Strona 1 z 9

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: pn sie 12, 2013 10:29 pm
autor: Corrick




Zaczynał padać śnieg. Rzekę pokryła delikatna warstewka lodu, zrywająca się z cichym sykiem co kilkanaście minut. Dwójka wędrowców właśnie wchodziła do gospody "Pod Białym Jeleniem", trzeci, najwyraźniej mag, szedł kilka kroków za nimi. Zatrzymał się na chwilę przed drzwiami, pokiwał głową i wszedł do środka. Przybyli tu na spotkanie ze śmiałkami.

Ogłoszenie dalej wisiało na drzwiach. Poszukiwano śmiałków do pomocy w Wodospadach Sztyletu, których pierwszym zadaniem miało być eskortowanie karawany do tegoż miasta. Spotkanie miało odbyć się 1 Nocala, godzinę po zmroku, tutaj, w tawernie "Pod Białym Jeleniem".

Wewnątrz nie było zbyt wielu osób. Było zbyt zimno, aby ludziom jeszcze chciało wychodzić się z domów. Nieliczni podróżni zaczynali wychodzić z głównej izby, pozostawiając tam tylko trójkę wędrowców, która niedawno tam dotarła. Kobieta, księżycowa elfka o roześmianych oczach, znana w Brodzie jako Jhaer Radosna Pieśń siedziała w towarzystwie dwóch mężczyzn. Niższy z nich, odziany w białą zbroję płytową i czerwony płaszcz, spokojnie obserwował pogodę za oknem. Jego wielki miecz oparty był o ścianę obok niego, gotowy do wyjęcia w każdej chwili. Ostatnią osobą przy stoliku był lekko podstarzały półelf, który studiował jakąś księgę. Jego wielka laska z ogromną kulą na końcu spoczywała oparta spokojnie o ścianę, a mężczyzna nie miał żadnej widocznej broni koło siebie.

Czekali na śmiałków.

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: wt sie 13, 2013 12:37 am
autor: Zaalaos
Aelin

Nie minęło wiele czasu gdy drzwi karczmy otworzyły się ponownie. Siedza w środku trójka odruchowo spojrzała w stronę drzwi, gotowa ponaglić nieostrożnego podróżnika, przez którego ziąb wparował do komnaty. Jednakże z ich ust nie wydostał się nawet najmniejszy odgłos, ciężko się z resztą dziwić, bo w przejściu stał spory stalowy posąg, w towarzystwie wilka noszącego na sobie pancerz niczym koń. A posąg był tak duży, że widać było go tylko do piersi. Tym nie mniejsze było ich zdziwienie gdy to kuriozum zgięło się w pół i weszło, z niemałym trudem, do środka. Wilk posłusznie podążył, a drzwi zamknęły się z cichym stuknięciem. Przed zgromadzonymi stał, dość mocno pochylony, mierzący blisko osiem stóp humanoid, o szarej skórze miejscami pokrytej drobną, czarną łuską tworzącą fantazyjne wzory. Od szyi w dół nosił najbardziej egzotyczną zbroję płytową jaką niewielu ludzi miało okazję oglądać. Pancerz ten składał się z skomplikowanego systemu stalowych płyt, nitów i masywnie wyglądających zębatek i nawet nie wprawne oko widziało że niema tu nawet jednego niepotrzebnego elementu. Właściwie nie widać było żadnej, najmniejszej nawet szpary, poza dwoma zlokalizowanymi na plecach, z których wystawały skórzaste skrzydła. Choć na pierwszy rzut oka wyglądały po prostu jak płaszcz. Do lewej ręki przytroczony był puklerz, który mógł normalnemu człowiekowi służyć za spora tarczę. Przez plecy przerzucony był plecak, który pobrzękiwał lekko, widać wypchany był po brzegi butelkami. Wyglądu dopełniał absurdalnie wielki topór, będący raczej bronią jakiegoś giganta, niż jakiegokolwiek człowieka.

Oblicze tej, monstrualnej w swych rozmiarach, machiny zupełnie nie pasowało do reszty. Brak było okrucieństwa, krwiożerczości, lub szram, które niewątpliwie powinny być na twarzy każdego zabijaki. Miast tego widać było spokój, zainteresowanie światem i drobną dozę nieśmiałości. Do tego te oczy, wyglądające jak para złotych kul. Wielkolud ruszył w kierunku trójki siedzącej przy stoliku, odsunął ostrożnie krzesło i usiadł bezpośrednio na podłodze. Wilk natychmiast przybiegł i ułożył się tuż obok swojego pana, kładąc pysk na jego udzie.
- D-dobry wieczór. - zaczął głębokim głosem - Nazywam się Aelin i przybyłem pomóc w Wodospadach Sztyletu.- na obliczu wielkoluda pojawiła się mina pełna skupienia. Nie byłby zdziwiony gdyby odesłano go z kwitkiem, ku jego zdziwieniu ludzie odnosili się do niego, w najlepszym wypadku, z rezerwą. A zdarzało się że szczuto go psami, gdy tylko pojawił się w polu widzenia.

Re: [Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: wt sie 13, 2013 1:14 pm
autor: Yuan
Hroth

Hroth przebijał się przez śnieg w kierunku karczmy. Jego blond włosy powiewały na wietrze razem z jedwabną chustą zawieszoną na szyi. Większość ludzi narzekało na taką pogodę on jednak czuł się w swoim żywiole. Czuł jak jego jego bogini Akadi - Pani Wiatru, wręcz otula go swoimi ramionami, co dodawało mu otuchy i siły. Uśmiechnął się mimowolnie do siebie i powtórzył w myślach ostatnie parę dni. Jego decyzja o powrocie do źródła w poszukiwaniu nowej przygody okazała się bardzo słuszna. Szybko załapał plotki o tajemniczym zleceniu w Wodospadach Sztyletu i właśnie podążał na spotkanie.

Raźnym krokiem wszedł do karczmy i rozejrzał się. A więc tak miała zacząć się jego podróż. Bez trudu rozpoznał swoich zleceniodawców. Oni też dojrzeli dość wysokiego, dobrze zbudowanego człowieka po trzydziestce w lekkiej zbroi przykrytej gdzieniegdzie śniegiem, który począł już powoli topnieć pod wpływem ciepła panującego w karczmie. Na plecach przewieszoną miał drewnianą tarczę z interesującym motywem w środku, a przy pasie wisiał lekki korbacz.

