Zrodzony z fantastyki

 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

[Star Wars d20] Wprowadzenie w toku kampanii

ndz mar 26, 2006 7:06 pm

Poniżej zamieszczam dane dot. aktualnie prowadzonej przeze mnie kampanii pod znakiem Star Wars d20. Chciałbym zaznaczyć, iż prowadzę w oparciu o podręcznik edycji Revised, choć w kilku (bodaj jak dotąd chyba jednym) wypadkach skłoniłem się także ku Hero`s Guide.

Słów kilka o realiach – SW umożliwia osadzenie przygód aż w trzech okresach historycznych, znanych z filmów, komiksów, oraz literatury. Po przedyskutowaniu tej kwestii z graczami doszliśmy do porozumienia, wybierając Rise of the Empire jako najodpowiedniejszy. Uściślając – ok. 7 lat po Epizodzie I, czyli ok. 3 przed wybuchem Wojny Klonów.

Początkowo liczba graczy była dość skromna i wynosiła aż dwóch. Oto ich postaci:

Koth Kas`Kra Bothańczyk i na dodatek Scoundrel. Cwany skurczybyk, który w czasach swojej młodości uciekł od nadopiekuńczej familii i postanowił żyć na własną rękę. Jako typowy przedstawiciel swojej rasy ma ciągoty do manipulacji innymi, oraz gromadzenia masy zupełnie niepotrzebnych informacji, które później będzie mógł wykorzystać jako cenny przedmiot transakcji.

KlasshtTrandoshianin i jeszcze Jedi Guardian na dodatek. Jego mistrzem jest poważny i wiekowy już Cereańczyk Sylvn, zaś treningu dopełnia będący niemal bratem Jaden – młody Rycerz, który niedawno przeszedł Próby. Klassht został odebrany swoim rodzicom, po czym trafił wprost w ręce jednego z braci ojca. Ten, jako Trandoshianin z pierworodnej łuski parał się wysoce intratnym handlem niewolnikami, w przerwach zaś skórował zbyt nieposłusznych Wookiech. Wysłannicy Zakonu odnaleźli jednak młodego jaszczura, po czym wyratowali go podczas nieudanej misji łupieżczej i poddali szkoleniu. Klassht już jako dojrzały Trandoshianin, nie odmawiający sobie ryzyka i wyzwań jest gotowy sprawdzić się jako Jedi. Tak mu się w każdym razie wydaje…

Aby ułatwić życie sobie i graczom, postanowiłem powiązać obie postaci więzią przyjaźni, wywodzącą się jeszcze z dawniejszych lat. Z zasady Koth w poszukiwaniu intratnych danych potrafił wkopać się w niesamowite problemy, z których następnie wyciągał go Klassht.
Nie inaczej było i na początku przygody – Koth trafił na niezbyt znany świat Mydnine położony gdzieś w bezmiarze MidRim, aby zakupić to i owo. Niestety i tym razem fatum ciążyło nad jego działaniami – Federacja Handlowa postanowiła wyznaczyć za jego głowę nagrodę, powód tej decyzji nie był graczom jeszcze znany. Koth próbował wymknąć się siepaczom FH, tymczasem poinformowany przez znajomego właściciela lokalu Klassht wyruszył na odsiecz.

Generalnie ten fragment gry w moim przekonaniu był udany – Koth wpierw krył się wśród korytarzy, a nawet w chłodni pełnej lodu i mięsa, następnie wraz z Klasshtem starali się przedostać do statku, aby opuścić tą niegościnną planetę. Ponieważ Mydnine była poorana kanionami i dolinami, nie mogło zabraknąć sztandarowej ucieczki zrujnowanym mostem ponad przepaścią. Funkcję mostu pełniły pordzewiałe rury, sprawy nie ułatwiały złe warunki meteorologiczne i okazjonalnie startujące statki. Cała sekwencja miała zaś na celu zgranie drużyny i objawienie strasznej tajemnicy, wg której to zespół radzi sobie lepiej, niż jednostki.

Gracze opuścili planetę i udali się do siedziby mistrza Sylvna na malutki, niezasiedlony, i nienazwany glob gdzieś w cichym zakątku Galaktyki. Tam mieli spędzić pewien okres czasu, poświęcając go na zejście z oczu sługusom FH, przygotowanie się na dalsze działania, oraz zebranie informacji.

Komentarz co do tej części będzie mocno spolaryzowany. Z jednej strony na plus oceniam wprowadzenie wątku treningu Klasshta, co ciekawe sam gracz odniósł się do tego pozytywnie. Z drugiej jednak wystąpił klasyczny w moim przypadku (wówczas) problem: postawiłem na eksplorację otoczenia – opisy, opisy, opisy. Gdyby się dało, wtłoczyłbym do pokoju sztuczną mgłę i wytresował sowę, aby nadać jeszcze więcej realizmu swojej pracy. Dostałem solidny opr i nie miałem już więcej zamiaru grać graczom na nerwach.

Koth postanowił nadać wydarzeniom tempa – i udać się do sektora bothańskiego. Z jednej strony zagrażało to kontaktem z rodziną, której wolałby nie spotykać na razie, z drugiej trudno o lepsze miejsce do poszukiwania informacji. A ostatnie wydarzenia uświadomiły go, iż tak naprawdę nie ma pojęcia, dlaczego jest ścigany. Klassht otrzymał „przykazanie” od mistrza, aby nie odstępował kolegi na krok, przy okazji miał z ramienia Zakonu wybadać, co też FH znów kombinuje. (Proszę pamiętać, iż zaledwie 7 lat temu FH znalazła się na celowniku po agresji na Naboo, Republika zaś podchodziła do każdego kroku Federacji z naturalną podejrzliwością).

Kothlis – ten rozdział opowieści zdecydowanie był pojemniejszy w wydarzenia. Duży wpływ na kreowanie świata miał właśnie gracz prowadzący Kotha – wszak akcja przeniosła się na jego podwórko, może i nieodwiedzane od dawna, ale nadal rodzime. Wprowadziłem nowych BNów – wśród których najważniejszy był Rasshk Tri`Dar – przyjaciel z lat młodzieńczych, zarazem członek ważnej familii. Dzięki tej postaci miałem okazję wprowadzić postaci graczy w realia Kothlis, oraz mieć nad nimi pewną dozę kontroli.
W telegraficznym skrócie, oto co miało miejsce podczas wizyty „w domu”:

- do gry wprowadziłem status rodzinny Kotha, czyli pozycję familii Kas`Kra na planecie. Gracz miał niezłą zagwozdkę, gdy zaczął się dowiadywać, jak to członkowie rodziny wspinali się na coraz wyższe szczeble kariery, aby aktualnie toczyć bój o najwyższa stawkę. Jeszcze ciekawszym elementem stał się sam BG – jego przybycie i działania zaczęły mieć olbrzymie znaczenie dla pozycji rodziny (niestety, Bothańczykom nic i nikt nie ujdą uwagi). Trzeba było widzieć minę gracza, gdy sobie to uświadomił! :)

- Koth uzyskał trochę danych, wcale nie pokrzepiających. Dopiero wówczas musiałem skonkretyzować swoje żądania wobec postaci, czyli zarazem drużyny – do tej chwili miałem niemal pełną swobodę. Okazało się, iż trochę wcześniej sprzedał on pewnemu Noble`owi (taka klasa postaci) cenne informacje w wyniku których FH nie mogła położyć łap na kilku cennych trasach nadprzestrzennych a przede wszystkim leżących u ich wylotu koloniach wydobywczych. Niestety, nasz bohater urżnął się wówczas na pokładzie jachtu do tego stopnia, iż nieznane pozostały personalia nabywcy, przynajmniej na razie.

- Gracze postanowili poeksplorować swoje postaci, oraz otoczenie, na co dałem zielone światło. Pilnie potrzebowali funduszy, Koth wykorzystał więc swoje informacje, mając nadzieję na zarobek, zaś Klassht trenował swoje umiejętności nabyte w toku szkolenia Jedi. Oczywiście obaj przekombinowali – pragnąc wprowadzić Kotha na szerokie wody zainscenizowałem spotkanie w pokątnym lokalu gdzieś w podziemiach miasta, w toku którego gracz mógłby pobawić się zdolnościami swojej postaci, jednocześnie odgrywając swój paskudny łotrowski charakter.

Efekt był taki sobie – odniosłem wrażenie, iż gracze byli trochę zagubieni, niestety wina leży również chyba po mojej stronie – postawiłem ich po prostu w żywym środowisku, nie wskazując żadnego punktu zaczepienia, ani białego królika. Wyratowałem ich Rasshk`iem, wplątując w jakąś nielegalną operację, przy okazji Koth nieźle się zadłużył u bossów. Nie eksperymentując zbytnio wrzuciłem postaci wprost na misję.

- Walka – ogólnie akcja wśród magazynów była zupełnym zaprzeczeniem niezbyt udanej sceny w lokalu. Gracze kombinowali, korzystali z atutów (nie dosłownie!) swoich postaci, oczywiście również coś spaprali i doszło do pierwszej poważnej walki z ich udziałem. Ponieważ byli żółtodziobami (nadal 1 poziomowcy), starałem się ukazać im strzelaninę jako wydarzenie szybkie, okrutne i potwornie niebezpieczne, tak aby zapadła ona w pamięci na długi czas. Scena była w moim odczuciu udana – padały strzały, obowiązkowo coś musiało eksplodować i się zawalić, ponadto postawiłem przed graczami generalnie dwa problemy. Pierwszy – JAK zachowują się w toku walki: pomimo, iż walczyli z niezbyt rozumnymi bandziorami, dostali baty za każdy kardynalny błąd (Jedi przeszarżował i otrzymał w zamian lekcję „dlaczego tryb Stun jest idealny na osoby z mieczami świetlnymi”), Koth z ledwością umknął przed walącym się magazynem, który zresztą sam staranował speederem. Oczywiście nie brakowało błyskotliwych, bardzo filmowych manewrów, które obu graczom sprawiły niemałą frajdę. Drugi problem był poważniejszy – JAK traktują oponentów? Tutaj miał miejsce mały zgrzyt – obaj gracze przynajmniej raz bezwzględnie zamordowali jednego z napastników, choć sytuacja tego nie wymagała. Może nie było to nic wielkiego (słowa prawdziwego altruisty ;) ), jednak dało mi do myślenia i zaowocowało nowym pomysłem na rolę Dark Side Points w grze.

- najważniejszy dla mnie był jednak wątek rodzinny. Oczywiście z chwilą przybycia na Kothlis nie uważałem za przesądzone doprowadzenie do spotkania z familią, jednak wyskokowy tryb życia Kotha i jego niezwykłego towarzysza zaważyły na takim przebiegu wydarzeń. Na ruszcie znalazły się dwie pieczenie – Koth po wielu latach spotyka się z rodzeństwem i ojcem (gracz tworząc postać wyraźnie zwrócił uwagę na rolę tych elementów w jego życiu), przy okazji obie postaci mogą wybadać to i owo wśród elity Bothańskiej społeczności.
Spotkanie przebiegało etapami – wpierw wprowadziłem siostrę, która wyraźnie dała Kothowi do zrozumienia jak wygląda sytuacja, następnie pojawił się ojciec – bardzo ładne sceny, może lekko zalatujące Wenezuelą, ale taka była ich rola. Oczywiście wątek był znacznie bogatszy – ojciec, wmanipulowany w polityczną grę o najwyższa stawkę stał się niewolnikiem interesów swojej grupy. Te zaś były nad wyraz klarowne – ponieważ FH wspierała sprzymierzeńców ojca, wprowadziłem wątek zasadzki. Zdumienie graczy było niepomierne, gdy w salonie gościnnym rodzinnego domu jednego z nich ojciec, tak bardzo przejęty powrotem syna wydaje go wprost w metalowe łapy droidów Federacji. Niespodzianek jednak nie koniec – z uwagi na dużą immersję gracza prowadzącego Kotha słowa jego namieszały w głowie ojca, zaś zachowanie obu z nich w stosunku do siostry i przyjaciół znalazły swój wydźwięk (piąta rola, piąta rola!!!). Pozbawieni nadziei i będący w mniejszości bohaterowie nagle otrzymali pomoc w ucieczce. Ta scena również była udana – strzelanina w opuszczonym ogrodzie na tyłach domu, ciemność, bezwzględna precyzja droidów, czyli kapitalne wyzwanie dla graczy. I w tym wypadku doszło do paru „owocnych” pomyłek (gdy Jedi dopuścił droida na swoja godzinę 6tą, co skończyło się „stun w plecy – lekcja 2”, albo parodią heroizmu Kotha, którego gracz dzięki wspaniałym okrzykom i paru „1” na kostce zafundował ubaw po pachy).

