Nie daje znaku życia, nie powiem, żeby ktokolwiek się o niego niepokoił, ale Armanius oczekuje, że ten zda raport, odnośnie ewentualnych kandydatów do kompanii
Uczyniłeś co nakazała (czy raczej to co rozkazał Armanius), udzielając swoim ludziom kilku wskazówek, po czym wróciłeś do zakupu potrzebnego ekwipunku. Mag uznał, że dobrze by było jeszcze przed wyruszeniem w drogę rzucić zaklęcie identyfikacji na nowo zakupiony kostur, wciąż nie znał jego właściwości. Posiadając jeszcze w zapasie kilka pereł, odpowiednią misę i odrobinę wina mógł przystąpić do rzucenia zaklęcia.

Layla
Layla korzystając z pozostałych jej godzin w towarzystwie swoich podopiecznych przemierzała miasto. Celowo kierowana ciekawością udała się w miejsce, w którym to ostatnio stoczyła walkę z Baldarem. Była zaskoczona widząc osiłka znowu. Przez ostatnie dwa dni najwyraźniej zdołał się jakoś wykurować. Wyglądało nawet na to, że powoli zaczął odzyskiwać złoto. Gdy Layla zaszła na miejsce zastała Baldara w trakcie walki z jakimś drobnym mężczyzną o długich wąsach i czarnych włosach przebiegających przez cala długość pleców, splecionych w warkocz. Przeciwnik Baldara nie posiadał żadnej broni. Rzecz jasna gapie odnotowali obecność Layli, choć większość była zaaferowana niecodzienną walką. Niektórzy witali ją ciepłymi słowami i zachwalali jej zwycięstwo, kilka osób nawet się jej pokłoniło, wielu po prostu się na nią gapiło. Ktoś ze zbiorowiska ludzi wyjaśnił:
- Ty pokonałaś Baldara nie używając tarczy, ten tutaj powiedział, że spróbuje go pokonać bez użycia broni!
- nazywa się Lio Ping -
dodał od siebie jakiś młodzik - przybył do miasta z kapłanem Ilmatera - tu chłopak wskazał na stojącego poza krawędzią areny skromie odzianego człeka z symbolem Płaczącego boga
Walka nie trwała długo. Lio Ping przyjął na siebie dwa potężne ciosy zadane drewnianym półtorakiem. Nie zrobiły one na nim większego wrażenia. Wkrótce mnich zdołał obalić znacznie większego przeciwnika. Wyprowadził kilka śmiercionośnych ciosów i zastosował dźwignię zmuszając olbrzyma do poddania się. Baldar oddał mu te marne kilka monet, które zdążył zarobić od czasu przegranej w walce z Laylą. Lio Ping podziękował mu i przekazał sakiewkę kapłanowi Ilmatera. Layla usłyszała jak jeden z gapiów mówi innemu:
- Ten mnich wędruje ponoć z miasta do miasta i rzuca wyzwania takim jak ten tu Baldar. Powiadają, że nie dba o złoto, większość zarobionych monety oddaje potrzebującym. Dąży do tego… no samo…
- doskonalenia?
- ano. Ponoć od lat nie trafił a swego pogromcę. Ktoś mi mówił aże w pojedynkę, znaczy sam jeden utłukł ogra
- A ty wiesz, że on nie jest wcale taki biedny. Podobno ten jak mu tam
- Lio Ping chyba
- właśnie, podobno wygrał na wczorajszej licytacji jakąś miksturę. Z tego com słyszał wypił ją jednym haustem, dzięki niej stał się jeszcze silniejszy! Teraz pewnie nikt mu nie podskoczy
- Może ona dałaby mu radę? –
jeden z widzów powiedział to rozmówcy przyciszonym głosem ukradkiem spoglądając na Layle. Kobieta wszystko doskonale słyszała, nie wiedziała tylko czy ten kto to powiedział faktycznie myślał, że go nie słyszy, czy też chciał ją w ten sposób w subtelny sposób zachęcić do walki
Trzeba było przyznać, że mnich nieźle z nim sobie poradził. Layla była pod wrażeniem. Lio Ping mógłby stanowić dla niej prawdziwe wyzwanie. Została w pełni wykurowana po ostatniej pełnej siniaków walce, zatem chyba nic nie stało na przeszkodzie, żeby go wyzwać na pojedynek. Jednak istniało kilka „ale”. Co jeśli przegra? Z pewnością utraci uznanie tłumu, a i jej samej trudno będzie pogodzić się z porażką. Jeśli stanie z nim do walki to któreś z nich już nie będzie się mogło nazwać niepokonanym. Poza tym walka dla samej walki to jednak zbyt mała motywacja. Żeby go wyzwać wypadałoby ustalić stawkę…