Hroth podszedł do stołu przy którym czekali jego zleceniodawcy i skłonił się lekko. Nie zdobył się jednak na uśmiech, wciąż miał z tym problemy, zresztą póki co nie miał nawet żadnego konkretnego powodu, żeby się do nich uśmiechać. -Witajcie - zaczął spokojnym głosem z odrobiną rezerwy - przybyłem w sprawie zlecenia w Wodospadach Sztyletu, Hroth, sługa Pani Wiatru, do usług. - ukłonił się jeszcze raz i zajął miejsce przy stole

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: wt sie 13, 2013 1:14 pm
autor: Arvelus
Shura

Obudził się czując na gardle czyjąś dłoń, ale nad sobą nikogo nie widział. Powstrzymał atak paniki i spojrzał w bok. To Yeva zasnęła wczoraj w takiej pozycji. Po raz kolejny ogarnęły go wątpliwości. Czy to na pewno dobry pomysł wyruszać z tą karawaną? Teraz kiedy zaczynało się wszystko układać? Przecież, po powrocie, może się okazać, że dziewczyna na niego wcale nie czekała. Może i taki wniosek nie wynikał z doświadczenia, jakie mógł mieć dwudziestodwuletni Shura, a z jego pesymizmu, ale był równie niepokojący. Ale potrzebował pieniędzy. Tylko w ten sposób istniała szansa, że jej ojciec go zaakceptuje. Ucieczka nie wchodziła w rachubę. Dla Yevy zbyt ważna była rodzina. Więc Shura musiał stać się poważnym człowiekiem. Takim który ma złoto. Dużo złota.

Shura przyszedł niedługo po olbrzymie. Ubrany w stal i utwardzane skóry. W ręce niósł wielki miecz w skórzanej pochwie, który wydał mu się za mały gdy dostrzegł Aelina. Na plecach niósł sporej wielkości plecak.
- Dobra, więc zakładam, że dobrze trafiłem. Zwą mnie Shura.

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: wt sie 13, 2013 7:35 pm
autor: Ehran
Tarlin

Silny wiatr jęczał żałośnie w pozbawionych liści poczerniałych drzewach. Zdeformowane cienie wyciągały swe macki po lśniącym krwistą czerwienią, w zachodzącym słońcu, puchowym śniegu.
Wysoko na niebie, przy cichym łopocie skórzanych skrzydeł, unosiła się mała postać. Jeśli ktoś mógł ją dojrzeć z dołu, dostrzegł zapewne jedynie smoliście czarnego kruka.
Lecz bystre oczy przyglądały się osadzie i leniwie unoszącym się w niebo słupom jedwabistego dymu, wydobywających się znad kominów licznych chat.
Cała okolica opatulona była białym puchem i z wysokości wyglądała spokojnie i malowniczo.


Skrzydlaty człowiek niczym szepczący duch opadł z szybko czerniejącego nieboskłonu zimowej nocy w dół.
Mała postać złożyła swoje skórzaste skrzydła, lądując na parapecie jednej z ciepłych chat. Zwinnym, ledwie dostrzegalnym ruchem, otulając się w nie ni­czym w ciemny żywy płaszcz.
Z wewnątrz dobiegał słodki śpiew. Głosik czysty niczym srebrna harfa, posłał ciarki wzdłuż kręgosłupa intruza. Przez oszronioną szybkę, przybysz przyglądał się zanurzonej w wannie młodej dziewczynie.
Dziewka miała zamknięte oczy, koncentrując się na odczuciu, jakie daje gorąca woda w mroźny dzień, i piana, delikatnie pieszcząca skórę pękającymi pęcherzykami. Zaczęła gładzić skórę za uchem, szyję, musnęła obojczyki i zajęła się swoimi piersiami, delikatnie je masując smukłymi, mokrymi od piany dłońmi.

Intruz oblizał swe wargi czarnym, nienaturalnie długim jęzorem.
Dziewczyna otwarła nagle swe oczy w przerażeniu i wpatrzyła się w okienko. Ale nie krzyknęła. Wstała. Woda spływała stróżkami po jej ciele, śledząc jej krągłości. Dziewczyna podeszła do okna i otworzyła je. Wpuszczając do środka zimny wiatr i coś jeszcze...


Tarlin opuszczał nad ranem chatkę młodej dziewczyny. Zawahał się na progu... miał wyrzuty sumienia. Ostatnio zdarzało mu się to coraz częściej... Źle się działo. Ale... natychmiast głosy w jego głowie, chmurnie rozpoczęły swe szepty. Mamiąc i tłumacząc. Tarlin skulił się, stojąc nadal w otwartych drzwiach. Poranne słońce pieściło jego twarz ciepłymi promykami. Może to właśnie przeważyło. Tarlin cofnął się. Położył kilka złotych monet na stoliku, uśmiechnął się do dziewczyny i opuścił jej domek.


Gnom pokierował się w stronę karczmy, był jednym z pierwszych gości. Lecz nie przybył tu, by coś zjeść. Chciał obejrzeć to miejsce, na długo, zanim ktokolwiek się tu zjawi. Wszedł niezauważony, chowając się za jednym z dużych, jak nazywał zwykłych ludzi. Niespostrzeżony, zajął miejsce na wysokiej krokwi nad izbą. stąd przyglądał się i nasłuchiwał rozmów.

Gdy jego przyszli towarzysze zbliżali się ciężkim krokiem, brnąc przez śnieżne zaspy, kilkoro wieśniaków przyglądało im się pilnie przez zaszronione okienka ich chatek. Lecz przez ich oczy spoglądał ktoś inny.