Tutaj postanowiłem lekko zrailroadować scenariusz i wypchnąć graczy poza planetę. Wytłumaczenie miałem przekonujące, zaś sami gracze mieli świadomość, iż ich postaci są zbyt słabe, aby porywać się na wątek polityczny i rolę Federacji w nim. Wyposażyłem drużynę w odpowiednio wybrakowane informacje, pozostawiłem odpowiednie bagno na planecie (w postaci efektów operacji Kotha, który nakazał zezłomować jedyny działający pojazd rodziny zaś zdobyte pieniądze stracił, oraz niespłaconego długu). W zamian awansowali na 2 poziom.

Drużyna pomknęła w przestrzeń, tymczasem pojawił się nowy gracz. Stworzył sobie bardzo interesująca postać, oferującą wiele nowych opcji tak ograniczonemu MG jak ja. Słów kilka o niej:

Craig Corrid – młody człowiek, pochodzący z idyllicznego świata Taanab, zatrudniony w Republikańskim Programie Badań Przestrzeni. Z racji różnych doświadczeń życiowych nie darzy on FH zaufaniem, z uwagi na klasę zaś został wyposażony w bardzo przydatny dla drużyny statek. Wszak Scout bez własnego pojazdu jest jak Wookiee bez futra! Powstał jeszcze problem, jak sensownie wprowadzić go do drużyny…

Dla rozgrzewki wprowadziłem postać gracza w toku kolejnej misji badawczej na świecie tak odległym, iż nawet nie mającym swojej nazwy. Kapitalny klimat sceny – udało mi się zawrzeć w godzinnej scence odmienność planety, wyalienowanie postaci w takim otoczeniu, niepokój i zagrożenie ze strony nieznanej flory i fauny. Brakowało tylko podkładu muzycznego z „Obcego”.

Po tych pieszczotach przyszedł czas na brutalną prawdę, czyli wprowadzenie wątku, który połączy graczy. Postanowiłem doprowadzić do spotkania pod jedną flagą i z jednym zadaniem do wykonania, oczywiście w miarę zgodnym z tłem postaci. Klassht otrzymał polecenie od swojego mistrza, aby udać się na planetę Antarzentiss`eer, gdzie kolonia Republiki stała się celem napaści, zaś liczni koloniści zostali uprowadzeni. Koth nie miał wyboru, na co jego gracz raczył zwrócić mi uwagę. Trudno… ;)
Craig natomiast jako ceniony zwiadowca był oczywistym wyborem decydentów organizujących ekspedycję ratunkową. Polecenie przyszło odgórnie, oczywiście poprzez obecność w holoprzekazie zwierzchnika z Programu i Rycerza Jedi nadałem odpowiednią moc jego treści.

I tak gracze przybyli na Antarzentiss`eer. Zupełnie nieoczekiwanie przybył także kolejny gracz a wraz z nim kolejna arcyciekawa postać do wprowadzenia. Znacie większa karę dla symulacjonisty?

Hatar Nok człowiek, sierota, błąkający się od dziecka po najbardziej paskudnych koloniach i statkach Republiki (i nie tylko). Z uwagi na swój talent trafił w ręce pewnego osobnika (kto obstawia wątek pedofilski myli się na całej linii), który podjął się opieki nad sierotami wrażliwymi na Moc. Jako jeden z paru najbardziej uzdolnionych wychowanków otrzymał jakie takie wykształcenie, dzięki czemu już po odejściu opiekuna podjął pracę w porcie kosmicznym zapyziałej kolonii gdzieś w Outer Rim. W poszukiwaniu lepszych pieniędzy (a tak po prawdzie starając się umknąć przed oskarżeniami o łapownictwo, hazard, i inne) wstąpił do Programu Kanal…Kolonizacyjnego, dzięki któremu miał mieć okazję do ujrzenia najbardziej niezwykłych, cudownych i zapierających dech w piersiach światów Republiki – skończyło się na zapchanym transportowcu i pokrytej puszczą wilgotnej Antarzentiss`eer.

Postanowiłem wprowadzić postać gracza jako jednego z kolonistów, którzy mieli stać się ofiarami napaści i zniknąć w bezmiarach puszczy. Oczywiście to, czy gracz ucieknie, pozostawało kwestia otwartą, choć inni gracze sami przyszykowali gwóźdź, młotek i trumnę. Tworząc postać (wieloklasowiec Scoundrel/Force Adept na poziomie postaci 2), gracz zasugerował się dwoma uwagami innych, wg których to nie opłaca się stawiać na pewne dwie umiejętności – co też gracz uczynił. Należy zaznaczyć, iż nie brałem udziału w tworzeniu postaci. Najzabawniejsze jest to, iż w toku sesji najbardziej krytyczne decyzje i działania były właśnie oparte na tych dwóch umiejętnościach.

Hatar trafił do niewoli, wraz z towarzyszami w ręce nieznanych bliżej istot zamieszkujących las. Później, wykorzystując złe warunki atmosferyczne, zbiegł i starał się przedostać do kolonii. Dla wzbogacenia fabuły dołożyłem mu do towarzystwa BNów – wśród których rozgrywała się zupełnie inna rywalizacja…
Tymczasem kilka godzin później pozostali gracze prowadzili diametralnie dwa odrębne wątki. Scout wraz z paroma BNami jako jedna z grup poszukiwawczych przeczesywał puszczę, zaś Jedi i Scoundrel badali wątek przemytu, za którym stały ważne persony z władz kolonii. Podążając tropem przemytników wyruszyli w transporcie ładunku do pewnego magazynu, położonego poza murami kolonii.

Warto na coś zwrócić uwagę – prowadziłem achronologicznie. Uciekinier wraz z paroma towarzyszami dotarł do miejsca, które okazało się jakimś magazynem. Cały czas jako piąta rola odgrywałem relacje miedzy jego towarzyszami, wiedząc, iż jeden z nich ma interes w dotarciu akurat w to miejsce. Transportu już tam nie było. Zwiadowca podążył w stronę eksplozji, która miała miejsce gdzieś w okolicach owej kryjówki. Klassht i Koth podążali zaś kilka godzin wcześniej transporterem wprost do niej. Sceny z udziałem jednych graczy odkrywały elementy układanki u innych – bardzo fajny zabieg, oczywiście stojący na granicy metagamingu, lecz warty tego ryzyka :)
Koth i Klassht postanowili złapać przemytników na gorącym uczynku. Tym razem jednak walka była ciężka, i gracze zrozumieli, iż przeliczyli się aż zanadto. Koth został przy magazynie, nie mając nawet pojęcia, co jest przedmiotem przemytu. Klassht ruszył w pościg za uciekającym transporterem – w wyniku czego doprowadził do jego katastrofy, eksplozji, śmierci przemytników i o mały włos własnej. Koth został wówczas ogłuszony i zaciągnięty gdzieś wgłąb magazynu, gdzie porywacz „wyjaśnił” mu naturę ładunku i porwania. Parę godzin później główny wichrzyciel ( rasy kel dor) dotarł do magazynu wraz z pozostałymi uciekinierami, i unieszkodliwił ich jak dzieci. Hatar wylądował pod naprędce zaadaptowaną gilotyną, na potrzeby tej sceny stała się nią przeciwwaga windy. Craig odnalazł Klasshta, przybyli razem do magazyny, i oto nastała długo oczekiwana chwila połączenia drużyny, oraz przy okazji spotkanie z głównym złym tego wątku.

Scena była chaotyczna – gracz prowadzący Kotha pozostawał w ukryciu tak długo, iż o mały włos w ogóle by przespał wydarzenie. Craig i Klassht wraz z BN w postaci ponętnej Faime (mającej oczywiście własny cel w towarzyszeniu BG) starali się pochwycić kel dor`a, lecz z ledwością ocalili Hatara (fragment uwalniania zamiast napięcia niósł za sobą masę krzyków – powiem szczerze, iż gdybym miał obiektywnie mistrzować tą scenę, Hatar zginąłby przynajmniej 5 razy i cały misterny plan w piz… by wzięli). Gracze zarzucili mi railroad z uwagi na niemożność powstrzymania kel dor`a przed odlotem – śmiem zdementować te wyssane z palca plotki. Postać przeszła pozytywnie testy Fortitude po stunowaniu, została jej garstka WP, zaś gdyby Koth zamiast kryć się w krzakach wspiął się na wieżę i zaczaił tam na gagatka, drużyna miałaby wszystkie atuty w ręku. Wydarzenia przybrały jednak inny obrót – kel dor uciekł, zaś władze kolonii świadome wpadki w procederze przemytu nakazały zatrzymać członków drużyny, skutecznie argumentując taką potrzebę. Tymczasem Koth dołożył do tej puli zdobyte w podziemiach informacje. Koloniści zostali porwani przez pierwotnych mieszkańców puszczy, którzy od dłuższego czasu cierpią na liczne choroby i przypadłości, wywołane składowanymi i nielegalnie zrzucanymi na planetę odpadami. Wyznaczono ultimatum (80 godzin) po upływie których los zakładników będzie przesadzony chyba, że przed oblicze tubylców trafią odpowiedzialni za czyn. Tutaj wyłożyłem karty Faime – towarzyszka drużyny nie pomagała w poszukiwaniu porwanych tak bezinteresownie. Jest ona wysłanniczką innej kolonii, gdzie również tajemnicza choroba dotyka mieszkańców. Tamci przeprowadzili badania i ustalili, iż przyczyną są odpady sprowadzane spoza planety, oraz, że trop prowadzi do kolonii Republiki.
Założenie było jasne – drużyna powinna uczynić coś pożytecznego dla Republiki i niewinnych, zwłaszcza, gdy w jej skład wchodzi Jedi, oraz oficer programu rządowego. Aby nie postawić graczy pod ścianą, zainscenizowałem kilka godzin wcześniej „przypadkową” scenę z udziałem Hatara, kel dora i jeszcze jednego zbiega, oraz projektorem holograficznym jakiegoś układu gwiezdnego – gwiezdnego końcu Hatar musiał coś wnieść swoim działaniem!

Po krótkich perturbacjach w kolonii, podczas których to gracz prowadzący Klasshta w iście Anakinowym stylu zakwestionował stanowisko starszych Jedi, Koth o mały włos nie doprowadziłby do kolejnej zadymy, Hatar podał się za agenta wywiadu, zaś Craig zbiegł na pokładzie statku cała drużyna, zdrowa i szczęśliwa pomknęła ku gwiazdom, tropem Xamele… kel dora. Zegar zaś tykał.

Kolejnym przystankiem stał się system Barant`is, położony w Expansion Region. Aby wprowadzić mała odmianę i skorzystać z oferowanego przez uniwersum bogactwa świata, pobieżnie nakreśliłem charakterystykę regionu jako zdecentralizowanego obszaru przestrzeni, gdzie pośród nielicznych ale bogatych w surowce kolonii toczy się nieustanna walka o wpływy i życie. To stąd kel dor wraz z innymi draniami miał sprowadzać trujące odpady, upłynniane z którejś z platform wydobywczych.

W ocenie graczy ten fragment scenariusza udał mi się kapitalnie – nowe środowisko, brak nowoczesnych technologii, zacięta walka o surowce (na dzień dobry wrzuciłem statek z BG w jakąś gwałtowną potyczkę z której zostali wyratowani przez pancernik jednej z kolonii), zero Republiki i Jedi. Postaci trafiły na pokład, gdzie miało miejsce wiele interesujących wydarzeń. Jest to zapewne efekt rozmów z graczami i pewnych, nieraz sporych, korekt własnej techniki mistrzowania. Pokrótce:

- postawiłem przed graczami kilka Wyborów, które kapitalnie zgrały się z wydarzeniami wokół postaci, oraz moim zarysem fabuły,

- w eksploracji dałem graczom swobodę decydowania, co o mało nie skończyło się wylądowaniem w piecu kuchennym, albo upadkiem na tarczę energetyczną,

- postaci zawarły parę interesujących znajomości na pokładzie (pani kapitan i lekarz pokładowy), narobiły sobie także wrogów (mechanik pokładowy), co więcej w kilku scenach postanowiłem znów pobawić się piątą rolą i zobaczyć, co też uczynią gracze – z uwagi na nieobecność na tej sesji graczy prowadzących Craiga i Hatara miałem większe pole do popisu, zaś gracze możliwość większej immersji. Było przygodowo, nawet troszkę crawla, sporo narracji, kapitalna długa scena w hangarze, gdy postanowiłem pokusić Klasshta Ciemną Stroną, zaś Koth jak zwykle wywołał drakę.