Frostmaer
Dzień po licytacji nie miałeś nic do roboty. Na domiar złego wszystkie swoje pieniądze wydałeś na licytację. Zapowiadał się, więc nudny dzień. Być może warto będzie poświęcić go na wypoczynek, wszak jutro wyruszacie w drogę

Amon
Po męczącej, ale owocnej licytacji na nic nie miałeś już sił. Udałeś się na spoczynek . Wraz ze swymi towarzyszkami wynajmowaliście czteroosobowy pokój w karczmie. Wasz pokój znajdował się na pierwszym piętrze, wyposażony był w dwie szafy, stół z czterema krzesłami. Doniczkę z egzotycznym kwiatem. Mieliście także jedno okno. Wstępu tu strzegły solidne dębowe drzwi. Zaraz po wejściu zamknąłeś drzwi na podwójny zamek (odrobina ostrożności nigdy nie zaszkodzi). Każde z was posiadało osobne łoże. Zastałeś dwie z kobiet śpiące jak zabite. Tylko Akesza jeszcze nie zasnęła, przywitała Cie gdy przyszedłeś, najwyraźniej twój nowy nabytek przypadł jej do gustu bo nie mogła oderwać od niego wzroku. Zmęczony ściągnąłeś szatę, w samej bieliźnie i z nowo zakupionym amuletem na szyi ułożyłeś się do snu. Usnąłeś szybko.
Na szczęście miałeś lekki sen. Późną nocą usłyszałeś jak ktoś otwiera drzwi do waszego pokoju. Zaraz potem inna osoba zaczęła szybko poruszać rękoma. Nie widziałeś co się dzieje, orientowałeś się tylko, że rzuca jakieś zaklęcie. Jednak nie słyszałeś z ust intruza żadnych słów, a w ciemności trudno było przyuważyć jakie gesty wykonuje. Dokładnie w tym samym momencie do waszego pokoju wkradła się jakaś drobna zakapturzona postać z zasłoniętą twarzą i falistym sztyletem w ręku. Zdążyłeś tylko krzyknąć
- Wstawać!
Zaraz po tym poczułeś efekty jakiegoś bliżej nieokreślonego zaklęcia. Chciałeś powiedzieć coś jeszcze, ale zdałeś sobie sprawę z tego, że nie słyszysz własnego głosu. Szczęśliwie dla Ciebie Sara i Akesza nie spały twardym snem. Przebudziły się natychmiast. Również coś próbowały powiedzieć, ale nie usłyszałeś ani jednego dźwięku. Co się tyczy Merril, ta nadal spała twardym snem i chyba porządny kopniak dałby ja radę przebudzić. Półelfka niestety jeśli chodzi o czujność podczas snu miała w sobie więcej z człowieka niż elfa. Wstałeś natychmiast nie zważając na swą półnagość. W razie czego pod ręką miałeś swój kostur, zatem natychmiast go podniosłeś gotów do walki. W najgorszym razie ten kawał drewna albo sztylet, który na wszelki wypadek również leżał pod ręką będą Twą jedyną bronią w walce z nimi. Zastanawiało Cie czego do cholery mogą chcieć. Bardziej jednak interesowało Cie czy wyjdziesz stąd żywy. Sara i Akesza również szybko podniosły się z łóżek. Z trudnością oderwałeś wzrok od zupełnie nagiej Akeszy. Nie czas teraz na podziwianie kobiecych wdzięków, wszak wam wszystkim przyjdzie walczyć o życie. Sytuacja nabrała bardziej dramatycznego wymiaru gdy najwyraźniej napastnicy zorientowawszy się, że nie pozarzynają was we śnie zdecydowali się przywołać trzeciego kolegę. Do waszego pokoju wparował postawny ciemnoskóry mężczyzna z kolczykiem w nosie i długim mieczem w ręku. Wyglądało na to, że czeka was walka trzech na czworo… jeśli oczywiście Merril zdoła się przebudzić…