Drużyna zbierała się powoli. Tarlin 'owi się nie śpieszyło. Zastanawiał się, jakiego figla by tu nie wywinąć. Był w końcu dumnym gnomem. Szepty w głowie prześcigały się w pomysłach. Podpowiedziach i sugestiach. Ale jeszcze Tarlin był tu mistrzem i panem. On decydował. I jakoś nie podobały mu się podsunięte pomysły. Może innego dnia... ale dziś nadal trapiły go wyrzuty sumienia. postanowił się więc zachować.
Pierwsza trójka z magiem to na pewno byli ich pracodawcy.
Kolejni trzej przybysze zdawali się wojakami. Tarlin musiał przyznać, iż wielki jegomość w dziwnej płytowej zbroi zrobił na nim nie lada wrażenie. Gdyby Tarlin stanął obok... pewno nie sięgnął by mu z swymi dwiema stopami wzrostu nawet do kolana... no, ale nie trzeba było być wysokim, by móc komuś napluć na łysinkę. Trzeba było znajdować się jedynie nieco wyżej. ~ Hmm, a może by tak rzeczywiście. ~ Ślina sama zebrała się w ustach. Ale... Tarlin w porę się powstrzymał. Coś czuł, że gigant, nie znał się na żartach.
Tarlin siedział i słuchał.
Wreszcie podjął decyzję.
Zeskoczył z belki i uśmiechnął się do rzucających mu zdziwione spojrzenia grupki awanturników.
- Tarlin, mistrz kuglarstwa, wielki mag, kapłan o niezłomnej wierze, jak i wielki przyjaciel elfów, do waszych usług. - przedstawił się niziutki, mający jedynie nieco ponad dwie stopy gnom. Ubrany był w proste leśne ubranie ni to zielone ni brązowe. Nie miał widocznej broni. Rogule zdawał się nie mieć ze sobą ekwipunku.
- Moja pani, - uśmiechnął się do elfki - Pozwól, że podaruję ci tę różę. - Gnom poklepał się po kubraku, potem rozejrzał nerwowo dookoła. - hem.... gdzie ja... a tak.... - rzekł, po czym z ucha wyciągnął długą na pół metra piękną czerwoną różę i wręczył ją elfce.
Potem z trudem odsunął jedno z ciężkich drewnianych krzeseł i równie niezgrabnie wgramolił się nań. - A, tak. To jak z tą robotą?
Potem wyciągnął zza pasa misternie rzeźbioną fajkę i począł spokojnie pykać. Z Początku robił jedynie śliczne kółka z dymu, lecz szybko się tym znudził, i posyłał różne wymyślne krztałty w powietrze. Raz wydmuchnął małą myszkę, a zaraz za nią kota, , który począł gonić mysz wokół opancerzonego psa leżącego u stup giganta.

Re: [Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: wt sie 13, 2013 8:49 pm
autor: Demoon
Shade

- Psiakrew, co za piździawa przeokrutna, szkoda że jeszcze burzy nie ma.. ach to życie bohatera... - Dość cienki głos wydawał się dobiegać wprost z ciemności. Po chwili jednak spośród trzęsących się krzaków wyszła niewielka, skulona postać, cała owinięta w ciemne szaty, przez co ledwo było można odróżnić ją od mroku. Postać poruszała się na tyle szybko na ile pozwalały jej skostniałe palce u nóg, jednocześnie przeliczając garść drobniaków rozsypanych na jej ręce.
- No, na grzańca chyba styknie.

Postać nie bez wysiłku pchnęłą grube drzwi prowadzące do tawerny. Od razu ogarnęło ją przyjazne ciepło, więc nie czekając wiele postać podbiegła do najbliższej ławy, otrząsnęła się i zrzuciła wierzchnie odzienie. Oczom gości ukazał się drobnej postury młody człowiek, choć to ostatnie określenie nie było pewne. Miał kruczoczarne loki, nazbyt jasne tęczówki oczu - wręcz żółte - do tego spiczaste uszy i ostre, czarne pazury zamiast paznokci. Rozejrzawszy się po obecnych, Shade uśmiechnął się, dla pełni efektu ukazując swoje ostre zęby: - Cóż za zacne grono, prawie wszyscy wyżsi o dwie głowy ode mnie! Domniemywam że znalazłem się w gronie wielkich wojowników, uf - kamień spadł mi z serca, teraz żadna wyprawa mi nie straszna skoro wiem, że nie idę pierwszy! - zaśmiał się piskliwie, po czym wygodniej rozsiadł się na swoim miejscu. - Me imię Crane Tanatos, zwą mnie jednak Shade. Widzę, że jak zwykle jestem spóżniony, wybaczcie towarzysze - Wyszczerzył zęby w przepraszającym uśmiechu. Rozejrzał się raz jeszcze po obecnych i spłoszywszy się lekko, odsunął się na bezpieczną odległość od wielkiego wilczura który trzymał łeb na grubym udzie swojego pana. Shade spojrzał do góry na wielką głowę nieznajomego i nerwowo się uśmiechnął: - A ten pieseczek to nie powinien na smyczce biegać?

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: wt sie 13, 2013 11:05 pm
autor: Corrick
Mężczyzna w białej zbroi spokojnym wzrokiem mierzył każdego, kto wchodził do karczmy. Dłuższą chwilę zawiesił wzrok na gnomie, gdy ten się pojawił, jakby świdrując go, pragnąc przeniknąć jego duszę. Jednak po chwili walki na spojrzenia, tylko kiwnął głową, jakby rozumiejąc jego sytuację, charakter i historię. Czarodziej nawet nie podniósł nosa znad księgi, nie zaszczycając przybyszy spojrzeniem.

Jhaer przywitała wszystkich ciepło, stawiając dzban grzanego wina na stole i osiem kubków. Elfka poczekała jeszcze kilka minut, po czym rzekła: - Witam was wszystkich. Jestem Jhaer Radosna Pieśń, mężczyzna w zbroi to sir Anheim White, zaś burkliwy mag obok niego, to Ectelius Thann. - czarodziej tylko prychnął gniewnie, ponownie nie odrywając wzroku od książki. Wojownik zaś skinął grzecznie głową zebranym. - Panowie Thann i White prowadzą transport żywności i ... - tu elfka zawahałam się lekko, lecz szeptem wyręczył ją mag - innych cennych ładunków. Niezwykle delikatnych i cennych towarów. - jednak dalej nie dźwignął wzroku znad księgi. Jhaer kontynuowała - Dziękuję, Ecteliusie. Potrzebują ochrony, gdyż trakt do Cienistej Doliny stał się ostatnio bardzo nieprzyjemny. Zbójcy, szczególnie teraz, gdy zaczął padać śnieg, stali się wyjątkowo zuchwali. Nie mówiąc o drowich patrolach. - kobieta przerwała na chwilę.

- Droga do Wodospadów Sztyletu też nie należy do najbezpieczniejszych. Szczególnie, gdy podróżuje się dwoma wozami. - zabrzmiał melodyjny głos wojownika. - Ta podróż zajmuje mniej więcej trzy do czterech dni, dlatego proponujemy wam uczciwą stawkę stu sztuk złota za całość. Na głowę. - okuta stalą dłoń powędrowała w stronę maga, jakby chcąc od razu zgasić jakiekolwiek oznaki sprzeciwu. - Jedna czwarta płatna teraz, reszta w Wodospadach Sztylu, do odbioru w świątyni Lathandera. Z możliwością przedłużenia kontraktu, bo wiem o przynajmniej kilku rzeczach, które trapią Randala Morna i sir Anzelma Lloyda. Jeśli sprawicie się dobrze, mogę wam zagwarantować moje poparcie przy odbieraniu tych zleceń. - głos Anheima był delikatnie śpiewny, zupełnie niepasujący do jego powierzchowności.