Kolejne sesje dla odmiany zaowocowały naprzemiennym brakiem dwóch graczy – raz brakowało Hatara, innym razem Craiga. Szczęśliwie udało mi się dysponować odpowiednimi narzędziami MG, okazało się również, iż wiarygodnie BNuję postaci – uff. Sytuacja uległa pewnej zmianie – na pierwszej sesji postanowiłem wprowadzić wątek otrucia Hatara przez kel dora jeszcze na Antarzentiss`eer. Do uszu BG dotarła wtedy wieść, iż na jednej z kolonii zamieszkuje tajemniczy uzdrowiciel, do którego wyprawiłem lekarza pokładowego wraz z Hatarem. Klasshtowi i Kothowi podsunąłem zaś pod nos wątek odpadów, oraz … Ciemnej Strony. Okazało się bowiem, iż lokalni bardzo obawiają się młodego Jedi, zaś on sam ewidentnie wyczuwa coś … nowego.
Gracze postanowili poszukać kel dora`a i rozpoczęli mozolne poszukiwania. Dzięki swoim talentom odnaleźli jego statek, po jakimś czasie i kilku łotrowskich operacjach później zaś i jego samego. Obaj postanowili go śledzić – tym sposobem zlokalizowali obecność droidów Federacji – nowy wątek gotowy!
Gracze zarzucili mi wtedy nadmierny symulacjonizm – włamali się oni na pokład transportowca, którym kel dor i sługusy FH gdzieś chcieli się udać, aby w czasie lotu pojmać pierwszego i może posłać w diabły drugich. Ja zaś przyjąłem, iż lot będzie okrutnie krótki, wszak to tylko kwadrans w nadprzestrzeni. Owszem, zgadzam się, iż zarżnąłem wtedy kurę ze złotym jajkiem w …, lecz uczyniłem tak, aby gracz prowadzący Hatara nie nudził się ponad rozsądna miarę. Klassht wraz z Kothem gdzieś przybyli…
Tymczasem Hatar ocknął się w jakimś dziwnym, pełnym różnych istot, ciemnym i dusznym miejscu. Lekarz wyjaśnił mu to i owo, zaś po chwili sam miał okazję ujrzeć prawdziwy cud uzdrowienia chorej istoty przez jakąś tajemnicza zamaskowaną postać. Postanowiłem wykorzystać wrodzony dar Hatara i okazać mu aurę tej istoty – założyłem, iż dawniej parała się ona Ciemną Stroną, aby później porzucić ją na rzecz pomocy innym. Wyszło to dość interesująco – wygląda na to, iż uczyniłem tą istotę zbyt … bezwzględną i drapieżną. Cóż, nie zamierzałem wyprowadzać nikogo (włącznie z samym sobą) z błędu.
Chwile później do owego tajemniczego miejsca wdarła się jakaś grupa obcych, która błyskawicznie wzięła do niewoli uzdrowiciela, jego opiekuna, lekarza, Hatara i parę innych istot. Zostali oni zaciągnięci na jakiś statek, zakuci i zabrani w pewne miejsce – w głowie bowiem miałem już przygotowany wątek z udziałem tej obcej istoty, wątek o którym nie będę teraz pisał – wszak czeka on na ujawnienie.

Ostatnią dużą sceną była konfrontacja na platformie jednej z kolonii wydobywczych. Wpierw Koth i Klassht w brawurowy sposób zaznaczyli tam swoja obecność (do dzisiaj gracze wspominają, jak to zostali zaskoczeni przez moje opisy miejsca przybycia, zwłaszcza, iż mogło się to dla nich bardzo źle skończyć), aby tuż po chwili mógł wylądować transport nowych niewolników do pracy na platformie (wliczając Hatara) oraz uzdrowiciel ewidentnie potrzebny komuś na stacji. Gracze odpalili wówczas mały metagaming, choć podparty realiami sceny (tak sobie to usprawiedliwiam) – nastąpiła próba odbicia porwanych, znów doszło do paru zabawnych rzeczy, po czym drużyna odleciała wraz z lekarzem i niespełnionymi niewolnikami ku pancernikowi. Za ich plecami pozostała platforma wydobywcza, przejęta najprawdopodobniej przez Federację, z kimś wymagającym pomocy uzdrowiciela na pokładzie, oraz z parszywym kel dorem na dokładkę. Z tego co pamiętam, już na zakończenie sesji pojawiły się plany powrotu, aby wybadać sytuację, oraz pochwycić drania – wszak pozostało 60 godzin.

Na zakończenie dwie informacje – aktualnie Koth i Klassht są na 3 poziomie (ten drugi bliżej awansu), Craig i Hatar na 2 (muszą odrobić to i owo), zaś na najbliższej sesji ma dołączyć kolejny gracz, o którego koncepcji postaci nie mam na razie pojęcia (może się tu wypowie łaskawie ;) ).
 
Awatar użytkownika
Seji
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 7523
Rejestracja: czw mar 20, 2003 1:43 am

ndz mar 26, 2006 7:26 pm

Hatar Nok to ja - tak ninformacyjnie.

Deckard pisze:
Poniżej zamieszczam dane dot. aktualnie prowadzonej przeze mnie kampanii pod znakiem Star Wars d20.

No, misiu, tego sie NIE spodziewalem :P.

Deckard pisze:
Najzabawniejsze jest to, iż w toku sesji najbardziej krytyczne decyzje i działania były właśnie oparte na tych dwóch umiejętnościach.

Ktore? :D
I jak ja dorwe tego, co mi doradzal...

Deckard pisze:
Gracze odpalili wówczas mały metagaming, choć podparty realiami sceny (tak sobie to usprawiedliwiam)

Ja sie tu dopisze: dwie rownolegle platformy, na jednej ja jako wiezien, na drugiej ktos sie wyladowuje ze statku (reszta druzyny). Pytam grzecznie ;) MG, czy rozpoznaje wychodzace osoby na drugiej platformie. MG stwierdzil (nie pamietam, czy an cos rzucalem), ze tak. A, ze je podprowadozno w moja strone, to rozpoczalem akcje dywersyjna polegajaca na wyrwaniu straznikowi blastera. Reszta druzyny przyszla mi z pomoca. gdby MG nie powiedizal, ze to kumple postaci, dalbym sie grzecznie zaporwadzic w kajdankach tam, gdzie chcieli. Ponoc troche ta akcja popsulismy MG plany ;), ale byla fajna. :>

Owszem, moze i bylo to niewielkie naduzycie, ale mialem ochote na dynamiczna scene ucieczki. jakby to napisal Drozdal: dokonalem (w moim odczuciu) wyboru lepszego fabularnie. ;).
Ostatnio zmieniony pn mar 27, 2006 9:21 am przez Seji, łącznie zmieniany 1 raz.
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

Re: [ Star Wars d20 ] Wprowadzenie w toku kampanii

pn mar 27, 2006 2:18 am

Żeby nie było - gram Kothem, czyli bothańskim łajdakiem.

Moje uwagi:

Deckard pisze:
Aby ułatwić życie sobie i graczom, postanowiłem powiązać obie postaci [Kotha i Klashta] więzią przyjaźni, wywodzącą się jeszcze z dawniejszych lat.


Właśnie obmyślamy jakąś ciekawą historię na Corruscant, żeby to ubarwić ;-)

[Piekne początki]Generalnie ten fragment gry w moim przekonaniu był udany


Pierwsze trzy sesje były gdzieś tak ze trzy razy za mało interaktywne - dopiero gdy w czwartej wzięliśmy sprawy we własne ręce i zrobilismy rozróbę zaczelo być naprawe fajnie. :-P

Funkcję mostu pełniły pordzewiałe rury, sprawy nie ułatwiały złe warunki meteorologiczne i okazjonalnie startujące statki.


Jak widać fajne krajobrazy tła były największym atutem tamtych pierwszych sesji. :-P To miłe, ze czuć fakt, ze gramy w uniwersum Gwiezdnych Wojen.

Koth postanowił nadać wydarzeniom tempa – i udać się do sektora bothańskiego.


Deckard wprowadził do podrózy bardzo fajny motyw, o którym nie wspomina w swoim zapisie. Skoki nadprzestrzenne poprzedziły testy Astrogacji. Postacie były słabe, a statek pożyczony od mistrza Sylvna - słaby rzut i byliśmy blisko katastrofy. W moim odczuciu to było coś w rodzaju Losowych Encounterów w najlepszym stylu :-) Błąkaliśmy się od planety do planety zdezelowanym, statkiem popełniając co raz to kolejne blędy. Odwiedziliśmy stację naprawczą na orbicie rodzinneog świata Durosów oraz jakąs wydobywczą kolonię, od której zarządców wyłudziliśmy kody do skoku nadprzestrzennego w Przestrzeń Bothańską [ang. Bothan Space]. Wtedy uznawaliśmy to za nieco nużące, ale dziś wspominam to miło [zwłaszcza naprawę na orbicie Duro, gdzie niemal wzięli nas za trandoshiańskich zbirów :-].

[na Kothlis uzyskuję informację o tym dlaczego FH mnie ściga - sprzedałem komus ważne dla FH info] Niestety, nasz bohater urżnął się wówczas [podczas tamtej sprzedaży] na pokładzie jachtu do tego stopnia, iż nieznane pozostały personalia nabywcy, przynajmniej na razie.


Koth jest przekonany, że został odurzony narkotykami.

[Kothlis] Gracze postanowili poeksplorować swoje postaci, oraz otoczenie, na co dałem zielone światło. Pilnie potrzebowali funduszy, Koth wykorzystał więc swoje informacje, mając nadzieję na zarobek


Ten wątek z kupowaniem informacju był dla mnie, z tego co pamiętam zupełnie niezrozumiały ;-) Następnym razem gram scoutem - unikne takich dziwnych scen :-P

zainscenizowałem spotkanie w pokątnym lokalu gdzieś w podziemiach miasta, w toku którego gracz mógłby pobawić się zdolnościami swojej postaci, jednocześnie odgrywając swój paskudny łotrowski charakter.
Efekt był taki sobie – odniosłem wrażenie, iż gracze byli trochę zagubieni, niestety wina leży również chyba po mojej stronie – postawiłem ich po prostu w żywym środowisku, nie wskazując żadnego punktu zaczepienia, ani białego królika.


Jest to pewnego rodzaju bolączka ludzi wychowanych na starej szkole gry ;-) Ja np. mam pewien problem z improwizowaniem motywów jako gracz i do wykazania wlasnego wkładu fabularnego w sesję potrzebuję jakichś elementów, ktorymi mógłbym manipulować. Czyli - bez bogatego w zahaczki środowiska nici z bardziej aktywnej gry.

W całym wątku Kothlis dwa razy przejęliśmy w naszym odczuciu kontrolę nad wydarzeniami - raz prowokując zajefajną strzelaninę koło silosów, dwa wprowadzając do gry niepodchwycony poki co przez Deckarda wątek podpuszczenia naszych wrogów do wykonania zdradliwego ruchu [przy uzyciu przechwyconego komunikatora i fałszywej tożsamości].

- Walka – ogólnie akcja wśród magazynów była zupełnym zaprzeczeniem niezbyt udanej sceny w lokalu.


Prawda. Byla naprawdę czadowa. Jedi się wykazał, ja zrobilem rozróbe i kogoś zabiłem. Cud malina ;-)

dało mi do myślenia i zaowocowało nowym pomysłem na rolę Dark Side Points w grze.


He he he, i słusznie.

[wątek rodziny Kotha]bardzo ładne sceny, może lekko zalatujące Wenezuelą


Etam, od razu Wenezuelą. IMHO fajne.

ojciec, tak bardzo przejęty powrotem syna wydaje go wprost w metalowe łapy droidów Federacji.


Pamiętaj, ze Koth czuję się przez niego zdradzony i nie ma już więcej zamiaru mu ufać. Możesz z ojca śmiało zrobić postac tragiczną ;-)

Niespodzianek jednak nie koniec – z uwagi na dużą immersję gracza prowadzącego Kotha słowa jego namieszały w głowie ojca, zaś zachowanie obu z nich w stosunku do siostry i przyjaciół znalazły swój wydźwięk (piąta rola, piąta rola!!!).


He he he, to była niezłą scena - to spotkanie z ojcem. Nie bardzo weidziałem co z tym zrobić, więc postanowilem odkryć w sobie pokłady symulacjonimu ;-)

[strzelanina z droidami]Ta scena również była udana – strzelanina w opuszczonym ogrodzie na tyłach domu, ciemność, bezwzględna precyzja droidów, czyli kapitalne wyzwanie dla graczy. I w tym wypadku doszło do paru „owocnych” pomyłek ([...]„stun w plecy – lekcja 2”, albo parodią heroizmu Kotha[...]).


Moim zdaniem kantowałeś na kościach. :-P Na naszą korzyść. Więcej dramatyzmu byłoby, gdyby któryś z droidów prawie zabił Kotha. Myślę, ze jesteś zbyt przywiązany do postacu graczy - ja raczej grałbym tymi droidami bardziej bezwzględnie i pozwolił kostkom zadecydować, czy wszyscy gracze przeżyją, czy nie. Jeżeli już jesteśmy przy symulacjoniźmie i immersji w świat gry - IMHO nabiera on realności, gdy pozostawiamy silny element losowy.

I przeciążenie na speederbike'u to trochę przesada. :-P

[koniec wątku an Kothlis]Tutaj postanowiłem lekko zrailroadować scenariusz i wypchnąć graczy poza planetę. Wytłumaczenie miałem przekonujące, zaś sami gracze mieli świadomość, iż ich postaci są zbyt słabe, aby porywać się na wątek polityczny i rolę Federacji w nim.