[DnD 3.5 FR] Najemnicy

: ndz wrz 01, 2013 9:13 pm
autor: Basilius
Layla Krwistowłosa

Layla szła przez miasto nieźle wkurzona, przechodnie schodzili jej z drogi.
~ Wiedziałam, że ta cała licytacja to tylko jedno większe oszustwo! Że niby niewielu zamożnych licytujących, tylko 150 sz, akurat… Wyciąganie pieniędzy. Ekwipunek trzeba kupować u sprawdzonych rzemieślników, dałam się omamić tym świecidełkom i teraz moja sakiewka znacząco się uszczupliła, ehh… ~
Mimo iż od licytacji upłynęło już trochę czasu, nadal nie mogła wybaczyć sobie przegranej. W dodatku musiała się skupić na załatwieniu zapasów. Nie pomagało jej też towarzystwo swojej drużyny. Oni wiedzieli, że powinni trzymać się z boku i nie odzywać, bo może im się łatwo oberwać.

Podczas spaceru natknęła się na miejsce niedawnego pojedynku. Ku jej zdziwieniu, jej dawny przeciwnik wciąż miał czelność wyłudzać od słabszych pieniądze! A zresztą, i tak nie była w nastroju do walki, nie mogłaby się odpowiednio na niej skupić. Miło połechtały ją słowa uznania od kogoś z tłumu, jednak większą uwagę wzbudził nowy oponent Baldra. Dziwny człowiek, znać, że z dalekich stron, towarzyszył mu jakiś kapłan. Lio Ping wprawił ją w prawdziwe osłupienie, jak sprawnie poradził sobie z Baldrem.
~ Niezły pokaz! Jest szybki i wie gdzie uderzyć. I do tego to całe gadanie o samodoskonaleniu. Mnich zasługuje na szacunek, nie to co ten nieudacznik. Kiedyś być może spotkamy się w walce, jednak nie będzie to dziś. Ping korzysta ze wsparcia magicznego zapewnionego przez miksturę, być może pomaga mu również kapłan. Słyszałam, że mnisi są szkoleni w sztuce pięści, aby podtrzymać moją sławę musiałabym walczyć z nim w ten sam sposób. Ja walczę jednak prawdziwą bronią, najpierw zabawa drewnianym mieczykiem, teraz to? Nie, nie tym razem. Zresztą i tak nie mam nastroju, nie mogłabym się właściwie skoncentrować na pojedynku. Skończę sprawy Straceńców tutaj i chcę się już wynieść z tego cholernego miasta. Ścięcie kilku zielonogłowych powinno poprawić mi humor. ~
Krwistowłosa skinęła w uznaniu głową, kiedy mnich pochwycił jej spojrzenie. Następnie odwróciła się i nie oglądając za siebie skierowała prosto do kwatery.

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: pn wrz 02, 2013 5:05 pm
autor: Yuan
Stoody

Stoody z dumą wyszedł z licytacji ze swoją nową zabawką. Wyglądała ładnie, ale tak po prawdzie nadal nie miał pojęcia do czego to cudo miało mu się przydać. Zniecierpliwiony mimo późnej pory udał się do karczmy w której zatrzymał się Amon i jego towarzyszki. Postawił Amonowi kolejkę, ale niestety on również nie był w stanie rozpoznać właściwości magicznego kija. - No nic przyjacielu - uśmiechnął się i klepnął Amona w ramię - Będzie trzeba poświęć jedną z moich pereł, jak widać magii bez magii nie ruszysz! - zaśmiał się, pożegnał z magiem i skierował kroki w kierunku swoich ludzi.