- To jak, panowie? - cichy, szepczący głos czarodzieja rozbrzmiał w pomieszczeniu. Po chwili było słychać już tylko trzaskanie ognia w kominku.

Re: [Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: śr sie 14, 2013 10:28 am
autor: Yuan
Hroth

Hroth siedział spokojnie i słuchał słów Jhaer i Rycerza W Białej Zbroi. Za wino grzecznie podziękował, nie był w nastroju do picia z nieznajomymi. Póki co zapowiadało się niepozornie, ot ochrona karawany, zadanie prezentowało się niezbyt ciekawie, zapłata też nie budziła szybszego bicia serca ale za to towarzystwo... było co najmniej interesujące. Wielkolud, który przyszedł przed nim budził w nim raczej pozytywne odczucia, czego nie można było powiedzieć o gnomie, który na dzień dobry zaczął go irytować. Nie był jednak człowiekiem skłonnym do wyciągania przedwczesnych, pochopnych wniosków, a już na pewno nie miał zamiaru przedwcześnie żadnemu z nich zaufać.

Hroth wsłuchał się dokładnie w słowa zleceniodawców. Mag coś ukrywał, trzeba będzie z niego wyciągnąć czym jest ten tajemniczy ładunek lub sprawdzić na własną rękę. Gdy skończyli mówić skinął tylko delikatnie głową. - Wasza oferta wydaje się całkiem rozsądna - zawahał się chwilę - za to z naszej strony byłoby bardzo nierozsądnym narażać się na transport karawany, której zawartość przed nami ukrywacie. - spojrzał na maga - Ecteliusie czy zechciałbyś nam zdradzić więcej szczegółów na temat tych "delikatnych i cennych towarów"?

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: śr sie 14, 2013 11:05 am
autor: Zaalaos
Aelin

Olbrzym uważnie przyglądał się nowo przybyłym. Sprawiali wrażenie osób znających się na swoim fachu, choć niektórzy z nich wydawali się być nieco... Szaleni? Niestabilni? W szczególności ostatnia dwójka. ~Nie oceniaj topora po zdobieniach.~ zganił się sam w myślach.
- A ten pieseczek to nie powinien na smyczce biegać?- olbrzym przez chwilę zastanawiał się co ma odpowiedzieć. Przecież Faen był najgrzeczniejszym wilczurem pod słońcem!
- Nie musi, jest bardzo grzeczny i zawsze mnie słucha. Jak się go nie zaczepia to nie ugryzie.- odpowiedział w końcu Aelin.

Po wysłuchaniu swoich pracodawców olbrzym pokiwał głową - Jak dla mnie wszystko jest wporządku.

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: śr sie 14, 2013 3:15 pm
autor: Ehran
Tarlin

Tarlin nieco zgarbił się pod spojrzeniem białego rycerza, a głosy w jego głowie panicznie zawyły. ~ on wie! On wie! - Gnom starał się jednak nie dać niczego po sobie poznać. Uśmiechnął się jedynie i odwzajemnił ukłon.


- Ładny piesek, jak się wabi? - gnom przyglądał się leżącemu spokojnie wilkowi z pewnym zainteresowaniem. Jakby zapomniał, iż jest mu akurat składana oferta pracy.

- Wielce szczodrobliwi jesteście. Choć... - Gnom pyknął z fajki - kwota nie wydaje się nazbyt kusząca. Czy będzie nietaktem z mej strony, jeśli ostrożnie i uprzejmie poproszę o podniesienie wynagrodzenia? Misje z nieznanym delikatnym, a zapewne i groźnym lub przez kogoś upragnionym towarem, niestety zwykle podbijają cenę w znaczącym stopniu. - rzekł Tarlin spokojnie i grzecznie. Po czym odebrał z rąk elfki kubek z winem. Wziął głęboki łyk i uśmiechnął się promiennie. - Wyśmienite.
- I jak już jesteśmy przy uprzejmych pytaniach. Czy mamy się spodziewać niespodzianek po drodze? Ktoś konkretny pragnie położyć swoje lepkie łapki na towarze? Mówiłaś śliczna pani ma, iż twoi towarzysze będą prowadzić karawanę, czy mam z tego, pełen smutku i żalu, wnioskować, iż nie będzie nam dane cieszyć się waszym towarzystwem? A to sprowadza mnie do kolejnego pytania, czy ktoś jeszcze, poza tu zebranymi bierze udział w tej radosnej wycieczce?

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: śr sie 14, 2013 10:03 pm
autor: Demoon
Shade

- Nie musi, jest bardzo grzeczny i zawsze mnie słucha. Jak się go nie zaczepia to nie ugryzie.

- Po prostu z dystansem podchodzę do wszystkiego, co jest większe ode mnie - odparł Crane wyszczerzając zęby w stronę gnoma. - Jednakże muszę zgodzić się ze zdaniem obecnego tu Tarlina, 100 sztuk złota na głowę... To nie jest mała kwota, ale kto wie co czyha na nas w tym buszu? No i z tego co widzę - kontynuował, przenosząc wzrok na Ecteliusa - ten ładunek MUSI dojechać w całości. Lepiej przepłacić, niż zostać z niczym, hm? - zakończył zdanie rozbrajająco szczerym uśmiechem, zawieszając wzrok na lekko poirytowanym magu. Rozejrzał się po tawernie i ruszył w stronę elfki rozlewającej grzańca. - O pani! Spełniasz me marzenia! - krzyknął Shade i trzęsącymi się rękoma odebrał kubek z winem które wygulgotał jednym ciągiem. - Można dolewkę? Zapłacę!

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: czw sie 15, 2013 3:30 pm
autor: Corrick
Mag odchrząknął i wyjął z sakiewki fajkę. Nabił cybuch, odpalił, pociągnął. Zamknął księgę i rzekł: - Ładunek to przede wszystkim złoto, broń, żywność, magiczne zwoje i eliksiry. Jest to dla nas o tyle cenne, że wisi nad nami groźba wojny z Zhentami. - czarodziej złączył palce i wygiął je z głośnym trzaskiem. - Nie spodziewamy się, żeby ta karawana była jakoś szczególnie obserwowana, ale jak już wspomniała nasza wspólniczka, Jhaer, zbójcy o tej porze roku nie są wybredni. Poza tym, na traktach zaczyna zalegać śnieg, więc potrzebujemy waszej pomocy, w razie gdyby któryś z wozów uległ awarii. - przerwał swój monolog, aby pyknąć fajkę. - Co do kwestii finansowych... Mogę zaoferować dodatkowe dwadzieścia sztuk złota ze swojej kieszeni za bezpieczny przejazd. Płatne w Wodospadach Sztyletu, oczywiście. - jego wzrok powędrował w kierunku Shade'a i tam się zatrzymał. - Pij, wędrowcze.