Dodajmy, ze przyjaciel Kotha odnalazł informacje, po które Koth przybyl na planetę, a przynajmniej ich część - odkrył komu sprzedałem informacje, przez które Federacja chce mojej głowy. Zważywszy na fakt, że zrobiło się nieco zbyt niebezpiecznie mogliśmy śmiało zwiewać z Przestrzeni Bothańskiej.

(w postaci efektów operacji Kotha, który nakazał zezłomować jedyny działający pojazd rodziny zaś zdobyte pieniądze stracił


He he he, a to łajdak, ten Koth :oD

Drużyna pomknęła w przestrzeń, tymczasem pojawił się nowy gracz. [...] Dla rozgrzewki wprowadziłem postać gracza w toku kolejnej misji badawczej na świecie tak odległym, iż nawet nie mającym swojej nazwy.


Deckard jest zdania, ze bez połowy sesji wprowadzenia postać nie moze stać się członkiem drużyny. Jesteśmy tu w silnej opozycji do tego twierdzenia: ja i Klasht :-)

[wątek Antar zentiser] kolonia Republiki stała się celem napaści, zaś liczni koloniści zostali uprowadzeni. Koth nie miał wyboru, na co jego gracz raczył zwrócić mi uwagę. Trudno… ;)


Pamiętaj, ze mistrz Sylvn wspominał coś o tym, ze kiedy ja sprawdzę informacje z Przestrzeni Bothańskiej on spróbuje odnaleźć informacje o statku mojego przynoszącego pecha kontrahenta gdzieś w Centralnym Rejestrze Statków na Corruscant, czy jak mu tam.

[wątek Seji'eho]Hatar trafił do niewoli, wraz z towarzyszami w ręce nieznanych bliżej istot zamieszkujących las. Później, wykorzystując złe warunki atmosferyczne, zbiegł i starał się przedostać do kolonii. Dla wzbogacenia fabuły dołożyłem mu do towarzystwa BNów


Powineś był zachować przy życiu tego nieporadnego Gammoreanina - to był IMHO najfajniejszy BeeN na tej sesji. Szkoda faceta :'-]

Warto na coś zwrócić uwagę – prowadziłem achronologicznie. [...]Sceny z udziałem jednych graczy odkrywały elementy układanki u innych – bardzo fajny zabieg, oczywiście stojący na granicy metagamingu, lecz warty tego ryzyka :)


W dodatku Koth i Klasht badając wątek korupcji w kolonii mieli wolne pole do popisu - bardzo fajny element sesji i zupełne zaprzeczenie pierwszej sceny z Kothlis - tym razem opisane przez MG środowisko gry - kolonia - było pełne punktów zaczepienia i moglismy się wykazać.

Koth i Klassht postanowili złapać przemytników na gorącym uczynku. Tym razem jednak walka była ciężka, i gracze zrozumieli, iż przeliczyli się aż zanadto. Koth został przy magazynie, nie mając nawet pojęcia, co jest przedmiotem przemytu. Klassht ruszył w pościg za uciekającym transporterem – w wyniku czego doprowadził do jego katastrofy, eksplozji, śmierci przemytników i o mały włos własnej.


Świetnie to wyszło. Także późniejsze sceny Corrid vs Klasht :-)

[walka z kel dorem i uwalnianie Hatora] Scena była chaotyczna


Był taki burdel, że dopiero pod koniec sesji załapałem co się właściwie działo :-P

(fragment uwalniania zamiast napięcia niósł za sobą masę krzyków – powiem szczerze, iż gdybym miał obiektywnie mistrzować tą scenę, Hatar zginąłby przynajmniej 5 razy i cały misterny plan w piz… by wzięli).


Ja bym go zgniótł :-P Albo nie. Dał mu scenę wyboru - ryzyko jak najbardziej realnej śmeirci lub odwołanie się do najczarniejszej części swojego ukrytego ja - wyłączenie barier przeciwko mrocznej stronie ;-)

Tutaj wyłożyłem karty Faime – towarzyszka drużyny nie pomagała w poszukiwaniu porwanych tak bezinteresownie. Jest ona wysłanniczką innej kolonii, gdzie również tajemnicza choroba dotyka mieszkańców.


Ale to koloniści z tej samej planety, tak?

Założenie było jasne – drużyna powinna uczynić coś pożytecznego dla Republiki i niewinnych, zwłaszcza, gdy w jej skład wchodzi Jedi, oraz oficer programu rządowego.


Dwaj durnie :-) Gdyby nie mój dług wdzięczności wobec mistrza Sylvna nie babrałbym się w tej całej szlamotoksycznej wyprawie do niestabilnych rejonów :-P

Hatar podał się za agenta wywiadu


Koth paranoik: on się nie podał, on się ujawnił. Ten gnojek sporo ukrywa ;-)

Kolejne sesje dla odmiany zaowocowały naprzemiennym brakiem dwóch graczy – raz brakowało Hatara, innym razem Craiga.


Zabawne było, ze akurat na sesji bez Hatara stanęliśmy przed wyborem - próbować go ratować [został AFAIR zatruty przez tajemniczy specyfik nielegalnie zwożony na Antar Zentiser], czy też szukac kel dora i opylić przyprawę [również połów z AZ]. Wybraliśmy to drugie :evil:

Gracze zarzucili mi wtedy nadmierny symulacjonizm – włamali się oni na pokład transportowca, którym kel dor i sługusy FH gdzieś chcieli się udać, aby w czasie lotu pojmać pierwszego i może posłać w diabły drugich. Ja zaś przyjąłem, iż lot będzie okrutnie krótki, wszak to tylko kwadrans w nadprzestrzeni.


Widzicie go?! Jak dla mnie to jest łamanie gieenesowskiego social contractu :-P Gracze nie wiedzieli dokąd leci statek i ile mu to czasu zajmie - czyli ten element wiedzy nie zaistniał we współdzielonej przestrzeni gry. A Deckard sam zadecydował od góry, że lot będzie trwał sekundkę - mimo iż wczesniej zdaje się planował naszą wyprawę w głąb statku w poszukiwaniu kel dorańczyka. W ten sposob zanegował sobie i nam scenę. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby chwilowo zepsuć ten napęd nadprzestrzenny - w ten sposob bylby wilk syty i owca cała :-P

Owszem, zgadzam się, iż zarżnąłem wtedy kurę ze złotym jajkiem w …, lecz uczyniłem tak, aby gracz prowadzący Hatara nie nudził się ponad rozsądna miarę.


OK, prawda. W sumie na dobre wyszło ;-) Bez tego niebyłoby pewnie sceny z trensporterem, co to o mało nie spadł z platformy w otchłań :-)

Ostatnią dużą sceną była konfrontacja na platformie jednej z kolonii wydobywczych. Wpierw Koth i Klassht w brawurowy sposób zaznaczyli tam swoja obecność (do dzisiaj gracze wspominają, jak to zostali zaskoczeni przez moje opisy miejsca przybycia, zwłaszcza, iż mogło się to dla nich bardzo źle skończyć)


Spodziewaliśmy się, ze wylądujemy na Antar Zentiser, wiec wzięliśmy transportowiec, wywaliliśmy dziure w śluzie statku i wyjeżdżamy. A tu przed nami gazowy gigant - jesteśmy na podeście jakiejś orbitującej platformy. Aż się prosiło o odjazd kamery do tyłu z nagłym tysiąckrotnym poszerzeniem perspektywy ;-)

Seji pisze:
I jak ja dorwe tego, co mi doradzal...


Nie wzięliśmy pod uwagę zapędow Deckarda. :-) AFAIR to było: "tego nie bierz, to już my mamy" ;o]

Seji pisze:
Ja sie tu dopisze: dwie rownolegle platformy, na jednej ja jako wiezien, na drugiej ktos sie wyladowuje ze statku (reszta druzyny). Pytam grzecznie MG, czy rozpoznaje wychodzace osoby na drugiej platformie. MG stwierdzil (nie pamietam, czy an cos rzucalem), ze tak.


Zapomniał, że bylismy w kombinezonach ;-)
 
Awatar użytkownika
Pudłacz
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 41
Rejestracja: pn mar 20, 2006 11:19 pm

pn mar 27, 2006 4:09 pm

kaduceusz pisze:
Odwiedziliśmy stację naprawczą na orbicie rodzinneog świata Durosów oraz jakąs wydobywczą kolonię, od której zarządców wyłudziliśmy kody do skoku nadprzestrzennego w Przestrzeń Bothańską [ang. Bothan Space]. Wtedy uznawaliśmy to za nieco nużące, ale dziś wspominam to miło [zwłaszcza naprawę na orbicie Duro, gdzie niemal wzięli nas za trandoshiańskich zbirów :-].

Jak na mój gust naprawdę fajnie byłoby gdyby doszło do jakiejś konfrontacji (niekoniecznie mam tu na mysli walke). W ogóle na kilku pierwszych sesjach cierpialem nieco na brak utożsamienia się z postacią (jak dla mnie eksploracja świata powinna służyc jako dobre tło dla linii fabularnej - brak mi było wyraźnego punktu zaczepienia). Natomiast od kilku sesji gra mi się znakomicie - naprawdę lubie Klashta :) (pomimo że przy tworzeniu postaci źle ustawiłem mu staty :P)

Zabawne było, ze akurat na sesji bez Hatara stanęliśmy przed wyborem - próbować go ratować [został AFAIR zatruty przez tajemniczy specyfik nielegalnie zwożony na Antar Zentiser], czy też szukac kel dora i opylić przyprawę [również połów z AZ]. Wybraliśmy to drugie :evil:

Jaki znowu evil? :P Był wybór: ocalać kolonię (w końcu pozostało wtedy ok. 70 godzin) lub lecieć gdzieś i poświęcić cenny czas na ratowanie Hatara. Niech żyje dobro Republiki = wybieramy ratunek dla kolonii :D
 
Awatar użytkownika
szelest
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 1680
Rejestracja: sob lis 15, 2003 7:29 pm

wt mar 28, 2006 12:49 am

Ciekawe to:) Ile zajelo rozegranie tych sesji? Nie wyczaiłem gdzie mniej więcej koniec sesji a poczatek. Treści jest dużo, więc moim zdaniem lepiej to było podzielić i pisać takimi fragmentami jak sie odbywaly sesje:)
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

wt mar 28, 2006 1:00 pm

szelest pisze:
Ciekawe to:) Ile zajelo rozegranie tych sesji?


To było z 10 sesji, bodajże od listopada 2005.

Nie wyczaiłem gdzie mniej więcej koniec sesji a poczatek.


Teraz to i my to nie za bardzo pamiętamy ;-)

Treści jest dużo, więc moim zdaniem lepiej to było podzielić i pisać takimi fragmentami jak sie odbywaly sesje:)


Słyszałeś, Deckard? Masz wszystko napisać od nowa :oP
 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

wt mar 28, 2006 2:59 pm

Seji pisze:
Owszem, moze i bylo to niewielkie naduzycie, ale mialem ochote na dynamiczna scene ucieczki. jakby to napisal Drozdal: dokonalem (w moim odczuciu) wyboru lepszego fabularnie

I o to chodzi!!!
kaduceusz pisze:
Jak widać fajne krajobrazy tła były największym atutem tamtych pierwszych sesji. :-P To miłe, ze czuć fakt, ze gramy w uniwersum Gwiezdnych Wojen.

Lepiej przegiąć w tą stronę, zawsze miałem czas na poprawę stylu interakcji z graczami. Nic gorszego, niż kapitalne zrozumienie z druzyną, która kompletnie nie czuje świata, bo MG nie umie go przedstawić. :?
kaduceusz pisze:
Odwiedziliśmy stację naprawczą na orbicie rodzinneog świata Durosów oraz jakąs wydobywczą kolonię, od której zarządców wyłudziliśmy kody do skoku nadprzestrzennego w Przestrzeń Bothańską [ang. Bothan Space]. Wtedy uznawaliśmy to za nieco nużące, ale dziś wspominam to miło [zwłaszcza naprawę na orbicie Duro, gdzie niemal wzięli nas za trandoshiańskich zbirów :-].

My fault - zapomniałem. Kapitalna wówczas była scena z przylotem na Duro, gdy przez brawurę gracza zniszczyli uszkodzony frachtowiec.
kaduceusz pisze:
niepodchwycony poki co przez Deckarda wątek podpuszczenia naszych wrogów do wykonania zdradliwego ruchu [przy uzyciu przechwyconego komunikatora i fałszywej tożsamości].

Jakbyście zostali dłużej, to może i by zadziałało. A tak - a zresztą to tajemnica... :razz:

Co do potyczki w ogrodzie rodzinnym - droidy były zaskoczone, ogłupiałe (wszak atakowały je dzikie rośliny) i rozdzielone. Grupa droidów w kupie z dowódcą to zupełnie inna bajka.

kaduceusz pisze:
Deckard jest zdania, ze bez połowy sesji wprowadzenia postać nie moze stać się członkiem drużyny. Jesteśmy tu w silnej opozycji do tego twierdzenia: ja i Klasht :-)

Eberron też jest tego zdania - jak przyjdzie Enc, to się przekonacie, że po raz kolejny wysłuchałem graczy. :)
kaduceusz pisze:
Pamiętaj, ze mistrz Sylvn wspominał coś o tym, ze kiedy ja sprawdzę informacje z Przestrzeni Bothańskiej on spróbuje odnaleźć informacje o statku mojego przynoszącego pecha kontrahenta gdzieś w Centralnym Rejestrze Statków na Corruscant, czy jak mu tam.