Powstrzymał chwilowo swoją ciekawość i wymienił się wrażeniami ze swoim bratem. - Wiesz co Rob... jak dobrze pójdzie to kiedyś też będziemy rządzić takim miasteczkiem - zaśmiał się krótko. - Większym bracie, znacznie większym... - odpowiedział z dobrze znanym mu uśmiechem. Wypili jeszcze trochę piwa (szczęśliwie Rob miał trochę zapasu, Stoody był już kompletnie spłukany) i rozeszli się. Zdrowy rozsądek kazał mu poczekać do jutra z rzucaniem czaru, w końcu trochę to trwało, ale niech tam... jedna nieprzespana noc jeszcze nikogo nie zabiła, nie? Obejrzał po raz ostatni swoją perłę (był to ładny okaz trzeba było przyznać) i sporządził wywar. Wypił jednym haustem żeby nie czuć okropnego smaku. Czasem nawet zastanawiał się, czy to nie ten smak tak rozjaśnia umysł...

Słońce było już wysoko kiedy Pirat skończył. ~ Cóż, efekt był tego warty - uśmiechnął się do siebie. Wraz z Laylą i Anvasem spędzili dzień na burzy mózgów na temat wyposażenia. Zdecydowali, że skupią się na uzbrojeniu, ale nie zaniedbają misktur leczniczych. Usłyszawszy zlecenie Linael westchnął cicho - Czy ja wyglądam jak jego niańka? Pewnie baraszkuje teraz w jakimś bogatym domu, a moi ludzie będą szukali igły w stogu siana - machnął ręką - No ale zrobi się... - zlecił te zadanie Swen'owi, był do tego najbardziej ukierunkowany, a także, co nie bez znaczenia, najbardziej trzeźwy. Rob stwierdził, że też się chętnie tym zajmie, żeby zabić czas. Lista była w zasadzie gotowa, wprowadzili ostatnie poprawki i zanieśli ją Armaniusowi.

W międzyczasie Swen i Rob wzięli się do roboty. Swenowi udało się nawet czegoś dowiedzieć. I trzeba było przyznać... były to ważne wieści. Bard Keelain w noc waszego głosowania wolał się zabawiać z elfką Mimoliel. Przez moment zastanawiałeś się skad znasz to imie. Szybko przypomnialeś sobie, że to ta dama, która źle się prowadzi. W jednej karczmie ggrupka osób plotkowała o całym zdarzeniu. Bard został złapany na gorącym uczynku przez męża uroczej elfki i innego spośród jej kochanków... Podobno obaj wpadli we wściekłość. Mąż miał przyprawiane rogi w swoim własnym łożu. Z kolei drugi z kochanków (nota bene niezgorszy mag) sądził, że Mimoliel jest wierna tylko jemu (a mężowi oddaje się z konieczności). Przy okazji małżonek Mimoliel dowiedział się, że jego najlepszy przyjaciel z, którym nakrył żonę na nierządzie z bardem również spędzał upojne chwile z jego żoną... Doszło do krwawej rozprawy. Podobn zastany w łożu bard nie miał większych szans. Arystokrata przeszył go rapierem, a następnie uczynił to z Mimoliel zanim drugi z kochanków zdołal interweniować. Mag widząc śmierć (niedawnej) ukochanej potraktował jej mordercę jakimś zaklęciem, a potem wbił mu sztylet w serce. Później nieszczęsny kochanek, który jako jedyny wyszedł z tej "przygody" żywy został zabrany przez straż miejską. Nie wiadomo jaki los go czeka. To brzmiało jak jakaś kiepska sztuka teatralna warta co najwyżej kilka miedziaków, jednak wiedziałeś że większość z przekazanych Ci wieści musiała być prawdą. Zatem w głupi sposób utraciliście jednego z oficerów. Jednak to nie wszystkie złe wieści, które dane Ci było usłyszeć...
- Lis, no wiesz, jeden z podlegających pod eee świetej pamieci Keelaina, jego też nie było tego dnia na zebraniu... Bo widzisz... prbował sie włamać do czyjegoś domu i został złapany na gorącym uczynku. Teraz siedzi w celi i posiedzi tam z rok chyba, że ktoś wypłaci za niego 50 sztuk złota...
O wszystkim poinformowaliście Armaniusa. Nie krył niezadowolenia zaistniałą sytuacją, choć i tak trzymał nerwy na wodzy. Przybyłeś do niego razem ze Swenem, żeby też przy okazji donieść, że skończyliście przygotowania do drogi
- To kolejne osoby, które straciliśmy w tym przeklętym mieście... Wczoraj zabili również Sarę jedną z dziewczyn Amona... - słuchy o tym doszły Twych uszu wcześniej. Szkoda. Całkiem ładna z niej była dziewczyna, a i znała się na czarach. Bardziej nawet smuciła Cię jej śmierć niż to co spotkało barda. Sam sie o to prosił, z kolei Sare z zimną krwią zamordowali bandyci. Z rozmyśleń o niej wytrąciły Cię jednak dalsze słowa Armaniusa - Przyda się nowy oficer albo ktoś przejmie obowiązki Keelaina, jeszcze się nad tym zastanowię. Co do Lisa, nie jest zbyt wartościowy, można znaleźć kogoś w jego miejsce, ale jeśli wam zależy to można go wykupić. Jeżeli coś zostało to z naszego wspólnego złota możemy za niego wypłacić 25 sztuk złota, nie więcej. Potrącimy mu to z przyszłych dochodów. Jeśli znajdą się jacyś chętni to mogą za niego wyłożyć resztę pieniędzy. Jednak jak mówiłem, nie wiem czy ta kompania jest miejscem dla takich niezdyscyplinowanych obwiesi. Zadecydujcie sami, tylko zróbcie to szybko