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: czw sie 15, 2013 4:05 pm
autor: Demoon
Shade

Spojrzał przenikliwie na maga po czym przeniósł wzrok na zawartość swojego kubka. Zamieszał, powąchał i po chwili jego napięte przed chwilą brwi rozluźniły się. Wychynął następny duży łyk.
- Czyli 120 na głowę, jeśli dobrze zrozumiałem? Ja się zgadzam. I jeśli chodzi o naprawy, to myślę że z panem gnomem damy radę zapobiec wszelakim wypadkom. - Zakończył, posyłając na swe usta jeden ze swoich tak dobrze wyćwiczonych uśmiechów. - Tak więc jeśli o mnie chodzi to jesteśmy dogadani. Kiedy wyruszamy?

Shade zajął z powrotem swoje miejsce i dokończył drugi kubek. Powiódł wzrokiem po towarzyszach i zatrzymał go na gnomie:
- A ty, Tarlin? Myślę że lepszej ceny nie utargujemy. Wchodzisz w to? Reszta się już chyba zgodziła. Ach... - Przeniósł spojrzenie na Shurę. - Poza jednym milczkiem. Shura, tak? Czemu nic nie mówisz? Idziesz z nami?

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: czw sie 15, 2013 4:36 pm
autor: Ehran
Tarlin

- A dużo tego złota? - zapytał chytrze gnom. Chyba tym razem, język był szybszy od rozumu, gdyż natychmiast się skulił pod spojrzeniem białego rycerza. - Em... chodzi mi oczywiście o ciężar. Obładowane ciężkim kruszcem wozy prędzej ugrzęzną w śnieżnych zaspach, względnie łatwiej przebiją się przez spinający rzeki lud... - wykręcił się. - No i obciążone nadmiernie szprychy i osie, prędzej ulegają awarii...
Gnom skierował swe spojrzenie na Shade. - No... bo ja wiem. ekspertem od wozów nie jestem. A za zwierze pociągowe na pewno robić nie będę. Nie z braku chęci oczywiście. a jedynie, z braku silnych ramion i krępego karku. - Tarlin wyszczerzył ząbki w uśmiechu. - no.. ale zrobimy co się da.

- Tak, tak. Wchodzę w to. Przyda się nieco uczciwie zarobionego grosza. Kiedy zatem ruszamy? Jutro z samego rana? A może pod osłoną nocy? - dokończył ochoczo.

Re: [Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: czw sie 15, 2013 7:54 pm
autor: Yuan
Hroth

Hroth tylko skinął krótko głową na słowa maga. Jednak ten gburowaty koleś coś im powiedział, nie spodziewał się tego. Z jednej strony nie ufał mu całkowicie (jak zwykle przy kontaktach z kimkolwiek) i nie wykluczył możliwości, że ukrył przed nimi najważniejszy element, ale z drugiej strony jego słowa brzmiały całkiem rozsądnie. Oczywiście wieść o podwyżce go ucieszyła, cieszył się również, że miał takich zaradnych towarzyszy, on sam nie był specem od negocjacji. Nadal nie była to jednak jakaś zawrotna suma. Znacznie ciekawiej zapowiadały się zadania na miejscu, postanowił więc cierpliwie na nie poczekać, a póki co odwalić brudną (i pewnie nudną) robotę.

-Przyjmuje państwa ofertę, kiedy mielibyśmy wyruszyć? - spytał krótko

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: sob sie 17, 2013 3:37 pm
autor: Arvelus
Shura

Przysiadł na krześle i upił kubek wina, gdy pozostali dyskutowali. Postanowił zostawić im dyskusję, skoro tak dobrze sobie radzili. W odróżnieniu od nich on nie uważał, by sto sztuk złota, za cztery dni pracy, to było mało.

- Ja też jestem zadowolony. Mógłbym wyruszać choćby za godzinę.

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: sob sie 17, 2013 4:21 pm
autor: Zaalaos
Aelin

- Wabi się Faen. - na dźwięk swojego imienia wilczur podniósł łeb, gotów spełnić polecenie swojego pana. Aelin pogłaskał go tylko uspokajająco. - I tak, bardzo chętnie przystaję na takie warunki umowy.- zwrócił się bezpośrednio do pracodawców.

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: ndz sie 18, 2013 11:22 pm
autor: Corrick
Rycerz wymienił spojrzenia z magiem i Jhaer, po czym odrzekł: - Wyruszamy godzinę przed świtem. Jako, że dzień jest coraz krótszy, a trasa się nie kurczy, część podróży będziemy musieli przebyć po zmroku. A to tylko podwyższa ryzyko. - westchnął i sięgnął po kubek z grzańcem - Będziecie podróżować konno. Bez obaw, dysponujemy odpowiednią liczbą. Spotkajmy się przy domostwie Jhaer, to przy trakcie do Cienistej Doliny. Po drugiej stronie rzeki. - wstał od stołu i zabrał miecz. Poczekał na towarzyszy. - Macie wynajęte pokoje w tej karczmie. Dobrej nocy. - i wyszli wszyscy.

* * *


Poranek był wyjątkowo mroźny i wietrzny. Anheim i Ectelius czekali dokładnie pod domem Jhaer, wraz z dwoma wozami i czterema końmi stojącymi luzem. Wszyscy byli mocno poowijania płaszczami, z szalami zawiniętymi wokół twarzy i kapturami naciągniętymi na czoła. Karawana wyruszyła. Shade i Shurra jechali z przodu, pierwszym wozem powoził Ectelius wraz z Tarlinem, drugim Anheim, zaś kolumnę zamykali Aelin z Hrothem.

Do południa trakt był przejezdny, choć lekko zmrożony. Później zaczął rozmarzać, koła zaczęły grzęznąć w błocie, a wozy zapadać. Jednak było to tylko chwilowe, późnym popołudniem pogoda znów po prostu się zjebała. Ostry wicher zaczął targać gałęziami, zrywać je, podrywać śnieg z ziemi i rzucać tym w oczy podróżnych. Gdy tylko zapadł zmrok, czarodziej magicznie rozświetlił okolicę przed powozami. Trochę wystawiało to was na atak, ale było to jedyne wyjście. Podróżowaliście już od czternastu godzin, gdy Anheim zarządził postój.