A pamiętasz, ze wiesz, skąd ten statek leciał i gdzie miał przybyć? Kalarba i Bardurine odpowiednio.
kaduceusz pisze:
Ja bym go zgniótł :-P Albo nie. Dał mu scenę wyboru - ryzyko jak najbardziej realnej śmeirci lub odwołanie się do najczarniejszej części swojego ukrytego ja - wyłączenie barier przeciwko mrocznej stronie ;-)

IMHO pomysł intrygujący, ale nie chciałem już na pierwszej sesji Seji`ego wyważać drzwi do Mordoru :razz:
Koloniści wysyłajacy Faime - tak, również z Antarzentiss`eer.
kaduceusz pisze:
Zapomniał, że bylismy w kombinezonach ;-)

Wielkiego trandoshanina i pyskatego Bothanina cieżko zapomnieć. :wink:
szelest pisze:
Ciekawe to:) Ile zajelo rozegranie tych sesji? Nie wyczaiłem gdzie mniej więcej koniec sesji a poczatek. Treści jest dużo, więc moim zdaniem lepiej to było podzielić i pisać takimi fragmentami jak sie odbywaly sesje:)

kaduceusz pisze:
Słyszałeś, Deckard? Masz wszystko napisać od nowa :oP

To jest wprowadzenie, ciężko teraz wspominać co było i kiedy. Szacunkowa liczba sesji podana przez Kaduceusza się zgadza, zaś gramy od schyłku października. Sesje trwają od 15 do 20-21, nawet 21:30.
 
Awatar użytkownika
Seji
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 7523
Rejestracja: czw mar 20, 2003 1:43 am

wt mar 28, 2006 3:58 pm

Deckard pisze:
I o to chodzi!!!

Nie. Bo tak sie zachowuja zawszeni narratywisci :P.
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

wt mar 28, 2006 4:28 pm

Deckard pisze:
Seji pisze:
dokonalem (w moim odczuciu) wyboru lepszego fabularnie

I o to chodzi!!!


Deckarda już widzę nawrócilismy, więc beware, Seji!

Deckard pisze:
Nic gorszego, niż kapitalne zrozumienie z druzyną, która kompletnie nie czuje świata, bo MG nie umie go przedstawić. :?


:-P Ja własnie musze wziąć troche lekcji z przedstawiania świata.

Kapitalna wówczas była scena z przylotem na Duro, gdy przez brawurę gracza zniszczyli uszkodzony frachtowiec.


He he he, jako że akcja toczyła sie leniwie, to zdążyłem już wymyslić cały wątek z tym uszkodzonym statkiem i jego tajemniczym łądunkiem - a tu pech na kościach i jebudu. :-) Taaak, to bylo fajne :-)

Co do potyczki w ogrodzie rodzinnym - droidy były zaskoczone, ogłupiałe (wszak atakowały je dzikie rośliny) i rozdzielone.


Może i racja, ale pisałem tylko o moim wrażeniu - na przyszłość chociaż symuluj dramtyzm rzucając kośćmi ;-)

Eberron pisze:
kaduceusz pisze:
Deckard jest zdania, ze bez połowy sesji wprowadzenia postać nie moze stać się członkiem drużyny. Jesteśmy tu w silnej opozycji do tego twierdzenia: ja i Klasht :-)

Eberron też jest tego zdania - jak przyjdzie Enc, to się przekonacie, że po raz kolejny wysłuchałem graczy. :)


Ha! Brawa dla tego pana :-]

Teraz czekamy już tylko na prawdziwe oblicze CMGJ :oP

Deckard pisze:
[wątek poszukiwań feralnego kontrahenta]A pamiętasz, ze wiesz, skąd ten statek leciał i gdzie miał przybyć? Kalarba i Bardurine odpowiednio.


Jeżeli nie mam zapisane na karcie to nie pamiętam :-P A to jakieś znane systemy? [worldwise, worldwise! ;-]

To jest wprowadzenie, ciężko teraz wspominać co było i kiedy. Szacunkowa liczba sesji podana przez Kaduceusza się zgadza, zaś gramy od schyłku października. Sesje trwają od 15 do 20-21, nawet 21:30.


Jeszcze a propos szczegółów - Deckard puszcza w tle klimatyczne muzyczki z poszczegolnych epizodów, a gdy ktoś jest chwilowo wyłączony z danego wątku, może zagłębić się w lekture tysiąca i jednego ilustrowanego przewodnika po Star Wars :-]
 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

śr mar 29, 2006 7:06 pm

Arioch pisze:
Podoba mi się pomysł z achronologią

Szczerze powiem, iż początkowo był to wymóg chwili, ale w toku sesji był to naprawdę fajny element. Jedni gracze odkrywali karty przed innymi, było to tym bardziej interesujące, iż minidrużyny były 3, zaś owo odkrywanie miało miejsce tak wobec detali dot. przeszłości, jak i przyszłości.

Ad.2 - to zarzut oparty na nieaktualnych przesłankach! :razz: Poczekamy na efekty wprowadzania Enca.

Ad.3 - Bawi mnie ogromnie, ale tylko w systemach o rozbudowanym świecie, jak SW, albo CP właśnie. W innych, jak WFRP, albo FR (z pw postaci pierwszopoziomowych, które zaczynają gdzieś w chaszczach) jest troszkę inaczej, nie mówiąc już o WoDzie, gdzie jednak opisy otoczenia grają (dla mnie) mniejsza rolę. Czy wypada? Dla mnie jak najbardziej, lecz...
Co do zdefiniowania roli opisów - widziałbym się najbardziej jako sim eksploracji settingu - choć nie bardzo wiem, co rozumiesz pod pojęciem eksploracji koloru :/ - aż wstyd się przyznać.

Jako gracz również zwracam uwagę na opisy dokonywane przez MG - nie lubię przykrótkich, gdy sami gracze mają kształtować grę - powód jest prosty - jako symulacjoniscie ciężko mi potem zaakceptować deklarację w postaci "wyskakują na Was 3 dżabersmoki". Gdybym miał jakoś nadać temu twarz, najlepszy byłby przykład z grą komputerową, gdzie z uwagi na kiepski procesor/engine grafika doczytuje się na stosunkowo niewielkim dystansie od bohatera - idziesz, idziesz, nagle 20 metrów od Ciebie doczytało Golema. Noż k..wa. :? Zrozumiem w toku scen akcji, gdy np. pędzę na motorze przez centrum miasta, albo biegnę ciemna uliczką, ale gdy siedzę na ławce, albo idę przez pustynię? :shock:

Przydługie opisy? Jeżeli są dobre, i adekwatne do sytuacji - ok. Jezeli są o niczym i jest to blabla byleby poudawać stoika/erudytę i inne takie - dziekuję.
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

śr mar 29, 2006 7:20 pm

Deckard pisze:
Co do zdefiniowania roli opisów - widziałbym się najbardziej jako sim eksploracji settingu - choć nie bardzo wiem, co rozumiesz pod pojęciem eksploracji koloru :/ - aż wstyd się przyznać.


Kolor - dodatki, dekoracje i inne niuanse, które budują atmosferę [ang. Color] Jeden z pięciu elementów składających się na Eksplorację ;-)

IMHO Deckardowy sim to świat i kolor po połowie ;-)
 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

pt mar 31, 2006 10:01 am

O! I przynajmniej wszystko pojąłem - :)

W takim razie - sim na eksplorację świata/sim na sytuację/sim na kolor - 40%/30%/30%.

PS - tak przy okazji, grywam w UT. Niewidzialność jest kiepska. :razz: A snajperka zbyt wolnostrzelna, chyba że odpalisz mod M16 Rifle. Przy Realistic Combat headshoty robisz pistoletem.
 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

sob kwie 01, 2006 4:36 pm

Podane przeze mnie proporcje dotyczą stricte prowadzenia SW. W CP (prowadzonym niegdysiejszym stylem) sim na kolor przeważałby dramatycznie - dałbym mu nawet 60%, sim na sytuację i setting dostałyby po 20%, ale nigdy nie miałyby pakietu kontrolnego nad rozgrywką. Obecnie, gdy usiadłem do v3, przewaga jest po stronie sitsimu (40-50%), exploracja 30% (wszak chcę pokazać ten zupełnie nowy świat graczom), na kolor zostaje ok. 20 %. Należy jednak zaznaczyć, iż dopiero szukam swojej drogi ku v3, aby czuć się inaczej, niż dawniej czy przy SW.
Inne systemy to raczej gdybanie - z założenia stale prowadzę tylko D&D FR d20 - proporcje są troszkę inne, gdyż mam graczy N i S/G. Prócz tego chcę pobawić się systemem i settingiem, a przy okazji traktować to jako lżejszy ładunek. Priorytetem byłby Kolor, potem eksploracje settingu/świata , a na końcu sytuacja i system. Przy okazji odkrywam w sobie pewne pokłady łagodnego paragamizmu - ale w rozsądnych granicach (D&Dowe d20 rozbija mnie detalami).

Jako gracz: hm - gram tak cholernie rzadko, że aż szkoda mówić. Ostatnim razem była to sesja na RKonie, poprzednio - ostatni Krakon, wcześniej - 2004 rok? Chyba tak. Ale określiłbym to jako sim na explorację settingu/sytuacji na froncie, sim na postać w środku a na ogonie kolor. Piłkarsko: 5:3:2

A teraz czas na pare słów o sesji...
 
Anonim_1

sob kwie 01, 2006 8:25 pm

Nowym bohaterem kampanii Eberron'a okazał się...

Lord Bors Blythe, infamis z układu Barada, wygnaniec lecz nie za dokonane przewiny lub jako przestępca, zaś jako ofiara spisku. Postać, w umyśle zarysowana bardzo wyraźnie, mająca predefiniowany image wyblakła znacznie w starciu z rzeczywistością, mam jednak nadzieję, że wróci do pełni barw na kolejnych sesjach.

W zamyśle Bors miał być starwarsowym sarmatą, bardzo honorowym, działającym emocjonalnie, ale z pewnością postacią pozytywną, stojącą pewnie po "jasnej stronie". Mówić miał dzikopolowym slangiem, działać zanim pomyśli (a potem żałować, ew. przepraszać). Niestety, sienkiewiczowski slang nie przychodzi mi z łatwością, stąd Bors okazał się nijakim bohaterem, zmieniającym image od Mr. Nobody, przez Sarmatę, na westernowym Clincie Eastwoodzie kończąc.
Na tą chwilę wygląda na to, że najłatwiej grałoby mi się pseudokowbojem (szkoda tylko, że charakterystyka postaci - zwłaszcza Wis 7 świadcząca o marnym opanowaniu, nie przemawia na korzyść takiego wizerunku).

Odnośnie treści wczorajszej sesji nie będę się wypowiadał, skomentuję jedynie końcówkę (ucieczkę przed statkami Federacji):

Deckard - d20 nie sprawdza się w walkach kosmicznych! System WEG'u różnicował możliwość unikania strzałów przeciwnika w zależności od umiejętności pilota, podczas gdy d20 stawia wszystkich, od nowicjusza, po weterana na równi. Głupi jest Defense zależny jedynie od rozmiaru statku oraz grubości pancerza. IMHO, jeśli bohater lub GMC ma mieć cień szansy na dokonywanie działań z filmów bez brania prestiżówek (Starfighter Ace jest dostępny bodajże od 7 poziomu), trzeba przemontować walki kosmiczne. Star Wars d20 zbiera wielkiego "-" za rozpatrywanie statków jak normalnych bohaterów (z AC, vp/wp i całą resztą charakterystyki).
 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

sob kwie 01, 2006 9:08 pm

Zapis dotyczy sesji rozegranej 31.03, jako dalszy ciąg kampanii o której wspominam w innym poście.

Z mojej perspektywy była to nadzwyczajnie krytyczna sesja - wprowadzałem po dłuższym okresie stabilizacji nową postać do gry, która miała zostać doczepiona do już pędzącej maszyny. Co więcej, drużyna miała poszerzyć się w ten sposób do 5 graczy, a jak wszyscy wiemy z autopsji, taka liczba w d20 może sprawić niemałe kłopoty.

Oczywiście wszystko potoczyło się inaczej, niż zakładałem, ale warto chyba powrócić do początku.