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: śr wrz 04, 2013 4:12 pm
autor: slann
Frostmaer był samotnikiem, i lubił raczej własne towarzystwo. Jednak cenił sobie wartość przysiąg. Nie potrafił zrozumieć jak ktoś z ich zakonu potrafił porzucić towarzyszy. Udał się do karczmy, gdzie miał przebywać Storr.
Wysłuchał jego słów, a potem odparł.
- Na północy także są potrzebujący ludzie, oraz twoi oddani towarzysze i przyjaciele, za których obiecałeś walczyć z nieprzyjacielem. Czy obcych ludzi bardziej cenisz niż tych, co tak często ratowali twoje drogie życie?

Re: [DnD 3.5 FR] Najemnicy

: śr wrz 04, 2013 9:18 pm
autor: Amon
Amon

Pierwszy zaatakował krępy, łotrem podszyty typ, natarł na Sarę ze sztyletem i lekko ją ranił. Stojący w drzwiach, kapłan, jak mniemam... zaczynał rzucać kolejne zaklęcie. nieme!

Do kurwy nędzy skurwiel musiał rzucić na mnie głuchotę! oczywiście nie mogę być pewien ale wszystko na to wskazuje, widziałem takie zaklęcie już wcześniej, chyba nawet sam potrafił bym takie rzucić, gdybym oczywiście się go wcześniej nauczył.
- Piszczeczidszeczszenacauego!!! - wydarłem się do dziewczyn miejąc, nadzieję, że mnie zrozumieją, intuicja podpowiadała mi że tylko ja jestem głuchy. Jesteśmy w karczmie do cholery i ktoś na pewno zareaguje na takie hałasy.
- Bandyczizbujezuodżeje! - tyle dobrego że nie słysze swojego okropnego głosy, nie przywykłem do krzyku i zawsze mi się wtedy załamuje.
- Piszczeczdoholery! - krzyknąłem jeszcze raz do dziewczyn.

Teraz pytanie brzmi, na ile jestem w stanie rzucić zaklęcie nie słysząc jak je wypowiadam? swoje zaklęcia powinienem wyrecytować bezbłędnie o każdej porze dnia i nocy, po prostu zacznę spokojnie wsłuchując się w głos własnego umysłu.