Wozy zjechały z drogi, ustawiono je prostopadle do wiatru i wprowadzono między nie konie, by zwierzęta nie padły z zimna. Należało już tylko poszukać miejsc do spania i ustalić warty.

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: pn sie 19, 2013 9:55 am
autor: Ehran
Tarlin

Tarlin spoglądał czas jakiś za oddalającą się trójką. Nie omieszkał też podziękować za szczodrobliwość i wynajęte pokoje. Nie często się zdarzało, by pracodawcę tak obchodzili jego ludzi, iż weźmie na siebie trudy wynajęcia pokojów dla owych.
Gdy biały rycerz zniknął za drzwiami, karzełek się widocznie rozluźnił. - Wina! Dobry człowieku. Więcej wina! - zawołał do karczmarza. - Ja stawiam przyjaciele. - skierował się do nowo poznanych towarzyszy.

- Faen? Ładne imię. - Gnom zeskoczył z zydla i podszedł do wilka. Potem zamruczał coś, naśladując zwierzaka, a ten mu odpowiedział. Zdawało się, iż karzełek i rosły wilk mają małą pogaduszkę. Potem wilk polizał chichoczącego gnoma po twarzy, obficie go śliniąc. Za to został wynagrodzony drapaniem za uchem. - Macie dobrego i wiernego przyjaciela panie Aelin. - oznajmił wyskrobując się powrotem na zydel, akurat na czas gdy przyniesione wino.
- To za co pierwszy toast? - zapytał unosząc kubek.
Tarlin dał się tego wieczoru poznać jako wesoły, nieskomplikowany jegomość, odnoszący się do swoich współtowarzyszy z pewną dozą entuzjazmu i szacunku.

***

Nad ranem, Tarlin wyszedł z uśmiechem na twarzy na zewnątrz. - Cóż za piękny poranek. - rzekł do przyjaciół, nie przejmując się nic a nic mrozem.
przed odjazdem, do gnoma podeszła jedna z wieśniaczek, wręczając mu koszyk z prowiantem, a także obdarzając go namiętnym pocałunkiem na pożegnanie. Tarlin tylko wzruszył ramionami widząc spojrzenia towarzyszy.
Koszyk karzełek upchnął na wozie. Konia przywiązał za wozem, oznajmiając ku rozbawieniu pozostałych, iż kiepski z niego jeździec. - hem. - rzekł, po raz wtóry próbując wgramolić się jakoś na wielką kobyłę. - Czy ktoś... może by mi pomógł? - poprosił. Teraz to już spodziewał się otwartych salw śmiechu.

Gdy znalazł się wreszcie na wierzchowcu, ku zdumieniu pozostałych wyciągnął zza pazuchy rosłego kruka. Wielkością dorównującemu niemal jemu samemu. - Mój przyjaciel będzie patrolował szlak. - oznajmił, po czym czarny ptak wzbił się w powietrze, znikając na nocnym niebie.
Gnom rozłożył się wygodnie na końskim grzbiecie i zdawało się, iż zapada w sen.
Podczas drogi kruk krążył dookoła, lecz, chował się na tyle dobrze, iż podróżnicy zwykle go nie dostrzegali.

Dopiero gdy obóz był gotowy, a pierwsza straż wystawiona, kruk wrócił do swego pana. Wtedy to Tarlin wygrzebał z wozu koszyk i podzielił się zawartością z towarzyszami. W środku było kilka mlecznych bułek, bochen świeżego pachnącego chleba, szynka, wędzona kiełbasa, ser, miód, nieco pasztetu a także kompot z czereśni i jagód. - Zapomniała wina. - załamał ręce karzełek.

Gdy już podjedli, karzełek wstał i otrzepał się z okruchów, jakie obficie pokrywały jego kubrak. - Ja chętnie obejmę rolę ruchomej warty. Dobrze się skradam, a tu tylko ognisko będzie mnie raziło. Wrócę nad ranem. A... czasem mogę użyć magii, by się z wami skontaktować, nie przestraszcie się, jak usłyszycie mój głos zdający się dochodzić z wnętrza waszej głowy. - oznajmił po czym zniknął w rosnących krzakach nieopodal. Śledzący go wzrokiem mogli zauważyć, iż karzełek nie pozostawia najmniejszych śladów we śniegu.
Tarlin rozprostował się, gdy znalazł się poza zasięgiem wzroku kolegów. Gnoma otoczyła mgła a wewnątrz niej coś zatrzepotało. Mgła się rozwiała, a Tarlina już nie było.
Gnom obserwował obóz i jego otoczenie z góry, chowając się w koronach drzew. Czasem robił większe koło przelatując nad okolicą i oddalając się nieco dalej.

Re: [Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: pn sie 19, 2013 6:06 pm
autor: Yuan
Hroth

Hroth ponownie grzecznie podziękował za alkohol i udał się do swojego pokoju. Całkiem miło ze ich strony, że opłacili im postój. Fakt, że nie był to jakiś szczególnie hojny dar, ale za to miły gest. Hroth ułożył się na całkiem wygodnym łóżku i próbował zasnąć wsłuchując się w świst wiatru za oknem. Zapowiadało się kilka ciężkich dni...

Wewnętrzny budzik Hrotha zbudził go jak zwykle przed wschodem. Słońce nie pałało chęcią szybkiego rozświetlenia okolicy, miał więc jeszcze trochę czasu na odprawienie swoich rytuałów. Zszedłszy na dół zastał tam wyraźne ślady wczorajszej popijawy. Zgarnął kilka pustych butelek... będą jak znalazł.