Na dzień dobry pojawił się gracz prowadzący Craiga Corrida. Jeżeli nie pamiętacie przypomnę, iż nie był on obecny na ostatniej sesji, z racji czego miał kilka godzin do odrobienia względem reszty drużyny. Craig został pozostawiony sam sobie w hangarze stacji przeładunkowej Corlid 5 wraz z drużynowym statkiem i brakiem kredytów na remont. Obmyśliłem fabułę tak, aby doprowadzić graczowi kilka godzin z życia postaci, w ciągu których miał poeksplorować stację, trafić na kilka ciekawych sytuacji, a wreszcie spotkać się z rozzłoszczonymi bandziorami, którzy poszukują Kotha. Coś w sam raz dla scouta.
Cały plan wziął w łeb – wpierw w przypadkowych momentach sesji zaczęliśmy rozmawiać o grach komputerowych, wkrótce potem przybyła reszta graczy. Stanęło na tym, iż gracz prowadzący Craiga miał okazję pomyśleć nad reperacją statku, zabezpieczyć lądowisko i wreszcie stanąć z bandziorami twarzą w twarz. Scena ogólnie była interesująca, przynajmniej z mojego punktu widzenia. Trochę eksploracji otoczenia, dylemat z kolejnością naprawy – ale Wyboru gracz już nie podjął – zjawili się pozostali. Aby nie zanudzać reszty drużyny, postanowiłem przyspieszyć wydarzenia – zainicjowałem włamanie do hangaru, bardzo fajną scenę w której gracz wpierw ukrywał się przed intruzami, następnie próbował im się wymknąć. Tą możliwość odcięły kiepskie wyniki testów – dwie krytyczne porażki zadecydowały, iż gracz wylądował przykuty łańcuchem do ściany otoczony draniami. Aby zrównać czasowo wszystkich graczy, postanowiłem ogłuszyć Craiga.

Pozostali gracze weszli do gry na pokładzie wahadłowca lekarza pokładowego z pancernika, powracając z batalii na platformie wydobywczej. Aby połączyć obie grupy, i przy okazji zmusić graczy do polegania tylko na własnych siłach, postanowiłem zmanipulować trochę bieg wydarzeń. Pancernik otrzymał wezwanie w inny obszar, zaś drużyna otrzymała wiadomość o konieczności udania się na stację.
Po przybyciu (a właściwie już w toku lotu) powstał problem, co też należy począć z odbitymi z rąk sługusów FH stworzeniami. Scena IMHO ciekawa – gracze próbowali to i owo wykombinować, ale chyba zbyt przegiąłem w stronę żartu, i klimat zdecydowanie gdzieś się ulotnił. Postanowiłem to naprawić i przygotowałem naprędce scenę na lądowisku. Podsunąłem z pomocą BNa lekarza pokładowego groźbę kwarantanny statku w razie odkrycia obcych i nieznanych istot. Drużyna wymyśliła jednak coś innego – zignorowali stworzenia i postanowili sami niezauważenie przedostać się na stację – wszak poprzednio kilku z nich natknęło się tutaj na sługusów FH, niektórzy zaleźli za skórę także innym osobom. Hatar wraz z lekarzem nie kryjąc się wyszli w światło jupiterów, Koth i Klassht postanowili się wymknąć. Graczowi prowadzącemu Hatara podsunąłem okazję do wykorzystania swoich umiejętności w postaci konfrontacji z urzędnikiem portowym żądnym wymierzenia konsekwencji całej załodze. Scena bardzo fajna, gracz i ja ubawiliśmy się, lecz z uwagi na innych graczy nie trwało to zbyt długo.
Sekretna operacja Klasshta i Kotha niemal zakończyła się kompromitacją – z uwagi na beznadziejne testy Klassht spadł z kadłuba, robiąc przy trochę hałasu. Mimo wszystko dotarli do zasłoniętych przed wścibskimi drzwi, które następnie Koth postanowił otworzyć – kolejny sprawdzian umiejętności postaci.

Tymczasem do gry dołączył kolejny gracz – wszyscy z niepokojem oczekiwali rezultatów wprowadzenia, zwłaszcza czy nie będzie ono trwało pół sesji. A jak było?

Postanowiłem wrzucić Borsa Blythe`a wprost w sam środek wątku sektora Barant`is – wprowadziłem ją na stację Corrid 5, gdzie przez pierwsze minuty gry wprowadzałem gracza w świat stacji. Gracz postawił na eksplorację settingu, dość odważnie kierując się wprost do kantyny. Trzeba przyznać, iż miałem na początku niemały kłopot – gracz zdecydowanie parł do przodu, ale co tam – co nas nie zabije, może tylko wkurzyć. W toku eksploracji sytuacji w lokalu postanowiłem podrzucić graczowi kilka informacji, w tym paru dość istotnie związanych z przygodą. Niezbyt ciekawa na początku scena przekształciła się w dość interesujący fragment sesji. Gracz następnie postanowił poszukać w oparciu o informacje przekazane jego postaci miejsca dokowania statku Republiki – czyli frachtowca Craiga. Znów miała miejsce "arcyistotna sytuacja", gdy gracz w obawie przed mynockami panoszącymi się w szybie turbowindy wypalił przy użyciu trybu stun z blastera w stworzenia i swoją twarz. :D

W międzyczasie do gry powrócił sam Craig – scena przesłuchania była z jednej strony zabawna, z drugiej mimowolnie dokładane przeze mnie elementy zaczynały być coraz bardziej przekonujące. Nie dane jednak było poznęcać się dłużej, gdyż do akcji włączyli się pozostali.

Hatar po okiełznaniu urzędnika wyruszył na poszukiwanie hangaru, gdzie stoi statek drużyny. Gracz podjął podrzucony mimochodem trop i podążył wprost na spotkanie z BNem, którego zamierzałem wprowadzić do gry za kilka chwil. Okazało się, iż tak Hatar, jak i nowopoznani znajomi mają ten sam cel podróży.
Koth i Klassht wymknęli się z hangaru akurat na czas, aby natknąć się na postać poszukującego ich Borsa. Scena była zabawna, gdyż gracze postanowili poeksplorować swoje postaci i odbyć małą pogawędkę. Gdy doszli do porozumienia (co wcale nie było takie proste, jakby się wydawało) postanowili wkroczyć do hangaru, pewni iż to za tymi drzwiami kryje się statek – na szczęście zorientowali się, iż ktoś już tam wstąpił przed nimi, przy okazji niszcząc zamek. Rozpoczął się encounter strike…

Scena w moim odczuciu udana – gracz prowadzący Craiga w odpowiednim momencie postanowił ukryć się, zanim rozpocznie się piekło. Hatar, jego „znajomi” i reszta drużyny wkroczyli wtym samym momencie. Aby nie spieprzyć całej sesji, olałem mechanikę, stawiając na graczy i piątą rolę. Testy ograniczyłem do minimum, czyli trafienie i reflex save. Cała esencja tej sceny zawarła się w immersji graczy, deklaracjach i lekko monty pythonowskiej głupawce. Patrząc z perspektywy kilku godzin i dziesiątek sesji SW d20 już wiem, iż tędy wiedzie właśnie droga. Minimalizowanie mechaniki tam, gdzie gracze chcą się wykazać, przy okazji bez łamania zasad. Jak zwykle w wypadku tej drużyny sytuacja była krytyczna. Koth po paru strzałach i wyłączeniu światła wpadł w panikę i zaatakował umykającego droida. Klassht po kapitalnym entrance wypalił swoje baterie, gdyż zanim odpalił swoje moce, walka dzięki Borsowi i Hatarowi była już zakończona – tak oto przy okazji nastąpiła kolejna lekcja dla Jedi. Craig ukrył się, zaś kilka metrów dalej Koth toczył zażartą walkę o życie z droidem naprawczym. Klassht wyruszył na pomoc, lecz obaj nie wiedzieli, co oznacza baryłkowaty heros z piłą tarczową i gaśnicą przy boku. Dopiero rozpaczliwy atak Kotha i poświecenie dwóch zębów (tak, tak… gracz zadeklarował, iż gryzie oponenta) zaowocowało ocaleniem skóry.

Kolejną sceną były swoiste negocjacje pomiędzy drabami, którzy „torturowali” Craiga, BNami przybyłymi z Hatarem (a mającymi sprawę do pierwszych), oraz nowoprzybyłymi członkami straży stacji. Zaaranżowałem mały stresie drużynie, wprowadzając wątek partii sabbacca, w której każdy miał coś do stracenia ale i zyskania. Niestety, nie wszyscy mogli w nim brać udział, choć zaangażowałem przynajmniej paru graczy, aby wcielili się w BNów. Partia była kapitalna, szale przechylały się raz na korzyść jednej, raz drugiej i kolejnych „frakcji”. Nie kantowałem, dałem wyraźnie do zrozumienia graczom, iż wynik będzie wiążący dla drużyny. W grze brał udział Hatar, najlepszy z drużyny hazardzista. Było KAPITALNIE – gdy w naturalny sposób stan rozgrywki wynosił 1 (kapitan straży):1 (BN rasy Drall) :1 (Hatar), nastąpiła czwarta gra, która miała zadecydować o wszystkim. Emocje sięgnęły zenitu, gdy padł remis i o wyniku miały zadecydować testy. Wygrał Hatar. Uczciwie, bez kantów i jeszcze z utrudnionymi zasadami (sławne warianty). Drużyna otrzymała wg własnego życzenia pomoc w naprawie, lecz nadal stanowiła kąsek dla FH, co więcej, nie mogła liczyć na pomoc od władz stacji.
Przyspieszyłem rozgrywkę, umożliwiając odlot. Wtedy to okazałem graczom „zgubę” – wyprowadzony z pokładu przez ludzi kapitana ładunek przyprawy – nie ma nic za darmo. Jednocześnie, aby podnieść znów napięcie, zainicjowałem wątek przybycia sił Federacji, które oczywiście miały tylko jeden cel… wyczyścić muszlę klozetową z takich bakterii, jak postaci graczy.

Tutaj sesja miała się skończyć, ale znów (tak jak parę sesji wcześniej) postanowiłem doprowadzić wątek przestrzeni. Wszak nowy gracz miał własny myśliwiec, myśliwiec już dawno nie toczyła się żadna potyczka…

Scena ucieczki ze stacji była dobra, czasem nawet świetna. Postawiłem na krótkie opisy, brak tekstury, błyskawiczne sekwencje. Kilka rzutów było naprawdę przegiętych (w kluczowych scenach wypadały 20), co zaowocowało na naprawdę dynamiczną wizją sceny. Zaraz potem oba statki wskoczyły w nadprzestrzeń, aby kilka minut później znaleźć się w jeszcze większym bagnie potyczki między okrętem Federacji a pancernikami nieznanej frakcji wysoko na orbicie kolonii wydobywczej. Koth, Craig, Klassht i Hatar pomknęli ku planecie, zaś postać nowego gracza z uwagi na kiepski (tragiczny!!!) test Astrogacji i uderzenie torpedą (20!) w momencie skoku znalazła się w samym centrum bitwy. Przypadkowy promień z działa jonowego i już podąża w martwym statku ściągany promieniem w stronę luków okrętu FH.
Scena miała swoje wady – i to ogromne i z pewnością zauważone przez graczy. Craig niezbyt mógł pokombinować, gdyż olałem otoczenie potyczki nad stacją. Rzucał tylko na uniki. Hatar walił z działka i tyle (i trafił tylko raz). Koth poza testem Astrogacji i Computer Use nudził się, zaś Klassht nie robił kompletnie nic. Morał: zorganizować drugi statek (dla Kotha), nie pomijać otoczenia sceny (dla pilotów), zająć czymś załogę (naprawy, osłony). Z góry przepraszam…

Sesja ta miała olbrzymi plus – jeszcze nigdy gracze tak wiele razy nie zaskoczyli mnie w tak krótkim czasie i w tak wielkim stopniu. Gratulacje dla drużyny! 

To be continued…


Komentarz do uwagi Enca:
Modyfikacja w toku... Przejrzę WEGa, mam już parę pomysłów. I aby nie było - modyfikowałem Twój Defense z uwagi na rzuty - zawsze tak robię, zważ czemu Xeloss non stop testował Pilot na uniki. Ale warto to zamienić na coś bardziej kanonicznego, niż moje widzimisię... :)
Starships generalnie jest robione pod edycję `99, ale jest faktem, iż zasady walki z SW d20 leża i kwiczą. Choć akurat osłony i kadłub zostawiłbym w spokoju. Trzeba popracować nad manewrowością i innymi. Zresztą olałem w tej scenie niemal w zupelności mechanikę - a więc i Total Defense i inne takie nie grały roli. :wink:
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

ndz kwie 02, 2006 3:55 pm

Napisałem plan, żeby było czytelniej :-P

Craig Corrid i bandziory w hangarze.
Lądowanie na platformie i problem małych stworzeń.
Inspektor sanitarny vs Khatar.
Koth i Klasht próbuja niezauważenie przemknąć się do hangaru Corrida.
Wejście szlachcica, pogadanki z łowcami nagród i potyczki z mynockami w windzie.
Przesłuchanie Corrida.
Koth i Klasht spotykają Borsa.
Rozróba w hangarze.
Przybycie strażnikow i partia w sabacca.
Ucieczka ze stacji.
Bitwa z droidami federacji handlowej.
Niefortunny skok w nadprzestrzeń - w serce innej bitwy :-)

Deckard pisze:
Co więcej, drużyna miała poszerzyć się w ten sposób do 5 graczy, a jak wszyscy wiemy z autopsji, taka liczba w d20 może sprawić niemałe kłopoty.