Próbując rzucić zaklęcie zdałem sobie sprawę z grozy całej tej sytuacji. Wszelkie me starania okazały się daremne! Sara dystansując się od przeciwnika także próbowała wypowiedzieć formułę zaklęcia. Jej również nie udało się wykonać czaru. Najwyraźniej moje dziewczyny także niczego nie słyszały. Z kolei kapłan rzucał właśnie zaklęcie w całkowitym milczeniu. Najwyraźniej nie tyle ogłuchłem, co kleryk wyciszył to miejsce, a zatem rzucenie jakiegokolwiek zaklęcia wymagającego komponentów werbalnych zakończy się niepowodzeniem. Oczywiście nie posłyszałem kroków nadbiegającego ku mnie czarnucha. Pewnikiem byłbym został przez niego uderzony, gdyby Akesza nie zaatakowała go sztyletem, który natychmiast zabrała ze swego łoża. Zaatakowany, wolną dłonią chwycił za jej smukły nadgarstek, odwinął się i wymierzył ślicznej dziewczynie potężny, brudny cios rękojeścią, prosto w twarz. Uuuu... Padła na ziemię, niezdolna do dalszej obrony, ostatkiem sił jednak, pchnęła śpiącą, na łóżku tuż obok, Merril. Półelfka uniosła nieznacznie oczy. To co zobaczyła od razu postawiło ją na nogi. Na szczęście dla niej, przeciwnicy skupili się na mnie i Sarze. Nie zareagowali zatem gdy uszatka (jak zwykłem ją pieszczotliwie nazywać) błyskawicznie wstając zrobiła krok w stronę szafy po czym wydobyła stamtąd kuszę z przygotowanym bełtem. Merril tak szybko jak to tylko było możliwe wystrzeliła w stronę łotra raniącego Sarę. Była jednak nazbyt przerażona i ręce trzęsły się jej tak bardzo, że mimo małej odległości, wystrzelonym bełtem trafiła z dala od zbira, rozbijając jedyne nasze okno. Znów, nie usłyszałem żadnego dźwięku!

Zakapturzony ponownie ugodził Sarę! Dziewczyna próbowała mu się odpłacić własnym ostrzem, daremnie. W ostatniej chwili napastnik odskoczył.

Świetnie... po prostu kurwa świetnie. To powiedziaw... - polyślawszy, chwyciłem sztylet i rzuciłem się na czarnucha.
Heh... do silnych jednak nie należę i skaleczywszy go bardziej niż ugodziwszy, rozjuszyłem, nie raniłem.

W między czasie Sarze udało się, w końcu trafić swojego oprawcę, jednak cały jej opór okazał się daremny, chwilę po tym wprawiony w mokrej robocie człowiek umoczył swoje ostrze głęboko w jej pięknym, młodym ciele, dziewczyna zsunęła się na ziemię bez ruchu. Kaplan z kolei unieszkodliwił zaklęciem Akeszę, na "placu boju" obok mnie pozostała jedynie Merril... no i trójka napastników.

Szybki dryf po mojej inteligencji wskazał mi jedynie słuszną drogę działania, prowadzącą wprost do okna, hop! i ałaaa! oż kurwa ale boli! Ja pierdole to było z trzy metry! Jebany sadzuch skoczył za mną, też krzywo wylądował, ale mięśniak był wyraźnie bardziej ostukany w skokach z okna, chywcił mnie za... amulet. No jasne, teraz wszystko jasne, pierdoleni złodzieje, Zaraz by mnie pewnie gołymi łapami ukatrupił gdyby nie... zaraz słyszę! ktoś nadbiega, to nocna stróża.
Heh, zrobiłem kilka kroków w tył od draba którego pozbawiło nieco pewności siebie pojawienie się uzbrojonych strażników.

- Pomocy bandyci! ratunku! - krzycząc, upewniłem się, że straż dobrze mnie rozumie. W tym samym czasie zacząłem już uwalniać moc czaru. Niemózg przeniósł całkowicie wrogi wzrok na strażników i rzucił się do ataku. Tak, tak pacynko, broń swojego nowego przyjaciela przed złymi ludźmi... Jeden ze strażników wypatroszył czarnucha halabardą, dryblas osuną się bez życia. Ha!