Hroth zawsze uwielbiał ten pierwszy poranny powiew wiatru, Akadi zdawała się mówić mu "dzień dobry". Dzisiejszy wiatr był ostry i zimny, potraktował to jako zaproszenie do zabawy. Śpiące miasto nie zauważyło człowieka, który szedł spokojnym krokiem w kierunku lasu. Nie widziało też jego tańca. Hroth zaczął od paru prostych kroków, po czym ukłonił się Pani Wiatru jakby zapraszając ją do siebie. Modlił się. Ta jego modlitwa była jednak tak naprawdę rozmową, dzieleniem się swoimi przeżyciami jak z najlepszym przyjacielem. Najważniejszy jednak był rytualny taniec. Kręcił się i poruszał jakby nie zważając na półmetrową pokrywę śniegu pod jego stopami. Korbacz w jego ręce wirował niebezpiecznie blisko ciała, Hroth jednak panował nad nim w pełni. Podpatrzył kiedyś tę sztukę u wędrownego mnicha, on jednak używał nunczako, Hroth zaadaptował tę technikę to walki korbaczem. Ostatnie ruchy wykonał w kierunku ustawionych uprzednio butelek. Cele codziennie były ustawiane inaczej, kapłan starał się też nie zastanawiać wcześniej nad trafieniem, to miało wyjść samo z siebie. Korbacz wyskoczył spod ramienia i rozbił pierwszą butelkę. Hroth przewinął go niebezpiecznie blisko kolana i szybkim ruchem rozbił drugą, trafiając perfekcyjnie. Obrócił się szybko i zamachnął na trzecią. Kula trafiła w szyjkę, butelka spadła, ale to nie było dobre trafienie. - Trzeba to będzie przećwiczyć - pomyślał zadyszany Hroth.

Podróż minęła spokojnie, ale i tak wystarczająco dawała się we znaki. Pogoda mu osobiście odpowiadała, ale musiał obiektywnie przyznać, że nie jest najlepsza na podróż karawaną. Wędrował w milczeniu, zamieniając ledwie parę słów z jadącym obok Aelinem. Będzie potrzebował trochę czasu zanim się zsocjalizuje z resztą drużyny. Gdy dojechali na miejsce postoju bez słowa zeskoczył z konia. Wysłuchał nadpobudliwego gnoma. - Co on kombinuje? Jak to ruchomej warty? - Wiedział, że nie jest w stanie spokojnie spać jeśli pilnował jego tyłka będzie jakiś nieznajomy, ale wiedział też, że potrzebuje tego snu... może uda mu się jakoś wygrać z uprzedzeniami.

Popatrzył na znikającego w krzakach gnoma. - Nie wiem co karzeł kombinuje, ale normalną wartę chyba i tak musimy obstawić... Zgłaszam się na pierwszego chętnego. - spojrzał szukając sprzeciwu - tymczasem rozłóżmy namioty... Może rozpalimy też parę pochodni wokół obozu? Jeśli zbóje mają się dowiedzieć o naszym pobycie to i tak już wiedzą, a nam łatwiej będzie obserwować teren - Gdy już jego rzeczy spoczęły w bezpiecznym miejscu usadowił się na jednym z wozów szukając dobrego miejsca na obserwację. Nie mógł liczyć za bardzo na swój wzrok w tych ciemnościach, jednak ufał swojemu słuchowi... Wiedział, że Pani Wiatru podszepnie mu słówko w razie niebezpieczeństwa.

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: wt sie 20, 2013 2:14 pm
autor: Arvelus
Shura

- No to... widzimy się jutro godzinę przed świtem - pożegnał się i wyszedł. Pokój może i opłacony, ale skoro miał możliwość to zamierzał spędzić noc w znacznie przyjemniejszy sposób.
Owinął się ciaśniej i wyszedł w chłód nocy, by spędzić ostatnią noc z Yevą, przed tym jak wyruszy. Nie wiedział czy zobaczy ją za osiem dni, czy może kolejna praca też go skusi. Tak czy siak zamierzał korzystać.

~ . . . . . *. . . . . ~. . . . .


Był, na oko, pięć lub sześć kwadransów przed wschodem słońca. Położył ciężki plecak przy ladzie i zamówił grzanego piwa z imbirem. Czasem przyjaciele naśmiewali się z niego, że pije jak baba, ale dawno przestał się przejmować. Imbir zabijał gorycz której nie lubił w piwie. Kropka.

~ . . . . . *. . . . . ~. . . . .


- Więc obudź mnie na drugą wartę. Tymczasem ja idę spać - zakomunikował Shura i wprawnymi ruchami, w ciągu pięciu minut, rozłożył niewielkie, jednoosobowy namiot i wgramolił się do środka.

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: czw sie 22, 2013 4:24 pm
autor: Zaalaos
Aelin

Wojownik skinął swoim pracodawcom i innym nowo poznanym osobom, po czym ruszył do wynajętego pokoju. Tam westchnął cicho gdy zobaczył łózko o wiele za małe dla kogoś jego postury i z mozołem zaczął zdejmować z siebie swój pancerz.

***

Na poranną zbiórkę stawił się jako ostatni, przywdzianie pancerza zajmowało mnóstwo czasu, a musiał też nakarmić wilka. Siłą rzeczy wylądował na końcu kolumny, gdzie z mozołem przedzierał się przez błoto. Z zazdrością patrzył na osoby jadące konno, bądź na wozach. Niestety każdy koń złamałby się w pół pod jego ciężarem, więc pozostało mu wędrować pieszo.

***

-Mogę zająć ostatnią wartę. Założenie i zdjęcie mojej zbroi zajmuje strasznie dużo czasu, nie chce powtarzać tej czynności dwa razy.

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: pt sie 23, 2013 12:18 pm
autor: Demoon
Shade

Shade, lekko już podpity, okrzykiem zadowolenia zareagował na wieść o wynajętych pokojach. Od połowy dnia wiedział że o czymś zapomniał i tak, były to właśnie pieniądze za które mógł spędzić noc w ciepłym. Lekkim zygzakiem wgramolił się po schodach i runął w pełnym opakowaniu prosto w barłóg.

***


Kac jak zwykle obudził go na długo przed świtem. Powiercił się jeszcze w łóżku po czym zrezygnowany wstał i usiadł w kwiecie lotosu na podłodze. Wejście w trans zajęło mu ładne parę minut ale potem poszło już lepiej. Po skończonej medytacji zszedł na dół, gdzie - o dziwo - był pierwszy, poza pracodawcami. Przymierzył się do konia, oznajmiając wokół że jeździł może ze dwa razy w życiu, po czym posiedział tak aż wszyscy nie zeszli żeby się przyzwyczaić.
W trakcie wędrówki próbował zagadywać Shurę, jednak żadna jego odpowiedź nie była dłuższa niż dwa słowa. Ostatnie godziny spędzili więc w ciszy. Shade dawno nie miał tak wisielczego humoru; wszystko przez tą pogodę. Parę raz prawie by zleciał z konia, na szczęście jego refleks go uratował.