Z moim obserwacji wynika, ze 5 graczy to za duzo/prawie za dużo w każdym systemie :-P

a wreszcie spotkać się z rozzłoszczonymi bandziorami, którzy poszukują Kotha.


Kurde, jakoś do końca nie wyczułem tego motywu, bo Sulustriańczyka zupełnie nie kojarzyłem. :-P

Aby połączyć obie grupy, i przy okazji zmusić graczy do polegania tylko na własnych siłach, postanowiłem zmanipulować trochę bieg wydarzeń. Pancernik otrzymał wezwanie w inny obszar, zaś drużyna otrzymała wiadomość o konieczności udania się na stację.


Słusznie.

Po przybyciu (a właściwie już w toku lotu) powstał problem, co też należy począć z odbitymi z rąk sługusów FH stworzeniami.


Strasznie daliśmy ciała w tej scenie. Dopiero jak już te stworki wybiegły pomylałem sobie, ze mogła być z tego niezła sceną - wypuszczenie istot = wykrycie nas od razu = schwytanie Kotha i dużo bólu. Powinienem wlączyć tryb asekurancki i zrobić o to niezłą awanturę przy okazji obłudnie udając, ze przejmuje mnie los jakichś stworkow z Jurrasic Parku.

Fajne było to, ze nie mogliśmy się z nimi dogadać :-) To mi się podobało - skoro jest tyle językow czemu nie położyć na to nacisku?

A jak już te stworki uciekły powinieneś wywrzeń na nas zasłużoną zemstę za lekkomyślność ;-)

Sekretna operacja Klasshta i Kotha niemal zakończyła się kompromitacją – z uwagi na beznadziejne testy Klassht spadł z kadłuba, robiąc przy trochę hałasu.


Nie zauważyłem, ze kazałes mu testowac i on rzucił krytyczny pech, więc byłem nieźle zaskoczony tą sceną. Nabrała przez to pythonowskiego smaczku ;-)

[scena z mynockami]

To było dobre :-)

Rozpoczął się encounter strike… [rozróba w hangarze]
Scena w moim odczuciu udana


Działo się sporo i były jaja [ja vs droid - odgrywanie paniki to to co lubię najbardziej :o], ale znów, tak jak w przypadku sceny z windą i uczieczką Kel Dora na Antar Zentiser, nie wiedziałem co się dzieje. Chyba zacznę się przysłuchiwać uważniej fragmentom gry w których uczestniczą inni gracze [i stosować te informacje do lekkiego metagrania :-P], bo cos widze, ze Ty masz pełną wizję sytuacji i frajdę, a ja nie wiem co się dzieje i moge tylko strzelać na oślep. Przy okazji wielki buu dla Sejiego za "nie strzelaj, to moja postać!" - skąd ja mam niby o tym wiedzieć? Moja troska o tworzenie dobrej historii skłania mnie raczej do zastrzelenia Cię a potem opłakiwania :-P

Aby nie spieprzyć całej sesji, olałem mechanikę, stawiając na graczy i piątą rolę. Testy ograniczyłem do minimum, czyli trafienie i reflex save.


Domagamy się jeszcze dwóch półakcji na rundę! :o]

Dopiero rozpaczliwy atak Kotha i poświecenie dwóch zębów


Wstawię sobie złote :-P

wątek partii sabbacca, w której każdy miał coś do stracenia ale i zyskania. Niestety, nie wszyscy mogli w nim brać udział, choć zaangażowałem przynajmniej paru graczy


Mysmy sobie zaaranżowali z Encem pogaduchy o naszych postaciach i nie nudziliśmy się bynajmniej. Tyle tylko, ze ten bękart mnie oszukał - jak Koth się o tym dowie, to go zblasteruje :-P

Przyspieszyłem rozgrywkę, umożliwiając odlot. Wtedy to okazałem graczom „zgubę” – wyprowadzony z pokładu przez ludzi kapitana ładunek przyprawy – nie ma nic za darmo.


Łatwo przyszło, łatwo poszło. I tak chcieliśmy opylić to an stacji.

Scena ucieczki ze stacji była dobra, czasem nawet świetna.

Scena miała swoje wady – i to ogromne i z pewnością zauważone przez graczy.


No to się zdecyduj - jak ogromne wady, to nie świetna :-P

Mi się podobała.

Koth poza testem Astrogacji i Computer Use nudził się, zaś Klassht nie robił kompletnie nic.


Farmazony opowiadasz :-P Ja robiłem help another i klóciłem się z Xelossem kto ma prowadzić statek :-) Było git. Jedyne co bym zmienił, to dał, ze za każde 5, o które przebiję trudność help another temu kumplowi, któremu pomagam, dostaje się dodatkowe +1.

Morał: zorganizować drugi statek (dla Kotha)


Jaden nam pozyczy :-] Ja tam nie lubie za bardzo latać - już jeden statek rodzinny uszkodziłem, zanim podjąłem decyzję o ucieczce w bezkresy wszechświata. ;-)

Sesja ta miała olbrzymi plus – jeszcze nigdy gracze tak wiele razy nie zaskoczyli mnie w tak krótkim czasie i w tak wielkim stopniu.


Że co? IMHO za wiele się nie działo :-P

Jeszcze co do zakończenia - ja tam bym zakończył w momencie skoku w nadprzestrzeń. Byłoby dramatycznie... a mocne uderzenie z Statkiem Federacji Handlowej i bitwą w kosmosie obok gazowego giganta zostałoby na następną sesję.

Zazwyczaj do ocen używam skali z FUDGE'a wg mojego własnego tłumaczenia:

7 Doskonaly
6 Znakomity
5 Dobry
4 Niezły
3 Przeciętny
2 Słaby
1 Mizerny

Tej sesji, mimo pozytywnych odczuć reszty drużyny daję 3/7. Za chaos podczas strzelaniny, niekonsekwencję MG [trzeba było nam dać w kość za bezmyślne wypuszczenie mini t-rexów na stację] i to, ze pod koniec jedna postać znow znalazle się poza resztą drużyny [Ten Basz, Bosk, no, jak mu tam, szlachciura] - w dodatku nie mamy za bardzo motywacji by go ratować :-P Przy 5 grających jest IMHO za mało miejsca dla poszczególnych postaci i nie każdy moze się wykazać - mój Koth np. zdołał naprawić dwa razy elektronikę i rozwalić droida Corrida ;o) Dałbym 4, ale jakoś źle mi się grało.
 
Awatar użytkownika
Pudłacz
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 41
Rejestracja: pn mar 20, 2006 11:19 pm

ndz kwie 02, 2006 4:28 pm

Deckard pisze:
Po przybyciu (a właściwie już w toku lotu) powstał problem, co też należy począć z odbitymi z rąk sługusów FH stworzeniami. Scena IMHO ciekawa – gracze próbowali to i owo wykombinować, ale chyba zbyt przegiąłem w stronę żartu, i klimat zdecydowanie gdzieś się ulotnił.

IMO nie było źle. Mielismy dylemat, co z nimi zrobic. W koncu zwyciezyl pomysl Kotha zeby poprostu je wypuscic, ale jak juz to zrobilismy to nawet sam bothanin stwierdzil że "może nie był to taki dobry pomysł" :D

Klassht po kapitalnym entrance wypalił swoje baterie, gdyż zanim odpalił swoje moce, walka dzięki Borsowi i Hatarowi była już zakończona – tak oto przy okazji nastąpiła kolejna lekcja dla Jedi.

A co mialem zrobic? Pociąć bandziorów mieczem świetlnym na części? :P Tak chociaż uratowalem Kotha od droida astronawigacyjnego ;-) Trzeba przyznać że w walkach które nie toczą się na śmierć i życie Jedi nie ma zbyt wielkiego pola do popisu. Najchętniej zrezygnowałbym z zasady, że użycie Force Strike'a na żyjącą istotę zawsze i wszędzie kończy się Dark Side Pointem - w końcu w samych filmach zdarzało się, że używali Force Strike'a w taki sposób i bynajmniej nie przybliżało to nikogo do przejścia na ciemną stronę mocy (np. Anakin uderzający jednego z Genoisian w II epizodzie)

stan rozgrywki wynosił 1 (kapitan straży): 1 (Hatar): 1 (BN rasy Drall)

A ja myślałem że Drall to jego imię :D Mogłeś nam go pokazać w Alien Antology (o ile jest tam jego obrazek) - jak dla mnie to byl misio taki jak z filmów Miyazakiego ;-)

[walka statków kosmicznych] zaś Klassht nie robił kompletnie nic.

Nie było tak żle. W końcu statki kosmiczne to nie jest najmocniejsza strona tej postaci. Za to była znakomita scena już po wykonaniu skoku nadprzestrzennego - natrafienie na orbitujący wielki statek federacji - eksta! - scena jak prosto z filmu :). W dodatku jeszcze Klasht wyczuwający obecność ciemnej strony mocy od mrocznego osobnika znajdującego się na planecie - przyznam że jeśli chodzi o moją postać to jak narazie jest to jeden z najlepszych wątków ze wszystkich sesji :-) Czekam na ciag dalszy...

Sesja ta miała olbrzymi plus – jeszcze nigdy gracze tak wiele razy nie zaskoczyli mnie w tak krótkim czasie i w tak wielkim stopniu.

To jestem zmuszony przyznać, że jeszcze nas nie znasz :D Nie widziałeś co wyprawia gnoll Shahal w Eberronie u kaduceusza ;-)

kaduceusz pisze:
Jeszcze co do zakończenia - ja tam bym zakończył w momencie skoku w nadprzestrzeń. Byłoby dramatycznie... a mocne uderzenie z Statkiem Federacji Handlowej i bitwą w kosmosie obok gazowego giganta zostałoby na następną sesję.

Chyba żartujesz! To była najlepsza scena sesji. Niesamowite wrażenie na koniec - to jest to :-)



W skali kaduceusza oceniam tą sesję na Nieźle [4/7]
 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

ndz kwie 02, 2006 6:25 pm

kaduceusz pisze:
Napisałem plan, żeby było czytelniej :-P

O, bardzo dziękuję. :)
kaduceusz pisze:
Kurde, jakoś do końca nie wyczułem tego motywu, bo Sulustriańczyka zupełnie nie kojarzyłem.

A niby komu namieszałeś, gdy szukałeś tego całego Rubida po lokalach stacji? I jeszcze go postrzeliłeś, po czym zwiałeś do hangaru i ukradłeś speederbike.
kaduceusz pisze:
A jak już te stworki uciekły powinieneś wywrzeń na nas zasłużoną zemstę za lekkomyślność

Coś ty taki instant action? Akcja=reakcja, ale z jakimiś odstępami.
kaduceusz pisze:
Domagamy się jeszcze dwóch półakcji na rundę!

kaduceusz pisze:
Jedyne co bym zmienił, to dał, ze za każde 5, o które przebiję trudność help another temu kumplowi, któremu pomagam, dostaje się dodatkowe +1.

Pomyślimy - na razie czeka nas kilka sesji z testowaniem nowych rozwiązań mechanicznych.
kaduceusz pisze:
Że co? IMHO za wiele się nie działo

W kilku scenach baraniałem. Albo milczałem... jak owce.
kaduceusz pisze:
No to się zdecyduj - jak ogromne wady, to nie świetna

Wady za niezgranie drużyny na jednym celu. Zalety za dynamikę i rozrywkę, żadne tam modyfikatory. :)
kaduceusz pisze:
Za chaos podczas strzelaniny, niekonsekwencję MG [trzeba było nam dać w kość za bezmyślne wypuszczenie mini t-rexów na stację] i to, ze pod koniec jedna postać znow znalazle się poza resztą drużyny [Ten Basz, Bosk, no, jak mu tam, szlachciura] - w dodatku nie mamy za bardzo motywacji by go ratować :-P Przy 5 grających jest IMHO za mało miejsca dla poszczególnych postaci i nie każdy moze się wykazać - mój Koth np. zdołał naprawić dwa razy elektronikę i rozwalić droida Corrida ;o) Dałbym 4, ale jakoś źle mi się grało.

Strzelaniny są chaotyczne - to mój styl prowadzenia, zwłaszcza, gdy grasz postacią stricte niemilitarną. Takie symulacjonistyczno-narratywistyczne skrzywienie. Ty mi tu niekonsekwencją nie pluj w twarz, jeszcze się doczekasz tego wątku. Mam za dobrą pamięć. A Sullustiańczyk to co? Efekt Twoich podbojów. Co do separacji - mam w tym swój cel a czy będziecie ratować Borsa, wasza rzecz. A 5 jest do okiełznania, ale w odpowiednio skrojonych scenariuszach - a będą już tylko takie.
pa wel pisze:
Najchętniej zrezygnowałbym z zasady, że użycie Force Strike'a na żyjącą istotę zawsze i wszędzie kończy się Dark Side Pointem - w końcu w samych filmach zdarzało się, że używali Force Strike'a w taki sposób i bynajmniej nie przybliżało to nikogo do przejścia na ciemną stronę mocy (np. Anakin uderzający jednego z Genoisian w II epizodzie)

:wink: - bo widzisz, czasem trzeba uczynić inaczej i wtedy warto zastanowić się nad zakazami - może jednak to nie daje DSP, a w każdym razie nie zawsze? :wink:
pa wel pisze:
Mogłeś nam go pokazać w Alien Antology (o ile jest tam jego obrazek) - jak dla mnie to byl misio taki jak z filmów Miyazakiego

Pokazałem, ale widać zbyt szybko - inna rzecz, iż trwała "narada wojenna".
 