- Nic ci nie jest panie? Mówiłeś bandyci, gdzie są pozostali? - zapytał jeden ze stróżów prawa

W okolicy kręcił się jakiś biedak najwyraźniej zainteresowany niecodziennym zajściem
- Ty tam! - krzyknął mu drugi ze strażników - biegnij do koszar i wezwij pod karczmę wsparcie. Natychmiast!
-Tttak panie -
kloszard nie mając wyboru popędził w stronę koszarów

Wskazałem palcem wybite okno w górze.
- Tam! jeszcze dwóch! ale szczególnie niebezpieczny jest ten przy drzwiach... - tu skreśliłem opis kleryka, oczywiście przemilczając jak bardzo jest niebezpieczny, by przypadkiem nie przygasić zapału strażników.
- Na bogów prędko! trzy niewiasty potrzebują waszej pomocy! - ponaglam strażników.

Puściłem ich przodem, przez zaciśnięte niemal z bólu zęby wyrecytowałem tajemną frazę. Okryty niewidzialnością energicznie podążyłem... energicznie pokuśtykałem za strażnikami.

Ruszyliśmy na górę, co przyszło mi z pewną trudnością. Odniosłem kilka ran, z których cięcie przez plecy okazało się najpoważniejsze. Miałem też problemy z poruszaniem się z racji skręconej nogi. Gdy weszliśmy na górę, zobaczyliśmy na korytarzu zakapturzonego zabójcę przystawiającego sztylet do gardła mojej Merril. Najwyraźniej kapłan rozproszył zaklęcie ciszy albo wyszli poza obszar jego działania bo teraz wszystko było doskonale słyszalne.
Za łotrem stał kleryk. W ciemnym pokoju z pewnej odległości nie mogłem się mu przyjrzeć. Teraz rozumiałem dlaczego, jego rysy, były trudne do rozpoznania. Założył na twarz teatralną maskę, po lewej stronie czarną, po prawej białą, przedstawiającą smutną minę. Spod maski wystawała brązowa broda. Miał karwasze z symbolami bóstwa - Cyrica. duchowny na widok strażników miejskich chyba nieco stracił na pewności siebie, choć widać ich nagłe pojawienie się nie zepsuło mu nazbyt humoru. Zaśmiał się cicho, po czym rzekł koledze kilka pokrzepiających słów
- Na pewno dasz sobie z nimi radę
Z kopniaka otworzył najbliższe drzwi i wparował do jednego z pokojów, tymczasem zabójca przystawił kris do gardła Merril ostrzegając:
- Ani kroku dalej! Sprowadźcie tu maga i dajcie jego amulet albo poderżnę dziewce gardło, zabiję ją tak jak to zrobiłem z jej koleżanką.
O ty chuju! - pomyślałem. Podszedłem na tyle blisko na ile pozwalało zbolałe ciało i na ile było bezpiecznie. Przełknąłem łzy fizycznego bólu, gorycz złości i pozwoliłem sobie na szyderczy głośny śmiech.
- A co mnie to obchodzi złodziejaszku? Mogę uczciwie zapłacić za jej wskrzeszenie, tak samo jak zapłaciłem za ten medalion. Mogę też uzyskać od ciebie wszystkie odpowiedzi bez różnicy czyś żyw czyś umarły. Na pewno warto próbować? Szalonemu bogu martwych sług nie zbywa... Zostaw dziewuchę i spieprzaj, albo rób co chcesz, doda mi to trochę roboty ale i tak dostanę to co chcę, z tym że będę wtedy trochę biedniejszy, bardziej zmęczony a co za tym idzie, bardziej wkurwiony, może zrobię z ciebie zombie? wybieraj.
Zabójca rozejrzał się dookoła, jednak oczywiście, poza strażnikami nikogo nie ujrzał.
- Przeklęci magowie i ich sztuczki. Oglądaj się za plecy bo możemy zaatakować w każdej chwili. Mam nadzieję, że więcej nie zmrużysz oka żyjąc w strachu przed nami - to powiedziawszy zbir pchnął moją przerażoną Merril na jednego ze strażników po czym pobiegł do pokoju, którego drzwi w nieelegancki sposób otworzył zamaskowany kapłan. Strażnicy ruszyli za nim w pogoń. Nie miałem już sił na pościg.
- Nadzieja nie nakarmi i łóżka nie pościeli. Dziś miałeś element zaskoczenia a i tak uciekasz przegrany, naprawdę wierzysz że gdy będę przygotowany pozwolę ci od tak odejść? - To było ostatnie zdanie jakie byłem w stanie powiedzieć tym pewnym siebie aroganckim tonem, w rzeczywistości miałem ochotę zrzygać się z bólu. "Bać się mrożąc oczy?" dobre sobie... Utwierdzając się w wierze
zawezwałem moc bóstwa i wszedłem do mojego pokoju. Za sprawą daru, jeszcze przed przekroczeniem progu byłem świadomy, iż jedna z dziewczyn jest jedynie nieprzytomna, druga zaś martwa. Oczywiście czułem też wyraźnie śmierć czarnucha za oknem ale to tylko trochę pokrzepiało. Strażnicy pobiegli za bandytami, mało mnie to teraz obchodziło, w nieładzie porozrzucanych rzeczy, w kałuży własnej krwi, leżała Sara. Objąłem ramieniem stojąca za mną Merril i przytuliłem pomagając się uspokoić.
- Nadejdzie dzień kiedy zjemy ich serca. - powiedziałem czule gładząc jej policzek, wypowiedziałem krótką mantrę i rana na nim zabliźniła się.
- ocuć Akeszę, moja mała Uszatko, jest tylko ogłuszona. - Sam poprosiłem o nieco większy dar i uporałem się z kilkoma własnymi ranami, oczywiście będę musiał powtórzyć to jeszcze kolejnej doby, żeby w pełni dojść do siebie. Okryłem ciało Sary płaszczem, klęcząc przy jej głowie gładziłem jej włosy.
- Sara wróci do nas, będę nad tym pracować. - obiecałem sobie i dziewczynom. W między czasie zjawili się strażnicy, oczywiście nikogo nie złapali i zaczęli stwierdzać rzeczy oczywiste, jak śmierć mojej Sary... Kilku mężczyzn wyniosło ciało, chcieli ją pochować nazajutrz - taa akurat, takiego! Strażnicy odeskortowali mnie, Merril i Akeszę na posterunek, gdzie złożyliśmy zeznania. Obecny tam kapłan Helma z przykrością stwierdził że nie ma w okolicy żadnego kapłana potrafiącego wskrzeszać. Spodziewałem się co prawda tego po prowincji ale zawsze była nadzieja ze jest jakiś "pustelnik"... eh, no ale nie ma. Należymy do grupy najemników, Stary Silbersten pewnie pożyczył by mi na wskrzeszenie, może nawet udało by się to zaksięgować z budżetu kompani. Ale przy całej sympatii dla Sary, nikt nie zboczy dla niej z kursu, kiedy o tysiące się rozchodzi. Potrzeby ogółu przewyższają potrzeby jednostki, szczególnie martwej. Należało więc rozegrać sprawę inaczej.
W rozmowie ze strażnikami i Helmitą zauważyłem:
- Rodzina mojej wychowanki kultywuje ciałopalenie. Za pozwoleniem, chciałbym uszanować ten obyczaj. Zabiorę ze sobą jej prochy i przy najbliższej okazji zwrócę jej rodzinie, by mogła spocząć w rodzinnym grobowcu. - Oczywiście zgodzili się. Posiadając prochy Sary ze sobą, gdy moje możliwości zwiększą się, przywrócę ją do służby, w tej... czy innej postaci. Nie odwracam się od moich sług, jaki by to w ogóle miało wpływ na morale! Zresztą, dbając o ich życie czy nieżycie, promuję ich dbanie o moje!

- Sara będzie znów z nami, na tym świecie. - powiedziałem do dziewczyn następnego wieczoru, gdy zebraliśmy z pogrzebowego stosu prochy i zamknęliśmy je, w małej urence.
- Nasi wrogowie odpowiedzą za swoje czyny, na tym świecie.