***


Zanim zszedł z konia razem ze swoim rynsztunkiem, wszyscy już rozmawiali o warcie.
- No cóż, także mi została trzecia warta, ech - najgorsza. Mam nadzieję że karzeł robi jakąś robotę, a nie tylko poszedł spać w krzaki żeby nikt go nie budził. - Ponuro uśmiechnął się Shade. - Jeśli chodzi o pochodnie to ja i tak je zgaszę na swojej warcie. Doskonale widzę w mrokach nocy, wolę nie stać na świeczce tylko pierwszy zauważyć wroga. No, to chyba wszystko obgadane, ja idę lulu. Shura, budź mnie mocno i wytrwale tylko nie bij. Dobranocka chłopaki. - Pomachał Shade po czym poszedł w kąt obozowiska rozłożyć posłanie. Po paru minutach walki wreszcie legł snem sprawiedliwego.

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: wt sie 27, 2013 6:37 pm
autor: Corrick
Noc minęła wszystkim spokojnie, zaś ranek powitał wszystkich chłodem i słońcem. Opady na szczęście ustały, choć drogi były mocno zasypane przez całonocną śnieżycę. Anheim i Ectelius szybko przygotowali śniadanie, zaś reszcie drużyny równie sprawnie poszło zwijanie obozu i pakowanie wozów. Dlatego już niecałą godzinę po brzasku, gdy świat był jeszcze szarawy, powozy stanęły na szlaku i cała karawana ruszyła.

Trakt zakręcił tego dnia mocniej w las, opuszczając koryto rzeki. Podróż głębiej w las znaczyła wzmożoną czujność, gdyż osłona drzew sprzyjała wszelkiego rodzaju zbójcom. Zauważyliście kilka wilków i rodzinkę jeleni, ale wszystko oddzielała spora przestrzeń czasowa.

Godzinę po tym, jak minęło południe na śniegu zauważyliście ślady kopyt. Trakt był mocno rozjeżdżony w jednym miejscu, co wzbudziło uwagę paladyna i reszty drużyny. Wyglądało to na pole jakiejś potyczki. Po bliższym przyjrzeniu się, dało się zauważyć krew w niektórych miejscach drogi.

Po chwili zza drzew przysłaniających zakręt wyłoniła się kolumna jeźdźców. Sześć osób. Anheim syknął: - Gotujcie broń. Zajmiecie ich, a my spróbujemy uciec wozami. Jednak jedźcie spokojnie, bo może da się to załatwić pokojowo. - położył kuszę obok siebie. Jeźdźcy byli jakieś czterdzieści pięć metrów od pierwszego powozu.

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: pt sie 30, 2013 10:00 am
autor: Arvelus
Shura

Dawno nie brał żadnej nocnej warty i dosyć upierdliwie zniósł swoją. Nuda i chłód dawały mu się we znaki, ale twardo się trzymał wypatrując zagrożenia które nie nadeszło. Akurat na to wcale nie narzekał.

Na rozkaz Shura obnażył swój dwuręczny miecz i położył go obok siebie, na wozie, gotowy do natychmiastowego sięgnięcia po niego w razie konieczności.

Re: [Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: pt sie 30, 2013 11:17 am
autor: Yuan
Hroth

Hroth jako, że jechał z tyłu dojrzał jeźdźców nieco później. Popędził nieco konia, żeby zrównać się z Shurą i wyciągnął swój korbacz. Tarczę na razie pozostawił na plecach, wciąż miał problemy z jeżdżeniem konno "bez trzymanki".

- Czyżby przyszło nam jednak zapracować na naszą zapłatę? - spojrzał w stronę towarzyszy - okolica raczej nie wygląda na miejsce do rekreacyjnych przejażdżek... - Przyjrzał się uważnie jeźdźcom próbując dostrzec coś co mogłoby mu się przydać. - Wspomóż nas pani - szepnął cicho. Delikatny powiew zimnego wiatru odebrał jako znak zgody Akadi.


[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: sob sie 31, 2013 2:39 pm
autor: Demoon
Shade

- Czyli przyszło do pokazania naszego, ekhm... męstwa. No to z moim jest tak - powiedział Shade, odwracając się do reszty - Że całe zamieniło się w intelekt.
W momencie, w którym Hroth zrównał się z pierwszym rzędem, Shade zwolnił, dorównując do wozu. Zwrócił się do maga: - Jeśli zacznie się walka, mogę pomóc z drugiej linii. Jeśli trzeba będzie uciekać, daj mi znać, a przygaszę tu trochę atmosferę i wyprowadzę bezpiecznie ten wóz.
Shade pochylił się i wyjął z pochwy swój rapier. Uważnie obserwował najeźdźców oraz swoich towarzyszy, gotów do prędkiego zareagowania i uderzenia w najmniej spodziewający się tego cel.

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: ndz wrz 01, 2013 10:28 am
autor: Arvelus
Shura

- Na razie trzymajmy się wersji, że się miniemy, ewentualnie ktoś rzuci miłym słowem. W walce ja stanę w pierwszym szeregu. Kto mógłby wtedy ściągnąć łuczników? - zapytał Shura udając, że opiera się o bok wozu, ale nie opierał na ręce żadnego ciężaru aby nie spowalniać reakcji. - Pokierujcie wóz w pewnej odległości. Aby nie mogli zaatakować niepostrzeżenie.


[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: ndz wrz 01, 2013 8:03 pm
autor: Zaalaos
Aelin

Wojownik dotarł na czoło kolumy jako ostatni, ciężki pancerz nie pozwalał na szybkie poruszanie się. Uważnie przyjrzał się jeźdźcom. Coś w ich wyglądzie mówiło mu że będzie z nimi kłopot.
- Mam nadzieję że nie będziemy musieli walczyć. - rzucił do towarzyszy, równocześnie ściągając z pleców swą monstrualnych rozmiarów broń i wysuwając się na przód.
- Faen, broń.- rzucił, a wierny wilk natychmiast ustawił się z lewej, obnażył kły i zaczął warczeć.

[Dnd 3.5 FR] Nadzieja dla Dolin - sesja

: pt wrz 06, 2013 10:11 am
autor: Ehran
Tarlin

Czarny kruk przysiadł wysoko na powykręcanym drzewie rosnącym nieopodal drogi. Przyglądał się jak to jeźdźcy wyłaniają się i ruszają stępa w stronę wozów.
Ptak, dobrze skryty przed wzrokiem podążył za nimi, trzymając się za ich plecami. Tak, atak z bezpiecznej odległości, od tyłu, to było to, co lubił. Honorową walkę, twarzą w twarz, na udeptanej ziemi, pozostawał innym szaleńcom.