Awatar użytkownika
Seji
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 7523
Rejestracja: czw mar 20, 2003 1:43 am

pn kwie 03, 2006 12:43 am

1. Hatar sie pisze, nie Khatar ;).
2. Sesja bardzo fajna, jak dotad najleposza ze wszystkich.
3. Sabbac fajny fajny :). To bylo serio niezle i bardzo mi sie podobalo :>.
4. Deckard - wejscie w nadprzestrzen to dobry moment dla napisow koncowych - nie wyjscie z niej. Naucz sie robic kliffhangery wreszcie :P.
5. Zastrzezenia... Znow nas porozdzielalo. To jest irytujace, bo ciezko nie naduzywac sytuacji (wiedza o poczynianiach graczy) bo wtedy robi sie mniej "filmowo" - jak z tym strzelaniem: owszem, mozna strzelac, ale zarzniecie wlasnej druzyny w SW tak sobie mi pasuje. ;)

Aha - fajna postac Enca, ale troche za bardzo cwana jak na moj gust. BO cwany to ja chcialem byc ;).
 
Anonim_1

pn kwie 03, 2006 1:29 am

Mój komentarz odnośnie sesji:

1. Straszyli mnie, że wprowadzenia u Eberrona bywają długie. Diabeł okazał się straszny w inny sposób, nie ze względu na bezczynne siedzenie przez pół sesji, ale dwugodzinną pogawędkę zanim naprawdę zaczęliśmy grać. Od razu zaznaczam, że nie jest dla mnie czymś złym gadanie przez jakiś czas przed rozpoczęciem grania, ale cholera jasna spieszyłem się jak bury osioł, żeby wyrobić na 15:30 a okazało się, że równie dobrze mógłbym przyjść na 17 :razz:

2. Fabularnie sesji ocenić nie mogę. Wprowadzenie, zapewne ze strony trójstronnego (MG, mojego i reszty ekipy) mrugnięcia okiem przeszło w miarę bezboleśnie. Na plus zaliczyć mogę na pewno spotkanie z trandoszańskimi łowcami niewolników, na minus - brak głębszej zahaczki fabularnej, mogącej związać mnie z grupą.

3. Bitwy kosmiczne w niemodyfikowanym d20, o czym już pisałem, są niefajne. Fajnie, że Deckard zgodził się potestować kilka alternatywnych rozwiązań (na tą chwilę jedno moje i jedno swoje). Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

4. Podzielam zastrzeżenia Seji'ego - nie wiem z jakich powodów wyrzuciło mnie na wprost tractor beam'a FH. Mam nadzieję, że będzie to miało znaczenie fabularne, inaczej okaże się niepotrzebnym dzieleniem czasu antenowego między Borsa a resztę i niepotrzebną nudą obu stron.

Seji pisze:
Aha - fajna postac Enca, ale troche za bardzo cwana jak na moj gust.

Nie no, nie mogę się zgodzić. Po pierwsze, postać wyszła niemrawa i niespójna - na następnej sesji będę musiał wytworzyć image bohatera i trzymać się go jak najmocniej. Po drugie, to kolejne oskarżenie o bycie cwaniakiem (Daimos też podobno powinien zapłacić trzy dychy :wink: ).

Moja ocena sesji: 3/7.
 
Awatar użytkownika
kaduceusz
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2843
Rejestracja: śr lut 11, 2004 12:15 am

pn kwie 03, 2006 1:52 am

Seji pisze:
Aha - fajna postac Enca, ale troche za bardzo cwana jak na moj gust. BO cwany to ja chcialem byc ;).


Dlatego proponuję jednak przejście na system przyznawania doświadczenia na podstawie kluczy z TSoY. [patrz wątek Ariocha]. Wtedy raz, ze Deckard nie będzie mial stałych problemow z przyznawaniem/obliczaniem doświadczenia [:-P], dwa, ze będziemy mieli jasne priorytety co do tego jaką kto gra rolę i co chce robić [i dostawać za to pedeki], trzy że będziemy super trendy :oP

Deckard pisze:
A niby komu namieszałeś, gdy szukałeś tego całego Rubida po lokalach stacji? I jeszcze go postrzeliłeś, po czym zwiałeś do hangaru i ukradłeś speederbike.


Głupio się przyznać, ale jakoś o tym zapomniałem :-P

Deckard pisze:
Coś ty taki instant action? Akcja=reakcja, ale z jakimiś odstępami.


Niby fakt. Tu z moim symulacjonizmem [musi minąć trochę czasu nim świat zacznie reagować] wygrywa narratywizm - po to podejmujemy te Wybory żeby obserwowac ich wyniki. A biorąc pod uwage szybkość i energię małych t.rexów, to wcale nie musielibyśmy długo czekać ;-)

Deckard pisze:
Efekt Twoich podbojów. Co do separacji


Co to za wątki matrymonialne? ;oP

Paweł pisze:
[statki federacji po drugiej stronie nadprzestrzeni]Chyba żartujesz! To była najlepsza scena sesji. Niesamowite wrażenie na koniec - to jest to :-)


Osobiście wolę jak u Hitchcocka - na początek trzęsienie ziemi a potem tylko ostrzej ;-) skok w nadprzestrzeń przy trafienie rakietą [patrz Enc] jest jak dal mnie wystarczająco dramatyczny jak na końcówkę sesji.

Seji pisze:
Hatar sie pisze, nie Khatar


Na mojej karcie jest Khatar :-P

Możesz też, Seji podać ocenę w 1-7. Będzie czytelniej.
 
Awatar użytkownika
Seji
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 7523
Rejestracja: czw mar 20, 2003 1:43 am

pn kwie 03, 2006 9:00 am

Ocena? 4/7 z plusem ;).
 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

pn kwie 03, 2006 2:27 pm

Seji pisze:
Deckard - wejscie w nadprzestrzen to dobry moment dla napisow koncowych - nie wyjscie z niej. Naucz sie robic kliffhangery wreszcie

Patrz uwaga na końcu... :wink:
ShadEnc pisze:
cholera jasna spieszyłem się jak bury osioł, żeby wyrobić na 15:30 a okazało się, że równie dobrze mógłbym przyjść na 17

Poinformuję z wyprzedzeniem, o której powinieneś wpaść. Sądzę, że będziesz miał czas na oddech.
ShadEnc pisze:
na minus - brak głębszej zahaczki fabularnej, mogącej związać mnie z grupą.

Zahaczka już przygotowana - właściwie to będzie gwóźdź programu. I nada sens Twojej obecności.
ShadEnc pisze:
Podzielam zastrzeżenia Seji'ego - nie wiem z jakich powodów wyrzuciło mnie na wprost tractor beam'a FH. Mam nadzieję, że będzie to miało znaczenie fabularne, inaczej okaże się niepotrzebnym dzieleniem czasu antenowego między Borsa a resztę i niepotrzebną nudą obu stron.

Dostałeś 20 z pocisku, palnąłeś 7 na teście astrogacji, byłeś zbyt blisko okrętu FH, dostałeś z jonówki. Gdybyś poleciał ku pancernikom - kto wie, kto wie... :wink:
kaduceusz pisze:
skok w nadprzestrzeń przy trafienie rakietą [patrz Enc] jest jak dal mnie wystarczająco dramatyczny jak na końcówkę sesji.

Należę do osób, którzy lubią piep..ć sobie świetne sytuacje. Bywa wtedy ciekawiej... :razz:
 
Awatar użytkownika
Pudłacz
Użytkownik zaawansowany
Użytkownik zaawansowany
Posty: 41
Rejestracja: pn mar 20, 2006 11:19 pm

pn kwie 03, 2006 4:16 pm

Deckard pisze:
[Dark Side Pointy za Force Strike'a];-) - bo widzisz, czasem trzeba uczynić inaczej i wtedy warto zastanowić się nad zakazami - może jednak to nie daje DSP, a w każdym razie nie zawsze? ;-)


Dobrze wiedzieć. Nie omieszkam sprawdzić tego na sesji :P

Seji pisze:
2. Sesja bardzo fajna, jak dotad najleposza ze wszystkich.

Na najfajniejszej Cie nie było :P

4. Deckard - wejscie w nadprzestrzen to dobry moment dla napisow koncowych - nie wyjscie z niej. Naucz sie robic kliffhangery wreszcie Razz.

To że się spieszyłeś nie znaczy że miał być wcześniej koniec :P Jak dla mnie sesja zakonczyła się w idealnej chwili. Końcówka robiła wrażenie (jak w dobrym serialu ;-))

Enc pisze:
brak głębszej zahaczki fabularnej, mogącej związać mnie z grupą.

No właśnie. Nie licz, że będę Cię na przyszłej sesji ratował z łap FH :D

kaduceusz pisze:
skok w nadprzestrzeń przy trafienie rakietą [patrz Enc] jest jak dal mnie wystarczająco dramatyczny jak na końcówkę sesji.

To nie mnie trafili rakietą, wieć dla mnie nie byłoby dość dramatycznie :P A tak każdy miał coś dla siebie - Enc rozwalony statek, a ja mrocznego lorda :-)
 
Anonim_1

pn kwie 03, 2006 5:04 pm

Deckard pisze:
Dostałeś 20 z pocisku, palnąłeś 7 na teście astrogacji, byłeś zbyt blisko okrętu FH, dostałeś z jonówki. Gdybyś poleciał ku pancernikom - kto wie, kto wie...

Najpierw dostałem rakietą - i to jakieś lekkie uszkodzenia, zdziwiłem się jak mi powiedziałeś, że wysiadł hipernapęd i komputer. W teście Astrogacji wyturlałem 13 a nie 7. Jonówka mnie trafiła ot tak, bez rzutów - specjalnie czaiłem, czy turlasz kostkami, czy robisz filmowe, railoradowe zakończenie :razz:

Gdybym poleciał ku pancernikom, które do mnie strzelały? Wolałem uciekać, chyba ze zrozumiałych powodów...
 
Awatar użytkownika
Seji
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 7523
Rejestracja: czw mar 20, 2003 1:43 am

pn kwie 03, 2006 7:43 pm

pa wel pisze:
Jak dla mnie sesja zakonczyła się w idealnej chwili. Końcówka robiła wrażenie (jak w dobrym serialu )

Idealnie, to by bylo albo skok, albo wyjscie i widok okretow. NIE latanie miedzy nimi. Dramatyzm spada.

Widac, ze Deckard nie oglada seriali ;).
 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

wt kwie 04, 2006 3:26 pm

Encu: wyturlałem 19 na jonówkę, a uderzenie pocisku (20) już nie tyle spowodowało uszkodzenia (choć osłon już niemal nie miałeś), co małe rozkalibrowanie hipernapędu. Ciesz się, bo z takim testem upierdliwy MG wysadziłby Borsa układ dalej, albo zostawił na łasce nadlatujących jednostek Federacji.
 
Anonim_1

wt kwie 04, 2006 4:46 pm

O ile dobrze pamiętam, sesja skończyła się w momencie, kiedy wielki statek FH połyka mój mały, okaleczony myśliwiec. :wink: Swoją drogą - nie rzucałeś też na Pilotaż droidom, kiedy wchodziły mi na ogon (zrobienie pętli to chyba ST 25, prawda? :P). Ogólnie nie mam chyba wątów do Ciebie jako MG, raczej do systemu blokującego jakiekolwiek próby heroicznego zachowania i możliwości dokonania czegoś fajnego w kosmicznych bitwach.

Na tą chwilę d6 >> d20 :)
 
Awatar użytkownika
Deckard
Fantastyczny dyskutant
Fantastyczny dyskutant
Posty: 2097
Rejestracja: wt wrz 20, 2005 9:50 pm

wt kwie 04, 2006 7:06 pm

Rzucałem... jeden wyszedł na 27, drugi na 23 (i dlatego strzelał tylko jeden). A jak wypadła 1 u obu, to wpadły na siebie i zaryły w stację (jeden w wieżę, drugi w kadłub).

Zmodyfikujemy co trzeba i będziecie szaleć aż R2 będą skwierczeć...
 
Anonim_1

wt kwie 04, 2006 8:45 pm

Deckard pisze:
Zmodyfikujemy co trzeba i będziecie szaleć aż R2 będą skwierczeć...

I to jest najlepsze podsumowanie naszej dyskusji. :)

Pamiętaj tylko, że astromech mojej postaci to C64 :wink:

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość